Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#31
Z Sierocińca razem z Hunterem

Chloe posłusznie podążyła za wampirem opuszczając sierociniec i wsiadając do taksówki. Szczerze mówiąc to słysząc tej nocy tyle o Arystokratach, to na podjeździe spodziewała się zobaczyć wypasioną brykę z szoferem. Taksówka nieco ją więc zdziwiła, ale znacznie bardziej pasowała niż limuzyna. Komunikacja miejska była taka „ludzka”. Całą podróż nie odzywała się i była wdzięczna, że Pan Hunter też jej nie zaczepiał. Miała te kilka naście minut spokoju. Oparła się o siedzenie i zamknęła oczy. Wyglądała jakby spała, spokojna i zmęczona, co się dziwić, dziewczę młode, a to środek nocy był. Ona jednak pogrążyła się w modlitwie. Cichej, skrytej, prywatnej. To jej, jak zawsze, pomagało. Oddech jej się wyrównywał i pogłębiał. Przestał być już tak paniczny i urywany. Twarz nastolatki też się wygładziła, przyjmując spokojny wyraz. Tego potrzebowała spokoju i wiary w Bogu. Jechała w nieznane, przekraczała próg kompletnie obcego świata, z obcą osobą jako towarzyszem i opiekunem. Strach topiła w wierze w to, że nie mógł jej skrzywdzić, została mu oddana pod skrzydła przez Pannę Doe, padły odpowiednie przykazy i zapewnienia… gdyby spadł jej włos z głowy, a zwłaszcza z jego winy, albo za jego sprawą… cóż, byłaby to pewnie ostatnia rzecz jaką by zrobił w nocach swojej nieśmiertelności.

Przyjechali do jakiegoś klubu. Własności wampira. Tu pewnie miał swoje schronienie… chociaż co ona tam wiedziała… to mogła być tylko kolejna przykrywka, a wampir mógł dnie spędzać zupełnie gdzie indziej. Nie zastanawiając się nad tym ruszyła za mężczyzną. Jako kujon, nie przepadała za dyskotekami, ani podobnego przeznaczenia lokalami, nie mogła jednak zaprzeczyć – muzykę lubiła i piosenkę, na którą trafili także. Na przywitanie kobiecie skinęła wyraźnie głową, nie chcąc przekrzykiwać muzyki i bawiących się ludzi. Na nich w ogóle nie chciała się skupiać, za dużo zapachów, za dużo dźwięków, których dotąd nigdy nie słyszała, za dużo szczegółów, które dotąd jakoś jej umykały. Zaniepokojona trochę tym objawem jakiegoś instynktu, szybko poszła dalej na górę nie patrząc na nikogo.

Odizolowany pokój, czy może gabinet przywitała lekkim westchnieniem ulgi. Od masy ludzi… Krwi… dzieliły ją schody i drzwi. Mogli porozmawiać w spokoju. Gdy Ventrue wskazał jej miejsce, postawiła obok torbę, zdjęła płaszcz i usiadła przewieszając go przez kolana.
-Niewiele wiem… w zasadzie tylko to co zdążyli powiedzieć mi Pani Sierra, Pan Parker i to o czym rozmawiałam z Panną Doe… z Księciem. – Powiedziała po krótkiej chwili zastanowienia. To nie rozjaśniało nić mężczyźnie, więc podjęła dalej. –Wiem, że jest kilkanaście Klanów, że różnią się między sobą zwłaszcza Zdolnościami. Nic nie potrafię jednak więcej w tym temacie powiedzieć. Znam trzy nazwy Klanów, i wiem, że Klan Malkavian mają jakieś mentalne moce. O swoich zdolnościach nie wiem nic… czy są, jakie, czy powinny być. Tylko ta Wiara… o której Państwo mówiliście, ale to dla mnie nic dziwnego czy nadzwyczajnego. Z domu wyniosłam wiarę w Boga. – Zakończyła akcentując, że wciąż niebyt dociera do niej powaga tematu Wiary w tym nocnym świecie. Wszyscy zdają się poruszeni w ten czy inny sposób, a dla niej było to coś naturalnego, codziennego… nic niezwykłego… nie dla żadnej wierzącej osoby.
-Nie wiem już nawet o co mogę pytać. Miałam tysiące pytań… teraz tylko pustkę w głowie. Nawet nie potrafię stwierdzić czy wszystkie najważniejsze czy niezbędne rzeczy padłu na spotkaniu… frustrujące. – mruknęła marszcząc chwilę czoło.
-Będę musiała być jeszcze komuś tej nocy przedstawiona? – Zapytała w końcu. Tak, to było chyba dość istotne pytanie, na pewno dla niej. Spotkania zawsze były dla niej stresujące, a co dopiero mówić teraz, zwłaszcza w kontekście wampirów, Arystokracji… ona nawet nie miała porządnej sukienki, żeby się wystroić. Oj marna z niej Arystokratka…
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#32
Hunter pokiwał głową, aprobując pytanie dziewczyny. Mając przed sobą zupełnie nowy, zupełnie obcy świat wampirów, postanowiła się skupić w pierwszej kolejności na kolejnych krokach, które będzie musiała podjąć tej nocy. Było to zdecydowanie rozsądne podejście i widać już było, że dziewczyna miała już pewne podejrzenia, co do natury społeczeństwa Spokrewnionych. Nie wiedziała oczywiście jeszcze, że jako Ventrue trafiła w sieć bizantyjskich i skomplikowanych gierek Arystokratów, przewyższających w trudności do opanowania intryg innych Klanów...z wyłączeniem (być może) Tremere. Dziewczyna nauczy się Gry stopniowo, nie ma sensu ją wrzucać na głęboką wodę-pomyślał sobie Josh, gdy ocenił ogrom wiedzy, którą będzie musiał swojej podopiecznej przekazać. –Jak będziemy w siedzibie naszego Klanu to oczywiście będę musiał cię zaprezentować Starszym naszego Klanu, o ile będą mieli czas nas przyjąć. Data twojego oficjalnego Przedstawienia nie została jeszcze wyznaczona, ale zaoferowano mi kilka miesięcy czasu na przygotowanie cię do tego, czasu który będziemy musieli jak najlepiej spożytkować-jak każdy Ventrue Hunter potrafił płynnie posługiwać się Wielkimi Literami w mowie, dzięki czemu mógł łatwo przekazać swoim rozmówcom powagę sytuacji. Uniósł rękę, aby zapobiegawczo powstrzymać cisnące się jej pytania i dodał- Nie martw się proszę, do kwestii naszego Klanu, praw i obowiązków oraz kwestii Przedstawienia jeszcze wrócimy, chciałbym najpierw zacząć od podstaw, żeby w miarę jasno wszystko ci wytłumaczyć.

Zamilkł na moment, zbierając myśli i szukając właściwego początku dla pierwszej lekcji Chloe. Muzyka grana w pubie pod nimi była zniekształcona przez grube drzwi, przepuszczając jedynie głuche dudnienie, które pulsowało jak bicie przestraszonego serca. Wsłuchując się w widmowe tętno, Hunter pozwolił, by dudniący rytm poprowadził jego wykład. –Jesteśmy wampirami-zaczął cichym, ale śmiertelnie poważnym tonem głosu. –Nieumarłymi, martwymi ciałami, które zachowują pozory życia. Spokrewnionymi, jednej krwi z jednego źródła. Kainitami, potomkami przeklętego pierwszego mordercy. Potworami, żerującymi na ludziach-każda z wymienionych nazw była podkreślona dudnięciem muzyki zza drzwi. –Czas nie ma już nad nami władzy, czy minie pięćdziesiąt lat czy pięćset, nie zestarzejesz się nawet o dzień. Nie licząc krwi żyjących, nie musisz nic innego spożywać i pić, a nawet nie powinnaś tego robić. Zwykłe jedzenie będzie dla ciebie równie smaczne jak popiół, a napoje będą smakować jak nieczystości ze ścieków-zatrzymał na moment wywód, przypominając sobie o swoich przykrych doświadczeniach z alkoholem. –Wbrew temu, co mówią legendy, posiadasz i cień i odbicie. Dźwięki dzwonów cię nie odstraszą, możesz wejść do czyjegoś domu bez zaproszenia, możesz przekroczyć płynącą wodę bez obaw. Czosnek nie stanowi problemu, no chyba że go spróbujesz zjeść, krzyże nie przepędzą cię, kołek w serce nie zabije cię, tylko sparaliżuje w stanie podobnym do śmierci, z którego możesz się przebudzić-wymieniał dziewczynie znane folklorowi słabości, zdając sobie sprawę z tego, że były wyjątki, które potwierdzały tą regułę. –Niektóre wampiry mogą posiadać którąś z tych słabości, ale to są rzadko spotykane odstępstwa, większość z nas nie cierpi na takie dolegliwości-dodał gwoli szczerości.

-Promienie Słońca są w stanie obrócić nas w proch i zadać Ostateczną Śmierć. Tak samo ogień, jeśli odpowiednio szybko się go nie zgasi. No i jeśli ktoś ci odrąbie głowę lub zmasakruje ciało, tak dla przykładu materiałem wybuchowym, to też się z tego nie podniesiesz. Dopóki jednak jesteś w pełni nasycona krwią, możesz uleczyć praktycznie każdą ranę. Czy to cięcie nożem czy odrąbana kończyna, możesz się z wszystkiego wyleczyć...choć po prawdzie, łatwiej jest kończynę sobie ponownie doczepić, niż nową sobie wyhodować-dodał po chwili namysłu. -Dzięki krwi możemy zwiększyć nasze zdolności fizyczne do nadludzkich wręcz poziomów, ukryć naszą trupią naturę, czy też skorzystać z jeszcze bardziej niesamowitych zdolności. Nazywamy je Dyscyplinami i przejdziemy do ich tematu za chwilę, dobrze? -spytał grzecznościowo Chloe, choć nie poczekał na odpowiedź. –Jeśli wierzyć Spokrewnionym legendom, to chodzimy po tym świecie od zarania ludzkości, od Praojca Kaina. Jeśli jesteśmy wobec tych opowieści sceptyczni to i tak nasza historia sięga do czasów Starożytności-choć historia Kainitów nie była pasją jego Sire, zadbała ona o to, żeby jej Dziecię miała właściwą edukację. –Każde z nas należy nie tylko do jakiegoś konkretnego Klanu, ale też do konkretnego Pokolenia. Zaczynając od mitycznego Pierwszego nieumarłego, każde z nas należy do łańcuszka Stworzyciela i Przemienionego-Sire i Childe-gdzie każde kolejne Pokolenie jest słabsze od poprzedniego. Choć między...powiedzmy dwunastym i jedenastym Pokoleniem nie ma znacznej różnicy w mocy, tak pomiędzy dwunastym i dziewiątym ta różnica robi się już straszna. Wampiry niższego Pokolenia są szybsze, silniejsze i mają potężniejsze Dyscypliny w porównaniu do wyższych pokoleniowców. Nie musiał dodawać, że z tą mocą szedł wyższy status i większa władza w społeczeństwie Kainitów, Chloe była na tyle bystrą dziewczyną, by sobie tą prawdę uzmysłowić. –To był przyspieszony kurs „Wstępu do wampiroznawstwa.”-rzucił lekkim tonem, starając się humorem przerwać naciskającą powagę sytuacji.-Zanim przejdę do Dyscyplin i klanów, a przede wszystkim naszego Klanu, czy masz jakieś pytania, Chloe?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#33
Chloe nigdy nie miała do czynienia z intrygami, spiskami, wyższymi sferami, nie miała o tym zielonego pojęcia, nie zdawała sobie jeszcze sprawy, że to będzie jedna z rzeczy jaką będzie musiała się nauczyć. Je światem była dotąd przemoc domowa, wieczna walka z pijanym ojcem, a ostatecznie trauma śmierci osób bliskich z rodziny. Ciężko było oceniać jej predyspozycje no nowych realiów. Gdy Hunter więc mówił jej zaczęły pojawiać się w głowie pierwsze zarysy tematów i pytań jakie chciała zadać. Miała jednak poczekać. Przytaknęła głową i skupiona słuchała w milczeniu dalej. Była wdzięcznym słuchaczem. Nie przerywała, była uważna i skupiona, z zainteresowaniem chłonęła każde słowo. Prawdę mówiąc to miała ochotę wyjąć laptopa i sporządzać od razu diagram notatek, który potem ułatwiłby jej powrót do uzyskanych informacji i ugruntowanie wiedzy. Póki co jednak nie było to nic bardzo skomplikowanego i była w stanie wszystko przyswajać w tej chwili. Mało tego, Hunter na niektóre z jej pytań odpowiadał podczas wykładu... jak chociażby kwestię Starszego Klanu... Starszym musiał być więc wampir niższego pokolenia, stary, potężny i mądry.

Krzywiła się i odwracała spojrzenie kiedy padała bardzo dosadne określenia ich stanu. Zimne trupy, jedzenie i picie jak kupa z kanałów... eh... nie mogła powiedzieć, że to martwiło ją jakoś szczególnie, ale same kolokwialne określenia sprawiały, że normalnie zieleniała, a flaki jej się skręcały. Z racji swoich doświadczeń krew nie robiła na niej wrażenia, ale mówienie o tym i o innych obrzydliwych rzeczach powodowały rewolucje w jej brzuchu.

Kiedy Hunter oddał jej głos, skinęła głową.
-Dwa tematy chciałabym poruszyć. - Zaczęła i zrobiła chwilę przerwy nie bardzo wiedząc czy jej opiekun na jedną z nich da radę coś powiedzieć.
-Chodzi o te, krzyże dzwony i wiarę. Dalej nie rozumiem tego poruszenia. Powiedział Pan, że krzyże nie odstraszą, dzwony nie przegonią... a z drugiej strony... czasami gdy się modlę na głos, zwłaszcza w łacinie, to inni tacy jak my nawet podejść do mnie nie mogą. Trochę tutaj sprzeczności. Proszę wyprowadzić mnie z błędu jeśli mam złe założenia. - Wzięła głęboki oddech by dalej móc spokojnie mówić. -Sam przedmiot, nawet poświęcony, nie ma żadnej mocy... bo to rzecz... chyba, że to artefakt, Panna Doe o tym wspomniała... albo Pani Sierra... w każdym razie, wszystko głównie zależy od człowieka. Przeciętna osoba, nawet mając krzyż z kościoła w ręku nie powstrzymałby żadnej nadnaturalnej istoty, ale jeśli ktoś prawdziwie i szczerze wierzy, wystarczy, że skrzyżuje palce i wypowie słowa modlitwy, by żaden wampir nie mógł go skrzywdzić? dlatego Państwo powtarzacie o tej "wyjątkowej zdolności". - Miała nadzieję, że dobrze wyraziła swoje myśli. Czasami miała z tym trudność, a tematy był ciężki i skomplikowany. Teraz potrzebowała tylko potwierdzenia czy jest na dobrym tropie. W pamięci miała jednak nazwisko księdza wampira, Malkaviana, z którym powinna głębiej na ten temat pomówić.
-Drugą sprawą są te Pokolenia. To można jakoś jakoś rozpoznać czy ocenić? Kto z jakiego Pokolenia jest? Skąd mogę wiedzieć z jakiego ja jestem? Możemy to jakoś sprawdzić? No i... skoro to warunkuje potęgę i zdolności wampira, także zapewne jego pozycje, poważanie i takie spawy... to nie można od tak zapytać, "dobry wieczór, z jakiego Pokolenia Krwi Pan jest"... No i jak już mówimy o Krwi, to skoro można ją tak wszechstronnie wykorzystywać... to jak to zrobić? - Dodała na koniec zupełnie nie mając pojęcia jak skorzystać z Krwi, o której oni cały czas mówią. Wszystko kręci się w koło Krwi, za jej sprawą dzieje, dzięki i przez nią, ale jak... Wynikało z ich słów, że świadomie można było użyć mocy Krwi, do różnych celów, ale jak... To było jakieś nienormalne, nadnaturalne, magiczne... niezrozumiałe i przerażające...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#34
Pytania Chloe tym razem zaskoczyły Huntera, bo dotyczyły tematów, o których nie posiadał konkretnej wiedzy. W obu tych kwestiach miał do zaoferowania jedynie plotki, teorie i legendy o których słyszał. Wciąż, ostrożnie podane, nawet tak niepewne informacje mogły się przydać młodej wampirzycy. –Muszę ci się teraz przyznać, moja młoda uczennico, że nie jestem ekspertem w kwestiach wiary. Mogę na tą chwilę zaoferować ci jedynie przypuszczenia i domysły, aby poznać konkretne fakty oboje musielibyśmy odnaleźć odpowiednio wtajemniczoną w tym temacie osobę- na myśl przychodziła mu osoba Spokrewnionego Księdza Kadewy lub też jakiegoś eksperta z klanu Tremere. Nie uśmiechała mu się jednak wizyta ani u szalonego duchownego ani u Czarodziei, którzy potrafili wycisnąć swoich dłużników równie mocno, jak klan-bracia Josha. –To, co mówisz pokrywa się z prawdą, a przynajmniej z moimi doświadczeniami. Gdy człowiek pozbawiony Wiary chwyta za znaki religijne, aby odpędzić jednego z nas tak naprawdę wywołuje u nas pusty śmiech. Najpiękniejszy lub najbardziej uświęcony krucyfiks nie zatrzyma wampira nawet na pół kroku. Za to osoba posiadająca Prawdziwą Wiarę nie potrzebuje żadnych przedmiotów, aby porazić potępionych, do tego zadania w pełni wystarczą jej słowa szczerej modlitwy lub pieśni religijnej-ten element legend zasłyszanych przez Huntera powtarzał się najczęściej i pokrywał się z czynem, którego Chloe sama podobno dokonała. Stąd też była to informacja, którą nie krępował się przekazać dziewczynie. –Sytuacja jednak nie jest aż tak prosta, jak ją teraz opisałaś Chloe. „Jeśli ktoś prawdziwie i szczerze wierzy”-zacytował słowa młodszej Ventrue-otóż jest to rzadsze zjawisko, niż ci się wydaje. Bo nie trzeba być ateistą, żeby krzyż nie pomógł w spotkaniu z wampirem. Nie trzeba być wierzącym na papierze, który przychodzi do kościoła od święta, a niedziele spędza w domu na kanapie. Najbardziej żarliwi wyznawcy czy najbardziej wyświęceni dostojnicy kościelni też nie mogą w większości wypadków nas powstrzymać. Ich wiara, która definiuje rzekomo całe ich życie, nie jest wystarczająco silna, aby zrobić jakąkolwiek różnicę. Stąd mówimy o tak zwanej Prawdziwej Wierze, moja drogo i dla sporej części wampirzego świata jest ona baśnią i mitem, jak opowieści o jednorożcach. Zawiesił na moment głos i spojrzał na swoją podopieczną wzrokiem pełnym zaciekawienia, ale też i troską- Dlatego właśnie używamy określenia „wyjątkowa zdolność”, gdy mowa jest o tobie. Jesteś prawdziwym ewenementem Chloe-na moment zamilkł, aby dodać swoim słowom odpowiedniej wagi, a także by dać młodej nieumarłej chwile do namysłu.

-Niektórzy spośród nas, zwłaszcza starsi, którzy zachowali swoją wiarę zza życia wierzą w to, że my Kainici zawiedliśmy w swoim zadaniu-mówił powoli, bo przypominał sobie słowa szalonych Spokrewnionych kaznodziejów, których napotkał w Chicago.-Jeśli wierzyć ich słowom, nawet potępione istoty mają swoje miejsce w Boskim Planie i nasze Spokrewnienie miało swój sens. Mieliśmy być ostrzem w rękach Boga, czasami chirurgicznym narzędziem, a czasami piłą na niewiernych. Według nich, w dawnych czasach nie mogliśmy się pożywić na ludziach wiary i naszymi ofiarami byli jedynie fałszywi wyznawcy, heretycy i ateiści. Ponieważ jednak w dzisiejszych czasach możemy się posilić nawet na duchownych jest to według nich znak tego, że nie przetrzebiliśmy odpowiednio szeregów niewierzących i przez to Prawdziwa Wiara została w większości utracona, zalana potokiem kpin, nienawiści do Boga i oddania się hedonizmowi. Gdy tak parafrazował Chloe słowa tych kaznodziejów, ujrzał nagle oczyma duszy ich twarze, tak wyraźnie jak w dniu ich spotkania. Umorusani brudem, poznaczeni bliznami i z szalonym blaskiem fanatyzmu w oczach...a jednak pod tym blaskiem widać było ciemność, pełną rozpaczy i bólu. –Sam osobiście nie wierzę w te słowa, bo były one wypowiedziane przez wampirów, którzy desperacko próbowali pogodzić swój potworny głód ze swoją wiarę w surowego, ale i kochającego Pana. O ile pamięć go nie myliła, to obaj ci fanatycy zostali przegnani z miasta, w obawie że spróbują oni swoją wizję obowiązków Kainitów wprowadzać w życie w Windy City. Rytualne mordy na tle religijnym wzbudzały zbyt wiele zainteresowania wśród policji jak i mediów, a większe zainteresowanie oznaczało większe zagrożenie dla Maskarady.

-W kwestii Pokolenia-postanowił zmienić temat i odpowiedź na drugą część pytań Chloe-najprostszym rozwiązaniem jest pytać. Ale nie bezpośrednio samą nieumarłą osobę, która nas interesuje-dodał szybko. –W ten sposób łatwo można obrazić Starszego, bo niechcąco kwestionujemy jego status i pozycję, a dla wielu wampirów niższego Pokolenia ich miejsce w drabinie siły i mocy potrafi być wstydliwym tematem. O wiele grzeczniej i prościej jest podpytać innego wampira, czy to przedstawiciela klanu interesującego nas Spokrewnionego czy też osobę sprawującą posadę Harpii w mieście-do nich wrócimy później-podpytać o Pokolenie naszego celu, bo niełatwo jest zafałszować swoje Pokolenie. Takie kłamstwa mają w naszej społeczności krótkie nóżki i o ile nie mamy do czynienia z wybitnym aktorem lub intrygantem, to słabszy wampir nie uda silniejszego Pokolenia i vice versa. Pogładził się chwilę po zaroście i dodał-Istnieją oczywiście sposoby, aby móc poznać Moc Krwi innego wampira bezpośrednio. Są rytuały, pilnowane przez najbardziej tajemniczych wampirów, które mogą ujawić te informacje. O tych Kainitach porozmawiamy później. Niektórzy Spokrewnieni szczycą się tak wyczulonym podniebieniem, że podobno po skosztowaniu jednej kropli krwi tego wampira mogą określić jego Moc. Nawet jeśli jest to prawdą, to picie krwi Spokrewnionych niesie ze sobą niemałe ryzyko... ale o tym porozmawiamy później. Trzecim rozwiązaniem, całkowicie bezczelnym i mało opisowym, ale w stu procentach skutecznym jest spróbować użyć Dyscyplin wpływających na umysł interesującego nas wampira. Jeśli efekt naszej zdolności jest osłabiony lub w ogóle nie działa, to znaczy, że mamy do czynienia z osobnikiem o bardzo silnej woli lub niskiego Pokolenia. Nie daje nam to co prawda jednoznacznej odpowiedzi, w jaki sposób i w jakim stopniu stojący przed nami nieumarty jest silniejszy, ale na pewno dzięki temu wiemy, że nie jest on od nas słabszy.

Hunter na moment urwał, starając sobie przypomnieć, czy czegoś nie zapomniał...po czym przypomniał sobie o ostatnim pytaniu Chloe. –Co do użycia mocy krwi i Dyscyplin, do tego możemy przejść już w tej chwili. O ile oczywiście, nie masz dalszych pytań, co do tej części wykładu?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#35
Słucha uważnie i zaczynała pojmować, powoli, ale jednak, powagę zjawiska... daru i mocy jaką posiadała. Nie pocieszało jej to w najmniejszym stopniu. Bycie wyjątkowym, szczególnym, lepszym w czymś od kogoś, bądź po prostu innym zawsze było trudne i okupione różnego rodzaju przeciwnościami. Ta świadomość zaczęła rozjaśniać jej też powód, dla którego jej Stwórca będzie chciał ją odzyskać... a jak wieści się rozejdą nie będzie on jedynym wampirem, który będzie chciał wziąć nastolatkę w swoje łapy i odpowiednio wykorzystać. Skinęła głową, na znak, że rozumie, i że więcej pytań w tym temacie nie ma. Pojawią się, na pewno ale nie teraz już i być może nie do Pana Huntera.

Temat o pokoleniach przyjęła z ciekawością, ale ostatecznie się nieco rozczarowała. Nie byli w stanie sprawdzić jakiego Pokolenia była Chloe, a co za tym idzie jak potężny mógł być jej Stwórca. Ceniła jednak fakt, że jej mentor rozwinął wyczerpująco temat. Odpowiedź, której udzielił, była pełna, wyjaśnienia kompletne i zaproponowane możliwości ewentualnych prób sprawdzenia, lub dowiedzenia się takich rzeczy. Mógł przecież powiedzieć "NIE". W najprostszym rozrachunku wyszłoby na to samo, ale tego nie zrobił. Chloe zagadnienie się zdecydowanie bardziej rozjaśniło i uświadomiła sobie również jego powagę.
-Więzy Krwi... - Mruknęła przygryzając zakłopotana wargę i odwracając wzrok. Wiedziała już czym kończy się picie Krwi innego wampira.


-To chyba jedno z ciekawszych zagadnień. Dyscypliny. Jak wszechstronne mogą być, do czego zdolne... jakie moce posiada nasz Klan? - Ożywiła się znowu. Spojrzała wyczekująco na nauczyciela. Temat pozostawał straszny i magiczny, ale bardzo nastolatkę interesował, niemal jak jakaś nowo odkryta dziedzina nauki... co się dziwić... była nerdem, uwielbiała się uczyć, odkrywać, poznawać... czemu magiczne moce, skoro jednak istniały, miałaby być od tego wyjątkiem... ba nie dość, że istniały, to i ona pewnie jakieś posiadała.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#36
Hunter uniósł brew w geście delikatnego zaskoczenia, gdy Chloe nie tylko rozpoznała Więzy Krwi po użytej przez niego bardzo lakonicznej wskazówce, ale na dodatek podała właściwą nazwę. Zapewne Książę Doe lub Sierra pouczyli ją w tej sprawie… dlaczego jednak mieliby rozpocząć edukację zupełnie zielonej wampirzycy od tego konkretnego tematu? Dla podejrzliwego Ventrue istniała oczywiście prosta odpowiedź na to pytanie, wręcz banalnie prosta, ale była to najgorsza możliwa dla niego odpowiedź w tej sytuacji. Nie tylko stworzona przez Sabatnika, ale też i związana z nim Więzami Krwi. Czy ta dziewczyna mogłaby być bardziej niechcianym problemem w oczach Zarządu?- podsumował w myślach swoje obawy. Chloe dla Starszych klanu nie będzie wyglądała na szpiega Sabatu, prędzej na pułapkę, która ma Arystokratom wybuchnąć w twarz. Czy rzadka Wiara dziewczyny i słowa ze strony Huntera wystarczą, aby uchronić dziewczynę przed osądem Zarządu?

Pomimo czarnych myśli, które zaczęły mu się snuć w głowie, Josh nie mógł się powstrzymać od uśmiechnięcia się słysząc kolejne pytania swojej podopiecznej. Ten młodzieńczy zapał, ta nagła pasja w głosie, które zdradzały młody wiek Chloe były dla Huntera zaskakująco szczere i urocze. Reakcja dziewczyny była bardzo bliska martwemu sercu Josha, bo doskonale jeszcze pamiętał, jak sam wypytywał swoją Sire o dostępne wampirom „zajebistych mocach.” Choć prawda okazała się niestety inna, niż oferowane w komiksach fantazje, to jednak moc Dyscyplin była dla niego wciąż jednym z największych bonusów, które choć po części rekompensowały mu jego istnienie z Bestią. –Każdy wampir może użyć instynktownie mocy swojej krwi, swojego Vitae, aby dopompować swoje mięśnie i osiągnąć wręcz olimpijskie poziomy sprawności. Nawet największy za życia słabeusz czy niezdara, może jako wampir osiągnąć absolutny szczyt ludzkich zdolności, o ile odpowiednio wiele swojego Vitae zużyje-zaczął od sprecyzowania swoich słów z poprzedniej części wykładu. –Opanowując właściwą Dyscyplinę, zostawiasz fizyczne limity ludzkości tak daleko za sobą, że stajesz się istotą zrodzoną z legend czy mitów. Miażdżenie litej stali jedną ręką, poruszanie się szybciej niż myśl czy przyjęcie serii z karabinu w twarz i wyplucie przeżutej amunicji-o takim właśnie poziomie czystej, fizycznej siły rozmawiamy. A to są najprostsze Dyscypliny, których Spokrewniony może poznać-zawiesił głos na chwilę, dla większego dramatycznego efektu.- Dzięki innym można stać się niewidzialnym, zmienić się w zwierzę czy mgłę, uczynić z najgorszego wroga przyjaciela, wymazywać wspomnienia i sprowadzać szaleństwo, widzieć kolory duszy innej osoby i czytać w niej jak w książce-wymieniał, wyliczając przykładowe moce na palcach prawej ręki. –A jeśli znajdziesz właściwego nauczyciela, to możesz poznać jeszcze rzadsze moce, które otworzą przed tobą możliwości, o których nigdy nie śmiałaś nawet zamarzyć-zakończył słój wywód i przejechał palcami po zaroście na twarzy, dając sobie krótką chwilę na zastanowienie się.

=Co do mocy posiadanych przez nasz Klan, możemy wyróżnić trzy osobne Dyscypliny, które tkwią w naszej Vitae, w naszej esencji. Do nas należy Odporność, moc sprawiająca, że najgorsze nawet obrażenia odbiją się od naszej wzmocnionej skóry. Mistrzowie tej Dyscypliny podobno potrafią nawet zignorować działania zabójczego dla nas ognia, że są w stanie przejść przez gigantyczną pożogę i nie przypalić sobie jednego włosa na głowie- przypominając sobie kule, które rozerwały jego ciało w Chicago, Hunter obiecał sobie, że powróci do ćwiczeń i nauczy się wreszcie tej Dyscypliny. –Naszą drugą mocą jest Prezencja, która pozwala wzbudzać i manipulować emocjami. Posiadając Prezencję, jeśli tylko sobie to zażyczysz, możesz stać się najbardziej charyzmatyczną osobą w pokoju, z którą każdy chce się zaprzyjaźnić. Lub też możesz stać się niebywale przerażająca, każdy nawet najbardziej niewinny gest z twojej strony będzie przyprawiać ludzi o palpitacje serca. Będziesz mogła nawet wzbudzać miłość w innych, i sprawić, żeby dla twojego jednego uśmiechu przeszli oni kilometr po rozżarzonych węglach-dokończył opisowo tą „reklamę.” –Trzecią naszą Dyscypliną, przez wielu uważana za nasz klejnot koronny, jest Dominacja. Zdolność idealna dla monarchów i despotów, arystokratów i dyrektorów, świętych lub potworów. Zaczynając od wydawania prostych rozkazów, które twój cel musi wykonać, poprzez hipnozę i manipulację wspomnień, a kończąc na pełnym rzeźbieniu psychiki twojej ofiary-Dominacja potrafi z ludzi i wampirów czynić glinę, która tylko czeka na rzeźbienie. Nawet biorąc pod uwagę liczne ograniczenia tej Dyscypliny-konieczność kontaktu wzrokowego z ofiarą, problemy ze zdominowaniem osobników o silnej woli, niemożliwość zdominowania wampirów niższych Pokoleniem-jest to wciąż przerażająco skuteczne narzędzie, które umiejętnie zastosowane jest w stanie odmienić losy nie tylko osobnika czy też ich grupki, ale nawet losy całej społeczności.

Kończąc kolejną część wykładu, Hunter złożył palce obu dłoni w geście zbliżonym do modlitwy, po czym spojrzał znad nich poważnym wzrokiem na Chloe. Nie odsłaniając ust schowanych za złączonymi dłońmi, powiedział-Wiesz już, co takiego Ventrue potrafią. Nie wiesz jednak, kim są Ventrue i z jaką odpowiedzialnością muszą się zmierzyć członkowie naszego Klanu. Czy jesteś gotowa usłyszeć prawdę o swojej nowej rodzinie?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#37
Niestety Więzy Krwi były ciężkim tematem, a domysły Huntera, skądinąd słuszne, nie zostały wypowiedziane na głos. On nie zapytał, ona tematu nie rozwinęła, wszystko zostało w sferze niewypowiedzianej trwogi młodej wampirzycy. Może to i lepiej? Ten temat, jak kilka innych wróci prędzej czy później. Czy tego chciała czy nie. Teraz wolała skupić się na czymś "lżejszym". Chociaż... czy w tych mrocznych nocach były "lżejsze" zagadnienia czy przyjemniejsze tematy? Nie sądzę.

-To słabo. - Westchnęła lekko niepocieszona. Szybko się zreflektowała, bo zdała sobie sprawę, że jej lakoniczne, krótkie podsumowanie, mogło być zaskakujące, albo nawet nie na miejscu. Pośpieszyła więc z dalszymi słowami. -To znaczy... dwie z trzech opisanych Dyscyplin Naszego Klanu... to w ogóle nie ja. Dominacja... mieszanie komuś w głowach, manipulacja wspomnieniami, oddziaływania na emocje i takie tematy. To kompletnie nie z mojej bajki. Ja nawet kłamać nie potrafię, a co dopiero, żeby komuś rozkazy wydawać. No i wcale nie czuje w sobie takiej Mocy... w sensie, że ON pewnie nic takiego mnie nie uczył... nie przekazał... w każdym razie nic nie pamiętam. - Westchnęła przed ciągiem dalszym. -A ta Odporność. Za życia mała stłuczka z taboretem kończyła się wielkim siniakiem... wiecznie łaziłam potłuczona, pokiereszowana i posiniaczona. Tylko dziwna sprawa... jak uciekaliśmy przed Sabatem jak Pan Parker i Pani Sierra zabrali mnie, mieliśmy kraksę samochodem. Normalnie przecież miałabym połamanych pełno kości, obrażenia wewnętrzne, poprzebijane płuca, wstrząs mózgu i wiele innych... a teraz... nawet siniaka od pasów, czy choćby zadrapania od odłamków szkła. W ogóle jak się teraz nad tym zastanawiam... to mam wrażenie... to znaczy, z wyglądu w zasadzie nic się nie zmieniło, ale mam wrażenie, że moja skóra jest jakaś twarda jak diament. - Zakończyła swój wywód o dyscyplinach. Sama charakterystyka ich jej nie rozczarowała, bo to przecież potężne zdolności były, ale tak jak mówiła, dwie z nich w ogóle do niej nie pasowały.

-Nie wiem czy jestem gotowa na cokolwiek z tego co muszę usłyszeć i się nauczyć. Ale nie mam wyboru jeśli chcę przetrwać i nie zawieść Panny Doe i Pana. - Odpowiedziała śmiertelnie poważnie. -Mogę wpierw o coś spytać? Chodzi o... jeszcze o Dyscypliny Ventrue... że jedna z nich może modyfikować pamięć... Czy to możliwe, że to iż nie pamiętam w zasadzie nic od chwili porwania... czy to może być JEGO sprawka? - Zapytała dobitnie podkreślając, o kogo jej chodzi. O jej Stwórcę, o tego potwora za wszystko odpowiedzialnego. Po słowach mentora przyszło jej do głowy, że jej amnezja wcale nie musi wynikać z szoku, bólu i traumy jaką prze(nie)żyła... przez porwanie, tortury, dramat... śmierć i Przemianę... to przestało być takie proste i oczywiste... Będąc w niewoli mogła się czegoś dowiedzieć, a ON postarał się by o tym zapomniała... mógł mieszać jej w głowie też dla własnej czystej, sadystycznej przyjemności... nagle opcji stało się wiele więcej... niedobrze...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#38
-Nie jest gotowa- Hunter pomyślał sobie smutno, ale bez większego zaskoczenia. I nie chodziło mu tylko o prawdę na temat ich klanu, to akurat nie było teraz jego największym zmartwieniem. Chloe nie była tylko zbyt „ludzka” jak na Ventrue, tego się spodziewano po młodych wampirach, częstokroć nawet potrafiło się to przydać. Protegowana Josha była jednak zbyt niewinną i przyzwoitą osobą, aby odnaleźć się w roli wampirzycy, a co dopiero Arystokratki. Sam Hunter już za życia był na tyle wielkim egoistom, żeby dla własnego dobrobytu przysparzać innym bólu i cierpienia. Konieczność pożywiania się na ludziach przyjął bez większych problemów, ot kolejny sposób, w jaki wyzyskiwał frajerów. Za to Chloe…młoda Ventrue została wciągnięta w towarzystwo, które się po niej przetoczy i ją zmiażdży. Lub będzie ją uciskać tak długo i tak mocno, że aż wreszcie wciśnie ją w rolę „idealnej Ventrue”, pozbawiając ją przy tym wszystkich najlepszych jej cech. No chyba, że pod tym delikatnym jedwabiem kryje się stal-dodał w myślach, przyglądając się badawczo swojej rozmówczyni. Jeśli siedząca przed nim Chloe Snow miała i przetrwać nadchodzące noce i podczas nich rozkwitnąć-w końcu Jane Doe życzyła sobie też, by dziewczyna była szczęśliwa-to będzie ona musiała w siebie uwierzyć. Hunter zaś musi jej w tym pomóc, choć jeszcze nie wiedział nawet, jak w ogóle zacząć tą naukę.

-Opisana przez ciebie sytuacja rzeczywiście pasuje do działania Odporności-odezwał się wreszcie, omawiając poruszone przez nią zagadnienia po kolei. –Jako ożywione zwłoki jesteśmy i tak bardziej hardzi od ludzi, choć wciąż odnosimy obrażenia. Gdy się wbije wampirowi bez tej mocy nóż w rękę, to ostrze zdoła nawet przejść na wylot, choć wampir nie odczuje nawet w połowie tak wielkiego bólu jak człowiek i będzie mógł operować tą ręką bez większych problemów. Za to z Odpornością nie tylko nóż ten nie przebije ciała, nie tylko nie zadrapie skóry, ale wśród jej mistrzów to nóż się ugnie i złamie pierwszy. Pokiwał głową, gdy przypomniał sobie kolejny ważny szczegół-Nie dziwię się, że jesteś w stanie jej użyć Chloe. Odporność, tak jak Potencja i Akceleracja, czyli odpowiednio nadludzka siła i nadludzka szybkość-dodał szybko, uprzedzając pytania-to są najprostsze Dyscypliny do opanowania. Są tak naprawdę lepszym, bardziej skoncentrowanym użyciem ożywiającego nasze ciała Vitae. Tak jak człowiek potrafi instynktownie wyprowadzić cios, puścić się biegiem czy przyjąć pozycję obronną tak samo użycie którejś z tych trzech mocy nie wymaga długich godzin żmudnej nauki, tylko półświadomego pokierowania krwią. Odkryłaś w sobie tą moc w chwili zagrożenia, nie potrzebowałaś do tego nawet minuty nauczania-powiedział z lekkim uznaniem w głosie, starając się nie okazać zazdrości, której lekkie ale odczuwalne uczucia parę razy go dotknęły. W końcu, jeśli to jest prosta Dyscyplina do opanowania, to jaką miał Hunter wymówkę, że jej jeszcze nie posiadł?

-Jeśli chodzi o Dominację-przeszedł do cięższego tematu-to ta myśl była jedną z pierwszych, jaka mi przeszła przez głowę gdy usłyszałem twoją historię. Modyfikacja wspomnień jest jedną z bardziej skomplikowanych sztuczek oferowanych nam przez tą Dyscyplinę, ale nie jest ona najtrudniejszą z oferowanych nam możliwości. Skoro nic nie pamiętasz z… tego okresu, to jeśli On użył Dominacji na tobie to nie trudził się z tworzeniem fałszywych wspomnień. Albo nie miał czasu, żeby utkać ci fałszywą wersję wydarzeń albo co bardziej prawdopodobne, chciał żebyś coś zapomniała i nie przejmował się dziurą w twojej pamięci. Na moment się zawahał, ale dokończył swoją odpowiedź, aby dziewczyna miała pełen obraz sytuacji. –Ta zdolność wymaga silnej woli i trochę czasu. Zwykłe rozkazanie „zapomnij o tym” może nie zadziałać lub zakryje wspomnienia na plus minus dzień, po którym moc przestanie działać i pamięć powróci w całości. Jeśli jednak mamy więcej czasu by popracować nad ofiarą, możemy jej permanentnie wyrwać całe dnie z jej życia. Można ofierze wprowadzić też fałszywe wspomnienia, ale jeśli nie zostaną one utkane z mistrzowską precyzją, to będą one odczuwalnie mniej prawdziwe niż jej własne retrospekcje. Jeśli wystarczająco spaprze się edytowanie wspomnień to nasz cel może zauważyć dziwne nieskładności w swojej pamięci i rozpocząć poszukiwania prawdy, co nigdy nie jest upierdliwe-ostatnie słowa wypowiedział z pewnym znużonym sarkazmem, gdy przypomniał sobie ostatni raz, gdy widział efekty kiepsko wykonanego kasowania pamięcią. Nauczył się wtedy, że bardzo łatwo można w ten sposób stworzyć Łowcę, na którego całe miasto-w tym pewien ambitny Ventrue-musi polować, zanim sytuacja zmieni się na jeszcze gorsze.

-Najbardziej skuteczny sposób, dzięki któremu Spokrewniona może odzyskać swoje skasowane wspomnienia-zaczął powoli, tonem, który nie miał dziewczynę do niczego popychać-jaki znam to zdobycie równie wielkiej znajomości Dominacji jak osoba, która to kasowanie wykonała. Mogą też istnieć jakieś inne rozwiązania dla tego problemu, ale albo nie są zbyt skuteczne albo nie wiem o ich istnieniu. Zawiesił głos po raz kolejny, tym razem na jeszcze dłuższą chwilę, po czym znów zmienił temat. –Teraz ja pozwolę sobie zadać pytanie. Odpowiedź nie musi być wyczerpująca, nie musi nawet tworzyć pełen obraz, ale musi ona być szczera-spojrzał na swoją protegowaną nieodgadnionym wzrokiem. –Znam już w pewnym stopniu Chloe Snow, młodą Kainitkę. Chciałbym jednak poznać Chloe Snow, młodą i pełną życia kobietę. Co robiłaś, zanim zostałaś Przemieniona? Czego się uczyłaś, z kim się zadawałaś, gdzie pracowałaś? Nie muszę znać wszystkich szczegółów, jeśli sobie tego nie życzysz, ale potrzebuję obraz tego, kim jesteś Chloe-na twarzy Huntera pojawił się delikatny, zachęcający uśmiech, który jednak nie sięgał do jego oczu. Jego wzrok był śmiertelnie poważny, wyraźnie wskazując na to, że te pytania starszego Ventrue nie były przerwą w wykładzie. Jeśli już, to były one wstępem do kolejnej części wykładu, być może najpoważniejszej.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#39
Słuchała uważnie odpowiedzi. Ta akurat jej się podobała. Miło byłoby więcej nie czuć bólu takim jakim czuła go od zawsze do teraz. Po ciosie nic, nóż za nic. Powstrzymała niemal instynktowną chęć przejechania palcem po bliźnie na brzuchu właśnie od noża. Seria z pistoletu, jak od stalowych drzwi miałyby się zsunąć? Niezła myśl. To byłaby chyba jedyna zmiana jej życia i ciała za, którą mogła być wdzięczna. Ciekawe tylko jak bardzo rozwinęła się u niej ta zdolność. To akurat będzie można dość łatwo sprawdzić... Szybko jednak w tej chwili odrzuciła potok szalonych i niebezpiecznych metod na przetestowanie jej nowego ciała. Nie czas na to... nie czas... chyba...

Na odpowiedź o Dominacji nie odezwała się już więcej. Wiedziała co obecnie chciała. Przytaknęła jedynie ze zrozumieniem powagi i mocy tej zdolności... Cieszyło ją to, bardzo.

Kiedy padło pytanie o nią samą skrzywiła się nieco i odwróciła wzrok, ale tylko na chwilę. Wzięła zaraz głębszy wdech i przytaknęła. Nie miała co ukrywać, tajemnic w niej brak, a jeśli mężczyzna miał ją dobrze uczyć to powinien dobrze ją znać.
-Moją mamą była pielęgniarka, a ojciec... to zapijaczony awanturnik, który dzięki Bogu siedzi w więzieniu. Zabił własne najmłodsze dziecko i prawie mnie kiedy rzuciłam się, żeby go powstrzymać. Mama po tym wszystkim popełniła samobójstwo, a my trafiliśmy pod skrzydła Panny Doe. - Westchnęła gorzko. -Oczywiście nie wiedząc kim jest naprawdę... Nie rozumiem tylko mamy... od niej wyniosłam wszystko co dobre, wiarę, dobro, determinację... była ostatnia osobą, którą mogłam podejrzewać o załamanie... a to ona popełniła największą zbrodnię przeciw Bogu i jego stworzeniu... - Zacisnęła pięści i oczy. Starczy o tym. więcej mówić nie musiała, więc przeszła już konkretnie do siebie. -A ja... mam siedemnaście lat, szkołę skończyłam w przyspieszonym trybie z najwyższymi ocenami. Studia zaczęłam też tu w Seattle w podobnym stylu. Jestem kujonem... albo nerdem, tak mówili. W każdym razie mój konik to informatyka, inżynieria i technologia IT. Po studiach chciałam zdobyć pracę gdzieś przy projektowaniu i testowaniu systemów zabezpieczeń. Tak obrazowo... Jeśli pozwoli mi Pan podpiąć się do swojej sieci w Klubie to mogę ją zniszczyć bez pośpiechu w minutę, albo skutecznie zabezpieczyć. - Powiedziała nie mogąc powstrzymać w głosie nuty samozadowolenia i dumy. To była jej wiedza i jej osiągnięcia, jej wypracowane zdolności, nikt jej tego nie dał, na wszystko ciężko sobie sama zapracowała. Mogła być świetnym hakerem, albo osobą, która hakerom życie mogła uprzykrzyć. Przy odrobinie środków i wsparcia mogła stać się również wynalazcą i kreatorem nowych technologii.
-Powinien Pan też wiedzieć, że na studiach poznałam swoją najlepszą przyjaciółkę i chłopca, który... no zależało mi na nim i mu na mnie też. Zostaliśmy jednak porwani przez Sabat. Nie wiem czy chłopak żyje... ale moja przyjaciółka... ona też została zmieniona, ale ją udało im się zabrać gdy Pan Parker wyciągnął mnie z mojej celi. Poza rodzeństwem w sierocińcu... nie mam już nikogo... - Uznała, że powinien to wiedzieć, nie wiedziała do końca dlaczego, ale skoro ważny był fakt jej wiary, to może i to, któż to wie... noce były jej obce i wampiry tak samo... ich pomysły, motywacje, to do czego są zdolni... te informacje równie dobrze mogły być na wagę złota przy organizowaniu jej bezpieczeństwa i opieki, a mogły być całkowicie zbędne i nieistotne. Nie jej to oceniać. to był kłopot jej mentora.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#40
Gdyby Hunter był jeszcze człowiekiem; nie, poprawka, gdyby Hunter był lepszym człowiekiem, to przejąłby się bardziej dramatyczną historią swojej protegowanej. Tragiczny start w życiu, odrobina radości w Domu Opieki i nieśmiała nadzieja na lepszą przyszłość, skradziona przez nieumarłego potwora. Wyglądało na to, że jeśli Bóg i Szatan naprawdę istnieli, to postanowili sprawdzić wiarę Chloe jak to niegdyś zrobili z Hiobem. Ta dziewczyna potrzebowała troski, współczucia i empatii. Zamiast jednak zaoferować jej to, czego najbardziej potrzebowała, Josh całą swoją uwagę poświęcił jej ostatnim słowom. -Jeszcze ma przyjaciółkę w Sabacie!- myśl ta rozbrzmiała w głowie wampira jak grzmot, choć wciąż udawało mu się zachować kamienną twarz. –Pewnie bardzo jej na niej zależy, czyli albo Sabat wykorzystają tą dziewczynę jako przynętę na Chloe albo też postanowi ona sama w którymś momencie ją uratować-jego myśli ponuro krążyły wokół sposobów, w których ta przyjaźń może uderzyć w Chloe, a przez nią w samego Huntera. Mogę mieć tylko nadzieję, że ten chłopak z nimi porwany już nie żyje, zamiast też być wampirem-w jego głowie pojawiła się ta zimna, nienawistna myśl skierowana do jednej z najważniejszych dla jego uczennicy osób. Była to myśl, którą Hunter nie zamierzał się z nią nigdy dzielić. –Ta przyjaciółka…będziesz mi musiała ją opisać, żebym wiedział kogo w razie czego szukać-odezwał się wreszcie, a potem nachylił się w fotelu w stronę swojej podopiecznej.

-Dziękuję ci za tą opowieść, moja droga, taka szczerość jest rzadko spotykana i bardzo doceniana-powiedział z lekkim uznaniem w głosie, ale martwił się też, że ta otwartość młodej Snow jeszcze się na niej zemści. Kolejne dwie rzeczy, które Hunter ją będzie musiał nauczyć, to jak kłamać i kiedy można pozwolić sobie na prawdę. –Chciałem wiedzieć, kim była Chloe Snow i dzięki tobie mam już wyrazisty obraz tej dziewczyny-powiedział trochę enigmatycznie. Studentka, przyszła pani informatyk i spec od zabezpieczeń. Niezbyt wygadana i nieobracająca się wśród wpływowych ludzi, więc nie miała ona żadnych znajomości i wpływów. Za to jej zdolności i wiedza mogą się pieruńsko przydać w tym coraz bardziej skomputeryzowanym świecie, na pewno dla Josha, który sam mógł na komputerze co najwyżej maila wysłać czy pograć w jakąś grę. Choć biorąc ją pod swoje skrzydła Hunter nie rozszerzył swojej siatki koneksji, to przynajmniej uzyskał bardzo przydatne narzędzie. O ile oczywiście dobrze dziewczyną pokieruje i będzie ona chciała go słuchać. W zależności od tego, jak przyjmie ona jego kolejne słowa, nie było to gwarantowane.

-Teraz czas, żebyś poznała Joshua Huntera- powiedział i z tymi słowami wyjął srebrną dolarówkę, którą zaczął obracać w dłoni. –Nie musisz znać szczegółów o mojej rodzinie, nie są oni ważni dla tej historii, wystarczy powiedzieć, że bardzo wcześnie nauczyłem się radzić sobie samemu. Wychowywałem się na ulicy: kradłem co się dało, piłem wszystko co w głowie ryło i biegałem z różnymi pojebanymi bandami-uśmiechnął do tych wspomnień i pokręcił głową, jakby nabijał się z dawnej dziecięcej „naiwności.” –Pewnie już dawno temu skończyłbym z kulą we łbie i trupem wrzuconym do jeziora, gdyby nie to, że przykułem uwagę mojej Sire. Wprowadziła mnie w swoją organizację, wprowadziła mnie w świat Spokrewnionych i na koniec wprowadziła mnie w obręb naszego Klanu. A potem-zawiesił głos na moment, jakby musiał znaleźć odpowiednie słowa-po latach działania pod jej skrzydłem, wysłała mnie tutaj do Seattle, abym mógł rozszerzyć jej interesy i osiągnąć coś samodzielnie, własną ręką. Wielkie wymagania, ale wśród Ventrue, wymagania zaczynają się co najmniej od „dużych.” No i oczywiście mają one zostać spełnione w sposób perfekcyjny; szybko nauczysz się Chloe, że nasz Klan domaga się co najmniej stu procentowej skuteczności.

Dilowałem, diluję i będę dilował- powiedział dobitnym tonem głosu-przynajmniej aż do tej chwili, gdy będę na tyle ustawiony, że będę mógł zatrudniać własnych sprzedawców. Choć nikogo własnoręcznie nie zabiłem, przyniosłem na ten świat wiele cierpienia i rozpaczy, więc pewnie ktoś musiał z mojego powodu odebrać sobie życie. Zadaję się przede wszystkim z narkomanami, narko-bossami, gangsterami, złodziejami i oprychami. Jeśli już znam kogoś po właściwej stronie prawa, to albo kupuje on mój towar albo bierze ode mnie kasę. Krótko mówiąc, jestem szumowiną z rynsztoka, a jednak wprowadzono mnie w krąg Arystokracji. O czym to świadczy? –spytał, choć nie spodziewał się odpowiedzi i zaraz dodał- To świadczy o tym, że Ventrue nie interesują się moralnością, etyką czy przyzwoitością. Nas interesują głównie pieniądze, wpływy i władza. Dawni królowie i szlachcice zasiadają teraz ramię w ramię z prezesami firm, dawnymi senatorami i szefami karteli. Niegdysiejsza hierarchia wasali i seniorów została unowocześniona, teraz króluje Zarząd, a cały klan bawi się w bycie korporacją, choć cały system można po prostu nazwać neofeudalnym. Bo niezależnie od tego, jak się czasy zmieniają, pewne rzeczy są wieczne i niezmienne. Ot, dla przykładu: chciwość, ambicja i żądza władzy-choć ani na moment nie podnosił tonu swojego głosu, choć nie krzyczał, sama pasja w jego głosie wydawała się echem odbijać po sali.

-Dlaczego inne Klany nas nie znoszą? Nie z powodu naszych Dyscyplin, bo choć są potężne, nie tylko my mamy do nich dostęp. Nie dlatego, że snujemy intrygi. Inne Klany też grają w Wielką Politykę, choć rzadko kiedy dorównują oni naszemu poziomowi w tej grze, co oczywiście wywołuje słuszną zazdrość. Nie dlatego, że cytuję: „Każdy Ventrue ma takiego kija w dupie, że jego serce jest permanentnie zakołkowane.” Jak ktoś chce mylić dobre wychowanie i etykietę z bufonerią, to świadczy tylko i wyłącznie źle o tej osobie, a nie o nas. Nie, nie i nie! –powiedział dobitnie- żaden z tych powodów nie zbliża się nawet do granic prawdy. Inni Spokrewnieni nas nie cierpią, bo jesteśmy chodzącym paradoksem. Jesteśmy jednym z najbardziej ludzkich wampirów. Kręcimy się pośród ludzi, tworzymy organizacje, zakładamy firmy… wraz z żyjącymi budujemy nowe, lepsze jutro. Ale też jesteśmy jednym z najbardziej nieludzkich Spokrewnionych. To my po raz pierwszy nazwaliśmy ludzi Bydłem czy Trzodą, to my depczemy maluczkich by budować swój dobrobyt, to my manipulujemy prawem i posyłamy siepaczy, aby nasi wrogowie „zniknęli” w nocy. Dla innych Klanów, którzy tęsknią czasem za byciem człowiekiem, jesteśmy wiecznym przypomnieniem najlepszych zalet i najgorszych wad ludzkości. Jesteśmy obrazem zła, które nie jest monstrualne czy zwierzęce, tylko jest aż do bólu człowiecze. Jesteśmy dyskretnymi przewodnikami przyszłości dla ludzi i oczywistymi regentami dla wampirów, nasza sieć oplata każdą większą społeczność. Właśnie dlatego, Chloe, reszta naszego Społeczeństwa nami gardzi. Mimo tego, że to my tą społeczność stworzyliśmy-Hunter zakończył swoją przemowę, czy też raczej kazanie i rozsiadł się wygodniej w fotelu, czekając na reakcję swojej protegowanej.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#41
Na komentarz o przyjaciółce i chłopaku nic nie powiedziała zwiesiła tylko głowę powstrzymując atak żalu i boleści. Zaczynała rozumieć jego podejście, ale to nie znaczy, że potrafiła je zaakceptować. Może lepiej byłoby żeby zarówno Alice jak i James umarli... ale ani nie chciała, ani nie potrafiła spojrzeć na to w ten sposób... nie tak dosadnie, nie tak brutalnie... pewnie byłoby łatwiej, ale brunetka jakoś nigdy łatwych dróg nie potrafiła wybierać.

łatwiej się też nie zrobiło kiedy Hunter przeszedł do monologu opisującego jego osobę. Cieszyła się, że jej słowa naświetliły mu kim była ona i była bardzo wdzięczna za szczerość, którą również i on obdarzył ją. Bolesną i brutalną, dobitną i niepozostawiającą złudzeń, ale jednak szczerość... oby... Mimo szoku jakiego doznała słysząc każde z jego słów, w głębi cieszyła się, że jej nie oszczędzał, że nic w bawełnę nie owijał, że nie upiększał, że bajek nie pisał, by potem zderzyła się boleśnie, gdyby coś odkryła sama. Ceniła sobie taką bezpośredniość. Nie ważne jak mogło być bolesna czy straszne to co słyszała, wolała ciężką prawdę, niż piękne słówka.
Niemniej słowa Huntera porządnie nią wstrząsnęły. Jej skóra kolejno przybrała każdą barwę z palety niezdrowych odcieni... zielonkawy, blady, siny... czyżby trafiła z deszczu pod rynnę? Z rąk jej oprawcy, potwora, który ją skrzywdził, zamordował i przemienił i Bóg jeden raczy wiedzieć jakie jeszcze plany wobec niej ma, w ręce jakiegoś gangstera, dilera narkotyków czy innego mafioza. Doe wiedziała komu ją oddaje!? Facet prawdopodobnie nie zamierzał jej w żaden sposób skrzywdzić... wykorzystać być może, ale w jego interesie bezpośrednim leżało jej dobro... to jednak nie zmieniało faktu zaistniałego, poważnego konfliktu interesów! Niezłą parę mieli stworzyć... bandzior, diler, ogólnie złoczyńca, z praworządną nastolatką, idealistką z ugruntowaną wiarą i wypracowanymi poglądami na pewne rzeczy. To będzie duet!

Miała ochotę, naprawdę przemożną potrzebę rozpłakać się i uciec z tego pokoju. Pobiec przed siebie, w noc, w wiatr, mróz i śnieg, by ochłonąć, raz kolejny sobie wszystko przetrawić, poukładać i pewne rzeczy zaakceptować... lub co pewnie bardziej realne w jej wykonaniu, przyjąć do wiadomości. Nie mogła jednak, poczuła się jak w pułapce, niby wolna, a zamknięta... zakładniczka diabła. Z każdym kolejnym zdaniem i odkrywanym faktem, usta coraz bardziej jej dygotały, ale milczała. By ukryć narastające napięcie, wstała, odłożyła płaszcz na swoje miejsce i odeszła krok, by odwrócić się plecami do mężczyzny. Zasłoniła usta dłonią i wysłuchała go do końca. Starała się opanować, ale nie zdołała ukryć, że znowu płacze. Ramiona jej się zatrzęsły, oddech przyspieszył, pociągnęła nosem, no i po policzkach znowu spłynęły łzy. Nie miała dokąd uciec. Została wrzucona do basenu z rekinami, w którym nie było drabinki. Musiała stać się jednym z tych rekinów, albo... nauczyć się jak je poskromić. Wzięła rozdygotany, głęboki wdech i odwróciła się by spojrzeć na nauczyciela.
-Przepraszam. I... dziękuję za szczerość i, że nie owija Pan w bawełnę. To dla mnie ważne. - zaczęła na wstępie. Przełknęła odruchowo ślinę, a oczu z mężczyzny nie odwróciła. -Pewnych rzeczy nie przeskoczę, muszę przyjąć do wiadomości, nie muszę akceptować, a na pewne nie mam jeszcze wpływu. Ale Pan też nie. - Kolejny oddech i pospieszyła z nieco szerszym wyjaśnieniem. - Odbiorę wszystkie nauki, będę się starać i pilnie uczyć. Nie mam większego wyboru, ale także chcę, skoro ten świat ma być teraz także i moim domem. Postaram się nie narobić kłopotu i wstydu, ale nigdy palca nie przyłożę by pomóc Panu w interesach. - Można by było powiedzieć więcej, bardziej to rozwinąć, ale to ostatnie zdanie wypowiedziała z taką pewnością i mocą, z jaką uderza tsunami. Jeśli Chloe miała jakiś pazur charakterku, to w tonie tych słów, w ich wydźwięku i błysku w oczach było właśnie drobne jego objawienie.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#42
-Śmiało sobie poczynasz dziewczyno-głos Huntera zabrzmiał twardo, niczym stal-chcesz ode mnie wszystkie nauki wyciągnąć i nic w zamian zaoferować? Wykorzystać i odrzucić jak zużytą szmatę? Czy to nie kłóci się z podstawowymi założeniami twojej wiary?!-niemalże zakrzyknął. - Widzę doskonale, że jeśli chodzi o bycie egoistycznym potworem, to nie ma już niczego, czego mógłbym cię nauczyć- przez chwilę wzrok wampira był ciemny i zimny jak u rekina... po czy odchylił się w fotelu i zaczął się wesoło śmiać. Śmiechem głębokim, nieskrępowanym i szczerym. Gdyby żył, to na pewno zacząłby się robić czerwony na twarzy, a łzy by delikatnie zamigotały w kącikach jego oczu. –Wybacz proszę, po przesadnym patosie mojego kazania, miałem ochotę po prostu się powygłupiać-próbował jakoś wyjaśnić swoją reakcją, gdy już uspokoił się i zaczął doprowadzać się do porządku. - Jedynym, co będę próbował z tobą robić, to nauczyć cię jak się odnaleźć w tym nowym, mrocznym świecie. Jedyne, co od ciebie będę wymagał to sumienne przyłożenie się do nauki-powiedział poważnie, starając się ukryć zmieszanie, które zaczęło przejmować w nim miejsce po ustępującej radości. W końcu. śmiał się wydurniać przy Chloe, która jeszcze przed chwilą była tak bliska łez.

-Ani przez chwilę nie przeszła mi przez głowę myśl, by włączyć cię do mojego biznesu-powiedział całkowicie szczerze. Gdyby miał taki zamiar, nie przyznawałby się dziewczynie do dilowania, tylko powoli wciągałby ją głębiej w swoją siatkę. Kłamstwo po kłamstwie i jedno drobne zlecenie po drugim, Hunter pracowałby nad swoją uczennicą, żeby nagiąć jej sztywny kodeks moralny i zmienić jej nastawienie do półświatka i jego brudnych interesów. To jednak byłby dodatkowy kierunek „edukacji” Chloe, który wymagałby co najmniej tyle samo czasu i energii, co wprowadzenie jej do świata Kainitów. No i oczywiście gdyby to zrobił, to Jane Doe nie byłaby zachwycona jego decyzjami i pociągnęłaby go do odpowiedzialności za los młodej Ventrue –Nie mam zwyczaju werbować studentek, zielonych gołowąsów czy świętych za życia do swoich interesów. Z mojego doświadczenia wynika jasno, że zamiast szkolić kogoś do roli, do której w zupełności nie pasuje o wiele lepiej jest werbować ludzi z właściwym doświadczeniem i umiejętnościami-powiedział to tak lekkim tonem, jakby mówił o prowadzeniu drobnego sklepiku, a nie bandy narkotykowej. Schował monetę, którą się wcześniej bawił do kieszeni i postanowił przejść do ostatnich konkretów.

-Powiedziałem ci tyle o sobie nie tylko w ramach rekompensaty za twoją szczerość, ale przede wszystkim byś zrozumiała świat wampirzy. Tak jak teraz, przy naszym stoliku, istnieje całe spektrum osobowości. Zaczynając od tych dobrych, po przyzwoitych, egoistach, tchórzach i sadystach, a kończąc na potworach. Wszyscy musimy żyć ze sobą, niczym jedna, wielka rodzina-zabawne stwierdzenie, biorąc pod uwagę historię Josha czy Chloe. - Nie musimy się lubić, możemy się kłócić i spierać ze sobą, ale każde z nas musi się trzymać pewnych zasad i mieć te minimum szacunku dla bliźniego swego. Gdy ktoś nie potrafi żyć w zgodzie z innymi-najczęściej są to te wcześniej wspomniane potwory-to taki kłopot zostaje z rodzinki wyrzucony. Jeśli po takiej surowej karze wciąż robi rzeczy, które mogą się źle odbić na reszcie z nas, wtedy trzeba zastosować bardziej surowe kary. Jak chociażby wizytę Szeryfa Parkera-zawiesił na moment głos, żeby Chloe mogła się bardziej uspokoić.-Mówimy o społeczności, która zamiast Przykazań ma swoje Tradycje. O istotach, które nad moralność stawiają etykietę i zasady właściwego zachowania. Dla nas, przez wielu zwanych Potępionymi, Piąte Przykazanie brzmi: Nie zabijaj NIEPOTRZEBNIE. Wśród Spokrewnionych, osoby twojego pokroju są ewenementem, nie tylko z powodu twojej Wiary. Tacy jak ja stanowią mniejszość w Rodzinie, ale wciąż jest nas więcej niż parę. Musisz zrozumieć, że twój obecny dom jest miejscem bardziej drapieżnym i…zimnym w porównaniu do świata żyjących. W ciągu najbliższych nocy nieraz spotkasz się z kimś lub czymś, co urazi twoje uczucia. Musisz być na to gotowa. -przestrzegł swoją uczennicę tonem...troski?

Po ostatniej przestrodze Hunter podwinął rękaw i zerknął na zegarek. –No cóż, na wykład uniwersytecki mojego gadanie nie starczyłoby, ale to chyba dobry moment, żeby na razie skończyć. Ledwo drasnęliśmy temat naszego Klanu, nie omówiliśmy pozostałych ani Sekt, ale mamy jeszcze na to czas. To był dobry wstęp do podstaw, a następne moce poświęcimy na bardziej wyselekcjonowanetematy. Jeśli masz jeszcze jakieś pytania, to jest dobry moment na nie, a jeśli nie to zbieramy się do Penthousu- zaproponował Josh już, który myślami już wybiegał do momentu załatwiania lokum dla Chloe. Myślał już, z kim będzie musiał porozmawiać i jak tą rozmowę poprowadzić.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#43
Trudno powiedzieć dlaczego, czy to kobieca intuicja, wrodzona wrażliwość, empatia, czy inny instynkt, ale Chloe po pierwszym zdaniu mężczyzny rozpoznała żart. Srogo by się zdziwiła, gdyby na poważnie krzyczał i ją karcił. To nie mogło tak być... to nie pasowało do niego, sytuacji, do niej... w ogóle nie pasowało. Nastolatka co prawda nie wybuchnęła śmiechem jak jej opiekun, ale oczy jej się zwęziły, a usta wygięły w bezgłośnym uśmiechu. Tego potrzebowała stres i strach zniknęły w jednej chwili. Napięcie ustąpiło. Nie spodziewała się, że zwykły śmiech może zdziałać to samo co forsowny, paniczny bieg przez ciemną noc, byle dalej przed siebie.

-Myślę, że wstęp pojmuję. - Podsumowała jego podsumowanie. Sama zbyt wiele do mówienia nie miała. Przyjmowała słowa nauczyciela i układała sobie wszystko, każdy strzępek informacji, każdą przestrogę, każde zdanie. Bała się tego świata, którego zarys już stawał przed nią, obawiała się swojej nowej Rodziny... patologicznej bardziej niż jej własna mogłaby być kiedykolwiek, i tu przysłowie się spełniało, że rodziny się nie wybiera.
Podeszła znowu do fotela i podniosła z niego swój płaszcz.
-Wspomniał Pan o Tradycjach zamiast Przykazań. co to za Tradycje? Powinnam je znać, skoro ostro zasugerował Pan ich ważność i istotność dla Społeczeństwa. - Rzuciła dość luźno. Zaproponował też, żeby zbierali się w dalszą podróż tej nocy, więc postarała się by jej pytanie skonstruowane było w sposób pozwalający na bardziej luźną formę dalszego wykładu, by mogli swobodnie dalej się przemieszczać. Płaszcz naciągnęła na siebie, torbę ponownie zarzuciła na ramię. Miała nadzieje, że zadaje dobre, istotne pytania i pomijając całą resztę jej, że jej nowy nauczyciel w głębi duszy nie załamuje całkiem rak i nie pyta sam siebie w co też się wpakował. Tak jak powiedziała, pewnych rzeczy nie była w stanie przeskoczyć... swojej wiary, charakteru, kodeksu moralnego, opiekuńczości... mogła nadrabiać to chęcią do nauki, bystrym umysłem, zaangażowaniem, lojalnością.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#44
No tak, pozostała jeszcze kwestia Tradycji, najważniejszych zasad rządzących ich społecznością. Hunter zamierzał oczywiście opowiedzieć o nich Chloe, ale chciał to przełożyć na inną noc. Chciał swojej uczennicy wytłumaczyć w pełni powagę każdej z Tradycji po kolei, poświęcić na każdą z nich sporo czasu, by w pełni oddać powagę i subtelne niuanse, jakie się w nich kryły. Na to tej nocy po prostu nie było już czasu, nie jeśli Josh chciał jeszcze zrealizować swoje pozostałe plany. Starszy z dwójki Ventrue przejechał palcami po swoim zaroście na brodzie, zastanawiając się, jak sformułować odpowiedź, po czym pokiwał głową, zgadzając się na podanie młodszej wampirzycy skróconej wersji. Na niuanse i szczegóły przyjdzie jeszcze czas, na razie dla tak bystrej dziewczyny jak Chloe, krótki opis każdej reguły w pełni wystarczy,

-Tradycji mamy sześć i dotyczą one najbardziej podstawowych praw i obowiązków, jakie przysługują każdemu wampirowi i każdej wampirzycy-zaczął swój wywód, wstając z fotelu. –Pierwszą z nich, zdecydowanie najważniejszą, jest Tradycja Maskarady. Jest ona dla nas tarczą, która chroni nas przed atakami ze strony śmiertelnych, jak też i najlepszą ochroną, jaką możemy im zaoferować-z tymi słowami oparł się o krawędź fotela. –Nikt, kto nie jest z naszej Krwi, kto nie został Przemieniony, nie może wiedzieć o naszym istnieniu. Tacy jak my mamy być częścią legend i bajek opowiadanych przez śmiertelnych, zbywani jako wymysły nadpobudliwej fantazji i zabobonu. Gdyby świat poznał o nas prawdę, to doszłoby do wojny, którą pewnie byśmy nie wygrali-zawiesił na moment głos, po czym ponuro dodał-ale tanio skóry byśmy nie sprzedali. Sam fakt, że ludzie w ogóle opowiadają historię o naszym rodzaju świadczą o tym, że ta Tradycja nie była zawsze egzekwowana. Nieraz stawaliśmy na krawędzi zagłady, gdy żyjący wychodzili ławą z pochodniami nocą, a nasi przodkowie mścili się atakując ich rodziny. Zerwanie Maskarady, zwłaszcza w tych czasach, gdy informacje błyskawicznie okrążają świat, zakończy się olbrzymią tragedią. Są oczywiście pewne wyjątki od tej zasady tajemnicy-przyznał- głównie chodzi mi o ghoule, które zostają związane z wampirami mocą Vitae. Oni też mają prawo wiedzieć, choć oczywiście należy pilnować swoich Spętanych, aby czasem nie powiedzieli komuś za dużo.

-Drugą Tradycją- kontynuował-jest Tradycja Domeny. W dużym skrócie: Każde miasto jest Domeną Księcia tegoż miasta, ale dany wampir może otrzymać od Księcia lub zająć za jego lub jej zgodą teren, który staje się jego Domeną. Na terenie swojej Domeny Kainicie należy się pełen szacunek i należy przestrzegać jego słów. Na moment zamyślił się po czym jeszcze sprecyzował-Oczywiście, Domena domenie nierówna. Gdy rozmawiamy o Księciu miasta lub jakimś Starszym, który ma za swój teren całą dzielnicę to należą oni do zupełnie innej kategorii wagowej niż Spokrewnieni mojego pokroju, gdzie moja domena ogranicza się do tego pubu i najbliższych metrów. Moje prawa wynikają z autorytetu Księcia, ich prawa opierają się na ich indywidualnej pozycji i sile. Ale o tych szczegółach porozmawiamy innym razem.

Trzecią Tradycją-tu zawahał się na moment, bo był to przykry temat dla Chloe-to Tradycja Progenitury. Nie wolno stworzyć sobie potomka bez woli Księcia. Za złamanie tej Tradycji Książę może odebrać Sire jego Dziecię, może ich oboje przegnać lub po prostu nakazać zniszczenia obojga nieumarłych. Z jednej strony ma to zapobiec „przeludnieniu” danego terenu, ale ma też za zadanie przestraszyć potencjalnych Stworzycieli, żeby nie popełnili żadnych głupich błędów poprzez lekkomyślne Spokrewnienie kogoś. Chciał jeszcze coś przez moment dodać, ale postanowił jednak przemilczeć kolejne słowa i kontynuować wykład.

-Czwarta Tradycja jest powiązana z Trzecią, jest nią Tradycja Opieki-tutaj pokiwał znowu głową, bo mowa była o bliskim dla nich obojgu temacie.- Stworzyciel, lub czasami Opiekun młodej nieumarłej ma za zadanie przygotować ją do nieżycia, tak aby po wypuszczeniu jej ze swojej opieki mogła ona być samowystarczalna. I tak jak to jest też pośród żyjących, dzieci mają we wszystkim słuchać się swoich opiekunów, ale nie odpowiadają one za swoje błędy i przewiny. Ich grzechy są tak naprawdę grzechami zajmujących się nimi wampirów i to oni będą za nie pociągnięci do odpowiedzialności.

-Tradycja Piąta dotyczy Domeny przez duże D, czyli mówimy teraz o Książętach i Miastach-przeskoczył od razu do kolejnego tematu, bo ostatnie dwie Tradycje według niego były najprostsze i najszybsze do wytłumaczenia. –Tradycja Gościnności, czasami nazywana też Tradycją Grzeczności, wymaga od każdego wampira przedstawienia się Starszemu w jego Domenie. Jak już mówiłem, najczęściej dotyczy to Domen Książąt: gdy przybywamy do nowego miasta, naszym obowiązkiem jest stawić się przed oblicze monarchy i udzielenie odpowiedzi na wszystkie ich pytania dotyczące naszego przybycia. Niestosowanie się do tej reguły może się skończyć co najmniej banicją i przepędzeniem z miasta, a może nawet zakończyć się Ostateczną Śmiercią dla winowajcy. Dla nas Ventrue, zasada ta nie ogranicza się jedynie do samego władcy, ale też musimy stawić się przed radą najstarszych w mieście Arystokratów. Tak zwanego Zarządu. Jeśli tego nie zrobimy, nie tylko zyskujemy reputację nieokrzesanego buca wśród naszych krewniaków, ale zrobią oni wszystko by nam napsuć krwi i zrujnować nasze nieżycia. Grzeczność, kultura osobista i ogłada muszą być naszymi największymi cnotami.

-Ostatnią Tradycją jest Tradycja Destrukcji. Jest to jedna z najbardziej omawianych zasad, bo jest ono w najstarszych księgach dosyć wieloznacznie opisane, przez co od setek lat toczą się dysputy jak je należy interpretować. Ja się na ten moment ograniczę do najpowszechniejszej, panującej też w Seattle wersji-przeczesał się palcami po włosach i wysunął się zza oparcia fotelu i usiadł na podłokietniku. –Spokrewnieni nie mają prawa zabijać siebie nawzajem, nie bez zgody Księcia. Jeśli nawet zabijesz kogoś z naszych w samoobronie, to trafisz przed oblicze naszej miłościwie panującej i będzie ona musiała zadecydować, czy miałaś w jej ocenie do tego prawo i czy otrzymasz odpowiednią dyspensę. Tradycja ta daje też Księciu jedną z najpotężniejszych broni w jej arsenale: ogłoszenie Krwawych Łowów. Te dwa słowa już nieraz padły dzisiejszej nocy i były pierwszym krokiem Camarailli w ich ofensywie. –Oznacz to, że skazuje ona danego Kainitę na śmierć i każdy Spokrewniony ma nie tylko prawo, ale według niektórych nawet obowiązek by zabić wyznaczonego. Lub chociaż dołożyć swoich starań do odnalezienia skazanego i poprowadzenia polujących na niego nieumarłych we właściwą stronę. Po ostatnich wydarzeniach w mieście, zwłaszcza po zbrodniach dokonanych przez Sabat, zostały już ogłoszone pierwsze osoby pod Łowy. Podczas kolejnych nocy na pewno pojawią się kolejne-dokończył niewesołym głosem.

Spojrzał jeszcze raz na swój zegarek i pokręcił smutno głową-Niestety, to będzie musiało na dzisiaj wystarczyć. Musimy jeszcze ci dach nad głową załatwić- z tymi słowami ubrał się z wręcz wojskową szybkością i skinął głową w stronę drzwi wyjściowych z Sali, po czym razem z Chloe zeszli na parter jego pubu. Pod ich nieobecność alkohol popłynął litrami i zebrane towarzystwo rozkręciło się w swojej zabawie. Głośne dyskusje, radosne piśnięcia i pijackie pośpiewywanie starych piosenek otaczało ich ze wszystkich stron. Minęli stoliki zapchane grupkami ludzi, minęli dwie pary bez wstydu rozmawiające o „swingowaniu”, minęli ostatecznie kolejkę zebraną przed barem. Hunter zatrzymał się na moment i złowił wzrok swojej ghoulicy, która razem ze śmiertelną barmanką zajmowała się obsługą klienteli. Gdy Jennifer spojrzała w ich stronę, wampir od razu przeszedł do konkretów. –Jenny, to jest Chloe. Chloe, to jest Jenny-przedstawił szybko dziewczyny sobie nawzajem. –Chloe jest moją kuzynką, jest tutaj z nami od niedawna, więc będę robił za jej przewodnika-w paru krótkich słowach wyjaśnił dyskretnie swojej Spętanej, jaka relacja dzieliła go z nieumarłą. –Miło mi poznać, jak sądzę, będziemy się często widywać-powiedziała z uśmiechem do Chloe, w pełni rozumiejąc, co Josh chciał jej przekazać. Hunter pożegnał Jenny szybkim cmoknięciem w policzek, po czym pokazał swojej protegowanej, że ma iść za nim i wyszedł na mroźne lutowe powietrze. Ghoulica odprowadziła ich smutnym wzrokiem ,zastanawiając się, w jakie jeszcze problemy Joshua zamierzał się wpakować.

Do Ventrue Penthouse >>>
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#45
5 V 1999

Z Ventrue Penthouse<<<

Hunter obudził się tej nocy tak samo jak każdej poprzedniej, nagle z mroku nieświadomości i letargu przypominającego śmierć obudził się „ot tak”, błyskawicznie i bez cienia zmęczenia czy rozespania. Przed chwilą jeszcze był martwy ale teraz, niczym lampa po pstryknięciu włącznika, jego oczy otworzyły się z przenikliwym blaskiem. Ubrał się szybko, na pamięć odnajdując wszystkie swoje rzeczy, które porozkładał po pokoju kładąc się o poranku, następnie wyłonił się ze swojego Schronienia w piwnicy i zamknął za sobą drzwi. Labirynt starych mebli i szrotu pokonał w błyskawicznym tempie, upewniając się oczywiście, że trasą za sobą ponownie zamaskował. Może zachowywał się paranoicznie, ale biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich nocy, nie można było być zbyt ostrożnym.

Gdy Ventrue wyłonił się z piwnicy i znalazł się na zapleczu swojego baru, swoje pierwsze kroki skierował do łazienki dla pracowników pubu. Od razu podwinął sobie rękawy koszuli, bo przecież nie mógł sobie pozwolić na zamoczenie tak dobrej koszuli. Następnie przejrzał się w lustrze, po czym opłukał sobie twarz, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Ale jeśli jakiś kurz osiadł na niej, to po energicznym szorowaniu na pewno się go pozbył. Jeszcze tylko zamoczył sobie włosy na głowie, a potem uczesał je ręką, żeby schnąca woda mogła zachować jego fryzurę. Hunter co prawda od lat już się nie pocił, nawet „śpiąc” w dusznym pomieszczeniu i nie było ryzyka, że się w ciągu dnia spoci i włosy mu polecą na wszystkie strony. Za każdym razem jednak, gdy wstawał, to powracał swoim wyglądem do chwili swojej Przemiany. Jego Pani przemieniła go za jego zgodą i była bardzo delikatna, co nie zmienia jednak faktu, że i tak go zabiła. Wbrew zaś temu, co niektórzy poeci czy piosenkarze mogli mówić, bardzo trudno jest pozostawić po sobie idealnego trupa. Gdy Hunter już był zadowolony z efektów, poprawił jeszcze swój strój i wyszedł zza zaplecza.

Dzisiejsze nocy za barem siedziała Samantha. Jennifer, niezastąpiona ghoulica Huntera, miała jakieś zbliżające się egzaminy na kursie w najbliższym czasie. Była oczywiście gotowa na to, żeby stać za barem i uczyć się w wolnych chwilach, ale Josh nie chciał jej wyzyskiwać i kazał jej się uczyć w domu. W końcu miała ona zadatki na to, żeby zrobić wielką karierę poza barem i Josh nie chciał jej przed tym powstrzymywać. Sam za to nie miała problemów z wzięciem za przyjaciółkę zmiany, w końcu Jenny już tyle razy ją zastępowała, że z przyjemnością chciała się choć trochę odwdzięczyć. Dodatkowo tej nocy pracowała jeszcze Cherry, młoda tleniona blondynka, która jak wiele pracowników King's Cross dorabiała na pół etatu. Widząc swoją wieloletnią przyjaciółkę samą, bo Cherry akurat poszła puste szkła zbierać ze stolików, Hunter niewiele myśląc pocałował Sam w policzek i żartobliwie spytał-Na pewno chcesz się tak marnować za barem? Nawet obaj Richmondowie mówią, że powinnaś iść w aktorstwo, bo masz zadatki na bycie wielką gwiazdą! Dziewczyna na to uśmiała się jedynie i stwierdziła, że jeszcze jest młoda i zastanowi się nad tym, ale póki co była zadowolona ze swojego miejsca w życiu. Hunter uśmiał się na to, nie kpiąco, ale z czystej radości i tylko dodał-”Jak już coś postanowisz to daj mi proszę znać, będę chodził na każdą prapremierę.” Teraz, gdy młody Arystokrata zdążył już otrzeć się trochę o świat artystyczny, mógłby w razie czego młodą Cole komuś polecić. Na to jednak, jak sama zainteresowana zwróciła uwagę, może jeszcze przyjdzie czas.

Dzisiejszej nocy King's Cross było wypełnione grupkami. Pary, czwórki, siódemki czy nawet jedna jedenastka. Niby nie było dzisiaj jakiejś wyjątkowej okazji, ale jednak jakoś nikt nie chciał pić w samotności. Gdy tak Joshua rozglądał się po swoim lokalu, jego telefon zawibrował w kieszeni, zwiastując przyjście wiadomości. Był to SMS od Chloe, która chciała mu żartobliwie zrobić „pobudkę.” Hunter uśmiechnął się jedynie pod nosem, a następnie napisał szybką odpowiedź , po czym wrócił do rozglądania się po lokalu. Jak zwykle, obudził się lekko głodny po nocy i wolałby jednak wyjść na miasto w pełni nasycony. Dobrze już przecież wiedział i nawet nauczał Chloe tego, że im bardziej głód doskwierał, tym trudniej było poskromić Bestię. Na tym etapie, przy tak słabych ukłuciach apetytu, Ventrue wystarczyłby jeden większy łyk z człowieka i bez problemu pozostawiłby swojego „Dawcę” przy życiu. Gdyby jednak był naprawdę głodny, o czym by zadecydowała Bestia a nie on sam, to musiałby przeraźliwie walczyć z chęcią wyssania człowieka do cna. Już nie raz toczył takie walki i wychodził z nich zwycięską ręką, ale za każdym razem było równie trudno, więc Josh wolał nie ryzykować niepotrzebnie. Odłączyć kogoś od grupy było o wiele bardziej ryzykownym wariantem, niż upolowanie samotnej osoby, dlatego Hunter dyskretnie ale uparcie rozglądał się po swoim lokalu. Jeden stały bywalec lub też jedna osoba, która miała dzisiaj ciężki dzień i pije dla zapomnienia. Takich właśnie ludzi Hunter teraz potrzebował.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#46
Maj w tym roku był cudowny.
Pomijając rzecz jasna ulewny deszcz, który chyba dopiero dzisiejszego dnia dał sobie na wstrzymanie, aczkolwiek patrząc na ciemniejące niebo i jeszcze ciemniejsze chmury wszystko się mogło zdarzyć. Z jednej strony ulewy było w porządku, bo dzięki temu klienci niechętni opuszczali lokal. Z drugiej jednakże strony, klientów było mało, bo komu by się chciało wychodzić z ciepłego i suchego domu...
Rozbawiona Samantha chciała jeszcze coś powiedzieć, ale przeszkodził jej postawny, wyraźnie już wstawiony mężczyzna z krótką brodą przypominającą świńską szczecinę. Nieco bełkotliwie poprosił o trzy piwa i jakąś tacę, by mógł w spokoju zanieść alkohol do stolika - odwrócił się na pięcie, cudem zachowując równowagę i wskazał na dwójkę swych znajomych, równie pijanych jak on. Samantha westchnęła i, dotykając lekko wisiorka przedstawiającego kotka, nalała trzy niezbyt wysokie szklanki o solidnych, szerokich dna i ustawiła szkło na prostej tacy.
Gdyby ten brodacz był sam, to z pewnością by stanowił idealny cel dla wampira. Problem stanowili jednak jego towarzysze; prędzej niż później mogli zorientować się, że coś jest nie tak. I nie chodziło tutaj nawet o lojalność wobec kumpla, nie. Posłali go po piwa, jeśli więc nie wróci z alkoholem, pewnie zaczną go poszukiwać. Albo coś jeszcze gorszego, cholera wie. Nie byli to jednak jedyni śmiertelnicy w King's Cross, wybór był w teorii bardzo, ale to bardzo duży. O, tam, przy stoliku w pobliżu drzwi, siedziała jakaś przygnębiona para co i rusz zerkająca przez okna na pogrążone w wieczornym półmroku ulice.
Czekali na kogoś i się niecierpliwili. Zapewne studenciaki dość wymagających kierunków; on w sweterku i grubych okularach i ona, w nieznacznie tylko bardziej twarzowych okularach i trochę przydużej bluzie. Do tego dwie kwadratowe szklaneczki po czymś mocniejszym. A sądząc po rumieńcach na twarzach okularników, musieli już trochę wypić. Cherry, młoda dziewczyna przykuwająca nieśmiałe spojrzenia co bardziej trzeźwych klientów i łapczywy wzrok tych mniej trzeźwych, zebrała tyle pustych i brudnych szklanek i kieliszków ile była w stanie i ostrożnie lawirowała między stolikami próbując dotrzeć do baru.
Raz się zachwiała, gdy ktoś najwyraźniej klepnął ją w tyłek, a sądząc po grymasie wściekłości na jej twarzy, gdyby w pobliżu nie było Josha to pewnie by przeorała paznokciami twarz tego zuchwalca. Mężczyzna o śniadej cerze i rozbieganych oczkach zarechotał głośno z uciechy i już-już miał się podnosić z krzesła, ale Cherry zdołała mu umknąć. Westchnęła ciężko przy barze i przymknęła powieki
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#47
Hunter miał już zareagować, widząc jakie bydło wlazło mu do pubu, gdy nagle jego telefon znów na moment zatańczył w jego kieszeni. Przeczytał odpowiedź Chloe i skomponował od razu wiadomość zwrotną , trochę dłuższą niż miał w planach. Jakoś nie potrafił się powstrzymywać od traktowania SMS-ów jak elektronicznej poczty:każdy skrawek informacji, każda myśl musiała zostać natychmiast przekazana. Wiedział oczywiście, że mógł wysyłać krótsze wiadomości, jak odpisy na jakimś czacie, ale jakoś nigdy nie przykładał do tej wiedzy większej uwagi.

Gdy Cherry wróciła ze szkłem Hunter zatrzymał ją na moment po czy kiwając głową w stronę gościa, który ją zaczepiał rzucił krótko-Nie musisz podchodzić do tamtego towarzystwa. Kusi mnie już, żeby ich stąd wypierdolić za kolegę, ale są na tyle zalani że niedługo będą się stąd zbierać. Następnie spojrzał też na Samanthę po czym powiedział do obu dziewczyn-Jeden jeszcze numer z ich strony, jedno zachowanie, które wam się nie podoba i dzwonimy po ochronę. To ma być przecież przyzwoity lokal; fajny nie tylko dla klienteli, ale też dla pracowników-z tymi słowami zabrał od Cherry tacę i poszedł umyć szkło. Potrzebował chwili na zapleczu, żeby ochłonąć i nie zrobić nic głupiego, zwłaszcza teraz gdy miał ochotę wbić kły w tamtego buca. Nie był tutaj jednak niestety sam, czyli jego towarzysze-nawet tak pijani!-zauważyliby jego brak. Hunter nie mógł sobie pozwolić na to, żeby uczucia nim kierowały. Nie w sytuacji, gdy te emocje łatwo zostałyby przejęte przez Bestię.

Josh postanowił choć na moment odłożyć te myśli i skupić się na swoich planach na tę noc. Jego obecna sytuacja była o tyle uciążliwa, że miał tyle opcji do działania, że nie wiedział w co powinien włożyć swoje ręce. Znów postanowił się posiłkować swoim telefonem i wysłał szybką-jak na niego wiadomość do Jose. Sprawy wampirze były oczywiście priorytetem, ale nie mógł przecież zaniedbać swoich zobowiązań wobec gangu. W końcu to właśnie dzięki nim miał coś więcej, niż minimum finansowej stabilności w mieście. Lagrimas byli inwestycją, w którą trzeba było włożyć wiele czasu i energii, czasem też pieniędzy. Inwestycja ta jednak na pewno nie tylko zwróci Hunterowi jego koszta, ale też przyniesie ze sobą olbrzymie profity.

Czekając na odpowiedź od przyjaciela, Hunter starał się rozładować dziewczyny trochę przy barze, cały czas czekając na właściwą okazję. Jeśli, na ten moment nie mógł złowić jakiegoś singla do pożarcia, to mógł chociaż poczekać aż natura potoczy się odpowiednim torem. Po tylu piwach, każdy musi prędzej lub później zajrzeć do toalety, gdzie Hunter mógłby ich zaatakować i pozostawić znokautowanych w szalecie. Wystarczyło poczekać na faceta, zakraść się do WC i spić z niego krew, a potem pozwolić by ludzie odnaleźli go śpiącego w kabinie, żeby zrzucili tą senność na urwanie się filmu z przepicia.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#48
Cherry odpowiedziała tylko uśmiechem. Samantha puściła oczko do nieumarłego i raz jeszcze musnęła palcami wisiorek. Ochrona w końcu od tego była - Josh nie po to wyrzucił tyle kasy, by teraz wszystkie problemy musiał załatwiać sam. Był przecież Ventrue. Arystokratą. Dosłownie miał ludzi od brudnej roboty. Jeśli jednak zajdzie potrzeba, to i sam mógł pobrudzić sobie ręce...
Ktoś trzasnął drzwiami, wchodząc do środka. Młody chłopak w czarno-czerwonej czapeczce z logo Chicago Bulls uśmiechnął się głupkowato, przepraszając w ten sposób za swoje zachowanie; cóż, zdarzyć się może każdemu. Ściągnął dżinsową katanę i z kurtką w dłoni zaczął spacerować po lokalu, rozglądając się za znajomymi. Gdy w końcu zlokalizował swoich kumpli, Joshua znikał już na zapleczu. Hunter nie tylko chciał pomóc swym pracownicom, ale także zmienił nieco sposób polowania i teraz po prostu czaił się na jakiegoś biedaka z pełnym pęcherzem.
I nie musiał długo czekać, bo już po kilku chwilach pojawiła się niemal perfekcyjna ofiara, spieszące lekko chwiejnym krokiem do toalety.
Czarnoskóra dziewczyna, o krótkich, gęstych jak zwój drutu włosach, z dużymi okrągłymi kolczykami wyglądającymi na srebro uśmiechała się szeroko i niezbyt przytomnym wzrokiem szukała ustronnego miejsca. Obcisła czarna koszulka miała niewyraźne logo jakiejś kapeli. Flanelowa, czerwona koszula, jaka wisiała w pasie i zasłaniała sprane, postrzępione dżinsy, szybko została zdjęta i zarzucona niedbale na ramię. Zatrzasnęła za sobą drzwi, ale - co ważne - Josh nie słyszał, by przekręciła zamek.[/indent]
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#49
Hunter był praktycznie przywiązany do swojego telefonu. Stare wampiry, tak samo pewnie jak starzy ludzie, mieliby niemało do pogadania na ten temat. Tradycyjne pierdzielenie o upadku czasów, że kiedyś było lepiej, a teraz młodzi zachowywali się chamsko i nie odrywali się od swoich zabawek. Najśmieszniejsze dla Huntera było to, że możliwość porozumiewania się błyskawicznie na wielki dystans wśród wampirzych Dyscyplin byłoby niezwykle potężną Dyscypliną, którą każdy by pożądał. Ponieważ jednak używał w tym celu ludzkiej technologii, było to dla wielu Starszych przelotnym trendem, którym ludzie się szybko znudzą, a wampiry nie powinny się w ogóle tym interesować. No cóż, przystosowanie się do czasów było przecież domeną młodych Spokrewnionych, a także bardzo szczególnych Starych. Gdyby każdy wampir, niezależnie od wieku, łapczywie chwytał się nowinek technologicznych kolejną z nielicznych zalet młodego wieku szlag by trafił.

Telefon, o którym była mowa, znów zawibrował. Hunter kątem oka zarejestrował przybycie nowego klienta, który szybko zawędrował do swoich przyjaciół, po czym skupił się na nowej wiadomości od Jose. Plan spotkania się z ghoulem twarzą w twarz właśnie poszedł w las, przynajmniej aż do momentu, gdy Cruz ogarnie zaplanowane akcje. Hunter szybko napisał odpowiedź śmiertelnemu przywódcy Lagrimas, po czym oparł się o ścianę i czekał na zwierzynę.

Widząc urodziwą dziewczynę, Hunter mimochodem uśmiechnął się pod nosem, choć po prawdzie łatwiej by było upolować faceta. W końcu, mężczyzna by nawet nie mrugnął okiem, że jakiś inny facet też zagląda do kibla. Za to kobieta, widząc nawet właściciela lokalu wchodzącego do damskiej ubikacji, zareagowałaby zrozumiałym niepokojem lub oburzeniem. Na korzyść Ventrue na pewno przemawiał fakt, że drzwi do obu ubikacji były osłonięte przed resztą lokalu ścianą, którą trzeba było ominąć by wejść do toalet. Nie słysząc charakterystycznego szczęku zamka, Hunter wiedział, że drzwi nie były zamknięte. Mógł wejść do środka, zamknąć drzwi i napić się w spokoju. To jednak nie zmieniało faktu, że widząc mężczyznę w damskim WC, ta dziewczyna może narobić protestów.

Zastanawiając się nad rozwiązaniem, Josh uśmiechnął się pod nosem, po czym poszedł do toalety-męskiej. Zamknął za sobą drzwi, sprawdził czystość-jak na męskie WC, wciąż dobrze-po czym skupił się na nasłuchiwaniu dźwięków. Głównie słyszał dźwięki „Want To Be With You” zespołu Moody Blues, sączące się łagodnie zza drzwi, ale po chwili zza ściany usłyszał odgłos spłukiwanej wody. Po chwili można było usłyszeć szum wody lecącej z kranu, czyli jego ofiara właśnie myła ręce. Hunter zaczaił się przy drzwiach, uchylił je nawet delikatnie, po czym poczekał aż dziewczyna wyjdzie i gwałtownie otworzył drzwi. Drzwi do damskiej ubikacji były ustawione dalej od wejścia niż męska, czego niefortunnym skutkiem było to, że mężczyźni mogli swoimi drzwiami zablokować wejście i wyjście z damskiej. Hunter wykorzystał to teraz, żeby lekko nastraszyć swoją ofiarę, co wyszło ze znakomitym skutkiem. Dziewczyna na wpół pisnęła zaskoczona, na wpół krzyknęła zdenerwowana, a Hunter szybko zamknął za sobą drzwi i zaczął się kajać. „-O Boże, przepraszam, mam nadzieję że pani nie uderzyłem?”-zaczął z niepokojem w głosie przepraszać, choć oczywiście doskonale wiedział, że drzwi nawet nie dotknęły butów jego upatrzonej ofiary. Młoda dziewczyna ochrzaniła go za zastraszanie, a Josh dwoił się i troił w przeprosinach, aż widać było że dziewczynę ta sytuacja zaczynała bawić. Widząc okazję, Hunter użył mocy swojej Prezencji i zaprosił dziewczynę na zaplecze. -Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś wyszła z mojego lokalu przeświadczona, że właściciel próbował Cię drzwiami znokautować”-zaproponował żartobliwie, po czym dodał-”Pozwól mi proszę zatrzeć złe wrażenie i poczęstować Cię czymś z zapasów, które trzymamy na wyjątkową okazję. Choć niefortunnie się zaczęło, uważam, że powinniśmy uczcić nasze spotkanie” obdarzył dziewczynę pięknym uśmiechem, a w jego oczach błyszczało pożądanie...choć raczej nie te, którego dziewczyna się spodziewała. -"Jeśli mam nadal Cię prosić, to będę to robił tak długo jak tego sobie zażyczysz...choć może powinniśmy zmienić miejsce, żeby ludziom toalet nie blokować”-rzucił znów żartobliwym tonem, choć w pełni się spodziewał, że ktoś zaraz może się tutaj skierować. Cały czas roztaczał wokół siebie aurę Prezencji, żeby dziewczyna chciała z nim pójść.

Spoiler | 
Rzut na [Prezencja] Zachwyt
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#50
Noc zaczynała się całkiem dobrze, można powiedzieć.
Jasne, mogło być lepiej, dużo lepiej nawet. Joshua miał jednak szczęście - w końcu wypatrzył odpowiednią ofiarę, a jego plan był na tyle prosty i mocno osadzony w rzeczywistości, że tylko wyjątkowy pech mógł mu w nim przeszkodzić. Ponadto na jego komórkę spływały naprawdę dobre wiadomości dotyczące wojennego frontu. To znaczy tego śmiertelnego frontu, związanego z gangami i ich walką; bezpośrednia ofensywa Camarilli i Anarchistów przeciwko wrogiej sekcie była na swój sposób trochę ponad siły Arystokraty.
Ale najpierw trzeba się nasycić. Dziewczyna uniosła jedną brew, zaciekawiona słowami wampira. Perspektywa wyjątkowych trunków - z pewnością wartych fortunę, bo przecież nikt nie będzie rozlewał taniej berbeluchy - była intrygująca. Skorzystanie z jednej z Dyscyplin tylko dopełniła całości i teraz czarnoskóra dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Skinęła głową, zgadzając się ze słowami szefa i właściciela lokalu. W końcu co złego mogło ją spotkać? Gość ją wystraszył, przeprosił a teraz najwyraźniej chciał to wynagrodzić, by nie stracić klienta.
Czy coś takiego.Ciężko ogarnąć, co się dzieje w umyśle pijanej panny, bo ona była pijana. Nie jakoś szczególnie mocno, ale trzeźwa zdecydowanie nie była.
- Lepiej, żeby to nie był rum. - stwierdziła wesoło. - Nie cierpię rumu, raz próbowałam i to był największy błąd mojego życia. Oprócz nocy u Jerry'ego, no. - dodała uśmiechając się szerzej. Nie musiała zdradzać aż tylu szczegółów dotyczących jej życia, ale nie miało to wielkiego znaczenia. Nieumarły miał nad nią wpływ. Dziewczyna była zachwycona albo samym Joshem, albo perspektywą dodatkowego, darmowego drinka. Odstąpiła na bok, czekając, aż Hunter zaprowadzi ją tam, gdzie dostanie "coś specjalnego".
Z daleka, z sali zaczęły dobiegać głośniejsze śmiechy i niezbyt wprawne intonowanie "sto lat". Ktoś chyba miał urodziny, co było tylko dodatkowym atutem dla Ventrue; małe i pozytywne zamieszanie pozwoli jeszcze bardziej odwrócić uwagę od tego, co miało lada moment nastąpić. Ofiara wampira zerknęła nawet w stronę pijackiej przyśpiewki, ale nie ruszyła w tamtą stronę. Czekała. Samantha i Cherry powinny sobie poradzić z ewentualną "kolejką dla wszystkich", albo czymś takim.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#51
Słysząc słowa dziewczyny, uśmiech Huntera zabłysł z mocą dziesiątek reflektorów. Dla osób postronnych, wyglądał na faceta, który miał nadzieję „bliżej poznać” dziewczynę, z którą rozmawiał. Tylko inne wampiry mogły znać jego prawdziwe zamiary i pragnienia i też tylko te, które mogłyby w nim rozpoznać jednego ze swojego rodzaju. -Odrobina rumu zabija smutki, ale wystarczy parę kropel więcej, żeby zabił dodatkowo szczęście i zdrowie-powiedział przesadnie odgrywanym tonem eksperta, mrugając żartobliwie do dziewczyny. -Akurat rum znajduje się na dole mojej listy, więc nie musisz się o to martwić. Co do doświadczeń z Jerrym-podniósł obie ręce w geście „nie pytam”-mam nadzieję, że tej nocy uda mi się sprawić, żebyś o nich zapomniała. Dziewczyna- która przedstawiła mu się jako Brandy, choć niekoniecznie miała tej nocy ochotę na ten trunek-przewróciła tylko oczami jakby słyszała ten tekst ze sto razy, choć cały czas na jej ustach rysował się zaciekawiony uśmiech.

Hunter przeprosił Brandy na moment i szybko wskoczył na zaplecze, żeby wyłowić butelkę „Maker's Mark Bourbon.” To było akurat whisky amerykańskie, a nie szkockie, ale miało za sobą długą historię i w pełni zasługiwało na renomę, którą podrabiane w Stanach „whiskey” nigdy nie mogło osiągnąć. Cherry w tym czasie płukała szkła i nie zwracała większej uwagi na szefa, za to Samantha zauważyła butelkę i czekającą na Josha kobietę i uśmiechnęła się pod nosem. Hunter jedynie mrugnął okiem do niej, po czym pokazał butelkę Brandy, która ją po cichu zaaprobowała, po czym wziął jeszcze dwa kieliszki i poprowadził dziewczynę do schodów prowadzących na pierwsze piętro. Jeśli nawet Brandy przyszła do lokalu ze znajomymi, to nikt ich po drodze nie zaczepiał.

Już na górze, Hunter rozstawił butelkę i szkło, nalał Brandy lufkę, po czym przeprosił ją na moment, żeby odpisać na odebranego SMSa. Hunter zszedł schodami do drzwi wejściowych sali, niby nie chcąc bezczelnie gapić się na telefon, gdy miał damę do zabawiania. Tak naprawdę, Hunter dyskretnie zamknął drzwi na klucz, po czym przeczytał wiadomość od Jose i z uśmiechem na twarzy odpisał mu.

Gdy dołączył do swojej nowej „przyjaciółki” Brandy była na tym etapie upicia, podczas którego słowa wylewały się potokiem w żaden sposób nie cenzurowanym. Młody Arystokrata na początku jedynie przytakiwał, dodawał słów otuchy bądź opierniczał ludzi, którzy narazili się jego towarzyszce. Gdy pijana dziewczyna nie miała już nic do dodania-a może po prostu alkohol ją tak zmęczył, że aż musiała walczyć z sennością-wtedy właśnie Josh zaczął opowiadać o swoich planach i marzeniach, które na razie musiały ustąpić prozaice prowadzenia baru. Mając już zawczasu przygotowaną i testowaną historię, Hunter zaczął się przedstawiać w kategoriach ambitnego i niepoprawnego marzyciela, który chciał zmienić świat, lecz póki co musiał się ograniczyć do zarządzania barem. Ta historia w sumie nie odbiegała od prawdziwego stanu, choć oczywiście wiele fragmentów starego życia i nowego stanu Huntera trzeba było ominąć. Niemniej jednak podstawowy plan Huntera: uczynić się na tyle atrakcyjnym tej pijanej kobiecie, żeby zupełnie przy nim opuściła „gardę” zadziałał wyśmienicie. Walcząca z rozmywającym się wzrokiem Brandy uśmiechnęła się szczerze, gdy Hunter nachylił się i zaczął ją całować. Najpierw krótko, niewinnie i nieśmiało, prosto w usta. Po czym z coraz większą pasją pocałował ją po kolei: w lewy policzek, zaraz za lewym uchem i w szyję zaraz przy żyle. Jego nieświadoma niczego ofiara zaczęła coraz szybciej oddychać, Hunter już poczuł bijące od jej skóry ciepło, a biegnąca do głowy tętnica silnie pulsowała w rytm bijącego serca. Josh odwlekał jak tylko mógł moment wgryzienia się, żeby zaostrzyć apetyt i wzmocnić słodycz zbliżającego się posilenia, po czym wreszcie uległ swojemu pożądaniu i wbił kły w szyję Brandy. Ponieważ nie odczuwał prawdziwego głodu, ale apetyt pragnący smaku krwi, Hunter nie obawiał się Bestii i był gotów oderwać się od śmiertelnej przy pierwszej oznace „nasycenia” swojego głodu.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#52
Joshua Hunter był przystojnym facetem. Miał swój lokal. Pracowników. Ochronę nawet. Nie wyglądał na typa, który mógłby skrzywdzić dziewczynę; fakt, że kogoś przestraszył, był "przypadkowy". Brandy nie miała zatem żadnych problemów przed udaniem się z tym mężczyzną na piętro King's Cross, pewnie nawet przez myśl jej nie przeszło, że może ją spotkać jakaś krzywda ze strony właściciela. Myliła się oczywiście, ale i tak nie będzie nic o tym wiedziała. Nie będzie tego pamiętała. Z chwilą, gdy kły wampira przebiły jej skórę, jęknęła cicho. Jej ciałem targnął dreszcz rozkoszy; półprzytomna przez alkoholem i nadnaturalną przyjemność płynącą z pocałunku (a raczej Pocałunku) rozpięła niespiesznie zamek swoich dżinsów. Była gotowa oddać się mężczyźnie w całości.
Była pijana.
Wampir wykorzystał jej słabość. Potraktował ją worek mięsa, zrobił swoje i porzucił, czując spełnienie i zadowolenie. Martwe ciało Josha z wdzięcznością przyjęło życiodajne soki Brandy, a Bestia mruczała z rozkoszy i chciała jeszcze. Ten mroczniejszy i zdecydowanie groźniejszy byt nie miał jednakże w tej chwili nic do gadania; Hunter nie odczuwał przecież wielkiego głodu. Wystarczyła odrobina krwi czarnoskórej, pijanej dziewczyny by stłumić tego potwora. Nie było też problemu z jej nieprzytomnym już ciałem; alkohol w połączeniu z Pocałunkiem zrobił swoje i teraz klientka King's Cross wyglądała po prostu na taką, która wypiła trochę za dużo. Nie było to nic, co mogłoby zwrócić czyjąś uwagę.
Może tylko ochrona patrzyłaby na nią trochę uważniej, ale i tak pod kątem bezpieczeństwa. Bezbronna panna była przecież bardzo łatwym kąskiem dla wszelkiego rodzaju zwyrodnialców i przestępców łasych nie tylko na jej ciało, ale również na zawartość portfela. Albo i telefon, bo nie jest wykluczone, że Brandy nie ma w kieszeni komórki. Lub kluczy do mieszkania, samochodu albo czegoś takiego.
A co teraz zrobi Josh, to już inna sprawa.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „Pioneer Square”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron