2329 Fairview Ave E, Floating Homes Association

#1
  Życie w wielkim mieście kosztuje. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości, a i Seattle nie jest tutaj wyjątkiem, niestety. Z drugiej jednak strony, to ciągle Seattle! Miasto wielkich możliwości! Nie masz wystarczająco dużo gotówki, by wynająć mieszkanie w centrum, albo gdzieś w pobliżu? Jedno z jezior czeka. Tak, to nie są żarty. Na jeziorach pełno jest kutrów, barek i żaglówek, które mogą posłużyć właśnie jako małe, przytulne mieszkanko. Jeśli jednak ktoś ma mniej pieniędzy i nie stać go nawet na wynajęcie takiej łajby, zostaje jedyna możliwość.

Pływający dom. To nie jest jednostka pływająca pod żadnym kątem - owszem, unosi się na powierzchni wody, ma szerokie, płaskie dno, ale to wszystko. Nie ma silnika, nie ma wioseł, nic, to po prostu zwyczajny, drewniany dom na jeziorze, łagodnie kołyszący się na spokojnych falach i regularnie nawiedzany przez mewy, kaczki czy inne ptactwo, które żyje na pograniczu między lądem a wodą. W niektórych rejonach Stanów Zjednoczonych coś takiego jest uznawane za własność prywatną specjalnego rodzaju i, nie wnikając w prawniczy żargon od którego wielu może rozboleć głowa, można dość łatwo uzyskać zwrot podatków, czy nawet ich obniżenie. Wszystko zależy od metrażu! Nie ma jednak tak dobrze i opłata za dok jest naliczana co miesiąc, co w pewnym sensie można uznać za inny podatek, ale nie są to aż tak wielkie sumy, jak mogło by się wydawać.

A już na pewno jest taniej, niż przy mieszkaniu "na stałym lądzie", a to chyba jest teraz najważniejsze, prawda? Floating Homes Association przy Fairview Avenue w Seattle, nad brzegiem Lake Union kilkanaście drewnianych, szerokich pomostów, długich na kilkadziesiąt metrów, przy których unosi się całe osiedle parterowych bądź piętrowych domków (niektórzy z lokatorów zamienili parter swojego domku na maleńki hangar, gdzie po prostu cumują ich łódki i żaglówki). Każde z tych domostw ma tylko kilka wspólnych elementów, reszta jest już zależna tylko i wyłącznie od wyobraźni oraz zasobności portfela lokatora bądź lokatorów.

Domy są przeważnie prostokątnymi bryłami z drewnianych szkieletów obitych płytami wiórowymi, z płaskimi dachami pełniącymi także rolę tarasu - jest też sporo domów z drewnianych bali, ze spadzistymi dachami, ale te są już trochę droższe i nie każdego na nie stać. Wnętrza posiadają kuchnię, sypialnię, toaletę i salon, ale tylko toalety i kuchnie są urządzone. Znaleźć w nich można proste prysznice, umywalki i muszle klozetowe (których zawartość nie trafia o dziwo do jeziora, tylko do potężnych zbiorników opróżnianych przez pracowników FHA), a w kuchni poza kuchenką jest tylko maleńki zlew. Nic więcej. Reszta to, mówiąc ogólnie, pustostan oddany do dyspozycji lokatorom.

Brzeg jeziora jest tutaj bardzo łagodny i równy, chociaż to w znacznej mierze piaszczysta plaża, z rzadka porośnięta karłowatymi krzaczkami i niezbyt wysokimi drzewami; parkingu jako takiego tutaj nie ma, ba, nawet chodnik jest wąski i schodząc z drewnianych pomostów trafia się prosto na plażę lub na jezdnię przy Fairview. Całe osiedle liczy sobie blisko setki domów oraz kilku tysięcy mieszkańców. To miejsce popularne pośród singli, artystów, lekkoduchów i innych młodych gniewnych, którzy nie myślą o zakładaniu rodziny.

Rodzeństwo Christopher i Aaron Leeds, z Vancouver, porzucili szkoły, odcięli się od swoich rodzin i próbują żyć tak, jak im to pasuje, co nie do końca im wychodzi. Christopher zajmuje się fotografią i posiada całkiem dobrze zaopatrzone studio, chociaż od ostatnich kilku dni coraz częściej zauważa, że jego aparaty i obiektywy są inaczej rozłożone, tak samo jak zapasy taśmy maleją w zastraszającym tempie... Aaron z kolei zapiera się, że nic na ten temat nie wie. Rumieńce na jego twarzy mówią jednak co innego, podobnie jak fakt, że po sąsiedzku mieszka rudowłosa, szczupła i wyraźnie cierpiąca na brak ubrań Jessica Owens, uwielbiająca się opalać nago na balkonie. To kucharka w jednej z pobliskich restauracji i mistrzyni grilla. Przygotowywane przez nią żeberka, karkówka oraz schab cieszą się już legendarną popularnością na całym osiedlu przy Lake Union, chociaż niektórzy twierdzą, że jak na wołowinę jest trochę zbyt żylaste i dziwne w smaku. Jessica nie chce zdradzać tajemnicy swojej kuchni, co więcej, każde z okien na parterze jej domku jest wiecznie zasłonięte grubymi żaluzjami, więc...

Re: 2329 Fairview Ave E, Floating Homes Association

#2
Z Bloodbath

Po drodze wyciągnęła od przerażonej młódki, gdzie ma ją odwieść. To będzie chyba ostatni przystanek Any tej nocy. Potem kierunek Dom i łóżko. To była długa noc. Długa szalona noc. Anastasia jechała szybko jak na warunki pogodowe, ale starała się nie przekraczać prędkości, by sobie na kark jeszcze glin nie zwalić.
Tego by było chyba za dużo. Musiała udać się na zachód od Bloodbath. Brzeg jeziora, gdzie zacumowane było małe osiedle domków pływających. Nie mogła motocyklem podjechać pod same nabrzeże... bo w zasadzie to niemal go nie było... sama plaża i domki. Zatrzymała się jednak na drodze, jak najbliżej mogła tylko podjechać.

Nie gasiła maszyny. Pokręciła tylko głową i westchnęła. Rudy dzieciak miał największe szczęście swego życia. Odwróciła się do niej i odebrała swoją kurtkę.
Miała nadzieję, że ta zdążyła zmarznąć i uspokoić się nieco.
-Nie zdajesz sobie sprawy jakie miałaś kurewskie szczęście. Wracaj do domu i trzymaj się z daleka od takich miejsc jak chcesz dożyć starości. - Powiedziała,
spokojnym, nieco zmęczonym głosem. Młoda mogła coś czuć, przeczuwać, instynkt samozachowawczy mógł jej podpowiadać, ze coś tam było nie tak, że może być w niebezpieczeństwie, ale jeśli będzie miała ona takie szczęście jak tej nocy, to nigdy nie dowie się tak naprawdę jak blisko śmierci była.

Czekając aż dziewczyna zwlecze się z motocykla, Anastasia oparła łokcie z przed sobą i ukryła twarz w zimnych, bladych dłoniach. Jak to się stało, że weszła w taką konfrontację z, być może, przyszłym Primogenem Ventrue!? Vigo urwałby jej głowę przy samej dupie. Słusznie by zrobił. Wiedziała to. Pokręciła głową i raz jeszcze westchnęła. Śniła... musiała, to było tak nieprawdopodobne i wariackie, że musiała być teraz w letargu i śnić jakieś bzdury! Chyba wypiła jakiegoś ćpuna,
innej opcji nie ma! Piękny start Ana... cudowny...
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 2329 Fairview Ave E, Floating Homes Association

#3
Opuszczenie Old Roanoke Slaughterhouse było zdecydowanie najlepszą decyzją, jaką od dłuższego czasu podjęła Anastazja. I nie chodzi nawet o to, że zwyczajnie pyskowała potencjalnemu primogenowi jednego z klanów, narażając się na Ostateczną Śmierć albo przynajmniej na ostracyzm, nie. Bale zrobiła coś, co niejako było sprzeczne z jej nową, wampirzą naturą. Zamiast zatopić kły w gardle niczego niepodejrzewającej ofiary po prostu tę ofiarę ocaliła. Uratowała przed okrutną śmiercią z łap potworów.
I teraz odwoziła ją niemal prosto pod sam dom.
Niemal, bo Seattle ma to do siebie, że pewne miejsca są niedostępne dla dwu- i jednośladów. Osiedle przycupnięte na brzegu jeziora Lake Washington było właśnie jednym z nich. Podróż na zachód od klub mieszczącego się w starej rzeźni nie trwała wcale tak długo; i bardzo dobrze. Zimny, mroźny wiatr niósł grube i ciężkie płatki śniegu, a rudowłosa dziewczyna w okularach i pozaciąganych swetrze nie miała na dobrą sprawę żadnej grubszej kurtki ani nawet czapki.
Anastasia mniej więcej przez połowę tej drogi czuła dodatkowe drżenie. Rudzielec trząsł się z zimna, a kiedy motocykl zwolnił i zatrzymał się, ta zahukana dziewczyna miała zaczerwieniony nos i policzki, a włosy i ramiona przykryte całkiem sporą warstewką śniegu. Spróbowała się nawet uśmiechnąć, ale jedyne, co osiągnęła, to szczękanie zębami.
- K...k...kim je...je...jesteś? - zaczęła. Jąkała się z zimna, albo ze strachu. Albo jedno i drugie było tutaj na miejscu. - C...c...co się mia...mia...miało ze mną s...s...stać? - spytała po chwili, chuchając w dłonie. Miała miły dla ucha głos, nawet teraz, gdy się jąkała i nie do końca wyraźnie mówiła z powodu zatkanego nosa. Sądząc po akcencie, musiała pochodzić gdzieś z południowego zachodu. Może nawet z samego Teksasu, kto wie.
Zrobiła kilka kroków tu i tam, wydeptując niewielką ścieżkę w śniegu. Szybko wsunęła rękę do kieszeni, po portfel, ale skostniałe z zimna dłonie nie utrzymały skórzanej saszetki. Portfel wylądował w białym puchu, a rudowłosa przykucnęła, by go podnieść. Nie zrobiła jednak tego, tylko się rozpłakała, kryjąc twarz w dłoniach. Niedaleko przejechał ciężarowy samochód, rycząc wściekle. Był to jedyny głośniejszy dźwięk w okolicy, nie licząc oczywiście rytmicznego warkotu silnika motocykla.
Większość świateł w oknach domów była zgaszona. Pojedyncze żarówki paliły się tu i tam. Światło księżyca i gwiazd odbijało się słabo od powierzchni jeziora.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2329 Fairview Ave E, Floating Homes Association

#4
Kiedy Bale wyprostowała się i spojrzała na okularnicę, ta trzęsąc się z zimna, próbowała coś wydukać. Wampirzyca miała nieprzenikniony wyraz twarzy, ale w zielonych oczach błyszczał żal. Miała co przemyśleć, a widok rudej myszy, która przypominała jej nią samą sprzed lat, wcale nie działał kojąco.
-Weterynarzem. - Odpowiedziała krótko. Może zbyt obcesowo. W środku jednak miała burzę i kotłowaninę myśli. Weterynarz na wielkim motocyklu, w klubie elektro zwącym się Bloodbath... to jest dopiero mieszanka!
-Nie interesuj się! Trzymaj się z daleka od takich miejsc. Masz nauczkę, przyjmij lekcję, a teraz spadaj do domu zanim zamarzniesz na tym mrozie. - Poleciła twardym, władczym... a może bardziej protekcjonalnym głosem?... Jeśli nastolatka, nie była w stanie się pozbierać, Ana zsiadła z motocykla, podniosła jej portfel wcisnęła jej go w ręce, łapiąc za ramiona dziewuchę odwróciła ją w stronę ścieżki i popchnęła ją by ta w końcu się ruszyła. Stała sama jeszcze chwilę żeby się upewnić czy szczęściara wraca do domu, po czym sama wróciła na FatBoya. Nabrała mroźnego powietrza w martwe płuca, wstrzymała je chwilę, po czym wypuściła,
wbijając bieg i dodając gazu. Maszyna ryknęła zadowolona i powiozła Anastasię dalej, zapewne ku jej domowi. Zasłużyła na odpoczynek...


<z/t>

Do Dom Any
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 2329 Fairview Ave E, Floating Homes Association (02.14.1999)

#5
Spotkanie z Elizabeth Page oraz Brudnym Markiem (a także przelotnie, z Nosferatu Kwiatuszkiem) na terenie Moore Theatre trwało krótko. Buchanan w sumie pojawiła się w Elizjum tylko na jeden, krótki moment, a wyszła nasycona krwią, z pierwszym, poważnym wrogiem oraz zleceniem od samej Primogen klanu. O ile prośba Gangrela, brudnego i zaniedbanego, ożywionego trupa mogła być niebezpieczna i wiązać się z narażaniem życia, tak to, czego od Kyleigh żądała Elsie Page wydawało się być zdecydowanie prostsze.
Przyjemne nawet.
Przekonać aktorkę by pojawiła się w teatrze? By dalej grała i wykonywała swoje obowiązki? Przecież to banał. Zwłaszcza, że Isabelle de Chauveron - pochodząca z Francji utalentowana, ale temperamentna dziewczyna - mieszka w Eastlake, na brzegu Union. Nic więc dziwnego, że wędrówka przez uśpione, zaśnieżone miasto była na swój sposób kojąca. Seattle było naprawdę pięknym miastem, umiejętnie łączącym mocno zurbanizowany, miejski krajobraz z naturą. Z gęstymi i całkiem rozległymi lasami, z licznymi jeziorami, wzgórzami i dolinami.
Z zachmurzonego, ciemnego nieba nieprzerwanie sypał śnieg. Grube płatki tańczyły w powietrzu niesione podmuchami wiatru, wirując i krążąc tuż przed twarzą nieumarłej. Kyleigh nie była jednak sama, bo choć było późno i zimno, to były także Walentynki. Widziała na swej drodze trochę par, a także kilka samotnych serc, dość chwiejnym krokiem wracających do domów. Nikt jednak nie zmierzał w tę samą stronę, co monstrum.
Na łagodnych, równych brzegach jeziora Lake Union Buchanan już z daleka dostrzegła niewielkie pagórki z zasp oraz wydeptane ścieżki, prowadzące do kilkunastu szerokich, drewnianych pomostów. Najbliższy wampirzycy był zarazem najkrótszym; na powierzchni wody łagodnie kołysały się raptem dwa tuziny małych i średnich domów, z których tylko kilka miało rozświetlone pojedyncze okna. Reszta była cicha, ciemna i pogrążona w głębokim śnie, tak, jak i reszta miasta.
Gdzieś tutaj - pod numerem czterdziestym siódmym - mieszkała de Chauveron. Francuska aktorka, którą czekało spotkanie z wampirzycą.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „Eastlake”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron