Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#31
Ta informacja była ważna, b! Bardzo ważna. Dobrze, że dziewczę się zapytało o to, bo inaczej jeszcze by strzeliła gafę i pozamiatane, dla całego teatru. A nie była pewna czy aktorka wie z kim pracuje czy nie, lepiej grać debila. Oj tak.
-Dziękuję Pani primoge, będę już w takim razie iść.- Powiedziała miło, -Do widzenia- Kiwnęła głową jeszcze i posła w swoim kierunku, nieco się ciesząc, że wybywa, gdyż przyszedł dziwny Pan. Najwidoczniej jeszcze nie oswoiła się z faktem, jak naprawdę wygląda ten klan. oj długa droga przed nią i ciężka.

[z/t do tutaj ]
KARTA POSTACI: Kyleigh Buchanan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski | Hiszpanski
Opis Postaci | 
Dziewczyna ubrana jest, jak przystało na zimową porę, ciężkie buty, jeansy z prostą nogawką (nie
leginsy), pod szarym płaszczem ma na sobie zielony sweter. Jej dodatki to szalik. Zawsze posiada przy sobie plecak,
a w nie aparat, chusteczki, pieniądze i klucze do domu. Włosy ma koloru rudego i zielone oczy, na oko ma 165 cm.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar (02.14.1999)

#32
Image
Image
Primogen dzielnie wytrzymała spojrzenie paskudnych oczu Kwiatuszka, ale w końcu i ona - albo raczej przede wszystkim ona - poddała się i opuściła wzrok, patrząc gdzieś w bok. Wyglądała teraz jak człowiek, bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Rzuciła więc ciche "do widzenia", kiedy Kyleigh Buchanan podziękowała za udzielone informacje i ruszyła w stronę wyjścia. Chwilę później do Kyleigh miał dołączyć Nosferatu, ale nie zrobił więcej jak kilku kroków, gdy we foyer, przez i tak cichą już muzykę Pink Floyd, przebił się głos Elsie.
- Kwiatuszku! - zawołała nagle, tak, jakby sobie coś przypomniała. - Odezwij się proszę do Randy'ego. Chcę coś na wiosnę zrobić w teatrze, on będzie wiedział, o co chodzi. - Kwiatuszek również wiedział. Jeżeli Toreadorka prosi o przekazanie informacji temu konkretnemu Nosferatu, w grę wchodzi nic innego jak sprawy związane z architekturą, budową lub też jakimiś zabezpieczeniami. Elsie Page skinęła jeszcze raz głową, dając w ten sposób znak, że teraz wampir może już w spokoju opuścić nie tylko Elizjum, jakie mieściło się we foyer teatru, ale także i sam teatr.
Co Kwiatuszkowi i Kyleigh przyniesie reszta nocy, czas pokaże.
Jedno jest pewne - zarówno odrażający nieumarły, przypominający gnijące zwłoki wyciągnięte z samego dna Lake Union, jak i młoda, urocza, acz niedoświadczona wampirzyca zapamiętają te Walentynki na zawsze. Zostało tylko parę godzin do świtu; pierwsze, acz niezbyt gorące promienie słońca dotkną śpiące Seattle oznajmiając początek nowego dnia. Czy Spokrewnieni dotrą do swych schronień na czas? Czy też może coś ich zatrzyma?
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#33
Kwiatuszek, na ile pozwalała jego mimika, wyglądał na zawiedzionego. Wrażenie zdawało się pogłębiać po zawołaniu Elisabeth.
- Odeshfem siem. Jeshli rashem psheshyyemy, otshyfisthie - powiedział, po czym po dłuższej przerwie zadeklamował (a przynajmniej powiedział z większym namaszczeniem) - Why, lheth tfe strikhen fer go fhep, fe fart unfalet plai, foh sssom mas fatsh, fhajl som mas sliph, so rhans fe forlt afay.
Nim jednak ktokolwiek zdołał zareagować na ten dziwny monolog, Kwiatuszek już niknął - całkiem dosłownie, za rogiem.

Spoiler | 
Kwiatuszek cytuje Szekspira - a konkretnie Hamleta. A jako że Szekspir, to w originale.
Why, let the stricken deer go weep,
The hart ungalled play;
For some must watch, while some must sleep:
So runs the world away

w najbardziej znanym tłumaczeniu
Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje.
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś,
To są zwyczajne dzieje.


lub też w przekładzie Barańczaka wg mnie lepiej oddającym sens
Niech się zraniony jeleń słania:
Stado już w bór odbiega;
Bo jest czas snu i czas czuwania --
Na tym ten świat polega.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#34
AKT I
Sześć lat minęło, jak przybył w te strony. Wszedł do klasztoru, czy światem znudzony, Czy za grzech jakiś pokutę odprawia, Ale przed nikim grzechu nie objawia.

„Giaur”, George Gordon Byron


Zagraj to jeszcze raz, Sam — poprosił tykowatego gospodarza tego miejsca, podnosząc na moment wzrok znad blatu szynkwasu oraz rozłożonej na nim gazety, gdy muzyka ucichła. Sięgając dłonią do kieszeni płaszcza, z którym nie rozstał się na wejściu, wyjął kilka banknotów mających opłacić jego zamówienie.
Potrójne zero — złożył je razem z papierami na blacie, mając na myśli grupę krwi, temperaturę serwowania oraz notorycznego alkoholika jako dawcę. Zakręciwszy się z wolna na stołku na którym siedział, obrócił się tak, by jego oczy mogły swobodnie krążyć po sali jako lew ryczący, czyhający kogo pożreć. Choć nie był pewien, czy w przypowieści dzisiejszego wieczora, on sam nie był Danielem, a miejsce w którym przesiadywał - jaskinią.

Sit in a theatre, to see
A play of hopes and fears


Pomyślał słowami poety, choć jego wargi ułożyły się wyłącznie w fucking hell, wypowiadane raczej ze zdumieniem niż ze złością. Starał przypomnieć sobie co dokładnie sprawiło, że ze wszystkich kontuarów w Seattle, opierał się właśnie o ten. Zaprzęgnięty do roboty umysł wsparty dedukcją dostarczył mu odpowiedzi, zanim facet za barem podał mu jego pustą do połowy szklankę. To było tak: korzystając z okazji, wyrwał się na moment z Fundacji, żeby poszukać miłego i pełnego przyjaciół miejsca na resztę wieczoru, a że takiego nie znalazł, przypełznął tutaj.

I siedział teraz, rozwalony na kiwającym się barowym krześle, odnajdując się na tutejszych salonach jak zespół raggae na zlocie Ku Klux Klanu. Znudzony jak najemnik na emeryturze. Jednak tym co naprawdę przegięło pałę goryczy i zapoczątkowało resztę wydarzeń dzisiejszego wieczora, była ta cholerna krzyżówka w najnowszym numerze „Seattle Times'a”, która pozostawała rozwiązaną od bitego kwadransa i żadne znaki na niebie i ziemi nie zapowiadały, by stan ten uległ zmianie w najbliższym czasie.
To właśnie wtedy Alex stanął twarzą w twarz ze swym najgorszym wrogiem. Nudą.

Choć uciekał przed nią przez pół miasta, dopadła go i tutaj, w uświęconych tradycją murach Elizjum, świątyni sztuki, przybytku sióstr Talii i Melpomeny. Thalberg nie wątpił, że jest śmiertelna. Miała na swym sumieniu wiele umysłów. Okaleczonych i zamordowanych bez litości. Powoli przetrawionych i zamęczonych aż do ostatniej synapsy. Potrzebował małego spięcia w tych ostatnich. Bo choć przyszedł tu karmić amygdalę, neocortex stanowczo dopominał się o swoje.

Z ciężkim westchnieniem wrócił do gazety. Times to poważne pismo. Oprócz krzyżówek drukowali w nim także inne zajmujące łamigłówki, zwykle opatrzone zdjęciami i krzykliwymi nagłówkami na pierwszych stronach.

KRWAWA NOC W LA SALLE

No proszę, okolica jego sąsiedztwa. Nazwa też znajoma. I poznana jeszcze w czasach zanim zaczął wykradać ponury blask nieżycia. Okazuje się, że w dniu dzisiejszego święta nie tylko amor wyruszył na polowanie. Co więcej, liczba tych którzy mieli to w planach właśnie powiększyła się o jednego zblazowanego faceta. Przewrócił pierwszą stronę, by znaleźć się na kolejnej, szukając drugiej kolumny. W tym samym czasie jego wolna ręka była zajęta wybieraniem w telefonie kontaktu do Mike'a Teetera, z zamiarem innym niż wyznanie kapitanowi skrywanego przez lata afektu. Choć nawet jeśli, nikogo by to nie zaskoczyło. Swego czasu widywał Alexa częściej niż własną żonę, z którą raczej nie spędzi tej nocy, biorąc pod uwagę konieczność zaostrzenia patroli w okolicy i związaną z tym papierologię.
KARTA POSTACI: Alexander Thalberg
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar [02.14.1999]

#35
Image
Image
Samuel Hook nie potrzebował zachęty do grania muzyki. Jedyne, co go zdziwiło to prośba o to, by to była ta sama melodia. Niemniej, posłał Alexandrowi zawadiacki uśmieszek, a następnie uniósł ramię trzymającą igłę na gramofonie i opuścił ją ponownie. To była "Zima" Vivaldiego, jedna z czterech pór roku. Zima, bo to dla Spokrewnionych najlepszy okres to właśnie ten, kiedy noce są takie długie; kiedy mają więcej czasu na polowanie czy knucie przeciwko swoim wrogom. Opiekun Elizjum usiadł dwa krzesła dalej od Tremere przyglądając się jego poczynaniom. Patrzył się tym swoim charakterystycznym spojrzeniem zbitego psa, ale kto wie, co mu chodziło po głowie. W całym Moore Theatre było pusto. Już niedługo miało świtać, a noc powoli ustępowała dniu.
Za barem stał i spoglądał to na jednego, to na drugiego wampira Ghul Elsie Page. Ostatnio relacja między nim, a Primogen Toreador nie była najlepsza; minę miał.... Bez wyrazu. Taką, jakby go w ogóle nic nie obchodziło. Nawet to, że ma przed sobą dwoje wampirów i będąc Ghulem, jest dla nich tylko marionetką. Posłał Thalbergowi krótkie spojrzenie, z ciekawym błyskiem w oku i przygotował mu zamówienie.
— Piętnaście dolarów. — Powiedział do niego patrząc wprost na twarz drapieżnika. Nie, nie prowokująco. Choć ta cała obserwacja mogła mu się przecież nie spodobać. A cena? Cóż. Pozyskanie krwi, zwłaszcza z grupy 0, to mimo wszystko niełatwe zadanie. Trzeba było mieć od tego Ghula, a jeśli nie Ghula, to zaufanego dostawcę, a jeśli nie to, to ukraść... Długowieczni musieli kombinować. I to tak, by działania nie ściągnęły na nich niepożądanej uwagi.
Gdy Alexander obrócił się na krześle, ujrzał tylko Hooka. Nikogo już nie było w Elizjum poza jego Strażnikiem i barmanem. W przeciwieństwie do niego, Sam nie był znudzony, lecz tak zaabsorbowany przyglądaniem się Tremere, że aż się w tym zatracił. I już miał się do niego odezwać, zagadując o krwawą noc w La Salle w związku z dłuższym spojrzeniem zatrzymanym na tytule artykułu, gdy ten niespodziewanie sięgnął po telefon. Westchnął tylko ciężko myśląc o jutrzejszym dniu. To będzie bardzo ważny dzień dla wszystkich Spokrewnionych. Do Elizjum zejdą się tłumy, by dostać najświeższe informacje z pierwszej ręki. Nie wiedział jak potoczy się zebranie Rady Primogenu i czy ktoś ważny tu zawita, ale jednego był pewien: przez najbliższe noce Elicjum będzie miało wielu, wielu gości. Dlatego też, gdy Thalberg wykręcał numer, on przyglądał się wnętrzu upewniając się czy przypadkiem nie ma niczego do naprawy czy zmiany.
Alexander nie musiał długo czekać na połączenie. Mike cały czas był pod telefonem - na jego stanowisku nie mogło być inaczej.
— Stary, mam tu mały pierdolnik. Jeśli jesteś przy jakimś miejscu zbrodni, wchodź na moje nazwisko. — Wyrzucił z siebie pospiesznie, a w słuchawce dało się posłyszeć jak na chwilę ją odstawia, by po chwili cichym, zniecierpliwionym szeptem powiedzieć coś jakiejś osobie. W tle rozlegał się dźwięk pospiesznego stukotu butów, przerzucania papierami, różnych rozmów między funkcjonariuszami. Słowem - na posterunku była gorąca noc Św. Walentego.
kolejka | 
 → wyjątkowo ograniczona obecność do 14.07.
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
   
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#36
Po cóż było mu prosić o muzykę, skoro równie piękna melodia płynęła właśnie ze słuchawki, uderzając w najbogatszy dla jego ucha ton, porównywalny tylko do melodii sfer. Poczuł się jak gdyby sami anieli, unosili go pod same podwoje Raju, zza których sączyła się lux perpetua i echo chóralnych zaśpiewów wszystkich Zastępów.

Innymi słowy, był teraz jak dzieciak, który za zdawkową i nieobecną zgodą zajętego pilnymi sprawami rodzica, biegł pograć z kumplami w gałę na ruchliwej jezdni albo pobawić w ciuciubabkę na czynnym torowisku. W samotny i pozbawiony planów wieczór taki jak ten, zwyczajnie nie mógłby prosić o więcej. No chyba, że o zgodę i opinię swoich przełożonych, ale primo, chwilowo nie miał innych obowiązków, secundo, zamiarował wyłącznie się rozejrzeć i to we własnym sąsiedztwie. Tetrio, nie, to właściwie należało do jego obowiązków. Być poinformowanym.

Ta nagła i niezapowiedziana niespodzianka od losu wprawiła go w szampański nastrój. Objawiający się kiwaniem palca w bucie oraz składaniem zdań z więcej niż trzeba sylabami, pozbawionych środków ekspresji takich jak „kurwa” lub „dupa”.

Jeszcze nie, ale będę. Na twoje nazwisko. — zdążył odpowiedzieć głosowi w słuchawce, zanim jego nadawca rozłączył się, odbierając Alexowi przyjemność w postaci komentarza, że chętnie pozostałby przy panieńskim.

Chowając telefon, odebrał swoje zamówienie, opłacając je swoim imiennikiem Alexandrem Hamiltonem oraz towarzyszącym mu Lincolnem. Nie robił przy tym uwag ani problemów. Krew nie woda, musiała kosztować. A ta tutaj i tak wychodziła taniej niż sazerac serwowany na Pioneer Square. Jego urękawiczona dłoń chwyciła podaną mu szklankę, wznosząc ją w niemym toaście posłanym w kierunku gapiącego się na niego Opiekuna Elizjum.

Nie ma to jak znajomy maître d, kiedy trzeba zarezerwować stolik — zagadnął do niego, pozornie w nawiązaniu do odbytej przed momentem rozmowy telefonicznej. Thalberg porzucił pierwotny zamysł, o skomentowaniu natrętnego gapienia się tamtego, które powodowało że z każdą minutą miał ochotę przejrzeć się w czymś, żeby upewnić czy przypadkiem nie jest zieloną żyrafą. Ta wzbudzałaby tutaj uzasadnioną sensację, choć może niewiele tylko większą niż Tremere bez kija w dupie. Tak czy inaczej zbastował. Wiedział, że bite psy miały to do siebie, że potrafiły się odgryźć i to zupełnie dosłownie. A także to, że gapiący się na niego gość utrafiał ze swoim nazwiskiem nie z powodu zamiłowania do wędkowania. Choć z łowieniem spojrzeń szło mu niezgorzej.

A, to — oznajmił wracając na otwartą przed sobą stronę, chcąc wyczytać coś z zawartości drugiej kolumny. — Pożar w burdelu na rogu i już cała dzielnia tonie w błękitnym świetle. Jedynym, które odstrasza miast wabić okoliczne ćmy. Co wyjaśnia tłumy tutaj — orzekł, z wolna składając papier po skończonej lekturze, spłukując gardło likworem całkiem osobliwym.

Zagaił zanim dopił i wybył. A chuj, co mu tam.
KARTA POSTACI: Alexander Thalberg
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar (02.14.1999)

#37
Image
Image
Moore Theatre nie było jedynym Elizjum w mieście.
Był jeszcze Bloodbath, klub o tak prostackiej, ale i zarazem dosłownej nazwie, że aż dziwnym jest, że to właśnie Ventrue sprawowali tam pieczę. Cóż, znak zmieniających się czasów. To, co niegdyś było charakterystyczne dla tak zwanego plebsu, dla niższych warstw, teraz rozlewało się coraz wyżej i wyżej, szturmem zdobywając klasę średnią, wyższą i tą najwyższą. A nade wszystko była jeszcze anarchistyczna speluna, gdzieś na północy Seattle, gdzie jedyną zasadą rzekomo była ta, kto bardziej będzie lżył Camarillę...
- Tłumów nie ma z innego powodu. - odezwał się Hook, rad, że w końcu może otworzyć gębę do kogoś innego niż śmiertelnik. Co z tego, że ghule byli zniewoleni wampirzą krwią, przeklętą vitae niosącą ból i trwogę pamiętającą samego Kaina, skoro to byli i tak ludzie? Samuel Hook był wampirem. Nie byle jakim, bo piastował naprawdę odpowiedzialne i ważne stanowisko, ba, był chyba jedynym Toreadorem w Seattle, który może stanąć w szranki z Gangrelem bądź Brujah i wyjść cało z takiego starcia.
- Walentynki są. - zaczął ponurym głosem, dając do zrozumienia, że sam chętnie by się wyrwał z teatru Moore'a. - W Midnight Fix jest jakaś gruba impreza. Brujah ponoć zorganizowali wystrzałową zabawę. - mówił dalej, tylko dlatego, że mógł. Ghule z niewiadomych powodów niechętnie nawiązywały bliższą rozmowę z wampirami niebędącymi ich panami. Więzi krwi swoje robiły; pierwotny instynkt nakazujący spieprzać co sił w nogach przed drapieżnikiem także. Hook nie był tutaj wyjątkiem, bo choć pochodził z klanu, który w jakimś stopniu krążył wokół kultury tak wysokiej jak i niskiej, to jednak był potworem. Monstrum. Musiał także walczyć z Bestią, czy tego chciał czy nie.
La Salle zaś, o którym czytał chwilę temu Alexander, było idealnym dowodem, że Bestia musiała zostawić tam jakiś ślad swej obecności. Bo to, że doszło tam do spotkania dwóch lub więcej grup przestępczych było po prostu kłamstwem.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar

#38
Jednym z rozlicznych następstw przejścia na drugą stronę drogi zwaną potocznie Nieżyciem było przekleństwo zrozumienia. Każda grubsza afera w mieście lub na świecie nieodmiennie nosiła na swym czole Znamię Bestii. Ślady wszędobylskich macek Rodziny, jej szponów i kłów. Afera Watergate? Podejrzewał, że zamieszani byli w nią przedsiębiorczy Ventrue. Zniknięcie Bursztynowej Komnaty? Na bank Ravnosi wynieśli ją po kawałku. Wielki Wybuch? Nawet co do niego nie był pewien. Tym bardziej, że z odtwarzaniem mniejszych radzili sobie ostatnio niezgorzej. Alex zakręcił substancją w szklance, by ta nie krzepła zbyt prędko.

Aha — zreplikował nie grzesząc wylewnością ani wylewaniem za kołnierz w wyniku czego dokonał transmutacji pustej do połowy szklanki w całkiem pustą. Technicznie rzecz biorąc „Fix” także był w jego sąsiedztwie. W dodatku o rzut kamieniem stąd. W Georgetown, a praktycznie na North Beacon. I jeszcze ta dodatkowa zachęta w postaci bujającej się z bronią większą od nich samych swołoczy, buntowników bez powodu, którym szukanie powodu na zrobienie komuś krzywdy zabierało większą część wolnego czasu. Ktoś powinien w końcu zrobić z nimi porządek i wystrzelać z nich jebane gówno, bo jak tak dalej pójdzie to natknie się na skurwieli we własnej kuchni jak robią sobie omlet. Ktoś, nie on. Bo choć miło było założyć ciężkie buciory, wziąć dobry nóż i wyjść na ulice, żeby dołożyć hołocie, nie miał już dwudziestu lat. A morderstwo zostawiał lepszym od siebie.

Pokiwał smutno głową, co było jego obecnym ekwiwalentem ciężkiego westchnięcia. Tyle wspaniałych alternatyw dla spędzenia wieczoru w towarzystwie grzyba na suficie i moli w szafie a on tylko jeden. Choć na dobrą sprawę...

Tym razem to na niego wypadła kolej aby się gapić.

Włącz wiadomości — oznajmił po dłuższej chwili. — Posłucham, kiedy będziesz zamykał bar. A potem mogę cię podrzucić. Nabrałem ochoty na przejażdżkę nad rzekę.


Zawczasu przełożył z wewnętrznej kieszeni płaszcza kluczyki do czekającego na zewnątrz Cadillaca, by mieć je pod ręką.
KARTA POSTACI: Alexander Thalberg
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, bar (02.14.1999)

#39
Image
Image
- Zamykał bar? - spytał zdziwiony wampir. - Jest zawsze otwarty. No, za dnia nie ma tu nikogo, ale drzwi zamykam dopiero gdy wschodzi słońce. - stwierdził powoli Samuel. Jako jedna z najważniejszych osób w klanie, a nade wszystko jedna z dwóch najważniejszych osób w budynku teatru Moore'a, to on właśnie pojawiał się tutaj pierwszy i wychodził ostatni. Coś za coś, niestety. Hook nie wydawał się jednak być tym nad wyraz przejęty, bo lubił te miejsce. Mógł w spokoju słuchać muzyki, mógł rozmawiać z innymi Spokrewnionymi, miał co pić, były tu komputery, internet, radio, telewizja, telefon, a czasem - aczkolwiek zbyt rzadko, co czasem sam wspomniał - mógł nawet połamać komuś kości.
Bo foyer teatru, gdzie znajdowało się Elizjum, było miejscem tylko dla nieumarłych.
Żywi też tu byli, rzecz jasna, ale tylko i wyłącznie w formie sług, niewolników oraz okazjonalnego posiłku. Być może z tego też powodu stosunek żywych do umarłych był taki, a nie inny? Hook pstryknął kilka razy palcami. Dźwięk nie był zbyt głośny, ale jako, że w Elizjum była w tej chwili tylko dwójka Spokrewnionych i w sumie nikt poza nimi nie prowadził rozmowy, to żywy personel od razu zareagował. Zgodnie z życzeniem Alexandra wybrano kanał szesnasty. KONG-TV transmitował wywiad z jakimś łysiejącym okularnikiem w swetrze wyciętym w serek, rozpływającym się w zachwycie nad pisaną przezeń książką. Jej treść, jak można się było spodziewać, dotyczyła impeachmentu prezydenta Clintona. Samuel Hook skrzywił się, słysząc agresywny monolog prezenterki.
- Chociaż z drugiej strony... - zaczął, ale nie dokończył. Nie musiał. Zamiast tego rozejrzał się po Elizjum. Tłumów nie ma, więc... wspólnie z Alexandrem opuścił Elizjum i Moore Theatre.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne i Fabularne
 → Michelle Mould
  → Asella di Calvo
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „1932 2nd Ave, Moore Theatre”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość