Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden (02,15,1999)

#31
Image
Image
Była skrzypaczką, na Boga!
Dłonie to jej instrument! Nie skrzypce, nie ten kawałek drewna z metalowymi strunami, bo to z właśnie z tego narzędzia potrafi wydobyć cudowne dźwięki, poruszające duszę. A teraz, w mroźną zimową noc, na krańcu miasta, w zasypanym śniegiem parku przymierza się do uderzenia pięścią. Lou wspomniał - wulgarnie, trzeba nadmienić - że nie obchodzi go ewentualne połamanie palców. Czy coś takiego mogło grozić wampirzycy? Zgodnie z zaleceniami wampira, zacisnęła pięść na kluczach. Metalowy kształt wbijał się nieprzyjemnie w skórę, ale faktycznie, wzmacniał dłoń, napinając wszystkie mięśnie.
- Śmiało. - wychrypiał Lou, zachęcając Michelle do ataku. Dla lepszego efektu uniósł nawet podbródek, niemalże prowokując dziewczynę do tego, by zaatakowała właśnie w szczękę a nie tak, jak mówił wcześniej. W krtań. Zmrużył nieco oczy, szykując się na atak, który ciągle nie nadchodził; mimo to Gangrel trwał w skupieniu, spięty, oczekujący, gotów do działania. Nie zamierzał się rozluźniać, chociaż kto wie... może wtedy lekcja zyskałaby dodatkową wartość edukacyjną, albo coś takiego?
Michelle uderzyła.
Cios był celny. Toreadorka trafiła mężczyznę w szyję, może nie idealnie w krtań, bo uderzenie dłoni wbiło się trochę z boku, ale był to detal, szczegół nie wart wspominania. Lou Sawyer zachwiał się mocno, a głowa odskoczyła mu do tyłu; do uszu albinoski dotarł obrzydliwy dźwięk miażdżonych tkanek. Nie uderzała mocno, nie miała też nadludzkiej siły, ba, trzymała tylko klucze w zaciśniętej pięści. Klucze, które - co było do przewidzenia - przecięły jej martwą skórę w paru miejscach, zostawiając wyraźne ślady.
Warknął rozwścieczony, a w jego oczach błysnęło coś niebezpiecznego. To znaczy w jednym oku, bo drugie cały czas nosiło ślady jakiejś niedawnej potyczki, podobnie jak kawałek twarzy. Podniósł niespiesznie ręce i pomacał szyję, sprawdzając, jak wielkie zniszczenia poczyniła MIchelle, lecz grymas na jego twarzy wskazywał na niezadowolenie. Sawyer potrząsnął głową, tak, jakby był zawiedziony.
- Myślałem, że tego nie zrobisz. Że stchórzysz i się poddasz. Miło mnie rozczarowałaś, Michelle, a zatem zasłużyłaś na kolejną lekcję. Atakuj całym ciałem, nie ważysz dużo, ale lepsze to niż nic... uderzaj z biodra. Bierz zamach ciałem i wyrzucaj przed siebie rękę, tylko nie trzymaj jej sztywno jak kij, bo może być tak, że pęknie jak zapałka. Uderzaj z ruchu ramieniem i barkiem. Daruj sobie haki, sierpy, ciosy podbródkowe i inne gówna, bierzesz zamach i przypierdalasz w pysk. - dokończył, cofając się parę kroków i demonstrując, co Michelle zrobiła źle. Gdzie popełniła błąd, co i jak mogła zrobić, by lepiej walczyć i przede wszystkim, mogła obserwować kogoś, kto zna się na bitce.
"Pokaz" trwał tylko chwilę, ale obserwowanie, jak Lou wymierza ciosu powietrzu i jak się porusza mogło sprawiać dziwną przyjemność.
Przywrócony post z 27.10.2018
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

#32
Była, owszem. Przede wszystkim, na pierwszym miejscu - jeszcze - była skrzypaczką. Potem zaczynał się konflikt, na którym czasami coś wychodziło na wierzch. Jak i teraz. Miała opory przed wyrządzeniem krzywdy, nawet w takiej sytuacji - wiedziała, że nie mogła na pewno zrobić mu takowej. Nawet nie sobie, nie swoim palcom - wiedziała, że cokolwiek teraz się stanie będzie mogła to wyleczyć tak, że nie będzie nawet śladu. Ale czy tak samo będzie mogła zrobić z tym, co stanie się na jej umyśle i sumieniu gdy będzie chciała zrobić wszystko, by uchronić tych na których jej zależy? Czy też może... Co gorsza... W pewnym momencie stchórzy i będzie ratować swoją skórę?
W tym wszystkim fakt kim była i co robiła przez większość swojego życia... Nie miało to takiego znaczenia. To było jej życie, ale ono nie miało aż takiego znaczenia. Tak chciała myśleć...
Intensywne myśli zalały jej głowę, podczas gdy była zachęcana na różne sposoby. Słowem i gestami - działał na nią jeszcze inny czynnik. Powinna to zrobić. Tego od niej oczekiwano. Nie chciała zawieść, zawalić, dać plamy - on sam chciał by ona to zrobiła! Jak tego nie zrobi... To po co właściwie tutaj przyszła? By marnować jego i swój czas? Nie powinna... Powinna... Nie powinna...
W końcu chyba coś w niej pękło. Wykonała cios, nie wiedząc nawet do końca jak - i od razu jak jej dłoń zaczęła się zagłębiać w szyi Lou zaczęła tego żałować. Nie musiała tego widzieć, wystarczał sam dźwięk. Skrzywiła się. Wycofała się też od razu gdy usłyszała warknięcie, na dwa albo nawet trzy kroki. Coś się pojawiło. Michelle domyślała się - wściekłość. A od niej do bestii była naprawdę krótka droga, zwłaszcza w przypadku tak dzikiego klanu jak Gangrel. Ale... Opanował się, co też widziała po ruchach. Nie wyglądał na zadowolonego, co od razu speszyło wampirzycę. Poczuła metaliczny zapach... Coś, co powinno się pojawić u śmiertelnika, ale nie u niej. Krew. Zerknęła na poharataną dłoń... Nie wyglądało to źle, ale i tak szybko to zagoiła.
Czuła się źle... Naprawdę źle się czuła z tym co zrobiła... Nie powinno to być konieczne, nie powinna w ogóle tego robić! Dlaczego w ogóle tutaj przyjechała... Musiała, wiedziała o tym, ale może... Może... Może...

Myślałem, że tego nie zrobisz. Że stchórzysz i się poddasz. Miło mnie rozczarowałaś, Michelle, a zatem zasłużyłaś na kolejną lekcję

To... To było miłe rozczarowanie? Że dopuściła się aktu przemocy? Że rzeczywistość wymaga od niej, by dopuszczała się takich czynów? Może dla niego, jako spokrewnionego i kogoś, kto miał tego nauczyć owszem, ale dla niej... Skup się! Potem będziesz płakać dziewczyno! Z Z biodra. Z ruchu ramienia i barku, byle nie za sztywno. Prosto.
Był nawet na tyle miły, że jej to pokazał. Jako artystka, której fach wymagał od niej naprawdę dobrego skoordynowania pracy swojego ciała... Mogła to docenić. On naprawdę wiedział co robi. Umiał walczyć. Jego ciało działało w dziwnej, ale naprawdę wydajnej synchronizacji. Jakby czymś takim oberwała... Ona... Wiedziała, że jest słaba. Dlatego tu była. Musiała być silniejsza, by w razie konieczności... Ostateczności...
Gdyby była śmiertelną - możliwe, że by się rozpłakała. Ale już widziała różne rzeczy. Różne rzeczy robiła. I jej dusza nosiła na sobie grzechy, które nawiedzałyby ją w koszmarach gdyby miała jakiekolwiek sny. Była młoda, ale i tak doświadczyła więcej niż przeciętny śmiertelnik. Co będzie za lat dziesięć, dwadzieścia, sto?
Musiała jednak na razie pracować, by do tego wieku dożyć. Odtworzyła sobie w myślach ruchy jakie wykonywał. Przyjęła pozycję taką, jaką ją ustawiał. Póki obraz był świeży, póki tutaj była - postarała się powtórzyć to co zrobił. Zastosować się do tego co mówił. Nic nie mówiła, bo chyba nawet nie o to chodziło tutaj. Ona była uczennicą, to nie ona miała mówić, chyba, że zapytana. Zresztą... czuła do siebie pewną odrazę. Nie chciała siebie teraz słyszeć.
Przywrócony post z 27.10.2018
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarną suknię, z gładkim torsem, bufkowanymi ramionami i falistym dołem. Na szyi, która normalnie przy tej spódnicy była odsłonięta, manałożoną półprezroczystą czarną "chustę" z eliptycznym fioletowym kamieniem pośrodku. Buty dość wysokie sięgające jej aż do połowy łydki, a gdyby to okazało się za krótkie - to miała do tego jeszcze rajstopy. Do chodzenia na zewnątrz miała ciemne futro oraz beret.

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden (02,15,1999)

#33
Image
Image
Przemoc była nieodłączną częścią świata, do którego przynależała albinoska. Zarówna ta fizyczna, oczywista i najbardziej - o zgrozo - widowiskowa, jak i ta znacznie bardziej subtelna i nie mniej straszliwa, będąca przemocą fizyczną. Wampiry lubowały się w przemocy. Wykorzystywały ją na różne sposoby; by osiągnąć swoje cele, by pokonać przeciwnika, by kogoś zastraszyć, by dać upust swym emocjom. Niektórzy całkowicie się jej oddawali, stając się zwykłymi potworami. Inni robili co tylko było w ich mocy, by nie poddawać się działaniu przemocy i zachować resztki człowieczeństwa.
A teraz Michelle z własnej, nieprzymuszonej woli wkraczała do świata cierpienia i krzywdy.
Bo nie miała wyjścia. Lou Sawyer chwilę temu zademonstrował dziewczynie, jak ma się poruszać, jak atakować, co robić by skutecznie komuś dokopać, mówiąc wprost - i teraz z miną wykrzywionego grymasem lekkiego uśmiechu kiwnął głową, widząc postęp. Mould szybko łapała o co chodzi. Jak już zostało wspomniane, miała opanowaną koordynację oko-ręka. Wiedziała co i jak. Obserwował więc, jak nieumarła powtarza jego ruchy i, w razie konieczności, znów się do niej przysunął i kierował jej ciałem niczym lalką.
- Jesteś trupem. - oznajmił nagle. - Nie bój się z tego skorzystać. W starciach ze śmiertelnikami, jeśli jakiś idiota spróbuje cię udusić, pozwól mu. Ból jest tylko wspomnieniem minionego życia, pamiętaj. Jeśli dostaniesz kulkę w czerep, albo ktoś wbije ci kosę w żebra, to gwarantuję ci, każdy żywy facet narobi w gacie i nie będzie chciał dalej walczyć. No, ewentualnie wpadnie w panikę i zacznie tłuc na oślep, ale mniejsza z tym.- mówił dalej, nie przestając poprawiać postawy Michelle. Choć był brutalem i dzikusem, to nie naciskał, nie wykonywał gwałtownych ruchów. Były stanowcze, to prawda, mocne i wyraźne, ale na swój sposób i delikatne.
- Dostaniesz wpierdol. - dodał po chwili tonem znawcy. - Nie unikniesz ciosów, ran. Korzystaj i z tego. Jeśli zobaczysz, że ktoś robi zamach i chce przywalić ci w nos, to zrób krok w jego kierunku. Nie rób takiej miny! Skrócenie dystansu i wystawienie się do ciosu może brzmieć jak pieprzenie Malkavian, ale w ten sposób nie dość, że zaskoczysz swojego przeciwnika, to jeszcze jego uderzenie straci na sile. Zapamiętaj, w starciu z żywymi wszystko, co zrobisz, musi ich boleć. Wal w krtań, w oczy, w wątrobę, w krocze, w piszczel, kurwa, nawet i nadepnij obcasem na stopę. Pytania? - odsunął się i wzruszył ramionami. Wszystko, co mówił, brzmiało tak oczywiście, normalnie i naturalnie... zbyt naturalnie.
Przywrócony post z 27.10.2018
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

#34
Była w tym jakaś sztuka. Koordynacja, która przecież również występowała w trakcie gry na instrumencie. Tam też czuła to właściwie całym ciałem i sobą, chociaż tak naprawdę działały tylko pewne partie mięśni. Tu jednak musiała dać z siebie wszystko. Przemoc fizyczna była pełna energii. Psychiczna... Psychiczna natomiast ją zabierała. Można było się zastanowić - do jakiego stopnia ona się jej dopuściła w swoim żywocie? Planowała rzeczy, które... Które uważała za złe. Ale były niezbędne. Mimo to czuła się źle z tego powodu, i chciała... Zrekompensować te nieprzyjemności. Tylko jak bardzo będzie musiała sama się przy tym zdegradować, albo przynajmniej... Jak bardzo będzie to uciążliwe?
I przede wszystkim... Jak Phillip zareaguje na wieść, że ona tak naprawdę od dawna nie żyje? Kiedyś to w końcu wyjdzie na jaw. Takie miała przeświadczenie... A co, jeśli Selma się dowie? I to w sposób który bezpośrednio jej zaszkodzi?
Na razie była parę razy poprawiana, czyli nie wykonywała tych rzeczy perfekcyjnie, ale była do takich poprawek trochę przyzwyczajona. Jak zaczęła traktować ten dotyk jak coś podobnego przy jej pierwszych lekcjach gry na skrzypcach - przestały ją tak krępować. Acz wtedy była znacznie młodsza. Dostała potem rady, które może i były prawdziwe... Ale raz - były skrajnie makabryczne. Po drugie - nie pomogą w ochronie tego, co ona chciała chronić... O czym on nie wiedział. Ale też nie mogła mu się bezpośrednio przyznać. Po trzecie... No właśnie... Najpierw jednak wysłuchała go do końca. Już sam fakt, jakie to było dla niego normalne i naturalne mogło przyprawiać o ciarki, i gdyby ona miała takie subtelne odruchy jak śmiertelnik to by je pewnie miała. Raz musiała na niego spojrzeć dość... Wymownie.
Ale przyszedł ten moment. Teraz to była jej kolej na powiedzenie tego, co myślała. Nie wszystkiego - samych najważniejszych rzeczy. I było to ważne, może nawet najważniejsze...
-Cały czas Pan mówił o... Śmiertelnych-Minimalnie jej wzrok nabrał wyrazu, zdecydowania. Można było odnieść wrażenie, że dopiero teraz przechodziła do meritum. Jakkolwiek te rady były ważne, nie obejmowały tego czego się najbardziej obawiała-A co z... Innymi spokrewnionymi... Z Sabatem. Zaczyna się konflikt. Nikt nie wie co się będzie działo. Do czego może dojść. Jakie będą ofiary... To wszystko jest ważne, i jestem wdzięczna, ale na nic to się zda wobec kogoś, kto wie o naszym... stanie-Szybko jednak to zdecydowanie straciła. Mogła jednak mówić składnie, poprawnie, z jakąś pewnością siebie. Tylko w takich momentach, gdy naprawdę jej na czymś zależało i to było ważniejsze niż to, co ktoś o niej pomyśli. Ale tylko na moment.
-...ucieczka... Jest wyjściem... Ale... Chodzi mi o czas... O zyskanie czasu... Bym mogła... COŚ uratować...-To wrażenie. Nawet w jej ustach brzmiała nadzwyczaj naiwnie. Jeżeli Sabat będzie chciał zaatakować, to albo będzie to zdezorganizowane, albo tak precyzyjne że żadna obrona nie da rady. Ale... Może się myli, może jest szansa?
Przywrócony post z 27.10.2018
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarną suknię, z gładkim torsem, bufkowanymi ramionami i falistym dołem. Na szyi, która normalnie przy tej spódnicy była odsłonięta, manałożoną półprezroczystą czarną "chustę" z eliptycznym fioletowym kamieniem pośrodku. Buty dość wysokie sięgające jej aż do połowy łydki, a gdyby to okazało się za krótkie - to miała do tego jeszcze rajstopy. Do chodzenia na zewnątrz miała ciemne futro oraz beret.

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden (02,15,1999)

#35
Image
Image
Co się naprawdę działo w umyśle Mould - w jej duszy - wiedzieć mogła tylko ona sama. Z natury była osobą nieśmiałą, delikatną i wycofaną, skupiającą swą uwagę na rzeczach zupełnie obcych i nie mających sensu dla większości Spokrewnionych. A mimo to stała w zalesionym parku i uczyła się, jak poprawnie się bronić, jak wykorzystywać atuty swego martwego ciała. Jak być wampirzycą, można powiedzieć. Ale to ciągle było mało... poruszyła więc pewien problem. Sawyer zareagował od razu, odstępując od niej. Zwiększył dystans, zatrzymując się krok, może dwa przed albinoską.
Wsparł dłonie na biodrach i, znów tym samym psim gestem, przekrzywił głowę. Słuchał jej, nie przerywał ani nie kwestionował wypowiadanych słów, tylko cierpliwie czekał, aż Michelle wszystko z siebie wyrzuci. Choć był chamskim i gburowatym dzikusem (a nawet Dzikusem), to był w miarę dobrze wychowany. No, do ideału było mu bardzo, bardzo daleko, ale hej, dobre i to.
- Bez urazy Michelle, ale gówno znaczysz. W sumie to nic o tobie nie słyszałem, a to znaczy, że jesteś zbyt młoda i zbyt mało ważna. Sabat nie będzie się tobą interesował, mając pod ręką Malkavian i Gangreli. Wbrew temu co może ci się wydawać, te pijawki z Sabatu nie są wcale takimi tępakami. Nie będą ryzykować posłania sfory za jedną, młodziutką wampirzycą. Prędzej poślą zgraję debili młodszych i bardziej zielonych od ciebie, wierz mi. - mówił to wszystko z ogromną pewnością siebie. Może i miał rację?
Wskazał ręką na zaśnieżony park dokoła.
- Mówię o śmiertelnikach, bo żywych jest więcej niż martwych. W całej tej okolicy, jak okiem sięgnąć, jesteśmy tylko my. Nie ma tu innych wampirów, a przynajmniej nie udało mi się żadnego znaleźć. Albo potrafi się doskonale kryć, albo faktycznie Spokrewnionych nie ma tak wielu. Jeżeli jednak będziesz musiała walczyć z jednym z nas... wykorzystaj swoją krew. Przypomnij mi, jesteś jedną z Toreadorów? Tremere? Ventrue? - przespacerował się tu i tam, przy rozłożystych, acz sięgających ledwo do kolan kolczastych krzewach. Dopiero potem zadał bardzo zasadne pytanie; nie wiedział przecież, z jakiego klanu wywodzi się Michelle.
Przywrócony post z 28.10.2018
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

#36
Aż dziwne, że przy tym co jej potem powiedział nie przerwał jej w żadnym momencie. Może jednak nie wszystkie plotki o Gangrel były prawdziwe? Albo też nie dorobiłby się takiego szacunku... I nie byłby polecony jako nauczyciel gdyby był po prostu nieco bardziej inteligentną bestią. Był stosunkowo cierpliwy jak na to czego mogła się po nim spodziewać, acz dalej miał pewne zachowania... Trochę dalekie od tego co słyszała o etykiecie. Ale nie było źle. Tylko trochę jej wzrok opadł gdy tak dosadnie został ujęty jej status. Była bardzo daleko od obrażanie się o taką oczywistą prawdę - po prostu sposób ujęcia działał na nią jak zacięcie papierem.
Zgraja nie zgrają, dalej są nieśmiertelnymi. Ale może udałoby jej się i tak jakoś chociaż ewakuować... Ale dopóki nie będzie się aż tak wychylać, to może faktycznie będzie bezpieczna? Może miał rzeczywiście racje gdy mówił, że należałoby się skupić na śmiertelnikach? Z nimi w końcu, jeżdżąc nocami z Selmą będzie miała największy kontakt. Musiał wiedzieć o czym mówi, czuła to w jego głosie. Był naprawdę znacznie bardziej doświadczony od niej samej, i w jej spojrzeniu, które w końcu się podniosło nie było żadnego powątpiewania. Słuchała go uważnie i z szacunkiem na jaki zasługiwał jako starszy już łowca.
Tym razem to on zadał pytanie, w sumie zasadne. Nie mówiła mu przecież z jakiego klanu pochodzi, a Hooka o takie rzeczy mógł poprosić właściwie każdy, kto znajdował się w Elizjum. Nie wahała się - zbyt długo, znaczy się.
-Toreador... Klan Toreador... Znam podstawy dyscyplin...-I podstawy były dobrym słowem. Zostało jej to zaprezentowane, ale w swoim nie-życiu do tej pory w zupełności to wystarczało. Ale wtedy nie była sama, była w koterii. Miała pewna role którą lepiej albo gorzej wykonywała. Teraz była zdana na siebie. Musiała nadrobić zaległości
-Jeszcze... Widziałam Pana spojrzenie... Jak Pan dotykał krtani... Jak, um... Poprawić siłę?-Zadała to pytanie z pewnym przestrachem. Wiedziała aż za dobrze jak słabą fizycznie była osobą za życia, i tak naprawdę niewiele się to zmieniło gdy została martwą. D tej pory było to jakimś pocieszeniem - że może jak straci nad sobą kontrole to nie wyrządzi zbyt dużych szkód - ale w sytuacji obronnej mogło to być ważne-Jestem... martwa. Nie przybędzie mi, uh, mięśni... masy...
Juz i tak było ustalone, że tak naprawdę była tylko minimalnie lepsza od żółtodzioba, który jeszcze nie został wypuszczony z gniazda. Więc nie krępowała się z tego rodzaju pytaniami... Bardziej niż zwykle.
Przywrócony post z 28.10.2018
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarną suknię, z gładkim torsem, bufkowanymi ramionami i falistym dołem. Na szyi, która normalnie przy tej spódnicy była odsłonięta, manałożoną półprezroczystą czarną "chustę" z eliptycznym fioletowym kamieniem pośrodku. Buty dość wysokie sięgające jej aż do połowy łydki, a gdyby to okazało się za krótkie - to miała do tego jeszcze rajstopy. Do chodzenia na zewnątrz miała ciemne futro oraz beret.

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden (02,15,1999)

#37
Image
Image
- Toreador. - powtórzył, kiwając lekko głową. - Niech no pomyślę... w zamyśleniu potarł nieogolone policzki, zastanawiając się nad czymś głęboko. Nie odzywał się przez dłuższą chwilę; znów zaczął krążyć po najbliższej okolicy, wydeptując w śniegu chaotycznie ścieżki. Opadające leniwie płatki śniegu nie nadążały z zasypywaniem; Gangrel chodził tam i z powrotem, tak bardzo przypominając jakiegoś kundla nie mogącego sobie znaleźć miejsca. Straszliwa rana na twarzy lśniła złowrogo w słabym świetle, ale - o dziwo - nie wyglądała tak źle jak kilka chwil temu.
Chyba się goiła.
Zatrzymał się w końcu. Kucnął i zaczął coś kreślić na śniegu; nie było to nic konkretnego, ot, zwyczajne gryzmoły, bezkształtne wzory, kreski, kropki. Robił to, by zająć czymś ręce. Nie mógł usiedzieć w miejscu. Musiał coś robić, a rozmowa - choć zajmująca, ciekawa i przede wszystkim ważna - nie wystarczała dla jego dzikiej i wściekłej natury. Wampiry były do siebie podobne, ale różniły się szczegółami... och, jakże się różniły!
- Swoją siłę, zwinność i wytrzymałość możesz... albo raczej powinnaś... wzmacniać krwią. Skup się na niej i zacznij nią kierować, to wymaga wprawy, ale efekty są zadowalające, bo w twoich żyłach nie krąży już zwyczajna krew, Michelle, to vitae pełna gównianego przekleństwa, którego się nie da wytłumaczyć. Widziałem, jak Parker przebił pięścią betonowy mur. Byłem świadkiem, jak banda gliniarzy opróżniła całe magazynki próbując ustrzelić Camerona, ale nie trafili w nic prócz powietrza, a ten pieprzony dupek tylko się śmiał. Rozumiesz, o co mi chodzi? Masz w sobie moc, której istnienia nawet nie podejrzewasz. - zaczął powoli, opierając się na przykładach wampirów starszych, potężniejszych i po prostu znanych.
- Jako Toreadorka możesz korzystać z akceleracji. Nie znam się za bardzo na... cholera, jakby to powiedzieć... na stronie technicznej, bo widziałem tylko efekty. Chodzi mi o to, Michelle, że dzięki akceleracji możesz zapieprzać jak wkurzony zając. Możesz być szybsza i zwinniejsza, co z kolei może się przełożyć na zwycięstwo w starciu lub jego uniknięcie. Daruj sobie siłę, skoro możesz wbić komuś kołek w serce zanim ten się zorientuje co się dzieje. - Lou Sawyer podszedł do sprawy taktycznie. Chociaż powiedział, że można "pobudzić" vitae do poprawienia swego stanu fizycznego, to jednak przestrzegał przed zawierzaniem samej krwi. Dla lepszego demonstracji uniósł dłonie na wysokość twarzy i w ciągu chwili zamienił swoje palce na długie, grube i zakrzywione pazury, bez wątpienia zdolne rozszarpać ciało.
Uśmiechnął się.
Przywrócony post z 28.10.2018
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

#38
Czy to naprawdę było... Um, takie kłopotliwe? Przynajmniej kwestia jej klanu... Sama wiedziała, że jedna rzecz którą umiała mogła być naprawdę śmiercionośna. Potrafiła poruszać się w naprawdę niezwykle sprawny i szybki sposób. Nie mogła tego za często używać - było to naprawdę niebezpieczne dla maskarady - ale wiedziała, że potrafi. Mogła się przyjrzeć przy tym Lou trochę bliżej. Bardziej - był niespokojny. Był półdziki. Coś było w tym jednak... Pewien rodzaj godności. Czy to była ta kwestia, um... Ta aura starszych? Poza tym... Te rany chyba niedawno się pojawiły. Dziwne, że nie mógł ich zaleczyć od razu... Co też mogło je spowodować? Wiedziała, że swoich drobnych blizn na ciele z czasów, gdy jeszcze była żywa nie mogła zaleczyć w żaden sposób, więc te musiały się pojawić jakiś czas temu...
Opisywał jej sytuacje. Rzeczy o których wiedziała, ale bardzo rzadko korzystała. Nie było takiej potrzeby... za często. Bała się tego co mogłoby się stać gdyby przesadziła. Gdyby cała krew jaką ukradła innym nagle odpłynęła z niej, a ona poczułaby okropny głód. Bała się siebie zobaczyć w takim stanie, jako potwora którym była - ale jej skorupa pozwalała o tym chociaż na chwilę zapomnieć. Nawet przyglądanie się temu co ten Gangrel tworzył na śniegu, chociaż nie widziała w tym większego sensu. Chciała zapomnieć, ale jedyne, co jej na to pozwalało było częścią tego od czego najchętniej by uciekła.
Ale nie może też ciągle uciekać. Chociaż czasami to jedyne rozwiązanie... Kiwnęła głową. Rozumiała. Nie chciała do tego sięgać, ale jeżeli będzie trzeba...
Miała cały czas przed oczami sytuację gdzie ją poniosło. Nie chciała tego zrobić - ale zrobiła. Miała krew na rękach. I tej nocy miałaby ją znowu gdyby się w porę nie opanowała...
Na moment jednak przerwała rozmyślania. Zobaczyła coś i trudno było jej uwierzyć w to co widziała. Wielkie pazury, ot tak, wyrosły zamiast palców tego spokrewnionego. Jeszcze ten uśmiech... Lekko wybałuszyła oczy. Nie... Nie chciałaby mieć możliwości używać czegoś takiego. Użycia tego w momencie gdy nie panowała nad sobą zupełnie... Ale perspektywa tego, co można tym zrobić...
-Ja... Rozumiem... T-tak myślę...-Leciutko się odchyliła do tyłu. Nie chciałaby czymś takim dostać, tyle wiedziała. Tym bardziej ją to motywowało, by w żadnym wypadku nie odmówić temu spokrewnionemu przysługi gdyby tylko o nią poprosił. Pomijając samą przyzwoitość... I honor jej mistrzyni...
-Um... Ja myślę... Ja... Może to przećwiczę... Chyba tak będzie dobrze... Um... W razie czego... Mogę pisać?-Zdawało się, że lekcja była krótka ale treściwa. Zresztą, chyba jej wystarczy. Co więcej może jej powiedzieć czy pokazać? Na razie musiała sama popracować... Chyba... Miała dużo pracy przed sobą.
Przywrócony post z 28.10.2018
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarną suknię, z gładkim torsem, bufkowanymi ramionami i falistym dołem. Na szyi, która normalnie przy tej spódnicy była odsłonięta, manałożoną półprezroczystą czarną "chustę" z eliptycznym fioletowym kamieniem pośrodku. Buty dość wysokie sięgające jej aż do połowy łydki, a gdyby to okazało się za krótkie - to miała do tego jeszcze rajstopy. Do chodzenia na zewnątrz miała ciemne futro oraz beret.

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden (02,15,1999)

#39
Image
Image
Może jednak Mits nie byłby takim złym wyborem...
- Och, możesz, oczywiście, zwykle szybko odpisuję. - odparł Lou wzruszając ramionami. - Ćwicz w każdej możliwej, wolnej chwili. Mówiłaś, że grasz na skrzypcach, więc powinnaś doskonale wiedzieć, jak przydatna bywa praktyka. Teorię masz chyba opanowaną, więc nie bój się wcielać jej w życie, Michelle. - zgodził się na ewentualny, późniejszy kontakt. Potrząsnął też głową w zwierzęcy, niemożliwy do podrobienia sposób, pozbywając się nielicznych płatków śniegów; był w końcu trupem, śnieg nie topniał, tylko zbierał się gromadą na jego włosach i skórze.
Widok dzikiego wampira, gotowego do walki, nie był rzeczą przyjemną. Sawyer nie był może przystojny, miał dość niekonwencjonalną urodę, ale brzydalem bez wątpienia nie był - mimo to rana szpecąca jego twarz mogła powodować nieprzyjemne odczucie grozy i przerażenia. To, w połączeniu z pazurami, tylko potęgowało te wrażenie. Lou chyba zrozumiał, co się dzieje, bo choć nie pozbył się swej naturalnej broni, to złączył dłonie za plecami. Usunął je z pola widzenia Mould. Drobny gest, ale cieszy.
- Mógłbym się teraz na ciebie rzucić. Mógłbym spróbować rozpłatać ci gardło albo wypatroszyć brzuch. To jest łatwe, wystarczy tylko wbić szpony i mocno szarpnąć, a wszystko, co musiałabyś zrobić, to uniknąć mojego ataku. Masz nade mną przewagę jako Toreadorka, możesz się poruszać szybciej i sprawniej, zwinniej i delikatniej niż ja. Spróbujemy? - zakończył pytaniem, wyciągając ramionami zakończone śmiertelnie niebezpiecznymi pazurami w stronę albinoski. Proponował jej kolejną lekcję. Brutalną, niebezpieczną i przerażającą, ale nade wszystko sensowną. Sawyer był gotów zaryzykować uszkodzenie jej nieumarłego, zimnego ciała. Oczywiście, jeśli Michelle będzie tego chciała.
Jeśli nie - odpuści. Lou nie wydawał się być gościem, którzy z rykiem rzuci się na swojego rozmówcę.
Przywrócony post z 28.10.2018
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

#40
Działały tu zwyczajne odruchy. Drugi łowca, znacznie potężniejszy od niej pokazał pazury - dosłownie. Takie coś mogło nawet ją zmasakrować, i to w bardzo bolesny sposób. Była to broń wampira, nie miała pojęcia jakie właściwości mogła mieć. Wystarczyłoby jedno uderzenie - następne byłyby już znacznie łatwiejsze do wyprowadzenia, a jej pozostałaby jedynie ślepa ucieczka. Nawet auto mogłoby jej nie pomóc. A praktyka... Nie była przydatna. Była niezbędna, cały czas by utrzymać odpowiednią formę, o szansie rozwoju nawet nie wspominając. Przy tym wszystkim nie zauważała, jak płatki również na niej zaczynały się zbierać.
Usunięcie pazurów tylko trochę uspokoiło albinoskę. Ona dalej wiedziała, że tam są. Sama ta świadomość była dość przerażająca, a fakt, że mogły się one po raz kolejny pojawić - tym bardziej. On o tym wiedział, i podziałał na jej wyobraźnię w wystarczający sposób, by spotęgować poczucie zagrożenia. Ona naprawdę znała swoje miejsce i słuchała go uważnie. Chyba nawet w pewnych momentach za bardzo. Ale to ostatnie słowo sprawiło, że w środku przez moment chciała zrobić dokładnie to, co chyba powinna - uciec. Jak on ją trafi to zostanie zmasakrowana - wiedziała o tym. Zwykłego człowieka by to zabiło, ale i na niej by się to odbiło bardzo nieprzyjemnie - o garderobie nie wspominając... Skąd w ogóle taka głupia myśl!
Ale pomimo zastygnięcia wiedziała też, że jak stąd odejdzie to również nie będzie miała taryfy ulgowej, chociaż przez moment miała nadzieję, że jednak je ukradkiem wycofał za plecami... Ale nie. Może właśnie w ten sposób przychylał się do jej prośby - chciał pokazać co robić z innymi spokrewnionymi. Sam mówił, by korzystać z krwi, z przekleństwa które w niej płynie. Poza tym... Jak teraz stchórzy... Czy nie stchórzy również gdy będzie to naprawdę ważne?
Nie oddychała. Albo ten oddech, charakterystyczny dla niej był tak płytki, że nie było go widać. Przyjęła pozycję którą ćwiczyli - może nie była idealna w tej sytuacji, ale powinna chyba z takiej wychodzić. Widać było w jej oczach, że czaiła się tam obawa - ale miała na tyle dużo motywacji, by z nią walczyć... Z bestią, której przede wszystkim chodziło o przetrwanie również. A to była jedna z tych sytuacji narażającej ją na niebezpieczeństwo. Całkiem duże zresztą.
Z pewnym ociąganiem ale kiwnęła głową na tą propozycję. Od razu potem skupiła się na przyspieszeniu swojego ciała. Akceleracja - zwykłe wzmocnienie się krwią mogłoby nie wystarczyć, zresztą, nie umiała tak sprawnie nią operować by w tak krótkim czasie zrobić jedno i drugie. Chociaż jeśli będzie miała czas...
...Była przeklętą bestią. Ale do cholery, niech chociaż coś pożytecznego z tego wyniknie! Nie wiedziała w jaki sposób zaatakuje, ale nawet jeśli był naturalnie od niej szybszy, to jej dyscyplina, nawet tak nierozwinięta jak jej powinna wyrównać trochę pola. Nie chciała robić niczego nadzwyczajnego czy specjalnego - ot, wycofać się spod ataku Gangrela, jak najdalej od niego. Zwiększyć dystans, by ten musiał wręcz do niej podbiec by wykonać następny, o ile to planował. Nie mogła tego wykluczyć.
Tak naprawdę wszystko co potem się działo to kwestia reakcji - jeżeli będzie chciał pchnąć, to najlepiej będzie chyba... uskoczyć w stronę do zewnętrznej części pazurów? Wtedy nie pociągnie ich, a nawet jeśli się odmachnie na odlew - to szkody będą mniejsze. Jeżeli się zamachnie, to będzie musiała się uchylić - jeżeli będzie za blisko, albo wycofać do tyłu, jeśli będzie szansa uniknięcia tego w ten sposób. Musiała naprawdę uważnie przyglądać się jego ruchom by w jakiś sposób wcześniej przewidzieć co zamierza zrobić - w jaki sposób się porusza... Ale to Gangrel. Doświadczony. Może... Może czegoś próbować.
Wszystko po to, by dać jej lekcje. Co by się jednak nie działo - zamierzała po uniku, albo jako część uniku wycofać się od niego. By ewentualny następny atak nie był taki prosty.

Jeden punkt krwi wydany na akcelerację na przyspieszenie prędkości ruchu. Jeżeli starczy czasu przed atakiem - drugi punkt krwi na zwiększenie zręczności o 1
Przywrócony post z 29.10.2018
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarną suknię, z gładkim torsem, bufkowanymi ramionami i falistym dołem. Na szyi, która normalnie przy tej spódnicy była odsłonięta, manałożoną półprezroczystą czarną "chustę" z eliptycznym fioletowym kamieniem pośrodku. Buty dość wysokie sięgające jej aż do połowy łydki, a gdyby to okazało się za krótkie - to miała do tego jeszcze rajstopy. Do chodzenia na zewnątrz miała ciemne futro oraz beret.

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden (02,15,1999)

#41
Image
Image
Gdzieś zawył rozpaczliwie bezpański pies. Albo kojot. Ewentualnie wilk, ale nie był to nic, co mogłoby zwrócić szczególną uwagę Gangrela. Sawyer co prawda ściągnął brwi, słysząc niemalże bolesne wycie, ale nie zareagował w żaden konkretny sposób. I Michelle, i on nie mieli odwrotu. Nie mogli stchórzyć, nie nie mogli też stać bez ruchu i oczekiwać nie wiadomo na co. Trzeba było działać.
Mould musiała coś zrobić, a mrucząca gdzieś na samym dnie jej duszy Bestia była cichym ostrzeżeniem, że choć to wszystko było - w teorii - przyjacielskim sparingiem, to nie wolno lekceważyć przeciwnika. Albinoska zaczęła wprowadzać w życie usłyszane chwilę wcześniej słowa Gangrela. Przyjęła najlepszą możliwą postawę. Obserwowała. Skupiała się na wzmocnieniu swego martwego ciała krwią. Bardziej gotowa być nie będzie, zwłaszcza, że Sawyer był na tyle uprzejmy że poczekał aż wampirzyca się przygotuje. To w końcu miała być lekcja, a nie próba zniszczenia Spokrewnionej.
Widziała, jak Lou wyciąga szeroko ręce i pochyla się nieznacznie do przodu, szykując się do szarży. Odległość dzieląca wampiry nie była specjalnie duża, ale Lou i Michelle nie stali też niebezpiecznie blisko siebie. Albinoska miała jednak pewną przewagę - widziała, jak Gangrel porusza się trochę wolniej, niż należało się spodziewać. Płatki śniegu, już i tak leniwie opadające, zdawały się wisieć w powietrzu trochę dłużej, niż zwykle. Długie włosy Spokrewnionego również falowały niespiesznie na słabym wietrze, niesione pędem. Zakończone ostrymi, zagiętymi pazurami dłonie wyglądały śmiertelnie groźnie; wystarczył jeden rzut oka, by Bestia nieustannie towarzysząca Mould poruszyła się niespokojnie.
[A potem... potem było już po wszystkim.
- Nie było tak źle. - odezwał się nagle Sawyer, zatrzymując się obok Michelle. Uniósł do góry prawą rękę i przez chwilę przyglądał się kawałkowi materiału. Bawełniany sweter, mniej więcej na wysokości tych paru żeber nie łączących się z mostek, był rozdarty. Na bladej jak śnieg skórze dziewczyny na całe szczęście nie widniała żadna rana. Szpony Gangrela ominęły jej martwe ciało, czy też może raczej - to Michelle zdążyła się odsunąć w ostatniej chwili, tracąc tylko kawałeczek swetra. Sawyer zdjął z pazura kłębek nici i, pozbywając się już broni, z zaciekawieniem się im przyglądał obracając nici między palcami.
- Ale na przyszłość nie wahaj się. Dobrze Mogłaś też ruszyć w moim kierunku, by się ze mną zderzyć. Może, gdybyś miała szczęście, zdołałabyś mnie przewrócić, a wtedy w ogólnym zamieszaniu byłaby szansa na ucieczkę. Lepsze to, niż pchanie się w walkę... swoją drogą, zawsze staraj się myśleć o kilka kroków do przodu. Szukaj drogi wyjścia, w razie czego nie stawaj plecami do ściany, bo wtedy prosisz się o zgon. Wyjątkiem są Spokrewnieni atakujący zmysły i umysł, tutaj tylko silna, niezmącona niczym wola może pomóc. - wampir podniósł fragment jej swetra i powąchał, po czym wepchnął nici do kieszeni. W międzyczasie dzielił się kolejnymi wskazówkami i radami, jednocześnie oznajmiając ponurą prawdę; w starciu z Ventrue lub Malkavianami za wiele szans nie było. Liczyła się wola, lecz czy Michelle miała wystarczająco silną wolę?
Gdzieś znowu zawył pies.
Przywrócony post z 29.10.2018
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne
 →
  →
"R E M E M B E R, W H E R E V E R W E G O,  I T I S T H E B L O O D O F C A I N E W H I C H M A K E S O U R F A T E"

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

#42
Napięcie dało się kroić nożem. Może dla... Nie, dla niego też nie było to niczym lekkim. Był łowca, i każdy atak był wykonywany w określonym celu. Tylko jego jeszcze istniejąca ludzka świadomość pozwalała jej żyć, i z każdym momentem coraz bardziej zbliżali się do tej granicy, która dzieliła ich od opanowania do zwierzęcia. Może on był ku temu bliżej, ale ich bestie były tak samo dzikie. Wiedziała, że musiała wziąć to całkowicie na poważnie. I tak też zrobiła, podejmując wszelkie kroki by wyjść z tego cało.
W spowolnionym świecie wszystko było jakby piękniejsze. Ten krajobraz kojarzył jej się ze śniegową kula, co z kolej przywodziło na myśl inne skojarzenia. Święta. Dzieciństwo. Beztroska. A wszystko to wykrzywione dźwiękiem i obrazem, który nakazywał jej podjąć próbę przeżycia. Nie ruszy się - gorzko tego pożałuje. Coś jakby nią samą pokierowało w bok, uchylając się ledwo przed ostrymi jak żyletki pazurami.
I koniec. W prawdziwej walce byłoby ku temu daleko. Sama Michelle była w szoku, że pomimo włożonych wysiłków tylko ledwo udało jej się uskoczyć. A z drugiej strony czuła ulgę, że w ogóle jej się udało. Nie mogła nie podziwiać... A z drugiej strony obawiać się jak ognia siły jaką reprezentował ten Gangrel, oraz zdolności panowania nad sobą jeżeli było to konieczne. Szacunek oddawany przez Hooka był w pełni uzasadniony...
...Ale lubiła ten sweter...
-Um... Szczęście... Tak...-Sam fakt, że Michelle zgodziła się na to był wyrazem dość dużego wysiłku psychicznego. Normalnie unikająca jakiejkolwiek konfrontacji dziewczyna dawała z siebie wszystko, by wyciągnąć jak najwięcej z tego spotkania. Wahała się, owszem, ale... To robiła całe życie. Ale fakt, tutaj się liczyły chwile. Gdyby nie to wahanie możliwe, że uratowałaby sweter. A co, jeśli w miejscu swetra będzie żywa istota?
...Zachował jego kawałek. Kto wie, może po to, by w razie czego ją wytropić? Nie było takiej potrzeby... Według niej była naprawdę słowna. Ale... Czy miała dość siły woli? Musiała mieć. Jak inaczej uchroni siebie i innych? Musiała... Nie było innego wyjścia. Ale jak przy tym zachować to, co jeszcze kiedyś czyniło ją człowiekiem? W tej brutalnej rzeczywistości, gdzie każdy błąd był najsurowiej karany przez nią samą?
Michelle zapięła płaszcz. Kiwnęła głowa na znak, że zrozumiała co się do niej mówiło. Ostatecznie ją pochwalił. To chyba dobrze wróżyło na przyszłość? Nie była może idealna, ale dlatego właśnie tu była...
-Mam tyle do zrobienia... Ale to jest ten czas...-Musiała być przydatna. W jakiś sposób... Musiała mieć jakieś zaplecze. Musiała COŚ sobą reprezentować. Już nie miała ochronnego klosza swojej sire. Teraz... Była zdana na siebie. Na wieczną walkę pomiędzy przetrwaniem, a zachowaniem siebie.
...Co podsunęło jej myśl.
-Na tę noc... Um... Czy... Chyba na tę noc wystarczy...-Dziewczyna spróbowała się uśmiechnąć, ale i jej był dość dziwny. Jak w przypadku Lou był wykrzywiony w zwierzęcym grymasie, tak u niej z miejsca był przepraszający. Nie chciała nikogo urazić. Nie chciała sprawiać problemów. Nie chciała-Jeszcze tylko... Tak pomyślałam... Czy... Zna się Pan może... Um, w Chicago miałam znajomego... Całkiem dobrze otwierał zamki... Um...-Chciała coś jeszcze dodać, ale nie było potrzeby. Poza tym bała się, czy czasem o za dużo nie prosi. Jednak zaraz potem się właśnie z tego powodu wycofała-Albo nie, przepraszam, już Pan wystarczająco dużo dla mnie zrobił, jestem wdzięczna! I... Um... Oczywiście... gotowa to... okazać-Ta mniej przyjemna część. Czek inblanco. O cokolwiek ją poprosi, będzie zobligowana by to zrobić. I będzie mogła mieć tylko nadzieję, że nie będzie to coś absolutnie okrutnego...
Przywrócony post z 29.10.2018
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarną suknię, z gładkim torsem, bufkowanymi ramionami i falistym dołem. Na szyi, która normalnie przy tej spódnicy była odsłonięta, manałożoną półprezroczystą czarną "chustę" z eliptycznym fioletowym kamieniem pośrodku. Buty dość wysokie sięgające jej aż do połowy łydki, a gdyby to okazało się za krótkie - to miała do tego jeszcze rajstopy. Do chodzenia na zewnątrz miała ciemne futro oraz beret.

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden (02,15,1999)

#43
Image
Image
Kawałek swetra okazał się być śmiesznie niską ceną. Zawsze można oddać ciuch do naprawy, chyba każdy krawiec byłby w stanie naprawić takie uszkodzenie - Phillip, Margaret albo i nawet Selma z pewnością może się czymś takim zająć, cała ta trójka odnajduje się w tym mieście znacznie lepiej, niż Michelle. Służka musiała, zresztą ostatnie chwile spędzała na przeszukiwaniu gazet i poznawaniu topografii Seattle. Selma, bo była stąd, tak na dobrą sprawę. Phillip natomiast pracował, a wcześniej zwiedził spory kawałek stanu, więc...
Tak, sweter był niską ceną za lekcje.
Ponownie zawył gdzieś pies. Gangrel, jak przystało na kogoś o zwierzęcej niemalże naturze, zareagował odpowiednio. Uniósł nieznacznie głowę, nasłuchując przez kilka długich chwil. W oddali, gdzieś za gęstym lasem rozciągającym się za terenem Kubota Garden, zaczął wyć inny czworonóg. Jego wycie było dłuższe i znacznie niższe, może nawet trochę agresywne. Coś się działo, ale nie było to z pewnością coś, co mogłoby zainteresować Toreadorkę. Gangrela jednak, owszem.
- Nigdy nie potrzebowałem wytrychów. Albo wybijałem szybę, albo wyważałem drzwi, albo wślizgiwałem się do środka jako zwierzak. Jeśli chcesz pomocy przy zamkach, to wal śmiało do Nosferatu, pełno ich siedzi w kanałach, ale ostrzegam... potrafią sobie słono liczyć za przysługi. Ja zresztą też, ale pewnie tego się już domyśliłaś. - stwierdził powoli Lou, poklepując się po kieszeni. To dlatego zabrał jej kawałek swetra oderwany podczas nieudanego (na szczęście!) ataku. Jako dowód, że będzie mógł ją znaleźć i wyegzekwować zapłatę, o której póki nie było nic mówione.
- Odezwę się. Bądź pod telefonem i zmykaj, póki jest jeszcze ciemno. Noce bywają zdradzieckie, świt może nadejść nagle. - na sam koniec podzielił się jeszcze jedną radą, równie ważną jak opanowanie podstaw bitki zarówno w teorii, jak i w praktyce. Ale hej, Michelle miała teraz swojego nauczyciela. Może nie mentora per se, bo do kogoś takiego była jednak daleka droga, ale Sawyer wydawał się być w porządku. Nawet mimo delikatnej, zawoalowanej groźby.
Przywrócony post z 29.10.2018
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne
 →
  →
"R E M E M B E R, W H E R E V E R W E G O,  I T I S T H E B L O O D O F C A I N E W H I C H M A K E S O U R F A T E"

Re: 9817 55th Ave S, Kubota Garden

#44
Coś znowu zawyło. Jak za pierwszym razem nie zwróciła na to uwagi, tak teraz gdy Sawyer dość ostentacyjnie zaczął się wsłuchiwać. Ona nic z tego nie rozumiała, ale on zdawał się wychwytywać jakąś wiadomość, albo też wyczuwać... Albo może przesadzała. Nie miała jak tego sprawdzić. Kończyła właśnie zapinać płaszcz.
Wychodziło jednak na to, że to wszystko co mogła uzyskać od Lou. Zresztą - chyba też od kogokolwiek innego. Zadłużanie się już u jednego spokrewnionego o takiej sile było dość ryzykowne. U paru z nich, w dodatku u Nosferatu było wręcz niebezpieczne. Tak, jakby tutaj nie miała się czego obawiać - wyczuła groźbę błyskawicznie, i dało się to zobaczyć w jej oczach które na moment błysnęły odbitym światłem księżyca, gdy je uniosła.
-T-tak... Wiem...-Opuściła jednak je dość szybko. Była u niego w kieszeni tak samo, jak on miał kawałek jej swetra. Ale... Czy było to warte? Prawdopodobnie okaże się to na dniach, jednak chciała podkreślić jedną, bardzo ważną rzecz-...I nie zamierzam o tym zapominać
Ta noc dobiegała końca, i obydwoje bardzo dobrze o tym wiedzieli. Michelle wybąkała jedynie krótkie "Dziękuję" i "Dobrej nocy". Ukłoniła się przed Lou, by pospiesznym krokiem skierować się do miejsca w którym zostawiła swoje auto. To chyba nie była pora by mogła zrobić coś więcej. Miała niewiele czasu, ale powinna zdążyć nim wróci do swojego mieszkania... Już niedługo nie-swojego. Już niedługo...

z/tPrzywrócony post z 29.10.2018
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarną suknię, z gładkim torsem, bufkowanymi ramionami i falistym dołem. Na szyi, która normalnie przy tej spódnicy była odsłonięta, manałożoną półprezroczystą czarną "chustę" z eliptycznym fioletowym kamieniem pośrodku. Buty dość wysokie sięgające jej aż do połowy łydki, a gdyby to okazało się za krótkie - to miała do tego jeszcze rajstopy. Do chodzenia na zewnątrz miała ciemne futro oraz beret.

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.
Odpowiedz

Wróć do „Rainier Valley”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość