Znaleziono 64 wyniki

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Wampirzyca uśmiechnęła się do siebie i poklepała Joe po głowie. Miała pod opieką już jedną śmiertelniczkę i choć i ten rozpaczliwie potrzebował opiekuna, to chyba musiał jednak liczyć na kogoś innego. Wciąż miała trochę czasu tej nocy, ale nie na tyle, by go bezowocnie marnować. Odetchnąwszy z ulgą (nawet jeśli tylko metaforycznie) ruszyła w kierunku wyjścia z klubu. Eh, szkoda, że nie miała przy sobie motoru, czekała ja przez to dość długa przechadzka. No co zrobisz, jak nic nie zrobisz..
Rozejrzawszy się po raz ostatni po klubie poprawiła swoje brania i wyszła. Szlag by trafił fakt, ze jej podwózka gdzieś wsiąkła, na to jednak również nie mogła nic poradzić.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Biedny Joe... Głos sumienia dźgnął wampirzycę. Nooo, może powinna go chociaż gdzieś usadzić, niech odpocznie, ale po tym... o tak, obowiązki!
Jeśli znalazłaby miejsce usadziłaby na nim biedaczysko po czym sama zniknęłaby zupełnie nieświadoma, że tuz obok jeden ze Spokrewnionych również wybrał się na łowy.
Wzdychając zamierzała sprawdzić otrzymaną od towarzysza kartkę i zając się sprawa, za która jakby nie patrzeć jej zapłacono. Dzięki bogu, że noce wciąż były jeszcze dość długie, nie chciałaby być zmuszona zajmować się tym latem.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Przez chwilę kusiło ją by wyssać biedaka do końca, rozsądek jednak zatirumfował nad pokusą. Po przynajmniej częściowym zaspokojeniu głodu straciła zainteresowanie chłopakiem. Miała o wiele ważniejsze rzeczy do roboty niż zabawianie pijaka. Miała nadzieję, że efekt Pocałunku utrzyma się na tyle długo, by udało jej się wymknąć z uścisku bez wzbudzania zbytniej sensacji. Jeśli ten by pytał zamierzała zapewnić, że wychodzi tylko do łazienki...

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

W normalnych warunkach chłopak dostałby od niej solidnego kopa w rodzinne klejnoty i tyle. Na jego (nie)szczęście to nie była normalna sytuacja. No i szczęście chyba jej sprzyjało, skoro kolega pijaka postanowił skorzystać z większych niż biedny Joe umiejętności uwodzenia płci przeciwnej. Upewniła się, że chłopak opiera się o ścianę dość stabilnie, by się zraz nie poprzewracali... ani, żeby jej nigdzie nie uciekł. Nie żeby posądzała go o chęć.
- Naaah... Jest świetnie, skarbie. A będzie jeszcze lepiej.
Roześmiała się cierpliwie pozwalając śmiertelnikowi się spoufalać, ba, nie pozostając dłużna (choć raczej jej pieszczoty były raczej pretekstem do przytrzymania go w miejscu) i rzuciwszy ostatnie spojrzenie wokół, by upewnić się, że teren jest czysty nachyliła się nad szyją swojego "wybranka". Nie miała czasu na "delektowanie" się zdobyczą - szybkie wysunięcie kłów, gdy usta będą już na skórze i pociągnięcie paru łyków. Cały czas gotowa była przerwać i zalizać rankę ponownie udając nieszczególnie wybredną co do towarzystwa śmiertelniczkę jeśli cokolwiek szło by źle.

[Jeśli pójdzie dobrze chcę wypić 1-2 PK, ale jakby co gotowa jestem przerwać wcześniej jeśli sądziłabym, że ktoś może mnie nakryć, ale zaczęłabym być za bardzo pijana.]

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

No wreszcie! Uśmiechnęła się do siebie. Noc może jednak nie być stracona, przynajmniej o ile wszystko pójdzie tak, jak szło do tej pory.
Skupiona na posiłku niemal nie zauważyła wejścia nieznanej jej dziewczyny, choć dość niezwykła uroda niewątpliwie przykuwała wzrok. Ale dla niej to tym lepiej, prawda? Lepiej żeby zwracali uwagę na to co robi jakaś białowłosa niż ona.
Objęła swoją zwierzynę ramieniem i dyskretnie spróbowała ocenić czy ktoś zwraca na nich uwagę.
- Wow, strasznie głośno, nie? Nie masz nic przeciwko? Nie chcę żeby ktoś mnie jeszcze porwał...
Roześmiała się przytulając do Joe i czekając na okazję. Wokół było sporo osób, więc to, co zamierzała zrobić musiało wyglądać naturalnie, ot kolejna obściskująca się para, może powinna stanąć na palcach? Uh, miejmy nadzieję, że przynajmniej uniknie pocałunku, choć bądźmy szczerzy... bywało gorzej.
Zęby zaświerzbiły, no dobra Eve, tylko tego nie spieprz, Maskarada ponad wszystko. Czy coś. Wystarczy, że pomyślą, że szepczesz mu te durne, słodkie walentynkowe bzdury na ucho.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

To było dosyć smutne na swój żałosny sposób. Przypominał starego wałacha ze złamana nogą, którego pewnie należałoby dobić dla jego własnego dobra, ale jakoś tak przykro było w ogóle patrzeć. Westchnęła w duchu nie zwracając zbytniej uwagi na "przypadkowe" dotknięcia.
- Mhm, no proszę, proszę...
Mruknęła uśmiechając się do niego zachęcająco i powoli starając się przesterować ich "tańcem" gdzieś bliżej ścian. Najlepiej jak najdalej od kumpla biednego pijaczyny. Ocierające się wokół apetyczne ciała tylko zwiększały jej głów i naprawdę miała nadzieję, że uda jej się choć trochę coś przegryźć. Zanim jej kolacja zrobi coś czego może później bardzo żałować.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Nie mając czasu, by sprawdzać jak idzie jej towarzyszowi zwyczajnie się nim nie przejmowała.
- No dzięki.
Roześmiała się rozumiejąc czemu biedaczysko nie miał zbytniego szczęścia z kobietami. Sam zapach aż tak jej nie przeszkadzał, ostatecznie sporo czasu spędzała z bezdomnymi, a i ci nie pachnieli przecież najprzyjemniej. Zerkała wokół czkając jakiegoś w miarę dyskretnego miejsca, do którego mogłaby zabrać swą ofiarę. Zawsze zostawała ubikacja, ale... cóż, jakoś wolałaby tego uniknąć. Może i zbytniej reputacji nie miała, ale jednak aż tak jej pogarszać ie chciała.
- Ty też jesteś całkiem spoko. Często tu przychodzisz?

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Dużo rzeczy mogło potoczyć się nie tak jak chciała. Facet mógł się znowu porzygać (choć miała nadzieję, że nie miał już czym), mógł zemdleć, wywołać bojkę lub okazać się przynęta jakiegoś pomysłowego łowcy. Był jednak również posiłkiem i to pozbawionym weneryków, bo jakoś trudno jej było uwierzyć, że gościu kiedyś zaliczył. Dlatego też przyjęła oferowane ramie i lekko pociągnęła chłopaka na parkiet. Trochę zabawy powinno mu nadać lepszy smak, prawda? Skoro już zrezygnowała na ten wieczór z menu składającego się z bezdomnych i zwierzaków równie dobrze może się cieszyć posiłkiem.
- No to wio!
Roześmiała się przyjaźnie.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Nieświadoma walki kumpla w imię męskiego ego podążyła za spojrzeniem Dylana i westchnęła po czym parsknęła nieco gorzkich śmiechem.
- Taaa, w sumie tak.
Wyszczerzyła się przyjaźnie do śmiertelnika, bardzo uważając, by przypadkiem nie wysunąć kłów. Był całkiem apetyczny...
- Hm, w sumie czemu nie? Dooobra, mamy w końcu walentynki.
Powiedziała w końcu łaskawie, po chwili namysłu. Nie ma co się rzucać, nie? Byłoby to dość podejrzane. Choć akurat na drinka miała sporą ochotę. I praktycznie pewność, że go dostanie. Choć raczej nie w formie jaka człowiek miał na myśli.
- To życz mi szczęścia, to może się nie połamiemy.
Mruga łobuzersko do Dylana po czym wstaje i rusza do Joe przybierając zatroskany wyraz twarzy.
- Hej! Czujesz się dość dobrze, by zatańczyć, złotko?

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Kąciki jej ust drgnęły lekko, gdy powstrzymywała próbujący się wydostać śmiech. No proszę, ile to dziewcząt odrzuciło naszego biednego młodego bohatera.
Wraz z resztą towarzystwa weszła do środka i rozejrzała się ze szczerą ciekawością.
- Eve.
Przedstawiła się posyłając Dylanowi uśmiech.
- Mhm? Niezły pomysł.
Tym razem naprawdę parska przyjaznym śmiechem.
Machnęła jeszcze ręka oddalającemu się Victorowi i rzucając spojrzeniem za Joe ruszyła w kierunku loży. Młody byłby teraz łatwą ofiarą, to prawda. Ale wcale nie była pewna, czy chce się po posiłku zataczać.
- Trzeba będzie na niego uważać zanim się w kłopoty wpakuje.
Mruczy cicho w kierunku "kierowcy".
- Zawsze tak ma?
Wygląda na szczerze zaciekawioną.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

- Taaa? Trzeba będzie spróbować.
Mruknęła spokojnie na uwagę o cenie alkoholu po czym zerknęła na przyjeżdżających próbując ich zakwalifikować jako "potencjalny posiłek", "zagrożenie" lub "inny".
Zaraz jednak na powrót zwróciła swa uwagę na młodych i towarzysza. Lekko dźgnęła go łokciem.
- Ej, ładnie to tak rozpowiadać wszystko na lewo i prawo?
Zamarudziła, uśmiechając się jednocześnie do Victora. "Dzięki, stary, wiedziałam, że na Ciebie mogę liczyć."
Również popatrzyła na rzygającego.
- Jak już poczujesz się lepiej to może wracaj z kolegą do środka, pogadamy. Nikt nie powinien siedzieć sam w Walentynki. A już zwłaszcza odmrażając sobie przy tym dupę.
Uśmiechnęła się przy tym do obu młodziaków. Dwa w jednym nie zaszkodzi. Opinią jaką może sobie wyrobić się nie przejmowała.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

Wylazła z samochodu starając się na nic nie wpaść. Uśmiechnęła się do towarzysza z pewnym rozbawieniem.
- Każdy ma jakiś gust. Jak dla mnie to coś jest w porządku.
Oznajmiła spokojnie i kiwnęła głową. Kiedy ich drogę przecięły młodziki spojrzała na nich ze skrywanym głodem.
- Jasne...
Zamruczała cicho do przyjaciela.
- Bedę wdzięczna... o ile tez odwieziesz mnie do domu po tym jak z nimi skończę, bo nie wiem czy będę mogła ustać.
Na ustach wampirzycy pojawił się krzywy uśmieszek.
- To dajemy...
Po tych słowach ruszała dalej, zwalniając jednak przy dzieciakach i przybierając nieco zatroskaną minę.
- Ej, wszystko gra? Az tak paskudne drinki tu mają?

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Pokazuje mu język decydując się nie dodawać, że drugim daniem są z reguły bezdomni. W końcu pewnie nie ma się czym chwalić, prawda?
- Klub? Hm, lepiej wybiorę coś w miarę czystego... chyba, że pożyczysz mi koszulę..
Uśmiecha się i puszcza mu oczko. Po kilku minutach, wymyta i przebrana jest już gotowa do drogi.
Po drodze zabrała oczywiście kartkę i przeczytała ją przed schowaniem w kieszeń jeansów.
Była dość nerwowa, ale całkiem podekscytowana. Ktoś mógłby pomyśleć, że rzeczywiście są para wybierającą się na romantyczną randkę...

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Przytakuje.
- Taaak, w tym mieście w sumie lepiej na wszystko i wszystkich uważać, ale skoro nikogo nie wkurzyłeś...
Marszczy lekko brwi i patrzy an niego z troską.
- Miejmy nadzieję, że wszystko się wyjaśni.
Wzrusza ramionami. W końcu akurat w tej sprawie niewiele mu może poradzić.
- Czternasty?
Marszczy brwi zastanawiając się, o co wampirowi chodzi i dopiero po dłuższej chwili sobie przypomina.
- Aaaa, tak. W sumie racja. Chyba jeszcze nigdy tego nie świętowałam.
Przyznaje drapiąc się za uchem po czym przyjmuje pomoc i otrząsa się.
- Och, myślę, że mogę przerwać moją dietę z bezdomnym kotów na jedną noc.
Ze śmiechem puszcza mu oczko.
- Dzięki, stary.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Przysłuchiwała się słowom przyjaciela mimowolnie potakując i uśmiechając się. W sumie miał rację. Gangrele ze szczególnej subtelności nie słynęły. Potrząsnęła głową i usiadła obok niego.
- Jesteś straszny. Po prostu nie do zniesienia. Ale tak.
Mruknęła patrząc nań i nie mogąc powstrzymać lekkiego, czułego uśmiechu. Gdyby nie on sprawa byłaby o wiele trudniejsza... i kto wie co by się stało w międzyczasie? Wiele mu zawdzięczała i zaczynała się z tym czuć niekomfortowo. ceniła sobie swoja niezależność, a tutaj wylądowała z ghulem, który potrzebował dachu nad głową, jedzenia, opieki... A wszystko to przez to, że postanowiła pomóc nowemu znajomemu...
- Jak ja Ci się kiedykolwiek odwdzięczę, to nawet nie mam pojęcia, skarbie.
Westchnęła podobnie jak on podnosząc się ponownie.
- I tak, polowanie to dobry pomysł.
Oblizała wargi.
- Bardzo... dobry...
Nawet nie zamierzała udawać, że nie jest głodna. Kusiło ją, by skorzystać z jedzenia tuż obok, ale... nie po to ratowała małą, żeby ją teraz wyssać, prawda?

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Roześmiała się i pochyliła nad wampirem, by cmoknąć go w policzek.
- Spokojnie, jeszcze nie idę, chociaż niedlugo będę musiała ruszyć się coś zjeść... i spotkać z naszym pięknym znajomym.
Skrzywiła się wyraźnie wyglądając przy tym jak psiak, który narobił w kapcie i już widzi zwiniętą gazetę w rękach właściciela.
- Jak się czujesz?
Niby wczorajsze przejścia nie powinny na nich wpłynać, ale lepiej zawsze zapytać, prawda?
Przeciągnęła się i otrzepała lekko czekając na odpowiedź.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Po wyjęciu wszystkich kul wraz z Victorem zapadła w sen.

* * *
14 lutego 1999
* * *


Po przebudzeniu skrzywiła się wyraźnie. Głód dawał o sobie znać... i pomyśleć, że doskonały posiłek jest gdzieś tam w kolejnym pokoju...
Westchnęła i otrząsnęła się patrząc, czy jej towarzysz wciąż śpi. Jeśli nie zamierzała go poinformować, że idzie pod prysznic, a później chyba wybierze się na małe polowanie proponując jednocześnie, by ten jej towarzyszył. O ile oczywiście miał na to ochotę. Jej nowa ghulica i tak zapewne wciąż spała (byłaby zdziwiona, gdyby ta nie padła po takim czasie), więc powinni w spokoju móc wymknąć się na parę godzin... i może przy okazji załatwić te kilka zaległych spraw...
Na myśl o spotkaniu z nieszczególnie zachwyconym Nosferatu aż się wzdrygnęła. Taaa, lepiej mieć to za sobą.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Uznając, że jej nowy ghul jest w dobrych rękach udała się do pokoju Victora, by tam w spokoju powyciągać z niego kule. Gdy dzieło było skończone znalazła sobie jakiś spokojny kącik, by przetrwać nadchodzący dzień. Prysznic rownie dobrze mogła wziąć po przebudzenie. No, chyba, że towarzysz bardzo nalegał...

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

- Zawsze możesz poprosić o tabletki nasenne, jeśli chcesz. Nie powinno być efektów ubocznych. Albo możesz się po prostu położyć i odpocząć. Pooglądać telewizje, czy na cokolwiek masz ochotę, kochanie.
Uśmiechała się niemal czule. I pomyśleć, że sama była dość młoda i na ten dość lichy wiek wyglądała, a niańczyła inną dziewczynę.
- Dobry wieczór.
Przywitała się z ghulem Victora po czym przeniosła wzrok na Victora.
- Taaa, tak długo jestem na nogach, że chyba rzeczywiście zaraz, padnę. I jasne, zaraz ci pomogę, skarbie.
Ponownie patrzy na swoja podopieczną.
- Wybacz, porozmawiamy później. I nie martw się, jesteś tu bezpieczna.
Przeniosła spojrzenie na starsza kobietę.
- Mogłaby pani zerknąć później czy oparzenia się dobrze goją? Biedactwo poparzyło się herbatą.
Zamierzała po tym podziękować za pomoc i wraz z Victorem ruszyć do jego miejsca spoczynku, powyjmować kule i wreszcie odpocząć.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

- Nooo, zobaczymy. Ja osobiście ich raczej nie używam. Głośne i jeśli nie jesteś wyszkolony to i tak na niewiele się zdają. A przynajmniej tak słyszałam. Ale nie martw się, postaram się, żebyś nie została bezbronna.
Przyjrzała się krytycznie swemu dziełu.
- Dobra, myślę, że zaczekamy teraz aż okłady się ocieplą, porozmawiamy ze znajomą Vica i tyle na dziś, co Ty na to? Powinnaś odpocząć, a i my musimy pozałatwiać parę spraw związanych z bezpieczeństwem i tak dalej.
Westchnęła i rozmasowała skroń.
- Pogadamy jutro czego dokładniej będziesz chciała się nauczyć, skoro i tak będziemy się często widzieć.
Mrugnęła do niej i o ile dziewczyna nie protestowała zbytnio rzeczywiście miała zamiar ja przedstawić (no i siebie), położyć spać po dopatrzeniu, by wzięła coś przeciwzapalnego i zająć się sobą. Musiała powyjmować z Vicusia kule i... cóż, to chyba chyba na tyle. Spotkanie z jej nieszczególnie zachwyconym Nosferatu musiało poczekać do jutra.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Słysząc słowa swego nowego ghula zamrugała dosyć zszokowana. Oook, chyba powinna wstrzymać konie z uczeniem jej jak robić pazury. tak na czas nieokreślony.
Mając nadzieje, że jeśli do środka wszedł ktoś, kto nie powinien, to Victor się nim zajmie, zamiast tego sama skrzywiła się i zaczęła wstawać.
- Pokaż ręce. Lepiej je wsadźmy pod zimna wodę.
Zakomenderowała.
- I miałam raczej na myśli nauczenie cię na początek jak skutecznie kopnąć kogoś w klejnoty, ale jeśli nie będzie innego wyboru.
Zamierzała wraz z młodą pójść do kuchni, by czymś ochłodzić ręce i może znaleźć jakieś papierowe ręczniki, by je namoczyć ki położyć na reszcie oparzeń. Lepiej zapobiegać niż leczyć.
Po drodze jednak kiwnęła kobiecie uśmiechając się przepraszająco. O ile oparzenia nie byłyby specjalnie poważne (a skoro herbatę piła, to nie powinny) zamierzała zaraz wrócić i powierzyć dziewczynę ghulowi Victora. Co za noc...

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Westchnęła i popatrzyła jej w oczy.
- Hej, spójrz na mnie. To nie twoja wina, rozumiesz? Żałuję tylko, że nie udało nam się przyjść wcześniej. Ale zrobiłaś co musiałaś żeby przetrwać.
Przez chwilę waha się.
- Kiedy byłam mała mój ojciec kompletnie się schlał. Jak zwykle zresztą. Próbował się do mnie dobierać więc uciekłam. Szwendałam się po ulicy, żebrałam, kradłam i robiłam jeszcze gorsze rzeczy. I wiesz co? Nie zamierzam przepraszać. To nie była moja wina, że świat był do bani. I to na pewno nie jest twoja. Miałaś paskudną noc. Ale spróbuj o tym myśleć w ten sposób - teraz może być tylko lepiej, nie? A jeśli będziesz potrzebować forsy... coś wymyślimy. Na razie ważne żebyś doszła do siebie.
Obdarza ją szczerym uśmiechem.
- Och i jeśli będziesz chciała się nauczyć jak skopać dupę następnemu sukinsynowi, który spróbuje cię obmacywać... to daj tylko znać.
Puściła jej oko.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Patrzyła na to wszystko z mieszaniną niepokoju i ulgi. Obserwowała jak dziewczyna (przynajmniej pozornie) uspokaja się. Kiedy ta się odezwała wampirzyca odpowiedziała uśmiechem i przytaknęła.
- Coś w tym stylu. Nic, co mogłoby zaszkodzić.
A przynajmniej miała taką szczerą nadzieję.
- Tylko nie spiesz się tak, nikt ci kubka nie zabierze. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Tyle przeszłaś, uznałam, że to pomoże ci się uspokoić.
Wyjaśniła spokojnym tonem.
- Skąd właściwie jesteś, Caroline? Ja wychowałam się w Anglii, tu jestem właściwie od niedawna.
Skoro były na siebie skazane równie dobrze mogła ja nieco poznać przed tym wszystkim. Może ta się wygada i później spokojnie zaśnie. Pozostawała jeszcze sprawa Nosferatu... tyle rzeczy jakimi musiała się zabrać, a tak mało czasu. W takich chwilach naprawdę wolałaby mieć zwykłe, ludzkie problemy. Jak czynsz. Albo nowy sweter, czy coś. Ugh.
Rozejrzała się. Nie żeby, nie była wdzięczna Victorowi, że nie straszy młodej, ale jednak dziwnie się czuła w jego własnym mieszkaniu bez właściciela w pokoju.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Z pewna fascynacją patrzyła na spływającą z własnego ciała krew. Jeśli to co słyszała było prawdą powinna to powtórzyć w pewnym odstępie czasu jeszcze przynajmniej ze dwa czy trzy razy... Bedzie musiała zapytać o to Victora. Kiedy dostateczna ilość skapnęła do napoju przesunęła językiem po rance. Wolała nie stresować dziewczyny krwawiąc na wszystko. Zwłaszcza, że z tego, co słyszała ta i tak była w nie najlepszym stanie.
Ze zmartwieniem spojrzawszy na swego towarzysza ruszyła do pokoju.
- Hej, maleńka, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Masz, napij się, poczujesz się lepiej po czymś ciepłym. Nie chcemy żebyś się pochorowała po tym spacerze, prawda?
Przykucnęła przy śmiertelniczce uśmiechając się przyjaźnie i podsuwając kubek, ostrożnie, by jej nie przestraszyć.
- Już dobrze, jesteś bezpieczna.
Mamrotała cicho uspokajające bzdury, jakich z reguły używała, by uspokoić zranione zwierzęce znajdy, którym próbowała pomóc. Nie liczyły się tak naprawdę słowa, a sam ton. Nie sądziła, by w tym wypadku z dziewczyną było inaczej.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Dziewczyna mogła być dziwką,w porównaniu jednak z nimi była praktycznie niewinnym jagniątkiem. Nie znaczyło to, że Eve nie miała serca. Choć jeśli niedługo nie złapie sobie jakiejś kolacji, to pewnie zacznie na nią patrzeć jak na kolejny posiłek, to na razie wciąż była w stanie zdobyć się na nieco współczucia.
Przez chwile wyglądało jakby zamierzała poklepać młodą po policzku, jednak zrezygnowała wpół gestu, przypominając sobie, że ta nie życzyła sobie dotyku.
- Miałaś pecha. Albo szczęście, zależy jak na to spojrzeć.
Posłała jej krzywy uśmiech.
- W końcu może będziesz miała okazję trochę się poduczyć jak radzić sobie z takimi śmieciami. Jeśli będziesz chciała.
Po tych słowach ruszyła do kuchni, by pomóc z szukaniem czegoś do picia, preferowalnie czerwonego koloru... równie dobrze mogła teraz "doprawić" jej napój.
Nie było to uczciwe, ale chyba lepsze niż alternatywy. I rzeczywiście pomoże młodej się dostosować, prawda?
A przynajmniej taka miała nadzieję.

[O ile uda się jakiś napój, do którego można w miarę niepostrzeżenie dodać vitae -1 krwi na zghulenie Caroline]

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Niepewnie zerknęła na towarzysza. Taaa, sprawy się komplikowały. Chyba wolałaby, żeby do niej strzelano. Odchrząknęła cicho i popatrzyła na dziewczynę.
- Może wolisz usiąść?
Zapytała jeszcze cicho.
- I no... łatwiej będzie odpowiedzieć na to drugie. W zamian za przysługę u znajomego miałam pozbyć się sukinsynów sprzedających między innymi ciebie i resztę dziewczyn. Nie żebym potrzebowała zachęty. Takie śmiecie sobie na to zasługują.
Mimowolnie obnaża zęby (na szczęście dla dziewczyny nie wysunięte) w cichym warknięciu po czym po chwili kontynuuje.
- Poprosiłam Victora o pomoc, bo nie byłam pewna, czy uda mi się załatwić sprawę dość szybko, by nie ucierpiały postronne osoby. Zamierzaliśmy wejść po cichu, sprzątnąć ludzi i uwolnić Was, ale wtedy usłyszeliśmy ciebie i... no, sprawy się komplikowały, bo nie mogliśmy czekać.
Wzrusza ramionami uśmiechając się krzywo i rozkłada bezradnie ręce.
- Resztę znasz. Co do tego kim jesteśmy... To trochę bardziej skomplikowane i myślę, że na dziś chyba ci starczy rewelacji, co? Jak dla mnie na razie możesz o nas myśleć jak o swoich aniołach stróżach. Mamy parę sztuczek w zanadrzu, ale wcale się aż tak nie różnimy.

Re: 2430 8th Ave N, Private Apartment

Zdjęła buty i odłożyła je przy drzwiach zdejmując przy okazji przemoczone skarpety.
- Dzięki za pomoc, Viki. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Przyznała posyłając mu szczery uśmiech po czym ściszyła głos.
- Więc... te ghule, tak? Po prostu dajesz im krew i tyle? Jezu, nigdy tego nie robiłam, ne chcę jej bardziej przestraszyć. Ale wtedy powinna sprawiać mniej kłopotów... chyba.
Większość czasu spędziła kręcąc się niespokojnie i zaznajamiając z resztą mieszkania.
- Masz tu jakąś kuchnię? Pewnie przydałoby się młodej dać chociaż coś do picia.
Wolała nie wspominać, że w tym aspekcie pewnie nie będzie to akurat jedyna rzecz.
- Przydałaby się też jakaś czysta koszula, jeśli z jakąś możesz się rozstać.
Widać, że jest dosyć niespokojna i zwyczajnie zmartwiona. Sprawa mogła pójść lepiej. W dodatku na głowie miała teraz śmiertelniczkę, której nijak nie chciała, ani nie potrzebowała, ale wypuścić nie mogła. jak jednak powiedziałeś a, musisz powiedzieć b. Teraz musiała się o nią zatroszczyć. A to oznaczało nakarmienie dzieciaka i załatwienie mu ciuchów.
Kiedy dziewczyna wreszcie wyszła z łazienki Barton ubrana była już w podkoszulek i jeansy i pewnie nie sprawiałaby zbyt groźnego wrażenia, gdyby ta nie widziała jej wcześniej.
- Och, jesteś już? Chcesz coś do jedzenia? A, i będę potrzebować rozmiar strojów, żeby coś kupić.
Paplaniną próbowała pokryć zdenerwowanie.
- A i na razie muszę prosić żebyś nie wychodziła z mieszkania. Nie wiemy czy ktoś z ludzi od tego grubasa nie będzie cię szukał. A i podobno gliny były w to coś zaplątane.
Przeczesuje włosy dłonią wzdychając cicho.

Wyszukiwanie zaawansowane

cron