Budynek Behavior Support Team

#1
  Najwyższym ze wszystkich budynków kompleksu Seattle Children's Home jest bez wątpienia gmach Behavior Support Team, trzypiętrowy moloch będący tymczasowym domem dla wszystkich, którzy sprawiają mniejsze i większe kłopoty wychowawcze i, co za tym idzie, wymagają szczególnej opieki. Nie tylko dla własnego bezpieczeństwa, ma się rozumieć, bo wkurzony nastolatek jest często równie groźny, jak dorosły - a czasami i znacznie groźniejszy, bo tak naprawdę nie ma już nic do stracenia.

W oknach nie ma jednak krat. Drzwi nie są bez przerwy zamykane na klucz. Kadra SCH dba o to, by wychowankowie czuli się tu dobrze, by nikt nie naruszał ich prywatności i nie przeszkadzał za bardzo... nie znaczy to jednak, że każdy dzieciak i nastolatek może robić, co mu się podoba, skądże znowu. Jakieś zasady muszą być i trzeba ich przestrzegać dla dobra ogółu, nawet, jeśli nie wszystkim to pasuje. Z tego względu każde z trzech pięter odpowiada innej grupie wychowanków i dodatkowo jest podzielone na dwie części, dla chłopców i dla dziewczynek.

Pierwsze piętro jest dla dzieci do lat dziesięciu. Agresywnych, krzykliwych, nadpobudliwych, nieprzystosowanych do życia pośród innych, pełnych tęsknoty za rodzinami.

Drugie piętro to domena trochę starszych dzieci i młodszych nastolatków, tak do lat szesnastu - to chyba najtrudniejszy wiek dla dziecka, gdy zdrowy rozsądek i racjonalne myślenie ustępuje burzy hormonów. Lekarze zatrudnieni na etacie w SCH mają nie lada wyzwanie przed sobą, próbując przebić się przez grubą warstwę chamstwa i agresji, podobnie jak wolontariusze. Ci nie wytrzymują zbyt długo starcia z rzeczywistością; w ich mniemaniu praca z dziećmi to coś romantycznego, cudownego, a nie męczącego dla obu stron. Naprawdę nieliczni poświęcają swój prywatny czas, by pomagać dzieciom. Jedną z takich osób jest absolwent pobliskiego liceum, Richard Leamann, pryszczaty i blady okularnik w postrzępionych, dżinsowych spodniach i za długiej, flanelowej koszuli. Z wyglądu przypomina jednego z wychowanków i być może dlatego zaskarbił sobie ich szacunek. Albo po prostu wykonuje bez szemrania polecenia zastępcy dyrektora, pani Jane Doe i robi co w jego mocy.

Na ostatnim, trzecim piętrze przebywają już nastolatkowie u progu dorosłości, osoby, które odliczają miesiące i tygodnie do chwili, gdy opuszczą mury Seattle Children's Home. Jedni są przerażeni tą perspektywą, inni wręcz przeciwnie, nie mogą się doczekać, aż wydostaną się na wolność i porzucą krępujące ich łańcuchy, zwłaszcza upierdliwego dyrektora i jeszcze bardziej upierdliwą zastępczynię, która dziwnym trafem zjawia się zawsze wtedy, gdy ktoś pije piwo i próbuje wyjść przez okno na "spacerek".

A na parterze jest to samo, co w pozostałych budynkach. Norma.
Odpowiedz

Wróć do „2142 10th Ave W, Seattle Children's Home”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Chloe Snow i 1 gość