4401 15th Avenue Bridge

#1
  Dwuskrzydłowy, przęsłowy most ruchomy, działający za pomocą mechanizmu przeciwwagi, przerzucony nad kanałem Lake Washington, długi na grubo ponad osiemset siedemdziesiąt i wysoki na blisko sześćdziesiąt metrów. Bardzo solidna i bardzo wiekowa konstrukcja z żelaza i kamienia. Metal jest masywny, pełen nitów, dodatkowo wzmocniony jest także stalowymi kablami, zapewniając stabilność i bezpieczeństw. Grube, kamienne filary stoją w wodzie w bardzo rozsądnych odstępach, dzięki czemu nie ma absolutnie żadnego powodu do niepokoju - nie zdarzyło się jeszcze, by jakaś jednostka pływająca się z nimi zderzyła A nawet jeśli, to taka konstrukcja praktycznie tego nie odczuje, co innego dany statek...

Statki chcące przepłynąć pod mostem muszą odpowiednio wcześniej zasygnalizować swoje zamiary - zwykle wystarczy pojedynczy gwizd syreny, by pracownicy w budce sterownicznej uruchomili całą, dość skomplikowaną aparaturę wstrzymując jednocześnie cały ruch. Najczęściej to wszystko, łącznie z przepłynięciem statku, nie trwa dłużej niż cztery, pięć minut, więc nie jest to Bóg wie jak długa przerwa.

Rowerzyści nie są do końca zadowoleni z tego mostu i regularnie pojawiają się listy z zażaleniami oraz nawet i pogróżkami wpływające do rady miasta oraz miejskiego departamentu transportu. Nikt jednak nie jest w stanie wskazać, dlaczego konkretnie ten właśnie most nie cieszy się popularnością pośród tej grupy uczestników ruchu drogowego. Są barierki ze wzmocnionej stali, wysokie na metr, oddzielające zarówno jezdnię jak i krawędź mostu, gdzie jest jeszcze wyższa, grubsza balustrada, stanowiąca jednocześnie miejsce zamontowania wysokich lamp ulicznych oświetlających najbliższą okolicę.

Kierowcy samochodów nie mają żadnych problemów tego typu, wręcz przeciwnie, chwalą sobie most i stan w jakim jest utrzymany, jego obsługę, szybkość i sprawność z jaką jest podnoszony i opuszczany, ba, nawet dość wąskie chodniki nie przeszkadzają zwyczajnym pieszym. Tylko ci rowerzyści się czepiają, marudzą, narzekają i zasypują każdego górą listów...

Re: 4401 15th Avenue Bridge

#2
Z Cowgirls Inc Bar

David zdecydował udać się na miejsce samochodem, razem z Nicole oraz Markiem. Droga, pomimo panujących warunków, minęła mu dość szybko, co nie znaczy przyjemnie. Mercedes mijał kolejne zaśnieżone ulice, kiedy mężczyzna walczył z myślami. Nie był przekonany, czy wysyłanie dwójki ghuli na Harbor Island jest dobrym pomysłem. Właściwie nic złego nie powinno się stać. Nikt nie powinien wiedzieć, że Nicole oraz Mark są związani krwią, a co dopiero przez wampira takiego jak Knightley. Nie będą też w instytucie gośćmi z przypadku i wątpliwe jest by mieli zwiedzać pozostałą część wyspy. Wątpliwości jednak były. Blackbird i Goodnam pchali się w samo serce Sabatu w Seattle, gdzie zamierzali pytać o sprawę, która z daleka krzyczała „Uwaga, wampir!”.
Nie ma już miejsca na odwrót – pomyślał po raz wtóry tej nocy David. Od morderstwa minęło już dużo czasu. Należy się spieszyć. Każda kolejna minuta oznaczała dla zbrodniarza więcej czasu na ucieczkę, zatarcie śladów lub nawet dokonanie kolejnego mordu. Knightley spodziewał się, ba, oczekiwał nawet, że nastąpi kolejny atak. Oznaczałoby to dla niego przede wszystkim kolejne tropy mogące przyczynić się do rozwiązania sprawy.
W pobliżu mostu wampir nakazał kierowcy się zatrzymać. Pożegnał się krótko z Nicole oraz polecił Markowi słuchać się kobiety. Wyciągnął ze schowka swoją broń i po wyjściu z samochodu schował ją za paskiem. Pewnym krokiem ruszył pod most, poprawiając przy tym skurzaną kurtkę. Trzymał się cienia i wypatrywał obozujących tu ludzi.
KARTA POSTACI: David Knightley
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 4401 15th Avenue Bridge [02.15.1999]

#3
Zapewne podróż nie minęłaby mu tak szybko gdyby nie to, że pogrążył się we własnych rozmyślaniach. Goodman uczynił podobnie całkowicie oddając się prowadzeniu samochodu. Co innego Nicole. Ta bowiem zerkała raz po raz na Davida z troską. Bezgranicznie mu ufała, ale widziała, że coś go trapi, a jednocześnie czuła, że jest to rzecz, na którą może nie mieć wpływu. Knightley jednego mógł być pewien: dobrze, że ani Nicole ani Mark nie wiedzieli w jakie miejsce tak naprawdę jadą. Dzięki temu w świadomy sposób nie zdradzą, że należą do jednego ze Spokrewnionych. Oboje wiedzieli, że nie jest to coś, czym chwali się przed śmiertelnikami, więc tym bardziej mógł być spokojniejszy. A przecież ani Camarilla ani Sabat nie wiedzieli wszystkiego.
Istotnie, pierwsze minuty, godziny i dni są najważniejsze tuż po morderstwie. Jakiekolwiek by ono nie było. Wtedy sprawa jest świeża, a pamięć świadków i postronnych lepiej zachowana. Wówczas istnieje większe prawdopodobieństwo na zebranie istotnych dla sprawy informacji. Z biegiem czasu wszystko po prostu… Blednie.
Gdy David wysiadł z samochodu stał się jednym z wielu, wielu przechodniów. Nikt nie zwracał na niego szczególnej uwagi, a i mało kto miałby. Samochody pędziły mijając idącą osobę bez żadnego zainteresowania. Inni przechodnie byli zaabsorbowani swoimi sprawami. I mało komu przychodziło na myśl, by schodzić pod most. Knightley nikogo nie interesował. A przynajmniej na to nie wyglądało, bo żadne pary oczu nie spoglądały na jego poczynania… Nawet jeśli — to nie dało się takiej persony zauważyć.
Lasombra musiał się pierwej przedrzeć przez zaspy śniegu. Buty i spodnie powoli zaczęły mu przemakać, ale nie było to znaczącym utrudnieniem. A przynajmniej nie takim, jakim byłoby dla śmiertelnika. Z daleka nie dało się dostrzec “mieszkania” bezdomnych, ale im głębiej schodził, tym więcej dostrzegał szczegółów. Na początku Avenue Bridge jawiło się jako zwyczajny most, pod którym nic nie ma. Potem jednak, gdy David zszedł niżej i pod odpowiednim kątem, dostrzegł blask ognia znad wysokiego, blaszanego pojemnika i stojące wokół niego sylwetki, a wraz z tym widokiem zaczął słyszeć również echo cichych rozmów. Jedna z osób, kobieta o brązowych, potarganych i sklejonych włosach, grzała ręce nad ogniem w ciszy, skupiona na własnych myślach, lecz gdy tylko osoba Davida stała się widoczna dla tutejszych osób, przeniosła spojrzenie na przybysza. Podobnie zrobiła dwójka stojących mężczyzn. Jeden trzymał w ręku pustą butelkę wódki, drugi — stojący obok niego — miał ręce założone na piersi, acz bardziej pasowałoby tu określenie: owite wokół ciała. Trzeci, będący nieco na uboczu, jako jedyny nie spojrzał na Davida. Cofnął się nawet bardziej w cień, jakby bał się spojrzeć na nieznajomego, jakby był stwarzającym zagrożenie intruzem. W głębi “podziemia” mostu było jeszcze więcej osób, a korytarz zdawał się ciągnąć bez końca. Niektórzy spoglądali na Spokrewnionego z zaciekawieniem, innych to nawet nie poruszyło, jakby nie robiło na nich wrażenia.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE
Odpowiedz

Wróć do „Ballard”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość