Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#31
Randy'emu odpowiedziała cisza.
Wampir oczywiście słyszał szum wentylatora i dysku twardego komputera, gdzieś chlupotała nad wyraz głośno woda, a w jednej z pomniejszych rur coś zaczęło przez moment zgrzytać i chrobotać, tak, jakby jakiś zagubiony szczur próbował przemknąć do czyjego klozetu. Ale skrzydełek - oraz, co ważniejsze, tego przeklętego po trzykroć głosiku - nie było. Dopiero po dłuższej chwili do uszu nieumarłego ponownie dotarły te obrzydliwe dźwięki, będąc zarazem potwierdzeniem, że coś jest nie tak. Że coś znowu zaczyna się dziać.
Ignorujesz, nie odzywasz się...
Nerwowe, głośniejsze trzepotanie skrzydełek. Co gorsza, teraz ten charakterystyczny, niemożliwy do podrobienia dźwięk dobiegał z dwóch stron naraz. Mniej więcej ze środka lodówki, gdzie White przechowywał resztki, oraz z samego komputera, współgrając z wywodzącym się stamtąd szumem. Z początku można było uznać, że to są najzwyklejsze, normalne dźwięki jakie wydają te sprzęty. Lodówka nie była pierwszej jakości, miała już trochę na karku i należało się spodziewać, że prędzej czy później zacznie hałasować. Podobnie było w przypadku komputera; dysk twardy, zmuszony do intensywnej pracy, mógł nawet i głośno zgrzytać, gdy iglica przesuwała się po krążkach z zapisanymi danymi. A wentylator - to przecież zwyczajny wiatraczek - hałasował tym głośniej, im było więcej brudu, kurzu i innych śmieci...
Tak nie wolno robić, Raaaandy. Nie wolno. Zostaniesz ukarany. O tak, zostaniesz...
To była groźba. Ostrzeżenie, zwiastujące coś naprawdę niedobrego. Wagi tym słowom dodawało to, że niemalże natychmiast wszystko ucichło i wróciło do normy, jeśli można tak mówić w przypadku Nosferatu. Po trzepocie malutkich skrzydełek nie było śladu. Głosy ucichły. Randy słyszał tylko szum i chlupot wody, drżenie rur oraz łomotanie czegoś masywnego gdzieś niedaleko (bez wątpienia chodziło tutaj o jego pupilka).
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#32
I nagła cisza sprawiła, że ciałem Nosferatu wstrząsnął dreszcz strachu, cała pewność siebie wyparowała. White przykucnął, zaciskając powieki do tego otaczając swoją głowę przydługawymi palcami. Nie rozumiał, przecież się słuchał. Wczoraj przecież było dobrze.
Nie... Nie. Nigdy nie będzie dobrze. Powoli pokiwał głową unosząc ją znad dłoni. Wstał i drżącą dłonią sięgnął do telefonu. Desperacja? Na to wygląda, został przyparty do muru. Wykręcił numer do fundacji Tremere...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#33
Jak trwoga, to do... no właśnie, do kogo?
Kogo mógł Nosferatu poprosić o pomoc w tej nietypowej, ale i zarazem przerażającej sytuacji? Najbardziej oczywista osoba, która mniej więcej orientowała się w "tych sprawach", czyli Mike zwany dalej 5antaclaw5 został zniszczony. Randy przyłożył się do zemsty i ukarania mordercy i wyszedł z tego starcia z dziurą w piersi. Primogen jego klanu, Percival, był nieuchwytny i miał zdecydowanie poważniejsza sprawy na głowie, aczkolwiek z pewnością by mu pomógł. Podobnie jak sama Książę, bo choć była typowym Świrem, z nienaturalnym skrzywieniem pod kątem maluchów, to jednak miała ogromną wiedzę i jeszcze większe umiejętności... podobnie jak Czarnoksiężnicy.
White sięgnął po telefon, wybrał numer do biblioteki i czekał na nawiązanie połączenia. Po kilku chwilach - nie trwało to wcale tak długo jak można było przypuszczać początkowo - ktoś odebrał słuchawkę. Nieumarły usłyszał trochę zmęczony, ale pogodny głos mężczyzny w średnim wieku oraz stłumiony szept gdzieś w tle.
- Słucham, Paul Rooney przy telefonie, Ballard Carnegie Library, czym mogę służyć? - chyba większość Spokrewnionych w Seattle kojarzyła tego faceta. A nawet jeśli nie, to przynajmniej nazwisko wydawało się im znajome; byli to ludzie spętani nierozerwalnymi więzami krwi, zniewolone przez Czarnoksiężników sługi wykonujące najbardziej poniżające i męczące prace, ghule, których zadaniem było pilnowanie budynku biblioteki. Nie Fundacji, bo ta sama w sobie była doskonale zabezpieczona.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#34
Cóż, sam Percival zasugerował White'owi Tremerów. Co nie było głupie, zwłaszcza, że sytuacja robiła się coraz bardziej... Dzika. A Randy czuł, że przegrywa, że sam tej walki nie przetrwa. Dźwięk dzwonienia w telefonie zdawał się trwać wieczność, choć trwał raptem kilka sygnałów. Architekt omótł nerwowo spojrzeniem pomieszczenie. Zawiesił je bezmyślnie w okolicach pani Patterson.
Wysłuchał słów Ghula do końca. W odróżnieniu od Paula, Randy miał ponury i chrapliwy głos, co odzwierciedlało obecną sytuację.
- Randy White. Dobry wieczór. Chciałbym się umówić na spotkanie z...
Chwila zawachania, może jeszcze się wycofać i przeprosić. Nie, nie. Nigdy nie będzie spokoju jak się podda.
... z kimś obeznanym z przypadkami trudnymi do wyjaśnienia. W grę wchodzą spotkania jedynie nocą.
Najlepiej jakby była to dzisiejsza noc.

Nosferatu był ciekaw, czy Ghul zatrybi o co chodzi. Randy nie powiedział bezpośrednio o co chodzi, bo po pierwsze mogą być podsłuchiwani, po drugie gadał z Ghulem. Z nieznanych przyczyn zaczęły mu się przypominać wszystkie żarty o Tremere, które wyczytał na schrecknecie od pewnego osobnika, który wyjątkowo Tremere nie lubi.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#35
Przez jedną, upiorną chwilę Randy mógł przysiąc, że znowu słyszy charakterystyczny trzepot malutkich skrzydełek. Na całe szczęście to było jednak nic innego, jak zwyczajne zakłócenia na linii, jakich pełno. Nic więcej. Nic nadzwyczajnego, nadnaturalnego, przeklętego.
- Spotkania nocą... - powtórzył cicho, nie do końca pewien co tak naprawdę Randy chciał mu przekazać. White wyraźnie słyszał, jak odsunął słuchawkę i zasłonił mikrofon dłonią; wampir nie był jednak w stanie rozróżnić niewyraźnych, przytłumionych słów krótkiej i szybkiej rozmowy z drugą osobą, jaka przebywała w bibliotece. Głosy należące do mężczyzny i kobiety przez chwilę toczyły ze sobą krótki, acz wymowny bój, aż w końcu Randy usłyszał nerwowy, kobiecy śmiech.
Moment później coś zatrzeszczało, gdy ghul przy telefonie poprawił słuchawkę.
- Już jestem, przepraszam najmocniej, że musiał pan czekać, panie White. - odparł grzecznie. - Pani Yvonne Strauss będzie oczekiwać na pana do północy, na piętrze Ballard Carnegie Library, za wypożyczalnią. - Strauss. Nie Weaver. Regent Tremere, najważniejsza osoba z tego klanu na terenie Seattle, nie spotka się z Nosferatu. Nie wiadomo, czy jest zajęty, nieobecny, ma jakiś uraz względem wampirów żyjących w mroku kanałów, czy taki ma kaprys, ale spotkanie z nim jest na ten moment niemożliwe.
Pan Rooney poinformował jednak Randy'ego, że spotka się z nim inna wampirzyca. Pani Strauss, kimkolwiek jest. Tremere to jednak Tremere, prawda? Parający się czarami Spokrewniony, mający ogromną wiedzę dotyczącą konkretnych dziedzin tego mrocznego, ponurego świata, w którym przyszło żyć - istnieć - wampirom. Tylko czy ta konkretna nieumarła zdoła pomóc odrażającemu potworowi, żyjącemu w ściekach?
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#36
White nie był nikim ważnym, dlatego nie zdziwiło go zbytnio, że przyjmie go ktoś tak samo ważny jak on.
- W porządku. Zjawię... się tam. Dziękuję, Panie Rooney. Miłego wieczoru.
Rozłączył się. Było dużo pytań, Randy nie wiedział jakim dośiadczeniem dysponuje Yvonne Strauss, nie wiedział jak go potraktuje jako Szczura. Trzeba spróbować. Przebrał się szybko, cały był uwalony od krwi kanalarza z lodówki. Odział się elegancko... No, powiedzmy. Czarny płaszcz, koszula i ciemne gacie dały mu wizerunek SS-mana wyjętego wprost ze śmietnika. Historii. Która nie była doń łaskawa, jeśli chodzi o urodę. Ale chyba Tremery tak lubiły. Tak się przynajmniej White'owi kojarzyli. Oczywiście, nabrał po drodze bukietu kanałowych perfum. I wszystko to pewnie by go śmieszyło, jednak dzisiaj był dzień trwogi, która odciskała swoje piętno w jego martwym sercu. Każdy cień mógł być tym zdradliwym.

Przed wyjściem na powierzchnię stanął twarzą w twarz z kolejnym demonem. Powierzchnią. Skupił się w sobie, analizując jeszcze czy warto czy nie... i pod osłoną niewidoczności udał się na umówione spotkanie.

Spoiler | 
Spalam SW, żeby wyleźć na górę
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02.15.1999)

#37
Z tego co White wiedział - a jako Nosferatu wiedział zaskakująco wiele, na pewno więcej niż przeciętny Spokrewniony w Seattle - to Strauss mogła być i uczennicą samego Regenta, które w dalszej przyszłości mogła by zająć jego miejsce, jak i pierwszym lepszym świeżakiem, oddelegowanym do zajmowania się plebsem. W przypadku tego konkretnego klanu bowiem pozostawały tylko domysły i podejrzenia, przypuszczenia i pytania. Dużo pytań. Bardzo, bardzo dużo najróżniejszych pytań.
Randy, korzystając z chwili błogiej ciszy i spokoju, doprowadził się do mniej więcej porządku. Zmienił ciuchy ze zwyczajnych, uwalanych krwią i innymi paskudnymi wydzielinami ludzkiego ciała, zarówno żywego jak i martwego, po czym ruszył przed siebie. Na górę. Na powierzchnię, opuszczając bezpieczne, przyjemne, przytulne kanały, prosto w przerażająco rozległe, szerokie i ogromne tereny śpiącego miasta.
Drogę do biblioteki znał.
Każdy ją znał. Ballard Carnegie Library to w końcu zwyczajna biblioteka, stara, szanowana, ciesząca się nie malejącą popularnością, mająca swoje miejsce w sercach mieszkańców Emerald City od wielu, wielu lat. Niestety, wampir mógł podążać kanałami do jej sąsiedztwa - potem musiał wspiąć się po drabince, odsunąć ciężką, przysypaną śniegiem płytę i wyjść na ulicę. Wymagało to od niego wiele wysiłku, ale koniec końców opłaciło się. Nosferatu nie musiał się też martwić śmiertelnikami; ghule mniej więcej wiedziały, o co chodzi, a o tej późnej porze w bibliotece można było spotkać w sumie tylko tych zniewolonych więzami krwi ludzi. Fundacja czeka!
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#38
Z Fundacja Tremere

Wyszedł z fundacji. Jeżeli po drodze nie został skasowany, jak literka za pomocą "backspace", wparował do kanałów. Jego nerwy wyraźnie się rozluźniły, bo było to znajome miejsce. Upewnił się, czy nie jest śledzony. Po czym skierował się do swojego schronienia. Stanął u wrót i przywołał swojego ghula. Jeśli przybył szybko, White przywitał się z nim jak zawsze czochrając go po łuskach i wyszeptał cicho.
- Jeżeli ktoś powie "Pies lubu kotky", daj przejść...
Szkaradny pysk Randy'ego lekko się teraz uśmiechnął. Jednak w tym uśmiechu było coś bardzo złowieszczego. Potem ujął ghula po bokach pyska i zajrzał w jego gadzie, zimne oczy.
-... a jak będzie sam, to zabij.
Wydał z siebie niezbyt przyjemny, cichy, śmiech.
- Tak, tak... Nikt nie będzie nam przeszkadzać. Nikt.
Poczochrał swojego pupila i puścił z powrotem na robienie tego, co robią gady na swoich terenach.
Wszedł do pomieszczenie potem. Cały czas szykował się na starcie ze swoją nemezis lub z kimś, kto mógłby być pod jej władaniem.
- Pani Patterson, proszę się spakować.
Rzekł do truchła, które siedziało w centralnej części pomieszczenia. Załączył komputer, aby podzielić się z klanowiczami wydarzeniami z tego wieczoru oraz podzielić się specyficznymi pomysłami, które wpadły jemu do głowy...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02,15,1999)

#39
Kiedy Randy wyszedł z biblioteki (a raczej z Fundacji, jaka się rozciągała pod nią) jedynym, co spadło na Randy'ego, był śnieg. Nic więcej. Opadające z nieba nieprzerwanym strumieniem białe, lepkie cholerstwo było jedyną rzeczą, która mogła drażnić czy irytować. To wszystko. Nic więcej White nie zauważył, nie wyczuł. Nie musiał walczyć o życie. Nie musiał kajać się przed piekielną hordą setek, czy nawet i tysięcy malutkich, uskrzydlonych istot. Na parkingu przed biblioteką był tylko Nosferatu.
Żadnej szarańczy. Żadnej hordy. Żadnego robactwa wielkiego jak gołębie. Nic.
Tremere znali się na rzeczy. Tutaj należy ich pochwalić, bo w pełni na to zasłużyli. Rytuał egzorcyzmów został przeprowadzony bez komplikacji i przyniósł praktycznie natychmiastowy skutek - cokolwiek naprawdę dręczyło Randy'ego, było teraz problemem kogoś innego. I już. A gdy wampir zszedł do kanałów, poczuł się naprawdę dobrze. Był u siebie. W swoim królestwie i tylko długi spacer dzielił go od bezpiecznych, przytulnych terenów podziemnego królestwa Nosferatu. Nawet krokodyl przybył szybko i sprawnie, machając swym monstrualnym ogonem. Przez kilka długi chwal wpatrywał się w wampira, tak, jakby analizował wszystko, co nieumarły powiedział, aż w końcu ostatecznie kłapnął parę razy szczękami na znak, że rozumie.
Zwłoki - rzecz jasna - nie odpowiedziały, ale wyraz martwej twarzy można było odczytać w dowolny sposób. Pani Patterson cieszyła się. Bo tak.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers

#40
Chwilkę posiedział na komputerze, w między czasie napisał sms do Mitsa, z którym był umówiony. Potem jednak sytuacja uległa pewnej zmianie... Utworzył kilka nowych folderów i wklepał jakieś informacje. Potem wyłączył komputer i siedział chwilę wpatrując się w czarny ekran kineskopu.
- Kurwa.
Skwitował całą sytuację i wstał. Podszedł do szafy i przebrał się w swój klasyczny strój. Wygodne buty, bluza z kapturem i płaszcz. Wszystko oczywiście brudne, znoszone, miejscami podarte i śmierdzące. Podszedł do lodówki, w której zastał resztki zmasakrowanego kanalarza. Spoglądał beznamiętnie na truchło. Wzruszył ramionami, wyciągnął nóż i ukroił sobie spory kawałek. Zamknął lodówkę i usiadł koło pani Patterson przy stole.
- Musimy, kochana, tutaj jeszcze zostać.
Ugryzł mięso jak kanapkę. Jutro zrobi sobie platki śniadaniowe z tego. Zamiast mleka, vitae. Przeżuwając, z pełną gębą, kontynuował.
- Bo to wszystko jest pojebane, dlatego. Lepiej ma już trzoda, której problemy ograniczają się do kredytu, którego nie są w stanie spłacić. A tu... Wszędzie niewola.
Resztę swojego "śniadania" zjadł w milczeniu. Po ścianach odbijało się jedynie jego mlaskanie. A pani Patterson, w pełnym mądrości milczeniu, kontemplowała przestrzeń przed sobą, swoimi pustymi oczodołami.
- Ale zobaczy pani, role się odwrócą... Jeśli przeżyję.
Powstał. Wydszedł. Zamknął schronienie. Ruszył w kierunku szkoły, gdzie był wczoraj. Sytuacja się zmieniła i musiał działac sam.
Przywołał Van Dame. Gadzina musiała się trochę poruszać, a spacer na pewno mu nie zaszkodzi. Zabrali się więc we dwóch. Taka mała rodzinka. Patologiczna, lecz pełna specyficznej, nieco odrażającej, miłości.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 2220 NW Market St, Old Ballard Sewers (02,15,1999)

#41
Pani Patterson w milczeniu patrzyła na Randy'ego. Jej pusty, nieobecny wzrok zdawał się mówić znacznie więcej, niż można się było spodziewać - kto jak kto, ale ona akurat znała tego wampira bardzo dobrze. Słowa wampira przyjęła więc z uprzejmą obojętnością, podobnie było też z chwilą, gdy Nosferatu wyszedł ze swego leża, zostawiając ją samą. Wierna pani Patterson będzie cierpliwie czekać na jego powrót. Z tarczą, lub na tarczy, choć w tym przypadku lepiej by pasowało w "pysku krokodyla", to to właśnie tego potwora Randy zaczął nawoływać.
Pojawił się po kilku chwilach. Otworzył potężny pysk, ukazując szereg nierównych, ostrych zębów; przy kilku z nich wisiały okrwawione ochłapy czegoś, co musiało być całkiem wyrośniętym szczurem. Randy mógł nawet dostrzec szare, brudne futerko, pozostałość lichego posiłku. Dorwanie kanalarza byłoby już zbyt ryzykowne i mogło zwracać uwagę kogoś z powierzchni, zaś polowanie na bezdomnych, którzy próbują skryć się przed zimnem i śniegiem nie do końca pasowało. Kto wie, czy przypadkiem ten konkretny kloszard nie był akurat czyimś ghulem lub kimś, kto wykonuje rozkazy jednego z wielu Nosferatu?
White i Van Damme ruszyli przed siebie, zmierzając do miejsca, które dla nieumarłych z wspomnianego klanu miało wielkie znaczenie. Szkoła imienia Roosevelta czeka.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „Ballard”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość