Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#61
Chyba słusznie Chloe czuła, że każdy krok, każde zachowanie jest teraz bacznie oceniane przez wszystkich zgromadzonych. Nawet ona sama, zastanawiała się cały czas, jak i co powinna zrobić. Czy to ta przeklęta Krew tak kazał jej robić, ten nowy, dziwny instynkt... nie zachowała się przecież jak za życia, normalnie... nie otworzyła drzwi jak kiedyś, z radością i uśmiechem, serdecznie witając gościa i zapraszając by wszedł. Owładną ją jakiś dziwny paraliż ruchów i gestów... minimalizm w ekspresji. Kiedyś była bardziej wylewna, nieprzesadnie, ale sama to zauważyła. Krew Ventrue? To naprawdę mogło mieć aż taki wpływ? Na co jeszcze?!

Tak jak obstawiała kobiety porozumiały się chyba jakoś magicznie między sobą, bo Chloe została tylko zmierzona wzrokiem, a potem zaczęła się reszta powitań i konwenansów, których dziewczę za grosz nie ogarniało. Kto mówił pierwszy, kto potem, kogo słuchać, kogo nie, może wszystkich... dramat. Na szczęście zdawała sobie sprawę, że ona ma się nie odzywać, siedzieć cichutko jak myszka i udawać, że zniknęła. Uczyć się w ciszy i nie przeszkadzać. Z resztą była zbyt przerażona, żeby móc zabrać głos w jakiejś konkretnej sprawie. Pilnowała się, żeby nie stanąć Helenie na drodze, po czym zamknęła delikatnie drzwi i idąc za głośną radą Harpii i niemymi gestami Opiekuna, wzięła krzesło, przystawiła je bliżej Huntera, tak żaby się nie wyróżniać, nie za blisko i przycupnęła na nim modląc się w duchu, żeby tylko nikt więcej na nią uwagi nie zwrócił, a już broń Boże żeby o nic nie zapytał.

Dyskutowali w dalszym ciągu o podziale sił, wojnie z Sabatem, rozłamie Ventrue i ich utraconym wizerunku... cokolwiek to znaczyło i dlaczego się stało. Widać było to dla Arystokratów bardzo bolesne, co z miejsca zaalarmowało Chloe, że temat jest cholernie niebezpieczny zwłaszcza dla kogoś tak świeżego jak ona. Głos zabierał kolejno każdy, od Harpii, przez Brygadzistów, aż do Huntera, który jak widać, poza nią, musiał mieć najniższą rangę w pomieszczeniu. Pech. Ona znowu została wywołana do odpowiedzi. Chyba tylko cudem nie zsunęła się z krzesła. Cały czas siedziała w skromnej pozycji. Wyprostowane plecy, ale bez przesadnej baczności nogi złączone razem przy sobie, mimo, że miała spodnie, dłonie splecione i położone na padoku. Kiedy mówili, starała się na nich patrzeć, na każdego, który głos zabierał. Ze strachem i zainteresowaniem, niestety bez większego zrozumienia. Ale szła za wskazówkami - siedź cicho, nie przeszkadzaj, ucz się. To akurat było łatwe. Adrenalina strzelała, kiedy ktoś zwracał się do niej, najpierw piękna Harpia, a potem surowa Markiza. Przełknęła ślinę, przez pół sekundy ważąc co ma odpowiedzieć. Była Ventrue... wiedziała, że nie wygląda, że nie pasuje na Arystokratkę... ale przecież potwierdziła to sama Panna Doe! Z odsieczą, z jakąś swobodą i naturalnością przyszedł jej Hunter. Nim skończył pierwsze zdanie czuła ulgę i wdzięczność, potem jednak...
Chloe kilkakrotnie dziś zmieniała swoją kolorystykę. Normalnie blady rumieniec na policzkach, zostawał zastąpiony, niezdrowym odcieniem bieli z żółcią, albo sinym zabarwieniem zgniłej zieleni. Normalnie rozpacz. Jakby zwymiotować miała. Gdyby miała czym pewnikiem by to zrobiła. Przynajmniej miała takie właśnie wrażenie. Znowu zbladła słysząc kolejne zdania. Od razu, jak na komendę spuściła wzrok i jakby się skuliła. Nie chciała słyszeć ani słowa więcej! Co on wygadywał!? Na trzy zdania traktujące bezpośrednio o jej pochodzeniu, tylko pół jednego było prawdą! Była Ventrue... nic więcej...
-Boże co on wygaduje? Dlaczego? Zgubić nas oboje chce? Przecież to nic nie prawda. Oni i tak się dowiedzą... Panie miej nas w swojej opiece. - w myślach zwróciła się do Boga. To pierwsza noc... a zaraz mogą ich o łby poskracać bo on łgał jak najęty... w tej historii nic się kupy nie trzymało, nawet dla Chloe, a może zwłaszcza i tylko dla niej, bo prawdę znała. Wydawało jej się to tak marnym i słabym kłamstwem, że nawet jej młodszy braciszek by to przejrzał. Czy te zasługi, o których mówił mogły być na tyle ważne, że dostał zgodę na jej zmianę? Był na tyle już zasłużony, że mógł? Z Zmianę nie trzeba było wcale bardzo zasłużyć? Kim był dla Księżnej, że uzyskał zgodę? Kim ona była i czym się wyróżniła, że Ventrue wybrał właśnie ją, skoro w ogóle na Arystokratkę nie wyglądała i nie pasowała... przynajmniej z pozoru. Helena nie bez podstawy zapytała z jakiego jest Klanu, bo w Ventrue trudno było uwierzyć. Miała wrażenie, że ich siedziska nagle znalazły się na cieniutkim, trzeszczącym już i pękającym lodzie.
-Boże wybacz, że nie przeczę temu łgarstwu, tu i o dwie głowy idzie. Proszę tylko, żeby nikt, niczego nie kazał mi potwierdzać... proszę... Wiesz Panie, że nie będę mogła tego zrobić... - Pilnowała się, żeby podczas swoich krótkich próśb, nie zamknąć oczu, jak zazwyczaj czyniła modląc się. Im mniej zdradzi sobą, tym lepiej, a i tak przecież koszmarnie jej szło ukrywanie czegokolwiek i w ogóle radzenie sobie z tą sytuacją i w tym towarzystwie...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne [02.15.1999]

#62
Image
Image
Gdy wszyscy nieumarli się już wypowiedzieli (a Chloe dalej siedziała cichutku i udawała, że nie istnieje) Danielle uniosła i machnęła niespiesznie jedną dłonią. Gest ten, pozornie dość wulgarny czy wręcz obcesowy, nie był jednak pozbawiony swoistego uroku. Rozmowa zaczynała zmierzać w coraz węższym, znacznie bardzie precyzyjnym kierunku - grupka wampirów toczyła teraz dyskusję na jeden temat. I to chyba było głównym powodem, dla którego Shaw wykonała ten gest; nie chciała, by ktoś zmieniał temat, by jakiekolwiek dygresje mogły odwrócić uwagę od tak zwanego meritum.
Albo po prostu wiedziała, że Josh ordynarnie kłamał i nie chciała, by Chloe zaprzeczyła.
- Och, Brygadzistko Ainsworth... - uśmiechnęła się szeroko Harpia, zwracając się bezpośrednio i nadzwyczaj osobiście do Heleny. - Seneszal zrobił znacznie więcej, aczkolwiek domniemywam, że po prostu Thorburn miał dość jego marudzenia i zrzędzenia i narzekania i tego przytłaczającego pesymizmu. W każdym razie, Alexander zaszczycił swoją obecnością zebranie Rady, obiecując wizytę na terenie wroga jako gest dobrej woli. Sojusz Camarilli i Anarchistów jest zatem realny jak jeszcze nigdy dotąd. - mówiła z wyraźnym zadowoleniem, tak, jak tylko potrafi to robić kobieta rozkochana w plotkach. Fakt, że Helena nie wiedziała o sojuszu i po prostu pytała naprawdę ucieszył Shaw. A jeszcze bardziej ucieszyły ją wypowiedziane kilka chwil wcześniej słowa Walkera, do których zresztą nawiązała sama Ainsworth.
Dla Chloe natomiast coś takiego brzmiało równie dobrze, jak wykład z nieznanego wcześniej języka programowania. Niby pewne rzeczy rozumiała, niby pewnych można się było domyślić, ale całość umykała. Znikała, nie miała sensu i w ogóle była głupia. Nie ma się więc co dziwić, że znów dziewczyna poświęciła się Bogu - na szczęście nie modliła się jednak aż tak gorliwie, jaśniejąc niczym pochodnia w mroku nocy. Jeszcze nie...
- Byłabym bardzo rada, gdybyś i ty, Brygadzistko Ainsworth, i ty, Brygadzisto Walker, odwiedzili The Angry Beaver Pub i porozmawiali z tamtejszymi Krzykaczami. Sama miałam coś takiego zaproponować, ale skoro Helena się zaoferowała, a ty, Thomasie, wyłożyłeś pomysł wyciągnięcia pomocnej dłoni... Wspólniku Hunter, jeśli dobrze zrozumiałam, to byłeś już w tym pubie, tak? Co wiesz o tamtejszych Spokrewnionych? Czy jakiś szczególny Kainita rzucił ci się w oczy? - Brujah są w rozsypce. Nie istnieją jako klan, jako zwarta Rodzina. To zbieranina indywidualistów, z których każdy jeden krzyczy głośniej. Z tego co każdy starszy wampir mógł wiedzieć, część z nich, niczym skarcone psy, czmychnęła z Camarilli i skryła się u Thorburna, zasilając szeregi Ruchu Anarchistów. Część wyjechała z miasta, a reszta, na czele z Cameronem, robi to, co potrafi najlepiej czyli siedzi w barach, wszczyna bójki albo ma wszystko głęboko gdzieś i rozpamiętuje lepsze, minione czasy. Głupotą byłoby tego nie wykorzystać!
Danielle Shaw spojrzała wymownie na Chloe. Ona wie. Spojrzenie jej oczu mówiło wprost, że ONA WIE.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#63
Walker zaczął zastanawiać się w co się właśnie wplątał.
Oczywiście zdawał sobie sprawę z wagi tego spotkania. Tematy jakie tutaj omawiali będą miały wpływ na przyszłość klanu tym mieście. Właśnie dziś, w tym pokoju rodziła się nowa frakcja w klanowej polityce, frakcja której przewodziła Harpia Shaw, spokrewniona z którą już teraz musiano się liczyć nawet w kręgach kierowniczych. Jedno było pewne. Nikt z tu obecnych nie znalazł się przypadkiem. Thomas jednak zadawał sobie pytanie czy razem z Joshem ugryźli za dużo niż mogli przełknąć. W końcu wojna gangów to nie były przelewki, a do tego dochodziło wybadanie krzykaczy i umiejętne ich popchnięcie w odpowiednim kierunku. Oczywiście to co myślał nie miało już większego znaczenia. Walker nie mógł przecież powiedzieć "nie" czy "zastanowię się". Takie odpowiedzi były wręcz zabronione. Musiał brnąć w to co już się rozpoczęło. Po drodze zaś, będzie próbował ugrać jak najwięcej dla siebie, i jeśli sprawy przybiorą zły obrót postara się wycofać w najmniej bolesny sposób.

Na pytanie Heleny odpowiedział lekkim uśmiechem. - Oczywiście. - powiedział po chwili. - Pozyskanie Brujah dla naszej sprawy jest jednym z priorytetów. Będę zaszczycony móc wspomóc klan w tym jakże ważnym przedsięwzięciu. - Na kamienne spojrzenie kobiety odpowiedział swoim. Próbował wyczytać jakąś wolę za tymi słowami, jakąkolwiek emocje skrywającą się w tęczówkach Heleny. Nie mógł jednak nic takiego dojrzeć. Markiza znaczniej lepiej niż on opanowała sztukę zamiany w kamień. Była jak niewzruszony posąg smagany wiatrem, uparcie nie dający się powalić. - Żywiłem już nawet pewne nadzieje z braćmi Richmond, jednak po godnej pożałowania sytuacji w Midnight Fix obawiam się, że ten most jest bezpowrotnie spalony.

Walker oczywiście wychwycił uwagę o Brygadziście Everleyu jak i o Zarządcy Wernerze. Tajemnicą poliszynela był fakt iż Everley był zaufanym człowiekiem Zarządu. Wyglądało na to, że Markiza była już tej nocy na jednym spotkaniu i przybywała tutaj z błogosławieństwem samego Klausa Wernera. Walker tylko utwierdził się w przekonaniu, że był w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Z uwagą obserwował także wymianę zdań, a może raczej ciosów pomiędzy Heleną a Joshem. Wywołany do tablicy Hunter wytłumaczył się zgrabnie z pytań jakie zadała mu Markiza. Do uwagi o Chloe nie przywiązał zbyt dużej uwagi. Zwykłe przejęzyczenie bądź użycie złego słowa. Nic czego nie można by wybaczyć świeżo upieczonemu ojcu.

Wtem jednak Danielle ukróciła wszelkie objawy zbaczania z tematu. Thomas musiał jej przyznać iż jak nikt inny potrafiła podporządkować sobie całe pomieszczenie spokrewnionych i sprawić by każdy z nich poddał się jej woli. Gdy został wywołany potwierdził tylko prośbę skinieniem głowy. nie było sensu odzywać się teraz gdy kolejne pytanie było skierowane do Huntera. Nadstawił więc uszu by wysłuchać co młody wspólnik ma do powiedzenia. Każda informacja o obecnych Brujah mogła okazać się teraz na wagę złota.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#64
Gdyby Markiza słyszała myśli Huntera, miałaby na nie swoją odpowiedź. Zwłaszcza na te dotyczące przyjaźni… Jedyne bliskie sobie osoby zostawiła w Anglii. Z Sire niespodziewanie straciła kontakt, choć pozostawiony pierścień linii krwi — który zresztą miała na małym palcu lewej ręki — wciąż przypominał jej o zobowiązaniu, które złożyła wkraczając w świat Arystokracji, i o tym, że w jej żyłach płynie krew Mithrasa. Helenie ciężko było utrzymać własne ideały, miała więc cele i zasady, którymi się kierowała, a które przekazali jej Sir Bernard i Reid. Specyficzność Markizy wynikała przede wszystkim z tego, że na pierwszym miejscu stawiała Camarillę. Choć starała się być neutralna, to jednak w ostatnim czasie przykra sytuacja Ventrue w Seattle zmusiła ją do podjęcia pewnych działań. Decyzja o okazaniu swojego poparcia dla Wernera jako Primogena nie była nieprzemyślana. Oprócz tego, że mógł znacząco pomóc klanowi, to jeszcze jego pozycja wyznaczała pewien tor działań.
Ventrue byli przecież fundamentem Camarilli, nieważne jak bardzo inne klany chciały temu zaprzeczyć.
— Dobrze. Będziemy zatem w kontakcie, Brygadzisto Walker. Jak zawsze. — Odparła na słowa Thomasa. Trudno jednak powiedzieć czy jego zgoda w jakikolwiek sposób nań wpłynęła. Nie zmienił się ani ton głosu ani nawet spojrzenie Heleny. Choćby chciała się uśmiechnąć, to wyglądałoby to wyjątkowo sztucznie i nieprawdziwie. Dlatego wśród Spokrewnionych nawet nie próbowała udawać, że ma w sobie jakiekolwiek… Emocje. Słowa, które doń wypowiedziała, musiały mu wystarczyć. Walker znał ją jednak na tyle, by wiedzieć, że rada jest z jego zgody i jeśli on lub ona będą mieli okazję podjąć się wspólnego działania w sprawie, to jedno drugiego uprzedzi. W tej kwestii ufała mu na tyle, na ile może sobie pozwolić Ventrue. — Oczywiście, udamy się wraz z Brygadzistą Walkerem do Angry Beaver Pub, Harpio Shaw. — Potwierdziła słowa Danielle. Znowuż nie okazała przy tym żadnych emocji, z posągową prezencją przyjmując odeń to polecenie. Trudno powiedzieć czy było jej to na rękę czy też nie. Markiza jednak była gotowa do poświęceń gdy podejmowała się działania i nie okazywała niezadowolenia nawet kiedy jej to nie pasowało. Ot, czysta, szlachecka krew angielska.
— Cieszy mnie to, Harpio Shaw. Wsparcie Anarchistów będzie nam potrzebne w tych trudnych chwilach. — Nie dała im w jakikolwiek sposób odczuć, że wyciągnięcie ręki do Thorburna miast klanów Camarilli na tym etapie uważała za uznanie wyższości i większego zaufania do Anarchów, nie zaś do własnych podwładnych. Dobrze się też stało, iż nie poszła z Seneszalem do Alexandra, bo sama mogłaby okazać takie stanowisko. Tym bardziej, że, jak widać, nie było takiej potrzeby. Dobrze jednak, że mieli ich wsparcie. Będzie ono ważne.
Po słowach Danielle przeniosła chłodne spojrzenie na Joshuę. Nie przerywała mu. Nie spodziewała się, że ten zacznie wymieniać swoje osiągnięcia tak, jakby co najmniej spowiadał się Zarządowi ze swoich dotychczasowych działań i ich konsekwencji. Nie poruszyła się nawet wtedy, gdy ten zaczął mówić z pasją. Tak, jakby nie robiło to na niej wrażenia ani nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Ostatnimi czasy była zbyt zajęta, by wejść do Elizjum na dłużej i dowiedzieć się “co w trawie piszczy”, więc mimo wszystko rada była, iż dzięki odpowiedzi tego Arystokraty w jakiś sposób mogła go poznać.
— Cieszą mnie Pańskie słowa i postawa, Wspólniku Hunter. — Pochyliła lekko głowę na chwilę niespiesznie przesuwając wzrok na martwy punkt. Wraz z kolejnymi słowami to spojrzenie jednak wracało na facjatę Joshui. — Proszę jednak pamiętać, Wspólniku Hunter, iż niektórzy mogą to negatywnie odebrać; potraktować jako chęć złapania kilku srok za ogon. Proszę też nie pozwolić, by widziano Pana jako chłopca na posyłki. — I w tym przypadku niełatwo odgadnąć jaki miała stosunek wobec “spowiedzi” wampira. Z jednej strony bowiem pochwaliła go za działania, z drugiej zaś wskazała możliwe negatywne przyczyny. Helena zawsze starała się patrzeć perspektywicznie i w tej chwili było to nadzwyczaj widoczne.
Gdy zaś przyszło do sprawy Chloe… Markiza jęła uważnie obserwować nie tylko Huntera, ale i Pannę Snow. Wciąż uczyła się empatii i tego, jak winna prawidłowo odczytywać stany emocjonalne, gesty, spojrzenia i mimikę innych osób. Być może to entuzjastyczna postawa Huntera i spuszczona, przepełniona niewinnością i obawą spuszczona głowa Chloe sprawiły, że nie wyczuła kłamstwa w słowach młodego patrycjusza. Wciąż antypatyczna, surowa twarz Ainsworth nie zmieniła się ani trochę. Niektórzy tracili przez to zapał widząc, że nie potrafią wpłynąć na jej reakcję, ale Joshua najwyraźniej tego nie tracił.
— Rozumiem, Wspólniku Hunter. Posiadanie Dziecka to z pewnością ogromne brzemię, którego dotąd nie zdecydowałam się podjąć. — I nigdy nie przyjdzie. Joshua był młodszy od niej… Uważała się za zbyt młodą, by podejmować tak dużą odpowiedzialność nie będąc nawet Starszą, co bardziej doświadczoną Spokrewnioną. Gdyby przyszło jej chcieć dokonać spokrewnienia, chciałaby mieć absolutną pewność, że przekaże swemu potomkowi odpowiednią wiedzę. Wszakże Dziecię poniekąd świadczyło o swym Sire. — Następnym razem oczekuję jednakże, iż Panna Snow będzie umiała sama za siebie odpowiedzieć, Wspólniku Hunter. — Kolejna przestroga dla młodszego. No cóż, Helena z pewnością nie przypadła mu do gustu. Nie dość, że dopytywała o niewygodne dlań kwestie, to jeszcze zwracała uwagę na rzeczy, które z pewnością sam potrafił dostrzec. Ponadto, nie pytała bezpodstawnie, nawet nie z ciekawości. W działaniach Markizy zawsze był jakiś cel. Tym razem również — zależało jej na tym, by dowiedzieć się jak bardzo może pozwolić sobie na otwarte mówienie w towarzystwie młódki. Ponadto, wiedziała już, że ta będzie bardzo łatwa do złamania i zdominowana. Brak pewności siebie, postawa osoby przestraszonej i skrzywdzonej…
Helena jeszcze nie skończyła.
— Harpio Shaw, Brygadzisto Walker; poprosiłam Was o spotkanie, ponieważ chciałabym omówić naszą ewentualną współpracę. A skoro Wspólnikowi Hunterowi zależy na klanie, myślę, że mogę śmiało mówić. — Zaczęła. Pierwej spojrzała na Starszą, później przeniosła wzrok na Thomasa, który wreszcie kolejny raz tej nocy trafił na Joshuę. Na Chloe nawet nie spojrzała. Później jej wzrok wędrował kolejno na osobę, do której przemawiała. — Harpio Shaw, myślę, iż dobrze byłoby skupić uwagę prasy na Harbor Island. Brygadzisto Walker, wiem, że ma Pan swój gang. Jedną z podstawowych rzeczy, która utrzymuje Sabat, są shovelheadzi. Proponuję, by Pański gang rozpoczął samemu lub wraz z innymi gangami akcje mające na celu “wykurzyć” z terenów wyspy tak ważnych dla Sabatu ludzi. Wspólniku Hunter; myślę, że mógłby Pan w tym pomóc. — Helena nie mówiła o byle czym; mówiła o tym, by zacząć siać tam zamęt i sprawić, by ludzie mieszkający na wyspie zaczęli się bać tam cokolwiek robić. — Prasa mogłaby w tym pomóc niosąc wieści o zwiększających się niebezpieczeństwach na tych terenach. — Markiza mówiła powoli, spokojnie, bez jakichkolwiek oznak pasji czy innych emocji. Zupełnie tak, jakby to dla niej było rzeczą zwyczajną. Nie skończyła jednakże. — Niedawno spotkałam się z Kwiatuszkiem, który jednak wyśmiał ideę współpracy klanów Camarilli. Być może źle podeszłam do negocjacji z tym Nosferatu i źle wybrałam. Niemniej, poprosiłam Kwiatuszka o przekazanie mej chęci co do spotkania z Primogenem Simonsem. — Przerwała na krótką chwilę i znów spojrzała w martwy punkt jakby się namyślała. Markiza nigdy nie wypowiadała nieprzemyślanych słów. — Nosferatu mogliby nam pomóc w nadwątleniu zasobów Sabatu na Harbor Island chociażby w postaci podrzucenia szczurów w ogromnych ilościach na tereny budynków mieszkalnych, hal, kontenerów. — Jej martwe, szare spojrzenie utkwiło w Starszej. Ponownie. — I tutaj prasa mogłaby pomóc, Harpio Shaw. Wieści o zarazie i zwiększonej aktywności gangów mogłyby doprowadzić do korzystnych dla nas skutków.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
15.02.1999 r.
"(...) ubrała kremową suknię z grubego materiału sięgającą za kolana, z lekkim wcięciem na szyi. Żadnych wzorów i falbanek. Czysty, jednolity materiał. Jedyny dodatek stanowił pas założony w talii, w tym samym kolorze. Bordowe szpilki, biżuteria z rubinami i ciemnoczerwone paznokcie stanowiły małą odskocznię od koloru sukni. Jak zwykle związała włosy w kok, dzisiaj jednak nieco je poluzowała dając im oddychać.
(...) W przeciwieństwie do nocy czternastego lutego, dzisiejszej nocy miała prawdziwą, skórzaną teczkę, jak przystało na businesswoman. (...) Przed wyjściem założyła na szyję bordową apaszkę i podobnego koloru żakiet.
"

+ ekwipunek

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#65
Siedzący najbliżej Chloe Hunter poczuł jakieś dziwne mrowienie na szyi, co go oczywiście zaskoczyło, bo jego ciało już dawno temu wystygło i obumarło. Coś w tej całej sytuacji, w tym pomieszczeniu i w tych zgromadzonych Spokrewnionych trąciło strunę w jego nieumarłej naturze. Nie mógł wiedzieć oczywiście, że szybko odmówiona w myślach modlitwa Chloe szturchnęła jego uśpioną Bestię, która leniwie otworzyła jedno oko. Na szczęście na tym jednym szturchnięciu się to skończyło i gorsza połówka młodego Ventrue znów skryła się w najdalszych zakamarkach jego duszy. Hunter miał już wystarczająco dużo na głowie bez walczenia ze swoimi instynktami, oto przecież miał rozmowę z trzema znaczniejszymi od siebie Arystokratami, a u swojego boku miał Chloe, którą próbował osłonić najdłużej jak się da przed Wielką Grą Ventrue. Sam fakt, że jego młoda protegowana tak „żywo” zareagowała na jego słowa był wyraźnym dowodem na to, że dziewczyna miała daleką drogę do pokonania jeśli miała przetrwać na salonach.

Gdy Harpia postanowiła skierować rozmowę na inny tor, skupić zgromadzonych Ventrue na konkretnych zadaniach, Hunter w myślach odetchnął z ulgą. Oto miał ciche zapewnienie ze strony Shaw, że jego kłamstwo i prawda o Chloe zostaną zachowane w tajemnicy, przynajmniej na tą chwilę. Oczywiście, Josh nie był na tyle głupi, żeby się łudzić, że Harpia uczyniła to z dobrego serca czy odruchu współczucia wobec młodej wampirzycy. Milczenie gadatliwej i plotkarskiej Harpii nie będzie na pewno tanie, a trzymany przez nią sekret będzie wisiał nad głową Huntera jak miecz gotowy do ścięcia niepokornej głowy. Hunter jednak nie przejął się tym zbytnio, bo choć wciąż był ledwie neonatą, zdążył już poznać prawdę o swoim Klanie i o swoim miejscu w nim. Nawet gdyby nie miała ona haczyka na niego, Josh i tak musiałby wypełniać jej polecenia lub liczyć się z surowymi konsekwencjami. Teraz po prostu Danielle miała dodatkowego asa w rękawie, dzięki któremu mogła czuć się jeszcze pewniej w kontaktach z podległym jej Wspólnikiem. -No i bardzo dobrze się składa, wolę już, żeby Starsi byli spokojni i pewni siebie. Jak się denerwują to mogą zacząć popełniać błędy lub podejmować ryzykowne decyzje, za które młodsi od nich muszą najczęściej zapłacić-pomyślał sobie niewesoło, po czym w pełni skupił się na prowadzonej dalej rozmowie.

Słysząc pytania Shaw, Hunter odczekał na swoją kolej do zabrania głosu i następnie przeczesał dłonią włosy, jakby starał sobie przypomnieć kluczowe dla odpowiedzi szczegóły i detale. Tak naprawdę zastanawiał się, czy nie zaproponować Brygadzistom, że może wyruszyć wraz z nimi. Choć rozmowa z Sugar nie poszła tak łatwo, jakby Hunter chciał, to jednak chyba przyjemnie zaskoczył wampirzycę, która spodziewała się rozmowy ze stereotypowym Arystokratą. Brygadzista Walker i Markiza Ainsworth na pewno posiadali wiele zalet i mieli o większy autorytet, ale ponieważ byli Ventrue do szpiku gości, Hunter podejrzewał, że spotkają się z o wiele chłodniejszym od niego przyjęciem...co biorąc pod uwagę śnieżkę, którą został pożegnany, wydało się młodemu Ventrue jakoś przedziwnie zabawne.

-Anarchiści w pełni pasują do Angry Beavera; zarówno śmiertelni jak i nieumarli w tym miejscu mają słabość do motocyklowych skór, głośnej muzyki i szukania pretekstu do bójki. Zdecydowanie nie przepadają za nami i nie mówię tu tylko o Camarilli, ale przede wszystkim o naszym Klanie, który jest sercem całej naszej wielkiej Rodzinie. W większości są oni...bezpośrednimi Spokrewnionymi-powiedział po chwili lekkiego zawahania, która wyraźnie świadczyła o tym, jakiego rodzaju słowa tak naprawdę chciał zastosować. -Nie lubią przesadnie bogatych opisów czy kwiecistego wysławiania się, chcą z całą prostotą wystrzelonej strzały dążyć do meritum sprawy. Nie raz miałem styczność z tego rodzaju jednostkami i wiem, jak należy z nimi rozmawiać, ale ich niechęć wobec naszego Klanu sprawiła, że podczas tej rozmowy musiałem walczyć o każdy skrawek informacji. Być może teraz, gdy został nawiązany sojusz pomiędzy naszymi dwoma „Domami”, to będą oni bardziej skorzy do współpracy-nie miał niestety konkretniejszych informacji, w końcu nawet ostatecznie nie zajrzał do środka baru, tylko całą rozmowę odbył na parkingu przed lokalem. Była to jednak kolejna rzecz, o której Brygadziści nie musieli wiedzieć, bo nie tylko nie przyniosłaby ona im żadnych korzyści, ale dodatkowo jeszcze osłabiła pozycję Huntera w tej rozmowie. Będąc najmłodszym i najbardziej niedoświadczonym wampirem w tej grupie, który nie był już Dziecięciem pod Opieką, to na pewno nie chciał dawać zgromadzonej Arystokracji kolejnych powodów do pogardzania go. -Jeśli chodzi o jakieś konkretne osoby, które mogłyby okazać się skore do rozmowy i przydatne, to jedna wampirzyca przychodzi mi na myśl. Nie licząc oczywiście samego pana Thorburna i jego najbardziej zaufanych „ludzi”, którym też zależy na tym całym sojuszu-dodał jeszcze, po czym przeszedł do konkretów. -Kobieta, o której myślę, każe się nazywać Sugar. Była ona kluczową osobą w moich poszukiwaniach Sabatnika Migliora i choć muszę przyznać, że nie wiem w pełni jak wysoką pozycję zajmuje wśród Anarchów, to jest ona na pewno dobrze poinformowana o wydarzeniach w Seattle i cieszy się niemałym poważaniem i zaufaniem pana Thorburna-z tymi słowami uśmiechnął się delikatnie, choć ten uśmiech nie był kierowany do siedzących w tym pomieszczeniu wampirów. Bardziej uśmiechał się do swoich wspomnień o niezwykłej Brujah, która zawróciła mu w głowie. Z niekłamaną chęcią ujrzałby ją ponownie, jeszcze tej nocy...ale wciąż jeszcze trzeba było zająć się tyloma sprawami. -Nie jest wolna od uprzedzeń żywionych przez ich grupę wobec naszego Klanu, ale też nie pozwala na to, by ta bezsensowna awersja stała na drodze rozwiązaniu problemu Sabatu-już miał dodać, że Sugar miała pewną słabość do pomagania biednym w potrzebie, jednak koniec końców przemilczał ten detal. Bo nie mógł mieć po jednym spotkaniu pewności, że rozszyfrował tą Spokrewnioną. Równie dobrze przecież, zamiast ulitować się nad jego historią o Dziecięciu bez swojej Sire, mogła go skierować w stronę Sabatu by doprowadzić do konfrontacji tych dwóch wielkich Sekt. W końcu, gdyby Sabat lub Camarilla straciła chociaż jednego członka podczas tamtej akcji, to dla niesprzymierzonych jeszcze z żadną ze stron Anarchów byłby to czysty zysk. Oczywiście, równie dobrze Sugar mogła wiedzieć o szykującym się przymierzu i mógł to być gest „przyjaźni”, aby współpraca obu Sekt zaczęła się od jak najlepszego startu. Hunter wątpił, żeby kiedykolwiek poznał całą prawdę o tamtej chwili na parkingu, nawet jeśli lepiej pozna Sugar.

Wzmianka ze strony jego nowego szefa, Walkera, o braciach Richmond żywo zainteresowała Huntera. Miał przyjemność poznać pewnych Richmondów, też braci, już w starym dobrym Chicago i nazwisko to też usłyszał ponownie po przybyciu do Szmaragdowego Miasta. Podejrzewał, że mogli to być ci sami Spokrewnieni, z którymi nieraz prowadził dobre interesy i z którymi chętnie znów by nawiązał współpracę. Jeśli jednak znaleźli się oni obaj w samym środku afery w Fix, o którym Joshua słyszał jedynie plotki i informacje dostępne szarym ludziom z ulicy, ale które rysowało bardzo ponury obraz...młody Ventrue był rozdarty między troską o dawnych kumplach i łudzeniem się, że Thomas mówił o zupełnie innych wampirach. Zanotował sobie w myślach, że była to kolejna rzez, którą warto będzie sprawdzić w wolnej chwili...jeśli taka zdarzy się jeszcze podczas nadchodzących nocy.

Hunter mógł pozazdrościć swojemu nowemu wspólnikowi w interesach, lub też szefowi i (być może) przyszłemu mentorowi Walkerowi. Mógł sobie pozwolić podczas tego spotkania na luksus „wycofania się” z głównej sceny i przyjąć rolę obserwatora. Przynajmniej tak to Hunter odbierał, gdy czuł na sobie spojrzenia zgromadzonych Ventrue i przyglądał się formującym się wątkom w tej dyskusji. Był młody, nowy i niesprawdzony, czyli teraz znalazł się pod szkłem mikroskopu i musiał znosić palące spojrzenia pozostałych nieumarłych. Zwłaszcza markizy, która przepytywała go i pouczała, starając się chyba określić jego granice lub popchnąć go w korzystny dla siebie kierunek. Jeśli Walker mógł łatwo stworzyć dystans dookoła siebie, zbudować emocjonalny mur za którym mógłby schować swoje motywacje, to markiza Ainsworth znajdowała się na Księżycu i obserwowała świat przez lunetę. Obserwując ją Hunter nie mógł nie myśleć o takich deskrypcjach jak: „kamienna'”, „posągowa” czy też „zimna i obca.” Była dla niego nieodgadnioną tajemnicą, co dla ceniącego sobie kontrolę Arystokraty było co najmniej niepokojącym uczuciem. Niemniej jednak, nie mógł się zdradzić z dyskomfortem przy starszych wampirach i musiał po prostu mocniej się złapać za tarczę obyczaju i właściwego zachowania. Gdy markiza go pouczyła o srokach i posyłkach, Hunter gorliwie przytaknął głową i powiedział-Będę to miał na uwadze, dziękuję. Brygadzistka Helena nie zwróciła mu uwagi na nic, na co sam by nie miał zważania, ale nawet zapewnienie o swojej ostrożności mogłoby zostać odebrane za bezczelne. Lepiej było trzymać się ostrożnej grzeczności i wykorzystać nauki, które Hunter próbował przekazać swojej uczennicy; odzywać się jak najmniej, słuchać za to z całych sił i z pełną uwagą. Gratulacje w sprawie swojej „córki” przyjął z ukłonem wdzięczności, a następnie zareagował na kolejne pouczenie, tym razem w sprawie braku głosu ze strony Chloe. -Tak też będzie Brygadzistko Ainsworth, Chloe musi się po prostu odnaleźć w nowym świecie. Powstrzymał się od opisów i superlatywów swojej protegowanej, bo z tego co zdążył poznać o Chloe, przyjęłaby ona takie pochwały skrępowaniem i może nawet strachem. Dziewczyna dość już przeszła, już była wystarczająco roztrzęsiona, bez kolejnych ciężarów-nawet tych wynikających z oczekiwania-na jej plecy.

Fakt, że Hunter znalazł się przypadkiem na obradach (młodych) Ventrue w kwestii Sabatu było dla niego zaskoczeniem. Choć oczywiście cały czas miał nadzieję, że nie był jedynym Arystokratą, który starał się aktywnie działać na terenie Seattle, to jednak otrzymanie potwierdzenia tych podejrzeń podniosło go na duchu. Dołączenie go do tych rozmów zaś sprawiło, że poczuł się wyróżniony i w pewnym stopniu doceniony, bo oto miał okazję przydać się swojemu Klanowi i miastu. Gdy jednak markiza wyjawiła swój plan co do Harbor Island, Josh nie mógł się powstrzymać od narastających wątpliwości. Wykorzystanie prasy czy skorzystanie z usług Nosferatu zawsze były solidnym planem, co do tego Hunter nie mógł mieć zastrzeżeń. Ale wykorzystanie siły gangów, żeby 'wypchnąć” jak to ujęła markiza ludzi z tej wyspy było co najmniej problematyczne. Zwłaszcza gdy brało się pod uwagę wojnę gangów, która zaraz miała wybuchnąć w Seattle. Gdy markiza przedstawiła w pełni swoją propozycję działania, Josh delikatnie zasygnalizował, że chciałby coś dodać. Gdy miał pewność, że nikt nie powstrzymuje go od zabrania głosu, Hunter wyraził swoje niepokoje.

-Brygadzistko Ainsworth, Wasz plan jest błyskotliwy i zachwycający, ale jest problem z wykorzystaniem śmiertelnych gangów-zaczął powoli, z pełnią szacunku w głosie. -Być może Sabat przewidział taką możliwość, a może sytuacja rozwinęła się w sposób organiczny, ale przez działania tych szubrawców musimy się liczyć z niepokojami niemalże w sercu miasta. Po tym, jak jeden gang został w pełni wytrzebiony, w mieście powstała nagle dziura w strukturze wpływów, którą przestępcy próbują jak najszybciej wypełnić. Na naszych ziemiach wkrótce wybuchnie wojna gangów, która poważnie zaburzy swobodę naszych nocnych działań i pobudzi ludzkich stróży prawa do większej aktywności. Krótko mówiąc, na terenach naszych, a nie Sabatu dojdzie do chaosu i zamieszania, na których Sabat uwielbia żerować. Co więcej, nie mogę wykluczyć na tę chwilę tego, że co najmniej jeden z walczących gangów nie jest pod wpływem naszych wrogów. Zerknął w stronę Walkera, chcąc mu w pierwszej chwili przekazać zasługi czy zaszczyty za plan, po czym zrewidował swoje dalsze słowa. Jego nowy wspólnik nie przyjąłby raczej tego dobrą myślą, mógłby mieć wręcz pretensje do Huntera, że ten przemawiał w jego imieniu. -Z wykorzystaniem tak zwanego marginesu społecznego zalecałbym poczekać parę nocy, aż obecnie szykującą się wojnę nie uda się spacyfikować...choć oczywiście w mieście jest więcej niż jeden gang, których można by było wykorzystać dla zaproponowanej przez Was strategii-przyznał, kłaniając się z uszanowaniem. -Niemniej jednak, zarówno Brygadzisty Walkera jak też i moi ludzie powinni najpierw ustabilizować sytuację w naszym wspaniałym mieście, zanim sytuacja wymknie się nam spod kontroli. Jest to jednak jedynie nieśmiała propozycja z mojej strony, oczywiście postąpimy tak, jak Wy zadecydujecie. Mówiąc „Wy” nie miał na myśli wyłącznie markizy, ale wszystkich zgromadzonych w pokoju Brygadzistów, którzy mieli bardziej lub mniej równą pozycję i mogli w tej sytuacji zadecydować o dalszych działaniach zgromadzonej w tym miejscu siły. Będąc zaledwie Wspólnikiem, Hunter mógł jedynie zaproponować nieśmiałe słowa porady, ale nie do niego należała decyzja tej nocy.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#66
Chloe była na takim poziomie stresu i nerwów, że gdyby żyła, gdyby mogła, to traciłaby właśnie przytomność. Tego nie można było znieść. A nie miała jak sobie z tym radzić, czym uwagi zająć, na czym się skupić. Jak nie zemdleć, to może uciec? Przez okno wyskoczyć, albo drzwiami i chodu? Musiała siedzieć wśród tych potworów i uczyć się jak być jednym z nich. Bała się ich. Wszystkich i każdego z osobna. Za to, że byli wampirami, za to że byli Ventrue, za to że byli zimni, twardzi, wyniośli bezwzględni, za to że byli mordercami, że byli Graczami, że byli Arystokratami, że się wywyższali, za ten ich dziwny sposób mówienia, piękne słówka maskujące gówno, za to, że oni doskonale o tym wiedzieli, a mimo wszystko wciąż mówili tak jakoś... a potrzeby nie było. Za to, że ją będą chcieli zrobić na swoją modę. Za to, że mówili o rzeczach tak ogromnych właśnie, że Snow ledwo mogła pojąć o czym. Naprawdę? Kierowanie gangami? Propaganda? Odpowiednie informacje w mediach? Kierowanie służbami porządkowymi? Oni mieli wszędzie wtyki? WSZĘDZIE? To było przerażające i Chloe tego strachu już nawet nie próbowała kryć. Już nie chodziło o sprawne kłamstwo Huntera, które podtrzymała Harpia. To było nic. Oni mówili o kierowaniu miastem... kierowaniu pod każdym aspektem... politycznym, organizacyjnym, publicznym, służbowym...
Dziewczyna przenosiła przerażone oczy na każdego mówcę kolejno. Nawet nie pisnęła, lekko rozchylone usta lekko jej drgały, ale już chyba nie mogła nawet płakać. Marzyła tylko o tym, żeby ta noc się wreszcie skończyła.


-Co ja tu robię? To nie miejsce dla mnie, dla takich jak ja w ogóle. To rekiny, a ja dryfujący kawałek mięsa. Jak głęboko sięgają ich brudne paluchy? Jak?Media, prasa, służby, politycy... służba zdrowia... niech mnie ktoś stąd zabierze. Boże, oni rozmawiają z taką lekkością, jakby partię szachów rozgrywali, grę planszową, a nie tasowali ludzkim życiem... i to nie jednym. Każdy wie, że Wyspa to najgorszy "śmietnik" w mieście i każdy kto zdrowy ma rozum to unika tego rejonu miasta, ale... oni właśnie planują tam działania wojenne... Chryste WOJENNE... po nocach... z gangami... Nosferatu i innymi...
Sabat... Alice... te sukinsyny też się na to szykują... przepraszam... po to nas wzięli... mięso armatnie... te wszystkie zaginięcia i "zgony"...
To... ja...
- Wypuściła powietrze z płuc i znieruchomiała. Patrzyła na swoje delikatnie, nieduże dłonie na kolanach. Coś się w niej zmieniło, bała się, ale jakby ostygła... nad czymś myślała, albo coś własnie sobie przemyślała i postanowiła... a może coś zrozumiała, coś dotarło do niej przebijając się przez gruby mur zaprzeczenia, negacji i strachu. Coś na pewno...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne [02.15.1999]

#67
Image
Image
Wampirzyca milczała. Chłonęła wypowiedzi trzech z czterech pozostałych nieumarłych niczym wyschnięta na wiór gąbka wodę. Czasem się uśmiechnęła szerzej, czasem uśmiech zanikał z jej twarzy, ustępując miejsca delikatnemu ściągnięciu brwi czy rozchyleniu warg w niemym wyrazie zadowolenia czy - o dziwo - dumy. Raz tylko przeniosła wzrok na Chloe, zagubioną i przerażoną dziewczynkę, nie mającą najmniejszego pojęcia co się wokoło niej działo. I chyba Danielle doskonale wiedziała, co się dzieje w jej głowie. Każdy wampir musiał przejść przez co podobnego.
Chyba.
Shaw oparła się wygodniej plecami i złączyła dłonie na kolanie, delikatnie ruszając przy tym nogą - być może robiła to w rytm stłumionej muzyki dobiegającej zza zamkniętych drzwi, aczkolwiek nie można też było wykluczyć tego, że po prostu dobrze się bawiła patrząc na towarzyszących jej Spokrewnionych, nie wiadomo. W końcu, gdy wszyscy już się wypowiedzieli i zapadła dość niezręczna cisza, Danielle skinęła lekko głową. Przestała też podrygiwać nogą do cichej, niewyraźnej muzyki. Ten gest mówił więcej, niż należało się spodziewać.
- Zatem... Brygadzisto Walker, Brygadzistko Ainsworth, jeżeli nie macie żadnych naglących spraw, po zakończeniu naszego spotkania udacie się prosto do Bobra i porozmawiacie z Sugar. Radzę już z miejsca powołać się na Wspólnika Huntera, albo wręcz wziąć ze sobą członka podległego wam gangu, celem lepszego wpasowania się do tamtejszej społeczności. Przyznam, że nie obserwowałam zbyt dokładnie przestępczej mapy i poczynania bandyckiego motłochu traktowałam dość pobieżnie, więc tutaj zdaję się na was. - mówiąc te słowa spoglądała na każdego z trzech wampirów. Snow litościwie pominęła; kto jak kto, ale Harpia doskonale wiedziała, że wysłanie wampira który dopiero od niedawna wstał z grobu do takiej mordowni jak The Angry Beaver w niczym by nie pomogło. Co więcej, Danielle miała chyba wobec niej (i, co za tym idzie, wobec Josha) jakieś konkretne plany.
- Kilku reporterów spoza Timesa jest mi winnych przysługę. Odezwę się do nich jak najszybciej, a jeżeli Nosferatu zajmą się szczurami, to postaram się także i zrobić coś w tym kierunku... musimy tylko uważać, by nie zwrócić zbyt wielkiej uwagi na Harbor Island. Gangi jednakże mogą posłużyć jako dywersja, odwrócenie uwagi od tej przeklętej wyspy i tego, co się będzie tam działo. Wspólniku Hunter, Brygadzisto Walker, w razie pytań bądź wątpliwości... czy nawet i w potrzebie... możecie do mnie dzwonić. - nie była zadufaną w sobie Ventrue, która ma kij w tyłku tak głęboko, że wychodzi ustami. No dobrze, może i była, ale teraz, podczas tej rozmowy, Danielle Shaw jawiła się jako osoba która wie czego chce, ale przede wszystkim wie, czego potrzeba miastu.
I prawdopodobnie dała właśnie tym wampirom błogosławieństwo do wszelkiego działania.
- Panno Snow. - dodała po chwili. - Jakieś sugestie? Pomysły? Opinie? Może panna zabrać głos, pozwalam. Czasami warto poznać spojrzenie najmłodszych, nie skalanych jeszcze Jyhadem, ciągle... żywych. - zakończyła w dość nieoczekiwany, być może nawet i tajemniczy sposób. Postawiła też obie stopy na podłodze i nachyliła się nieznacznie do przodu, omiatając spojrzeniem Thomasa, Helenę i Josha, zanim zatrzymała swój wzrok na Chloe właśnie.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#68
Walker oparł się wygodnie o krzesło słuchając w wypowiedzi innych spokrewnionych.
Szczególnie wsłuchał się w wypowiedź Josha o swoim pobycie w Angry Beaver. Nie był to jeden z ulubionych lokali spokrewnionego. Tak naprawdę chyba nie był nigdy w jego wnętrzu, zwykle załatwiał sprawy z jego klientami na zewnątrz bądź w bezpośredniej okolicy przybytku. Teraz jednak miał wejść do gniazda os... Nie. Szerszeni, by znaleźć informacje o potencjalnym kandydacie na Primogena Brujah. Primogena, który będzie przyjaźnie nastawiony do nich samych, a jednocześnie będzie na tyle silny by zjednoczyć rozbity obecnie klan.
To zadanie wydawało się trudniejsze z każdą minutą gdy Walker o nim myślał.
- Tak się też stanie. - zaczął wpierw spoglądając na Danielle, posyłając jej odpowiednie spojrzenie. - Jak tylko załatwimy obecne sprawy udamy się z razem z Brygadzistką Ainstworth do Bobra. - W końcu był także z nią umówiony dzisiaj na spotkanie. Miał dostać od niej adres i wszelkie informacje dotyczące Carrie Ross, byłego ghula Wadswortha. Jeżeli zaś chodzi o wizytę w Bobrze, nie podobał mu się ten pomysł. Nawet gdyby poszedł sam, wiedział że od razu przykuje uwagę zarówno śmiertelnych jak i spokrewnionych klientów baru. Z Markizą u swego boku będą jeszcze większym dziwadłem, a to nie pomagało w dyskretnym wybadaniu politycznego podłoża Brujah. Chyba że... - A może Wspólnik Hunter do nas dołączy? - wypalił przenosząc na niego swoje spojrzenie. - Obecność znajomego spokrewnionego może dobrze wpłynąć na ową Sugar. Oczywiście Panienka Snow w takim układnie musiała by pozostać w schronieniu. Myślę, że wizyta w takim Pubie nie wpłynęła by dobrze na proces wychowawczy. - Jego pytanie mogło być nieco zaskakujące, jednak nie było bezpodstawne. Anarchiści mieli tendencje do nie ufania nikomu, a Ventrue w szczególności. Jeżeli ta spokrewniona znała już Huntera, na pewno inaczej zareaguje także na Thomasa, a to może mu pomóc w dyskretnym wyciągnięciu informacji o stanie klanu Brujah.
Nie był to jednak koniec jego wypowiedzi. Nie czekając nawet na odpowiedź kontynuował swój wywód.
-Chciałbym także rzucić nieco światła na sprawę poruszoną przez Wspólnika Huntera. - powiedział wyraźnie zwracając się w stronę Ainstworth - Nie wchodząc w nudzące detale, sytuacja w półświatku w trakcie dzisiejszej nocy mocno się skomplikowała. Wojna gangów właściwie jest już faktem. Spotkaliśmy się właśnie tutaj z Panem Hunterem by skoordynować nasze działania celem maksymalnego wykorzystania tej sytuacji dla dobra klanu i Camarilli jako ogółu. Tak jak wspomniał mój przedmówca, działania innych grup są nieco podejrzane i mamy co do tego pewne przypuszczenia, a nawet pewien plan by sprawdzić nasze domysły. Nie chciałbym jednak tutaj siać nie prawdziwych informacji dopóki nie uda się nam niczego potwierdzić. Faktem jest jednak, że przez najbliższe noce nasi ludzie będą zajęci w centrum miasta bez możliwości przeprowadzenia żadnych operacji na Harbor Island. - Spauzował, pozwalając Markizie na przetrawienie tej informacji. Po chwili jednak mówił dalej - Nie mam informacji czy ktoś inny z naszego klanu mógłby zająć moją i Wspólnika Huntera rolę w waszym planie Markizo, jednak jeśli spojrzymy szerzej, na całą Camarille to jako pierwszy do głowy przychodzi mi Primogen Burroughs. Myślę, że chęć spotkania z nim musielibyśmy zgłosić przynajmniej Seneszalowi jeśli nie samemu Księciu. Tak by nie pojawiły się niepotrzebne podejrzenia co do naszych intencji. - Burroughs był świrem. Jednym z tych klasycznych świrów, przy których nie wiadomo czy nie przystawi komuś pistoletu do głowy tylko dlatego, że ta osoba ośmieliła się zasmarkać przerywając tym jego wypowiedź. Miał jednak pokaźne zasoby ludzkie i był jedną z najbardziej liczących się osób po przestępczej stronie Seattle. Jeżeli ktoś mógłby wykurzyć shovelheadów z Harbor Island to z pewnością jego ludzie. - Pozwolę sobie jednak zgodzić w Brygadzistką Shaw. Sama wojna gangów, tutaj w centrum, stanowi wręcz idealny temat zastępczy dla wszystkiego co wydarzy się w najbliższych nocach w porcie. Nie mam wątpliwości, że przy małym wsparciu kontaktów medialnych moglibyśmy całkowicie odwrócić uwagę śmiertelnych od Harbor Island, co da Szeryfowi Parkerowi i jego ogarom większą swobodę działania. - Komfort psychiczny i wiedza, że można sobie pozwolić na więcej niż zwykle potrafiły dużo zdziałać dla efektywności podobnych wojen. Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę tendencję Parkera do preferowania rozwiązań siłowych, które często zostawiają za sobą niezbyt wygodne ślady.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#69
Helena uważnie słuchała słów Joshui. Starała się wychwycić jakiego tonu wypowiedzi używał, jakie nieznaczne gesty i ruchy wykonywał, jak zmieniała się mimika jego twarzy — wszystko wraz z kolejnymi wypowiadanymi przezeń słowami. Robiła to dyskretnie, aczkolwiek Hunter z pewnością mógł poczućna sobie jej badawcze spojrzenie. Jednakże, trudno powiedzieć czy udało jej się cokolwiek wychwycić.
— Felicity “Sugar” Scott. Barmanka w Angry Beaverze. — Helena niespodziewanie krótko i konkretnie skwitowała słowa młodego patrycjusza. Od kilkudziesięciu lat zbierała informacje o Sabacie, a od kilku równieżo Anarchistach. Z Felicity nie miała dotąd do czynienia, choć zdążyła usłyszeć o tej wampirzycy to i owo. Przedstawiała się jako bardzo charakterystyczna persona wśród Anarchistów. Nie powiedziała jednak nic więcej. Trudno oceniać na podstawie kilku strzępków mało znaczących informacji. Ainsworth ponadto wolała fakty od pogłosek, a tych o Sugar dotąd tak właściwie nie posiadała.
Pouczenia Markizy nie wzięły się znikąd. Już samo to, że w ogóle sugerowała mu jak powinien postępować świadczyło o tym, że zbyt młodo zabrał się za stworzenie potomka. To oznaczało, że musiał mieć układ lub przychylność Księcia Doe. Markiza nie była głupia i już teraz wiedziała, że siedzący przed nią młody Kainita w ten czy inny sposób będzie miał ogromny wpływ na losy Ventrue w Seattle. I że teraz wielu będzie pukać do jego drzwi, by choć trochę uszczknąć sobie życzliwość Jane. Ona jednak nie będzie jedną z nich. Być może Huntera czekała dobra przyszłość, lecz Helena miała nieco inne priorytety. I cele. Nie drążyła też wątku swoich pouczeń, nie było takiej potrzeby. Nie zwykła powtarzać raz wypowiedzianego zdania. Joshua był Ventrue, dobrze więc wiedział, że Starsi rzadko dają kolejne szanse. Markiza nie była od nich inna.
Spojrzała na Huntera, który zasygnalizował, że chciałby coś powiedzieć. Dobrze, że nie wyrwał się ze słowami nieproszony przed Thomasem, lecz mimo to w oczach Heleny pozostawiało to pewien niesmak. Wychowała się wśród prawowitej Arystokracji Wielkiej Brytanii i takie zachowanie było dopuszczalne tylko wtedy, gdy miało się do powiedzenia coś niezwykle ważnego, co nie mogło czekać ani chwili dłużej. Uwagi Joshui istotnie były bardzo ważne, lecz wskazywały na brak cierpliwości ze strony tego Kainity, bowiem wypowiedziane przezeń słowa śmiało mógł przedstawić podczas swojej kolejności. Drażniła ją też elokwencja młodego Ventrue, który używał chwalebnych, acz pustych słów. Nie mogła jednak jednoznacznie stwierdzić czy próbował dzięki temu coś tuszować czy chciał się w ten sposób przypodobać czy może jeszcze coś innego. Dowiedziała się również, że, podobnie jak Thomas, także miał swój gang.
Wysłuchała słów Huntera, kolejno zaś Harpii i Thomasa. Cokolwiek Danielle chciała osiągnąć tym poleceniem… Intrygujące, zważywszy na to, że ani Thomas ani Helena z całą pewnością nie byli najodpowiedniejszymi Ventrue mogącymi podjąć skuteczną rozmowę z Anarchistami. Jedną z możliwych opcji była chęć zmiękczenia Felicity, by kolejno wysłać kogoś bardziej… Odpowiedniego. Nie odezwała się jednak pozwalając Hunterowi udzielić Walkerowi odpowiedzi. Nie była pewna czy obecność Joshui mogłaby pomóc przy założeniu jaki wysnuła, jednak nie skomentowała tego w żaden sposób. Pytanie już padło, a decyzja należała do młodszego Spokrewnionego. Dołączenie do nich miało dwie strony medalu i tylko on zadecyduje, którą wybrać.
Nie od razu się odezwała. Ważne były słowa obu wampirów; rzucały one jasne światło na sytuację w półświatku, o którym Helena nie miała zielonego pojęcia. Nie tym się zajmowała. Podczas wypowiadania swoich słów spoglądała na każdego z osobna.
— Dobrze zatem. Słuszną uwagą, Brygadzisto Walker, jest uczynienie z wojny gangów tematu zastępczego pozwalającego na działanie Szeryfa i Ogarów. Liczę na to, że półświatek będzie w Waszych rękach. — Nie zadawała pytań. Nie drążyła sprawy. Obaj panowie jasno przedstawili sytuację. — Jedną z metod Sabatu jest jawne sianie chaosu i zostawianie wielu przypadkowych ofiar. Przede wszystkim jednak rządzenie strachem. Gangi są do tego idealne. Zarówno Sabat, jak i Camarilla mają nowe sposoby działań… Bardzo możliwe, że teraz wykorzystują inną taktykę chcąc uderzyć w najmniej spodziewanym momencie. Bądźcie bardzo ostrożni. Nie lekceważcie zwłaszcza mroku i cieni. Zbyt wiele słyszałam o prawdziwym strachu wobec mocy Lasombra. — Spojrzała to na Thomasa, to na Joshuę. Ventrue nie mogli sobie teraz pozwolić na jakiekolwiek straty, a wojna przybierała nowy wygląd i przebieg. Nie wątpiła w to, że chociażby Walker wiedział o czym mówi i miał już jakieś podstawy. Zależało jej jednak na tym, by mieli pełną świadomość tego, co mogło na nich czekać. Czasem bowiem wiedziało się o czymś, ale nie traktowało jako coś spodziewanego. Helena zamyśliła się na chwilę. — Dołożę wszelkich starań, by przekonać Nosferatu do sprawy szczurów. Z Primogenem Bourrougsem porozmawiam z Brygadzistą Everleyem. Będę Was na bieżąco informować o postępach w sprawie. Jednocześnie, gdybyście potrzebowali mojej pomocy jako prawnika, służę. Podobnie w przypadku potrzeby chwilowego Schronienia na terenie Northeast — Talaris Institute stoi otworem. — Ciężko powiedzieć czy w tych propozycjach były jakieś ukryte przekazy. Danielle i Thomas znali Ainsworth na tyle, by wiedzieć, że ta przynajmniej nie jest złośliwa. Miała swój kodeks i zasady, a Ventrue, zarówno jako członków, jak i klan, traktowała bardzo poważnie.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
15.02.1999 r.
"(...) ubrała kremową suknię z grubego materiału sięgającą za kolana, z lekkim wcięciem na szyi. Żadnych wzorów i falbanek. Czysty, jednolity materiał. Jedyny dodatek stanowił pas założony w talii, w tym samym kolorze. Bordowe szpilki, biżuteria z rubinami i ciemnoczerwone paznokcie stanowiły małą odskocznię od koloru sukni. Jak zwykle związała włosy w kok, dzisiaj jednak nieco je poluzowała dając im oddychać.
(...) W przeciwieństwie do nocy czternastego lutego, dzisiejszej nocy miała prawdziwą, skórzaną teczkę, jak przystało na businesswoman. (...) Przed wyjściem założyła na szyję bordową apaszkę i podobnego koloru żakiet.
"

+ ekwipunek

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#70
Hunter nie był ślepy na emocje targające Chloe. Reszta zgromadzonych Ventrue też na pewno zauważyła targające dziewczynami emocje, przecież szalejąca w niej burza rysowała się tak wyraźnie, że nawet osoba całkowicie ślepa wyczułaby zmianę „energii” w jej postawie. Choć trudno było cokolwiek odczytać z pięknych masek, jakimi były ich twarze, to Josh szczerze podejrzewał, że widzieli w dziewczynie słabość. Słabość, która nie przystoi Arystokratce, a która bardziej pasowała do sług i trzody, których można było łatwo zmanipulować. Jeśli Seattle miało teraz posłużyć za szachownicę, a klan Ventrue rozstawiał swoje figury na planszy, to Chloe na pewno była w ich oczach pionkiem. Niezwykle przydatna, jeśli tylko znajdzie się na właściwej pozycji, ale też na tyle słaba, że ją pierwszą się poświęca. Hunter w tej metaforze widział siebie jako skoczka, który „porusza się” najbardziej chaotycznie ze wszystkich figur i potrafi przeciwnika zaskoczyć. Ale dość tej dygresji, bo teraz nie chodziło o niego. Hunter mógł się tylko kopać w myślach, że wciągnął swoją „córę” w sam środek spisków i planów Ventrue. Wrzucił dziewczynę, jeszcze przed metaforyczną chwilą żywą i szczęśliwą, wprost w sieć, którą Arystokraci roztaczają przez miasto. Ona jeszcze nie doszła do porządku z myślą, że jest wampirzycą, a teraz musiała w biegu nauczyć się być Ventrue. To było okrutne z jego strony. Mógł pomyśleć zawczasu, wysłać ją po jakieś wymyślone sprawunki lub też pozwolić jej ponownie zanurzyć się tej całej cyberprzestrzeni, żeby nie musiała być świadkiem tej rozmowy. Jakoś zdołałby chyba wytłumaczyć odłączenie się Dziecka od rozmowy dorosłych wampirów, nawet markiza Ainsworth chyba poczułaby się swobodniej, nie musząc mówić o rzeczach ważnych i poważnych przy nieznanej jej młodej. Gdy tak jednak czynił sobie wyrzuty, Hunter zauważył kątem oka, że w postawie Chloe coś się zmieniło. Trochę się rozluźniła...a może wręcz przeciwnie, zebrała się nagle w sobie? Mógł teraz tylko zgadywać, co takiego się działo za oczami jego wychowanki, to co widział jednak budziło w nim nieśmiały optymizm. Wyglądało jednak na to, że odkryła w sobie te podkłady siły, które znajdowały się w głębi jej duszy. Niech Starsze wampiry widzą w niej słabość, niech myślą sobie, że zdominują ją nawet bez używania Dyscyplin. Chloe mogła sobie być pionkiem, owszem, ale tylko głupiec by ją nie doceniał. Bo ewidentnie była ona pionkiem, który dojdzie do końca planszy i stanie się...nawet królową.

Danielle uśmiechała się, tym swoim pięknym i olśniewającym uśmiechem, który potrafił roztopić najzimniejsze nawet serce. Nawet Hunter, który wiedział z kim ma do czynienia, musiał się pilnować, żeby nie ulec narastającej fali sympatii. Nie mógł sobie pozwolić na zachwyty czy zadurzenia, nie gdy był na spotkaniu ze starszymi Ventrue, nie gdy mowa była o losie ich Klanu i ich przyszłości. Musiał się skupić na sednie całego spotkania i na treści, a nie formie słów Harpii. A było czego słuchać, bo w parę krótkich chwil Brygadzistka Shaw wydała dyspozycje, które miały ich popchnąć do działania. Oto Ventrue, Arystokraci Nocy, a przynajmniej najmłodsi ich przedstawiciele mieli ruszać do przysłowiowego boju. Wizja wyruszenia z „szefem” Walkerem i markizą nie była przykra Hunterowi, zwłaszcza jeśli miało ono pozwolić mu na ponowne spotkanie się z Sugar. Z drugiej jednak strony...miał dwie rzeczy do załatwienia dla Brygadzisty Thomasa, jedną dużą i jedną naprawdę wielką. Miał sprawę do załatwienia dla Sinclaira, miał pytania do zadania i miejsca do odwiedzenia. No i oczywiście, nie mógł zapomnieć o Chloe i zapewnieniu jej dachu nad głową.To było sprawą priorytetową, którą musiał załatwić, zanim poświęci się reszcie obowiązków. Dlatego też, choć chciał zajrzeć do „Bobra” miał też nadzieję, że nie zostanie powołany do- kolejnego tej nocy-działania. Liczba dostępnych godzin tej nocy z każdą chwilą stopniowo malała.

Pomysł z dywersją, odwróceniem uwagi śmiertelnych od Harbor Island, był prosty lecz genialny. Walki wampirów i tak miały raczej charakter pojedynków rodem z gatunku płaszcza i szpady czy też szpiegowskich thrillerów, ale lepiej było przed każdą akcję zapewnić Trzodzie igrzyska, które odwrócą ich uwagę od prawdy. Gdy zaś padło kolejne pytanie, czy też pytania ze strony Harpii do Chloe, Hunter nie drgnął tylko delikatnie poprawił się na fotelu. Nie do końca rozumiał, dlaczego Brygadzistka Shaw chciała sprawdzić najmłodszą Arystokratkę, zrobić jej taki test na charakter, gdy razem w trójkę trzymali tajemnicę przed pozostałymi Brygadzistami. Nie panikował jednak, bo po pierwsze był przekonany, że Chloe nie złamie się pod tymi pytaniami. No i oczywiście, sam też był zainteresowany tym, co jego podopieczna ma do powiedzenia w tej sytuacji.

Gdy Walker zabrał głos jako kolejny, Hunter nie do końca wiedział, jak powinien to przyjąć. Z jednej strony, oto padła propozycja, żeby zabrał się z nimi do Angry Beavera” czyli znów trzeba było jeździć, gadać i załatwiać. Znów trzeba by było żonglować telefonami, ludźmi i wycisnąć wszystkie „soki” z każdej sekundy. Z drugiej jednak strony nowy parter Josha, czy też raczej Szef jak go tytułował, nie tylko nie miał problemów z odchyleniem rąbka ich planów, ale sam też chętnie rozwinął temat. Czyli przynajmniej jeśli chodziło o tego Spokrewnionego i o te plany, nie zrobił nic, co mogłoby Thomasa obrazić i przekreślić ich wizję. Cały czas uważnie słuchając, Hunter potakiwał od czasu do czasu głową, nie ważąc się przerywać Brygadziście. Jedyne, co dodał do rozmowy , to były dwa krótkie zdania. -Jedno Wasze słowo, szlachetni Brygadziści i ruszam z Wami-zapewnił, gdy Walker biorąc przykład z Shaw, zaproponował zabranie go. -Ależ oczywiście-gdy Thomas wspomniał o pozostawieniu młodej Snow w schronieniu. Dziewczyna dość przeżyła z Arystokratami, spotkanie z Krzykaczami tej nocy chyba do cna wyczerpałoby jej pokłady cierpliwości. Teraz jednak, mając Brygadzistę Shaw przed sobą, Hunter mógł być wreszcie o Chloe spokojny. Jedna szybka decyzja Harpii i najmłodsza Ventrue wreszcie będzie miała bezpieczny kąt, żeby schować się przed tym mrocznym światem.

Brygadzistka czy też markiza Ainsworth cały czas przyglądał mu się, zimnym i chyba oceniającym spojrzeniem. Równie dobrze jednak ten „osąd” w jej oczach mógł być po prostu przejawem kompleksów Huntera, reakcją rynsztokowca, któremu nadano szlachectwo na obecność prawdziwej Arystokratki. Niemniej jednak Joshua nie mógł pozbyć się myśli, że dla pięknej markizy był albo ciekawostką albo niegodnym nuworyszem. Brygadzistka Helena szybko dała znać, że nie oponuje zabrania Huntera na akcję. Czyli krótko mówiąc, klamka zapadła, a decyzja była de facto już podjęta. Josh znów miał zajrzeć do Bobra. W myślach zaczął żonglować zobowiązaniami i planami, cały czas jednak uważnie słuchając, co starsza wampirzyca miała do powiedzenia. Plan wykorzystania Primogena Malkavów, zaproponowany przez Walkera i potwierdzony przez Ainsworth miał swoje zalety oczywiście. Jednak poleganie na jednym z najbardziej nieprzewidywalnym z Malkavian Seattle miało oczywiście swoje problemy. Nie zabierał jednak głosu w tej sprawie, bo wszystko co miał do powiedzenia, Brygadziści na pewno mieli na uwadze. Najlepszy nawet plan mógł podobno jedynie przetrwać do spotkania z wrogiem, ale jeśli chodzi o spiski Ventrue, nawet czynnik chaosu miał miejsce w ich układance.

Jeśli istniało coś takiego jak nieśmiertelna dusza i jeśli wampiry mogły mieć choć skrawek tego Jestestwa pozostawał w nieumarłych, to ten fragment w ciele Huntera na pewno się cieszył i radował. Nie śmiał wypowiadać tych słów na głos, ba, nawet nie odważył się ich wypowiedzieć w duszy. Ale gdzieś w zakamarkach podświadomości młodego Ventrue słówko „Koteria” jaśniało z mocą tysięcy jarzeniówek.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#71
Siedziała spokojnie słuchając następnych słów zgromadzonych i patrząc na swoje splecione dłonie. Wbrew niej, jej mózg zaczął analizować jej sytuację w kontekście nowej, choć wciąż mizernej jeszcze wiedzy. Nie trzeba było być geniuszem żeby zorientować się szybko, że albo się zaadaptuje, przełknie i zaakceptuje pewne "niedogodności", albo zwyczajnie zginie. A nie po to przecież to wszystko... gdyby miała teraz umrzeć... to równie dobrze mogła umrzeć podczas niewybrednych tortur tych zwyrodniałych potworów z Sabatu.
Drgnęła, gdy znowu pało jej nazwisko. Podniosła głowę i spojrzała Harpii w oczy. Wciąż w jej kasztanowych źrenicach błyszczał strach, ale był teraz okryty jakimś całunem spokoju, albo zobojętnienia. Może nastolatka była już tej nocy tak zmęczona, że zaczynała tracić zdolność odczuwania czegoś więcej... też mogło być to przyczyną. Chciała po prostu dotrwać do końca, nie musząc się odzywać poza "dobry wieczór" i "dobranoc", jednak Shaw chciała ją troszeczkę jeszcze podręczyć. Snow powinna poczuć się teraz jak na jednym z najważniejszych egzaminów swojego życia, ale... ona nigdy żadnego egzaminu się nie bała. Teraz sytuacja była zgoła inna, ale udało się jej zakopać panikę głęboko pod skórą. Spojrzała chwilę na Huntera, potem po pozostałych. Starała się nie zastanawiać co znaczy każdy jej gest, czy dobrze go wykonuje, czy powinna spojrzeć najpierw na kogoś innego, a potem dalej... zwariować idzie. Albo jakich słów użyć, czy dobrze tak zdanie jest ułożone, czy ten zwrot grzecznościowy jest wystarczający, czy zaraz ktoś się obrazi i będzie stypa. Wróciła spojrzeniem na Harpię i odezwała się. Jednak nie jest niemową!!
-Nie znam jeszcze sytuacji politycznej w mieście po tej drugiej stronie. Nie wiem nawet jak wyglądają relacje wewnętrzne w Klanach i relacjach między nimi, ale to przytłoczone jest jednym, wymownym słowem: WOJNA. A ona w gruncie rzeczy zawsze jest taka sama. - Mówiła spokojnie, niezbyt szybko, ale też specjalnie nie ważyła słów. Głos jej nie drżał choć czasem się zająknęła, wiecie nerwy i te sprawy, już nawet nie z powodu towarzystwa a ostrego tematu, na który się wypowiadała. -Nikt, nigdy dokąd tylko kroniki sięgają nie wygrał żadnej wojny jeśli nie miał ze sobą i za sobą ludzi. Analogia trwa. Musimy się zjednoczyć. Wiem, banał. Jestem idealistką i może to brzmi trochę górnolotnie, ale tak jest. Jeśli nie zostawimy za nami wszelkich podziałów, kłótni, intryg i wzajemnej niechęci czy wręcz nienawiści, jeśli nie połączymy sił, jeśli nie staniemy ramię w ramię w tej... wojnie... to ONI już wygrali. Każdy z nas musi nauczyć się jakiegoś... zaufania (?)... gdy przyjdzie ta godzina, nie będzie mogło mieć znaczenia dla nikogo, kto biegnie w bój po obu naszych stronach. Czy z lewej mam Anarchistę, gangstera, czy po prawej jest arystokrata, Nosferatu czy osoba, którą jeszcze wczoraj nabilibyśmy na pal za jego przewiny wobec nas. Bo to nie idzie o nas jako o jednostkę, ale o nas w ogóle. My, albo ONI. Jeśli ONI Pójdą na nas razem, skupią się na naszej zagładzie jako łączącym ich celu, a my podczas walki o własne przetrwanie będziemy się zastanawiać czy nie dostaniemy w plecy od swojego "sojusznika" to już po nas. - Miała nadzieję, że wyraziła się dość jasno i przekaz wybrzmiał. Zamilkła na chwilę, przełknęła ślinę i oblizała usta, by podjąć dalej.
-Żaden ze mnie strateg ani taktyk, ale żyjemy w dobie globalizacji, galopującego postępu cybernetycznego. Wojna ma dziś wiele płaszczyzn, znacznie więcej niż wieki temu. Nie powiem chyba żadnej nowości, ale prócz służb czy mediów jako takich, szczurów czy gangów, musimy też prowadzić wojnę cybernetyczną. Bo ONI o niej nie zapomnieli na pewno. Dezinformacje, sabotaże, dywersje, śledzenia, podglądy, hakerstwo, włamania i przejmowanie kontroli nad strategicznymi systemami, przepływ informacji i kontaktów, śledzenie aktywności w necie. - Chyba nie było więcej do powiedzenia. Mogła zgrabniej to zakończyć, ale żaden z niej wielki orator. I tak perorowała tutaj ładny kawałek czasu, zdecydowanie dłuższy niżby marzyła. Wolała też nie dodawać, że hakerstwo i cyberprzestrzeń to jej koniki. Z resztą wystarczyło tylko trochę pogrzebać czy w necie czy innych informacjach, by wpisując jej imię i nazwisko, znaleźć co się chciało na jej temat. Oczywiście wpierw trzeba by się było przekopać przez wszelkiego rodzaju wiadomości o zaginięciu studentów, o poszukiwaniu dziewczyny, by trafić w końcu na konkretniejsze informacje o Chloe Snow, laureatce wielu konkursów, nastolatce, która jako jedna z najmłodszych dostała się na inżynierskie studia IT, okrzykniętą młodocianym geniuszem informatycznym.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne [02.15.1999]

#72
Image
Image
Shaw uważnie słuchała wypowiedzi Thomasa, kiwając lekko głową, gdy przedstawiał kolejne pomysły i sugestie, propozycje i plany. Z lekko uniesionymi brwiami chłonęła kolejne zdania wypowiadane przez Helenę, dumna i zadowolona z jej podejścia do nieumarłego życia. Z pogodnym uśmiechem na twarzy obserwowała Josha, tymczasowo wycofanego na rzecz jego podopiecznej; ta zaś pokazała się z naprawdę dobrej strony, o czym świadczył wspomniany już uśmiech na twarzy Harpii. Gdyby Chloe powiedziała coś nie tak, gdyby popełniła jakiś błąd, to i Hunter, i Snow z pewnością by to odczuli, a Walker i Aisnworth bez wątpienia dostrzegli by zmiany na twarzy nieumarłej plotkary.
Ale... po kolei.
- Dave wymaga odpowiedniego podejścia. - zaczęła, a uśmiech na moment zniknął jej z twarzy. - Primogen Burroughs, jak większość dzieci Malkava, jest dość... specyficzny. Brygadzista Everley z pewnością pomoże, ale warto by też odezwać się do Charlie'ego... Seneszal może udzielić kilku cennych rad. Plus jest jednak taki, że Dave może pomóc nam zaatakować Harbor Island od strony wody. Wtedy wszystko będzie wyglądało jak porachunki mafii. - zakończyła znacznie weselszym tonem, a gdy nawiązała do przestępczego półświatka, uśmiech powrócił na jej twarz. Potem jednak ostrzegawczo uniosło dłoń. Nie był to oczywiście żaden wulgarny ani nienawistny gest, ot, zwykła informacja, mająca na celu wsparcie i pomoc najbliższym. Bo Ventrue zgromadzeni w pokoju byli przecież najbliższą rodziną... byli jednym klanem.
- Nie wierz plotkom, Brygadzistko Ainsworth, kto jak kto, ale ja się na nich znam doskonale, a moje źródło nie kłamie. To, co mówią o Lasombra nie oddaje nawet w połowie grozy jaka wypływa z tego klanu. - Danielle Shaw chciała powiedzieć coś jeszcze. Naprawdę. Już otwierała usta, by podzielić się jakąś konkretniejszą informacją dotyczącą tego klanu, lecz gdy rzuciła okiem na Chloe, przygryzła wargę. Wolała przezornie milczeć, chociaż sporo ją to kosztowało. Może to i dobrze? Snow przeżyła już dużo, a zrzucenie na jej barki kolejnego ciężaru, w postaci panujących nad ciemnością potworów, nie wydawało się być rozsądne.
Przymknęła więc na chwilę oczy.
-Och, Jane. - stwierdziła w dość tajemniczy sposób Harpia, lekko potrząsając głową. - Widzicie? Ta młoda dziewczyna dopiero od niedawna jest częścią naszej Rodziny i chociaż brakuje jej... wiedzy i doświadczenia, mówiąc bardzo delikatnie, to jednakże potwierdza wszystko, co zostało dzisiaj powiedziane. Nawet dla takiego żółtodzioba jak ona pewne rzeczy są oczywiste. Pewnych spraw nie da się inaczej załatwić. Pewne problemy można rozwiązać tylko w jeden sposób. Panno Snow, drzwi redakcji są dla ciebie otwarte. - oznajmiła w końcu, spoglądając przelotnie na Helenę, Josha i Thomasa. Wzrok zatrzymała chwilę dłużej na Walkerze, do niego też wykonała ledwo zauważalny ruch głową.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#73
Gdy skończył mówić wysłuchał reszty współbraci i sióstr w pomieszczeniu. Rozmowy, w których uczestniczyło więcej niż dwóch Ventrue zwykle miały bardzo określony przebieg. Spokrewnieni wypowiadali się po kolei, zaczynając od najwyższego stanowiskiem a kończąc na mało znaczących żółtodziobach, jeżeli oczywiście w ogóle dopuszczono ich do głosu. To spotkanie było jednym z najbardziej pluralistycznych w jakich kiedykolwiek miał zaszczyt uczestniczyć

Walker wzrokiem omiatał kolejnych rozmówców starając się wyciągnąć jak najwięcej z ich intencji między wierszami. Helena jak zwykle pozostawała nieodgadniętym monolitem, chociaż nie zdradzała najmniejszych oznak innych intencji niż wygłaszała to Walker nauczył się nigdy nie dopuszczać podobnych osób zbyt blisko swoich interesów. Obawa przed nieznanym była u spokrewnionych silniejsza nawet niż makiawelistyczne zagrania. Nadrzędnym celem Joshui wydawała się chęć ochrony swojego dziecka. Oczywiście nie odważyłby się tego przyznać otwarcie, lecz Thomas zauważył nieznaczne ruchy na twarzy i ciele wampira, gdy Chloe została wywołana do tablicy. Danielle na pewno też to zauważyła. Sama panna Snow nie zrobiła na nim większego wrażenia. Dla Walkera zabranie jej na to spotkanie było dość dziwne ze strony Josha, żeby nie powiedzieć głupie. Na szczęście dla niego i dla samej Chloe Harpia Shaw chyba polubiła młodą brunetkę. A tak przynajmniej się mu wydawało, bardziej jednak prawdopodobnym był jakiś ukryty motyw brygadzistki. W końcu Danielle, tak samo jak i Thomas, starała się planować kilka kroków w przód. Tak naprawdę jedyne co zapamiętał z wypowiedzi dziewczyny wzmianka wojnie w nowym wymiarze, cyberprzestrzeni. Thomas nie zrozumiał nawet płowy ze zwrotów jakimi zaczęła rzucać spokrewniona jednak właśnie to go zaintrygowało. Może przyszył czas by zainteresować się tym tematem i zwerbować odpowiednią osobę do jego świty?

Było też coś, co zwróciło uwagę brygadzisty. Gdy Shaw mówiła o Lasombra z namysłem nie dokończyła swojej wypowiedzi, jakby zwracając uwagę właśnie na Chloe. Dlaczego miałaby się hamować przez nią? Czy przekazanie wiedzy nowemu członkowi rodziny nie było obowiązkiem nie tylko rodzica ale także i całego klanu? Czyż odpowiedzenie jej o zdolnościach i mocach Lasombra nie leżało w najlepszym interesie młódki? A może Joshua z Chloe coś ukrywali, coś o czym wiedziała także Danielle lecz nie było to wiedzą ogólnie dostępną? Oczywiście mogła to być też paranoja Thomasa. W końcu nie wszystko złoto co się świeci, a nie każde dziwne zachowanie dotyczyło tajemnicy bądź spisku.

Chciał coś powiedzieć, ale po chwili namysłu nie było nic konstruktywnego co mógłby dodać do dyskusji. Wszystko zostało powiedziane, każdy miał swoje zadania przydzielone. On, razem z Heleną i Joshem uda się niedługo do bobra by spróbować wysondować Brujah. Będzie musiał się do tego przygotować. Na początek, pełen garnitur z pewnością nie będzie mile widziany w takim lokalu, będzie musiał ubrać coś bardziej luźnego by się wtopić w tłum. Miał też kilka swoich prywatnych planów na tę noc, jak również parę spraw o których musiał poinformować Simmonsa. Szykowała się bardzo pracowita noc, a przecież nie była ona już młoda.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#74
Helena taktownie wszystkich obserwowała. Choć darzyła szacunkiem zarówno Harpię Shaw, jak i Brygadzistę Walkera, to jednak — jak to bywa wśród Spokrewnionych — nikomu nie mogła w pełni zaufać. Nie wspominając już o tym, że trudniej było jej zrozumieć emocje i uczucia innych osób niż komuś, kto je posiadał i umiał interpretować. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Widziała jak na dłoni słabą wolę Chloe, niepewność i dezorientację. Miała jednak swoistą siłę ducha, i pokazała to kiedy ponownie została wywołana do odpowiedzi. Gdyby Helena umiała się uśmiechać, to zapewne kąciki jej warg uniosłyby się lekko ku górze. Nie potrafiła jednakże. Dlatego też jej spojrzenie, takie samo jak przed chwilą, nie zmieniło się. Joshua istotnie zdawał się być nuworyszem. Być może to latanie i łapanie srok za ogon miało w jakiś sposób sprawić, że wszyscy go zaakceptują, a Ventrue dostrzegą, że może być przydatną jednostką? Być może. Ainsworth nie miała o nim jeszcze żadnego zdania, ale już wiedziała jedno: współpraca z nim będzie miała bardzo określone ramy. Określone i sztywne. Thomas natomiast… Był taki, jak zawsze. Konkretny, mądry, prostolinijny. Jak zawsze mówił sensownie i pokazywał się od neutralnej strony. Danielle, cóż. Trochę teatralna i “głośna”, ale również mówiła racjonalnie.
— Panno Snow, czy zna Pani zatem kogoś, kto mógłby wesprzeć nas pod kątem informatycznym? — Skoro Chloe o tym mówiła tak, jakby znała się na rzeczy, to warto o to spytać. I wykorzystać w nadchodzących czasach. Gdy zaś Helena wymówiła “nas” wyraźnie akcentowała to jako “Ventrue”. Klan musiał mieć przecież mieć swoje informacje i przewagę nad innymi. Oddawanie wszystkiego Sojuszowi było niemądre. — Myślę, że można byłoby na przykład rozmieścić ukryte kamery na Harbor Island… I dzięki temu dowiedzieć się czegoś o Sabacie. Problemem byłoby jednakże zobaczenie Lasombra, którzy nie mają odbicia. Musieliby to wykonać ludzie za dnia; my wzbudzilibyśmy zbyt duże zainteresowanie. Obserwować zaś ktoś od nas, lecz wyłącznie zaufany krąg. — Dodała. Markiza zawsze starała się jak najwięcej wyciągnąć ze zdobytych informacji i nie robiła podchodów. Ponadto, jeśli młódka zgodziłaby się tym pokierować, z pewnością dostrzeże w tej sytuacji możliwość wykazania się i okazania swej przydatności dla Ventrue. A dla Arystokratów było to niezwykle ważne.
— Zastanawiam się również nad kamizelkami odpornymi i kaskami. W nadchodzących czasach mogłyby nam się przydać. Dzięki temu wzmocnilibyśmy naszą odporność. Minusem jest to, że są widoczne, a te ze stosownego materiału wzbudzą podejrzenia… — Helena zamilkła. To faktycznie mogłoby im pomóc gdyby przyszło do otwartej bitwy, lecz również zwróciłoby uwagę. A zapewne wszyscy zgromadzeni w tym pokoju wiedzieli, że Spokrewnionego łatwo pokonać strzelając mu w głowę. Była ciekawa zdania pozostałych.Przywrócony post z 20.10.2018
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
15.02.1999 r.
"(...) ubrała kremową suknię z grubego materiału sięgającą za kolana, z lekkim wcięciem na szyi. Żadnych wzorów i falbanek. Czysty, jednolity materiał. Jedyny dodatek stanowił pas założony w talii, w tym samym kolorze. Bordowe szpilki, biżuteria z rubinami i ciemnoczerwone paznokcie stanowiły małą odskocznię od koloru sukni. Jak zwykle związała włosy w kok, dzisiaj jednak nieco je poluzowała dając im oddychać.
(...) W przeciwieństwie do nocy czternastego lutego, dzisiejszej nocy miała prawdziwą, skórzaną teczkę, jak przystało na businesswoman. (...) Przed wyjściem założyła na szyję bordową apaszkę i podobnego koloru żakiet.
"

+ ekwipunek

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#75
Gdy wysłuchiwał, co jego „córka” sądziła o całej sytuacji, uśmiechnął się szerokim uśmiechem dumnego ojca. Wiedział oczywiście, że Chloe była zdecydowanie inteligentną młodą kobietą, na pewno bardziej oczytaną i wykształconą od niego. Martwił się jednak, czy najmłodsza Ventrue zdoła odnaleźć się w obecnej sytuacji. Wolna od praktycznie godzin, zabrana na niespodziewane zebranie starszych od siebie wampirów, które nieustannie oceniały ją w każdej sekundzie tegoż spotkania. Zwykła osoba mogłaby się złamać w takiej sytuacji, a wśród Ventrue najzwyczajniej na świecie dla zwykłych osobników po prostu nie było miejsca. Na szczęście Chloe potwierdziła właśnie wszystkim zgromadzonym, a w szczególności Hunterowi, że była zdecydowanie niezwykła. Josh nie mógł sobie w tej chwil przypomnieć ostatniego razu, kiedy tak bardzo by się ucieszył, że jego podejrzenia się sprawdziły.

Uśmiech ten, choć był całkiem szczery, pełnił też rolę maski dla wampira. Gdy tak promieniał „ojcowską” dumą, delikatnie rozglądał się po pomieszczeniu, jakby doszukiwał się aprobaty ze strony Brygadzistów. Ta aprobata zresztą byłaby oczywiście szalenie mile widziana, ale zimne oczy Huntera chciały tak naprawdę zajrzeć na moment za noszone przez nich maski. Moment, w którym Chloe zaczęła opowiadać już nie o potrzebie sojusz, ale o wojnie cybernetycznej była chyba najlepszym momentem na to. Oto ci starsi nieumarli zostali skonfrontowani z nowinką technologiczną, której nie można było zbagatelizować, bo zaczynała zmieniać drastycznie świat. Sam Hunter co prawda nie był żadnym ekspertem, mógł co najwyżej wysłać wiadomość elektroniczną, a jedynym rozwiązaniem problemów komputerowych dla niego było klasyczne „wyłącz i włącz ponownie.” Szczerze jednak wątpił, żeby siedzący przed nim dumni Arystokraci nawet do tego stopnia zainteresowali się „nową zabawką trzody.”

Starsi Arystokraci zaczęli zabierać głos, a Hunter cały czas analizował sytuację. Nawet, jeśli Brygadziści znaleźli się na niepewnym dla nich gruncie, to w żaden sposób tego nie okazali. Byli przecież Ventrue i nie mogli w żaden sposób okazać słabości. Harpia Shaw wydawała się być naprawdę zachwycona protegowaną Huntera, choć oczywiście cała jej radość mogła też płynąć z tego, że podczas tego spotkania Hunter zdążył się już u niej poważnie zadłużyć. Szef Walker wydawał się być lekko zainteresowany tym tematem, większą uwagę jednak poświęcał słowom Harpii. To było zresztą zrozumiałe, w końcu słowa szanowanej Brygadzistki miały przecież o wiele większe znaczenie, niż to co Dziecię wciąż pod opieką rodzica miało do powiedzenia. Coś jednak w wypowiedzi Shaw nie dawało też Joshowi spokoju. Nie powiedziała jednak nic takiego, co by mu nie pasowało..... -Ja pierdolę!-zakrzyknął w myślach, gdy wreszcie zrozumiał dręczący go niepokój. Uśmiech na jego twarzy zdążył już dawno zgasnąć, odkąd Shaw zabrała znów głos, a mięśnie twarzy zdążyły już zastygnąć w wyrazie zasłuchanej powagi. I żaden mięsień nawet nie drgnął, gdy w myślach Huntera zawrzało. -Nie chodzi o to, co powiedziała, ale czego nie powiedziała! Nosz kurwa mać! Ona się boi, że Chloe jest Sabatowym szpiegiem!-gdyby spojrzenia potrafiły zabijać, to Danielle Shaw byłaby zupełnie bezpieczna, bo Hunter nie pozwoliłby sobie na bezczelne łypanie na starszą Ventrue. Ale gdyby zabijać potrafiłyby za to myśli, to Shaw już dawno przekroczyłaby granicę Ostatecznej Śmierci. -No zaraz mnie chyba chuj strzeli! To ma być Harpia? Jak jej nie ufasz Danielle, to mogłaś kurde ją „poprosić”, żeby coś w Internecie sprawdziła i założyła słuchawki! Albo skoro jest najmłodsza, to mogłaś ją posłać po służącą ghoulicę, bo akurat zachciało ci się pić! Można to było załatwić na sto albo i nawet na tysiąc sposobów, bez wzbudzania podejrzeń u pozostałych.- Jeśli on zauważył tą przerwę i przemilczenie słów, to pozostali tym bardziej to zauważyli. Gniew zmienił się w niedowierzanie, że Harpia mogła przypadkiem popełnić taką-w oczach wtajemniczonego w prawdę Huntera-gafę. O ile oczywiście to była gafa, a nie celowe działanie. Bo taka myśl też przemknęła przez głowę Josha, ale ponieważ nie widział celu, jakiemu mogłoby takie zagranie służyć to postanowił te myśli odłożyć na bok. - Może to ma być ostrzeżenie dla mnie, że Harpia ma swoje wątpliwości i jeśli tylko je z Chloe jakoś potwierdzimy, to od razu zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności?-ten jeden powód zalśnił w jego głowie, zanim razem z resztą „zapakowanych' obaw trafił na wciąż rosnącą półkę „później.”

Markiza Helena Ainsworth przyjęła słowa Chloe z pełną uwagą, a po jej słowach było widać, że w myślach miała już mapę Harbor Island, jeśli nie całego Seattle i już rozstawiała pionki. Wyglądało na to, że miała już niejeden pomysł przygotowany i dzieliła z Brygadzistką Shaw-o ile nie przejęła większość-strategicznego impetu tej rozmowy. Nikt się do niego nie odezwał, więc też nie otrzymał pozwolenia na zebranie głosu i przez chwilę Hunter zamierzał pozwolić zgromadzonym kobietom na nieprzerwaną rozmowę. Pewne rzeczy jednak nie dawały mu spokoju, dlatego też delikatnym gestem zasygnalizował, że chciałby coś powiedzieć i gdy nikt mu nie odmówił odezwał się.

-Proszę wybaczyć, że wtrącam się z być może naiwnym i niedoinformowanym pytaniem, ale czy posiadamy jakąkolwiek wiedzę o stanie Wyspy odkąd Sabat postanowili tam zrobić swoją twierdzę? Bo odkąd uwinęli sobie gniazdo minęło wystarczająco wiele czasu, żeby nie tylko przygotować sobie schronienia zabezpieczone przed atakiem, ale też i wprowadzić system o którym teraz mówimy. Zerknął na moment w stronę Chloe po czym znów podjął wątek-Choć zdecydowana większość Sabatu składa się z prymitywnych potworów, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę ich tendencję do tworzenia mięsa armatniego, tak nie każdy z z nich zalicza się do tej kategorii. Gdyby tak było, dawno już byśmy starli ich z powierzchni ziemi, czyż nie?-zadał retoryczne pytanie, po czym złożył ręce w piramidkę. -Zamontowanie kamer, nawet ukrytych, będzie wymagało czasu. Nawet, jeśli będziemy posługiwać się ludźmi, którzy będą pracować za dnia. Sabat, przy całej swojej pogardzie do ludzi i ich dokonań, nie przejmują się hipokryzją i wykorzystują każde dostępne dla nich narzędzie. Takie kamery, czy ukryte czy nie, mogły już zostać na Wyspie założone i wykorzystane przez naszego wroga. Jeśli jednak istnieją, można zawsze spróbować je przejąć i wykorzystać je przeciwko właścicielom-znów spojrzał w stronę Chloe, jakby szukając potwierdzenia dla swoich słów. Czy to dlatego właśnie ją przemienili? Bo była wybitnym informatykiem i mogła w tej dziedzinie im służyć? No i przecież nie można było zapomnieć o tych odszczepieńcach z Nosferatu, którzy postanowili Sabatowi służyć. -Jeśli oczywiście te systemy istnieją, a nie możemy w pełni ich wykluczyć, bez posiadania konkretnej wiedzy. Co do kasków i kamizelek, to już zależy od tego, jakiej konkretnie ochrony będziemy potrzebować-przeszedł płynnie do kolejnego tematu. -Z kaskami kuloodpornymi i wszelkiego rodzaju hełmami zbyt wiele szans na ich ukrycie nie mamy-pokręcił delikatnie głową-ale za to kamizelki oferują nam więcej opcji. Zwykłe, noszone chociażby przez policję, są całkiem łatwo dostępne i tanie, a przy okazji można je ukryć pod odzieżą. Nocą zwłaszcza, śmiertelni i nawet Sabatnicy bez odpowiedniego przeszkolenia czy właściwej Dyscypliny nie zauważyliby ich nawet na krótkim dystansie. Tania i łatwo dostępna ochrona, moglibyśmy cały oddział w nie odziać. Lepsza ochrona-kamizelki oddziałów SWAT czy wojskowe, te już będą za grube do ukrycia i będą wymagały odpowiednich...znajomości. Czy to w policji i wojsku czy też w marginesie społecznym-tu zerknął na moment w stronę Walkera. Josh sam nie znał w Seattle żadnych gości od broni, ale może jego „szef” posiadał odpowiednie kontakty? Lub chociaż wiedział, z kim trzeba było porozmawiać, żeby taki kontakt nawiązać. Szalony Primogen Malkavów też miał kontakty w półświatku, więc jeśli udałoby im się nawiązać jakieś porozumienie czy nawet sojusz, to pewnie mógłby im w tym pomóc. -Wszystko zależy od tego, ile czasu i środków chcemy poświęcić na przygotowanie się do ataku i jak bardzo...dyskretny ma ten atak być. Ciche eliminowanie Sabatu zaczynając od przywódców będzie wymagało oczywiście innych środków, niż zgromadzony atak na ich największe siedziby....w drugim wariancie, jeśli czas oczywiście pozwoli, możemy spróbować zaopatrzyć oddziały zaufanych ludzi czy ghouli bronią z amunicją zapalającą-dodał lekkim tonem, jakby nagle przypomniał sobie jakiś drobny szczegół anegdotki, a nie proponował użycia najgorszej dla wampirów broni.Przywrócony post z 21.10.2018
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#76
Chloe nawet nie była w stanie odetchnąć z ulgą, gdy po jej słowach zobaczyła uśmiech na twarzy Harpii i swojego opiekuna. Pozostała dwójka zachowała kamienne, tajemnicze twarze. Może i lepiej. Dziewczyna nie powinna odczuć za dużo pewności, żeby sukces jej do łba nie uderzył. W sumie na to też marne szanse były, bo akurat z sukcesem i pochwałami zdążyła się oswoić. Teraz co prawda i to inna skala, nie ta liga, ale zawsze dobre słowo zostawało dobrym słowem.
Uśmiech Shaw odwzajemniła swoim lekkim i nieśmiałym i skromnym "Dziękuję", tak by nikomu słowa nie przerwać. Drzwi otwarte do Seattle Times? Matko, dziewczyna chyba dopiero zacznie sobie sprawę zdawać gdzie Spokrewnieni mają swoje macki.


Temat ruszył dalej. Zeszli już z tej dziwnej i niezrozumiałej polityki i przenieśli rozmowę na tory zmierzające do przygotowań wszelkich działań wojennych. Oni naprawdę spodziewali się zbrojnych akcji w mieście... Boże... Gdy podczas wymiany kolejnych zdań, znowu wywołano do odpowiedzi ją, uniosła wzrok na pytającego, a potem po pozostałych, gdy pozwolono jej mówić, znowu tej nocy zabrała głos.
-W obecnej sytuacji... - Zawiesiła na chwilę głos, dając do zrozumienia jakiej... no chyba nie trzeba było tłumaczyć... świeżo Zmieniona dziewczyna, zmiana Światów, no raczej nie mogła zaproponować jakiegoś ekstra wykładowcy, znajomego z konkursu czy kolegi z roku... to wszystko byli ludzie. -... Nie potrafię zaproponować nikogo poza sobą. - To dobrze czy źle? Nie potrafiła ocenić. Chciała być przydatna, być może nawet pokazać, że jest kimś więcej niż tylko przerażoną dziewczynką, która ktoś oderwał od jej śmiertelnego życia i wrzucił w sam środek mrocznych zawirowań Nocnego Świata, o którego istnieniu nie miała pojęcia jeszcze chwilę temu. -Musiałabym mieć tylko odpowiedni sprzęt i zaplecze... i nie powinno być problemu większego, żeby podpiąć się przykładowo pod jakiś ICH systemy, czy złamać jakieś zabezpieczenia, albo założyć coś własnego. - Wypuściła powietrze nosem i znowu zamilkła. Mogłaby tu powiedzieć znacznie więcej, ale wolała nie przeginać to raz, a dwa nie wiedziała nawet na ile oni zrozumieją to co usiłuje im przekazać. Niech zostaną póki co na jasnych ogółach, a jak przyjdzie co do czego, to pewnie będzie mogła pogadać z kimś, kto troszkę lepiej ją rozumie i być może pomoże w przygotowaniu ewentualnego, wspomnianego zaplecza - bazy operacyjnej... normalnie jak na filmach.
-Chryste... - Jęknęła w myślach, a to porównanie. To było głupie, prawdziwe i jednocześnie przerażające, a oni zdawali się niewzruszeni jakby było to ich codziennością. Kamizelki kuloodporne, amunicja zapalająca, nasze oddziały, wojsko... Biedna dziewczyna aż drgnęła i poruszyła się niespokojnie. To spotkanie trwa już za długo... dla niej za długo... a ta noc... to już nawet nie ma co wspominać, a oni nie załatwili wciąż jeszcze wszystkich spraw zaplanowanych i koniecznych przed świtem. Amunicja zapalająca... Boże to będzie rzeź...

Przywrócony post z 22.10.2018
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne [02.15.1999]

#77
Image
Image
Spotkanie bezsprzecznie chyliło się ku końcowi.
Ventrue jak żaden inny klan potrafili prowadzić dyskusję na poziomie - nie było u nich miejsca na dzikie wrzaski i krzyki, na kłótnie i agresję. Każdy znał swoje miejsce i, zgodnie z przyjętymi prastarymi zasadami, wykładał przed innymi swój punkt widzenia. Komentował czyjś. Dzielił się uwagami, wnioskami, zażaleniami czy pomysłami i sugestiami. Wszystko odbywało się sprawnie, bez żadnych większych problemów i komplikacji. Nic więc dziwnego, że Shaw miała coraz lepszy humor (chociaż coś ukrywała, tego mogli być już wszyscy pewni, nawet młodziutka i niedoświadczona Chloe).
Harpia pokiwała kilka razy głową, słuchając rozmów pozostałych członków swego klanu. Nie wtrącała się, chociaż jako najważniejsza nieumarła ze wszystkich zgromadzonych w tym pomieszczeniu miała do tego prawo. Aczkolwiek raz otworzyła usta chcąc najwyraźniej zabrać głos. Szybko się jednak opanowała, pokręciła głową i rozsiadła wygodniej, pozwalając, by rozmowy toczyły się dalej. Dopiero potem skinęła głową i zabrała głos.
- Zacznę od panny Snow. - oznajmiła. - Cieszy mnie twój zapał i chęć pomocy. Duma i pewność siebie oraz przekonanie o własnych umiejętnościach i chęć udowodnienia, że naprawdę są wyjątkowe bardzo pasuje do Arystokratów. Jeśli Wspólnik Hunter nie będzie miał nic przeciwko, choćby i dzisiejszej nocy będziesz mogła odwiedzić redakcję Times'a by na tamtejszych komputerach pokazać, co potrafisz. Przygotowanie odpowiedniego miejsca i sprzętu trochę jednak trwa i niewykluczone, że będę musiała się porozumieć z Percivalem celem uzyskania odpowiedniego, sprzętowego i logistycznego wsparcia... Kwiatuszek może się zgodzi... - urwała, zamyślona, unosząc dłoń do twarzy. Przyłożyła szczupłe palce do paliczka i postukała nimi przez moment, zastanawiając się nad czymś przez upiornie długą chwilę.
- No, ale nie będę was tym zadręczać. Skoro jednak o Nosferatu mowa, to Szczury odwiedziły już Harbor Island, Brygadzistko Ainsworth. To, co powiem, brzmieć będzie bardzo górnolotnie i wręcz wylewać będzie się patos, ale to dzięki ich odwadze i oddaniu wiemy lub też podejrzewamy, co się dzieje na terenie wyspy. Ponadto Alexader zaoferował wypad w tamte rejony, więc zainstalowanie kamer... lub też próba przejęcia tych istniejących już... nie powinno nastręczać problemów. W kwestii kamizelek, amunicji, hełmów i całej reszty tylko rozkładam ręce. Militaria to nie jest moja działka, na szczęście jest Primogen Burroughs i jeden z tych Brujah, którzy oderwani się od nas po upadku Księcia. - mówiąc o malkaviańskim gangsterze nie mogła się nie uśmiechnąć. Mina jednak trochę jej zrzedła, gdy wspomniała o Krzykaczach.
A mówiąc ściślej, o jednym z Brujah, który również mógł się znać na temacie uzbrojenia, pancerza i całej reszcie militarystycznego świata, który najwyraźniej nie był mocną stroną Harpii...
- Jeśli to wszystko... - znów nie dokończyła. Pytanie zawiesiła w powietrzu, oczekując na jakikolwiek znak ze strony nieumarłych. Dyskusje można było prowadzić dalej, w końcu do świtu jeszcze trochę, ale równie dobrze można było spotkanie uznać za zakończone. Można było przejść do działania.
Przywrócony post z 22.10.2018
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#78
Wzrok Thomasa wędrował po rozmówcach gdy Ci po kolei dodawali swoje cegiełki do budowanej dyskusji. Od nieskalanej prawie żadnymi emocjami Markizy przez Josha i Danielle aż po niewinną Chloe stawiającą swoje pierwsze kroki po tej mroczniejszej stronie Seattle. Zdawał sobie sprawę, że każda z tych osób posiada jakiś sekret, jakaś ukrytą agendę. Cel, który pragnie osiągnąć niekoniecznie moralnymi metodami. Nawet Chloe, choć młoda i niedoświadczona starała się ważyć słowa, mówiąc tylko tyle ile musi. Spiski, sekrety, intrygi, manipulacje, to był dzień powszedni dla Ventrue, dla wampirów, nawet dla części ludzi.

- Z mojej strony tak - odpowiedział prostując się na krześle. - Jeśli jednak mógłbym być tak zuchwały... Pięć minut twojego czasu Brygadzistko Shaw. Na osobności. - Spotkanie z Danielle planował od poprzedniej nocy, gdzie udało mu się wykonać powierzone zadanie. Teraz miał otrzymać zasłużoną nagrodę. Były też i inne tematy które chciał poruszyć. Zaczynając od tego, że koniec końców żadne nazwisko nie padło w kontekście poparcia jednego z kandydatów na primogena, więc całe to przedstawienie o "mądrym wyborze" można było między bajki włożyć. Walker musiał mieć fakty, musiał wiedzieć na czym stoi. Musiał usłyszeć nazwisko.

W dodatku Nosferatu przewijali się nie raz, a kilka razy w wypowiedziach Shaw. Szczury kanałowe zrobiły się ostatnio bardzo aktywne. Czy to ma związek z ostatnimi ruchami Sabatu? Przejęciem władzy przez Doe? Czy może jakimś innym nieznanym Walkerowi wydarzeniem? Jakaś zmienną która zachwiałaby równowagą klanów i sekt w szmaragdowym mieście. Nie ufał Nosferatu za grosz. Na pewno coś planowali. Trzeba mieć na nich oko, jednak jak szpiegować najlepszego szpiega? Na to pytanie nie było łatwej odpowiedzi.
Przywrócony post z 26.10.2018
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#79
Cóż… Może to i dobrze, że Hunter cieszył się z małego sukcesu swojej podopiecznej. Sir Bernard nie pozwoliłby sobie nawet na krztynę uśmiechu w takiej sytuacji… Był surowym i wymagającym Sire, który pochwały, jeśli już, dawał wyłącznie w prywatnym zaciszu. Nigdy publicznie. Tłumaczył co zrobiła źle, a co dobrze. I nigdy, przenigdy nie pozwoliłby, by Helenę podpuszczono tak, jak Chloe podczas tego spotkania. Być może przez to zabrał jej swoistą dziewiczość, ale dzięki temu Ainsworth zawsze wydawała się przygotowana na każdą okoliczność. Dodatkowym, zasadniczym plusem stanowiła jej prawdziwie arystokratyczna krew. Markiza. Miała jednak wyjątkowo trudne dzieciństwo, którego nikt by nie podejrzewał. To ją nauczyło wytrwałości w dążeniu do celu, ale i też pokory wobec silniejszych. Dzięki temu Helenie łatwiej było stać się Ventrue. Chloe natomiast z jakiegoś powodu została przemieniona, z jakiegoś powodu — mimo słabej woli — została uznana za wartościową członkinię swojej przyszłej Rodziny. Niezależnie od tego jak bardzo będzie starała się pokazać swoją siłę, Ventrue wyczują w niej rybę złowioną w sieć. A była zaledwie rybą pośród rekinów.
Helena nauczyła się już, że będąc wśród Ventrue, wśród Arystokratów, odgrywany jest teatr. Zakładane są maski, za którymi kryją się prawdziwe uczucia, emocje, pragnienia. Była przecież jedną z nich, choć swą maskę przywdziewała niemal zawsze… Dlatego to wszystko, co działo się między Joshuą, a młodą Snow, było dla niej czymś nowym, czymś wzbudzającym zainteresowanie i być może nutkę podejrzenia. Choć nie potrafiła odgadnąć ich prawdziwych motywów, to jednak bezsprzecznie dało się dostrzec, że bardzo próbują się przypodobać. Nie wspominając już o tym, że to Hunter, nie zaś Chloe, odpowiedział na pytanie Heleny… Ani o tym, że Danielle stosownie zawiesiła głos gdy mówiła o Lasombra Sabatu. To była wyjątkowo groźna Sekta, przed którą przestrzegano młodych wampirów. Gdyby Markiza miała więcej czasu, z pewnością zadałaby Pannie Snow więcej pytań. Nie miała go jednak; spotkanie nie dotyczyło też wychowanki Joshui, a znacznie poważniejszych spraw dotykających cały klan.
Ainsworth nie dała po sobie poznać chociażby drgnięciem powieki co myśli o ponownym wychylaniu się przez Joshuę. Nie pragnęła jednak doprowadzać do jakichkolwiek waśni czy dyskredytować Wspólnika. Nie to było celem tegoż spotkania. Niemniej, to też pokazywało podejście i brak sztywnego wychowania, co wskazywało na pewne przymioty charakteru Huntera. Wysłuchała słów młodego patrycjusza z uwagą, jak zawsze. Pokazał już, że za pierwszym razem ma stosowne uwagi, więc być może i za drugim również pochwali się takimże. Cokolwiek sobie pomyślała, jakkolwiek wyrabiała sobie opinię o tym Spokrewnionym — niczego nie dało się po niej poznać. Zdawać by się nawet mogło, że jak usiadła, tak skamieniała… W dalszej kolejności wypowiedział się Żółtodziób. Tak. Taką właśnie pozycję miała Chloe, i czekała ją jeszcze bardzo długa droga.
Zabawne, jak wiele można się dowiedzieć od innych kiedy porusza się różne tematy. Jak wiele istotnych informacji zostaje pominiętych, bo ktoś zapomniał lub uznał to za mało istotne. Ciekawym również było to, że Danielle zwracała się w kwestii przeszukania Harbor Island do Heleny, nie zaś Huntera, który to poruszył ten temat. I tym razem nie pozwoliła sobie na okazanie na twarzy czy w gestach swoich przemyśleń. Czy raczej… Cóż. Choćby chciała…
— Panno Snow, jeśli potrzeba Pani miejsca, środków i sprzętu, mogę to zapewnić. Zdaję się na Pani ocenę sytuacji. Jeśli istotnie dogodniejszym byłoby przejęcie kamer lub nawet jedynie podpięcie się pod nie, proszę tak zrobić. Nie będę wtrącać się w Pani pracę. Oczekuję jedynie działania zgodnie z naszymi Tradycjami i rezultatów. — Słowa Ainsworth możnaby dwojako interpretować. Joshua mógł poczuć się pominięty, ale to Chloe wiedziała z czym przyjdzie jej się mierzyć. To zadanie należało do niej, nie do Joshui. To ona miała ostatnie słowo w tej sprawie. Markiza to szanowała; w pewnym sensie uznawała wyższość Snow w tej konkretnej dziedzinie. Cóż. Nie życzyłaby sobie wtrącania się w swoją prawniczą pracę przez kogoś, kto nie ma o tym pojęcia.
— Postaram się nam zapewnić stosowną ochronę pod tym względem. To ważne, byśmy mieli jak najmocniejszą odporność. Będzie nam potrzebna. — Helena tym samym ucięła temat kamizelek SWAT i policyjnych oraz amunicji zapalającej. Dobrze znała działania Sabatu, doskonale wiedziała też, co może ich czekać… I nie zamierzała pozwolić Kainitom z Camarilli poupadać jak muchy. Po tych słowach sięgnęła do swojej teczki, z której wyciągnęła mały notatnik i pióro, po czym zapisała na karteczce swój numer telefonu przeznaczony dla wampirzych spraw. Skrawek papieru podała Joshui.
— Wspólniku Hunter, Panno Snow, proszę dzwonić w razie potrzeby. Czy mogłabym także prosić o kontakt do Was? — Jeśli trzeba było, podała im notes, jak i pióro. Gdy zaś już formalnościom stało się zadość, podziękowała i zwróciła się do Danielle.
— Z mojej strony także, Harpio Shaw. — Sięgnęła po teczkę, wstała i pokłoniła się wszystkim. — Dobrej nocy Państwu życzę. — Po tych słowach skierowała się do wyjścia, zostawiając grupkę Ventrue za sobą. Zeszła do głównego holu.

| do piętroPrzywrócony post z 30.10.2018
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
15.02.1999 r.
"(...) ubrała kremową suknię z grubego materiału sięgającą za kolana, z lekkim wcięciem na szyi. Żadnych wzorów i falbanek. Czysty, jednolity materiał. Jedyny dodatek stanowił pas założony w talii, w tym samym kolorze. Bordowe szpilki, biżuteria z rubinami i ciemnoczerwone paznokcie stanowiły małą odskocznię od koloru sukni. Jak zwykle związała włosy w kok, dzisiaj jednak nieco je poluzowała dając im oddychać.
(...) W przeciwieństwie do nocy czternastego lutego, dzisiejszej nocy miała prawdziwą, skórzaną teczkę, jak przystało na businesswoman. (...) Przed wyjściem założyła na szyję bordową apaszkę i podobnego koloru żakiet.
"

+ ekwipunek

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#80
Oto właśnie Hunter kończył swoje pierwsze większe spotkanie z własnym Klanem w Seattle. Pierwsze oczywiście od jego Przedstawienia się Zarządowi, które było wyjątkową sytuacją i przebiegało według od dawna skodyfikowanego ceremoniału. Od tamtego czasu miał przyjemność spotykać się z innymi Arystokratami na spotkaniach w cztery oczy, które przebiegały spokojnie jednym torem wspólnych problemów i interesów. Dzisiejszy dyskurs zaś zebrał piątkę Arystokratów w jednym pomieszczeniu i Joshua swoją uwagę musiał dzielić pomiędzy czterema osobami. Chloe rzucona tak nagle na scenę pod światło reflektorów wymagała opieki, ale jak się okazało, była wystarczająco silna by nie złamać się pod spojrzeniami trzech starszych nieumarłych. „Adopcja” młodej wampirzycy była dla Huntera niekoniecznie przyjemną niespodzianką, ale Chloe po raz kolejny tej nocy przyjemnie go zaskoczyła. Choć będzie musiał młodą podopieczną jeszcze wiele nauczyć, żeby już nigdy nie odpowiadać za nią na pytania obcych, ale dziewczyna udowodniła mu już, że sprosta tej nauce.

Pozostała trójka nie obserwowała jednak tylko jego wychowanki, ale też i samego Huntera. Harpia Shaw była zaciekawiona i rozbawiona, jego nowy „szef” Walker był zdystansowany a markiza pozostawała wciąż nieodgadniona. Nie trzeba było jednak być geniuszem społecznym, żeby zauważyć, że energia roztaczana przez Huntera nie pasowała w pełni do atmosfery w pokoju. Zabierał głos w niewłaściwych momentach, nie okazywał ani cichej dostojności posiadanej przez starszych Spokrewnionych ani właściwie uniżonego oddania Ventrue niższego statusu. Można to było w pewnym stopniu wytłumaczyć jego pochodzeniem z Chicago, wychowaniem się w innym mieście i innej gałęzi ich Klanu, ale dla perfekcjonistycznych Arystokratów nie istniało nigdy odpowiednie wytłumaczenie dla takiego zachowania.-Zresztą, nawet w domu byłeś ewenementem-przypomniał sobie, czując już lekkie ukłucia frustracji w duszy. Nawet w swoim Wietrznym Mieście nigdy nie czuł się jak prawdziwy Arystokrata, prędzej jak parweniusz, który wkradł się do wyższych sfer. -Tym razem pewnie też straciłem parę punktów w ich oczach-podsumował, myśląc o trójce Brygadzistów. -Ale to może i lepiej, bo nic tak szefostwa nie denerwuje, jak nadto skuteczna i ambitna siła robocza. Jakby wszędzie mnie było pełno i byłbym nieżywym obrazem idealnego Ventrue, to na pewno narobiłbym sobie tłum wrogów w Klanie-podsumował, po czym wrócił myślami do spotkania.

Gdy Danielle poruszyła temat redakcji Timesa Hunter jedynie ukłonił się z delikatnym uśmiechem,mówiącym „ależ oczywiście, że nie mam nic przeciwo.” Temat działań Nosferatu i wzmianka o Burroughsie i Brujahku zaciekawiły go, bo oto pojawiały się kolejne pionki na mapie i plan działań Camarilli na Wyspie zaczynał już nabierać dla niego konturów. Wspólnie działające Klany, każde korzystając ze swojej siły wpływów w mieście, działające zgodnie ze swoimi największymi siłami. W pełni zjednoczona Camarilla była siłą, z którą Sabat na pewno by sobie nie poradził, a do tego jeszcze mieli przecież sojusz z Anarchistami! Ale nie mógł sobie pozwolić na takie rozważania, przecież to nie do niego należało zajęcie się tą sprawą, tylko do Księcia i Primogenatu. On już miał swoją rolę w nadchodzących nocach i dopóki nie zrealizuje swojej części, nie będzie mógł bardziej pomóc.

Gdy markiza poprosiła o numer kontaktowy Josh odpowiedział krótkim -Ależ oczywiście-po czym podanym piórem wpisał numer swojej komórki do notesu. Następnie, gdy już notes powrócił do Brygadzistki Ainsworth i ta pożegnała się z pokojem, wstał i z drobnym ukłonem życzył jej miłej nocy. Tradycyjnie już pokazał Chloe, że ma pójść w jego ślady. Gdy zaś markiza opuściła salę i znów usiadł na krześle, odważył się pójść w ślady Walkera. -Proszę wybaczyć Brygadzistko Shaw, ja też chciałbym zająć chwilkę Waszego cennego czasu. Chodzi o tą sprawę, o której wcześnie pisałem do Pani-przypomniał się starszej wampirzycy. Biorąc pod uwagę powagę tego problemu, jak też i jego nowy dług u Harpii, Hunter był bardziej niż pewien, że ta rozmowa się odbędzie.

Niezależnie jednak od tego, czy ta rozmowa będzie miała miejsce i ile ona ma zająć, dalszy plan młodego Wspólnika był banalnie prosty. Załatwić zameldowanie dla swojej wychowanki, odprowadzić dziewczynę do jej nowego "domu", gdzie będzie w pełni bezpieczna i powrócić do własnego Schronienia przed nastaniem znienawidzonego świtu...było co prawda jeszcze jedno miejsce, które chciał odwiedzić, ale tylko od zegara zależało, czy sprawdzi je jeszcze tej nocy czy też jutrzejszej.

Koniec nocy 15 II 1999

Do Ventrue Penthouse >>>
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne [02.15.1999]

#81
Image
Image
Thomas Walker poprosił. Stanowczo i konkretnie. Gdyby coś takiego wyszło jednakże z ust Wspólniku, lub o zgrozo, kogoś kto dopiero od niedawna stawiał swe kroki w tym mrocznym i krwawym świecie, to marny byłby los takiego Spokrewnionego. Danielle uśmiechnęła się delikatnie, słysząc "pięć minut" i skinęła lekko głową. Założyła nogę na nogę i rozsiadła się wygodniej, czekając, aż wszyscy pozostali opuszczą jedno z prywatnych pomieszczeń w teatrze. Moore Theatre, a zatem i Elizjum w nim ukryte, był częścią Camarilli.
Wampiry mogły się tutaj czuć jak u siebie.
Shaw odprowadziła wzrokiem Markizę Ainsworth i dopiero potem przeniosła swoje spojrzenie na ostatnią dwójkę. Doskonale wiedziała, o co chodzi Joshowi, dlatego też wymownie spojrzała na młodziutką i cichutką Chloe. Snow miała przed sobą bardzo, bardzo ciężkie nieżycie, ale jeśli nie popełni żadnego błędu, zarówno ona, jak i Hunter mogą osiągnąć zysk. Ale jaki to będzie zysk, to już zupełnie inna sprawa. Harpia przymknęła na moment oczy.
- Wspólniku Hunter. - zaczęła. - Proszę się o nic nie martwić. Zajmę się wszystkim.- stwierdziła po krótkim namyśle, znacznie mocniej akcentując ostatnie, wypowiedziane słowo. Czasu nie miała wcale tak dużo, świt zbliżał się wielkimi krokami, sporo spraw było do przedyskutowania i przedstawienia, musiała więc podjąć jakąś decyzję. A widząc, że Hunter i Snow zaczynają się niecierpliwić czy też spieszyć, zrobiła to, co zrobiła. Dopiero potem zwróciła się do Thomasa, gdy zostali sami. Gdy drzwi zamknęły się za Joshem i Chloe.
- Słucham zatem, Brygadzisto. - odparła cicho, stukając palcami w kolano zgodnie z cichym, zduszonym rytmem muzyki dobiegającym zza ścian.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „1932 2nd Ave, Moore Theatre”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość