4458 California Ave SW, Shadowland

#1

  Na krzyżowaniu Oregon Street i California Avenue znajduje się rozświetlony delikatnymi pomarańczowymi i zielonymi barwami wyjątkowy lokal. Bar pod uśmiechniętym księżycem, można powiedzieć, bo chociaż jest skąpany w półmroku (naprawdę, nikt nie pamięta, czy zasłony były kiedykolwiek podniesione) i wygląda na opuszczony, to wieczorami i nocami dosłownie tętni życiem, głośną muzyką, śmiechami ludzi oraz brzdękiem szkła, kieliszków i butelek. Oto Shadowland!

Budynek wygląda dość topornie, ale w sumie tego się można było spodziewać po starym magazynie i hali fabrycznej - industrialny, surowy styl w jakim urządzone jest wnętrze nie każdemu przypadnie do gustu, podobnie jak fakt, że jest tutaj tak zwyczajnie ciemno. Wysokie, wąskie okna są zasłonięte grubymi, ciężkimi zasłonami przypominającymi teatralne kurtyny z czarnej bawełny; pod bardzo wysokim sufitem biegną liczne, potężne rury i kable; drobne, prostokątne lampy dają niewiele światła, ale jego pomarańczowy, ciepły blask całkiem sprawnie rozprasza ciemność. Dodatkowo przy barze wiszą kolejne lampy w tym samym kształcie, dające jednak zielonkawy blask.

Na ścianie za barem z kolei widać sporych rozmiarów symbol lokalu, czyli uśmiechnięty, blady księżyc. Są tutaj też dwa telewizory, ale przeważnie bez dźwięku; są wyciszone, by goście mogli w spokoju prowadzić swoje rozmowy i, co ważniejsze, można było bez problemu słuchać muzyki granej na żywo na niewielkim podwyższeniu pełniącym rolę sceny w centralnej części lokalu. Nie jest to żaden profesjonalny zespół, skądże znowu. To tylko dwie osoby, gitarzysta i piosenkarka, znajomi właścicieli Shadowland.

Ten duet to Deborah Murdoch, średniego wzrostu chuda dziewczyna o kruczoczarnych włosach z jednym, nieznacznie jaśniejszym pasemkiem, z mocnym makijażem na twarzy, w porwanych pończochach i rozsznurowanych wojskowych butach. Skórzany płaszcz i skórzana spódniczka sięgająca kolan oraz pończochy wyglądają jak wyciągnięte psu z gardła, ale nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, bo Deborah ma naprawdę piękny głos. Gdyby tylko nie śpiewała o śmierci, księżycu, krwi oraz cierpieniu i odrodzeniu, można by było uznać ją za piękność.

Za gitarą siedzi Sean Finnerty, nieznacznie wyższy od Debory, chorobliwie blady muzyk z prostymi włosami sięgającymi pasa. Także nosi wojskowe, rozsznurowane buty i skórzany płaszcz wraz ze spodniami, ale swoją garderobę uzupełnia o rogowe okulary i dość duży kolczyk w nosie. Czasem też śpiewa, wspierając Deb, ale przeważnie ogranicza się tylko do smutnego brzdąkania na gitarze akustycznej. Elektryczną ma schowaną na zapleczu i rzadko z niej korzysta, chyba, że goście sami o to proszą - większość bywalców Shadowland bowiem to właśnie członkowie subkultury gotyckiej.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#2
Czarna Toyota zajechała na krawężnik blisko gotyckiego klubu... Chociaż z zewnątrz nie do końca odnosiło się takie wrażenie. Stara fabryka czy magazyn... Poza dającym po oczach szyldem i zasłoniętymi oknami niewiele na to wskazywało, ale właśnie one były tą cechą rozpoznawczą, która łączyła uzyskane wcześniej informacje z lokalizacją. Tak... Tylko jeszcze odpisze... Tak... Oswoi się też z tym wszystkim. Tak po prostu w końcu nie wejdzie, jak by to... Ale to jak w takim razie? Musiała w końcu to zrobić! Ale... To... Znaczy się, paradoksalnie ona była z tej "bajki", czy też raczej koszmaru, ale to wyglądało z jej perspektywy jak jakaś zabawa do której nie pasowała. Gdyby tylko wiedzieli...
...Napisała, chyba nawet grzecznie. Na pewno, inaczej by w ogóle tego nie wysłała. Tak... Była gotowa... W sumie, beret chyba do tego wszystkiego nie pasował. Odpuściła go sobie zatem. Wyszła z auta, sięgając jeszcze po bagażnika po skrzypce. W tym momencie chyba będą dla niej bardziej ozdobą niż faktycznym... Narzędziem... A na pewno przyjacielem. Nie zdradzą jej w razie czego. Mogła zazwyczaj na nie liczyć. A jeśli coś nie szło, to tylko i wyłącznie z jej winy. Instrumenty nie kłamią, chyba, że są chore... Ale to wtedy też jej wina.
Michelle miała chyba rozmawiać z właścicielami. Dobrze pamiętała... Prawda? Ale na początek trochę się rozejrzy. Czy to miejsce na pewno było dobre. Kto tam chodził, czy były jakieś podejrzane osoby... Wbrew pozorom dziwnie ubrani ludzie nie są najbardziej podejrzani. To zależało od tego jak się kto zachowywał. Usiądzie sobie gdzieś dalej... Posłucha muzyki. Tak. To też ważne kryterium - musiała być dobra. Może nawet jakoś uda się umówić z właścicielami... Kto wie... Tak... Zobaczymy...
...Chyba kwalifikowała się do jakiegoś bardziej eleganckiego, gotyckiego typu. Miała taką nadzieje. Miała też wrażenie, że mogła się trochę nie wpasować, ale też taki... Agresywny styl do niej nie pasował. Wiedziała o tym. Mimo to zacisnęła zęby, i po chwili stania przed wejściem... Trzymając oburącz rączkę futerału - weszła do środka. W końcu... W końcu... Nie po to taki kawał przejechała, by teraz się wycofać! Acz... kusiło.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#3
Drzwi chodziły dość ciężko.
Zawiasy skrzypiały dość mocno, gdy pchnięto solidne, drewniano-stalowe skrzydło - dźwięk ten wydawał się niesamowicie głośny w nocnej ciszy, zwłaszcza, że muzyka grana w Shadowland nie była wcale tak głośna, jak można się było spodziewać. Kiedy jednak wampirzyca przekroczyła już próg tego klubu, oplotły ją przyjemne dźwięki naprawdę melodyjnej muzyki granej na żywo. Choć był to jakiś symfoniczny rock, to dźwięki te nie drażniły ani nie powodowały zgrzytania zębami z bólu. Była basowa gitara, której niskie i rytmicznie brzmienie przenikało aż do szpiku kości i, o dziwo, zwyczajna akustyczna.
Oba te instrumenty współgrały ze sobą i z odrobinę zachrypniętym, acz ciągle pięknym kobiecym wokalem. Co prawda piosenkarka krążyła ciągle wokoło tematyki księżyca, wiecznej nocy, przelewanej krwi i nieustannego cierpienia związanego z przemijaniem czasu, ale poza tym wszystko było bardzo sprawnie aranżowane. Michelle nie mogła jednak dostrzec muzyków. Było zbyt ciemno, a jedyne źródła światła, w postaci zawieszonych wysoko lamp rzucających słabe, pomarańczowe światło i wiszących tuż nad barem żarówek dających zielonkawy blask rozświetlały zbyt mało by dojrzeć szczegóły.
Pozwalały na bezproblemową nawigację, rzecz jasne, ale to tyle. Detale były skryte w mroku.
Nie było tu zbyt wielu ludzi. Przy bardzie siedziało może z czterech facetów z długimi włosami, w ciemnych ciuchach, z kurtkami przewieszonymi przez oparcia wysokich krzesełek. Każdy z nich miał przed sobą kufel piwa lub szklankę czegoś innego, drinka lub zwyczajnej pepsi. Przy stolikach, porozrzucanych po całej sali i przy wysokich oknach zasłoniętych niemal w identyczny sposób jak te w Elizjum (a więc grubymi, teatralnymi wręcz kotarami) były może ze pogrążone w cichej rozmowie dwie pary i jeden, samotny czarnoskóry jegomość, wpatrujący się w pusty kieliszek.
Dopiero potem, po przejściu kilku kolejnych kroków, albinoska była w stanie przyjrzeć się muzykom. Na podeście były dwie osoby. Ona siedziała na barowym stołku bez oparcia. Była średniego wzrostu chudzina i czarnych jak noc włosach rozświetlonych ciemnoszarym pasemkiem, w skórze i porwanych pończochach, uderzała z wielką wprawą w struny gitary. Miała zamknięte oczy i śpiewała jakąś krwawą balladę, nachylając się nieznacznie w stronę mikrofonu. Obok niej stał wysoki, blady basista w płaszczu i rogowych okularach, z kolczykiem w nosie. Metalowe kółeczko odbijało słabe światło lamp.
Nikt nie patrzył na Michelle. Ot, przyszła, to przyszła.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#4
Wampirzyca się skuliła jak dość ciężkie drzwi zamknęły się za nią. Już wcześniej się lekko krzywiła, ale powód był inni niż w ostatnim klubie. Po prostu było to miejsce znacznie bardziej stonowane, więc ten dźwięk się dość mocno wyróżniał z jej pozycji. A tak... Dziewczyna rozglądała się z nieskrywanym zainteresowaniem. Nigdy wcześniej tu nie była, ale pomijając oczywistą tematykę... Nawet jej się podobało. A na pewno było o niebo lepiej niż w tamtym miejscu.
Może ta gra świateł miała na celu nie tylko stworzenie odpowiedniej atmosfery, ale i ukrycie niedoskonałości. Może, ale to działało na korzyść tego miejsca, gdzie było to zrobione ze smakiem. W dodatku stwarzało to ciekawe możliwości do... No... Nie, nie było w tym nic ciekawego. Było ciemno, to można było łatwiej polować. Acz ponoć najciemniej pod latarnią... Ta ciemność powinna jednak wystarczać. Najważniejsza dla niej jedna była muzyka, i to w jej kierunku się kierowała. Tematyka... Mało inspirująca. Jaki to paradoks, że pasowały do niej i pozostałych spokrewnionych jak ulał, a mimo to nie wywoływały u niej większych emocji. Nie musiała o tym słuchać. Nie o tym. Brzmiało to wręcz... Mało subtelnie. Ale sam głos był godny podziwu. Ścieżka muzyczna również, nie miała się do czego przyczepić. Nawet dobrze się słuchało... Właściwie... Tak, to po prostu była porządna robota.
Nie miała problemów z dotarciem do celu. Chciała zobaczyć kto tak gra, a światła jej w tym pomagały. Wcześniej zobaczyła bywalców tego miejsca, ale na razie nie byli dla niej ważni. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy zobaczyła, jak się okazało, jedynie dwie osoby. Wokalistka, a jednocześnie basistka, i mężczyzna grający na gitarze akustycznej. We dwójkę byli w stanie zrobić coś takiego?
...Zazdrościła im. Znaczy, może to nie zazdrość - po prostu ich podziwiała, że byli w stanie coś takiego zrobić! Michelle nie chciała im przerywać... Właściwie to chyba bez przymusu chciała chwilę posiedzieć i posłuchać. W miarę blisko, by móc też na nich patrzeć. O właścicieli, i innych zapyta potem. Musiała... Musiała się upewnić, tak na sto procent, że to odpowiednie miejsce.
Usiadła przy wolnym stoliku. Ułożyła skrzypce na kolanach. Uśmiechała się, ciesząc się z tego co słyszała. Może nie z tego o czym, ale co.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#5
Czy miała chwilę wolnego czasu? Tak. Chyba tak. Przecież zrobiła, o co została poproszona. Zasłużyła na chwilę odprężenia i relaksu, a cóż będzie lepszym odpoczynkiem dla kogoś takiego, jak Michelle? Słuchanie muzyki - prostej, wpadającej w ucho, wydobywanej z instrumentów z prawdziwym wyczuciem - pozwalało na moment zapomnieć o bolesnej naturze tego, kim naprawdę albinoska była. A także dzięki temu wampirzyca mogła się przekonać, kim naprawdę są muzycy i goście tego miejsca. Shadowland był w końcu klubem, miejscem przede wszystkim dla osób dorosłych.
Dziewczyna na moment umilkła.
Otworzyła oczy i odgarnęła włosy z czoła, uśmiechając się w dość smutny, łagodny sposób do zgromadzonych na sali osób. Towarzyszący jej okularnik był skupiony na grze; zaczął nawet potrząsnąć delikatnie głową do rytmu. Jego długie włosy kołysały się mocno z każdym ruchem ciała; nagle przerwał i cofnął się o krok, oddając cała scenę wokalistce. Uderzali w struny znacznie wolniej, spokojniej. Melodyjny, chrapliwy głos znów wypełnił przestrzeń, a wokalistka zaczęła porównywać księżyc do niewiernego kochanka, który regularnie znika z jej życia i zostawia ją samą, niecierpliwie oczekującą na jego powrót i jak wielki ból jej to sprawia.
Zanim zamknęła znów oczy - widocznie wolała w ten sposób występować przed publiką - rozejrzała się po sali. Zauważyła Michelle. Nie dlatego, że miała na sobie takie a nie inne ubranie, doskonale pasujące przecież do tego miejsca. Inni byli podobnie ubrani. Mould przykuwał jej uwagę, bo miała skórę białą jak śnieg. Nie bladą, jak okularnik z kolczykiem na scenie, czy też nienaturalnie farbowaną jak pasemko włosów wokalistki. Skóra tej młodej skrzypaczki była biała, bo... taka już była.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#6
Czy aby na pewno mogła w pełni o tym zapomnieć? Tematyka utworów była taka, że cały czas zahaczała o to kim tak naprawdę była. Noc, księżyc, krew. Była tego zdecydowanie zbyt blisko, ale robiła wszystko co w jej mocy, by zamiast tego skupić się na oprawie muzycznej. Trzy rodzaje dźwięków to ułatwiały, ale... Coś jej tu brakowało... Dwie gitary to jednak... Połączenie dobre, ale ona sama coś by do tego dodała. Może właśnie w tym tkwiło sedno tego, jak mogłaby się zakręcić?
Na razie siedziała. Poznawała grupę poprzez tą muzykę. Mogło jej to powiedzieć znacznie więcej niż sama rozmowa, a przynajmniej takie miała zdanie i tak preferowała. Na przykład... Wokalistka zamykała oczy. Mogła w ten sposób skupiać się na swoim śpiewie i muzyce, czyli chodziło o zaangażowanie, albo była to część image, albo może nawet trochę się wstydziła czy miała w sobie pewną nieśmiałość. Ale prędzej to pierwsze, przynajmniej takie miała pierwsze wrażenie.
Wtedy ich spojrzenia się spotkały. Była blisko, to prawda, ale też wiedziała jak bardzo się potrafiła wyróżniać po prostu istniejąc. Jeszcze tutaj, w tej grupie zainteresowań. Wiedziała, że zawiesiła na niej spojrzenie o moment za długo na przypadkowe przejście wzrokiem. Przykuła jej uwagę. I to spowodowało, że Michelle lekko drgnęła, jakby chciała się schować. Ale była dalej... Dalej się patrzyła. A przede wszystkim słuchała.
...Wbrew pozorom to było całkiem dobre miejsce. Może nie trafiła na dobry czas i to inaczej wyglądało w czasie weekendów, ale jeżeli będzie pilnować podopiecznej... Nic nie powinno się stać. Miała taką nadzieję... Tak... Zostanie do końca utworu. Gdzieś tutaj na pewno był bar, gdzie będzie mogła zasięgnąć języka. Jak się zmotywuje. Jak... Um, na pewno zapytają, czy coś podać... Ale ona... Musiała zapytać o coś innego... Tak...
W końcu się zmotywuje. W końcu zlokalizuje to miejsce, i zapyta. Tak. Zapyta, właśnie tak!
-Uh... Ummm... Przepraszam... Czy... Może... Czy... Są właściciele?-Jak na taką motywację którą w sobie swobodnie wykreowała, i spokój jaki miała przed paroma chwilami - bardzo szybko to straciła. A rozpadło się to jedynie na bardzo prostym pytaniu! Coś, co dla normalnej osoby byłoby całkowicie naturalne, dla niej było świadomym wysiłkiem woli. Jeszcze jak zacznie pytać osoba za barem, o co chodzi...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#7
Wystarczyło iść w stronę zielonkawego blasku. Pękate żarówki zawieszone na wysokich, grubych kablach nad barową, matową ladą z jakiegoś ciemnego, sękatego drewna wskazywały drogę. Co prawda czwórka siedzących tam długowłosych facetów mogła bardziej niż trochę peszyć Michelle, ale hej, wszyscy byli skupieni na muzyce i zawartości swoich szklanek czy kufli. Jeden z nich tylko, o kilkudniowym, rdzawym zaroście porastającym policzki, zerknął przelotnie na wampirzycę. Nie odezwał się jednak w żaden sposób, uniósł tylko kufel i dopił resztkę wodnistego piwa.
Stuknął mocno szkłem o blat i pstryknął palcami, dając w ten sposób znać barmanowi, że chce kolejne piwo.
Ten zaś - postawny mężczyzna o łysej głowie i wytatuowanych ramionach, w czarnym podkoszulku z pokracznym logo brytyjskiej formacji Venom - od razu zabrał pusty kufel i postawił pełny, z ociekającą na drewno pianą. Otarł dłonie brązową, sporą ścierką i zarzucił ją sobie na przegub prawej dłoni, kryjąc w ten sposób całkiem ładny tatuaż przedstawiający różany ogród. Choć malunek ten był wykonany w czerni, to kolce kwiatów lśniły czerwienią krwi; barwy były rzecz jasna już wyblakłe, tuż był pod skórą pewnie wiele, wiele lat. Czerń przypominała szarość, czerwień - blady róż.
- Są. - odparł głębokim i spokojnym głosem. - Kogo pani szuka? Pan Finnerty i pani Murdoch są na scenie, zajęci, pan Gibson jest w piwnicy, w magazynie. - trzy osoby. Członkowie zespołu i ktoś jeszcze, przebywający obecnie pod lokalem. Nie było to niczym dziwnym; industrialny wygląd Shadowland miał swoje korzenie w faktycznej funkcji budynku. Kto wie, jak rozległe były piwnice i magazyny pod tą fabryczną halą, przerobioną na klub...
- Coś podać? Mineralną z gazem, bez? Piwo ciemne, jasne? Schnapps? Whisky? Absynt? Jägermeister? Drinki są na tablicy. - dodał chwilę później, wymieniając niektóre trunki jakie można było nabyć. Wybór był całkiem spory i pasował do tego miejsca, jednakże z drugiej strony mógł stwarzać pewne komplikacje i działać niczym zakazany owoc...
"Dziękuję!" zawołała nagle wokalistka, kłaniając nisko głowę. Muzyka ucichła, dwie czy trzy osoby zaczęły klaskać. Owacje trwały jednak krótko, bo już po chwili z gitary akustycznej i basowej wydobyły się kolejne dźwięki. Początkowo ciężko było stwierdzić, co to takiego jest, bo pozornie chaotyczna i nieskładna, acz nie pozbawiona uroku muzyka brzmiała sama, bez wokalu. Dopiero po kilku chwilach do uszu Michelle dotarły dźwięki obcego języka. Miękkiego i delikatnego, niesamowicie melodyjnego. Fiński? Chyba tak.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#8
Może to też dlatego miała takie problemy z wysłowieniem się - znalazła się właśnie w sąsiedztwie takiej ilości ludzi, że... że po prostu tam byli i słuchali! Była na pewno oceniana jak tutaj przyszła i zwróciła na siebie uwagę dokładnie w momencie, gdy otworzyła usta. A sprawy zaczną się robić jeszcze bardziej niezręczne, gdy zacznie się wykręcać albo co gorsza - właśnie wpraszać. A co dopiero jak zacznie to robić naraz! Fakt, akurat w jej przypadku chyba to było znacznie trudniejsze, dla kogoś innego byłoby to całkiem naturalne ale no właśnie. To była ona a nie ktoś inny.
Ale przynajmniej tatuaż barmana był całkiem ładny. Chwilkę się zapatrzyła zanim brązowa szmatka zasłoniła go, co przywołało ją zresztą do rzeczywistości. Miała pewne "zadanie" z którego powinna się przed sobą wywiązać, niezależnie od tego czy faktycznie coś z tego wyjdzie czy nie. Musiała mieć spokojną głowę w końcu!
Dostała jednak grzeczną, spokojną informację. Więc dlatego Hook mówił jej, żeby się zgłosiła do właścicieli! To było takie interesujące, jak takie osoby potrafiły zrobić takie miejsce właściwie z niczego, ze starej hali... Niesamowite... Nawet akustyka nie była tutaj przecież taka zła, musieli się znać na rzeczy. Tym bardziej Michelle się zastanawiała, czy aby na pewno to był dobry pomysł by tu przychodzić. Może tylko zmarnuje ich czas... I swój czas... I... Uh...
Jeszcze to pytanie o to co by chciała. Spuściła wzrok, zaciskając dłonie mocniej wokół uchwytu futerału.
-Nie... Na razie nie...-Dziewczyna odmówiła, ale nim przeszła do swoich własnych konkretów zerknęła na scenę. Klasnęła parę razy trochę nerwowo. Trochę tak jakby... Nerwowo i nieskładnie poszła ścieżka muzyczna, ale nie było to odrzucające. Wywołało jedynie zastanowienie na twarzy albinoski, która to potem uśmiechnęła się słysząc wokal. Jakiś znajomy, może fiński? Trudno powiedzieć...
Ale pomogło jej to na tyle, że się na chwilę rozluźniła. Zapomniała. Wszystko trachnęło jak sobie przypomniała po co tu jest, a właściwie - że właśnie o tym rozmawiała. Wróciła nagle do barmana
-Ah, um... Aaa... W sumie... Tak... Może... Pan Gibson, tak? Czy... Nie zdenerwuje się, jak... Jak zajmę chwilkę?-Albinoska unikała spojrzenia, jakby już sobie wyobrażała takie spotkanie. Sytuacja była na swój sposób nietypowa - pasowała tutaj jak ulał pod względem swojego wyglądu, jednak zachowanie zdradzało o niej bardzo wiele rzeczy. Nie czuła się pewnie, była nerwowa, i już sama jej obecność tutaj była przez nią postrzegana jakie lekkie faux pas. No i w dodatku miała sprawę, która nie wiadomo czy faktycznie byłaby ciekawa, czy też zwykłym marnowaniem czasu obu stron... Chyba się powtarza, tak. Ale o niczym innym nie mogła myśleć.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#9
Ktoś zagwizdał.
Nie był to gwizd wulgarny czy chamski, raczej oznaka uznania i szacunku, co w sumie pasowało do siedzących i pijących tu ludzi. Wokalistka - pani Murdoch, tak została bowiem przedstawiona przez barmana chwilę wcześniej - kontynuowała śpiew w obcym, pięknym języku. Przestała też grać na gitarze, pozwalając, by gitarzysta - pan Finnerty - grał solo. Efekt był w każdym razie piorunujący i potwierdzał tezę, że ta para po prostu zna się na muzyce i wie, jak grać. Czy jednak mieli wykształcenie, czy po prostu naturalny talent, to już inna sprawa.
- Nie, skądże. Pan Gibson jest w porządku, chociaż trochę zbyt mocno reguł się trzyma. Sztywniakiem nie jest, w każdym razie. Proszę mnie źle nie zrozumieć. - uniósł do góry obie ręce w skromnym geście, przepraszając za swe własne słowa. Najwyraźniej nie chciał, by albinoska odniosła złe wrażenie względem jego przełożonego. Łysy barman rozejrzał się dokoła, tak, jakby kogoś szukał.
- Maddie, możesz skoczyć po szefa? - zakończył pytaniem skierowanym do młodej dziewczyny, kręcącej się tuż poza granicą zielonkawego światła, gdzieś z tyłu baru. Maddie wydawała się być odpowiednikiem Selmy: trochę od niej starsza, ale z taką samą, naburmuszoną miną. Miała nawet nabijaną ćwiekami opaskę na szyi i pieszczochę na lewym nadgarstku; w przeciwieństwie do barmana i większości osób przebywających w Shadowland nie nosiła żadnej czarnej koszulki czy bluzy, tylko ciemną, granatowo-szarą koszulę flanelową w drobna kratkę. Z wyrzutem skinęła głową i przespacerowała się przez salę, aż w końcu zniknęło wampirzycy z oczu.
- Chcesz dołączyć do Deb? - spytał najbliższy nieumarłej mężczyzna, ten z rdzawym zarostem na twarzy. - Sean nie będzie miał nic przeciwko. Cholera, ucieszy się pewnie. - zaśmiał się krótko i podniósł kufel do ust. Upił z niego spory łyk, otarł usta i wąsy z nadmiaru piany i ściągnął brwi, spoglądając na futerał ze skrzypcami.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#10
Zupełnie inaczej, niż w tych paru miejscach w których do tej pory była. Może to jednak było odpowiednie miejsce? Inna sprawa, że pewnie inaczej to wygląda gdy jest znacznie więcej osób, a to mogłoby ją wprowadzić w stan pewnego szoku, ale jednak... Było tu przyjemniej. Z zasady. Cóż za ironia, że jego tematyka zahaczała o jej istotę, o coś, o czym wolałaby prawdę powiedziawszy... Nie, nie zapomnieć. To byłoby bardzo niebezpieczne. Prędzej - móc się nie przejmować tym, co może się stać gdy straci kontrolę. O tym co się dzieje za kulisami miasta, nawet tej ciemnej strony.
Ale było tu miło. Jaka szkoda, że nawet nie może tego docenić poprzez zwilżenie warg czymś chłodnym. Chłodnym, tak...
-Nie nie, skąd... To... Um... Nie zrozumiałam źle...-Michelle pokręciła intensywnie głową. W innych okolicznościach byłaby zadowolona, z tego całego "trzymania się reguł". Ale w tym przypadku to może być problem, wbrew pozorom. Selma jest osobą niepełnoletnią, kimś, kogo zapewne w normalnych okolicznościach by tutaj nie wpuszczono. Nie chodziło jej jednak by od razu wchodziła na scenę i grała - nie, to byłoby chyba nawet trochę niewskazane. Wystarczyło by jej, gdyby ktoś poświęcił jej trochę czasu i pokazał podstawy, by mogła potem ewentualnie się jakoś rozwijać... Albo więcej, jeżeli ktoś będzie miał tyle czasu i chęci.
Uśmiechnęła się jednak widząc obsługę. Przypominała jej Selmę... Czy też taka będzie, gdy trochę podrośnie? Oby... Oby w ogóle dotrwała do tego momentu... Nie, nienienienienie, musi przecież! Dlaczego ona w ogóle o tym pomyślała, czemu ma jakiegokolwiek wątpliwości?!
Wzięła głębszy oddech. Zaraz się spotka z jednym z właścicieli tego miejsca. Mruknęła pod nosem "To poczekam". Nie miała nawet za bardzo w co się wpatrywać - miała wzrok wbity w blat baru. Nie było jej jednak dane pozostać samą, oh nie - za bardzo przyciągała spojrzenie. Jej ułomność, znaczy się. Ale tym razem chyba coś innego pełniło większą rolę.
Wyprostowała się trochę. Rzuciła tylko okiem na mężczyznę - utrzymanie kontaktu wzrokowego było poza jej możliwościami na ten moment. Spuściła skromnie oczy, zamiast tego przyglądając się obiektowi, który zdradził jej zamiary... Chociaż lepiej byłoby to chyba nazwać "planem".
-Ummmm... Nie jestem pewna, czy... Czy jestem tak dobra...-Michelle kątem oka popatrzyła na śpiewającą... Deb? Może to było jej imię, może... Trudno powiedzieć, ale fakt faktem, że naprawdę dawali sobie radę. Co ona gadała, byli naprawdę świetni, osiągając takie rzeczy we dwójkę... Czy taka miała mysz, chowająca się po kątach, które jeszcze miała jedynie... No... Nie uważała, by miała talent... Czy w ogóle miałaby dojście, jeszcze na warunkach, które chciała postawić? Miała duże wątpliwości, ale skoro już tu była... Teraz nie mogła się odwrócić i uciec. A może jednak...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#11
- Jeśli umiesz grać, to i tak jesteś lepsza niż stada frajerów próbujących wybić się z tłumu. - słowa mężczyzny brzmiały dość szorstko, ale i prawdziwie, niestety. - Ja, na ten przykład, to w ogóle się nie nadaję do takiej roboty. Cierpliwości nie mam, za gówniarza miałem gitarę, chciałem być jak Page, ale tylko rozdupczyłem dwie gitary, to dałem sobie spokój. - wzruszył ramionami, dzieląc się swoją historią. Nie był to najwyraźniej pierwszy raz, gdy opowiadał o braku cierpliwości, fascynacji gitarzystą Led Zeppelin i niszczeniu instrumentów. Wszyscy pozostali przy barze, na czele z samym barmanem, zaczęli się uśmiechać i kręcić z politowaniem głową.
Kimkolwiek był ten rudobrody jegomość, najwyraźniej każdemu opowiadał tę samą historyjkę. Nie narzucał się jednak, nie był też pijany - choć pił już drugi lub nawet i trzeci kufel piwa - ani agresywny. Chciał tylko pogadać. Może był w tym trochę natrętny, bo jak zaczął już mówić, to mówił bez przerwy korzystając z wolnej chwili albinoski czekającej na "szefa". Wampirzyca miała jednak szczęście i nie musiała wysłuchiwać niekończących się opowieści stałego klienta i regularnego gościa Shadowland, bo z mrocznej otchłani, jaką była znakomita większość sali, wyszła Maddie.
Nie była już naburmuszona, tylko wściekła. Dźwigała skrzynkę z piwem. Butelki brzdękały cicho o siebie.
- Roger, zlituj się, znowu marudzisz o swojej niedoszłej karierze gitarzysty? - zawołał już z daleka niski, brzuchaty mężczyzna o rumianej twarzy. - Bob, o co chodzi? Kto chciał się ze mną widzieć? - pan Gibson. Tak, to bez wątpienia on. Był tylko trochę wyższy od Maddie, za to przynajmniej kilka razy od niej cięższy. Postrzępione dżinsy i skórzana kamizelka, spod której widać było czarną koszulkę z logo klubu nie pasowały do szefa. Masywne brzuszysko przeciwnie; wydawało się być podstawowym atrybutem szefostwa.
Barman Bob ruchem głowy wskazał na nieumarłą i pomógł pracownicy przy dźwiganiu skrzynki z piwem. Roger burknął coś w odpowiedzi i zajął się swoim piwem. Pozostali siedzący przy barze miłośnicy trunków i muzyki zaśmiali się cicho; choć w ciągu ostatnich paru chwil wydarzyło się sporo, to w żaden sposób nie zdominowano muzyki. Dźwięki gitary i śpiew w obcym języku ciągle wypełniały klub. Akustyka była tutaj naprawdę przednia, co właśnie teraz można - a nawet trzeba - było docenić. Wokalistka śpiewała teraz głośniejszym, silniejszym głosem.
- Słucham zatem, Michael Thomas Gibson, dyrektor Shadowland. W czym mogę pani pomóc? - odparł brzuchaty, pogodnie nastawiony "szef". Gdy wyciągnął dłoń do Michelle, na przywitanie, wampirzyca nie mogła nie zauważyć kolejnego tatuażu: węża, która rozwarta paszcza o czarnym jak noc wnętrzu zaczynała się przy kciuku i palcu wskazującym; reszta ciemno-brązowego cielska tego gada wiła się wzdłuż przedramienia aż do łokcia.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#12
Jej czerwone oczy ponownie powędrowały w dół. Sama sugestia, że faktycznie mogłaby nie umieć grać na instrumencie, na którego poznanie i opanowanie poświęciła tyle lat zaburzyła jej pewność siebie, jakby ją miała wcześniej. Brzmiało to szorstko, ale prawdziwie. Wiedziała to, ale... Są różne sposoby artystycznego wyrazu, talenty i... Chyba nawet samą prezencją i charyzmą można się wybić, i jeżeli o to chodzi tym ludziom... Ona... Ona po prostu chciałaby...
Przypomniała sobie dzień, kiedy została spokrewniona. Tak... Chciałaby, mimo wszystko, właśnie tego. Nie blasku reflektorów, wielkich występów, rozpoznawalności na ulicach. Chciała zostać zapamiętana jako ktoś, kto naprawdę potrafił wydobyć z tego instrumentu wspaniałe dźwięki. Zostać... unieśmiertelniona.
Dostała to, czego chciała. I przeklinała siebie za tą głupotę, jakby to samo przekleństwo nie było wystarczające.
Potem jednak starała się patrzeć przynajmniej mniej więcej na mężczyznę, który opowiadał swoją historię życia. Wypadało tak zrobić, by nie poczuł się urażony, a miał trochę do powiedzenia - i to jak sprawnie! Miała aż wrażenie, że chyba... Nie była pierwszą osobą. Gdzieś z boku zobaczyła kręcenie głową, jeszcze indziej jakiś uśmiech... Ale... Nie przeszkadzało jej to, dopóki sama nie musiała wiele mówić. Była pod tym względem wdzięcznym słuchaczem, który nie oceniał, starał się zrozumieć, i nie wcinał się w słowo dopóki faktycznie nie była ku temu bardzo wyraźna potrzeba.
Potem wrócili. I dziewczyna, która targała chyba dość ciężką skrzynkę z piwem, i osoba która na jej rozum musiała być współwłaścicielem lokalu. Tak jakoś wywnioskowała po zachowaniu i troszeczkę po wyglądzie. Głupie stereotypy, naprawdę nie powinna na nich polegać ale... Tak jakoś... Tak samo jej się pomyślało!
Jakimś trafem ani przez chwilę muzyka nie wychodziła dla odpowiedniego dla siebie położenia. Na tyle głośna by być słyszana, a na tyle subtelna by nie wchodzić z butami jeżeli miało się coś innego do załatwienia. Wampirzyca, prawdę powiedziawszy, była naprawdę pod szczerym wrażeniem...
Osoba "szefa", Michaela Thomasa Gibsona, również zrobiła na niej dobre wrażenie. Trochę z czymś jej się chyba kojarzyło, ale nie mogła skojarzyć... Zresztą, to chyba nie aż takie rzadkie nazwisko. Albinoska, widząc wyciągniętą dłoń, na chwilę oderwała swoją prawą od rączki futerału, i nieśmiało ją zacisnęła.
-M-Michelle Mould... Przepraszam, że przeszkadzam... Ummmm... Rozmawiałam ze znajomym... I... Pomyślałam, że przyjadę, zapytam...-Jak tylko jej dłoń została uwolniona, powoli wróciła na swoje poprzednie miejsce. Próbowała utrzymywać kontakt wzrokowy z korpulentnym mężczyzną, ale dla niej było to trochę trudne. Nawet bardzo. To miejsce miało poziom!
-...Mam podopieczną... Ona... Bardzo... Bardzo chciałaby się nauczyć grać na perkusji... Jest trochę trudna, ale... To dobre dziecko... Ojej, może... Pan jest na pewno zajęty, przejdę do rzeczy!-I do tego wydawała się być szczerze przejęta, że się tak wlecze i przedstawia sprawę w taki sposob! Wyprostowała się, starając się dodać sobie trochę odwagi, ale wyszło to trochę za sztywno niż by chciała.
-Sama gram trochę na skrzypcach i pomyślałam może mogłabym coś tutaj pomóc w zamian za moją pracę!-Wypluła to z siebie na jednym wydechu. Jedna ulga przyszła - bo w końcu wydusiła z siebie o co jej chodzi, a zaraz druga troska nadeszła, z dość oczywistych powodów. Może i powiedziała o co chodzi, ale za cenę formy, która bardzo mocno kulała. W najlepszym razie wyjdzie na zdesperowaną, w najgorszym - na kompletną wariatkę. Skuliła się jak zdała sobie z tego sprawę.
-...Przepraszam... Mam... Trochę się denerwuję...-Tyle wydusiła z siebie, ta biedna istotka żerująca na krwi niewinnych ludzi, pętająca ich umysły swoją klątwą, manipulującymi ich zachowaniami oraz mogąca dwa razy poderżnąć komuś gardło zanim ta osoba by się zorientowała co się dzieje. Właśnie, mogąca, nie chcąca. Właściwie nawet bardzo niechcąca.
...W dodatku pomieszała co miała powiedzieć... Głupia...
-Znaczy... Czy... Mogłabym... Za pracę... Czy ktoś mógłby ją poduczyć?-I jak prosto wyszło, jak trochę się uspokoiła. I potrzebne były te sceny, ten cały wywód, zbieranie sił, jak można było na spokojnie powiedzieć? Teraz to już kompletnie wyszła na kretynkę... Po czymś takim to nawet w warzywniaku by jej nie zatrudnili...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#13
Roger milczał tylko przez chwilę. Widząc, że Michelle zaczęła rozmawiać z brzuchatym Gibsonem, szefem tegoż miejsca, pociągnął srogi łyk piwa i zmienił miejsce. Usiadł po drugiej stronie, by tam podjąć próbę dokończenia swej historii - znanej chyba każdemu, kto był przynajmniej raz w Shadowland. Mężczyzna, którego wybrał na swoją "ofiarę", był wysoki i szczupły, z wąsem i elegancko przyciętym paskiem brody zaczynającym się tuż pod dolną wargą. Z początku słuchał wstawionego, acz nie pijanego rudzielca z uwagą, szybko jednak zaczął go ignorować i tylko strategicznie kiwał głową, udając, że go słucha i rozumie.
Chyba można było już bez żadnych przeszkód określić ten klub jako sympatyczne miejsce.
Chyba, bo barman i jego pracownica zaczęli właśnie wyciągać butelki piwa ze skrzynki i układać pod barową ladą, stukając szkłem o szkło - ilość alkoholu mogła być, niestety, pewnym problemem. Sami ludzie jednakże prezentowali się naprawdę dobrze! Nie chodzi nawet o klientelę, w końcu Mould widziała tylko kilku z nich. Gibson bowiem, wysłuchawszy tego co wampirzyca miała mu do powiedzenia, uśmiechnął się szeroko i poklepał z zadowoleniem po masywnym brzuchu. Czarna koszulka, ciasno opinająca jego tłuste cielsko, pokryła się nieznacznymi zmarszczkami.
- Perkusistka i skrzypaczka, mówi pani... - zaczął, wyraźnie zainteresowany. - No, wie pani, ja to się na muzyce za bardzo nie znam, Deborah i Sean w tym przodują, czasem tylko sobie załączę jakąś kasetę. - oparł się łokciem o blat baru i spojrzał przelotnie w stronę podwyższenia. Muzyka, jaka stamtąd płynęła, trochę straciła na sile. Stała się wolniejsza, spokojniejsza, ale i głębsza; kolejne dźwięki, wydobywane z instrumentów, były coraz niższe. Przodował bas, znowu. Wokal również brzmiał ciszej. Obcojęzyczny utwór chyba zmierzał ku końcowi.
- Powiem tak, z punktu widzenia biznesowego, bo Deb jest jeszcze zajęta. - zaczął, znów patrząc w stronę wokalistki. - Jeśli pani podopieczna ma więcej niż piętnaście lat, to mógłbym... na upartego... podciągnąć ją pod zespół. I podszkoliłaby się, i może dostała trochę grosza, jeśli Sean i Deborah będą zadowoleni, bo Bóg mi świadkiem, mają talent i umiejętności! Z panią tak samo, jeśli pani gra na skrzypcach, to mógłbym zaoferować pani posadę skrzypaczki. No, ale jak mówiłem, wszystko zależy od tego co powie Finnerty i Murdoch. W najgorszym wypadku mógłbym zatrudnić panią jako solistkę. - ciągnął dalej, z uśmiechem na twarzy. Pstryknął też palcami do barmana, na co ten praktycznie natychmiast postawił przed szefem wysoką i wąską szklankę czarnego napoju z szybko opadająca pianą.
Pepsi.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#14
A żeby to Michelle teraz zwracała jakąkolwiek uwagę na to, co się teraz wokół niej działo. Teraz najważniejszy był właśnie ten etap, gdzie w ogóle się dowie czy taki jej pomysł ma szansę bytu. Potem następny będzie najważniejszy, i następny... Wszystko traktowała tak, jakby od tego zależała cała dalsza część operacji. Po części miała rację, oczywiście, ale nie sposób było nie zauważyć pewnej przesady w jej podejściu. Zwłaszcza, gdy jeden z właścicieli tego miejsca wykazywał się otwartością na pomysł podany przez nieumarłą. Pojawił się jednak pierwszy... Problem? Nie do końca, ale musiała sięgnąć głębiej pamięcią.
-Ummmm... Ma... W kwietniu będzie miała 16-Albinoska zmarszczyła trochę czoło. Zerknęła na scenę, tak jak przed chwilą Gibson. Czy na pewno świeżo upieczona perkusistka miałaby tam jakieś swoje miejsce? Może najpierw wypadałoby, by się podszkoliła... Co podsunęło młodej spokrewnionej jeszcze jeden pomysł. Naprawdę się dzisiaj najeździ, jak tak dalej pójdzie...
W jednym musiała się zgodzić. Mieli i talent i umiejętności, których mógłby im pozazdrościć niejeden spokrewniony. Czy ona aby na pewno umywała się do takich osób jak oni? Nie była pewna, ale... Tak. Pokiwała głową, dalej zestresowana ale i zadowolona.
-Tak... Są świetni-Przyznała. Samo przebywanie tutaj sprawiało jej przyjemność, co tak bardzo kontrastowało z tamtym okropnym, prymitywnym miejscem w którym jeszcze do niedawna MUSIAŁA siedzieć. Dawno nie czuła takiej antypatii do miejsca. Zarabiać można w różny sposób i samym ludziom to nie uwłacza, ale tamto... Aż ściągnęła usta na samo wspomnienie.
-...Jest... Bardzo początkująca... Ale... Ma pasję, i... Tak... Chyba ma Pan rację... Też nie chciałabym być... Nadzbyt ciężarem-Przyszła tu w interesach, fakt, ale jeżeli miałaby przy tym być zbyt dużym problemem, to sama wolałaby się wycofać. Pochyliła trochę głowę-Tak... Najlepiej, jeżeli oni ocenią... Poczekam... Ummmm... Do której oni... Znaczy... Nie popędzam, po prostu jestem ciekawa!-Dziewczę uniosło trochę dłonie przepraszająco. Spięła się, ale jedynie na chwilę. Czy naprawdę musiała się tak denerwować nie wiadomo dlaczego? To było silniejsze od niej, a nawet nie miała takiego powodu. No bo co? Jedynie jak nie wyjdzie to się zbłaźni i wyjdzie, że zmarnowała ponad połowę swojego życia na coś, co nie dało większych rezultatów. Każdemu się... może zdarzyć...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#15
- Szesnaście, rozumiem. - Gibson pokiwał w zadumie głową, wpadając Michelle w słowo. To było jedyne jego wtrącenie. Cierpliwie czekał, aż nieumarła albinoska zakończy swoją, dość przecież nerwową wypowiedź, bo i sytuacja była jedną z poważniejszych, w jakich się znalazła w ciągu ostatnich nocy. Brzuchaty szef klubu, gdzie dominowała muzyka rockowa, metalowa oraz każda, jaką można by po prostu podciągnąć pod definicję tematyki gotyckiej, słuchał uważnie wampirzycy i głos zabrał dopiero, gdy ta zaczęła przepraszać i tłumaczyć się.
Niepotrzebnie zresztą to robiła. Shadowland był miejscem tak odmiennym wyjątkowym na tle wszystkich innych klubów, które Mould odwiedziła, że taki gest nie miał po prostu racji bytu.
- Pasja jest ważna, tak zawsze mi powtarzał Sean. - stwierdził pogodnie. - Nie wiem ile w tym prawdy, bo, jak już pani mówiłem, muzyka to nie jest moja działka. Ja się tu biznesem zajmuję, dlatego jeśli pan Finnerty i pani Murdoch nie będą mieć nic przeciwko, to od kwietnia mógłbym nawet i zatrudnić tę pani podopieczną. Dodatkowa para rąk zawsze się przyda, rozumie pani, już nie ważne czy przy zespole, czy na sali, jako kelnerka albo co. Zaraz powinni skończyć, to sobie pani z nimi spokojnie porozmawia, dobrze? - zakończył pytaniem, raz jeszcze spoglądając na podwyższenie. Piosenka, śpiewana w melodyjnym języku, którego Michelle nie znała, już się skończyła.
Teraz z gitary klasycznej, akustycznej i nowiutkiej, basowej wydobywały się może nawet trochę ponure dźwięki. W pozornym chaosie i braku symetrii między nimi była jednak jakaś piękna, choć smutna symfonia. Sposób, w jaki ta chuda dziewczyna o czarnych włosach z samotnym, jasnym pasemkiem grała był cudowny. Samo patrzenie sprawiała przyjemność, podobnie zresztą było w przypadku bladego chłopaka obok. Kołysał się leniwie w przód i w tył, zgodnie z rytmem muzyki, aż w końcu uderzył mocniej w struny i uniósł dłoń do ust, posyłając w przestrzeń całus.
Skończył grać. Odłożył instrument, szepnął coś dziewczynie i jako pierwszy zszedł ze sceny. Parę osób znowu zaczęło klaskać. Deb, czyli pani Murdoch, została sama. Brzdąkała jeszcze przez kilka chwil, ale ostatecznie i ona przerwała, odkładając na miejsce gitarę. Uśmiechnęła się słabo do nikłej publiki i wyciągnęła z kieszeni mały pilocik, na którym wcisnęła parę przycisków. Gdzieś w tle sali, z głośników, zaczęła płynąć muzyka z płyty bądź kasety. Znacznie ciszej niż ta grana na żywo. Gwar rozmów był teraz znacznie wyraźniejszy. Zarówno przy barze, gdzie stała Michelle, Michael Thomas, Roger, Bob, Maddie i pozostali stali klienci, jak i w głębi sali, przy stolikach zajętych przez resztą.
Sean Finnerty i Deborah Murdoch szli powoli w stronę baru. Gibson pomachał im ręką, wskazując na Mould.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#16
Tak... Szesnaście. Chyba to się sprawdzało, że był zasadniczy, bo w tym wszystkim to najbardziej go interesowało, poza oczywistym zyskiem. Michelle miała wrażenie, że i tak będzie musiała uruchomić inne środki by uzyskać taki efekt jaki chciała. Co w sumie nie było złe, ale budziło pewne obawy, które Pan Hunter jeszcze dodatkowo podkreślił.
Przerwał jej litanię, gdy zaczęła się tłumaczyć. Od razu umilkła, nie chcąc absolutnie wchodzić mu w słowo. A miał troszkę do powiedzenia, na szczęście nic, co by było negatywne dla niej albo Selmy. Michelle jednak zależało na tym, by dziewczyna "pracowała"... to też chyba zbyt duże słowo... Ale by się wdrażała w to wszystko już od samego początku. I się potwierdziło - prawdopodobnie jeżeli nie będzie wystarczająco dobra, to będzie wykonywać co innego. A nie o to jej przecież chodziło, nie o wyzyskiwanie dziewczyny, która i tak miała chyba dość swoich problemów, tylko o... A może... Później. Na razie i tak nie było co planować aż tak bardzo do przodu.
-...Ma rację... To bardzo ważne...-Michelle zgodziła się ze stwierdzeniem. To samo mówiła każdemu, kto przejawiał choćby cień zainteresowania graniem czy śpiewaniem. Czym byłaby muzyka bez ludzkiej duszy? Ciągiem dźwięków, a nie muzyką. Taka była ta różnica, i dziewczyna cały czas miała wrażenie, że coraz trudniej było jej złapać tą różnicę. Jeszcze nie było chyba tak tragicznie, ale coś jej z dnia na dzień umykało... Albo to ta wiedza, której się uczyła przez jakiś czas, a tak dawno nie odświeżała. Może to bardziej to...
-...Dobrze-Nie spodziewała się, że tak szybko będą kończyć. Że już zaraz i... Już będą rozmawiać. Ale o czym? Tak po prostu się przedstawi i powie, czego chce? Tak chyba by zrobiła większość normalnych ludzi czy spokrewnionych, może dodaliby coś na temat ich własnej muzyki, by im pochlebić, ale to też brzmiało trochę... Nawet jak szczerze tak sądziła, to chyba powinna się wstrzymać... Albo po prostu na razie się skupić na tym, co było grane. Tak, to był najlepszy pomysł. Nic tak nie potrafiło przemówić do emocji jak muzyka.
Siedziała obrócona do sceny, chłonąc ten subtelny spektakl wszystkimi zmysłami. Mogłaby nawet skorzystać ze swoich dyscyplin, ale nie było takiej potrzeby - słuch miała wystarczająco dobry, a mogłoby to zaburzyć cały odbiór. Siedziała z lekkim uśmiechem, a brak kontaktu wzrokowego pomagał dość dużo - może nawet miała podobny problem co ona... I jakoś udaje jej się z tym walczyć? Może... Może... Uh...
Jakoś dłoń sama powędrowała do policzka. Szybko jednak opadła, a po kolei i jedna i druga część zespołu zeszli ze sceny, a lokal wypełniła cichsza muzyka grana z płyty czy kasety. Dobrze, że ciszej, może i była dobra, ale zdecydowanie gwoździem programu ona nie była. Tylko teraz... Zaraz... Będzie miała przed sobą nie jednego, a trzech właścicieli tego miejsca, i to tych, od których najwięcej zależy!
Nic na początku nie mówiła. To by było chyba trochę niegrzeczne. Zamiast tego siedziała na stołku z dłońmi skrzyżowanymi wokół rączki futerału. Czekała, starając się zachowywać... Normalnie... Albo może...
...Jeśli nikt by nic nie powiedział, to chyba ona musiałaby coś wspomnieć... Prawda? Chyba...
-...D-dobry wieczór... Michelle Mould...-Albinoska skinęła głową, jakby była potrzeba to wyciągnęła by dłoń do uściśnięcia, prawdę powiedziawszy... do formy powitania się dostosowała. Może i przedstawienie sprawy jeszcze raz w tej samej formie wydawało się być prostsze, ale wyłącznie na papierze, w rzeczywistości... Napięcie wracało. Trudno było utrzymać kontakt wzrokowy, uginała się przed samą obecnością tych osób... Które w dodatku naprawdę wiedziały jak grać!-Przyjechałam... Um... Mam podopieczną, chciałaby nauczyć się gry... Na perkusji... I... sama gram na skrzypcach, i... Może... Pomyślałam... Mogłabym... Gracie świetnie, ale... Może mogłabym... Przyłożyć do tego rękę?-Ujęła najprościej jak tylko jej sparaliżowany społeczną interakcją umysł pozwalał. Nie zauważyła nawet, jak jedna dłoń z futerału oplotła się wokół palców drugiej, ściskając ją w słabym, ale intensywnym imadle. Nie czuła, bo była nieumarłą, oczywiście, ale stres tym bardziej nie pomagał.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#17
Nie było odwrotu. Muzycy podeszli. Teraz, albo nigdy. Wampirzyca musiała z nimi porozmawiać.
Był bardzo blady. Nie miał białej skóry jak Michelle, rzecz jasna, ale jego cera miała niezdrowy, lekko szarawy odcień, tak, jakby naprawdę na coś chorował, cierpiał z jakiegoś zdrowotnego powodu. Poprawił nerwowym ruchem okulary, które zsunęły się na czubek nosa i uśmiechnął się nieśmiało, zerkając to na Gibsona, to na Mould. Już wyciągał dłoń na przywitanie, już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy ta średniego wzrostu ciemnowłosa dziewczyna z jednym, jaśniejszym pasemkiem go wyprzedziła i nie przejmując się niczym po prostu przytuliła albinoskę. Mocno. Szczerze.
Na całe szczęście nie cmoknęła jej w policzek.
- Panna Mould. - powiedziała zaskakująco cichym głosem, tak dalece odmiennym od tego, który wprost wylewał się ze sceny. - Dziękujemy za ciepłe słowa. Wiele dla nas znaczą, a z dodatkowego instrumentu na scenie... i to ze skrzypiec... byłabym bardzo rada. - odparła, uśmiechając się delikatnie. Coraz częściej zerkała w stronę futerału skrywającego skrzypce, wyraźnie zaintrygowana wspomnianym już instrumentem. Kiedy natomiast skończyła mówić, gestem przywołała do siebie Gibsona i szepnęła mu coś na ucho. Brzuchaty "szef" skinął głową i udał się za bar, gdzie wyciągnął z chłodziarki butelkę wody mineralnej. Szybko podał ją wokalistce.
- Od jak dawna, panno Mould? - spytał okularnik, odgarniając z twarzy długie, proste kosmyki włosów. - To znaczy... od jak dawna gra na perkusji? Jeśli ma opanowane podstawy, regularnie ćwiczy, to w najbliższy weekend mógłbym się z nią spotkać. Mamy wtedy trochę luzu, dobrze mówię, Deb? - głos zabrał chudy i blady Sean Finnerty, przechodząc od razu do sedna. Deborah Murdoch upiła kilka drobnych łyków wody, przełknęła i kiwnęła głową w odpowiedzi na pytanie. Wszystko szło ku lepszemu; co prawda dopiero pod koniec tygodnia będzie możliwe spotkanie całej czwórki, ale lepsze to, niż nic!
Selma, Michelle, Deborah i Sean... chyba byłby z tego całkiem zgrany zespół?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#18
Ta bladość mogła wzbudzać podejrzenia. Właściwie nawet nie bladość, tylko szarawy odcień jego skóry. To była charakteryzacja, czy z jakiś innych powodów Michelle poza tym faktem nie zauważyła innych oznak tego, że... Hmmmmm... Może gdyby nie była aż tak zestresowana i przejęta całym tym spotkaniem mogłaby poświęcić chwilę na przyjrzeniu się temu zjawisku, jakim był wygląd gitarzysty zespołu. Ale nie miała szans, zwłaszcza jak wokalistka wykazała się szczególną otwartością względem obcej dziewczyny, i obejmując ją na moment wytrąciła jej zdolność głębszego rozumowania. Przynajmniej na moment. Czuła się dziwnie, i chyba jak na pierwsze spotkanie kiedykolwiek to było dla niej trochę za dużo, ale...
Poza tym, że siedząc objęła jedną dłonią swój łokieć, a drugą dalej trzymała futerał... Uśmiech się trochę łamał, odsłoniła też minimalnie górne zęby - do takich spontanicznych gestów otwartości nie była przyzwyczajona, to pewne. Wkrótce okazało się, że to nie tylko gest, ale i sama wokalistka była otwarta. Aż dziw, że mówiła przy tym tak cicho, jakby nie miała czułego słuchu to by mogła niedosłyszeć przy tej muzyce. Ale może to też dlatego, że po występie jej struny głosowe wymagały nawilżenia. Nie dziwiła się, dała naprawdę solidny pokaz!
Potem się wtrącił gitarzysta, który podszedł do sprawy bardziej konkretnie. Spuściła oczy, jakby właśnie ta sprawa była sednem jakiegoś problemu. Ale nie mogła tego ukrywać, to by... Było i nie w porządku, i prędzej czy później by wyszło.
-Właśnie... To... To dłuższa historia... Um, ona... Jest z domu dziecka, i nie miała za często okazji...-Potrząsnęła leciutko głową. Kogo to interesuje skąd jest, oni oczekują konkretów a nie historii z życia! Mimo to nie mogła się zdobyć by unieść głowę, by spojrzeć im w twarz. Była jak przyłapane na gorącym uczynku dziecko, które tylko pragnęło mieć to wszystko za sobą-Jeśli nie mają Państwo czasu... Mam... Mogę zaangażować... Znaczy się, jeśli chcecie kogoś z podstawami, to... Troszkę pewnie zajmie... Ale to jeśli jest problem to nie będę was kłopotać, widzę że jesteście zajęci, a ja mogę w międzyczasie...-Jej gardło wykonało ruch, jakby coś połykało. Dłoń zacisnęła się mocniej na futerale, po tym jak wypluła z siebie tą serię słów. Trochę za intensywnie, jakby chciała wyrzucić z siebie jak najwięcej nim zda sobie sprawę z tego co mówi.
-...Ja się uczę dość długo... Chyba... Chyba coś umiem... Może... Możemy sprawdzić...-Propozycja ze strony Michelle była i odwróceniem uwagi, i próbą ucieczki od rozmowy która tak bardzo ją męczyła. W dodatku chciała mieć spokojne sumienie, że faktycznie wiedzą z kim mają do czynienia, by byli spokojniejsi, że... Może da radę... Może... Co innego grać dla paru osób, a co dopiero dla całego klubu...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#19
Dom dziecka i "dłuższa historia", jak to ujęła Mould, nie zrobiły żadnego wrażenia. No, wokalistka nieznacznie ściągnęła brwi, ale to wszystko. Wydawali się być naprawdę praktycznymi ludźmi, którzy wiedzieli, kiedy jest pora na rozmowy na jeden, konkretny temat i kiedy jest pora na znacznie swobodniejsze pogadanki.
- Rozumiem, ma pasję i chęci, może nawet i talent, ale brak umiejętności, podstaw. Może być jak nieoszlifowany diament, który wymaga tylko delikatnej pracy, ale może też być jak dzika i nieokiełznana zwierzyna, kierująca się instynktem. Niezależnie od tego, warto będzie się spotkać i porozmawiać. Piątek wieczór, tak koło dwudziestej? - porównania tego bladego muzyka, Seana, były bardziej niż obrazowe. Nie odbiegały jednak daleko od prawdy; Selma naprawdę chciała grać, tak przynajmniej wszystko prezentowało się z krótkich rozmów wampirzycy z nastolatką. Zakończył też pytaniem, spoglądając to na albinoskę, to na bawiącą się korkiem butelki wody mineralnej wokalistkę.
Deborah skinęła lekko głową.
- W weekend mamy dużo czasu, panno Mould. - potwierdziła. - Chyba dopiero po północy mamy pierwszy występ, albo nawet i jeszcze później, musiałabym sprawdzić w terminarzu, ale spotkanie wydaje się być najlepszą opcją. Wtedy też będziemy mogli sprawdzić co tak naprawdę potrafimy, razem, wspólnie. Ja, Sean, pani i pani podopieczna. Gitara klasyczna, może nawet elektroakustyczna, gitara basowa, skrzypce i perkusja. - już? To wszystko? Wystarczyła krótka rozmowa i zapowiedź kolejnego spotkania, w weekend, pod koniec tygodnia?
Gibson, szef całego przybytku, był pogrążony w rozmowie z barmanem i rudym gaduła. Młodziutka pracownica, Maddie, obsługiwała pozostałych klientów. Ci przy stolikach najwyraźniej zaczęli się zbierać do wyjścia; gwar przybrał na sile. Tematem ich rozmów, co było do przewidzenia, był występ Deb i Seana. Muzycy wydawali się zmęczeni, ale zadowoleni. Wokalistka pociągnęła kolejny łyk wody z butelki i w końcu ją zakręciła, uśmiechając się łagodnie. Odgarnęła tez kilka niesfornych kosmyków włosów, opadających na czoło.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#20
Przynajmniej nie okazali w żaden sposób, że ich to nudzi albo że ma przejść do konkretów. Cierpliwie poczekali aż przebije się przez mgłę swoich myśli, mniej lub bardziej utrudniającą jej komunikację z ludźmi. Spokrewnionymi. Kimkolwiek kto rozumiał co mówiła. Co więcej, dostała pomoc w postaci interpretacji gitarzysty. Coś, co bardzo było potrzebne, jako iż sama nie mogła jakoś tego ująć w słowach. Chciała tylko, by jej propozycja nie sprawiła komuś problemu...
Cóż można więcej rzec - jak na razie sprawa wyglądała na rozwijającą się, ale w dość dobrym kierunku. Jeżeli dobrze pójdzie to Selma będzie miała zajęcie oraz kogoś kto mógłby ją rzeczywiście przyuczyć. W najgorszym obydwie się wygłupią, i będą musiały szukać pomocy gdzie indziej, dodatkowo... Ummmm... Nie chciała o tym myśleć. W każdym razie nie za dużo, ale myśli same przychodziły do jej głowy, czyniąc co najmniej lekkie zamieszanie. Jednak...
-...Dobrze. W piątek o dwudziestej-Powtórzyła na znak, że się zgadza i zapamiętała. Wolała pomyśleć o czymś innym... Tak... Na przykład... Tak, to zestawienie brzmiało dobrze. Nawet bardzo dobrze, jeżeli wszystko będzie współgrać! Będzie musiała koniecznie przypomnieć sobie rzeczy z teorii, może nawet jej uda się coś skomponować! Może miała trochę klasyczne podejście, ale... Aż jej się twarz zaczęła powoli cieszyć.
-...To brzmi... Dobrze. Naprawdę dobrze-Przytaknęła do siebie. Nie miała oczywiście żadnych konkretów w głowie, musiałaby naprawdę do tego przysiąść, ale... Oby tylko ona, albo... Zobaczymy, zobaczymy w piątek!
-Ale... Faktycznie, um... Czy... Chyba nie jestem pierwszą, która... Z czymś takim wyszła?-Albinoska, już spokojniejsza, podniosła trochę oczy. Przyjrzała się i mężczyźnie i wokalistce... W końcu miała ku temu wystarczająco dużo wewnętrznego spokoju. Nawet była w stanie się uśmiechnąć do wokalistki, która do tej pory okazywała jej samą dobrą wolę.

KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#21
Ludzie zasiadający przy stolikach już wyszli. Została tylko jedna, samotna dziewczyna, czekająca najwyraźniej na zamówienie, bo co kilka chwil zerkała w stronę baru. Bob i Maddie, pełniący obowiązki barmana i kelnerki, byli jednak bardzo zajęci. Musieli zająć się klientami spośród których rudy gaduła raz jeszcze opowiadał znaną już historię, korzystając z bliskości Deb, Seana i Michelle.
- Nie, nie jest pani. - odparła z uśmiechem Deborah. - Przynajmniej raz na parę tygodni, przepraszam za wyrażenie, przychodzi do nas ktoś z ulicy i chce od razu kontrakt i trasę koncertową i wydanie własnej płyty. - wyjaśniła wokalistka, ponownie odkręcając korek butelki. Upiła kilka łyków, powoli i ostrożnie, by nie zniszczyć wodą makijażu.
- Wielu myśli, że wystarczy gitara za parę dolarów z lombardu by stać się drugim Malmsteenem. Panno Mould, pani sobie nawet nie wyobraża, ilu punków do nas przychodzi by coś zagrać. Nie chodzi nawet o to, że nie mają umiejętności, bo to kwestia nauki, ale oni chcą już teraz, zaraz, natychmiast być gwiazdą rocka jak świętej pamięci Cobain. Większość odsyłamy z kwitkiem do centrum albo do Ballard czy nawet i na University, by tam próbowali szczęścia i mogli pić w czasie występów. Tutaj tego nie tolerujemy. - zagrał głos Finnerty, mówiąc coś, co z jednej strony brzmiało przerażająco, z drugiej jednakże wydawało się być naprawdę doskonałym rozwiązaniem.
Były zasady. Reguły. Na ludzi, którzy stanowili główną klientelę lokali, które miała wątpliwą przyjemność odwiedzać Michelle - czy nawet przechodzić koło nich - ekipa z Shadowland patrzyła podejrzliwie i niechętnie. To chyba dobrze.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#22
Było mało osób i zrobiło się ich jeszcze mniej - co nie znaczy, że nie było co robić, zwłaszcza przy najwidoczniej stałej klienteli. Umiejętność skupienia się była jednak całkiem mocną stroną spokrewnionej, która nie była rozpraszana takimi rzeczami. Zwłaszcza gdy były poruszane ważne sprawy, by nie powiedzieć "interesy".
Z początku odpowiedź zafrasowała dziewczynę, która uśmiechnęła się trochę gorzko. Powody nie nawiązywania współpracy były jednak zupełnie inne niż jej się początkowo wydawało. Wcale nie chodziło o poziom jaki te osoby reprezentowały, tylko o podejście, które przy jej własnym były niczym niebo a... Nawet nie ziemia. Czy naprawdę ludzie mogą być aż tak roszczeniowi? Tak... Aż przykro jej się robiło, gdy o tym tak myślała, ale bezczelni, by od razu stawiać takie wymagania?
Inna rzecz była zdecydowanie ważniejsza. Po tym co słyszała było widać, że mają zasady, co do trzymania Selmy pod kontrolą było bardzo ważne. Jeszcze... Jej aż tak nie ufała, chyba słusznie po tym co robiła, by zwrócić na siebie uwagę! Ale tak... Chyba to nie był zły pomysł, że tu przyjechała?
-...Chcę po prostu... tworzyć coś dobrego-Ci śmiertelnicy nawet nie mogli zacząć sobie zdawać sprawy, ile rzeczy tym krótkim stwierdzeniem wyraziła ta młoda spokrewniona. Ale mogli zauważyć troszkę więcej pewności siebie w jej spojrzeniu. Już nieco bardziej wiedziała na czym stoi. Widziała z kim ma do czynienia-Jeżeli będzie się nam dobrze grało, i to co będziemy robić będzie się podobało innym... To będzie dobrze... Jeśli uda nam się poruszyć serca tych, co nas usłyszą... Czy nie o to chodzi w sztuce?-Dłonie się rozluźniły, twarz zresztą też. Patrzyła łagodnie, dalej z pewną rezerwą, ale wynikająca z własnych niedoskonałości a nie innych. Niczym niewinna owieczka, z zaciekawieniem podskubującą kwiatek by sprawdzić, czy to jej ulubiony. Nagle uśmiech jej się poszerzył.
-Oczywiście za coś trzeba żyć, ale... Chyba... jeżeli będzie dobrze... Uda się nam porozumieć-Skromnie, ale z pasją przedstawiła się jako osoba o niewielkich, a przynajmniej realistycznych oczekiwaniach, której głównie chodziło o samą sztukę czy też swoją podopieczną. Tylko czy poza tym było jeszcze cokolwiek do przekazania? Michelle akurat kończyły się pomysły

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#23
Im dłużej trwała rozmowa Michelle z zespołem występującym w Shadowland, tym wyraźniejszy stawał się dystans i różnice między tym klubem a wszystkimi innymi, które wampirzyca odwiedziła odkąd przybyła do miasta. A w Seattle klubów i barów, pubów i dyskotek nie brakowało. Pytanie brzmi więc, czy Mould będzie dalej włóczyć się po mieście i szukać kolejnych miejsc, czy może jednak - jak to się mówi - zapuści tutaj korzenie? Sean, Deborah, Maddie, Bob, Michael, a nawet i wygadany Roger wydawali się być całkiem zgraną ekipą.
Mieli swoje zasady i reguły, których przestrzegali i do których podchodzili bardzo poważnie, lecz może właśnie o to chodziło od samego początku?
- Wszyscy wspótworzymy coś dobrego, panno Mould. - podsumowała Murdoch, odstawiając butelkę na blat baru. - I bezpośredni twórcy sztuki, i jej odbiorcy. - uzupełniła, niemalże idealnie kontynuując wypowiedź albinoski. Było już jasne, że wokalistka odpowiada niejako za duszę zespołu, zaś blady okularnik z kolczykiem za wszystko inne. A nad całością pieczę trzymał brzuchaty "szef", który co prawda nie miał zbyt wielkiego pojęcia o muzyce, to jednak znał się na biznesie. Być może dlatego właśnie, gdy wampirzyca subtelnie wspomniała o wynagrodzeniu (używając prostego, ale jakże logicznego sformułowania "za coś trzeba żyć") zmęczona wokalistka przygryzła mocno wargę i spojrzała tęsknie w stronę mężczyzny o rumianej twarzy i imponującym brzuchu.
- Och, nie wątpię. - zapewnił Finnerty. - Michael! Panie Gibson! Można prosić? Przepraszam, panno Mould, ale w ten sprawie niestety musimy rozłożyć ręce. Wiem tylko, że będzie to jakiś procent od przychodu klubu. - odparł przepraszającym głosem, przywołując jednocześnie "szefa". Niezależnie od tego, jaki to faktycznie będzie procent, to perspektywa w miarę stałego źródła zarobku wydawała się... naprawdę kusząca. Pan Gibson zareagował na nawoływanie z niewielkim opóźnieniem.
Zajęty rozmową z ponuro wyglądającym jegomościem w bluzie z kapturem, przed którym stał pusty już kieliszek po wódce oraz z nieustannie wtrącającym swoje trzy grosze wygadanym rudzielcem pan Gibson tylko uśmiechnął się przepraszająco do muzyków. Zaraz do nich podejdzie. Już za momencik. Już za chwileczkę.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#24
Gdyby tu tylko trafiła za życia... Nie, to by nic nie dało. Spokrewnieni są wystarczająco przekonujący, zwłaszcza należący do jej klanu. Poza tym... Nie, ze wszystkich miejsc właśnie tutaj nie powinna żerować. Za dużo czasu tu spędzi, a taka reputacja jej jest... Um... Nie, to nie byłby dla niej dobry układ.
Kobieta miała jednak rację. Czym byłaby sztuka bez odbiorców i ich interpretacji? Mogła by istnieć, ale jeżeli nie ma nikogo kto by ją docenił, to równie dobrze mogła by nie istnieć. Pewnie kiwnęła głową zgadzając się z wokalistką.
Za to się trochę speszyła gdy sprawa finansów została poruszona. Nawet uniosła dłoń by pomachać nią na boki, co by niepotrzebnie nie kłopotać wyraźnie zajętego współwłaściciela
-Nie ma pośpiechu, to zdążymy omówić innym razem!-Zapewniła albinoska. Fakt, pieniądze jej sie przydadzą, ale rozmawianie o nich i przerywanie komuś konwersacji... I tak teraz ich nie dostanie, a przyszła tutaj bez świadomości że jej będą płacić... Jakkolwiek naiwnie to brzmi-Niestety... Zostałabym trochę... dłużej... Muszę jeszcze załatwić parę spraw... Może... Zostawię swój numer?-Nieprzyzwyczajona do takiej formy kontaktu chwilę się zawahała. Powód ulotnienia się był trochę... Inny... Znaczy się, faktycznie jeszcze coś chciała zrobić, ale jak teraz ta sprawa została załatwiona - nie miałaby pojęcia co że sobą zrobić, tak jak w elizjum... Do którego zresztą teraz zamierzała jechać...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#25
Brzuchaty pan Gibson dopiero po dłuższej chwili zdołał się oderwać od rozmowy z ponurakiem w kapturze. Nalał mu kolejny kieliszek wódki i doprawił kropelką jakiegoś ciemniejszego płynu, jak cola bądź pepsi i pstryknął palcami do barmana, ruszając do muzyków. Z chwilą, gdy dotarł do Michelle, Deb i Seana, wampirzyca zaczęła się tłumaczyć, że na nią już pora - nikt jednak nie wydawał się być tym faktem zmartwiony, zasmucony czy nawet i zdenerwowany.
Ludzie tutaj wydawali się być po prostu porządni. Wyrozumiali. Z zasadami, o.
- Rozumiem, panno Mould. - odparł blady muzyk. - Jesteśmy zatem umówieni na piątek wieczór. Ja, Deborah, pani i pani podopieczna. I pan Gibson, rzecz jasna. - powtórzył słowa wokalistki sprzed kilku chwil, uzupełniając je o tłustego biznesmena. To była najlepsza możliwa decyzja, jaką mógł podjąć w tej chwili nie tylko Finntery, ale i Mould. Szybko podszedł więc do "szefa" i szepnął mu na ucho kilka słów, tłumacząc całą rozmowę. Szeroki uśmiech na twarzy rumianego grubasa wyrażał zadowolenie.
- Proszę. - Deborah podała Michelle karteczkę wyrwaną z zeszytu należącego do barmana wraz z długopisem. - W razie czego będziemy dzwonić w okolicach dziewiętnastej. - uzupełniła. Sama nie miała przy sobie telefonu, podobnie jak Sean i pan Gibson; choć byli w pracy, to dzwonek komórki albo wibracje nadchodzącej wiadomości mogły tylko przeszkadzać. A zapisanie numeru na papierze było prostsze i szybsze, niż wystukiwanie go na klawiaturze telefonu, prawda? Zwłaszcza, że Michelle musiała najpierw odnaleźć swój numer. Phillip pokazywał jej, gdzie jest zapisany...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#26
Byli umówieni. I to się liczyło, może nawet było to lepsze niż gdyby załatwiła to od razu - Selma będzie mogła sama się wdrążyć i... Najlepiej się człowiek uczy jak jednak coś musi zrobić. Michelle jedynie próbowała otworzyć jej odpowiednie drzwi - to, czy przez nie przejdzie będzie od niej zależało. Wydawała się być dość mocno zdeterminowana by jednak spróbować, więc... Nie powinno być problemu. Zwłaszcza jak obydwie będą grały.
Dostała kartkę i... Pojawił się przelotny problem. Nie pamiętała numeru, ale za to by musiała... Sprawdzić. Tak... Dlatego zapisała w telefonie swój własny numer, by mieć to wszystko w jednym miejscu. Genialne, i nie musiała tak długo szukać, bo miała ich całe trzy. Chyba... Przed chwilą pisała wiadomość, więc powinna wiedzieć co i jak. Jak już znalazła to zapisanie numeru na kartce z podpisem "Michelle" nie powinno być dla niej żadnym wyzwaniem. Acz sam fakt, że musiała szukać... I zajęło jej to dłużej, niż powinno...
-Um, proszę-Oddała kawałek papieru wokalistce. Zacisnęła dłonie na uchwycie futerału, szykując się mentalnie do wyjścia... Ale jeszcze parę słów, tak...-To... Będziemy w kontakcie... Tak... To... Dobrej nocy-Dziewczę w końcu stanęło na nogi. Ukłoniło się (W końcu miała zajęte ręce!), i poszło do wyjścia dość pospiesznie. Miała zdecydowanie za dużo kontaktów z istotami rozumnymi jak na jedną noc, ale wyglądało na to, że to jeszcze nie wszystko. Była jeszcze jedna sprawa, której powinna się przyjrzeć...
Do auta. I elizjum. Musiała zasięgnąć języka... Czy jak to się mówi...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#27
Muzyka dalej grała. Nie była to orkiestra czy też zespół wykonujący pokaz na żywo, ale i tak dźwięki płynące z głośników były miłe dla ucha i pozwalały się po prostu odprężyć. Ci z nielicznych o tej porze klientów Shadowland, którzy nie byli pogrążeni w rozmowie, z zadumą słuchali muzyki. Pozostali z pewnością jednym uchem słuchali tego, co mówił ich rozmówca, drugim zaś wyłapywali każdą nutę. Nikt nie krzyczał, nie śmiał się, nie rzucał butelkami ani krzesłami. Miejsce z klasą, można rzec. Ale nawet i takie miejsce trzeba kiedyś opuścić. Mould zaczęła się więc żegnać, bo najwyraźniej miała w planach jeszcze kilka spraw.
- Dobrej nocy. - skłonił głowę Sean, zdejmując okulary i przecierając szkła. Dopiero potem wyciągnął dłoń w stronę albinoski, gotów się z nią pożegnać w sposób oficjalny, poważny i elegancki. Co innego Deborah, ta dziewczyna o ciemnych jak noc włosach (z jednym, samotnym pasemkiem w kolorze spranej bieli czy też jasnej szarości) nie zamierzała się żegnać w taki sposób. Z uśmiechem na ustach podeszła do Michelle.
- Do zobaczenia! - przytuliła ją, znowu.
- Będziemy na panią czekać! - zawołał pan Gibson, machając jedną ręką. W drugiej trzymał jej numer telefonu i uważnie go studiował, a moment później już wpisywał ciąg cyfr do swojej komórki. Gdy to zrobił, podsunął karteczkę barmanowi. Mężczyzna nawet na nią nie spojrzał, tylko sprawnym, wyćwiczonym ruchem zgarnął papier i wrzucił do szuflady w kasie. Widocznie nie był to pierwszy raz, gdy coś takiego ma miejsce. Nieumarła mogła teraz w spokoju opuścić klub, mając poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Bo tak przecież było; spędziła tutaj tylko kilka chwil, ale osiągnęła całkiem sporo. Dokąd teraz?
Do Elizjum?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland

#28
Dalej można by było się zastanawiać jak to miejsce wyglądało kiedy ludzi było więcej. Teraz niewątpliwie był spokój, ale czy wszystko było pod kontrolą gdy stoliki, miejsce przy barze, i wszystko pomiędzy było zapełnione ludźmi? Na pewno bowiem coś takiego się tu dzieje, nie może być inaczej... Nawet jeśli tematyka miejsca była trochę specyficzna, to jednak sama by tu została trochę dłużej gdyby nie jej własne... Problemy.
Chciała się pożegnać możliwie z lekkim dystansem - nie dlatego, że ludzie tutaj zrobili na niej złe wrażenie, właściwie wręcz przeciwnie! Nie chciała bowiem... Bała się. Czegoś. Trochę nie wiedziała dlaczego, ale siedziało jej to gdzieś z tyłu głowy i przestrzegało, by czasem za dopuścić ich do siebie za blisko. Mimo to po swoim ukłonie uściskała dłoń Seana i (Inaczej nie dało się tego nazwać) pozwalając się objąć przez Debbie. Widziała jak jej numer przechodzi chyba przez już standardową procedurę. Nie była jedyną, co trochę ją martwiło - ale też przez to po prostu musiała pokazać co potrafi. Bo coś potrafi, prawda?
Przekonają się wszyscy w piątek. Na razie wsiadła do auta. Trochę musiała ochłonąć po tym wszystkim - emocje mogłyby wpłynąć na jazdę. Dziwne... Parę razy słyszała, że spokrewnienie bardzo mocno wpływa na psychikę. Zdecydowanie, jej ciało było... Zupełnie inne. Było to na swój sposób przerażające. Czasami się czuła jakby w ogóle nie istniała w fizycznej formie - tylko była chodzącą skorupą... Na swój sposób miała przecież rację. Jej skóra już robiła się trochę naciągnięta, a przede wszystkim - sucha. Jedna iskier, drobny płomień... Jak pergamin...
...Jechać. Tak. Plan pozostaje taki sam.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 4458 California Ave SW, Shadowland 02,15,99

#29
Jeżeli Michelle się bała, to był to dobry znak. W końcu strach był rzeczą ludzką, nieodłączoną człowieczeństwa i życia. Choć sama była martwym potworem, to jednak - zgodnie z tym co słyszała - z psychiką Spokrewnionych działy się różne rzeczy. Może to, że Mould się czegoś bała, że odczuwała lęk i stres i tak dalej, było rzeczą naturalną, zwyczajną? Pogrążona w myślach opuściła klub.
Na ulicy było cicho i spokojnie.
Płatki śniegu dalej leniwie opadały z gęstych chmur, a słabe podmuchy wiatru niosły je gdzie tylko się dało. Blada wampirzyca słyszała jeszcze stłumione, słabe dźwięki muzyki odtwarzanej z kasety bądź płyty, ale gwar rozmów istniał tylko jako sugestia. Shadowland dziś był wyjątkowo pustym lokalem, a wszelkie rozmowy, jakie się tam odbywały, miały miejsce przy barze. Nikt nie musiał podnosić głosu. Nikt nie krzyczał. Bogu dzięki nikt się nie awanturował. Klub był... niemalże stworzony dla kogoś takiego jak Michelle.
Niemal.
Bo w Seattle było jedno miejsce, gdzie Mould mogła się czuć naprawdę dobrze. Pewnie. I to właśnie tam zamierzała teraz jechać. Droga do Elizjum, czyli do Moore Theatre na 2nd Avenue, była daleka, ale nie tragiczna. Nieumarła już raz tędy przejechała. Nie znała dobrze tej trasy, oczywiście, ale miała mapę i świeżo zapisane w pamięci słowa wszystkich, którzy do tej pory pomagali dziewczynie poruszać się po mieście. Do mostu, potem przy stadionie i wzdłuż wybrzeża, a potem wystarczy tylko wypatrywać charakterystycznego budynku teatru. Trafi. Na pewno. Ulicą śmignęła taksówka; nie jechała szczególnie szybko, ale nie sunęła też wolno. Ot, kierowca zmierzał do celu chcąc zaoszczędzić na czasie, ale nie chcąc też ryzykować życia ni zdrowia swoich pasażerów.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „West Seattle Junction”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość