1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro

#1
  Na drugim piętrze największego budynku na Denny Way znajduje się dalsza część redakcji, aczkolwiek wolna od chaotycznej pracy i pozornego rozgardiaszu. Tutaj znajduje się kilka prywatnych gabinetów, gdzie dziennikarze mogą w spokoju prowadzić swoje śledztwa oraz przeprowadzać wywiady w cztery oczy, nie martwiąc się tym, że kolega bądź koleżanka po fachu nagle przeszkodzi i wystraszy rozmówcę. Z tego względu jest to piętro znacznie bardziej przytulne, przyjazne nawet i kolorystycznie pasuje do zewnętrznego wyglądu redakcji.

Ściany i sufity są utrzymane w jasnych, pastelowych barwach. Żółty i kremowy, czy nawet i beżowy kolor nie rażą w oczy i nie odwracają uwagi, nie rozpraszają; wręcz przeciwnie. Ciepłe kolory zachęcają do otwarcia się na rozmowę, uspokajają, pozwalają się zrelaksować i odpocząć. Prosta, łatwa do wyczyszczenia wykładzina na korytarzach tłumi kroki i dźwięki, a znajdujące się w pokojach dywany przypominają babcine pokoje z dzieciństwa, czyli miejsca kojarzące się z czymś dobrym, przyjaznym.

Pokoje przeznaczone na gabinety nie są przeszklone. Jedyne okna wychodzą na Denny Way i jeśli zajdzie potrzeba, wystarczy opuścić rolety, by w redakcji zapanował miły, intymny wręcz półmrok. Wygodne sofy, fotele i stare, drewniane meble z charakterem tak samo nie przytłaczają gości - jedynie wiszące tu i tam na tablicach notatki, fragmenty artykułów czy pierwsze wersje gazety z dnia jutrzejszego mogą trochę rozpraszać, ale to są drobiazgi. Zwłaszcza, że w magazynach i schowkach jest pełno dyktafonów, kamer, mikrofonów i odtwarzaczy oraz magnetowidów, by wszystko mogło zostać naprawdę dobrze przygotowane.

A nade wszystko znajduje się tutaj pokój socjalny, gdzie reporterzy mogą się nawet i zdrzemnąć, jeśli zajdzie taka potrzeba po całym dniu (i często nocy) ciężkiej pracy. Do dyspozycji prasy jest mikrofalówka, toaleta, prosta kuchenka nawet, kilka wygodnych, choć zapadniętych już kanap, niski stolik na których od wieków stoją kubki po kawie i herbacie, mały telewizor ze stosem kaset zawierających najpopularniejsze filmy oraz nagrane wiadomości telewizyjne i inne audycje.

Ostatnim ważnym miejscem jest dział DTP, czyli najprościej mówiąc, przygotowanie gazety do druku. To tutaj właśnie składa się całe wydanie, dokonuje korekty, tworzy infografiki, projektuje wstępy zarys gazety i - jeśli całość zostanie zaakceptowana - oddaje się materiał do drukarni, gdzie zostanie naniesiony na papier. Redaktorzy i edytorzy siedzą więc przy komputerach oraz magnetycznych tablicach, na których kreślą markerami co tylko się da, by The Seattle Times mógł trafić do czytelników.

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro

#2
Kobieta albo nie zdawała sobie sprawy z władzy jaką posiada będąc pierwszym ogniwem łączącym ulicę z Redakcją, albo została przytłoczona przez postawę i autorytet Edwarda.
Ona, niepozorna istota mogła zbyć starającego się wyglądać jak najpoważniej mężczyznę jednym, może dwoma słowami. Miała urzędniczą Władzę Biurka która zwykłym, prostym "Nie ma", "Nie przeszkadzać", "Zajęta jestem, nie widać?", mogła skutecznie zatrzymać prawie każdego.
Zdecydowała jednak wykonać polecenie tego, nad którym mogła mieć faktyczną kontrolę. Jedna odmowa wystarczyła - ghul przecież był tutaj tylko gościem.

Von Bern zdecydował się skorzystać z pomocy. Dwa piętra dla zdrowego człowieka były fraszką. Wskoczyć dwa, trzy stopnie do góry w pośpiechu? Nie ma żadnego problemu. Edward jednak musiał korzystać z poręczy, wspinając się powoli krok za krokiem. Zaraz jednak przed końcem biegu schodów prowadzących na drugie piętro podziękował za pomoc i finisz pokonał o własnych siłach. Przystanął na moment i odetchnął. Ból był, szczęśliwie, jeszcze do zniesienia w czym prawdopowodnie swoją zasługę miały zażyte wcale nie tak dawno tabletki przeciwbólowe.
- Proszę prowadzić. Proszę mi też powiedzieć kiedy planowo powinno kończyć się spotkanie. Zdaję sobie sprawę z wagi spraw biznesowych i nie zależy mi na przerywaniu ich.
KARTA POSTACI: Edward von Bern
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Równo uczesany, dokładnie ogolony, na głowie nosi homburg. Ma na sobie ciemnoszary, wełniany (naturalna faktura) płaszcz dwurzędowy. Pod płaszczem ubrany jest w szary, wełniany garnitur trzyczęściowy. Koszula ma klasyczny kołnierzyk, pod którym związany węzłem Victoria wisi jednolitego koloru, ciemnozielony krawat z widoczną z bliska teksturą skosu.Edward nosi oksfordy z ciemnej, brązowej skóry.

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro (02,14,1999)

#3
Wspinaczka, o dziwo, nie była wcale taka trudna ani męcząca. Zajmowała trochę czasu, rzecz jasna, bo to przecież schody prowadzące na drugie piętro. Były jednak szerokie, wygodne, poręcz zaś była na odpowiedniej wysokości, by móc bez żadnego problemu oprzeć się nie tyle dłonią, co całym przedramieniem nawet.
- Nie wiem. - stwierdziła cicho, idąc pustym korytarzem. - To znaczy, panie von Bern, to wszystko zależy od tego o czym jest spotkanie, co kto ma do powiedzenia i w ogóle. - poprawiła się, ponownie oblewając się rumieńcem. Była młoda nie tylko wiekiem, ale i stażem i z każdą kolejną chwilą spędzoną w budynku redakcji Edward się w tym utwierdzał. Ta blondynka chyba dopiero co zaczęła tu pracować i nie jest w stanie przestawić się na ten charakterystyczny, morderczy rytm. Niemniej, podzieliła się naprawdę ważną informacją.
- Może się zaraz skończyć, albo może trwać jeszcze z parę godzin. Nie wiem, naprawdę. - dodała chwilę później, znowu zwalniając kroku, tak, że szła teraz równo z Edwardem. No, może szła trochę wolniej od niego, bo miała obie zdrowe nogi. Długie i szczupłe, trzeba dodać, skryte za prostymi, acz całkiem gustownymi spodniami z ciemnego, lekko prążkowanego materiału. Dziewczyna kolejny też raz poprawiła niesforne kosmyki mokrych włosów, lepiącego się do czoła. Był środek lutego, zima w pełni, w budynku redakcji panowała stała temperatura, a blondynka biegała jak szalona z miejsca w miejsce i starała się wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak tylko potrafiła.
Zakład, że w ciągu paru dni zachoruje na zapalenie płuc?
W przeciwieństwie do parteru, nie było tutaj już tak cicho ani spokojnie. Gdzieś dzwonił nieprzerwanie telefon; jego przeciągły i przeraźliwy sygnał przenikał aż do szpiku kości, nawet pomimo grubych ścian i zamkniętych drzwi. Dopiero zza drzwi na samym końcu korytarza, z tajemniczą tabliczką "DTP" na wysokości wzroku, dobiegały przytłumione dźwięki burzliwej rozmowy. Na ile Edward i sekretarka mogli stwierdzić, jakaś kobieta w dość dosadny, nieznoszący sprzeciwu sposób dzieliła się wskazówkami dotyczącymi jednego z artykułów. Był jakiś problem z miejskim sierocińcem, ale to wszystko, co von Bern mógł dosłyszeć.
- Jesteśmy. - zakomunikowała blondynka, po czym wzięła głęboki oddech i zastukała kilka razy do drzwi. Rozmowy wewnątrz zamilkły momentalnie.
K o l e j k a | 
→ Kontuzja ręki.
 → Prawdopodobnie do końca lipca.
  → Posty będą pisane tak często, jak mi ból pozwoli.
   → Przepraszam.
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro

#4
- Rozumiem. - powiedział bez emocji, w przestrzeń.
- Proszę zdawać sobie sprawę z tego że słowa "Nie wiem" mogą być oznaką Pani, no cóż, niewiedzy, ergo niekompetencji. Woli Pani unikać takich stwierdzeń w przyszłości jeśli nie jest to pożądanym przekazem. A raczej rzadko kiedy jest... - delikatnie napomniał kobietę, nie patrząc nawet na nią. Skupił się natomiast na spoglądaniu przed siebie, kontemplując męczący i irytujący dźwięk dzwonka telefonicznego. Ostry, wysoki ton niezbyt pozytywnie działał na Edwarda, szczególnie kiedy przez tak długi czas nikt nie pofatygował się podnieść tej przeklętej słuchawki. Widocznie nikt nie ma tu tego w zwyczaju. Ot, dzwoni sobie.
Ledwie dotarli pod drzwi, a Edward już wiedział który z dobiegających z wnętrza głosów należał do Danielle Shaw.
To znaczy, który głos wychodził z jej ust bo sądząc po tonie i sposobie wypowiedzi, reszta głosów wraz ze stojącymi za nimi osobami także należała do Wampirzycy.
Edward odezwał się do asystentki, nim ta weszła do pomieszczenia.
- Edward von Bern w imieniu Edgara Wolfa. Przekaż to proszę Pani Shaw. Zaczekam tutaj. - poinstruował kobietę. Nie wiedział czy to co robi jest dobre, czy sprawa Wolfa była tak pilna aby Edward przerywał proces redakcji i produkcji następnego numeru gazety chociażby na chwilę. Szczerze powiedziawszy, nie obchodziło to Ghula - miał zadanie poza wykonaniem którego nie liczyło się w tej chwili absolutnie nic.
KARTA POSTACI: Edward von Bern
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Równo uczesany, dokładnie ogolony, na głowie nosi homburg. Ma na sobie ciemnoszary, wełniany (naturalna faktura) płaszcz dwurzędowy. Pod płaszczem ubrany jest w szary, wełniany garnitur trzyczęściowy. Koszula ma klasyczny kołnierzyk, pod którym związany węzłem Victoria wisi jednolitego koloru, ciemnozielony krawat z widoczną z bliska teksturą skosu.Edward nosi oksfordy z ciemnej, brązowej skóry.

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro (02,14,1999)

#5
Image
Image
Blondynka kiwnęła posłusznie głową, oblewając się nie pierwszy i nie ostatni raz rumieńcem. Sporo będzie się musiała nauczyć, by poprawnie wykonywać swój zawód; powtórzyła cicho pod nosem oba nazwiska, odetchnęła i pchnęła drzwi. Przekroczyła próg, jednakże nie zrobiła więcej niż kilku kroków do środka; miała tyle zdrowego rozsądku, by nie pchać się do ważnego spotkania. Wystarczy, że powie o co chodzi. Że przekaże wiadomość. Od tego w sumie była, dlatego odchrząknęła raz i drugi i, gdy upewniła się, że nie przeszkadza, powiedziała te same słowa co ghul.
- Pani Shaw? Pan Edward von Bern do pani. W imieniu pana Edgara Wolfa. - mówiła cicho, bo nie było w sumie potrzeby podnosić głosu. Pokój ten najpewniej był przestronny i oferował ogromną powierzchnię, ale teraz sprawiał dość mizerne wrażenie. Pod ścianami piętrzyły się stalowe i drewniane meble, głównie regały i szafy, pełne papierowych teczek i segregatorów z tworzywa, a także całkiem pokaźnej ilości leżących luzem, mniej lub bardziej pogniecionych kartek papieru. Szereg biurek i stołów znikał pod monitorami, drukarkami i faksami, a centralne miejsce zajmowała spora tablica magnetyczna, do której przyczepiono za pomocą magnesów-zwierzątek odręcznie zapisane kartki papieru, zawierające projekt gazety.
Przy tablicy stały dwie osoby.
Pierwszą był zmęczony, siwowłosy brodacz z pokaźnym brzuszkiem, w hawajskiej koszuli i bojówkach z wypchanymi kieszeniami. Z ciekawością zmieszaną z irytacją spoglądał na jasnowłosą sekretarkę, ale już chwilę później przeniósł wzrok na stojąca obok niego kobietę. Drobną. Niewysoką. Elegancką, o drapieżnej, acz przykuwającej wzrok urodzie i spojrzeniu godnym królowej świata. Danielle Shaw przekrzywiła nieco głowę, wyraźnie zdegustowana tak nagłym przerwaniem czegoś, co najpewniej było jej przemową. Oparła dłonie na biodrach i zupełnie nie przejmowała się faktem, że drobna, gustowna bransoletka zsunęła się aż do nadgarstka.
- Von Bern. - powtórzyła, po czym przymknęła na moment oczy i podeszła do brodacza z brzuszkiem. Szepnęła mu coś na ucho i ruszyła w stronę blond sekretarki, a co za tym idzie, stojącego kawałek dalej Edwarda. Miała na sobie ciemne, grafitowe spodnie od garnituru oraz bolerko, parę pierścionków dopasowanych do kolczyków oraz - co ciekawe - czarną aksamitkę na szyi, z czarną, sztuczną różą. Uniosła brwi w pytającym geście.
K o l e j k a | 
→ Kontuzja ręki.
 → Prawdopodobnie do końca lipca.
  → Posty będą pisane tak często, jak mi ból pozwoli.
   → Przepraszam.
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro

#6
Edward ze spokojem czekał aż wampirzyca wyjdzie z pomieszczenia.
Brygadzistka Ventrue, Harpia Danielle Shaw - oto i ona. Elegancka, dumna, pewna siebie...
... i z pewnością nieco zirytowana. Nie dziwnym. Edward, który sam jeszcze chwilę temu uchodził za pewnego siebie, przy nadnaturalnej istocie poczuł się mały. Nie przeszkodziło mu to jednak aby z szacunkiem, jednak bez strachu, wyłożyć swoją sprawę.
- Edward von Bern Junior, proszę wybaczyć moją zuchwałość przychodząc bez zapowiedzi. - to mówiąc skłonił się z szacunkiem i, już wyprostowany, mówił dalej, patrząc prosto w oczy kobiety. Danielle całą swoją postawą, nawet zwykłymi małymi gestami, zachwycała i wzbudzała respekt jednocześnie. Von Bern powinien zważać na słowa tak, aby wypaść jak najlepiej albo aby przynajmniej nie urazić wampirzycy. Zdaje się iż wykorzystał już swój dzisiejszy limit szczęścia i jeśli tragicznie potknie się tutaj, równie dobrze może to okazać się jego końcem.
- Pełna godności właścicielka tak władczego głosu musi być Panią Danielle Shaw. To dla mnie zaszczyt. - tym razem tylko chylił czoła, nieznacznie się uśmiechając.
Z szacunku dla Pani czasu przejdę do meritum. Otóż występuję tu w imieniu Pana Edgara Wolfe o umożliwienie spotkania z Panią. Niestety nie posiadam żadnych informacji dotyczących tematu tegoż. - mówił wyważenie, bez emocji, kładąc nacisk na treść przekazu.
- W Moore Theatre zostałem także poproszony o przekazanie Pani wyrazów szacunku od trzech dam, a także informacji: "Sarah tęskni". - skończył i wyprostował się jeszcze bardziej. Miał nadzieję że Danielle nie jest w tym momencie nazbyt wściekła za przerwanie spotkania.
KARTA POSTACI: Edward von Bern
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Równo uczesany, dokładnie ogolony, na głowie nosi homburg. Ma na sobie ciemnoszary, wełniany (naturalna faktura) płaszcz dwurzędowy. Pod płaszczem ubrany jest w szary, wełniany garnitur trzyczęściowy. Koszula ma klasyczny kołnierzyk, pod którym związany węzłem Victoria wisi jednolitego koloru, ciemnozielony krawat z widoczną z bliska teksturą skosu.Edward nosi oksfordy z ciemnej, brązowej skóry.

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro (02,14,1999)

#7
Image
Image
Gdy padło imię jednej z wampirzyc - Toreadorki, trzeba nadmienić - wyraz twarzy Danielle uległ nieznacznie zmianie. Edward dostrzegł, że kąciki ust Arystokratki uniosły się ku górze. Ciężko powiedzieć, jakie relacje były między Danielle a Sarą; uśmiech ten mógł być symbolem prawdziwej sympatii, ale również i irytacji, zdenerwowania czy też drwiny. Ot, wampiry. Śmiertelnik nigdy tego nie zrozumie, zwłaszcza, gdy chodzi o Ventrue. Również i jasnowłosa sekretarka, stojąca przecież cały czas obok, czuła się zakłopotana i zagubiona.
- Pan Wolfe chce się ze mną spotkać? - spytała, szczerze zdziwiona, po czym kiwnęła głową do sekretarki, pozwalając jej odejść i powrócić do przerwanych obowiązków. Blondynka odetchnęła z ulgą, dygnęła grzecznie i pospieszyła w dół korytarza, tupiąc obcasami. Chwilę później śmiertelnik został sam na sam z drapieżną wampirzycą; był jednak ghulem, i to związanym krwią przez nieumarłego z tego samego klanu, co Danielle, mógł się więc czuć względnie pewnie i bezpiecznie.
Chyba, że popełni jakieś głupstwo.
- Z żalem muszę powiedzieć, że nie mam zbyt wiele czasu dla Brygadzisty... Wspólnika. - zaczęła, robiąc jednocześnie kilka kroków przed siebie, oddalając się od pokoiku gdzie składano gazetę. - Sądzę jednak, że jutro, tuż po zachodzie słońca, byłabym w stanie znaleźć kilka minut... a przynajmniej zanim pojawi się mój sługa. - sposób, w jaki użyła klanowej tytulatury był pozbawiony kpiny i szydery, jednak Edward doskonale wyczuwał, że jego pan naprawdę stracił sporo w oczach pozostałych nieumarłych. Ale nie jest tragicznie! Danielle Shaw zasugerowała, że jutrzejszego wieczora, tuż po zachodzie słońca, może znaleźć kilka minut czasu dla Edgara!
- Ale nie ma nic za darmo. Jak się czuje pan von Bern, Senior? Zdrowie i humor mu dopisują? Utrzymujecie kontakt? - zadała kolejne, nieoczekiwane tym razem, pytania, zatrzymując się nagle. Wiedziała o Edwardzie. O jego życiu, krewnych. Ale czy wiedziała wszystko i, o zgrozo, czy coś w związku z tym planowała, stanowiło na tę chwilę tajemnicę.
K o l e j k a | 
→ Kontuzja ręki.
 → Prawdopodobnie do końca lipca.
  → Posty będą pisane tak często, jak mi ból pozwoli.
   → Przepraszam.
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro

#8
Sekretarka odeszła aby kontynuować swoje obowiązki.
Tym lepiej.
Para mogła teraz rozmawiać nieco swobodniej, bez większej obawy o złamanie Maskarady.
Edward wysłuchał uważnie tego, co Wampirzyca miała do powiedzenia. Nie przerywał jej ani jednym słowem, ani jednym gestem, nie wyrażał oznak zniecierpliwienia. Po prostu chłonął informacje i z wielkim zaangażowaniem oraz fascynacją interpretował je, łączył, analizował i wyciągał wnioski. Zdziwił się na zadane pytanie, jednak brał coś takiego pod uwagę. Nie ma nic za darmo...
W końcu, gdy Danielle powiedziała co miała powiedzieć, Ghul odezwał się.
- Rozumiem. - pokiwał głową. - Czas, nawet jeśli mamy go tak wiele więcej, nadal jest ograniczony. To... w pewnym sensie przykre.- stwierdził.
- Rozumiem też, że czas ten nie znaczy nic sam w sobie jeśli nie jest odpowiednio spożytkowany...
Senior czuje się całkiem przyzwoicie, dziękuję. Cóż, polityka przyspiesza starzenie się jednak myślę że mógłby być jeszcze przydatnym, tak sądzę.
- mógł sobie pozwolić na takie słowa. Nie czuł się źle ani z wypowiedzeniem ich, ani z poparciem ich swoim sercem i umysłem. Senior nie był już dla niego tak ważny jak kiedyś, nie miał aż takiego wpływu na syna. Teraz na pierwszym miejscu był Wolfe.
- Nie śmiałbym proponować Pani działalności filantropijnej. Wierzę w beneficyjne dla wszystkich stron układy. - kiwnął głową i uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
- Jakie ustalamy miejsce spotkania? - zadał jeszcze istotne pytanie.
KARTA POSTACI: Edward von Bern
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Równo uczesany, dokładnie ogolony, na głowie nosi homburg. Ma na sobie ciemnoszary, wełniany (naturalna faktura) płaszcz dwurzędowy. Pod płaszczem ubrany jest w szary, wełniany garnitur trzyczęściowy. Koszula ma klasyczny kołnierzyk, pod którym związany węzłem Victoria wisi jednolitego koloru, ciemnozielony krawat z widoczną z bliska teksturą skosu.Edward nosi oksfordy z ciemnej, brązowej skóry.

Re: 1000 Denny Way, The Seattle Times, reszta redakcji, DTP, drugie piętro (02,14,1999)

#9
Image
Image
Gdzieś znowu zadzwonił telefon. Ktoś starał się za wszelką cenę dodzwonić do redakcji, ale chyba nikt się tym zbytnio nie przejmował. Danielle tylko zerknęła w głąb korytarza, jakby sygnał telefonu trochę ją irytował. Wysłuchała jednak tego, co śmiertelnik spętany krwią miał do powiedzenia.
- Elizjum Moore Theatre. Foyer teatru nadaje się do poufnych spotkań bardzo dobrze, bo to od tego zależy toreadorska neutralność, mój drogi. - odpowiedziała na najważniejsze pytanie, będące w sumie sendem wizyty Edwarda w redakcji. - Elizabeth Page dysponuje kilkoma pomieszczeniami, gdzie bez przeszkód będę mogła porozmawiać ze Wspólnikiem Edgarem. - uzupełniła o niezbędne szczegóły, dając w ten sposób znać, że kwestia spotkania jednego i drugiego Ventrue jest już załatwiona.
Co jak co, ale w przypadku Arystokratów nawet zwyczajna słowa umowa miała wiążącą moc.
- Ty zaś, panie von Bern, Junior, będziesz towarzyszyć memu ghulowi z samego rana. Ma do załatwienia parę spraw, a przyda mu się pomoc kogoś... kogoś takiego, jak ty. I szepnij swemu ojcu kilka ciepłych słów, by oczekiwał na telefon ode mnie. Dobranoc. - dodała chwilę później, uśmiechając się szerzej. Choć była trupem, naprawdę miała w sobie wiele uroku. Drapieżnego, zwierzęcego niemal, ale przy tym tak szalenie podniecającego i prowokującego, że naprawdę mało kto byłby w stanie jej czegoś odmówić. Dlatego też nie pytała, czy Edward zgodzi się z jej słowa, czy nawet ma coś przeciwko temu.
Podjęła decyzję za niego.
Ghul Edgara Wolfe'a ma się stawić jutro rano w redakcji i czekać na ghula Danielle Shaw, którym najpewniej jest ten brodaty grubasek. Spokrewniona nie oczekiwała na potwierdzenie swych słów, na to, że Edward wszystko dobrze zrozumiał i nie popełni żadnego błędu w wykonywaniu jej poleceń. Odwróciła się i zostawiła go samego. Bo w sumie... to co takiego musiał teraz zrobić? Powiedzieć swemu panu, że spotkanie odbędzie się wieczorem, piętnastego w Elizjum? Zadzwonić do Seniora i powiedzieć mu, żeby czekać na telefon? Spotkać się z ghulem Shaw?
Tylko tyle? Aż tyle?
K o l e j k a | 
→ Kontuzja ręki.
 → Prawdopodobnie do końca lipca.
  → Posty będą pisane tak często, jak mi ból pozwoli.
   → Przepraszam.
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „1000 Denny Way, The Seattle Times Main Office”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość