2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#1
  Czterogwiazdkowy hotel w samym sercu miasta? I to taki, gdzie ceny nie przekraczają dwustu dolarów za noc? Czy to w ogóle jest możliwe? Tak. W Seattle coś takiego jest możliwe, bo chociaż znajdą się jeszcze lepsze hotele, oferujące więcej, lepiej, mocniej, szybciej, to najważniejszy czynnik - cena - również będzie szedł w górę, zamiast w dół. A to jest przecież równie ważne, jak wygodne łóżko, prawda? Pan Pacific spełnia więc wszystkie wymogi by dumnie nosić cztery, złote gwiazdki tuż obok swojej nazwy, widniejącej na froncie wysokiego na dwanaście pięter budynku.

Hotel ten znajduje się na rogu Terry Avenue i Denny Way i, podobnie jak wiele innych budynków w Seattle, Pan Pacific okupuje zbocze jednego z niezliczonych wzgórz w mieście. Dzięki temu dosłownie z każdego piętra i z każdego pokoju rozciąga się cudowny widok miejskiej panoramy - a im wyższe piętro, tym widać coraz więcej. Drapacze chmur i wysokie wieżowce zaczynają zanikać, ustępując miejsca coraz to niższym budynkom, aż w końcu przy dobrej pogodzie można podziwiać wody jeziora, zatoki czy nawet widoczne w oddali góry.

Pan Pacific jest miłym dla oka budynkiem, z dużymi, foremnymi oknami i płaskim dachem, z elewacją utrzymaną w łagodnych brązach i szarościach; dziwić może nikła ilość szklanych elementów (poza szerokimi oknami i masywnym zadaszeniem nad wejściem głównym nie ma tu nic więcej), ale nie jest to wielkie zmartwienie. Na przestronnym, ozdobionym kwiatami i miniaturowymi palmami parterze mieści się recepcja z dostępnym dla każdego konsjerżem, hotelowa restauracja której kucharze są na każde wezwanie gości, kawiarnia serwująca każdy możliwy gatunek kaw oraz pierwsza z dwóch sal konferencyjnych, wyposażona w rzutniki, komputery wraz z drukarkami oraz osobną linię telefoniczną (druga jest na ostatnim piętrze). Tutaj też mieszczą się biura pracowników hotelu, klatka schodowa oraz dwie windy - dla gości dostępne są jednak tylko windy i część schodów, reszta wymaga specjalnego klucza, który znajduje się w posiadaniu pracowników. Dzięki temu nikt nie powołany nie wejdzie do "serca" hotelu, do kuchni, do piwnic z pralnią, do magazynów, ani nawet do biur i archiwów. I dobrze, bo kto normalny by chciał tam zaglądać, skoro na gości czeka tyle atrakcji?

Każdy z pokojów (Pan Pacific oferuje trzy typy pokojów - jedno i dwuosobowe oraz apartamenty) jest klimatyzowany, posiada w pełni wyposażoną toaletę i wnękę garderobianą, szeroki wybór łóżek w rozmiarach królewskich wraz z gamą poduszek, telefony z automatycznymi sekretarkami, drzwi z kilkoma zamkami, radio i budzik, telewizor z lokalnymi i światowymi kanałami oraz sejf, do którego szyfr jest znany tylko i wyłącznie aktualnie przebywającemu w pokoju gościowi. A jakby tego było mało, to jeszcze obsługa każdego ranka przynosi gazety i ewentualną pocztę, wraz z obowiązkową kawą bądź herbatą (niezależnie od śniadania, które jest wliczone w cenę!).

Na piątym piętrze znajduje się także siłownia wraz z gabinetem odnowy biologicznej; nie jest to może miejsce, gdzie miłośnik "pompowania żelaza" będzie zachwycony, ale znajdzie się tutaj wszystko, co niezbędne by utrzymać się w formie, razem z kilkoma trenerami którzy chętnie pomogą w korzystaniu z licznego sprzętu światowej klasy. Jeśli jednak komuś to nie pasuje,t o zawsze zostaje gabinet odnowy, tam można bowiem zażyć kąpieli błotnych, poddać się masażowi, akupunkturze i innym cudownym, choć z pozoru mało znaczącym technikom relaksu, skorzystać z wiedzy i umiejętności istnej armii kosmetyczek...

I to wszystko za niecałe dwieście dolarów za noc! Nic więc dziwnego, że pośród lokatorów można trafić na naprawdę wyjątkowe, a często i tajemnicze osoby!

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#2
Wiktor razem z Leonardem siedzieli na tylnym siedzeniu Cadillaca, kierującego się w stronę Pan Pacific Seattle Hotel. Smiertin przez większość drogi zastanawiał się nad kolejnym posunięciem, jakie chciał wykonać tej nocy. W obliczu wydarzeń z ostatnich nocy, został zmuszony do działania, oraz podjęcia kilku trudnych decyzji, które kosztowały go utratę dużej ilości drogocennej vitae. Wizja głodu wisiała w powietrzu, a wraz z nią uśpiona Bestia mogła przejąc inicjatywę, doprowadzając do braku kontroli i godności. Wszystko jednak miało się wkrótce zmienić.

Siedzący za kierownicą Jurij zatrzymał samochód na parkingu przez hotelem, nie wyłączając silnika. Przez chwilę wszyscy siedzieli w całkowitym milczeniu. Wiktor odezwał się nagle, przerywając ciszę:
- Dopilnuj, aby nikt się nie spóźnił. Na dwudziestą trzecią mają wejść do pokoju. Przez następne pół godziny nikt ma nam nie przeszkadzać - spokojnie wyrecytował ciąg dyrektyw.
- Oczywiście - opowiedział Jurij, nie zdradzając przy tym także większych emocji. To była rutyna.

Leonard i Wiktor wysiedli z auta, a następnie skierowali swe kroki w stronę głównego wejścia hotelu. Zameldowaniem zajął się Leonard, gdy Wiktor przyglądał się wystrojowi hallu oraz ludziom znajdującym się w okolicy. Gdy formalnościom stało się zadość, razem udali się do wynajętego pokoju. Zaraz po wejściu Wiktor zaczął przyglądać się uważnie oświetleniu pomieszczenia, a Leonard bez słowa udał się w kierunku miejsca przeznaczanym na garderobę.
- Mundur będzie czekał w szafie. Jak zwykle wygląda perfekcyjnie - rzucił luźno, w chwilę po otwarciu walizki z ubraniem.
- Doskonale - odpowiedział Rosjanin. - Pomóż mi przyszykować pokój, tak by panował tutaj półmrok. Wykręć wszystkie żarówki oprócz tej z lampki nocnej. Schowaj je później do jednej z szuflad, układając w równym rządku obok siebie - Najlepiej będzie jak moi goście będą widzieć tylko zarys mojej sylwetki. - dorzucił po chwili.
- Przesunąć fotel w ciemniejszy róg pokoju? - zapytał Leonard.
- Tak - odpowiedział Wiktor, uśmiechając się.
Mężczyźni zabrali się do pracy. Kwadrans później apartament był gotowy. Do panów dołączył również Jurij, który widząc przygotowania zagwizdał pod nosem, a potem zapytał:
- To co dalej robimy?
- Leonard idź do hallu. Gdyby Martin przyszedł, ma poczekać na dole. Dam znać gdy będę gotowy - zwrócił się bezpośrednio do Leonarda. - Ty, Jurij zostaw mnie teraz samego. Gdy wybije dwudziesta trzecia przyprowadź gości - powiedział poprawiając okulary. - I jeszcze jedno. Jak wyglądam? - zapytał znacząco.
- Elegancko, na pewno zrobisz dobre wrażenie - odpowiedział Leonard. Jurij podniósł kciuk do góry i uśmiechnął się z aprobatą w oczach.
- Dobrze. Widzimy się później - odpowiedział Lasombra.
Gdy dwójka mężczyzna opuściła apartament, Wiktor przyciemnił ściemniaczem światło bijące z lampki nocnej, a następnie rozsiadł się wygodnie w fotelu. Prawie całe pomieszczenie skrywała ciemność w której czuł się najlepiej. Świtała jednak było na tyle dużo, by dostrzec kontury mebli. Wiedział, że każdy kto wejdzie do pokoju, nie będzie w stanie dostrzec jego twarzy. Tuż obok na niewielkim drewnianym stoliku leżał telefon komórkowy oraz aktualna gazeta. Wiktor wyciszył telefon, następnie podniósł gazetę i zaczął czytać.
KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#3
Noc piętnastego lutego niewiele ustępowała pogodzie w ostatnich dniach: wciąż sypało, wciąż było potwornie zimno, wciąż nieprzyjemnie i silnie wiało, wciąż drogi zostawały wiecznie zasypane białym puchem. Jakby ktoś o nich zapomniał, a to przecież nieprawda; po prostu śnieg padał grubo, gęsto i nieustannie. Pracownicy socjalni nie nadążali za czyszczeniem ulic, co odśnieżone, to zaraz na powrót stawało się białe. Wiktor i Leonard widzieli zresztą nie tylko pracowników, pojazdy i maszyny odśnieżające drogi, lecz również dostrzegli co najmniej dwa przejeżdżające radiowozy oraz usłyszeli wycie syren policyjnych i karetek pogotowia. Tak właśnie przedstawiała się rzeczywistość dzisiejszego Seattle po ostatnich makabrycznych wydarzeniach, nasilających się wojnach gangów i coraz częstszych, dziwnych zjawiskach. Jeszcze trochę, a Szmaragdowe Miasto niedługo stanie się miastem policyjnym, w którym krew spływa wartkim strumieniem rzeki. Ponura rzeczywistość jaka się przed nimi rysowała nasuwała możliwość jakiegoś wypadku na drodze, nawet nie mając z nim nic wspólnego; nie będąc jego przyczyną. Jurij jednakże doskonale znał stan dróg i wiedział jak powinien jechać, toteż Panowie Smiertin dojechali bez problemu. Choć podróż trwała bardzo długo, to nie napotkali żadnych przeszkód.
Podczas gdy Leonard meldował ich w pokoju, Wiktor miał okazję przyjrzeć się holowi oraz przewijających się przezeń ludziom. Ten zaś ozdobiony był palmami i kwiatowymi kompozycjami; w tę zimową porę roku na ścianach rozwieszono niewielkie gałęzie białej kaliny wonnej, a w doniczkach stało kilka ciemnoróżowych wawrzynek wilczełyko. Nie był to nachalny wystrój, lecz subtelny i nawet nie kiczowaty. Kobiety w recepcji wydawały się być pogrążone w pracy — nieustannie ktoś dzwonił lub podchodził, by się czegoś od nich dowiedzieć. Ludzie sprawiali wrażenie średnio zamożnych, tylko jedna para rzuciła się w oczy przez swą bogatą garderobę, lecz pospiesznie odeszła, jakby wstydziła się przebywać w tym miejscu. A kiedy już Leonard — po dłuższej chwili oczekiwania, niestety — odchodził od lady zmierzając w kierunku swego ojca, jedna z recepcjonistek podniosła wzrok ku Wiktorowi i spojrzała w jego oczy. Jej postawa, jej wyraz twarzy, to jak się zachowywała wskazywały na to, że niejednej rzeczy była świadkiem. A wyglądała na zaledwie dwadzieścia siedem lat!
Ostatecznie Wiktor wraz ze swoim Ghulem odpowiednio przyszykowali apartament, Jurij zszedł na dół aby w odpowiedniej chwili przyprowadzić gości, podobnie też uczynił Leonard, choć w nieco innym celu. I jeden, i drugi mieli skonkretyzowane zadania. W ręce Lasombry trafiło dzisiejsze wydanie gazety, które mógł w spokoju przeczytać.
Do czasu aż jego telefon oznajmił, że przyszła wiadomość tekstowa. Od Leonarda. Nie więcej jak kilkanaście minut przed dwudziestą trzecią.
Krótka i treściwa: Martin już przybył.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#4
Czytając gazetę zainteresował się artykułem o tytule LODOŁAMACZ U WYBRZEŻY ALASKI, znajdujący się na stronie siódmej. Cała sprawa z "Irną", dla Wiktora wydała się dość niepokojąca z uwagi na aktualne wydarzenia związane z wojną jaką toczy Camarilla i Sabat. Odholowali go do bazy wojskowej... Amerykanie na pewno położyli łapę na czym się dało. Ciekawe co u mojego dobrego znajomego... On będzie wiedział coś więcej - myślał w skupieniu. Ciekawość wzięła górę, dlatego major postanowił dowiedzieć się więcej od swojego przyjaciela pracującego w wojsku. Nagle telefon zawibrował przekazując wiadomość od Leonarda. Wiktor odłożył gazetę, po czym sięgnął po komórkę, przyglądając się uważnie wiadomości.
Trzymając w dłoni telefon odpisał krótko: Przyprowadź go. Następnie, otworzył nową wiadomość tekstową i wybrał kontakt. Wystukał kolejną wiadomość: Cześć. Jesteś na noc w bazie? Będę potrzebował Twojej pomocy. Po wysłaniu wiadomości, odłożył komórkę tuż obok leżącej na stoliku gazety. Czekał w milczeniu na Martina, który miał zdać mu raport z zadania jakie dostała zwerbowana poprzedniej nocy ekipa.
Gdy tylko Martin z Leonardem weszli do pokoju, Wiktor spojrzał na zegarek zdając sobie sprawę, że na tarczy dochodzi prawie dwudziesta trzecia. Zwrócił głowę w stronę Leonarda, a następnie przemówił:
- Przekaż Jurijowi, aby przyprowadził gości jak tylko Martin opuści hotel. Nie zdążę omówić wszystkiego do dwudziestej trzeciej. Może skorzystasz z usług hotelu i spróbujesz poprawić sobie humor? Będę potrzebował cię później- powiedział z troską w głosie.
KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#5
Faktycznie, gdy znało się wojskowe środowisko i wiedziało w jaki sposób działa, można było być zaniepokojonym sytuacją jaka spotkała Irinę Fyodorową. Nie trzeba jednak znać tego świata, by wiedzieć, że Amerykanie położą łapy na rosyjskim statku zawłaszczając sobie wszystko, co tylko się da, bo taka po prostu była polityka. Każdy inny kraj w podobnej sytuacji najpewniej zrobiłby tak samo. Bardziej zastanawiającym jest fakt, że Irina była bez kontaktu z rosyjskim wojskiem co najmniej dwa tygodnie, a to przecież niedopuszczalne, by zostawić swoich bez wsparcia czy chociażby informacji dla obcego kraju o takiej sytuacji… Chyba, że chodziło o coś innego. A mogło. Przecież jeszcze nie tak dawno temu między Ameryką a Rosją trwała zimna wojna. Wiktor, zaciekawiony tą sprawą zdecydował się wysłać wiadomość do swojego przyjaciela, lecz jak na razie nie dostał odpowiedzi. Być może będzie musiał na nią chwilę poczekać.
Co innego jednak Leonard wraz z Martinem, bo Ci zjawili się bardzo szybko. A za nimi ktoś jeszcze. Ktoś nieprzychylny…
Jeden z nieproszonych gości zatrzymał ręką zamykające się drzwi, Smiertin nawet nie zdążył dokończyć swoich słów skierowanych do syna. Nieznajomy spokojnym, stonowanym i pewnym siebie krokiem przekroczył próg pokoju hotelowego. Za nim było dwóch innych mężczyzn, którzy postąpili podobnie, lecz bardziej ze zniecierpliwieniem. Każdy z nich miał złożone ręce z przodu trzymając w nich pistolet. Kto wie, czy nie mieli pod odzieniem jeszcze jakichś zabawek? Zarówno Leonard, jak i Wiktor bez problemu mogli dostrzec, że ten z przodu jest Rosjaninem, reszta wskazywała na śródziemnomorską urodę; światło dostające się z korytarza dawało względny obraz gości. Zamknęli za sobą drzwi. Jurij prawdopodobnie również ich dostrzegł, podobnie zresztą jak zauważyłby niepokojący ruch… Lasombra nie dostał jednak odeń żadnego ostrzeżenia.
Wyglądali jak “faceci w czerni”: marynarka, spodnie, buty, okulary, nawet skórzane rękawiczki na rękach — wszystko było czarne. Ten z przodu, wyglądający i zachowujący się jak przywódca, miał w ustach wykałaczkę. Twarz przecinała mu rzucająca się w oczy podłużna, krzywa blizna, to prawdopodobnie przez nią jego całe lewe oko było białe, co wskazywało na częściową ślepotę. Omiótł spojrzeniem wszystkich przebywających w pokoju mężczyzn, choć nie za wiele miał okazję zobaczyć ze względu na dość nikłe światło.
— A więc ten tutaj to tylko płotka. To ty jesteś szefem. Dobrze zrobiliśmy śledząc twojego człowieka.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#6
Wiktor nie zdążył nic powiedzieć do Leonarda, albowiem nieproszeni goście z bronią w ręku wtargnęli do wynajętego apartamentu. Major nawet nie drgnął, siedząc dalej wygodnie na miękkim fotelu, idealnie ukrywając zaskoczenie pod maską opanowania. Brał pod uwagę taki obrót spraw, dlatego wcześniej wykręcił żarówki w pokoju, aby mieć dostęp do ciemności... Wpadające światło z korytarza zmusiło Smiertina do zmrużenia oczu. Gdy weszli do środka i zamknęli za sobą drzwi, na twarzy majora pojawił się delikatny grymas szyderczego uśmiechu. Kretyni... Zapraszam was prosto paszczę szaleństwa - powtórzył w myślach, dusząc tym samym niepokój jaki pojawił się w obliczu niespodziewanych okoliczności. Wiedział, że trójka mężczyzn zamykając za sobą drzwi popełniła poważny błąd. Nie czekał ani chwili dłużej. Skoncentrował się na przerażającej mocy jaka płynęła w jego żyłach, dającą kontrolę nad otaczającą go ciemnością. Vitae w martwym sercu poruszyła się dzięki woli członka Klanu Nocy, przyzywając moc pierwotnego strachu. Mając pod władaniem mrok, który okrywał jego sylwetkę, nie poruszył się jednak, czekając w skupieniu na ruch przeciwnika. Dla facetów w czerni nikłe światło lampki nocnej było zbyt słabe, alby mogli dokładnie zobaczyć jak dokładnie wygląda Spokrewniony. Spowita przez ciemność sylwetka Lasombra nie budziła lęku, zdradzając kogoś o przeciętnej budowie. Kogoś kto wyglądał raczej na biznesmena, który dla agresorów musiał być tym, który pociągał za sznurki. A więc Martin nie popisał się... - myśl przemknęła przez umysł Wiktora, gdy kończył zestrajać się z mocą Sfery Mroku. Trzech... uzbrojeni... zapewne z formą pancerza pod płaszczem - kalkulował w kolejnych sekundach, gdy niespodziewanie facet z blizną wyszedł do przodu i przemówił po rosyjsku.
To nie był moment, w którym zwłoka mogła zadziałać na jego korzyść. Oczywistym było, iż należy pokazać intruzom, gdzie znajduje się ich miejsce w szeregu. Dla oficera byli tyko kolejnymi pionkami z jakimi wielokrotnie miał okazję się spotkać. Musiał jednak przyznać, że ich nonszalancja i brawura zrobiła na nim wrażenie. Ominęli Jurija i uzyskali przewagę zaskoczenia, a to nie mogło pozostać niezauważone. Zapewne zdawało im się, że nie pozostawiają mu dużego pola do manewru. Wciąż jednak cieszył się przestrzenią, o której nie mogli wiedzieć. Ciemność dawała mu aż nazbyt wiele możliwości. Chwile po tym jak Rosjanin skończył wypowiedź, sylwetka Wiktora nabrała upiornych kształtów, jak gdyby nie tworzyło jej ciało i kości, lecz czysty mrok, odbijający się echem przerażenia w umysłach śmiertelnych. Obecne w pomieszczeniu cienie zawirowały, okrywając złowieszczą sylwetkę, niczym koszmarny płaszcz. Lasombra odsłonił jedynie swoje oczy, które pozostały widoczne były dzięki słabemu lśnieniu, wciąż bijącemu z lampki nocnej - jedynego źródła światła w pomieszczeniu. Czarne Wody nie odbijają światła - powtórzył w myślach patrząc prosto w oczy lidera facetów w czerni, a następnie wstał z fotela pociągając za sobą falę żyjącego mroku. Groźne i bezwzględne spojrzenie Wiktora nie zerwało kontaktu wzrokowego z idiotą, który nie raczył się przedstawić. Dzięki całkowitej kontroli nad cieniami, pozostała część twarzy Wiktora była ukryta pod osłoną mroku. Upewniwszy się, że tamten widzi jego spojrzenie powiedział:
- No faktycznie, to był bardzo błyskotliwy ruch. Widzę, że panowie mają silne inklinacje samobójcze... Złóżcie broń, albo pomogę wam w ich spełnieniu... - głos Lasombry był paraliżujący, niosący ukrytą groźbę. W wypowiedzi kryło w się coś złowieszczego i nie było tym, co agresorzy chcieli usłyszeć. Widok okrytego przez aksamitną ciemność Spokrewnionego wywoływał strach. Nieszczęśnik, który miał okazję uchwycić spojrzenie Wiktora musiał zmierzyć się z Otchłanią która kryła się za oczami Lasombry.
- Odważnego lęka się nawet kula. Jestem pewien, że nie raz słyszałeś to zdanie rodaku... - dodał na koniec znane rosyjskie przysłowie, które dla mężczyzny z wykałaczką w ustach, było aż nadto wymowne. Stało się jasne, że Wiktora nie zatrzyma broń palna, ani stylowe ubrania jakie posiadali panowie w czerni. Byli niczym dzieci, które zbudziły się wewnątrz koszmaru, wypełnionego atawistycznymi lękami. Trafili na wygłodniałego potwora i zamknęli się z nim w ciemnym pokoju. I tylko instynkt, próbujący rozpaczliwie przedrzeć się przez otaczającą ich falę czerni, mógł im powiedzieć, jak wielki popełnili błąd.

KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#7
Życie — nie-życie w tym wypadku — bywa zawrotne. Zawrotne i nieprzewidywalne. Działania Wiktora przyniosły pożądany efekt. Wywołał w swych nieproszonych gościach strach, przerażenie i lęk. Tylko, że nie do końca wszystko poszło tak, jak oczekiwał…
Rosjanin stojący na przedzie nie mógł dostrzec twarzy Wiktora. Tym razem Lasombra dobrze postarał się o to, by Ci, którzy go nie znali, na pewno nie mogli zobaczyć jego facjaty. Dostrzegalne były jedynie rysy twarzy Smiertina: charakterystyczna szpakowata broda i wysokie kości policzkowe oraz czarny garnitur i biała koszula. Światło lampy ujawniało również wysokiego, szczupłego mężczyznę będącego raczej w kwiecie wieku. Wzrok skierowany na trzech gości początkowo nie emanował aż tak złowrogą aurą, jak po wypowiedzeniu kilku słów przez Rosjanina. Ruslan — bo tak nazywał się prawdopodobny przywódca — śmiało pochwycił spojrzenie Wiktora. Nie dlatego, że miał nadmiar odwagi. Nie dlatego, że szukał brawury. Nawet nie dlatego, że czuł się odeń jakkolwiek potężniejszy.
On już to spojrzenie znał. Bał się, to było widać w jego ciemnym oku, lecz wiedział już, z kim ma do czynienia. Facet z blizną poczuł strach. Ręka, w której trzymał pistolet, zadrżała. Ciało momentalnie zesztywniało, oczy się rozszerzyły, a puls stał się przyspieszony. Ruslan cofnął się o dwa kroki do tyłu unosząc nieco głowę do góry. Aż w końcu jego emocje, tak silnie nań wpływające, a nieuzewnętrznione, eskalowały do maksimum.
Reakcją obronną na strach była aktywacja Gry Cieni. Tańczyły wokół Rosjanina jakby w przyspieszonym tempie. Mógł być podrzędnym Lasombra. Mógł być Ghulem. Tego Wiktor nie mógł odczytać na pierwszy rzut oka. Samego Smiertina to jednak nie ruszyło. Z pewnością czuł się zaskoczony, lecz ta umiejętność nie wzbudziła w nim żadnych negatywnych emocji. Co innego jednak Leonard, który wybałuszył oczy i cofnął się kilka kroków ostatecznie napotykając ścianę. Dotknął jej kurczowo rękami mając teraz pełny obraz… Obraz dwóch mężczyzn, których otaczała ciemność. Ciemność tak nienaturalna, że aż straszliwa… Tylko Martin zdawał się stać w miejscu, lecz przerażenie widoczne w jego oczach i bladość skóry potwierdzały, że nie do końca udało mu się nie poddać widokowi jakiego doświadczał. Javierowi początkowo tylko przyspieszył puls, w ustach zrobiło mu się sucho, oczy zostały wybałuszone, ale gdy do obrazu Wiktora doszedł jeszcze Ruslan, wypuścił pistolet z rąk i cofnął się pod ścianę z nieukrywanym przerażeniem.
— Inklinacje samobójcze? —Wychrypiał Ruslan, a jego usta rozszerzyły się w grymasie. Wykałaczka z nerwów omal mu nie wypadła z ust. W porę pochwycił ją zębami. — Możesz nam grozić. Możesz nas… — Blizna nie zdążył dokończyć. Tym razem to jemu na to nie pozwolono. José bowiem, ten stojący po prawej od swojego przywódcy, w chwili apogeum strachu rzucił się z rękami na Wiktora z bojowym rykiem.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#8
Lasombra był zadowolony z efektu jaki osiągnął. Wszyscy byli przerażeni, a ciemność mogła nasycić się ich strachem. Wierzył, że ta wspomoże go, gdy poprosi ją o pomoc. Lider cofnął się poddając sile grozy bijącej od Majora, doprowadzając do ujawnienia prawdziwej natury agresora. Gdy tylko zobaczył użycie tej samej mocy, błyskawicznie zrozumiał z kim ma do czynienia. Tego się nie spodziewał, starając się szybko dostosować do nowej sytuacji. A więc trafiłem na Sabat - pomyślał, natychmiast zdając sobie sprawę, że mężczyzna z blizną nie może opuścić apartamentu. Jego ucieczka miałaby zbyt poważne konsekwencje, a na to Wiktor nie mógł sobie pozwolić. Javier został w objęciach strachu, wypuszczając broń. José również wpadł w panikę, ale postanowił rzucić się na Kainitę z pięściami, próbując zaatakować źródło przerażenia. Przeciwnicy nie pozostawili Spokrewnionemu dużego wyboru. Należało ich zniszczyć.

Ludzka natura jest nieprzewidywalna. Wiktor wiedział o tym doskonale. Niejednokrotnie miał okazję patrzeć jak ludzie załamują się pod wpływem nacisku i ogromnej presji. Pękają niczym mydlane bańki wystawione na działanie czynników zewnętrznych. Służba w sowieckiej armii nauczyła go jednej z prostych prawd na temat ludzi - każdy ma swoją wytrzymałość. Dla najlepszych żołnierzy, stawiane wymagania fizyczne i psychiczne często przekraczały dopuszczalne granice. Smiertin był kimś kto znał się bardzo dobrze na tej robocie. Wiele razy prowadził morderczy i nieludzki trening tworząc idealne maszyny do pracy w polu. Niektórzy popełniali samobójstwo, kończyli z ciężką depresją, wpadali w histerię, szaleństwo lub po prostu dezerterowali. Jak się okazało, podobnie było i w przypadku José'a, który został zmuszony walczyć o przetrwanie, gdy tylko skonfrontował się z grozą jaką emanował Major. Lasombra jednak nie przejął się kompletnie nacierającymi pięściami człowieka. Niejednokrotnie sierżant z oddziału chciał go zabić, aby wyrzucić z siebie skondensowane pokłady gniewu. Atak na dowódcę zawsze był aktem rozpaczliwej desperacji, bezsilności w obliczu totalnej i odbierającej siłę beznadziei. José był jednym z tych, którzy nie wytrzymali i załamali się. Każdy w końcu pęka.

Wiktor nie wiedział, czy Blizna był Ghulem czy Lasombrą. W tej chwili odpowiedź na to pytanie nie miała żadnego znaczenia. Postanowił wezwać na pomoc potężniejsze moce Sfery Mroku. Wystarczyła chwila koncentracji, a vitae znów poruszyła się w martwym ciele. Głód był blisko, jednak Smiertin starał się działać jak profesjonalista i nie poddać się Bestii, która była tak różna od dyscypliny jaką promował dowódca. Odruchowo cofnął prawą nogę pół kroku za siebie, pochylając swoje ciało delikatnie do przodu, aby nacierający przeciwnik nie był w stanie go przewrócić. Martwe ciało i pancerz stanowiło duże wyzwanie dla fizycznego ataku, dlatego całą swoją uwagę skupił na Ruslanie. Człowiek w czerni zaczął tłumaczyć się niczym świeży żołnierz Specnazu pojmany przez siły wroga. Największy skurwiel zacisnąłby zęby i nie powiedziałby słowa, czekając na błąd przeciwnika. Wiktor słowa Rosjanina odebrał jednoznacznie - lider facetów w czerni bał się jak jasna cholera i nic na to nie mógł poradzić. Drgająca dłoń zdradziła go. Lasombra czuł w powietrzu strach i upajał się nim. Bali się go, bardziej niż Ruslana. Wiedział że to on wydaje polecenia i jest heroldem grozy. To Wiktor dalej rozdawał karty w tej mrocznej i niebezpiecznej grze. Chwilę po tym jak José wydał bojowy ryk, Smiertin również podniósł głos:
- Mam was! - po czym przygotował się do kolejnego posunięcia.

KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#9
Niewiele było osób mających na tyle odwagi, by nie poddać się strachowi przed ciemnością. Prawdziwą, choć nienaturalną, powodującą niewyobrażalny lęk przed nieznanym. Czymś, czego nie dało się racjonalnie wyjaśnić i zrozumieć, czymś przed czym najlepszym wyjściem była ucieczka.
Ucieczka przed śmiercią.
José nawet nie zdążył zadrasnąć Wiktora, podobnie zresztą jak jedna z trzech, nowo powstałych Rąk Otchłani, nawet nie dotknęła przybocznego Rosjanina. Mężczyzna z blizną, miast uciekać jak na przywódcę przystało i ochronić się ciałem swojego podwładnego, zdecydował się złapać go za poły skórzanej kurtki i odciągnąć od bezpośredniego zagrożenia. Dzięki temu ani Wiktorowi ani José nic się nie stało. Ten drugi nie przystąpił do ponownej ofensywy, co innego jednak Smiertin wokół którego wciąż nieustannie tańczyły nadnaturalne cienie. Podobnie zresztą jak i w przypadku Ruslana - obaj panowie emanowali złowrogą, przerażającą aurą mroku. W międzyczasie Javier otworzył drzwi apartamentu znajdującego się na dziesiątym piętrze Pan Pacific Hotel, a chwilę później już pędził korytarzem na ślepo, przewracając na swojej drodze wszystko, co mu się napatoczyło. W tym jednego z kelnerów, co zostało z hukiem obwieszczone całemu korytarzowi. Mężczyźnie upadła taca, na której stały butelka wina - trzask szkła był słyszalny również dla osób znajdujących się w apartamencie Wiktora - kubełek z lodem i kieliszki. Jednemu z kieliszków jakimś cudem nic się nie stało, ale drugi... Drugi roztrzaskał się na kawałki.
W pokoju momentalnie zrobiło się nie tylko jasno, ale i chłodno. Wiktor miał kolejny powód do tego, by unieszkodliwić nieproszonych gości: Ruslan i José bez problemu mogli teraz dostrzec nie tylko jego twarz, ale i całą sylwetkę. Jedna z uformowanych Rąk Otchłani zgodnie z wolą Wiktora zaczęła oplątywać się wokół prawej ręki Rosjanina, w której trzymał swą broń. Ten zaś zacisnął na niej palce z stopniowo postępującego bólu, jakiego doświadczał, ale ani myślał jej wypuszczać. Czuł także mróz. Wszechogarniający jego rękę mróz. Macka była strasznie lodowata, a wykrzywiona przezeń twarz mówiła, że nie tylko ból mu doskwiera, lecz również zimno. Leonard, który dotychczas stał pod ścianą i obserwował to wszystko z wybałuszonymi oczami, nagle się zreflektował i spojrzał to na grupkę walczących między sobą — a przynajmniej próbujących — mężczyzn, to na drzwi. Uświadomił sobie, że przecież nie musi się bać własnego ojca. Co więcej, że może mu pomóc, tak jak on pomagał jemu. Wiedział, że nie będzie w stanie skutecznie ruszyć w pościg za Javierem jako, że dopiero dzisiejszej nocy został wyleczony jedynie na tyle, by móc się swobodnie poruszać — ale jeszcze nie biegać — i odskoczywszy od ściany wrzasnął na Franklyna wściekle wskazując ręką na otwarte drzwi.
— Rusz dupę i biegnij za nim! — I to było dla Martina jak porażenie prądem, bo wykonał to polecenie odruchowo i bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Wkrótce już go nie było w pokoju. Zostali tylko José, Leonard, Ruslan i Wiktor.
Ta tura należała do Wiktora. Ta tura. Mimo, iż zdawał się mieć miażdżącą przewagę, zdarzyć się mogło wszystko. Smiertin czuł również, że wystarczyłoby, by ktoś go chociażby drasnął; że w jakikolwiek sposób straciłby jeszcze choć odrobinę krwi - zacznie czuć głód, a Bestia: dopominać się o swoje.
Już teraz pomrukiwała z zadowolenia...
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#10
Ciemność... Wieczna kochanka z którą Wiktor spędził dziesiątki lat, znów usłyszała jego wołanie. Jej syn, kapłan, ten który wielokrotnie śnił o czarnym oceanie pod filarami stworzenia, znów pozwolił jej nasycić się strachem, przerażeniem istot żyjących. Ona w odpowiedzi obdarowała go silnymi ramionami, które kradły ciepło spijając esencję witalności z każdej żywej tkanki Ruslana. Otchłań... Ta do której wszystko powraca, patrzyła na tych, którzy stoją w małym przyciemnionym pokoju nic nie znaczącego hotelu. To Wiktor przez chwilę był jej przejawieniem, tym czego lękają się ludzie, gdy myślą o śmierci i ostatecznym końcu. Gdy opuszczają swoje powieki i nigdy ich nie otwierają. Ona ich przytula do siebie, pozwalając im rozpuścić się w czarnej toni. Lasombra zamanifestował swoją potęgę, przypominając kilku żywym, kto tak naprawdę jest prawdziwym predatorem i władcą nocy.

Opętany przez strach Javier, zdezerterował pozostawiając na placu boju swego dowódcę oraz Jose'a. Światło z korytarza padło na sylwetkę Wiktora odsłaniając prawdziwą twarz, na której malował się wyraz dumy i gniewu. Cienisty potwór kontrolujący cienie teraz ukazał swoją ludzką powłokę, do której Spokrewnienie przyszyło Bestię nierozerwalnymi nićmi, stworzonymi przez klątwę Kaina. Z mroku wyłoniła się trupioblada twarz Smiertina, koszmar przybrał bardziej ludzką formę - wystające kości policzkowe oraz układ brwi uwidoczniły kryjącego się pod maską Człowieczeństwa drapieżnika. Miał ochotę wysunąć kły, nacieszyć się dłużej chwilą namacalnej władzy i pożądania jakie pobudza Bestia, suflerująca instynktowne odruchy cementujące ego Wiktora. Gwałtowne emocje, gniew, chęć zmiażdżenia i rozdeptania przeciwników została przywołana do porządku, gdy Lasombra narzucił wolę pierwotnym odruchom. Bestia musiała zaczekać, spętana niewidzialnym łańcuchem porażającej woli nieumarłego. Powstrzymał się zdając sobie sprawę, iż jest to bilet w jedną stronę, a celem podróży jest krwawa rzeź. I to czyniło go jeszcze bardziej niebezpiecznym bezwzględnym, inteligentnym i przebiegłym potworem ukrytym w mroku nocy.

Gdy rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, przez umysł Wiktora niczym błyskawica przeleciała myśl, że znajdują się na dziesiątym piętrze. Wykalkulował, że uciekinier tak szybko nie wydostanie się z budynku. Gdy tylko Martin ruszył w pościg za Javierem, Lasombra powiedział do Leonadra: - Zamknij drzwi. Nawet na chwilę nie spuścił wzroku z Ruslana, który wpadł zasadzkę zastawioną przez Wiktora. Było w tym coś, co przypominało zwabienie niczego nie spodziewających się owadów, które ostatecznie wpadają w sieć, dając znać czającemu się w mroku pajęczego zabójcy. Tym razem owad okazał się szerszeniem, który wpadł w pajęczynę z przygotowaną bronią i wymagał użycia nadzwyczajnych zdolności. Czarna nić złapała ofiarę za rękę nie pozwalając na użycie żądła jakim był pistolet. Ostatnie podrygi walczących o przetrwanie mężczyzn kończyły się w tej chwili. Dwie pozostałe macki czekały na mentalny rozkaz, gotowe do ataku. Major wyprostował się przywołując siłę swego autorytetu i charyzmy.
- Na wojnie honor zwycięzcy, jest jedyną rzeczą na jaką można liczyć w obliczu klęski. Poddajcie się, a wyjdziecie z tego żywi! Macie moje słowo! - Witkor starał się mówić dokładnie tak jak go nauczono, gdy należało pojmać jeńców wojennych. Gdy przemówił, w jego głosie było coś magicznego i inspirującego, coś co sprawiało, że ludzie robili rzeczy bez wahania, gotowi wykonać każdy rozkaz. Uczył się od najlepszych i był najlepszy. Wierzył w to, a każdy kto służył pod jego skrzydłem stawał się jego żarliwym wyznawcą, bezwzględnie oddany swemu liderowi. Zawsze powtarzał jedno i to samo zdanie do podwładnych - Róbcie to co ja! - a oni wiedzieli, że jest to słuszne i zbawienne.

KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#11
Lasombra jako jedyni dysponowali Sferą Mroku — jedną z najgroźniejszych, budzących niewyobrażalny strach manifestujący się poprzez jawne okazanie swej wyższości i potęgi nad innymi Kainitami, dyscypliną. Mrokiem, przed którym ludzie uciekali w popłochu. Mrokiem, który sprawiał, że bali się go nawet Spokrewnieni. Ci, którzy nie zaprosili Lasombra do Camarilli twierdząc, że ich Dyscyplina jest przeciwna idei Maskarady. Niewielu było potężniejszych od Lasombra. Nawet silny umysł Ventrue niewiele mógł zdziałać na chwytającą gardło czystą, namacalną ciemność…
Wiktor wiedział o tym aż za dobrze. Miał wystarczająco wiele lat, by poznać miażdżącą moc dyscypliny, którą dysponował. I choć musiał się ukrywać, choć musiał się przypodobać Camarilli, choć nawet jego moc nie zapewniała mu statusu, tak świadczyła o jego naturalnej silne jako Lasombra. Smiertin był tego absolutnie świadom. Nie przewidział jednak, że przeciwnicy podejmą się działania zanim ten w ogóle zacznie mówić. Gdy więc Leonard ruszył wykonać polecenie swego ojca, Ruslan podjął próbę użycia broni palnej. Spotkał się jednak ze sromotną porażką: nie dość, że jego broń się zacięła, to jeszcze Druga z Rąk Otchłani owinęła się wokół jego ciała skutecznie go unieruchamiając zanim w ogóle kula zdążyłaby wystrzelić.
— Blać! —Wrzasnął z wściekłości i niemocy. Blizna był bardzo, bardzo nie w humorze. Przestraszony, zirytowany, a teraz na domiar tego wkurwiony. Rzadko spotykał się z aż takim niepowodzeniem. A dzisiejszej nocy naprawdę miał pecha: akurat dziś, teraz zacięła mu się broń! José nie był w lepszej sytuacji. Z jego oczu widać było, że jest bardziej przerażony, niż jego dowódca. I tak twardo się trzymał widząc coś, czego ani nie był w stanie pojąć ani się temu przeciwstawić. To był najczarniejszy mrok... A jednak, zamiast uciekać, był tutaj. Był z Ruslanem, był tu ze swoją sławetną odwagą, ze szczęściem, które niemal nigdy go nie opuszczało. Dosłownie na kilka sekund spojrzał na twarz Ruslana, potem na falujące wokół obu mężczyzn nadnaturalne cienie i trzy Ręce, które otaczały Wiktora. To była chwila, w której spanikował. W której podjął się nieracjonalnego czynu, będącego zapewne jego ostatnią deską ratunku. Ostatnią deską ratunku nim jego ciało zostało całkowicie unieruchomione przez trzecią z Rąk Otchłani.
— Niet! —Krzyknął ostrzegawczo Ruslan, ale już było za późno.
Wiktor i José swoje ruchy wykonali jednocześnie. Ostatnia z Rąk Otchłani miała za zadanie unieruchomić przybocznego Rosjanina, podobnie jak w przypadku Blizny, lecz udało się to tylko częściowo. José natychmiast podniósł broń ku górze i wystrzelił. Namacalna ciemność zdołała powstrzymać jeden pocisk, lecz dosłownie — zdawać by się mogło — milisekundy później padł drugi wystrzał. Dla zwykłego człowieka śmiertelny, pozbawiający go tchnienia. Niemal automatycznie oddany pocisk cudem przeleciał tuż obok Ręki Otchłani i przebił się przez twarz Wiktora. José, już teraz całkowicie oplątany przez lodowatą ciemność, wrzasnął. Wrzasnął z przerażenia, strachu i niedowierzania wypuszczając swojego Colta. Takiego samego, jakiego miał Smiertin. Był tylko człowiekiem. Kruchym człowiekiem, którego taki strzał zabiłby na miejscu. Pierwszy strzał jakby został wchłonięty przez mrok, lecz drugi rozniósł się echem po całym pokoju, a pocisk zatrzymał się w fotelu, na którym nie tak dawno temu siedział Lasombra. Puszka z cichym brzękiem upadła na dywan.
Z głowy Smiertina bowiem nie trysnęła vitae gdy kula wbiła się w oczodół, a następnie wyleciała przez tylną stronę czaszki. Żył. Poruszał się. Myślał. Major stracił niewiele krwi, ale to wystarczyło.
To wystarczyło, by poczuł głód krwi.
Drzwi były zamknięte. Leonard stał w bezpiecznej odległości od nich.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#12
Huk, a potem ciemność. Ukłucie przelatującej przez głowę kuli było lekkie i prawie bezbolesne, ale odebrało Wiktorowi możliwość pełnego widzenia. Prawie zachwiał się na nogach, próbując uchronić się przed kolejnym pociskiem. Na szczęście ten nie nadszedł, a cienista macka unieruchomiła strzelającego Jose'a. Lasombra odruchowo podniósł rękę, badając placami prawej dłoni uszkodzony oczodół, w którym chwilę temu znajdowało się ciemne oko. Przez kilka sekund zastanawiał się nad tym, co właściwie się co się stało. Zacisnął zęby zdając sobie sprawę, że jego wizerunek został nadszarpnięty, a brak odbicia w lustrze nie pomoże mu w kamuflowaniu ran.

Niebezpieczna gra dobiegła końca. Ruslan i Jose byli unieruchomieni, pozostawieni na łaskę Wiktora. Bestia zaczęła domagać się o swoje, ale Wiktor miał w sobie jeszcze wystarczająco dużo vitae, aby nie wpaść w jej jarzmo. Jednak taka zniewaga nie mogła pozostać bez odpowiedzi. Cienie dalej tańczyły wokół Smiertina, który tym razem okrył swoją sylwetkę w całości aksamitnym mrokiem. Nawet nie spojrzał na Leonarda, tylko wydał mu natychmiastowy rozkaz:
- Stań plecami do drzwi i dzwoń do Jurija. Niech przetnie drogę zbiegowi! A wy... - zwrócił się do jeńców przepełniony gniewem Wiktor. Oblizał sine wargi ukazując kły, równocześnie skupiając uwagę na Jose. - Czy nie wyraziłem się jasno i kazałem się poddać nędzna gnido!? Jak taki śmieć jak ty, odważył się podnieść na mnie rękę... - Lasombra nie krył oburzenia i zniesmaczenia całą sytuacją. Przerwał wypowiedź, aby podejść do pochwyconych mężczyzn i odebrać broń z ręki Ruslana. Sprawa była o tyle prosta, że dwójka dziarskich bandziorów w obecnej sytuacji, nie miała nic do powiedzenia. Żaden nie stawiał większego oporu, a kontrolowana mentalnie ciemność skutecznie trzymała w ryzach facetów w czerni. Podniósł Colta z podłogi jak i również wyrwał broń Ruslanowi. Obydwa pistolety zabezpieczył, a następnie rzucił na fotel za sobą.

Upokorzony Lasombra uznał że skosztuje krwi Jose'a. Vitae przepełnione adrenaliną mężczyzn działała na Wiktora z podwójną siłą. Spokrewniony czuł grozę w łopoczącym sercu Jose'a, którą Smiertin mógłby się rozkoszować przez krótką chwilę. Możliwość rozsmakowania się w pobudzeniu jakie przeżywał mężczyzna była nie do odrzucenia. Kainita zaszedł od tyłu Jose'a i wbił mu ostre kły w szyję. Znów przez kilka sekund mógł poczuć się tak jak żywy, a adrenalina była najlepszym narkotykiem jaki ludzki organizm mógł wyprodukować w naturalny sposób. Nic tak nie uspokajało Bestii, jak strach spijany prosto z serca przerażonych ludzi. Potwór za chwilę miał poczuć satysfakcję i nasycić się nie tylko słodkim płynem, ale również momentem wygranej - niczym zwierzę, które upolowało ofiarę. Leonardowi nic nie groziło, a rana jaką otrzymał nie była niczym poważnym - stanowiła jedynie kłopot w postrzeganiu otoczenia. Ilość krwi, którą stracił była minimalna, lecz nie było czasu na kuszenie losu. Jeden błąd mógłby uwolnić potwora jakim był Spokrewniony i wprowadzić go w furię. Wiedział, że jeszcze jedno użycie dyscypliny i w szale ruszyłaby do ataku rozszarpując wrogów na strzępy, jak i również syna. Ta świadomość trzymała Smiertina w ryzach skutecznie dalej trzymając Bestę na łańcuchu swojej woli. Sprawa był jasna - nikt nie wyszedłby z tego żywy. Major nie mógł sobie na to pozwolić, dlatego zdecydował się na jak najszybsze uzupełnienie braków krwi i zrobienia wszystkiego, aby Bestia nie zabiła Leonarda.

KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#13
Zarówno José, jak i Ruslan przyglądali się Lasombra, gdy ten niespiesznym ruchem ręki badał swą ranę w oczodole. Ten pierwszy odczuwał głęboki strach — nie tylko przed samym Wiktorem, lecz również niezrozumiałym dlań otoczeniem. Smiertin był dla niego potworem, ale potworem, którego cudem zdołał zadrasnąć. Dlatego spod płaszcza strachu na krótką chwilę wychyliła się arogancja pomieszana z zadowoleniem. Nie na długo jednak. To, co zobaczył na twarzy, w oku Spokrewnionego, wyrwało mu się w pamięci już na zawsze. Tak czystą, krystaliczną złość przemieszaną z odrazą. Zupełnie jakby był małym robaczkiem, którego ten w każdej chwili mógłby zmiażdżyć. I w istocie mógł. W dodatku bez żadnego wysiłku. Wystarczył jeden ruch Ręki Otchłani…
Smiertin miał jednak inne plany. Pierwej wydał rozkaz swemu synowi, który tylko skinął głową i sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki po telefon. Wystukał numer do Jurija i przyłożył przedmiot do ucha. Tych kilkanaście sekund, które musiał czekać na odebranie połączenia, trwały niemal jak wieki. Nic dziwnego, bo sytuacja w żadnym wypadku nie była ani luźna ani mogąca poczekać. W końcu Javier wydostał się na wolność — i choć nie można mówić tu o pełnej wolności, to jednak wciąż istniała szansa na to, że zniknie im już na zawsze, zdradzając co widział w pokoju hotelowym. Zarówno Leonard, jak i Jurij dobrze wiedzieli czym może się to skończyć.
Wiktor tym bardziej.
Ruslan parsknął śmiechem słysząc te żałosne ekwiwalenty wypływające z ust Spokrewnionego. Nie próbował się już jednak przeciwstawiać. José tym bardziej. Nie miał już nic, czym mógłby zadać Wiktorowi jakiekolwiek rany. Ani niczego, co pomogłoby mu w jakiejkolwiek obronie. Oba mężczyźni zdani byli na łaskę tej nieumarłej bestii.
Zwłaszcza José. Nim Wiktor wgryzł się kłami w jego szyję, ten próbował się wydostać, ale był niczym ryba uwięziona w siatce. Wiedział, że nie ma szans, lecz mimo to próbował się jakoś przesunąć, by nie dosięgły go szpony potwora. Na nic zdały się jego uniki, bo Smiertin chwycił go w żelaznym uścisku i jął spijać zeń vitae. Wtedy też śmiertelnik rozluźnił się i absolutnie poddał chwilowej ekstazie. Podobnie zresztą jak Spokrewniony, który nieco zbyt długo poddał się chwilowemu orgazmowi. Ostatecznie jednak oderwał się od ciała nieszczęśnika będąc w miarę nasyconym.
A Ruslan? Co mógł zrobić Ruslan? Przyglądał się temu wszystkiemu w milczeniu. Wiedział z kim ma do czynienia. I co go niedługo spotka.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#14
Ludzie... Niewolnicy w niewidzialnych kajdanach, słudzy i żywiciele, tak jak wieki temu, tak i teraz okazali się nieskuteczni w starciu z jednym z Spokrewnionych - potworów jakie kroczyły pośród ich domów tuż po zachodzie słońca. Wiktor nie miał złudzeń, co do tego faktu. Nie był osobą której trzeba było powtarzać zasady, którymi szczyciła się Camarilla. Wiedział gdzie jest jego miejsce w hierarchii cywilizowanego świata.... Ludzkiego świata, który został ukształtowany przez machinacje tak wielu z jego rodzaju, że tylko naiwni głupcy mogliby uwierzyć w coś takiego jak wolność człowieka.

Gdy oderwał kły od szyi swojej ofiary, spojrzał jedynym sprawnym okiem na unieruchomionego Rusala, oblizując przy tym zwilżone słodką posoką wargi. Maska przyzwoitości opadła w chwili, gdy Jose trafił go wystrzałem z swojej broni. Czas rozmów się skończył i Wiktor postanowił szybko przejść do kolejnych działań. Zdawał sobie sprawę, że strzał był słyszany prawdopodobnie na całym pietrze, dlatego należało jak najszybciej opuścić hotel. Zbyt wiele ciekawskich oczu, mogłoby tylko skomplikować i tak już trudną sytuację. Sięgnął do pasa po swój pistolet i wyciągnął go i mierząc prosto w głowę Ruslana powiedział:
- Dałem szansę na rozmowę, jednak popełniłeś błąd towarzyszu. Twoja arogancja została sprawdzona i zweryfikowana. Wasze działania są nieodpowiedzialne i bezskuteczne... - kończąc wypowiedź, niespodziewanie sprawnym ruchem ręki zaatakował rękojeścią swego Colta tył głowy Jose'a. Typowe wojskowe uderzenie mające na celu ogłuszyć cel, w wykonaniu Wiktora okazało się niezwykle skuteczne. Dochodzący do siebie po "pocałunku" mężczyzna, przyjął cios i osunął się nieprzytomny na ziemię. Twarz Lasomby wyglądała bardzo poważnie, a słowa które mówił były proste i treściwe. Smiertin znów skierował broń w stronę unieruchomionego Ruslana i dodał rozkazującym tonem:
- Bierz go, stul mordę i nieś przed sobą. Żadnych sztuczek. Będę tuż za tobą. Biskup będzie chciał znać wiele odpowiedzi. Przez takich partaczy jak wy przegrywamy wojnę. Wychodzimy... - rzucił nie kryjąc zniecierpliwienia.
- Weź broń i mój bagaż. Spotkamy się na dole - powiedział na koniec do Leonarda, czekając na ewentualną reakcję Ruslana, gdy Ręce Otchłani zaczęły powoli uwalniać z uścisku. Dalej trzymał go na muszce, nie spuszczając z niego wzroku.
Przywrócony post z 19.10.2018
KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#15
Nie tylko Spokrewnieni i inne, nadnaturalne istoty zagrażały wolności i egzystencji ludzi. To również władza — zarówno ta sterowana przez potwory nocy, jak i nie… “Chcę iść do piekła, nie do nieba. W piekle będę miał towarzystwo papieży, królów i książąt, a w niebie sami żebracy, mnisi, pustelnicy i apostołowie”, jak to przed kilkunastoma laty napisał Machiavelli. Władza dyktowała warunki. Prawa i obowiązki. Podejmowała decyzje, których szary obywatel nie zauważał sądząc, że nie ma to na niego wpływu. Władza dawała siłę. Potęgę, o jakiej nie śniło się maluczkim. Nie każdy maluczki jej jednak pragnął, a co więcej — wiedział, jak po nią sięgnąć.
Wolność słowa? Ależ oczywiście. Nikt nie karał za wypowiedzenie kilku niestosownych słów. Wystarczyło jednak, by usłyszała je publiczność, a od tego już niedaleko do zlinczowania. Tak samo, jak i wykonanie jakiejś rzeczy, nie do końca zgodnej z moralizmem… Wystarczyła jedna pochyła, by ludzie pomyśleli i zrobili swoje. Może i byli wolni, lecz wciąż ograniczeni. Przez zasady moralne. Zwyczaje, obyczaje, stosowne zachowanie się. Uznanie hierarchii. Wartości. Spokrewnieni po prostu nimi kierowali; niczym kukiełki, które prowadzą na rzeź absolutnie nie przejmując się ich losem. Sztuczna miłość zakazywała sprzeciwienia się. Czasem jednak tę walkę można było wygrać. Niesamowicie silną wolną i charyzmą. Niewielu miało jednak na tyle silną osobowość, by obudzić się ze snu. By oswobodzić się z kajdan niewidzialnego niewolnictwa.
Przecież nikt nie jest w klatce. Nie można nikomu niczego zabronić.
José był w ekstazie. Ruslan doskonale wiedział w jakiej sytuacji znajduje się jego podwładny. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, kim jest Wiktor. Nie patrzył jednak na pożywiającego się Smiertina; jego wzrok został skierowany na Leonarda. Obserwował go. Być może chciał zapamiętać jego twarz w swoich myślach, a być może tylko szacował jego bojową wartość. Zimne spojrzenie Ruslana nie wskazywało na nic, co mogłoby zdradzić jego wrogowi to, o czym myślał. Był wściekły, zły i przerażony, ale wiedział, że musi opanować swoje emocje. Nie poddawać się przed Lasombra.
Gdy tylko Leonard nawiązał połączenie z Jurijem, jego wyraz twarzy nieznacznie się zmienił. Nic jednak nie powiedział. Spojrzał za to na Ruslana, a następnie Wiktora. Podszedł do niego, by szeptem przekazać mu, co powiedział Dobronov. “Słyszał strzał. Kazał dziewczynom zjechać na dół i wrócić do innych zajęć. Czuwa i czeka za drzwiami na schodach.
Gdy Wiktor wycelował broń w głowę Ruslana, ten uniósł lekko brodę i hardo spojrzał mu w oczy. Nic nie odpowiedział na jego słowne zaczepki; nawet nie zaśmiał się jak to miało miejsce jeszcze chwilę temu. Za to bez krztyny sprzeciwu wziął na ramię ciało José`a. Cokolwiek zaobserwował, cokolwiek wyczuł, niczego nie dał po sobie poznać. Swoją postawą i obliczem prezentował to, co Wiktor chciał zobaczyć: posłusznego żołnierza.
Leonard zabrał pistolet José`a, zniszczony Ruslana i ten, który wypuścił Javier zanim uciekł. Wziął także w rękę mundur Wiktora i pozostałe rzeczy do niego należące. Pistolety schował pod wierzchnim okryciem. Podał swemu ojcu okulary, by ten nie musiał spuszczać z muszki Rosjanina. Mimo iż Wiktor zaczął regenerację to jednak rana postrzałowa wciąż była widoczna.
Panowie mogli już wychodzić. Mogli, lecz coś im przeszkodziło. Wiktor, wykorzystując swoją czujność, wyczuł, że coś jest nie tak. Słyszał dźwięki poruszenia na korytarzu, ale nie był w stanie ich konkretnie sprecyzować. Jego obawy ziściły się w momencie gdy już, już mieli wychodzić. Rozległo się bardzo głośne i kilkukrotne pukanie do drzwi, po czym padły następujące słowa:
— Służba ochrony hotelu! Proszę natychmiast otworzyć drzwi!
Przywrócony post z 30.10.2018
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#16
Krzątanina za drzwiami wydała się Wiktorowi zbyt podejrzana, dlatego przez chwile znieruchomiał wsłuchując się w dźwięki dochodzące z korytarza. Od momentu wtargnięcia agresorów minęło kilka chwil, a sytuacja po drodze zmieniała się z sekundy na sekundę. Zanim Lasombra usłyszał pukanie, zdał sobie sprawę, że żyje tylko i wyłączenie dzięki doświadczeniu wojskowemu oraz wiedzy jaką otrzymał od Stwórcy. Kimkolwiek byli ludzie którzy wtargnęli do pokoju, mocno pokrzyżowali plany Wiktorowi. Szybka zmiana taktyki nie była Majorowi obca, ale wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Rosnąca ilość wścibskich oczu doprowadziła Wiktora do jednej i prostej konkluzji - wyrok śmierci za złamanie Maskarady nie był wcale tak odległy. Oko nie chciało się zregenerować, a wylotowa dziura po kuli dalej zionęła czernią z tylnej części czaszki. Sytuację ratowały jedynie ciemne okrągłe okulary z frontu, proste włosy z tyłu głowy oraz brak żarówek w źródłach światła. I wtedy rozległo się pukanie...

Lasombra trzymając pistolet wymierzony w Ruslana zaklął pod nosem. Za szybko się tutaj zjawili... Coś jest nie tak... - pomyślał. Kątem oka spojrzał na Leonarda, który przez cały czas robił dokładnie to co kazał mu ojciec. Przez głowę przeszła myśl, że to może być ich ostatnie spotkanie. I wtedy rozległ się głos rozkazujący natychmiast otworzyć drzwi, a wraz z nim odbierająca siłę bezsilność. Lecz Wiktor nie zamierzał się poddać. Los nie pozostawiał mu wiele możliwości.
- Stań za mną- powiedział cicho do Leonarda, a następnie rzucił do Ruslana: - Trzymaj kolegę i nie odzywaj się.Następnie rozproszył wszystkie efekty Sfery Mroku, schował broń i skierował swe kroki do drzwi, aby je otworzyć.
- Już otwieram - powiedział spokojnym opanowanym głosem Lasombra. Gdy złapał za klamkę myślał o Leonardzie. Niewidzialna więź między tą dwójką, od dawna kierowała życiem Smiertina. Była źródłem kilku dodatkowych barw w czarno białym świecie w jakim obracał się nieumarły. Wiedział, że należy zrobić wszystko aby chronić tą wieź. Wszystko... Lepiej spłonąć niż zwiędnąć... - pomyślał.
KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#17
Jedyna zła decyzja Wiktora, tej nocy, to kazanie Martinowi stawienie się w hotelu w dzień po tym, jak ten wykonał dla niego zadanie. Niefortunne, trzeba dodać, choć bardziej niefortunnym wydawał się tutaj odstęp czasu. Gdyby nie to, Smiertinów nie spotkałaby przykra niespodzianka, a plany z pewnością zostałyby zrealizowane. W tych okolicznościach jednakże należało je diametralnie zmienić, a każdą kolejną decyzję dwukrotnie przemyśleć. Mogłaby ona zaważyć nawet na samej egzystencji Wiktora. Maskarada została już naruszona. Wystarczyło, by Javier zdołał uciec i powiedzieć swoim ziomkom o tym, co zobaczył. Czego był świadkiem. Od słowa do słowa… O złamaniu tejże, o dziwo, najpewniej dowiedziałby się Sabat, nie zaś Camarilla. A można było to wywnioskować po osobie Ruslana. Dla kogokolwiek pracował wątpliwym było, iż tą osobą okazałby się Lasombra Antritribu. Prawdopodobieństwo wydawało się niemalże zerowe. Jedyny były Sabatnik, o jakim Wiktor mógł zasłyszeć, to Keara Cross. Choć kto wie? Nikt nic o niej nie wiedział, nikt nie znał jej planów czy posunięć, nikt nie wiedział gdzie przebywa ani z kim. Równie dobrze mogła z ukrycia wprawnie manipulować jakąś częścią przestępczego półświatka i nikt nie musiał o tym wiedzieć. Rosjanin doskonale przecież wiedział jakie metody i sposoby mają Sabatnicy. Maskarada mogła też zostać naruszona raz jeszcze, w obecności większej ilości świadków… I tutaj już niestety nie Sabat, ale Camarilla miałaby coś do powiedzenia. Wiktor znalazł się w impasie, a najdrobniejszy błąd mógł go słono kosztować. I on o tym doskonale wiedział.
Istotnie, Wiktor nie posiadał w tym momencie zbyt wiele możliwości. Nie miał ani magii ani helikoptera, który zabrałby go stąd, by mógł w ostatniej chwili uciec przed wzrokiem wścibskich ludzi. Musiał podjąć teraz niezwykle trudną decyzję biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w pokoju i w jakim tenże był stanie.
Leonard posłusznie stanął za ojcem — i, rzecz jasna, swoim Panem — przewieszając sobie przez ramię mundur Wiktora i trzymając w ręku kilka innych rzeczy. Nieważne jak bardzo chowałby się za swoim ojcem, wciąż byłby widoczny. Dlatego też, choć był z tyłu, to jednak w takiej pozycji, by mieć dogodny obraz na widok wszystkich osób. Ruslan zachował się podobnie do Leonarda; nie ruszył się z miejsca, a nawet poprawił sobie bezwładnie wiszącego kompana na ramieniu. Jakby nic go nie ruszało, wpatrywał się przed siebie. Trudno zgadnąć o czym myślał, ale pierwszy rzut na niego i możnaby wysnuć konkluzję, że jest wojskowym. Lub byłym wojskowym. Tak… Oni miewali czasem tak puste, bezosobowe spojrzenie, po którym wiedziało się, że to żołnierz.
Gdy Wiktor otworzył drzwi, jego oku ukazał się widok dwóch mężczyzn. Oboje stali w lekkim rozkroku trzymając ręce na wysokości krocza. Czarne marynarki, krawaty i spodnie oraz białe koszule. Charakterystyczne słuchawki w uszach. Jeśli mieli jakąś broń, to nie była widoczna. Ranne oko i dziura w czaszce z tyłu wciąż się regenerowały; Smiertin czuł jak vitae krąży w jego ciele spełniając swoje zadanie. Sekunda po sekundzie, minuta po minucie. Czuł także napiętą atmosferę jaka panowała na korytarzu. Kilka osób wyszło ze swoich pokoi, przerażeni i jednocześnie zaciekawieni całą sytuacją. Sytuacja Lasombry z każdą chwilą stawała się coraz bardziej niekorzystna. A wszystko to po to, by mieć swoich wrogów żywych…
— Klienci hotelu donoszą o niepokojących wydarzeniach rozgrywających się w Pańskim apartamencie. Na kamerach udokumentowano ucieczkę i pościg, który zaczął się stąd. Słyszano również wystrzał z broni palnej. Używanie broni w Pan Pacific Hotel jest zabronione. — Stojący na przedzie mężczyzna nie bawił się w podchody. Od razu przeszedł do rzeczy. Jego głos nie był nieprzyjemny; był po prostu pewny siebie, nieznoszący sprzeciwu; postawa i spojrzenie wyraźnie ukazywały jednostkę charyzmatyczną i silną. Drugi z ochroniarzy z kolei skupił się na otoczeniu wokół Wiktora. Zaobserwował Leonarda i Ruslana z kolegą na ramieniu. — Proszę wyjść na korytarz. — Powiedział pierwszy i odsunął się na bok, by zrobić im miejsce. Jednocześnie obaj panowie uważnie im się przyglądali.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#18
Spokojnie... Wyjdziesz z tego... Powiedz im dokładnie to co chcą usłyszeć - myślał patrząc na dwójkę przedstawicieli ochrony hotelowej. Trzeba było przyznać, że Wiktor miał nerwy ze stali, a jego jedyną bronią zostały ponadprzeciętne umiejętności interpersonalne. Już dawno nie czuł się tak przytłoczony i zagoniony w róg. Jednak stał spokojnie niewzruszony, nie dając po sobie niczego poznać. Martwe serce pompowało krew w górę, przez żyły do czaszki wypełniając i uzupełniając zniszczoną tkankę. W wojsku było o wiele łatwiej, tam panowały inne zasady. Cywile tworzyli swój własny oderwany od rzeczywistości świat, gdzie wojnę ogląda się w mediach. Miarą inteligencji jest adaptacja do nowych warunków i choć Major gardził śmiertelnikami, to musiał grać w grę na ich zasadach. Do tego chciał mieć Ruslana żywego. Morderstwo w hotelu było najgorszym możliwym rozwiązaniem i ściągnęłoby na głowę policję. Wydarzenia mogłyby potoczyć się w bardziej paskudny sposób, a wtedy Spokrewnieni zaczęliby interesować się Wiktorem bardziej niż powinni. To czego Wiktor teraz potrzebował to dyskrecja. Zasłonić obserwatorom oczy, odwrócić ich uwagę i liczyć na łut szczęścia. Spojrzał na mężczyznę, który wygłosił przemówienie stosując wyuczony, przyjazny uśmiech numer trzy. W ocenie Spokrewnionego taka postawa najlepiej pasowała do sytuacji.
- Gentleman... Z miejsca chciałem najmocniej przeprosić za całe zamieszanie. Zapewniam panów, że nikomu nie stało się nic poważnego i czujemy się zobligowany pokryć wszelkie koszty związane z uszkodzeniem mienia - powiedział miłym, przepraszającym tonem. Mówił na tyle cicho, aby ludzie stojący na korytarzu nie byli w stanie go usłyszeć. Lasombra nie chciał od razu wychodzić na korytarz obawiając się zauważenia niewyleczonej rany postrzałowej. Odsunął się na bok, pozwalając Ruslanowi i Leonarowi pierwszym wyjść z apartamentu. Stał dalej w cieniu obserwując reakcję otoczenia. W głowie szukał odpowiednich słów, którymi mógłby zabarwić następne zdania, które chciał powiedzieć. Musiał zrobić wszystko, aby był wiarygodnym i nie wzbudzać podejrzliwości.
- Jest mi wstyd... To co się stało jest plamą na moim honorze - mówiąc to myślał o tym, że ta cała farsa jest faktycznie ujmą dla jego osobistości. Delikatny grymas zdrowej złości i poczucia winy za błąd malował się na twarzy Majora - Mieliśmy tutaj małe spotkanie emerytowanych żołnierzy, ale jak się okazało nie wszyscy których zaprosiłem, poradzili sobie z przeszłością. Biorę pełną odpowiedzialność i proszę panów o dyskrecję w tej materii. Mężczyzna, który wybiegł wypalił z broni i śmiem podejrzewać, że może być pod wpływem środków odurzających - Wiktor starał się być przekonujący najbardziej jak tylko mógł. Gdy Leonardo trzymający pokrowiec na garnitur mijał Wiktora, ten na chwilę rozsunął suwak ukazując przedstawicielom ochrony fragment osobistego munduru galowego. Doskonale wiedział z jakiego czasu pochodził mundur, dlatego ujawnił taki fragment, który wskazywał na wojskowość, ale nic więcej. Liczył, że widok wojskowego odzienia doda opowieści dodatkowej nuty prawdy. Kilka sekund później zasunął suwak, mówiąc:
- Gentleman... Byłbym bardzo wdzięczny za wyprowadzenie nas z hotelu tylnym wyjściem. Nam wszystkim zależy na zachowaniu dyskrecji, tym bardziej że nasz kompan został uderzony w głowę i stracił przytomność. Zapewniam, że nikt nie został postrzelony i nikomu więcej nie grozi żadne niebezpieczeństwo - kończąc wypowiedź sięgnął ręką do kieszeni marynarki wyciągając skórzany portfel. Szybkim ruchem dłoni wyciągnął trzysta dolarów w taki sposób, aby panowie stojący w przejściu dokładnie je widzieli. Następnie położył je na blacie stojącego obok wyposażenia apartamentu i kontynuował wypowiedź: - To niewielki dodatek za pomoc. Może mi pan wierzyć lub nie, ale z uwagi na naszą przeszłość lepiej będzie jak zajmiemy się kompanem osobiście.
Lasombra liczył, że rana nie wygląda już tak źle. Zdawał sobie sprawę, że niebawem będzie musiał wyjść na korytarz. Gdy Leonard i Ruslan byli już na zewnątrz, Wiktor zamierzał do nich dołączyć. Zanim wyszedł dodał jeszcze kilka zdań:
- Ten pan z garniturem w ręku wynajął apartament, dlatego pójdzie teraz do recepcji i pozostanie tam do chwili uregulowania wszystkich formalności związanymi z zniszczeniem mienia. Zapewniam, że ucierpiał jedynie fotel, za co jeszcze raz najmocniej przepraszam. Po wszystkim w recepcji będzie czekać na panów list z podziękowaniem od zasłużonych dla kraju weteranów wojennych - ton głosu i mimika dawała do zrozumienia, że te trzysta dolarów to jedynie zachęta i panowie mogą zyskać o wiele więcej tej nocy. Kończąc zdanie zrobił pierwszy krok w kierunku światła zalewającego korytarz. Wierzył, że trzysta dolarów to dobra premia na start za tak błahą przysługę. Apartament miał tylko zniszczony fotel, a największym kłopotem byli przestraszeni ludzie. Dwójka ochroniarzy wyglądała na profesjonalistów, którzy nie pierwszy raz znajdowali się w podobnej sytuacji.

KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel [02.15.1999]

#19
W sytuacji, w jakiej został postawiony Wiktor, niewielu zachowałoby tak zimną krew. Niewielu byłoby tak spokojnych, jak on. A przecież nie dało się po nim poznać jakiegokolwiek zmartwienia, przerażenia ani niepokoju. Wyczuwalna napięta aura w otoczeniu mężczyzn wynikała z nieprzyjemnych okoliczności i ich konsekwencji. Ochroniarze nie mieli pojęcia kim są osoby przed nimi, nie byli świadomi istot nadnaturalnych, z którymi się właśnie zmierzyli. Paradoksalnie w takiej sytuacji to oni mieli przewagę, nie zaś Lasombra i towarzyszący mu Ghule. I to była jedna z tych sytuacji, w której Spokrewnieni musieli dostosować się do ludzi, nie zaś oni do nich. Jedna z niewielu. Jedna z tych, w których istota o wiele potężniejsza od nich musiała się ukorzyć. Dla Lasombry, byłego członka Sabatu, wojskowego to było nie do pomyślenia.
W tej chwili ważyły się jego losy, ale i nie tylko.
Także cierpliwość.
Panowie wysłuchali pierwszych słów Wiktora, ale ich mimika nie zmieniła się. Nic nie wskazywało na to, by ich nastawienie jakkolwiek zostało zmiękczone w stosunku do Smiertina.
— Zgodnie z regulaminem hotelu będą musieli Państwo pokryć koszty uszkodzenia mienia. To, czy stało się coś poważnego, zostanie ocenione przez policję. Wszyscy z Państwa złożą zeznania. — Odpowiedział mężczyzna nie ruszając się ani trochę. Jego głos i to, jak mówił, wskazywały na wypowiadanie wyuczonej formułki. Zdawał się nie mieć żadnych emocji. Wampir wiedział, że stojący przed nim człowiek może być byłym wojskowym, a Ci, pod względem podporządkowywania się zasadom i rozkazom, są skrupulatni. Mężczyzna wyglądał właśnie na kogoś, kto nigdy nie sprzeciwił się swojemu dowódcy. Stał sztywno, ze złożonymi rękami, z głową lekko odchyloną ku górze, jakby nie patrzył na Smiertina, ale całe otoczenie. Spokrewniony usunął się w bok, by przepuścić Ruslana i Leonarda; pierwej wyszedł Rosjanin z przewieszonym na ramieniu Jose. Stanął pod ścianą naprzeciwko tak, by móc teraz obserwować nie tylko Wiktora, ale i całą resztę zgromadzonych osób. Leonard wyszedł zaraz za nim, a drugi ochroniarz gestem ręki wskazał mu miejsce obok Ruslana. Ten zaś, jakby wyczuwając okazję, odezwał się. Głośno, tak by wszyscy na zewnątrz go słyszeli.
— Emerytowanych żołnierzy!? Ani ja, ani mój towarzysz, którego ten facet obezwładnił kolbą pistoletu, nie jesteśmy żołnierzami. Ani tym bardziej emerytami! Zostaliśmy wciągnięci w pułapkę! Nie jesteśmy żadnymi kumplami! Ten facet próbował mnie zabić! — Ochroniarze nie zareagowali na te słowa, a przynajmniej nie w sposób siłowy. To jeszcze nie był ten moment, w którym należało użyć siły. Ruslan poczuł się bezpiecznie i wykorzystał sytuację na swoją korzyść.
— Jak już wspomniałem, złożą Państwo zeznania. To nie mi będą się Państwo tłumaczyli, lecz policji i dowódcy ochrony. — Dodał ze zniecierpliwieniem. Być może wiedział, że Wiktor kłamał w kwestii postrzału i mężczyzny, który wybiegł na zewnątrz, a być może wyczuł desperację i zastraszenie w głosie Ruslana. — Jeszcze raz proszę Pana o wyjście na korytarz. — Dodał po kolejnych wyjaśnieniach Smiertina. Kątem oka spojrzał na mundur galowy, który wampir rozsunął, ale nie wydawał się poruszony opowieścią gościa. Niezależnie od tego czy kłamał czy mówił prawdę, Wiktor wyczuwał, że jego to po prostu nie obchodzi, a cierpliwość powoli zaczyna się kończyć. Jego zadaniem było odprowadzenie wszystkich zebranych do pokoju ochrony, w którym mieli poczekać na przyjazd policji i zostać przesłuchani. Próba przekonania ochroniarzy była o tyle trudniejsza, że na zewnątrz stali niektórzy goście i obserwowali całe zdarzenie. Jedna z kobiet niemal krzyknęła z poruszenia łapiąc się za klatkę; dwaj stojący panowie, którzy dotychczas tylko szeptali, teraz zdawali się mówić znacznie głośniej, jakby chcąc wyrazić swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. Na końcu korytarza jeszcze stał pewien mężczyzna, wyjątkowo elegancko ubrany, który w ciszy wszystko obserwował. Ważył się nie tylko wizerunek hotelu, ale i jego wiarygodność w stosunku do klienta. Stojący za swoim przełożonym mężczyzna uśmiechnął się ironicznie gdy wampir wyciągnął z portfela pieniądze. Być może wszystko poszłoby zgoła inaczej gdyby nie było żadnych świadków, a w hotelu nie doszłoby do pościgu ani nie padłby strzał słyszalny na całym piętrze. Być może nawet by mu się powiodło gdyby nie musiał zakrywać swoich oczu okularami przeciwsłonecznymi i miałby zdolności dorównujące Ventrue.
— Proszę Pana. Raz jeszcze proszę o wyjście na korytarz. Proszę ostatni raz. — I odsunął się na bok stając z boku, by tym samym pokazać, że nie ustąpi. Wyciągnął też rękę wskazując korytarz, by spotęgować swoje słowa.
Jakby tego było mało, rana postrzałowa wciąż się goiła. Byłoby zupełnie inaczej gdyby kula nie przeszła na wylot... Vitae w ciele Smiertina działała wolno, w tych trudnych chwilach zdecydowanie za wolno. Nie potrzebował już pompować więcej krwi, ale musiał poczekać aż ta w pełni zregeneruje jego martwe tkanki. Wszystko wewnątrz już prawie-prawie się zagoiło, ale zostały jeszcze te rany, które mogły mu utrudnić dzisiejszą noc. Dwie zewnętrzne dziury.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 2125 Terry Ave, Pan Pacific Seattle Hotel

#20
Zamknij się kretynie... - powiedział w myślach, słysząc wypowiedź Rosjanina. Dla Wiktora sprawa była jasna i klarowna - to Ruslan i jego ludzie weszli uzbrojeni do apartamentu Wiktora i zaczęli mu grozić. Zarówno Lasombra, jak i lider facetów w czerni złamał Maskaradę przy świadkach. To na szczęście nie skupiało całej winy na Wiktorze za nadnaturalne efekty Dyscyplin jakich użyto w pokoju. Ruslan nie mógł skorzystać z tego argumentu, by pogrążyć Wiktora za nadużycia jakich razem dopuścili się przy śmiertelnikach. Dla Wiktora Ruslan spanikował i przestał się kontrolować. A więc wybrałeś przesłuchanie i zrobisz wszystko, by mi się wywinąć gnido... - powtórzył w głowie, nie dając po sobie niczego poznać. Cieszył się, że nie doprowadził do masakry i z swojego punktu widzenia był w lepszej pozycji niż Ruslan. Nie czuł, że popełnił jakikolwiek błąd tej nocy. To Martin zawalił sprawę i przyprowadził za sobą ogon. Błąd człowieka za który Wiktor musiał zapłacić. Smiertin nigdy nie był karany i miał czyste konto, natomiast Ruslan i jego ludzie nie wyglądali na takich. Jedyne co nie dawało spokoju to opowiastki na temat "czarnych macek", o których wiedziały już niektóre służby w mieście. Oraz to co powiedzą świadkowie. Maskarada ponad wszystko była najważniejsza.
- Idziesz na dno -rzucił po rosyjsku do Ruslana.
Odrzucenie propozycji jaką złożył Wiktor nie było na rękę. Przedstawiciele ochrony przypominali ghuli, którzy dostali rozkaz i wypełnią go bez względu na okoliczności. Charakterystyczny uśmiech tego, który stał z tyłu było aż nadto znaczące. Nalegania, aby wyszedł na zewnątrz nie robiły na Smiertinie żadnego wrażenia. Lasombra doskonale wiedział jakie zasady etykiety panują w hotelach i na jakie przywileje może liczyć. Zbyt wiele czasu spędzał w takich miejscach, by nie mieć przewagi w tej sytuacji. W końcu to był czterogwiazdkowy hotel, a nie podrzędny hotelik. Facet z ochrony nie zdołał wyprowadzić go z równowagi. Chwilę później grzeczność zniknęła z twarzy Smiertina. Nie zamierzał opuszczać apartamentu, tym bardziej że możliwość upilnowania Ruslana stała się niemożliwa do zrealizowania. Gdy przekupstwo nie zadziałało, Lasombra przeszedł do kolejnej ofensywy.
- Niech pan nie będzie niegrzeczny i przestanie mnie ponaglać! - Lasombra przestał mówić cichym tonem. Teraz przemawiał głośno, wyraźnie podirytowany, tak aby wszyscy go słyszeli. Cierpliwość do osób, które mówią mu co ma robić właśnie się skończyła. - Gdyby był pan bardziej roztropny, rozmawialibyśmy w apartamencie, a nie na korytarzu. Nich goście usłyszą jak traktuje się tutaj swoich klientów! Mam nadzieję, że jest pan świadom faktu, że reprezentuje Pacific Seattle Hotel i jest zobowiązany do podania klientowi numer do biura dyrektora hotelu. Chcę natychmiast rozmawiać z zarządcą obiektu, który aktualnie pełni swoje obowiązki! Jak rozumiem pana szef podlega pod dyrekcję nieprawdaż? - Wiktor trzymał telefon przed sobą, trzymając kciuk na klawiszach.
KARTA POSTACI: Wiktor Smiertin
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Rosyjski
Opis Postaci | 
Obecnie Wiktor ubrany jest w perfekcyjnie dopasowany czarny, stylowy garnitur, białą koszulę z klasycznym ostrym kołnierzem. Posiada idealnie zaczesane do tyłu ciemne włosy oraz doskonale przystrzyżony zarost. Gdy jest na zewnątrz, nosi na sobie wełniany dwurzędowy płaszcz w kolorze kruczoczarnym.
Odpowiedz

Wróć do „South Lake Union”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron