The Angry Beaver Pub, sala główna

#1
  Początkowo The Angry Beaver Pub był najzwyklejszym barem sportowym, przeznaczonym głównie dla miłośników hokeja oraz Kanadyjczyków mieszkających w Seattle, ale z biegiem czasu zaczęły zachodzić coraz większe i coraz wyraźniejsze zmiany, by ostatecznie Bóbr przekształcił się w miejsce spotkań osób o trochę innych upodobaniach. Owszem, dalej odbywają się tutaj spotkania poświęcone wydarzeniom sportowym oraz praktycznie każdego dnia transmitowane są rozgrywki hokeja czy innego futbolu, ale nie to jest już najważniejsze.

Nawet wygląd się zmienił. Do niedawna na ciemnych, czerwonych ścianach z drobnej cegły wisiały dziesiątki koszulek z autografami sportowców, oprawione w ramki fotografie, flagi i proporczyki zespołów i drużyn, były tablice pełne biletów z najważniejszych meczów i spotkań, ale to należy do przeszłości. Teraz miejsce koszulek zajęły ciężkie, skórzane kurtki motocyklistów z różnych zakątków Stanów, nierzadko poznaczone śladami po ciosach nożem czy dziurami po kulach małego i dużego kalibru, z obowiązkowymi, ciemnymi plamami po zaschniętej krwi. Zdjęcia zespołów ustąpiły miejsca fotografiom z kartotek policyjnych przedstawiających osoby o dość paskudnych, często zarośniętych i pokrytych bliznami twarzach. Proporczyki i flagi zniknęły, a w zamian wiszą kopie nakazów aresztowania, przeszukania oraz, w dwóch przypadkach, kopie aktu zgonu.

Sala główna dzieli się na dwie części. Po lewej, na nieznacznym podwyższeniu od okna aż do schodów i wyjścia na tyły pubu rozciąga się pokaźnych rozmiarów bar z lakierowanego, ciemnego i bardzo sękatego drewna. Przy nim jest szereg stołków obitych skórą z wizerunkiem bobra, pod sufitem wiszą trzy telewizory, a ściana za barem to spora chłodziarka dysponująca alkoholem w postaci butelek, puszek oraz kegów (na najniższej, ukrytej przez wzrokiem postronnych półce są worki i butelki z krwią). Jest tam też przejście do malutkiej kuchni, gdzie znaleźć można lodówkę, mikrofalówkę oraz elektryczny grill/opiekacz.

Po prawej stronie znajduje się tuzin okrągłych stolików z wygrawerowaną sylwetką bobra oraz wąskimi, wysokimi (i zadziwiająco wygodnymi) krzesłami, a także parę automatów do gier, tablica z rzutkami oraz korkowa tablica, na której znajdują się lokalne ogłoszenia oraz informacje przestrzegające przed zbytnim ufaniem władzy. W głębi sali są jeszcze schody prowadzące na piętro i do piwnic oraz wyjście na tył pubu, to małej i ciasnej alejki, ale praktycznie zawsze stoi tam barczysty i ponuro wyglądający mężczyzna w czarnej koszulce z napisem "security".

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

#2
Jeżeli Michelle kiedykolwiek wyobrażała sobie jak mogłaby wyglądać siedziba, czy też miejsce spotkań anarchistów, to chyba właśnie tak. Wpasowywało się to idealnie w stereotypy, acz wolała nikogo nie szufladkować. Nie oznaczało to przecież, że ktoś jest gorszy czy lepszy. Ale te zdjęcia, i papiery... Co tu robił właściwie akt zgonu?
Trzeba było przyznać, że pomimo wyprostowanej postawy Michelle trzymała się towarzyszki dość ściśle. Chwilę też zwlekała ze zdjęciem kaptura z głowy, acz bluzy nie zdjęła - koszula która była pod spodem kompletnie nie pasowała do tego miejsca. Nie chciała się wyróżniać jeszcze bardziej. Pojawiało się jednak pytanie - od czego właściwie zacząć? Biedny Laurent mówił jej, żeby uważać na anarchistów gdyż mogą ją wykorzystać, ale tu chodziło tylko i wyłącznie o zwykłą rozmowę, prawda? I o zachowanie maskarady... Jak oni to tutaj byli w stanie utrzymać? Rozmawiali jeszcze innym rodzajem narzecza, w ogóle nie rozmawiali o takich sprawach? A może... Było tu jednak dość gwarnie...
Najpierw jednak wypadałoby się rozejrzeć. Spokojnie, powoli. Na pewno tu ktoś jest. Musiała najpierw zidentyfikować kto jest kim, kto śmiertelnym, a kto... Nie. Już trochę miała w tym wprawy. W tłumie również.
Tylko czy primogen miała jakąś inną koncepcję jej działań? Myślała o kimś konkretnym, czy będzie się zdawać tylko i wyłącznie na nią? Nie chciała się za bardzo oddalać... Przynajmniej nie na początku.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna 05/05/99

#3
Image Image Image Image
Stereotypy nie biorą się z niczego. Muszą mieć jakieś oparcie w rzeczywistości. Malkavianie, stereotypowo rzecz biorąc, są popieprzeni. Niektórzy rozmawiają z rybkami i to nie tymi w akwarium. Nosferatu są po prostu paskudni, ot, siedzą po piwnicach i kręcą gównoburze na internetowych forach. Brujah to dzikie, nieokrzesane bydło, a Ventrue są tak sztywni, jakby połknęli kij od szczotki. I tak dalej, i tak dalej. Primogen Toreadorów - także na swój sposób stereotypowa, jak się zastanowić - wyraźnie rozważała zdjęcie skórzanej kurtki, ale szybko porzuciła ten zamysł. Zrobiła zamiast tego parę kroków przed siebie, rozglądając się po ciasnawym ale zaskakująco przytulnym wnętrzu. Wzrokiem omiotła "galerię" kurtek oraz kopii różnych dokumentów, krzywiąc się z niesmakiem.
- Widzę chyba trzech naszych. - odezwała się Elizabeth. - Sama zaraz ich zauważysz. - dodała, obracając się w miejscu i uśmiechając się do Mould. Ludzi była masa. Mnóstwo osób kłębiło się przy barze i przy stolikach. Automaty do gier były okupowane przez trochę młodszych bywalców Bobra, a tablica z rzutkami - przez starszych. Spośród tych wszystkich osób jedynie trzy się wyróżniały. Pierwsza była za barem. Niewysoka, szczuplutka, atrakcyjna dziewczyna o bardzo gęstych i bardzo ciemnych, niemalże czarnych lokach, z nienaturalnie słodkim uśmiechem przykuwającym wzrok już z oddali. Słuchała niekończącej się litanii żalów jakiegoś wąsatego okularnika, ale co kilka chwil zerkała w stronę Elizabeth i Michelle.
Druga osoba to niski, chudy brunet z zarośniętą gębą i ponurym spojrzeniem, miotający rzutkami i bluzgami, gdy nie trafił w sam środek tarczy. Na pozór jeden z wielu, zmęczonych życiem ludzi przetaczających się stadami przez przedmieścia i obrzeża większości miast. Wyróżniał się jednak tym, że gdy była jego kolej do rzucania wszyscy schodzili mu z drogi; odsuwali się na tyle, na ile można było to zrobić w pubie.
Trzecia i ostatnia to długowłosy brzydal w przydużym płaszczu. Nieco otyły, niewysoki Meksykanin o paskudnej twarzy przeoranej bruzdami; siedział sam przy stoliku i nienawistnym wzrokiem wpatrywał się w ekran jednego z telewizorów. Leciały tam bez dźwięku wiadomości dotyczące problemów z pociągiem, ale nie to przykuwało uwagę ten Meksykaniec siedział sam i nikt jakoś nie kwapił się, by do niego dosiąść. Wszyscy zdawali się omijać jego stolik.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

#4
Nawet jeśli stereotypy miały podstawy, to wolała patrzeć trochę ponad nimi. Może pewne środowiska wymuszały pewne zachowania, ale nie mogło być tak, że każdy był taki sam. Czy naprawdę miałaby prawo czuć się źle gdy ktoś zwróci uwagę na jej skórę, jeżeli sama by zachowywała się podobnie? Na razie co prawda jedyne podobieństwo było takie, że primogen tez się zastanawiała nad odstawieniem odzieży wierzchniej, ale również zrezygnowała. Może z tego samego powodu co ona - straciłaby chyba ten jedyny akcent, który nie czynił z nich kompletnego zjawiska. A przynajmniej z Michelle. Przynajmniej się zgadzały, że te dokumenty były trochę... Niesmaczne.
Trzy osoby. Rzeczywiście nie musiała daleko i długo szukać. Rzucały się w oczy całkiem szybko, acz z innych powodów. No, może nie tak zupełnie, ale... Chyba najbardziej subtelnie. Dziewczyna za barem budziła pewne ogólne wspomnienia... Może jeszcze rozmowa z nimi stanie się jej specjalnością? Szczerze w to wątpiła, ale przez to zaczęła myśleć... Jak sobie radzi? Na pewno sobie radzi, to była taka zdolna dziewczyna, miała naprawdę sporo siły charakteru i potencjału... Na pewno sobie radzi...
Laurent wiedział, że po niego idą. Dlaczego nie zareagował? Może... Trochę z tego co widziała, wydawał się być trochę zrezygnowany nie-życiem. Może oddał to walkowerem? Um... Lepiej... Zachować takie domysły dla siebie. A pozostałe osoby - rzucały się w oczy z podobnego powodu. Wzbudzały obawy i strach, i obydwoje wyglądali na zabijaków. Może... Będzie mogła o tym pomyśleć, ale chyba najpierw podejdzie do baru... Tak chyba byłoby nawet naturalnie, prawda? Potem pomyśli.
-Faktycznie...-W końcu wydała z siebie jakieś słowo - zorientowała się, że od jakiegoś czasu nie odzywała się nawet słowem. Właściwie to od momentu gdy wsiadły do auta była zupełnie cicho, za każdym razem z zupełnie innego powodu. Okres ten przedłużał się jednak niemiłosiernie-...Podejdziemy do baru?
Sugestia. Może nawet prośba. Miała taki sam problem z podejściem tam jak do każdej innej osoby. Może troszeczkę mniejszy, ale to przez jej postrzeganie tego co jest naturalne. Naturalnym byłoby wzięcie czegoś do picia. Anarchiści powinni mieć takie rzeczy, a im nawet by pasowała taka lampka wina. Dziewczęta, które nie do końca tu pasowały...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna 05/05/99

#5
Image Image Image Image
Primogen kiwnęła lekko głową, ale nie czekała na albinoskę. Pierwsza ruszyła do baru; mniej więcej w połowie drogi odwróciła się i spojrzała na Michelle, wtedy też zwolniła kroku i poczekała, aż dziewczyna do niej dołączy. Wsparła dłonie na biodrach, uśmiechnęła się szeroko - dla kogoś postronnego można było pomyśleć, że starsza siostra wyciągnęła młodszą do baru po praz pierwszy w życiu, albo coś takiego. Na pewno było to znacznie bardziej rzeczywiste, niż świadomość, że dwie wampirzyce odwiedziły pub pełen wampirów.
Parę osób zerkało z ciekawością na Mould.
Jej śnieżnobiała skóra przykuwała uwagę. Wyróżniała się na tle innych; zwłaszcza, że większość bywalców The Angry Beaver Pub wyglądała na mniej lub bardziej opalonych, czy śniadych nawet. Było też paru czarnoskórych. Michelle była więc - dosłownie - płatkiem śniegu - bo nawet ci, którzy mieli trochę bledszą cerę niż inni, i tak nie mogli się równać z tą młodą wampirzycą. Być może dlatego też barmanka szybko spławiła natrętnego klienta, odpędzając go dłonią niczym upierdliwą muchę. Z pięknym, słodkim uśmiechem na twarzy (który swoją drogą nijak nie pasował do mordowni w stylu baru i pubu), oparła się łokciami o blat i przekrzywiła nieznacznie głowę to w jedną, to w drugą stronę. Po chwil zmrużyła oczy, patrząc to na jedną, to na drugą wampirzycę. Słodki, ale i na swój dziwny sposób upiorny uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Ja cię chyba znam. - odezwała się cicho, tak, że jej głos był niemal niesłyszalny pośród gwaru rozmów i muzyki. - Z teatru w centrum? Bo ciebie to bym zapamiętała, bez urazy kochana, ale wyróżniasz się jak księżyc na nocnym niebie. - zwróciła się do Elizabeth Page, i do Michelle Mould, nie mówiąc nic konkretnego ani bezpośredniego, ale to wystarczyło. Bardzo wątpliwe, by jakiś śmiertelnik mógł kojarzyć tę Toreadorkę z tym konkretnym teatrem. Elsie uniosła tylko lekko ramiona, ale sądząc po jej niewzruszonej twarzy, nie chciała nic więcej mówić. Barmanka cofnęła się o krok. U szlufki dżinsowych spodni miała zaczepioną malutką zawieszkę z identyfikatorem.
Napis głosił "Hi, my name is FELICITY".
Z głębi sali dało się słyszeć głośny ciąg przekleństw, wulgaryzmów i bluzgów, a przy tym trochę tylko głośniejszy łoskot towarzyszący uderzaniu pięścią w ścianę. Niektórzy - w tym sama Primogen - odwrócili się i zaintrygowani spoglądali w kierunku źródła tego hałasu. Jeden z pozostałych wampirów, zakapior od rzutków, właśnie wściekle atakował ścianę bo przegrał. Barmanka Felicity pokręciła rozbawiona głową i machnęła ręką, prosząc w ten sposób wszystkich, by nie zwracali na szaleńca uwagi.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

#6
Może to i lepiej, że nie czekała. Michelle też musiała się nauczyć działać trochę sprawniej, bez takiego zastanowienia, zwłoki... pewniej? Cały czas nad tym pracowała, ale to nie było wcale takie proste... Mimo to, powinna spróbować! W końcu bardziej niż w innych miejscach miała tutaj do czynienia z innymi rekinami. Nie powinna wyglądać cały czas jak jedna z wielu płotek. To... Jakby się nad tym zastanowić mogło być czasem przydatne, ale właśnie. Miała się mniej zastanawiać a zamiast tego działać. Albo może to nie o to...
Czuła na sobie spojrzenia. Uczucie tak namacalne i znane, z którym przez te lata nie mogła sobie poradzić. Dla niektórych ponoć było to źródło siły, i spędzali sporo czasu by otrzymywać taką formę atencji. Ona była inna, jej charakter był inny, odzyskiwała energię w inny sposób. Spędzenie większości swojego życia pod kloszem... Niemal dosłownie. Jej skóra nigdy nie przepadała za światłem słonecznym, aż bała się pomyśleć, jak szybko teraz by... Ale poszła. Z pewną obawą w kroku, ale aż tak bardzo nie zwlekała. Po raz kolejny - nie mogła pozwolić czekać.
Albinoska popatrzyła ze współczuciem na przeganianego klienta. Już i tak z momentem jej... ich wejścia, a może nawet wcześniej nie mógł liczyć na pełną uwagę, ale przynajmniej był utrzymywany w jakiś pozorach. A tutaj przyszły dwa "obiekty" ciekawsze i ot, spadaj. To... Nie podobało się dziewczynie, ale też nie był to jej teren. Żaden nie był, nawet jej mieszkanie zdawało się... Nie, tam musiała utrzymywać swoje zasady. Gdzieś musiała, miała w końcu dla kogo!
Dosłownie na moment Michelle opuściła głowę. Temat jak zwykle - jej wygląd. Jednak naprawdę starała się by nie dawać po sobie aż tak poznać, jak niekomfortową sytuacją dla niej było przebywanie w tym miejscu. Jakimkolwiek nowym, tak naprawdę, wśród nowych ludzi i innych stworzeń. Primogen milczała, co oznaczało tyle, że ciężar rozmowy opadał na nią. No tak... Ona miała tylko towarzyszyć. Jakby miała zrobić wszystko sama to by przyjechała tutaj sama...
-Um... fakt... Przynajmniej się nie świecę, chociaż tyle...-Albinoska niezręcznym żartem chciała... dokonać czegoś. Czego, to już nie miała pojęcia, ale i tak nie miała czasu rozwinąć czy jakoś się wycofać z tej myśli. Ogólne zamieszanie nabrało kolejnego akcentu, jak jeden ze spokrewnionych którego zauważyła dostał jakiegoś napadu... to chyba nie był szał, ale gniew zdecydowanie. I nie dziwiła się już, czemu wszyscy obchodzili go szerokim łukiem. Ona była daleko, a kuliła się w sobie jakby zaraz jej miało się oberwać.
-Uh...-Tylko tyle była w stanie skomentować. Wolała się do tego ograniczyć, zanim powie o jedno słowo za dużo. Może jej się uda tego uniknąć-...Michelle... Ciekawe miejsce... I osoby...-Nie chciała utrzymywać bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Zamiast tego wodziła oczami po różnych elementach wystroju, ludziach... spokrewnionych... Może tylko omijając tego "wzburzonego". To nie był dobry pomysł, by nawiązywać w tym momencie kontakt. Jednak gdy się przedstawiała - musiała. Tak nakazywało dobre wychowanie, nawet jeśli to miejsce o nim nie świadczyło. Jej matka raczej nie byłaby zadowolona, że tu siedzi, ale też... Kiedy ostatnio się z nią kontaktowała?
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna 05/05/99

#7
Image Image Image Image
"Przynajmniej się nie świecę", powiedziała albinoska.
Żart był suchy, godny jakiegoś Nosferatu śmieszkującego na internetowych forach, ale w sumie był prawdziwy. I, co ważniejsze, spodobał się Felicity. Barmanka o uśmiechu, który z pewnością zawrócił w głowie wielu facetom, zaśmiała się krótko i szczerze. Kiwnęła głową, rozbawiona. Początek rozmowy - w ogóle początek wizyty w The Angry Beaver Pub - można było chyba uznać za udany. Elizabeth i Michelle co prawda nie do końca pasowały do tego hałaśliwego, cuchnącego specyficzną mieszanką potu, alkoholu i kawy miejsca, ale nie zostały wyrzucone. A to już coś!
- Elsie, zgadza się. - odparła spokojnie Primogen. - Nie masz nic przeciwko, że sobie tu posiedzimy? Pogadamy? Porozglądamy się i tak dalej? - spytała, na co barmanka tylko wzruszyła ramionami. Nie była to idealna odpowiedź na wspomniane pytanie, ale z całą pewnością nie była zła. I chyba Toreadorka też to zrozumiała, bo wyraźnie się rozluźniła; była doskonałą aktorką, chyba jako jedna z nielicznych wampirzyc w mieście potrafiła tak zręcznie manipulować swoimi emocjami i ukrywać te prawdziwe. Teraz Michelle naprawdę widziała, jak Primogen jej klanu się rozluźnia.
- Dla mnie możecie tu nawet zamieszkać, tylko nie róbcie burdelu jak ten sukinsyn Virgil. - rzuciła, wskazując niedbałym ruchem podróbka w głąb sali, gdzie awanturował się jeden z pozostałych wampirów. - Mamy świetne, prawdziwie Krwawe Mary, a tak trochę głupio siedzieć o suchym pysku. Chcecie? - skwitowała Felicity i nie czekając na odpowiedź odwróciła się by przygotować drinki. Moment później przed Michelle i przed Elizabeth pojawiły się dwie wąskie, wysokie szklanki, pełne krwisto czerwonego płynu. Barmanka rozmyślnie wyciągnięta z nich zielsko; miejsce zieleniny zajęły zielone słomki. Uśmiechnęła się i puściła oko do nieumarłych dziewczyn.
Primogen z pewnym wahaniem chwyciła swoją szklankę. Powąchała trunek i umoczyła usta, spijając pierwszy, nieduży łyk. Zadowolona z zawartości, która okazała się po prostu zwyczajną krwią, zaczęła rozmowę z siedzącym obok facetem w okularach i czapeczce z logo jakiejś drużyny koszykówki.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

#8
Michelle naprawdę miała więcej szczęścia niż rozumu, że trafiła z tego rodzaju żartem do odpowiedniej osoby. Reakcja wydawała się być szczera. Może nawet było dobrym początkiem do tego, co zadała primogen. Można by się zastanawiać, czy tego rodzaju pytanie było odpowiednie skoro jak na razie nie wyglądało, by sprawiało to jakikolwiek problem, ale Michelle była ostatnią osobą która mogłaby wytykać tego rodzaju rzeczy komukolwiek. Wszystko jednak wydawało się być w porządku. Mogły zostać dopóki nie będzie z nimi problemów. Brzmiało sensownie. I chyba przekonało jej zwierzchniczkę.
No i przy okazji dowiedziała się pewnego imienia. Nie to, by miała zamiar tam podchodzić w najbliższym czasie, przynajmniej dopóki nie ochłonie - ona i on, ale mimo wszystko nie dziwiła się, że takie są reakcje. Tego rodzaju wybuchy o takie rzeczy wyglądały dość groźnie, i aż strach pomyśleć co by były gdyby powód był poważniejszy.
Och, i dostały "drinka". Nim Michelle cokolwiek zrobiła poczekała na to co zrobi primogen, jednak wszystko wydawało się być na miejscu. Sama sprawdziła na wszelki wypadek, ostrożnie. Słyszała, że krew potrafi ciągnąć za sobą alkohol jeżeli została wybrana z pijanej osoby, wolała się upewnić by potem nie prowadzić pod wpływem... No co, starała się być odpowiedzialna!
-Dz-dzięki...-Skinęła głową. Niezależnie od tego czy będzie czy nie będzie pić, to było całkiem dobre. Zajmuje ręce i nie zwraca aż tak uwagi. Michelle miała jednak pewne zadanie, do którego powinna się zabrać. Miała pewnego rodzaju wsparcie, ale jednak główna część roboty była na jej barkach. I co gorsza - ustach i pozostałej części całego aparatu komunikacyjnego. Stała parę chwil przy barze, zastanawiając się jak pociągnąć jakikolwiek temat. Wiadomo było z kim rozmawiała, ale trzeba było to zrobić przynajmniej półzgrabnie...
-...Są tu jeszcze takie... ciekawe osoby?-Od razu przy tym poleciały w ruch chyba połowa gestykulacji jakiej mogła wykonać. Delikatne, acz nerwowe ruchy dłonią, mimika - wszystko to by pokazać, że wcale nie miała nic złego na myśli w żadnym tych dwóch słów znaczeniu. Wiadomo było o co chodzi, ale nie chciała dorabiać do tego jakiejś filozofii. A naprawdę nie wiedziała jak jeszcze zagadać, cokolwiek innego wydawało jej się dość dziwne. Ale była młoda i... Nie znały się ewidentnie, więc... może... to będzie normalne?
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna 05/05/99

#9
Image Image Image Image
To była krew. Najzwyklejsza, chłodna krew, doskonale pasująca dla Bestii - Michelle czuła, jak ten mroczny i odrażający byt drży gdzieś na dnie jej duszy, czując zapach posoki. Alkoholu brakowało, oczywiście.
- To zależy, kogo uznajesz za ciekawego. - skwitowała barmanka, słuchając jednym uchem brodatego okularnika, burkliwym głosem proszącego o kufel piwa. - Virgil to wrzód na dupie, ma wybuchowy temperament i po prostu drze się na wszystko i na wszystkich, ale jest raczej w porządku. Dillon, to ten długowłosy koleś o mordzie jak nieszczęście, o tam, jest kimś w rodzaju prawej ręki Alexandra. Doradza mu, jeśli ma ochotę, ale ogólnie to się wycofał z życia już dawno temu. W Bobrze jesteście wy dwie, ja i Raul na zewnątrz, pyskaty gówniarz z LA. Uroczy jest na swój sposób... wszystkich pozostałych i naprawdę ciekawych wywiało. - wyjaśniła, nalewając piwo z nalewaka do szklanego kufla.
Trochę przesadziła z pianą, uśmiech na chwilę zniknął jej z ust, ale szybko naprawiła swój błąd. Błysnęła na moment ząbkami, wręczając brodaczowi kufel ociekający pianą. Zamilkła na kolejną chwilę, gdy z ulicy dobiegł potężny, acz nieco tylko stłumiony przez ściany i muzykę dźwięk silników motocykli. Albo ktoś przyjechał, albo właśnie odjeżdżał. Barmanka przez moment spoglądała w stronę drzwi, tak, jakby oczekiwała aż się otworzą - gdy to nie nastąpiło, a ryk silników zaczął się stopniowo oddalać, ponownie utkwiła swoje spojrzenie w albinosce.
- No i tak między nami, to Isaac Lamb z Cretins MC czasami tutaj bywa. - dodała po chwili, lekko zamyślona. - Z sentymentu, albo wpadłam mu w oko, nie wiem, nie wnikam. Fajnie jest posłuchać, jak marudzi na innych motocyklistów i ich kluby, to takie zabawne i dziecinne... jakby kłócili się o to, kto ma fajniejszą naszywkę na kurtce. Cretins, Sons of Gehenna, American Legion, Tacoma Ducks, Hells Angels, Gold Wing... nie mają pojęcia, co się dzieje dokoła. Ale wy wiecie, co się dzieje, no nie? - zakończyła konspiracyjnym szeptem, wspierając się na łokciach opartych o blat. Chyba polubiła Michelle, a na pewno darzyła ją cieplejszymi uczuciami niż obecną obok Elizabeth. Primogen doskonale wtapiała się w tło i jedyne mocny, czerwony kolor jej swetra, którego widoczny był tylko skrawek, zdradzał, że nie pasuje do The Angry Beaver Pub.
Mężczyzna, z którym rozmawiała, wydawał się być bardzo zauroczony Toreadorką.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna

#10
Spokojnie... Wszystko jest pod kontrolą. Daje sobie radę. Tylko to uczucie było tak odrażająco miłe... Jak natrętne, wstrętne myśli. Wolała nawet nie podawać przykładów, bo sam ten fakt sprawiał, że czuła się brudna. Bardziej niz zwykle w każdym razie.
Wolała rozmowę. I to jak ważną! Miała się dowiedzieć co się dzieje u anarchistów, i zachęcić do odwiedzenia Elizjum. Z tym drugim może być kłopot, ale chyba coś w końcu się jej obije o uszy.
Michelle leciutko błysnęła ząbkami. Została wprawiona w zakłopotanie, ale tylko chwilowo, i to powierzchownie. Wiadomo było o co może chodzić młodej spokrewnionej, która dopiero stawiała pierwsze kroki w tym miejscu.
-Raul... Tak, chyba... Go widziałam-Więc jednak to był spokrewniony. Prawdopodobnie. Coś w jego zachowaniu, nawet ubiorze się wyróżniało. Nie miała mu tego aż tak bardzo za złe, ale fakt faktem, że to nie było za miłe. Miłym też nie było przywoływanie tematu toczącej się wojny, ale z innych powodów. Bardziej ogólnych.
-Niestety... Mam pewien obraz...-Smutna śnieżynka mogła roztapiać serca, ale na bezwzględnych śmiertelnych raczej to nie działało. Tylko trochę wyrwała się z tego chwilowego marazmu. Zdała sobie z czegoś sprawę.
-Ummmm... Może wyjdę na... ignorantkę... ale... kim jest Isaac Lamb-Sama ściszyła głos, jakby naprawdę nie chciała chwalić się swoją niewiedzą że wszystkimi. Natychmiast tez spuściła oczy, i tylko brakowało spontanicznego rumieńca do pełnego obrazu. Jako iż jednak te reakcje nie były w pełni świadome, takowy się nie pojawił.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w czarne jeansowe spodnie, rozpinaną z przodu kurtkę z kapturem w tym samym kolorze, i białą koszulą z kołnierzem pod spodem, której jednak nie było widać gdy się zapinała pod samą szyję. Na samych stopach miała wygodne buty sportowe

Zazwyczaj jednak nosi czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach odzianych w czarne rajstopy ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami.

Re: The Angry Beaver Pub, sala główna 05/05/99

#11
Image Image Image Image
Elizabeth Page zaśmiała się głośno.
Wstała od baru i, ujmując towarzyszącego jej mężczyznę pod ramię, poprowadziła go gdzieś w głąb sali. Michelle została sam na sam z Felicity, nieumarłą barmanką anarchistycznego odpowiednika Elizjum. Mogło być gorzej... chociaż Samuel pewnie by się tutaj doskonale czuł. Muzyka - głośna, hałaśliwa, wulgarna, z przesterowaną gitarą i wyraźnym basem - jakoś tak pasowała do jego gustu. I mógłby bez problemu rozmawiać z ludźmi, zarówno żywymi, jak i martwymi! Mould miała z tym trochę problemów... ale starała się jak mogła.
- Isaac to członek klubu motocyklowego Cretins, bandzior z tego malutkiego baru Fuse Box, regularnie zalewa się w trupa i wszczyna tam bójki. - zaczęła zarzucać Michelle informacjami, które może i dla kogoś obeznanego w środowisku byłyby ważne, ale dla albinoski mówiły tyle, co nic. - Wiesz, w stylu łobuz kocha najmocniej. Im częściej tu przyjeżdża, tym mam większe wrażenie, że naprawdę wpadłam mu w oko. To urocze. - mówiła dalej, z tym samym cudownie słodkim i absolutnie do niej nie pasującym uśmiechem.
- Pięciu chłopa trafiło do szpitala. Oficjalnie w stanie ciężkim, ale nieoficjalnie wiadomo, że to nie do końca prawda. Byli naćpani po same uszy vitae. - zakończyła szeptem, rozglądając się delikatnie na boki. Nie powiedziała nic konkretnego, nic, co mogłoby tak naprawdę narazić Maskaradę; ot, zasugerowała, że banda ćpunów rzuciła się na motocyklowy klub, dzieląc się przy okazji nazwą jakiegoś "narkotyku". Dla niewtajemniczonych brzmiało to wszystko jak zwyczajne porachunki gangów, rzecz normalna ostatnimi czasy w Seattle. Dla wąskie grona zainteresowanych był to jednak jasny komunikat: ghule (najprędzej ghule Sabatu) przecenili swoje możliwości.
A rozmowa dopiero się zaczynała...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „8412 Greenwood Ave N, The Angry Beaver Pub”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość