Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#61
Image
Image Image Image

Obie kobiety wydawały się być zadowolone. Zmiana tematu - dość nagła, bo przecież Książę podeszła machając piracką płytką - okazała się jednak strzałem w dziesiątkę. Mould, wycofana i nieśmiała albinoska, w jednej chwili porzuciła swe zwyczajowe milczenie i dystans opisując krótko co może czekać na Jane po włożeniu kompaktu do odtwarzacza. Elsie uśmiechnęła się lekko, rozbawiona; bez wątpienia wyobrażała sobie Malkaviankę z discmanem, w słuchawkach. Jane zaś zmrużyła oczy i przez moment spoglądała na płytę, trawiąc uzyskane od młodziutkiej Toreadorki informacje.
- Symfoniczny metal... - powtórzyła cicho. - Jak myślisz, taka muzyka bardziej będzie pasowała do mojego prywatnego gabinetu, czy do jednej z ogólnodostępnych sal, pełnych dzieci? Nie chcę ich skrzywdzić czymś ciężkim i trudno przyswajalnym... - pociągnęła temat dalej, zdradzając przy okazji jeden z powodów wizyty w Elizjum. Postukała palcem w album Nightwish, nielegalnie znajdujący się w budynku teatru i przygryzła dolną wargę, zamyślona. Choć była bez wątpienia najważniejszą (najpotężniejsza?) wampirzycą w Seattle, to często jej zachowanie stanowiło prawdziwą zagadkę dla pozostałych Spokrewnionych.
Cóż, taki urok Malkavian.
- Sądzę, że ten rodzaj muzyki lepiej będzie kosztować w samotności. - wtrąciła się uprzejmie Primogen. - Ale to tylko mój, niewinny punkt widzenia. - umoczyła usta, sącząc niewielki łyczek vitae. Rozsądnie nie drążyła tematu przydatności bojowej Michelle, nie teraz, gdy obok była Księżna. Chyba, że albinoska sama to zrobi; wtedy Page pewnie podzieli się swoimi uwagami i radami.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#62
Muzyka łagodzi obyczaje, można powiedzieć. Michelle nagle zrobiła się bardziej rozgadana, i pozostałym kobietom zdawało się to nie przeszkadzać, a nawet być z tego zadowolone. Acz to, co mówiła książę... Brzmiało to dla niej, muzyka, jednocześnie zabawnie jak i niebezpiecznie w pewnym sensie. Nie chciała przecież władować jej na minę!
-Ummmm...-Speszyła się minimalnie. Chciała od razu odpowiedzieć, ale waga tej sprawy była wyraźna. Niby drobiazg, ale dla księcia sierociniec był bardzo, bardzo ważny, i dlatego ta sprawa była bardzo, bardzo poważna, z jej perspektywy. Primogen Page mogła być spokojna, to nie ona się przecież przed chwilą wypowiadała na ten temat. Mimo to przyszła z pomocą, co dało Michelle trochę więcej pewności by powiedzieć to, co myślała.
-To jednak... Dalej metal. Do sal ogólnych... lepsze jest coś neutralnego. Może nie muzyka z windy, ale... To jak z filmami. Najlepsza muzyka do nich to taka, która tam jest, ale się nie pamięta. Współgra, tworzy coś jako integralną część, ale nie kradnie całego show. Są oczywiście wyjątki, ale to... trudniejsze-Michelle znowu się rozgadała, i znowu zauważyła to po jakims czasie. Zawstydzona opuściła oczy, ale uśmiechała sie. Mogła pomóc. Nawet jeśli to drobiazg.
-Zgadzam się więc z Primogen... Do gabinetu... Coś spokojnego. Napedzającego myśli, ale nie ostrego, relaksującego, ale nieusypiającego... Jakiś spokojny jazz, może jakiś ambient...-Rzucała propozycjami ogólnymi, bo i na ten moment nie miała na podorędziu konkretnych zespołów. Ale robiła co mogła, już spokojniej. Bardziej jak ten obraz który wokol siebie stworzyła.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#63
Image
Image Image Image

Muzyka Red Hot Chilli Peppers przestała grać. Dźwięki płynące z głośników zmieniły się, stały się trochę spokojniejsze i bardziej melodyjne, ale nie sposób było stwierdzić, co to za zespół. Choć charakterystyczna linia basu, wspierana klawiszami, jakoś się kojarzyła. No, ale nie była to muzyka wściekle atakująca uszy, zatem można było bez przeszkód kontynuować rozmowy. Co prawda Primogen zerknęła w stronę Samuela, chcą mieć pewność, że nie zacznie szaleć i nie puści przez głośniki czegoś w rodzaju Burzum albo innego, mrocznego i brutalnego, jak to miało miejsce parę miesięcy temu.
- Coś neutralnego. - raz jeszcze Książe powtórzyła usłyszane słowa. Spojrzała na piracką płytę, wydymając usta w zadumie. Dopiero po chwili kiwnęła głową, najwyraźniej zgadzając się zarówno z Elsie, jak i Michelle. Sukces? Chyba tak można powiedzieć. Albinoska naprawdę się rozwinęła. Wcześniej, przy takiej rozmowie jak ta, pewnie stałaby zestresowana i przerażona, nie wiedząc co powiedzieć i jak się zachować. A teraz proszę, mówiła i mówiła, prowadząc dyskusję z dwie naprawdę ważnymi figurami w nieumarłym Seattle!
- A muzyka filmowa? - spytała Jane, podejmując temat rzucony luźno, dla przykładu przez Michelle. - Co by się nadało? Co by pasowało? Nie chcę się pokazać jako, wiecie, szurnięta baba która chce zadowolić wszystkich, czy coś takiego. Nie. Skądże. Wcale nie! - chyba czegoś takiego można się było spodziewać po dowolnym Malkavianie. Klan był w końcu znany ze swego szaleństwa i oderwania od rzeczywistości. To był też chyba powód, dla którego Elsie zamoczyła usta w vitae i przez chwilę milczała, zachowując godną pochwały powagę i spokój. Głos zabrała dopiero, gdy miała pewność, że Jane nie będzie nic przeciwko.
- Zależy z jakiego filmu. - skwitowała krótko, bo cóż innego mogła powiedzieć? Na kinie przecież znała się jak mało kto. Michelle mogła natomiast prowadzić wykłady związane z muzyką. Uzupełniały się, o, tak można powiedzieć. Pasowały tutaj, czego nie można było jednak powiedzieć o samotnym Ventrue. Travis wstał i ruszył w stronę okien; krążył tam przez kilka dobrych chwil, zanim w końcu zajął miejsce pozwalające mu na swobodną obserwację foyer, jak i samego miasta rozciągającego się za oknami.
Czekał na coś albo na kogoś.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#64
Atmosfera powinna zostać właśnie taka. I primogen Page upewniała sie w tym, tak na wszelki wypadek. Ale może byłoby to nawet ciekawsze, porównać opinię kogoś mniej obeznanego, ale na pozycji z ich własnymi? Oczywiście Michelle byłaby ostatnią osobą która miałaby odwagę coś takiego zaproponować.
Kiwnęła głową. Tak myślała i tak czuła, ale trudno było to ostatnie przekazać jedynie słowami. Byłaby daleka od stwierdzeń, że to jak opowiadanie ślepemu o kolorach ale był z tym pewien kłopot. Zwłaszcza gdy nadal była zestresowana. Był postęp, niewątpliwie, ale do przełomu jeszcze temu brakowało. Zwłaszcza jak po raz kolejny została zapytana o radę w sprawie, o której miała już mniejsze pojęcie. Dobrze, że trochę ja ratowała primogen bo miałaby problem z ujęciem tematu. I tak najpierw musiała się opanować by nie zareagować nieadekwatnie. Uśmiech wystarczy na to, co bardziej by chyba pasowało do niej samej niz do księcia.
-Racja, są różne filmy.... I nie, tu chodzi raczej o... Coś przyjemnego, spokojnego... By wpływało pozytywnie na dzieci, tylko tyle-Po wyjaśnieniu swojego punktu widzenia przyszedł czas na konkrety. Problem był taki, że nie miała niczego na podorędziu - sama musiała się do tego przygotować, zajmowała się na co dzień czymś innym!
-...musiałabym pomyśleć... I trochę poszukać... Dawno nie oglądałam czegokolwiek... Właśnie to jest... Taka ironia-Dla samej dziewczyny wydawało się to nawet zabawne. Był to jeden z powodów jej zawstydzenia - nie pomagała za bardzo, i jeszcze czyniła komentarze-Taka muzyka... Podkreśla sceny, ale nie zapada w pamięć...
Zerknęła ukradkiem na primogen, dosłownie na moment. Ona chyba powinna być bardziej zorientowana, to bylo troszkę bliżej jej... dziedzinie... Chyba...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#65
Image
Image Image Image

Elsie postanowiła ratować sytuację. Przecież każdy młody i niezbyt doświadczony wampir mógł czuć się niezbyt pewnie stojąc obok Księcia.
- Muzyka ilustracyjna? - zasugerowała Page, unosząc brwi ku górze. - Vangelis by pasował, tak sobie myślę... chociaż Samuel pewnie by polemizował. Mogę przygotować listę autorów i filmów i ścieżek dźwiękowych, jeśli nie masz nic przeciwko. - skłoniła nieznacznie głowę, pozwalając sobie na trochę bardziej bezpośrednie i osobiste zawiązanie rozmowy z Księciem. Jane zmrużyła nieznacznie oczy i milczała przez chwilę, aż w końcu się uśmiechnęła. Kiwnęła głową na znak, że się zgadza i nie ma nic przeciwko. Podniosła płytę Nightwish i pomachała nią, jak wachlarzem.
- Myślicie, że Samuel użyczy mi jeszcze jeden płytki? - zapytała z szerokim uśmiechem. To było pytanie retoryczne, bo Jane nawet nie czekała na odpowiedź tylko odwróciła się na pięcie i przeszła kawałeczek dalej, do Toreadora dzielącego płyty na trzy stosiki. Wydawał się być bardzo skupiony i pochłonięty tą czynnością; nad każdym kompaktem spędzał przynajmniej pół minuty, zastanawiając się jak i gdzie go położyć. Przerwał, gdy stanęła przed nim wyszczerzona Malkavianka. Uśmiech miała piękny i upiorny zarazem, jak prawdziwy Świr.
Urok klanu.
- Jane prędzej czy później się dowie o wszystkim. Ukrywanie czegokolwiek nie ma zbytnio sensu... cóż, gdy pojawi się John, przekażę mu, że jesteś chętna do pomocy. Oczekuj na telefon. Albo na esemesa, o. - dopiero gdy Jane odeszła i zostawiła wampirzyce same, Elsie zabrała głos wracając do przerwanej sprawy. Do udziału w ofensywnie, do wspólnej walki w imię wyższego dobra. A potem dopiła krew i odstawiła puste szkło na blat. Po ściankach spływały resztki posoki, zostawiając za sobą blade, szkarłatne ścieżki. Primogen klanu przez moment spoglądała na pozostałości vitae, zamyślona i zachwycona zarazem.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#66
Została poratowania. Całe szczęście, bo już zaczęła sie wyraźnie stresować tą sytuacją. I elementami bardziej i mniej widocznymi. Może atmosfera była pozornie przyjazna, ale pod nią dalej ich trójka była pragnącymi krwi potworami. Na pewno dosłownie, a czy w przenośni również tak to wyglądało? Za mało wiedziała o innych i nawet o sobie by poprawnie, a już na pewno pewnie wyrokować.
Resztę tej rozmowy spędziła na pokornym milczeniu, chociaż dalej zachowywała się dość przyzwoicie. Obserwowała znacznie od siebie starszych, nie wracając się niepytaną do rozmowy. Odprowadziła w końcu spojrzeniem księcia, który to począł zajmować się innymi, ważniejszymi kwestiami. Całe szczęście. Wolała by dzisiaj... To i tak było trudne, a...
Jakkolwiek szczera uwaga primogen nie była, była też niczym szturchniecie wahadła. W końcu wróci na miejsce, ale wprawiło go w ruch. Dziewczę podniosło trochę głowę z poziomu bardziej pasującego do poziomu kolan. Nie tylko twarz, ale i oczy blyskały zaskoczeniem, ale i przestrachem.
Urok młodych.
-J-ja... P-przecież nie... T-to nie dlatego... Widać, że jest zajęta... N-nie chciałam...-Z początku mówiąca jak na siebie głośno, wyjaśniać zaczęła ciszej. Acz prawdę było widać jak na dłoni. Może jakby próbowała bardziej ukryć prawdę, przynajmniej udałoby się jej zataić powód swojego milczenia. Teraz jednak patrzyła z pewną wątpliwością w stronę baru, zupełnie jak dziecko, które dostało uwagę i musiał ją dać rodzicowi do podpisu.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#67
Image
Image Image Image

- Spokojnie. - odparła z uśmiechem, chcąc uspokoić albinoskę. Dotyk Elsie był zaskakująco delikatny i matczyny, gdy położyła dłoń na jej ramieniu. Nie spoglądała już w stronę Księcia; nie musiała. Teraz Jane i jej fascynacja muzyką była problemem kogoś, kto znał się na muzyce i, co bardzo ważne, miał pod ręką płyty które mogły stanowić podstawę rozmowy. Elizabeth i Michelle były zatem wolne. Nie ciążyła nad nimi presja. I chociaż nie można tego było powiedzieć o biednym Samuelu, który najwyraźniej starał się odpowiedzieć na wszystkie pytania zadawane przez Księżną, to jednak Hook radził sobie nadzwyczaj dobrze.
Jane Doe z uśmiechem słuchała Toreadora, opierając się o blat baru łokciami.
- Nie denerwuj się, Michelle. Powiedziałabym, żebyś wzięła głębszy oddech, ale w naszym przypadku nie ma to sensu, więc... spytam o coś. Ufasz Jane? Johnowi? Książę i Szeryf sobie ufają. Są w kontakcie. Wiedzą, o co chodzi, co się dzieje. Jeśli Doe nie znajdzie dla ciebie nic konkretnego, żadnego odpowiedniego zadania, to Parker to zrobi. - mówiła powoli i spokojnie, nie chcąc nadmiernie stresować ani niepokoić młodej wampirzycy. Była w końcu od niej starsza i swoje już przeżyła, ponadto była z klanu, który przynajmniej w Seattle słynął z neutralnego podejścia i niechętnego angażowania się w wielką politykę.
- Poznałaś już trochę miasto, prawda? Jako zwiad, rozpoznanie, możesz się naprawdę przydać. Wizyta u Anarchistów, na przykład, nie byłaby wcale głupim pomysłem. - dodała z lekkim, acz szczerym, uśmiechem. Elsie zdjęła w końcu dłoń z ramienia Michelle i, opierając się o blat w sposób łudząco podobny do Jane, skinęła głową. Zachęcała Mould do działania. Próbowała jej pomóc, sprawić, by nie była aż tak wycofana i stłamszona... co, w pewnym sensie, odzwierciedlało cały klan.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#68
Jeden efekt został osiągnięty natychmiastowo - Michelle zamilkła, by przynajmniej w ten sposób nie roztaczać aury zdenerwowania. Prawdopodobnie było to jednak widać na pierwszy rzut oka, wspomaganego dyscypliną nadwrażliwości albo nawet bez. Wsparcie primogen było czymś potrzebnym, gdyż nałożyło się parę elementów które na nią działały stresujące. Przede wszystkim jednak swoboda myślenia. Sama sobie bowiem była największym wrogiem w takich sytuacjach. Jak i teraz, gdy z jakiegoś powodu przypomniała sobie o swojej mistrzyni.
-...Może jednak...-Ona była dziwna. Jej martwe mięśnie przepony, a raczej to co z nich zostało poruszały się jakąś nadnaturalną siłą. Może to nawet nie była przepona, ale już głębszy wdech był jak najbardziej świadomym aktem.
-...Nie rozmawiałam nigdy z... Szeryfem... Ale...-Tak wiele cisnęło się na usta! Mogłaby powiedzieć wiele rzeczy, a przede wszystkim to, że bała się o to co stanie się z podległymi jej ludźmi. Dlatego się w to wplątywała, ale też może to być właśnie powodem dla którego coś... Może się stać...
Jak to się stało, że Ci ludzie byli dla niej aż tak istotni? Gdyby coś im się stało... Nie miała pojęcia co by zrobiła. Paznokcie zaciskały się na jej przedramieniu, na materiale koszuli. To było takie ważne, by... Nie musiała się o tym przekonywać.
-Książę wie... I też jej zależy... Więc... Może... Może powinnam jednak z nią...-Ona jednak dalej patrzyła. Rozmawiali jakby w ogóle nie było tematu i nic się nie działo. W Elizjum było jednak jeszcze tak mało osób - wczesna pora, może dlatego. A może też tyle osób działało na rzecz Camarilli. A ona tutaj siedziała i była... Znaczy, ktoś jej sugerował dość specyficzne zadanie.
-Do Anarchistów?-Sam temat wystarczył, by znowu popatrzyła bezpośrednio na Page. Wiedziała, gdzie się gromadzą oraz, że byli obecnie w sojuszu przeciwko Sabatowi. Dlaczego jednak miałaby tam jechać i "robić zwiad"? Czy nie istniały ku temu lepsze kanały? Skąd ten pomysł? Ona tam pasowała jak pięść do oka, zresztą jak do paru innych miejsc... gdzie ostatnio chcąc nie chcąc bywała przez ostatnie parę miesięcy.
-...Czego miałabym się dowiedzieć? I może jednak... ja...-Jej czerwone oczy na dosłownie moment znowu powędrowały w stronę księcia Doe. Na ten moment minimalnie nabrała odwagi. Nie wiadomo na ile, ale jak już potrafiła mówić niemal pełnymi zdaniami przy kimś... Właściwie to kimkolwiek, to był zdecydowanie moment wyżowy danego wieczoru. Zaczynała działać, a przynajmniej myśleć w tych kategoriach.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#69
Image
Image Image Image

Jane zabrała Samuelowi jeszcze jedną płytę. Biedny wampir nie zdążył nawet zareagować, jak Księżna po raz kolejny nachyliła się i zgarnęła pierwszy kompakt z najbliższego stosu. Sądząc po minie Toreadora, najwyraźniej była to płyta dość bliska i ważna. Hook zacisnął jednak mocno szczęki i uśmiechnął się promiennie, nie chcąc niepotrzebnie wkurzać Księcia. Chwilę później, gdy Doe zaczęła uważnie studiować nadruk na płycie (bo była oryginalna, o dziwo) Opiekun Elizjum chyba opowiadał, co się znajduje na tym krążku. Malkavianka kiwała grzecznie głową, ale widać było, że go nie słucha. Podjęła decyzję.
Travis wyciągnął telefon komórkowy i do kogoś zadzwonił, rzucając na dzień dobry głośnym przekleństwem. Elsie się skrzywiła, słysząc wulgaryzm.
- Szeryf, pomimo swego groźnego wyglądu, jest naprawdę miły i otwarty. Wystarczy go tylko bliżej poznać, to taki typ dużego misia, który cię przytuli aż pękną ci żebra. Nie musisz się o nic obawiać z jego strony. Wszystko, o co będzie prosić... a będzie, zaufaj mi, nie powinno być nadmiernie niebezpieczne. - zaczęła cierpliwym, spokojnym głosem, naprawdę przeczuwając zbliżający się wybuch paniki. Była wampirzycą starszą od Mould i z pewnością potrafiła odczytywać to, czego nie było widać gołym okiem; to, co można było tylko wyczuć. A w przypadku takiej dziewczyny, jak Michelle, aura stresu i nerwów rosła z każdą chwilą, można powiedzieć. Elsie uśmiechnęła się lekko i przez kilka chwil spoglądała albinosce w oczy. To był dość intymny gest, mający jednakże na celu przekonanie wampirzycy, że naprawdę nie chodzi tutaj o nic złego czy niebezpiecznego.
- Chcę wiedzieć, co się u nich dzieje, to wszystko, przekonać, że może warto odwiedzać Moore. Jesteśmy w końcu jedną rodziną, a sama raczej tam nie pójdę... to byłoby zbyt, hm, jakby to powiedzieć... zuchwałe? Prowokujące? Mogę ci towarzyszyć, jeśli chcesz. - wyjaśniła, o co jej chodziło gdy wspomniała o jednej z sekt. Chociaż czy "sekta" to właściwe słowo? Ruch Anarchistów był... no właśnie, ruchem. Chyba nie stanowili aż tak odrębnego zrzeszenia Spokrewnionych, z własnymi tradycjami, zwyczajami i całą resztą?
Ponadto Page zaoferowała, że pójdzie tam z Michelle!
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#70
...Ta jednak zdawała się być dalej zajęta, albo chociaż pochłonięta sprawami muzycznymi. Trudno było nadążyć za Malkavianami, a tutejszy książę nie był tutaj wyjątkiem. Można powiedzieć - te dwa fakty nakładały się na siebie jeżeli chodziło o pewną... Nietykalność. Co widziała po Samuelu, który najchętniej jednak wziąłby tą płytę. Kto wie, może właśnie dlatego ją wzięła bo wiedziała, że z jakiegoś powodu była dla niego ważna?
Jej obserwacje przerwało przekleństwo. Skrzywiła się lekko, a potem się zorientowała, że primogen Page zrobiła to samo. Jakoś potem sama się uśmiechnęła. Przynajmniej nie była jedyną, której takie rzeczy przeszkadzały, jeszcze do końca nie oszalała!
Słuchała zapewnień, wyjaśnień, ale dalej w jej piersi było co najmniej trochę niepokoju. Doceniała jednak starania i chociaż próbowała dopuszczać do siebie tego rodzaju informacje. Może naprawdę nikt nie chciał jej krzywdy... Komu zresztą by się to opłaciło? Była tutaj nikim, mimo wszystko. Za krótko tu była, za mało zrobiła. Nawet jeśli... Przyjmie, na moment, że jej towarzystwo nikomu nie wadzi. Kiwała głową, wychwytując to spojrzenie... Aż zaczęła się zastanawiać kto zaczął. Chyba nie ona, prawda? Jej, a jeśli to była ona?!
-...Chcę tylko pomóc. By było trochę bezpieczniej-Pokiwała głową, zrywając jednak na moment kontakt wzrokowy. Poczuła się troszkę lepiej, mimo wszystko. Nikt nie chce by była ciężarem. Postarają się dopasować ją do odpowiedniej roli. Tak. Oby. Ale ta wycieczka do... Chwilkę, naprawdę?!
Uniosła spojrzenie dość szybko. Takiej propozycji się nie spodziewała, i była ona równie... Nobilitująca co krępująca. Miało jej to dodać otuchy, to była prawdziwa propozycja czy tylko kurtuazja?
-Ummm... Ja, jeśli Pani Primogen chce... Znaczy się, jestem w pełni zdolna i gotowa sama tam pojechać... Tak, naprawdę, ale również, um... Mam dość miejsca w aucie, jeśli by Pani chciała!-Szybko myślała i jak na nią również szybko odpowiedziała. I ta energia nawet jej nie opadła - patrzyła wyczekująco na decyzję znacznie ważniejszego od siebie. Nie spodziewała się tego zupełnie i nie wiedziała, czy to była faktyczna propozycja, motywacja, czy też... Nie miała pojęcia jak to interpretować
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#71
Image
Image Image Image

Elsie nieodmiennie kojarzyła się z teatrem. Z Elizjum w budynku Moore'a. Praktycznie zawsze tu była, a jeśli nie, to krążyła gdzieś w pobliżu, skupiona na sprawach klanu lub tych związanych z aktorstwem, sztuką czy nawet i samą administracją teatru. Być może czekała na kogoś takiego, jak Michelle, by "wyjść do ludzi", by pokazać, że Toreadorzy nie są już tak wycofani i neutralni, że starają się coś robić, działać... że, jak to ujęła Mould, chcą pomóc. Na wzmiankę o samochodzie Primogen uniosła brwi nieco wyżej, szczerze zaskoczona ale i zadowolona z takiego obrotu.
Kiwnęła głową.
- To... za pół godziny? Godzinę? Co ty na to? Mam jeszcze parę spraw do załatwienia na dole, a potem muszę jechać w jedno miejsce... no i skoro masz samochód... - nie dokończyła. Wykorzystała sytuację, jak prawdziwa wampirzyca. Chciała zrobić coś dla klanu; Michelle miała zająć się zwiadem i tak dalej, a przy okazji albinoska mogła wcielić się w role kierowcy dla Primogen. W sumie... czemu nie? Jane Doe była zajęta muzyką i płytami. Samuel Hook tak samo, zresztą on opuszczał Elizjum chyba jeszcze rzadziej niż Page. Travis, ten wulgarny Ventrue, słuchał swego rozmówcy ze ściągniętymi brwiami po czym znów zaklął szpetnie.
- Nie lubię, gdy ktoś przeklina. - odezwała się cicho Toreadorka, zmieniając temat. Została do tego niejako zmuszona, bo Arystokrata (ha, tylko w teorii, bo w praktyce Travis zachowywał się jak gbur) pozwalał sobie na coraz zuchwalsze i wulgarniejsze zachowanie. Rozsiadł się na kanapie pod oknem i chyba zamierzał oprzeć nogi o najbliższy stolik. Albo coś takiego.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#72
Skąd to zaskoczenie? Um... To chyba oczywiste, że skoro mogła to pomoże jak tylko jest w stanie, prawda? Przyjechała tu autem więc... Um, może to dlatego, że nie miała nie wiadomo czego? Ale było schludnie i czysto! Nie znała się co prawda za bardzo na tym, ale przeglądy przechodził bez większych problemów! A nie... Chyba była zadowolona. Chyba... Tylko się tego nie spodziewała
-O-oczywiście, będę się tutaj... Um... Poczekam tu na Panią-Rozumiało się to też samo przez siebie, że Michelle podwiezie primogen gdziekolwiek będzie chciała. W środku się cieszyła, że mogła być przydatna i pomocna, i trochę tego zadowolenia nawet uciekało na zewnątrz. Dokładnie tak jak wtedy, gdy jeszcze była w Chicago.
Gdyby tylko tamta osoba tak nie uprzykrzała jej pobytu tutaj... Skuliła się troszkę, ale i skrzywiła. Nie mogła się nie zgodzić z primogen, ale z uwagi na postrzeganie swojej pozycji jedynie lekko kiwnęła głową.
-To ja... Może...-Zerknęła na bar, za którym stał Samuel który jeszcze rozmawiał z księciem. Było to jej znacznie bliższe towarzystwo niż jakiś... Bardzo... Ekspresyjny Ventrue... I tam tez zamierzała się udać, jeśli tylko jej primogen zajmie sie swoimi sprawami. Pół godziny, godzina... W porządku... Poczeka tyle, ile będzie trzeba.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#73
Image
Image Image Image

- Szybko wrócę, obiecuję. - odparła pogodnie Elsie, kładąc dłoń na barku Michelle. Nie czekając też na żaden komentarz, odwróciła się i pospieszyła w stronę wyjścia z foyer. Zatrzymała się tylko na moment przy wyjściu, by rzucić nienawistne spojrzenie jedynemu w tej chwili Ventrue, po czym wyszła. Jak wspominała, musiała się zająć czymś naglącym, ale obiecała szybko wrócić... sposób, w jaki powiedziała te słowa, był zresztą wymowny. Mould miała potwierdzenie, że Elilzabeth Page, Primogen klanu Toreador, naprawdę niechętnie opuszczała Elizjum.
Travis znowu rzucił przekleństwem. Był czymś wyraźnie wkurzony i chyba tylko obecność Księcia hamowała go przed większym wybuchem.
Samuel się poddał. Zrezygnował, dając wyraz człowieczeństwa dalece wykraczający ponad wampirzą egzystencję. Zamknął oczy i pochylił głowę do przodu, jak skarcony i zawstydzony uczeń, po czym wykonał bardzo wymowny gest dłonią. Jane, zadowolona jak nigdy, sięgnęła po kolejne bezcenne płyty z najnowszej kolekcji Toreadora. Niestety, z racji eleganckiego, dopasowanego i po prostu pięknego stroju, nie miała gdzie tych płyt schować. Stała przez chwilę z nadąsaną miną, czekając, aż Hook domyśli się o co jej chodzi. Gdy wampir otworzył oczy, kiwnął tylko zrezygnowany głową i schylił się, sięgając do jednej z szafek znajdujących się pod barem.
Wręczył Doe papierową torbę z nazwą teatru.
- Dziękuję! - zawołała zachwycona Księżna. Wcisnęła płyty do środka i odwróciła się plecami do baru, omiatając wzrokiem foyer. Ilość wampirów obecnych w Elizjum nie zwiększyła się jakoś drastycznie; pojawiła się tylko jedna, nowa osoba. Spokrewniony, którego Michelle wcześniej nie widziała, ale który musiał należeć do nieumarłych przebywających w Seattle od dłuższego czasu. Gdyby było inaczej, to Jane pewnie by zareagowała, a tak trwała przy barze, oparta plecami o blat, z lekkim uśmiechem na twarzy. Była wolna, nikt jej nie niepokoił, nikt z nią nie rozmawiał, nikt nie zajmował jej czasu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#74
Cała ta scena budziła mieszane uczucia w jej głowie. Miała pomóc, oczywiście, i do tego i tak załatwia przy okazji inną sprawę którą primogen i tak miała do załatwienia, ale też miała wrażenie, że żadnej z tych rzeczy nie robiła zbyt chętnie. Po tym co sie przytrafiło Williamowi trudno było się dziwić. To był dla niej kolejny cios.
Kolejne przekleństwa. I powoli w Michelle coś się zbierało, ale prędzej dokonałaby aktu samozapłonu niż powiedziała o tym głośno. Poza tym, primogen nie reagowała bezpośrednio, więc głupotą byłoby wychylanie się. Tylko narobiłaby wstydu klanowi. Wolała już skupić się na czymś innym. Na przykład na scenie przy barze. Albo na spokrewnionym, którego Michelle nigdy wcześniej tu nie widziała, ale musiał być tu przed nią. Albo po niej, ale niedawno wyleciał z gniazda. Leciutko skłoniła głowę, ale nic poza tym.
Podeszła za to do Doe. Chwilę sie jakby wahała co powiedzieć...
-Ummmm... Tak chciałam... Co książę wybrała?-Znowu. Przynajmniej na razie się rozmysliła. Co innego rozmowa o tej sprawie, a co innego sama ta sytuacja! Jeszcze przelotnie popatrzyła na Samuela, obdarzając go współczujacym spojrzeniem. Rozumiała to. Jeśli to faktycznie były dobre zespoły, i miały wartość sentymentalną...
...Michelle, weź się w garść, ona i tak sie dowie! I lepiej dla Ciebie, by to było od Ciebie!
-I ja... W sumie... Mogłabym zająć chwilkę? Rozmawiałam już... Z Primogen... ale... Wie książę... Zna moja sytuację... Chce mieć pewność...-Teraz to Michelle przyjęła pozę karconego uczniaka, ale z innych powodów niż Hook. Zwiększona do przodu głową, chwytanie sie za ramiona...
-Chcę pomóc... Z Harbour... Czy... Książę... ma coś... Um...-Gubiła słowa coraz bardziej, im bliżej było do punktu ktory mógł rozgniewać księżną. Ale ona już go przekroczyła nawet nie wiedząc kiedy. Dlatego zamilkła.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#75
Image
Image Image Image

Jane wydawała się być zachwycona faktem, że Michelle znowu do niej podeszła i - co ważniejsze - sama zaczęła rozmowę o muzyce. I pomyśleć, że jeszcze parę miesięcy temu albinoska przed taką rozmową pewnie by stchórzyła. Pewnie by się wycofała, nie chcąc nic ryzykować. Wszystko się jednak zmieniło... i to na lepsze. Na dużo, dużo lepsze, o czym doskonale wiedziała Doe. Czy Mould o tym wiedziała, to już inna sprawa. Drugorzędna, można rzec.
- Oprócz Nightwish mam... Mule Varations pana Toma Waitsa, Play Moby albo Moby'ego, nie wiem jak się to odmienia i coś nazwanego "electronica synth blues compilation 99"... nie mam pojęcia co to jest, ale Sam wydawał się być bardzo zadowolony, więc... - wzruszyła ramionami, nie kończąc wypowiedzi. Nie musiała, chociaż w dobrym guście byłoby wyjaśnić, czemu akurat te płyty (ze wskazaniem na ostatnią) wypożyczyła. Rozrzut tematyczny i gatunkowy był ogromny, ale nie było to w żadnym wypadku złe czy niewłaściwie. Przeciwnie, coś takiego mogło naprawdę pasować Malkaviance; zwłaszcza ta składanka, najwyraźniej bardzo bliska martwemu sercu Toreadora. Jane przesunęła papierową torbę po blacie baru w stronę Michelle.
Uśmiech szybko jednak zniknął z twarzy Księcia, ustępując miejsca trosce - albo wręcz panice.
- Nie zbliżaj się do Harbor Island. - zaczęła cichym, drżącym głosem który tak bardzo nie pasował do Księżnej. - Proszę, nie rób tego, Michelle... wiem, że trwa wojna, sama oficjalnie ją wypowiedziałam i nawiązałam sojusz z Ruchem, ale nie miałam na myśli, by każdy Kainita ryzykował swoim vitae. Ta wyspa to złe miejsce. - nie krzyczała. Nie skarciła Mould, ba, nawet nie groziła jej palcem. To jednak, co mówiła (i w jaki sposób to robiła) okazało się znacznie gorsze; Doe jawiła się naprawdę jako wampirzyca, której zależy przede wszystkim na Rodzinie. Ściągnęła brwi i rozejrzała się po pustawym foyer, szukając kogoś lub czegoś, co mogłoby jej pomóc w obecnej chwili.
- Chcesz pomóc? Cudownie. Znasz się na muzyce, możesz więc mieć oko na kluby i bary i na to, co się tam dzieje. Sabat już parę razy podkładał ładunki wybuchowe w klubach, chcąc doprowadzić do chaosu i zamieszania, co w pewnym sensie się udało... nie chcę, by znowu jakaś knajpa wyleciała w powietrze. Przy okazji możesz też zerknąć ZymoGenetics i tamtejsze okolice. Travis nie był zbyt chętny do współpracy. - ostatnie słowa wypowiedziała trochę ciszej, a na jej twarzy na powrót pojawił się uśmiech. Stało się też jasne, dlaczego ten Ventrue był tak wkurzony i teraz bluzgał przez telefon.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#76
Faktycznie, kiedyś miałaby bardzo duże problemy z tym by podejść do kogokolwiek w mieście i zacząć rozmowę na... Jakikolwiek temat. Nikoigo nie znała, czuła się bardzo niepewnie, i nie wiedziała czego się spodziewać po kimkolwiek, zwłaszcza po swoim burzliwym okresie w Chicago. Teraz wydawało się, że trochę okrzepła w towarzystwie. Była uznawana za kogoś... Nawet nie wiedziała kogo. Ale nie przeszkadzała nikomu. Nikt się nią nie interesował tak bardziej, wyłącznie towarzysko, co dla niej było chyba najbardziej optymalnym. Poza paroma osobami...
Czy książę była jedną z nich? Opiekowała się jedną z jej podopiecznych, wobec ktorych miała pewnego rodzaju... Przywiązanie. Troszczyła się o nich. A ta ca ła sytuacja dała albinosce dużo sił. Ona sama była przepełniona emocjami, i widok zadowolonej księżnej... W sumie to... kobiety... Pocieszał ją. Może... Może nie będzie tak źle? Może?
-To ostatnie to pewnie składanka. Znaczy, kompilacja utworów... Czasem róznych autorów... Albo i gatunków... Na jednej płycie... Może nawet sam ją złożył...-Uśmiech zdawał się współgrać z nastrojem księżnej. To była ta płyta, która wywoływała tak emocjonalne i osobiste reakcje Hooka? Może były tak utwory które były mu bliskie, wywoływały pewne wspomnienia... Jak ona sama była tak sentymentalna, to co dopiero ktoś kto zyje znacznie dłużej niż śmiertelnik.
Przyszedł jednak czas na mniej przyjemne sprawy. Od dłuższego czasu Michelle nie podejmowała poważnych tematów, ale w obecnej sytuacji... Już dawno stwierdziła, że nie może siedzieć bezczynnie. Spodziewała się wszystkiego - od reprymendy po obojętność. Prośba o jej nieangażowanie się była gdzieś na liście, ale trochę dalej. Ale panika? Nie udało jej się w porę powstrzymac zdziwienia, ale i tak zostało zdominowane przez instynktowne poczucie wstydu (Doprowadziła ją do tego stanu!) i współczucia. Zrobiło jej się strasznie przykro, że wywołała u niej taki przypływ emocji. Tak przykrych, bolesnych... Nieprzyjemnych...
-Ja... Chcę tylko pomóc...-Dokładnie. Tylko tyle. Sprawić, by Seattle było troszkę bardziej bezpieczne. Bardziej pod kontrolą. Wiedziała, że Camarilla nie była stowarzyszeniem charytatywnym, ale jednak zagrożenie dla śmiertelnych było pod jej władza mniejsze. No i przedew wszystkim, księżnej zależało na dobru... Selmy...
Ale gdy tak wodziła wzrokiem po Foyer... Tak desperacko szukając jakiegoś wsparcia... Już miała powiedzieć, że się rozmyśliła i żeby zapomniała o tym co powiedziała, ale książę była szybsza. Propozycja wydawała się... Trochę... Abstrakcyjna, ale...
-Um... Odwiedzam różne kluby, więc... Nie będe mogła... Rozumie Książę, jednocześnie być wszędzie, ale... Gdzie będe to będę wypatrywać, słowo!-Michelle troszkę się uniosła, po to by zapewnić księżną o swoim zaangażowaniu. Przyjęła to zadanie momentalnie, bo... Było to coś faktycznie istotnego. I prawdopodobnego! Będzie musiała jakoś to zorganizować...
Ale drugie zadanie było dośc niespodziewane. I związek jego z tym... Ventrue. Równiez ściszyła głos. Na wszelki wypadek.
-Przepraszam... Jeżeli mogę zapytać... Czemu ZymoGenetics? I co ma wspólnego z tym...-Nie musiała kończyć. WYstarczył rzut oka na Ventrue, który kompletnie nie zachęcał do jakiegokolwiek kontaktu ze swoją osobą. Zwłaszcza gdy chodziło o tak wrażliwą osobę jak ta niepozorna albinoska.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#77
Image
Image Image Image

Muzyka w tle znów się zmieniła.
Kolejny dowód, że składanka, w posiadanie której weszła Doe, była własnością i dziełem Toreadora; Samuel Hook odpowiadał za tło dźwiękowe Elizjum. Tym razem z głośników zaczęły rozbrzmiewać surowe, mocne dźwięki gitary, po których dało się słyszeć charakterystyczny wokal Kurta Cobaina, rzucającego w przestrzeń pytania o dziewczynę i o to, gdzie spędziła noc. Książę ściągnęła brwi; Nirvana chyba nie przypadła je do gustu, chociaż zespół ten był przecież tak mocno związany z miastem... jak Jane.
- Składanka... - powtórzyła zamyślona, bardziej do siebie, niż do Michelle. - Nie chcę, żebyś porzucała wszystko, czym się zajmujesz i biegała od klubu do klubu, od baru do baru! Skądże znowu, coś takiego jest niewykonalne. Chcę tylko, byś w wolnej chwili zerknęła to tu, to tam, czy wszystko jest w porządku, czy może się dzieje coś złego. Midnight Fix i Urban Nite były pierwsze na liście, wiem też, że Shadowland może być kolejnym celem. Może, ale nie musi. - zakończyła z lekkim uśmiechem, chcąc najwyraźniej dodać dziewczynie otuchy. Wyjaśniło się też, dlaczego to wszystko mówiła, chociaż nie było to nic pocieszającego. Niestety.
- Instytut ZymoGenetics to ostatnia prawdziwa spuścizna poprzedniego Księcia. - wyjaśniła cierpliwie, całkiem zadowolona, że rozmowa zeszła na inny już temat. - Chcę wiedzieć, czy ktokolwiek wykazuje nadmierne zainteresowanie tym miejscem, Michelle, zwłaszcza teraz. - nie powiedziała jednak, co ma na myśli pod pojęciem "teraz". Chodziło o wojnę? Czy może o to, że w końcu klan Arystokratów, Ventrue, zdołał dojść do siebie i jest teraz rządzony przez wampira poważanego? Szanowanego nawet, a co za tym idzie, niebezpiecznego, choć nie w tak oczywisty i bezpośredni sposób. Jane również spojrzała w stronę Travisa; nieumarły chyba po raz pierwszy, odkąd Chloe go widziała w Elizjum, uśmiechał się. Nie był to co prawda uśmiech szeroki i pełen radości. Prędzej to był uśmiech ulgi, może nawet zadowolenia, ale nic ponad to.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#78
...Chyba księciu taka muzyka niezbyt pasowała. Trochę szkoda, ale jest to pewna wskazówka na przyszłość. Chociaż może to bardziej kwestia tekstu? Jeśli dalej rozpatrywała to pod tym samym kątem jak wcześniej to rzeczywiście... Nienajlepszy wybór. Ale i tak takie rozważania odwracały uwage od mniej przyjemnych myśli. Może też dlatego książę tutaj przyjechała tej nocy? Ta sytuacja musi byc dla niej trudna. A jaka była teraz dla Michelle, gdy sie dowiedziała o tym zagrożeniu?
Zmarkotniała, a z oczu błyskała obawa, a wręcz strach. Jej źródło utrzymania, jak i potencjalna trampolina dla Selmy mogła okazać się dla niej złotym grobowcem. Nie wspominając o tych wszystkich ludziach, którym może stać się krzywda!
-Shadowland... Um... Dyskretnie... Uczulę właścicieli... Mam tam kontakt, pewnie książę wie...-Odwzajemniła uśmiech, doceniając tym samym gest księcia. Jednak warto było sie otworzyć! Inaczej żyłaby w pełnej nieświadomości, że coś może się stać Selmie... I innym ludziom.
Zostawiła ten temat na razie w spokoju. Miała bowiem kolejne zadanie. Związane bardziej z historią miasta, niemniej jednak... To nie powinno być aż takie trudne? Spojrzenie jednak wyjaśniało wszystko. Ktoś mogl próbować przejąć ten majątek, a od tego kto to może być zależało... Coś. Na pewno był sporo wart! I moze tez były inne powody. I może też ktos spoza Camarilli wykazywał zainteresowanie tym miejscem.
-Oczywiście.. Rozejrzę się. Popytam-Odwdzięczyła się trochę skromniejszym uśmiechem, ale jednak. Miała na to też pewną koncepcję, co ją troche pocieszało. Nic odkrywczego, ale powinno się sprawdzić-A ja... W wolnym czasie... Pomyślę o tej muzyce... Może nawet coś sama...-Bardziej niż zamilknąć stopniowo wyciszała sie, nie chcac by czasem nie zabrzmiała zbyt pewnie. I na to miała pomysł, ale to bylo tak odległe! Tyle rzeczy może się jeszcze stać...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#79
Image
Image Image Image

- I właśnie dlatego nikt nie będzie się dziwić, że włóczysz się po barach i klubach. To będą, wybacz mi proszę dosadne sformułowanie, wizyty zawodowe. Jeśli jednak ktoś się przyczepi... no cóż. - zamilkła na moment, zostawiając zawieszone w powietrzu niedopowiedzenie. Czasami rozmowa z Malkavianami była bardzo ciężko przeprawą. Innym razem zaś można było dyskutować z nimi bez żadnych problemów. To było jak rzut monetą; albo wszystko pójdzie dobrze, albo nie.
- Nie bój się też prosić o pomoc. - odrzekła chwilę później Książę. - Jesteś młoda, ale już zaznaczyłaś swoją obecność. Udowodniłaś, że można na tobie polegać. Oferowałaś swoje usługi i Camarilla również oferuje swoje. - te dość enigmatyczne słowa, wypowiedziane przez Jane z równie tajemniczym uśmiechem, mogły znaczyć wszystko i nic. Jednakże sam fakt, że ktoś taki jak Doe rozmawiał z kimś takim jak Mould praktycznie o głupotach, jak równy wampir z równym wampirem, był bardzo wymowny. Pytanie tylko kogo mogła prosić o ewentualną pomoc? Josha? Elsie? Margaret? Phillipa? Sierrę? Samego Szeryfa?Kogoś innego?
A może wszystko zrobi sama.
Zanim jakakolwiek odpowiedź mogła przyjść Michelle do głowy, w Elizjum pojawiła się - szybciej niż zapowiadała - Elizabeth Page. Primogen klanu. Szła w stronę baru lekkim, pewnym krokiem, z delikatnym uśmiechem na twarzy. Cokolwiek miała do zrobienia, uporała się z tym szybko i jeszcze znanazła czas na zmianę ciuchów. Nie tylko przebrała się, ale w ogóle wyglądała na kogoś, kto z pewnością nie jest Primogenem - krótka, czarna spódniczka trochę przed kolana, spod której widać ciemne pończochy, biała koszula i dopasowany, czerwony sweter były... zwyczajne. Normalne.
Ludzkie, nie wyróżniające się i nie prowokujące. Jedynie lekka, skórzana kurtka trochę nie pasowała do reszty. No, ale to była ramoneska, pewnie nawet oryginalna, sprzed wielu, wielu lat. Jane Doe kiwnęła wampirzycy głową wykonała prosty gest dłonią, informując, że Primogen nie będzie przeszkadzać a rozmowa z Michelle jest nieformalna i śmiało można dołączyć. Lub ostatecznie zakończyć całą dyskusję, zależy jak patrzeć. Lekkie machnięcie ręką nie mogło w końcu pomieścić wszystkich informacji, prawda?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#80
Książę miała rację. Powinna to wykorzystać, już parę miesięcy była częścią zespołu w Shadowland, i mogła tego użyć by dostać się w różne miejsca, a przynajmniej usprawiedliwić swoje zachowania! Nie była już absolutnie przypadkową osobą. Daleko jej było do sławy... I chyba całe szczęście. To byłoby bardzo kłopotliwe dla niej już za życia, a co dopiero teraz, gdy powinna generalnie nie rzucać się w oczy... Ale przez swój wygląd było to już dość trudne...
-...Chyba... Nie będzie tak źle...-Lekko niepewny uśmiech miał przekonać księcia, że jakiekolwiek problemy się pojawią, to sobie z nimi poradzi. Albo przynajmniej nie będą rzutować na jakiekolwiek inne działania. Że nie pozwoli, by tego rodzaju problemy stały się problemami dla nich wszystkich. Poradzi sobie. Od tego mogło naprawdę sporo zależeć. No i... alibi miała całkiem dobre. Była teraz częścią tego biznesu.
Oferta księcia była jeszcze bardziej zaskakująca. Ona, prosząca o coś Camarillę... Mogło się to zdarzyć. Przecież to już się stało, i miała przez to dług względem pewnego starszego Gangrel. Ale tutaj została jej złożona oferta "Będziesz potrzebowała pomocy, będziemy mogli Ci jej udzielić ponieważ możesz być przydatna". Więc... Zanim tak naprawdę doszła do jakiegokolwiek słowa sama sobie odpowiedziała na pytanie, i była już w trochę mniej zaskoczonym stanie. Ale nie zdążyła, bo ktoś postanowił zrobić swoje wejście.
Jej primogen wyglądała... Naprawdę dobrze! Wszystko do siebie pasowało - nawet najbardziej wyróżniający się element którym była skórzana kurtka. Popatrzyła przy tym na siebie - jak nieoficjalnie się ubrała, ale... Chyba nie było aż tak tragicznie? Miała nadzieję, nie chciała wyglądać przy tym jakby wyszła z jakiegoś rynsztoka!
-To... będę o tym pamiętała-Na tym została zakończona rozmowa. Ale na ten moment nawet nie wiedziała o co mogłaby poprosić - zresztą, takie rzeczy nie powinny być wykorzystywane ot tak lekką ręką. Za wszystko trzeba w końcu zapłacić. To teraz nie było jednak zmartwieniem Michelle. Patrzyła bowiem jak primogen podchodziła do niej, i myślała co powiedzieć.
-Um... Eheheh...-Zaśmiała się ostatecznie zakłopotana, patrząc na swoją, jakby nie patrzeć... Znaczy, w pewnym sensie przełożoną. Od razu zaczęła się martwić jak to zostanie odebrane. Jej umysł wszedł na wyższe obroty, co było widać w jej lekko rozbieganym wzroku-To znaczy, um... To nie... Po prostu dobrze Pani wygląda!-Jakimś cudem wykrztusiła to z siebie w serii szybko przerywanych wypowiedzi, próbując jednocześnie przekazać przynajmniej z trzy informacje naraz. Przystanęła po tym na moment, co by zebrać myśli. Co było w tym momencie najważniejsze?
-...Jestem gotowa... Jeśli Pani chce jechać-Bardzo dobrze. Bardzo dobrze, chyba! Nie popędzała jej, ot, przekazała, że w sumie nic jej tu nie trzyma i jak tylko będzie miała na to ochotę to mogą ruszać gdziekolwiek tylko primogen sobie życzy! Bo chyba miała jeszcze jedną sprawę do załatwienia... Chyba. Tak zrozumiała.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#81
Image
Image Image Image

Już czas. Toyota miała całkiem sporo paliwa, zresztą wszędzie było pełno stacji, by w razie czego móc uzupełnić braki. Z Page u boku fundusze przynajmniej w teorii nie powinny też grać żadnej roli; Primogen była przecież osobą majętną. Miała teatr, na litość boską! Elizjum! Mogła pewnie kupić na własność firmę taksówkarską i za pomocą jednego telefonu jeździć po Seattle... ale wolała zabrać się z Michelle. Z albinoską z jej klanu. Miłe. Albo i nie, bo nie jest przecież wykluczone, że Primogen miała w tym jakiś większy interes, jakąś grubszą sprawę. Ot, Camarilla i Jyhad w pigułce.
- Zwykłe ubrania, jakie miałam w szafie. - Elizabeth wyjaśniła z lekkim uśmiechem. - Kurtkę tylko pożyczyłam od jednej z aktorek. Mam wrażenie, że będzie pasować do The Angry Beaver... nie wiem w sumie, czego tak naprawdę mogę się spodziewać po tamtejszych Spokrewnionych. Ruszajmy, Michelle. Książę, do szybkiego zobaczenia! - zmieniła też temat, ale uśmiech nie schodził jej z twarzy. Przeciwnie, powiększył się nawet, gdy wspomniała o pożyczeniu kurtki od osoby pracującej w teatrze i nie zmniejszał się, gdy żegnała się z Jane. Malkavianka nie odwzajemniła uśmiechu, lecz skinęła Toreadorce głową. Była znów zajęta kontemplowaniem płyt.
Przesuwała palcami po pudełkach, tak, jakby chciała wydobyć z nich dźwięki bez żadnego, odpowiedniego sprzętu.
- Jeśli mogę prosić... - spytała nagle Elsie. - Postaraj się ominąć Green Lake, dobrze? Wiem, najprostsza i najszybsza droga do Anarchistów wiedzie tuż obok tego jeziora, ale... mam złe wspomnienia. - spoglądała to na drzwi prowadzące do wyjścia z foyer, a zatem i Elizjum i samego teatru, to na młodziutką wampirzycę. Michelle mieszkała już w Seattle kawałek czasu, zdołała się nawet przeprowadzić do drugiego lokalu i zaznaczyć swoją obecność w żywej i martwej społeczności miasta, ale czy znała wszystkie zakamarki i ulice Emerald City?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#82
Powinno być dobrze. Już trochę znała Seattle, miała dość paliwa w baku, nie była też koszmarnym kierowcą... Chyba powinna wystarczyć. Dla niej to było wyróżnienie, że ktoś był w stanie jej tak zaufać. Nie patrzyła na to kategoriami Jyhadu, chociaż może powinna. Była młoda, dalej dość mocno naiwna, pomimo tych wszystkich doświadczeń i wydarzeń. Miała przed sobą sporo pracy i nauki, a nie wiadomo czy będzie miała wystarczająco czasu.
Na przykład tego, co tak naprawdę było faux pas, a co nie. Tutaj nie była tego pewna, ale profilaktycznie nie odzywała się już więcej na ten temat, zamiast tego tylko parę razy przytakując z uśmiechem, na końcu jedynie robiąc zafrasowaną minę. Sama dobrze tego nie wiedziała, nie miała z nimi kontaktu. Była jednak uśmiechnięta i zadowolona, więc... Może to nawet nie była maska? To aktorka, więc naprawdę trudno było powiedzieć coś więcej...
-D-do widzenia...-Albinoska dygnęła obok księcia, ale ta była zbyt zajęta. Przyglądała się płycie jakby próbowała coś z niej odczytać... Znając malkavian to może nawet to robiła. Nie miała pojęcia jakimi mocami dysponują, ale ich... Przypadłość... Ponoć nie była do końca przypadłością. Może dlatego została księciem w tym mieście, może dlatego była ku temu najlepszym wyborem. Seattle naprawdę nie miało szczęścia... Co do zdarzeń, oczywiście! Najpierw poprzedni książę, teraz ta wojna. Co jeszcze mogło się tutaj zdarzyć?
Na przykład nietypowe życzenie primogen. Młodsza spokrewniona wydawała się być tak samo zaskoczona jak zakłopotana.
-Um... Dobrze... Tylko... Tak na wszelki wypadek... zerknę na mapę... Tak dla pewności, że nie będzie go widać-Jakież to złe wspomnienia mogła mieć primogen z tym miejscem? Wolała o to teraz nie pytać, a może najlepiej w ogóle... Nie jej. Ale na razie miała inne zmartwienie. Zaplanowanie podróży tak, by na pewno nie było widać jeziora.
Najpierw jednak wzięła kurtkę z kapturem z wieszaka. Założyła ją, i wyszła z Foyer... Możliwie przepuszczając swoją przełożoną przodem. Po wyjściu wskazałaby na swoje auto i zaprosiła do środka. Czy chciała siedzieć z tyłu czy z przodu obok... Zostawiła to jej. Sama jednak wzięła mapę i rzuciła szybko okiem na potencjalne - alternatywne drogi do "wkurzonego bobra". Życzenie niczym rozkaz...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar 05/05/99

#83
Image
Image Image Image

Jane zerknęła w kierunku albinoski dopiero, gdy Michelle sięgnęła po swoją wierzchnią odzież. Książę miasta nie odezwała się jednak słowem. Trwała przy barze, pogrążona w swych myślach, skupiona na płytach i zapisanych na nich piosenkach. Podobnie było w przypadku pozostałych bywalców foyer; pozostałych trzech, oprócz samej Księżnej. Samuel krążył za barem, pełniąc obowiązki barmana i ochroniarza, i opiekuna, i szefa. Travis, wulgarny i pyskaty Ventrue, bawił się telefonem. Rozmowa najwyraźniej została zakończona i teraz, mając znacznie lepszy humor, stukał zawzięcie w klawisze swojego aparatu. Ostatni z wampirów najwyraźniej czaił się, by zagadać do Doe, ale wyraźnie brakowało mu odwagi.
- Nie poganiam. - stwierdziła pogodnie Primogen, idąc przodem. Prowadziła, ale tylko dlatego, że ciągle były na terenie teatru. Szła powoli, niespiesznie, tak, jakby te dwie wampirzyce zmierzały na wycieczkę, na jakąś miłą przygodę, a nie szykowały się do podróży prosto do gniazda konkurencyjnej sekty. Elizabeth Page zwolniła kroku dopiero na samym parterze teatru, tuż przy wyjściu; tam przepuściła przodem albinoskę, by poprowadziła do samochodu. Starsza Toreadorka była w końcu pasażerką, nie kierowcą, pilotem czy kimś takim.
- Teraz, gdy jesteśmy same... - spytała, gdy obie wyszły na ulicę przed teatrem. - Nie bój się. Naprawdę, nie bój się. Anarchiści może i wydają się być nieokrzesanym bydłem... jak większość Brujah, szczerze mówiąc... ale mamy wspólnego wroga. - zatrzymała się przed Michelle. Nie uśmiechała się już, postawiła tylko kołnierz kurtki, celem osłonięcia delikatnego ciała od podmuchów wiatru; było to coś tak naturalnego, zwyczajnego. Gest niby bez znaczenia, pozornie bzdurny i nie mający sensu, ale dla żywych był... no, żywy. Taki, jakiego należało oczekiwać.
Do Bobra!
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „1932 2nd Ave, Moore Theatre”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość