Znaleziono 77 wyników

Re: 8908 Lake City Way NE, Metro Heated Storage

----> 2142 10TH AVE W, SEATTLE CHILDREN'S HOME

O tej godzinie zapewne niewielu klientów odwiedzało samoobsługowy magazyn. Szare, nic nie znaczące rodziny, będące zaledwie komórkami organizmu tworzącego Seattle odrobiły swoje obowiązki na dzisiejszy dzień i potrzebowały odpoczynku. O tej godzinie pojawić się tu mogli raczej dyletanci, ćpuny, kurierzy, policja oraz istoty które za dnia nie byłyby w stanie samodzielnie się obsłużyć.

Mits dalej spoczywał na tylnych siedzeniach samochodu należącego do jego ghula. Niemalże leniwie spoglądał na omijane po drodze budynki, samochody i nocne osoby. Dzisiejszego wieczór nawet dobór muzyki przez kierowcę nie był aż tak okropny, by wymusić na nim klasyczną cisze radiową. Nosferatu nie spodziewał się że Książe przystanie na jego warunku, oczekiwał bardziej negocjacji i targów o przysługi. Dodatkowo, nie ufał wampirom. W tym geście musiało być ukryte jeszcze coś, coś czego nie potrafił w tym momencie dotrzeć. Coś, co musiał pojąć zanim niewidoczny dla niego czas się przesypie i cokolwiek planuje Księżna pójdzie w ruch.

Z przemyśleń wyrwało go nagły brak charakterystycznego warczenia silnika, kiedy to dotarli do celu. Bez większego oczekiwania podał swojemu ghulowi kopertę którą otrzymał od swojego kontaktu. Sam nie miał zamiaru wchodzić do budynku i niepotrzebnie ryzykować nawet małe nadszarpniecie Maskarady, a dla osoby takiej jakim był jego ghul będzie to kwestia paru minut.

W czasie gdy Jimmie powoli oddalił się w stronę magazynu, Mits raz kolejny wyciągnął z kieszeni swoją komórkę. Szybkość z jaką ta technologia się rozwijała zawsze go zaskakiwała. Przypominała mu w tym prędkość rozwoju zbrojeniowego, i podejrzewał że obie są równie krwawe. Tylko ta druga się z tym nie kryje. Mits musiał przyznać, że nieco irytował go brak odpowiedzi od Randiego. On sam wybrał najgorszy moment na wysłanie wiadomości, w czasie gdy rozmawiał z Księciem, jednak ta cisza komunikacyjna świadczyła najprawdopodobniej o jednej z trzech rzeczy. Albo był w podobnej sytuacji, chociaż z pewnością o wiele mniej przyjemnej, albo zdechł on lub jego telefon.

Wtedy to właśnie zauważył kątem oka Jimmiego, który wracał równie spokojnym krokiem, co wcześniej z magazynu. Przerzucone pod ramieniem tekturowe pudło oznaczone było wszystkimi potrzebnymi symbolami informującymi, że w środku znajduję się broń myśliwska. Mits mimowolnie wykrzywił swój potworny pysk, skryty pod bandażami. Od czasu gdy zajął się Zawodem, transport broni bywał problematyczny. Oczywiście, głównie na terenie Europy. W Ameryce broń mogła nawet leżeć na bocznym siedzeniu i policjant co najwyżej zaoferuje pouczenie. Z tego też powodu gdy Jimmie podał Mitsowi paczkę, przez wcześniej uchylone okno, ten od razu przystąpił do oceny swojego zamówienia.

W odpowiedzi na ponowne przebudzenie silnika maszyny, Nosferatu wysłał kolejną wiadomość z adresem do swojego ghula.

I pojechali.

-----> 1410 NE 66TH ST, ROOSEVELT HIGH SCHOOL

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

Mits paradoksalnie nie był typem podglądacza i creepa, jakimi szczyci się być całkiem spora część jego klanu. Oczywiście nie dotknął drzwi, pozwalając by ktoś zamknął je za nim samym, skoro już były otwarte na oścież. Nawet taka mała ingerencja potrafiłaby w jednym, zbyt silnym na duchu chłopaku wzbudzić niezdrowe zainteresowanie, którego nie pożądał ani Mits i z pewnością Książe. Poprawił w całkowicie ludzkim geście swój krawat mocno uciskający koszula na bladej, niemalże przeźroczystej skórze pod którą wiła się kolekcja poczerniałych żył i ruszył na powrót do swojego samochodu. W międzyczasie wysłał wiadomość do swojego ghula, by zaczął grzać silnik.

Bez problemu wyminął korytarze i inne elementy dzielące go od drzwi wyjściowych. Przy tej w miarę prostej przeszkodzę musiał zatrzymać się i poczekać na odpowiedni moment, w którym mógł wyśliznąć się na zewnątrz bez zbędnych obserwatorów. Spojrzał na białe plamy śniegu i raz jeszcze ruszył, manewrując pomiędzy kałużami, śniegiem i innymi przeszkodami które potrafiły zaburzyć zaskakująco wątłą zasłone Niewidoczności.

Dopiero przy samochodzie pozwolił sobie na większy luz i po otwarciu osobiście drzwi, wsunął się do środka. Moc Niewidoczności wciąż była aktywna, jednak ghul otrzymał tyle bodźców by sam mógł się przez nią przebić. To właśnie było największym problemem w stosowaniu tej wampirzej zdolności - nigdy nie wiedziałeś, czy ktoś z zebranych wokół istot przebił się przez twoją zasłonę, czy nie.

Kolejnym krótkim SMSem wysłał swojemu ghulowi kolejkę adresów na które mieli się udać, po czym spokojnie oparł się o tylnie siedzenie samochodu. Jego paskudne ślepia śledziły spojrzeniem budynek sierocińca, do póki ten nie zniknął, zasłonięty przez inne betonowo ceglane konstrukty. Po czym wysłał SMS'a do Randiego.

----> 8908 Lake City Way NE, Metro Heated Storage

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

Mits szczerze mówiąc nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Jednak na jego paskudnej, ukrytej pod bandażami, bliznami i zniekształceniem klątwy krwi twarzy trudno było wyczytać coś więcej niż potwora, jakim się stał. Skinął krótko głową na znak że zrozumiał przekaz Księżnej, po czym spokojnie podniósł się z siedzenia. Z pewnością skorzysta z oferty Księżnej, szczególnie że zapowiadało się to na gratisowy dodatek do jego prywatnej kolekcji. Chętnie też sprawdzi zdolności Primogen Wariatów, jeśli idzie o pozyskiwanie broni dobrej jakości.

Raz jeszcze schylił głowę w kierunku Jane, zarówno w geście podziękowania jak i pożegnania, samego Seneszala pozdrawiając jedynie uprzejmym skinieniem, po czym skierował się w stronę drzwi Gabinetu. O ile Seneszal go nie ubiegł, sam sięgnął po klamkę w niemalże tej samej chwili otaczając się całunem Niewidoczności dla osób nie znajdujących się w gabinecie. Otworzył drzwi, sprawiając że Chloe stanęła twarzą w twarz z paskudną kreaturą, ubraną w wyjątkowo dobrze krojony garnitur. Czerwone, głęboko osadzone ślepia wpatrywały się bez nawet jednego mrugnięcia w dziewczynę, jak tylko pojawiła się na drodze. O ile, oczywiście, była w stanie go dostrzec.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

Mits spokojnie pochłaniał kolejne detale zarówno dotyczące Jane, jak i otoczenia w którym pracowała. Z czystego przyzwyczajenia zaczął obliczać takie drobne detale jak na przykład, ile zajmuje opuszczenie pomieszczenia w "ludzki sposób", pod jakim kątem znajdują się okna w stosunku do dachów budynków po przeciwległej stronie ulicy, i tym podobne detale przydatne w jego poprzedniej profesji.

W momencie gdy głos Jane przywrócił jego całkowitą uwagę do osoby Księcia, sam Nosferatu spokojnie wysłuchał pytan kobiety. Oczywiście, trudno było odczytać mimikę jego nie dość że potwornej, to dodatkowo owiniętej bandażami twarzy. Po ostatnim pytaniu odczekał spokojny, chociaż krótki moment by nie prowokować bestii widocznie dość wzburzonej w osobie Księcia. Spokojnym gestem sięgnął do bliźniaczej kieszeni po wewnętrznej stronie jego marynarki, wyjmując drugi list. Zupełnie jakby był świadomy, że pierwszy nie będzie pozytywnie odebrany. Chociaż, może po prostu wolał być przygotowany na ewentualność?

Spoglądał na kopertę przez chwile, po czym ponownie położył ją na blacie, i przesunął w kierunku Jane.

***
Szanowna Jane Doe, Książe Seattle

Po pierwsze, chciałem zaznaczyć że żadna forma w moich listach nie miała zamiaru Księżnej urazić. Ze względu na moją klątwę, kłopotliwym jest przekazanie w stu procentach tego, czym chciałbym się podzielić, jednak w żadnych wypadku nie ma to na celu naruszenia Waszego autorytetu.

W momencie przekazania mojego pierwszego listu, upewniłem się że prośba jaką wystosował w moim kierunku ike Cameron nie została porzucona, a propozycja została przedstawiona. Jedynym powodem z jakiego przedstawiłem słowa Camerona, jest możliwość pozyskania nauk w ścieżkach dyscyplin akceleracji. Jednak nie zawarł on ze mną publicznych umów, mimo mojej oferty Długu względem jego osoby.

Jestem prostym żołnierzem, który w swoim martwym sercu ma jedynie dobro Rodziny oraz ludzi z nią powiązanych. Jednak moje ostatnie starcie z potworem z Sabatu uświadomiło mnie, że nie jestem gotowy w takim stopniu, jaki odnajduje za odpowiedni. Ike Cameron, jak pewnie wielu, posiada dostęp do zdolności których w moich rachunkach potrzebuje. Z nim miałem po prostu większy kontakt niż z innymi przez ostatnie lata.

Zdaje sobie sprawę, że nasze prywatne układy mają małe znaczenie w oczach Księżnej, dlatego przyszedłem tu złożyć inną ofertę. Doskonale wiemy, jak sprawny jest wybrany przez Was Szeryf. Ja na własne oczy mogłem uświadczyć jego zdolności. Jednak Szeryf jest wciąż oficjalną personą, która musi zajmować się oficjalnymi zagrożeniami. Chciałem zaoferować swoje usługi w kwestiach właśnie tych mniej oficjalnych. Da to Księżnej lepszy dopływ informacji oraz kontroli wydarzeń, bez potrzeby narażania się na niepotrzebną publikę. A w momencie problemów, winę zawsze będzie można zrzucić na mnie. Jedyne czego bym oczekiwał od Księżnej w zamian, to wsparcie w osobistym rozwoju, między innymi Dyscyplin Krwi.
***

Po przekazaniu listu, Mits usiadł w tej samej, sztywnej pozycji co poprzednio, oczekując reakcji. Lub ewentualnej potrzeby skoku przez okno.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

Nosferatu kroczył tuż za seneszalem spokojnym krokiem, w czasie gdy w jego głowie tworzyła się powoli mapa budynku. Część pomieszczeń była oczywiście zagadką, ale mając świadomość wielkości samego ceglano-betonowego konstruktu mógł spokojnie oszacować ich rozmiar. Mało osób o tym wiedziało, jednak pamięc Mitsa była naprawde porządna. Z jednej strony pozwalało mu to na przygotwania takie jak te, gdy jego spojrzenie pożerało kolejne elementy zapisywane w jego umyśle. Z drugiej jednak strony, horrory zawsze czaiły się gdzieś z tyłu. Gdyby nie był taki człowiekiem, a później wampirem, jakim jest, z pewnością prędzej czy później strzelił by sobie w łeb.

W momencie gdy Szczur Kanałowy znalazł się w gabinecie, a drzwi zapewne zostały za nim zamknięte, omiótł spojrzeniem gabinet, ostatecznie zatrzymując spojrzenie rybich, głeboko osadzonych oczu na osobie Księżnej. Rozumiejąc że jest dostrzegany, nie silił się na zdjęcie uroku Niewidoczności. Zaoferował jedynie proste, szczere żołnierskie skinienie zanim zbliżył się do biurka. Jeśli stało jakieś zaoferowane krzesło - z pewnością na nim usiadł. Jeśli nie, nie przejął się tym zbytnio.

Na słowa księżnej sięgnął spokojnym gestem do lewej wewnętrznej kieszeni swojej marynarki, wydobywając z niej wyjątkowo dobrze zachowaną, zaklejoną koperte. Oczywiście, było to najprostsze opakowanie wykonane z innego arkusza, pozbawione jakichkolwiek uładnień. Wewnątrz, znajdował się list.


***
Szanowna Jane Doe, Książe Seattle

Nasze ścieżki nie zbiegają się często, czego jednak nie uważam za rzecz negatywną. Jako jeden z klanu Nosferatu, doskonale rozumiemy potrzeby naszego społeczeństwa i problem jaki zazwyczaj zdaje sie przynosić klątwa mojej krwi. Jako klan staramy się być użytecznymi członkami Spokrewionej Rodziny, aktywnie działając od zawsze ku utrzymaniu Maskarady. Jednakże, to nie w tej sprawie zwracam się do Księżnej. Jako jeden z uczestników ostatnich starć, a także osoba która doświadczyła przez lata swojego istnienia nie jednego typu wojny, musze stwierdzić że czas na harcowanie minął. Prędzej niż później Sabat rozpocznie poważny atak na Waszą Domene. W starciu z tymi bestiami, potrzebować bedziemy czegoś wiecej niż ghuli i karabinów. Potrzeba będzie kontrola nie tylko militarnej części śmiertelnych, ale także całej reszty tłuszczy. Kontrola Medii, młodzieży i reszty elementów, z których każdy może zaognić panike, a ta doprowadzić do utraty Maskarady. Z tego właśnie względu chciałem zaproponować Księżnej współprace z Ike Cameronem, który ostatnimi czasy bacznie obserwuje popularniejsze grupy młodocianych zespołów - a tym autorytetów w tej mniej rozsądnej części młodego społeczeństwa Seattle. Możliwość spokrewnienia jednej z nich, a tym samym zawiązywania kontroli nad młodocianym elementem z pewnością ułatwiłby i nam, i wam kontrole i tak już nadwyrężonej Maskarady Waszego Miasta.
***


W miedzyczasie, Mits najzwyczejniej stał z typowo sztywnym, wojskowym drygiem, obserwując Jane z rękami założonymi na plecach.

Re: Parking

Mits spokojnie oczekiwał przez te kilkanaście minut, spokojnie spoglądając po okolicy. Przez jego żywe, jak i martwe lata pewien rodzaj zdrowej paranoi zdążył wykształtować w nim pare przydatnych odruchów, które nie raz uratowały jego życie. Aktywne spoglądanie po otoczeniu zamiast gapienia się w jeden punkt był właśnie jednym z nich.

Dostrzegając seneszala, Mits najzwyczajnie wyszedł z samochodu - czy to pomogło przełamać urok Niewidoczności, która ostatecznie była dyscypliną działająca na umysły innych, czy nie - nie za bardzo go to interesowało. Pozwolił mu dokończyć swoją wypowiedź, po czym najzwyczajniej w świecie ruszył za seneszalem. W miedzyczasie palce jego lewej dłoni wystukały wiadomość do ghula - który miał przypilnować samochodu i oczekiwać aż wróci. To nie był ostatni przystanej dzisiejszej nocy.

Re: Parking

Odcienie szarości, zabarwione od czasu do czasu brudną żółcią samochodowych lub drogowych lamp była widokiem, za którym Mits w sumie przepadał. Takie drobne elementy przypominały mu o sytuacji w jakiej się znajdował i tylko upewniały w nim cel, jaki obrał wiele lat temu za swój priorytet. Przesiadując na tylnim siedzeniu taksówki, okryty całunem Niewidoczności, jedynie kierowca-ghul był świadomy jego obecności w samochodzie. A przynajmniej tak zakładał.

Obserwacja była aktualnie więcej niż połową nieżycia Mitsa. Fakt że ostatniej nocy udało mu sie uczestniczyć w eliminacji dwóch spokrewnionych był miłą odmiana dla monotonii istnienia Nosferatu. Jednak Kanałowy Szczur doskonale zdawał sobie sprawe że czas taki jak ten nadejdzie prędzej czy później, a lata przygotowań nie poszły na marne. Pozwolił swojemu ghulowi załatwić wszystkie formalności ze stróżem nocnym by na spokojnie mogli zająć miejsce pośród samochodów zgromadzonych na parkingu.

W momencie gdy pojazd zatrzymał się, a jego kierowca pozwolił dislowemu silnikowi odpocząć, Mits wcisnął guzik w swojej komórce, wysyłając przygotowane wcześniej instrukcje do ghula. Musiał przyznać, że pomysł Kwiatuszka na uzbrojenie wszystkich lokalnych Nosferatu w telefony osobiste był dobrym, mimo że nieco kosztownym pomysłem. Mitsowi z pewnością ułatwiło to nieco komunikacje, chociaż wciąż były momenty, gdy jego klątwa wchodziła w drogę. Momenty takie jak ten.

Ghul otrzymał proste zadanie - miał odwiedzić sierociniec i grzecznie poinformować, ze Mits chciałby spotkać się z Ksieżną Doe. Oczywiście z racji jego klątwy krwi, chciałby to zrobić we wmiare bezpiecznym miejscu. Nie widział potrzeby narażania mieszkańców sierocińca na niepotrzenby stres.

Następnie Mits spokojnie rozsiadł się na tylnim siedzeniu i czekał, leniwie rozglądając po przestrzeni poza samochodem.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits pożegnał drugiego Szczura kanałowego krótkim skinieniem głowy, po czym wrócił spojrzeniem do budynku w którym znajdował się cel jego polowań. Przez pare sekund wciąż zastanawiał się nad opcją podpalenia całego cholerstwa, ale ostatecznie wyuczonym gestem zabezpieczył i złamał kolbe broni, którą ukrył pod cięzkim skórzanym płaszczem, a sam skierował się na powrót do swojej kryjówki. Czas na dzienny letarg zbliżał się nieubłaganie.

Z/t -> viewtopic.php?f=255&p=6037#p6037

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits spoglądał przez dłuższą chwile na drugiego Nosferatu, z pewnością analizując w głowie wszystkie możliwe plusy i minusy. Chciał dopaść Sabat za cholere, ale martwy nie zabije nikogo wiecej. Ostatecznie skinął krótko i wysłał swojemu Ghulowi wiadomość, by miał miejsce na oku. Sam potem dał znać Randiemu że mogą sie zmywać.

I tak dzisiaj było bardzo owocne polowanie.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits zatrzymał się po prostu na chwile, wciskając przyciski telefonu z pomocą ukrytego w skórzanej rękawici palca. Wyłapując ciekawskie spojrzenie Randiego, wysunał po prostu dłoń pokazując mu treść smsa, zanim schował komórke do jednej z kieszeni po czym ruszył we wspomnianym kierunku, troche przyspieszając kroku. W międyczasie złamał kolbe karabinu, składając ja obok reszty broni i ukrywając go pod płąszczem.

Czas to kończyć.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits skinął jedynie informując Randiego że przyjał i zrozumiał wiadomość. Osobiście, było mu to w tym momencie obojętne kto dołączy do polowania. Jego obchodziło tylko zabicie sabackich psów. I na tym się skupił.

W czasie gdy Randy zajął się pilnowainem frontu, Mits zaczął obserwować ich flanki i plecy. Cały czas gotowy odstrzelić wampirzy łeb.

(wybaczcie krótki wpis)

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits spoglądał także za Randym, jak zwykle całkiem stoicki w swojej postawie. Dużo osób moglo to zmylić, jednak nie było momentu, nawet gdy przebywał w swoim schronieniu, by ten Nosferatu nie był czujny. Wyuczył się tego jeszcze za życia - a jak bardzo musiał parszywe wieść, skoro nawet wtedy trzymał gnata pod poduszką? W miedzyczasie gdy Randy zajmował się przemyśleniami, on wyciągnął komórke i wysłał SMSa do swojego ghula. Sprawa była prosta - tędy i tędy ma jechać całkiem szybka furgonetka albo van. Ostrożnie śledzić i ogarnąć dokąd jedzie, najlepiej zobaczyć gdzie sie zatrzyma. Nie wchodzić w interakcje w pasażerami i kierowcą, jak zostanie wykryty - wiać.

Wtedy właśnie podniósł spojrzenie na Randiego, gdy ten odezwał się do niego. W odpowiedzi na jego pytanie potrząsnął tylko karabinem i pokazał na swoje uszy. Przez chwile spoglądał na niego, pewnie oczekując że uda się mu wywnioskować o co mu chodzi. Dopiero potem zrozumiał że nie rozumie się tak dobrze jak z Kwiatuszkiem i sięgnął po dyktafon.

~~~> Magia_>|


Odezwała się krótko niezwykle podekscytowana kobieta ukryta w prostokątnym przedmiocie. W odpowiedzi na pytanie co do przechadzki, po prostu skinął głową i wskazał gestem dłoni by Randy ruszył dalej.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits po prostu szedł wraz z Randym, trzymając się w odpowiedniej odległości od towarzysza by móc zareagować od razu, a przy okazji nie być na pierwszej linii strzału. Nie był do końca przekonany że uda im się ich na piechote dogonić, ale takze czy noc pozwoli na dłuższe polowanie. Był jednak bardzo zadowolony z jednego faktu - uciekli przed nimi. Czuli się słabsi i byli tchórzami. To trzeba będzie wykorzystać.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits zakładał że przynajmniej jeden z ich przeciwników posiadał rozwiniętą dyscypline Nadwrażliwości - zresztą, kwestia wyciszenia broni i tak służyła do pozbycia się niechcianej uwagi śmiertelnych, a nie innych wampirów. Ponura satysfakcja wypełniła jego martwe serce w czasie gdy kula zakończyła istnienie kolejnego plugawego potwora, a dzisiejszej nocy jeszcze paru innych miało podzielić jego los.
Odpowiedział Randiemu krótki skinieniem głowy i ruszył w rozsądnej odległości za nim by w razie ataku nie znaleść się niepotrzebnie blisko, równocześnie znajdują się w zasięgu świadomości Randiego. Sam także jak zawsze poruszał się okryty całunem Niewidoczności. Palec czekał oparty o okolice spustu, gotowy w każdej chwili pociagnąć za delikatny metalowy element i posłać pociski w kierunku łbów sabatników. Oczywiście w związku z faktem że rozdzielono się, Mits musiał takze być gotowy by wpierw zidentyfikować czy cel nie jest jednym ze swoich, albo śmiertelnikiem. Dopiero wtedy gotowy był oddać strzał.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits mało kiedy potrafił ścierpieć skurwysyństwo. Doskonale wiedział że musi w tym momencie współpracować, jednak czuł że musi popuścić wentyl bezpiezceństwa albo sam zaraz zrobi coś jeszcze głupszego. Malująca się przed nimi scena była idealnym przykładem tego, dlaczego Mits niecierpiał Sabatu jak niczego innego na świecie. Odpowiedział Rendiemu krótkim skinieniem głowy - był też powód dla którego wolał pracować sam. Nie musiałbać się o ewentualnych sojuszników.

Tym razem przykucnął, a karabin momentalnie został uniesiony do pozycji strzeleckiej. Trudno powiedzieć w któym momencie został odbezpieczony, a Nosferatu już teraz zaczął przygotowywać się do strzału. Wciąż otoczony niedostrzegalnym całunem martwej ciszy, pociągnął za spust dopiero jak Rendy znalazł się metr od swojego celu. Celował oczywiście w głowe i miał dużo czasu, by upewnić się co do tego jak oddać ten pierwszy i najważniejszy strzał.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Posiadając konkretny trop wiedział gdzie się kierować. Zachowywał dalej pełną uwage, gotowy zareagować w ułamku chwili gdy zaszłaby taka potrzeba. W tym momencie już nie bawił się w próbe tłumaczenia sobie dlaczego zrobili to co zrobili. Pokazali tylko jak bardzo się zezwierzęcili, i że trzeba istoty takie jak ci Sabatnicy uspić. Z pomocą ołowiu.
Wciąż otoczony zarówno martwą ciszą, jak i wyższą sztuczką Niewidoczności, poruszał się do przodu, koordynując co moment z Randym. Nie musiał się spieszyć, ba, nie robiły tego nawet gdyby była taka potrzeba.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits zatrzymał się przy drzewie dostrzegając wyróżniające się elementy. Pierwsze co zrobił, to przeskanował spojrzeniem całą okolice, zarówno wokół jak i nad sobą, a dopiero potem podsunął nieco szybkie hełmu by dokładniej przyjrzeć się śladom, próbująć utworzyć w głowie prawdopodobne dalsze kroki, a dzięki temu ścieżke gdzie mogły udać się osoby do których krew należała.
Być może nie był w stanie wywęszyć jak kundel swojej ofiary, ale to głównie dlatego że nie był bestią. Był myśliwym, który używał rozumu by dotrzeć do swoich ofiar, nie instynktu.

Re: 5520 Ravenna Ave NE, Ravenna Park

Mits jak zawsze, milczał przez cały czas. Przez większość drogi po prostu siedział, z paskudnym pyskiem ukrytym za ciemnym pleksi swojego kasku motorowego. Nie wiedział co miał sądzić o tej dwójce. Ogary wydawały się osobami które jeszcze nigdy nie dostały porządnie w tyłek przez życie, czy nieżycie. Być może któraś skończy swoją marną egzystencje. Zobaczymy.
Gdy tylko miał okazje, usunął się z ciasnego wnętrza samochodu. Dalej nie rozumiał, dlaczego nie mógł pojechać swoim własnym motorem, ale nie miał zamiaru kłócić się z szeryfem, gdy był Sabat do zabijania. Raz jeszcze sprawdził swoje oporządzenie i odczekał chwile by wysłuchać rozkazów. Krótkie skinienie poinformowało czarnoskórego o tym, że Mits zrozumiał przekaz. Raz jeszcze otoczył się całunem martwej ciszy, także dodając do tego drugi stopień dyscypliny Niewidoczności, jak tylko odsunął się bardziej w cienie rozciągające się po parku. Postarał się wypatrzeć droge bez śniegu, a jeśli już musial to przynajmniej porządnie uklepany przez stopy.

Re: "Pill Hill"

Mits w momencie gdy napoił się do pełna, najzwyczajniej w świecie odwrócił swoją uwage od pomieszczenia ubabranego we krwi. Z pomocą jednorazowej chustki, ręcznika i innego papieru których zapewne pełno było w szpitalu, wyczyścił dokładnie swoje rękawiczki, po czym ponownie wsunął na głowe motocyklowy kask. Widząc że dwójce jeszcze troche zejdzie, zajął się tym co zazwyczaj robił gdy zmuszony był czekać na kogoś - przeglądem swojego sprzętu.

Re: "Pill Hill"

Pysk samego Mitsa dalej ukryty był za ciemnym pleksi kasku motorowego, który w końcu Mits cały czas miał na swojej głowie. Skinął jedynie krótko w odpowiedzi, po czym ruszył wraz ze swoim odrażającym towarzyszem za wielkim czarnoskórym. Jednak ewidentnie nie wydawał się ani podekscytowany, ani zdenerwowany całą sytuacją. Chociaż kto wie, co tam gotowało się w środku najbardziej milczącego wampira tego miasta?

Sam Mits nie do końca chciał ufać w słowa szeryfa, czując jak jego wyczuona ostrożność delikatnie kuje go w tył głowy drobnymi szpilkami, zmuszając do utrzymania w miare rozsądnego poziomu ostrożności. Szczególnie że to on był najciężej uzbrojony. Gdy znalazł się w środku pomieszczenia magazynowego spojrzał tylko na Randiego, który jako pierwszy rzucił się zapaczkowaną plazmę krwi. Widział że część zdaje się oszczędzać - zastanawiał się tylko czy myśląc o wampirach, czy o tej garstce ludzi która może tej krwi potrzebować? Cóż, Mits także jej potrzebował - im więcej Sabatu zdechnie, tym mniej będzie wypadków i zapotrzebowania na tą krew. Siegnał by ściągnąć kask z głowy odsłaniajac swoje oblicze, klasycznie ukryte pod licznymi bandarzami. Sam także nasilił się do pełna, o ile na to pozwoliły zapasy.

Re: "Pill Hill"

Mits upewnił się że ghul zabezpieczył jego motor. Osobiście wolałby użyć swojego sposobu poruszania się po mieście, ale nie miał zamiaru stawać w drodze szeryfowi, który uznał że wspólna wycieczka samochodem to właśnie to rozwiązanie, które było potrzebne na ten moment. Wcisnął się więc na wskazany tył, upewniając że jego broń jest zabezpieczona a on sam trzyma ją miedzy nogami. Oczywiście, jak przystało na Mitsa, całą drogę milczał. W ponurej ciszy łypał zza ciemnej szybki kasku motorowego na reszte martwych potworów, zarówno pozostawiając słowa szeryfa jak i sytuacje z ogarem bez słowa komentarzu.

Gdy dwójka opuściła samochód, on także przygotował się do okrycia nienaturalną zdolnością niewidoczności, w międzyczasie obracając łeb w kierunku Randiego.

I czekał.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

Nosferatu skinął tylko jedynie na słowa szeryfa, po czym wrócił do roboty. Głównym problemem było najpewniej eliminowanie krwi z ziemi, ponieważ eksponaty nią umorusane można było po prostu wynieść i zniszczyć na spokojnie poza muzeum. I tak wszystko wyglądało na atak młodocianych chuliganów bądź anarchistów, tych z małego "a". Jeśli szeryf nie miał odpowiedniego samochodu by wywieść ubrudzone krwią części wystawy, sam Mits wysłał wiadomość do swojego ghula by załatwił małego vana, z pomocą którego wywiezie eksponaty poza miasto i zrobi porządne ognisko.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

Mits przemilczał komentarz panny Baxter, prawdopodobnie z tego samego powodu z jakiego milczał w sprawie wszystkich innych komentarzy w swoim nieżyciu. Podniósł się i spokojnym, choć stanowczym gestem ponownie złamał kolbę karabinu, przewieszając pasek od niego przez ramie. Chwytając w ręke nóż, podniósł się i zblizył do kupki popiołu, kontynuując swoje zadanie. Mits nie był osobą która potrzebowala przechwalać się nad innymi wampirami. Tak po prawdzie, ich obecność była w tym momencie absolutnie obojętna.

W odpowiedzi na słowa szeryfa zatrzymał się na moment, by przemyśleć ile amunicji zostało jeszcze przy nim. Nie zmarnował magazynku do końca, wiec spokojnie mógł się udać z resztą, chociaż podobnie jak Randy, krew byłaby pomocna. Gdy już zebrał wszystko swoje zagubione kule i łuski, podniósł się i sięgnął po dyktafony ukryty pod kurtą. Przez moment majstrować palcami przy przyciskać przewijania, aż wreszcie znajomy niektórym, kobiecy głos odezwał się z głośniczka.

|~~>Chętnie! |<----| Jednak John potrzebował po--|~~>Kolacja z rodziną! ~~>||

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

Mits skupił się na swojej pracy, podnosząc kolejne łuski z ziemi i grzebiąc nożem w ścianie, nie tylko wyciągając uwięzione tam pociski ale także niszcząc ślady rozmiaru ewentualnego kalibru. Śmierć Tzimisce troche popsuła jego plany, jednak wciąż dawała mu pewien argument. Cóż, będzie musiał napisać ładny list dla Księżnej i osobiście go przedstawić, ponieważ dogadanie się w inny sposób byłoby problematyczne. Trzeba też będzię powiadomić szeryfa o zajściu, chociaż tym pewnie zajmie się Kwiatuszek. Na pytanie Randiego wzruszył jedynie ramionami. To powinno mu wystarczyć.

W momencie jednak gdy usłyszał że ktoś inny zbliża się z miejsca gdzie aktualnie nie sięgał wzrokiem, jego ciało zadziałało szybciej niż jego myśli, opierając się na wyczuonym refleksie. Pewnym ruchem ponownie rozłożył kolbe karabinu i w krótkiej, błyskawicznej chwili oparł ją o wgłębienie w swoim barku, kierując lufe w kierunku osoby która się tu zbliżała.

Kwiatuszka by nie słyszał.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

Mits nie przestawał celować w potwora do póki ostatni jego kawałek nie zamienił się w proch i dołączył do kupki. Wyprostował się powoli, prostym ruchem palca zabezpieczając karabin i odetchnął głośniej, co na szczęście zostało wyciszone przez aure ciszy, którą dopiero po tym fakcie rozproszył. Pewnym ruchem skrytej w skórzanej rękawicy dłoni złamał składaną kolbe od karabinu i zawiesił go pod ramieniem, w czasie gdy sięgnał po nóż.

Skurwysyn martwy. Ale śmierć tego ścierwa to dopiero początek. Jest o wiele więcej głów do rozbicia w tym mieście. Ostatecznie jednak kaliber klasycznego kałacha sprawdził się całkiem dobrze. Będzie musiał jednak pomysleć nad jakimiś personalnymi modyfikacjami. Wzmocniona komora z pewnością się przyda, dodać do tego nową, porządnie przewierconą lufe. Musi sobie załatwić też lepszy magazynek, może beczkowy? Techniczne myśli pomagały mu w wyciszeniu gniewu, który w końcu zaczął z niego ulatywac.

Ze spokojem zaczął przemierzać pomieszczenie, zbierając wszystkie łuski które zostawił na ziemi. Nie miał zamiaru ułatwiać nikomu roboty, a już szczególnie pieprzyć się ze służbami. Miał ich dość po ostatniej nocy. Gdy już zebrał wszystkie, monotonnie krążył po pomieszczeniu i wygrzebywał kule ze ścian i popiołu z pomocą noża. Szkoda że jego ostatni cleaner przeszedł na emeryture. Przydałby się tu teraz.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

Cholernik był twardy, to MITS musiał przyznać. Jednak nie oznaczało to że przestanie strzelać. Amunicja którą ze sobą dzisiaj przyniósł była już i tak wliczona na straty, a póki co nie zbliżył się jeszcze blisko do opróżnienia pierwszego magazynka. Przez lata praktyki MITS nauczył się nawet liczyć kule pozostałe w broni, żeby nigdy nie być zaskoczonym nagłym dźwiękiem pustej komory ładowniczej.

Ponownie zmienił miejsce i oddał kolejny strzał w głowę.

Wyszukiwanie zaawansowane

cron