10461 57th Ave S, Big G's Auto Repair

#1
  Jak na warsztat samochodowy Big G's Auto Repair jest zaskakująco mizernym miejscem. To tak na dobrą sprawę zwyczajny garaż, jest może tylko trochę dłuższy i szerszy, niż przeciętne miejsce tego typu, ale to wszystko. To zwyczajny barak powstały na planie stalowego szkieletu obitego drewnianymi, sękatymi deskami, z betonową wylewką na posadzce i wąskim, acz niezbyt głębokim kanałem. Nie ma żadnych okien, są tylko jedne drzwi z boku oraz skrzypiąca brama garażowa, otwierana do góry. Gdyby nie szyld - czyli wielka litera "G" oraz skrzyżowane dwa płaskie klucze nikt by się nie domyślił, że tutaj jest warsztat. I dobrze.

Big G, czyli George Malik DeShawn to niespecjalnie wysoki, za to bardzo otyły czarnoskóry mechanik z cieniutkim wąsem pod nosem i równie cienką szczeciną porastającą czubek głowy. Wiecznie chodzi w szerokich, wygodnych roboczych spodniach z dżinsu oraz kraciastej flanelowej koszuli, ciasno opinającej jego wielki brzuch. Z tylnej kieszeni spodni wystaje para rękawiczek, w kieszonce na piersi jest notesik z długopisem, a na czarnych dłoniach widać równie czarne plamy po smarze i oleju; dżinsy oraz koszula również są upaćkane tymi substancjami.

Warsztat należał wcześniej do jego ojca, który za drobną, symboliczną opłatą naprawiał uszkodzone samochody sąsiadów i znajomych. Teraz, gdy stary DeShawn spoczywa na cmentarzu, cały ten biznes trafił w ręce syna - syna, który nie do końca chciał sobie brudzić ręce uczciwą i ciężką pracą. Big G zatrudnił więc pierwszego lepszego kolesia, który miał jakieś pojęcie o mechanice, a sam zajął się handlowaniem narkotykami. Rzecz znacznie bardziej ryzykowna, ale i jednocześnie znacznie bardziej opłacalna, do tego nie trzeba się babrać w smarze i grzebać pod maską samochodu. Tym zajmuje się Darnell Cornwell, dwudziestoparoletni, chuderlawy i cudownie naiwny murzyn o złotych dłoniach. Potrafi naprawić w sumie każdą usterkę i gdyby trafił do lepszego warsztatu, miałby przed sobą wielką karierę.

Trafił jednak do garażu Wielkiego Gie i musi sobie radzić z niepełnym kompletem narzędzi, z ciasnotą, z brakiem dobrego oświetlenia i z gderliwym, tłustym szefem. Z drugiej strony, obok "warsztatu" znajduje się naprawdę elegancki, zadbany piętrowy dom z drewna na kamiennej podmurówce, z dużym i przestronnym balkonem oraz malutką, acz bardzo uroczą werandą. Big G mieszka tam sam i chociaż parter i piętro pozostały praktycznie bez zmian (są więc urządzone gustownie, ale skromnie, z drewnianymi meblami starszymi niż sam George DeShawn, do tego każdy pokój jest skąpany w beżach, brązach oraz czerwieniach), tak w piwnicy znajduje się całkiem spore laboratorium, w którym grubas zajmuje się swoją prawdziwą pracą.

Inaczej mówiąc, "produkuje" tam heroinę. "Produkuje", bo po prostu kupuje małe działki od dilerów, rozdrabnia, dodaje proszek do pieczenia czy inną mąkę oraz piasek i popiół, pakuje w mniejsze woreczki i sprzedaje z zyskiem. Dla ćpunów nie ma wielkiej różnicy, jakiej jakości jest to towar - ma działać. Nic więc dziwnego, że zagracona, pełna śmieci oraz sprzętu w stylu zestawu małego chemika piwnica jest najpilniej strzeżonym miejscem w całym domu pod numerem 10461...
Odpowiedz

Wróć do „Rainier Valley”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość