The Angry Beaver Pub, front

#1
  Połączenie baru i klubu, gdzie można bez obaw oddać się konsumpcji napojów alkoholowych (nie tylko tych o niskiej jego zawartości, jak piwo, ale także znacznie mocniejszych, jak whisky czy wódka) oraz miło spędzić czas, słuchając muzyki, oglądając telewizję i ćwiczyć koordynację na linii oko-ręka podczas gry w rzutki, bilard, obijanie czyjejś twarzy oraz gry na jednym z trzech automatów. The Angry Beaver Pub jest piętrowym budynkiem z drobnej, ciemnej cegły i całościowo jest utrzymany w ciemnych, stonowanych barwach. Dominują tutaj brązy i czerwienie, front jest dodatkowo ozdobiony terakotą i potężnym szyldem przedstawiającym bardzo zdenerwowanego, agresywnego bobra o karykaturalnie długich kłach i przekrwionych oczkach.

Podobne wizerunki tego uroczego zwierzątka znajdują się na drzwiach wejściowych do pubu oraz na wysokich, szerokich oknach, aczkolwiek z racji tego, że szyby są zaciemnione, szare, to bóbr jest tam tylko konturem, sylwetką pozbawioną detali i szczegółów. Ale nie przeszkadza to nikomu, wręcz przeciwnie, każdy chwali sobie taką stylizację; coś takiego jest uznawane za luźne, spokojne podejście do życia, nie traktowanie wszystkiego śmiertelnie poważne, ot, carpe diem. Bo żaden lokal z wkurzonym bobrem w logo nie może być traktowany poważnie, prawda?

Zwykle na tym wąskim, ciasnym chodniku z niewielkich, betonowych płyt, w cieniu kilku niezbyt wysokich drzew jest zaparkowanych kilka motocykli należących do niektórych gości oraz właścicieli. Najczęstszym widokiem jest więc zabytkowy, niesamowicie cenny i kultowy już Harley-Davidson EL z 1936 roku, w ciemnym błękicie i jasnej, kremowej bieli zdecydowanie przykuwa wzrok. Nie jest to maszyna, którą widzi się codziennie i wszędzie i każdy, kto znajdzie się w pobliżu Wściekłego Bobra przystanie przynajmniej na chwilkę, by podziwiać tę maszynę.

Drugim, znacznie nowszym ale nie mniej kultowym jest czerwono-czarny potwór sprzed piętnastu lat, Kawasaki ZX900 Ninja, z pękniętą szybką która zwraca szczególną uwagę stróżów prawa, ale mimo kilku mandatów właściciel tego motocyklu nie zamierza dokonywać napraw. Ostatnia maszyna to dwuletnia Yamaha Royal Star Tour Deluxe, potężna, ogromna bestia lśniącą bielą i czernią, przeznaczona do bardzo długich, dalekich tras, wprowadzona na rynek w 1997 roku, marzenie wielu osób, ale nie każdego na nią stać - inne motocykle, jakie można spotkać na chodniku przed Bobrem, są klasyczne modele, Harley-Davidson, Suzuki i Ducatti, Yamahy i BMW oraz Hondy. Nie parkują jednak zbyt często, bo jak zostało już wspomniane, teren przed pubem nie jest wcale taki szeroki, a kilka potężnych maszyn to już ogromny tłok.

Re: The Angry Beaver Pub, front

#2
ZUrban Nite <<<


Kierowca, który przywiózł Huntera na miejsce, ewidentnie nie należał do najbardziej wygadanych osób. Można było jednak łatwo wyczytać z rzucanych przez niego spojrzeń, że nie mógł się nadziwić, że jego elegancko ubrany pasażer chciał zajrzeć do takiego lokalu. "Angry Beaver" było miejscem, gdzie można było łatwo oberwać po mordzie, a wystrojony w marynarkę i płaszcz Josh nie wyglądał na człowieka, który poradziłby sobie w takim miejscu. Hunter jednak nie był człowiekiem i przemoc też nie była mu obca, więc nic nie czuł, gdy zajechali do baru obstawionego motorami.

Nie była to w pełni prawda. Nieumarły nie czuł w tej chwili strachu, ale za to narastającą frustrację, że pozwolił na doprowadzenie do takiej sytuacji. Gdyby czas go nie gonił, gdyby nie musiał działać w pośpiechu, to po drodze zajrzałby do swojego schronienia i zmienił strój na coś bardziej pasującego do Bobra. W tym zestawie niestety będzie się wyróżniać, co może działać na jego korzyść, ale pewnie przyniesie po prostu masę upierdliwych problemów.

Jesteś żywym trupem i masz przy sobie spluwę-pouczył sam siebie-rozpijaczeni Harleyowcy nie są w tym momencie problemem. Zastanów się raczej nad tym, jak chcesz się dogadać z wampirami, które mogą mieć ostry ból dupy co do Twojego klanu.

Gdy taksówka się już zatrzymała, Josh opłacił kurs i wyszedł na chodnik przed Bobrem. Zaparkowane przed pubem maszyny, dudniąca muzyka i przytłumione krzyki pijackiej wesołości wyraźnie sugerowały, że Walentynki hucznie tutaj obchodzono. Przed lokalem widać było czwórkę sylwetek, dwóch facetów i dwie kobiety, zajętych rozmową o jakimś znajomym, który podobno coś "zjebał" z tego co Hunter usłyszał. Obaj goście i jedna z dziewczyn palili, przez co raczej nie należeli do Spokrewnionych, ale druga dziewczyna wzbudziła w Joshu zaciekawienie. Brak papierosa, wystawiała sporo gołej skóry na taki mróz, zauważalnie blada. Kierując się do wejścia do lokalu, młody Kainita starał się dyskretnie przyjrzeć zgromadzonej czwórce, zwłaszcza wzbudzającej jego zaciekawienie kobiecie.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: The Angry Beaver Pub, front 02,14,99

#3
Image
Image
Dla znakomitej większości śmiertelnych mieszkańców Seattle The Angry Beaver Pub tył po prostu tak zwaną mordownią. Dawniej nieliczni znali to miejsce jako całkiem przyjemny pub sportowy, gdzie można było w spokoju obejrzeć mecz, pogawędzić przy piwie, czy posłuchać transmisji radiowej z jakiegoś spotkania drużyn. Teraz... teraz rządziła tutaj cięższa muzyka i chociaż sport dalej był nieodłącznym elementem Bobra, to stanowił już mniejszość. Wystarczy tylko zerknąć na szyld!
Przyprószona śniegiem karykaturalna podobizna tego zwierzątka aż nazbyt nasuwała skojarzenia z mrocznym światem, istniejącym tuż pod nosem śmiertelników. Bóbr miał tak przerośnięte zęby, tak wykrzywioną w grymasie wściekłości buźkę, że tylko ślepiec (lub właśnie śmiertelny) nie mógł odkryć oczywistych skojarzeń. The Angry Beaver Pub był anarchistycznym odpowiednikiem Moore Theatre i Bloodbath. Był swego rodzaju Elizjum. Był miejscem, gdzie nieumarli mogą się spotkać bez obaw.
Grupka stojąca przed budynkiem obdarzyła Josha przelotnym spojrzeniem; jego strój, jakkolwiek idealnie pasujący do wspomnianego już teatru, czy eleganckiego osiedla należącego w jakimś stopniu do Toreadorów, tutaj był wręcz krzykliwie niedopasowany i zwracał na posiadacza uwagę chyba każdego w okolicy. Blada dziewczyna, którą Hunter podejrzewał o bycie członkiem Rodziny, bardzo szybko odwzajemniła jego podejrzenia. Biorąc jednak poprawkę na strój Spokrewnionego, zmrużyła niezbyt przyjaźnie oczy i wykrzywiła usta w niemiłym grymasie.
Skinęła mu głową.
- Zgubiłeś się? - spytała na powitanie? Ostrzeżenie? Towarzyszący jej ludzie wybuchli śmiechem. Bo to byli ludzie, patrząc na wydychaną parę, mieszającą się z dymem papierosowym. Dziewczyna, co do której Hunter nie miał już żadnych podejrzeń, że jest wampirzycą z innej sekty niż Camarilla, uśmiechnęła się szeroko błyskając ząbkami w świetle pobliskiej latarni ulicznej. Była ładna, nawet urocza. Ot, niewysoka i szczupła, o ciemnych, kręconych włosach i delikatnej, tak słodkiej i niewinnej buźce, upiornie kontrastującej z jej zachowaniem.
Stała pewnie, z szeroko rozstawionymi nogami, ręce zaś miała skrzyżowana na kształtnych, acz niezbyt dużych piersiach. No i miała tatuaż. A raczej Tatuaż, ogromny rękaw, wyglądający, jakby dopiero co został wykonany. Dobiegająca z wnętrza Bobra muzyka gwałtownie się urwała; dało się słyszeć jakieś trzaski i zgrzyty, a potem na powrót rozległy się dźwięki; tym razem była to jakaś popowa, mdła piosenka. Nieumarła z tatuażem przewróciła oczyma, wyraźnie zirytowana tym faktem.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, front

#4
Słysząc słowa dziewczyny-powitanie? zaczepkę?-Hunter zwolnił swoje tempo i podszedł do Bobra nieśpiesznym krokiem. Uśmiechnął się przyjaźnie do wampirzycy i skinął towarzystwu głową, oceniając towarzyszących nieumarłej śmiertelnych. Młodzi, rozbawieni, sympatyczni-pierwsi do żartu i do szklanki, nie robią pewnie nikomu kłopotów, o ile sami nie zostaną napastowani. Josh z miejsca uznał ich za brak zagrożenia i poświęcił całą swoją uwagę Kainitce.

-Ja? Chyba jestem we właściwym miejscu-odpowiedział na pytanie, gdy skrócił dzielącą go od grupki drogę. Radosnym głosem zaczął wymieniać i pokazywać otwartą dłonią-Motory przed barem? Piękne dziewczyny-wskazał na piękniejszą połówkę grupy, na co śmiertelniczka zaśmiała się, a nieznajoma wampirzyca uśmiechnęła się, ale oczy wciąż miała zimne. Dobra muzyka-zawahał się na chwilę, słysząc puszczoną nagle piosenkę pop-ok, w większości dobra-poprawił się. -Maskotka na szyldzie? Ewidentnie jestem przy Bobrze, czyli jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie!

Zatrzymał się nagle przed towarzystwem, uchylił płaszcz na tyle, żeby mogli zobaczyć jego marynarkę i koszulę, po czym przesadnie i komicznie tanecznym krokiem wykonał obrót. Zupełnie tak, jakby wyszedł przed chwilą z przebieralni w sklepie i chciał usłyszeć opinię na temat wybranych ciuchów. -Najpierw wystrojony jak szczur na otwarcie kanałów poleciałem do Teatru, a potem odbijałem się od klubu do pubu i vice versa-nacisk jaki położył na słówku "teatr" nie wzbudził wśród ludzi zainteresowania, był jednak wyraźnym sygnałem dla nieznajomej nieumarłej. Hunter nie widział sensu w ukrywaniu swoich lojalności, przynajmniej nie przy miejscu neutralnym i przed "niewrogim" wampirem. -Tawerny Tractor i Caroline, a i jeszcze Kraken i Leary i Fiddler-wymienił szybko parę znanych (ze słyszenia) lokali-tyle jeszcze można zwiedzić, a noc coraz krótsza. Byłem wcześniej w Urban Nite, a jak tam impreza przygasała, to od razu przyleciałem tutaj-rzucił nazwą klubu, niby niewinnie, ale starał się przy tym ocenić reakcję Spokrewnionej.

Ta dziewczyna była nie lada zagadką dla Huntera. Zazwyczaj mógł coś wyczytać z drugiej osoby, jakieś przypuszczenia lub wrażenia, coś co pomagało mu w rozmowie. Tym razem nie mógł liczyć nawet na najlżejsze odczucie. Na pewno była wampirzycą, na pewno była Anarchistką, ale poza tym była niewiadomą. Klan nieznany, może Brujah lub Gangrel, ale równie dobrze mogła mieć po prostu taki temperament. Wiek nieznany, ze śmiertelnymi się dogadywała jak młoda, ale Starsi mogli nauczyć się tej sztuki. Nieznane imię, zainteresowania, plany, marzenia czy ambicje-Josh wymieniał dalej w myślach, ze zdziwieniem łapiąc się na tym,że nie mógł skupić wzroku na jej oczach. Kimkolwiek by nie była, nie należała pewnie do jego klanu, więc to nie strach nim kierował. Jednak nawet gdy zwrócił na to uwagę, zamiast spojrzeć jej prosto w oczy, wodził wzrokiem po skręconych splotach jej ciemnych włosów. Podążając za jednym kosmykiem natrafił na jej bladą, delikatną szyję, po której zjechał w dół do ramienia i potem do tatuażu. Światło okolicznej latarni rzucało cień na wzór, zakrywając część szczegółów, ale mógł dojrzeć gwiazdy i zarysy kwiatów. Wzór się poruszył, ręce nieznajomej splotły się na klatce piersiowej w geście zniecierpliwienia, zarazem ukrywając jak i podkreślając jej piersi.

Hunter poderwał wreszcie opadające coraz niżej oczy i złapał kontakt wzrokowy z dziewczyną, która wysłuchała jego ględzenia i zastanawiała się, czy ten wystrojony elegancik miał coś jeszcze do powiedzenia. Choć minęła zaledwie chwila, odkąd słowotok Josha się urwał, przerwa była nagła i zauważalna. Cisza, jaka zapadała była przerywana głównie parsknięciami śmiechu śmiertelnej dziewczyny z grupy, która w nagle zachwyconym spojrzeniu Huntera widziała coś naprawdę komicznego.

Uśmiech Huntera, do tej pory uprzejmy i przyjacielski, stał się nagle o wiele cieplejszy, -Przepraszam, nie chciałem się tak gapić, po prostu dopiero przed chwilą mogłem Ci się lepiej przyjrzeć-powiedział zgodnie z prawdą nieznajomej wampirzycy-i aż cisną się na usta słowa poety; " Jesteś tak zajebiście piękna, że normalnie ja pierdolę!"-rzucił żartobliwie, ale i z zachwytem w głosie. Podszedł do dziewczyny, pokonując ostatnie dzielące ich kroki, po czym przedstawił się-Jestem Josh. A Ty kim jesteś, piękna nieznajoma?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: The Angry Beaver Pub, front 02,14,99

#5
Image
Image
- Słodka jest! - zawołał jeden ze śmiertelników, śmiejąc się i bijąc otwartą dłonią o kolano. Był jednak jedynym z całego towarzystwa, który się zaśmiał; jego koledzy dyplomatycznie zaczęli spoglądać w niebo i na zaparkowanego motocykle, tak, jakby nie usłyszeli tego, co powiedział. Albo, co gorsza, w ogóle go nie znali. Wytatuowana nieumarła obdarzyła śmieszka milczącym, długim spojrzeniem, które w zupełności wystarczyło. Biedak burknął coś w stylu "przepraszam" i, po rzucenia niedopalonego papierosa, powoli ruszył w stronę baru.
By jednak przekroczyć próg "Bobra", musiał minąć i wampira, i wampirzycę. Nieumarła trzepnęła śmieszka w potylicę, nie za słabo i nie za mocno, co wywołało kolejną burzę śmiechu ze strony jego kolegów. Biedak zachwiał się i już-już był gotów stracić równowagę, ale na szczęście oparł się rękoma o ścianę budynku. Trwał przez chwilę bez ruchu, po czym zaczął się masować po głowie; cios otwartą dłonią był najwyraźniej boleśniejszy, niż mógł się początkowo wydawać.
- Felicity. - wyciągnęła po chwili dłoń do Josha. - Ale mów mi Sugar, bo jak ten mały chujek się przekonał, słodycz w nadmiarze bywa szkodliwa. Ból głowy, trudność z koncentracją, niewyraźne widzenie... - przedstawiła się, nie tylko dzieląc się swoim imieniem, ale także i przezwiskiem. Całkiem dobrze pasującym, trzeba dodać, bo Felicity naprawdę wyglądała jak słodka i urocza dziewczyna. Kontrastowało to trochę z jej zachowaniem czy też spojrzeniem, jak i samą odzieżą i tatuażem, no ale hej, nie była człowiekiem. Wampirom wiele można wybaczyć.
- Daruj sobie piękne słówka, nie jestem pierwsza lepszą cnotką, która po usłyszeniu paru komplementów ma kisiel w majtkach. Nie wierzę, że tak z dupy tutaj przyszedłeś, bo w Seattle zaliczyłeś już wszystkie fajne kluby. I teatr. - podkreśliła ostatnie słowo, dając w ten sposób do zrozumienia, że orientuje się co to za miejsce. Elizjum Moore Theatre było powszechnie znane i szanowane, nawet, jeśli nie do końca lubiane. Inną alternatywą było przecież Bloodbath lub właśnie Bóbr. Felicity podeszła bliżej Josha, zmniejszając dzielący ich dystans do granic przyzwoitości.
Z bliska naprawdę była urocza.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, front

#6
Słowa Felicity-Sugar-ostatecznie potwierdziły przypuszczenia Huntera, że stojący przed barem śmiertelni nie byli wtajemniczeni w istnienie Spokrewnionych. Mógł się też przekonać, jakim szacunkiem Sugar cieszyła się pośród tych ludzi, szacunkiem opartym zarówno na sympatii jak i na strachu. Niby drobna i urocza, ale potrafiła przywalić od niechcenia mocniej, niż niejeden facet. Gdy podała Joshowi rękę do przywitania, ten mógł się jedynie cieszyć, że nie odczuwa bólu jak człowiek. Ścisnęła jego dłoń tak mocno, że aż się zdziwił, że jego kości to wytrzymały.

Nie zrobiła tego z agresją, było to raczej kolejne ostrzeżenie, żeby Hunter nie próbował robić coś głupiego, co mogłoby się Felicity nie spodobać. Jej oczy cały czas go oceniały, przesuwały się po jego ciele i próbowały przejrzeć go na wylot. Ta lustracja nie była dla Josha przykra, wręcz przeciwnie, cieszył się z uwagi, jaką mu poświęcała. -Felicity to piękne imię, ale Sugar zadziwiająco świetnie do Ciebie pasuje. I to zarówno z oczywistych, rzucających się w oczy powodów jak i tych, które wymieniłaś-powiedział, delektując się skróconym dystansem, który ich dzielił. Następnie rozłożył ręce w geście "przyłapałaś mnie" i z uśmiechem nie opuszczającym twarzy przyznał-Masz rację, jest konkretny powód, dlaczego przyleciałem akurat tutaj, a nie na przykład do Krakena. Jest to jednak bardzo intymny powód, a ja jestem chorobliwie wręcz nieśmiały-nawet nie próbował ukryć bezczelnego kłamstwa-dlatego wolałbym wyszeptać Ci go do uszka lub chociaż oddalić się od przyzwoitek.

Spojrzenie Felicity, już wcześniej chłodne, teraz zrobiło się całkiem lodowate. Dziewczyna nie była głupia i jeśli miała rozmawiać z obcym wampirem, na dodatek jeszcze z innej Sekty, będzie to robić jedynie w obecności świadków. Jako formę ustępstwa, przejaw ograniczonego zaufania i dyplomacji Anarchistów, położyła otwartą dłoń na jego prawym ramieniu i popchnęła go na tyle mocno, żeby się cofnął o krok. Gdy Hunter się cofnął wstecz, Sugar poszła zaraz za nim i popchnęła go jeszcze dwa razy, aż oddalili się od ludzi o trzy kroki. Tyle wspaniałomyślnie postanowiła dać Joshowi i ani centymetra więcej.

Josh powstrzymał westchnięcie, rozmowy przy obecności Trzody zawsze były upierdliwe, jeden głupi tekst mógł zagrozić Tradycji Maskarady. Jego rozmówczyni dała mu jednak wyraźnie do zrozumienia, że nie miał co liczyć na większą prywatność, dlatego postanowił uszanować jej decyzję i zaczął odpowiadać, na tyle cicho, by śmiertelni go nie dosłyszeli. -Najchętniej bym teraz wszedł do środka klubu i zaszalał na parkiecie z najpiękniejszą dziewczyną w mieście-rzucił Sugar znaczące spojrzenie-ale najpierw muszę kogoś znaleźć. Wyciągnął dwa palce do góry-W zasadzie to dwójkę ktosiów. Jedna należy do mojej "firmy" i nazywa się Moniqe Brassington , ma umówione spotkanie z obowiązkową obecnością. Na nagraniach z kamer, które dzisiaj przeglądałem gadała z kimś, kogo nie było widać, więc albo przed zniknięciem oszalała albo miała wizytę kogoś kto się potrafi ukryć przed światem. I to jest ten drugi ktoś.

Przerwał na chwilę, zastanawiając się nad swoim zachowaniem. Mówił Felicity dużo, nawet zbyt dużo, bo przecież należeli do różnych Sekt. Szczerość jednak była w tym momencie najlepszą strategią, Sugar już była bardzo chłodno do niego nastawiona i gdyby przyłapała go na kłamstwie, mogłaby ostatecznie go przekreślić. Jeśli zależało mu na niej jej pomocy, prawda była w tym momencie najlepszą walutą.

-Facet, podobno od was, opisywany jako "w cholerę przystojny z samymi markowymi ciuchami."Zaglądał tej nocy do Urban Nite, ale zmył się, zanim mogłem tam dotrzeć i z nim pogadać. Doradzono mi, że powinienem zajrzeć do Bobra, bo albo tutaj może siedzieć albo będziecie wiedzieć o kim mowa-zakończył swój wywód i zbliżył się o kolejne pół kroku. -W Elizjum siedzi Dziecię, bardziej świeże i zielone, niż pierwsze wiosenne liście. Czeka na swoją Sire, która zaginęła, a ja w tym czasie błądzę jak ślepy we mgle. Jego twarz znajdowała się parę centymetrów od jej twarzy, a jego ręce delikatnie objęły jej dłonie-Sugar, proszę Cię, pomóż mi-powiedział cichym, ale pełnym pasji głosem.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: The Angry Beaver Pub, front 02,14,99

#7
Image
Image
- Słuchaj no koleś, nie pyskuj mi tutaj, jasne? - warknęła, dźgając Josha palcem w pierś. Gdyby Hunter żył, bardzo by go to zabolało, bo mimo wszystko dziewczyna miała krzepę i nieumarły mógł się zachwiać pod wpływem tego wymownego gestu. Buźkę Felicity wykrzywił naprawdę uroczy grymas, będący czymś pomiędzy pierwotną agresją a zwyczajną, ludzką irytacją. Odczekała chwilę, aż sens wypowiedzianych przez nią słów dotrze do wampira z innej sekty; z sekty, którą każdy Anarchista (i to przez duże "A") po prostu gardził. Spokrewniona wsłuchała się w też w muzykę dobiegającą z wnętrza Bobra i, gdy wreszcie ktoś zmienił popową pioseneczkę na coś mocniejszego, nieco się uśmiechnęła.
- W dupie mam Camarilę, wiesz? - no tak, czego innego można się było spodziewać po anarchistycznej, pyskatej dziewczynie. - Szkoda dzieciaka, naprawdę mu współczuję, młody jest i pewnie głupszy nawet od ciebie. Gdybyś tylko go tu przyprowadził, to z miejsca bym mu pomogła. Skoro jednak chcesz się taplać w gównie... co możesz mi zaoferować, jeśli mamy rozmawiać? - zniżyła głos. Nie byłą częścią największej i najważniejszej sekty (a za taką mogli uważać Camarillę wszyscy jej zwolennicy), ale wiedziała, że o pewnych rzeczach nie mówi się głośno i wprost.
Pociągnęła Josha za ramię i przeszła kawałek, do zaparkowanych motocykli.
Przez moment przyglądała się stojącym maszynom, aż w końcu strzepnęła śnieg z jednego potwora. Oparła się kształtnymi biodrami o siodełko czerwono-czarnego jednośladu. Kawasaki troszeczkę się przechylił pod ciężarem dziewczyny, która znowu skrzyżowała ręce na piersiach. Felicity "Sugar" wbiła wzrok w towarzyszącego jej wampira, lecz już po chwili spojrzała na grupkę śmiertelników. Wszyscy, jak jeden mąż, odwrócili wzrok i zajęli się swoimi sprawami, przesuwając się coraz to bliżej wejścia do baru.
- Robię to ze względu na niego, pamiętaj o tym, o błękitnokrwisty. - dodała pogardliwie, uważniej przyglądając się ciuchom, jakie miał na sobie Joshua i całkiem trafnie oceniła, z jakiego jest klanu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, front

#8
Punkt dla mnie-pomyślał sobie rozbawiony Hunter, którego humor od razu się polepszył, gdy dzielący ich od ludzi dystans się zwiększył. Teraz nie musiał się bawić w konspiracyjne szepty i mógł już normalnie porozmawiać z Sugar, bo tylko krzyki dotarłyby teraz do przyglądającej im się spod Bobra ekipie. Ten punkt, który sobie żartobliwie przyznał, był za znalezienie właściwego podejścia do przełamania lodów. Felicity miała słabość na punkcie osób gnojonych przez świat i trudno było znaleźć kogoś bardziej odpowiadającego do tego opisu, niż zupełnie świeżego wampira.

-Skoro już poruszyłaś ten temat, to muszę Ci się przyznać, że jestem Toreadorem-powiedział z udawaną powagą, a potem parsknął śmiechem i dodał-nie no, żartuję sobie. Trafiłaś w dziesiątkę za pierwszym razem, gratuluję-ukłonił się w geście uznania. -Przy okazji, to jest nasze pierwsze spotkanie, a Ty już wyskakujesz z polityką i interesami? Jesteś cholernie konkretną kobietą, bardzo mi się to podoba-rzucił wesołym tonem, po czym nagle spoważniał. Przyszedł przecież czas, żeby porozmawiać o interesach.

Przekręcił głową w lewo, aż słychać było chrupnięcie wskakujących na nową pozycję kręgów szyjnych, a z głowy wyleciało mu nagle szczeniackie zauroczenie. Przekręcił głową w prawo, wywołując dźwięk przerzucanej starej skrzyni biegów, a jego myśli skupiły się nie na Sugar, tylko na jej słowach. - Jeśli chcesz, to możesz się ponabijać z mojego klanu, to oni mnie wybrali, a nie ja ich. Tak samo z Camarillą, zostałem z marszu do niej wciągnięty, nie składałem żadnego CV i nie przyszedłem na żadną rekrutację. Mam serdecznie w dupie kwestię klanów i sekt, jak ktoś jest mi wrogiem czy przyjacielem, to widzę w nich jednostki a nie kasty i systemy-rzucił krótko, po czym przeszedł do konkretów. -Drobna dygresja z mojej strony, wybacz, przejdźmy do interesów.

-Skoro w ogóle zaczynach gadać o targowaniu się, zamiast mnie spławić, to znaczy, że możesz mi pomóc. Nie bawiłabyś się w ten cyrk, gdybyś nie wiedziała o kogo chodzi, bo marnowałabyś wtedy swój cenny czas na takiego głupca jak ja-rzucił rzeczowym tonem. -I wokół tego właśnie-Twojego czasu, nie mojej głupoty-obraca się moja oferta. Oparł się o stojącego w pobliżu Harleya i kontynuował-Niezależnie od klanu, wieku, pokolenia czy Sekty, każdy Spokrewniony cierpi z tego samego powodu. Nasz czas na tym świecie jest ograniczony-Sugar już miała mu przerwać, ale podniósł błyskawicznie rękę-Tak, masz rację, nie mamy odgórnie narzuconego limitu istnienia, przy dobrych wiatrach możemy istnieć nawet wiecznie. Ale nasze doby są zredukowane wyłącznie do nocy, krótszych lub dłuższych, ale bez jakiejkolwiek możliwości wydłużenia ich. Człowiek może sobie odpuścić spanie i na spokojnie działać przez co najmniej czterdzieści osiem godzin, my za to nie mamy takiej swobody.

Zawiesił na chwilę głos, zastanawiając się nad następnymi słowami, po czym przeszedł do sedna sprawy-Dlatego właśnie w zamian za Twoją pomoc, oferuję Ci siebie. Mój czas, moje informacje, moje działanie. Tak to przecież najczęściej załatwiamy jako Kainici, prawda? Informacje za informacje, przysługa za przysługę. W tym wypadku, ponieważ jestem nowy w mieście, nie wiem pewnie nic ciekawego, czego już byś nie usłyszała wcześniej, dlatego mogę Ci się odwdzięczyć wykonaniem zadania.

Czemu nie?-pomyślał sobie spokojnie-i tak na razie robię za fagasa każdemu starszemu wampirowi, na którego natrafiam. -Co Ty na to, moja piękna wiedźmo? Pasuje?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: The Angry Beaver Pub, front 02,14,99

#9
Image
Image
"Toreador?" rzuciła mimochodem, wyraźnie zaskoczona. Burknęła też coś pod nosem na temat "szmat", które Hunter miał na sobie, łykając w całości jego bajeczkę na temat tego, kim jest. Kiedy jednak stwierdził, że nie miał wyboru być tym, kim jest i do której sekty należy, uniosła nieznacznie kąciki ust ku górze, w słodkim, dziewczęcym uśmiechu, dla którego wielu nastolatków z pewnością straciłoby głowy. Kiwając lekko głową słuchała dalszego ciągu wywodu nieumarłego, który zawędrował tak daleko na północ Seattle, że praktycznie znalazł się na terytorium anarchistycznym.
Chwała Jane Doe za to, że obie te sekty istniały bez żadnych większych konfliktów.
- Josh, naprawdę, źle trafiłeś. Ja ci nie pomogę, w mojej ślicznej i kształtnej dupie mam to, co mi oferujesz. Kurwa, wystarczy, że pstryknę palcami a każdy z nich będzie się zabijać, by mnie zadowolić, rozumiesz? - zaczęła, po czym urwała na chwilę, nasłuchując dźwięków z Bobra. - No dobra, jak już serio chcesz mi się podlizać, to sprawdź tę starą posiadłość przy parku Carkeek. Od kilku dni kręci się tam parę wampirów, więc Alexander ma tę ruderę na oku, ale nic podejrzanego tam jeszcze nie widział. Chyba. -machnęła ręką, chyba tracąc powoli cierpliwość. Kiedy jednak wspomniała Alexandra, a zrobiła to z ogromnym szacunkiem, mina jej nieco zrzedła. Sposób w jaki zakończyła swoją wypowiedź był bardzo wymowny; sama nie była pewna swoich słów, jednak zasugerowała potencjalne miejsce, a to już coś.
- Znam hiszpański, czarodzieju. Nie kombinuj za bardzo, stracisz swoje ząbki i będziesz pił przez słomkę.- odparła nagle, na sam koniec. Kiwnęła też głową, po raz pierwszy okazując Joshowi coś, co można było uznać jako wyraz sympatii. Albo przynajmniej czegoś więcej, niż nieuprzejma obojętność, o.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, front

#10
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że znasz hiszpański-powiedział rozbawionym tonem-teraz możemy się dogadać w dwóch językach. Nie było mu jednak zbytnio do śmiechu, bo Sugar ewidentnie chciała zapłatę za pomoc uzyskać z góry, a zadanie jakie mu znalazła nie zapowiadało się zbyt ciekawie. Carkeek Park znajdowało się gdzieś na północ od Bobra, niby niedaleko, ale wtedy oddali się jeszcze bardziej od teatru i King's Crossa. Wizyta w Elizjum Anarchistów miała być jego przedostatnim przystankiem tej nocy, chciał przecież wrócić do swojego leża bez zbędnego pośpiechu. Co więcej, przy tej miejscówce kręcą się jakieś dwa wampiry, które równie dobrze mogły należeć do dowolnej znanej mu Sekty-w tym i Sabatu-jak też być po prostu niezrzeszonymi, niebezpiecznymi potworami pilnującymi swojej prywaty. W najlepszym wypadku, Hunter będzie musiał się gęsto tłumaczyć i kajać, żeby nie obrazić starszych od siebie. W najgorszym zaś pozostałaby po nim jedynie garść popiołu, który będzie rozdmuchiwany przez wiatr.

Mógł to zadanie przełożyć sobie na jutro, o ile oczywiście Felicity nie kazałaby mu spadać na drzewko. Wtedy miałby co prawda całą kolejną noc na dalsze poszukiwania Monique, ale jego słodka przyjaciółka wystawiłaby mu kiepską ocenę pośród innych Anarchistów, a wtedy musiałby szukać innych tropów i poszlak w sprawie zaginionej Toreadorki. No i była jeszcze kwestia Primogen Page, która chciała znać los Monique najszybciej jak to było możliwe, czyli jeszcze tej nocy. Czy Josh był gotów narazić się dwóm silnym, znaczącym w mieście wampirzycom, dla własnej wygody i spokoju ducha?

-Czyli mam lecieć do jakiejś starej rudery i pobawić się w szpiega, żebyś mi powiedziała coś o szukanym przeze mnie gościu, który gdy-jeśli-już go znajdę to pewnie nic mi nie powie bez żadnych obietnic lub wykonanych robót. Wszystko po to, żeby znaleźć jedną wyrodną matkę, która prawdopodobnie olała swoje Dziecię-podsumował swoją sytuację znużonym tonem głosu. -Nie tak sobie wyobrażałem te Walentynki, ale muszę przyznać, ta noc przyniosła też parę fajnych niespodzianek....chociażby to, że mogłem poznać Ciebie-uśmiechnął się do Sugar, przepędzając przy tym czarne myśli z głowy.

Po raz kolejny trzeba było przejść do konkretów. -Zanim wyruszę spełnić Twoje życzenie, muszę Ci jeszcze zadać-zawahał się na moment- trzy pytania, bo nie mam dzisiaj już czasu na to, żeby latać na oślep-powiedział i przeszedł od razu do pierwszego pytania. -Stara posiadłość...masz na myśli "Old Beck's"?-spytał dla upewnienia się, bo było to jedyne miejsce, które pasowało mu do jej opisu. -Druga sprawa, mówiłaś, że Alexander ma to miejsce na oku, dzisiejszej nocy też tam czatuje? Moglibyśmy się temu przyjrzeć razem, dwie pary oczu zawsze widzą więcej, niż jedna-mądrość zawarta w tym zdaniu była tak olśniewająco oczywista, że aż dziw, że nikt w okolicy Bobra nie został nagle porażony ślepotą. -I pytanie numer trzy, chyba najważniejsze, co konkretnie sobie ode mnie życzysz? Mam się dowiedzieć, co to za wampiry, kim są i po co się tam kręcą, dobrze myślę?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: The Angry Beaver Pub, front 02,14,99

#11
Image
Image
Gdy Joshua ponownie podjął próbę zaimponowania lub tez poderwana Felicity, wampirzyca z wyrazem rezygnacji na twarzy odchyliła głowę do tyłu, patrząc w ciemne niebo. Dopiero po dłuższej chwili, gdy Josh zakończył już swoją całkiem długą przemowę, ponownie wbiła w niego swój wzrok. Nie odezwała się jednak od razu, tylko przez moment uważnie się w niego wpatrywała. Raz czy dwa razy otwierała nawet usta, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Za bardzo kombinujesz, Josh. - odparła w końcu. - Ja wiem, rozumiem, w Camarilli wszyscy muszą wszystkich cisnąć i myśleć wiele ruchów na przód, jak w pieprzonych szachach. - stwierdziła nawet nie tyle rozbawiona, co po prostu zdenerwowana zachowaniem i słowami Josha. Różnice między Ruchem Anarchistów a Camarillą były widoczne jak na dłoni. Felicity, słodka i szkodliwa dla zębów jak cukier, mówiła wprost to, czego chciała i co mogła zrobić. Josh, Arystokrata sztywny jakby połknął nie jeden, ale nieskończenie wiele kijów, starał się najwyraźniej dostrzec dodatkowe dno tam, gdzie go po prostu nie było.
- Nie pomagam tobie, tylko szczeniakowi. Typ, którego szukasz, może być w Old Beck's, nie wiem tego na sto procent, ale to jedyne sensowne miejsce w tych stronach. Alexander ma ważniejsze rzeczy na głowie, niż węszenie w starej dziurze, od takiej roboty ma ludzi. - zaczęła powoli, odliczając na palcach odpowiedzi na trzy pytania, zadane przed chwilą przez młodego Spokrewnionego. Za każdym razem, gdy wystawiała palec z zaciśniętej w pięść dłoni (od środkowego, poprzez wskazujący, aż po kciuk) robiła krótką przerwę.
Co więcej, gdy powiedziała "ludzi", zaakcentowała to w wyraźny sposób, wskazujący właśnie na śmiertelników, nie zaś na nieumarłych. Ciężko było jednak stwierdzić, że to wszystko było wyrazem troski o Rodzinę, czy też zwyczajnym stwierdzeniem, że ludzkość nie jest aż tak wiele warta w porównaniu z wampirami. Sugar miała jeszcze coś dodać, ale z Bobra wyszła wyraźnie wstawiona grupka młodzieży - studentów, bez wątpienia - zmierzająca w stronę zaparkowanych motocykli i dwóch wampirów. Nieumarła zerknęła przelotnie w ich stronę, oceniła, czy mogą stanowić zagrożenie pod każdą możliwą postacią i pokręciła głową, dając w ten sposób znak Hunterowi, by na moment się wstrzymał z dalsza dyskusją mogącą narazić Maskaradę.
Zgarnęła za to trochę śniegu i zaczęła formować śnieżkę.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: The Angry Beaver Pub, front

#12
-Tu nie chodzi o planowanie trzech lub czterech ruchów z wyprzedzeniem, ani tym bardziej o doszukiwanie się jakiegoś drugiego dna-spróbował wyjaśnić sytuację, widząc jak Sugar się wkurzyła. -Jakbyś chciała się mnie pozbyć to byś mi po prostu kazała spierdalać lub dała w pysk, tak żebym wypluł wszystkie zęby. Nie bawiłabyś się w żadne podchody a la szefostwo z mojej firmy, od razu widać, że się tymi pierdołami brzydzisz-starał się uspokoić rozgniewaną Brujah, nie chciał jej przecież obrazić przez jakieś głupie nieporozumienie. -Pytałem tylko, bo nie chciałem po raz kolejny tej nocy wyruszać na miasto całkowicie na oślep. Jeśli Cię tym obraziłem, to kurna źle słowa dobrałem i najmocniej przepraszam-rzucił krótko, ale szczerze. Głupio się czuł, wyskakując z tak krótkimi przeprosinami, ale szczerze wątpił, żeby Felicity miała ochotę słuchać czołobitnego kajania się. Tak po prawdzie widać było, że miała już po prostu dość słuchania Huntera. To chyba najlepszy moment, żeby ruszać w dalszą drogę-pomyślał sobie, widząc zbliżającą się grupkę ludzi. eszcze znajdzie się czas, żeby na spokojnie z nią pogadać-obiecał sobie, choć dobrze wiedział, że to już zależało tylko i wyłącznie od jej dobrej woli.

-Były pytania, były odpowiedzi, wiem już gdzie mam iść i kogo szukać-zaczął rzucać ogólnikami, na wypadek, gdyby śmiertelni mogli jednak coś zasłyszeć. -Dzięki wielkie za info Sugar, ratujesz mi w tym momencie tyłek, jestem Twoim dłużnikiem. Zawahał się na moment, po czym dodał- Nie wywarłem chyba tej nocy najlepszego wrażenia, co nie?-spytał rozbawionym głosem, na co Sugar jedynie parsknęła, bo odpowiedź na to pytanie było dość oczywiste. -Obiecuję Ci, że następnym razem nie zrobię z siebie takiego dupka, o ile oczywiście będę mógł się jeszcze pokazać Ci na oczy. Przez chwilę zastanawiał się nad tym, żeby podać Spokrewnionej swój numer telefonu, ale przekreślił ten pomysł. Felicity mogła, nie przepadając póki co za nim, odebrać taki gest jako co najmniej bezczelny. Josh nie widział sensu w tym, żeby ją dalej denerwować.

-Ok, to chyba już czas najwyższy, żebym zabierał dupę w troki-rzucił, a formująca drugą śnieżkę Anarchistka skinęła zdecydowanie głową-nie wiem, ile mi ta cała sprawa zajmie, czy jeszcze dam radę dzisiaj do Bobra zajrzeć. Jeszcze raz, dzięki wielkie za pomoc i sorry, że byłem taki upierdliwy. W razie czego, gdybym mógł Ci się do czegoś przydać, to możesz przedzwonić lub podesłać kogoś do King's Cross na Pioneer Square. Siedzę tam przez prawie cały czas, a jakby mnie nie było, to barmani mają do mnie kontakt-powiedział po czym wymienił się z dziewczyną krótkim-Na razie-i ruszył w stronę najbliższego postoju taksówek.

Zdążył opuścić parking Bobra i wejść na chodnik, gdy Sugar nagle zawołała -Hej, wiesz o czym zapomniałeś? Josh westchnął ciężko w duszy, doskonale wiedząc, co na niego czekało. Odwrócił się jednak na pięcie, obracając się w stronę Kainitki, tylko po to by zobaczyć gwałtownie zbliżającą się w jego stronę białą kulę. Przesłoniła ona całą prawą stronę widocznego świata, wpadając na otwarte oko Huntera, wciskając płatki śniegu pod jego martwą powiekę. Zaraz po niej poleciała druga śnieżka, ciśnięta zaledwie sekundę lub dwie po pierwszej, uderzając Josha prosto w nos. Nie była ona szczególnie zbita ani oblodzona, więc zamiast przygnieść wampirowi nochala, rozpadła się na warstwy śniegu. Część z nich wlazła mu w zatoki, a część wkradła się pod kołnierz i szalik, ześlizgując się w dół jego ciała. Trzecia piguła, ostatnia na szczęście, uderzyła go chwilę później prosto w mostek. Drobny gest łaski ze strony Sugar, która stała przy motorze z przepięknym uśmiechem na twarzy, podczas gdy zgromadzona za nią młodzież śmiała się do rozpuku.

Hunter stał jak marmurowy posąg, jakby jego umysł nie zarejestrował tego co się dzieje, po czym schował usta w otwartą dłoń i zaczął symulować kaszel. Tak naprawdę ukrył za ręką wyszczerzone w uśmiechu zęby, nie chciał przecież odbierać Felicity zabawy, choć było coś ujmująco radosnego w takiej beztroskiej zabawie u wampirzycy. Następnie przybrał kamienny wyraz twarzy, starł śnieg ze swojej twarzy, a następnie wydmuchał śnieg zalegający w jego nosie. Najpierw jedną dziurkę, potem drugą, cały czas zachowując śmiertelną powagę. Na ten widok śmiech ludzi wskoczył na wyższy bieg, niektórzy musieli się o motory oprzeć, żeby się nie przewrócić. Felicity zaś, Sugar, pomachała Hunterowi z niewinnie słodkim uśmiechem na twarzy. Młody Ventrue ukłonił się, pozwalając sobie na moment zrzucić poważną maskę z twarzy, po czym poszedł w stronę taksówek, znikając bywalcom Bobra z oczu.

Do Old Beck's >>>
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.
Odpowiedz

Wróć do „8412 Greenwood Ave N, The Angry Beaver Pub”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość