Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#1
Centralne miejsce na jednej ze ścian zajmuje imponujących rozmiarów telewizor, podłączony do odtwarzacza kaset VHS od sieci telewizji kablowej. Wybór kanałów oraz filmów i programów na taśmach jest dość duży, więc każdy - nawet najbardziej wybredny - gość Elizjum znajdzie coś dla siebie. Oczywiście przeważnie telewizor jest wyłączony, ewentualnie stanowi tylko źródło obrazu, bo wszelki dźwięk jest wyciszony. Spokrewnieni muszą wiedzieć, co się dzieje nie tylko w ich mieście, ale także poza nim, w stanie i całym kraju oraz na świecie.

Kanały informacyjne są więc najpopularniejsze. Zwłaszcza tak zwana "piątka", z uroczą panną Herrera na którą coraz łapczywiej spogląda jeden z ghuli oraz "szesnastka", z weteranem wiadomości telewizyjnych. Joseph Pitts cieszy się zresztą szacunkiem większości młodszych Toreadorów, chociaż oczywiście o tym nie wie, na całe szczęście.

Idąc dalej, w głąb Elizjum, można natrafić na kilka niedużych pomieszczeń. Są to pokoje przeznaczone dla Kainitów, którzy niezbyt przepadają za tłokiem i ściskiem czy wręcz towarzystwem niektórych Spokrewnionych. Przez większość dnia i nocy miejsca te są jednak zamykane na klucz; wystarczy co prawda odezwać się do Samuela, Elsie czy nawet i jednego z ghuli urzędujących jako obsługa i poprosić o udostępnienie tych czterech ścian, ale nie wolno przesiadywać w nich za długo. Pokoi jest tylko kilka, wampirów - znacznie więcej.

W jednym z pomieszczeń są dwa stanowiska komputerowe, podłączone oczywiście do internetu i wyposażone w drukarki, faksy i skanery, a nawet i dżojstiki oraz parę gier, dla tych znudzonych codziennym nieżyciem. Do tego są tutaj wygodne fotele i słuchawki, by nikomu nie przeszkadzać i folia na podłodze, jeśli ktoś miałby ochotę na trochę żywszy posiłek. Za stan maszyn odpowiadają wyjątkowo nie Toreadorzy, tylko Nosferatu. Jeśli ktoś chce skorzystać ze SchrekNetu, trzeba się odezwać do tych zdeformowanych nieumarłych i liczyć na ich dobrą wolę, by umożliwi dostęp.

Pozostałe pokoje w znacznej mierze są małymi, przytulnymi schronieniami, gdzie każdy może w spokoju odpocząć, bez obaw, że ktoś odsłoni okna, wbije kołek w pierś albo utnie łeb. Z tego względu znajdują się tam głównie łóżka, kanapy i materace wszelkiego rodzaju, tak, by każdy mógł przeczekać do zachodu słońca w jak najbardziej komfortowych warunkach. I, oczywiście, nie brakuje też folii, gdyby komuś zachciało się bawić podczas ewentualnego posiłku.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#2
Moore Theatre, foyer, piętro, przy oknach ->

Ghul znalazł dla trójki odpowiedni pokój. Peter oczywiście odpowiadał na prawie każdą prośbę Nosferatu mieli wobec niego. Jeśli potrzebowali jego imię, to także im ich udzielił. Przyniósł dla całej trójki krew, tak jak sobie życzyli. Frank miał krew w szklance od whisky. Peter nie był tam, aby zabawiać Nosferatu, więc jak tylko wykonał co było od niego wymagane, to wrócił do telefonu czy też organizatora. Dopiero kiedy przyszedł Frank, to zaprzestał swą pracę. Mimo iż był ghulem, to nie opuścił pokoju. Z tego co Kwiatuszek wiedział, to to że Peter Walker zawsze jest u boku Franka Russella i może być nawet starszy niż niejeden Spokrewniony w mieście.
- Ach, panowie, proszę wybaczyć, że musieliście czekać na mnie. - powiedział Frank wchodząc do pokoju. Mając na twarzy swój grzeczny uśmiech. - Musiałem tylko coś przekazać memu koledze. - podszedł do nich bliżej. Spokojnie. Pewny siebie. - Pana znam, panie Kwiatuszek, ale pańskiego kolegę jeszcze nie miałem okazji bliżej poznać. - starzec wyciągnął dłoń w stronę Mitsa. Nadszarpnięta zębem czasu i ciężką pracą dłoń. - Jestem Frank Russell, miło pana poznać, panie Mits. - po przywitaniu się z Mitsem, Frank miał zamiar także drugiemu Nosferatu podać dłoń na przywitanie. Starzec nie przejmował się stanem w jakim istniał Kwiatuszek. Przecież ten Tremere nie miał kija w dupie.
KARTA POSTACI: Frank Russell
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Postać aktualnie jest ubrana w ciepły, szary sweter. Pod nim ma białą koszulę oraz czerwony krawat. Pozostała część ubioru to elementy ciemnoniebieskiego garnituru. Podpiera się często starą laską, której rękojeść jest zaokrąglona. Typowa laska "dla starców."

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#3
Mits nie odmówił zaproponowanej krwi. Jakikolwiek sposób otrucia, podania właśnej krwi wbrew woli, albo innego rodzaju agresji na terenie elizjum była na tyle absurdalna, że odrzucił tą możliwość w pierwszej kolejności. W międzyczasie sięgnął do kieszeni spodni z której wyciągnął drobną kastkę, zamieniając zawartość dyktafonu na nią. Po wciśnięciu guzika PLAY! odsłuchał słowa kobiety, która najwidoczniej uczyła podstawowych zwrotów w języku angielskim, po czym przewinał nagranie do tyłu.
Nosferatu nie miał powodu by odmówić uciśnęcia dłoni Franka. Zrobił to w prosty, żołnierski sposób, nie siląc się by był on specyficznie silny albo łagodny. Po krótkim skinieniu głową ponownie wciśnął przycisk w swoim dyktafonie, zręcznie przewijając pomiędzy słowami kobiety, tworząc dość dziwnie brzmiący, ale z pewnością zrozumiały splot .
~~przyjemność!~po prawej stronie drogi.~~~~
Wzrok Mitsa był jednak bardziej skupiony na osobie przybocznego Franka, ghula Petera. Sądząc po stanie fizycznym Franka, co mogło być oczywiście przykrywką, że pan Peter mógł pełnić inną role, niż zwykłego podawacza szklanek.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#4
Po tym, jak Kwiatuszek dostał krew, rozsiadł się wygodnie na jednym z foteli - który zapewne będzie wymagał czyszczenia - i zajął się pisaniem czegoś na komórce, upewniając się wcześniej, że Mits niczego od niego nie potrzebuje.
Gdy Tremere wszedł Kwiatuszek ociężale podniósł się z fotela. Lekko i widocznie zaskoczony gestem podał swoją rękę. Ze względu na jej pękatość i zachodzące procesy gnilne, nie było możliwości by ją chwycić i uścisnąć - wyraźnie delikatnie przyłożył ją do ręki Russela. Wrażenie przypominało wkładanie ręki do przegniłego owocu. Można było też odnieść wrażenie że wewnątrz coś się rusza, choć może to tylko wyobraźnia.
- Pshejdźmy do rzeczy - powiedział siadając znowu z wyraźnie słyszalnym plasknięciem - Jesteśmy tutaj, poniewash w tak cięshkich czasach, w czasach walki z Shabatem - Nosferatu splunął na podłogę obok. Flegma była czarna - nie ma sensu psheshkadzać sheryfowi z kashdym problemem, o ile da się go załatwić inhaczej. W takich czasah szczególnie tsheba sobie pomagać. Tshy sgodzi się pan se mną, panie - mlasnął językiem - Russssell?
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#5
Uśmiech z twarzy starcy nie znikł, ale spojrzał na swoją dłoń, kiedy to podał ją Kwiatuszkowi. Nie spodziewał się tego. Mimo iż uścisk Franka był stanowczy i pewny siebie, to to co poczuł spowodowało, że się zawahał. Usiadł na fotelu wyciągając drugą dłonią chusteczkę, aby przeczyścić dłoń. W normalnej sytuacji byłoby to uważane za brak etykiety, ale w tym przypadku Frank sądził, że Nosferatu mu wybaczą. Szczególnie, że nie chciał mokrą dłonią dotykać pokoju w Elizjum, a przynajmniej Frankowi się wydawało, że jego dłoń jest brudna. Miał natomiast inna reakcję wobec Mitsa i urządzenia, które wykorzystał do przemówienia. Przez dłuższą chwilę miał w głowie pustkę, aż do momentu, kiedy sobie przypomniał, że kiedyś widział takie urządzenie. Znajdowała się w rękach pewnego młodego brokera, który nagrywał swoje plany na przyszłość na takim czymś. "Chyba nazywał to dyktafon. Tak" w ten sposób skomentował tą sytuację.
- Oczywiście, że się zgodzę. W dzisiejszych czasach sojusz oraz spokój w mieście jest na wagę złota. - odpowiedział Frank. Mógł już spokojnie siedzieć na fotelu i popijać krew z szklanki. Jednak tego drugiego nie robił, leżała sobie przed nim i jakby czekała na odpowiedni moment. - Powiedźcie mi zatem, panowie, cóż takiego się stało, że przychodzicie do klanu Tremere? Potrzebujecie komuś wymazać pamięć? Skoro to dla dobra Camarilli, to z chęcią pomogę. - kontynuował Frank. Dalej mając swój grzeczny uśmiech na twarzy. Miły starzec spodziewał się, że Nosferatu chyba przyszli do niego po radę czy też pomoc.
KARTA POSTACI: Frank Russell
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Postać aktualnie jest ubrana w ciepły, szary sweter. Pod nim ma białą koszulę oraz czerwony krawat. Pozostała część ubioru to elementy ciemnoniebieskiego garnituru. Podpiera się często starą laską, której rękojeść jest zaokrąglona. Typowa laska "dla starców."

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#6
Kwiatuszek spojrzał na Mitsa, ale ciężko było wyczytać z jego rybich ślepiów o co mu właściwie chodzi. Po chwili kontynuował, ale do jego mlasków doszło też głośne przełykanie.
- Moshna tak powiedzieć - powiedział, nieco ściszając głos - Moshe opowiem panu historię. Dzish wieczór, jeden mężczyzna stanął na środku dhrogi, poniewash popsuło u się auto. Kiedy kręcił się pshy bagashniku, podszedł do niego wampir - zrobił dramatyczną przerwę - i dźgnął go noszhem. I Possssałował. A jakby thego było mało, jeszche dał mu swojej Vitae. Aczhkolwiek nie stawiałbym mojej heputacji na kolejność.
Kwiatuszek zrobił przerwę. Odbiło mu się, ale chyba bezwiednie, bo kontynuował.
- Whampir ten, po sehrii niepohtunnych zdarzeń, zamknął swojego nowego ghoula w bagashniku. Bagashniku, na mrozie, w niedziałającym samochodzie.
Zamlaskał, jakby smakował informacje na języku. A może po prostu takie antypatyczne wrażenie sprawiał.
- Ghdy tylko o tym usłysheliśmy, byliśśśś - wciągnął flegmę - w shoooku. Moje sherce nie moshe być narashane na wieshci o sthracie shycia. Dlathego odholowalishmy wóz, a shmarsniętemu i sranionemy ghoulowi shapewniliśmy opiekę i cosh ciepłego.
Jego głos stawał się coraz bardziej zniekształcony. Chyba sobie to uświadomił, bo znowu splunął. Bez krępacji spojrzał Tremerowi w oczy - a musiał przecież wiedzieć, że Tremere znają się na dominacji, Russel właśnie mu to powiedział.
- Problem w tym, panie Russshell, she opis owego wampira ani chybi oddaje pannę Vhanessę z Pana klanu.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#7
Frank uważnie słuchał słów Kwiatuszka. Nie miał problemu ze zrozumieniem co mówi do niego Nosferatu. Próbował za wszelką cenę utrzymać kontakt wzrokowy z nim, na tyle ile potrafił określić, że na to co spogląda to oczy Spokrewnionego. Z uśmiechem nawet podniósł szklankę i się napił. Przytakiwał na prawie wszystko co powiedział do niego. Czy się z nim zgadzał? Możliwe. A może po prostu przytakiwał jako znak zrozumienia. W głowie Franka tworzył się plan co będzie musiał uczynić ze śmiertelnikiem. Wszystko wydawało się prostą sprawa do niego.
Tak było, aż usłyszał imię sprawcy zdarzenia. Uśmiech zaczął znikać z twarzy miłego starca. Nie wyglądał już na tego grzecznego staruszka, który przed chwilą wszedł do pokoju. Przymrużone oczy, zmarszczone brwi. Niezadowolenie to słabe słowo opisujące to co czuł ten Tremere.
- Jesteście pewni, że to Vanessa? - zapytał. Miał jednak wrażenie, że na to pytanie dostanie odpowiedź pozytywną. Po co mieliby kłamać? Nie, nie kłamali i to denerwowało Tremere. Chciał powiedzieć na głos co myślał - "To niemożliwe, że to była Vanessa. Przecież ma kilkadziesiąt lat jako Spokrewniony. Nie popełniła by błędu żółtodzioba. Szczególnie błędu za którego wielu świeżych wampirów otrzymałoby Ostateczną Śmierć." Bardzo chciał to uczynić, ale nie mógł. Wiedział co by to oznaczało dla klanu, gdyby w ten sposób komentował działania współklanowca. Musiał jednak sprawę załatwić osobiście. - Nie musisz odpowiadać. - powiedział poważnym tonem. - Macie tego osobnika, tak? Jest ranny? Zatem powiem panom co zrobimy. - poprawił się na fotelu, szklankę odsunął. Wysunął się bliżej do Nosferatu.
- Chcę tego osobnika. Wyruszymy teraz do niego. Zmienię mu pamięć, aby wszystko zapamiętał tak jak chcę. Przydałoby mi się zdjęcie jego twarzy, jeśli macie aparat, to tym lepiej. Wiem, że to może wyglądać na jakiś rozkaz, ale zależy mi na czasie. Im dłużej ten osobnik żyje sobie ze swymi myślami, tym gorzej dla nas i trudniej dla mnie. Jak załatwimy tą całą sprawę, to otrzymacie stosowne wynagrodzenie za tą pomoc. Macie moje słowo, panowie, że nie oszukam was, nie zdradzę was, a dogadamy się. Słowo dżentelmena, na ile to dla was jest warte. - ton głosu nie wydawał się, że Frank kłamie. Ba, jest starej daty osobnikiem i obietnice dotrzymuje. Plus wie co oznacza nie dotrzymanie obietnic w Camarilli, a w szczególności klanu Nosferatu.
KARTA POSTACI: Frank Russell
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Postać aktualnie jest ubrana w ciepły, szary sweter. Pod nim ma białą koszulę oraz czerwony krawat. Pozostała część ubioru to elementy ciemnoniebieskiego garnituru. Podpiera się często starą laską, której rękojeść jest zaokrąglona. Typowa laska "dla starców."

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#8
Oślizgły patrzył na wysuszonego. Nie zamienili słów - być może nie musieli, być może omówili wszystko wcześniej. Kto wie, może szczury miały swoje metody komunikacji, które nie były ograniczone do mowy.
- Phewność to szathki towahr, cięshkie czashy. To równie dobshe mógł być jakiś Dźimś z shabatu... - Kwiatuszek mówił powoli, ale nie przeciągał specjalnie - Gdybhym miał pewność musiałbym - zamlaskał - phójśdź do sheryfa...
Kwiatuszek pomilczał chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał.
- Skhoro klan Thremere będzie pamiętał, to wystharczy.
Po kilku latach w wampirzym towarzystwie wiedział już, że jeśli ktoś musi kończyć takie stwierdzenia czymś w stylu "jeśli klan Tremere nie pamięta, to klan Nosferatu mu przypomni" to znaczy, że nie trzyma wszelkich kart. Co by nie mówić, tu oni byli na górze.
Nosferatu podniósł się, dużo szybciej i sprawniej niż można było przypuszczać po jego masie i stanie. Na siedzeniu pozostała wilgotna plama.
- Moshemy rushać. Tylko, panie Russsssel - Kwiatuszek zawsze patrzył w oczy - Proshę pamięthać o moim słabhym sercu. Mogłoby nie wytshymać, gdyby coś phermanentnego shię shało. Poniewash nic, shię, nie shało, prawda?
Wymienił po ostatnim spojrzeniu z zamaskowanym kolegą i zrobił ręką gest w kierunku wyjścia, jakby zachęcając pozostałych do wyjścia.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#9
Frank był zadowolony z sytuacji, ale nie dał sobie poznać. Dalej trzymało go zdenerwowanie tym co zrobiła Vanessa. Musiał to naprawić i to jak najszybciej. Na razie miał prosty plan, ale potrzebował do tego Alexandra i czarnucha. Ten drugi może być przydatny przy rannym typie, ale Frank nie wiedział co Adewale potrafi. Prędzej czy później się dowie.
- Proszę się nie martwić. - odpowiedział na pytanie Kwiatuszka, ale szybko dłonią zatrzymał odejście Nosferatu. - Niech panowie jeszcze nie wychodzą. Poczekacie aż porozmawiam z moim kolegą za drzwiami. Po czym mój ghul wyruszy z wami. Zaprowadzi was do mojego samochodu. Oczywiście, jeśli przyjechaliście swoim, to mu wskażecie który i za wami pojedziemy. Jeśli nie, to siądziecie z tyłu, dobrze? Później pojedziemy razem, ale będę musiał zamienić słówko nie tylko z mym kolegą. - chciał wyjść z pokoju, ale zatrzymał się nagle. Wyciągnął z pokaźnego portfela wizytówkę. Czysto białe tło z numerem telefonu. Wysunął ją w stronę Mitsa, obawiając się, że wizytówka może zostać zniszczona w rękach Kwiatuszka. - Ach, na przyszłość. Prawdopodobnie macie ten numer, ale nietaktownie byłoby wam nie dać go. Oto mój numer. Możemy ruszać. - po czym pozwolił im wyjść. Frank miał zamiar ruszać na poszukiwania Alexandra, a wraz z nim Peter Walker.

-> Moore Theatre, foyer, piętro, przy oknach
KARTA POSTACI: Frank Russell
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Postać aktualnie jest ubrana w ciepły, szary sweter. Pod nim ma białą koszulę oraz czerwony krawat. Pozostała część ubioru to elementy ciemnoniebieskiego garnituru. Podpiera się często starą laską, której rękojeść jest zaokrąglona. Typowa laska "dla starców."

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#10
Mits w ciszy obserwował całą rozmowe. Co jakiś czas tylko odpowiadał spojrzeniem na wzrok rozpadającego się Kwiatuszka, najwidoczniej używając jakiś drobnych gestów czy innej sztuczki do komunikacji. A może to wszystko było wielką częścią wielkiego planu wielkiego nosferatu?
Mits nie miał na to słów. W sumie nic dziwnego. Gdy uznał, że rozmowa dobiega końca, skinął tylko na ghula Franka po tym jak wymienił się z nim numerami telefonu i sam skierował się do wyjścia. Będzie musiał załatwić jakiś transport do miejsca gdzie mieli się udać. Oczywiście, poczekał także na Kwiatuszka.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#11
Z Moore Theatre, foyer, piętro, bar

Gdy zamykał za sobą drzwi przez głowę przeleciał mu Nathan, niepoprawny Ventrue sprawiający kłopoty w Elizjum podczas kontaktu z Księżną. Z pewnością zapyta jeszcze o niego jednak teraz była to sprawa drugorzędna. Pokój był urządzony skromnie, lecz elegancko. Punktem centralnym był stolik, wokół którego stało kilka krzeseł. Był też fotel, a nawet kozetka, dość dziwnie umiejscowiona względem owego fotela. Zupełnie jakby ktoś tutaj urządzał sesje terapeutyczne.

Zrobił kilka kroków w stronę jednego z krzeseł rozmyślnie fotel pozostawiając dla Danielle jeżeli będzie chciała skorzystać. Sam jednak nie usiadł. Położył tylko lewą dłoń na oparciu i spojrzał kobiecie głęboko w oczy. - Zanim przejdę do sedna sprawy, przedstawie pokrótce o co mi chodzi. - zaczął poważnym tonem - Carrie Ross. Jeden z ghuli naszego nieodżałowanego Primogena Jenkinsa. Interesowałem się nią niedawno jednak nie mogłem jej namierzyć. Możesz wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy zobaczyłem ją dzisiaj w programie telewizyjnym nadawanym na żywo. W dodatku nie sprawiała wrażenia by była na głodzie bądź coś jej doskwierało. Wręcz przeciwnie. - przerwał na moment jakby czekał na reakcję kobiety. Zaraz jednak podjął znowu temat. - Oczywiście, mogła to być niekompetencja moich kontaktów. - machnął dłonią i zaczął powoli chodzić po pokoju, wzrokiem błądząc po meblach. - Według mnie jest to jednak nieco podejrzane. Ghul, który stracił swego Pana tak swobodnie pokazuje się w środkach masowego przekazu. Bez jakiegokolwiek skutku ubocznego? Bez widocznych objawów pragnienia naszej vitae? Sprawę więc chciałbym zbadać osobiście. Zanim jednak potencjalnie nadepnę, być może niesłusznie, innemu spokrewnionemu na odcisk chciałbym prosić Cię o radę. - mówiąc to zatrzymał się w pół kroku i znów skierował w stronę kobiety - Czy Panią Ross zainteresował się już ktoś z Rodziny i wziął pod opiekę? Gdzie może ona teraz przebywać? Bez tych dwóch kawałków układanki obawiam się, że nie będę mógł zająć się tą delikatną sprawą.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#12
Wampirzyca rozsiadła się wygodnie na fotelu, unosząc nieznacznie podbródek ku górze. Uniwersalny znak i sygnał pozwalający rozpocząć rozmowę i w spokoju przedstawić całą sprawę, nie przejmując się już zasadami. To była w końcu rozmowa w cztery oczy. Prywatna. Poufna. Dotycząca rzeczy ważnych, nie cierpiących zwłoki; nikt też nie będzie się czekał lekceważenia zasad w tej chwili... bo nikt poza dwójką zainteresowanych ich nie zauważy.

Image

- Ach tak, Ross. Partyjna dziwka, zachowująca się jak chorągiewka. - Danielle odezwała się cichym, nieco tryumfalnym głosem. Chyba przewidywała temat tejże rozmowy, ale nie była do końca pewna o którego ghula chodzi. Od zakończenia wojny domowej, jaka wstrząsnęła Seattle, zginęło kilku nieumarłych i spętani więzami krwi śmiertelnicy zostali sami, zdani tylko na siebie oraz wyjątkowo kapryśny los.
- Nie przeczę, jest przydatna, ale nikt się nią nie interesuje. Nie warto, po prostu. - kontynuowała. - Gdy Jenkins doznał Ostatecznej Śmierci, Ross po prostu uciekła. Zarząd się nią zainteresował, oczywiście. Każdy ghul zmarłego Arystokraty jest pod obserwacją i uwierz mi, przez pierwsze parę dni czy nawet i pierwszy tydzień Ross była na skraju załamania nerwowego. Teraz jest... to znaczy była pod wpływem potomka Amelii Sheppard. Członek Zarządu, Joseph Gallahad, zadbał o to by zdominować Ross. Od początku lutego jednak przestał się nią interesować. - wyjaśniła.
- Jeśli chcesz się nią zająć, śmiało. Podam ci jej adres i powiem wszystko na jej temat,, ale nie ma nic za darmo na tym świecie, mój kochany. Obiecaj, że zajmiesz się moim małym problemem. - stwierdziła po chwili, zakładając nogę na nogę. Dłonie splotła na kolanie i uśmiechnęła się w czarujący, pociągający sposób do Thomasa. Nie było to rzeczą dziwną ani niespotykaną; wampir pomoże wampirowi tylko wtedy, gdy będzie miał w tym jakiś cel. Gdy coś zyska, nie narażając siebie. Dodatkowo chodziło tutaj o Harpię!
Dobre słowo od Spokrewnionego bądź Spokrewnionej na takim stanowisku mogło naprawdę odmienić los nieumarłego. Na lepsze bądź na gorsze, zależnie od tego, co się wydarzy. Shaw nie była jednak aż tak perfidna i okrutna, by zrzucić na członka własnego klanu Bóg jeden wie jakie kłopoty. "Mały problem", jak Danielle to określiła, mógł być jednak wszystkim. Od upierdliwego urzędasa czy dziennikarzyny w gazecie w której Harpia miała udziały, aż po nieustępliwego łowcę.
Czego Danielle Shaw chce w zamian?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#13
Thomas słuchał uważnie tego co miała do powiedzenia spokrewniona. Faktycznie dochodziły do jego uszu informacje o niezbyt wielkiej lojalności Pani Ross jednak pogarda z jaką Danielle się o niej wypowiadała była czymś nowym. Przez moment nawet zaczął się zastanawiać czy by nie wstrzymać swoich planów. Z drugiej strony perspektywa zapanowania nad tym zdradzieckim chaosem w osobie Carrie była zbyt ekscytująca by od niej się tak po prostu odwrócić. W dodatku była ona ghulem samego Jenkinsa, pomyśleć tylko do jakich informacji mogła mieć dostęp. Przejęcie ghula Nicholasa mogło dać mu pewien wgląd w jego plany i przedsięwzięcia. Na pewno Zarząd chciał zachować te informacje dla siebie. Fakt, iż jeden z jego członków szybko stracił zainteresowanie śmiertelną świadczył iż albo nie wie ona nic ważnego z ich punktu widzenia, albo umie bardzo dobrze się maskować. Było to ryzyko, szczególnie, że Thomas nie miał pojęcia o co poprosi go Harpia. Pytanie zaś i granie zbyt bezpiecznie będzie go kosztowało sporo szacunku w jej oczach, a co za tym idzie w oczach wszystkich spokrewnionych w Seattle. Nie, nie mógł się wycofać. Skoro już tu przybył i zajął jej czas, musiał brnąć w to dalej.

- Oczywiście - odpowiedział prawie bez zawahania. Odsunął krzesło przy którym stał i usiadł na nim i także założył nogę na nogę. Zrobił to jednak w męskim stylu opierając prawą kostkę na lewym kolanie. Siedział teraz zwrócony do niej nieco bokiem z prawa dłonią ułożoną płasko na stoliku, a lewą luźno przewieszoną za oparcie krzesła. - Mam tylko nadzieję, że nie każesz mi samotnie wyeliminować wszystkich Nosferatu w Seattle. Nie chciałbym brudzić nowego garnituru. - zażartował posyłając Shaw serdeczny uśmiech. Chciał sprawić wrażenie wyluzowanego. Jak gdyby to była rutynowa sprawa. Coś co robi prawie na co dzień. Faktycznie już nie raz spełniał jej prośby i zadania. Nigdy jednak nie miało to nic wspólnego z rutyną. Alea iacta est
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#14
Image


- Gdzieżbym śmiała. - odparła oburzona Danielle. - Nosferatu są odrażający i budzą we mnie poczucie obrzydzenia jak po zjedzeniu szczura, ale są aż nazbyt przydatni. I przez to, niestety, niebezpieczni. - temat poruszony przez Thomasa nie do końca spotkał się z aprobatą Harpii. Kto jak kto, ale ona z pewnością potrafiła docenić wszelkie zalety płynące z dość bliskich relacji z klanem kryjącym się po kanałach, jednakże nie było jej teraz do żartów. Uśmiech zniknął z urodziwej twarzy Shaw, ustępując miejsca mało przyjemnemu grymasowi.
Porzuciła przyjazny ton.
- Brygadzisto Walker, chodzi o to, że jeden z fotoreporterów pracujących dla Timesa... wolny strzelec, trzeba nadmienić... wszedł w posiadanie dość kompromitujących nas fotografii. Uwiecznił na kliszy sforę kundli z Sabatu zabawiających się bydłem. Trzeba zdobyć zdjęcia i przekonać fotografa, że nie widział wampirów. Ja, z oczywistych względów, nie mogę się tego podjąć. Nosferatu tym bardziej, zależy mi na wyczyszczeniu jego pamięci, to wszystko. - odparła wyniosłym tonem. Jako córka Sebastiana Crawforda i przede wszystkim, zaradna manipulatorka wydawała się jednak dość zaniepokojona całą sytuacją. "Garry" być może był wykorzystywanym przez nią siepaczem, czy też pracownikiem redakcji, który miał dokonać sabotażu i usunięcia zdjęć... ale teraz, gdy pojawił się Walker, pojawiła się i możliwość rozwiązania sprawy wewnątrz Rodziny.
Bez angażowania osób trzecich. To miał być dowód, że klan Ventrue - że Arystokraci - naprawdę są w stanie rozwiązywać problemy i stanowić kamień, na którym zbudowane jest całe społeczeństwo Kainitów. Danielle wyprostowała się, oczekując odpowiedzi. Prostej, treściwej, bez żarcików i podtekstów. To już nie była niezobowiązująca rozmowa, tylko dyskusja na ważny dla Spokrewnionych temat, na temat dotyczący Maskarady.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#15
Nie trafił z żartem. Dziwne... Na ogół bezbłędnie umiał odczytać nastrój sytuacji czy rozmowy i się do niego dostosować. Cóż, świadków wpadki nie było, a Danielle miała do niego na tyle sympatii by poprzestać tylko na zwiększeniu powagi. Oczywiście on na to odpowiedział. W moment z wyluzowanego mężczyzny przyjął postawę jak gdyby uczestniczył w poważnych negocjacjach biznesowych. Natychmiast się wyprostował i zwrócił całym ciałem do kobiety. Tym razem obie stopy leżały na podłodze tak samo jak dłonie splecione na stole. Nachylił się też nieznacznie w stronę Danielle. Mowa ciała świadczyła wyraźnie, że słucha jej z uwagą i ostrożnie waży każde jej słowo. Gdy przedstawiła na czym polega ów "mały" problem nie odpowiedział od razu, lecz odczekał kilka chwil analizując zadanie przed nim postawione.

- Dobrze. - Zaczął poważnie odchylając się do tyłu aż napotkał oparcie krzesła. - Rozwiążę ten problem. Czy wiemy jednak coś więcej na temat owego fotografa? Bo rozumiem, że mamy jego dane kontaktowe? Może też jakieś szczegóły z wydarzenia, którego był świadkiem? Każdy, nawet najmniejszy strzępek informacji może się okazać dla mnie bezcenny. - Takie zadanie nigdy nie były proste, a już szczególnie jeśli w grę wchodził pismak. Zwykły cywil byłby po prostu przerażony tym co widział, a więc i podatny na perspektywę "wyjścia ewakuacyjnego". Thomas mógłby odegrać dobrego samarytanina, który by zagwarantował bezpieczeństwo delikwenta jeśli ten by zdecydował się zapomnieć o wszystkim co widział. Tutaj jednak do głosu mogła dojść ambicja. Jaką sławę mógłby zdobyć gdyby upublicznił te zdjęcia? Jeśli przekonałby publikę, że nie kłamie i że są one autentyczne, pewnie nie musiałby pracować już do końca życia. Tacy ludzie nie wybiegają myślą zbyt daleko. Wychowani często w biedniejszych rodzinach skupieni są na tu i teraz. Jeśli Walker chce rozwiązać sytuację delikatnie i pokojowo będzie musiał dokładnie przeanalizować psychikę tego człowieka.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#16
Na twarzy Danielle Shaw znowu pojawił się uśmiech. Kobiecy nastrój - w szczególności nastrój Shaw - bywał zmienny, tak to już bywa. Harpia z nieukrywaną radością przyjęła porzucenie żartobliwego, lekkodusznego podejścia do sprawy przez Thomasa i teraz, gdy zaczął zasypywać Ventrue pytaniami, jej uśmiech tylko się poszerzał. Była z niego dumna, tak... tak po ludzku dumna. Skinęła lekko głową, zadowolona i po odczekaniu chwili, by Walker mógł się przygotować, udzieliła bardzo wyczerpującej odpowiedzi.

Image

- Jason Daniel Brodeur. Czarnoskóry, cieniutkie warkoczyki, kolczyk w prawym uchu. Trzydzieści jeden lat, pracuje dla każdej większej i mniejszej gazety w całym stanie, nie ma więc jednego konkretnego adresu. Wiem jednak, że od początku roku wynajmuje mieszkanie w Jefferson Court, na rogu Greenwood Avenue i North 103th Street. Ostatnie mieszkanie, ostatnie piętro. - mówiła powoli, tak, by każda, nawet pozornie najmniej ważna informacja została należycie zrozumiana. Skrzywiła się nieznacznie w pewnym momencie, gdy usłyszała niezbyt przyjemne nuty muzyki dobiegające z głównej sali Elizjum.
Milczała przez moment, nasłuchując dźwięków zza zamkniętych drzwi.
- Pan Brodeur uwiecznił trzech mężczyzn zabawiających się z dwiema dziewczynami wracającymi późną nocą do domu, niedaleko uniwersytetu. Rzecz nieszczególnie ciekawa, ale gdy się spojrzy nieco dokładniej i przyjrzy zarówno napastnikom, jak i ofiarom, stanie się jasne, że byli to albo chorzy psychicznie zboczeńcy, albo właśnie Sabat. Zdjęcia mówią wszystko i dlatego muszą zniknąć, tak samo jak wspomnienia tego wydarzenia. Rozumiemy się? - kontynuowała trochę głośniejszym głosem, na powrót przybierając poważną minę. Kilkakrotnie zerkała też w stronę drzwi, tak, jakby obawiała się czy ktoś przypadkiem nie podsłuchuje.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#17
Oparty o krzesło słuchał uważnie i zapamiętywał co miała mu do przekazania harpia. Brodeur, Jason. Czarny. Kolczyk w prawym uchu. Mieszka na rogu Greenwood Avenue i North 103th Street. To powinno wystarczyć by zidentyfikować delikwenta. Oczywiście nie umknęła jego uwadze zmiana postawy Danielle. Lubił, gdy uśmiechała się w ten sposób. Wiedział wtedy, że jest z niego zadowolona, a bycie w łaskach u kobiety takiej jak ona stwarzało pole nieograniczonych wręcz możliwości.

Walker mimowolnie powtórzył gest spokrewnionej, gdy ta skrzywiła się słysząc nową playlistę. Niewątpliwie była to sprawka Samuela, opiekuna przybytku z nadania Elsie Page. Był to także niejaki sygnał iż pora powoli zbierać się do wyjścia Teatru. W końcu Hook miał odwagę by puszczać swoją muzykę tylko pod koniec wieczoru. Po tej krótkiej przerwie dalej słuchał odpowiedzi kobiety. Teraz dotyczyła ona okoliczności zrobienia tych nieszczęsnych zdjęć. Jeżeli całość działa się obok uniwersytetu, może mógłby jakoś to powiązać. Chociaż, jeżeli faktycznie byli to sabatnicy... Niczym nie będzie w stanie wytłumaczyć tych zdjęć. Więc pozostaje je unicestwić i potem zająć się niesfornym fotografem. Na obie te sprawy w głowie Thomasa kiełkował już pewien plan.

-Oczywiście. Greenwood Avenue i North 103th Street. Pan Brodeur. - Odpowiedział, powtarzając najważniejsze informacje odnoście celu jakby na dowód, że wszystko zapamiętał. Wstał, po czym zamyślił się przez chwilę chcąc mieć pewność, że nie potrzebuje ich więcej. - Udam się z wizytą najszybciej jak będę mógł. - Powiedział w końcu patrząc kobiecie prosto w oczy. - Jeśli to wszystko, to myślę, że możemy wrócić do głównej sali. - kontynuował uchylając wargi w kurtuazyjnym uśmiechu. Zauważył jej nerwowe spojrzenia w stronę drzwi. Jeżeli uznała, że mogą być podsłuchiwani to lepiej szybko zakończyć prywatną część spotkania. Nie nalegał jednak, jeżeli będzie chciała tu zostać Walker chętnie postoi jeszcze kilka minut zanim wróci do swoich spraw po odpowiednim pożegnaniu. Po za tym, nie zapomniał owego niepokornego Nathana. Wielce zaciekawił go jego los i miał nadzieję, że uda mu się dowiedzieć coś więcej zanim całkowicie opuści budynek.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#18
Walker przystał na warunki Shaw. Nie miał przecież wyjścia. Ventrue potrzebowali kogoś zaufanego, kto rozwiąże problem - pojawił się Thomas - Harpia udzieliła mu wszelkich niezbędnych informacji. A przynajmniej podzieliła się tymi, które uważała, że są niezbędne. Była starszą, zdecydowanie bardziej doświadczoną od niego nieumarłą; dodatkowo była przeklętą manipulatorką, mającą ogromny wpływ na społeczność żywych trupów.
Propozycję opuszczenia tego miejsca zbyła jednak machnięciem ręką.

Image

- Wolałabym jednak tu zostać. Muzyka, jaką preferuje pan Hook jest... nietypowa. - odparła cichym głosem. - Nie w moim guście, można rzec, zbyt wulgarna i krzykliwa, w wyjątkowo paskudny sposób, niegodny Arystokraty. - wyjaśniła nieco dokładniej. Nie, żeby musiała się komuś tłumaczyć. Nie ona. To jej powinni się tłumaczyć!
- Tak samo blokowisko, gdzie mieszka pan Brodeur Jefferson Court Apartments nie bez powodu cieszy się dość ponurą renomą. - dodała na sam koniec, zdradzając nieco więcej na temat miejsca zamieszkania reporterskiego, wolnego strzelca. Nie było to co prawda zbyt wiele, ale porównanie do muzyki, jaką Samuel Hook właśnie raczył gości Elizjum, naprawdę działało na wyobraźnię. Seattle było sporym miastem, zderzały się tutaj najróżniejsze kultury, więc wulgarna krzykliwość, jak to nazwała Harpia, nie powinna dziwić. Mało to w końcu obskurnych bloków, kamienic? Osiedli, gdzie lepiej nie zapuszczać się po zmroku? Ponurych uliczek, gdzie czają się rabusie?
Shaw raz jeszcze spojrzała w stronę drzwi. Nasłuchiwała jęków i krzyków, które były "muzyką". Pokręciła z wolna głową, dziwiąc się tej nietypowej "sztuce".
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#19
- Faktycznie. - odparł w zamyśleniu. - Zdecydowanie nie pasuje to klimatu tego przybytku. - Nie usiadł. Planował zaraz wyjść, jednak jak iskra, pojawiła się w jego głowie sposobność powiązania tematu muzyki z aktualnymi palącymi sprawami klanu Ventrue. - Co innego w Bloodbath. Wulgarny i krzykliwy z pewnością opisują tamto miejsce. Jednak zamiast "paskudny" użyłbym określenia "sycąco wyzwalający". Właśnie, może miałaś okazję być tam ostatnio? Podobno jakość bydła istotnie wzrosła. Ciekaw jestem czy to przez ich nadchodzące święto. - Zwykła, niezobowiązująca rozmowa. Przynajmniej dla postronnego słuchacza. Jednak wprawny gracz, znający dobrze sytuację w jakiej znaleźli się Ventrue powinien rozpoznać, że Walker chciał delikatnie zbadać czy Danielle zdecydowała się poprzeć któregoś z kandydatów na Primogena. Ich konflikt ciągnął się jeszcze przed śmiercią Wadswortha i Jenkinsa. Teraz, gdy ich starcie niewątpliwie wejdzie w decydującą fazę reszta klanu nie będzie mogła pozostać neutralna. Chciał poznać decyzję, bądź przynajmniej sympatię Shaw zanim ta podejmie jakiekolwiek wiążące kroki. W końcu była to dla niej dobra okazja na awans w klanie. Po wyborze nowego Primogena zwolni się posada Kierownika. Wystarczy tylko poprzeć odpowiedniego kandydata.

-Tak samo jak ten spokrewniony o którym mi dziś opowiadałaś. - Ciągnął, reagując na komentarz o dzielnicy w której mieszkał cel. Zdawał sobie sprawę, że był to pewnie delikatny sygnał do zostawienia jej samej. I zrobi to, jak tylko zaspokoi własną ciekawość. W takich chwilach uwidaczniały się braki w jego kontaktach jak również w świcie. Carrie miała być tylko pierwszym krokiem. Jeśli chciał cokolwiek zdziałać w tym mieście musiał mieć szerszą sieć informacyjną. Często żałował, że nie ma takiego dostępu do informacji jak Nosferatu. Szybko jednak trzeźwiał na wspomnienie klątwy jakiej brzemię każdy z nich musi nosić. - Jak się on nazywał? - Zwykłe pytanie, które miało rzucić światło na tą personę. Kojarzył większość, jeżeli nie wszystkich Ventrue w Seattle ale nie słyszał o żadnym Nathanie. Musiał być on kimś nowo przybyłym. - Zarząd pewnie nie zostawi tej sprawy samej sobie.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#20
Umiejętność tak zręcznego lawirowania pomiędzy kolejnymi tematami i prowadzenie pozornie niezobowiązującej rozmowy była chyba talentem Ventrue. Nikt nie potrafił tak przemawiać jak Arystokraci, korzystać nie z Dyscyplin przynależnych im dzięki krwi Kaina, tylko z własnego talentu oraz umiejętności. Walker był ku temu najlepszym dowodem, wykorzystał bowiem to, co się działo w Elizjum teatru i połączył to z klubem w zupełnie innej części miasta. Rozmowa płynnie przeszła z jednego tematu w drugi.

Image

Harpia przez moment przyglądała się uważnie swojem rozmówcy i jego opinii na temat Bloodbath. Old Roanoke Slaughterhouse, czyli klub gdzie śmiertelnicy i Kainici mogli bez przeszkód bawić się do dzikich rytmów muzyki budził kontrowersje za sprawą "kulminacji" jaka miała miejsce każdej nocy; deszcz krwi ze zraszaczy oraz posiłek z imprezującego bydła z pewnością robił wrażenie, ale jednocześnie balansował na granicy złamania Maskarady. Shaw przekrzywiła nieco głowę, zastanawiając się, co Thomas chce przez to osiągnąć.
- Przyznaję, że Kierownik Sinclair dba o swoją domenę, ale po ostatniej wpadce z Neonatą stracił w oczach każdego Arystokraty. - stwierdziła wprost, wzruszając ramionami. Raz jeszcze Danielle podzieliła się cenną, ważną informacją, o której mogli wiedzieć nieliczni. Taka jednak była jej rola; słuchała. Bardzo uważnie. Wiedziała dużo chyba na każdy możliwy temat i, nie licząc oczywiście Nosferatu, posiadała naprawdę potężną siatkę informatorów.
- Wielka szkoda, naprawdę. Najpierw Nathan, potem Travis... - dodała po chwili, zamyślona. - Oczywiście to zupełnie inny kaliber, nie ta skala, ale niesmak pozostaje. Gray jednakże walczy o swe istnienie, Sinclair z kolei o względy. Pierwszy ma do stracenia wszystko. Drugi tylko czas i uśmiech Zarządu. Nie byłam na spotkaniu, nie wiem więc... jeszcze nie wiem... co się stanie z Nathanem. Może już doznał Ostatecznej Śmierci. Może Zarząd był dla niego łaskawy. Może opuścił nasze miasto. Wspólnik Nathan Grey, z Dwunastego pokolenia, potomek Henry'ego Barrowa, potomek Johna Hadley'a i tak dalej, i tak dalej... - wytłumaczyła, ale nie uśmiechała się już. Sposób, w jaki wyrażała się o wspomnianym Spokrewnionym był niemalże pogardliwy i zdradzał aż za bardzo, że Shaw nie zamierza tak tego zostawić.
A względy Harpii - lub w tym przypadku, ich brak - może oznaczać wszystko.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#21
Stał w tym samym miejscu prawie nie wzruszony. Tylko opuszki palców prawej dłoni dotykały delikatnie stołu. Gdy Danielle zaczęła opowiadać o Sinclairze i jak stracił w oczach klanu zaczął poruszać nimi po stole. W przód i w tył. W przód i w tył. Szlag! Znów jakaś informacja umknęła jego uwadze. A nie było to byle co, tylko tłusty kąsek. Każdy, nawet najmniejszy strzępek informacji odnośnie rywalizujących Kierowników był wręcz na wagę złota. Z drugiej jednak strony zyskał właśnie nie jedną a dwie istotne wskazówki, które mówiły mu, że Travis nie przybliża się do swojego celu. Nie odpowiadał, pozwalał Danielle dokończyć swoją wypowiedź. Była teraz trochę jak naczynie z wodą w którym Thomas robił małe otwory przy krawędzi. Woda powoli wylewała się z niego, lecz tylko do pewnego poziomu. Jeśli chciałby więcej wody, musiał zrobić większa ilość dziur bliżej dna . Trzeba jednak pamiętać, że zbyt duża ilość otworów spowoduje zniszczenie naczynia, a dzisiejszego wieczoru Walker zrobił ich już całkiem sporo. Trzeba kończyć przedstawienie.

- Niestety. - Zaczął wyprostowany. - Coraz więcej wspólników nie wie jak zadbać o dobre wrażenie i szacunek. Co gorsza, ta dolegliwość zaczyna dotyczyć także bardziej zaufanych i poważanych współklanowców. - Przerwa jaką tutaj zrobił miała wyraźnie zaznaczyć jego zamyślenie i troskę. - Musimy ufać i wierzyć, że Zarząd dopilnuje tych i podobnych spraw. - A więc Gray. Potomek tego Barrowa od hoteli Saphire? W takim razie Walker wiedział już gdzie znajdzie tego spokrewnionego. Dzisiejszej nocy nie pozostawało już nic, co chciałby się dowiedzieć od Harpii. Sam miał wszakże ważne zadanie do wykonania. - Ale zająłem aż nadto twojego czasu dziś. Z przykrością stwierdzam, że muszę opuścić twoje zacne towarzystwo. W końcu świt coraz bliżej, a ja mam ważną sprawę do załatwienia. - Spojrzał w oczy kobiety i nie mógł się powstrzymać od przelotnego, szelmowskiego uśmiechu. - Dziękuję za poświęcony mi czas i życzę powodzenia w interesach Brygadzistko Shaw. - Podszedł do fotela i schylił się by znów pocałować dłoń kobiety, tym razem na pożegnanie. - Odezwę się jak tylko uporam się z naszym małym problemem. - Po skończonym dekorum, jeżeli Danielle nie będzie chciała go zatrzymać uda się do wyjścia. Gdy otworzy drzwi, pewnie skrzywi się w odpowiedzi na doznania audio jakie z pewnością będą katować jego uszy. Zagra jednak kurtuazyjnego i po pożegnaniu się z ważniejszymi osobistościami opuści mury teatru kierując się do wyjścia.

z/t ?
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#22
Ostatnie słowa Thomasa zaimponowały Danielle. Tak, Ventrue naprawdę znali się na słownej szermierce i teraz był ku temu najlepszy dowód. Shaw zadowolona skinęła głową, uśmiechając się promiennie. Byli sami, nie trzeba więc było aż tak przestrzegać zasad - ten delikatny, niewinny gest ze strony Harpii był aż nadto wystarczający. Walker mógł w spokoju opuścić nie tylko ten prywatny pokój, ale także i całe Elizjum, jeśli ma taką ochotę. Był wolny.
I co ważniejsze, zrobił na Spokrewnionej całkiem dobre wrażenie.
Dokąd uda się teraz? Do hotelu, gdzie przebywa Nathan? Do blokowiska o dość szemranej opinii? Gdzieś indziej? Noc nie była już tak młoda, świt zbliżał się coraz większymi krokami, trzeba całkiem szybko podjąć decyzję i odpowiednio dysponować czasem, jaki Walkerowi pozostał. W końcu Walentynki coraz bliżej, a dla nieumarłych oznaczać to może prawdziwą, wystrzałową i krwawą zabawę...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#23
Z Moore Theatre, foyer, piętro,przy oknach <<<


15 II 1999

Idąc za ghoulicą, dwoje Spokrewnionych opuściło główną salę Elizjum i weszli w głąb teatru. Nie musieli iść długo, zanim prowadząca ich kobieta zatrzymała się przy zamkniętych drzwiach i wyciągnęła z kieszeni pęk kluczy. Znalezienie właściwego klucza zajęło jej co najwyżej sekundę, efekt wielu godzin pracy i zgromadzonego doświadczenia. Zamek cicho strzelał, gdy rygle wsuwały się na swoje miejsce, a klamka lekko zazgrzytała przy otwieraniu drzwi. W środku na Chloe i Huntera czekały już dwa stanowiska komputerowe z całym sprzętem, które byłyby niezbędne w nowoczesnym biurze. Z krótkim -Dziękujemy, to na razie wszystko- Hunter odprawił służącą, po czym zatrzymał ją jeszcze na chwilę. -Prawie bym zapomniał, gdyby do Foyer zajrzała pani Danielle Shaw, to proszę dać mi znać-dziewczyna skinęła głową i ruszyła do sali, a Josh zamknął za nią drzwi. Następnie usiadł na krześle postawionym przy ścianie i wyjął z kieszeni telefon. -Pierwszym, co powinniśmy sprawdzić, to ten adres podany przez pana Hardinga. Szczerze wątpię, żeby informacje o tych śmierciach trafiły do mediów, bo to byłoby zagrożeniem dla Maskarady, a pan Harding na to by nie pozwolił. Ale za to jakieś doniesienia o podejrzanych hałasach, dziwnych typkach kręcących się po okolicy czy aktach wandalizmu, to już ciężej ukryć- powiedział Chloe, pisząc szybką wiadomość do Thomasa Walkera, w której prosił go o spotkanie w pracowni komputerowej teatru. Następnie rozejrzał się po biurkach w poszukiwaniu słuchawek, które Chloe mogłaby założyć. Najlepiej by było, gdyby dziewczyna nie musiała słuchać planów swojego mentora, to by tylko obciążyło jej sumienie. - W razie czego, zawsze możemy z Walkerem poknuć na korytarzu-pomyślał sobie, bawiąc się wyciągniętą z kieszeni monetą.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#24
Nie miała pojęcia jakie motywy kierowały Panną Doe, kiedy postanowiła oddać ją pod skrzydła Huntera. Wolała się nawet nad tym nie zastanawiać. Czy to specjalny motyw, by sprowokować Sabat i wpędzić jej Sire w pułapkę, o której ich dwójka pojęcia nie miała. Czy to sprawdzian dla starszego Ventrue, który aktywnie, choć od niedawna działał w mieście. Czy to jeszcze jakieś inny ukryty motyw czy czyste szaleństwo i zbieg okoliczności. Wszystko było równie prawdopodobne.

Jak to mówią, jak mniej wiesz tym spokojniej śpisz... Snow wiedziała obecnie i tak zbyt wiele by móc spokojnie oko zmrużyć. Wampiry w ogóle śpią? Jakoś? Coś? Była wykończona, zmęczona, ale jakoś nie senna... dziwne. W każdym razie, grzecznie, bez oporów podążyła za dziewczyną do pomieszczenia. Nie odzywała się tylko skinęła głową w niemym podziękowaniu. Gdy zamknęły się z nimi, Chloe aż wciągnęła nagle powietrze w płuca.
-Zniknęło... to uczucie zła... w każdym razie osłabło bardzo. - Powiedziała szybko wyjaśniając swoją reakcję, by nie straszyć mężczyzny. Wydawało jej się, że to nieprzyjemne uczucie wywoływał ktoś w okolicach baru, a sądząc po osobach tam... oceniając samą aparycję oczywiście, obstawiała, że to mógł być ten wielki zbir, który rozmawiał z jakąś ekstrawagancką białowłosą kobietą. Nic jednak nie przesądzała... tyle ją dzisiaj już zadziwiło, że dopuszczała nawet możliwość, że tym wielkim złem, była pozornie maleńka, niewinna i wystraszona albinoska.


-Kim jest Pani Shaw? - Zapytała zaraz rozglądając się po pokoju i szukając odpowiedniego miejsca by posadzić swój chudy zadek. Długo szukać nie musiała, z resztą, komp to komp. Torbę i płaszcz powiesiła na oparci krzesła po czym usiadła wygodnie i odpaliła sprzęt.
-To miejsce, o którym mówił... to w zasadzie wąwóz. Nie ma tam nic szczególnego i interesującego. Teren jest odgrodzony. Pojawiły się kiedyś plotki, że ma być tam jakiś park, ścieżki rowerowe, miejsca piknikowe, takie sprawy, relaks na łonie natury po pracy. Ale widać to tylko ploty były. - Powiedziała słowem wstępu czy wyjaśnienia, gdy czekała aż system wstanie. Gdy był już gotowy do pracy, wykonała kilka szybkich kliknięć, parę komend na klawiaturze, by wywołać okna z informacjami o sprzęcie, którym dysponuje i sieci do jakiej jest podłączony. Czy ma dostęp do internetu, to podstawa. Wciąż tam sobie coś na klawiaturze stukając i wlepiając oczy w monitor mówiła dalej.
-Tak się zastanawiam. Wampiry mają jakąś swoją sieć informacyjną? Coś co mogłoby działać jak internet, albo w internecie? Okryte tak jak cała społeczność? - Zapytała sprawdzając budowę i zabezpieczenia sieci wewnętrznej, do której zapewne był podpięty komputer. Pytanie wydało jej się teraz oczywiste. Słyszała już sugestie, że ci Nosferatu to spece od informatyki, hakerzy, programiści i takie historie. Zastanawiała się jak są dobrzy, no i oczywiście pierwszym co sama by zrobiła to zbudowanie właśnie jakiejś sieci informacji i kontaktów, by ułatwić sobie w zasadzie wszystko. Odpowiednio oczywiście zabezpieczone i ukryte, jak sama powiedziała tak jak cała społeczność. Nie była pewna czy Ventrue, który nie był zbyt techniczny mógł wiedzieć o czymś takim. W każdym razie, gdyby Chloe miała dostęp do takiej bazy danych, Hunter pewnie nie musiałby aż tak bardzo gardła zdzierać, żeby wszystko jej wyłożyć.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne [02.15.1999]

#25
W pokoju było znacznie, znacznie ciszej. Bon Jovi, od którego dudniło wręcz foyer, stanowił tylko słaby odgłos tła, obecny ale nie denerwujący. Nie dominował, o, tak można powiedzieć. Chloe, rozmawiając z Joshem, szybko dopadła komputera i sprawdziła go, zaczynając od tego, jak się prezentował i czy w ogóle był podłączony, kończąc zaś na jego specyfikacjach. Które może i nie były jakoś szczególnie oszałamiające, ale były. Intel Pentium III 600Mhz, 128mb RAM, dysk twardy IBM Deskstar, Plextor cd-rom, Sony 3.5 inch stacja dyskietek, skaner i drukarka od HP, fax od firmy o dziwnej nazwie.
Sądząc po cichych i jednostajnych szumach dochodzących z jednostki centralnej, był w naprawdę dobrym stanie. Ktokolwiek zajmował się komputeryzacją teatru i samego Elizjum, naprawdę znał się na swojej robocie. Kable, a była ich naprawdę masa, zostały zgrabnie połączone i zabezpieczone w taki sposób, że nie przeszkadzały i nie rzucały się w oczy; wszystkie urządzenia peryferyjne rozstawiono w rozsądnych odstępach, dzięki czemu można było sięgać do nich nie wstając z krzesła. Jednocześnie nie ograniczały przestrzeni i, co ważniejsze, nie przylegały w żaden sposób do ścian pokoju jak i ścianek biurka, zapewniając im odpowiednią wentylację.
Pod myszką była mała, prostokątna podkładka z logo Windows 95, z nieznacznie naderwaną folią. O dziwo systemem zainstalowanym w maszynie, z której korzystała z wielką wprawą Chloe, zainstalowano nowszą wersję, z '98 roku. Sądząc jednak po tapecie przedstawiającej zeskanowane zdjęcie Moore Theatre i zastraszającej ilości ikonek (sprytnie podzielonych na kilka grup, od rozrywki z Quake II, Age of Empires II i WinAmp na czele, poprzez America Online i drukarki, skanery i faksy aż po kilka luźnych plików tekstowych o nazwach będących ciągiem cyfr, dwa pliki wsadowe oznaczone pozornie losową zbitką liter i coś, co było nazwane "do_not_click_neonate_i_double_dare_you.exe" z ikonką przedstawiającą przekreślony krzyż ankh z kabelkiem internetowym) miały tutaj miejsce ogromne modyfikacje.
Komputer był oczywiście podłączony do internetu, ale zamiast zwyczajowego AOL, czyli America Online, było tutaj coś innego. Ikonka ta sama, jednakże była wzbogacona o kilka dodatkowych pikseli i wyglądała niczym odwrócona w lustrze. Wystarczyło poklikać trochę dłużej, ba, wystarczyło nawet zacząć przeglądać zawartość głębiej ukrytych folderów na dysku twardym, by z głośników rozległ się nagle donośny, kaleczący uszy dźwięk oznajmiający błąd, a na pulpicie pojawiło się ogromne okienko informujące "zostaw bo jeszcze zepsujesz", a zamiast przycisku "ok" był "przepraszam".
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#26
-No to przynajmniej na ten moment mamy jeden problem na głowie mniej-skomentował słowa Chloe o Źle. Zmysły młodej wampirzycy tak wyczulonej na „zepsucie”-czymkolwiek by ono nie było, bo w tej kwestii Hunter mógł mieć jedynie podejrzenia i domysły-miały ograniczony zasięg. Ot, wystarczająco daleki, żeby dziewczyna mogła jakoś zareagować, przygotować się na spotkanie ze „Złym”...o ile tylko zdoła przezwyciężyć swój strach i lęk, oczywiście. Patrząc na dzisiejszą reakcję Chloe, nie było to na pewno uczucie, z którym chciałaby się oswoić. -Ciekawe, czy te uczucie byłoby silniejsze od Niewidoczności?-pomyślał przelotnie, po czym uśmiechnął się pod nosem. Przecież do tego między innymi służyła Nadwrażliwość, która dodatkowo działała nie tylko na „Złych.” To pytanie, które zjawiło się w głowie Huntera było więc tylko ciekawostką, którą można by kiedyś w nadchodzących dekadach przetestować...chociażby z tym Spokrewnionym, który tak wybił jego protegowaną z rytmu dzisiaj. -Skoro jednak mowa już o Nadwrażliwości i Niewidoczności, to akurat są na pewno dwie Dyscypliny, które bardziej by pasowały do Chloe-zastanowił się nad tym, po czym zrobił w myślach notatkę, żeby jeszcze do tego tematu wrócić. Znalezienie odpowiedniego nauczyciela, który by wprowadził ją choćby i w podstawy tych mocy byłoby kosztowne, ale nie niemożliwe.

-Szacowna Pani Danielle Shaw jest Harpią, tak jak pan Laurent, którego wskazałem ci na głównej sali-zaczął odpowiadać swojej uczennicy, przerzucając powoli monetę z ręki do ręki-a przy okazji nieumarłą kilka pokoleń ode mnie starszą i znajdującą się cały szczebel wyżej w hierarchii naszego klanu. W sumie, jedno wiążę się z drugim, bo im niższe pokolenie dawnego Arystokraty, tym większym szacunkiem i statusem się cieszy-zawiesił na moment głos, łapiąc monetę prawą ręką-choć oczywiście, są wyjątki od tej reguły. Można poprzez swoje dokonania i zasługi trafić na szczebel drabinki wyższy, niż sugerowałoby to nasze pokolenie. Ale trzeba naprawdę się postarać-kontynuował dalej dygresję, bo to był odpowiedni moment, by dać młodszej Ventrue kolejny skrawek wiedzy. -Musisz się nauczyć w przyszłości tej gry, nawet jeśli nie chcesz w nią grać-dodał, przeczuwając reakcję Chloe i jej niechęć do „politykowania”-tylko znając zasady gry będziesz wiedziała, kiedy ktoś będzie próbował ciebie w nią wkręcić. Dał młodszej nieumarłej chwilę na przetrawienie jego słów. -Wracając zaś do pani Shaw-zakończył dygresję i powrócił do pytania swojej uczennicy-to od niej dowiedziałem się po raz pierwszy o tobie i o naszym zaplanowanym przez Najjaśniejszą spotkaniu. Dzięki niej załatwimy ci już tej nocy pokój w siedzibie Klanu, bez czekania na wolny termin, o ile oczywiście umiejętnie z nią porozmawiam-wyjawił wreszcie sedno spotkania w teatrze. A przynajmniej jednego z dwóch, zaplanowanych na tę noc.

Gdy Chloe opisywała teren, Hunter mógł jedynie pokiwać głową. Ta cała okolica-Inverness Park, jeśli dobrze pamiętał- była jedną z licznych białych plam na znajdującej się w głowie wampira mapy Seattle. Nie miał wcześniej żadnego interesu w tym, aby tam zajrzeć, więc zupełnie nie interesował się tą okolicą. -Park, który miał być robiony a nie jest-podsumował w myślach słowa swojej podopiecznej i sposępniał. Na pewno można było znaleźć niejedną plotkę o tym miejscu, ale pewnie dotyczyły one głównie powodów ciągłego zamknięcia terenów i domysłów o malwersacji pieniędzy. Szansa na to, że Chloe mogłaby znaleźć coś ich interesującego w tym strumieniu pogłosek zmalała nagle w oczach Huntera.

Przed odpowiedzią na kolejne pytania młodej Snow powstrzymał go dźwięk błędu, który zawył z głośników. Drgnął aż z nagłego zaskoczenia i trzymana moneta na pewno wyleciałaby mu z ręki, gdyby nie instynktowne zaciśnięcie pięści. Kakofoniczny sygnał był na szczęście tak krótki, jak i przykry do słuchania, więc zanim Hunter zdążył w jakikolwiek sposób zareagować to głośniki błyskawicznie zamilkły grobową ciszą. Podejrzewał oczywiście, że Chloe kliknęła coś niewłaściwego, bo nawet z jego śmiesznie ograniczoną znajomością wiedział, że komputer nie powinien wydawać takich dźwięków. Postanowił jednak powstrzymać się od komentarzy, w końcu dziewczyna była dumna ze swej ekspertyzy, więc nie potrzebowała żadnych porad czy wtrętów ze strony całkowitego amatora. -Wampirza sieć w sieci?-spytał dla sprecyzowania, po czym pokręcił głową. - Na pewno nie taka, która byłaby dostępna dla wszystkich nieumarłych. Poza ryzykiem, że jakiś wystarczająco sprawny śmiertelnik by to odnalazł i naruszył Maskaradę, to byłoby to sprzeczne z jednym z podstawowych interesów w naszej społeczności. Odchylił się wygodniej w krześle i schował trzymaną monetę do kieszeni marynarki-Informacje są po to, żeby je sprzedawać. Każdy klan, każda linia krwi, każdy pojedynczy krwiopijca: wszyscy mają sekrety i chcą poznać sekrety innych. Dodajmy do tego jeszcze zdrową dawkę uzasadnionej paranoi, że jakiś ukryty pośród Rodziny wróg mógłby wykorzystać te informacje przeciwko nam i wizja swobodnej wymiany danych brzmi dla większości Spokrewnionych jak głupi żart lub szalony koszmar. Dla większości, ale nie wszystkich-dodał i zawiesił na moment głos-klan Nosferatu słynie z tego, że wiedzą wszystko o wszystkim. A jak nie wiedzą, to się od razu dowiedzą. Mają coś, co ma się nazywać Schrecknetem, dzięki któremu mogą być ze sobą w kontakcie. Ale nie wpuszczają tam nikogo, kto nie byłby z ich krwi i pilnują usilnie dostępu do niego-skończył gadać i zerknął z ciekawością na dziewczynę. Jak ona zareaguje na te wieści? Czy przyjmie jego słowa i odpuści ten temat czy też potraktuje to jako wyzwanie dla swoich zdolności?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#27
Choć jej palce śmigały po klawiaturze, a oczy bez mrugnięcia wpatrzone były w monitor to słuchała. Uważnie słuchała każdego słowa Huntera. Po raz pierwszy od X czasu poczuła coś na kształt pewności siebie. Robiła coś co lubiła i w czym była mistrzem. Coś, co nie kosztowało jej wysiłku, przy czym mogła wyostrzyć uwagę i pobudzić do pracy wszystkie komórki pod kudłatą czaszką. Może trochę niegrzeczny był taki stan, niemal posągowego wlepienia w monitor, nie dała jednak znaku, że się odcięła. Przytakiwała, przygryzała wargę i ogólnie prezentowała delikatnie oznaki tego, że doskonale słyszy i rozumie co się do niej do niej mówi, mimo, że wciąż coś pykała i pykała.
-Czy w mojej sytuacji... jest jaka jest... czy jeśli odkrylibyśmy moje Pokolenie i okazało by się ono odpowiednio niskie... czy to by mogło pomóc... czy może tylko zaszkodzić, bo to będzie znaczyło, że i mój Sire jest... no jeszcze niższego Pokolenia...? - Zapytała nawet nie mrugając. Dopiero ostry dźwięk błędu wywołał drgnięcie i skrzywienie.
-Żartowniś...cholibka... - mruknęła pod nosem ledwo usta otwierając, gdy przeczytała treść błędu odmowy dostępu. Ewidentnie, ktoś tutaj mocno grzebał. Ktoś, kto lubił to równie bardzo co ona i znał się na robocie wcale nie mniej. Wskazywało na to wszystko, od jakości sprzętu, przez jego ustawienie i organizację okablowania i podłączenia, aż po budowę sieci, strukturę folderów i zabezpieczenia z zaprogramowanymi niestandardowymi treściami.
-Przepraszam. - Dodała natychmiast i rzuciła błyskawicznie okiem czy jest gdzieś pokrętło głośności do głośników, jeśli nie znalazła ustawienia pod ręką albo wyłącznika głośników, po prostu kliknęła kolejnych kilka razy by systemowo wyciszyć głosy.


Gdy tłumaczył jej kolejne zagadnienie z Wielkiej Gry, sposępniała i znowu wzięła się za gryzienie swojej biednej dolnej wargi. Odwróciła się do Huntera dopiero kiedy wspomniał o wynalazku Nosferatu.
-Schrecknet...? - Powtórzyła. Bardziej retorycznie i dla siebie, żeby zapamiętać nazwę niż jako sugestia dla mężczyzny by temat rozwinął. Z resztą prawdopodobnie nic więcej i tak nie potrafiłby jej powiedzieć. To co już usłyszała jednak wystarczyło by zaintrygować odpowiednio jej osobę, dać na haczyk jakąś przynętę, której mogłaby się chwycić, jakiś cel, jakąś rzecz do zbadania, do odkrycia, do dowiedzenia się, jakieś wyzwanie, którego mogłaby się podjąć, pierwsze prawdziwe zawodowe, które w ogóle mogłoby stanowić dla niej jakieś wyzwanie... to COŚ dzięki czemu w ogóle mogłaby utrzymać głowę nad powierzchnią czarnej otchłani w której tonęła...
Nie podjęła dalej tematu. Nie czas był, ani miejsce na to. Hunter mógł dostrzec jednak pewną iskierkę w jej brązowych, zmęczonych i wiecznie wystraszonych oczach. Przytaknęła ze zrozumieniem i wróciła uwagą do monitora. Nie miała zamiaru bawić się teraz w łamanie zabezpieczeń tych głębszych folderów, które ktoś z taką finezją zabezpieczył. Zamknęła okna i wróciła do pliku z równie osobliwą nazwą. "do_not_click_neonate_i_double_dare_you.exe" Nie rozumiała znaczenia jednego wyrazu, ale ewidentnie był określeniem kogoś, mniej lub bardziej przyjaznym, kto wie czy w tym dziwnym świecie nawet jakimś obraźliwym przezwiskiem. Sądząc po rodzaju krzywego humoru autora, tak właśnie mogło być. Nie był to żaden plik tekstowy czy inny dokument. .exe sugerowało coś odmiennego. Nie otwierała więc tego czegoś. Poklikała jedynie odpowiednio by wyświetlić właściwości pliku, jego docelową ścieżkę zapisu, czas utworzenia, autora, zabezpieczenia. Być może jeśli dotrze do pełnej ścieżki zapisu - jeśli plik był tylko skrótem na pulpicie - reszta jego towarzystwa, lub inne właściwości powiedzą jej coś więcej o tym co plik może zawierać lub co uruchomić. Koniec końców, wolała jednak nie wypuścić tutaj żadnego trojana czy innego cholernego wirusa, ani odpalić równie krzywego co autor programu czy aplikacji. Wolała najpierw poklikać "na około" by lepiej zidentyfikować pochodzenie i przeznaczenie "do_not_click_neonate_i_double_dare_you.exe".
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, ciemne, wąskie jeansy wpuszczone w czarne kozaki na płaskiej podeszwie. Czarny, lekki, zapinany na guziczki sweterek. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami. Ciemny, matowy płaszcz sięgający kolan.

Przy sobie: W obecnej chwili torbę z laptopem, dwa telefony komórkowe, trochę drobnego sprzętu IT.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne [02.15.1999]

#28
Kilka chwil temu to Chloe Snow siedziała z boku, stłamszona, zaskoczona, zszokowana, nie wiedząc jak się zachować i co robić. Teraz role się odwróciły. Teraz to Joshua Hunter, taki pewny siebie gdy chodziło o socjalizację z innymi żywymi bądź nieumarłymi mógł się tylko przyglądać, jak jego podopieczna uderza w klawisze i zręcznie ruszą myszką. Chyba można wprost powiedzieć, że się uzupełniali...
Ścieżka do lokalizacji tej jakże tajemniczej aplikacji była relatywnie prosta i pozornie mówiła bardzo wiele. Pozornie. Plik ten - oprócz niego było kilka innych - był tylko do odczytu. Wszelka edycja została zablokowana, ba, nie była możliwa nawet zmiana nazwy. Podejrzenie właściwości także za wiele nie mówiło. Ot, data utworzenia i modyfikacji z lipca zeszłego roku. Ostatnie użycie miało miejsce tej samej nocy, niecałe półtorej godziny wcześniej. Rozmiar wynosił niecałe pięć kilobajtów, zaskakująco niewiele.
C:\Users\Moore_Elysium_Network\Guests\Nossies_Only_FU\ kryło w sobie nie tylko aplikację "do_not_click_neonate_i_double_dare_you.exe" lecz także zwyczajny plik tekstowy, jakich wszędzie pełno, nazwany "memberlist_elysium_by_q.txt" oraz dokument przygotowany do wydruku, "sewer_compendium_edit_for_all_kindred(2).pdf" i, o dziwo, zapisane stany gry z Half Life i szereg dziwacznych plików wsadowych, którego przeznaczenia lepiej się nie doszukiwać. Ich nazwy, będące przecież tylko zbitką liter i cyfr, aż za bardzo kojarzyły się z wirusami i trojanami. Co to wszystko znaczy?
Tym bardziej, że w Moore_Elysium_Network\Guests oprócz "Nossies_Only_FU" były tylko dwa foldery. "Admin", z ogromną kłódką i tarczą i krzyżem ankh, z pewnością zablokowany hasłem i Bóg jeden wie czym jeszcze oraz "Kindred_All", nie wyróżniający się w żaden sposób od normalnych folderów, dotyczących zawartości użytkowników korzystających z komputerów w bibliotekach, czy kawiarenkach.
I to tyle.
Chyba. Chloe może grzebać dalej i głębiej, dając upust swoim żądzom i pokazywać Joshowi, że naprawdę zna się na tych sprawach, że komputery to jej działka. Tymczasem Bon Jovi zaśpiewał głośniej. Grube i solidne ściany oraz drzwi skutecznie tłumi jego wokal, jednak teraz, gdy zaczął się po prostu wydzierać do mikrofonu, potężne głośniki zamontowane w kilku miejscach we foyer dawały o sobie znać bardzo wyraźnie.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#29
Hunter pokiwał głową, widząc determinację, z którą Chloe wpatrywała się w ekran. Z miejsca, w którym siedział nie mógł co prawda dojrzeć ekranu komputera, ale widać było, że młoda wampirzyca wyraźnie się wciągnęła w swoje poszukiwania. Zresztą, gdyby nawet widział ekran, to wiele by mu to nie powiedziało. Ot, zauważyłby, że zamiast w wyszukiwarce dziewczyna przeglądała właśnie jakiś folder, którego nawet by nie umiał odnaleźć. Dlatego też nie ingerował w pracę swojej podopiecznej i po prostu czekał na rezultaty i na dalsze pytania, które mogła do niego kierować.

-Gdybyś miała wysokie Pokolenie, moja droga, to twój Sire niestety nie byłby jedynym problemem-odpowiedział na zadane wcześniej pytanie z lekkim napięciem w głosie. Zawsze czuł pewną...irytację, gdy temat rozmowy schodził na kwestię Pokolenia. Uderzało to wprost w samo sedno jego ambitnego, łasego na bogactwa i przywileje serca. To, że jako młody neonata znajdował się na dnie wampirzego społeczeństwa, to akurat nie było dla niego problemem. Podstawową zasadą każdej organizacji jest to, że nowi i niedoświadczeni członkowie muszą się naharować, żeby móc awansować. Tak to działa wśród ludzi, dlaczego więc nie miałoby działać wśród Spokrewnionych, którzy walczą o zachowanie swojego Człowieczeństwa? Nie przejmował się też tym drobnym faktem, że starsi nieumarli nie odchodzili na emeryturę czy nie umierali ze starości. Nawet starszych Spokrewnionych można było wymanewrować z ich pozycji w mieście i nawet Klanie, w końcu nawet oni nie byli nietykalni w wielkiej grze intryg. Ale Pokolenie...ono nie zmieniało się z czasem, było na trwałe przypisane do wampira od chwili Przemiany aż do Ostatecznej Śmierci, na stałe ograniczając wyżyny mocy do jakich wampir może sięgnąć. Jedynymi rozwiązaniami, jakie pozostawały dla wampirów wysokiego Pokolenia była akceptacja ich stanu...lub uciekanie się do naprawdę nieludzkich praktyk. - Z wysokim Pokoleniem byłabyś o wiele bardziej atrakcyjnym pionkiem do politycznych rozgrywek Starszych, zwłaszcza gdy sparujemy to z twoim brakiem doświadczenia w byciu Spokrewnioną. Mogłabyś też mieć całe stadko wrogów spiskujących przeciwko tobie tylko dlatego, że zagrażałabyś ich pozycję w mieście-pokręcił głową, jakby był zniesmaczony przepychankami swoich pobratymców, choć sam potrafił mieć równie niecne plany. -Niezależnie od tego, jakie byś miała naprawdę Pokolenie, najlepiej będzie, gdy pozostali będą cię brać za moje Dziecię. Dopóki będą cię uważać za mało znaczącą płotkę, dopóty będą cię nie doceniać i nie śledzić każdego twojego ruchu. W niepozorności i udawanej słabości tkwi niemała siła-sparafrazował słowa, które otrzymał od swojego mentora. Stary Malcolm był ghoulem z długim stażem, więc doskonale wiedział o czym mówił, gdy starał się Huntera nauczyć subtelności. Działając w cieniu rzucanym przez ich Panią, Malcolm zawsze był we właściwy miejscu i we właściwym czasie, żeby podkopać interesy jej rywali w taki sposób, żeby nikt tego nie mógł z nią powiązać. Takiego poziomu subtelności Hunter na pewno nigdy nie osiągnie, a zwłaszcza nie teraz, gdy tak zażarcie walczył o pozycję wśród Spokrewnionych Seattle. Chloe jednak mogła na lekcjach mentora jej mentora wiele zyskać.

Hunter jeszcze chwilę powspominał w duszy stare dobre czasy w Chicago, zanim wyjął telefon. Widząc brak wiadomości zwrotnej pokręcił tylko głową i schował komórkę z powrotem na jej miejsce. Choć cały czas walczył sam ze sobą, żeby tego nie okazywać, to jednak powoli zniecierpliwienie zaczynało go doganiać.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, pokoje gościnne

#30
Wyłonił się wnętrza foyer jak rekin z oceanicznych głębin. Pewnym siebie krokiem przemierzał korytarze Elizjum w poszukiwaniu odpowiedniego pokoju. Hunter co prawda nie wskazał dokładnie gdzie na niego czekał, jednak jeżeli Thomas się nie mylił to w Moore były tylko dwa pomieszczenia z komputerami, a po chwili ciszy mógł usłyszeć przytłumione odgłosy rozmowy dochodzące tylko z jednego z nich.
Zapukał delikatnie trzy razy czekając aż ktoś z wewnątrz otworzy mu drzwi. Nie spodziewał się jednak nikogo innego w progu jak... - Wspólnik Hunter - zaczął pewnie z uśmiechem wchodząc do środka z wyciągniętą dłonią na powitanie. Nie czekał nawet na zaproszenie, nie musiał. To on był tutaj starszym, mógł sobie pozwolić na więcej i miał zamiar z tego korzystać - Mam nadzieję, że interesy idą pomyślnie. - Dodał z udawaną nadzieją w głosie. Typowa kurtuazyjna gadka, w kontaktach Ventrue służyła jako przystawka przed głównym daniem. Dzisiaj jednak obok tej przystawki było także inne, danie wstępne.
Prawie natychmiast po odprawieniu tradycyjnego powitania wzrok Walkera powędrował w kierunku Chloe, dziewczyny która już wcześniej siedziała ze wspólnikiem w otwartej części Moore. Zdawała się nie odstępować go na krok. A może to on się jej ciągle trzymał? Kolejna mała tajemnica do rozwiązania dzisiejszego wieczoru. - Och, mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - Zapytał retorycznie udając, że dopiero teraz ją zauważył. Natychmiast podszedł do stanowiska komputerowego nie czekając na odpowiedź. Nie wiedział kim jest jednak musiałaby być przynajmniej Harpią, żeby Thomas faktycznie i szczerze przejmował się odpowiedzią na wcześniej zadane pytanie. Póki co jednak nic nie wskazywało na to by była niczym więcej jak nowym ghulem. Zabawką w rękach młodszego Ventrue.- Thomas Walker. Bardzo mi miło. - Gdy podchodził do dziewczyny z wyciągniętą dłonią na powitanie poczuł nieznaczne poruszenie Bestii. Oczywiście nie dał po sobie tego poznać. Był zbyt doświadczony by coś takiego mogło mieć jakikolwiek wpływ na jego wygląd zewnętrzny. Nie mógł jednak pozbyć się wrażenia jakby to właśnie ta dziewczyna była powodem owego poruszenia. Zrobił w myślach notatkę by przez jakiś baczniej ją obserwować.
KARTA POSTACI: Thomas Walker
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
Ten spokrewniony zawsze wygląda elegancko. Koszula, marynarka i krawat to nieodłączne elementy conocnej stylizacji Walkera, a nienagannie wypastowanie buty czy zegarek na srebrnej bransolecie tylko dodają mu uroku. Ostatnio najczęściej można go zobaczyć w błękitnej koszuli i garniturze w kolorze navy blue razem z kontrastującym, najczęściej czerwonym krawatem. Do tego kompletu, podczas chłodniejszych nocy za ubranie wierzchnie służy mu czarny płaszcz, którego kołnierz często wywija do góry.
Odpowiedz

Wróć do „1932 2nd Ave, Moore Theatre”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość