Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#31
Randy'emu odpowiedziała cisza.
Wampir oczywiście słyszał szum wentylatora i dysku twardego komputera, gdzieś chlupotała nad wyraz głośno woda, a w jednej z pomniejszych rur coś zaczęło przez moment zgrzytać i chrobotać, tak, jakby jakiś zagubiony szczur próbował przemknąć do czyjego klozetu. Ale skrzydełek - oraz, co ważniejsze, tego przeklętego po trzykroć głosiku - nie było. Dopiero po dłuższej chwili do uszu nieumarłego ponownie dotarły te obrzydliwe dźwięki, będąc zarazem potwierdzeniem, że coś jest nie tak. Że coś znowu zaczyna się dziać.
Ignorujesz, nie odzywasz się...
Nerwowe, głośniejsze trzepotanie skrzydełek. Co gorsza, teraz ten charakterystyczny, niemożliwy do podrobienia dźwięk dobiegał z dwóch stron naraz. Mniej więcej ze środka lodówki, gdzie White przechowywał resztki, oraz z samego komputera, współgrając z wywodzącym się stamtąd szumem. Z początku można było uznać, że to są najzwyklejsze, normalne dźwięki jakie wydają te sprzęty. Lodówka nie była pierwszej jakości, miała już trochę na karku i należało się spodziewać, że prędzej czy później zacznie hałasować. Podobnie było w przypadku komputera; dysk twardy, zmuszony do intensywnej pracy, mógł nawet i głośno zgrzytać, gdy iglica przesuwała się po krążkach z zapisanymi danymi. A wentylator - to przecież zwyczajny wiatraczek - hałasował tym głośniej, im było więcej brudu, kurzu i innych śmieci...
Tak nie wolno robić, Raaaandy. Nie wolno. Zostaniesz ukarany. O tak, zostaniesz...
To była groźba. Ostrzeżenie, zwiastujące coś naprawdę niedobrego. Wagi tym słowom dodawało to, że niemalże natychmiast wszystko ucichło i wróciło do normy, jeśli można tak mówić w przypadku Nosferatu. Po trzepocie malutkich skrzydełek nie było śladu. Głosy ucichły. Randy słyszał tylko szum i chlupot wody, drżenie rur oraz łomotanie czegoś masywnego gdzieś niedaleko (bez wątpienia chodziło tutaj o jego pupilka).
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#32
I nagła cisza sprawiła, że ciałem Nosferatu wstrząsnął dreszcz strachu, cała pewność siebie wyparowała. White przykucnął, zaciskając powieki do tego otaczając swoją głowę przydługawymi palcami. Nie rozumiał, przecież się słuchał. Wczoraj przecież było dobrze.
Nie... Nie. Nigdy nie będzie dobrze. Powoli pokiwał głową unosząc ją znad dłoni. Wstał i drżącą dłonią sięgnął do telefonu. Desperacja? Na to wygląda, został przyparty do muru. Wykręcił numer do fundacji Tremere...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#33
Jak trwoga, to do... no właśnie, do kogo?
Kogo mógł Nosferatu poprosić o pomoc w tej nietypowej, ale i zarazem przerażającej sytuacji? Najbardziej oczywista osoba, która mniej więcej orientowała się w "tych sprawach", czyli Mike zwany dalej 5antaclaw5 został zniszczony. Randy przyłożył się do zemsty i ukarania mordercy i wyszedł z tego starcia z dziurą w piersi. Primogen jego klanu, Percival, był nieuchwytny i miał zdecydowanie poważniejsza sprawy na głowie, aczkolwiek z pewnością by mu pomógł. Podobnie jak sama Książę, bo choć była typowym Świrem, z nienaturalnym skrzywieniem pod kątem maluchów, to jednak miała ogromną wiedzę i jeszcze większe umiejętności... podobnie jak Czarnoksiężnicy.
White sięgnął po telefon, wybrał numer do biblioteki i czekał na nawiązanie połączenia. Po kilku chwilach - nie trwało to wcale tak długo jak można było przypuszczać początkowo - ktoś odebrał słuchawkę. Nieumarły usłyszał trochę zmęczony, ale pogodny głos mężczyzny w średnim wieku oraz stłumiony szept gdzieś w tle.
- Słucham, Paul Rooney przy telefonie, Ballard Carnegie Library, czym mogę służyć? - chyba większość Spokrewnionych w Seattle kojarzyła tego faceta. A nawet jeśli nie, to przynajmniej nazwisko wydawało się im znajome; byli to ludzie spętani nierozerwalnymi więzami krwi, zniewolone przez Czarnoksiężników sługi wykonujące najbardziej poniżające i męczące prace, ghule, których zadaniem było pilnowanie budynku biblioteki. Nie Fundacji, bo ta sama w sobie była doskonale zabezpieczona.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#34
Cóż, sam Percival zasugerował White'owi Tremerów. Co nie było głupie, zwłaszcza, że sytuacja robiła się coraz bardziej... Dzika. A Randy czuł, że przegrywa, że sam tej walki nie przetrwa. Dźwięk dzwonienia w telefonie zdawał się trwać wieczność, choć trwał raptem kilka sygnałów. Architekt omótł nerwowo spojrzeniem pomieszczenie. Zawiesił je bezmyślnie w okolicach pani Patterson.
Wysłuchał słów Ghula do końca. W odróżnieniu od Paula, Randy miał ponury i chrapliwy głos, co odzwierciedlało obecną sytuację.
- Randy White. Dobry wieczór. Chciałbym się umówić na spotkanie z...
Chwila zawachania, może jeszcze się wycofać i przeprosić. Nie, nie. Nigdy nie będzie spokoju jak się podda.
... z kimś obeznanym z przypadkami trudnymi do wyjaśnienia. W grę wchodzą spotkania jedynie nocą.
Najlepiej jakby była to dzisiejsza noc.

Nosferatu był ciekaw, czy Ghul zatrybi o co chodzi. Randy nie powiedział bezpośrednio o co chodzi, bo po pierwsze mogą być podsłuchiwani, po drugie gadał z Ghulem. Z nieznanych przyczyn zaczęły mu się przypominać wszystkie żarty o Tremere, które wyczytał na schrecknecie od pewnego osobnika, który wyjątkowo Tremere nie lubi.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#35
Przez jedną, upiorną chwilę Randy mógł przysiąc, że znowu słyszy charakterystyczny trzepot malutkich skrzydełek. Na całe szczęście to było jednak nic innego, jak zwyczajne zakłócenia na linii, jakich pełno. Nic więcej. Nic nadzwyczajnego, nadnaturalnego, przeklętego.
- Spotkania nocą... - powtórzył cicho, nie do końca pewien co tak naprawdę Randy chciał mu przekazać. White wyraźnie słyszał, jak odsunął słuchawkę i zasłonił mikrofon dłonią; wampir nie był jednak w stanie rozróżnić niewyraźnych, przytłumionych słów krótkiej i szybkiej rozmowy z drugą osobą, jaka przebywała w bibliotece. Głosy należące do mężczyzny i kobiety przez chwilę toczyły ze sobą krótki, acz wymowny bój, aż w końcu Randy usłyszał nerwowy, kobiecy śmiech.
Moment później coś zatrzeszczało, gdy ghul przy telefonie poprawił słuchawkę.
- Już jestem, przepraszam najmocniej, że musiał pan czekać, panie White. - odparł grzecznie. - Pani Yvonne Strauss będzie oczekiwać na pana do północy, na piętrze Ballard Carnegie Library, za wypożyczalnią. - Strauss. Nie Weaver. Regent Tremere, najważniejsza osoba z tego klanu na terenie Seattle, nie spotka się z Nosferatu. Nie wiadomo, czy jest zajęty, nieobecny, ma jakiś uraz względem wampirów żyjących w mroku kanałów, czy taki ma kaprys, ale spotkanie z nim jest na ten moment niemożliwe.
Pan Rooney poinformował jednak Randy'ego, że spotka się z nim inna wampirzyca. Pani Strauss, kimkolwiek jest. Tremere to jednak Tremere, prawda? Parający się czarami Spokrewniony, mający ogromną wiedzę dotyczącą konkretnych dziedzin tego mrocznego, ponurego świata, w którym przyszło żyć - istnieć - wampirom. Tylko czy ta konkretna nieumarła zdoła pomóc odrażającemu potworowi, żyjącemu w ściekach?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#36
White nie był nikim ważnym, dlatego nie zdziwiło go zbytnio, że przyjmie go ktoś tak samo ważny jak on.
- W porządku. Zjawię... się tam. Dziękuję, Panie Rooney. Miłego wieczoru.
Rozłączył się. Było dużo pytań, Randy nie wiedział jakim dośiadczeniem dysponuje Yvonne Strauss, nie wiedział jak go potraktuje jako Szczura. Trzeba spróbować. Przebrał się szybko, cały był uwalony od krwi kanalarza z lodówki. Odział się elegancko... No, powiedzmy. Czarny płaszcz, koszula i ciemne gacie dały mu wizerunek SS-mana wyjętego wprost ze śmietnika. Historii. Która nie była doń łaskawa, jeśli chodzi o urodę. Ale chyba Tremery tak lubiły. Tak się przynajmniej White'owi kojarzyli. Oczywiście, nabrał po drodze bukietu kanałowych perfum. I wszystko to pewnie by go śmieszyło, jednak dzisiaj był dzień trwogi, która odciskała swoje piętno w jego martwym sercu. Każdy cień mógł być tym zdradliwym.

Przed wyjściem na powierzchnię stanął twarzą w twarz z kolejnym demonem. Powierzchnią. Skupił się w sobie, analizując jeszcze czy warto czy nie... i pod osłoną niewidoczności udał się na umówione spotkanie.

Spoiler | 
Spalam SW, żeby wyleźć na górę
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#37
Z tego co White wiedział - a jako Nosferatu wiedział zaskakująco wiele, na pewno więcej niż przeciętny Spokrewniony w Seattle - to Strauss mogła być i uczennicą samego Regenta, które w dalszej przyszłości mogła by zająć jego miejsce, jak i pierwszym lepszym świeżakiem, oddelegowanym do zajmowania się plebsem. W przypadku tego konkretnego klanu bowiem pozostawały tylko domysły i podejrzenia, przypuszczenia i pytania. Dużo pytań. Bardzo, bardzo dużo najróżniejszych pytań.
Randy, korzystając z chwili błogiej ciszy i spokoju, doprowadził się do mniej więcej porządku. Zmienił ciuchy ze zwyczajnych, uwalanych krwią i innymi paskudnymi wydzielinami ludzkiego ciała, zarówno żywego jak i martwego, po czym ruszył przed siebie. Na górę. Na powierzchnię, opuszczając bezpieczne, przyjemne, przytulne kanały, prosto w przerażająco rozległe, szerokie i ogromne tereny śpiącego miasta.
Drogę do biblioteki znał.
Każdy ją znał. Ballard Carnegie Library to w końcu zwyczajna biblioteka, stara, szanowana, ciesząca się nie malejącą popularnością, mająca swoje miejsce w sercach mieszkańców Emerald City od wielu, wielu lat. Niestety, wampir mógł podążać kanałami do jej sąsiedztwa - potem musiał wspiąć się po drabince, odsunąć ciężką, przysypaną śniegiem płytę i wyjść na ulicę. Wymagało to od niego wiele wysiłku, ale koniec końców opłaciło się. Nosferatu nie musiał się też martwić śmiertelnikami; ghule mniej więcej wiedziały, o co chodzi, a o tej późnej porze w bibliotece można było spotkać w sumie tylko tych zniewolonych więzami krwi ludzi. Fundacja czeka!
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#38
Z Fundacja Tremere

Wyszedł z fundacji. Jeżeli po drodze nie został skasowany, jak literka za pomocą "backspace", wparował do kanałów. Jego nerwy wyraźnie się rozluźniły, bo było to znajome miejsce. Upewnił się, czy nie jest śledzony. Po czym skierował się do swojego schronienia. Stanął u wrót i przywołał swojego ghula. Jeśli przybył szybko, White przywitał się z nim jak zawsze czochrając go po łuskach i wyszeptał cicho.
- Jeżeli ktoś powie "Pies lubu kotky", daj przejść...
Szkaradny pysk Randy'ego lekko się teraz uśmiechnął. Jednak w tym uśmiechu było coś bardzo złowieszczego. Potem ujął ghula po bokach pyska i zajrzał w jego gadzie, zimne oczy.
-... a jak będzie sam, to zabij.
Wydał z siebie niezbyt przyjemny, cichy, śmiech.
- Tak, tak... Nikt nie będzie nam przeszkadzać. Nikt.
Poczochrał swojego pupila i puścił z powrotem na robienie tego, co robią gady na swoich terenach.
Wszedł do pomieszczenie potem. Cały czas szykował się na starcie ze swoją nemezis lub z kimś, kto mógłby być pod jej władaniem.
- Pani Patterson, proszę się spakować.
Rzekł do truchła, które siedziało w centralnej części pomieszczenia. Załączył komputer, aby podzielić się z klanowiczami wydarzeniami z tego wieczoru oraz podzielić się specyficznymi pomysłami, które wpadły jemu do głowy...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02,15,1999)

#39
Kiedy Randy wyszedł z biblioteki (a raczej z Fundacji, jaka się rozciągała pod nią) jedynym, co spadło na Randy'ego, był śnieg. Nic więcej. Opadające z nieba nieprzerwanym strumieniem białe, lepkie cholerstwo było jedyną rzeczą, która mogła drażnić czy irytować. To wszystko. Nic więcej White nie zauważył, nie wyczuł. Nie musiał walczyć o życie. Nie musiał kajać się przed piekielną hordą setek, czy nawet i tysięcy malutkich, uskrzydlonych istot. Na parkingu przed biblioteką był tylko Nosferatu.
Żadnej szarańczy. Żadnej hordy. Żadnego robactwa wielkiego jak gołębie. Nic.
Tremere znali się na rzeczy. Tutaj należy ich pochwalić, bo w pełni na to zasłużyli. Rytuał egzorcyzmów został przeprowadzony bez komplikacji i przyniósł praktycznie natychmiastowy skutek - cokolwiek naprawdę dręczyło Randy'ego, było teraz problemem kogoś innego. I już. A gdy wampir zszedł do kanałów, poczuł się naprawdę dobrze. Był u siebie. W swoim królestwie i tylko długi spacer dzielił go od bezpiecznych, przytulnych terenów podziemnego królestwa Nosferatu. Nawet krokodyl przybył szybko i sprawnie, machając swym monstrualnym ogonem. Przez kilka długi chwal wpatrywał się w wampira, tak, jakby analizował wszystko, co nieumarły powiedział, aż w końcu ostatecznie kłapnął parę razy szczękami na znak, że rozumie.
Zwłoki - rzecz jasna - nie odpowiedziały, ale wyraz martwej twarzy można było odczytać w dowolny sposób. Pani Patterson cieszyła się. Bo tak.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#40
Chwilkę posiedział na komputerze, w między czasie napisał sms do Mitsa, z którym był umówiony. Potem jednak sytuacja uległa pewnej zmianie... Utworzył kilka nowych folderów i wklepał jakieś informacje. Potem wyłączył komputer i siedział chwilę wpatrując się w czarny ekran kineskopu.
- Kurwa.
Skwitował całą sytuację i wstał. Podszedł do szafy i przebrał się w swój klasyczny strój. Wygodne buty, bluza z kapturem i płaszcz. Wszystko oczywiście brudne, znoszone, miejscami podarte i śmierdzące. Podszedł do lodówki, w której zastał resztki zmasakrowanego kanalarza. Spoglądał beznamiętnie na truchło. Wzruszył ramionami, wyciągnął nóż i ukroił sobie spory kawałek. Zamknął lodówkę i usiadł koło pani Patterson przy stole.
- Musimy, kochana, tutaj jeszcze zostać.
Ugryzł mięso jak kanapkę. Jutro zrobi sobie platki śniadaniowe z tego. Zamiast mleka, vitae. Przeżuwając, z pełną gębą, kontynuował.
- Bo to wszystko jest pojebane, dlatego. Lepiej ma już trzoda, której problemy ograniczają się do kredytu, którego nie są w stanie spłacić. A tu... Wszędzie niewola.
Resztę swojego "śniadania" zjadł w milczeniu. Po ścianach odbijało się jedynie jego mlaskanie. A pani Patterson, w pełnym mądrości milczeniu, kontemplowała przestrzeń przed sobą, swoimi pustymi oczodołami.
- Ale zobaczy pani, role się odwrócą... Jeśli przeżyję.
Powstał. Wydszedł. Zamknął schronienie. Ruszył w kierunku szkoły, gdzie był wczoraj. Sytuacja się zmieniła i musiał działac sam.
Przywołał Van Dame. Gadzina musiała się trochę poruszać, a spacer na pewno mu nie zaszkodzi. Zabrali się więc we dwóch. Taka mała rodzinka. Patologiczna, lecz pełna specyficznej, nieco odrażającej, miłości.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02,15,1999)

#41
Pani Patterson w milczeniu patrzyła na Randy'ego. Jej pusty, nieobecny wzrok zdawał się mówić znacznie więcej, niż można się było spodziewać - kto jak kto, ale ona akurat znała tego wampira bardzo dobrze. Słowa wampira przyjęła więc z uprzejmą obojętnością, podobnie było też z chwilą, gdy Nosferatu wyszedł ze swego leża, zostawiając ją samą. Wierna pani Patterson będzie cierpliwie czekać na jego powrót. Z tarczą, lub na tarczy, choć w tym przypadku lepiej by pasowało w "pysku krokodyla", to to właśnie tego potwora Randy zaczął nawoływać.
Pojawił się po kilku chwilach. Otworzył potężny pysk, ukazując szereg nierównych, ostrych zębów; przy kilku z nich wisiały okrwawione ochłapy czegoś, co musiało być całkiem wyrośniętym szczurem. Randy mógł nawet dostrzec szare, brudne futerko, pozostałość lichego posiłku. Dorwanie kanalarza byłoby już zbyt ryzykowne i mogło zwracać uwagę kogoś z powierzchni, zaś polowanie na bezdomnych, którzy próbują skryć się przed zimnem i śniegiem nie do końca pasowało. Kto wie, czy przypadkiem ten konkretny kloszard nie był akurat czyimś ghulem lub kimś, kto wykonuje rozkazy jednego z wielu Nosferatu?
White i Van Damme ruszyli przed siebie, zmierzając do miejsca, które dla nieumarłych z wspomnianego klanu miało wielkie znaczenie. Szkoła imienia Roosevelta czeka.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#42
W kanałach było znacznie, znacznie lepiej. Będzie musiał Yvonne poprosić o jakiś tunel gdzieś z boku biblioteki, bo wykituje na tej powierzchni. To było za dużo na jego delikatne serduszko...
Prychnął, niosąc "naleśnik", którym był młodzieniec. Nie tak dawno temu mierzył do White'a z broni.
Przywołał Van Dame, a wcześniej - na powierzchni -Stallone (Zimorodek). Widok gadziego sługi poprawił humor Nosferatu. Poklepał go długopalczastą dłonią po karku. Zaś Zimorodka podrapał pazurem pod dziobem. Taka wypaczona rodzinka.
Kazał za sobą podążać.
Dotarł do swojego schronienia, Van Dame miał pilnować wyjścia. Stallone, siedząc na głowie White'a, wszedł wraz z nim do środka. Randy rzucił niedbale nieprzytomnym o podłogę, nieopodal pani Patterson. Torbę położył na swoim posłaniu. Młodzieńca posadził na krześle i poczekał, aż się ocuci. Ukrył się potem pod płaszczem niewidoczności. Schronienie było zamknięte na klucz, młody raczej nie zwieje.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers 05/05/99

#43
Och, kanały!
Cudowne, może tylko trochę śmierdzące królestwo rozciągające się pod całym miastem! Z chwilą zejścia do kanalizacji Nosferatu - gdyby tylko żył ma się rozumieć - pewnie by wziął głęboki wdech i odetchnął z ulgą. Tutaj, w wilgotnych i ciemnych korytarzach był u siebie. Nie były to też puste słowa. Randy White naprawdę był u siebie; ta część kanałów należała do niego z dekretu Księcia Seattle. Jane była pieprznięta, ale mimo porządna. Teraz natomiast, gdy Nosferatu dotarł do swego leża i rzucił nieprzytomne ciało młodego włamywacza, ptaszyna zastrajkowała. Zimorodek nie przepadał za kanałami. Ciasnota, brak nieba, wilgoć oraz niski strop nie były czymś, co zimorodki lubią. Tolerują, ale nie lubią.
Nieumarły czuł też, jak Bestia szepcze mu do ucha obraźliwe, wyuzdane słowa dotyczące porwanego śmiertelnika.
Przeciągły, bolesny jęk odbił się echem od starych ścian. Pani Patterson w milczeniu obserwowała, jak młodzieniec zaczyna się ruszać. Nie wstawał, rzec jasna. Siedział tak, jak został rzucony. Rozchylił słabo powieki i trochę pokręcił się na krześle, jęknął głośnie i niepewnym ruchem uniósł dłoń do głowy; drżącymi palcami dotknął potylicy, miejsca, gdzie trzepnął go Randy. Nie wyczuł krwi, jedynie trochę brudu, tak wszechobecnego w kanałach, zmieszanego z własnym potem. Westchnięcie ulgi było głośne, bardzo głośne, ale i tak ustępowało miejsca pełnemu przerażenia wrzaskowi.
Krzyk ten rozdarł gardło chłopaka w chwili, gdy zdał sobie sprawę z tego gdzie jest. A przecież nie spojrzał jeszcze na panią Patterson! Szkielet w sukience wydawał się być obecnie jedynym prawdziwym towarzyszem niedoli. Zimorodek, ciągle siedzący na łbie Randy'ego, zatrzepotał skrzydłami i otworzył dziób w niemej parodii wrzasku śmiertelnika.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#44
Stallone musiał wytrzymać. Randy go teraz potrzebował. White obserwował młodzieńca. Dochodził powoli do siebie. Wampir słuchał podszeptów Bestii i w zasadzie się z nimi zgadzał. Na chwilę obecną sycił się strachem jego... "Jeńca". W głowie miał pewien plan. Natura Nosferatu musi zostać nasycona. Młody nawet nie wiedział, że od jego decyzji zależeć będzie jego dalszy żywot.
Poczekał, aż skończy krzyczeć.
Ujął Zimorodka w ręce i spojrzał w jego wkurwione gały. Za pomocą Animalizmu przekazał Stallone, żeby wylądował na stoliku i spoglądał na ich "gościa". W razie, gdyby zamierzał wyjśc z pomieszczenia ghul miał go zaatakować dziobem właśnie w tył głowy.
Taka zabawa.
Wypuścił ptaszynę i sam, próbując być dalej pod całunem niewidoczności, przemówił. Jak się ujawni przy tym... No to trudno.
- Miałeś sporo szczęścia... Lepiej nie ruszaj się z krzesła. Stallone nie lubi obcych zbytnio. Zazwyczaj zjada ich oczy.
Obserwował jego reakcję. Nie wiedział czemu odpierdala całą tą szopkę. Może dlatego, że ludzie bardziej boją się tego, czego nie widzą. Jak rzucisz im potwora w twarz od razu, to będzie tona krzyku, a potem próba walki. Strachem trzeba się delektować... Od czasu do czasu, prawda, Bestio?
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers 05/05/99

#45
Dla śmiertelnika - trzeźwego, albo przynajmniej najmniej pijanego ze wszystkich włamywaczy - leże Randy'ego było miejscem w najgorszego koszmaru. Zwłaszcza teraz, gdy dosłownie znikąd rozległ się dość paskudny głos wspomnianego już wampira. Śmiertelnik, przerażony jak nigdy w życiu, jakimś cudem zdołał się opanować i nie zleciał z krzesła. Stallone, mimo wszystko, otworzył dziób w szyderczym geście i zatrzepotał skrzydłami, szykując się do ewentualnego lotu i ataku.
A dziób miał ostry i twardy!
- Jezusie... kurwa... - jęczał "jeniec", rozglądając się nerwowo po pomieszczeniu. - Co to za miejsce? Pomocy! Ratunku! Kim ty do cholery jesteś?! Halo! Co się... - urwał, panikując coraz bardziej. Mając w pamięci ostrzeżenie, by trzymać się krzesła, próbował opanować drżenie obolałego ciała. Niezbyt mu to wyszło, bo dostrzegł sportową torbę. Ostateczny dowód, że jego koledzy albo byli martwi, albo spotkało ich coś gorszego niż szybka, bezproblemowa i w miarę bezbolesna śmierć. Był o krok od wpadnięcia w histerię, taką prawdziwą, gdzie traci się panowaniem nad wszystkim.
Gdzie instynkt "walcz lub uciekaj" przejmuje kontrolę. Dla Bestii, zadowolonej z narastającej paniki i charakterystycznego smrodku strachu, było to coś cudownego. Jedynie świeżo przelana krew była czymś lepszym, bardziej satysfakcjonującym. Nawet szczery uśmiech pani Patterson wydawał się być teraz na miejscu. Stallone znów zatrzepotał skrzydłami i wydał z siebie dość ponuro brzmiący, ptasi krzyk. Zwierzę zwróciło uwagę spanikowanego śmiertelnika i, przynajmniej na jedną chwilę, kryzys został zażegnany. Chyba.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#46
White obserwował zachowanie śmiertelnika. Rosła w nim panika, dał mu sobie podłapać te uczucie, rozwinąć je. Delektował się tym momentem. Chwilkę potem jednak chłopak stłamsił w sobie te pierwotne odruchy. Niebawiem nagromadzą się jeszcze mocniej i lawiny nie da się powstrzymać. Randy kontynuował spokojnie swoim paskudnym wokalem
- Nie masz czego się bać... Chyba, że masz coś do ukrycia?
Kłamał.
- Pamiętasz tego typa nad jeziorem? Musisz pamiętać, mierzyłeś mu przecież w pysk z pistoletu... Sprawiłem, że nie będzie już dla Ciebie problemem. Twoi koledzy mieli mniej szczęścia, niestety.
White dużo kłamał, ale miał rację przy tym, że jego koledzy nie żyją. Poza czarnym, który odjechał.
- Po co, żeście tam leźli w ogóle? Takie miejsca są niebezpieczne dla młodych ludzi. Ktoś Wam kazał?
Założył kaptur na głowę.
- Jeśli odpowiesz zgodnie z prawdą, będziesz mógł wrócić do domu. Obiecuję.
Kłamał.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers 05/05/99

#47
Stallone ponownie zaśpiewał swą żałosną pieśń. Było coś upiornie w tej małej ptaszynie, w sposobie, w jaki zimorodek spoglądał na chłopaka i w dźwiękach, jakie wydobywały się z małego, ptasiego gardła. Śmiertelnik zacisnął mocno powieki i przez długą - bardzo długą - chwilę milczał, próbując opanować swoje emocji. Bez skutku; oddech znów przyspieszył, ciałem zaczęły targać niewielkie drgawki. Skórę zrosił tłusty, słony pot, a nade wszystko wampir słyszał i czuł, jak łomocze serce tego biedaka.
Bestia była szczęśliwa.
- Puść mnie! - wrzasnął w kierunku zimorodka. - Proszę... - dodał płaczliwym tonem. Pytania rzucane przez Randy'ego były proste. Banalne wręcz. Odpowiedź nie wymagała nawet wielkiej inteligencji ani czegoś takiego; wystarczyło tylko znać język angielski i mieć trochę oleju w głowie. A mimo to śmiertelnik nie odpowiadał, z ledwością panował nad sobą. Z oczu zaczęły płynąć mu łzy; strach i lęk wzięły górę. Histeria postępowała. W ciągu paru najbliższych chwil biedak pewnie na dobre się rozklei i po prostu zeświruje.
- Mieliśmy zabrać jakieś papiery, reszta fantów miała być częścią zapłaty! Nie wiem kto, ani dlaczego, przysięgam jak mamę kocham! Zadzwonił do Andy'ego, Andy skrzyknął resztę ekipy i tyle! Jezusie święty, przysięgam! Pomocy! Ratunku! Ratunku! - odezwał się w końcu, wywrzaskując wszystko co ślina przyniosła mu na język. Kątem oka zerkał też w stronę trupa. Pani Patterson obdarzyła chłopaka życzliwym, szczerym i bardzo szerokim uśmiechem. Śmiertelnik szybko odwrócił głowę i znów zacisnął powieki, nie chcąc oglądać tych jakże paskudnych i przykrych obrazów.
Czasami nie trzeba nawet zadawać bólu, ani wypowiadać szczegółowych pytań. Miejsce przesłuchania i panująca tam atmosfera robią swoje. Podobnie jak fałszywa obietnica uwolnienia...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#48
Mówił. I to było fajne. Ale White wiedział, że trzeba przycisnąć chłopaka, żeby dowiedzieć się więcej. Stallone spisywał się znakomicie w roli swego rodzaju kata. Fakt, że ptaszyna była pod powierzchnią, pewnie nakręcała jego furię.
Głos White'a był spokojny, pewny. Miał władzę i bawił się jak kot myszką. Zaszedł młodzika od tyłu.
- Andy, to ten czarny, który odjechał, tak? Na prawdę nie mówił nic więcej, kto do niego zadzwonił?
Jego ręce spoczęły na barkach młodzieńca, mógł poczuć lodowaty chłód długich paluchów Nosferatu. Chłód, który wysuszał mniejsze rośliny i zabijał małe stworzonka. Jakby młody chciał się obrócić i zerknąć na wampira, White powstrzymywał jego głowę rękami.
- Jakie papiery mieliście znaleźć? Mów, chłopcze, bo coś czuję, że chyba mnie okłamujesz. W domu nikt na Ciebie nie czeka?
Tu Randy powiedział lekko zniecierpliwionym głosem. Trzymał chłopaka pewnie, sugerując tym samym, że czas na spowiedź powoli się kończy. Co będzie, jak nie powie wszystkiego? On już doskonale tam wie.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers 05/05/99

#49
Gdy Randy zmienił miejsce, jego przyszła ofiara drgnęła przerażona. Zsunął się lekko z krzesła, wywołując tym samym kolejny, wściekły wrzask ptaka. Zimorodek mógł bez trudu wydziobać mu oczy, a teraz, gdy był przecież dokarmiany vitae, pewnie mógł także i przebić czaszkę bez większego trudu. Dla Bestii, obserwującej wszystko gdzieś z samego dna plugawej i paskudnej duszy wampira, nie miało zbytnio znaczenia jak zginie ten człowiek. Ważne było to, by polała się krew.
Wrzask, gdy wampir go dotknął, był nieludzki. I, niestety, póki co jedyną rzeczą, jaka została rozlana, był cuchnący mocz.
Stres zrobił swoje. Pęcherz nie wytrzymał i na krześle oraz podłodze, a przede wszystkim na spodniach biedaka pojawiła się śmierdząca uryna. Biedak zawył z rozpaczy i wstydu, wpadając w histerię i przez parę chwil nie można było wydobyć z niego żadnej informacji. Szlochał i wył. Płakał i wrzeszczał. Dopiero kilka minut później, gdy zaczął się dławić własnymi łzami, zdołał się jakoś opanować. Zaczął nawet szeptać nieskładne odpowiedzi na kolejne pytania wampira. Pojawił się też kolejny problem; o ile wcześniej chłopak był w miarę ogarnięty i to, co mówił miało sens, tak teraz był to bełkot godny Malkavian.
- Andy? Co z nim? Gdzie jest Matt? A Rachel? Dalej się na nas gniewa? - zaczął wyrzucać z siebie imiona nie mające zbyt wielkiego sensu, przynajmniej nie z tą sprawą. - Bo dzwonił jakiś frajer, nie znam typa. Nie nasza wina! Im kazał pewnie kto inny, Charlie i Joe mają przejebane, a Mandy to już w ogóle może nie wracać do domu, Marcus ją zabije! - zaczął płaczliwie wykrzykiwać i z trudem łapał oddech.
- Wszystko mieliśmy brać! Notatki, pamiętniki, książki, gazety, srajtaśma! Wszystko co tylko się da! Litości, proszę! Ja nic nie wiem... - jęknął na sam koniec, targany drgawkami strachu i nerwów. W międzyczasie zaczął też pociągać nosem i wszystko wskazywało na to, że znów wybuchnie płaczem. Szlochał jednak tylko przez chwilę, a Stallone ponownie zaśpiewał i zatrzepotał skrzydłami, wzbijając się do krótkiego lotu.
Wylądował na głowie pani Patterson.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#50
Randy wydobył z siebie śmiech, gdy młodzieniec histeryzował. Smakowało mu to, jego okrutne ego zapragnęło sięgnąć dalej. Ręce White'a objęły osobnika, jak kochanek obejmuje ukochaną. Tutaj to wyglądało raczej na maszkarną parodię uryny, strachu i ekstremalnej brzydoty.
- Zanim cię puszczę do domu...
Wyszeptał mu nad uchem.
-... Zapytam Cię o jedną rzecz jeszcze.
Randy wyszczerzył się do zimorodka teraz ale mówił do młodzieńca.
- Chciałbyś zostać moim sługą? Dałbym Ci siłę, której nie ma wielu ludzi. Potencjał oraz świadomość, która mocno odmieni Twoje życie...
Młody na razie nie przypominał bohatera sprzed kilkudziesięciu minut ale Randy widział w nim materiał na ghula... Jak się pomyli, to zawsze może go zabić i zeżreć.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers 05/05/99

#51
Nie było w tym nic dziwnego, że chłopak wyglądał i zachowywał się inaczej. W domku nad jeziorem miał przy sobie spluwę, wkoło byli jego kumple, a we wspomnianym domu czaił się tylko jakiś szurnięty chudzielec. Ofiara wampira była młoda, silna, zdrowa, w porównaniu do reszty ekipy względnie trzeźwa, spore znaczenie miała też spluwa. A teraz? Był związany w jakiejś norze. Siedział obok kościotrupa. Przed nim był wyjątkowo wkurzony ptak. I ktoś ciągle szeptał mu dziwne rzeczy wprost do uszu. Chyba każdy by się załamał i szczał ze strachu, mówiąc wprost.
Ale tak, potencjał był w tym młodzieńcu. Ogromny potencjał, który mogła wyzwolić przeklęta krew.
- Co? - spytał nieprzytomnym głosem. - Puścisz mnie? Proszę puść mnie! Wypuść mnie! Pomocy! Ratunku! - znów zaczął się wydzierać, a chwilę później Stallone dołączył do tej symfonii wrzasków. Na szczęście krzyki nie trwały zbyt długo, bo mimo całej histerii i paniki do uszu biedaka dotarły też inne słowa. Trochę trwało, zanim zrozumiał ich sens i znaczenie. Zaczął na nowo szlochać, aż w końcu zaczął się dusić od własnych łez, lecz i tym razem nie zajęło to zbyt wiele czasu. Bestia we wnętrzu Randy'ego mruczała niechętnie, przeczuwając, w jakim kierunku to wszystko zaczyna zmierza.
- Ale... przecież... - jęknął, gubiąc się już całkowicie. - Jeśli się zgodzę to mnie wypuścisz? - wypalił do zimorodka. Stallone pokiwał łebkiem i otworzył dziób, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Biedaczysko nie miał pojęcia, że ptaszyna z niego drwi. Nie wiedział, że po skosztowaniu krwi Nosferatu zostanie jego więźniem aż do samego końca. Swojego lub Randy'ego, to już bez znaczenia.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#52
White uśmiechnął się do Stallone. Bestia była z niego szczwana. Dobrze zrobił, że go zghulił.
- Oj tak. Tyle tylko, że nie będziesz mógł NIKOMU powiedzieć o na szym spotkaniu. Wiesz, lubię tajemnice. Ty też je polubisz.
Nie będzie miał w sumie wyboru. Ale o tym wiedzieć na razie nie musiał. White sięgnął po jakieś niezbyt czyste naczynie. Rozciął sobie rękę nożem i wlał do niego swej krwi.
- Pij. Najlepiej najszybciej jak będziesz mógł.
Przyłożył chłopakowi kubek do ust. Jakby oponował to cóż... Rozszarpie go na strzępy i zeżre jak cholerną tortillę od meksykańca. Musiał się dowiedzieć kto zlecił im to zadanie, Maskarada była najważniejsza. Celnod Nosferatu także.

Jeśli chłopak wypije, to White pożywia się na nim. Tak, żeby miał odlot. Byle do następnego dnia. Wtedy już go będzie miał w garści.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers 05/05/99

#53
Na ten moment chyba nic więcej się nie da zrobić.
Chłopak - młody włamywacz - był w histerii. Przerażony, spanikowany, roztrzęsiony i tak dalej, i tak dalej. Idealny materiał dla psychiatry, który chciałby poświęcić kilka, kilkanaście lat swego życia na ten jeden konkretny przypadek. Wszystko jednak zależy właśnie od śmiertelnika; czy zdoła wydostać się z kanałów, czy już na zawsze tutaj zostanie, jako pokarm wampira (i innych, wcale nie mniej przyjaznych istot. Chciał nawet coś powiedzieć, zapytać co dokładnie Randy ma na myśli poprzez te dziwne słowa, ale nie miał okazji.
Wrzasnął z odrazą, gdy White podsunął kubek prosto pod jego usta. Nie rzucał się jednak i nie miotał przerażony, tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę, co może mu grozić gdyby wytrącił bezcenną krew z martwej ręki Randy'ego. Trwał przez chwilę bez ruchu, wpatrując się zahipnotyzowany w vitae aż w końcu - gdy zerknął na zimorodka - podsunął kubek do ust. Z pewną dozą niepewności i lęku upił pierwszy łyk, potem drugi, aż wreszcie wszystko wypił. Zakrztusił sił i przez moment wyglądał, jakby miał wszystko zwrócić.
Na całe szczęście nie zwymiotował, chociaż zaczął znowu szlochać; kolejny raz krzyknął, gdy Nosferatu się na niego rzucił i posilił. Bestia chciała krwi, pragnęła jej i najchętniej to by od razu wyżłopała wszystko co tylko się da. Wampir również odczuwał przemożną chęć wyssania do cna śmiertelnika, zwłaszcza, że pierwszy szok minął i biedaczysko teraz tylko jęczało z przyjemności. Stallone zaśpiewał znowu i uderzył parę razy skrzydłami, tak, jakby cieszył się z całej ten sceny. Pani Patterson również się szeroko uśmiechała, tak, jakby chciała powitać kolejnego członka rodziny.
Rodziny, w skład której wchodziła ona smak, zimorodek, krokodyl i nieumarły potwór.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#54
Randy powstrzymał się od wyssania młodego do cna, był teraz cennym produktem...no, jedną trzecią produktu jeszcze trzeba było go zniewolić mocniej. Randy na razie nie zamierzał pokazywać mu swej facjaty. Nie ufał ludziom, nawet spętanymi więzami krwi. Wolał zwierzęta. Wierne jak Van Dame, czy Stallone. Zostawił nieprzytomnego chłopaka na krześle. Wziął w ręce Stallone i usadowił go sobie na ramieniu. Otwarł drzwi. Zapytał ptaka, czy znajdzie drogę na powierzchnię. Jak tak, to puszcza go wolno.
Randy spoglądał chwilę na korytarze kanałów. Rechotał jak wesoła żaba rozjechana przez czołg na poligonie. Wyczochrał łuski Van Dame i zaciągnął gada do środka...a raczej mu to nakazał wcisnąć się do schronienia wampira.
- Popatrz, mały, co tatuś zmajstrował.
Ujął potężny pychol Van Dame i nakierował na chłopaka na krześle.
- Jak będzie niegrzeczny, to pozwolę Ci go zjeść.
Jego okropne usta ucałowały chropowate nozdrze gada, po czym White zamknął drzwi od schronienia.
- Pilnuj go.
Powiedział do ghula, po czym załączył radio i puścił płytę z utworami Bacha. Zatańczył piruet i zasiadł do stołu, koło nieprzytomnego i pani Patterson.
- Pani Patterson, co Pani myśli? Będzie coś z tego, czy może przy stole woli Pani kogoś swojego pokroju?

Słucham?

Owszem, owszem. Może się złożyć, że będzie nieco bardziej przy kości.

White zaśmiał się naprawdę bardzo głośno. Pomiział szkielet po żuchwie i wstał. Sięgnął do torby, którą tu przytaszczył i zasiadł przy stole. Zaczął przeglądać znalezioną w domu Toreadora, treść.

Podejrzewał, że ktoś szukał tego samego, co White. Zdziwiło go, że ten ktoś nie zapuścił się tam osobiście. Może to robota Sabatu? Oni mało na Maskaradę zwracają uwagę.... Może.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers 05/05/99

#55
Zimorodek otworzył i zamknął dziób, lecz nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zatrzepotał skrzydłami i już po chwili wzbił się do lotu; pierwsze kilka metrów stanowiło dla niego nie lada problem, bo kanały to mimo wszystko bardzo ograniczona powierzchnia, ale w końcu złapał odpowiedni rytm i sunął tuż nad cuchnącą breją kanału. Chwilę później zniknął wampirowi z oczu, ale trzepot skrzydłem jeszcze przez jakiś czas odbijał się echem od wilgotnych ścian kanalizacji Seattle. Stallone sobie poradzi, ale niestety nie można tego było powiedzieć o kolejnym pupilku Nosferatu.
Van Damme był wielkim bydlakiem.
Dosłownie. Ten gad z trudem przecisnął się przez wejście do leża Radny'ego, a na widok nieprzytomnego chłopaka rozdziawił szeroko paszczę. Prezentowane kły i zębiska były w stanie przepołowić śmiertelnika na pół, ale monstrum tylko się witało w taki sposób. Co prawda gdy White cmoknął swego pupila, to jedno machnięcie ogonem uderzyło w ścianę i trochę zirytowało krokodyla, ale nie był to żaden poważny problem, ani nic takiego. Ot, drobna niedogodność, którą można zignorować.
A nawet trzeba, bo z chwilą, gdy Randy zabrał się do przeglądania papierów było jasne, że zajmie mu to bardzo, bardzo dużo czasu. Toreador był płodny jak jasna cholera. Ilość notatek i zapisków, jakie sporządził, naprawdę budziła podziw; zresztą Nosferatu już miał okazję się o tym przekonać. Podobnie jak wcześniej, także i teraz jego oczom ukazało się staranne i lekko pochyłe pismo. Najświeższe zapiski, czyli te pochodzące od połowy dziewiętnastego wieku do drugiej dekady wieku dwudziestego już znał w ogólnikach.
Hugh Gardner spędził w Afryce sporo czasu, jako jeden z wielu białych kolonizatorów - całkiem sporo miejsca poświęcił na opisanie zwyczajów i przesądów tamtejszej ludności, ze szczególnym wskazaniem na "zuchwałego", jak to sam Gardner określił, Tremera próbującego odkryć sekrety szamanów i innych mistyków, bez większego powodzenia. Wspominał też o plemionach skupionych wokoło kultu wężowego bożka i jego wysłanników, pojawiających się nagle, nocą, co aż nazbyt kojarzyło się z Setytami.
Niestety, w części poświęconej Afryce nie było już nic ciekawego czy interesującego, chyba, że ktoś ma ochotę na długie opisy afrykańskiej przyrody z przypisami dotyczącymi śmiertelników i ich nudnych żywotów. Co innego bliskowschodnie wędrówki szlakami apostołów, które, choć dość nudne z punktu widzenia współczesnego wampira, były dość intrygującym rozwinięciem Starego i Nowego Testamentu. Gardner starał się jak mógł, by odwiedzić wszystkie miejsca i porozmawiać z ludźmi tam żyjącymi. Liczył nawet na spotkanie potomków śmiertelników, którzy żyli w czasach apostolskich! Niestety, narastająca działalność Wielkiej Brytanii i Rosji szybko wykurzyła Toreadora z tamtejszych rejonów.
W Europie unikał większych skupisk Spokrewnionych.
Nie chciał, by ktokolwiek mu przeszkadzał, toteż mnóstwo czasu spędzał w bibliotekach i księgarniach, antykwariatach i szkołach, uniwersytetach i teatrach, chłonąc wiedzę - pomijając dziesiątki skrótów i setki inicjałów, natrafił na jeden z pierwszych egzemplarzy "Devil's Dictionary" pióra Ambrose'a Pierca oraz niekompletne "Die Philosophie des Als Ob" Valinghera w piwnicach szwajcarskiej biblioteki (w Szwajcarii zresztą wydał książkę dotyczącą wędrówek Jedwabnym Szlakiem).
W dziele Valinghera znalazł nawet wzmiankę o francuskiej, zakazanej przez kościół księdze skupionej wokół złotego króla i jego dworu; gdyby nie wybuch Wielkiej Wojny, jak sam to ujął, to spędziłby mnóstwo czasu we Francji poszukując "Le Rois en Jaune". Przezornie wycofał się do Nowego Świata, gdzie przez blisko dekadę wędrował wschodnim wybrzeżem i tamtejszymi miasteczkami, ignorując wielokrotne sugestie i prośby o zajęcie posady Primogena klanu w Providence, Bostonie, Bangor i Auguście. Czy zapiski Toreadora była fascynującą lekturą, ciężko powiedzieć.
Z jednej strony, pisał dużo. Bardzo dużo, na różne tematy, czasem nudne, czasem ciekawe. Używał skrótów, których znaczenie tylko jemu było znane. Z drugiej, gdzieś tutaj kryły się bezcenne informacje - trzeba je tylko wydostać. Ale właśnie na tym polega bycie Nosferatu... na zdobywaniu informacji, czyż nie?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „Ballard”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość