6335 35th Ave SW, Washington State Department of Corrections

#1
  Washington State Department of Corrections to nic innego jak zwyczajny zakład karny, gdzie przestępcy skazani prawomocnym wyrokiem sądu odbywają swoją karę. Nie jest to w żaden sposób więzienie o zaostrzonym rygorze, czy nawet znane z filmów miejsce ponure, zdominowane przez gangi i sadystycznych stróżów - WSDoC to po prostu areszt. Większość osadzonych to drobni oszuści, złodzieje, włamywacze, rabusie, słowem ludzie, którzy owszem, złamali prawo i zasługują na karę, ale nie przekroczyli tej magicznej, niewidzialnej granicy narażającej bezpośrednio czyjeś życie. Mordercy i gwałciciele, podpalacze i osoby niestabilne psychicznie zdarzają się, to prawda, ale zajmują izolowane cele i są na terenie zakładu karnego obecni tylko przez bardzo krótki czas, zanim zostaną odesłani do znacznie lepiej strzeżonego, odpowiedniego miejsca.

Całość okala wysoki, gruby mur z drobnej, brązowej cegły, zwieńczony dodatkowo drutem kolczastym. Wejście jest tylko jedno, przez dwuskrzydłową, metalową bramę, przy której cały czas dyżur pełni przynajmniej jeden stróż z psem na smyczy. Obok znajduje się także jedna wieżyczka strażnicza, z której rozciąga się naprawdę dobry widok zarówno na parking przy zakładzie karnym WSDoC, jak i na jego wewnętrzny dziedziniec oraz mały korytarz prowadzący do więzienia. Po otwarciu głównej bramy trafia się bowiem na malutki plac, na którym odbywa się szybkie, krótkie sprawdzenie kto jest kim i jaki jest cel wizyty. Dopiero potem otwierają się drugie wrota, ukazując dziedziniec.

To owalny teren, otoczony wysokim, drucianym płotem, na szczycie którego także jest drut kolczasty. W połowie jest porośnięty drobną trawą i w połowie pokryty jest grubą warstwą asfaltu, na której z kolei jest mini-boisko do koszykówki i parę przyrządów do ćwiczeń. Zwykle i tak nikt z nich nie korzysta, ale jeśli ktoś miałby ochotę - droga wolna. Strażnicy sami nawet zachęcają do korzystania z tego sprzętu, podobnie jak do odwiedzin więziennej biblioteki, mieszczącej się na najwyższym piętrze budynku w kształcie litery "U".

Lewe ramię to skrzydło przeznaczone dla więźniów płci męskiej, prawe zaś jest przeznaczone dla więźniów płci żeńskiej. Podobnie zresztą jest na dziedzińcu; jest przedzielony na dwie części, dlatego mężczyźni i kobiety mogą się kontaktować jedynie przez siatkę, nic więcej. Korytarze więzienne są szerokie, dobrze oświetlone i często przedzielone żelaznymi, zakratowanymi drzwiami, do których klucze ma każdy strażnik.

Na parterze znajdują się przede wszystkim pomieszczenia biurowe, w których dokonuje się wszelkich spraw organizacyjnych związanych z przybyciem bądź wydaleniem więźniów, tutaj też są magazyny, gdzie przechowywane są ich osobiste rzeczy. To tutaj wydaje się więzienne ubrania i przyjmuje osobiste na przechowanie; pomieszczenia są proste, skromne, wyłożone kafelkami i pomalowane jasnymi farbami. Meble z tworzywa mają swoje lata, ale ciągle dobrze służą. Najnowszą rzeczą są rzecz jasna komputery, bez wątpienia najcenniejsze przedmioty w WSDoC.

W głębi zakładu karnego jest też stołówka i kuchnia, ogromne i przestronne pomieszczenia, doskonale oświetlone, acz praktycznie puste nie licząc przytwierdzonych na stałe do posadzki ław i stołów. Znajduje się tutaj także galeria, po której spacerują stróże pilnując porządku. Za stołówką z kolei są prysznice, przypominające raczej saunę, niż normalną łazienkę, no i jest tutaj miejsce dla kilku tuzinów osadzonych naraz.

Podziemna część więzienia to pralnia, warsztaty, kotłownia oraz skład broni (pistolety, strzelby i karabiny wraz z amunicją gumową oraz ostrą), każde z tych pomieszczeń jest także pilnowane dwadzieścia cztery godziny na dobę przez strażników z oczywistych względów. Większość czasu więźniowie spędzają jednak w swoich celach, małych i ciasnych. Nie są szczytem techniki ani luksusu, ale takie mają być. Kraty o grubości kciuka, niskie prycze z twardymi materacami, małe okienka z widokiem na ogrodzony dziedziniec oraz niski sedes, odgrodzony nieznacznie tylko wyższą ścianką pełniącą jednocześnie rolę półki - warunki iście spartańskie, idealne do wymierzenia kary.

Biuro naczelnika znajduje się na najwyższym piętrze, obok izby chorych i zaskakująco dobrze zaopatrzonej i eleganckiej biblioteki. Wstęp do tych pomieszczeń ma każdy więzień, ale zawsze musi mu towarzyszyć stróż; drzwi blokuje zamek, a klucz do niego znajduje się przy pasie każdego strażnika. Próba otworzenia ich bez klucza powoduje włączenie się alarmu.

Zwykli ludzie nie są stanie spotkać się z Seanem Williamem Woodsem, barczystym, gładko ogolonym i wiecznie zdenerwowanym kierownikiem placówki. Niezbędna jest rekomendacja, odpowiednio podanie czy nawet znajomości. Niektórzy twierdzą, że ten ciemnowłosy mężczyzna cały czas jest w tak podłym nastroju z powodu ran, jakie odniósł w czasie Wojny w Zatoce - porusza się o lasce i cierpi na ból prawego uda - jednak inni są przekonani, że Woods po prostu nienawidzi swojej roboty tak samo, jak nienawidzi przestępców. Nie jest jednak jakimś typem despoty ani sadysty, to surowy i w miarę sprawiedliwy człowiek, który przestrzega prawa przede wszystkim.

I chociaż WSDoC jest relatywnie bezpiecznym miejscem, to życie straciło siedem osób wykonując swoje obowiązki. Herbert Briggs, w latach trzydziestych. Benjamin Marshall, na początku lat pięćdziesiątych. Al Gruber, w pięćdziesiątym trzecim. William S. Warfield, w wigilię Wszystkich Świętych siedemdziesiątego. Roger Sanders, pod koniec siedemdziesiątego ósmego.William Cross pod koniec lat siedemdziesiątych i Michael Erdahl, w osiemdziesiątym piątym, jako pierwszy i jedyny pracownik służby więziennictwa w stanie Washington zamordowany we własnym domu, nie na terenie więzienia.
Odpowiedz

Wróć do „Fairmount”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość