Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride

#31
Nowa noc - 15.02.1999

Simon położył się "spać" zaraz po zakupach w sklepie z bronią, choć chciał jeszcze zajechać do budowniczego po kilka rzeczy dla siebie. Samuel jednak stwierdził, że : "Jebią mnie twoje graty, wracamy", więc trudno było się z nim kłócić. Starszy był człowiekiem dość szczery jak na swój wiek, wampirzą kulturę oraz pewien status posiadany w Bostonie, ale najwidoczniej krew Brujah przeważała nad wspomnianymi cechami. Podobno wielu młodszych, na miejscu Simona,
urządziłoby krótką bójkę przed autem, wydarło się lub chociaż dyskutowało, ale Dollan był na swój sposób "grzeczny". Colorado twierdzi, że zazwyczaj są dwa typy zdenerwowanych ludzi - klient i kasjer. Klient, to gruba baba, której nie chcą przyjąć kupony w sklepie - drze się, woła menadżera, dosłownie pluje na sprzedawcę. Z kolei kasjer to gość, który przez 10 lat siedzi za ladą, z uśmiechem obsługując tych ludzi, ale pewnego dnia coś w nim pęka. Wyrywa kasę fiskalną i zabija pół sklepu nią. Simon najwidoczniej siedział na razie za ladą i spokojnie kasował produkty.

Dollan zerwał się z łóżka, siedząc przez chwilę na nim. Nie czuł, że spał. Bardzo miał wrażenie, że zamkną na chwilę oczy i po chwili znów je otworzył.
Sprawdził jedynie godzinę na białym, okrągłym zegarze w pokoju i poszedł odsłonić żaluzję. Po chwili wpuścił odrobinę białego światła, odbitego od śniegu. Biały puch dalej sypał się z nieba, może nawet gorzej niż wczoraj, więc Dollan z niesmakiem pomyślał o wygrzebywaniu auta spod śniegu i odmrażaniem zamków.
Była też szansa, że nie odpali, chociaż jeszcze taką niespodzianką nie uraczyła go dobra, stara Trumna.

Wampir jeszcze przez chwilę oglądał zimową zawieruch, po czym chwycił kasetowy walkman, rzucony na stoliku w pokoju. Wyciągnął z niego kasetę U-Manów, chyba ich jedyny album jaki powstał, który kupił z drugiej ręki w Bostonie od jednego kolesia, który zna dwudziestu innych, a ci mają dostęp do takich rzeczy. W ich miejsce wsunął utwory od Fastbacks, bo grung od wybudzenia nie jest jeszcze zakazany. Z resztą był w Seattle - miasto z którego ten gatunek wywodzi się i które jest swoistym ewenementem. Mówi się o izolacji sceny muzycznej tego miejsca względem reszty kraju, a może świata. Ma swoje unikatowe brzmienie oraz styl, który cichnie o oklaskach dla słynnej Nirvany. Dollan nie miał nic do zespołu Cobaina, ale trochę rzygał już jak mocno przyćmiewa inne zespoły, a przecież sam grung już był znany dekadę temu. Green River, U-man, Fastbacks - może bardziej przypominają tempem oraz brzmieniem klasyczny punk, niż przećpany, zmęczony głos wokalisty Nirvany, ale można wyczuć swoistą niedbałość, brud w muzyce, a słowa kontrastują z żywością dźwięków.
Założył słuchawki na szyję, ustawił na pełną moc urządzenie i włączył taśmę. Usłyszał nikłe granie You Can't Be Happy i poszedł do swoich kartonów by wygrzebać jakieś ubranie na dziś. Nie chciał zakładać sprzętu grającego na uszy, aby słyszeć telefon od kolesia od Ike. Harp mówił o pracy i prosił o jakiś kontakt, więc pewnie zadzwoni ktoś, choć może osobiście ktoś wpadnie - trudno było stwierdzić jak ważna jest sprawa. Bardzo ciekawiła go ta sprawa, bo po raz pierwszy dostał zlecenia spoza koterii, a przy okazji pozycja Camerona wydawała się zwiastować dobre pieniądze, których było już mało u Simona. Może mniej niż 1000$ zostało mu na koncie, a Colorado nie dokładał się do auta czy jego wydatków, a w planach miał jeszcze ich sporo.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride 02,15,99

#32
Dzień po. Można w ciemno założyć, że znaczna część mieszkańców Seattle odsypia kaca i pozostałe bóle - zarówno te psychiczne, jak i fizyczne - wczorajszego święta. Walentynki były doskonałą okazją by się wyszumieć, by poszaleć, by dać upust swym najdzikszym instynktom i, być może, wyrwać kogoś na więcej niż jedną noc. Śmiertelnicy mieli jednak tego pecha, że ich ciała wymagały odpoczynku. Regeneracji. Nieumarli mieli pod tym względem przewagę, bo wystarczy wyżłopać pierwszego lepszego frajera i po sprawie. Chyba, że ktoś jest jednym z tych zadufanych w sobie dupków, Ventrue, bo z tego co Colorado parę razy wspominał, byle czego to oni nie piją.
Ich problem.
Nieumarły czekał na kontakt od Harpii lub od kogoś, kto został przez tego wampira oddelegowany. Telefon wydawał się być najlepszym możliwym wyjściem z sytuacji, jaka panowała w mieście - śniegu było coraz więcej i więcej, nic też nie wskazywało na to, że w ciągu najbliższych dni zamierza odpuścić. Chyba, że meteorolodzy się pomylili i wiosna przyjdzie w tym roku znacznie wcześniej. Bo ten przeklęty biały puch ciągle padał. I padał. I padał bez końca, denerwując chyba każdego. Dłuższa podróż po mieście nie wchodziła więc w grę.
Chyba, że ktoś miał naprawdę wiele samozaparcia by przedzierać się przez zaspy lub chciał wykorzystać okazję, jaką bez wątpienia był nikły ruch na ulicach (a co za tym idzie, mniejsza szansa na spotkanie patrolu policji). Nie minęło więc może kilka minut - a na pewno nie więcej niż kwadrans - i telefon Simona dał o sobie znać. Ktoś dzwonił do wampira i najwyraźniej nie zamierzał odpuścić.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride

#33
Simon siedział nad kartonem przerzucając koszulki przekładane innym gratami w postaci jakiegoś złomu czy narzędzi. Ostatecznie zdecydował się na swoją starą koszulkę z pracy - biały t-shirt z wyblakłym logiem, czarnym logiem "O'Donnal Guns Shop". Może to resztki sentymentu popchnęły go do tego, a może to po prostu jej stosunkowo czysty stan. Gdy zakładał ją na swoje nagie, blade ciało z rozległą, ciemną plamą, która ciągnęła się przez kawał ciała, zadzwonił telefon.
Biały telefon z początku tej dekady głośno dzwonił w małym pokoju Dollana, wręcz nad uchem wampira, więc pierwsze słowa, które padły przed podniesieniem słuchawki to:
-Kurwa. - powiedziane w sposób świadczącym o swoistym zaskoczeniu i frustracji. Brujah sięgnął po słuchawkę, która była na wyciągnięciem jego ręki na niskim stoliku.
-Halo ? - zapytał Simon spokojniejszym tonem, choć dalej dzwoniło w jego uszach. Czekając na odpowiedź, drugą ręką zatrzymał taśmę na odtwarzaczu,
aby lepiej słyszeć osobę z drugiej strony miedzianego przewodu.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride 02,15,99

#34
Aparat telefoniczny nie ustawał i mógł coraz bardziej irytować wampira swoim dzwonieniem. Sygnał ten trwał i trwał, drażniąc i denerwując coraz mocniej, aż w końcu Simon odebrał połączenie; odpowiedziała mu jednak cisza. To znaczy nie całkowita cisza, bo słyszał w tle charakterystyczny, acz nieco przytłumiony ryk przejeżdżających samochodów. Ktokolwiek do niego dzwonił, robił to najwyraźniej z budki telefonicznej gdzieś przy ruchliwej drodze. Patrząc przez okno na przysypane śniegiem miasto znalezienie ulicy, gdzie bez większych trudności jeździły samochody było nie lada wyczynem.
- Tu Bill. - głos w słuchawce był zachrypnięty, o mocnym, południowym brzmieniu, wskazującym prędzej na Los Angeles, Nowy Meksyk lub nawet i Teksas, niż Seattle z tego co Simon mógł stwierdzić. - Ja od Camerona, w tej tamtej sprawie. Kumasz? - kolejne słowa, tym razem jednak wzbogacone o wysoki i nieco przeraźliwy dźwięk klaksonu sunącego gdzieś samochodu. Coś w słuchawce zatrzeszczało, tak, jakby rozmówca, Bill właśnie, przycisnął ją do ramienia i wyciągał coś z kieszeni, albo wrzucał kolejne monety do automatu.
- Bo fucha jest. - dodał szeptem, tak, jakby ktoś mógł podsłuchiwać.
Była to oczywiście bzdura. Nikt nie mógł podsłuchiwać tej rozmowy. Przecież do niczego jeszcze nie doszło. Dollan był nikim - tak w teorii, jak i w praktyce, więc niezależnie od tego co robi, robił i będzie robić, służby się nie zainteresują kimś takim i podłożą mu dodatkowego kabla i mikrofonu do telefonu. Bill, jeśli w ogóle to było jego prawdziwe imię, również nie wydawał się być kimś na radarze policji. Jego nieco paranoiczne podejście mogło być zaletą, ale i przekleństwem...
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride

#35
Dollan słuchał nieznajomego, o akcencie rodem z meksykańskiej posiadłości lub słonecznej Kalifornii, którego paranoiczny ton przeplatał się z tętnieniem ulicy. Warkot silników, trąbienie oraz ogólny ruch pojazdów mechanicznych nie sugerował jakiejś konkretnej lokacji w mieście, więc Simon mógł tylko strzelać, że Bill stał gdzieś na zewnątrz, najpewniej w budce telefonicznej na jakimś skrzyżowaniu lub blisko drogi. Najwidoczniej to był jeden z tych typów, którzy bali się ogólnej konspiracji oraz śledzenia Camarelli, więc pewnie jak idzie gdzieś, ma przy sobie naładowaną broń, kołek oraz oczy z tyłu głowy.
- Słucham cię Bill. - zaczął trochę obojętnie młody wampir, siadając na ziemi, aby odciążyć naprężony kabel słuchawki - W czym mogę ci pomóc ? - pytanie było o tyle ważne, że nie wiedział dalej jakąż to "fuchę" załatwił mu Ike Cameron. Wiedział tylko, że chodziło o broń, ale to zbytnio ogólny temat, by po powiedzeniu "fucha" wiedział od razu o co chodzi. Najpewniej rozmówca powie coś w stylu: "Spotkajmy się w opuszczonej fabryce w chuj daleko za w pizdu dalej i tam powiem ci na ucho, że chcę byś naprawił mi pistolet", czy coś w ten deseń. Grunt, że zazwyczaj do tego sprowadzały się rozmowy z gośćmi, których odbierali fanty od Colorado. Zamieniali błahe sprawy w wielką konspirację na skalę kraju.
Bostończyk z kolei nie martwił się o efekty podjętej pracy oraz jej wyników. Dollan był płotką w tym świcie, która nie była wyraźnie na oczach oraz usta innych, a nawet nie starał się o zmianę tego, choć trudno pozostać całkowicie w cieniu. Samuel tłumaczył mu kiedyś, że może Simon nie stara się o atencję, ale bycie nieświadomie na celowniku jakiejś grupy lub osoby była możliwa. Był na swój sposób łakomym kąskiem dla doświadczonych graczy, jak Harpie czy starsi. Świeży w tej społeczności, a co za tym idzie - mało ludzi wie kim jest i co potrafi, ma pewne umiejętności, które mogą załatwić wiele spraw, ale przed wszystkim wydaje się nie mieć jakiś aspiracji do wyższych celów. Podobno kiedyś z tego społecznego marazmu wyrośnie i będzie "zajebiście" - tak twierdził jego Ojciec. Łączył to z innymi zwrotami jak: "ogarnij się" lub "przestań zachowywać się jak jebany ghul".
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride 02,15,99

#36
Simon Dollan właśnie zyskał wartość. Stał się cenny. Do tej pory po prostu był, istniał sobie jak nie przymierzając krzesło o trzech nogach czy krzywy stół. Był, nie przeszkadzał, ale i nikt nie miał z niego pożytku ani żadnej wymiernych korzyści, lecz teraz, z chwilą gdy podniósł słuchawkę i zaczął rozmowę, wszystko się zmieniło. I tylko od tego trupa zależy, w którą stronę to się potoczy. Czy Simon wyrobi sobie imię wypowiadane z szacunkiem, ze strachem, czy z uśmiechem politowania.
- No fucha jest. - powtórzył, zniecierpliwiony. - Trzeba nam typa, co to się... - dodał po chwili, ale nie było mu dane dokończyć wypowiedzi. Simon usłyszał w słuchawce przeciągły dźwięk klaksonu przejeżdżającej ciężarówki oraz zduszone przekleństwo rzucone niedbale w przestrzeń przez Billa. Kolejne sekundy mijały w ciszy, przerywanej tylko szumem sunących aut. Bill musiał być gdzieś w pobliżu jednej z głównych tras przecinających Seattle, innego wyjścia nie było.
Tylko drogi stanowe i krajowe były w doskonałym lub niemalże doskonałym stanie niezależnie od panującej pogody.
- ...co to się zna na tych sprawach. Ten, kontrola jakości i w ogóle, takie tam. Wiesz kto mówił gdzie? - znowu powrócił do konspiracyjnego, paranoicznego szeptu, budząc w ten sposób podejrzenia, kim naprawdę może być Bill. Ze wszystkich wampirów, które chodzą, chodziły i będą chodzić po tym łez padole, tylko Malkavianie słyną z takiego szaleństwa. Biedne sukinsyny są równie niebezpieczne jak rewolwer w rękach dziecka; a skoro o rewolwerach mowa, to Dollan bez większych trudności mógł też wyczytać między wierszami, o co chodzi Billowi, z klanu Świrów.
W końcu też padło pierwsze, poważne pytanie - o adres.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride

#37
Dollan słuchał Pierdolniętego Billa, patrząc się na dziurę w jego skarpecie. Frapowało go na swoisty sposób, bo choć nie przykładał wagi do swojego wyglądu, to dziura na dużym palcu mogła go po prostu irytować w zimowych butach. Zważywszy na dziwnego rozmówcę to wydawało się ważniejsze niż sprawa z jaką do niego się zgłasza. Facet był już nazbyt zakonspirowany oraz przerażony perspektywą odkrycia jego wielkich planów, więc coś z tyłu głowy Simona zaczęła mu podpowiadać, że to Świr. Nie taki wariat, któremu odbija w nerwowych sytuacjach lub ma odruch bezwarunkowy, ale Świr z klanu Malkavianów lub ghul takiego osobnika. W tym momencie robiła się co raz gęstsza i trudniejsza. Bostończyk nie miał nic do Szaleńców, bo ci nigdy nie zrobili mu krzywdy lub nie wykręcili mu słynnych dowcipów, ale podświadomie bał się z nimi umawiać na coś. Podobną potrafią odwalić nieliche gówno, które nie trzyma się kupy, a oni sami są pierdolonymi bombami, które tylko czekają żeby pierdolnąć porządnie zapalnikiem w materiał wybuchowy. Jednak Cameron był pośrednikiem całej sprawy, więc chyba wie z kim się ugaduję lub nie wie, co wampiry z północy mogą zrobić jeśli zostaną w jakiś sposób wkurwieni.
Inną sprawą było, że nie rozumiał typa. Facet mówił jak ćpun kupujący od dealera działkę kryształów i mówił szyfrem, który tylko on rozumiał, ale dało się wyłuskać pewne rzeczy. Poszukiwali gościa, który oceni broń i powie czy nadaje się do czegoś, ewentualnie naprawi. Typowa sprawa, choć jeśli go poproszą jeszcze o dystrybucję broni, powie klasyczne: "Spierdalaj", nawet Harpiow, który wydawał się w porządku typem. Nie miał zamiaru babrać się w dalszy obieg klamek spod jego ręki, bo nie lubił tego typu pracy. Wolał wygrzewać tyłek na stołku w świetle pomarańczowej żarówki, która padała na stół z poukładanymi częściami, aby te nie pojebały mu się podczas składania.
-Brzmi to w porządku Billy.-powiedział Dollan, nie wiedząc co odpowiedzieć nieznajomemu, bo nie rozumiał jego słów -Załóżmy, że wiem. - podłapał konspiracyjny ton - Co związku z tym ? - podejrzewał, że chodzi mu o Taverne i Ike, ale nie był pewien. Enigmatyczność rozmówcy mogło znaczyć wszystko i nic w sumie, więc musiał trochę lawirować w jego pokraczny sposób. Liczył, że trafił lub rozmówca naprowadzi go bardziej.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride 02,15,99

#38
Świr.
Pieprzony Świr! Malkavianie byli nieobliczalni i każdy był na swój sposób inny. Jeden przytulał się do zdechłej, na wpół zgniłej ryby, drugi miał absolutne rozdwojenie jaźni, trzeci rozmawiał ze znakami drogowymi, a trzeci - jak Bill właśnie - mówił takim szyfrem, że nikt lub prawie nikt nie był w stanie go zrozumieć. Jakim cudem Seattle jeszcze istniało, skoro Księciem była tutaj właśnie Malkavianka, pozostaje tajemnicą. I może lepiej nie drążyć tego tematu... Simon i tak miał sporo na głowie.
- To zapomnij o wszystkim, dobra? Tamtej rozmowy, wiesz no której, nie było. W ogóle. Zapomnij! - zaczął nerwowym głosem. - Tajne komplety będą w porcie. Wiesz kto robi wiesz co, więc zostawiamy dziuplę i wbijamy do nowej, pod pechową liczbą nad wielką wodą. Wiesz kto stwierdził, że kuszenie losu przyniesie nam szczęście. - dodał pospiesznie, nieco podnosząc głos, bo znowu w tle rozległ się donośny klakson przejeżdżającej ciężarówki.
- Ja w to nie wierzę, nie mam prawa głosu, bo mówię, ale nikt tego nie słyszy. Bądź pod pechową liczbą za godzinę. - stwierdził ponuro Bill, po czym rzucił słuchawką. Pusty, monotonny dźwięk sygnału drażnił ucho Simona. Jeśli Dollan dobrze wszystko zrozumiał, a w przypadku Malkavian nie było to wcale takie proste, Bill chciał spotkania w portowym magazynie pod numerem trzynastym, dokładnie za godzinę. Młody wampir był niezbędny, by sprawdzić stan broni i mieć pewność, czy jest to sprzęt dobrej jakości, który nie będzie sprawiał żadnych problemów.
Chyba...
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride

#39
Nim zdążył jeszcze coś powiedzieć, Bill rozłączył się zostawiając wampira z telefoniczną ciszą na linii. Dollan odłożył zmieszany telefon i spojrzał się w sufit. Wjebał się we współpracę ze Świrem i choć nie miał okazję z takim pracować, to nieznajomy zrobił złe wrażenie, sugerujące trudną współpracę. Jednak nie miał już czasu na dalsze gdybanie - dostał godzinę na pojawienie się w porcie pod magazynem 13.
Bostończyk zmienił swoje dziurawe skarpety i zaczął wybierać narzędzia, które mogą mu się przydać. Nie miał zamiaru brać żadnych elektronarzędzi, bo nie miał pewności czy na miejscu prąd, a ciężkie graty nie nadawały się do noszenia w torbie. W pewnym momencie pojawił się sąsiad z pokoju obok w postaci Samuela, który najwidoczniej był gotowy na kolejne wyjście do miasta. Świeże ubrania, wypastowane buty, nawet płaszcz był czysty - najwidoczniej szykował się na spotkanie.
- Co jest Simon ? - zapytał się swoim akcentem -Cameron dał znać ? - najwidoczniej ściany nie były tak cienkie, jak myślał Dollan i Colorado nie słyszał co się dzieje u jego Dziecka.
- Ta, dał znać. Będę patrzył na jakieś gnaty - powiedział z małym entuzjazmem
- Brzmi w porządku, coś idealnego dla ciebie. - Samuel poprawił mankiety koszuli - Sam dzwonił ? - dopytał się chcąc wybadać sytuacje.
- Odezwał się jego gość, Bill i mam wpaść do portu. - wrzucił, gumowy młotek do torby, która zazwyczaj służy mu na ubrania -Koleś jest pierdolnięty na sto dwa - konspiracja w chuj, chyba to Malkavian, sądząc po jego bełkocie.

Colorado radośnie klasnął i rozśmiał się sztucznie, jakby próbował odegrać ludzkie uczucia - w tym przypadku sarkazmu oraz przyjacielskiej szydery.
- Hahahah, to baw się kurwa dobrze. - powoli przestawał rechotać -Ja chciałem powiedzieć, że mam swoje sprawy na mieście, więc będziesz musiał samemu zająć się.
- Jakieś rady jak obsługiwać Świrów ? - zapytał Dollan patrząc jeszcze czy wszystko zabrał. Liczył na ojcowską radę od swojego Stwórcy zwłaszcza, że dopiero zaczynał pojmować lepiej świat w którym przyszło mu żyć.
-W sumie tak. - powiedział Samuel po chwili zastanowienia -Tym kurwą nie wyjaśnisz, że znaki drogowe nie gadają, a prezenterzy telewizyjni nie wróżą im z odbytu, więc no... wyluzuj, ale trzymaj gnata pod ręką. - Colorado zbierał się do wyjścia, ale nim złapał klamkę dodał -Jeszcze jedno - nie spierdol tego. To może być kurewsko ciepły stołek dla twojego dupska. Nie mam zamiaru całą wieczność niańczyć cię, więc umiej choć minimalnie ogarnąć się, zadbać o siebie i zarobić jebane pieniądze. Po za tym - może Ike okazać zajebistymi plecami dla ciebie. Gość lubi cię lub udaje takiego. - potem wyszedł, zostawiając młodszego wampira w pokoju.

Nie miał zamiaru się z nim kłócić, ale nie miał parcia na karierę z pomocą Camerona. Owszem - mógł pogrzebać mu przy jego gnatach, czasem wpaść do jego lokalu, ale to tyle. Nie chciał zawrotnej kariery w Sekcie, tylko zapewnić sobie swoisty spokój. Bez większego wpierdalania się w odwieczną wojnę o pozycję czy bitwy między klanami o tytuł szefa. Wydawało się to trudne, ale niektórzy dali radę ustawić się tak.
W końcu spakował narzędzia, trochę chemii warsztatowej, jakieś pomniejsze swoje graty, które mogą się przydać w czasie pracy. Zabrał też swoją broń - nie wiadomo czy ktoś nie jest na tropie magazynu oraz czy jest jakaś sprawna sztuka na miejscu. W schowku auta na wszelki wypadek miał srebrne kulę, bo w sumie czemu nie. Nie pasowały do Remingtona, ale była szansa, że kupi od Camerona pasujący kaliber. Rzucił wszystkie graty na tył auta i po sprawdzeniu na mapie trasy, odpalił auto, włączając taśmę z hitami lat 40, o które Samuel włożył podczas jazdy do domu.

[z/t]
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?
Odpowiedz

Wróć do „Rainier View”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość