Znaleziono 789 wyników

Thomas Walker

Image



Walker przybył do Seattle w 1993 roku z Atlanty. Okoliczności tej przeprowadzki są nie do końca jasne, a sam zainteresowany unika rozmów na ten temat. Mimo wszystko przez 6 lat swojego pobytu w Szmaragdowym Mieście nie zrobił nic co mogłoby go skonfliktować z jakimkolwiek potężniejszym wampirem, a to samo w sobie jest nie lada osiągnięciem. Zawsze kurtuazyjny, zawsze pełen szacunku do starszych i tradycji. Wie na ile może sobie pozwolić w kontaktach z możnymi tego miasta. Ktoś mógłby rzec, że nie rzucając się w oczy i sumiennie wykonując polecenia swoich przełożonych jest uosobieniem idealnego neonaty. Ktoś inny jednak za chwilę pewnie doda, że nie ma czegoś takiego jak ideał.



WyglĄd ZewnĘtrzny

Mierząc 183 cm wzrostu Thomas może przez wielu uchodzić za wysokiego, sam jednak za takiego siebie nie uznaje. Opisujący go przechodzień uznałby jego figurę za "normalną" bądź "typową" i w gruncie rzeczy nie myliłby się z prawdą. Thomas nigdy nie był typem sportowca, a na siłownie uczęszczał poniekąd z przyzwyczajenia, a poniekąd z obawy przed otyłością. Do momentu przemiany udało mu się jej uniknąć, a przy okazji zyskał nieco delikatnie zarysowanych mięśni. Gęste, czarne włosy są zawsze nienagannie ułożone w charakterystyczny fryz, co stało się już jego pewnym znakiem rozpoznawczym. Poniżej nich znajdują się przenikliwe, zielone oczy gotowe przewiercić swoim spojrzeniem każdego kto stanie im na drodze. Iście radiowy, niski ton głosu jest kolejną charakterystyczną cechą, która nie raz i nie dwa pomogła mu osiągnąć swój cel. Przemiana zastała go z kilkudniowym zarostem toteż stara się zawsze przed wyjściem ze schronienia ogolić twarz. niemniej jednak kilka razy zdarzyło mu się pojawić się publicznie z tzw "szczecinką", szczególnie wtedy gdy stara się sprawić bardziej groźne i władcze wrażenie na potencjalnym rozmówcy.
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.



Gracz:
Wiek:
Pochodzenie:
Orrothir
30+
USA
Natura:
Postawa:
Rola:
Nieznana
Konformista
Nieznana
Klan:
Pokolenie:
Stwórca:
P
Nieznane
Nieznany



Atrybuty
Fizyczne
SiŁa:
Zr
ĘcznoŚĆ:
Wytrzymalo
ŚĆ:
Nieznana
Nieznana
Nieznana
SpoŁeczne
Charyzma:
Oddzia
Ływanie:
Wygl
Ąd:
Nadzwyczajna
Ponadprzec
Ętne
Szykowny
UmysŁowe
Percepcja:
Inteligencja:
Spryt:
Nieznana
Nieznana
Nieznany



ZdolnoŚci
Talenty
Nieznane
UmiĘjetnoŚci
Nieznane
Wiedza
Nieznane




Atuty
Dyscypliny
Nieznane
Cechy Pozycji
Status:
●○○○○
Nieznane
Cechy Charakteru
Nieznane




Zalety i Wady 
Zalety
CzarujĄcy GŁos
Nieznane


Wady
   Nieznane
Koszt
    


Koszt
CzŁowieczeŃstwoNieznane
       
Si
Ła Woli
Nieznana
      
Pula Krwi
Nieznana
Stan Zdrowia
Poobijany
Zraniony
Lekko Ranny
Ciężko Ranny
Zmaltretowany
Okaleczony
Zmasakrowany
      
- 1
- 1
- 2
- 2
- 5
     






524 2nd Ave, King's Cross

Niedawno odnawiany, pięciopiętrowy budynek. Oczyszczona cegła, niegdyś czarna od lat zbierania smogu i dymu, teraz w pełni objawia surowe piękno tegoż miejsca. Dyskretnie ulokowane tabliczki oferują potencjalnym kupcom lokale na sprzedaż, na razie na poziomie ulicy otworzyła się restauracja Tex-Mex, która przepysznymi zapachami ściąga ludzi z ulicy. Na samym rogu budynku widać tabliczkę z pociągiem jadącym w gwieździstą noc, z napisem „King's Cross” i strzałką prowadzącą w James Street. Zapuszczając się w tę ulicę i kierując się znakami, można natrafić na małą alejkę prowadzącą na tyły budynku. W tym dyskretnym zaułku czeka na nas „King's Cross”, przytulny pub, w którym można schować się przed światem i na spokojnie porozmawiać przy piwie.

Zaraz przy wejściu, nawet zza ciężkich drewnianych drzwi broniących lokalu, słychać rozbrzmiewającą muzykę rockową. Ktoś wpadł na świetny pomysł, by ustawić jeden z głośników przy wejściu, aby muzyka sama w sobie stanowiła reklamę tego miejsca. Po wejściu do środka można się poczuć, jakby nagle jakieś zaklęcie przerzuciło nas przez Atlantyk i wrzuciło do typowego angielskiego pubu. Dużo ciężkiego, ciemnego drewna i odsłoniętego kamienia, wszystko skąpane w ciepłym i żółtym świetle. Na ścianach, dumnie oprawione, wiszą zdjęcia najsłynniejszych zabytków i lokali Wielkiej Brytanii. Towarzystwa dotrzymują im zdjęcia brytyjskich polityków, częstokroć „poprawione” markerem jakiegoś złośliwego autora, a także fotografie sportowców i muzyków. Szczególnie uhonorowani są artyści z okresu Brytyjskiej Inwazji: The Animals, The Beatles, Manfred Mann, The Rolling Stones i wielu innych. Oczywiście ku niczyjemu zdziwieniu, muzyka tych zespołów leci z głośników równie często czy nawet częściej niż utwory amerykańskich gwiazd rocka. Głośniki są porozstawiane na ścianach w taki sposób, żeby muzyka sącząca się z nich nie przeszkadzała gościom w rozmowach.

Za barem na spragnionych gości czeka cała bateria złocistych kranów z piwem, a także półki wystawione innymi rodzajami alkoholi, można też zamówić sobie drinka lub coś bezalkoholowego z lodówki. Czasami, kiedy nie ma innych planów, Hunter sam obsługuje klientów. Najczęściej jednak za ladą można spotkać jedną z Dziewczyn Szefa, czy to Jennifer, czy Samanthę, rzadko kiedy obie pracują na tej samej zmianie. Najczęściej mają do pomocy jakiegoś studenta czy innego młodziaka, który chce łatwo dorobić. Jennifer jest krucho wyglądającą dziewczyną, chudą na pograniczu anoreksji, ale ta kruchość w połączeniu z jej wielkimi oczami i smutnym uśmiechem wzbudzają instynkt ochronny pośród większości klienteli. Samantha za to jest niską szatynką, która często i szczerze się śmieje, zna też, wydawałoby się nieskończoną liczbę żartów. Część z nich nawet nie jest sprośna.

Większość mebli jest wykonana z przyjemnie ciemnego drewna, praktycznie wszystkie poza krzesłami, które są zrobione ze stali barwionej na ten sam kolor co reszta wyposażenia. Oprócz krzeseł przy barze i stołów w dalszej części sali, na końcu znajdują się wyodrębnione wnęki z kanapami i fotelami, które pełnią funkcję lóż dla co bardziej skrytych gości. Przy tych lożach znajdują się drzwi prowadzące na pierwsze piętro, bardzo rzadko się je otwiera, chyba że ktoś rezerwuje sobie miejsce na prywatną imprezę. Czeka na nich wtedy jedna wielka sala zajmującą połowę całego piętra, wystarczająco wiele miejsca by mogło się bawić nawet trzydzieści osób naraz. Choć rzadko kiedy ktoś nawet rozważa taką opcję, lokal jest na tyle popularny, że stały przypływ gości pozwala Joshowi czasami uniknąć potrzeby wyjścia na miasto w celu zapolowania na krew.

Pozostałe piętra budynku, od drugiego do piątego, są na razie puste i czekają na kupców. Ich stan na razie można jedynie określić jako surowy, nie licząc niezbędnych ścian nośnych, są one po prostu sporymi salami do zagospodarowania. Jednak deweloper z Chicago, który przyczynił się do odrestaurowania tej budowli, ma tysiące pytań i wymagań oraz żądań. Wystarczająco wiele, by przepędzić każdego niechcianego nabywcę.

Za samym barem znajdują się drzwi prowadzące do zaplecza. Można tam znaleźć przede wszystkim skrzynie z butelkami piwa, kilka kegów czekających na podłączenie do kranów, a także mała kuchnia oraz magazynek na narzędzia. Na samym końcu zaplecza można znaleźć schody, które prowadzą w dół do piwnicy. Właśnie tutaj schowane jest prawdziwe leże Huntera. Pośród stosów gratów-beczek, skrzynek, podniszczonych mebli-schowana jest ścieżka prowadząca do jego pokoju. Kiedy już pokona się labirynt rupieci, które grożą zawaleniem przy najmniejszym złym kroku, to można odnaleźć grube dębowe drzwi, do których jedynie Josh ma klucz. Za tymi drzwiami można znaleźć kraty zakładane na dzień, a za nimi czeka mały pokoik. Jest on bardzo spartańsko urządzony. Wieszak na odzież, żeby się nie pogniotła. Skrzynia na drobiazgi, pamiątki dawnych sukcesów, które Hunter woli mieć przy sobie. I materac rzucony na ziemię, na którym „sypia” nago. Ta mała nora, choć tajna i bezpieczna, służy też jako sprytna kara dla ambitnego młodziaka. Przypomina mu o luksusach, które utracił i motywuje go do odzyskania ich.

First Night, First Day, First Blood [OOC]


PODSUMOWANIE OOC

First Night, First Day, First Blood
Adewale Kadewa, Anastasia Bale, Felix Ouellette, Frank Russell, Kwiatuszek, Mits, Vanessa D'Argento i inni
Ballard Carnegie Library, Bloodbath, Gas Works Park, Moore Theatre, Park'n'Ride Motel, West Point Treatment Plant, Villa D'Argento i inne



Walentynki coraz bliżej. Nadchodzące Święto Zakochanych nie jest jednak powodem, dla którego Seattle nie może spać po nocach; nieumarła społeczność przeklętych dzieci Kaina ma mnóstwo zmartwień na swych głowach. Rządy nowej Księżnej, Jane Doe, dopiero się rozpoczynają i wszystko wskazuje na to, że Szalona Królowa zyska sobie równie wielu zwolenników co przeciwników. Zwłaszcza teraz, gdy do miasta przybywają kolejne rzesze Spokrewnionych, ochoczo korzystając z cofnięcia jednego ze skandalicznych praw nieświętej pamięci Anthony'ego Wadswortha.

Noc z dwunastego na trzynastego lutego była pełna skandali. Zarówno tych mniejszych, będących w sumie zwyczajnymi faux pas, wynikającymi z błędnego przeświadczenia o własnej wartości i niedocenieniu towarzyszących osób, jak i tych większych, które nie dość, że mogły narazić całą Maskaradę, to jeszcze stawiały na szali nieżycie Spokrewnionego. Zaśnieżone, zimowe Emerald City stało się więc ponurą sceną tylko kilku aktorów. Kilku wampirów, którzy popełniali błąd za błędem i tych, którzy te błędy naprawiali, starając się zachować chwiejny spokój, jaki panował w Seattle po blisko dekadzie szaleńczych rządów.

W Elizjum Elsie Page, czyli w Teatrze Moore'a doszło do scysji pomiędzy kandydatem na Primogena Ventrue a Malkavianką piastującą urząd Księcia. Wszystko zakończyło się na szczęście na ostrych słowach, ale napięta atmosfera coraz bardziej daje o sobie znać; fakt, że jeden z Arystokratów popełnił prawdziwy afront w obliczu Doe wcale nie poprawiał tej sytuacji. Przeciwnie, tylko ją zaognia i chociaż ten Spokrewniony dostał szansę zadośćuczynienia i naprawy swych win, to sam utknął w gąszczu informacji, pogłosek, plotek oraz możliwości, jakie często przerastały śmiertelnika.

Nie jest jednak człowiekiem śmiertelnym, więc kto wie, może sprosta zadaniu postawionemu przez Księżną?

Ulice Seattle z kolei spłynęły krwią. Wampiry rozpoczęły polowania - jedne lepsze, udane, drugie przeciwnie, będące ciągiem porażek i wstydu. Gdyby nie Spokrewnieni pogardliwie zwani Szczurami Kanałowymi, Maskarada naprawdę mogła zostać zniszczona, a cała społeczność Kainitów zostałaby odkryta... łowca bowiem, zbyt ufny w swe umiejętności, stał się ofiarą i teraz musi zmierzyć się z nie lada karą. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku prawdziwych łowców, ludzi zajmujących się tępieniem Kainitów.

Nie grzesząc inteligencją wpadli w pułapkę wampirzycy i nie dość, że stali się jej posiłkiem, to wskazali jej trop prowadzący do czegoś większego, czegoś, o czym Seattle zapomniało na pięć długich lat. Tylko czy teraz zostaną podjęte odpowiednie decyzje? Czy może okaże się to wszystko powtórką z wizyty w Bloodbath, Elizjum należącym do Sinclair'a, kolejnego z pretendentów do miana Primogena Ventrue? W murach dawnej rzeźni doszło przecież do jawnej obrazy gospodarza i naruszenia jego praw oraz zasad. A jakby tego było mało, to jeszcze "ukradziono" śmiertelniczkę przeznaczoną do spożycia podczas finału odbywającej się w Elizjum imprezy.

Kolejna "kradzież" miała miejsce na brzegu jeziora Lake Union. To tam Nosferatu znowu udowodnili swoją przydatność, przeszkadzając śmiertelnikom w sprowadzeniu na miasto zguby - na dnie znaleziono starą, metalową skrzynię, zabezpieczoną łańcuchami. Spokrewnieni, idąc zgodnie z radą uzyskaną od swego Primogena brzmiącą "nie otwierać" wykradli tę stalową trumnę i pozbyli się jej, dokładając wszelkich starań by nikt nigdy już jej nie odnalazł. Wiadomo więc, co będzie tematem rozmów najbliższych nocy w mrocznej Fundacji, do której wstęp mają tylko Tremere, czy też w murach eleganckiego penthouse'u władanego przez arystokratycznych Ventrue, w internetowych chatroom'ach SchrekNetu czy nawet i w salach sierocińca Doe, gdzie rządzą Malkavianie...

A Sabat coraz śmielej podnosi swój łeb, korzystając z tego zamieszania.

2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

Na tej ulicy mieści się jeden z wieżowców nieszczególnie odbiegający wyglądem od pozostałych: tak samo oszklone ściany, widoczna winda i duże, główne wejście. Wewnątrz budynku stoi ogromna lada. Za nią siedzi jeden z trzech recepcjonistów, który odpowiada za przekierowywanie interesantów i pracowników oraz obserwację wizytujących. Za nim na ścianie wisi ogromna, biała tablica, na której zostały wypisane rezydujące tu firmy wedle pięter. Ainsworth Office Law mieści się na 36 piętrze.

Po wjechaniu windą i otwarciu się drzwi można ujrzeć wysoką ladę, za którą siedzi sekretarka. Młoda, dwudziesto kilkuletnia dziewczyna nie zawsze ma czas, by podnieść wzrok i spojrzeć na nowo przybyłą osobę będąc zazwyczaj zajętą rozmową telefoniczną lub dokumentacją. Za nią rozpościera się widok na obustronny korytarz wokół którego mieszczą się pomieszczenia za szklanymi drzwiami. Po prawej stronie od wejścia stoi kanapa, stolik kawowy i fotele. Po lewej zaś szafa ścienna, w której prawdopodobnie znajdują się dokumenty w segregatorach. Na środku owej szafy mieści się kilka półek, na których ustawiono kodeksy prawa. Wnętrze zostało surowo urządzone, jednak każdy przedmiot jest tutaj wart spore pieniądze - jak chociażby wspomniane kanapy wykonane z prawdziwej skóry.

Po prawej stronie znajdują się pokoje trzech najważniejszych osób w Kancelarii, prawników: Heleny Ainsworth, Benjamina Saengera i Lucy Hale. Ta pierwsza jest założycielką Kancelarii i jej zarządcą wspierającym swoich prawników. Z oczywistych względów pojawia się tutaj jedynie wieczorami. Pan Saenger z kolei jest drugą najważniejszą osobą w tym miejscu, która pilnuje, by wszystko odbywało się zgodnie z protokołami i aby polecenia rzeszy pracowników były solennie wykonywane. Jest też opiekunem praktykantów. To zazwyczaj on zajmuje się najważniejszymi sprawami w Kancelarii będąc jednym z najlepszych specjalistów od prawa finansowego. Z kolei Lucy Hale to początkujący, aczkolwiek obiecujący prawnik będący zaznajomiony głównie z prawem stanowym.

W dalszej kolejności mieszczą się boksy praktykantów. Bardzo często panuje tu rozgardiasz i hałas i każdy kto się przygląda z boku może odnieść wrażenie, że te pracujące mrówki nie wiedzą za co mają się złapać. Tak jest - w pewnym sensie - jednak nie do końca. Bardzo często jedno zadanie wymaga wykonania wielu pomniejszych czynności. Rzadko kiedy ktoś może się tutaj na spokojnie skupić na swojej pracy dlatego też większość osób jest już przyzwyczajona do ogólnego zgiełku i walających się wszędzie papierów.

Za boksami całą tylną część Kancelarii zajmuje ogromne Archiwum. To tutaj mieszczą się dokumenty poukładane w pudłach. Każdy dział posiada osobną sygnaturę, rok i miesiąc. Mieszczą się tu materiały z dawnych spraw, sprawozdania czy wszelkie dokumenty związane z pracownikami. Bardzo często bywa tu Sekretarka, ale i też niektórzy praktykanci, którzy nierzadko wnoszą i wynoszą pudła w celu znalezienia jakiegoś ważnego papieru w aktualnie prowadzonej sprawie sprzed dawnego okresu. Czasami może się zdarzyć i tak, że nieuważny aplikant postawi pudło nie tam gdzie trzeba, co wymaga nakładu pracy przy szukaniu tego właściwego.

Całą lewą stronę zajmuje sala konferencyjna. Ogromny stół mogący pomieścić kilkanaście osób wokół którego ustawiono wysokie obrotowe krzesła z metalowymi podłokietnikami. Przed każdym z miejsc znajduje się skórzana teczka A4 - w przypadku większych spotkań są one uzupełniane istotną dla spotkania dokumentacją. Na ścianie za stołem wisi ogromny obraz przedstawiający wschód słońca w dość zimnych barwach. Po drugiej stronie pod ścianą ustawiono barek wraz z kilkoma dzbanami, kieliszkami, szklanymi kubkami i filiżankami do kawy. W środku zawsze stoi też przynajmniej kilka butelek wody i dwie drogiego, wytrawnego wina oraz butelka single malta.

Victor Kenneth Reev

Image

Choć w Seattle przebywał od wielu lat, dla większości był po prostu przystojną figurą pojawiającą się zarówno w pubach jak i teatrach miasta, nie dającą się jednak skojarzyć z żadnymi istotnymi wydarzeniami. Wolny strzelec bez wrogów i przyjaciół, stroniący od zobowiązań i skoncentrowany wyłącznie na sobie i swoich sprawach przynajmniej dopóki kaprys nie obudził w nim innych aspiracji. Wiadomo było o nim tyle, że był właścicielem firmy Reevroad Center zajmującej się transportem krajowym i usługami przewodniczymi na terenie Seattle, a jego czarny Mustang Fastback z 1965 roku zawsze wyglądał jakby dopiero co opuścił zakład lakiernika. Zginął w trakcie walk z Sabatem.

Markiza Helena Ainsworth

Image



Przybyła do Seattle w 1990 roku tuż po skończeniu walk Szeryfa i Brujahów z Sabatem próbującym przeszkodzić w otwarciu Downtown Seattle Transit Tunnel. Helena Ainsworth dala się poznać społeczności wampirów jako Spokrewniona zaangażowana głównie w sprawy Camarilli. Apolityczna; rzadko wyraża swoje poglądy i osądy wypowiadając się tylko wówczas gdy jest pewna swojej pozycji i zasadności wyciągniętych wniosków. Wśród Ventrue uchodzi niekiedy za nazbyt opanowaną. Jest założycielką Kancelarii prawniczej Ainsworth i Menadżerką w Talaris Institute.



WyglĄd ZewnĘtrzny

Helena mierzy sobie sto siedemdziesiąt cztery centymetry wzrostu. Na stopach zawsze nosi szpilki. Posturę ciała ma typowo kobiecą; jedynie delikatnie odznaczające się mięśnie łydek i rąk świadczą o uprawianym za życia ludzkiego jakimś sporcie. Średniej długości ciemnobrązowe włosy zazwyczaj spina w ciasny kok. Cerę ma bladą. Wąskie, niezbyt duże usta często maluje ciemną pomadką. Szare, wręcz obojętne oczy zwykła lekko podkreślać kredką i ciemnym cieniem do powiek. Smukłe palce zadbanych rąk zakończone są pomalowanymi paznokciami w ciemnych odcieniach czerwieni. Na małym palcu lewej ręki zawsze nosi pierścień rodowy linii krwi. Porusza się z gracją, pewnością siebie i swego rodzaju niespiesznością. Gesty ma zrównoważone, niemalże nieznaczne, świadczące o opanowaniu i spokoju.
Prezentuje się surowo i antypatycznie. Pierwsze spojrzenie na nią nie zachęca do nawiązania zeń kontaktu. W dużej mierze wynika to z braku uśmiechu na twarzy. Wszystko to, co maluje się na twarzy Heleny jest tylko i wyłącznie odgrywanym teatrem mającym na celu ułudę. Jej oczy zdają się przedstawiać obraz wiecznie melancholijnej kobiety.
Co zaś się ubioru tyczy to Panna Ainsworth preferuje klasyczny, kobiecy ubiór: zazwyczaj są to koszule w połączeniu z materiałowymi spodniami lub spódnicami albo sukienki. Helena nie zwykła też nazbyt odkrywać swojego ciała. Wystarczy już, że sam ubiór podkreśla jej figurę. Odziewa się w stonowane kolory. Żadnych falbanek, świecących materiałów czy innych, dziwnych wymysłów mody w ostatnich latach. Krzykliwe kolory czy różnorakie wzory to nie jej styl. Chociaż stara się dopasować do aktualnie panującej mody to jednak wyłamuje się poprzez prostolinijny i elegancki ubiór. Kobiecy, zadbany i z lepszych materiałów, ale mimo to dość klasyczny, przywodzący na myśl kobietę interesu lub żonę jakiegoś wysoko postawionego mężczyzny.
Znana Ventrue dumna postawa, poczucie pewności siebie bijące z twarzy i ponadczasowa elegancja połączone z melancholijnością, zbytnim spokojem i spojrzeniem sprawiającym wrażenie braku zainteresowania otoczeniem sugeruje raczej przedstawicielkę klanu dotkniętego obłędem aniżeli wyniosłej Arystokracji.



Gracz:
Wiek:
Pochodzenie:
Poe/Joanne
50+
Anglia
Natura:
Postawa:
Rola:
Nieznana
ŻoŁnierz
Nieznana
Klan:
Pokolenie:
Stwórca:
P
Nieznane
Nieznany



Atrybuty
Fizyczne
SiŁa:
Zr
ĘcznoŚĆ:
Wytrzymalo
ŚĆ:
Nieznana
Nieznana
Nieznana
SpoŁeczne
Charyzma:
Oddzia
Ływanie:
Wygl
Ąd:
Nieszczególna
Doskona
Łe
Niezgorszy
UmysŁowe
Percepcja:
Inteligencja:
Spryt:
Nieznana
Nieznana
Nieznany



ZdolnoŚci
Talenty
Nieznane
UmiĘjetnoŚci
Nieznane
Wiedza
Nieznane




Atuty
Dyscypliny
Nieznane
Cechy Pozycji
Status:
●●○○○
Nieznane
Cechy Charakteru
Nieznane




Zalety i Wady 
Zalety
   Nieznane

Wady
   Nieznane
Koszt
    

Koszt
CzŁowieczeŃstwoNieznane
       
Si
Ła Woli
Nieznana
      
Pula Krwi
Nieznana
Stan Zdrowia
Poobijana
Zraniona
Lekko Ranna
Ciężko Ranna
Zmaltretowana
Okaleczona
Zmasakrowana
      
- 1
- 1
- 2
- 2
- 5
     






2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

Wnęka w kanałach pod starą częścią Ballard. Ma ona rozmiar niewielkiej kawalerki i ma dwie drogi ucieczki. Miejsce zostało przystosowane, żeby z zewnątrz wyglądało jak element ściany korytarza kanału. Jest ono też nieco podwyższone, żeby podczas ulew czy przypływów nie ucierpiał sprzęt elektryczny. Wejścia są więc dwa i mają one charakter wkomponowanych w fakturę ścian, niemal niezauważalnie, drzwi. Samo wnętrze jest dosyć skromne. Jest stół, przy którym siedzi szkielet, odziany w podziurawioną, fioletową, sukienkę, posklejany tu i ówdzie klejem na gorąco. Do tego komplet prostych krzeseł i zaśniedziały kandelabr, w który wetknięta jest świeca. Przy ścianie stoi lodówka. Obok niej znajduje się proste leże, które znajduje się zaraz przy drzwiach. Na przeciw ściany z łóżkiem i lodówką znajduje się stanowisko z komputerem i drukarką, do tego niewielka lampka nocna i stół kreślarski. Jest tez półka z miniwieżą, a tuż obok skromna kolekcja płyt CD z muzyką klasyczną. Pod półką mieści się szafa, której zawiasy są już mocno luźne. Ściany pomieszczenia są względnie suche, można dostrzec dyskretną wentylację, dzięki czemu nie widać, że wewnątrz pali się światło.

KONG TV, 02/13/1999

CNN? Fox? NBC? Nie, to nie to. W Seattle tak naprawdę liczą się tylko dwa kanały. Kanał szesnasty, KONG, jest jednym z nich. Choć mniej popularny niż "piątka", to ma również swoich wiernych fanów. Głównymi twarzami są Carrie Ross, bardzo doświadczona, ale i bardzo znudzona pracą szatynka, która spędziła parę lat w polityce, jednakże bez większych sukcesów. Towarzyszył jej od samego początku siwowłosy, pomarszczony prezenter, który wiele lat temu rozpoczął pracę w jednej z gazet. Joseph Pitts był niemalże stereotypowym, pociesznym staruszkiem Byli totalnymi przeciwieństwami.
Ona - partyjna dziwka lżąca katolicyzm. On - miły dziadek, który żyje lokalnymi wydarzeniami.
Uzupełniali się i co ważniejsze, przyciągali widzów pod telewizory. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza po ostatniej nocy, gdy Seattle wstrząsnęła wieść o mordzie w kościele metodystów. Pastor Eric Rounds został zaszlachtowany, mówiąc krótko. Prezenterka z typową dla siebie jadowitością i zawziętością atakowała kościół i wierzących, przedstawiając tych ludzi jak nazbyt ufnych i podatnych na manipulację, niejako twierdząc, że pastor sam sobie był winien, a kilkutysięczny datek na pogrzeb to zwyczajny skok bogaczy mający na celu zbicie taniej popularności na ludzkiej krzywdzie. Prezenter pokręcił z zadumą głową i zaczął wchodzić swej koleżance w słowo, stając w obronie społeczności z której sam się przecież wywodził.
Ot, typowe przekomarzanie, pyskówki i agresywne, dziennikarskie kurewstwo, mówiąc wprost, przekazywane na tle rozpaczających wiernych, płonących świec oraz policyjnych taśm i funkcjonariuszy badających miejsce zbrodni. Carrie Ross uderzyła teatralnie dłonią w blat biurka, kategorycznie przecząc słowom kolegi - twierdziła, że wiara jest opium dla mas, narkotykiem który ogłupia i prowokuje do działania wbrew własnej woli i najlepszym przykładem jest właśnie ten mord oraz szał, jaki ogarnął wiernych z kościoła. Zanim jednak doszło do dalszej kłótni, Ross zaprezentowała materiał z liceum imienia prezydenta Roosevelta, gdzie doszło do karygodnego incydentu.
Uczniowie zamknęli swoją koleżankę w jednej z szafek, narażając ją nie tylko na utratę zdrowia, ale także na śmierć. Carrie Ross opisując całe zajście stosowała dość zmyślną narrację, że winę za taki stan rzeczy ponosi właśnie religia; Joseph Pitts przeciwnie, stawał w obronie religii i twierdził, że to jej brak, że to złe wychowanie, że gry komputerowe, muzyka, filmy i komiksy są odpowiedzią na taką eskalację przemocy. Krótkie wywiady prezentowane z uczniami i nauczycielami w jakimś stopniu potwierdzały jednak słowa jednego i drugiego prezentera.
Z biegiem czasu można było jednak zaobserwować niepokojącą tendencję - młodsi wiedzieli więcej na temat drwin i szykan, starsi wszystko bagatelizowali.
Dopiero gdy pojawił się reportaż dotyczący rzekomej pomocy przy samobójstwie, zarówno Ross jak i Pitts byli zgodni - Wilde nie powinien zostać aresztowany. Nie zrobił nic złego, tylko spełnił życzenie świętej pamięci Nyman, a zgromadzone dowody w postaci pamiętnika, listów oraz jednej taśmy magnetofonowej jasno wskazują na pełną świadomość i sprawność umysłową Susan. Reportaż, o dziwo, nie pochodził ani z domu Nyman, ani z policji, tylko z uniwersytetu. Mówiąc dokładniej, z terenów UW Medical Center oraz William H. Gates Hall, czyli placówek zajmujących się medycyną oraz prawem.
Mniej ważne, lokalne wydarzenia przejął już Pitts. W prosty, zwięzły sposób opisywał problemy ze śnieżycami, nadchodzące Walentynki i związane z nimi imprezy, zamieszanie skupione wokoło remontów mostów i dróg, wypadek tu, stłuczka tam, pożar tutaj, nie było to absolutnie nic ciekawego, nic, co mogłoby choćby w jakiś sposób zwrócić uwagę widzów. Co innego wiadomość z ostatniej chwili, dotycząca zaginięcia młodej dziewczyny, Karen Day, widzianej ostatni raz dwunastego lutego przed wyjściem na imprezę do elitarnego klubu na terenie Portage Bay/Roanoke Park. Wydarzenia sportowe, poświęcone walce Husky i Seahawks jakie miały miejsce po informacji o zaginięciu, nie budziły już żadnych emocji.
Podobnie pogoda. Luty, jak się okazało, miał być pełen śnieżyc. Opady z dnia na dzień mają być coraz większe, by w ostatnim tygodniu miesiąca wszystko ustało i długa, mroźna zima ustąpiła miejsca długotrwałemu procesowi ocieplenia, by ostatecznie powitać wiosnę.

The Seattle Times #44, 02/13/1999

DAR OD LOSU
Seattle, WA
by Frank A. Blethen

"Nie wiem, jak mamy dziękować", odpowiedziała jedna z wiernych. Inna nie odezwała się w ogóle, zalewając się łzami. Jeden z wiernych kościoła Seattle First United Methodist Church wygrażał pięścią, obiecując, że "zbrodniarzy spotka gniew pański". Kolejny nie mógł opanować śmiechu. Ilu parafian, tyle reakcji na wieść o przeszło trzech tysiącach dolarów datku, przeznaczonych na pogrzeb świętej pamięci pastora Erica Roundsa, darowanych przez Russell Investments. Tragiczna śmierć pastora, o której pisaliśmy w wydaniu 02/12//99, stała się jednak początkiem coraz większej socjalizacji i wsparcia wiernych parafian. Do rozwiązania tragedii ciągle jest daleka droga, jednak jak kapitan Michael Teeter z SPD West Precinct zapewnia, wpłata tak znacznej sumy nie jest w żaden sposób powiązana z morderstwem. Twierdzi ponadto, że jest to "wyraz solidarności wierzących oraz zwyczajny, ludzki gest". Uroczysta msza święta w pamięci zamordowanego odbędzie się piętnastego lutego, o świcie, w kościele First Methodist. Więcej na ten temat na stronie trzeciej, w kolumnie pierwszej.

WALENTYNKOWA NOC PRZEBOJÓW
Seattle, WA
by Alan Fisco

Każdy - lub prawie każdy - klub, bar i pub w centralnej części Emerald City organizuje mniejsze i większe zabawy walentynkowe. Oprócz tak zwanej happy hour, kiedy to wszystkie drinki będą w jednej czwartej normalnej ceny dla par, przewidziane są także liczne zabawy karaoke, zabawy okolicznościowe oraz zawody, z główną nagrodą z postaci wycieczki do Gór Kaskadowych! Każde większe kino oferuje całonocne maratony filmów romantycznych, a większość miejskich parków zapewnia imprezy na otwartym powietrzu. Wywiady z właścicielami poszczególnych miejsc oraz szczegółowy plan Święta Zakochanych można przeczytać na stronie czwartej, w kolumnie trzeciej.


ZADZIWIAJĄCA KRADZIEŻ
Seattle, WA
by Carey Butler

Damien Petersen, właściciel antykwariatu przy Combs Street na terenie Madrony padł ofiarą kradzieży. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że łupem złodziei padła jedynie nieduża figurka, podniszczony krucyfiks i parę starych książek, natomiast kasa, sejf oraz liczne wartościowe przedmioty zostały na swoich miejscach. Jak dowiedzieli się nasi reporterzy od przedstawicieli Seattle Police Department oraz samego pana Petersena, złodzieje zdemolowali praktycznie cały antykwariat w poszukiwaniu tej jednej, konkretnej figurki, zabierając pozostałe przedmioty "przy okazji". Sam właściciel twierdzi zresztą, że owa figurka przedstawiająca dość pokracznego bożka z Afryki nie była specjalnie wartościowa i od lat miał trudności z pozbyciem się jej ze swoich zasobów. Utrata książek, z których jedna jest przysłowiowym "białym krukiem", boli znacznie bardziej. Więcej na temat kradzionych książek na stronie drugiej, w kolumnie drugiej.
ŻART PRAWIE ŚMIERTELNY
Seattle, WA
by Carey Butler

Grupa licealistów z Roosevelt High School dla żartu zamknęła koleżankę w jednej z większych szafek - nieszczęśnika przed zaduszeniem uratowała jedynie interwencja pracowników. Wszyscy zaangażowani licealiści zostali zawieszeni w prawach ucznia na miesiąc, jednak prowadzone są dyskusje mające na celu wydalenie młodzieńców z placówki. Ofiara, Xian Hua, była przez kolegów szykanowana i dręczona niemal od początku roku szkolnego i teraz znajduje się w szpitalu psychiatrycznym Broadview Sanitarium pod opieką lekarską. Co gorsza, nie był to pierwszy ani odosobniony wybryk tego typu, jednak dopiero teraz cała sytuacja wyszła na światło dzienne. Na stronie drugiej, w kolumnie trzeciej znajduje się obszerna relacja z rozmów z uczniami oraz kadrą RHS.


POMOC PRZY SAMOBÓJSTWIE
Seattle, WA
by Colin Riley

W nocy z dwunastego na trzynastego lutego miało miejsce niepokojące wydarzenie. John Adam Wilde został aresztowany za podanie 21-letniej Susan Nyman kilkudziesięciu pigułek nasennych, co doprowadziło do jej śmierci wskutek przedawkowania. Z tego, co udało się reporterom "Times'a" dowiedzieć, kobieta sama zgłosiła się do Wilde'a i zaoferowała mu niebagatelną sumę półtora tysiąca dolarów za to, że pomoże jej umrzeć w bezbolesny, szybki i skuteczny sposób. Podejrzany powiedział funkcjonariuszom Seattle Police Department, że został poproszony o "nadzorowanie" samobójstwa, nie zaś popełnienie zbrodni. Nie znane są jednak motywacje Nyman, ani powód, dla którego poprosiła o tak drastyczną pomoc. Rodzina zmarłej jest zszokowana, tak samo jak opinia publiczna. Pytanie jednak brzmi, czy Wilde jest winny, czy też nie? Teoretyczną odpowiedź w wywiadzie z profesorami University of Washington można przeczytać na stronie drugiej, w kolumnie pierwszej.

Joshua Hunter

Image



Nowo przybyły wampir z Wietrznego Miasta, nie miał jeszcze okazji zaistnieć w społeczeństwie Kainitów, jednak nie można powiedzieć, by cały czas chował się w swoim schronieniu. Trudno zgadnąć, gdzie się na niego wpadnie: w klubie nocnym na parkiecie, w pubie pośród roześmianych pijaków czy też może przy gastro budce rozmawiając o polityce. Wiadomo na pewno, że gdziekolwiek by nie był, zawsze grawituje do towarzystwa bawiących się śmiertelnych z szerokim uśmiechem na twarzy. Jest w ciągłym ruchu, zupełnie jakby chciał jak najszybciej zwiedzić całe miasto i poznać wszystkich ich mieszkańców.



WyglĄd ZewnĘtrzny

Młody, wysoki i przystojny, Joshua potrafi zwrócić na siebie uwagę. Jednak przez większość czasu wydaje się unikać obcych spojrzeń. Szczupły i przygarbiony, z oczami wbitymi w ziemię i z kapturem skrywającym większość twarzy, ciągle próbuje zgubić się w tłumie. Co innego, kiedy ktoś przychodzi do jego lokalu lub gdy sam odwiedza znajomego. Wtedy cały smutek znika, zastąpiony przez obnażający zęby szeroki uśmiech, a w oczach rozbłyskują wesołe iskierki. Prostując się na swoją pełną wysokość, Josh zaczyna poruszać się z zadziwiającą energią, zupełnie jakby ledwo mógł skrywać euforię. Hunter ma konkretnie wypracowany styl, tak zwany uliczny młodzieżowy, czyli: jakaś czapka na głowie, kurtka z kapturem narzucona na bluzę z długim rękawem, ciemne dżinsy i sportowe buty. Jeśli jednak jest jakaś ważna okazja, potrafi się całkiem elegancko ubrać, celując w bardzo drogie marki. Choć zawsze zaprzecza, ewidentnie widać, że kiedy może się wystroić, to sprawia mu to wielką radość. Gdyby nie ciągły głód krwi, nikt by chyba nie uwierzył, że jest on wampirem.



Gracz:
Wiek:
Pochodzenie:
Lee
30+
USA
Natura:
Postawa:
Rola:
Nieznana
Bon Vivant
Nieznana
Klan:
Pokolenie:
Stwórca:
P
Nieznane
Nieznany



Atrybuty
Fizyczne
SiŁa:
Zr
ĘcznoŚĆ:
Wytrzymalo
ŚĆ:
Nieznana
Nieznana
Nieznana
SpoŁeczne
Charyzma:
Oddzia
Ływanie:
Wygl
Ąd:
WyraŹna
Znakomite
Estetyczny
UmysŁowe
Percepcja:
Inteligencja:
Spryt:
Nieznana
Nieznana
Nieznany



ZdolnoŚci
Talenty
Nieznane
UmiĘjetnoŚci
Nieznane
Wiedza
Nieznane




Atuty
Dyscypliny
Nieznane
Cechy Pozycji
Status:
●●○○○
Nieznane
Cechy Charakteru
Nieznane




Zalety i Wady 
Zalety
Przyjazna Twarz
Nieznane


Wady
  Nieznane
Koszt
    


Koszt
CzŁowieczeŃstwoNieznane
       
Si
Ła Woli
Nieznana
      
Pula Krwi
Nieznana
Stan Zdrowia
Poobijany
Zraniony
Lekko Ranny
Ciężko Ranny
Zmaltretowany
Okaleczony
Zmasakrowany
      
- 1
- 1
- 2
- 2
- 5
     






Randy White

Image



Randy zazwyczaj wyraża się krótko i zwięźle. Rzadko kiedy zdarza mu się rozgadać publicznie. Sposób wypowiedzi bywa różny, od neutralnego poprzez specyficzny humor, a na ironizowaniu kończąc. Wiadomo, że White mieszka w Seattle od jakiegoś czasu, rzadko jednak był widoczny, w Elizjum pojawił się ostatnio za czasów Wadswortha, jakieś 10, czy 15 lat wstecz. W społeczności Spokrewnionych zasłynął w zasadzie ze świadczenia usług architektonicznych i chyba tylko dzięki temu wiadomo, że ten osobnik jeszcze istnieje.



WyglĄd ZewnĘtrzny

Randy, jak każdy Nosferatu, nie należy do przystojniaków. Wysuszona, szorstka, skóra, kępy resztek włosów, bruzdy i swoista kolebka szram po lewej stronie jego twarzy to swoisty klasyk wampirów z tego klanu. Mężczyzna posiada nienaturalnie długie palce, wystające z rękawów za dużego płaszcza, które lata świetności ma już dawno za sobą. Kolejnym kontrastem jest towarzyszacy jego wychudzonej, przygarbionej, sylwetce slusznych rozmiarów brzuch, który bezlitośnie napiera na błagajacy o litość, znoszony i poprzecierany, pasek. Nosi stare jeansy, poplamione od cieczy nieznanego pochodzenia, oraz jasną koszulę, która kiedyś pewnie była biała. Jeden bark tego wampira jest wyżej względem drugiego, powodując charakterystyczne bujanie przy chodzeniu. Oczy zaś mają kolor wypłowiałego odcieniu niebieskiego. Błądzą one wszędzie, badając bacznie otoczenie, jakby czegoś wyczekiwał.



Gracz:
Wiek:
Pochodzenie:
Smakowitypor
40+
USA
Natura:
Postawa:
Rola:
Nieznana
Bojownik
Nieznana
Klan:
Pokolenie:
Stwórca:
J
Nieznane
Nieznany



Atrybuty
Fizyczne
SiŁa:
Zr
ĘcznoŚĆ:
Wytrzymalo
ŚĆ:
Nieznana
Nieznana
Nieznana
SpoŁeczne
Charyzma:
Oddzia
Ływanie:
Wygl
Ąd:
Zwyczajna
Wyczuwalne

Paskudny
UmysŁowe
Percepcja:
Inteligencja:
Spryt:
Nieznana
Nieznana
Nieznany



ZdolnoŚci
Talenty
Nieznane
UmiĘjetnoŚci
Nieznane
Wiedza
Nieznane




Atuty
Dyscypliny
Nieznane
Cechy Pozycji
Status:
●○○○○
Nieznane
Cechy Charakteru
Nieznane




Zalety i Wady 
Zalety
DŁugie Palce
Nieznane


Wady
Dotyk Zimna
Nieznane
Koszt
    


Koszt
CzŁowieczeŃstwoNieznane
       
Si
Ła Woli
Nieznana
      
Pula Krwi
Nieznana
Stan Zdrowia
Poobijany
Zraniony
Lekko Ranny
Ciężko Ranny
Zmaltretowany
Okaleczony
Zmasakrowany
      
- 1
- 1
- 2
- 2
- 5
     






Eunika Grimm

Image

Eunika była Ogarem z ramienia szeryfa Johna Parkera, aktywnie wspomagającą go w walce z nieprzyjacielem; czy to Garou czy wampirami Sabatu. Zginęła w trakcie walk z Sabatem.

Ezekiel Cross

Image

Ksiądz nie tylko z zawodu, ale także z powołania. Bardzo religijny spokrewniony, który zawsze był gotów zaoferować zagubionym owieczkom swoją radę oraz przewodnictwo w sprawach duchowych. Zazwyczaj miły i uprzejmy, miał jednak tendencję do ulegania religijnemu ferworowi. Inne wampiry traktował jak zagubione dusze, które należało uratować przed szponami zła tak powszechnego w ich świecie. Przez wielu uważany był za jasne światło w otaczającym wszystko mroku. Było w nim coś z świętego, co przyciąga do niego ludzi i sugeruje, że można było mu zaufać. Zginął w trakcie walk z Sabatem.

2320 43rd Ave E, Lakehouse

Kompleks apartamentowców Lakehouse został wybudowany w latach sześćdziesiątych jako jedna z tańszych alternatyw dla Washington Park Tower. Podobnie jak słynna wieża położony jest on centralnie nad Lake Washington i oferuje wspaniałe widoki zarówno na jezioro jak i znajdujące się w oddali miasto Bellevue. Nieopodal tych dwóch trzypiętrowych budynków zbudowanych z ciemnoczerwonej cegły mieści się Evergreen Point Floating Bridge. Narzekający na hałas mieszkańcy dopięli swego i pod koniec lat siedemdziesiątych przeprowadzono renowację obu bloków. Dzięki nowym dźwiękoszczelnym oknom apartamentowce szybko stały się jedną z najbardziej rozchwytywanych nieruchomości w okolicy.

Położone pośród dekadenckich posiadłości i wspaniałych domów bloki posiadają takie luksusy jak własny nadziemny garaż, oraz oddzielający je od siebie duży basen. Po prawej stronie apartamentowca ciągnie się ogrodzony szklaną balustradą deptak z zejściami na drewniane pomosty, do których mieszkańcy mogą swobodnie cumować łódki i skutery wodne. Lokatorzy pierwszego piętra mogą się ponadto cieszyć małymi prywatnymi ogródkami. Koszt takich dogodności nie jest co prawda aż tak mały, ale jednak nie przeraża. Ceny za wynajem wahają się od dwóch do czterech tysięcy dolarów za miesiąc i nie jest to wcale dużo jak na panujące w okolicy standardy.

Cała posesja jest strzeżona, a wejść do środka można jedynie przechodząc przez portiernię. Nim jednak to zrobimy wita nas murowany znak z inkrustowaną złotem nazwą kompleksu, a dalej schody prowadzące na małe zadaszone patio, które w nocy oświetlane jest przez dużą zwisającą z wysokości trzeciego piętra lampę w stylu marokańskim. Za biurkiem siedzi pięćdziesięcioletni Terry Bartons, niegdyś były policjant, a teraz zgryźliwy i ponury ochroniarz, który podejrzliwie łypie na wszystko i wszystkich. Portiernia połączona jest z dużym prostym korytarzem, który prowadzi na zewnątrz do ogrodzonego basenu z leżakami, stolikami z krzesłami, oraz miejscami do grillowania. No i do drugiego budynku.

To właśnie w tym drugim, najbardziej wysuniętym na jeziorze apartamentowcu mieszkała Claire.

Po przejściu przez mosiężne drzwi zastanie nas wycieraczka z przetartym już sloganem “Welcome home!” i dwoma zabawnie wyglądającymi żabkami radośnie unoszącymi do góry kończyny. Mata zawsze jest jakoś przesunięta do boku, kopnięta na środek, albo położona do góry nogami. Ściany przedpokoju obłożone są powycieraną, ciemnożółtą tapetą o nijakim wzorze, przypominającym najprędzej jakąś imitację kamienia. Po lewej zaś stronie stoi mały stolik, jeden wieszak na ubrania i półka na buty, na której można swobodnie usiąść. Większość rzeczy wala się jednak po podłodze, utrudniając wejście do salonu.

Na środku pokoju dziennego czeka na nas trzyosobowa, brązowa skórzana sofa obłożona śmiesznie wyglądającymi poduszkami w kształcie zwierząt i miękkim białym kocem. Przed kanapą stoi mały szklany stolik, który wiecznie zagracony jest jakimiś papierami, a pod nim komfort dla nóg zapewnia duży kremowy dywan z frędzlami. Po obu stronach sofy stoją dwa żółte fotele skierowane w stronę stojącego na wprost telewizora. Podłogę — tak jak w przedpokoju i reszcie domu, oprócz kuchni i łazienki — stanowią polerowane, aczkolwiek nieco już przetarte drewniane panele w jasnym popielatym kolorze.

Mała kuchnia połączona jest z salonem i to też za nim się znajduje. Tylna ściana pomalowana została grafitową farbą, a reszta — jasnożółtą. Skromna kuchenka, lodówka obładowana masą notatek i magnesów, zbierające tylko kurz blaty, parę sztucznych kwiatów w doniczkach... W użytku jest jednak jasno drewniany, suto zastawiony barek oddzielający niejako kuchnię od pokoju dziennego, co można wywnioskować po stojącej tam papierośnicy i małym radiu. Niedaleko lodówki stoi średniej wielkości szafka — tam można znaleźć apteczkę pierwszej pomocy oraz inne niezbędne dla każdego domu rzeczy.

Łazienka na planie kwadratu jest praktycznie w nieużywanym stanie. Prosty prysznic, umywalka z szafką i dużym lustrem, toaleta, wiklinowy kosz na ubrania i stojąca obok pralka... Nie ma tego dużo. Ściany obłożone są zwykłymi białymi płytkami, to samo podłoga — przed umywalką leży jednak okrągły, puszysty dywanik. Gdzieniegdzie ustawione są tylko małe sztuczne roślinki w kolorowych doniczkach dla dekoracji. Drzwi do łazienki należy szukać w pokoju dziennym — da się je poznać po niewielkim okienku.

Następnie mamy sypialnię, do której prowadzą drzwi znajdujące się obok telewizora w salonie. Po wejściu czeka na nas dwuosobowe, wiecznie niezasłane łóżko i dwie małe szafki nocne, na których znajdziemy parę książek, budzik i wyciąganą lampkę do czytania. Po prawej stronie mieści się średniej wielkości biblioteczka z stojąca między książkami sztuczną czaszką, a naprzeciw łóżka — ciemna, duża rozsuwana szafa. Po lewej zaś stronie znajduje się biurko z wygodnym, czarnym skórzanym fotelem i komputerem, kolejną lampką i papierośnicą. Dookoła można znaleźć całą masę papierów i segregatorów. Nad biurkiem wisi spora tablica korkowa, na której zamieszczone są różnorakie notatki — zaraz obok bohomazów, które wyglądają jak gdyby były zrobione ręką przedszkolaka. Plusem jest mały zadaszony balkon, do którego prowadzą szklane drzwi tuż obok biurka. Można tam znaleźć jeden stolik, na którym postawiona jest latarenka, a także dwa głębokie fotele z wygodnymi poduchami.

Apartament zdecydowanie odstaje więc jakością od pozostałych i definitywnie nie był remontowany już od dłuższego czasu, ale jego położenie na najwyższym piętrze, czyli trzecim, rekompensuje wszystko pięknymi, zapierającymi dech w piersiach widokami.

Eve Barton

Image

Przybyła do miasta stosunkowo niedawno i zdawała się trzymać na uboczu przez co niewiele było o niej wiadomo. Dość nieufnie podchodziła do nieznajomych i wykazywała zerowe zainteresowanie polityką. Za "drobne przysługi" gotowa była pomagać innym w sprawach, na które inni nie mieli czasu, lub do wykonania których nie chcieli się zniżać. Ubrana była z reguły w sprane, wygniecione ubrania, często przykurzone lub z plamami błota. Na szyi widoczna była za duża skórzana obroża. W czasie rozmowy można było zauważyć, że Eve posługuje się Cockney English. Zginęła w trakcie walk z Sabatem.

Claire Farrington

Image

Próbka Głosu Claire

Nie każdy by jej powiedział, że ją zna. Ale każdy by powiedział, że ją kojarzy. Od przeszło dekady przewijała się przez ulice Seattle niczym białe widmo i znikała równie szybko jak się pojawia. Miała opinię cichej wody i nikt nie wiedział co naprawdę chodzi jej po głowie. Wiadomo było tylko, że lepiej jej nie denerwować. Do wszystkiego i wszystkich podchodziła jednak z uśmiechem. A już szczególnie wtedy, kiedy ktoś potrzebował jej pomocy... Albo, gdy sama wyciągnie do kogoś rękę. Znana była bowiem ze swoich usług detektywistycznych. I wyjątkowo przystępnych stawek.

1802 12th Ave S, Beacon Apts

Jeden z wielu poprzemysłowych budynków, który został przystosowany do celów mieszkalnych. Daleko mu jednak do eleganckich loftów znanych z "lepszej" części North Beacon Hill. Budynek jest szary i bury, lecz prawdopodobnie pod tą warstwą poprzemysłowego brudu znajduje się czerwona cegła. Okna duże, na niższych piętrach zakratowane, co dodatkowo zwiększa przygnębiające wrażenie. Wzdłuż zachodniej fasady ciągną się schody pożarowe, jednak ich stan zdecydowanie nie należy do pierwszej świeżości. Rdza pokrywająca drabinkę skutecznie zniechęca do korzystania z tej drogi ewakuacyjnej - ale z drugiej strony zniechęca ewentualnych złodziei. Okolica jest bowiem bardzo nieciekawa. Zaledwie kilka przecznic stąd znajduje się "The Jungle", owiane złą sławą siedlisko przestępców, narkomanów, squatersów i innych nieudaczników życiowych. Trzeba być bardzo odważnym, albo mieć znajomości u lokalnych watażków, żeby spacerować tutaj po zmroku. Nic zatem dziwnego, że wiele mieszkań w tej okolicy jest pustych, a czynsze są niskie.

Mieszkanie należące do Ivy znajduje się na trzecim piętrze. Składa się ze sporego pomieszczenia pełniącego funkcję pokoju gościnnego z aneksem kuchennym, mniejszego pokoju do spania oraz łazienki. Brzmiałoby to dobrze, lecz lokum wymaga generalnego remontu. Ściany są surowe, ceglane, podłoga jest betonowa, z sufitów wystają rury, a szczelność okien pozostawia wiele do życzenia (przynajmniej jeśli chodzi o trzymanie ciepła, bo przed słońcem chronią zasłony). Tak spartańskie warunki nie przeszkadzają jednak wampirzycy z klanu Gangrel. Nie ma też ryzyka, że ktoś się tą nieciekawą domeną zainteresuje. Jedyna wada jest taka, że nie da się tutaj zaprosić gości... chyba, że są oni równie mało wymagający co właścicielka.

Ta skromna domena została oficjalnie przyznana Ivy krótko po tym, jak wampirzyca przedstawiła się Księżnej. Wcześniej był tu po prostu opuszczony pustostan, którym nikt się nie interesował.

409 Wall St, Sidney Apartments

Miejsce łączące tradycję z nowoczesnością. Miejsce, gdzie mieszka elita. Miejsce, gdzie każdy jest traktowany jak król. Miejsce wyjątkowe. Te i inne puste, nie mające za wiele wspólnego z rzeczywistością hasełka można znaleźć w wielu broszurach reklamowych najróżniejszych mieszkań w całym Seattle. Sidney Apts wyróżnia się jednak pod tym względem, bo wszystko, co zostało zapisane, jest prawdziwe. Albo bardzo bliskie prawdy. Budynek został zbudowany dawno, dawno temu, w latach pięćdziesiątych albo i jeszcze dawniej, ale niedawno został gruntownie odnowiony, odremontowany i odrestaurowany.

To pięciopiętrowy, prostokątny gmach z drobnej cegły, pomalowany bladymi odcieniami różu, pomarańczy, czerwieni oraz brązu. Ta pozornie krzykliwa mieszanka jest jednak bardzo strawna i, szczególnie jesienią, budynek idealnie komponuje się z otoczeniem. Najniższy poziom stanowią sklepy i sklepiki, kawiarnie i kafejki, wejścia do klatek schodowych, garaży, piwnic oraz na malutki, wewnętrzny dziedziniec, wyłożony tłuczonym kamieniem i terakotą. Sidney dysponuje także widokiem na panoramę miasta oraz największe i najbardziej charakterystyczne elementy Emerald City; widok na Space Neddle (która stanowi nieodłączny element promocji) jest przysłowiową wisienką na czubku.

Im wyżej, tym mieszkania są większe, okazalsze, droższe i posiadają większy prestiż. Jedną z mieszkanek jest Maria.

Penthouse, w którym się znalazła w rzeczywistości należał do Wadswortha. Nieżyjący już Książę zapewnił jej "podstawowe" schronienie, oferując wysokiej klasy mieszkanie w Downtown. Ten wyjątkowy apartament, o powierzchni ponad stu metrów kwadratowych, znajdował się na ostatnim piętrze loftowej rezydencji. Cechował go niezwykle zimny wystrój, betonowe podłogi, czarne marmury, stalowe belki i sufity. Nawet sporej wielkości palenisko w salonie połączonej z kuchnią oraz skóry na podłodze nie były wstanie przełamać chłodu tego miejsca. Mimo tej surowości, z wielkich oszklonych ścian, od północnej strony rozpościerał się widok na śródmieście i na Space Needle.

Zapierał dech w piersiach i jedynym ratunkiem, by wampirzyca nie zapomniała się wraz z nadejściem dnia były samoczynnie opadające rolety, które szczelnie odgradzały od słonecznych promieni. Idąc w głąb apartamentu pozostawiamy za sobą wielkie okna i przenosimy się na korytarz. Z niego można przejść do skromnego gabinetu, który w żaden sposób nie wyróżniał się wystrojem od salonu. Sporej wielkości biurko, dwa skórzane fotele, sofa, stolik kawowy, dwa regały książek - miejsce ewidentnie do pracy i przyjmowania interesantów. Porzucając to biuro możemy przejść się do sporej łazienki w tonacji ciemnej zieleni przemieszanej z czernią i wielkim lustrem na całą jedną ścianę.

Nic nadzwyczajnego jak na ten poziom luksusu, można by powiedzieć, że skromnie, bo salon pochłonąć największą część penthousu. Cechą charakterystyczną (i zarazem dziwną) tego apartamentu był zwodniczy brak sypialni. Niepozornie drzwi do niej znajdywały się w gabinecie. W ogóle nie rzucając się w oczy były tuż przy regałach z książkami. Prowadziły do prywatnego pokoju, w którym nie było okien, ani innych wyjść. Pierwotnie pomieszczenie to było przeznaczone na sporą wielkości garderobę (zaś gabinet był docelowo sypialnią), ale z wiadomych przyczyn przearanżowano pomieszczenia. Teraz w jego centrum stało sporej wielkości łóżko, a z boku znajdowała się szafa i komoda.

Maria Schiller

Image



Próbka Głosu Marii



Zjawiła się w Seatlle całkiem niedawno, nie wiadomo czemu i nie wiadomo skąd. Wzbudziła spore zainteresowanie swoją osobą i to nie tylko na wzgląd niezwykłej urody. Był jakiś konkretny cel przybycia, który prawdopodobnie wiązał się z interesami. Jednak kogo ona reprezentowała i jakie miała zamiary to się jeszcze okaże. Dla większości była zagadką nie do rozwiązania, lecz z pewnością Harpie postarają się o plotki, które niebawem zaczną rozpowiadać za kuluarami swoich Elizjów. Jej potomek, Ethan, jest obecnie ścigany Krwawymi Łowami.



WyglĄd ZewnĘtrzny

Maria od zawsze pełna była kontrastów i zarazem wielu zbieżności. Wysoka i szczupła, zdawała się być niezwykle delikatna i krucha. Śnieżne lico pełne miała piegów, a ponętne usta ożywiał głęboki róż. Czarne oczy, których kształt przywodził na pamięć spojrzenie kota, niosły obietnicę tajemnicy. Długi woal kruczych włosów opływał smukłą kibić, nierzadko ściągając wzrok obserwatora ku kołyszącymi się krągłymi biodrami. Kreacje, jakie nosiła, były utrzymane w czarnych tonacjach, krojem będąc zbliżone do wdowich szat żałobnych. Przeciwieństwem dla stonowanych czerni były krwawe podeszwy szpilek Louboutina i biżuteria Tiffan'yego, jak na przykład pierścionek the ring of ring, który darzyła szczególnym sentymentem. Nigdy nie nosiła dużego dekoltu, nie odkrywała ramion, ani nie pokazywała gołych nóg. Łabędzią szyję zawsze skrywała to za koronkową kryzą, wysokim kołnierzykiem, gustowną kolią lub jedwabnym szalem. Można by powiedzieć, że zaborczo chowała każdy centymetr swojego ciała, a jeśli już odsłoniła jakikolwiek fragment to był akt wielkiej łaski. Skromny i godny brak epatowania nagością często był utożsamiany z źródłem jej aury czystości, bo w oczach każdego obserwatora była ona nieskalana. Jej twarz jak magnes ściągała wszystkie spojrzenia. Jeśli cudem ktoś zdołał oderwać wzrok, to i tak nie nie był w stanie wyrzucić z pamięci jej hipnotycznego spojrzenia oraz aury tajemnicy. Wdzierała się we wspomnienia gwałtem, pozostawiając po sobie ślad na kolejne noce, a jeśli dodamy do tego dźwięk jej anielskiego głosu to jej ofiara była skazana na całkowitą klęskę. Z pewnością nie jeden artysta byłby w stanie ją namalować jako czarną Madonnę w ciernistej koronie.



Gracz:
Wiek:
Pochodzenie:
Narrator
26+
Europa
Natura:
Postawa:
Rola:
Nieznana
Kapitalista
Nieznana
Klan:
Pokolenie:
Stwórca:
M
Nieznane
Nieznany



Atrybuty
Fizyczne
SiŁa:
Zr
ĘcznoŚĆ:
Wytrzymalo
ŚĆ:
Nieznana
Nieznana
Nieznana
SpoŁeczne
Charyzma:
Oddzia
Ływanie:
Wygl
Ąd:
DoskonaŁa
Znikome

Fenomenalny
UmysŁowe
Percepcja:
Inteligencja:
Spryt:
Nieznana
Nieznana
Nieznany



ZdolnoŚci
Talenty
Nieznane
UmiĘjetnoŚci
Nieznane
Wiedza
Nieznane




Atuty
Dyscypliny
Nieznane
Cechy Pozycji
Status:
●●○○○
Nieznane
Cechy Charakteru
Nieznane




Zalety i Wady 
Zalety
Przyjaciel klanu Ventrue
Czaruj
Ący GŁos
ŚwiĘtoŚĆ
Nieznane


Wady
  Nieznane
Koszt
    




Koszt
CzŁowieczeŃstwoNieznane
       
Si
Ła Woli
Nieznana
      
Pula Krwi
Nieznana
Stan Zdrowia
Poobijana
Zraniona
Lekko Ranna
Ciężko Ranna
Zmaltretowana
Okaleczona
Zmasakrowana
      
- 1
- 1
- 2
- 2
- 5
     






109 Yesler Way, Merchant’s Cafe

Ta niewysoka kamienica zbudowana jest ze starej, czerwonej cegły, zniszczonej przez upływ czasu. Od lewej strony przylegają do niej dwa podobne domy, a po prawej znajduje się alejka, która prowadzi do ulicy mieszczącej się za budynkiem. Kamienica ma zaledwie dwa piętra i nie jest szczególnie duża. Patrząc od frontu można dostrzec szyld Merchant’s Cafe i wejście do tego lokalu. Wnętrze przypomina raczej miejsce gdzie ludzie spotykają się by pooglądać mecze piłki nożnej czy futbolu amerykańskiego przy piwie niż kawiarnię. Po prawej znajduje się wyposażony w przeróżne alkohole bar z rzędem wysokich stołków, na których można spocząć. W głębi sali znajdują się proste, okrągłe stoły wokół których postawione są krzesła. Na ścianach znajdują się różne czarno-białe zdjęcia, pokazujące historię lokalu i loga lokalnych klubów sportowych. W strategicznych miejscach pomieszczenia zawieszone są telewizory, na których non-stop puszczane są kanały sportowe.

Drzwi do budynków mieszkalnych, które znajdują się powyżej, mieszczą się tuż po lewej stronie od wejścia do Merchant’s Cafe. Gdyby nie duży numer 109, ciężko byłoby się zorientować dokąd prowadzą. Zaraz za progiem po prawej stronie znajduje się sześć, ponumerowanych, metalowych skrzynek pocztowych. Klatka schodowa wygląda nędznie. Kable prowadzące do oświetlenia są widoczne na nagich, pozbawionych tynku ścianach. W niektórych miejscach widać też grube rury kanalizacyjne i te cieńsze, które doprowadzają wodę. Zarówno podłoga, jak i schody wyłożone są starym, zielonym dywanem. Z parteru można wejść jedynie na górę. Kręte wąskie schodach prowadzą do długich i prostych korytarzy, takich samych na każdym piętrze. Wchodząc na przejście od strony schodów, na wprost można dostrzec jedno, zazwyczaj brudne okno. Na suficie znajduje się rząd trzech lamp, które dość mizernie oświetlają drzwi do mieszkań.

Stare, czerwone drzwi oznaczone metalową piątką prowadzą do mieszkania należącego do Melanie Price. Wnętrze urządzone jest w sposób chaotyczny bez wyraźnego stylu. Każdy mebel zdaje się różnić stylem, lub kolorem, a jedyne co zdaje się je łączyć to stary wygląd. Wyposażenie nieszczególnie wybiega od standardów. Łazienka ma toaletę, kabinę prysznicową, zlew, szafkę na leki i lustro. Sypialnia oddzielona jest od reszty mieszkania industrialnymi, przesuwanymi drzwiami. W środku jest duże, proste łóżko, sporo szaf na ubrania i biurko z komputerem, któremu brakuje części obudowy. Głębiej w mieszkaniu znajduje się salon, połączony z kuchnią, oddzieloną aneksem. Jest to jedyne pomieszczenie w którym znajdują się zazwyczaj zasłonięte okna. Kuchnia wygląda jakby nie była szczególnie używana. Salon co prawda wyposażony jest sofę, parę foteli, stolik na kawę i telewizor, jednak bardziej przypomina pracownię artystyczną. Pod ściana leży wiele obrazów, niektóre wydaja się być niedokończone albo całkowicie czyste. W kącie przy oknie stoi sztaluga i prosty stołek, na którym można się obracać. Tuż obok znajduje się stół, wyposażony w niezliczona ilość pędzli, farb i innych przyborów plastycznych.

Moore Theatre, foyer, tablica korkowa

O G Ł O S Z E N I A
ODDAM, ZAMIENIĘ, SZUKAM, POTRZEBUJĘ, OSTRZEGAM, INFORMUJĘ
OD SPOKREWNIONYCH DLA SPOKREWNIONYCH
KRÓTKO ZWIĘŹLE I NA TEMAT. E.

Duża, prostokątna tablica korkowa w dębowej, zdobionej ramce, zawieszona vis a vis wieszaków na ubrania tuż przy wejściu na teren Elizjum. Jest to jednakże relikt przeszłości, bo coraz więcej i więcej Spokrewnionych korzysta z najnowszych zdobyczy techniki, jak telefony komórkowe, pagery, czy internet (ze szczególnym uwzględnieniem SchrekNetu). Komunikacja we współczesnych nocach jest szybka, bezpieczna i nie sprawia zbyt wielu problemów, a nauka obsługa nowej komórki, czy założenie konta do poczty internetowej to kwestia kilku godzin na dobrą sprawę.
W wielu miejscach tablica jest poznaczona dziurkami po pinezkach, igłach oraz szpilkach, którymi wielu nieumarłych przyczepiało i ciągle przyczepia karteczki z najróżniejszymi informacjami. Miejscem tym rządzą się bardzo proste zasady, które zostały wydrukowane i przyczepione na samym szczycie, a także - co może wywołać uśmiech na twarzy - obdarzone czerwonawym odciskiem uszminkowanych ust. Pomysł Elsie.
W lewym, dolnym rogu tablicy jest przyczepiona mała, tekturowa karteczka, zapisana drżącą ręką. Litery są duże, ale krzywe i wyglądają jak dzieło kogoś, kto ma problemy z opanowaniem tejże sztuki - albo ma bardzo niekształtne palce. Treść brzmi: "LAKE CITY - WELLS FARGO BANK - DZIURA - ROMANTYCZNA NOC - WSPÓLNY POSIŁEK ZE STRÓŻA - ADRES LCW 12739 - KTOŚ CHĘTNY?" z podpisem będącym jedną literka. "V". Drugie ogłoszenie, znajdujące się trochę bliżej środka tablicy, to równe litery przedstawiające treść będąca bardziej ostrzeżeniem: "Dr Samantha Green z Harborview Medical Center jest moja, nie tykać, Parker." Trzecim ogłoszeniem wiszącym tuż pod zasadami spisanymi przez Elsie, jest "WYPAD DO URBAN NITE W WALĘTYNKI, JAZDA JAZDA JAZDA, IKE".
Nie jest wiadomym jednak, czy rażący błąd jest dziełem przypadku, czy celowym zabiegiem.

Spoiler | 
Temat przeznaczonych do fabularnej wymiany informacji pomiędzy wampirami na zasadzie krótkich ogłoszeń, liczących nie więcej jak sto-dwieście znaków, na wzór trzech przykładowych ogłoszeń spisanych przez tajemniczą "V", przez Ike'a oraz Szeryfa Parkera.

Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

Centralne miejsce na jednej ze ścian zajmuje imponujących rozmiarów telewizor, podłączony do odtwarzacza kaset VHS od sieci telewizji kablowej. Wybór kanałów oraz filmów i programów na taśmach jest dość duży, więc każdy - nawet najbardziej wybredny - gość Elizjum znajdzie coś dla siebie. Oczywiście przeważnie telewizor jest wyłączony, ewentualnie stanowi tylko źródło obrazu, bo wszelki dźwięk jest wyciszony. Spokrewnieni muszą wiedzieć, co się dzieje nie tylko w ich mieście, ale także poza nim, w stanie i całym kraju oraz na świecie.

Kanały informacyjne są więc najpopularniejsze. Zwłaszcza tak zwana "piątka", z uroczą panną Herrera na którą coraz łapczywiej spogląda jeden z ghuli oraz "szesnastka", z weteranem wiadomości telewizyjnych. Joseph Pitts cieszy się zresztą szacunkiem większości młodszych Toreadorów, chociaż oczywiście o tym nie wie, na całe szczęście.

Idąc dalej, w głąb Elizjum, można natrafić na kilka niedużych pomieszczeń. Są to pokoje przeznaczone dla Kainitów, którzy niezbyt przepadają za tłokiem i ściskiem czy wręcz towarzystwem niektórych Spokrewnionych. Przez większość dnia i nocy miejsca te są jednak zamykane na klucz; wystarczy co prawda odezwać się do Samuela, Elsie czy nawet i jednego z ghuli urzędujących jako obsługa i poprosić o udostępnienie tych czterech ścian, ale nie wolno przesiadywać w nich za długo. Pokoi jest tylko kilka, wampirów - znacznie więcej.

W jednym z pomieszczeń są dwa stanowiska komputerowe, podłączone oczywiście do internetu i wyposażone w drukarki, faksy i skanery, a nawet i dżojstiki oraz parę gier, dla tych znudzonych codziennym nieżyciem. Do tego są tutaj wygodne fotele i słuchawki, by nikomu nie przeszkadzać i folia na podłodze, jeśli ktoś miałby ochotę na trochę żywszy posiłek. Za stan maszyn odpowiadają wyjątkowo nie Toreadorzy, tylko Nosferatu. Jeśli ktoś chce skorzystać ze SchrekNetu, trzeba się odezwać do tych zdeformowanych nieumarłych i liczyć na ich dobrą wolę, by umożliwi dostęp.

Pozostałe pokoje w znacznej mierze są małymi, przytulnymi schronieniami, gdzie każdy może w spokoju odpocząć, bez obaw, że ktoś odsłoni okna, wbije kołek w pierś albo utnie łeb. Z tego względu znajdują się tam głównie łóżka, kanapy i materace wszelkiego rodzaju, tak, by każdy mógł przeczekać do zachodu słońca w jak najbardziej komfortowych warunkach. I, oczywiście, nie brakuje też folii, gdyby komuś zachciało się bawić podczas ewentualnego posiłku.

Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Nie każdemu jednak pasuje wieczne przesiadywanie przy stolikach. Bardzo wielu nieumarłych zwyczajnie woli udać się w głąb foyer, by zasiąść bądź też oprzeć się o szeroki kontuar, wykonany nie tylko z lakierowanego, błyszczącego i niemalże całkowicie czarnego hebanu, ale także i nieznacznie tylko jaśniejszego marmuru. Nie ma tutaj jednak żadnych foteli czy krzeseł, tylko standardowe, obite miękką i nieznacznie skrzypiącą skórą stołki, na metalowych, dość szerokich nóżkach zwieńczonych gumowymi podkładkami.

Ten drobny detal sprawia, że posadzka i dywan foyer nie zostaną w żaden sposób zniszczone. Jedyne ryzyko jest związane z faktem, że jakiś Spokrewniony może rozlać vitae - krew, jak wiadomo, jest bardzo trudna do wywabienia. A przy barze właśnie najłatwiej o taki wypadek. Za kontuarem widać bowiem nieznacznie tylko mniejszą, przeszkloną chłodziarkę, rozświetloną delikatnym błękitnym światłem. W niej znajdują się niewielkie buteleczki pełne jasnego i ciemnego, czerwonego płynu; wszystkie są opatrzone małymi etykietkami z ręcznie wypisanymi grupami krwi (A, B, AB oraz 0, na jednej zaś butelce, o pojemności nie przekraczającej trzystu mililitrów, widać nawet narysowane serduszko).

Na najniższej półce chłodziarki leży stos kilkunastu woreczków z krwią, najpewniej skradzionych z jednego ze szpitali. Jeśli jednak ktoś woli krew cieplejszą, znacznie bardziej przypominająca tą upuszczoną prosto z ciała śmiertelnik, to zawsze można ją podgrzać w taki czy inny sposób. Mikrofalówka jest dostępna, znajduje się jednak pod barem, tak, by nikomu nie przeszkadzać i nie psuć całej estetyki pomieszczenia. Zresztą, to obok niej znajduje się wieża audio. Sprzęt ten pamięta lata osiemdziesiąte - składa się z dużego, masywnego magnetofonu, trochę tylko mniejszego tunera radiowego (podłączonego jednocześnie do policyjnego radia), ogromnego wzmacniacza, korektora graficznego do którego ktoś (najpewniej Samuel) przykleił kartkę z napisem "nie dotykać bo kły wyrwę", gramofonu oraz amplitunera.

Grube, długie na wiele metrów kable są tak poprowadzone, by nikt się o nie potknął i by nie rzucały się w oczy - znajdujące się w kątach foyer wysokie, ciężkie kolumny, z których często rozbrzmiewa muzyka pochodząca z kaset magnetofonowych, płyt winylowych oraz płyt kompaktowych. Zbiór, liczący już niemalże sto kaset i drugie tyle płyt obu rodzajów jest częścią kolekcji Samuela. Hook, gdy nie pełni obowiązków bramkarza, bardzo często bawi się w dj-a i zamęcza Spokrewnionych muzyką.

Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

Dla wielu Spokrewnionych pierwsza wizyta w Elizjum zarządzanym przez Toreadorów bardzo często jest szokująca. Neutralne miejsce umieszczone praktycznie pod samym nosem bydła, może wydawać się nie do końca odpowiednie dla socjalny spotkań nieumarłych, ale jak to mówią, najciemniej jest właśnie pod latarnią. Nikt normalny nie będzie przecież szukał czegoś podejrzanego pod własnym dachem, prawda? I chociaż wszystko oficjalnie należy do STG - Seattle Theatre Group w osobie Adama Carpentera - to rzeczywistą właścicielką i jedynym prawdziwym zarządca jest Elizabeth Page. Primogen. Toreador. Wampir i miłośnik sztuki.

Wiele razy zdarzało się, że śmiertelni "przypadkowo" wędrowali schodami aż na samą górę budynku tylko po to, by natrafić na solidne drzwi z klonu i jesionu, wzmocnione stalowymi pasami, zabezpieczone dodatkowo elektronicznym zamkiem wymagającym karty dostępu (aczkolwiek znajduje się tutaj także i zwyczajny, nieco starodawny zamek na klucz). Nie ma tu żadnych ozdób, ani tablic informujących co kryje się za eleganckimi drzwiami. Są tylko schludne schody, czyste ściany i gładkie poręcze.

Dopiero po przekroczeniu progu Elizjum trafia się do niewielkiego korytarza, w którym poza wieszakami na ubrania wyglądającymi jak antyki sprzed wielu, wielu lat I dużą tablicą korkową przeznaczoną dla Spokrewnionych wymieniających się informacjami można znaleźć nieumarłego bramkarza, pilnującego porządku oraz oficjalnie witającego (czy też wypraszającego) każdego Spokrewnionego. Jest to również miejsce chyba najlepiej oświetlone ze wszystkich - pod sufitem zamontowane zostały małe, ale bardzo liczne lampy, dzięki czemu każdy wkraczający do Elizjum jest doskonale oświetlony i widoczny. Względy bezpieczeństwa, o.

Krocząc po miękkim dywanie i lawirując między szerokimi, wygodnymi małe stoliki - nie są zbyt wysokie ani szerokie, bardziej przypominają malutkie stoliczki do kawy niż szerokie i wygodne stoły restauracyjne. Są rozstawione w rozsądnych odstępach, dzięki czemu każdy może się w spokoju rozsiąść na wysokim krześle czy też głębokim fotelu. Na blacie każdego z tych lakierowanych, hebanowych mebli znajdują się nieduże lampy. Ich żarówki, skryte za czerwonymi abażurami delikatnie tylko rozświetlają mrok, ale nie komu to szczególnie przeszkadza. W końcu Spokrewnieni są Dziećmi Nocy. Ciemność to ich domena.

Ponadto to właśnie z centralnej części foyer - a więc i Elizjum - najłatwiej i najszybciej dostać się do innych miejsc i pomieszczeń.

Moore Theatre, foyer, piętro, przy oknach

Jak przystało na sam szczyt budynku teatru, widok na miasto jest naprawdę spektakularny. Co prawda większość krajobrazu zajmują tutaj sąsiednie budowle i dopiero w oddali widać wody jednej z wielu zatok, ale czasami warto poświęcić kilka chwil na podziwianie nocnej panoramy Seattle. Rozświetlone lampami ulicznymi, neonami, reflektorami samochodów a także blaskiem księżyca i gwiazd Szmaragdowe Miasto naprawdę zapiera dech w piersiach. Problem w tym, że bardzo niewielu bywalców Elizjum decyduje się na taki krok.

Okna foyer są bowiem zamknięte na głucho. Nie da się ich otworzyć ani z zewnątrz, ani od środka. Co więcej, za dnia są zabezpieczone antywłamaniowymi roletami, dzięki czemu nikt niepowołany nie dostanie się do środka; śmiertelnicy są przekonani, że Elizjum to bardzo elitarny, nocny klub, do którego wstęp mają tylko i wyłącznie wybrani przedstawiciele świata sztuki, zwłaszcza ci powiązani z teatrem w taki czy inny sposób. Te zabezpieczenia nie budzą więc żadnych podejrzeń, ale i tak nie zmienia to faktu, że przez cały dzień i całą noc okna są zasłonięte bardzo grubymi i ciężkimi, czarnymi zasłonami przypominającymi teatralną kurtynę.

To, w połączeniu z ciemnym drewnem i czerwienią dodatków w postaci abażurów, skóry oraz samej krwi sprawia całkiem romantyczne wrażenie. O ile w centralnej części foyer znaleźć można stoliki otoczone krzesłami, a przy barze jedynie stołki, tak pod oknami rozstawione są fotele i pufy, sofy i narożne kanapy. Miękkie, masywne, głębokie i w znacznej mierze puchate meble, regularnie okupowane przez Spokrewnionych ceniących sobie luksus, wygodę oraz towarzystwo. Jedyne miejsca, które pozostają względnie niezajmowane i nie cieszą się popularnością, znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie wysokich głośników.

Te kolumny, wykonane nie tylko z tego samego drewna co blaty stolików i baru, ale dodatkowo obite na krawędziach czerwonawą skórą, potrafią dzięki swej sile wprawić w drżenia większą część całego foyer. Są oczywiście fanatycy muzyki, ciężkiego brzmienia oraz uczucia jakie towarzyszy drganiom organów wewnętrznych wynikającym z bliskiego sąsiedztwa głośników, ale stanowią rzadkość. Może to i dobrze...

Melanie Price

Image



Przybyła do Seattle stosunkowo niedawno i mało kto może cokolwiek wiedzieć na jej temat. Z samego wyglądu sprawia wrażenie buntowniczej nastolatki, do której nie do końca pasuje ten wizerunek. Wydaje się być osobą bezpośrednią, która nie lubi owijać w bawełnę i mówi to co myśli, zachowując przy tym stosowne minimum uprzejmości. Często przebywa w różnego rodzaju klubach, unikając jednak miejsc wykwintnych, w których przebywają ludzie z nieco wyższych warstw społecznych. Podobno zajmuje się malarstwem ale nikt nigdy nie słyszał o jej twórczości.



WyglĄd ZewnĘtrzny

Stosunkowo niewielki wzrost i drobna budowa ciała sprawia, że Melanie wygląda na młodą kobietę. Nastoletniej urody nadaje jej twarzy o dziewczęcych rysach, gładkiej, zdrowej cerze, która w porównaniu do większości spokrewnionych wygląda nadzwyczaj żywo. Włosy ma krótkie, ułożone byle jak, zafarbowane na krzykliwy, fioletowy kolor. Jej brwi mają naturalną barwę i zdradzają, że Melanie była kiedyś szatynką. Delikatny, niedbały makijaż podkreśla jej ciemnozielone oczy, które przyozdobione są długimi rzęsami.
Zazwyczaj ubrana jest w starą, skórzaną kurtkę, najwyraźniej pochodzącą z drugiej lub nawet trzeciej ręki. Pod nią nosi ciemną bluzę z kapturem, która skrywa jej drobną, mizerną budowę ciała. Dobrze dopasowane spodnie w kolorze jasnoniebieskim, uwydatniają jej długie nogi i podkreślają smukłą sylwetkę. Porusza się szybko i swobodnie, mimo czarnych, ciężkich glanów, które nosi na stopach. Na szyi przewieszone ma kilka łańcuszków z medalionami o różnych kształtach, które wyglądają na tanie i kiczowate.



Gracz:
Wiek:
Pochodzenie:
Narrator
23+
USA
Natura:
Postawa:
Rola:
Nieznana
Buntownik
Nieznana
Klan:
Pokolenie:
Stwórca:
M
Nieznane
Nieznany



Atrybuty
Fizyczne
SiŁa:
Zr
ĘcznoŚĆ:
Wytrzymalo
ŚĆ:
Nieznana
Nieznana
Nieznana
SpoŁeczne
Charyzma:
Oddzia
Ływanie:
Wygl
Ąd:
Świetna
Odczuwalne

Śliczny
UmysŁowe
Percepcja:
Inteligencja:
Spryt:
Nieznana
Nieznana
Nieznany



ZdolnoŚci
Talenty
Nieznane
UmiĘjetnoŚci
Nieznane
Wiedza
Nieznane




Atuty
Dyscypliny
Nieznane
Cechy Pozycji
Status:
○○○○○
Nieznane
Cechy Charakteru
Nieznane




Zalety i Wady 
Zalety
Mistrz Maskarady
Nieznane


Wady
Sympatyk: Anarchi
Ści
Nieznane
Koszt
    


Koszt
CzŁowieczeŃstwoNieznane
       
Si
Ła Woli
Nieznana
      
Pula Krwi
Nieznana
Stan Zdrowia
Poobijana
Zraniona
Lekko Ranna
Ciężko Ranna
Zmaltretowana
Okaleczona
Zmasakrowana
      
- 1
- 1
- 2
- 2
- 5
     






Ivy Collins

Image

Twarda zawodniczka. Jedni powiadali, że była zbyt grubo ciosana i oschła, lecz niektórym odpowiadało jej "żołnierskie" zachowanie. Ivy była stosunkowo nowa w mieście. Pojawiła się krótko po tym, jak Jane Doe doszła do władzy i klan Gangrel przestał być powszechnie pogardzany. Jednak ta wampirzyca nie bywała zbyt często na salonach - o wiele łatwiej było znaleźć ją w towarzystwie typów spod ciemnej gwiazdy. Podobno miała liczne kontakty w półświatku. Zginęła w trakcie walk z Sabatem.

1040 California Ln SW, Russell Residence, Gated Community

Niedaleko punktu widokowego Hamilton Viewpoint jest mało uczęszczana ulica. Prowadzi ona do ogrodzonego sąsiedztwa na ulicy California Lane Southwest. Nieobeznani z tą drogą często wykorzystują ją, aby skręcić lub się cofnąć, bo w gdy w nią wjeżdżają zauważają bramę. Ochroniarz siedzący w budce rzadko spogląda w ich stronę. Za coś mu płacą, ale gdy nie ma ruchu, to trzyma gazetę przed oczami. Sąsiedztwo jest ogrodzone zdobionym, metalowym ogrodzeniem. Kamery rozstawione co kilkanaście kroków. Niektórzy powiadają, że prywatna firma ochroniarska nawet ma patrole z psami. Obca osoba jeśli chce przejechać, to musi się zgłosić do ochroniarza lub zadzwonić po któregoś z lokatorów, bo ochroniarz robi właśnie to. Kiedy gospodarz zgodzi się na przyjęcie gościa, zostają wpuszczeni przez bramę. Kamera dla bezpieczeństwa robi zdjęcia każdego kto wchodzi i wychodzi.

Pierwsze co nowo przybyły zobaczy to zadbane drzewa, trawa i ogrody. Na chodnikach nie ma śladów brudu, a śmietniki są prawie puste. Jakiś ogrodnik pewno wynajęty jest do zajmowania się całym tym miejscem. Może nawet kilku. Wszystko wskazuje na to, że tutejsi osobnicy nie należą do biednych. Muszą tu mieszkać bogacz - domy to odzwierciedlają. Budynki mające kilkadziesiąt lat, zamieszkałe przez prawników, lekarzy, brokerów, bankierów. Mieści się tu osiem domów, a najstarszy z nich należy do najbogatszego mieszkańca tego sąsiedztwa.

To tutaj - przed Drugą Wojną Światową - Rodzina Russell przeprowadziła się i wybudowała swój dom. Przeszedł kilka renowacji, ale nadal jest to ten sam budynek. Teraz należy do George’a Russella, właściciela międzynarodowej firmy brokerskiej. Jego dzieci dawno temu wyprowadziły się do swoich domów wraz ze swoimi dziećmi. Biedny starzec pozostał sam, ze swoimi sługami i sąsiadami.

Samo domostwo jest dwupiętrowym budynkiem ze strychem. Ogromna budowla mająca blisko sześć sypialni. Garaż mogący pomieścić trzy samochody, które pokazują bogactwo tego multimilionera. Wnętrze domu nie jest urządzone nowocześnie, ale ma kilka nowinek technologicznych, aby być na czasie. Meble bardziej przypominają lata dwudzieste. Drogie, wykonane z mahonii krzesła i stoły nie ukrywają, że gospodarz wybiera rzeczy z najwyższej półki. Na ścianach wiszą obrazy zarówno przedstawiające członków Rodziny Russell, jak i czasy George`a Washingtona. Wazy sprowadzane z Azji i Indii. a meblach stoją cenne artefakty z dawnych dziejów, które mogłyby się znajdować w muzeum.

Całe to miejsce, całe to sąsiedztwo, w oczach Camarilli znajduje się w rękach jednego Spokrewnionego - Franka Russella. Mieszka tutaj od jego wprowadzenia się do Seattle i wielu bacznie uważa, zanim wejdzie na jego teren. Szczególnie, że zostało mu ono przyznane przez poprzedniego Księcia, Anthoniego Wadswortha. Schronienie pewno ma w samym domu Russellów. Na strychu lub w piwnicy mając własną pracownię. W niej trzyma okultystyczne księgi, które zbierał przez kilkadziesiąt lat istnienia. Na dodatek ukrywa tam te bardziej “ohydne” artefakty, które zdobył podczas swych podróży na drugi koniec świata. Między innymi wysuszone kawałki ciała z Kambodży czy palce buddy, który podobno osiągnął Nirwanę i zmarł tego samego dnia.

1900 5th Ave, Hotel Saphire

Na rogu 5th Ave i Virignia Street znajduje się dziesięciopiętrowy, nowoczesny budynek, który z daleka wygląda jak wieża ze szkła z szarymi wykończeniami. Wieczorem zaś cały budynek i co drugie piętro podświetlone są delikatnymi, błękitnymi neonami, przez co budowla wygląda jak szafirowy słup wyrastający w centrum miasta. To Saphire Hotel, pierwsza pozaeuropejska placówka znanej sieci Hoteli Saphire, znanych z wysokiej klasy apartamentów i sal konferencyjnych, a także z równie wygórowanych cen.

Do budynku wiodą podwójne, przeszklone drzwi, na których wyryte zostały dwa szafiry oraz napis "Hotel Saphire", kaligraficzną czcionką pełną zawijasów. Wszystkich gości wita przestronna recepcja, w której centralną pozycję zajmuje wysoka, bladoszara lada recepcyjna, na której brak jest zbędnych ozdobników, ulotek, czy tandetnych magazynów. Goście mogą wypocząć na skórzanych fotelach i sofach. Podłogę stanowi niemal granatowa, zmechacona wykładzina, czyszczona i odkurzana każdego dnia.

Na lewo od recepcji znajdują się dwie windy, obok nich zaś - wejście do części restauracyjnej i konferencyjnej. Na prawo od lady recepcyjnej znajdują się drzwi na główną klatkę schodową. Sala restauracyjna to mogące pomieścić do dwustu osób jednocześnie pomieszczenie, wypełnione czteroosobowymi stolikami. W głębi pomieszczenia znajduje się podłużna, wysoka lada, która na czas śniadań zamienia się w szwedzki stół niemal uginający się od różnorodnego jedzenia, na bieżąco uzupełnianego przez kelnerów. Na czas bardziej oficjalnych imprez oraz posiłków, wgłębienie to zostaje zasłonięte ciemnoniebieską kotarą. Wszystkie stoły wykonane są z czarnego, solidnego drewna o prostym, lecz gustownym wykończeniu. Podobnie też krzesła, w barwie o ton jaśniejszej niż stoły, wykończone obiciem z ciemnoniebieskiego sukna. W kącie sali znajduje się czarny fortepian, którego dźwięki umilają gościom obiady oraz kolacje.

Sala konferencyjna to pomieszczenie o połowę mniejsze od części restauracyjnej, w którym główną rolę odgrywa podium, znajdujące się pod jedną ze ścian, naprzeciw wejścia. Sala ta jest wielofunkcyjna - gdy trzeba, rozstawiane są tu rzędy krzeseł, z sufitu zaś wysuwa się płótno służące jako ekran wyświetlacza. Innym razem sala zostaje zorganizowana tak, aby dookoła okrągłego stołu pomieścić nawet do pięćdziesięciu osób. Tutaj posadzką są ciemnoszare, marmurowe płyty, pełne charakterystycznych przebarwień w jaśniejszych odcieniach, przywodzących na myśl dym unoszący się na tle zachmurzonego nieba.

Pokoje mają najwyższy standard, utrzymany w szaro-niebieskich barwach. Każdy z nich ma oczywiście własną łazienkę, sejf, lodówkę wbudowaną w jedną z szafek, telewizor, telefon oraz komplet białej pościeli z szarymi narzutami, na których ciemniejszymi nićmi wyszyte zostały pojedyncze szafiry oraz litery "SH". Pokoje są wyłącznie dwuosobowe, choć na życzenie gości, istnieje możliwość dostawienia łóżka np. dla dzieci. Tego typu pomieszczenia zajmują osiem z dziesięciu pięter. Najwyższe dwa piętra stanowią cztery apartamenty. Każdy z nich posiada to samo rozstawienie - przestronną łazienkę, niewielką lecz dobrze wyposażoną (piecyk, mikrofala, lodówka, piekarnik, czajnik) kuchnię, salon oraz sypialnię. W każdym z apartamentów znajduje się także komputer z dostępem do internetu, telewizor, telefon oraz sejf. Z okien roztacza się wspaniały widok na Seattle.

W podziemiach hotelu znajduje się olbrzymia, znakomicie wytłumiona bawialnia, w której na parkiecie z ciemnobrązowego drewna do rana mogą bawić się goście, do rytmów - w zależności od dnia tygodnia - wirtuozów jazzu lub zwariowanego swinga. Gdy tańce i zabawy ich zmogą, do dyspozycji gości znajduje się także znajdujący się w odrębnych pomieszczeniach bar oraz kasyno. Miłośnicy hazardu mogą zasiąść przy jednym z kilku stołów pokera, spróbować swoich sił w ruletce lub blackjacku.

Obecnie jednak na drzwiach znajduje się olbrzymi plakat z napisem "WKRÓTCE OTWARCIE". Ciekawski przechodzień może zauważyć przez przeszklone drzwi przechadzających się robotników przenoszących meble, albo gwiżdżących panów z farbami i listwami wykończeniowymi. Hotel Saphire może w przyszłości być naprawdę interesującym miejscem.

Alexander Celestine Benedict Le Roi

Image

Ton głosu Aleksandra i Jego postawa sprawiały, że rozmowa z nim przypominała bardziej egzamin, niż grzeczną wymianę zdań. Spokrewniony powszechnie znany był w Seattle z tego, jak szybko stał się ważną Figurą na szachownicy miasta, będąc jednym z głównych kanałów komunikacji na linii Regent - Książę, a także ze wsparcia, jakiego udzielał wampirom poszukującym schronienia przed Wadsworthem. Krążyły plotki, że posiadał wgląd w plany Weavera, ale jeśli było to prawdą, to nikt nigdy nie zdołał ich z niego wyciągnąć.

Wyszukiwanie zaawansowane