"Pill Hill"

#1
  Puget Sound Blood Center to nie jedyne miejsce, gdzie dba się o zdrowie mieszkańców Seattle, o nie. To ledwo początek, bo teren First Hill jest bardzo często określany mianem "Pill Hill" z racji tego, że znajdują się tutaj trzy ważne szpitale i kliniki. Albo cztery czy nawet i pięć, jeśli by liczyć inne, chociaż to już zależy od tego jak ktoś interpretuje rozkład dzielnic i sąsiedztw tego miasta. W każdym razie trzy szpitale stanowią "rdzeń" medyczny tej dzielnicy i to wokół nich niejako skupia się wszystko.

Na Dziewiątej Alei, pod numerem 1100, znajduje się Virginia Mason Hospital. Porządny szpital, oferujący podstawową opiekę zdrowotną i ubezpieczenia w takim samym zakresie - nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle pozostałych szpitali w Seattle, by nie wspomnieć już o stanie i kraju, ale swoją rolę spełnia bardzo dobrze. W końcu nie każdego dnia potrzebny jest specjalista światowej klasy od rzadkiej, niespotykanej choroby, a przeziębienia, złamania i przedmioty codziennego użytku wepchnięte w różne dziwne miejsca też trzeba leczyć.

Jedyne, co w jakiś sposób może wyróżniać Virginię, to zabudowa. Parter jest w znaczniej mierze przeznaczony na parking i dopiero od pierwszego piętra zaczyna się "właściwy" szpital, z izbą przyjąć, gabinetami lekarskimi, salami operacyjnymi i poszczególnymi oddziałami gdzie toczy się walka o ludzkie życie. Dostęp tam jest zagwarantowany przez system wind dla poważniej chorych oraz schodów dla osób, którzy nie wymagają natychmiastowej pomocy i opiek. Prawdziwa wadą Virginii jest jednakże brak lądowiska dla helikopterów.

Drugi ze szpitali, Swedish Medical, jest na Broadway'u, pod numerem 747 i jest prawdziwie wielkim szpitalem, górującym nad sąsiednimi budynkami swoimi rozmiarami - potężna, łukowato wygięta sylwetka liczy sobie kilkanaście pięter, gdzie "tradycja łączy się z nowoczesnością". Sięgający początków dwudziestego wieku przeszedł ogromną drogę do dnia dzisiejszego i chyba jako jedyna placówka zdominowała Waszyngton - jakiś oddział Swedish można znaleźć w każdej ważniejszej części miasta i stanu. I nie są to czcze przechwałki, tylko fakty; Ballard, Cherry Hill, Edmonds, First Hill, Issaquah, Mil Creek oraz Redmond to jeden i ten sam szpital, różniący się tylko detalami.

Ale wszystko inne jest takie same. Nowoczesny sprzęt, wykwalifikowana kadra, parter będący bardziej atrium drogiego hotelu, liczne kawiarnie i kafeterie, sklepiki, galerie oraz sale konferencyjne może nie pasują do szpitala jako takiego, ale są i pomagają chorym. To znaczy tym, których na to stać, bo Swedish nie należy do najtańszych i jeśli nie masz odpowiedniego ubezpieczenia... to masz poważne kłopoty.

Ale nie tak poważne jak ostatni szpital. Harborview Medical Center to przede wszystkim szpital chorób zakaźnych i to tutaj mieści się lokalny oddział CDC oraz najnowocześniejszy oddział oparzeniowy w stanie, obsługujący także Alaskę, Idaho i Montanę. Ponadto znajdują się tutaj też liczne specyficzne i specjalistyczne oddziały, których można ze świecą szukać w innych placówkach, może tylko poza szpitalem uniwersyteckim, ale to jest rzecz oczywista. I Harborview posiada aż trzy lądowiska dla helikopterów! A do tego własny park!

Re: "Pill Hill"

#2
Union Street ->

Samochód Franka zatrzymał się w pobliżu szpitala, ale dość daleko, aby kamery nie zauważyły ich. Wiedział jedno - wszystko może być wykorzystane przeciwko im. Ktoś zauważy numery samochodu? Przyjdą na rozmowę. Ktoś zobaczy ich twarze? Już jest problem. W szczególności gdyby mieli osobiście pójść odprowadzić człowieka. Pojawią się pytania i kolejne. Wszystkich Frank nie mógł zdominować. Maskarada od nich wymagała, że człowiek musiał sam pójść do szpitala. Tak też miała nadzieję Frank, że człowiek zrobi. Dla zachęty spojrzał mu w oczy i powiedział prosty rozkaz - Niech pan pójdzie do szpitala i poprosi o pomoc. Tyle powinno wystarczyć. Mężczyzna pewno opuści samochód i ruszy w tym śniegu po pomoc. Powinien być już w stanie iść, z ogromnym bólem, ale powinien. A gdyby był problem? Frank wysiądzie do jakiegoś przechodnia, zdominuje jego umysł i nakaże mu przenieść człowieka do szpitala. A przynajmniej pójść po pomoc do szpitala, a ofiarę zostawi się na ulicy. Wampiry musiały odjechać. Nie mogły tutaj zostać.
KARTA POSTACI: Frank Russell
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Postać aktualnie jest ubrana w ciepły, szary sweter. Pod nim ma białą koszulę oraz czerwony krawat. Pozostała część ubioru to elementy ciemnoniebieskiego garnituru. Podpiera się często starą laską, której rękojeść jest zaokrąglona. Typowa laska "dla starców."

Re: "Pill Hill"

#3
->Union Street
Dotarli.
Obserwował wszystko zza okna i szczerze żałował, że nie mogli zrobić nic więcej. Widząc jak mężczyzna zostaje wystawiony na chłód coś w nim niemalże pękło. Było mu po prostu przykro, że zostawiają go w takim stanie. Wiedział jednak, że nie mogą nic zrobić: cały plan najzwyczajniej ległby w gruzach. Dlatego Kadewa patrzył zza szyby na delikwenta i drżał nerwowo. Miał nadzieje, że sprawa szybko zostanie rozwiązana.
KARTA POSTACI: Adewale Kadewa
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: , Łacina
Opis Postaci | 
Adewale Kadewa swoim wyglądem nie budzi żadnych specjalnych i konkretnych skojarzeń. Zwykły, średniego wzrostu i średniej budowy afroamerykanin, który zdecydował się oddać w posłudze Bogu. Zawsze ubrany zgodnie z pełnioną w parafii funkcją, nosi czarne koszule z krótkim bądź długim rękawem, które opięte na jego masywnych barkach dodają wrażenia bardziej wysportowanej postury. Ciemne jeansy, czarny skórzany pas ze srebrną klamrą oraz zamszowe eleganckie buty to wieczny styl tego osobnika. Szyje zdobi biała koloratka - jasno pokazująca fach i status mężczyzny. Ważnym dodatkiem jest różaniec, wiecznie trzymany przy karku albo ściskany w dłoni. Stare drewniane koraliki wydają się nieco przetarte od modlitwy - widocznie często jest używany. Na twarzy przystrzyżona starannie bródka, która tworzy spójną całość z równo zapuszczanymi wąsami.

Re: "Pill Hill"

#4
Mężczyzna opuścił samochód. Pierwsze kilka kroków przeszedł bez większego problemu, może wydawał się tylko troszeczkę skołowany, ale nie było to nic, co mogłoby budzić jakieś większe zmartwienie. Dopiero gdy przebył mniej więcej połowę drogi dzielącą go od drzwi szpitalnej, nocnej izby przyjęć, zachwiał się. Zatrzymał, przycisnął rękę do boku owiniętego bandażem i przez moment wyglądał, jakby miał upaść w śnieżną zaspę, ale w końcu się opanował. Kolejne kroki były już wolniejsze, ale i pewniejsze.
Tak, to wszystko jasno wskazywało, że nie był zwyczajnym człowiekiem. Krew Kainity musiała krążyć w jego żyłach, pilnując, by nie przekroczył tej cienkiej, delikatnej granicy między życiem a śmiercią. Vitae utrzymywała go przy życiu, pchając do dalszego działania mimo strasznej rany szpecącej jego ciało.
Doszedł w końcu do szpitala.
Przekroczył próg, podniósł jedną rękę ku górze i coś zawołał - był jednak zbyt daleko, by Russell i Kadewa mogli zrozumieć, co takiego mówi. Osiągnęli jednak swój cel, zmodyfikowali mu pamięć by nie narażać Maskarady oraz dostarczyli go prosto pod drzwi jednego ze szpitali w okolicy znanej jako Pill Hil. Upewnili się, że przeżyje. To wszystko, co mogli zrobić nie pozbawiając go życia. Spokrewnieni mogli w spokoju opuścić te miejsce.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: "Pill Hill"

#5
- I tak oto Maskarada nie została naruszona, Ojcze Adewale. - rzekł spokojnie Frank dalej siedząc z tyłu. - Dokąd pana odwieść? - zapytał czarnoskórego. Mieli jeszcze czas na małą przejażdżkę. Następnie Frank musiał pojechać do Fundacji. Pewno wiele będzie się działo. Czy go interesował los człowieka? Niezbyt. Czy zachwiał się widząc, że mężczyzna zaraz może upaść? Nie. Ze spokojem wtedy się przyglądał. Przecież mógł nakazać swemu ghulowi zadzwonić do szpitala i powiedzieć, że ktoś leży przed nim. Wszytko na razie było pod kontrolą.
KARTA POSTACI: Frank Russell
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Postać aktualnie jest ubrana w ciepły, szary sweter. Pod nim ma białą koszulę oraz czerwony krawat. Pozostała część ubioru to elementy ciemnoniebieskiego garnituru. Podpiera się często starą laską, której rękojeść jest zaokrąglona. Typowa laska "dla starców."

Re: "Pill Hill"

#6
Cały czas obserwował doczołgującego się śmiertelnika. Śledził go wzrokiem, nawet wtedy gdy wszedł do środka hola szpitalnego. Tak naprawdę klecha nie chciał odejść, póki nie zobaczył personelu zajmującego się rannym. Dopiero wtedy się rozluźnił, a słowa Tremere dotarły do jego uszu całkowicie.
- Wszystko poszło zgodnie z planem, tak. Żyje. Dzięki Bogu - schował różaniec do kieszeni i otworzył drzwi samochodu. Przesiadł się do na tyły, siadając obok Russella. Westchnął głośno, patrząc w jego oczy - Cieszę się, że podjął Pan taką, a nie inną decyzję. Uratowanie jego życia dużo znaczy, a sprawa jak mniemam została całkowicie rozwiązana. To dobrze. Jestem rad, że klan Tremere wie, że zamiecenie sprawy pod dywan to nie wszystko - przeniósł wzrok za okno, skupiony i zamyślony co robić dalej - Proszę mnie zawieźć do Church of True Path. Parafia należąca do mojej Domeny na terenie Madrony. Zapewne Peter wie gdzie się kierować
KARTA POSTACI: Adewale Kadewa
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: , Łacina
Opis Postaci | 
Adewale Kadewa swoim wyglądem nie budzi żadnych specjalnych i konkretnych skojarzeń. Zwykły, średniego wzrostu i średniej budowy afroamerykanin, który zdecydował się oddać w posłudze Bogu. Zawsze ubrany zgodnie z pełnioną w parafii funkcją, nosi czarne koszule z krótkim bądź długim rękawem, które opięte na jego masywnych barkach dodają wrażenia bardziej wysportowanej postury. Ciemne jeansy, czarny skórzany pas ze srebrną klamrą oraz zamszowe eleganckie buty to wieczny styl tego osobnika. Szyje zdobi biała koloratka - jasno pokazująca fach i status mężczyzny. Ważnym dodatkiem jest różaniec, wiecznie trzymany przy karku albo ściskany w dłoni. Stare drewniane koraliki wydają się nieco przetarte od modlitwy - widocznie często jest używany. Na twarzy przystrzyżona starannie bródka, która tworzy spójną całość z równo zapuszczanymi wąsami.

Re: "Pill Hill"

#7
- Oczywiście, Ojcze Adewale. Czas odpocząć. - stwierdził Frank. Samochód ruszył w kierunku, który zażyczył sobie czarnoskóry. Frank przez resztę podróży rozmawiał z murzynem na temat ostatnich spraw. Głównie interesowała go sprawa zamordowanych duchownych, chciał znać szczegóły całego zajścia i tego co wiedział Adewale. Obiecał w czasie podróży, że może będzie w stanie pomóc, ale teraz to nie będzie od niego zależało. Jak dojechali na miejsce, to Frank pożegnał się z Adewale z uśmiechem na twarzy oraz pewnym uściśnięciem dłoni. Oczywiście nie zabrakło podziękowania za pozwolenie. Jakie? Wejście do Domeny innego wampira, oczywiście.
Po tym wreszcie Frank usiadł na siedzeniu pasażera. Czas był jechać do Fundacji. Będzie trochę wyjaśniania i proszenia. Starzec miał nadzieję, że Vanessa powiedziała Regentowi wszystko, inaczej będzie na nią zły.

-> 2026 NW Market Street, parter, hol wejściowy
KARTA POSTACI: Frank Russell
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Postać aktualnie jest ubrana w ciepły, szary sweter. Pod nim ma białą koszulę oraz czerwony krawat. Pozostała część ubioru to elementy ciemnoniebieskiego garnituru. Podpiera się często starą laską, której rękojeść jest zaokrąglona. Typowa laska "dla starców."

Re: "Pill Hill" (02.14.1999)

#8
Image Image

Podróż z Green Lake na północy do First Hill w centrum Seattle (z małym przystankiem w okolicach Old Ballard, gdzie Randy zostawił swoją paczuszkę) trwała zdecydowanie dłużej, niż można się było spodziewać. Winę ponosiła za taki stan rzeczy tylko i wyłącznie pogoda - obfite, nieskończone opady śniegu coraz bardziej paraliżowały miasto i jeśli prędko nie nadejdzie odwilż, będzie bardzo, bardzo źle. Już teraz przejazd przez na zasypane ulice stanowił nie lada wyzwanie; służby nie nadążały z odśnieżaniem.
W jednym przypadku nawet, gdzieś w okolicach Wzgórza Królowej Anny, kierowca i pasażerowie Chevroleta widzieli piaskarkę stojącą na awaryjnych światłach i czekająca na pomoc drogową. Cóż, zima w tym roku była w bojowym nastroju, można powiedzieć - podobnie zresztą było z wampirami, sunącymi z północy. Nosferatu, Malkavianka i Gangrele ruszali na polowanie, ale najpierw niezbędna była wizyta w miejscu, gdzie Szeryf Parker miał swoją trzodę, gdzie miał kontakty, gdzie po prostu uzupełniał zapasy.
Baxter w końcu zdołała dorwać się do narkotyku.
Wzięła odrobinę na czubek palca wskazującego, powąchała i spróbowała, ale nie skończyło się to dobrze. Z początku wydawała się być całkiem zadowolona, ale nie minęło więcej jak minuta, może dwie, a jej martwym ciałem zaczęły targać drgawki. Moment później zwymiotowała krwawą, nieco spienioną breję, w której ciągle można było dojrzeć grudki białawego proszku. Wampirzyca otarła usta i burknęła coś pod nosem.
- Zwykle późną porą nie ma tu wielkiego ruchu, ale dzisiaj... Sierra! - urwał Szeryf, słysząc i widząc co się stało. - Będziesz to sprzątała. No, w Walentynki odwala wielu ludziom, więc na Pill Hill może być tłok. Na szczęście Harborview jest wyjątkiem. - mówił dalej, zdejmując nogę z gazu. Chevrolet sunął teraz niespiesznie przez 9th Avenue, aż w końcu zatrzymał się na skrzyżowaniu z Jefferson Street. Parker czekał, aż czerwień światła ustąpi miejsca ostrej zieleni i skręcił znowu, omijając ogromny, strzelisty gmach szpitala. Na całym parterze świeciły się zapalone światła; tylko pojedyncze okna na wyższych piętrach były rozświetlone łagodną, miękką bielą.
Przejechał kolejną ulicę i zaparkował samochód na niemalże pustym (nie licząc granatowego Renault Clio sprzed pięciu, sześciu lat oraz kanarkowo-żółtego Citroena Xsary, ciągle z nalepkami na przedniej szybie informującymi o osiągach, prosto z salony) parkingu od stron Ósmej Alei, tuż przy przykrytym grubą warstwą białego puchu parku, ale nie gasił silnika. Wampiry przyjechały tutaj tylko na moment, by się nasycić. Przez główne wejście - szerokie, przeszklone, z masywną markizą ze stali i szkła, chroniącą pracowników i pacjentów oraz wizytujących przed opadami. W tej chwili do szpitala wszedł chwiejnym krokiem nieco podstarzały Azjata w długim, brunatnym płaszczu z kapturem.
- Eunika, Sierra, śmiało możecie iść pierwsze. Spytajcie o doktor Green i powiedzcie, że znacie Macchiato, to wystarczy. Ja i Nosferatu zaraz dołączymy. - dodał na sam koniec, odpinając pas i wyciągając z kieszeni telefon komórkowy. Przez kilka chwil stukał w klawisze, wysyłając kilka, krótkich wiadomości tekstowych. Jedna z pewnością została wysłana do Księcia miasta, ale do kogo trafiły kolejne, stanowiło na ten moment tajemnicę.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: "Pill Hill"

#9
Normalnie, kiedy Parker wpuszczał Grimm na przednie siedzenie, to musiał ją pouczać, że nie powinna trzymać nóg na desce rozdzielczej, bo na pewno ma je czymś usyfione, a jego Chevrolet nie lubił syfu, czego dowód dał chociażby widząc, co zrobiła Baxter. Tym razem Grimm siedziała nawet grzecznie, co było bardziej niż tylko podejrzane. Ona czegoś chciała! Stary Gangrel znał dziewuchę nie od dziś i niektóre jej zagrywki były do odczytania łatwe jak duża czarna czcionka na bieluśkiej kartce. No i nie rzucała podtekstami o tym, jakby to zrobiła to i tamto biednemu Szeryfowi. Niby można to zrzucić na karb obecności, jakby nie patrzeć, obcych wampirów, ale zwykle białogłowa nie miała poszanowania dla żadnych norm etycznych, moralnych, a już z całą pewnością społecznych. Pewnie dlatego Bériault zdążył ją przedstawić, albo chociaż opowiedzieć o niej wszystkim Gangrelom, nim zdecydował się pokazać młódkę ówczesnemu Księciu. No z Grimm czasami wstyd się było pokazać między ludźmi / wampirami, ale taki już był jej urok.
Kiedy zauważyła, że Baxter wyrzygała krew, stłumiła parsknięcie. Nie to, że Ogary się nie lubiły. Nawet można było ich stosunki nazwać jako koleżeńskie, bo za często pomyłki jednej mogły zabić drugą. Po prostu Grimm nabijała się z Baxter przy każdej okazji, co w sumie bez problemu mogło znaleźć odzwierciedlenie w zachowaniu Malkavianki. Dzisiejsza pełna profesjonalność Grimm uniemożliwiła roześmianie się na cały głos, wytykanie jej palcami i ogólne robienie wiochy.
- Green, tja? No problemo, Macchiato. - mruknęła wysiadając z auta. Byli w miejscu odrobinę bardziej publicznym, dlatego zostawiła swój kij w samochodzie. W razie kłopotów, sama mogła się komuś stać kłopotem. Mając świadomość, że pewnie czeka ich kolejna walka, a sama miała tendencje do wychodzenia na przód kompanii, zdecydowała się wzmocnić swoje zdrowie, lecząc ewentualne pozostałości po wczorajszym tete a tete z garou. Krew żywiej krążyła po żyłach, lecząc rany odniesione wczoraj. Miała to szczęście, że zaraz i tak się naje u trzody Parkera.
W tak zwanym międzyczasie wyciągnęła komórkę i napisała krótkiego SMSa do Parkera. Wolała, by treść pozostała między nimi.
- Baxter, wiesz jak wygląda ta cała Green? - Zapytała, będąc w hallu szpitala. Wszędzie kręciły się pielęgniarki, lekarze, poszkodowani i ogólnie przypadki z SORu. - A z resztą... Halo, ja do doktor Green, gdzie ją znajdę? - Zagadnęła jedną z pielęgniarek, która akurat przechodziła. Informacje o Macchiato przekazać chciała wyłącznie wspomnianej doktorce, więc najpierw trzeba było się z nią skontaktować. Chyba, że złapią ją przez interkom, wtedy powie, że przychodzi od Szeryfa, używając jego apetycznej ksywy. Szkoda tylko, że Grimm nie wiedziała jak taka kawa smakuje, bo wymysł taki nie przyszedł do Kanady za jej życia.
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: "Pill Hill"

#10
Randy w ogóle nie wydawał się być zmieszany tym, że jego żart spodobał się tylko jemu samemu. Może sprawiało mu to radość albo po prostu bestia nie ochłonęła jeszcze po trudnej przeprawie z Tzimisce. Wyraził cichy podziw dla pakownego bagażnika samochodu Szeryfa. Będąc już w aucie, rozpiął bluzę z kapturem i obejrzał swoją zapadniętą klatę. Był świadomy tego, że Diabeł może go zmienić, kiedy postanowił uprawiać z nim zapasy. Nie wyglądało to najlepiej ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Żebra nie przebiły serca. Zapiął bluzę i upewnił się, że kaptur ma mocno naciągnięty na łeb. Na wrzucenie pakunku do kanałów się uśmiechnął pod nosem. Ktoś dzisiaj będzie syty... A White był głodny. Wiedział, że to głód o wiele głębszy i mocniejszy, niż ma większość Kainitów. Obserwował poczynania Malkavianki z białym proszkiem. Kiedy puściła krwawego pawia, Nosferatu oblizał kły, przenosząc spojrzenie przed siebie. Ogar Szeryfa robił mu smaka...
Pod szpitalem przywołał niewidoczność pod swoje władanie. Lepiej, żeby nikt go nie widział w tak tłocznym miejscu przez szyby auta. Czekał cierpliwie. Gdyby był żywy, to kiszki by mu grały teraz wstęp do "Painkillera".
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: "Pill Hill"

#11
Mits upewnił się że ghul zabezpieczył jego motor. Osobiście wolałby użyć swojego sposobu poruszania się po mieście, ale nie miał zamiaru stawać w drodze szeryfowi, który uznał że wspólna wycieczka samochodem to właśnie to rozwiązanie, które było potrzebne na ten moment. Wcisnął się więc na wskazany tył, upewniając że jego broń jest zabezpieczona a on sam trzyma ją miedzy nogami. Oczywiście, jak przystało na Mitsa, całą drogę milczał. W ponurej ciszy łypał zza ciemnej szybki kasku motorowego na reszte martwych potworów, zarówno pozostawiając słowa szeryfa jak i sytuacje z ogarem bez słowa komentarzu.

Gdy dwójka opuściła samochód, on także przygotował się do okrycia nienaturalną zdolnością niewidoczności, w międzyczasie obracając łeb w kierunku Randiego.

I czekał.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: "Pill Hill" (02.14.1999)

#12
Image
Image
Image

Sierra początkowa szła mniej więcej równo z Euniką, jednak kiedy obie wampirzyce znalazły się już w szpitalu, w dość obszernym i bardzo eleganckim holu, znacznie zwolniła kroku. Choć była Malkavianką, nie była głupia ani - wbrew pozorom - aż tak szalona. Wykorzystała to, że przed kilkoma chwilami, minutami wręcz, miała dość przykrą przygodę z narkotykami na tylnej kanapie samochodu Szeryfa. W kącikach ust i na brodzie miała resztki krwi. Schnąca vitae nie wyglądała przyjemnie, zwłaszcza w kontraście z jej cerą oraz ubraniem, ale w połączeniu z nawoływaniem przez Grimm doktor Green wszystko szło ku lepszemu.
Wystarczyło tylko zignorować jedną, czarnoskóra pielęgniarkę, która za wszelką cenę chciała pomóc.
Baxter rzuciła nawet bluzgiem, by dziewczyna zajęła się cięższymi przypadkami - tych było bowiem w szpitalu naprawdę sporo. Walentynki to doskonała okazja do wypicia zastraszającej ilości alkoholu oraz spowodowania mniejszych lub większych burd. Na krzesłach w poczekalni, pod ścianami i na samym korytarzu można więc było zaobserwować z tuzin osób, od których czuć było gorzelnią. Jedni mieli zarzygane ubrania, inni rozcięte łuki skroniowe i brwi, ktoś miał połamany nos, był nawet jakiś chuderlawy okularnik z nożem wbitym w dłoń.
- Samantha Green to kobieta upadła. - rzekła filozoficznie Sierra, odpowiadając na pytanie Euniki i rozglądając się dokoła. Dopiero kolejna z pielęgniarek, znacznie bardziej chętna do niesienia pomocy takiej, jaką Spokrewnione sobie życzyły, zaprowadziła obie wampirzyce do jednego z parawanów. Tam bowiem znajdowała się doktor Green, niewysoka, wyraźnie przemęczona kobieta o ciemnych, kręconych włosach upiętych niedbale w koński ogon. Ocierała właśnie krwawy pot z czoła jakiejś naburmuszonej nastolatki w postrzępionej koszulce Iron Maiden.
- Tak? - spytała Samantha, nie odwracając się. - Och, to wygląda poważnie. Wszystko w porządku, moja droga? - kiedy natomiast odłożyła wilgotną szmatkę i spojrzała na dwie nieumarłe, zwłaszcza na Malkaviankę, na jej zmęczonej twarzy pojawiła się troska. Zawołała od razu pielęgniarkę i poprosiła, by zszyła ranę coraz bardziej poirytowanej nastolatki, sama zaś poprosiła wampirzyce za sąsiedni parawan.
Baxter od razu wskoczyła na szpitalne łóżko, zadowolona jak małe dziecko.
Nosferatu natomiast weszli do szpitala Harborview z zupełnie innej strony. Krótki spacer parkingiem prowadził do jednej z nielicznych, acz bardzo szerokich uliczek prowadzących do tylnego wejścia placówki. Szeryf praktycznie z miejsca otworzył drzwi kluczem z małym breloczkiem w kształcie kaduceusza, ale zanim pchnął drzwi, znowu poświęcił uwagę swojej komórce. Na jego czarnej twarzy przez moment malował się grymas niezadowolenia, szybko jednak przeszedł w troskę.
- Tędy. Nie musicie się chować za tą swoją niewidocznością, nie ma tu kamer a personel jak już się pojawi, to śpi. - rzucił cicho do towarzyszących mu wampirów, idąc wąskim korytarzem. Parę chwil później cała trójka dotarła do rozwidlenia; po lewej było małe pomieszczenie socjalne, skąd dobiegało czyjeś chrapanie. Po prawej składzik z lekami oraz tym, co było dla Spokrewnionych najważniejsze: krew, przygotowana do najbliższej operacji bądź jakiegoś nagłego wypadku. Na wprost były schody w górę i dół.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: "Pill Hill"

#13
Randy odwzajemnił spojrzenie Mitsa. Jego skryta pod kapturem morda lekko się wykrzywiła, co pewnie tylko Mits, jako Nosferatu, może odebrać jako uśmiech. Ktoś postronny zapewne mógł to odebrać zgoła inaczej, bo ta karykatura uśmiechu wyglądała jakby zaraz miał towarzysza zdiabolizować. A Randy się cieszył. Szykowała się wyżerka i postanowił się tą iście prymitywną radością podzielić z kolegą, z którym całkiem niedawno stawał w szranki z okrutnym Tzimisce. A teraz szykowała się kolejna batalia. Być może więc to był ostatni uśmiech w egzystencji Randy'ego.
Wyszli. Poszli za Szeryfem, który zabrał się za otwieranie jakiś tylnych drzwi. Kiedy to trwało, Nosferatu przyjrzał się niemal odruchowo architekturze budynku. Przeanalizował ją i zdecydowanie jednak wolał ścisk kanałów, a nie zwaliste przestrzenie pośrodku innych strzelistych brył. Weszli. Randy nie od razu zdjął z siebie niewidoczność. Upewnił się, że nie ma tutaj przypadkowych ludzi. O ile twarz Szeryfa przeciętni ludzie byliby w stanie zdzierżyć, tak Randy'ego już niekoniecznie. White wkroczył do składziku z krwią, tam zamierzał wypić tyle, żeby się zregenerować i nasycić na tyle na ile pozwalały szpitalne zapasy. Nie był tutaj sam wszakże, byli też towarzysze.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: "Pill Hill"

#14
Pysk samego Mitsa dalej ukryty był za ciemnym pleksi kasku motorowego, który w końcu Mits cały czas miał na swojej głowie. Skinął jedynie krótko w odpowiedzi, po czym ruszył wraz ze swoim odrażającym towarzyszem za wielkim czarnoskórym. Jednak ewidentnie nie wydawał się ani podekscytowany, ani zdenerwowany całą sytuacją. Chociaż kto wie, co tam gotowało się w środku najbardziej milczącego wampira tego miasta?

Sam Mits nie do końca chciał ufać w słowa szeryfa, czując jak jego wyczuona ostrożność delikatnie kuje go w tył głowy drobnymi szpilkami, zmuszając do utrzymania w miare rozsądnego poziomu ostrożności. Szczególnie że to on był najciężej uzbrojony. Gdy znalazł się w środku pomieszczenia magazynowego spojrzał tylko na Randiego, który jako pierwszy rzucił się zapaczkowaną plazmę krwi. Widział że część zdaje się oszczędzać - zastanawiał się tylko czy myśląc o wampirach, czy o tej garstce ludzi która może tej krwi potrzebować? Cóż, Mits także jej potrzebował - im więcej Sabatu zdechnie, tym mniej będzie wypadków i zapotrzebowania na tą krew. Siegnał by ściągnąć kask z głowy odsłaniajac swoje oblicze, klasycznie ukryte pod licznymi bandarzami. Sam także nasilił się do pełna, o ile na to pozwoliły zapasy.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: "Pill Hill"

#15
Grimm ruszyła za parawan, pierwej wzrokiem oceniając nastolatkę. Jeśli nawiązała z nią kontakt wzrokowy, to nawet mrugnęła, nim całą uwagę skupiła na Green i Baxter. Sierra od razu wskoczyła na łóżko, co spotkało się z wymownym przewróceniem oczami. W końcu zwróciła się do lekarki.
- Macchiato wszedł wejściem służbowym. Sugeruję, żeby przetransportowała pani mnie i moją ciężko poturbowaną koleżankę właśnie w tamtym kierunku. - delikatny nawet uśmiech w wykonaniu Grimm był na swój sposób na tyle drapieżny, jakby cały czas chciała komuś spuścić łomot, albo zaciągnąć brutalnie na kozetkę i zgwałcić. Może dlatego Grimm miała nieszczególne powodzenie u facetów, za to spore u masochistów? Coś w tym mogło być.
Baxter nazwała tę kobietę upadłą, więc trudno się dziwić, że Eunika przyglądała się jej z zaciekawieniem. Upadła, bo dawała Szeryfowi krew w zamian za jakieś usługi, czy choćby jego drogocenną krew? Mimowolnie myśli powędrowały w kierunku Jethro. Póki był przydatny, póty nie było powodu się obruszać za jego odzywki. Zawsze przecież mogła go zlikwidować.
Wzrok powędrował na Sierrę i mimowolnie się skrzywiła.
- Cholera, Sierra, ubabrałaś się jak dzieciak. - Grimm nawet złapała jakąś paczkę gazików i rzuciła ją do Baxter. Jedną wysłanniczkę Szeryfa można próbować zignorować. Dwóch już lepiej nawet o tym nie myśleć.
- Prowadź. - Krótkie i dosadne polecenie było ostatnim, co Grimm powiedziała. Mieli dojść do Macchiato i reszty, więc to zrobią.
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: "Pill Hill" (02.14.1999)

#16
Image
Image
Image

Nosferatu, prowadzeni i ubezpieczani przez potężnego Gangrela rozpoczęli ucztę w szpitalnym magazynku. Chłodziarka, w której znajdowała się plazma oczekująca rannych i potrzebujących w ciągu dosłownie paru chwil została wyżłopana przez wampiry. Inaczej się tego nie da nazwać, bo choć Mits nasycił się, by uzupełnić swe braki, tak Randy chciwie i łapczywie pochłaniał kolejne worki. Nawet i sam Parker skusił się na porcję; dyrekcja szpitala Harborview Medical Center najwyraźniej myślała z wyprzedzenie i z okazji Walentynek przygotowała naprawdę sporo krwi.
Prawdopodobnie nie liczyli jednak na to, że cała ta plazma zostanie wykorzystana przez nieumarłe monstra.
- Pijcie do woli. Smacznego. - rzucił Szeryf, opróżniając worek paroma łykami. Zgniótł go i rzucił na podłogę, nie przejmując się tym, że z rozerwanego opakowania wyciekają resztki, znacząc kafelki i fugi mocną, czerwoną barwą. W przeciwieństwie do Nosferatu, Gangrel trwał też przy samym wyjściu z magazynku, pilnując, by nikt niepożądany nie wszedł i nie ujrzał trójki potworów pijących krew. Nie musiał jednak tego robić, bo jak sam wspominał, o tej porze mało kto tu zaglądał. Wyjątek stanowić miała doktor Green, oczywiście.
Ona bowiem, gdy tylko padło przezwisko Szeryfa, westchnęła ciężko i kiwnęła głową. Zawołała też kolejną pielęgniarkę i szepnęła jej na ucho parę słów. Młoda dziewczyna, najpewniej nie mająca żadnego pojęcia o pracy i świecie, z uśmiechem poleciała gdzieś daleko, zostawiając trzy kobiety (w tym dwie martwe) same. Samantha zmusiła się do uśmiechu i ruszyła pierwsza, zmierzając właśnie do magazynku. Widocznie wiedziała aż nadto, o co chodzi i co należy do jej obowiązków.
- Już o nic nie będę pytała. Im mniej wiem, tym lepiej zarówno dla mnie, jak i dla was. - stwierdziła cicho, opuszczając izbę przyjęć i prowadząc wampirzyce korytarzykiem na tyły szpitala. Z małego pomieszczenia, gdzie przechowywane były środki ratujące życie, dobiegały mało przyjemne odgłosy ssania i doktor Green zwolniła nieco kroku, niepewna, czy może tam wejść. Zatrzymała się więc przy drzwiach, odchrząknęła parę razy i spojrzała wymownie na Sierrę (ciągle uwalaną krwią) i Eunikę.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: "Pill Hill"

#17
Randy drapieżnie pochłaniał krew jednocześnie regenerując możliwe do wyleczenia obrażenia. Starał się pożywiać w miarę cicho, jednak czasem wydawał z siebie ciche warknięcia zadowolenia. Każdy pakunek z krwią był pieczołowicie opróżniany, tak aby ani mały ułamek drogocennego płynu nie został zmarnowany. Kiedy skończył, na jego twarzy wciąż malował się głód. Mało. Nigdy nie będzie dostatecznie dużo. Nigdy. Omótł spojrzeniem pomieszczenie. Zerknął na Mitsa, a potem na Szeryfa. W końcu przywołał niewidoczność, jakby odruchowo, pomimo słów Szeryfa, że jest bezpiecznie. Stanął w okolicach wejścia i czekał. Jeżeli było to wciąż konieczne - regenerował się.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: "Pill Hill"

#18
Grimm do pomieszczenia doszła razem z doktor Green i Sierrą dość szybko. Co prawda pilnowała, by nie zwracać na siebie uwagi większej, niż to było potrzebne. Sierra na szczęście dobrze wpisała się w tłum poranionych ofiar walentynek. Viva zakochani.
Pod magazynkiem usłyszała dźwięki pożywiania się. Widząc, że Samantha wcale się nie śpieszy by zobaczyć więcej, niż powinna, sama weszła do środka, zostawiając Baxter możliwość popilnowania Green, choć wątpiła, by ta z tej opcji skorzystała. W kantorku ruszyła do Parkera, odważnie patrząc mu w oczy, jakby SMSy wysłał ktoś zupełnie inny.
- Green jest na zewnątrz. - Poinformowała, sama zgarniając jedną paczkę i przegryzając membranę, dalej patrząc w oczy Parkerowi. Jego mała podopieczna pożywiała się spokojnie, gotowa do dalszego wykonywania rozkazów. Gęsta krew była spijana nieśpiesznie. Nie była co prawda tak smaczna jak Sophie, ale można było się pożywić na tyle, by regeneracja działała na najwyższych obrotach.
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: "Pill Hill"

#19
Mits w momencie gdy napoił się do pełna, najzwyczajniej w świecie odwrócił swoją uwage od pomieszczenia ubabranego we krwi. Z pomocą jednorazowej chustki, ręcznika i innego papieru których zapewne pełno było w szpitalu, wyczyścił dokładnie swoje rękawiczki, po czym ponownie wsunął na głowe motocyklowy kask. Widząc że dwójce jeszcze troche zejdzie, zajął się tym co zazwyczaj robił gdy zmuszony był czekać na kogoś - przeglądem swojego sprzętu.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: "Pill Hill" (02.14.1999)

#20
Image
Image
Image

Szeryf nie pozostawał dłużny i również wpatrywał się w oczy swego Ogara, aczkolwiek w jego przypadku, na czarnej, pozornie groźnej twarzy ogromnego zbira i potwora malował się przyjazny, niemal braterski uśmiech. Cóż, co poradzić. John Parker może i miał aparycję niezłego skurwysyna, ale w głębi swej martwej duszy był naprawdę przyjemnym facetem. Sposób, w jaki troszczył się o Ogary przypominał właściciela psiaków, który dba, by były najedzone, wygłaskane i miały pusty pęcherz oraz jelita.
Kiedy zaś padła wzmianka o doktor Green, czarnoskóry nieumarły tylko skinął głową. Przejechał językiem po mięsistych ustach i na moment opuścił szpitalny magazynek; najwyraźniej chciał porozmawiać z kobietą o zaistniałej sytuacji. Albo, co też jest możliwe, chce po prostu wgryźć się w jej szyję i przełknąć jeszcze jeden, dwa łyki słodkiej, ciepłej vitae, prosto ze źródełka. Jego miejsce zajęła Sierra, co nie było do końca dobrym posunięciem.
To w końcu Malkavianka.
I, jako Świr, można się po niej było spodziewać wszystkiego, dlatego gdy Baxter rozejrzała się dokoła i dostrzegła, jak Mits sięga po papierowe, jednorazowe ręczniki, od razu zaczęła robić to samo. Oczyściła się z własnej krwi, którą nie tak dawno zwymiotowała i dopiero potem podniosła do ust jeden z worków. Ostrożnie go rozdarła kłami i wypiła tylko parę małych łyczków, ot, by uzupełnić braki spowodowane krwawymi wymiotami. Szybko jednak przestała spijać plazmę.
- Szkoda marnować. - mruknęła, gdy oderwała usta od plastikowego woreczka. Potrząsnęła nim, w bezsensowne próbie zachlupotania zawartością, ale czerwony płyn tylko leniwie się zakołysał. Wampirzyca wzruszyła więc ramionami, upiła jeszcze jeden, nieduży łyk i odłożyła ostrożnie woreczek na miejsce. Krew powoli zaczęła wypływać, barwiąc lód w chłodziarce na różowy kolor.
- Wszyscy się nasycili? - zawołał nagle Szeryf, wchodząc do kantorka. - To zbiórka za minutę. Ravenna jest kawałek stąd. - za jego plecami widać było nieco wystraszoną pani doktor, która z jednej strony chciała zajrzeć do magazynku i przekonać się, co tam się dzieje, ale z drugiej doskonale wiedziała, że widok jaki tam zastanie może być odrażający. Nawet, jeśli Randy na powrót okrył się całunem niewidoczności i skrył się gdzieś w kącie.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: "Pill Hill"

#21
White czekał jak paskudny pierd w zakamarku jelita. Obserwował, czekał. Wypił sporą ilość vitae, czuł się pobudzony... Ale wciąż było mało. Za mało. Przetarł chłodnymi dłoniami ubrudzony od krwi pysk, patrząc na wchodzącą Eunikę i Sierrę. Malkavianka zajęła na dłużej jego uwagę. Nie pojmował często Świrów. Większości ich działań przypisywano podwójne, a może nawet potrójne dno. Ciekawe ile den miało zostawienie otwartego woreczka z krwią... Ale Whita to nie dziwiło, jak każdy spokrewniony (a zwłaszcza Nosferatu) troszkę już się naobserwował w życiu. Oblizał swoje krzywe zęby przenosząc spojrzenie na Eunikę. Nie śpieszyła się z opróżnianiem woreczka. Czy tylko Randy był tutaj głodny tak bardzo, że rzucił się na krew jak wyglodniały kundel? No zapomniał, że właśnie tym jest. Ciekawe, ciekawe... Rzekł w swoich myślach otwierając drzwi na zewnątrz. Tam odczekał na niewidoczności, aż Szeryf otworzy swoją wypasioną furę, a on usadzi swoje śmierdzące dupsko na tylnej kanapie.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: "Pill Hill"

#22
Eunika miła powoli, bo już się tej nocy pożywiała. Po prostu chciała być zupełnie wyleczona po wczorajszej nocy, kiedy to miała bardziej prywatną randkę z Parkerem. I z Sabatem. I z Garou. I gdzie tu u licha prywatność?! Nie zrobiła tego, co Sierra i nie porzuciła pojemnika, dopóki ten nie został zupełnie osuszony, potem kciukiem otarła wargi z krwi i oblizała kciuk. Minuta minęła, a ona sama zdecydowanym krokiem ruszyła do miejsca zbiórki. Ponownie miała zająć miejsce z przodu, żeby być bliżej swojej ulubionej broni. Kolejna noc, kolejna walka. Czasami Grimm się zastanawiała, skąd Torreadorzy mają czas narzekać na to, że wieczność trwa tak długo. Może byłaby odrobinę mniej zakłopotana wszystkim, gdyby tym, co się działo, przejmowała się w takim samym stopniu jak i oni? Czyli nie przejmowała? Grimm pozornie zagłębiła się w myślach.
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: "Pill Hill"

#23
<- 2320 43rd Ave E, Lakehouse
(14/02/1999)

Claire zjawiła się pod adresem wskazanym w wiadomości niedługo po zachodzie. Wczesnym wieczorem, późnym popołudniem — jak zwał, tak zwał. W końcu dzięki dłuższym nocom mogła stawić się na miejscu o względnie ludzkiej porze, z czego nie omieszkała się skorzystać. Z reguły miała zwyczaj stawiania się późno, temu Reyes mogła być mile zaskoczona, że tym razem Farrington — swą obecnością — nie wymusi na niej nadgodzin.
Zaparkowawszy swój motocykl na parkingu w miejscu do tego przeznaczonym, Claire weszła do wnętrza budynku.
Nie był to jej pierwszy raz w tych murach, ani ostatni. Nie byłoby zaskoczeniem, gdyby osoby na recepcji z miejsca ją rozpoznały. Być może sama Carmen uprzedziła o wizycie detektyw? Trudno orzec. Nie lubiła formalności, a jeszcze bardziej tracenia czasu na nie, ale jej praca często wymagała tego typu wyrzeczeń. Podeszła więc do recepcjonistów, aby przedstawić się i wskazać biznes, jaki miała do koroner.
Detektyw Farrington — wyciągnęła zza pazuchy płaszcza odznakę, po chwili ją chowając — Jestem umówiona na dzisiaj na spotkanie z koroner Carmen Reyes. Wiecie państwo, czy jest już może na miejscu? — zapytała dla czystej proformy rzeczowym tonem głosu.
KARTA POSTACI: Claire Farrington
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski
Opis Postaci | 
Wysoka, młoda kobieta o przenikliwych jasnoniebieskich oczach, długich do pasa srebrnych włosach, oraz niezwykle bladej, chłodnej w dotyku skórze. Ubrana jest w niezawiązany, długi ciemnozielony płaszcz, dopasowaną, krótką czarną sukienkę z golfem i długimi rękawami, oraz długie za kolano, czarne skórzane buty na obcasie, znad których wystają czarne rajstopy kabaretki. Noszące na sobie ślady blizn dłonie schowane są w dopasowanych, czarnych skórzanych rękawiczkach. Na nosie wdzięczą się przeciwsłoneczne lenonki w srebrnej oprawce, zaś uszy zdobi cała plejada różnorakich kolczyków. Soczyście czerwone usta stanowią mocne tło dla delikatnego, szarego cienia wokół oczu, z kolei tkwiące w wiecznym nieładzie włosy nadają całości nuty nonszalancji.

Re: "Pill Hill" (02.14.1999)

#24
Pill Hill nie bez powodu nosiło taką, a nie inną nazwę. Liczne szpitale, apteki i izby przyjęć stanowiło wyjątkowe miasto w mieście - to było prawdziwe szpitalne osiedle, gdzie znacznie łatwiej było spotkać lekarza lub pielęgniarkę, nie wspominając już o chorych, niż zwyczajnego mieszkańca Szmaragdowego Miasta. Z chwilą gdy Farrington zaparkowała, na licznych parkingach widziała przede wszystkich taksówki. Samochody osobowe i terenowe stanowiły mniejszość; należały albo do pacjentów, albo do personelu.
Gabinet koronera, King County Medical Examiner, mieścił się dosłownie rzut kamieniem od szpitala Harborview. Wyróżniał się pośród innych miejsc swoją wielkością i spokojem, ciszą graniczącą z szacunkiem skierowanymi do zmarłych w takich, a nie innych okolicznościach. Wampirzyca nie musiała się nawet przedstawiać. Wystarczyło powiedzieć, że czeka na nią koroner Reyes i po sprawie; urocza, aczkolwiek trochę zbyt puszysta recepcjonistka z aparatem na zębach wyprostowała się w krześle i nerwowo zaczęła przerzucać papiery, szukając terminarza Carmen.
Chwilę później, z ulgą wymalowaną na pyzatej buzi, wskazała dłonią korytarz prowadzący w głąb eleganckiego, acz dość minimalistycznego budynku.
- Pani doktor powinna być w swoim gabinecie. - odparła, sepleniąc i przeciągając ostatnie sylaby. Gabinet. Nie prosektorium, co zostało podkreślone przez dziewczynę. Te proste, krótkie słowa mówiły bardzo wiele i to dzięki nim właśnie Claire mogła mieć jakiś obraz tego, co się działo. Carmen nie wezwała by nieumarłej z jakiegoś błahego powodu, choć na to wszystko wskazywało.
Krótki spacer dzielił wampirzycę od gabinety Reyes i już z daleka słychać było ciche dźwięki muzyki płynącej z radia oraz stłumiony, zirytowany głos kobiety rozmawiającej przez telefon z kimś, kto uważał się za lepszego niż jest w rzeczywistości. Farrington znała ten głos doskonale; wiedziała, że rozmowa zostanie zakończona w ciągu kilku chwil albo trzaśnięciem słuchawką, albo jakimś ostrym, może nawet wulgarnym słowem.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: "Pill Hill"

#25
Dziękuję — odpowiedziała krótko i — przytaknąwszy kobiecie głową — skierowała swe kroki w kierunku gabinetu Carmen. Ha! No właśnie, gabinetu — nie prosektorium. Jednej jednak rzeczy, której Claire się nauczyła, to tego, że nie wolno było oceniać książki po okładce. Znała Reyes już od dłuższego czasu i była pewna... prawie pewna, że koroner miała swoje powody; jakiekolwiek by one nie były.
Carmen z kimś rozmawiała — albo raczej sprzeczała. Claire nie miała zamiaru wchodzić w paszczę lwu, temu cierpliwie poczekała za drzwiami gabinetu, aż Reyes trzaśnie słuchawką — albo gorzej. Usłyszawszy owy odgłos destrukcji (biedny telefon), Farrington nie omieszkała się kulturalnie zapukać. Weszła więc do środka dopiero na zaproszenie koroner.
Reyes — przywitała się po swojemu, zamykając za sobą drzwi. — Nie wiem komu mam współczuć bardziej: nieszczęśnikowi, który zalazł ci za skórę, czy tobie, bo przyszło ci się użerać z kolejnym idiotą — dodała po chwili z nutą sympatii i rozbawienia jednocześnie, uśmiechając się kącikiem ust. Atmosfera tego miejsca była i tak napięta, ażeby nie powiedzieć — grobowa; Claire chciała rozgromić trochę te czarne chmury.
Stanąwszy centralnie przed biurkiem kobiety, postawa Farrington uległa jednak natychmiastowej zmianie: skrzyżowała ręce pod piersiami, a po cieniu uśmiechu nie było już ani śladu. Czas na pogadanki dobiegł końca; w końcu nie przyjechała tutaj po to, aby pogadać o wczorajszej pogodzie przy lampce wina i pączku z lukrem.
Czemu tutaj, Carmen? — zapytała z nieukrywaną ciekawością, uważnie lustrując Meksykankę wzrokiem.
KARTA POSTACI: Claire Farrington
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski
Opis Postaci | 
Wysoka, młoda kobieta o przenikliwych jasnoniebieskich oczach, długich do pasa srebrnych włosach, oraz niezwykle bladej, chłodnej w dotyku skórze. Ubrana jest w niezawiązany, długi ciemnozielony płaszcz, dopasowaną, krótką czarną sukienkę z golfem i długimi rękawami, oraz długie za kolano, czarne skórzane buty na obcasie, znad których wystają czarne rajstopy kabaretki. Noszące na sobie ślady blizn dłonie schowane są w dopasowanych, czarnych skórzanych rękawiczkach. Na nosie wdzięczą się przeciwsłoneczne lenonki w srebrnej oprawce, zaś uszy zdobi cała plejada różnorakich kolczyków. Soczyście czerwone usta stanowią mocne tło dla delikatnego, szarego cienia wokół oczu, z kolei tkwiące w wiecznym nieładzie włosy nadają całości nuty nonszalancji.

Re: "Pill Hill" (02.14.1999)

#26
- Masz na myśli miasto, budynek, czy gabinet? - spytała wyraźnie zła. Nie zirytowana, nie wkurzona, nie zdenerwowana. Doktor Carmen Reyes była po prostu zła i Claire doskonale to widziała oraz wyczuwała; jako nieumarłe monstrum była w stanie dostrzec szczegóły, które umykały zwyczajnym śmiertelnikom. Klatka piersiowa Meksykanki unosiła się i opadała znacznie szybszym rytmem, niż było to uznane za normalne. Na szyi prowokacyjnie pulsowały żyły i tętnice, a ramiona i dłonie nieznacznie drżały. Głos i słowa były tylko uzupełnieniem. Dodatkiem.
Pani koroner sięgnęła do szuflady, wyjmując z niej pogniecioną paczkę papierosów. Drżącą dłonią wysunęła jednego i, po kilku próbach i walce z zapalniczką, zaciągnęła się nim głęboko. Widok żaru oraz płomienia sprawił, że Bestia wewnątrz Farrington poruszyła się niespokojnie, ale sama nieumarła nie musiała czuć lęków względem ognia. Już prędzej odczuwała tak zwyczajną, ludzką chęć zapalania papierosa, zaciągnięcia się gryzącym, duszącym dymem.
Czy nikotyna była dla ludzi tym, czym dla Spokrewnionych jest vitae?
- Nie mogę pracować. - odezwała się w końcu Reyes. - Ledwo co wezmę do ręki skalpel albo zacznę spisywać swoje spostrzeżenia, ktoś dzwoni i żąda... rozumiesz, żąda! Ode mnie! Żebym przestała i poczekała aż przyślą kogoś z "góry", cokolwiek to znaczy. A ja nie mogę czekać! - uderzyła dłonią w blat biurka. Z papierosa odpadło troszkę popiołu, brudząc rozłożone papiery. Koroner westchnęła ciężko i zaciągnęła się mocniej dymem, pozwalając, by trucizna ta dokonała spustoszenia w jej organizmie. Dopiero potem wypuściła srebrzysto-niebieską chmurę nosem.
Z tego, co właśnie powiedziała, jawił się dość nieciekawy obraz. A wszystko dlatego, że na stole w prosektorium leżał trup przebrany za wampira, z kołkiem w piersi?
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: "Pill Hill"

#27
Nie miała zamiaru wtykać kija w mrowisko. Momencik... przecież już to zrobiła. Poprawka — nie miała zamiaru tego kija wtykać jeszcze głębiej. To w końcu nie ona robiła Carmen łaskę. Bez niej nie miałaby przecież kolejnego śledztwa na swoim talerzu. Nie widziała jednak jeszcze Meksykanki w równie eratycznym stanie. Pewnie, miała swoje dziwactwa, ale postawa Reyes jasno mówiła Claire, że tym razem coś było naprawdę nie tak.
Gabinet — odpowiedziała prosto, choć na koniuszek języka cisnęła jej się niewybredna riposta. — Tak jak spotykałyśmy się bezpośrednio w prosektorium, tak teraz czuję się jak uczniak zaproszony na dywanik — dodała, zachowując neutralny ton głosu.
Zagryzła lekko wargę na widok tlącego się papierosa. Coś jakby gula stanęła jej w gardle. Coś, czego nie była w stanie przełknąć.
Kolejny przejaw złości nie wywołał u Farrington żadnej wyraźnie zauważalnej reakcji. Była już do tego przyzwyczajona. Lata doświadczenia robiły jednak swoje; oddzielanie uczuć i emocji od sytuacji przychodziło już jej z łatwością. Oddzielanie ziarna od plewa, można wręcz rzec.
Język pani koroner w końcu się jednak poluzował, a sposób, w jaki ubrała swoje słowa zaciekawił Claire. Zrozumiała, dlaczego spotkały się akurat tutaj, w gabinecie — Carmen miała problem, a Spokrewniona miała zamiar dotrzeć do jego źródła.
Czy wiesz, kto to? — zaczęła z powagą, siadając naprzeciwko biurka. W końcu. — I od kiedy zaczął wydzwaniać? — Założyła nogę na nogę i splotła dłonie, kładąc je na udach. Musiała ustalić podstawowe fakty. Albo raczej potwierdzić swoje przypuszczenia. — Ma jakieś żądania? Każdy strzępek informacji jest ważny, Carmen, jeżeli mam ci pomóc — dodała łagodnie, pochylając się lekko w stronę Meksykanki. — Kto jeszcze wie o tym... znalezisku? — spytała po chwili przyciszonym tonem głosu, uważnie mierząc kobietę wzrokiem.
KARTA POSTACI: Claire Farrington
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski
Opis Postaci | 
Wysoka, młoda kobieta o przenikliwych jasnoniebieskich oczach, długich do pasa srebrnych włosach, oraz niezwykle bladej, chłodnej w dotyku skórze. Ubrana jest w niezawiązany, długi ciemnozielony płaszcz, dopasowaną, krótką czarną sukienkę z golfem i długimi rękawami, oraz długie za kolano, czarne skórzane buty na obcasie, znad których wystają czarne rajstopy kabaretki. Noszące na sobie ślady blizn dłonie schowane są w dopasowanych, czarnych skórzanych rękawiczkach. Na nosie wdzięczą się przeciwsłoneczne lenonki w srebrnej oprawce, zaś uszy zdobi cała plejada różnorakich kolczyków. Soczyście czerwone usta stanowią mocne tło dla delikatnego, szarego cienia wokół oczu, z kolei tkwiące w wiecznym nieładzie włosy nadają całości nuty nonszalancji.

Re: "Pill Hill" (02.14.1999)

#28
- Żeby to był tylko jeden! - żachnęła się. - Pierwszy telefon, dosłownie z chwilą gdy te zwłoki wjechały mi na stół, przedstawił się jako sam doktor Gary Simon Willcott. Drugim telefonem nawrzeszczała na mnie doktor Joanne Brown z CDC, rozumiesz? Na Piątej Alei ma biuro! To jest praktycznie zaraz za I-5! A teraz dzwonił do mnie Jason Migliore jako "przedstawiciel Harbor", kimkolwiek do cholery on jest i groził mi, żebym przestała pracować. Doktora Willcotta znam, chociaż powinien być na emeryturze, a doktor Brown o tej porze powinna już spać. Ten Migliore jednak... nie wiem kim on jest i czego chce. Gdyby nie ty i nie te zwłoki, od razu dzwoniłabym na policję. - zakończyła z ciężkim westchnięciem.
Sprawa wyglądała więc na bardziej, niż poważną.
Zaciągnęła się głęboko papierosem, rozkoszując się jak dym rozchodzi sie po jej płucach i zaczyna ją dusić. Tym razem jednak szybko wypuściła chmurę dymu, ale zrobiła to tylko po to, by znów wsunąć między usta papierosa. Teraz tym przetrzymała w płucach odrobinę dłużej, tak, jakby chciała ukarać samą siebie za to, że poddaje się nałogowi. Ręce się jej jednak nie trzęsły, ba, w ogóle się nie trzęsła, chociaż mówiła z coraz większym wzburzeniem i narastającą agresją. Używka, jaką była nikotyna, robiła swoje.
- Lekarze powołują się na przepisy pierwszeństwa, jurysdykcję i co tam jeszcze tylko im przyjdzie do głowy. Upierdliwe, wkurzające, ale nie jest to nic tak złego. Ten ostatni cwaniaczek jednak jawnie mi groził, że przyjdzie albo tutaj, albo do mojego domu i upewni się, że zostawię tego nieboszczyka w spokoju i sam go przyniesie do PSIP, bo mają już podobny przypadek. Słyszałam o nim, to jakiś włóczęga czy inny kloszard, wyssany do sucha, zakopany w śniegu czy coś takiego. - dodała, troszeczkę tylko spokojniejszym głosem.
Mówiła i mówiła, a jej przemowom nie było widać końca. Może była to zasługa samej Claire, w końcu lepiej jest rozmawiać z kimś, kogo się zna, niż prowadzić nieustający monolog do trupa, a raczej do mikrofonu by udokumentować wszystko co tylko się da... w każdym razie Reyes stała przed naprawdę ciężką sprawę i potrzebowała pomocy. Nie musiała mówić też wprost, czego chce od Farrington. Wampirzyca mogła się tego domyślać; sprawdzić, kim jest Migliore i dlaczego tak zależy mu i innym na tych konkretnych zwłokach.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „First Hill”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość