7277 Perimeter Rd S, King County International Airport

#1
  Międzynarodowy port lotniczy King County, czyli "pas Boeinga" to pierwsze z dwóch lotnisk znajdujących się w Seattle. Nie jest szczególnie wielkie ani cieszące się ogromną popularnością - w ciągu roku wykonuje się tutaj ledwo dwieście tysięcy operacji (czyli przylotów i odlotów oraz wszystkiego pomiędzy), a na pasach oraz w hangarach stacjonują cztery setki maszyn. Nie są to liczby wielkie ani małe, ale w porównaniu do drugiego lotniska związanego z Seattle, czyli portu lotniczego Seattle-Tacoma, nie ma nawet sensu dokonywać jakiegokolwiek porównania. Sea-Tac znajduje się dobre dwadzieścia kilometrów na południe od miasta i obsługuje dziesiątki milionów pasażerów oraz wiele setek tysięcy operacji, czyniąc je trzydziestym w kolejności największym lotniskiem świata.

A King County International? Trzyma się gdzieś w ogonie stawki, jeśli można tak powiedzieć. Nie znaczy to jednak, że to słabe, kiepskie i nie warte odwiedzenia lotnisko. Wręcz przeciwnie. Znajduje się tutaj spokojnie ponad sto pięćdziesiąt firm związanych z lotnictwem. Od ogromnych kompanii zajmujących się powietrznym transportem, poprzez szkoły latania i najróżniejsze czartery aż po wydzieloną część dla śmigłowców oraz hangary dla prywatnych osób. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Od wschodu lotnisko jest oddzielone od reszty Seattle autostradą I-5 Express, od zachodu zaś kanałem Duwamish Waterway i, oczywiście, gęsto zalesionymi pasami zieleni, aczkolwiek nie na całej długości, niestety. Są tutaj dwa główne pasy lotnicze o długości trzech kilometrów i kilka mniejszych, pomocniczych, w tym bardzo wiele dróg do kołowania oraz płyt postojowych. Najważniejszą rolę pełni oczywiście wieża kontroli ruchu lotniczego. Wysoki, przeszklony budynek w którym trwają dwudziestoczterogodzinne dyżury mające na celu monitorowania całego ruchu, wydawanie zezwoleń oraz wsparcie pilotów. Wstęp do niego mają tylko wykwalifikowani pracownicy z odpowiednimi przepustkami i nikt bez dokumentów tam nie wejdzie.

Drugim ważnym miejscem jest terminal lotniczy, czyli potężny zespół budynków przeznaczony tylko i wyłącznie do obsługi ruchu pasażerskiego oraz świadczący usługi na ich rzecz. Terminal King County International nie jest tak wielki jak inne w Stanach, ale swoje zadanie spełnia doskonale. To masywna, zwalista konstrukcja z czerwonej cegły i terakoty, z ogromnymi oknami zwróconymi w stronę lotniska oraz znacznie mniejszymi od strony parkingu i dróg dojazdowych dla komunikacji miejskiej. Odbywają się tutaj odprawy bagażowe, celne i paszportowe, Wnętrze jest bardzo eleganckie, można by powiedzieć, że aż nazbyt eleganckie jak na relatywnie nieduży port lotniczy.

Dominują tutaj elementy kamienne i drewniane, ściany są pomalowane na ciemny brąz, uzupełniony pasami bieli; drewniane meble wszelkiego rodzaju także stanowią połączenie ciemnych brązów oraz bieli. Wiele pomieszczeń jest całkowicie przeszklonych i jedyne miejsca, które się wyróżniają i wyłamują z tej jednolitej stylistyki, to punkty świadczące usługi fast food. Sieć McDonalds, KFC czy Wendy's niechętnie przystają na pozbycie się swoich charakterystycznych kolorów; nawet Starbucks, który przecież wywodzi się z Seattle, nie rezygnuje ze swych flagowych barw. Na szczęście wszystkie inne lokale i centra usługowe są już zgodne i trzymają się zasad terminala; domyślne, własne kolory i barwy stanowią tam tylko dodatki.

Kolejne w kolejności są hangary, wielkie hale ze stali i cegły, gdzie nie tylko "parkuje się" samoloty, ale także dokonuje bieżących przeglądów oraz napraw. Te największe należą zarówno do gigantów jak Air Transport International i American Airlines, ale także i mniejszych, regionalnych niemalże linii jak Alaskan Airlines, Delta Air Lines, Hawaiian Airlines oraz Compass Airlines. Mniejsze hangary stanowią już własność prywatną i można jest wynająć w jednym z biur portu lotniczego.

Re: 7277 Perimeter Rd S, King County International Airport [02.15.1999]

#2
| Początek nocy 15 lutego 1999 r. dla Leopolda

Opóźnienie. Seattle ledwo dało się dostrzec przez kłęby chmur i sypiący z nieba nieustannie śnieg. Pasażerowie tego nawet nie odczuli, lecz przez ponad dwie godziny latali nad Szmaragdowym Miastem zanim pilot dostał zgodę na lądowanie. Kilkanaście minut po pierwszej Leopold — i zapewne nie tylko on, lecz również towarzysząca mu elegancka Azjatka i podstarzały, milczący mężczyzna — dostali informację od Stewardessy o przygotowaniu do lądowania i prośbę o zapięcie pasów bezpieczeństwa. Spokrewniony dokonał odpowiednich przygotowań co do przylotu, więc wieża kontroli ruchu powietrznego tylko wskazała odpowiedni hangar i po ustaleniach samolot Leopolda wreszcie stanął na platformie.
Chwilę później otworzyły się tylne schody umożliwiające wyjście na zewnątrz. Dla Spokrewnionego nie miało to większego znaczenia, lecz w Seattle było cholernie zimno, co mogli odczuć towarzyszący mu Ghule i ludzie. Śnieżyca tutaj nie docierała, ale wystarczyło jedno spojrzenie w ciemność, w prawo, by dostrzec, że pogoda nie rozpieszcza. Wszystko niknęło w białych płatkach. Niektóre rzeczy nawet absolutnie pochłonął śnieżny puch.

Image
W hangarze czekali pracownicy, ale nie tylko. Ci pierwsi mieli uniformy i nie rzucali się w oczy po prostu wykonując swoją pracę, traktując przylot prywatnego samolotu jako coś najzwyczajniejszego na świecie. Zupełnie inaczej było z czarnym BMW zaparkowanym nieco na prawo od schodów wyjściowych, przed którym stał bardzo wysoki — zdawać by się mogło, że miał niemal dwa metry wzrostu! — mężczyzna w wysokim kapeluszu. Ciemne, kasztanowe włosy luźno opadały na jego plecy i ramiona. Charakterystyczną cechą jego facjaty były ciemnobrązowe, idealnie przystrzyżone wąsy wraz z brodą w stylu south path. Szare, chłodne spojrzenie, uniesiona ku górze głowa i antypatyczny — zupełnie jakby temu osobnikowi nie zależało na jakichkolwiek relacjach, nawet tych negatywnych — wyraz twarzy. Odzienie miał całe czarne, eleganckie, niemalże niczym Ventrue, dla którego zmięty choćby fragment garnituru jest niedopuszczalny. Lekko rozstawione nogi, a pomiędzy nimi długa, drewniana laska zwieńczona białą głową w kształcie chińskiego smoka. Wprawny obserwator dostrzegłby metalowy, niewygrawerowany pierścień na środkowym palcu lewej ręki. Całą sylwetkę mężczyzny zwieńczały wypastowane, lśniące buty. Bezsprzecznie górował nad Leopoldem o co najmniej dziesięć centymetrów.
— Carver Ian Lehrer. — Przedstawił się Leopoldowi, gdy ich drogi się zetknęły. W tym przypadku to androgeniczny wampir był wyższy statusem, więc ciemnowłosy nie podał mu ręki dopóki ten sam jej nie wyciągnął. Nie powiedział też jaki posiada status w klanie, gdyż byli w publicznym miejscu, gdzie nieproszone osoby mogły posłyszeć informacje nieprzeznaczone dla ich uszu. — Poinstruowano mnie, aby zawieźć Państwa do Fundacji. — Dodał, a następnie zaprowadził ich pod samochód otwierając drzwi Spokrewnionemu. Reszta musiała sobie poradzić sama.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 7277 Perimeter Rd S, King County International Airport

#3
W momencie gdy drzwi otworzyły się, a jasne światło halogenów zamontowanych nad wejściem rozświetliło jakiekolwiek kryjące się w okolicy cienie, głośna muzyka wypełniająca dotychczas szczelny pokład rozbrzmiała echem w hangarze. Pierwsza w dół zeszła wyjątkowo wysoka kobieta o wschodnich rysach, której ciemne, czujne spojrzenie na moment nie zatrzymywało się w jednym miejscu. Niedługo po niej, sam Leopold spokojnym krokiem opuścił pokład maszyny w towarzystwie starszego mężczyzny, który podążał tuż za nim.

Cała trójka posiadała wyjątkowo szykowne, kryte pod rozmiar i paradoksalnie bardzo proste, jednak szyte z najlepszych materiałów ubrania, oczywiście przygotowane pod lokalną pogodę. W momencie gdy trójka znalazła się u spodu schodów, Leopold pozwolił sobie na chwile blasku w sztucznym, chłodnym świetle halogenów, po czym skierował się do starszego towarzysza. - Upewnij się że hangar będzie wynajęty za rozsądną cenę, oraz że nasze bagaże zostaną dostarczone pod wiadomy adres. No i miej na siebie oko. W razie co, masz moją wizytówkę, gdyby ktokolwiek sprawiał problemy. Będę pod telefonem. - Nie czekają długo na odpowiedź od swojego ghula, bo i takiej sam nie oczekiwał, ruszył wraz z Azjatką w kierunku BMW, zostawiając starszego mężczyznę samemu sobie. Leopold nie miał wątpliwości że jego ghul sobie poradzi - to właśnie ta zdolność była tym, co sprowadziło na niego zainteresowanie Leopolda na początku ich współpracy.

Krótkie spojrzenie wystarczyło by Leopold ocenił obraz jaki prezentował sobą osobnik, nazywający się Carverem Ian Lehrerem. Podsumował go krótkim, akceptowalnym skinieniem i lekkim uśmiechem, który rozciągnął usta Leopolda. Oczywiście że zaproponował swoją dłoń, chociaż jej uścisk nie należał do najsilniejszych. - Leopold. Moja towarzyszka nazywa się Chu. Bardzo mnie cieszy fakt, że mój list dotarł do Fundacji. - Skinął krótko głową w kierunku kobiety o wschodnich rysach, informując by także wsiadła do samochodu a sam przyjął ofertę drugiego członka Rodziny. Gdy już usiadł, upewniając się że jego odzienie nie jest mięte w żaden sposób, wrócił spojrzeniem do tego który rzekomo po niego przyjechał. - Jak się mają sprawy w Seattle ostatnimi nocami? -
KARTA POSTACI: Leopold
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Niemiecki, Francuski, Mandaryński
Opis Postaci | 
?

Re: 7277 Perimeter Rd S, King County International Airport [02.15.1999]

#4
Jeden z pracowników hangaru na dźwięk muzyki spojrzał w stronę samolotu i uśmiechnął. “Ktoś ma dobry gust muzyczny”, przemknęło mu przez myśl. Na chwilę utkwił spojrzenie w przybyszach, po czym wrócił do dalszej pracy. Czujne oko Chu wychwyciło pięcioro mężczyzn ubranych w te same, szare uniformy i jednego w granatowym, który — na pierwszy rzut oka — sprawował rolę kierowniczą. Gdy zaś spojrzała w stronę samochodu i stojącego przed nim Carvera, bez problemu mogła dostrzec również siedzącego w samochodzie mężczyznę ubranego w elegancki, ciemnoszary garnitur. Na chwilę ich spojrzenia się zetknęły.
Starszy mężczyzna istotnie bez słowa przyjął polecenia Leopolda; kiwnął mu jedynie głową w geście zrozumienia i przyjęcia wszystkich zaleceń. Sięgnął po wizytówkę i schował ją w wewnętrznej kieszeni marynarki. Samym spojrzeniem pożegnał się ze swoim Panem, a następnie odwrócił na pięcie i skierował kroki ku kierownikowi. Czarny, długi płaszcz do kolan, choć ciężki, zdawał się delikatnie powiewać na wietrze.

Image

Image
Lehrer odpowiedział na uśmiech przybysza tym samym, choć prędzej można było uznać go za grymas. Widoczna w jego oczach sympatia i aprobata zdecydowanie bardziej świadczyły o pozytywnym nastawieniu do Starszego Tremere. Z kolei uścisk Carvera był silny, wskazujący na pewność siebie i siłę. Gdy Chu została mu przedstawiona, skinął jej lekko głową. Zamknął drzwi za Leopoldem.
— Fundację również cieszy Pańska obecność. — Odpowiedział uprzejmie, gdy zasiadł na swoim miejscu. Tuż po zamknięciu drzwi, czarne BMW ruszyło z piskiem opon, a kierowca sprawnie wymanewrował i już po chwili wyjeżdżali z lotniska. — Nieciekawie, Magistrze. Wczorajszej nocy Sabat wypowiedział nam otwartą wojnę. Harbor Island i Dżungla, jak już Magister zapewne wie, są zajęte przez wrogą Sektę, choć chodzą słuchy, iż w Dżungli dominują Garou. Regent Weaver wrócił z dzisiejszego spotkania Rady Primogenu i Pana oczekuje. Pewny jestem jedynie informacji o zawiązaniu sojuszu Camarilli z Anarchistami, a także o cennym ładunku, który ma przybyć do Seattle w najbliższym czasie, na który Sabat ostrzy zęby. Regentowi Weaverowi zależy, by to Camarilla pierwsza go zdobyła, choć Książę Doe nie wykazała ku temu zainteresowania. — Carver mówił wolno, spokojnie, jednostajnie. Nigdzie mu się nie spieszyło. Jednocześnie swoimi ciemnymi oczyma spoglądał na zaśnieżony widok za oknem i nieustannie padający śnieg. Kilkanaście minut po wyjechaniu z lotniska minęli Midnight Fix. Teren był ogrodzony żółtą, policyjną taśmą, gdzieniegdzie wciąż dało się dostrzec wystające końcówki niebieskich, żółtych, czerwonych i zielonych chorągiewek wetkniętych w przeróżne miejsca. Drzwi i ściana wokół nich były częściowo zburzone, a w dachu ziała ogromna dziura. W środku walały się deski, różnorakie rzeczy, ceglane fragmenty… Miejsce wyglądało tak, jakby ktoś zrzucił tu parę bomb. I dokładnie tak było. — Midnight Fix. Budynek należący do Brujah, braci Richmond. — Lehrer nie musiał nic więcej mówić. Leopold został poinformowany o miejscu i okolicznościach, w jakich Sabat wypowiedział wojnę.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 7277 Perimeter Rd S, King County International Airport

#5
Leopold nie spoglądał w strone swojego rozmówcy. Oparty czołem o szybe samochodu, spoglądał leniwie na przemykające szybko oblicza miasta. Dla normalnego czlowieka bylaby to z pewnością rozmazana seria scen i obrazów. Tymczasem, Leopold doskonale widział każdy najmniejszy szczegół, chłonąc lokalną architetkure - dokładniej to elektryczną instalacje. Skrzywił się delikatnie, gdy dostrzegł typowe dla post-kolonijnych miast dorobione instalacje, rozwijane wraz z miastem kawałek po kawałku, nigdy nie doczekując się całkowitej renowacji. Trzeba będzie coś z tym zrobić, jeśli Leopold miał na dłużej zawitać w tym mieście.

- To bardzo dobrze, że szanowny Regent posiada najświeższe informacji. Żałuje jedynie że nie skorzystałem z okazji by od razu przedstawić się lokalnemu Księciu. Będę potrzebował rozryzsować mape wpływów, zarówno tych realnych jak i szacowanych.

Na wspomnienie Midnight Fix, Leopold jedynie wzruszył swoimi wątłymi ramionami. Ta masywna niekompetencja nie była problemem domu Tremere, a świadczyłą jedynie o rażącym problemie lokalnego Szeryfa i Księcia. Leopolda interesowało co innego. Powoli, w jego głowie rysowały się wstępne plany i pierwsze kroki. Ostatecznie zwrócił spojrzenie swoich oczu na swojego rozmówce.

- Co możesz powiedzieć mi o najmłodszych Spokrewnionych tego miasta? Z wyłączeniem członków naszego klanu. -
KARTA POSTACI: Leopold
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Niemiecki, Francuski, Mandaryński
Opis Postaci | 
?

Re: 7277 Perimeter Rd S, King County International Airport [02.15.1999]

#6
Rozmówca również nie spoglądał w stronę Leopolda. Siedział z przodu niby to od niechcenia obserwując drogę i jadące przed nimi pojazdy. W normalnych okolicznościach dojechaliby na miejsce w niecałe pół godziny. Teraz jednak na drogach było ślisko, nieustannie padał śnieg utrudniając kierowcom i widoczność i poruszanie się. Wszystkie pojazdy były jak ciasny, długi kokon, który porusza się w ślimaczym tempie. Czarne BMW, którym jechali, było jednym z takich samochodów… I nic nie można było na to poradzić. Dzięki temu Leopold mógł na spokojnie przyjrzeć się okolicznej instalacji elektrycznej i dowiedzieć jakie lokalizacje mijają po drodze. Oba pasy jezdni aż do zjazdu na E Marginal Way S były zapełnione. Dotąd jechali cały czas prosto, w ciasnym ścisku przez Airport Way S i S Lucile St. I dopiero gdy wjechali na trzypasmową E Marginal Way S, kierowca zmienił bieg i przyspieszył.

Image

Image
— Dzisiejszej nocy może to być trudne, Magistrze. Książę może chwilkę poczekać. Klan jest ważniejszy. Regent Weaver z kolei z pewnością przedstawi Panu mapę wpływów w Szmaragdowym Mieście. — Tymi słowami Carver nie tylko wskazał kogo uważa za ważniejszego względem siebie zwierzchnika, ale i też poniekąd zakończył temat. W jego głosie nie dało się wyczuć pogardy względem Doe. Być może dlatego, że Jane jeszcze nie zdążyła nadepnąć na odcisk Czarnoksiężnikom.
Samochód nie zwalniał. Minęli ulicę S Idaho St i przejechali z E Marginal Way S na Alaska Way Viaduct, cały czas jadąc prosto. Tylko tym razem byli w samym środku drogi — wjeżdżając na Alaska kilka samochodów skręciło w prawo, kilka w lewo. Większość jednak, podobnie jak ich BMW, jechało cały czas prosto. Dało się zauważyć nieznaczne wzmocnienie opadów; śnieg uderzał w szyby samochodów mocniej i częściej. Wciąż daleko byli od celu podróży, a jechali już ponad pół godziny.
— Niewiele, Magistrze. Rzadko bywam wśród innych Spokrewnionych, lecz słyszałem, że są dość… Problematyczni. Większość z nich zdaje się nie rozumieć powagi sytuacji; wojny Camarilli z Sabatem. Błądzą po omacku nie wiedząc, w którą stronę podążyć ani gdzie skierować wzrok. — Lehrer mówił bardzo powoli, spokojnie, jednostajnym tonem głosu.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 7277 Perimeter Rd S, King County International Airport

#7
Leopold ponownie skinął głową, przyjmując do wiadomości słowa osoby która przedstawiała się jako członek jego Klanu. Powracając spojrzeniem do przemijającego za szybą samochodu miasta, zaprzestał dalszej rozmowy. Zrozumiał, że będzie sam musiał przejść się po tutejszych Elizjach i poznać lokalnych neonatów. Dopiero potem będzie z nich mógł wysupłać tych, którzy będą nadawali się do tego, co miał w planach. Ale w międzyczasie musiał dowiedzieć się więcej o wewnętrznej polityce Camarilli w mieście, a w tym pomóc miał sam Regent. Z tego właśnie powodu, Leopold z nieukrywanym znużeniem oczekiwał aż wreszcie dotrą na tereny lokalnej Fundacji.
KARTA POSTACI: Leopold
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Niemiecki, Francuski, Mandaryński
Opis Postaci | 
?

Re: 7277 Perimeter Rd S, King County International Airport

#8
Image

Image
Carver nie drążył tematu. Nie podjął też rozmowy chociażby po to, by poznać nowo przybyłego Tremere. To mogło sugerować, że nie czuje potrzeby zawierania z nim znajomości ani nie interesuje się polityką, nawet tą klanową. Leopold mógł wysnuć własne wnioski na temat Carvera, ale jednego był pewien: Lehrer niewiele mu powie na tematy, które go interesują. Należał do specyficznych Spokrewnionych studiujących tematykę, której większość wampirów nie znała ani o niej nie słyszała. Nawet dla Czarnoksiężników temat był odległy… Mało było Kainitów spoza Tremere wiedzących o Carverze. Ale o tym, być może, Leopold przekona się w niedalekiej przyszłości.
Dalsza podróż minęła im w ciszy przerywanej odgłosami ulicy: kilka razy dało się usłyszeć karetkę, syreny policyjne znacznie więcej, a co bardziej zniecierpliwieni kierowcy raz po raz trąbili, jakby miało to pomóc w przyspieszeniu korku. Nadaremno jednak, bo nic to nie zmieniło. Tylko pogłębiło frustrację kilku osób. Nie stało się jednak nic, co wpłynęłoby na ich jazdę.
Przez większość dalszej podróży jechali Alaskan Way Viaduct, od której Leopold przez część drogi miał widok na Dumawish Waterway oddzielającej Greater Dumawish od Harbor Island. Wyspy zajętej przez Sabat i od tamtej pory niezbyt bezpiecznej dla Camarilli. Po niedługim czasie Harbor zniknęło mu z oczu na rzecz Elliott Bay. Minęli po drodze Seattle Art Musem z pewnością w jakiejś części należące do Toreadorów i Moore Theatre, którego co prawda Leopold nie mógł dostrzec będąc w samochodzie, ale przez chwilę byli bardzo blisko jednego z miejsc, które go bardzo interesowało — Elizjum. Wkrótce skręcili w Battery St i widok na morze zamienił się na aglomerację miejską. Kolejny skręt i tunelem wjechali na Aurora Ave N przecinając Denny Way. Po kilkudziesięciu minutach przecięli jezioro Lake Union jadąc przez Aurora Bridge i wjeżdżając na Lake Union, co oznaczało, że przejechali już znaczną część trasy. Niedługo potem przy Redi-National Pest Eliminators kolejny raz skręcili, w N Phinrey Way. Nowo przybyły Spokrewniony z pewnością miał już dość przedłużającej się jazdy, z pewnością więc z ulgą przyjął przyspieszenie przez kierowcę gdy wjechali w N 46 St, a następnie Market St. tym samym będąc już w Ballard. Po minięciu siódmego z kolei skrzyżowania, Carver wyprostował się.
(...)

| do Gabinetu Regenta Weavera
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE
Odpowiedz

Wróć do „Georgetown”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość