534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#1
  Właściciele chcieli dobrze, ale... nie do końca wyszło. Można tutaj znaleźć masę rzeczy sugerujących średniowieczną tawernę, jeszcze więcej elementów kojarzących się z małym, osiedlowym pubem i kupę detali i szczegółów dotyczących ekskluzywnej pijalni rzadkich trunków. Znajdujący się na parterze kamienicy lokal cieszy się dość dużą popularnością, ale nie ze względu na wystrój, na wybór trunków, czy nawet na niskie ceny i lokalizację, tylko ze względu na obsługę. Kelnerzy i kelnerki, barmani i barmanki są bardzo mili, życzliwi i młodzi; to w znacznej mierze studenci, pracujący w Canterbury Ale House tylko dlatego, by zarobić trochę grosza i poznać innych miłych i młodych ludzi.

W Ale House dominuje drewno i kamień, co wygląda bardzo ładnie, ma swój specyficzny, niepowtarzalny klimat i jest w jakiś sposób pomysłowe. Problem w tym, że to nie do końca pasuje do reszty. Szerokie, niskie stoły i ławy, na których stoją masywne świece i świeczniki aż za bardzo kojarzą się z jakimś ponurym zamczyskiem czy obskurną tawerną gdzieś na obrzeżach królestwa; ściany wyglądające jak zbudowane z kamienia i ogromnej ilości zaprawy są zimne i nieprzyjemne w dotyku, ale nadają niesamowitego klimatu. Stary - starodawny wręcz - bar wygląda jak wyjęty z dowolnego filmu historycznego.

Ale już stół do bilarda, szafa grająca, okrągłe tarcze do rzutków, neonowe szyldy oraz reklamy, wiszące w kątach pod sufitem dwa telewizory i ogromna, przeszklona chłodziarka pełna butelek i puszek z piwem tak trochę nie pasuję do tego starego, pieczołowicie przygotowanego wyglądu i stylizacji na miejsce sprzed wielu wieków. Podobnie drewniane, eleganckie regały pełne mniejszych i większych butelek z piwami nie tyle regionalnymi, co z każdego zakątka kraju i chyba z całej Europy sprawiają wrażenie dodania na siłę, byle tylko coś było, żeby można się było pochwalić.

Co więcej, w czasie rozgrywek futbolowych nie można dokonywać rezerwacji. Przychodzisz, jest miejsce, możesz się bawić - nie ma miejsca, musisz wyjść. I już. Tak samo w przypadku posiłków; nie znajdziesz tutaj wyszukanych potraw ani doskonale zaopatrzonej kuchni. Hot dogi, hamburgery i frytki to jedyne, na co możesz liczyć, co zresztą też nie do końca pasuje do średniowiecznego, historycznego wnętrza. Gdyby tylko właścicieli zdecydowali się na jednolitą stylistykę i trzymali się jej od początku do końca, to Canterbury Ale House zdobyłby barową scenę Seattle bez żadnego trudu. Bo na litość, tutaj nawet nie ma odpowiednich głośników by posłuchać muzyki!

W jednej z kamienic znajduje się niepozorne mieszkanie należące do Jethro, które znajduje się nad Canterbury Ale House . Mieszkanie posiada 2 pokoje i łazienkę. Mniejszy pokój wyposażony jest w łóżko małżeńskie, które wojskowym zwyczajem zawsze jest pościelone, szafkę nocną i szafę oraz solidnych rozmiarów. Większy pokój służy jako salon, gdzie umiejscowiony jest niski stół otoczony dwoma fotelami i kanapą. Idealnie naprzeciwko kanapy stoi szafka RTV, a na niej telewizor kineskopowy, koło którego stał odtwarzacz VHS. Ze względu na ilość miejsca Salon posiadał aneks kuchenny, który był oddzielony szafkami kuchennymi służące też za barek. Kolorystyka pomieszczeń utrzymana jest w bieli, brązach i czernie. Umeblowanie w większości przypadków jest stare, lecz dobrze zachowane i funkcjonalne. Żadnych zbytków i luksusów, jednakże nie brakło też niczego.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#2
| z Akcje Ukryte

Mężczyzna przez chwilę patrzył się w bok w zamyśleniu po usłyszeniu słów Amelii co do ramienia. Szybko jednak odzyskał rezon uśmiechając się i kiwając głową.
— Oczywiście. Wydawało mi się, że jest właśnie odwrotnie, że kobietę zawsze powinno się wziąć pod ramię. Czyżby źle mnie pouczono? — Cóż, chciał dobrze będąc przekonanym, że czyni zgodnie z zasadą dobrych manier, a tu jednak okazuje się, że popełnił faux pas. Nieświadomie, rzecz jasna, lecz wciąż faux pas. Wyprostował rękę idąc tuż pod Matilde, a gdy tylko doszli do taksówki, otworzył jej drzwi i poczekał aż wsiądzie, po czym zamknął je. Taksówkarz zatrzymał spojrzenie na Pannie Fosbery na dłuższą chwilę zaciekawiony jej wizerunkiem i niedopracowanym, jakby wyblakłym makijażem, ale taktownie odwrócił wzrok. Niejedno już widział, jednak kobiety w średniowiecznych sukniach u się nieczęsto zdarzały.
— Wspomniała Pani, że dopiero się tu zadomawia. Jak się Pani podoba w Seattle? — Spytał, gdy już wsiedli do pojazdu. Uprzednio poinstruował taksówkarza, by ich zabrał do Canterbury Ale House. Mężczyzna jechał powoli i ostrożnie; zalegający na drogach śnieg nie ułatwiał podróży. Tym bardziej, że na drogach było ślisko. No cóż, przynajmniej więcej zarobi, dobrze dla niego. George postawił teczkę obok siebie nawet nie zdejmując skórzanych rękawiczek. Dla ludzi ta zima była wyjątkowo chłodna.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#3
W takich chwilach żałowała, że nie ma wachlarza. Chichoty wydawały się nieco bardziej dystyngowane jeśli były wyprowad1zony z dystyngowanej osłony składającej się z odrobiny drewna przetkanej jedwabiem. Jedyne co jej zostało to zakryć usta ręką gdy z jej strun głosowych wyszedł ten z lekka dziecinny dźwięk.
- Cóż, być może zależy to od miejsca. Nie jest sekretem, że urodziłam się na wschodnim wybrzeżu - powied1ziała - A tak przy okazji zdradzę, że wychowała mnie osoba wręcz przesiąknięta starym kontynentem. Tam zaś branie pod ramię oznaczało co najmniej trzecie spotkanie, jeśli wie szanowny pan co mam na myśli.
Może nieco przesadzała z tym późnowiktoriańskim podejściem do manier, ale niegdyś to świetnie współgrało jej personą. Teraz zaś wydawało się czymś na miejscu. Z rękami założonymi na torebce uśmiechnęła się niewinnie podejmując się kolejnego pytania.
- Jeszcze nie wiem, przyznam się że za słabo znam to miasto - stwierdziła - Przejść z wręcz koczowniczej wiecznej pogoni za festiwalami i zespołami na osiadłe, powolne uczenie się na nowo rytmu życia jednego miasta jest trudne. Powoli zaczynam je czuć, ale to nadal za mało aby wyrobić sobie opinię. - stwierdziła - Jest zdecydowanie lepsze od Detroid - zakończyła swój słowotok.
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#4
George przyglądał się swojej towarzyszce dostrzegając takie drobne rzeczy jak gest zasłonięcia ust podczas chichotu. Może i nie widział jej zdjęcia i nie miał okazji w ten czy inny sposób zobaczyć, ale nie ulegało wątpliwości, że jej sposób bycia wzbudzał zainteresowanie. Zdawała się być nieco wyrwana z innej rzeczywistości. Idealna kandydatka na odtwórcę roli starszego, nie zaznajomionego ze współczesną modą, wampira. Pomyślałby kto, że to Malkavianka, a nie Toreador...
— Zapamiętam i nie popełnię tego błędu ponownie. — Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi. Wydawał się być dystyngowanym, a jednocześnie rozluźnionym mężczyzną. Jego postawa i sposób, w jaki się poruszał czy wymawiał słowa świadczyły o dobrym wychowaniu i znajomości właściwych manier, lecz ton głosu oraz sympatyczna względem Amelii postawa mówiły, że jest jednocześnie odprężony. Nie starał się jej zaimponować za wszelką cenę, a jego zaciekawienie osobą Panny Fosbery nie było sztuczne. No, a przynajmniej się takie nie wydawało.
— Co tak właściwie sprowadziło Panią sprowadziło do Seatte? Jest Pani znana z licznych podróży i odnajdywaniu prawdziwych perełek, ukrytych kapel, które mogłyby się stać wielkimi. W Seattle takich niemało, proszę mi wierzyć. - Brassfield poszerzył swój uśmiech, a w jego oczach błysnęła iskierka. Może i nie znal się na muzyce tak, jak Amelia, lecz z pewnością Szmaragdowe Miasto nie było mu obce. Miał z nim tak wiele wspomnień, tak wiele przeżyć. No i oczywiście sentyment. Każdy, kto naprawdę kochał Seattle, nigdy stąd nie wyjeżdżał.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#5
Cóż, była to poza jaka utrzymywała się u niej na długo przed tym jak odkryła świat po zmroku. Panna z epoki wiktoriańskiej z dość sporą dozą fascynacji nietuzinkową, ale gustowną sztuką, jeszcze nie tak dawno był to po prostu kolejny gimmick który miał jej zapewnić uznanie środowiska, ale powoli wrzynał się w jej osobę stając się jej częścią, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej rzadkie kontakty z innymi ludźmi poza swoją pracą.
Zapewnienie człowieka z gazety co do nie popełnienia tego błędu spotkało się z wdzięcznym uśmiechem. Amelia Matilde wysiadła z taksówki i podążyła za nim ku lokalowi.
- Wiem o tym, właśnie jedna z nich mnie tutaj sprowadziła. Kompletni nowicjusze, ale niepozbawieni własnego charakteru - stwierdziła - Circus Contraption, urocze małe przedsięwzięcie inspirowane muzyką cyrkową i spektakli wodewilowych. - tutaj zrobiła krótką pauzę - Tak zapytam, kojarzy pan moją działalność głównie przez obowiązek związany z zawodem, czy może natrafiłam na mojego czytelnika? - zadała pytanie, chociaż spodziewała się jaka będzie odpowiedź.
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#6
Amelia Fosbery pod względem swego artyzmu i sztuki podobnie jak Eleonore mogła wręcz uchodzić za Toreadora. Podczas gdy Spokrewnieni musieli zmieniać pewne aspekty swej egzystencji tak, aby nie zdradzić się ze swoim uwiecznionym wyglądem czy zachowaniami, ona, Matilde, robiła zupełnie odwrotnie. Nie starała się ukrywać. Nie pragnęła jakichkolwiek zmian. To, kim teraz była, to, jak się prezentowała i za kogo chciała uchodzić - niemalże w nią wsiąkło. Trudno powiedzieć jak zareagują na to poszczególne wampiry. Jednakże, z pewnością znajdą się tacy, którym się to nie spodoba.
— Nie słyszałem o tym zespole, jednak, skoro już Pani o nim wspomina, chętnie posłucham jak grają, choć trochę zbliżając się do Pani... — Zamilkł na chwilę nie znalazłszy odpowiedniejszego słowa, lecz już po chwili namysłu dodał reflektująco. — Gustu. — Posłał jej przepraszający uśmiech słysząc pytanie. — Można powiedzieć, że jestem Pani czytelnikiem. Gdy zostałem oddelegowany, by nawiązać z Panią współpracę, nie mogłem przecież przyjść nieprzygotowany. Prawda? — I w ten oto sposób wybrnął z problematycznego pytania swojej towarzyszki. Skoro miał zajmować się jej sprawą, to przecież musiał ją jak najlepiej poznać. Nie tylko poprzez jej własne artykuły, lecz również te mówiące o niej samej.
Gdyby taksówka się zatrzymała, gdyby faktycznie znajdowali się blisko wspomnianego lokalu, wówczas Amelia z pewnością mogłaby wysiąść. Teraz jednak stali na skrzyżowaniu, a podróż, choć długa, to wcale nie bezpodstawna. Kierowca nie zamierzał ryzykować wypadkiem, nie dodawał gazu, nawet nie przyspieszał gdy miał taką okazję. Gdy więc Matilde otworzyła drzwi, siedzący obok niej mężczyzna spojrzał na nią pytająco, jednocześnie odruchowo łapiąc ją za rękę.
— Wysiadamy dopiero za następną ulicą, Panno Fosbery. — Puścił ją po tych słowach, a kierowca spojrzał nań w lusterku.
— Za niecałe dziesięć minut powinniśmy być. Proszę wybaczyć, ale nie prosiłem o taką zimę. Żaden z kierowców nie prosił. — Taksówkarz posłał jej niemrawy, przepraszający uśmiech. Cóż miał zrobić? Wszak nie będzie tłumaczył, że się boi, a prowadzenie należy do niego, nie zaś tej kobiety.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#7
Umysł z jednej strony nadal obecny w wychłodzonym domostwie, a z drugiej koncentrujący się na rozmówcy po prostu uznał, że to zatrzymanie się było końcem trasy. Mimo że wstępnie umysł starał się oddalać myśl o tym co mogło się tam stać, to jednak czym odległość się zwiększała, tym Malkavianka zaczynała coraz bardziej wracać do tego co mogło się stać jej mistrzyni. Raczej byłoby to coś nagłego, inaczej chociaż wspomniałaby o takiej ewentualności. Specjalna prośba od Księżnej? Chociaż z drugiej strony dlaczego zabrała również ze sobą lokaja? Jej nerwowa ręka przeszła na skraj torebki.
- Proszę mi wybaczyć, te światła odbijane w śniegu nieco mnie oślepiają - kiepskie i kompletnie nieprawdziwe wytłumaczenie, ale zawsze jakieś - W Baltimore rzadko miewaliśmy takie śnieżyce. - odpowiedziała.
Tak więc gryzipiórek czytał jej artykuły w ramach pracy domowej, to dość ciekawe. Znaczy albo był nadmiernie zaangażowany, albo faktycznie propozycja jaką miała dla niej gazeta musiała być czymś całkiem sporym w swojej wadze. Nie widziała innego powodu by ktokolwiek miał zadać sobie trud kompletowania porozrzucanych po najróżniejszych periodykach gazet i innych dość skrzętnie poukrywanych w czeluściach informacyjnej maszyny rzeczy na jej temat. W pewien sposób jej to schlebiało. Kobieta bez twarzy, ale jednak z bardzo charakterystycznym rysem.
- Są lżejsi niż większość opisywanych przeze mnie kapel - stwierdziła, jednak jakoś nie przeczuwała aby George był istotką, jaka byłaby nastrojona by odczuwać tę samą przyjemność z tych samych rytmów co ona, może znaleźliby wspólny język przy jazzie, ale i tutaj była dość staroświecka - Właśnie, współpraca. Nie ukrywam, że ciekawość trawi mój umysł co do charakteru propozycji jaką pan dla mnie ma. Może i konwencja wymaga aby powiedzieć to dopiero przy kawie - zrobiła niewielką pauzę - Bądź piwie... Ale przypuszczam że można by ją nieco złamać i uszczknąć rąbka tajemnicy po to by podsycić apetyt?
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#8
— W Seattle nieczęsto miewamy tak trudne zimy. Prawdę powiedziawszy, jest to jedna z najcięższych od lat. Mimo to, Seattle jest naprawdę pięknym miastem. Można tu dostać wszystko, czego się potrzebuje... — George przerwał i przeniósł spojrzenie na Amelię nie będąc pewnym czy kobieta jest w ogóle zainteresowana tym, co mówi i czy przypadkiem jej nie zanudza. Wytłumaczenie co do odbijanych świateł puścił mimo uszu; było ono tak niedorzeczne, że aż nieprawdziwe, a przecież nie spotkał się z nią, by tłumaczyć oczywistości, o których przecież wiedziała.
Praca domowa przez gryzipiórka została dobrze wykonana. Panna Fosbery nie jest w Seattle od zaledwie kilku dni, miał więc czas, by zaznajomić się z jej artykułami będący w przeróżnych wydawnictwach. A te zawsze można dostać albo od samego wydawnictwa za opłatą albo w bibliotece albo w archiwum albo po prostu w miejscowości, w którym został wydany. Nie wszystkie udało mu się zdobyć; nie miał aż tak dużo czasu, lecz wystarczająco, by w miarę dobrze poznać pisarstwo swojej rozmówczyni. Taksówka z kolei już powoli dojeżdżała na miejsce; szczęściem nie było żadnych dłuższych postojów ani wypadków czy nierozważnych kierowców. Ostatni odcinek, to jest około półtora kilometra, został pokonany bez żadnych nieprzyjemności.
Brassfield spojrzał na swoją towarzyszkę, uśmiechnął się nieco szerzej, po czym złapał swoją teczkę. Zanim jednak sięgnął do klamki od drzwi...
— Panno Fosbery, to chyba oczywiste, że chlelibyśmy, by pisała Pani artykuły do The Seattle Times. W takim tonie, w jakim Pani robiła to dotychczas. — Odpowiedział z uśmiechem, a następnie wręczył taksówkarzowi zapłatę, wyszedł i okrążył pojazd, by otworzyć drzwi Matildzie. Podał jej dłoń, gdy wysiadała. A kiedy spojrzało się na otoczenie to można było dostrzec, że jest się na wzgórzu, na którym znaczną przewagę mają kluby, bary, restauracje, urzędy i inne budynki administracyjne, choć tak właściwie nie było ich znowu tak dużo - przestrzeń dzieliła się na "zieloną", zabudowaną i... Pustą. Mieszkań nie było tu prawie wcale, a jeśli już jakieś się znajdowały, to na wyższych piętrach, nad wspomnianymi lokalami. Canterbury Ale House wyróżniało się w okolicy swoim drewniano-kamiennym budynkiem z czerwonym akcentem. Teraz jednak wszystko było przykryte białym puchem. Wszystko. Na gałęziach gołych drzew leżał śnieg, na samochodach, które stały już od dłuższego czasu, na dachach budynków, nawet na ulicy. Poruszanie się w odkrytych butach nie było łatwe, ale wykonalne. Lód tylko czekał na potyczkę jakiegoś biedaka.
— Jesteśmy, Panno Fosbery. Proszę, Panie przodem. — Powiedział George gdy już ta wysiadła. Dyskretnie wskazał ręką restaurację, przed którą się znajdowali.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#9
Tak na prawdę nie chodziło o samą treść wymówki, a raczej o fakt jej istnienia. Ot kolejna klisza, którą wypadało spełnić, naturalny ciąg przyczynowo-skutkowy. Jednak słysząc co było istotą oferty uśmiechnęła się w duchu. Sam fakt tego, że w końcu miała okazję przejść do gazety, której istnienie nie jest warunkowane li tylko cierpliwością redaktora naczelnego, który ledwo co osiąga jakieś zyski było swego rodzaju awansem, a podejrzewała również że za tym stały lepsze stawki. Nie było to wprawdzie nadal spełnienie marzeń, ale mimo to jeszcze dobry miesiąc temu to spotkałoby się u niej ze skrywaną euforią. Teraz to była tylko nieszczególnie wielka radość ze zdobycia uznania.
Wychodząc zostawiła taksówkarzowi pięciodoloarowy napiwek, po czym spojrzała na uroczy w ten dziwny, filisterski sposób lokal. Idealne miejsce aby kobieta taka jak ona mogła migać się od jedzenia i picia. Poszła przodem i zatrzymała się przy drzwiach, aby George mógł przed nią je otworzyć. Potem poczekała aż wybierze jej miejsce i odsunie krzesło.
- &Miłe miejsce, nieco przypomina studenckie bary z Austin - powiedziała zdejmując rękawiczki i chowając je do torebki - A usunąć neony i zmienić kamień na cegłę, a będzie to wypisz wymaluj ten sam bar w którym zetknęłam się z Jill Tracy - kolejny element konwencji, a także niewielkie rozluźnienie w konwersacji. Niech on wyjdzie z interesami, niewielkie poczucie tego że ma kontrolę ułatwi jej zabawę w negocjacji.
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#10
Pisanie do The Seattle Times wiązało się z renomą. Uznaniem czyjejś pracy, a być może zyskaniem rzeszy fanów. Zdobywało się pewnego rodzaju sławę poprzez swoje nazwisko i treść. Stawało się rozpoznawalnym nie tylko w małym kręgu czytelników czy temacie. Dziennikarstwo w szanowanej gazecie otwierało mnóstwo możliwości. Dawało tę drogę, o której marzyło wielu pisarzy.
Ale mogło być też upadkiem. A nikt lepiej nie ocenia dziennikarza lepiej, jak czytelnicy.
Gdy tylko George dokonał swych dżentelmeńskich powinności przy wprowadzaniu Amelii do restauracji - co przy zasiadaniu nie było łatwe biorąc pod uwagę rozmach czarnego gownu jego towarzyski; zarówno materiał był niełatwy do uniesienia, jak i rozmiar nie pozwalał na zbytnią swobodę, lecz ostatecznie Spokrewnionej udało się dobrze usiąść, a George`owi pomóc. Po tym sam usiadł naprzeciwko niej zdejmując pierwej płaszcz i kapelusz. Panama została zdjęta, a w świetle lampy dało się dostrzec kilka siwych włosów po bokach. To znaczyło, że Brassfield ich nie farbował. Albo jeszcze nie dostrzegł. Miał zielone, przenikliwe i inteligentne oczy. Ręce - człowieka, który najpewniej nigdy nie imał się jakichkolwiek fizycznych prac. I nawet jeśli był przystojny dla jakiejkolwiek kobiety, to nie na nim zostały skupione spojrzenia, ale na Matildzie. Na jej drogim, ekskluzywnym futrze i wiktoriańskiej sukni, która wzbudzała nie tylko zachwyt i zainteresowanie, ale w niektórych nawet zniesmaczenie taką fanaberią. Siedzące w rogu młode kobiety żywo dyskutowały o personie nowo przybyłej patrząc nań bez jakiegokolwiek skrępowania. Po ich spojrzeniach i minach znać było, że są rozbawione i robią sobie prześmiewki.
— Proszę nie zwracać uwagi na gości, Panno Fosbery. Nie każdy prezentuje się tak, jak Pani, co wzbudza zainteresowanie, lecz szybko ono minie. - Powiedział siedzący naprzeciwko niej mężczyzna, a przy tym uśmiechnął się wesoło i szczerze. Po chwili podszedł do nich uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony kelner kładąc na stole dwie karty menu.
— Czy życzą sobie Państwo coś do picia? — Spojrzał to na jedną, to na drugą osobę, aż w końcu jego spojrzenie utkwiło na George`u.
— Panno Fosbery? — Zadał to pytanie nie chcąc zamawiać czegoś wbrew niej samej. Gdy już się zdecydowała — bądź nie — przyjął to bez jakiegokolwiek komentarza i skinąwszy na kelnera sam zamówił sobie kawę. Po dokonaniu tych formalności i odejściu pracownika lokalu, Brassfield wreszcie spojrzał na Amelię z tajemniczym uśmiechem i odchylił się na siedzenie.
— Nie będę Pani dłużej trzymał w niepewności. — Zaczął z błyskiem w oku. — Jak już Pani wspomniałem, The Seattle Times chciałoby, by pisała dla nas Pani artykuły. Zostałaby stworzona mała kolumna specjalnie dla Pani. Chcemy dać Pani swobodę, jednak z zastrzeżeniem, że treść będzie dotyczyła dotychczasowej tematyki niszowej muzyki oraz wszystkie znajdą się u nas. Na wyłączność. — Choć szerokość warg Brassfielda wyraźnie zmalała, to jednak wciąż był uśmiechnięty, lecz poważny. — Pisałaby Pani nie tylko o własnych odkryciach, lecz również Pani przełożony wysyłałby Panią na wybrane koncerty oczekując recenzji.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#11
Na spojrzenia i komentarz przedstawiciela The Times odpowiedziała jedynie z lekka tajemniczym uśmieszkiem.
- Czemu nie zwracać uwagi? Spojrzenia mimo wszystko mi schlebiają, jakiekolwiek by nie były - stwierdziła odkładając torebkę na kolana - To nieco podobne do nagłówka artykułu, zwraca uwagę, zostawia wrażenie. Po wielokroć łatwiej o wywiad, jeśli wydaje się że osoba go przeprowadzająca jest podobnie intrygująca jak ta przepytywana
Zawistne, zaintrygowane, zniesmaczone. Uzyskanie jednego efektu wśród wszystkich było niemożliwe, także najważniejsze było lśnić i skupiać się raczej na tych, do których chciało się dotrzeć. W tym wypadku był nim mężczyzna przed nią, a pośrednio jego przełożeni. Co prawda to oni zabiegali o nią, ale nie miała zamiaru poprzestać na wstępnej propozycji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jej obecną naturę.
Kiedy podszedł kelner wiedziała co robić aby uniknąć picia i jednocześnie zachować swój wizerunek.
- Z jaką whiskey dostałabym perfect manhattan? - sądząc po lokalu będzie można przyjąć klasyczną taktykę znaną od pierwszych imprez w liceum. Kiedy chciało się pić jak najmniej wybrzydzało się na alkohol. Tutaj trafiła jackpota, manhattan byłby w praktyce rob royem na bazie średniej klasy blendu - Istnieje szansa że trafiłaby się butelka jakiegoś dobrego rye? Nie zależy mi szczególnie na cenie - zapytała, jednak dokładnie wiedziała, że tutaj najpewniej będzie wybór kilku co bardziej dostępnych marek, a niestety od końca prohibicji popularność żytniego destylatu spadała, nawet pomimo starych tomiszczy o koktajlach sugerującą właśnie ją do różnych koktajli - W takim razie jeszcze się zastanowię...
Fakt, podczas spotkania biznesowego zamówienie alkoholu było nieprofesjonalne, ale nie pozowała na bizneswoman. Celem było aby sygnały o braku profesjonalizmu w tej konkretnej sytuacji zostały zinterpretowane w ten sposób, aby George nieco nie docenił jej umiejętności negocjacyjnych.
- Wieczór dopiero się zaczyna, a ja jestem obsypywana tyloma pochlebstwami. Cóż własna stała kolumna jest na prawdę kusząca, ale jednak... - powoli jej ręka zeszła na dół otwierając torebkę, wyciągając z niej paczkę i zapalniczkę, jednak jeszcze nie wzniosła jej na wysokość wzroku towarzysza - Przez tyle lat byłam wolną duszą w świecie dziennikarstwa, obawiam się że ograniczenia mogą przez pewien czas być dla mnie problematyczne... - zrobiła pauzę aby zamknąć torebkę - Wyłączność jest najmniejszym problemem, ale nawet przy pewnej swobodzie wszystko zależy od tego kto miałby być moim przełożonym. Konkretnie martwi mnie możliwość opuszczenia niektórych z wyznaczonych koncertów, ze względu na życie osobiste bądź... inne problemy. - stwierdziła -Ufam jednak że The Times wyznaczyło do tej roli rozsądnego człowieka. - dopiero teraz wzniosła paczkę wraz z zapalniczką wyżej - Przy okazji, nie będzie panu przeszkadzać jeśli sobie zapalę?
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#12
— Och... A więc nie przeszkadzają Pani ostentacyjne i obraźliwe uwagi? — George okazał szczere zdziwienie; niewielu spotykało się osób, po których takie rzeczy po prostu spływałyby jak po kaczce. Osób, które uważały to za coś dobrego. Wtedy też przyjrzał się jej uważniej. Jak bardzo silną osobowością musiała być, by potraktować to jako coś pozytywnego? Nie powiedział nic więcej. Za to obserwował wymianę zdań między Matilde, a kelnerem.
Ten drug z kolei nie zraził się jej pytaniami i nie stracił rezonu. Wciąż z uśmiechem na ustach - Amelia nie była tu najbardziej wybrzydzającą osobą ani kłopotliwą - wysłuchał jej niczym dobry przyjaciel i cierpliwie odpowiedział na pytania z rękami założonymi za plecami.
— Perfect Manhattan niestety nie mamy, proszę Pani. Co do rye, mogę polecić Pani whiskey Basil Haydens. Główne nuty smakowe to ziarna pieprzu, miód, żyto i skórki pomarańczy. — Odpowiedział najwyraźniej znając się na rzeczy. Obsługa Canterbury Ale House uchodziła za jedną z najlepszych, a już na pewno nikt nie mógł zarzucić tutejszym pracownikom nieprzyjemnego stosunku do klientów. Stojący przed nimi mężczyzna prezentował się bardzo sympatycznie i miał pogodne usposobienie.
A Brassfield? Obserwował to wszystko bez słowa, z uśmiechem kogoś, kto doskonale zdaje sobie sprawę z przyczyn zachowania Panny Fosbery. A czy tak było naprawdę, to już inna sprawa. Wygodnie siedział na krześle z nogą założoną na nogę, nieco przechylając ciężar swojego ciała na bok. Wysłuchał jej uważnie, a na jego twarzy malował się delikatny uśmiech. Jakby był drapieżnikiem, który tylko czeka na okazję.
— Pani przełożoną byłaby Carey Butler, jedna z naszych dziennikarek, zajmująca się przede wszystkim lokalnymi sprawami. Bardzo doświadczona i szanowana. — George przedstawił swej rozmówczyni personę, która miałaby się nią zajmować. I jeśli Matilde przez ten krótki pobyt w Seattle regularnie czytała The Seattle Times, to z pewnością będzie kojarzyć tę dziennikarkę. Nie było takiego wydania, które zostałoby pozbawione artykułu Carey. Ponownie podszedł do nich kelner i z zadowoleniem postawił przed mężczyzną filiżankę z kawą. Jeśli wampirzyca również zdecydowała się coś zamówić, to i to znalazło się przed nią. — Wszystko jest kwestią porozumienia, Panno Fosbery. Ja mogę tylko powiedzieć, że Panna Butler jest wymagającą, oddaną swojej pracy kobietą i podobnego stanowiska będzie oczekiwała od Pani. Czy można się z nią dogadać? Oczywiście. Jeśli ma się argumenty, które uzna za rozsądne. — Z jednej strony opis wskazywał na surową, nie mająca skrupułów kobietę, ale z drugiej... Brassfield nie kłamał opisując Carey. Była trudna w kontaktach, ale miała ku temu powody.
— Proszę sobie nie żałować. — Odparł potwierdzając to gestem ręki. Nie przeszkadzał mu tytoń.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#13
- Nie mogę kształtować tego co ludzie o mnie myślą inaczej niż zmieniając samą siebie, a to bynajmniej mi w niesmak. Jedyna rada to zignorować, albo pójść o krok dalej. Nauczyć się to doceniać. - powiedziała.
Ludzie którzy na nią patrzyli, choć przez tę krótką chwilę mijali setki innych istot na ich podobieństwo każdego dnia. Jednak wśród niezliczonej ilości twarzy które ignorowali i może li tylko ich podświadomość pokazywała je im czasem w snach wiele z nich choć przez chwilę odwracało swoją uwagę od szarej rutyny aby spojrzeć na nią, czy istnieje większe potwierdzenie niezwykłości? Owszem, teraz miałaby znacznie więcej cech, którymi mogłaby zadziwić tych zmęczonych rutyną osobników, jednakże w jakiś sposób te nadnaturalne wydawały się oszukiwaniem. Destylowany ekscentryzm był o wiele lepszy, bo tak na prawdę każdy mógł go osiągnąć przy odpowiedniej determinacji, ale jednak tego nie robił. To był jej sukces, który powoli wżerał się w jej rolę. A może ta rola stawała się powoli osobowością?
- Doceniam sugestię i kiedy następny raz przyjdę wykorzystam, ale niestety dziś mam bardzo szczególny nastrój, a wraz z nim ochotę na określony drink... Jestem zmuszona tymczasowo podziękować. - powiedziała grzecznie uśmiechając się do niego dziewczęco. Kelner zaś zarobił na napiwek. Odnotowała w swoim umyśle, żeby pozostawić kilka ładnych portretów prezydentów kiedy będzie wychodzić.
Wyraz twarzy Brasfielda nie umknął dziennikarce, ale mimo wszystko postanowiła grać rolę roztrzepanej artystki z dobrego domu. Po pozwoleniu zamknęła oczy i, zakładając że już umiała maskować na tyle dobrze ten niewielki dar jakim był rumieniec życia, postanowiła wprawić swoje płuca w ruch. Metaliczne pstryknięcie zapalniczki było ledwie słyszalne w gwarze rozmów w barze, jednak było niemalże tak samo uspokajające dla niej jak z wolna liżący koniuszek papierosa benzynowy płomień. Wciągnęła nieco powietrza i wypuściła delikatnie. Odłożyła zapalniczkę i paczkę na stół, po czym dwa palce trzymające filtr zeszły lekko w dół.
- Ach tak, kojarzę to cięte pióro. Czytałam jej dzisiejsze artykuły. Muszę przyznać dobry warsztat - tutaj pojawiła się krótka, acz zaplanowana przerwa by uraczyć pomieszczenie kolejnym, niewielkim obłokiem tytoniowego dymu - Jakkolwiek nie do końca zgodziłabym się na kwestię niektórych elementów metodologii psychicznej. Osobiście uważam, że kwestia muzyki i gier wideo jest niemalże nic nieznaczącą na rozwój młodzieży w stosunku do bardzo indywidualnej kwestii stosunków z otoczeniem doprowadzających do różnych wypaczeń umysłu. Inaczej ja siedząca tu przed panem, która jednym zajmuje się zawodowo, a drugiego z ciekawości nieco posmakowała byłabym krwiożerczą bestią.
Ironiczne, część z niej była właśnie podręcznikową definicją tego czegoś. Chociaż tak na prawdę na poziomie moralnym przypominało to pozornie tych kruchych ludzi, wszakże i czy oni nie walczą z tymi ciemniejszymi zakamarkami swego umysłu za pomocą swoich pojęć moralności i tego deficytowego surowca zwanego zdrowiem psychicznym? W pewnym sensie to co działo się z jej pokrętną strefą umysłowo-spirytualną było wyższym poziomem tegoż, tylko z bardzo dobrze zdefiniowanymi elementami. Miała ten jakże przydatny dyskomfort pewności, że bestia będąca istotą tych prymitywnych instynktów wciąż na nią czyha, a za jedyną obronę ma te mizerne strzępki swych skrupułów śmiesznie określanych jako "człowieczeństwo", choć dałaby głowę że to co się z nim wiązało było bardziej obce dla ograniczonych, żywych jednostek zamieszkujących miasto, niż jej samej. Amelia odczuwała to bardzo fizycznie, podczas gdy oni praktycznie uznawali to za sferę abstrakcyjną...
Komfort rozmyślań był o tyle większy że teraz wyczekiwała na ruch Georga. Owszem, sprawiał wrażenie drapieżnika, dość cwanego sokoła nie bez powodu wysłanego tutaj po zdobycz, jednak tak się składało że nie był jedynym. Sama Amelia Matilde widziała siebie jako lisa. Nieco bardziej skryte stworzenie, które wygląda dość niegroźnie, ale jest tak samo kompetentne w kwestii polowania...
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#14
Amelia nie musiała wprawiać swej vitae w ruch, by jej ciało przyjęło Rumieniec Zdrowia. Ten bowiem towarzyszył jej niezmiennie przez cały czas. Nieprzerwanie mogła cieszyć się namiastką człowieczeństwa - ludzkim wyglądem skóry. Chłód mimo wszystko wciąż pozostawał, nawet jeśli mniej odczuwalny w stosunku do większości Spokrewnionych. Matilde była chodzącym trupem. Umarłą, której organy nie pracowały. Stwarzała jedynie pozory ludzkiego wyglądu, nic więcej. Bo gdyby jakiś śmiertelnik dotknął jej piersi zapewne ze zdziwieniem stwierdziłby, że jej serce bije bardzo wolno, wręcz niewyczuwalne i niedosłyszalnie. Strach pomyśleć, co by się stało z młodym, mało doświadczonym wampirem w rękach Doktora Frankensteina...
George obserwował jak jego towarzyszka zapala papierosa. Dostrzegał w tym ruchu pewien rytuał, który stanowił nieodłączną część jej osobowości, postaci. Było coś ujmującego tudzież intrygującego w wykonywanych przezeń ruchach... Tak jakby nie chodziło o zapach tytoniu. Jakby w ogóle tytoń nie miał tu znaczenia, lecz wrażenia, doznania cielesne, odczucia wynikające z wykonania tej jednej rzeczy. Spojrzenie Brassfielda leniwie przesuwało się wraz z ruchem ręki Amelii, a on sam siedział nieruchomo, jakby tym zafascynowany. Matilde zdawała się być personą pełną takich drobnych, wchodzących na kanwę jej osobowości, cech. Gdy jej wysłuchał, nie od razu odpowiedział. Nie było to jednak milczenie wynikające z braku znalezienia odpowiedniej odpowiedzi i namyślenia się co do tejże, lecz celowe działanie. George patrzył na wampirzycę. Aż wreszcie sięgnął po filiżankę kawy i upił drobny łyk. I się odezwał.
— Zdziwiłaby się Pani, Panno Fosbery. Muzyka to jeden z elementów naszego życia mającego ogromny wpływ na nasze postrzeganie świata, kulturę, rozwój społeczny. Nie widzimy tego, bo nie są to zmiany chwilowe, lecz długofalowe. Takie, które dostrzegamy dopiero po kilkudziesięciu latach. — Przerwał na chwilę. Uniósł lekko głowę ku górze. — Wspomnę chociażby Roberta Johnsona i Dona Law. Johnson nie zapowiadał się nawet na dobrego gitarzystę, w swych młodzieńczych latach był okropnym muzykiem. Gdy jednak pojawił się Law... Robert stał się królem bluesa z Delty. Ojcem rock and rolla. Gdyby nie płyta "King of the Delta Blues Singers", nie powstaliby Beatlesi, Stonesi, Led Zeppelin czy nawet Elvis Presley. Żaden z nich! Gdyby nie on, nie powstałby współczesny blues. Nie byłoby rewolucji kulturalnej w latach 60, ruchu o prawa człowieka, Nixona, końca wojny w Wietnamie. — George się rozkręcił. Wiedział o czym mówi. Był tym wręcz zafascynowany, co znać było po żywej gestykulacji czy chociażby lekko podniesionym tonie głosu. — The Seattle Times o tym wie. Ja o tym wiem. Pani może nam pomóc w kształtowaniu się kultury muzycznej. Proszę tego nie odrzucać. — Mężczyzna uśmiechnął się szerzej, lecz jego uśmiech został zasłonięty przez ponowne uniesienie filiżanki.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#15
Wypuszczając dym, Amelia przysłuchiwała się mężczyźnie. Dość sprytnie, wyminął nieco jej stwierdzenie przemieszczając je na inną płaszczyznę. Owszem, sztuka, w tym muzyka, miała wpływ na kształtowanie się historii, jednakże jej chodziło o nieco mniejszą skalę psychiki jednego człowieka, gdzie raczej ta by wspomagała bądź lekko hamowała procesy, które w praktyce zaszłyby tak czy inaczej. W pewnym sensie oboje mieli rację, a on wydawał się przekonany o tym co mówił. Wcześniej w trakcie rozmowy zastanawiała się czy w pewnym momencie nie przyjąć postawy podlotkowej Femme Fatale która wysunęłaby kilka pochlebstw dla uspokojenia czujności, ale teraz okazywało się że do najpewniej byłoby dla niego afrontem. Postanowiła uderzyć nieco inaczej.
- Nigdy tego nie zaprzeczałam - powiedziała, po czym posłała delikatny, stłumiony śmiech, wykonując delikatne zamachnięcie papierosem - Paradoksalnie potwierdził Pan moją tezę. Zmiany te nie są krótkofalowe, więc jednocześnie nie aż tak istotne dla psychiki pojedynczego człowieka na przestrzeni kilku lat. Działają one bardziej jak inhibitory i katalizatory.
Tutaj poczyniła krótką przerwę na kolejne zaciągnięcie się tytoniem. Teraz przyszedł czas na tę mniej elegancką część ich spotkania, pieniądze. Utrzymując kontakt wzrokowy strzepnęła odrobinę popiołu do popielniczki.
- Jednakże by to robić trzeba mieć co jeść, co wypić i w co się ubrać stwierdziła - A niestety, to wiąże się z czymś, co z powodu jakiejś dziwnej dziejowej ironii zwykło się mówić, że artystom uwłacza, czyli pieniędzmi. Jedno z najważniejszych pytań to czy będę opłacana za artykuł, czy raczej z pensji?
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#16
Po twarzy George`a, a raczej po jego spojrzeniu i z trudem hamowanej ekspresji twarzy, Amelia mogła łatwo wywnioskować, że ten się z nią nie zgadza. Co zresztą potwierdził słowami.
— Absolutnie się z Panią nie zgadzam. — Zaczął i zanim przeszedł do wyjaśniania, pierwej poprawił się na krześle i uniósł rękę ku górze, by lekkimi gestami wzmocnić swój werbalny przekaz. — Muzyka największy wpływ ma właśnie na pojedyncze jednostki. Z pewnością Pani wie, że istnieją różne rodzaje tejże. Heavy metal, rap, punk, blues, rock, jazz czy reggae. Wystarczy spojrzeć na ostatnie dziesięciolecia, na ostatnie półwiecze, by przekonać się jak ogromny wpływ ma muzyka na ludzi — szczególnie zaś na te osoby, które przyjęły kulturę danej muzyki i w wyrazisty sposób ją eksponują. Na to, jak wiele jest potyczek między punkowcami, a rapowcami chociażby. Jak zmienia się postrzeganie świata poprzez słuchanie takiej, a nie innej muzyki. Powie mi Pani, że to są społeczności, lecz nie byłoby ich bez tych wszystkich ludzi, którzy uważają, że to, czego słuchają jest w jakiś sposób wyższe od pozostałych form muzyki. — Przerwał na chwilę, by upić łyk kawy, ostatki właściwie. Z ubolewaniem w oczach stwierdził, że ta mu się już skończyła, wobec czego skinął głową na kelnera, by podszedł i ponownie poprosił o tę samą kawę. Ten zaś pojawił się bardzo szybko, czujnym okiem wychwytując, że właśnie w tej chwili jest potrzebny. Zabrał brudne naczynie, skłonił się nisko i zniknął im z oczu. Na jakiś czas. George zaś kontynuował. — Już od najmłodszych lat jesteśmy podatni na muzykę. Nasze matki i ojcowie puszczali nam podczas najmłodszych lat to, co uważali za słuszne. W jakiś sposób my to odbieraliśmy, chociaż jeszcze nie rozumieliśmy. Tańczyliśmy — lub nie, zależnie od tego czy nam ona pasowała — w rytm muzyki, którą puszczali nasi sąsiedzi. Gdy idziemy do sklepu muzycznego wybieramy to, co nam najbardziej odpowiada. To, co według nas ma na nas największy wpływ. To, co z pewnych względów się nam podoba. — Znowuż przerwał. Czy raczej skończył swój wywód, bo jego mina z poważnej zamieniła się w pogodną, a na facjacie Brassfielda znów zagościł uśmiech. Gdy zaś posłyszał kolejne słowa Matilde, tak zawoalowane, zawierające w sobie proste: “ile będę zarabiać?”, zaśmiał się lekko. Nie był to jednak śmiech lekceważący czy wywyższający się, o nie. W przeciwieństwie do Panny Fosbery jednak, George był w tym aspekcie konkretny.
— Proponujemy Pani pensję za artykuł. Standardowo 150 dolarów za tenże, a gdyby któryś przyjął się wybitnie dobrze, to więcej.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#17
Uśmiech się nieco rozszerzył, gdy wyszedł z „z pewnością Pani wie, że istnieją różne rodzaje tejże”. Truizm, który był nieszczególnie dobry posunięciem przy rozmowie z dziennikarką muzyczną. Jednak cały konflikt polegał na czymś bardzo prozaicznym.
- Dotknął pan bardzo ciekawej sprawy, ale tutaj jestem zmuszona nie do końca się zgodzić. Owszem, muzyka kształtuje człowieka, ale jednak nie sądzę aby było to oddziaływanie większe od innych bodźców z którymi styka się dany umysł. Wszka co do konfliktów, pragnę zauważyć, że te są chyba czymś do czego ludzie naturalnie dążą. Wszkaże podobnie jak pomiędzy fanami określonych gatunków następuje różnica, tak samo dzieje się z ludźmi śledzącymi losy drużyn sportowych, partii politycznych czy nawet w kwestii książek – zachichotała dziewczęco – Cóż, jakkolwiek nikt nie może zaprzeczyć rynkowego sukcesu J.K. Rowling, to mimo wszystko jej twórczość spotkała się ze sporą ilością krytyków, zwłaszcza wśród czytelników innego brytyjskiego autora fantastyki, Terry’ego Pratchetta, do których zresztą sama się zaliczam. Jakkolwiek do bycia aktywną częścią tej... waśni jest mi daleko, to ciężko nie zauważyć że muzyka nie jest odosobnionym przypadkiem. Nawet kiedyś słyszałam kłótnię robotników o wyższości płyty gipsokartonowej nad pilśniową. Przyznam szczerze, nie rozumiałam trzeciej części określeń które używali, ale gdy wyobraziłam sobie że posługują się innym językiem niemalże niczym nie różniło się to od kłótni kiepsko wyszkolonego jezuity i wioskowego pastora. No, może z wyjątkiem mniejszej ilości przekleństw.
Niestrzepywany popiół na ubitym papierosie powoli uginał się pod swoim ciężarem. W końcu jednak po przysunięciu do siebie popielniczki, strzepała go, tylko po ro by kolejny kikut uformował się zaraz po kolejnym zaciągnięciu. Przychodził czas na wnioski zamykające.
- Główny problem naszego nieporozumienia w tej kwestii najprawdopodobniej z odwrotnego umieszczenia dwóch tych samych elementów w innym miejscu tej uroczej osi opisanej jako „przyczyna-skutek”. Otóż podstawą mojego osądu jest to, że zakładam, że konkretne gatunki muzyki przyciągają pewnych ludzi posiadających określone cechy, które owa muzyka może wzmacniać, niż raczej w zetknięciu z człowiekiem zapisywać tę carte blanche samym swoim istnieniem, jak mój pokrętny umysł wywnioskował z Pańskich argumentów, nie zaprzeczam że możliwe że całkowicie błędnie.
Zamknięcie dyskusji z jej strony zaakcentowała zgnieceniem papierosa, obracając nim lekko. Wbrew pozorom nie miała na te negocjację całego dnia.
150 dolarów. To nie była zła stawka. Gdyby pisała artykuł co drugi dzień bez problemu przekroczyłaby amerykańską średnią zarobków. Było to też więcej niż to, co dostawała do tej pory, ale kości podpowiadały jej że może ugrać nieco więcej. W każdym razie nic nie straci, w końcu to oni przychodzili do niej.
- To czy się zgodzę zależy od wielu czynników. Długość minimalna, długość maksymalna, kwestia oczekiwań minimalnych względem ilości artykułów, maksimum jakie The Times może przyjąć i inne nieciekawe technicznie sprawy. Właściwie już teraz mam jeden felieton, który planowałam opublikować... - Wstęp do negocjacji, wybrzydzanie. Mogła sobie na to pozwolić, zarówno ona jak i George wiedzieli, że Amelia Matilde nie będzie miała problemów ze znalezieniem miejsca na druk. Czas na kontrpropozycję - Za 210 dolarów za artykuł nie zastanawiałabym się nad tym, miałabym pewność że stawka ta zaspokoi wszystkie moje potrzeby przy pisaniu wyłącznie do The Times... – tutaj bardziej chodziło o sposób przekazania, niż samą stawkę, stwierdzenie że by się nie zastanawiała nie było równoznaczne z żądaniem, ale jednocześnie znaczyło kwotę. Kwotę którą co więcej według najstarszych tradycji handlu mogła swobodnie obniżać.


Spoiler | 
Zużywam punkt woli w celu poprawienia rzutu charyzmy mającego na celu przekonać Georga do opinii Amelii Matilde dotyczącej wpływu muzyki
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#18
Brassfield słuchał Amelii z lekkim uśmiechem na swoich wargach. Mimika jego twarzy i wzrok sugerowały też, że się z nią zgadza. Z tego też względu nie widział potrzeby, by przerywać jej wypowiedzi. Znów niespiesznym wzrokiem powiódł po ruchach Panny Fosbery kiedy ta strzepywała popiół z papierosa. Podobnie jak wcześniej, było w tym coś nadzwyczajnego, intrygującego. Podobnież było w przypadku zgniecenia papierosa po wnioskach końcowych.
— Podobają mi się Pani wnioski i argumenty, Panno Fosbery; nie sposób się z nimi nie zgodzić. — Powiedział tylko, już więcej nie drążąc tematu. Matilde dobrze i z taktem zakończyła tę waśń, a George nie widział potrzeby w przedłużaniu jej.
— Chcielibyśmy, by miała Pani pół strony. Może być ciut mniej lub ciut więcej — wszystko zależy od tego, jak treść będzie się komponowała w całości. Jak już wspomniałem, nad Panią będzie Carey Butler i gdyby miała jakieś zastrzeżenia co do długości, to Panią o tym powiadomi tak, by wspólnie dojść do kompromisu i odpowiednio ułożyć artykuły. — Brassfield uśmiechnął się i pochylił głowę lekko do przodu. Nie od razu odpowiedział na kontrpropozycję Amelii celowo przedłużając chwilę niby to namysłu. — Dwieście dziesięć dolarów. To nieco ponad jedna trzecia tego, co Pani zaproponowałem. Sto siedemdziesiąt dolarów. — George kulturalnie nie wspomniał w swoim głosie co tak właściwie o tym myśli. Były to dla niego przede wszystkim negocjacje, a te jednak trzeba było umieć prowadzić. To, czy on umiał — to się dopiero okaże.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#19
Amelia uśmiechnęła się triumfalnie na jej sukces w dyskusji. Może i to było... małostkowe, ale z jakiegoś powodu ilekroć wchodziła w dłuższą wymianę poglądów brnęła po zwycięstwo. Chyba tylko raz jak sięgnęła pamięcią zdobyła się aby przyznać komuś rację, ale to był jeden z jej profesorów który niestety przyłapał ją na nieznajomości materiału źródłowego...

Tak więc Brasfield chciał negocjować, dobrze... Sto siedemdziesiąt dolarów za pół strony to była już ładna kwota, ale ciekawość kazała sprawdzić, czy nie zgodzi się na więcej. Z resztą czuła, że w niczym nie ryzykowała. Raczej nie wyjdzie mówiąc, że jednak jej nie chcą...
- Cóż... Co w Takim razie by Pan powiedział na sto dziewięćdziesiąt dolarów? - zapytała niewinnie.
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#20
Takie drobne zwycięstwa zdecydowanie poprawiały samopoczucie i własną wartość. Nic więc dziwnego, że Amelia wewnętrznie triumfowała. Brassfield wszak otwarcie przyznał jej rację. Jej ego tym razem zostało połechtane.
Tym razem George się zaśmiał; delikatnie i taktownie, ale to mówiło więcej niż wszystkie słowa, które mogłyby wyrazić to, jak odebrał jej słowa.
— Proszę nie przesadzać, Panno Fosbery. Oboje wiemy, że sto siedemdziesiąt dolarów jest kwotą dla Pani przystępną. — Spojrzał nań nonszalancko, a na jego twarzy wciąż widniał uśmiech. Zupełnie jakby z niego nie schodził. Na dłuższą metę dla kogoś mogłoby to być wręcz irytujące, jednak stanowiło urok Brassfielda; jakąś nieodłączną cechę osobowości, sprawiającą w dodatku, że wydawał się być znacznie przystojniejszy. I sympatyczny, przede wszystkim.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#21
Owszem, sto siedemdziesiąt dolarów to na prawdę ładna kwota, ale mogła ugrać znacznie więcej... Tak właściwie patrząc na jego spojrzenie, Amelia chciała spróbować odwrócić nieco pozycje i wyjść z klasycznym "Proszę zostawić adres, wyślę panu liścik", analogicznym do frazesu z telefonem którym niejednokrotnie ją zbywano na początku jej kariery. Jednak nawet w nocy pieniądz był przydatny, a ona lubiła pisać. Co więcej podobno jej to wychodziło...
- Na prawdę musiałabym z tym spędzić noc, pomyśleć na spokojnie. Emocje są złym doradcą, już nie raz przekonałam się o tym na własnej skórze - to ostatnie zdanie zostało wypowiedziane ciszej, jakby w przestrzeń. Nie miała na myśli niczego konkretnego to wypowiadając, miało to mieć raczej teatralny efekt - Mogłabym po prostu wziąć kopię umowy, przestudiować ją na spokojnie i pojawić się jutro osobiście w budynku redakcji aby przekazać moją decyzję?
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#22
George przyglądał się swojej rozmówczyni z błyskiem zainteresowania w oczach. Amelia była intrygującą personą; z jednej strony niezwykle przewidywalną, lecz z drugiej nie. Gdy się nań patrzyło nie sposób poddać się wrażeniu znajomości jej osoby. Charakteru. Tego, kim była i jaka była. Fosbery miała w sobie coś znajomego, coś nadzwyczajnego, lecz jednocześnie przyciągającego. Trudno odwrócić odeń wzrok i przejść obojętnie. Czy to właśnie chciała uzyskać stając się tym, kim była?
— Och, oczywiście, Panno Fosbery. — Brassfield uśmiechnął się szczerze i sięgnął do swojej teczki, z której po chwili wyjął plik dokumentów. Podał jeden z nich, najpewniej kopię, Matilde. A gdy ta już ją wzięła, wyjął z portfela jeszcze jedną rzecz. — Gdyby miała Pani do mnie jeszcze jakieś pytania, uwagi lub wątpliwości, proszę śmiało dzwonić. Podobnie gdyby chciała się Pani jeszcze raz spotkać i omówić nurtujące kwestie. — Mówiąc te słowa, wręczył jej swoją wizytówkę. Był przy tym wyjątkowo sympatyczny i przyjaźnie nastawiony. Znać, że nie było to jego pierwsze takie rodeo i wiedział czego może się spodziewać oraz jak postępować. — Jeśli jutro zajrzy Pani do redakcji, to tak jak wspomniałem: Pani przełożoną byłaby Carey Butler, wobec czego to do niej proszę kierować swoje kroki w razie ewentualnych pytań dotyczących Waszej współpracy i rozmowy. Przekażę, że zaistnieje taka możliwość.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House

#23
Amelia podjęła wizytówkę i przyjrzała się jej przez chwilę. Uśmiechając się, schowała ją do torebki. Biznesową tradycją było dać własną, jednak - ona nigdy ich sobie nie wyrobiła. Z resztą kiedy dłużej o tym myślała, nijak pasowało to do jej persony. Chwilę później można było usłyszeć kliknięcie tradycyjnej portmonetki. Na stole, przykryte świeczką pojawił się wachlarz z dwudziestu jednodolarówek, stosowny napiwek dla kelnera który dziś musiał twarzą z twarz stanąć z niezdecydowaną klientką.
- Jestem pewna, że zadzwonię prędzej czy później, panie Brasdield - zapewniła przyjaźnie na powrót naciągając na ręce rękawiczki. Dopiero wtedy wzięła kopię i spojrzała na nią przez krótką chwilę - Jednakże, jakkolwiek wiem, że to nieco nieuprzejme, jestem zmuszona pana przedwcześnie opuścić. Niestety, ten wieczór będzie dla mnie dość burzliwy. - niewinny blef, ale nie było powodu aby jej nie wierzyć. Z resztą czy aby na pewno blef? Nie wiedziała co ją spodka, a odkąd wstała miała złe przeczucia - Bonne Soirée
To były jej ostatnie słowa zanim wyszła z baru i udała się... Właściwie gdzie? Szczerze mówiąc nadal była zagubiona. To był jej pierwszy dzień większej swobody od zarządzeń Mistrzyni, ale... długi czas pod nią sprawił, że ciężko było wyzbyć się tego przyzwyczajenia. Z resztą to w jakim stanie został zostawiony dom... Właśnie, najrozsądniej zacząć od powrotu do niego.
KARTA POSTACI: Amelria Matilde Fosbery
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?.

Re: 534 15th Ave. E, Canterbury Ale House [02.15.1999]

#24
Faktycznie, George okazałby wyraźne zdziwienie gdyby Amelia wyciągnęła ku niemu swoją wizytówkę. Wydawała się być personą znaną nie z opisów w gazetach czy wizytówek, ale właśnie z tego, co się o niej mówiło. Z opowieści i własnej, swoistej reprezentatywności, tak charakterystycznej i niemożliwej do przeoczenia. Gdy Amelia szła — oczy przynajmniej na krótką chwilę się ku niej zwracały. Gdy czytano jej artykuły — nie trzeba było nazwiska obok, by wiedzieć, że treść wyszła spod pióra Matilde.
— W takim razie nie będę Pani zatrzymywał i życzę jak najmniej burzliwego wieczoru. Do usłyszenia, Panno Fosbery. — Odpowiedział George jednocześnie lekko pochylając głowę do przodu. Na twarzy miał swój charakterystyczny, przyjazny uśmiech. Nie wyciągnął ku niej ręki, bo wiedział, że byłoby to zbyt natarczywe, a przecież nie o to chodziło. Amelia mogła jeszcze posłyszeć jak Brassfield zamawia kolejną filiżankę kawy. Po jej wyjściu oddał się pracy — najwidoczniej uznając, że miejsce jest bardzo ciekawe do realizacji swoich zadań zawodowych.
Gdy wyszła, uderzyła ją silna smuga wiatru ze śniegiem. Poczuła na twarzy drobinki tegoż, a ogromna i ciężka suknia, która na sobie miała, niemal zafalowała. To nie była dobra pogoda na piesze wędrówki przez miasto w taką pogodę, toteż Panna Fosbery słusznie uczyniła wzywając taksówkę, która niedługo potem zabrała ją do mieszkania Stwórczyni.
kolejka | 
  → Walter Wilkes
   → Amelia Fosbery
    → Wiktor Smiertin
     → David Knightley
      → Avery Blanchard
       → Leopold
        → ?
         → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE
Odpowiedz

Wróć do „Capitol Hill”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość