Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#91
Image
Image
Gdy przeszli z holu. odsunął krzesło, tak, by Elena mogła usiąść jako pierwsza. Choć miała aparycję zbója albo innego członka gangu, to jednak nie brakowało mu manier.
- W takim razie w imieniu Księcia Guilbeau zapraszam do Nowego Orleanu. - wychrypiał, odbierając od śmiertelnego służącego dwie wysokie, wąskie szklanki wypełnione szkarłatną cieczą. - Najłatwiej wtedy dorwać jakiego biednego sukinsyna, łatwo trafić na pijanego albo naćpanego frajera który nie wie co się dzieje. Rozumiesz, dziki tłum, hałas, śpiewy, muzyka, zabawa. Nikt nie zorientuje się, że ktoś wgryza się komuś w szyje. - ciągnął temat dalej, podnosząc szklankę do góry. Każde słowo wypowiadał powoli i nieznacznie kołysał szkłem, patrząc nie na Elenę, a na krew łagodnie rozbijającą się o szklane ścianki.
Przygrywająca w tle muzyka nie robiła na nim żadnego wrażenia, acz parę razy rozejrzał się po foyer, po Elizjum, tak, jakby szukał kogoś kto odpowiada za tło muzyczne. Sądząc po tym, jak Carl Lee Armstrong był ubrany, to Bon Jovi nie do końca mógł odpowiadać jego gustom; pewnie wolał coś mocniejszego, ostrzejszego i brutalniejszego, niż niewątpliwie utalentowanego, acz mainstreamowego muzyka. Jeżeli w ogóle tak można określić to, co grał Bon Jovi.
Upił łyk krwi. Skrzywił się, przełykając posokę.
- Zimna, szlag. Wolałbym ciepłą, ale cóż, nie można mieć wszystkiego... no, mniejsza. Kim u licha była ta wysoka damulka? Dałbym sobie głową uciąć, że to jedna z Czarnoksiężników, bo tylko oni takie wydumane ciuchy mają. A i tak pasowałaby do tych, co łażą przez St. Charles Avenue, wierz mi na słowo. Mardi Gras przyciąga zbyt wielu świrów i psychopatów. - odstawił szklankę, ocierając masywne wąsy z nadmiaru vitae. Jedni uwielbiali pić zmrożoną, niemalże lodowatą posokę, inni wielbili gorąca, parująca, dopiero co upuszczoną z żyły, jeszcze innym wystarczała każda, nawet zwierzęca, byle tylko zaspokoić głód i Bestię.
Carl Lee Armstrong nawiązał też do wampirzycy, z którą przelotnie spotkała się Horthy. Nie używał przy tym miłych słów, bo padło przecież określenie wariatów i nie było ono miłe. Jako, że pochodził z Luizjany - z samego Nowego Orleanu! - to jednak miał pełne prawo tak mówić... prawda?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#92
Elena skinęła głową lekko kiedy krzesło zostało dla niej odsunięty. Wampir o aparycji zbira, a jednak taki który ma dobre maniery. Mężczyzna był niewątpliwie interesującym osobnikiem. Co nie znaczyło, że Elena nie ma się na baczności, wampir nie z jej rodziny w dodatku z innego miasta. Tak wiele niewiadomych, że trzeba by było być bardzo nierozsądnym by nie zachowywać ostrożności.
-Zaproszenie brzmi kusząco, na pewno skorzystam jak tylko nadarzy sie okazja odpowiedziala uśmiechając się nawet lekko zalotnie i odebrała kieliszek z życiodajnym płynem po czym wzięła z niego małego łyka w bardzo dystyngowany sposób, tak jak uczyli ją za dziecka, chcąc sprawdzić jakie wrażenie wywrze to na mężczyźnie. Nie skomentowała też jego słów o imprezowiczach, wiedziała, że jej rozmówca mówi prawdę, znała to z własnego podwórka dostatecznie dobrze, wolała jednak nie ujawniać informacji o tym, że posiada klub, ani nawet, że dobrze zna to uczucie. Wszak jak było powiedziała wcześniej, to informacje były najważniejszą waluta w tym świecie i lepiej nie dawać nic za darmo.
Mainstreamowa muzyka równiez nie była jej domeną, jednak nauczyła się nie zwracać uwagi na to co puszczają tutaj. Ale ciekawe jakie Carl Lee ma gusta muzyczne, czy właśnie takie ciężkie jak podejrzewa Elena?
Ahh kolejne pytanie, na które lepiej nie udzielać zbyt wiele informacji, poza oczywistymi rzeczami.
-Nie mam pojęcia. Widziałam ją tutaj kilka razy przelotnie, jak wiele innych osób, zapamiętałam właśnie ze względu na to jak się ibiera, a skoro już na siebie weszłyśmy pomyślałam, że zaproszę ją na drinka i będę miała okazję spytać o jej wybór garderoby. No niestety nie wyszło
Ah Nowy Orlean, brzmiał bardzo zachęcająco, a ilość wariatów i psychopatów tam mieszkających jedynie zachęcały Elenę by odwiedzić to miejsce.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#93
Image
Image
Dwóch czy trzech wampirów przy sąsiadujących stolikach zwróciło uwagę na Elenę. Kojarzyli Horthy, co do tego nie było wątpliwości - podejrzliwe spojrzenia, jakimi obrzucali Carla, mówiły jednak wystarczająco dużo. To był obcy. Przybysz z innego miasta, ktoś, kto nie znał Seattle i nie wiedział, co się tutaj dzieje, ktoś, kto trafił do Emerald City dosłownie w przededniu wojny. Bo wojna była oczywistością, do starcia Camarilli i Sabatu można było już odliczać.
- Widziałaś ją kilka razy... - powtórzył w zadumie Carl, rozglądając się po foyer. - To znaczy, że bywasz w tym teatrze? Znasz członków Rodziny, którzy przychodzą do tego Elizjum? Wiesz kto jest kim i tak dalej? - zaczął zasypywać Elenę pytaniami. Jego gardłowy, chrapliwy głos troszeczkę utrudniał oddzielenie poszczególnych pytań i wszystko zdawało się zbijać w jedno, niekończące się zdanie. Muzyka, jaką nieustannie rozbrzmiewało Elizjum, nie ułatwiała tego zadania, ale też nie utrudniała go ponad miarę.
Wystarczyło się po prostu skupić. Tylko tyle. Aż tyle.
- Bo, wiesz, szukam kogoś. Myślałem nawet, że to jest tamta damulka, ale skoro już kilka razy ją widziałaś... nie pasuje, więc... - urwał, wzruszając ramionami. Podniósł kufel i upił duży łyk krwi. Gdyby żył, gdyby tylko jego organy nie były martwe i wysuszone, to z pewnością by zdrowo i potężnie beknął. Był jednak trupem i mógł sobie pozwolić jedynie na szeroko otwarcie ust, pusty gest, wspomnienie dawno minionego życia (spędzonego pewnie w barach na wlewaniu w siebie wielu, wielu litrów piwska). Postawił też sprawę jasno i drink, jaki zaoferował nieumarłej, nie był tylko zwykłym wyrazem sympatii czy też chęcią pogawędki.
Potrzebował jej pomocy. Tym bardziej, że nie był stąd, tylko z dalekiej Luizjany i - wedle jego słów - znał tamtejszego Księcia. Ba, działał niejako w jego imieniu, a to już coś! Nie jest więc chyba przesadą stwierdzenie, że Carl Lee Armstrong był wampirem starszy, poważniejszym, o znaczących wpływach. Tylko co robił w Seattle? I czemu zadawał Elenie tyle pytań?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#94
Elena zlapala spojrzenia innych przy sasiednich stolikach i skinela im glowa w odpowiedzi, w koncu kojarzyla ich rowniez mniej lub bardziej. Dzieki temu rowniez nie czula sie taka wyobcowana tutaj, byla wszak na swoim terenie. Wojna z pewnoscia byla nieunukniona jednak Elena wolala nie rozmyslac o niej za duzo gdy nie bylo takiej potrzeby, a juz na pewno nie poruszac tego tematu z nienajomym. Swoja droga, czy w ogole bylo wiadomo kim on byl? Miala tylko jego slowa na potwierdzenie tego, nie wiedziala nawet czy bycie wyslannikiem z Nowego Orleanu to byla prawda. Niestety sama nie znala tego miasta wiec nie mogla tego sprawdzic rozmawiajac o nim. Jaka szkoda.
Teraz przekrzywila nieco glowe na bok spogladajac na mezczyzne.
-Jednych znam lepiej, drugich znam gorzej, jak pewnie zauwazyles mamy tutaj calkiem spory tlum, ciezko wszystkich dobrze znac. Chcialbys porozmawiac z kims konkretnym? Oczywiscie Elena zdala sobie sprawe z faktu, ze zalala ja wlasnie fala pytan, postanowila jednak dac wymijajaca odpowiedz na najwzniejsze z nich i poczekac az mezczyzna rzuci jakims konkretem. To w koncu on byl gosciem i najwyrazniej czego chcial, bo szukal owej 'damulki' w jakims bardzo konkretnym celu.
-Moze powiesz cos wiecej o tej damulce, a ja postaram sie Ci pomoc ja znalezc jesli bede potrafic powiedziala sama biorac lyk krwi, zachowujac sie jednak bardziej dystyngowanie. Jak na razie wolala obserwowac i oceniac sytuacje. Informacje jako najcenniejsza walute nalezy wydawac oszczednie bo mozna roztrwonic caly swoj kapital, a to by madre nie bylo.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#95
Image
Image
Armstrong znów podniósł szkło i przełknął kolejną porcję gęstej krwi, na jego nieszczęście - zimnej. Przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, marszcząc przy tym czoło i ściągając brwi. Podobnie jak Elena, doskonale wiedział, jaką wartość mają informacje. Nie miał jednak wyjścia, jeśli chciał pomocy, jeżeli kogoś szukał, to wampirzyca obeznana w Elizjum powinna mu właśnie pomóc. Rozejrzał się jeszcze raz po foyer, tak, jakby może teraz udałoby mu się dostrzec poszukiwaną nieumarłą. Moment później konspiracyjnie nachylił się ku Horthy.
- Ideałem byłaby pogawędka z tutejszym Szeryfem, ale z tego co wiem, to jest bardziej niż zajęty. - wyjaśnił. - Przywitałem się z Księciem, ale ku mojej rozpaczy okazała się Malkavianką, więc zostaje mi tylko jej mięśniak. - sposób, w jaki zaakcentował posadę Johna Parkera, czarnoskórego wielkoluda pilnującego praw nieumarłej społeczności Seattle, wyrażał naprawdę dużo. Carl Lee jakoś nie sprawiał wrażenia osoby, która respektuje osoby na tym stanowisku. Może w Nowym Orleanie miał jakiś zatarg z wampirem pełniącym obowiązki Szeryfa? Albo był Ogarem, ale z jakiegoś powodu stracił posadę i względy, albo był brany pod uwagę przy obsadzaniu tej roli, lecz ktoś go ubiegł?
Może.
- Tylko raz ją widziałem. - zaczął powoli. - Dość wysoka, ciemnowłosa chudzina, ale całkiem ładniutka. Wyróżnia się z tłumu ciuchami i ma popieprzone zainteresowania. Zwykle jestem tolerancyjny, po pierwszych stu latach nieżycia różne rzeczy można robić z nudów, ale nie zdzierżę tych, którzy żerują na trupach. Ta suka, bo tak inaczej jej się nie da opisać, czaiła się cholera wie jak długo, by wykraść kości. - mówił coraz szybciej i, niestety, coraz trudniej było zrozumieć co chce powiedzieć. Chyba sam Carl Lee zdał sobie z tego sprawę, bo zacisnął na moment powieki i napił się znowu krwi. Sprawa bowiem wydawała się poważna.
- Nie pierwsze lepsze kości, tylko szczątki mojego ojca. - dodał, z trudem panując nad typową dla Brujah wściekłością i wybuchowością. Szukał więc kogoś, kto zajmował się rabowaniem grobów. I to nie z kosztowności, które przecież można było czasami znaleźć w trumnach, tylko poszukiwał kogoś, kto wykrada kości. Kto porywa zmarłych, mówiąc wprost. Stało się też jasne, że nie zamierza odpuścić tej nieumarłej. Szukał jej przecież prawie przez całe Stany Zjednoczone! Od Luizjany aż do Waszyngtonu! Od Nowego Orleanu do Seattle!
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#96
Cóż widać było, że mężczyzna również rozumiał wartość informacji i zapewne zastanawiał się teraz jak wiele może ujawnić, lecz jeśli na tym etapie nie podzieli się swoimi zamiarami przynajmniej w stopniu podstawowym to zapewne daleko na ruszą, bo Elena nawet jakby chciała to nie byłaby w stanie mu za bardzo pomóc. Sama wzięła kolejny łyk krwi obserwując swojego rozmówcę, który teraz nachylił się konspiracyjnie. Elena również to uczyniła skoro właśnie na tym mężczyźnie zależało.
Było dosyć oczywistym po tonie głosu mężczyzny, że nie odsnosi się on do funkcji Szeryfa z dużym szacunkiem, lecz Elena zdawała sobie sprawę z tego, że jeżeli zacznie teraz zwracać uwagę na formalności to zbyt wiele się nie dowie. Niech go ewentualnie strofują wyżsi od niej w oficjalnych rozmowach.
-Wysoko mierzysz. Nie jestem najlepszą przyjaciółką Szeryfa, ale zawsze mogę pomóc w zorganizowaniu spotkania tutaj Elena rozejrzała się po pozostałych w zasięgu wzroku starając się wypatrzeć czy nei ma na sali kogoś kto jest w bliskich relacjach z Szeryfem i mógłby pomóc dużo szybciej i skuteczniej.
Teraz Elena odchyliła się by oprzeć się o oparcie krzesła i wzięła kolejnego łyka krwi.
-Ten opis pasuje do połowy przedstawicielek Spokrewnionych. Moje białe włosy akurat się mocno wyróżniają. Ale...o ile się orientuję to również mają miejsca próby kradzieży zwłok z cmentarza tutaj w Seattle. Tak słyszałam powiedziała rzucając w końcu odrobinę informacji od siebie i czekając jak zareaguje jej rozmówca. O ile nie wiedziała nic o kradzieży zwłok jego ojca, może on dorzuci coś od siebie, a okaże się, że jest to szeroko zakrojony proceder. Pozostało teraz tylko czekać.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#97
Image
Image
- Byłoby miło. - skwitował krótko sugestię pomocy przy zorganizowaniu spotkania z Szeryfem. John Parker, Gangrel zwany przez wielu pieszczotliwie "szafą" z racji swych rozmiarów, ostatnie noce spędzał na wykonywaniu poleceń Księcia oraz wypełnianiu obowiązków związanych z przestrzeganiem prawa i ściganiem tych, którzy łamią i lekceważą Tradycje. Było bardzo wątpliwe, że znajdzie chwilę czasu na rozmowę z Brujah z Luizjany, ale kto wie, kto wie... może taka bywalczyni Elizjum jak Elena zdoła coś sensownego tutaj osiągnąć?
Poprosić kogoś o przysługę, szepnąć komuś kilka słów, zaoferować coś...
- Gdzie?! - Brujah spytał gwałtownie, nagle, tracąc z wolna nad sobą panowanie. - Który cmentarz? Czyje zwłoki? Widziałaś kogoś? Co się stało? Mów, do cholery! - uderzył pięścią w blat, ale szybko się opanował. Zmieszał się, nawet. Odwrócił wzrok i, ściągając brwi, burknął coś niezrozumiałego jako przeprosiny. Cóż, "Krzykacze" nie bez powodu zyskali takie miano. Byli gniewnymi, pełnymi pasji potworami. Żaden z nich nie przepuści okazji do rozróby, czy nawet do kłótni, byle tylko móc ukazać swe poglądy i racje. A mimo to nie byli tępymi osiłkami.
- To ważne. - dodał, szczerząc kły. Gęsta broda rzecz jasna w znacznym stopniu ukrywała jego upiorny uśmiech, ale niemalże przyjacielski ton jego głosu mówił wystarczająco dużo. Oczywiście pomijając fakt, że ciężko było cokolwiek teraz zrozumieć, bo Carl Lee naprawdę mówił z chrypą godną alkoholika i palacza, który od dziesięcioletni żywi się tylko tytoniem i najtańszą wódą. Czyżby więc osoba odpowiedzialna za kradzież ciała z grobu na cmentarze Evergreen Washelli była tą, której poszukiwał Armstrong? Czy to ta wampirzyca z Nowego Orleanu zniszczyła życie pracownika wspomnianego cmentarza, który będzie musiał świecić oczyma przed swoimi pracodawcami?
Czy to ona aż tak podpadła Spokrewnionemu, który przez cały prawie kraj ją ścigał?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#98
Coz jak sie nie sprobuje to nigdy sie nie bedzie wiedziec, moze Szeryf akurat bedzie mial chwilke, albo Elenie dopisze niesamowite szczescie. Wciaz jednak probowala wychwycic spojrzeniem kogos w Elizjum, kto moze mialby jeszcze blizsze relacje z Szeryfem i bylby bardziej w stanie im pomoc. Przysluga za przysluge, kilka przyjemnych slow i moze uda sie cos zdzialac. Nowy Orlean bedzie mial wtedy dlug wdziecznosci. A jezeli ten mezczyzna nie jest tym za kogo sie podaje to tym gorzej dla niego.
Elena pozostala niewzruszenie spokojna w obliczu wybuchu emocji mezczyzny. Tak jakby ten wybuch byla najnormalniejsza rzecza na swiecie i nie zrobil na Elenie zadnego wrazenia. Po raz kolejny w trakcie tej rozmowy przekrzywila glowe na bok.
-Cmentarz jest stosunkowo niedaleko Evergreen Washelli, widzialam smiertelnikow, ktorzy probowali okrasc grob jednak nieskutecznie. Jednak zadajesz tak wiele pytan a nie oferujesz nic w zamian. Zdaje sie, ze wiesz o kradziezy kosci duzo wiecej ode mnie. I przejechales w tej sprawie caly kraj rzucila spokojnei swoim aksamitnym glosem, tak roznym od zachrypnietego od nadmiaru papieroswo i alkoholu glosu Carla Lee.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#99
Image
Image
Elena kolejny raz rozejrzała się po sali. Spośród tłumu wampirów okupującego większość foyer Elena mogła dostrzec tylko kilku nieumarłych, którzy mogli mieć bliższe relacje z Szeryfem. Z blizną szpecącą twarz, czarnoskóry Primogen klanu Gangrel - a więc rodzimego klanu Szeryfa - wydawał się być idealny, najbardziej oczywistym wyborem. Był jednakże pogrążony w rozmowie i nic nie zwiastowało rychłego końca tejże. Nie był przecież sam, towarzyszyła mu Primogen Toreadorów, olśniewające Elizabeth Page, która również mogła znać Szeryfa, a także Harpia Will. Wszyscy byli jednak zajęci, dyskutując o Kain jeden wie jakich to ważnych sprawach.
A potem do foyer weszła ona.
Uśmiechnięta, młoda wyglądająca dziewczyna o jasnych włosach i szerokim, poznaczonym krwią uśmiechu. Z ust spływała jej stróżka krwi, lecz blondynka nie wydawała się tym faktem przejmować. Dopiero gdy kilku młodszych Spokrewnionych zaczęło przyglądać się jej z lękiem wypisanym na twarzach zdała sobie sprawę, o co chodzi i szybkim gestem starła ten krwawy makijaż. A potem uśmiechnęła się szerzej, wystawiając język. Najbliższy współpracownik Szeryfa. Ogar. Sierra Baxter, Malkavianka, tyleż szalona co mordercza. Lepszym wyjściem byłby już sam Szeryf, albo chociaż Eunika Grimm, bo z nią można było sensownie porozmawiać, ale cóż... mogło być gorzej.
- Przepraszam. - odparł po długim milczeniu. - Za życia pracowałem na cmentarzu, zanim zszedłem na tak zwaną złą drogę. Spotkałem swego czasu całkiem sporo osób zajmujących się zawodowo wykradaniem zwłok i sprzedawaniem ich szpitalom i uniwersytetom, wiesz, żeby studenci mogli się w spokoju uczyć, to były inne czasy, nie można było ot tak zapisać swojego ciała nauce. Trzeba było je pogrzebać. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaką frajdę sprawiało mi przetrącanie kolan takim skurwiałym frajerom. - zakończył nieco weselszym tonem, dzieląc się kolejnymi informacjami na temat swego życia i nieżycia.
- To... dość ważna dla mnie sprawa. Grób i szczątki ojca są dla mnie czymś w rodzaju kotwicy, to hak, który utrzymuje mnie w ryzach przed wybuchem i oddaniem się w całości Bestii. Jakiś Gangrel w Lafayette dawno, dawno temu podzielił się taką radą i, ku mojemu zaskoczeniu, to działa. A raczej działało, dopóki ta głupia pizda nie rozjebała grobu mojego ojca. Pomożesz mi, ja pomogę tobie. - stwierdził w końcu, dopijając krew. Znów się skrzywił, ale szybko się też uśmiechnął, próbując zrobić dobre wrażenie na Horthy.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#100
Niby było wokoło kilka znajomych twarzy, aczkolwiek wszyscy wydawali się dosyć mocno zajęci rozmową. Najchętniej porozmawiałaby z primogenem własnego klanu niż z kimkolwiek innym. lecz oczywiście jak to zazwyczaj w życiu bywa i ona była zajęta. I to nie byle jaką rozmową bo rozmową z innym primogenem. Ty bardziej nie wypadało przerywać o ile nie była to sprawa życia i śmierci. Czy jest się śmiertelnym czy nie, pech zdaje się nawiedzać Ciebie tak samo.
Wtedy właśnie spojrzenie Eleny spoczeło na szalonej Malkaviance o imieniu Sierra Baxter. Elena znała mniej więcej jej reputację. A co do krwawego śladu na jej ustach, nie oburzył on wampirzycy, wręcz przeciwnie ten ślad wydawał się jej być całkiem uroczy. To co jednak z daleka było urocze jak Sierra, w bliskim kontakcie mogło być zdecydowanie mniej miłe i Elena doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Skierowała teraz z powrotem pełną uwagę na swojego rozmówcę licząć, że coś się zmieni w obecnej dostępności poszczególnych osób zanim skończą rozmawiać.
Elena uśmiechnęła się lekko.
-To musiało być ciekawe zajęcie. I rozumiem, każdy z nas potrzebuje takiego haku w tej czy innej formie. Utrata czegoś tak ważnego musi być na pewno bolesna. Jestem coraz bardziej skłonna Ci pomóc, ale właśnie intryguje mnie jedna kwestia, którą sam poruszyłeś przed chwilą. Jak jesteś w stanie mi pomóć? Jeszcze raz zlustrowała salę wypatrując czy na przykład i Sierra nie zajęła się czymś niezmiernie ważnym. A może i primogen Toreadorów nagle zrobiła się wolna?
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#101
Image
Image
Do Sierry podbiegł jakiś młodzik, rozlewając troszeczkę bezcennej przecież krwi. Nie przejmował się jednak tym wcale, czego nie można powiedzieć o pozostałych bywalcach Elizjum - część starszych wampirów z niesmakiem spoglądała na tego młodego nieumarłego, spieszącego do Sierry w swoich w starych trampkach, w dżinsach z dziurami na kolanach i w za dużej bluzie z logo lokalnego uniwersytetu. Wyglądał jak dzieciak, który dostał się po raz pierwszy w życiu na jakąś ważną imprezę i teraz chciał zaimponować wszystkim. Baxter, jak przystało na wampirzycę z klanu słynącego ze swego szaleństwa i nieobliczalności, powitała go z uśmiechem i przyjęła szklankę z krwią. Wypiła niemal wszystko, od razu, duszkiem.
Prawie puste szkło odstawiła na jeden ze stolików; lewą ręką ujęła dłoń młodego wampira, drugą zaś w perwersyjny, dwuznaczny sposób otarła usta z resztek vitae.
Carl Lee nawet nie patrzył w tamtą stronę. Wzrok miał skupiony na Elenie - dosłownie przed chwilą podzielił się z nią bardzo cenną, bardzo niebezpieczną i bardzo osobistą informacją. Coś takiego można było uznać za ogromny wyraz zaufania, albo metaforyczną wyciągniętą dłoń celem współpracy. Brujah z Nowego Orleanu z dalekiej Luizjany kiwnął głową, słysząc słowa Horthy i uśmiechnął się krzywo.
- Jestem Brujah z Luizjany. - stwierdził swym ochrypłym głosem, jakby to cokolwiek wyjaśniało. - Potrafię się bić, potrafię gadać, znam się na voodoo, hoodoo, santerii i innych okultystycznych gównach, a Akceleracja to mój konik. Jeśli chcesz, mógłbym cię w czymś podszkolić. Chyba, że masz jakieś inne, konkretne wymogi co do mojej... zapłaty za pomoc. - mówił wolno, opisując pokrótce to, kim jest, na czym się zna i co może zaoferować Elenie jako "pomoc". Całość zakończył w bardzo dyplomatyczny sposób, odbijając piłeczkę. Sierra Baxter poszła w głąb foyer z młodym wampirem, cały czas uśmiechnięte. Primogeni dalej byli pogrążeni w rozmowach. Z głośników bez końca rozbrzmiewał Bon Jovi.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#102
Elena obserwowała Sierrę, pragnąc spostrzec czy nie zajmie się niczym długotrwałym co kompletnie zaprzątnie jej uwagę. Wypicie duszkiem kielich krwi i miłe dla oka otarcie swoich ust nie świadczyło o tym, że szalona wampirzyca będzie bardzo zajęta. Wobec tego Horthy znowu przeniosła uwagę na swojego rozmówcę. Zdawała sobie doskonale sprawę, że z jego strony padły słowa oznaczające duże zaufanie. Albo jest to jakaś wybitnie wyrfinowana i przemyślana gra, albo Brujah zdecydowanie na tym zależy.
Pokiwała teraz głową słysząc jego słowa. Kątem oka zobaczyła oddalając się Baxter razem z młodzikiem.
-Zastanowię się nad ngarodę. Teraz powinieneś pójść ze mną, przedstawię Ci kogoś kto może Ci pomóc w bardziej bezpośredni sposób. Radziłąbym jednak uważać, gdyż jest ona dosyć nieobliczalna, a jej humory moga zmieniać się z każdą chwilą. mówiąc to wstała bardzo powoli i czekała aż to sam zrobi Brujah by skierować się potem w głąb foyer.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#103
Image Image
Carl wahał się tylko przez chwilę, po czym przechylił szkło i ostatni raz napił się krwi.
Dopiero potem wstał i, otrzepawszy ciuchy z drobinek kurzu i pyłu, ruszył za Horthy. Z natury podejrzliwy i nieufny, znalazł się przecież w obcym mieście i potrzebował pomocy. A ta, dość intrygująca i tajemnicza wampirzyca, właśnie mu oferowała pomoc. Albo inaczej, Brujah prosił o pomoc, a Elena zgodziła mu się jej udzielić. Nie za darmo, ma się rozumieć, zapłata przyjdzie w swoim czasie. Teraz jednak nie był na to ani czas, ani miejsce. Wszystko wskazywało bowiem na to, że Elena Horthy zamierza przedstawić go Ogarowi. Sierra Baxter, zdrowo pieprznięta Malkavianka i prawa (lub też lewa, bo ona i Eunika pomagały Szeryfowi) ręka Szeryfa siedziała niedaleko i z uprzejmym uśmiechem słuchała młodego wampira.
Przypominała pajęczycę, która czeka tylko by uderzyć i omotać niczego nieświadomą ofiarę swoją siecią. Albo modliszkę, która teraz się bawi, ale już za chwilę odgryzie głowę i z przyjemnością pożre biedaka. Bawiła się szklanką i nie spuszczała wzroku z młodego, dość chamsko zachowującego się dzieciaka próbującego jej nie tylko zaimponować, ale i - najwyraźniej - o coś poprosić. Nie rozglądał się też po foyer, toteż nie miała pojęcia, że ktoś zmierza w jej kierunku. Poruszyła się jednak niespokojnie, najpierw raz, a potem drugi, nie wiedzieć czemu.
- Kogo masz na myśli? - spytał Carl, przeciskając się między stolikami. Trącił lekko biodrem jakąś poważnie wyglądającą wampirzycę, zajętą dyskusją z ponurym, czarnoskórym jegomościem w okularach i uśmiechnął się przepraszająco. Uniósł nawet dłoń do góry, w wymownym geście proszenia o wybaczenie. Choć był to Brujah, to nie zachowywał się jak pyskaty awanturnik, który najpierw daje w pysk, a potem zadaje pytanie. Przeciwnie, Carl "Lee" Armstrong zdawał się być bardziej kimś pokroju filozofa, poety, czy nawet i mędrca.
- Wybacz, że tak dopytuję, ale dopiero trzech... no, czterech Spokrewnionych z tego miasta poznałem i zamieniłem więcej niż parę słów. - dodał po chwili, trochę ciszej. - Księcia, jakiegoś pesymistę który okazał się być Seneszalem, tego z odstającymi uszami, Samuela i ciebie. - wymienił, odliczając na palcach. Jane Doe, Charles Campbell i Samuel Hook. Wszyscy ważni, ale jednocześnie zajęci i nie mający zbyt wiele czasu na pogaduszki z kimś spoza Seattle, zwłaszcza teraz.
Elena mogła już usłyszeć fragmenty - dosłownie strzępy - rozmowy Sierry i młodego wampira. W wielkim, bardzo wielkim skrócie chodziło o to, że ten gówniarz starał się zaimponować starszej nieumarłej i nakłonić ją do anulowania długu, jaki gdzieś, u kogoś zaciągnął. Czyli popełnił głupotę i teraz chciał popełnić jeszcze większa...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#104
Elena powoli przeciskała się miedzy krzesłami i stolikami, uważając by na nikogo nie wpaść i nikogo nie posturchnąć. Z takich przypadkowych rzeczy wychodzą zawsze największe awantury, sama miała takiego doświadczenie ze swojego klubu, a co dopiero tutaj, gdzie każdy wampir niezwykle swoją godność i dumę szanuje, a niektórzy myślą, że są bardzo ważni choć w rzeczywistości nie są.
Teraz przystanęła i nachyliła się do Carla by odpowiedzieć na jego pytanie.
-Nazywa się Sierra Baxter. Jak mówiłam jest dosyć nieprzewidywalna i trzeba uważać na to co się mówi kiedy skończyła mówić ruchem głowy wskazałą kogo ma na myśli by następnie ruszyć w jej kierunku.
Przystanęła dobre kilka kroków od Sierry tak by nie przeszkadzać jej w rozmowie z młodzieńcem. Lepiej było poczekać na swoją kolej, która prędzej czy później się nadarzy. Gestem ręki również pokazała Carlowi by się zatrzymał i czekał.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#105
Image Image
w przeciwieństwie do tego młokosa Horthy wiedziała, jak się należy zachować. Co wolno, a czego pod żadnym pozorom nie można robić. Ledwo co szepnęła Carlowi kilka słów, a młody i po prostu głupi wampir wyciągnął właśnie Nokię z kieszeni i podsunął ją pod nos wampirzycy. Sierra uśmiechnęła się szerzej, uprzejmie kiwnęła głową i przyjęła jego telefon; przez kilka chwil, z wyrazem skupienia na twarzy (i tym samym, kpiącym uśmieszkiem) czytała esemesy. Od czasu do czasu kiwała z uznaniem głową i rzucała wymowne spojrzenia młodzikowi. To wszystko było jednak zwyczajną grą, niczym więcej jak ułudą; Sierra Baxter bawiła się tym dzieciakiem, po prostu dawała mu fałszywą nadzieję.
Carl wsparł się dłońmi na biodrach i cicho przyglądał się coraz żałośniejszym próbom dzieciaka. Wampir uśmiechał się, gestykulował, szeptał, śmiał się, nachylał coraz bardziej i bardziej do blondynki, robił wszystko, byle tyle wkupić się w jej łaski i przekonać ją do Bóg jeden wie czego tak naprawdę chciał. Z kolejnych fragmentów rozmowy - czy raczej monologu, bo Sierra dalej czytała esemesy - młodzik miał problemy z jednym z Brujah, która teraz żądał spłaty długu w postaci jakiejś przysługi.
Baxter tylko kiwnęła głową.
- Sierra Baxter. - powtórzył cicho Carl. - Wydaje się dobrze bawić tragedią tego biedaka. Prawie mi go szkoda... ale póki czekamy, opowiedz mi coś więcej o niej. - odparł szeptem, nachylając się nieznacznie do Eleny. Ani Armstrong, ani Horthy nie mogli jednak podejść do wampirzycy; jeszcze nie. Dopóki sama Sierra nie da wyraźnego sygnału, że koniec zabawy, że można zając się czymś poważniejszym, to Brujah z Nowego Orleanu i Toreadorka z Seattle muszą cierpliwie czekać.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#106
| z pokoje gościnne

Po jakże pouczającym spotkaniu z kilkoma Ventrue, Helena miała nadzieję zrealizować jeszcze jedną kwestię w Moore. Po wejściu do Elizjum przywitała się z dwoma Primogenami i jedną Harpią; była ciekawa czy wciąż są obecni. Dyskretnie rozejrzała się po pomieszczeniu nawiązując kontakt wzrokowy z tymi, którzy chcieli ją powitać lub coś przekazać. Albo na odwrót. Usiadła na krześle przy jednym z wolnych stolików nie chcąc nikomu przerywać w rozmowie. Niczego nie zamówiła. Nigdy nie zamawiała w Elizjum vitae… Miała dość specyficzny gust w tym aspekcie i wątpiła, by znalazła tu tak skonkretyzowany rodzaj krwi. Nie wspominając już o tym, że próbowanie w tak wytwornym miejscu okraszone porażką nie wchodziło w grę.
Interesowali ją Primogeni, owszem, jednak uznała za stosowne najpierw porozumieć się z Harpią Laurentem, wszak był Toreadorem, tak samo jak i Elsie… Ainsworth nie widziała sensu w rozdrabnianiu się, a i też o wiele bardziej stosownym byłoby spotkanie razem niż osobno. Zwłaszcza gdy chodzi o dwie prominentne persony z jednego klanu.
Przywrócony post z 30.10.2018
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
15.02.1999 r.
"(...) ubrała kremową suknię z grubego materiału sięgającą za kolana, z lekkim wcięciem na szyi. Żadnych wzorów i falbanek. Czysty, jednolity materiał. Jedyny dodatek stanowił pas założony w talii, w tym samym kolorze. Bordowe szpilki, biżuteria z rubinami i ciemnoczerwone paznokcie stanowiły małą odskocznię od koloru sukni. Jak zwykle związała włosy w kok, dzisiaj jednak nieco je poluzowała dając im oddychać.
(...) W przeciwieństwie do nocy czternastego lutego, dzisiejszej nocy miała prawdziwą, skórzaną teczkę, jak przystało na businesswoman. (...) Przed wyjściem założyła na szyję bordową apaszkę i podobnego koloru żakiet.
"

+ ekwipunek

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#107
Image Image
W porównaniu do cichego i przytulnego wnętrza jednego z prywatnych pomieszczeń, udostępnianych na potrzeby Spokrewnionych, foyer było niemiłosiernie głośne. Głośna muzyka mieszała się z nieskończonym gwarem - nieumarli byli pogrążeni w swych rozmowach. Jedni rozmawiali głośniej, inni ciszej. Ktoś się śmiał, ktoś wygrażał i przeklinał, machając dla lepszego efektu pięścią (i cichaczem rozglądał się w poszukiwaniu Samuela, Opiekuna tegoż miejsca). Ktoś starał się sączyć w spokoju vitae, ktoś czytał gazetę i kiwał w zadumie głową.
Ale było coś jeszcze.
Coś, co początkowo było tylko gdzieś w tle, niczym irytujące bzyczenie muchy. Im dalej jednak Helena szła, tym coraz wyraźniejsze miała odczucie czystego, nieposkromionego zła - i nie była osamotniona. Spokrewnieni, których mijała w drodze do stolika również odczuwali coś takiego. Wydawali się być spięci, zestresowani, może nawet wkurzeni, ale nikt nie wiedział zbyt dokładnie co jest powodem takiego zachowania. Tyle w tym było dobrego, że Ainsworth mogła zająć jeden stolik tylko i wyłącznie dla siebie.
Kawałek dalej siedziała jedna z Ogarów Szeryfa, Malkavianka Sierra Baxter, flirtująca z jakimś biedakiem. Obok był bliżej nieznany nieumarły z potężną brodą i ponurą twarzą; towarzyszyła mu Elena Horthy. Bywała na salonach, można powiedzieć, chyba każdy kto parę razy odwiedził Elizjum mógł ją kojarzyć. Primogeni klanów Gangrel i Toreador obecni wysłuchiwali nieskończonej tyrady jakiegoś długowłosego mężczyzny z elegancką - fikuśnie wręcz - przyciętą bródką. Kimkolwiek on był, to Moses Reeves, czarnoskóry Gangrel, słuchał go z powagą i troską wymalowanymi na twarzy. Elsie Page natomiast wydawała się być trochę stałszona, bo choć słuchała, to nie odezwała się ani razu - rozglądała się za to foyer, szukając najwyraźniej swej Harpii.
Williama nie było nigdzie widać. Był za to ktoś inny, równie przykuwający wzrok... zwłaszcza wzrok Toreadorów (ci bowiem spoglądali w stronę tego Spokrewnionego z zachwytem) i nielicznych Gangreli oraz Brujah (ci zaś patrzyli z irytacją czy wręcz odrazą).
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#108
Elena przyglądała się zabawie Sierry uśmiechając się w duchu, szczerze mówiąc podobała się jej zabawa jaką ta prowadziła z młodzikiem, jednak na zewnątrz nie dawała nic po sobie poznać, jej mina pozostała neutralna, czy też nieprzenikniona. Po prostu czekała bez ruchu, była tak nieruchoma jak tylko nieśmiertelna istota potrafi, w końcu nawet nie musiała oddychać.
Słysząc pytanie mężczyzny również nieznacznie nachyliła się w jego stronę i wyszeptała.
-Jak widzisz, Sierra Baxter jest osobą do przekonania. No i bez stosownej zapowiedzi i umówienia się to zapewne najwyżej postawiona osoba, do której uda Ci się trafić i nie będzie nadmiernie poirytowana. odparła w ramach odpowiedzi. Nie maiała zamiaru udzielać szczegółowych informacji na temat Sierry, jeżeli Sierra chce to sama się przedstawi i zatytułuje. Elena nie była w odpowiednij pozycji by się wtrącać bądź przeszkadzać komuś wyżej w hierarchii. Teraz po prostu czekała w odpowiedniej odległości aż nadejdzie jej kolej.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#109
Helena, mijając Spokrewnionych pogrążonych w rozmowach, niespiesznie rozglądała się po otoczeniu. Wykorzystując swoje zdolności po kolei koncentrowała uwagę na interesujących ją personach, by wyłapać informacje. Nawet jakieś słowo czy strzępki rozmów wiele mogły jej powiedzieć. Oczywiście, tylko tych osób, które znajdowały się w dogodnej dla niej odległości, bo przecież nawet we wzmożonej koncentracji nie mogłaby usłyszeć słów wypowiadanych na drugim końcu sali. Szczególnie w takim gwarze.
I poczuciu, że coś zdecydowanie jest tutaj nie tak. Najpierw zwróciła uwagę na to, że inne wampiry również odczuwały podobnie i dla nich także było to wyjątkowo niekomfortowe. Niektórzy czuli się nawet zirytowani i zdenerwowani tym faktem. Trudno dziwić się towarzystwu; wrażenie zła skrobało Helenę na dnie duszy — zapewne nie tylko ją — i wcale nie było przyjemne. Wręcz przeciwne. Dziwnym natomiast był fakt, że — biorąc pod uwagę ilość gości oraz ich ogólne niezadowolenie — Samuel Hook jak dotąd nie zareagował. Wszak goście winni się czuć komfortowo. Helena rozejrzała się po pomieszczeniu szukając źródła owego zła.
Sierrę Baxter oczywiście kojarzyła, podobnie zresztą jak Elenę Horthy, którą także miałą okazję już widzieć. Co prawda, nie znała Ogara, ale sam fakt, że pełniła — wbrew pozorom — tak ważną funkcję, nawet jeśli była Malkavianką, wzbudzał szacunek. Sierra wyglądała niepozornie, ale ileż to razy pozory myliły… Z kolei o Elenie wiedziała na razie tylko tyle, że jest Toreadorką. Jak dotąd nie miała okazji zamienić z nią chociażby słowa. Jeśli się dało, to z Baxter się przywitała wzrokowo, i resztą towarzystwa, o ile Ci zwrócili na nią uwagę. Nie podeszła do nich jednak; miała inne plany, a i przy stole siedziała pokaźna grupka i nie chciała im przeszkadzać.
Nie mogąc nigdzie dostrzec Williama, skierowała swój wzrok na Primogenów Gangrel i Toreador. Widząc, że zajął ich jakiś długowłosy blondyn, nie ruszyła się z miejsca. Przeniosła wzrok dalej… Dostrzegając Leopolda. Wampira o pięknej, androgenicznej urodzie. Nie znała go. Nie wiedziała kim jest ani nie miała okazji go nigdzie, jak dotąd, ujrzeć. Jego persona jednakże wzbudzała zainteresowanie. Zatrzymała na nim wzrok na dłużej.
Zapewne nie będąc ani pierwszą ani ostatnią, która tak uczyniła.

KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
15.02.1999 r.
"(...) ubrała kremową suknię z grubego materiału sięgającą za kolana, z lekkim wcięciem na szyi. Żadnych wzorów i falbanek. Czysty, jednolity materiał. Jedyny dodatek stanowił pas założony w talii, w tym samym kolorze. Bordowe szpilki, biżuteria z rubinami i ciemnoczerwone paznokcie stanowiły małą odskocznię od koloru sukni. Jak zwykle związała włosy w kok, dzisiaj jednak nieco je poluzowała dając im oddychać.
(...) W przeciwieństwie do nocy czternastego lutego, dzisiejszej nocy miała prawdziwą, skórzaną teczkę, jak przystało na businesswoman. (...) Przed wyjściem założyła na szyję bordową apaszkę i podobnego koloru żakiet.
"

+ ekwipunek

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, [02.15.1999]

#110
Image Image
Elena doskonale wiedziała, jak się zachować w Elizjum. Te kilka słów, wypowiedziane do wampira spoza Seattle, niosło ze sobą zdecydowanie więcej informacji niż można się było początkowo spodziewać. Carl pokiwał tylko smętnie głową i zaczął tarmosić swoją brodę; był Brujah. Dysponował cierpliwością, oczywiście, ale nie miał jej nieograniczonych ilości. Prędzej niż później coś w nim "pęknie" i wybuchnie, jak to zwykle mają w zwyczaju Krzykacze. Czekając zatem, aż Malkavianka skończy swoją zabawę z niczego nie podejrzewającym młodzieniaszkiem, Spokrewniony spoza miasta zaczął się rozglądać po najbliższych stolikach. Dostrzegł kilkoro innych nieumarłych, którym z czystej przekory skinął głową.
Musiał jakoś zabić czas.
- Na początek wystarczy. - zachrypiał. - Potem się zobaczy, co dalej. - dodał, gładząc się po zaroście. Nie miał pojęcia, że w tym samym niemal czasie, dosłownie kawałeczek dalej, przyglądała mu się inna wampirzyca. Markiza. Ainsworth nie robiła jednak tego bo taki miała kaprys, po prostu była jedną z wielu, których oczy były zwrócone mniej więcej w tym konkretnym kierunku. Jeżeli naprawdę szukała Harpii, to Laurent uparcie pozostawał nieobecny. Cóż, był ważną figurą, miał pewnie ku temu równie ważne powody...
Sierra tymczasem poklepała młodego po policzkach i nachyliła się ku niemu. Szepnęła coś na ucho, coś, czego nie słyszał nikt oprócz samego zainteresowanego - wampirzyca odniosła jednak skutek. Spokrewniony uśmiechnął się nerwowo i czym prędzej opuścił towarzystwo Ogara, zmierzając szybkim krokiem do wyjścia z Elizjum. Baxter była już wolna, rozsiadła się więc wygodniej i założyła nogę na nogę, podrygując stopą do rytmu muzyki. Twarz miała wykrzywioną grymasem lekkiego uśmieszku i co kilka chwil zerkała w stronę Horthy.
Wiedziała.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#111
z viewtopic.php?f=164&t=1254&p=10301#p10301

Leopold zagłebiał się coraz głębiej w wampirze Elizjum, poruszając z gestem jakby już czuł się w nim stałym gościem. Krokiem pewnym, jednak spokojnym i mimo że jego celem ewidetnie była dwójka wampirów w postaci Eleny oraz Carla, tempo na jakie się zdecydował było na tyle wolne by umożliwić wampirom możliwość "zaczepienia" go po drodze. W pewnym momencie spojrzenie niebieskich oczu Leopolda opuściło cel jego podróży, ponownie przechwytując wzrok zazdrosnych, zniesmaczonych i zainteresowanych ślepi innych gości, z widoczną satysfakcją czerpiąc przyjemność z faktu bycia aktualnie w centrum uwagi.
KARTA POSTACI: Leopold
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Niemiecki, Francuski, Mandaryński
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#112
Elena była nauczona cierpliwości, wszak dobre maniery poznawała już od małego, nawet jak była jeszcze była śmiertelniczką, nawet jeżeli rzadko korzystała z tych dobrych manier na co dzień, wszak będąc właścicielką klubu, mogła na swoim terenie robić wiele. Elizjum jednak wymagało od niej by wykorzystała swoje szlacheckie wychowanie. To właśnie pozwoliło jej czekać czasem niemal w nieskończoność bez zmrużenia okiem. Jednak jej rozmówca zdecydowanie nie wydawał się być aż tak wprawiony w sztuce oczekiwania jak Horthy, dlatego w głębi ducha, jej ulżyło kiedy zobaczyła, że Sierra stała się wolna. Prawdopodobnie udało się uniknąć brzydkiej sceny wybuchu złości Brujah.
Kiedy zobaczyła jak Sierra rzuca spojrzenia w jej stronę, Elena podeszła do niej powolnyk krokiem po czym ukłoniła się z gracją.
-Moje uszanowanie. Przepraszam, za najście, ale okazuje się, że mamy gościa z Luizjany. Carl przybył z nietypową sprawą dosyć osobistej natury i szuka u nas pomocy. Być może będzie lepiej jak przedstawi on sytuację własnymi słowami powiedziała po czym czekała aż Carl rozwinie temat.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro

#113
W Elizjum zawsze można było dowiedzieć się czegoś ważnego. Ciekawego. Opinii dotyczących kolejnych posunięć poszczególnych Spokrewnionych. To pokazywało jak zmieniały się nastroje wampirów w kontekście całego klanu czy jednostki. Dla kogoś takiego jak Markizy takie informacje były bardzo cenną walutą.
Gabriel Reid, Toreador, wychował ją sobie w myśl konkretnej roli, jaka miała przypaść Ainsworth w Camarilli. Miała teraz idealną okazję do tego, by ją wykorzystać.
Przyszła tu też jednak z konkretnym celem. Rozejrzawszy się po pomieszczeniu i nie dostrzegłszy Harpii Laurenta, zaprzestała poszukiwań jego osoby. Pierwej jej uwagę przykuł Leopold, później zaś Elena i kilka innych zgromadzonych na sali osób, od których dowiedziała się tego i owego. Podczas przysłuchiwania się rozmowom i obserwowaniu zebranych raz po raz zerkała w stronę Primogenów Page i Reeves. Złożyła drobną obietnicę i zamierzała ją spełnić. Gdy tylko przywódcy swoich klanów zostaną wolni, odczeka chwilę, by następnie skierować ku nim swoje kroki.
Chyba że coś jej przeszkodzi. Lub ktoś.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
15.02.1999 r.
"(...) ubrała kremową suknię z grubego materiału sięgającą za kolana, z lekkim wcięciem na szyi. Żadnych wzorów i falbanek. Czysty, jednolity materiał. Jedyny dodatek stanowił pas założony w talii, w tym samym kolorze. Bordowe szpilki, biżuteria z rubinami i ciemnoczerwone paznokcie stanowiły małą odskocznię od koloru sukni. Jak zwykle związała włosy w kok, dzisiaj jednak nieco je poluzowała dając im oddychać.
(...) W przeciwieństwie do nocy czternastego lutego, dzisiejszej nocy miała prawdziwą, skórzaną teczkę, jak przystało na businesswoman. (...) Przed wyjściem założyła na szyję bordową apaszkę i podobnego koloru żakiet.
"

+ ekwipunek

Re: Moore Theatre, foyer, piętro [02.15.1999]

#114
Image Image
Elena mogła poczuć na sobie czyjś wzrok - ktoś ją obserwował, nie było co do tego wątpliwości. Jedyną niewiadomą było "kto" obserwował wampirzycę. Elizjum ciągle gościło dość Spokrewnionych, by wyłapanie konkretnej osoby było bardzo utrudnione, ale nie niemożliwe. Leopold, bo przecież to o niego chodziło, był jednakże wampirem na tyle wyróżniającym się i skupiającym na sobie uwagę innych, że można było nabrać pewnych podejrzeń. Ale czy Horthy skojarzy te fakty, czy też nie, to już inna sprawa. W każdym razie, jakiś łysy wampir w ciemnym okularach na haczykowatym nosie najwyraźniej rozważał próbę podejścia do Leopolda i zaczęcia rozmowy.
Baxter skinęła głową, zgadzając się na audiencję. Była Malkavianką, Świrem, szaloną ale zarazem bardzo skuteczną dziewczyną będącą prawą ręką Szeryfa (na równi z Euniką Grimm, oczywiście). Rozsiadła się wygodniej i dała znak szerokim uśmiechem, by i Carl, i Elena usiedli tuż obok niej.
- Carl Lee Armstrong, Brujah z Nowego Orleanu Księcia Marcela Guilbeau, to zaszczyt. - zachrypiał, a Sierra, czego można się było spodziewać, zasłoniła dłonią usta by nie wybuchnąć śmiechem. - Elena powiedziała, że możesz mi pomóc. Szukam sukinsyna, który grzebie na cmentarzach. Ścigam drania od Nowego Orleanu i, mówiąc szczerze, to ma bardzo osobisty wymiar. - przedstawił sprawę bez wnikania w zbędne szczegóły. Jeżeli Sierra zechce pociągnąć temat dalej, to Carl oczywiście udzieli jej wszystkich niezbędnych informacji. Jeśli jednak puści go z kwitkiem... co nie jest wykluczone, bo to przecież Malkavianka... cóż, czas pokaże.
Helena znów zerknęła w stronę Primogenów.
I dobrze zrobiła. Moses Reeves z uśmiechem pokiwał głową i wstał. Wyciągnął dłoń i uściskał prawicę wampira, z którym od dłuższej chwili rozmawiał; temat tejże rozmowy pozostawał tajemnicą, ale wszystko wskazywało na to, że dyskusja zmierzała ku końcowi. Ostatecznym tego potwierdzeniem był szarmancki, może trochę wymuszony gest długowłosego brodacza; nachylił się w stronę Elsie i cmoknął ustami jej wyciągniętą dłoń, powodując tym samym radość u starszej wampirzycy. Nieumarły skłonił jeszcze głowę, wcisnął dłonie do kieszeni spodni i raźnym krokiem skierował się do wyjścia, bardzo zadowolony przebiegiem rozmowy.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „1932 2nd Ave, Moore Theatre”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość