Znaleziono 213 wyników

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

Michelle naprawdę miała więcej szczęścia niż rozumu, że trafiła z tego rodzaju żartem do odpowiedniej osoby. Reakcja wydawała się być szczera. Może nawet było dobrym początkiem do tego, co zadała primogen. Można by się zastanawiać, czy tego rodzaju pytanie było odpowiednie skoro jak na razie nie wyglądało, by sprawiało to jakikolwiek problem, ale Michelle była ostatnią osobą która mogłaby wytykać tego rodzaju rzeczy komukolwiek. Wszystko jednak wydawało się być w porządku. Mogły zostać dopóki nie będzie z nimi problemów. Brzmiało sensownie. I chyba przekonało jej zwierzchniczkę.
No i przy okazji dowiedziała się pewnego imienia. Nie to, by miała zamiar tam podchodzić w najbliższym czasie, przynajmniej dopóki nie ochłonie - ona i on, ale mimo wszystko nie dziwiła się, że takie są reakcje. Tego rodzaju wybuchy o takie rzeczy wyglądały dość groźnie, i aż strach pomyśleć co by były gdyby powód był poważniejszy.
Och, i dostały "drinka". Nim Michelle cokolwiek zrobiła poczekała na to co zrobi primogen, jednak wszystko wydawało się być na miejscu. Sama sprawdziła na wszelki wypadek, ostrożnie. Słyszała, że krew potrafi ciągnąć za sobą alkohol jeżeli została wybrana z pijanej osoby, wolała się upewnić by potem nie prowadzić pod wpływem... No co, starała się być odpowiedzialna!
-Dz-dzięki...-Skinęła głową. Niezależnie od tego czy będzie czy nie będzie pić, to było całkiem dobre. Zajmuje ręce i nie zwraca aż tak uwagi. Michelle miała jednak pewne zadanie, do którego powinna się zabrać. Miała pewnego rodzaju wsparcie, ale jednak główna część roboty była na jej barkach. I co gorsza - ustach i pozostałej części całego aparatu komunikacyjnego. Stała parę chwil przy barze, zastanawiając się jak pociągnąć jakikolwiek temat. Wiadomo było z kim rozmawiała, ale trzeba było to zrobić przynajmniej półzgrabnie...
-...Są tu jeszcze takie... ciekawe osoby?-Od razu przy tym poleciały w ruch chyba połowa gestykulacji jakiej mogła wykonać. Delikatne, acz nerwowe ruchy dłonią, mimika - wszystko to by pokazać, że wcale nie miała nic złego na myśli w żadnym tych dwóch słów znaczeniu. Wiadomo było o co chodzi, ale nie chciała dorabiać do tego jakiejś filozofii. A naprawdę nie wiedziała jak jeszcze zagadać, cokolwiek innego wydawało jej się dość dziwne. Ale była młoda i... Nie znały się ewidentnie, więc... może... to będzie normalne?

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

Może to i lepiej, że nie czekała. Michelle też musiała się nauczyć działać trochę sprawniej, bez takiego zastanowienia, zwłoki... pewniej? Cały czas nad tym pracowała, ale to nie było wcale takie proste... Mimo to, powinna spróbować! W końcu bardziej niż w innych miejscach miała tutaj do czynienia z innymi rekinami. Nie powinna wyglądać cały czas jak jedna z wielu płotek. To... Jakby się nad tym zastanowić mogło być czasem przydatne, ale właśnie. Miała się mniej zastanawiać a zamiast tego działać. Albo może to nie o to...
Czuła na sobie spojrzenia. Uczucie tak namacalne i znane, z którym przez te lata nie mogła sobie poradzić. Dla niektórych ponoć było to źródło siły, i spędzali sporo czasu by otrzymywać taką formę atencji. Ona była inna, jej charakter był inny, odzyskiwała energię w inny sposób. Spędzenie większości swojego życia pod kloszem... Niemal dosłownie. Jej skóra nigdy nie przepadała za światłem słonecznym, aż bała się pomyśleć, jak szybko teraz by... Ale poszła. Z pewną obawą w kroku, ale aż tak bardzo nie zwlekała. Po raz kolejny - nie mogła pozwolić czekać.
Albinoska popatrzyła ze współczuciem na przeganianego klienta. Już i tak z momentem jej... ich wejścia, a może nawet wcześniej nie mógł liczyć na pełną uwagę, ale przynajmniej był utrzymywany w jakiś pozorach. A tutaj przyszły dwa "obiekty" ciekawsze i ot, spadaj. To... Nie podobało się dziewczynie, ale też nie był to jej teren. Żaden nie był, nawet jej mieszkanie zdawało się... Nie, tam musiała utrzymywać swoje zasady. Gdzieś musiała, miała w końcu dla kogo!
Dosłownie na moment Michelle opuściła głowę. Temat jak zwykle - jej wygląd. Jednak naprawdę starała się by nie dawać po sobie aż tak poznać, jak niekomfortową sytuacją dla niej było przebywanie w tym miejscu. Jakimkolwiek nowym, tak naprawdę, wśród nowych ludzi i innych stworzeń. Primogen milczała, co oznaczało tyle, że ciężar rozmowy opadał na nią. No tak... Ona miała tylko towarzyszyć. Jakby miała zrobić wszystko sama to by przyjechała tutaj sama...
-Um... fakt... Przynajmniej się nie świecę, chociaż tyle...-Albinoska niezręcznym żartem chciała... dokonać czegoś. Czego, to już nie miała pojęcia, ale i tak nie miała czasu rozwinąć czy jakoś się wycofać z tej myśli. Ogólne zamieszanie nabrało kolejnego akcentu, jak jeden ze spokrewnionych którego zauważyła dostał jakiegoś napadu... to chyba nie był szał, ale gniew zdecydowanie. I nie dziwiła się już, czemu wszyscy obchodzili go szerokim łukiem. Ona była daleko, a kuliła się w sobie jakby zaraz jej miało się oberwać.
-Uh...-Tylko tyle była w stanie skomentować. Wolała się do tego ograniczyć, zanim powie o jedno słowo za dużo. Może jej się uda tego uniknąć-...Michelle... Ciekawe miejsce... I osoby...-Nie chciała utrzymywać bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Zamiast tego wodziła oczami po różnych elementach wystroju, ludziach... spokrewnionych... Może tylko omijając tego "wzburzonego". To nie był dobry pomysł, by nawiązywać w tym momencie kontakt. Jednak gdy się przedstawiała - musiała. Tak nakazywało dobre wychowanie, nawet jeśli to miejsce o nim nie świadczyło. Jej matka raczej nie byłaby zadowolona, że tu siedzi, ale też... Kiedy ostatnio się z nią kontaktowała?

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

Nawet jeśli stereotypy miały podstawy, to wolała patrzeć trochę ponad nimi. Może pewne środowiska wymuszały pewne zachowania, ale nie mogło być tak, że każdy był taki sam. Czy naprawdę miałaby prawo czuć się źle gdy ktoś zwróci uwagę na jej skórę, jeżeli sama by zachowywała się podobnie? Na razie co prawda jedyne podobieństwo było takie, że primogen tez się zastanawiała nad odstawieniem odzieży wierzchniej, ale również zrezygnowała. Może z tego samego powodu co ona - straciłaby chyba ten jedyny akcent, który nie czynił z nich kompletnego zjawiska. A przynajmniej z Michelle. Przynajmniej się zgadzały, że te dokumenty były trochę... Niesmaczne.
Trzy osoby. Rzeczywiście nie musiała daleko i długo szukać. Rzucały się w oczy całkiem szybko, acz z innych powodów. No, może nie tak zupełnie, ale... Chyba najbardziej subtelnie. Dziewczyna za barem budziła pewne ogólne wspomnienia... Może jeszcze rozmowa z nimi stanie się jej specjalnością? Szczerze w to wątpiła, ale przez to zaczęła myśleć... Jak sobie radzi? Na pewno sobie radzi, to była taka zdolna dziewczyna, miała naprawdę sporo siły charakteru i potencjału... Na pewno sobie radzi...
Laurent wiedział, że po niego idą. Dlaczego nie zareagował? Może... Trochę z tego co widziała, wydawał się być trochę zrezygnowany nie-życiem. Może oddał to walkowerem? Um... Lepiej... Zachować takie domysły dla siebie. A pozostałe osoby - rzucały się w oczy z podobnego powodu. Wzbudzały obawy i strach, i obydwoje wyglądali na zabijaków. Może... Będzie mogła o tym pomyśleć, ale chyba najpierw podejdzie do baru... Tak chyba byłoby nawet naturalnie, prawda? Potem pomyśli.
-Faktycznie...-W końcu wydała z siebie jakieś słowo - zorientowała się, że od jakiegoś czasu nie odzywała się nawet słowem. Właściwie to od momentu gdy wsiadły do auta była zupełnie cicho, za każdym razem z zupełnie innego powodu. Okres ten przedłużał się jednak niemiłosiernie-...Podejdziemy do baru?
Sugestia. Może nawet prośba. Miała taki sam problem z podejściem tam jak do każdej innej osoby. Może troszeczkę mniejszy, ale to przez jej postrzeganie tego co jest naturalne. Naturalnym byłoby wzięcie czegoś do picia. Anarchiści powinni mieć takie rzeczy, a im nawet by pasowała taka lampka wina. Dziewczęta, które nie do końca tu pasowały...

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

Jeżeli Michelle kiedykolwiek wyobrażała sobie jak mogłaby wyglądać siedziba, czy też miejsce spotkań anarchistów, to chyba właśnie tak. Wpasowywało się to idealnie w stereotypy, acz wolała nikogo nie szufladkować. Nie oznaczało to przecież, że ktoś jest gorszy czy lepszy. Ale te zdjęcia, i papiery... Co tu robił właściwie akt zgonu?
Trzeba było przyznać, że pomimo wyprostowanej postawy Michelle trzymała się towarzyszki dość ściśle. Chwilę też zwlekała ze zdjęciem kaptura z głowy, acz bluzy nie zdjęła - koszula która była pod spodem kompletnie nie pasowała do tego miejsca. Nie chciała się wyróżniać jeszcze bardziej. Pojawiało się jednak pytanie - od czego właściwie zacząć? Biedny Laurent mówił jej, żeby uważać na anarchistów gdyż mogą ją wykorzystać, ale tu chodziło tylko i wyłącznie o zwykłą rozmowę, prawda? I o zachowanie maskarady... Jak oni to tutaj byli w stanie utrzymać? Rozmawiali jeszcze innym rodzajem narzecza, w ogóle nie rozmawiali o takich sprawach? A może... Było tu jednak dość gwarnie...
Najpierw jednak wypadałoby się rozejrzeć. Spokojnie, powoli. Na pewno tu ktoś jest. Musiała najpierw zidentyfikować kto jest kim, kto śmiertelnym, a kto... Nie. Już trochę miała w tym wprawy. W tłumie również.
Tylko czy primogen miała jakąś inną koncepcję jej działań? Myślała o kimś konkretnym, czy będzie się zdawać tylko i wyłącznie na nią? Nie chciała się za bardzo oddalać... Przynajmniej nie na początku.

Re: The Angry Beaver Pub, front

Biedna, niepozorna albinoska znowu stała się centrum uwagi. Przynajmniej przez moment. Powody w jej przypadku były oczywiste. Jednak co do primogen... mniej, acz każdy kto na nią spojrzał od razu wiedział, czemu nawet słowo nie zostało powiedziane na jej temat. Z jakiegoś powodu w końcu była kim była. Można to by było nazwać wręcz pewną aurą.
Towarzyszący jej podlotek jednak szedł dalej przed siebie, nie nawiązując kontaktu wzrokowego z żadnym z motocyklistów. A już na pewno nie młodzikiem, który usilnie próbował zwrócić na siebie uwagę. Zaimponować innym, wywołać jakieś zamieszanie, cokolwiek. Michelle nie rozumiała. Zwracając uwagę na nią najwięcej ściągał jej na siebie. W każdym społeczeństwie, czy to śmiertelnych czy spokrewnionych, takie zachowanie jest... Z jakiegoś powodu starsi tego nie robią. Dlatego są starszymi, i dlatego dorobili się takiego wieku. To Michelle rozumiała. Ale to też dlatego, że dużą ilość swojego nie-życia spędziła właśnie wśród starszych. Dla niej to było oczywiste, nawet jeśli nie potrafiła tego wykorzystać.
Poczuła na swoim ramieniu dłoń. Nie była aż tak pogrążona w myślach by zostać tym w pełni zaskoczoną, ale to dalej był kontakt fizyczny. Ignorowała. Nie czuła przy tym buntu, że "przecież to właśnie robię!" tylko utwierdzenie w przekonaniu, że właśnie takie działanie jest najwłaściwsze. Nie mogła ponieść się emocjom tak jak tamten młodzik. Ale dlaczego była "lepsza"? Co to znaczy "lepsza"? Czy naprawdę mogła siebie postrzegać w takich kategoriach?
Fakt faktem, miała zadanie. Bardzo ogólne i niesprecyzowane, ale jednak. Mimo to, kiedy primogen przed przekroczeniem progu przyglądała się szyldowi, popatrzyła w końcu na tego mężczyznę. Kim jesteś? Śmiertelnikiem? Spokrewnionym? Czy te gesty to wyraz pewności siebie, czy starasz się ukryć swoją własną niepewność i strach? A może próbujesz się wybić na kimś, kto może być choćby odrobinę słabszy od Ciebie?
To by było chyba najsmutniejsze. Nie traciła jednak zbyt wiele czasu na tą analizę. Nic też nie mówiła. Patrzyła na niego jak na obiekt, jak na coś do przeanalizowania, rozpracowania. Przez moment... Nie jak na człowieka, a jak na zbiór zachowań i cech charakteru. Weszła do środka, niegrzecznym było pozwolić ważniejszemu od siebie czekać. Dopiero potem pokręciła głową i rzekła do siebie w myślach "Weź się w garść dziewczyno!"
Będzie jej to w końcu dość potrzebne w środku. Stawała w szranki z osobnikami o zupełnie innym podejściu, niż wyrachowani spokrewnieni Camarilli.

Re: The Angry Beaver Pub, front

Michelle nie śmiałaby jej przeszkodzić. Sama jeździła w ciszy - łatwiej jej było w ten sposób się skoncentrować na drodze. Bała się przypadłości swojego klanu, że kiedyś usłyszy coś, co naprawdę ją złapie za serce i... Stanie się coś złego. Bardzo łatwo mogła sobie wyobrazić wypadek w udziale kogokolwiek, kto odpłynie za kierownicą. Nie chciała być tą osobą. Ale na szczęście dzisiaj nią nie była.
Na miejscu już mogła doświadczyć paru osób, które były z tego środowiska. Jak patrzyła to prawie wszystkie osoby stojące przy motocyklach były z tego samego... gangu? Zespołu? Nie miała pojęcia, nie interesowała się nigdy tą kulturą i prawdopodobnie nie będzie jej to jakoś szczególnie potrzebne. Nie to, by się zamykała na cokolwiek albo kogokolwiek, wręcz przeciwnie! Ale też bez przesady! Może lepiej będzie jak już wyjdzie z auta... Zamknie je, włączy alarm...
...Nie mogła po sobie poznać za dużo. Na przykład tego, że nie wiedziała zbyt wiele o anarchistach. Oraz tego, że spodziewała się czegoś na kształt Elizjum. Jak teraz pomyślała to całkiem oczywiste - Selma chciała tu przyjść, więc są tutaj śmiertelnicy. Ale może to wspomnienie o tym, że ma uważać na maskaradę w tym miejscu... Coś ją zaskoczyło, to pewne. Zamrugała, popatrzyła na primogen. Pokiwała twierdząco głową. Pewnie. To było oczywiste. Ważne, jak nie najważniejsze.
"Przygoda"... Może też, acz nie należała do tego rodzaju typów. Może Page rzeczywiście chodziło o odrobinę rozrywki? To faktycznie będzie dość nietypowe, żeby ktoś z wyższych przedstawicieli Camarilli zjawiał się w tym miejscu - i to jeszcze z neonatą. Będzie musiała się odpowiednio zachować, by nie przynieść wstydu.
Próba nadeszła bardzo szybko. Została jakoś nazwana... Chyba. Zabrzmiało znajomo, nieprzyjemnie. Potem jeszcze bardziej, przez co jej barki same z siebie powędrowały trochę do góry. Właśnie ta jedna osoba która się wyróżniała z tego tłumu. Z warkoczykami, wydawał się być całkiem zadowolony z efektu który uzyskał. Widziała takie zachowania u świeżo upieczonych neonatów, którzy zaczęli czuć te namiastki wolności, gdy zaledwie parę chwil temu opuścili swoje gniazdo... Pozornie. Ale czy to na pewno był spokrewniony? Na pewno trochę się ich tu kręciło, ale dopóki nie podejdzie to nie będzie mieć pewności...
Zerknęła na swoją... Primogen, która to... Dziwne, prawie by się przejęzyczyła. Czy jej tęsknota była aż tak wielka? Mimo to ona przypominała mistrzynię w pewnych aspektach. Albo też może Michelle chciała, by tak było. Mistrzyni też cały czas jej powtarzała, by się nie bała, miała więcej pewności siebie, ale umiejętnie z niej korzystała. Po tym całym czasie... Sam fakt, że tu stała był wyczynem, ale mogła zostawić ten skrawek bluzy w spokoju...
Czego tu się bać? Poniżenia? Zemsty? Podniesionego głosu, bluźnierstw, tego całego zła, które się czai w każdej z tych osób? Jeśli pozwoli na to... Musiała chociaż spróbować nie dać za wygraną! Ani w jedną stronę ani w drugą.
Albinoska uśmiechnęła się słabo. Pokręciła nieznacznie głową, miętoląc w prawej dłoni skrawek bluzy po tej samej stronie. Chwilkę jej zajęło zanim zdobyła się na ten akt "ogarnięcia się", ale chyba była w stanie działać. Primogen miała jej jedynie towarzyszyć. Popatrzyła zatem na wejście do pubu... Które to akurat było obok tego mężczyzny. Zacisnęła zęby i postawiła pierwsze kroki. Raz, była za daleko by odpowiedzieć. Dwa, chyba nie było takiej potrzeby. To była zaczepka. Nie było sensu.

Re: The Angry Beaver Pub, front

Obudwie szły dość powoli. Nie chciała narzucać tempa, ale faktycznie jak na nią troszkę było za wolno. Czy to przez nerwy? Sama Primoge Page powiedziała, że jej się nie spieszy. Albo, że przynajmniej nie ma pośpiechu... Nie poganiała, znaczy się! Bardziej jej zależało na efekcie i by uniknąć nieprzyjemności niż na czasie. Powinna to uszanować.
Michelle założyła na głowę kaptur. Odruch, może niepotrzebny, ale dziwnie się czuła bez nakrycia głowy na zewnątrz. Dawało jej to ten kawałeczek bezpieczeństwa, okrycia, schronienia w tym wielkim świecie. Przynajmniej tak to działało w jej głowie. A z kapturem może będzie się minimalnie mniej rzucała w oczy. Jest w końcu noc, ciemno. Jest też chłodniej. Może to przez ten chłód chwilę za długo zajęło jej obrócenie się do swojej primogen, gdy ta próbowała jej dodać otuchy?
-Um... To... Wiem... Zrobię co będę mogła...-Ten brak uśmiechu był wystarczającym sygnałem dla młodej spokrewnionej. Może i miało to być z zewnątrz po prostu wyjazdem w celu zaproszenia anarchistów do Elizjum, ale chodziło o coś więcej. Może o wyciągnięcie informacji od nich? Tylko czy tu chodziło o dłuższą czy krótszą perspektywę?
Nie czekała. Poprowadziła do auta, otworzyła drzwi do środka by Elizabeth mogła wejść. Może nie popędzała, ale też nie było co marnować tu tyle czasu... Odciągnęła kaptur z głowy...
Michelle za kierownicą była bardzo skupioną osobą. Nie ufała swoim umiejętnościom, a tym bardziej nie ufała innym na drodze. Nie po wydarzeniach sprzed paru miesięcy, i nie z takim pasażerem. Jechała sprawnie, ale ostrożnie, nie angażując się w rozmowy z własnej woli. Chociaż może to byłaby ku temu bardzo dobra okazja.
***

Jakoś udało się zaplanować podróż by ominąć pewne nieprzyjemne miejsca. Przez to cała podróż zajęła trochę dłużej, ale miała spokojne sumienie. Przed samym pubem nie było dużo miejsca, także musiała zaparkować kawałeczek dalej, ale dalej miały na niego ogląd. Wyglądał... Chyba dokładnie tak, jak wcześniej. A wtedy uznała, że jest taki jak sobie go wyobrażała. Pamiętała też, jak Selma zanim jeszcze została przygarnięta mówiła, że chciała przyjść między innymi tutaj. I kto chciał ofiarować jej przy tym protekcje. Z tą wiedzą co miała teraz... Które z tych rozwiązań byłoby bardziej niebezpieczne?
-Jesteśmy na miejscu-Michelle zgasiła silnik. Potrzebowała w sumie swojej torebki - i to tyle. Ale właściwie po co to powiedziała? Przecież to było widać, tej "maskotki" nie można było nie zauważyć! Pochyliła lekko głowę, ale zaraz po chwili trochę sztywno uniosła ją do poprzedniej pozycji. Wysiadła - jeżeli było trzeba to pomogła wysiąść primogen, chyba, że sama wyszła.
...By cokolwiek dalej zaszło to chyba będą musiały tam wejść... Tak sądziła... O... Ale ładne motocykle...

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Powinno być dobrze. Już trochę znała Seattle, miała dość paliwa w baku, nie była też koszmarnym kierowcą... Chyba powinna wystarczyć. Dla niej to było wyróżnienie, że ktoś był w stanie jej tak zaufać. Nie patrzyła na to kategoriami Jyhadu, chociaż może powinna. Była młoda, dalej dość mocno naiwna, pomimo tych wszystkich doświadczeń i wydarzeń. Miała przed sobą sporo pracy i nauki, a nie wiadomo czy będzie miała wystarczająco czasu.
Na przykład tego, co tak naprawdę było faux pas, a co nie. Tutaj nie była tego pewna, ale profilaktycznie nie odzywała się już więcej na ten temat, zamiast tego tylko parę razy przytakując z uśmiechem, na końcu jedynie robiąc zafrasowaną minę. Sama dobrze tego nie wiedziała, nie miała z nimi kontaktu. Była jednak uśmiechnięta i zadowolona, więc... Może to nawet nie była maska? To aktorka, więc naprawdę trudno było powiedzieć coś więcej...
-D-do widzenia...-Albinoska dygnęła obok księcia, ale ta była zbyt zajęta. Przyglądała się płycie jakby próbowała coś z niej odczytać... Znając malkavian to może nawet to robiła. Nie miała pojęcia jakimi mocami dysponują, ale ich... Przypadłość... Ponoć nie była do końca przypadłością. Może dlatego została księciem w tym mieście, może dlatego była ku temu najlepszym wyborem. Seattle naprawdę nie miało szczęścia... Co do zdarzeń, oczywiście! Najpierw poprzedni książę, teraz ta wojna. Co jeszcze mogło się tutaj zdarzyć?
Na przykład nietypowe życzenie primogen. Młodsza spokrewniona wydawała się być tak samo zaskoczona jak zakłopotana.
-Um... Dobrze... Tylko... Tak na wszelki wypadek... zerknę na mapę... Tak dla pewności, że nie będzie go widać-Jakież to złe wspomnienia mogła mieć primogen z tym miejscem? Wolała o to teraz nie pytać, a może najlepiej w ogóle... Nie jej. Ale na razie miała inne zmartwienie. Zaplanowanie podróży tak, by na pewno nie było widać jeziora.
Najpierw jednak wzięła kurtkę z kapturem z wieszaka. Założyła ją, i wyszła z Foyer... Możliwie przepuszczając swoją przełożoną przodem. Po wyjściu wskazałaby na swoje auto i zaprosiła do środka. Czy chciała siedzieć z tyłu czy z przodu obok... Zostawiła to jej. Sama jednak wzięła mapę i rzuciła szybko okiem na potencjalne - alternatywne drogi do "wkurzonego bobra". Życzenie niczym rozkaz...

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Książę miała rację. Powinna to wykorzystać, już parę miesięcy była częścią zespołu w Shadowland, i mogła tego użyć by dostać się w różne miejsca, a przynajmniej usprawiedliwić swoje zachowania! Nie była już absolutnie przypadkową osobą. Daleko jej było do sławy... I chyba całe szczęście. To byłoby bardzo kłopotliwe dla niej już za życia, a co dopiero teraz, gdy powinna generalnie nie rzucać się w oczy... Ale przez swój wygląd było to już dość trudne...
-...Chyba... Nie będzie tak źle...-Lekko niepewny uśmiech miał przekonać księcia, że jakiekolwiek problemy się pojawią, to sobie z nimi poradzi. Albo przynajmniej nie będą rzutować na jakiekolwiek inne działania. Że nie pozwoli, by tego rodzaju problemy stały się problemami dla nich wszystkich. Poradzi sobie. Od tego mogło naprawdę sporo zależeć. No i... alibi miała całkiem dobre. Była teraz częścią tego biznesu.
Oferta księcia była jeszcze bardziej zaskakująca. Ona, prosząca o coś Camarillę... Mogło się to zdarzyć. Przecież to już się stało, i miała przez to dług względem pewnego starszego Gangrel. Ale tutaj została jej złożona oferta "Będziesz potrzebowała pomocy, będziemy mogli Ci jej udzielić ponieważ możesz być przydatna". Więc... Zanim tak naprawdę doszła do jakiegokolwiek słowa sama sobie odpowiedziała na pytanie, i była już w trochę mniej zaskoczonym stanie. Ale nie zdążyła, bo ktoś postanowił zrobić swoje wejście.
Jej primogen wyglądała... Naprawdę dobrze! Wszystko do siebie pasowało - nawet najbardziej wyróżniający się element którym była skórzana kurtka. Popatrzyła przy tym na siebie - jak nieoficjalnie się ubrała, ale... Chyba nie było aż tak tragicznie? Miała nadzieję, nie chciała wyglądać przy tym jakby wyszła z jakiegoś rynsztoka!
-To... będę o tym pamiętała-Na tym została zakończona rozmowa. Ale na ten moment nawet nie wiedziała o co mogłaby poprosić - zresztą, takie rzeczy nie powinny być wykorzystywane ot tak lekką ręką. Za wszystko trzeba w końcu zapłacić. To teraz nie było jednak zmartwieniem Michelle. Patrzyła bowiem jak primogen podchodziła do niej, i myślała co powiedzieć.
-Um... Eheheh...-Zaśmiała się ostatecznie zakłopotana, patrząc na swoją, jakby nie patrzeć... Znaczy, w pewnym sensie przełożoną. Od razu zaczęła się martwić jak to zostanie odebrane. Jej umysł wszedł na wyższe obroty, co było widać w jej lekko rozbieganym wzroku-To znaczy, um... To nie... Po prostu dobrze Pani wygląda!-Jakimś cudem wykrztusiła to z siebie w serii szybko przerywanych wypowiedzi, próbując jednocześnie przekazać przynajmniej z trzy informacje naraz. Przystanęła po tym na moment, co by zebrać myśli. Co było w tym momencie najważniejsze?
-...Jestem gotowa... Jeśli Pani chce jechać-Bardzo dobrze. Bardzo dobrze, chyba! Nie popędzała jej, ot, przekazała, że w sumie nic jej tu nie trzyma i jak tylko będzie miała na to ochotę to mogą ruszać gdziekolwiek tylko primogen sobie życzy! Bo chyba miała jeszcze jedną sprawę do załatwienia... Chyba. Tak zrozumiała.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

...Chyba księciu taka muzyka niezbyt pasowała. Trochę szkoda, ale jest to pewna wskazówka na przyszłość. Chociaż może to bardziej kwestia tekstu? Jeśli dalej rozpatrywała to pod tym samym kątem jak wcześniej to rzeczywiście... Nienajlepszy wybór. Ale i tak takie rozważania odwracały uwage od mniej przyjemnych myśli. Może też dlatego książę tutaj przyjechała tej nocy? Ta sytuacja musi byc dla niej trudna. A jaka była teraz dla Michelle, gdy sie dowiedziała o tym zagrożeniu?
Zmarkotniała, a z oczu błyskała obawa, a wręcz strach. Jej źródło utrzymania, jak i potencjalna trampolina dla Selmy mogła okazać się dla niej złotym grobowcem. Nie wspominając o tych wszystkich ludziach, którym może stać się krzywda!
-Shadowland... Um... Dyskretnie... Uczulę właścicieli... Mam tam kontakt, pewnie książę wie...-Odwzajemniła uśmiech, doceniając tym samym gest księcia. Jednak warto było sie otworzyć! Inaczej żyłaby w pełnej nieświadomości, że coś może się stać Selmie... I innym ludziom.
Zostawiła ten temat na razie w spokoju. Miała bowiem kolejne zadanie. Związane bardziej z historią miasta, niemniej jednak... To nie powinno być aż takie trudne? Spojrzenie jednak wyjaśniało wszystko. Ktoś mogl próbować przejąć ten majątek, a od tego kto to może być zależało... Coś. Na pewno był sporo wart! I moze tez były inne powody. I może też ktos spoza Camarilli wykazywał zainteresowanie tym miejscem.
-Oczywiście.. Rozejrzę się. Popytam-Odwdzięczyła się trochę skromniejszym uśmiechem, ale jednak. Miała na to też pewną koncepcję, co ją troche pocieszało. Nic odkrywczego, ale powinno się sprawdzić-A ja... W wolnym czasie... Pomyślę o tej muzyce... Może nawet coś sama...-Bardziej niż zamilknąć stopniowo wyciszała sie, nie chcac by czasem nie zabrzmiała zbyt pewnie. I na to miała pomysł, ale to bylo tak odległe! Tyle rzeczy może się jeszcze stać...

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Faktycznie, kiedyś miałaby bardzo duże problemy z tym by podejść do kogokolwiek w mieście i zacząć rozmowę na... Jakikolwiek temat. Nikoigo nie znała, czuła się bardzo niepewnie, i nie wiedziała czego się spodziewać po kimkolwiek, zwłaszcza po swoim burzliwym okresie w Chicago. Teraz wydawało się, że trochę okrzepła w towarzystwie. Była uznawana za kogoś... Nawet nie wiedziała kogo. Ale nie przeszkadzała nikomu. Nikt się nią nie interesował tak bardziej, wyłącznie towarzysko, co dla niej było chyba najbardziej optymalnym. Poza paroma osobami...
Czy książę była jedną z nich? Opiekowała się jedną z jej podopiecznych, wobec ktorych miała pewnego rodzaju... Przywiązanie. Troszczyła się o nich. A ta ca ła sytuacja dała albinosce dużo sił. Ona sama była przepełniona emocjami, i widok zadowolonej księżnej... W sumie to... kobiety... Pocieszał ją. Może... Może nie będzie tak źle? Może?
-To ostatnie to pewnie składanka. Znaczy, kompilacja utworów... Czasem róznych autorów... Albo i gatunków... Na jednej płycie... Może nawet sam ją złożył...-Uśmiech zdawał się współgrać z nastrojem księżnej. To była ta płyta, która wywoływała tak emocjonalne i osobiste reakcje Hooka? Może były tak utwory które były mu bliskie, wywoływały pewne wspomnienia... Jak ona sama była tak sentymentalna, to co dopiero ktoś kto zyje znacznie dłużej niż śmiertelnik.
Przyszedł jednak czas na mniej przyjemne sprawy. Od dłuższego czasu Michelle nie podejmowała poważnych tematów, ale w obecnej sytuacji... Już dawno stwierdziła, że nie może siedzieć bezczynnie. Spodziewała się wszystkiego - od reprymendy po obojętność. Prośba o jej nieangażowanie się była gdzieś na liście, ale trochę dalej. Ale panika? Nie udało jej się w porę powstrzymac zdziwienia, ale i tak zostało zdominowane przez instynktowne poczucie wstydu (Doprowadziła ją do tego stanu!) i współczucia. Zrobiło jej się strasznie przykro, że wywołała u niej taki przypływ emocji. Tak przykrych, bolesnych... Nieprzyjemnych...
-Ja... Chcę tylko pomóc...-Dokładnie. Tylko tyle. Sprawić, by Seattle było troszkę bardziej bezpieczne. Bardziej pod kontrolą. Wiedziała, że Camarilla nie była stowarzyszeniem charytatywnym, ale jednak zagrożenie dla śmiertelnych było pod jej władza mniejsze. No i przedew wszystkim, księżnej zależało na dobru... Selmy...
Ale gdy tak wodziła wzrokiem po Foyer... Tak desperacko szukając jakiegoś wsparcia... Już miała powiedzieć, że się rozmyśliła i żeby zapomniała o tym co powiedziała, ale książę była szybsza. Propozycja wydawała się... Trochę... Abstrakcyjna, ale...
-Um... Odwiedzam różne kluby, więc... Nie będe mogła... Rozumie Książę, jednocześnie być wszędzie, ale... Gdzie będe to będę wypatrywać, słowo!-Michelle troszkę się uniosła, po to by zapewnić księżną o swoim zaangażowaniu. Przyjęła to zadanie momentalnie, bo... Było to coś faktycznie istotnego. I prawdopodobnego! Będzie musiała jakoś to zorganizować...
Ale drugie zadanie było dośc niespodziewane. I związek jego z tym... Ventrue. Równiez ściszyła głos. Na wszelki wypadek.
-Przepraszam... Jeżeli mogę zapytać... Czemu ZymoGenetics? I co ma wspólnego z tym...-Nie musiała kończyć. WYstarczył rzut oka na Ventrue, który kompletnie nie zachęcał do jakiegokolwiek kontaktu ze swoją osobą. Zwłaszcza gdy chodziło o tak wrażliwą osobę jak ta niepozorna albinoska.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Cała ta scena budziła mieszane uczucia w jej głowie. Miała pomóc, oczywiście, i do tego i tak załatwia przy okazji inną sprawę którą primogen i tak miała do załatwienia, ale też miała wrażenie, że żadnej z tych rzeczy nie robiła zbyt chętnie. Po tym co sie przytrafiło Williamowi trudno było się dziwić. To był dla niej kolejny cios.
Kolejne przekleństwa. I powoli w Michelle coś się zbierało, ale prędzej dokonałaby aktu samozapłonu niż powiedziała o tym głośno. Poza tym, primogen nie reagowała bezpośrednio, więc głupotą byłoby wychylanie się. Tylko narobiłaby wstydu klanowi. Wolała już skupić się na czymś innym. Na przykład na scenie przy barze. Albo na spokrewnionym, którego Michelle nigdy wcześniej tu nie widziała, ale musiał być tu przed nią. Albo po niej, ale niedawno wyleciał z gniazda. Leciutko skłoniła głowę, ale nic poza tym.
Podeszła za to do Doe. Chwilę sie jakby wahała co powiedzieć...
-Ummmm... Tak chciałam... Co książę wybrała?-Znowu. Przynajmniej na razie się rozmysliła. Co innego rozmowa o tej sprawie, a co innego sama ta sytuacja! Jeszcze przelotnie popatrzyła na Samuela, obdarzając go współczujacym spojrzeniem. Rozumiała to. Jeśli to faktycznie były dobre zespoły, i miały wartość sentymentalną...
...Michelle, weź się w garść, ona i tak sie dowie! I lepiej dla Ciebie, by to było od Ciebie!
-I ja... W sumie... Mogłabym zająć chwilkę? Rozmawiałam już... Z Primogen... ale... Wie książę... Zna moja sytuację... Chce mieć pewność...-Teraz to Michelle przyjęła pozę karconego uczniaka, ale z innych powodów niż Hook. Zwiększona do przodu głową, chwytanie sie za ramiona...
-Chcę pomóc... Z Harbour... Czy... Książę... ma coś... Um...-Gubiła słowa coraz bardziej, im bliżej było do punktu ktory mógł rozgniewać księżną. Ale ona już go przekroczyła nawet nie wiedząc kiedy. Dlatego zamilkła.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Skąd to zaskoczenie? Um... To chyba oczywiste, że skoro mogła to pomoże jak tylko jest w stanie, prawda? Przyjechała tu autem więc... Um, może to dlatego, że nie miała nie wiadomo czego? Ale było schludnie i czysto! Nie znała się co prawda za bardzo na tym, ale przeglądy przechodził bez większych problemów! A nie... Chyba była zadowolona. Chyba... Tylko się tego nie spodziewała
-O-oczywiście, będę się tutaj... Um... Poczekam tu na Panią-Rozumiało się to też samo przez siebie, że Michelle podwiezie primogen gdziekolwiek będzie chciała. W środku się cieszyła, że mogła być przydatna i pomocna, i trochę tego zadowolenia nawet uciekało na zewnątrz. Dokładnie tak jak wtedy, gdy jeszcze była w Chicago.
Gdyby tylko tamta osoba tak nie uprzykrzała jej pobytu tutaj... Skuliła się troszkę, ale i skrzywiła. Nie mogła się nie zgodzić z primogen, ale z uwagi na postrzeganie swojej pozycji jedynie lekko kiwnęła głową.
-To ja... Może...-Zerknęła na bar, za którym stał Samuel który jeszcze rozmawiał z księciem. Było to jej znacznie bliższe towarzystwo niż jakiś... Bardzo... Ekspresyjny Ventrue... I tam tez zamierzała się udać, jeśli tylko jej primogen zajmie sie swoimi sprawami. Pół godziny, godzina... W porządku... Poczeka tyle, ile będzie trzeba.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

...Ta jednak zdawała się być dalej zajęta, albo chociaż pochłonięta sprawami muzycznymi. Trudno było nadążyć za Malkavianami, a tutejszy książę nie był tutaj wyjątkiem. Można powiedzieć - te dwa fakty nakładały się na siebie jeżeli chodziło o pewną... Nietykalność. Co widziała po Samuelu, który najchętniej jednak wziąłby tą płytę. Kto wie, może właśnie dlatego ją wzięła bo wiedziała, że z jakiegoś powodu była dla niego ważna?
Jej obserwacje przerwało przekleństwo. Skrzywiła się lekko, a potem się zorientowała, że primogen Page zrobiła to samo. Jakoś potem sama się uśmiechnęła. Przynajmniej nie była jedyną, której takie rzeczy przeszkadzały, jeszcze do końca nie oszalała!
Słuchała zapewnień, wyjaśnień, ale dalej w jej piersi było co najmniej trochę niepokoju. Doceniała jednak starania i chociaż próbowała dopuszczać do siebie tego rodzaju informacje. Może naprawdę nikt nie chciał jej krzywdy... Komu zresztą by się to opłaciło? Była tutaj nikim, mimo wszystko. Za krótko tu była, za mało zrobiła. Nawet jeśli... Przyjmie, na moment, że jej towarzystwo nikomu nie wadzi. Kiwała głową, wychwytując to spojrzenie... Aż zaczęła się zastanawiać kto zaczął. Chyba nie ona, prawda? Jej, a jeśli to była ona?!
-...Chcę tylko pomóc. By było trochę bezpieczniej-Pokiwała głową, zrywając jednak na moment kontakt wzrokowy. Poczuła się troszkę lepiej, mimo wszystko. Nikt nie chce by była ciężarem. Postarają się dopasować ją do odpowiedniej roli. Tak. Oby. Ale ta wycieczka do... Chwilkę, naprawdę?!
Uniosła spojrzenie dość szybko. Takiej propozycji się nie spodziewała, i była ona równie... Nobilitująca co krępująca. Miało jej to dodać otuchy, to była prawdziwa propozycja czy tylko kurtuazja?
-Ummm... Ja, jeśli Pani Primogen chce... Znaczy się, jestem w pełni zdolna i gotowa sama tam pojechać... Tak, naprawdę, ale również, um... Mam dość miejsca w aucie, jeśli by Pani chciała!-Szybko myślała i jak na nią również szybko odpowiedziała. I ta energia nawet jej nie opadła - patrzyła wyczekująco na decyzję znacznie ważniejszego od siebie. Nie spodziewała się tego zupełnie i nie wiedziała, czy to była faktyczna propozycja, motywacja, czy też... Nie miała pojęcia jak to interpretować

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Jeden efekt został osiągnięty natychmiastowo - Michelle zamilkła, by przynajmniej w ten sposób nie roztaczać aury zdenerwowania. Prawdopodobnie było to jednak widać na pierwszy rzut oka, wspomaganego dyscypliną nadwrażliwości albo nawet bez. Wsparcie primogen było czymś potrzebnym, gdyż nałożyło się parę elementów które na nią działały stresujące. Przede wszystkim jednak swoboda myślenia. Sama sobie bowiem była największym wrogiem w takich sytuacjach. Jak i teraz, gdy z jakiegoś powodu przypomniała sobie o swojej mistrzyni.
-...Może jednak...-Ona była dziwna. Jej martwe mięśnie przepony, a raczej to co z nich zostało poruszały się jakąś nadnaturalną siłą. Może to nawet nie była przepona, ale już głębszy wdech był jak najbardziej świadomym aktem.
-...Nie rozmawiałam nigdy z... Szeryfem... Ale...-Tak wiele cisnęło się na usta! Mogłaby powiedzieć wiele rzeczy, a przede wszystkim to, że bała się o to co stanie się z podległymi jej ludźmi. Dlatego się w to wplątywała, ale też może to być właśnie powodem dla którego coś... Może się stać...
Jak to się stało, że Ci ludzie byli dla niej aż tak istotni? Gdyby coś im się stało... Nie miała pojęcia co by zrobiła. Paznokcie zaciskały się na jej przedramieniu, na materiale koszuli. To było takie ważne, by... Nie musiała się o tym przekonywać.
-Książę wie... I też jej zależy... Więc... Może... Może powinnam jednak z nią...-Ona jednak dalej patrzyła. Rozmawiali jakby w ogóle nie było tematu i nic się nie działo. W Elizjum było jednak jeszcze tak mało osób - wczesna pora, może dlatego. A może też tyle osób działało na rzecz Camarilli. A ona tutaj siedziała i była... Znaczy, ktoś jej sugerował dość specyficzne zadanie.
-Do Anarchistów?-Sam temat wystarczył, by znowu popatrzyła bezpośrednio na Page. Wiedziała, gdzie się gromadzą oraz, że byli obecnie w sojuszu przeciwko Sabatowi. Dlaczego jednak miałaby tam jechać i "robić zwiad"? Czy nie istniały ku temu lepsze kanały? Skąd ten pomysł? Ona tam pasowała jak pięść do oka, zresztą jak do paru innych miejsc... gdzie ostatnio chcąc nie chcąc bywała przez ostatnie parę miesięcy.
-...Czego miałabym się dowiedzieć? I może jednak... ja...-Jej czerwone oczy na dosłownie moment znowu powędrowały w stronę księcia Doe. Na ten moment minimalnie nabrała odwagi. Nie wiadomo na ile, ale jak już potrafiła mówić niemal pełnymi zdaniami przy kimś... Właściwie to kimkolwiek, to był zdecydowanie moment wyżowy danego wieczoru. Zaczynała działać, a przynajmniej myśleć w tych kategoriach.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Została poratowania. Całe szczęście, bo już zaczęła sie wyraźnie stresować tą sytuacją. I elementami bardziej i mniej widocznymi. Może atmosfera była pozornie przyjazna, ale pod nią dalej ich trójka była pragnącymi krwi potworami. Na pewno dosłownie, a czy w przenośni również tak to wyglądało? Za mało wiedziała o innych i nawet o sobie by poprawnie, a już na pewno pewnie wyrokować.
Resztę tej rozmowy spędziła na pokornym milczeniu, chociaż dalej zachowywała się dość przyzwoicie. Obserwowała znacznie od siebie starszych, nie wracając się niepytaną do rozmowy. Odprowadziła w końcu spojrzeniem księcia, który to począł zajmować się innymi, ważniejszymi kwestiami. Całe szczęście. Wolała by dzisiaj... To i tak było trudne, a...
Jakkolwiek szczera uwaga primogen nie była, była też niczym szturchniecie wahadła. W końcu wróci na miejsce, ale wprawiło go w ruch. Dziewczę podniosło trochę głowę z poziomu bardziej pasującego do poziomu kolan. Nie tylko twarz, ale i oczy blyskały zaskoczeniem, ale i przestrachem.
Urok młodych.
-J-ja... P-przecież nie... T-to nie dlatego... Widać, że jest zajęta... N-nie chciałam...-Z początku mówiąca jak na siebie głośno, wyjaśniać zaczęła ciszej. Acz prawdę było widać jak na dłoni. Może jakby próbowała bardziej ukryć prawdę, przynajmniej udałoby się jej zataić powód swojego milczenia. Teraz jednak patrzyła z pewną wątpliwością w stronę baru, zupełnie jak dziecko, które dostało uwagę i musiał ją dać rodzicowi do podpisu.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Atmosfera powinna zostać właśnie taka. I primogen Page upewniała sie w tym, tak na wszelki wypadek. Ale może byłoby to nawet ciekawsze, porównać opinię kogoś mniej obeznanego, ale na pozycji z ich własnymi? Oczywiście Michelle byłaby ostatnią osobą która miałaby odwagę coś takiego zaproponować.
Kiwnęła głową. Tak myślała i tak czuła, ale trudno było to ostatnie przekazać jedynie słowami. Byłaby daleka od stwierdzeń, że to jak opowiadanie ślepemu o kolorach ale był z tym pewien kłopot. Zwłaszcza gdy nadal była zestresowana. Był postęp, niewątpliwie, ale do przełomu jeszcze temu brakowało. Zwłaszcza jak po raz kolejny została zapytana o radę w sprawie, o której miała już mniejsze pojęcie. Dobrze, że trochę ja ratowała primogen bo miałaby problem z ujęciem tematu. I tak najpierw musiała się opanować by nie zareagować nieadekwatnie. Uśmiech wystarczy na to, co bardziej by chyba pasowało do niej samej niz do księcia.
-Racja, są różne filmy.... I nie, tu chodzi raczej o... Coś przyjemnego, spokojnego... By wpływało pozytywnie na dzieci, tylko tyle-Po wyjaśnieniu swojego punktu widzenia przyszedł czas na konkrety. Problem był taki, że nie miała niczego na podorędziu - sama musiała się do tego przygotować, zajmowała się na co dzień czymś innym!
-...musiałabym pomyśleć... I trochę poszukać... Dawno nie oglądałam czegokolwiek... Właśnie to jest... Taka ironia-Dla samej dziewczyny wydawało się to nawet zabawne. Był to jeden z powodów jej zawstydzenia - nie pomagała za bardzo, i jeszcze czyniła komentarze-Taka muzyka... Podkreśla sceny, ale nie zapada w pamięć...
Zerknęła ukradkiem na primogen, dosłownie na moment. Ona chyba powinna być bardziej zorientowana, to bylo troszkę bliżej jej... dziedzinie... Chyba...

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Muzyka łagodzi obyczaje, można powiedzieć. Michelle nagle zrobiła się bardziej rozgadana, i pozostałym kobietom zdawało się to nie przeszkadzać, a nawet być z tego zadowolone. Acz to, co mówiła książę... Brzmiało to dla niej, muzyka, jednocześnie zabawnie jak i niebezpiecznie w pewnym sensie. Nie chciała przecież władować jej na minę!
-Ummmm...-Speszyła się minimalnie. Chciała od razu odpowiedzieć, ale waga tej sprawy była wyraźna. Niby drobiazg, ale dla księcia sierociniec był bardzo, bardzo ważny, i dlatego ta sprawa była bardzo, bardzo poważna, z jej perspektywy. Primogen Page mogła być spokojna, to nie ona się przecież przed chwilą wypowiadała na ten temat. Mimo to przyszła z pomocą, co dało Michelle trochę więcej pewności by powiedzieć to, co myślała.
-To jednak... Dalej metal. Do sal ogólnych... lepsze jest coś neutralnego. Może nie muzyka z windy, ale... To jak z filmami. Najlepsza muzyka do nich to taka, która tam jest, ale się nie pamięta. Współgra, tworzy coś jako integralną część, ale nie kradnie całego show. Są oczywiście wyjątki, ale to... trudniejsze-Michelle znowu się rozgadała, i znowu zauważyła to po jakims czasie. Zawstydzona opuściła oczy, ale uśmiechała sie. Mogła pomóc. Nawet jeśli to drobiazg.
-Zgadzam się więc z Primogen... Do gabinetu... Coś spokojnego. Napedzającego myśli, ale nie ostrego, relaksującego, ale nieusypiającego... Jakiś spokojny jazz, może jakiś ambient...-Rzucała propozycjami ogólnymi, bo i na ten moment nie miała na podorędziu konkretnych zespołów. Ale robiła co mogła, już spokojniej. Bardziej jak ten obraz który wokol siebie stworzyła.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Ściągnięte brwi były gestem aż nadto wystarczającym w jej wypadku, by Michelle zaczęła się zastanawiać nad tym co powiedziała, a przede wszystkim - zamilkła. Pokiwała głową, okazując jednak uniesieniem oczu, że właśnie takiej informacji potrzebowała. Nikt nie chciał rozlewu własnej krwi. Tylko i tak było ryzyko.
-W poprzedniej koterii... To właśnie robiłam-Nie miała śmiałości mówić niczego pokroju, że umiała to robić bądź sie znała. Ale jej to nawet wychodziło, zwłaszcza przy użyciu nadwrażliwości-Ostatnie czym chce być to ciężarem...
Primigen poprosiła o krew. Zainicjowało to ciąg wydarzeń, których albinoska była obserwatorem. Nie trzeba bylo sie nawet silić na truizmy, wszystko było widać... Czyżby? Czemu książę tu w ogóle była? Chciała odpocząć? A moze jednak była z tym związana jakas sprawa... Ten Ventrue?
Mimo to jednak obecność dwóch osób takiej rangi - jednej nawet najważniejszej w tym mieście - działało z jednej strony obezwładniająco, a z drugiej mobilizowały. Znała obie kobiety więc to drugie miało większe szanse się wybić. Zwłaszcza, że ten bardziej uciążliwy temat ustąpił pola temu, na czym sie znała.
-Nightwish? Oczywiście!-Troszkę podniosła głos, lekko podekscytowana. Nie miała pojęcia skąd właściwie Hook mógł to dostać, ale pokazywało to jak wiele nie wiedziała jeszcze o wpływach gromadzących się tu spokrewnionych-Fińska grupa, dość młoda ale... Brzmią dobrze! Metal, ale symfoniczny, z klawiszami i innymi instrumentami... Jak na metal jest melodyjny, wokal to taki sopran... Znaczy się, kobiecy wysoki głos, naprawdę ciekawe jak na taki zespół... Są gitary, ale nie zagłuszają instrumentów, zresztą różnie wchodzą na pierwszy plan. Jest energia, dość podniosłe ale nie nabrzmiałe... Mi się bardzo podobał ich pierwszy album, trochę nawet natchnął-Michelle tak się przyglądała... Na pewno ten album już nie wyszedł? Znaczy się, wolała się nie wypowiadać jeżeli nie była absolutnie pewna, ale dobrze było sprawdzić.
...mogłaby podjąć poprzedni temat rozmowy, ale bała się to zrobić przy obecności księcia. Co, jeśli uzna to za zagrożenie dla jej podopiecznej? Poczeka... Może... Może tak będzie lepiej?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Nie to, by Michelle wiedziała choćby w niewielkim stopniu o tym jak wyglądają meandry aktorstwa i ich kulisów, ale robiła to co umiała - słuchała i okazywała zrozumienie. Przecież gdyby ktoś jej coś zadeklarował to niezależnie od okoliczności byłoby to co najmniej kłopotliwe, zwłaszcza jeżeli by się to stało po raz kolejny i to z takich powodów! Primogen sama z siebie wydawała się być autentycznie wzburzona - to, co wypływało na powierzchnie mogło być tylko wierzchołkiem prawdziwej góry lodowej. Byle tylko się z nią nie zderzyć. Ale na razie wszystko wyglądało nie najgorzej. Widać było, że interesowała się tym problemem i przeżywała go razem z tą drugą osobą. Może dlatego spokrewnieni lubili z nią o takich sprawach rozmawiać. Niby nic, ale jednak lepiej się po tym czuło.
Dowiedziała się przy tej rozmowie pewnej ważnej rzeczy. Primogen rozważała zrezygnowanie z dotychczasowej polityki neutralności klanu. Pytanie tylko - w jakim kierunku będzie chciała go pokierować? Na pewno chciała zachować spokój w mieście, dlatego się ucieszyła, że Michelle chciała pomóc.
Na co ona zakłopotała się. Złapała się za obojczyk, unikała spojrzenia, ale uśmiech gdzieś tam się pojawił. Gdyby mogła to pewnie by się zarumieniła - każda pochwała w jakiś sposób ją onieśmielała, mimo wszystko. Nawet tak niebezpośrednia jak zainteresowanie księcia muzyką - nie słyszała, by wcześniej sie tym zajmowała, więc czy czasem nie była to również jej zasługa? Dlaczego ona w taki dziwny sposób wpływała na to co się dzieje?
-J-ja... Niech pomyślę... Ummm... Mam dobry słuch, wzrok... Ostatnio mocno poprawiłam się w akceleracji... Ch-chyba też ogólnie... W zwarciu... Znaczy, nie jestem nie wiadomo jak sprawna! Ale może... Mogłabym uciec, o... Ale uh, to chyba nie o to chodzi! Nie wiem... Może... Jakby była potrzeba... Obserwować teren... Um, tylko tak dobrze się nie kryje, ale... No... To... Tak chyba...-Pogubiła się. Powiedziała w czym czuła się nieco pewniej, ale jej samej trudno było przedstawić konkretny plan pomocy. Nie uczestniczyła nigdy w czymś takim, więc niezgrabnie sprzedała swoje atuty. Podsuwając przy tym parę słabych punktów... Pomijając oczywiste sprawy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

...Skądś znała ten widok, i chociaż sama tego unikała - i sugerowała Selmie, że może jednak lepiej byłoby kupić oryginały do tego co ma - to świadczyło o tym, że cały czas próbował słuchać czegoś nowego. A to pochwalała... Pewnie jak się spodoba to kupi. Na pewno, nie należał na pewno do biednych, czemu miałoby być inaczej?
Drugą rzeczą było to jak niewiele spokrewnionych tutaj było - fakt, przyjechała tak szybko jak tylko mogła, ale mogło to być równie dobrze spowodowane tym co się działo na ulicach Seattle, zwłaszcza w pobliżu pewnej wyspy. Gdyby tylko wiedziała gdzie się udać - a wolała od razu się nie pchać na potencjalny front - to by już tam jechała. Ale było inaczej, i musiała zasięgnąć informacji u jednego ze źródeł. Nie wyglądała ani na zadowoloną, ani na zbyt zaangażowaną w to co obecnie robiła. I zawsze, zawsze będzie to dla tej młodej albinoski dziwne jak ktoś na nią będzie reagował z entuzjazmem. Jako osoba spolegliwa, ale też odpowiednio wychowana poczekała aż będzie mogła cokolwiek powiedzieć bez potencjalnego wchodzenia w słowo. Trochę jednak musiała poczekać, gdyż pomijając sam fakt dość długiej kwestii primogen to odbyła się pewna scenka.
Travis. Kojarzyła imię, chyba nawet również twarz. To był jeden z Ventrue, który zazwyczaj przebywał w Bloodbath. Tamto Elizjum wydawało jej się zawsze dość straszne... Chociaż nigdy tam nie była! I pół tego poglądu leżało właśnie w tym fakcie. Ale kto kroczył obok? Sama książę Seattle! Michelle od razu odruchowo spuściła wzrok, by zaraz potem go unieść. Czego ona się bała, najważniejszego spokrewnionego w mieście która mogłaby paroma słowami zamienić jej życie w koszmar gdyby tylko zrobiła coś, czym mogłaby jej podpaść?
Nie było powodów do niepokoju, absolutnie.
-...Um... Na to wygląda...-Troszkę bardziej niezgrabnie, ale jednak skutecznie Michelle zrobiła to samo co jej primogen. Jako jednak, iż nie wypadało cały czas szeptać. Trudno powiedzieć gdzie właściwie siedziała i czy można było się dosiąść, ale jeżeli była taka możliwość, to spojrzała na to miejsce, potem na primogen, i niepewnie usiadła. W miarę możliwości za pozwoleniem.
-...Kto tak nadużywał Pani cierpliwości?-Michelle nie mogła teraz jednak ot tak przejść do właściwego tematu rozmowy. Czuła się niemal zobowiązana zapytać o ten problem, mniej lub bardziej istotny. Chciała też wysłuchać przywódczyni swojego klanu, jeżeli miała potrzebę się wygadać... Każdy czasem ma. A ona chyba wiedziała całkiem sporo o drobnych problemach czy też po prostu luźnych przemyśleniach różnych spokrewnionych. Tak jakoś wychodziło ostatnimi czasy...
W końcu jednak nadejdzie ten moment, gdzie będzie mogła, a wręcz musiała wrócić do celu jej wizyty. Obecność księcia mocno jej to utrudniała - jak zareaguje jak usłyszy, że jedna z opiekunek jej podopiecznej z sierocińca chce się narazić na niebezpieczeństwo? Może i dla dobra ogółu... I poniekąd, w dłuższej perspektywie dla swojego, ale jednak... To Malkavianka, i to nie byle jaka.
-...Ja... Pytałam o szeryfa...-Michelle oklapła troszkę. To był dla niej poważny i trudny temat, ale musiała go poruszyć. Inaczej jej sumienie nie da jej wytchnienia-...Możliwe, że właśnie... W związku ze sprawą... Przez którą jest nieosiągalny... To... To tej nocy, tak?-Mówiła może nieskładnie, niekonkretnie, z oczami opuszczonymi gdzieś na własne buty, ale naprawdę obawiała się reakcji wszystkich. Może przesadzała? Może tak naprawdę nikogo nie będzie to obchodziło - to by było chyba najlepsze. Powiedzą co będzie mogła realnie zrobić, postara sie to zrobić... I zrobi wszystko by przy tym nie narobić jeszcze większych kłopotów. I by przeżyć. O to chyba przede wszystkim w tym chodziło.
-...chciałabym pomóc... O ile to możliwe...-Co w końcu z siebie wydusiła. Tak naprawdę trochę strzelała, dużo rzeczy opierało się na plotkach, ale próbowała jednak wyartykułować, możliwie wyraźnie, o co jej chodziło. A sprawa ta była... Wiadomo jaka. Niebezpieczna, ale ważna. Kompletne przeciwieństwo Michelle.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Majowy wieczór. Niedawno się zaczął, a Michelle już była pod drzwiami Elizjum. Ubrana luźno, niemal na sportowo, weszła dość szybko po schodach do samego centrum nocnej śmietanki towarzyskiej Seattle. Późno się zdecydowała na taki krok, ale być może jeszcze uda jej się coś wskórać. Tylko musiała się zorientować co, gdzie, i do kogo...
Pojawienie się jej w takim ubiorze mogło wzbudzić zaciekawienie. Troszkę uratowała twarz przy zdjęciu i odwieszeniu kurtki, której brak odsłonił białą koszulę, która to już trochę bardziej pasowała do wnętrza. Dalej jednak buty zdradzały, iż nie przyszła tutaj stricte na rozmowy towarzyskie. Rozejrzała się po wnętrzu, szukając pewnej osoby... Może nawet paru. Przy tym skinęła głową do paru bywalców, nie szczędząc swojego uśmiechu. Już zdawało się, że przywykła do tego miejsca i osób które tu przebywały, a jednak dzisiaj widać było napięcie...
W końcu jednak znalazła. Udała się do primogen swojego klanu, o ile oczywiście nie była zajęta. I tak poczekała, aż zostanie przywołana bardziej bezpośrednio. Podejdzie i ukłoni się.
-Dobry wieczór-Michelle znała dobrze stosunek swojej primogen do polityki. Nie angażować się. Neutralnie. Ale ta sytuacja nie była normalna, i obojętność mogła ich srogo kosztować. Temu też, po zdumiewająco krótkiej - ale jednak - przerwie, przeszła do konkretów-Czy wie Pani może... Gdzie znajdę szeryfa?
Czy musiała mówić coś więcej w świetle plotek? Deklaracji? Miała nadzieje, że będzie to zbyteczne i przejdą szybko do kolejnych konkretów. Tak chyba będzie najprościej.

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Coś znowu zawyło. Jak za pierwszym razem nie zwróciła na to uwagi, tak teraz gdy Sawyer dość ostentacyjnie zaczął się wsłuchiwać. Ona nic z tego nie rozumiała, ale on zdawał się wychwytywać jakąś wiadomość, albo też wyczuwać... Albo może przesadzała. Nie miała jak tego sprawdzić. Kończyła właśnie zapinać płaszcz.
Wychodziło jednak na to, że to wszystko co mogła uzyskać od Lou. Zresztą - chyba też od kogokolwiek innego. Zadłużanie się już u jednego spokrewnionego o takiej sile było dość ryzykowne. U paru z nich, w dodatku u Nosferatu było wręcz niebezpieczne. Tak, jakby tutaj nie miała się czego obawiać - wyczuła groźbę błyskawicznie, i dało się to zobaczyć w jej oczach które na moment błysnęły odbitym światłem księżyca, gdy je uniosła.
-T-tak... Wiem...-Opuściła jednak je dość szybko. Była u niego w kieszeni tak samo, jak on miał kawałek jej swetra. Ale... Czy było to warte? Prawdopodobnie okaże się to na dniach, jednak chciała podkreślić jedną, bardzo ważną rzecz-...I nie zamierzam o tym zapominać
Ta noc dobiegała końca, i obydwoje bardzo dobrze o tym wiedzieli. Michelle wybąkała jedynie krótkie "Dziękuję" i "Dobrej nocy". Ukłoniła się przed Lou, by pospiesznym krokiem skierować się do miejsca w którym zostawiła swoje auto. To chyba nie była pora by mogła zrobić coś więcej. Miała niewiele czasu, ale powinna zdążyć nim wróci do swojego mieszkania... Już niedługo nie-swojego. Już niedługo...

z/tPrzywrócony post z 29.10.2018

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Napięcie dało się kroić nożem. Może dla... Nie, dla niego też nie było to niczym lekkim. Był łowca, i każdy atak był wykonywany w określonym celu. Tylko jego jeszcze istniejąca ludzka świadomość pozwalała jej żyć, i z każdym momentem coraz bardziej zbliżali się do tej granicy, która dzieliła ich od opanowania do zwierzęcia. Może on był ku temu bliżej, ale ich bestie były tak samo dzikie. Wiedziała, że musiała wziąć to całkowicie na poważnie. I tak też zrobiła, podejmując wszelkie kroki by wyjść z tego cało.
W spowolnionym świecie wszystko było jakby piękniejsze. Ten krajobraz kojarzył jej się ze śniegową kula, co z kolej przywodziło na myśl inne skojarzenia. Święta. Dzieciństwo. Beztroska. A wszystko to wykrzywione dźwiękiem i obrazem, który nakazywał jej podjąć próbę przeżycia. Nie ruszy się - gorzko tego pożałuje. Coś jakby nią samą pokierowało w bok, uchylając się ledwo przed ostrymi jak żyletki pazurami.
I koniec. W prawdziwej walce byłoby ku temu daleko. Sama Michelle była w szoku, że pomimo włożonych wysiłków tylko ledwo udało jej się uskoczyć. A z drugiej strony czuła ulgę, że w ogóle jej się udało. Nie mogła nie podziwiać... A z drugiej strony obawiać się jak ognia siły jaką reprezentował ten Gangrel, oraz zdolności panowania nad sobą jeżeli było to konieczne. Szacunek oddawany przez Hooka był w pełni uzasadniony...
...Ale lubiła ten sweter...
-Um... Szczęście... Tak...-Sam fakt, że Michelle zgodziła się na to był wyrazem dość dużego wysiłku psychicznego. Normalnie unikająca jakiejkolwiek konfrontacji dziewczyna dawała z siebie wszystko, by wyciągnąć jak najwięcej z tego spotkania. Wahała się, owszem, ale... To robiła całe życie. Ale fakt, tutaj się liczyły chwile. Gdyby nie to wahanie możliwe, że uratowałaby sweter. A co, jeśli w miejscu swetra będzie żywa istota?
...Zachował jego kawałek. Kto wie, może po to, by w razie czego ją wytropić? Nie było takiej potrzeby... Według niej była naprawdę słowna. Ale... Czy miała dość siły woli? Musiała mieć. Jak inaczej uchroni siebie i innych? Musiała... Nie było innego wyjścia. Ale jak przy tym zachować to, co jeszcze kiedyś czyniło ją człowiekiem? W tej brutalnej rzeczywistości, gdzie każdy błąd był najsurowiej karany przez nią samą?
Michelle zapięła płaszcz. Kiwnęła głowa na znak, że zrozumiała co się do niej mówiło. Ostatecznie ją pochwalił. To chyba dobrze wróżyło na przyszłość? Nie była może idealna, ale dlatego właśnie tu była...
-Mam tyle do zrobienia... Ale to jest ten czas...-Musiała być przydatna. W jakiś sposób... Musiała mieć jakieś zaplecze. Musiała COŚ sobą reprezentować. Już nie miała ochronnego klosza swojej sire. Teraz... Była zdana na siebie. Na wieczną walkę pomiędzy przetrwaniem, a zachowaniem siebie.
...Co podsunęło jej myśl.
-Na tę noc... Um... Czy... Chyba na tę noc wystarczy...-Dziewczyna spróbowała się uśmiechnąć, ale i jej był dość dziwny. Jak w przypadku Lou był wykrzywiony w zwierzęcym grymasie, tak u niej z miejsca był przepraszający. Nie chciała nikogo urazić. Nie chciała sprawiać problemów. Nie chciała-Jeszcze tylko... Tak pomyślałam... Czy... Zna się Pan może... Um, w Chicago miałam znajomego... Całkiem dobrze otwierał zamki... Um...-Chciała coś jeszcze dodać, ale nie było potrzeby. Poza tym bała się, czy czasem o za dużo nie prosi. Jednak zaraz potem się właśnie z tego powodu wycofała-Albo nie, przepraszam, już Pan wystarczająco dużo dla mnie zrobił, jestem wdzięczna! I... Um... Oczywiście... gotowa to... okazać-Ta mniej przyjemna część. Czek inblanco. O cokolwiek ją poprosi, będzie zobligowana by to zrobić. I będzie mogła mieć tylko nadzieję, że nie będzie to coś absolutnie okrutnego...
Przywrócony post z 29.10.2018

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Działały tu zwyczajne odruchy. Drugi łowca, znacznie potężniejszy od niej pokazał pazury - dosłownie. Takie coś mogło nawet ją zmasakrować, i to w bardzo bolesny sposób. Była to broń wampira, nie miała pojęcia jakie właściwości mogła mieć. Wystarczyłoby jedno uderzenie - następne byłyby już znacznie łatwiejsze do wyprowadzenia, a jej pozostałaby jedynie ślepa ucieczka. Nawet auto mogłoby jej nie pomóc. A praktyka... Nie była przydatna. Była niezbędna, cały czas by utrzymać odpowiednią formę, o szansie rozwoju nawet nie wspominając. Przy tym wszystkim nie zauważała, jak płatki również na niej zaczynały się zbierać.
Usunięcie pazurów tylko trochę uspokoiło albinoskę. Ona dalej wiedziała, że tam są. Sama ta świadomość była dość przerażająca, a fakt, że mogły się one po raz kolejny pojawić - tym bardziej. On o tym wiedział, i podziałał na jej wyobraźnię w wystarczający sposób, by spotęgować poczucie zagrożenia. Ona naprawdę znała swoje miejsce i słuchała go uważnie. Chyba nawet w pewnych momentach za bardzo. Ale to ostatnie słowo sprawiło, że w środku przez moment chciała zrobić dokładnie to, co chyba powinna - uciec. Jak on ją trafi to zostanie zmasakrowana - wiedziała o tym. Zwykłego człowieka by to zabiło, ale i na niej by się to odbiło bardzo nieprzyjemnie - o garderobie nie wspominając... Skąd w ogóle taka głupia myśl!
Ale pomimo zastygnięcia wiedziała też, że jak stąd odejdzie to również nie będzie miała taryfy ulgowej, chociaż przez moment miała nadzieję, że jednak je ukradkiem wycofał za plecami... Ale nie. Może właśnie w ten sposób przychylał się do jej prośby - chciał pokazać co robić z innymi spokrewnionymi. Sam mówił, by korzystać z krwi, z przekleństwa które w niej płynie. Poza tym... Jak teraz stchórzy... Czy nie stchórzy również gdy będzie to naprawdę ważne?
Nie oddychała. Albo ten oddech, charakterystyczny dla niej był tak płytki, że nie było go widać. Przyjęła pozycję którą ćwiczyli - może nie była idealna w tej sytuacji, ale powinna chyba z takiej wychodzić. Widać było w jej oczach, że czaiła się tam obawa - ale miała na tyle dużo motywacji, by z nią walczyć... Z bestią, której przede wszystkim chodziło o przetrwanie również. A to była jedna z tych sytuacji narażającej ją na niebezpieczeństwo. Całkiem duże zresztą.
Z pewnym ociąganiem ale kiwnęła głową na tą propozycję. Od razu potem skupiła się na przyspieszeniu swojego ciała. Akceleracja - zwykłe wzmocnienie się krwią mogłoby nie wystarczyć, zresztą, nie umiała tak sprawnie nią operować by w tak krótkim czasie zrobić jedno i drugie. Chociaż jeśli będzie miała czas...
...Była przeklętą bestią. Ale do cholery, niech chociaż coś pożytecznego z tego wyniknie! Nie wiedziała w jaki sposób zaatakuje, ale nawet jeśli był naturalnie od niej szybszy, to jej dyscyplina, nawet tak nierozwinięta jak jej powinna wyrównać trochę pola. Nie chciała robić niczego nadzwyczajnego czy specjalnego - ot, wycofać się spod ataku Gangrela, jak najdalej od niego. Zwiększyć dystans, by ten musiał wręcz do niej podbiec by wykonać następny, o ile to planował. Nie mogła tego wykluczyć.
Tak naprawdę wszystko co potem się działo to kwestia reakcji - jeżeli będzie chciał pchnąć, to najlepiej będzie chyba... uskoczyć w stronę do zewnętrznej części pazurów? Wtedy nie pociągnie ich, a nawet jeśli się odmachnie na odlew - to szkody będą mniejsze. Jeżeli się zamachnie, to będzie musiała się uchylić - jeżeli będzie za blisko, albo wycofać do tyłu, jeśli będzie szansa uniknięcia tego w ten sposób. Musiała naprawdę uważnie przyglądać się jego ruchom by w jakiś sposób wcześniej przewidzieć co zamierza zrobić - w jaki sposób się porusza... Ale to Gangrel. Doświadczony. Może... Może czegoś próbować.
Wszystko po to, by dać jej lekcje. Co by się jednak nie działo - zamierzała po uniku, albo jako część uniku wycofać się od niego. By ewentualny następny atak nie był taki prosty.

Jeden punkt krwi wydany na akcelerację na przyspieszenie prędkości ruchu. Jeżeli starczy czasu przed atakiem - drugi punkt krwi na zwiększenie zręczności o 1
Przywrócony post z 29.10.2018

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Czy to naprawdę było... Um, takie kłopotliwe? Przynajmniej kwestia jej klanu... Sama wiedziała, że jedna rzecz którą umiała mogła być naprawdę śmiercionośna. Potrafiła poruszać się w naprawdę niezwykle sprawny i szybki sposób. Nie mogła tego za często używać - było to naprawdę niebezpieczne dla maskarady - ale wiedziała, że potrafi. Mogła się przyjrzeć przy tym Lou trochę bliżej. Bardziej - był niespokojny. Był półdziki. Coś było w tym jednak... Pewien rodzaj godności. Czy to była ta kwestia, um... Ta aura starszych? Poza tym... Te rany chyba niedawno się pojawiły. Dziwne, że nie mógł ich zaleczyć od razu... Co też mogło je spowodować? Wiedziała, że swoich drobnych blizn na ciele z czasów, gdy jeszcze była żywa nie mogła zaleczyć w żaden sposób, więc te musiały się pojawić jakiś czas temu...
Opisywał jej sytuacje. Rzeczy o których wiedziała, ale bardzo rzadko korzystała. Nie było takiej potrzeby... za często. Bała się tego co mogłoby się stać gdyby przesadziła. Gdyby cała krew jaką ukradła innym nagle odpłynęła z niej, a ona poczułaby okropny głód. Bała się siebie zobaczyć w takim stanie, jako potwora którym była - ale jej skorupa pozwalała o tym chociaż na chwilę zapomnieć. Nawet przyglądanie się temu co ten Gangrel tworzył na śniegu, chociaż nie widziała w tym większego sensu. Chciała zapomnieć, ale jedyne, co jej na to pozwalało było częścią tego od czego najchętniej by uciekła.
Ale nie może też ciągle uciekać. Chociaż czasami to jedyne rozwiązanie... Kiwnęła głową. Rozumiała. Nie chciała do tego sięgać, ale jeżeli będzie trzeba...
Miała cały czas przed oczami sytuację gdzie ją poniosło. Nie chciała tego zrobić - ale zrobiła. Miała krew na rękach. I tej nocy miałaby ją znowu gdyby się w porę nie opanowała...
Na moment jednak przerwała rozmyślania. Zobaczyła coś i trudno było jej uwierzyć w to co widziała. Wielkie pazury, ot tak, wyrosły zamiast palców tego spokrewnionego. Jeszcze ten uśmiech... Lekko wybałuszyła oczy. Nie... Nie chciałaby mieć możliwości używać czegoś takiego. Użycia tego w momencie gdy nie panowała nad sobą zupełnie... Ale perspektywa tego, co można tym zrobić...
-Ja... Rozumiem... T-tak myślę...-Leciutko się odchyliła do tyłu. Nie chciałaby czymś takim dostać, tyle wiedziała. Tym bardziej ją to motywowało, by w żadnym wypadku nie odmówić temu spokrewnionemu przysługi gdyby tylko o nią poprosił. Pomijając samą przyzwoitość... I honor jej mistrzyni...
-Um... Ja myślę... Ja... Może to przećwiczę... Chyba tak będzie dobrze... Um... W razie czego... Mogę pisać?-Zdawało się, że lekcja była krótka ale treściwa. Zresztą, chyba jej wystarczy. Co więcej może jej powiedzieć czy pokazać? Na razie musiała sama popracować... Chyba... Miała dużo pracy przed sobą.
Przywrócony post z 28.10.2018

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Aż dziwne, że przy tym co jej potem powiedział nie przerwał jej w żadnym momencie. Może jednak nie wszystkie plotki o Gangrel były prawdziwe? Albo też nie dorobiłby się takiego szacunku... I nie byłby polecony jako nauczyciel gdyby był po prostu nieco bardziej inteligentną bestią. Był stosunkowo cierpliwy jak na to czego mogła się po nim spodziewać, acz dalej miał pewne zachowania... Trochę dalekie od tego co słyszała o etykiecie. Ale nie było źle. Tylko trochę jej wzrok opadł gdy tak dosadnie został ujęty jej status. Była bardzo daleko od obrażanie się o taką oczywistą prawdę - po prostu sposób ujęcia działał na nią jak zacięcie papierem.
Zgraja nie zgrają, dalej są nieśmiertelnymi. Ale może udałoby jej się i tak jakoś chociaż ewakuować... Ale dopóki nie będzie się aż tak wychylać, to może faktycznie będzie bezpieczna? Może miał rzeczywiście racje gdy mówił, że należałoby się skupić na śmiertelnikach? Z nimi w końcu, jeżdżąc nocami z Selmą będzie miała największy kontakt. Musiał wiedzieć o czym mówi, czuła to w jego głosie. Był naprawdę znacznie bardziej doświadczony od niej samej, i w jej spojrzeniu, które w końcu się podniosło nie było żadnego powątpiewania. Słuchała go uważnie i z szacunkiem na jaki zasługiwał jako starszy już łowca.
Tym razem to on zadał pytanie, w sumie zasadne. Nie mówiła mu przecież z jakiego klanu pochodzi, a Hooka o takie rzeczy mógł poprosić właściwie każdy, kto znajdował się w Elizjum. Nie wahała się - zbyt długo, znaczy się.
-Toreador... Klan Toreador... Znam podstawy dyscyplin...-I podstawy były dobrym słowem. Zostało jej to zaprezentowane, ale w swoim nie-życiu do tej pory w zupełności to wystarczało. Ale wtedy nie była sama, była w koterii. Miała pewna role którą lepiej albo gorzej wykonywała. Teraz była zdana na siebie. Musiała nadrobić zaległości
-Jeszcze... Widziałam Pana spojrzenie... Jak Pan dotykał krtani... Jak, um... Poprawić siłę?-Zadała to pytanie z pewnym przestrachem. Wiedziała aż za dobrze jak słabą fizycznie była osobą za życia, i tak naprawdę niewiele się to zmieniło gdy została martwą. D tej pory było to jakimś pocieszeniem - że może jak straci nad sobą kontrole to nie wyrządzi zbyt dużych szkód - ale w sytuacji obronnej mogło to być ważne-Jestem... martwa. Nie przybędzie mi, uh, mięśni... masy...
Juz i tak było ustalone, że tak naprawdę była tylko minimalnie lepsza od żółtodzioba, który jeszcze nie został wypuszczony z gniazda. Więc nie krępowała się z tego rodzaju pytaniami... Bardziej niż zwykle.
Przywrócony post z 28.10.2018

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Była w tym jakaś sztuka. Koordynacja, która przecież również występowała w trakcie gry na instrumencie. Tam też czuła to właściwie całym ciałem i sobą, chociaż tak naprawdę działały tylko pewne partie mięśni. Tu jednak musiała dać z siebie wszystko. Przemoc fizyczna była pełna energii. Psychiczna... Psychiczna natomiast ją zabierała. Można było się zastanowić - do jakiego stopnia ona się jej dopuściła w swoim żywocie? Planowała rzeczy, które... Które uważała za złe. Ale były niezbędne. Mimo to czuła się źle z tego powodu, i chciała... Zrekompensować te nieprzyjemności. Tylko jak bardzo będzie musiała sama się przy tym zdegradować, albo przynajmniej... Jak bardzo będzie to uciążliwe?
I przede wszystkim... Jak Phillip zareaguje na wieść, że ona tak naprawdę od dawna nie żyje? Kiedyś to w końcu wyjdzie na jaw. Takie miała przeświadczenie... A co, jeśli Selma się dowie? I to w sposób który bezpośrednio jej zaszkodzi?
Na razie była parę razy poprawiana, czyli nie wykonywała tych rzeczy perfekcyjnie, ale była do takich poprawek trochę przyzwyczajona. Jak zaczęła traktować ten dotyk jak coś podobnego przy jej pierwszych lekcjach gry na skrzypcach - przestały ją tak krępować. Acz wtedy była znacznie młodsza. Dostała potem rady, które może i były prawdziwe... Ale raz - były skrajnie makabryczne. Po drugie - nie pomogą w ochronie tego, co ona chciała chronić... O czym on nie wiedział. Ale też nie mogła mu się bezpośrednio przyznać. Po trzecie... No właśnie... Najpierw jednak wysłuchała go do końca. Już sam fakt, jakie to było dla niego normalne i naturalne mogło przyprawiać o ciarki, i gdyby ona miała takie subtelne odruchy jak śmiertelnik to by je pewnie miała. Raz musiała na niego spojrzeć dość... Wymownie.
Ale przyszedł ten moment. Teraz to była jej kolej na powiedzenie tego, co myślała. Nie wszystkiego - samych najważniejszych rzeczy. I było to ważne, może nawet najważniejsze...
-Cały czas Pan mówił o... Śmiertelnych-Minimalnie jej wzrok nabrał wyrazu, zdecydowania. Można było odnieść wrażenie, że dopiero teraz przechodziła do meritum. Jakkolwiek te rady były ważne, nie obejmowały tego czego się najbardziej obawiała-A co z... Innymi spokrewnionymi... Z Sabatem. Zaczyna się konflikt. Nikt nie wie co się będzie działo. Do czego może dojść. Jakie będą ofiary... To wszystko jest ważne, i jestem wdzięczna, ale na nic to się zda wobec kogoś, kto wie o naszym... stanie-Szybko jednak to zdecydowanie straciła. Mogła jednak mówić składnie, poprawnie, z jakąś pewnością siebie. Tylko w takich momentach, gdy naprawdę jej na czymś zależało i to było ważniejsze niż to, co ktoś o niej pomyśli. Ale tylko na moment.
-...ucieczka... Jest wyjściem... Ale... Chodzi mi o czas... O zyskanie czasu... Bym mogła... COŚ uratować...-To wrażenie. Nawet w jej ustach brzmiała nadzwyczaj naiwnie. Jeżeli Sabat będzie chciał zaatakować, to albo będzie to zdezorganizowane, albo tak precyzyjne że żadna obrona nie da rady. Ale... Może się myli, może jest szansa?
Przywrócony post z 27.10.2018

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Była, owszem. Przede wszystkim, na pierwszym miejscu - jeszcze - była skrzypaczką. Potem zaczynał się konflikt, na którym czasami coś wychodziło na wierzch. Jak i teraz. Miała opory przed wyrządzeniem krzywdy, nawet w takiej sytuacji - wiedziała, że nie mogła na pewno zrobić mu takowej. Nawet nie sobie, nie swoim palcom - wiedziała, że cokolwiek teraz się stanie będzie mogła to wyleczyć tak, że nie będzie nawet śladu. Ale czy tak samo będzie mogła zrobić z tym, co stanie się na jej umyśle i sumieniu gdy będzie chciała zrobić wszystko, by uchronić tych na których jej zależy? Czy też może... Co gorsza... W pewnym momencie stchórzy i będzie ratować swoją skórę?
W tym wszystkim fakt kim była i co robiła przez większość swojego życia... Nie miało to takiego znaczenia. To było jej życie, ale ono nie miało aż takiego znaczenia. Tak chciała myśleć...
Intensywne myśli zalały jej głowę, podczas gdy była zachęcana na różne sposoby. Słowem i gestami - działał na nią jeszcze inny czynnik. Powinna to zrobić. Tego od niej oczekiwano. Nie chciała zawieść, zawalić, dać plamy - on sam chciał by ona to zrobiła! Jak tego nie zrobi... To po co właściwie tutaj przyszła? By marnować jego i swój czas? Nie powinna... Powinna... Nie powinna...
W końcu chyba coś w niej pękło. Wykonała cios, nie wiedząc nawet do końca jak - i od razu jak jej dłoń zaczęła się zagłębiać w szyi Lou zaczęła tego żałować. Nie musiała tego widzieć, wystarczał sam dźwięk. Skrzywiła się. Wycofała się też od razu gdy usłyszała warknięcie, na dwa albo nawet trzy kroki. Coś się pojawiło. Michelle domyślała się - wściekłość. A od niej do bestii była naprawdę krótka droga, zwłaszcza w przypadku tak dzikiego klanu jak Gangrel. Ale... Opanował się, co też widziała po ruchach. Nie wyglądał na zadowolonego, co od razu speszyło wampirzycę. Poczuła metaliczny zapach... Coś, co powinno się pojawić u śmiertelnika, ale nie u niej. Krew. Zerknęła na poharataną dłoń... Nie wyglądało to źle, ale i tak szybko to zagoiła.
Czuła się źle... Naprawdę źle się czuła z tym co zrobiła... Nie powinno to być konieczne, nie powinna w ogóle tego robić! Dlaczego w ogóle tutaj przyjechała... Musiała, wiedziała o tym, ale może... Może... Może...

Myślałem, że tego nie zrobisz. Że stchórzysz i się poddasz. Miło mnie rozczarowałaś, Michelle, a zatem zasłużyłaś na kolejną lekcję

To... To było miłe rozczarowanie? Że dopuściła się aktu przemocy? Że rzeczywistość wymaga od niej, by dopuszczała się takich czynów? Może dla niego, jako spokrewnionego i kogoś, kto miał tego nauczyć owszem, ale dla niej... Skup się! Potem będziesz płakać dziewczyno! Z Z biodra. Z ruchu ramienia i barku, byle nie za sztywno. Prosto.
Był nawet na tyle miły, że jej to pokazał. Jako artystka, której fach wymagał od niej naprawdę dobrego skoordynowania pracy swojego ciała... Mogła to docenić. On naprawdę wiedział co robi. Umiał walczyć. Jego ciało działało w dziwnej, ale naprawdę wydajnej synchronizacji. Jakby czymś takim oberwała... Ona... Wiedziała, że jest słaba. Dlatego tu była. Musiała być silniejsza, by w razie konieczności... Ostateczności...
Gdyby była śmiertelną - możliwe, że by się rozpłakała. Ale już widziała różne rzeczy. Różne rzeczy robiła. I jej dusza nosiła na sobie grzechy, które nawiedzałyby ją w koszmarach gdyby miała jakiekolwiek sny. Była młoda, ale i tak doświadczyła więcej niż przeciętny śmiertelnik. Co będzie za lat dziesięć, dwadzieścia, sto?
Musiała jednak na razie pracować, by do tego wieku dożyć. Odtworzyła sobie w myślach ruchy jakie wykonywał. Przyjęła pozycję taką, jaką ją ustawiał. Póki obraz był świeży, póki tutaj była - postarała się powtórzyć to co zrobił. Zastosować się do tego co mówił. Nic nie mówiła, bo chyba nawet nie o to chodziło tutaj. Ona była uczennicą, to nie ona miała mówić, chyba, że zapytana. Zresztą... czuła do siebie pewną odrazę. Nie chciała siebie teraz słyszeć.
Przywrócony post z 27.10.2018

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

Może w duchu chciała, by się nie zgodził. Żeby ją odesłał z kwitkiem, i wtedy byłaby w pełni usprawiedliwiona, że miała za słabą ofertę i nie miała szansy się przebić. Stało się jednak inaczej, a grymas na jego twarzy zdawał się być zapowiedzią tego, że na pewno skorzysta z jej oferty. Kiedyś. A przy jego usposobieniu może jej się to nie spodobać... Mogła mieć jedynie nadzieję na coś bardziej finezyjnego, co... Przy całym szacunku dla niego, co on akurat mógłby mieć problemu z załatwieniem. Znaczy, coś bardziej... ucywilizowanego... Uh, może lepiej to zostawić.
Tak jak mówiła - byłą dobrą słuchaczką. Słuchała go bardzo uważnie. Zapamiętując i odnotowując rzeczy których wcześniej nie wiedziała. Bo trochę jednak znała, i to ze swojego doświadczenia... Faktycznie, broń palna na wampira działała jak strzał z procy - trochę bolało, ale tylko jak coś rzeczywiście było solidne i trafiło niefortunnie. Zrobiła za to wielkie oczy na historię z wilkołakiem. Jedynie o nich słyszała, ale to co do niej dotarło wystarczało w zupełności, by unikać ich jak ognia. Albo i bardziej.
-Na lupina? To szaleńs... Um... Mało rozsądne...-Tyle chociaż, że się powstrzymała przed bardziej dosadnym określeniem takiego zachowania. W każdym razie wróciła do słuchania. I obserwowania, bo ją ustawiał. Z jakiegoś powodu nie było to tak kłopotliwe jak myślała. I tak miała wrażenie, że rozmawiała nie z kimś kto kiedyś był człowiekiem, a bestią w ludzkiej skórze. Jak to się dzieje, że oba klany tak blisko niej... Um... W pewnym sensie... Różnych... Um, skupić się!
O wzmocnieniu dłoni nie wiedziała. O tym, gdzie celować... Um, coś tam kiedyś było, ale kojarzyła bardzo mgliście. Na pewno nie było o pozycji ciała, a przynajmniej nie takiej jakby to ona miała być agresorem, bo trochę to tak wyglądało. Zaatakuj zanim zostaniesz w ogóle zaatakowana. Obiektywnie miało to sens, wewnętrznie...
Wewnętrznie to teraz, jak stanęła przed zadaniem wykonania uderzenia to i tak mimo jej całej wiedzy i świadomości, że nie miała absolutnie szans zrobić mu krzywdy miała opory. Po prostu... Nie, dalej widziała w nim człowieka. I perspektywa zadania mu bólu, nawet jak była tak odległa... On równie dobrze mógłby być zrobiony z cegieł, prędzej sama sobie krzywdę zrobi! A może to było... Stała tak w każdym razie, wahając się.
Jak to sobie wyobrażała... Tak, że sięgnęła by po klucze prawą dłonią, chwyciła je, i spróbowała po podejściu uderzyć go tam, gdzie jej polecał - w krtań. A ile może rzeczy pójść nie tak - przede wszystkim, bojąc się tego aktu przemocy, mogła zamknąć oczy. Już nie wspominając o tym, że mogła nie pokonać swoich obaw i tego w ogóle nie zrobić... Było w tym coś tak pierwotnie... Niedobrego...
Przywrócony post z 27.10.2018

Wyszukiwanie zaawansowane