2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia

#1
  Ciąg dalszy. Ta sama klasyfikacja i podział, co na parterze, ale książek jest tutaj znacznie mniej - można nawet żartobliwie powiedzieć, że jest to literatura z górnej półki, nie dla każdego i nie będzie to przesadą. Ponadto tutaj kryje się zbiór graficzny oraz audiowizualny, tuż obok szczytu schodów. Po lewej stronie mieszczą się wszelkiego rodzaju mapy, wykresy, tabele i plany wraz z szerokimi stołami i lampami, na których można je przejrzeć, po prawej natomiast jest wszystko, co utrwala obraz, dźwięk i ruch, jak taśmy, kasety, przeźrocza i mikrofilmy. Znajduje się tutaj sprzęt umożliwiający odtworzenie wybranego nośnika i zapoznanie się z jego treścią, ma się rozumieć.

Coś jest jednak nie tak. Biblioteka Ballard Carnegie Library nie ma skomplikowanego, nietypowego kształtu, jest zbudowana na bardzo prostym i łatwym do wyobrażenia planie, z zewnątrz też wygląda normalnie, ale po chwili przebywania na piętrze nie sposób pozbyć się wrażenia, że czegoś brakuje. Mało kto jest jednak w stanie powiedzieć o co chodzi i skąd te nieprzyjemne mrowienie u podstawy czaszki pojawiające się co jakiś czas.

Nieliczni są w stanie wskazać prawdziwą istotę sytuacji. Jest ich jednak na tyle mało, że nikt nie zwraca na nich uwagi - te osoby są zresztą na tyle pewne, że można im zaufać. W ograniczonym zakresie, oczywiście. Podobnie jak na parterze dział czwarty jest tylko ułudą, iluzją, prostym złudzeniem optycznym, tak tutaj miejsce bezpośrednio nad czytelnią wygląda jak zwykła ściana z regałem i oknami wychodzącymi na trawiasty dziedziniec na tyłach budynku.

Na piętrze nie ma też tylu wygodnych foteli, są za to stoły, bardzo dużo stołów i ław, a małe lampki stanowią dość dobre źródło światła. To, w połączeniu z tematyką zgromadzonych tutaj zbiorów jak i ich wartością sprawia, że znacznie łatwiej znaleźć tu wolne miejsce, ciszę i spokój niż na dole, o czytelni już nie wspominając. Nie jest rzadkim widok studenta, zakopanego w książkach i spisującego notatki gdzieś w rogu czy studentki siedzącej przy regale na podłodze i wertującej kolejny tom w poszukiwaniu upragnionych treści.

Tylko to wrażenie, że coś jest nie tak...

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia (02.15.1999)

#2
Z holu, po masywnych i szerokich schodach, przechodziło się bezpośrednio do pozornie szerokiego korytarza na piętrze. Pozornie, bo ogrom regałów, półek i, przede wszystkim stołów z krzesłami i ławami naprawdę optycznie zmniejszał tę część biblioteki. A jakby tego było mało, wystarczy spojrzeć na śmiertelnika. Ghul czy nie, zachwiał się lekko i potrząsnął głową, gdy zatrzymał się u szczytu schodów. Randy White także zaczął odczuwać coś niepokojącego, tak, jakby powietrze było tutaj znacznie bardziej gęste i ciężkie.
Lepkie nawet, można powiedzieć. Naelektryzowane.
- Bardzo pani przepraszam, że przeszkadzam, ale pan White już jest. To Nosferatu, pani Strauss. - zaczął Paul. Rooney mówił cicho, z pewną dozą lęku, tak charakterystycznego dla każdego śmiertelnika zwracającego się do istoty wyższej, doskonalszej, jaką był wampir. Lub, w tym przypadku, wampirzyca. Przy jednym z regałów w głębi stała Yvonne. Skryta w półmroku nieznacznie tylko rozproszonym miękkim, żółtym światłem z lampki stojącej na najbliższym jej stole wydawała się być widmem,
Była to kobieta bez wątpienia piękna, ale w dość surowy sposób; jej zimna uroda nie dodawała uroku, ba, można było odnieść nawet wrażenie, że nie jest do końca dziełem natury. Ciemne, gęste włosy miała zarówno upięte w gustowny kok, jak i splecione w krótki warkocz, kończący się gdzieś na wysokości łopatek. Nie grzeszyła nadmiernym wzrostem, tak po prawdzie to była chyba niższa niż ghul z książką pod pachą, ale jej spojrzenie, postura oraz sprawiały, że wydawała się dominować, górować nad wszystkim dokoła.
No i miała buty na obcasie. Niedużym, to prawda, ale kozaki z czarnej, grubej skóry sięgały kolan i sprawiały dobre wrażenie, wiele tez mówiły o jej guście. Podobnie jak bogato zdobiony, kaszmirowy płaszcz z czerwonymi akcentami tu i tam, tak jednoznacznie kojarzonymi z klanem Tremere. W szczupłych, bladych dłoniach, ozdobionych licznymi sygnetami i pierścieniami, trzymała książkę Crowley'a. "Magick, Liber ABA, Book 4", głosiła ciemnoniebieska okładka.
Yvonne czytała treść z kpiącym uśmieszkiem na krwawych ustach.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia

#3
Przewrócił oczyma na reakcję Rooneya, no tak oszałamiająca uroda jego klanu niekoniecznie musi się podobać śmiertelnym. White milczał cały czas, kiedy Ghul wykonywał swoje czynności. Nie pospieszał męzczyzny, był biernym świadkiem patroszenia kartonu. No, może nie do konca biernym, bo zastanawiał się jaki smak ma krew Ghula, nigdy nie pił takowej.

Będąc już na schodach wyczuł gęstą atmosferę. Podejrzewał, że to celowy zabieg. Tremere nie są darzeni zbytnim zaufaniem nawet w obecnych czasach, taki manewr zapewne miał podkreślić ważność klanu. "Popatrzcie jaki budzimy respekt", to było pierwsze o czym pomyślał White. Nieźle, nieźle. Ciekawe, czy to samo czują inne wampiry zlażąc do kanałów?
Oglądał przelotem tytuły na regałach, zapewne 90% nawet nie mógł zrozumieć ale zdał się na swoją dobrą pamięć i sobie je zapamiętał, ot co. Może na schrecknecie ktoś mu powie co to za tytuły, dla wiedzy samej w sobie.
Podobnie jak wcześniej, obserwował poczynania Ghula. To, jakie wrażenie robią na nim wampiry, przypomniało Randy'emu jak on sam się kuli i płaszczy przy spotkaniu z jego... problemem.
Potem dojrzał Yvonne. Miała, jego zdaniem, klasyczny Tremerski wygląd zimnej suki, który tak bardzo kontrastował z miłym i ciepłym zachowaniem Paula. Wrażenie to potęgowała wspomniana już gęsta atmosfera na piętrze.
White odrzucił te uprzedzenia na bok. Z jego gardzieli wypłynęły dwa słowa, które w założeniu miały mieć neutralne brzmienie, jednak zniekształcona krtań Nosferatu nadała im dźwięk, jaki wydaje z siebie jurny tapir w trakcie przeżuwania zbyt dużej ilości pokarmu.
- Dobry wieczór.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia (02.15.1999)

#4
Image
Image
Większość tytułów, które zdołał zauważyć Randy, była w języku angielskim. W znakomitej większości była to literatura piękna, ale także tomy krążące wokół mistycyzmu, religii, psychologii i całej tej śmierdzącej okultyzmem tematyki. Nic, co powinno nazbyt interesować porządnego Nosferatu. Są ważniejsze rzeczy do roboty niż przekopywanie się przez setki, tysiące stron. Od tego jest internet, o. Albo ghule, tacy jak Paul. Rooney odłożył ostrożnie książkę na stół, skłonił się niemal w pas i czekał, aż wampirzyca pozwoli mu łaskawie odejść.
Strauss skinęła nieznacznie głową, cały czas się uśmiechając.
Nie odpowiedziała jednak na powitanie Randy'ego, ani słowa Rooney'a. Skończyła czytać stronę, a trochę jej to zajęło, zamknęła książkę i wsunęła ją z powrotem na właściwe miejsce na półce. Dopiero potem odwróciła się w stronę gościa. Zmrużyła nieznacznie oczy, uważnie mu się przyglądać, po czym przeniosła spojrzenie na śmiertelnika. Ten zaś, jak można się było spodziewać, zacisnął mocno powieki, tak, jakby szykował się na uderzenie. Nic takiego nie miało jednak miejsca, a przynajmniej nie fizycznie.
- Wiem, że to Nosferatu. - sposób, w jaki zaakcentowała "to" nie brzmiał zbyt dobrze. - Czuję smród kanałów aż za dobrze. Zejdź mi z oczu i dopilnuj, by nikt mi nie przeszkadzał. - ghul wycofał się szybko, cały czas idąc do tyłu. Dopiero przy samych schodach odwrócił się z i nieukrywaną ulgą zniknął Spokrewnionym z oczu. Randy został sam na sam z Yvonne, które nie jawiła się jako przyjemna, miła osoba, z która można szczerze pogadać. Niestety, Nosferatu nie miał chyba innego wyjścia, jak odbyć z nią szczerą właśnie rozmowę...
- Regent zdecydował, że to ja będę odpowiednią osobą do spotkania z przedstawicielem Szczurów, a nie pierwszy lepszy Nowicjusz. Mówże. Prędko. - uniosła nieznacznie podbródek, zachęcając w ten sposób Randy'ego do rozmowy. Yvonne najwyraźniej wiedziała, co takiego Nosferatu zrobili i jak bardzo pomogli Czarnoksiężnikom, naprawiając błędy jednej z wampirzyc. Strauss podeszła niespiesznym krokiem do ławy przy stoliku, usiadła na niej i założyła nogę na nogę, przyglądając się uważnie odrażającemu nieumarłemu.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia

#5
Nosferatu był zadowolony. Takiej osoby potrzebował, nie trzeba mu było Toreadorskiego romantycznego rozpływania się nad ciepłymi kluchami.
Wokół White'a również panowała gęsta, kanałowa, atmosfera. Randy mimowolnie się uśmiechnął, byli więc kwita jeśli chodzi o ten temat.
Odprowadził Ghula spojrzeniem, czekając aż ten zniknie z zasięgu wzroku i słuchu, choć i tak podejrzewał, że cała fundacja będzie wiedziała o jego sprawie. Przeniósł wzrok na Yvonne. Sam nie wyglądał na zakłopotanego jej chłodem i pogardą. Jako Szczur był przyzwyczajony do takiego traktowania. Przyjrzał się jej uważnie.
- Na pewno Regent nie jest w błędzie. Dostrzegam, że rozmawiam z odpowiednią osobą.
Powiedział i rozpiął poły płaszcza. Poprawił resztki fryzu i ponownie skupił spojrzenie mętnych oczu na Tremere. Postanowił nie kręcić i powiedzieć wprost. Rzadko spotykane w świecie Wampirów, ale Randy nie miał na to czasu.
- Wszystko co powiem zabrzmi absurdalnie, ale szukam fachowej pomocy. Jestem nawiedzany przez dziwaczny byt od wielu lat. Jego obecność zwiastuje trzepot tysięcy owadzich skrzydeł. Kojarzy się z Szarańczą. Głos wwierca się w głowę i zmusza, nakazuje abym wszystko zjadał lub zabijał. To coś zupełnie innego niż podszepty bestii, choć ona zbyt wiele nie ułatwia. Myślę, że ten byt chce ze mnie zrobić czlonka swojego... stada.
Zdziwiło go jak spokojnie o tym opowiada. Jeszcze nie tak dawno jego ręce drżały trzymając słuchawkę telefonu. Kontynuował swoim charczącym głosem.
- Stawiam czynny opór, jednak od czasów mojego przeistoczenia ta istota urosła w siłę i powoli jestem na straconej pozycji. Za radą moich współklanowiczów udałem się do Fundacji, może wy coś będziecie w stanie poradzić.
Kropka. Z poważną miną przyglądał się rozmówczyni czekając na wykpienie albo równie poważne podejście do tematu.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia (02.15.1999)

#6
Image
Image
Początkowo Strauss tylko prychnęła w odpowiedzi. Kiedy jednak Nosferatu zaczął wyrzucać z siebie coraz więcej szczegółów dotyczących jego problemu, twarz nieumarłej z irytacji i znudzenia zaczęła zdradzać pewne objawy zaciekawienia. Może nawet fascynacji, bo wszystko zaczynało wskazywać na naprawdę interesujący przypadek, jeśli tak to można nazwać. Albo to po prostu zasługa tego, że White wspomniał od jak dawna jest dręczony.
- To wszystko działo się także przed aktem przeistoczenia... - powtórzyła, bardziej do siebie niż do stojącego przed nią odrażającego mężczyzny. - Nietypowe. - kiwnęła lekko głową. Był to niewielki, drobny gest, ale w przypadku tej konkretnej nieumarłej mówił naprawdę wiele. Spowiedź Randy'ego, bo tak można było te uzewnętrznienie skrywanych przezeń sekretów, naprawdę przykuwał uwagę tej Tremere. Jej zachowanie nie zmieniło się jednak w większym stopniu i dalej traktowała gościa oschle. Może nie z jakąś wyjątkowo niechęcią, ale traktowało go chłodno. Bardzo chłodno chłodno, tak, jakby przede wszystkim interesowały ją problemy wampira, niż sam wampir, o.
W końcu Nosferatu pojawił się w Fundacji - w bardziej publicznej jej części w każdym razie - jako osoba z zewnątrz. Niechęć, ostrożność, a także rezerwa, z jaką do niego podchodzono były na miejscu.
- Nasza pomoc ma swoją cenę, a bywa ona często większa, niż można się spodziewać. Niemniej, najbardziej oczywistym wydaje się wpływ innego, potężniejszego Kainity w postaci wyjątkowo potężnej Dominacji bądź Demencji. Obie te dyscypliny są w stanie namieszać w głowie słabszym, bardziej ograniczonym istotom, o słabej sile woli oraz nikłej odporności psychicznej. Innymi opcjami jest przekleństwo bądź też opętanie. Opowiedz mi więcej, proszę. Kiedy to się zaczęło? W jakich okolicznościach? Czy trzepot skrzydeł i głos rozbrzmiewają same, czy coś... lub ktoś... im towarzyszy? Jakieś wizje, obrazy? - oczywiście. Czego się można było spodziewać? To Tremere. Informacja o zapłacie musiała się pojawić, wraz z zaznaczeniem, że może to być zapłata naprawdę ogromna, najpewniej w postaci pierworodnego syna, gdyby oczywiście wszyscy zainteresowani byli żywi.
Ale Yvonne Strauss podeszła do problemu Randy'ego profesjonalnie. Z dystansem, z wyraźnym odseparowaniem osoby i sytuacji, w jakiej się ta znalazła. Zaczęła pytać o kolejne szczegóły i detale, chcąc wiedzieć jak najwięcej; zasugerowała też, co może być powodem tego wszystkiego. Niestety, żadna z wymienionych przez nią opcji nie brzmiała dobrze. Prawdę mówiąc, im więcej mówiła, tym gorzej to brzmiało...
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia

#7
- Pojawia się w trakcie lub po pożywieniu się... Nigdy nie umiem się nasycić krwią do pełna. Jestem wiecznie głodny. Nawet jako śmiertelnik.
Oczy Nosferatu skupiły się na oczach Tremere.
- Wszystko ma swoją cenę, Panno Strauss. Nie przychodziłbym tutaj licząc na rosołek i głaskanie po głowie. Proszę tylko podać swoje warunki...
Ostatnie słowo wyraźnie obniżył i opuścił nieco głowę. Na jego ponure oblicze padł głęboki cień, bruzdy i zmarszczki poglębiły się. Nosferatu na dłuższą chwilę zaglębił się w zadumie, musiał powrócić wspomnieniami do czasów tak dla niego odległych, że niemal już zapomnianych. To nie było łatwe zadanie, bo jeszcze dochodziły przemyślenia, które usłyszał od kobiety. Demencja, Dominacja, przekleństwo, opętanie... A może i wszystko na raz. White grzebał w swojej pamięci, przypominając sobie po kolei fakty ze swojego życia. W koncu dostrzegł. Jezioro. Jego oblicze przeszył grymas, a z gardła wydobył się krótki, cichy pomruk.
- Byłem nastolatkiem.
Rzekł po kilku chwilach ciszy, minęła może minuta, ale dla niego to było ładnych kilka dekad.
- Zabraliśmy się z paczką nad Jezioro. Było piwo, lecz niewiele. John namawiał, żeby wywołać duchy. Złożył ofiarę ze złowionej ryby, odstawił jakieś przedstawienie i potem była kupa śmiechu. Do czasu...
Miał cały czas opuszczoną nieco głowę, zanurzony w głębokich wspomnianiach. Widać, że od lat nie wracał do tego momentu w swoim życiu. Ton głosu był iście grobowy.
- ... aż ryba nie została rozerwana na strzępy przez chmarę insektów... John, Rose, Mandy. Zostali pożarci. Żywcem.
Uniósł łeb i spojrzał kolejny raz na Yvonne.
- Ja miałem być następny.
Rozejrzał się za czymś do picia ale szybko z tego zrezygnował, nie liczył na napitek. Był, jak już wspomniano, outsajderem w tych progach. Włożył za to ręce do kieszeni płaszcza.
- Co miałem zrobić? Krzyknąłem tej hordzie, że będę służył jej w zamian za życie. Lecz przeskoczyła tylko na mnie i potem urwał mi się film... Po przebudzeniu nikogo nie było dookoła. Tylko ich ciuchy. Długie lata myślałem, że się potopili w jeziorze, a sam padłem ofiarą jakieś halucynacji. Potem miałem kilka lat spokoju. Wietnam, zadziwiająco wyciszający... A potem studia architektoniczne. Tak.
Wyraźnie przeczesywał mroki swoich dziejów. Teraz analizował coś wyraźnie, zacisnął powieki mocno, jakby jeszcze chciał się z tego wycofać. Wiedział, że nie mógł. Musiał wyjawić prawdę. "Prawda Was Wyzwoli!". W jego oczach zagościł gniew, ale szybko się opanował.
- Widzi Pani... Nie jest dobrze, kiedy na poręczy objawia się człowiekowi szaranczak wielkości deskorolki i nakazuje 'romantycznym' głosem zjeść ciało swojego ojca, którego zrzuciło się ze schodów w wyniku przepychanki.
Słowo "ojciec" trąciło nieukrywaną nienawiścią.
- Potem czaiły się głównie w mroku, na granicy sluchu, wzroku... mam mapę z zaznaczonymi przypadkami ich wystąpień, ale nie dostrzegam żadnego wzoru. Czasem wtapiają się w brzmienie urządzeń jak komputer, głosna lodówka, wtedy już nie wiem czy to szaleństwo czy jawa. Kilka razy widziałem je zalewające całe uliczki. Jedna wielka, czarna, masa napierająca na świadomość z niewyobrażalną mocą...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia (02.15.1999)

#8
Image
Image
To była spowiedź. Randy White, martwy i odrażający potwór, wyznawała swe grzechy i zbrodnie praktycznie nieznanej kobiecie. Na tym się jednak kończyły podobieństwa z sakramentem pokuty i pojednania. Bez wątpienia Randy potrzebował pomocy, ale czy naprawdę był gotów żałować za swe grzechy, okazać skruchę i tak dalej? Oraz, co ważniejsze, czy Tremere zdecyduje mu się pomóc skoro jak sama wspomniała, cena będzie naprawdę wysoka?
Na parterze biblioteki ponownie rozbrzmiał dzwonek telefonu. Yvonne Strauss nie przejęła się tym faktem jednak w żaden sposób, tak, jakby całą swoją uwagę poświęciła Randy'emu. Albo raczej nie Nosferatu, tylko jednemu, konkretnemu wydarzeniu z jego życia, gdy jeszcze był zwyczajnym śmiertelnikiem jakich wielu. Nieumarła w milczeniu słuchała swego gościa, godnie reprezentując klan - w pewnym sensie przypominała posąg. Siedziała bowiem nieruchomo i wpatrywała się w paskudnego wampira obok niej.
W końcu się odezwała.
- Cztery ofiary. - zaczęła. - Pięć, właściwie. Piąta jednakże, którą okazałeś się właśnie ty, rzuciła na szalę swe życie. Rozpaczliwie pragnienie przetrwania, tak jak pierwotny instynkt, okazał się silniejszy niż zdrowy rozsądek. Decyzja wydawała się więc oczywista... oddać wszystko co było drogie za kilka lat wolności więcej. - mówiła do siebie, tak, jak poprzednie. Cichym i spokojnym głosem, niemalże całkowicie pozbawionym emocji, nienaturalnie chłodnym i nieprzyjemnym. Strauss zachowywała się tak, jakby w ogóle nie przejmowała się obecnością White'a, tylko kontemplowała jakiś skomplikowany problem natury okultystycznej. Co, w gruncie rzeczy, było prawdą.
- Żadna to jednak wolność. Dałeś się związać istocie, którą ograniczony śmiertelnik przywołał na ten świat. Nie wiem jeszcze skąd ten byt pochodzi, ale dowiem się. Co gorsza, jestem pewna, że przytargałeś tę istotę tutaj, do Fundacji. Twoje szczęście, że Regent należycie zabezpieczył ten budynek. - zwróciła się bezpośrednio do Randy'ego, patrząc mu prosto w oczy. Jej spojrzenie nieznacznie się zmieniło. Wcześniej było bez żadnych większych emocji, ani pozytywnych, ani negatywnych, ot, obojętność. Teraz jednak, gdy Yvonne najwyraźniej domyślała się, co też przydarzyło się żywemu jeszcze Randy'emu, zaczęła się pojawiać coraz większa niechęć.
- Podchodząc do sprawy od strony religii chrześcijańskiej, dominującej, to szarańczą rządzi Abaddon. Wedle Apokalipsy świętego Jana, rozdział dziewiąty, wersety od trzeciego do jedenastego zdają się najbardziej pasować. Śmiem twierdzić, że nieświadomie stałeś się jego apostołem, lub przynajmniej posłańcem. Śmierć z reguły rozwiązuje taki problem, ale zarazem rodzi kolejny... zniszczone ciało uwalnia plugawą duszę, która najpewniej zostanie wchłonięta przez demona. Bo chodzi tutaj o demona. Muszę tylko określić dokładnie o jakiego, panie White. - ponownie zwróciła się do wampira, tym razem jednak użyła jego nazwiska. I to chyba było najgorsze.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia

#9
Abaddon... Piąta trąba. White przypominał sobie Pismo Święte, które tak wiele lat temu wkuwał na pamięć pod bacznym okiem ojca. Słuchał w milczeniu słów Tremere.
- Pogratulować Regentowi zaradności. Wiem, że TO za mną wszędzie łazi...
Długie palce Nosferatu poruszyły się niespokojnie w kieszeniach posiadacza, kiedy zadzwonił telefon. Dziesięć sensorów zaczęło badać okolicę płynnym ruchem. Randy niemal nie zwrócił uwagi, kiedy jego pajęcze dłonie wyminęły się z kieszeni i zaczęły sądować przestrzeń wokół siebie. Jeżeli obok White'a był stolik, to jego skraj na pewno został delikatnie zmacany przez tą obcą formę życia. A tak po prawdzie Nosferatu był po prostu poddenerwowany.
-... nawet zdaje się mieć jakieś pojęcie co robią także inni. Choć wyciąganie z tego informacji to naprawdę zbyt duży wysiłek.
No tak, był Nosferatu, próbował więc przechylić szalę na swoją stronę i mieć przynajmniej informacje...
Przyłożył jedną z dłoni do brody. Ta, nim się uspokoiła, przebadała podbródek właściciela.
- Wskazał kierunek, w którym mamy iść, żeby złapać pewnego Tzimisce. I Diabeł tam był. Wiem, że TO miało w tym swój interes, jak tak teraz patrzę. Chciało, żebym zjadł Clive'a...
Wypowiedział po cichu, lecz słyszalnie. Niechęć Yvonne została przez niego zarejestrowana ale nie było to niczym nowym dla Nosferatu, jego nazwisko przywołało go z powrotem z przemyśleń i skupił się ponownie na Strauss.
- Proszę więc powiedzieć co mam zrobić, żeby pomóc się Pani dowiedzieć czego potrzeba?
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia (02.15.1999)

#10
Image
Image
Yvonne Strauss w ciszy patrzyła na Nosferatu. Jego zachowanie, tak bardzo przecież nerwowe, idealnie niemalże pasującego do przerażającej historii jaką właśnie opowiadał, nie robiło na niej zbyt wielkiego wrażenia. Wampirzyca po raz kolejny w ciągu kilku naprawdę krótkich chwil pokazała, że ten brzydki Spokrewniony nijak jej nie obchodził. Ale jego słowa, to, co mówił i w jaki sposób mówił... tutaj sytuacja prezentowała się zupełnie inaczej. Strauss kiwnęła wolno głową, dziękując w ten sposób za kolejne informacje.
- Żaden wysiłek nie jest zbyt duży. - skarciła Randy'ego, dając w ten sposób pokaz tremerskiej dumy. - Wyjdziemy przed budynek Fundacji. Spróbujesz wyciągnąć kolejne informacje, dzięki temu będziemy mogli dokładniej określić, z czym masz do czynienia. Komu, będąc młodym, śmiertelnym głupcem, zaprzedałeś swe życie. - lub też głupoty, zależy jak na to patrzeć. Nie prosiła, ani nie oferowała rozwiązania, tylko wydała rozkaz. Polecenie. Wstała nawet i zrobiła pierwsze kilka kroków w stronę schodów, gdzie się ostatecznie zatrzymała. Dłoń położyła na poręczy i, odwracając się w stronę White'a, zmierzyła go obojętnym spojrzeniem.
- Co masz zrobić? - odezwała się po chwili milczenia. - Właśnie to powiedziałam. Wychodzimy, a ty starasz się wyciągnąć tyle informacji, ile tylko zdołasz.- Strauss była jedną z klanu Czarnoksiężników. Czegóż innego można by się po niej spodziewać, jeśli nie podejmowania decyzji za innych i rządzenia?
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia

#11
Nie czuł się skarcony, dla Nosferatu szybkość pozyskiwania informacji była wykładnią sukcesu. Ten konkretny byt po prostu zbyt wiele chciał w zamian, jednak White nie oczekiwał, że Yvonne zrozumie logikę Szczura, nie po to też tu przyszedł. Był tutaj gościem i po prośbie, więc umyślnie ustępował gospodarzowi, żeby ten w jego towarzystwie miał połechtane ego i chętniej uczynił to, czego Randy oczekiwał. Zwłaszcza, że zainteresował Yvonne nie tyle sobą, co tematem. Pokrętna taktyka... ale póki działa jest dobrze.
Kiedy Tremere powiedziała, że wyjdą przed Fundację i będzie musiał wywoływać to przeklęte przez Boga COŚ, Randy spojrzał na nią wpierw z miną "no chyba cię popierdoliło!", ale sekundkę potem przyszło zrozumienie tej taktyki. Randy czuł jak skręca jego nieumarłe trzewia. Albo to coś będzie wkurwione jak głodny, niewyspany tyranozaur, któremu diplodok nadepnął na ogon, albo zbłaźni White'a i się nie zjawi.
- Przed telefonem do fundacji mi groziło, że będę żałował... Może być ciekawie...
Ruszył schodami w dół.
- Służyła Pani w wojsku? Trzeba przyznać, że ma Pani zadatki na wysoką rangę.
Zapytał, lecz nie liczył na odpowiedź ze strony kobiety. Bardziej sobie chciał poprawić humor, bo nie było mu teraz wesoło. Szczerze, wolał stanąć ponownie w szranki z Clive'm niż gadać ze swoją nemezis. Ale jak już się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Tutaj chyba Tremere i Nosferatu się zgadzali.
- Jestem tuż obok.
Odruchowo przywdział całun niewidoczności, kiedy weszli do holu. Maskarada przede wszystkim, White wolał unikać spojrzeń przypadkowych osób, zarówno tu i na podwórzu.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2026 NW Market Street, piętro, wypożyczalnia (02.15.1999)

#12
Image
Image
Żałował? Czego? Przecież Randy tylko przyszedł do Fundacji. Tylko. Aż?
- Wojsko nie przyjmowało kobiet za moich czasów. To, kim jestem, to efekt surowego, acz elitarnego wychowania szkolnego oraz lojalność wobec Tremere. - odparła cicho, jakby urażona, że Randy mógłby zasugerować paranie się tak plebejskim zajęciem, jak wojaczką. - Widzę, gdzie jesteś. - dodała chwilkę później, gdy White rozpłynął się w powietrzu. Nie było to wcale zaskakujące, bowiem starsze, potężniejsze wampiry potrafiły dostrzec to, co było niewidoczne gołym okiem. Było to jednak niezbyt miłe, wskazywało bowiem na to, jak wiele jeszcze jest do nauki przez Randy'ego.
Zeszli po schodach. Najpierw Yvonne, powoli, spokojnie, tak, jak przechadza się pani po swych włościach - albo raczej nie pani, ale osoba z rodziny właściciela i ziemskiego pana, pewna, że wszystko dokoła kiedyś będzie należało do niej właśnie. Frank Weaver był jednak upartym sukinsynem, do tego bardzo potężnym, więc nie prędko zejdzie z tego świata; sam fakt, że posłał kogoś takiego jak Strauss do spotkania z Nosferatu był wielce wymowny.
Wampirzyca zatrzymała się w holu głównym. Gestem dłoni przywołała do siebie śmiertelnika i szepnęła mu kilka słów, wydając niezrozumiałe polecenia. Mężczyzna trochę się zmieszał, zerknął z niepokojem w stronę zejścia do piwnic i bibliotecznych archiwów, po czym kiwnął ostatecznie głową i pospiesznie udał się we wspomniane miejsce. Yvonne odczekała jeszcze chwilkę, upewniając się, że Paul Rooney istotnie zejdzie do podziemi Ballard Carnegie Library i dopiero potem ruszyła w stronę wyjścia z budynku, na plac.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „2026 NW Market Street, Ballard Carnegie Library”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron