Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#91
-Molly-powtórzył za Seneszalem, przypisując imię do twarzy i zapamiętując zaoferowane na temat dziewczyny strzępki wiedzy. Nigdy nie wiadomo, kiedy najbardziej błaha nawet informacja może się przydać, doprowadzić do czegoś wartościowego. Zresztą, jeśli dziewczyna tyle czasu spędzała w sierocińcu Księcia, to Hunter pewnie jeszcze nieraz ją zobaczy. Odrobina grzeczności i kultury osobistej nic przecież nie kosztowała. Kierując się przyzwoleniem Seneszala, Hunter też usiadł, na krześle przysuniętym do kanapy. -Mogę panu śmiało powiedzieć, że Molly zastałem z nosem w zeszycie, ostro zakuwała w przygotowaniu do tego egzaminu. Widać od razu, że dziewczyna nie lekceważy ani nie bagatelizuje nauki, na pewno sobie poradzi z testem-powiedział optymistycznie, obdarzając Campbella promienistym uśmiechem. To chyba tylko pogorszyło humor ponurego młodzieńca, który masował skronie, jakby próbował przegnać pulsujący ból. Był to dla Ventrue fascynujący obrazek, bo nie licząc najgorszych, masakrujących ciało ran to ból był dla nieumarłego wspomnieniem wspomnienia. Czyżby jakieś fantomowe bóle-zapytał sam siebie Joshua, zerkając na drugiego wampira-czy też tak właśnie objawia się jego malkaviańskie przekleństwo
Rozważania Huntera zostały przerwane szczęknięciem otwieranych drzwi i wejściem dwóch kobiet do gabinetu. Pierwszą z nich rozpoznał w mgnieniu oka, zresztą któż w Seattle nie rozpoznałby Jane Doe, Księcia miasta? Młoda, nieśmiała dziewczyna za jej plecami musiała być jego przyszłą protegowaną. -Dobry wieczór-powitał obie kobiety, podrywając się z krzesła. -Wasza Książęca Mość, tak się cieszę, że mogę znów stanąć przed Waszym obliczem-Hunter z tymi słowami ukłonił się Jane Doe, a następnie zerknął na młodszą wampirzycę. -A to zapewne jest Chloe Snow, o której tyle już słyszałem-uśmiechnął się do dziewczyny, choć jego oczy pozostały zimne i oceniające. Nie było teraz miejsca na sympatię czy współczucie, na to jeszcze przyjdzie czas. Teraz Joshua musiał być surowy w swojej ocenie, dokładnie określić mocne i słabe punkty nieumarłej, żeby móc ją potem dobrze uczyć. W końcu miała ona stanąć przed obliczem Zarządu i jej każdy najdrobniejszy błąd będzie rzutował na osobę Huntera.

Chloe była całkiem ładną brunetką, tą nie rzucającą się w oczy urodą, którą się zauważało w jednym momencie, a gdy znikała z oczu to się o niej zapominano. Niska i szczupła, gdy jeszcze oczy wbijała w podłogę, to miała na tyle małą prezencję, że aż wtapiała się w otoczenie. Dobra cecha dla szpiega, mocna zaleta przy śledzeniu i podsłuchiwaniu ludzi, ale dla przedstawicielki dumnego klanu Ventrue? Była to słabość, którą dziewczyna będzie się musiała oduczyć. No i jeszcze jej skóra, zaróżowiona jak u człowieka, i do tego jeszcze przyspieszony oddech. Nie musiała udawać pozorów życia przy innych Spokrewnionych, Hunter miał nawet poważne wątpliwości, czy dziewczyna świadomie te pozory przybrała. Ile czasu minęło od jej Przemiany? Parę tygodni? Parę dni? Dobrze chociaż, że nie parę godzin, bo dziewczyna jeszcze strasznie panikowałaby i odchodziła od zmysłów w tym momencie.
-Moja droga, jesteś Ventrue, a to zobowiązuje do odpowiedniego zachowania-pouczył wreszcie Chloe, przerywając ciszę w gabinecie-nie spuszczaj oczu na podłogę, tylko patrz śmiało przed siebie i na inne osoby w pokoju. Jest to oznaka szacunku, ale też i przejaw pewności siebie i odwagi osobistej, którą każda Arystokratka musi sobą reprezentować-ton głosu Huntera nabrał wręcz belferskich tonów. Następnie, już cieplejszym głosem dodał-Nigdy nie wstydź się tego kim jesteś, tylko bądź z tego dumna. Na koniec dodał jeszcze prośbę od siebie- Spójrz proszę na mnie, Chloe.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro [02.15.1999]

#92
Image

Image Image
Jane uśmiechnęła się do gościa. Przez przerażająco długą chwilę mierzyła Josha wzrokiem, ale ostatecznie skinęła głową. Nie wydawała się być nad wyraz zadowolona, ale co ważniejsze, nie była zła czy zasmucona. Takie powitanie ze strony Księcia można było więc zaliczyć do bardzo udanych; zwłaszcza, że Doe dosłownie moment później udała się za biurko, gdzie zaczęła przeglądać jakieś papiery i dokumenty. Raz czy dwa razy zmarszczyła czoło, po czym sięgnęła po pióro i pieczątkę sierocińca. Każdy wampir, nawet tak młody i niedoświadczony jak Chloe, mógł się domyślić czym właśnie zajęła się Jane Doe.
Książę, korzystając z sytuacji, po prostu zajęła się przygotowaniem dokumentów uznających zaginioną pannę Snow za zmarłą. Czasem tylko spoglądała na swe Charlesa i pozostałą dwójkę nieumarłych.
- Pan Hunter ma rację, Chloe. - stwierdziła cicho. - Ale nie bój się go. Nie masz ku temu absolutnie żadnego powodu. I w jego, i w twoim i w moim interesie leży jak najlepsza współpraca. Panie Hunter, ma pan jakieś pytania? - dodała, uśmiechając się i do Chloe, i do Josha. Charles, ciągle masując swe skronie, pokiwał głową ale nie odezwał się. Chyba jako jedyny ze wszystkich wampirów przebywających obecnie w sierocińcu wydawał się nie wierzyć w powodzenie tej znajomości. No, ale nie bez powodu był znany z tego, że jest pesymistą i czarnowidzem.
- Sire Chloe nie został zniszczony. Prędzej niż później będzie chciał ją odzyskać. - odezwał się nagle Charlie, głosem tak ponurym i grobowym, że nawet Jane oderwała wzrok od papierów.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#93
Czuła na sobie wzrok mężczyzny, surowy i oceniający i wcale jej to nie pomagało. Nie należała do pewnych siebie lasek, które są świadome swoich walorów i potrafią się zaprezentować... teraz miała być arystokratką... była nerdem... umysłowcem, nie damą na solony!
-Przepraszam... - Jęknęła kuląc się w sobie jeszcze bardziej i natychmiast się skrzywiła z westchnieniem zdając sobie od razu sprawę, że właśnie zrobiła kolejny błąd. To będzie naprawdę trudna nauka. Uniosła nieco oczy z miną winowajcy na twarzy, gdy przemówiła Jane.
-Dobrze. Wiem. Będę się bardzo starać. - Powiedziała cicho, ale z nutą determinacji i zapewnienia w głosie. Musiała się starać... co jej zostało? Jej życie dotychczasowe się skończyło, nie ukończy studiów, nie wygra więcej konkursów... nic... teraz mogła wziąć się w garść i pracować by nie zawieść Panny Doe i by budować kroczek po kroczku swoją reputację i pozycje w tym Nocnym Świecie, którego była już częścią.

Wiedziała, że to nie będzie proste... już dostawała pierwszą lekcję. Dumna, wyprostowana, pewna... to zupełnie nie ona. Snow zawsze była szaraczkiem, zbitą myszką, której w kąciku było najlepiej... pokazywała siłę i niezłomną determinację dopiero przy odpowiednich bodźcach, w jakiejś sytuacji zagrożenia, gdy w niebezpieczeństwie był zwłaszcza ktoś, kto był drogi jej sercu, albo w jakiś sposób bezbronny w danej chwili. Kiedy więc Hunter zwrócił się już osobiście do niej, by spojrzała na niego, na ułamek chwili wstrzymała oddech. Przywołała jednak jego wcześniejsze słowa i ogarnęła się troszeczkę. Wdech, wyprostowała się poprawiając torbę na ramieniu i uniosła głowę by móc spojrzeć na mężczyznę. Powoli jej brązowe oczy uniosły się aż na jego twarz, a kąciki ust drgnęły w lekkim, niepewnym, ale miłym uśmiechu. Powinna coś powiedzieć? Dlaczego czuła się jak małpa w cyrku, gdy patrzano na nią tym oceniającym i szacującym wzrokiem. Źle radziła sobie w takich sytuacjach. Wciąż było widać jej zakłopotanie i kompletny brak pewności siebie w kontaktach z obcymi osobami. Jednak jak się lepiej przyjrzeć tej młodej dziewczynie to i kto wie... może przy odpowiedniej nauce i nakładzie pracy z obu stron, coś z niej będzie. Jakby ubrać ją w szałową kieckę, uczesać odpowiednio, zrobić makijaż, to z jej urodą można by nawet cuda zdziałać. Kto wie... sama Chloe zapewniała o chęci współpracy i tym, że będzie się starać... pożyjemy zobaczymy.
Iskierkę kontaktu zgasiły grobowy głos ponuraka. A zwłaszcza jego słowa. Chloe cofnęła się, a na jej twarz i w oczy momentalnie powróciło przerażenie tak głębokie, że dziw brał, że nie zaczęła krzyczeć, albo coś. Oddech jej przyspieszył, oczy się rozszerzyły i zaczęła delikatnie nerwowo kręcić głową. Nie chciała by ją odzyskał, nie chciała by jej szukał, nie chciała go widzieć nawet, a ostatnią rzeczą jakiej pragnęła był powrót w jego ręce.
-Nie... nie... nie... - nastolatka była ewidentnie przerażona. Po co on wspomniał o tym bydlaku!? Zdążyła trochę skupić się na czymś innym, odsunąć ten ból na bok... jakoś funkcjonować, a ponurak znowu zepchnął ją w przepaść...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#94
Hunter zastanawiał się właśnie, jakie pytania chciałby zadać Księżnej lub Chloe w jej obecności, gdy nagle Campbell nieproszony wspomniał o Stworzycielu Chloe. Była to ważna informacja, jeśli ten Sabatnik jeszcze był na tym świecie, to oczywiście upomni się o swoje potomstwo. Czy należeli do Camarilli czy do Sabatu, Ventrue nie pozwalali się bezkarnie okradać. Josh jednak skupił się bardziej na swojej nowej podopiecznej, niż na przestrodze udzielonej przez Seneszala, bo widać było, że wzmianka o jej "ojcu" ją mocno poruszyła. Nic dziwnego zresztą, przecież mowa była właśnie o potworze, który pozbawił ją życia i przemienił w coś obcego, nieludzkiego. Nie dość, że Chloe została praktycznie zamordowana, to jeszcze na dodatek zamiast opuścić ten padół łez, wciąż istniała i była boleśnie świadoma utraconego życia. Josh chciał jakoś pocieszyć młodą wampirzycę, przegnać jej lęk i ból, ale narastający w nim gniew był zbyt palący.

-Mam nadzieję, że nie myli się pan, seneszalu Campbell-głos Ventrue był teraz cichy i spokojny, do nienaturalnego wręcz stopnia. -Mam nadzieję, że potwór, który zrobił to Chloe wyjdzie ze swej nory i będzie jej szukać. Łatwiej wtedy będzie go znaleźć i tym szybciej spotka się ze swoją Ostateczną Śmiercią, jedyną możliwą odpłatą za taką zbrodnię-Hunter nie podnosił głosu ani nie krzyczał, tylko cały czas zachowywał jednolicie spokojny ton. Z każdym słowem jednak czuć było narastający chłód, który emanował z jego osoby i następnie rozlewał się po pokoju. Josh nigdy nie był wojownikiem, zawsze szczycił się tym, że był wystarczająco sprytny by uniknąć większości konfliktów. Gdy jednak wyobrażał sobie Spokrewnienie Chloe, tak diametralnie odmienne od jego własnego, gdy myślał o zadanej jej krzywdzie to czuł narastającą mu w sercu potrzebę zemsty. I Człowiek i Bestia żyjący w duszy wampira byli jednej, krwawej myśli w tej chwili.

-Co do pytań, jest parę spraw, o których chciałbym z państwem porozmawiać-zaczął odpowiadać, odkładając myśli o przemocy na bok, żeby poczekały na odpowiednią chwilę. -Chociażby kwestię dachu nad głową dla Chloe, bo w King's Cross znalazłoby się dla niej miejsce, ale byłoby ono zbyt prymitywne dla potrzeb młodej damy. Skoro jednak pan Campbell zaczął już ten temat, to warto będzie go dokończyć, z zachowaniem poszanowania dla uczuć naszej najmłodszej krewniaczki oczywiście. To był bardzo delikatny temat, którego nie można było w pełni omówić, bez naruszenia uczuć młodej wampirzycy. Josha przez chwilę kusiło, żeby poprosić młodą Snow, żeby poczekała przez chwilę na korytarzu. Dzięki temu mógłby zaoszczędzić jej bólu i przy okazji porozmawiać z Księżną i jej potomkiem z większą swobodą, dokładniej ich wypytać. Jednak, czy tego chciała czy nie, Chloe należała teraz do klanu Ventrue. Musiała się wielu rzeczy nauczyć: przede wszystkim jak rozmawiać, jak słuchać, jak odłożyć swoje uczucia na bok. Izolowanie jej od prawdy zaoszczędziłoby jej niemało stresu, ale dziewczyna nie miała zbyt wiele czasu, zanim będzie musiała stanąć przed obliczem Zarządu. Im wcześniej rozpocznie się jej edukacja, tym łatwiej będzie się jej odnaleźć w nowym (nie)życiu.

-Chloe, mogę się tylko domyślać, przez co przeszłaś-zaczął delikatnie, nie chcąc niepotrzebnie denerwować dziewczyny-nie musisz odpowiadać na to pytanie, jeśli sobie tego nie życzysz. Odczekał krótką chwilę, by młoda Snow mogła przetrawić jego słowa, po czym kontynuował-Chciałbym jednak wiedzieć, na kogo powinienem polować. Seneszal Campbell wspomniał o potworze, który wciągnął Cię do naszego nocnego świata. Rozpoznałabyś go w tłumie? I czy padło przy Tobie jego imię lub nazwisko? Naciskał teraz na dziewczynę, poruszał przykry dla niej temat, chciał jednak jak najszybciej przebrnąć przez te pytania i pozwolić dziewczynie o nich zapomnieć . -Czy kojarzysz może nazwisko Migliore? Lub D'Aubigné? Szansa, że śledzony przez niego Sabatnik lub jego szef byli bezpośrednio zamieszani w tą sprawę była raczej niewielka. W końcu Sabat nie ograniczał się do paru nieumarłych w mieście, gdyby tak było, nie stanowiliby oni takiego zagrożenia dla poddanych Jane Doe. Gdy tak jednak przypominał sobie zadufaną w sobie mordę Migliora, gdy przed oczami przewinęła mu się znów zdominowana Monique, to Josh wiedział już, że był on do wszystkiego w pełni zdolny. Nawet, jeśli nie był on odszczepieńcem Ventrue, to na pewno reprezentował sobą wszystkie najgorsze cechy, których inne klany widziały pośród Arystokracji. Jeśli cierpienie Chloe było jego sprawką, to Josh znienawidziłby go jeszcze bardziej, choć wydawało mu się to wcześniej niemożliwe. I na prywatnej liście wrogów Huntera, Migliore znalazłby się na niekwestionowanym pierwszym miejscu.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#95
Dziewczyna przeniosła przerażone spojrzenie na Huntera. Co on też wygadywał!? Chce żeby ON jej szukał?! Jak to! Chce z nim walczyć? Zabić go, zniszczyć? Przerażenie ustąpiło miejsca zmieszaniu. Poczuła dziwną mieszankę ulgi, wdzięczności i zaniepokojenia. Z jakiegoś powodu… w sumie ona go już znała choć nie rozumiała… los tego bydlaka leżał jej na sercu. Koniec końców nie odezwała się, choć przypuszczała, że powinna jakoś wyrazić swoją wdzięczność jego zaangażowaniem w jej obronę… choćby „dziękuję”. Nie potrafiła jednak na głos podziękować za życzenie śmierci… nawet takiego potwora jakim był jej dręczyciel. Spojrzała więc tylko na mężczyznę z błyskiem wdzięczności i podziękowania w zmęczonych oczach. Mimo wszystko te słowa ją uspokoiły i chyba to teraz liczyło się najbardziej. Na resztę rozterek moralnych przyjdzie jeszcze czas i miejsce.

Następna poruszona przez jej opiekuna kwestia była też jedną ze szczytu jej obecnego zainteresowania. Co dalej i gdzie? Gdzieś będzie musiała się szkolić, gdzieś upchnąć swoje rzeczy, gdzieś przesypiać dnie bezpieczna od morderczych już i dla niej promieni słońca. Od razu stało się dla niej jasne, że w sierocińcu nie będzie mogła zostać, więc gdzie ma się sierota podziać. Nie miała własnego kąta, domu czy innego miejsca, gdzie mogłaby się bezpiecznie schować. To będzie musiało się stać chyba problemem jej nowego nauczyciela, a widać, że chyba nie chciał jej upchnąć byle gdzie. Dlaczego? Bo była Ventrue? Bo teraz za nią odpowiadał? Bo sama Księżna ją mu oddawała? No bo przecież nie z sympatii… przynajmniej jeszcze nie.

Kolejne słowa były już mniej przyjemne, ale Chloe zacisnęła wszystkie nerwy w garści i została spokojna. Widać była przestraszona i zawstydzona, ale miała pełną kontrolę nad sobą, nie dała się zaskoczyć nagłą zmianą tematu. Drugą stroną medalu było to, że tej nocy już tyle się napanikowała, nakrzyczała i napłakała, że już chyba sił jej brakowało.
-Niestety. Niewiele pamiętam. Głównie strzępy obrazów i emocji. – Zaczęła spokojnie. Wzrokiem uciekła gdzieś w bok i znowu do swoich nóg. Zaraz jednak westchnęła i starając się już coś uczyć i stosować do zaleceń, uniosła wzrok by zawiesić go na rozmówcy.
- JEGO rozpoznam jeśli go zobaczę. Mam pewność, mimo, że nie potrafię teraz go opisać. Jestem absolutnie przekonana, że jeśli usłyszę jego głos to nie pomylę go z żadnym innym. – Dodała uzupełniająco. –Nie. Żadnych nazwisk czy innych danych. Nie wiedziała nawet gdzie mnie trzymali póki Pani Sierra i Pan Parker mnie nie zabrali. – Troszkę przepraszająco, ale cóż innego miała powiedzieć. Chciała pomóc, być przydatna, a nie tylko balast i kłopot, ale w tym momencie, na te pytanie pełniej nie potrafiła odpowiedzieć.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#96
No tak, przecież to byłoby zbyt proste, gdybyśmy wiedzieli cokolwiek o naszym wrogu-westchnął w myślach, słuchając odpowiedzi swojej podopiecznej. Nie miał imienia lub nazwiska, nie miał opisu Sabatnika, sama Chloe też bardziej pamiętała głos, a nie twarz swojego napastnika. Czyli odnalezienie tego potwora, bez czekania na to aż łaskawie sam się objawi, wymagałoby zebrania jego i Chloe w jednym miejscu. Oczywiście, to był najgorszy możliwy pomysł, który Hunter z miejsca przekreślił. W sumie, jak doskonale zapamiętała jego głos, to nawet zwykłe nagranie wystarczyłoby do zidentyfikowania gościa-jego myśli zaczęły krążyć dookoła rozwiązania tego problemu, aż nagle przypomniał sobie, gdzie i w czyim towarzystwie się znajduje.

-No tak, po tym wszystkim co przeszłaś, brak wyraźnych wspomnień jest w pełni naturalną reakcją
-odezwał się na głos i spojrzał na Chloe współczującym spojrzeniem. Zwykła trauma, wynikająca z porwania i więzienia sama w sobie potrafiła podziurawić pamięć ofiary. Gdy się jeszcze do tego doda szok związany z Przemianą, ze śmiercią i odrodzeniem, to nie można się było dziwić, że umysł Chloe wiele rzeczy po prostu wyparł z pamięci. No i jeszcze jej Sire był Ventrue, a dzięki Dominacji można ciąć i edytować wspomnienia jak jakiś film. -Nie martw się Chloe, jeśli wszystko pójdzie w najlepszy możliwy sposób, to twój oprawca zostanie zniszczony zanim znowu go zobaczysz-dodał optymistycznym tonem, chcąc pocieszyć młodą Ventrue, którą ten temat wyraźnie poruszył. -W takim razie, skoro to już sobie wyjaśniliśmy, chciałbym teraz zmienić temat i zapytać o coś innego. Gdy otrzymałem telefon, że mam się zjawić przed obliczem Księcia-w tym momencie ukłonił się Jane Doe, która zajmowała się wciąż papierami-i przyjąć pod moje skrzydła młodą Ventrue, padła wzmianka o jakiejś "niezwykłej zdolności" Chloe. Z tego, co zrozumiałem, nasza droga Chloe odróżnia się od reszty naszego klanu, ale nie znam niestety żadnych szczegółów. Patrzył cały czas na swoją podopieczną, ale spojrzał też szybko na Księcia i na Seneszala. W końcu Chloe była wampirem od niedawna, skąd miała więc wiedzieć, co było normą wśród zdolności Ventrue? Ktoś mógł jej wytłumaczyć tą różnicę, jeśli widziała się ze Sierrą, to ta gaduła mogła jej wszystko z uśmiechem na twarzy wyjaśnić. Pomimo tego, Josh wolałby usłyszeć też zdania starszych, bardziej wtajemniczonych wampirów. Choć może niekoniecznie Seneszala Campbella, który tak podobno metaforycznie i kwieciście opisał zdolności młodej Snow, że rozmawiająca z Hunterem Harpia nie była w stanie mu tego przekazać. -Stąd też moje pytanie: w jaki sposób Chloe Snow różni się od reszty klanu Ventrue?-pytając patrzył na młodą wampirzycę, ale to pytanie zostało zadane całemu pokojowi.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro [02.15.1999]

#97
Image

Image Image
Rozmowa trwała dalej. Ważniejsze persony - a więc sama Księżna i jej dziecię - nie przeszkadzały w zapoznawaniu się Arystokratów. Nie sposób jednak było pozbyć się wrażenia, że i Jane, i Charlie uważnie chłonęli każde wypowiedziane przez przedstawicieli klanu Ventrue słowo.
- Sire i jego wataha... to znaczy jej resztki, bo na pewno jakieś musiały przetrwać spotkanie z Szeryfem... zechcą się upomnieć o Chloe właśnie z powodu jej wyjątkowości. - dokończył Seneszal, spoglądając przelotnie na Chloe. Moment później przeniósł wzrok na Josha; wzrok, który Hunter znał całkiem dobrze. Widział wielu narkomanów, jeszcze więcej przestępców, pijaków i zwyczajnych ludzi na samym dnie, a także masy ludzi szukających szczęścia i radości na dnie butelki wódki, czy też tych, którzy topili smutki w alkoholu. Ich wszystkich i samego Charlesa łączyła jedna rzecz: rozpacz i pesymizm.
- Chloe z pewnością znajdzie swoje cztery kąty w klanowym wieżowcu, a jeśli nie, wynajmę jej pokój w hotelu. - odezwała się Jane, ciągle zajęta wypełnianiem papierów których ilość i jakość z pewnością była godna najbardziej biurokratycznego Arystokraty. - Chloe jest wierząca, panie Hunter. Prawdziwie wierząca. Sierra wspominała, że przez to nie była w stanie zajrzeć jej do umysłu, mówiąc poglądowo. Czyż nie, Charlie? - słowa Księcia były proste, ale jakże wymowne. Prawdziwa wiara była czymś na pograniczu świętości, czymś, co było niezwykle rzadkie... i groźnie dla nieumarłych. Bardzo groźne. Seneszal, ciągle z dłońmi przy skroniach, pokiwał smętnie głową. Czyżby dlatego właśnie się tak czuł?
- Wedle Sierry, Chloe zwyczajnie odmawiając modlitwę zdołała zatrzymać szarżującego i rozwścieczonego Sabatnika. Nie zdawała sobie sprawy z tego co robi, a zatem nie panuje nad tym i może sprawiać istotne zagrożenie dla nas wszystkich ze względu na ciążącą na naszej Rodzinie klątwę. - Seneszal Campbell mówił powoli, ostrożnie wypowiadając słowa. Nie chodziło jednak o to, że nie chciał kogoś urazić, po prostu doskwierał mu ból głowy. Nie w sensie fizycznym, chociaż kto tam wie o co chodzi z Malkavianami.
To w końcu Świry.
Charles w końcu przestał masować skronie. Odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy. Trwał tak bez ruchu przez krótką chwilę, aż w końcu wstał i podszedł do biurka Księcia. Jane przystawiała właśnie ostatnią pieczątkę. Szybko złożyła swój podpis, podzieliła stos dokumentów na trzy części i spięła je zszywaczem, po czym wręczyła całość Seneszalowi. Ten, poświęcając chwilę na pobieżne zapoznanie się z zawartością, zmusił się do ponurego uśmiechu i ruszył do drzwi. Położył dłoń na klamce i już miał wychodzić, gdy wbił spojrzenie zmęczonych oczu w Josha.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#98
Z tego obcego, niechcianego powodu, niekontrolowanego uczucia przywiązania, zapewnienia Huntera, że jej pan zostanie Zniszczony nie poprawiały jej nastroju. Nie potrafiła pozbyć się tego uczucia żalu i troski o tego sukinsyna. Jeśli dojdzie do najgorszego - ich spotkania - nastolatka będzie musiała się zapewne bardzo natrudzić, żeby z nim nie pójść, albo co gorsze nie stanąć w jego obronie. To byłby prawdziwy koszmar. Potrząsnęła głową przeganiając tą mroczną perspektywę z głowy. Rozmowa trwała, a młoda mogła skupić się teraz na tych perspektywach nieco jaśniejszych.

Pytań mężczyzny o jej "wyjątkowość" z początku nie zrozumiała, no bo i jak... nie znała innych Arystokratów, by móc stwierdzić własną wyjątkowość. Szybko zorientowała się jednak, że może chodzić o jej wiarę. Dla niej nie była to żadna wyjątkowość, dobra cecha wyniesiona z domu. Szczęściem odpowiedzi na te pytanie udzieliły inne wampiry w pokoju. Snow lekko zmarszczyła czoło w napięciu z niepokojem przez wydźwięk słów Seneszala. Popatrzyła po wszystkich i nieświadomie uniosła wolną dłoń do szyi i zacisnęła ją na krzyżyku.
-Wychodzi na to, że Wiara odróżnia mnie od wszystkich innych wampirów... nie tylko Ventrue... - Westchnęła obserwując kroki Seneszala. Zapisywała sobie wszystko w pamięci i łączyła fakty, które dotąd były dla niej zagadką. Więc to jednak jej modlitwa powstrzymała tamtego potwora, który chciał rozszarpać ją na strzępy, a któremu Sierra odstrzeliła głowę... albo to Parker mu ją rozkwasił... zbyt wiele przemocy dzisiaj widziała...


-Po opuszczeniu magazynów, zaczęli nas gonić ludzie, nie wampiry. Pani Sierra nazwała ich ghulami...a Pan Parker... - skrzywiła się i nie dokończyła, wymownemu milczeniu pozostawiając tą kwestię. No bo cóż mógł zrobić z nimi Szeryf jak się rozdzielili? Łby im z ramion pozrywał na pewno. Nie widziała innego scenariusza. Dodała to kwestii uzupełnienia wzmianki o resztach watach jej Stwórcy... widać należeli do niej nie tylko krwiopijcy, ale także zmanipulowani ludzie. Koszmar. Ci z Sabatu byli istnymi Bestiami, Snow zdążyła się pozbyć wszelkich wątpliwości... zło wcielone... nie chciała mieć z nimi nic do czynienia, oni w ogóle nie powinni istnieć!! Jak każde zło tego świata tak naprawdę... nie mogła jednak zanegować faktu, że odwieczna walka "dobra" ze "złem" od zarania historii była filarem i fundamentem tego świata...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#99
-Wierząca, prawdziwie Wierząca-Hunter powtórzył te słowa z autentycznym zaskoczeniem w głosie. Nie była to odpowiedź, której spodziewał się usłyszeć, gdyby miał zgadywać przez tydzień non stop, to pewnie by nie odgadłby tajemnicy Chloe. Myślał, że jego nowa podopieczna miała dostęp do jakiejś Dyscypliny, którą inni Arystokraci nie posiadali. Dopuszczał nawet możliwość, że młoda wampirzyca posiadała Dyscyplinę dotychczas niespotykaną pośród Spokrewnionych, nowy przejaw łączącej wszystkich Spokrewnionych Klątwy. Z tego co Joshua wiedział, było to niezwykle rzadkie wydarzenie, ale nie niemożliwe. Prawdziwa Wiara natomiast...to przecież był element bajek i legend, które młodzi neofici opowiadali sobie w Elizjach. Dar, który podobno posiadali ludzie święci już za życia, lub Stworzyciele Rodzica znajomego znajomych, który zawsze mieszkał po przeciwnej części Stanów. Moc, która potrafiła obłaskawić Bestię, stłumić głód krwi i pozwalała wyjść bez obaw na światło Słońca. Te i inne cuda przypisywano Wierzącym, tworząc z nich w połowie mitologicznych herosów, a w połowie bohaterów z komiksów. Hunter słyszał też szepty, że Prawdziwa Wiara była u wampira niezbędna do osiągnięcia legendarnego stanu Golcondy, czymkolwiek by ona nie była, bo o nie też krążyło wiele opowieści, w większości sprzecznych ze sobą. Krótko mówiąc, Josh nasłuchał się wiele o Wierzących i ich mocach, i nie wierzył w ani jedno słowo. To, że istniały nieumarłe potwory, które mogły mocą swojej krwi zmieniać świat w magiczny sposób osłabiło trochę jego racjonalne podejście do otaczającego go świata. Ale to, że po ziemi chodziły wampiry, wilkołaki i duchy nie oznaczało od razu, że staruszek Jahwe ze swoimi aniołkami patrzył na nich z Nieba. Fakt, że ludzie musieli swoje noce dzielić z potworami rodem z koszmarów tylko potwierdzało to, o czym Hunter wiedział od dziecka: otaczający nas świat jest okrutnym i popierdolonym miejscem.

Dlatego też, w pierwszej chwili, chciał spytać Księcia i Seneszala, czy aby na pewno mówili oni poważnie. Następnie zastanowił się, czy aby przedziwna moc Chloe nie była po prostu efektem złudzeń i majaków, jakie potrafiły dręczyć Malkavian. Szukał dowolnego wytłumaczenia, które pozwoliłoby mu odrzucić usłyszane rewelacje i dzięki któremu mógłby zachować swój obecny światopogląd. Nawet jeśli dziewczyna jest Wierząca, to obiekt jej wiary nie musi przecież wcale istnieć-powoli zaczął budować swoje myśli, próbując dopasować przedziwne talenty Chloe do swojej wizji świata-może ta opisywana moc tkwi w niej, ale nie może jej użyć bez silnej wiary? Dyscyplina Dominacji opierała się na podobnym założeniu, aby Ventrue mógł z niej skorzystać, musiał wierzyć-być wręcz pewnym tego-że był lepszy od osoby, której rozkazywał. Zbliżone założenia, tylko obiekt wiary był inny, zamiast w siebie Chloe wierzyła w siłę wyższą. Wytłumaczenie te nie było zbytnio przekonujące, ale na chwilę obecną było wystarczająco dobre, żeby Hunter odłożył na bok myśli o Niebie, Piekle i Potępieniu.

Ukłonił się wychodzącemu Seneszalowi, po czym przyjrzał się swojej podopiecznej i pokiwał w zrozumieniu głową-No to rzeczywiście jesteś wyjątkowa Chloe, jedna na milion, czy może nawet jedna na sto milionów. Niezależnie od tego, jakie było źródło jej mocy, opisane przez Jane Doe zdolności czyniły z młodej wampirzycy idealną broń do walki z wampirami. Nic więc dziwnego, że Sabat chcieli ją odzyskać, zwłaszcza teraz, gdy wszystkie sekty w mieście szykowały się do wojny. Ich as w rękawie wyfrunął z gniazda i trafił do obozu nieprzyjaciela. Chloe Snow w ich oczach musiała jak najszybciej powrócić do nich, lub też pewnie zostać zniszczona, zanim Camarilla wykorzysta ją w swoich celach. Zlecone Hunterowi zadanie właśnie skomplikowało się dziesięć razy bardziej.

-Tym bardziej trzeba będzie Ci zapewnić bezpieczne schronienie. Mój lokal wymagałby dodatkowych zabezpieczeń, zanim odważyłbym się Ciebie w nim trzymać, a to wymagać będzie sporo czasu do wprowadzenia. Dodatkowa ochrona na pewno się przyda, bo nawet jeśli Chloe nie zamieszka u Huntera, to jego nazwisko szybko będzie znane Sabatowi. Co takiego przeszkodziłoby gholoum tych potworów na wbicie się do lokalu w godzinach porannych, odnalezienie Schronienia Ventrue i spalenia go żywcem? Dotychczas jego największym zabezpieczeniem była anonimowość, brak większej reputacji w mieście, ale teraz miało się to zmienić. King's Cross będzie wymagało całkowitego przebudowania, jeśli Hunter miał tam przyjmować ataki i sabotaże wroga. -Klanowy wieżowiec brzmi na najlepsze rozwiązanie, porozmawiam ze Starszymi i postaram się Chloe załatwić jak najlepsze warunki-to oczywiście mogło się skończyć kolejnym zleceniem dla Josha., tym razem ze strony Zarządu. W końcu jego nowa protegowana była jego odpowiedzialnością, jako jej (przybrany) sire to właśnie on miał dopilnować, żeby młoda wampirzyca miała dach nad głową i ściany przeciwko wrogom. Jeśli był na tyle słaby, że nie mógł tego zapewni i musiał prosić Zarząd o pomoc, to ta pomoc zostanie mu oczywiście oferowana. Wystarczyło tylko, że zapłaci cenę, którą starsi Ventrue sobie zażyczą. Josh za to doskonale wiedział, ile jego klanbracia mogli sobie zażyczyć.

-Czy jest coś jeszcze, o czym powinienem w tym momencie wiedzieć?-pytanie tym razem skierował do Jane Doe, choć na moment spojrzał też na Chloe, prosząc ją wzrokiem o zebranie głosu. -Wiem, co Zarząd będzie ode mnie wymagał, ale chciałbym też wiedzieć moja pani-kolejny ukłon w stronę Księcia-czego Wy będziecie ode mnie wymagać, Pani. W kwestii wykształcenia naszej najmłodszej krewnej oczywiście-sprecyzował, bo przecież doskonale wiedział, że miał zadbać o bezpieczeństwo neofitki. Tymi pytaniami chciał zakończyć to spotkanie, aby móc przejść do działania. Musiał zająć się protegowaną i swoimi sprawami, a pogodzenie tego będzie wymagało dużo działania, na które jedna noc może nie starczyć.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro [02.15.1999]

#100
Image
Image
Seneszal Charles Campbell, potomek Jane, wyszedł z gabinetu. Zamknął za sobą drzwi i zostawił trójkę wampirów samych, co spotkało się z dość interesującą - acz pewnie spodziewaną - reakcją ze strony Księcia. Doe bowiem jeszcze przez kilka chwil spoglądał w drzwi, przy których moment temu stało jej dziecię. Wyraz troski na uroczej twarzy tej martwej przecież kobiety mógł chyba kruszyć każde, lodowate i niemiłe serce. Szybko jednak Malkavianka odwróciła wzrok i zaszczyciła swym spojrzeniem wychowankę sierocińca oraz naprawdę wygadanego Arystokratę.
Wampirzyca wstała zza biurka.
- I słusznie zrobiła, Chloe. - odezwała się Jane. - Sabat zniewala śmiertelników przemocą i krwią, czyniąc z nich nic więcej jak narzędzia. Ghule, którzy ścigali ciebie, Sierrę i Johna, nie stanowią już żadnego problemu i nie musisz się o nich martwić. O Johna... pana Parkera... również. - zaczęła uspokajać dziewczynę. Młoda Arystokratka wydawała się być zagubiona, a z każdym kolejnym wypowiedzianym przez starszych od niej nieumarłych dezorientacja i szok mogły tylko rosnąć.
- Z całym szacunkiem, panie Hunter, ale nie wydaje mi się, by pański lokal odpowiadał Chloe. Ventrue Penthouse spełnia wszystkie wymagania i jeśli się nie mylę, to każdy przedstawiciel klanu jest tam mile widziany, czyż nie jest tak? - spytała uprzejmie. Nie była Arystokratką, tylko Świrem. Prawdziwym, pieprzonym świrem, który może rozmawiać ze znakami drogowymi, ale tutaj teoretycznie miała rację. Zarząd nie pozwoliłby sobie na hańbą związaną z wyrzuceniem młodego Ventrue na ulicę. Księżna podeszła więc bliżej, stając jednak tuż obok swej niedawnej wychowanki i objęła ją czule ramieniem.
- Wymagam tylko jednego, panie Hunter. - odparła cichym, poważnym tonem na ostatnie z pytań zadanych przez Josha. - Chcę, by Chloe Snow była przede wszystkim bezpieczna i szczęśliwa na tyle, na ile jest to tylko możliwe. Reszta jest w pańskich rękach, panie Hunter. - dodała, dając Hunterowi dosłownie wolną rękę. Jej wymaganie, by dziewczyna była bezpieczna i szczęśliwa, jakoś tak pasowało do wicedyrektorki sierocińca bardziej, niż do wampirzej władczyni całego miasta. To było pocieszające, ale i, paradoksalnie, przerażające.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#101
Była zakłopotana, roztrzęsiona, przestraszona, zmieszana... tych uczuć było jeszcze dużo więcej, cała mieszanka, ale cóż począć, zaczęła sobie już jakoś z tym radzić wyjścia nie była. Słuchając wymiany zdań wampirów przygryzła wargę i gryzła ją namiętnie przytakując tylko delikatnie, ale nie zabierając głosu. Dopiero kiedy Hunter zadał pytania i wyczekująco spojrzał też na nią.
-Nie... w tej chwili nie. Chyba wszystko zostało powiedziane. - Mruknęła. Szybko zastanowiła się czy warto coś powiedzieć w tym miejscu, ale nic takiego nie przyszło jej do głowy.


Całe szczęście Snow nie miała takich przemyśleń jak jej opiekun, zapewne z tego względu, że nie była świadoma większości rzeczy, o których wiedział jej opiekun. To dobrze. Miała i tak tyle do dźwigania, że ledwo dawała radę oddychać... świadomość, że jej wiara, może stać się i prawdopodobnie już stała się przyczyną jej "wyjątkowości" i tego, że Sabat urządzi sobie na nią polowanie.
-Nie chcę stwarzać problemu. - Jęknęła żałośnie podsumowując wszystko. Wiedziała jednak, że już była, nie z własnej woli, ale splotem całego szeregu wydarzeń i działań innych osób, teraz była problemem i być może stwarzała niebezpieczeństwo dla swojego otoczenia. Odpychała te myśli by znowu się nie rozpłakać. Będzie się musiała z tym zmierzyć, ale nie teraz, nie tej nocy. Stłumiła dreszcz i wzięła uspokajający głęboki wdech. Ich chwile tutaj były policzone, rozmowa zmierzała ku końcowi, Jane przytuliła ją na pożegnanie. Nastolatka znowu się w nią wtuliła, uściskała ją mocno, serdecznie, z wdzięcznością.
-Dziękuję Panno Doe. Będę się bardzo starać. Zrobię co w mojej mocy, żeby Pani nie zawieść... i Pana też skoro teraz teraz Pan będzie moim opiekunem. - Powiedziała cicho acz pewnie, pierw zwracając się do kobiety, a potem także do Huntera. Pociągnęła nosem i odkleiła się do Księżnej. Uśmiechnęła się delikatnie, raczej niepewnie.
-Do widzenia. - Powiedziała założywszy płaszcz i poprawiając torbę z laptopem na ramieniu. Czas by. Nie było co przedłużać. Pożegnała się z rodzeństwem, pożegnała się z tym Domem, teraz też pożegnała się z Doe. Mogła iść, gdziekolwiek by jej Hunter nie zabrał... i niezależnie od tego jak bardzo by się nie bała.


<zt za Hunterem>
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: Budynek administracyjny - Gabinet zastępcy dyrektora, piętro

#102
Hunter mógł jedynie przytaknąć, wysłuchując polecenie swojej Księżnej. Przez chwilę chciał coś powiedzieć, skomentować jakoś ten rozkaz, dodać coś od siebie. Uznał jednak, że jego słowa byłyby całkowicie zbędne w tej chwili. Już od początku wiadomo było, że Jane Doe wymagała, żeby powierzonej opiece Ventrue dziewczynie nawet włos z głowy nie spadł. Bezpieczeństwo jego protegowanej będzie dla Josha sprawą priorytetową, nie tylko z powodu wydanych mu rozkazów czy też klanowej lojalności i solidarności. Życzenia Księcia, więzi klanowe, plany Sabatu, wyjątkowo rzadki dar i obrzydliwa zbrodnia dotykająca niewinnej dziewczyny-te wszystkie wątki splatały się w sieć, która pokrywała Chloe Snow. Hunter był w stu procentach przekonany, że jeszcze więcej wątków pojawi się podczas nadchodzących nocy, gdy już lepiej pozna najmłodszą Ventrue.

Jane Doe wiele wymagała od niego i Hunter chciał jakoś to wyrazić, przekazać jej ogrom odpowiedzialności, w którą ona go wrzucała. Był przecież młodym wampirem, który przybył do Seattle parę tygodni wcześniej i dopiero zdobywał kontakty i znajomości. Pośród Arystokratów był tak naprawdę zubożałym szaraczkiem, który próbował jakoś dorobić i zyskać minimum szacunku łapiąc się każdego dorywczego zadania. Spośród wszystkich przedstawicieli swojego klanu Hunter miał najmniej środków, aby zadbać o młodszą wampirzycę. Jednak, pomimo swojej niskiej pozycji, Joshua był wciąż Ventrue. Od lat wymagano od niego odwagi, rzetelności i kreatywności, miał cały czas dążyć do perfekcji. Jak to zawsze mawiała jego Sire "Jeśli masz czas narzekać na swoje zadanie, to masz też czas by się mu w pełni poświęcić." Stąd też jedynym, co Hunter mógł teraz powiedzieć było -Będzie tak, jak sobie tego życzysz Pani.

Chloe dała wyraźny znak, że chce już opuścić gabinet Księcia Tak naprawdę to Hunter, jako jej Opiekun powinien pierwszy zacząć się zbierać, a ona powinna czekać na jego przyzwolenie. Był to jednak element etykiety salonów i Elizjów, którą ona jeszcze zdąży się nauczyć w najbliższej przyszłości. Josh ukłonił się i pożegnał-Nie będziemy już Pani więcej czasu zabierać, do widzenia-po czym podszedł do drzwi i razem z Chloe wyszli na korytasz.

-Zajmiemy się znalezieniem dla ciebie miejsca w Penthousie, ale najpierw zajrzymy jeszcze w jedno miejsce-powiedział do swojej wychowanki, gdy schodzili po schodach na dół. -Znam takie jedno miejsce, w którym będziemy mogli swobodnie porozmawiać-dodał jeszcze, po czym pożegnali jeszcze Molly z Informacji i opuścili Dom Dziecka.

Do King's Cross Pub >>>
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.
Odpowiedz

Wróć do „2142 10th Ave W, Seattle Children's Home”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron