Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#31
Ilo patrzyła zaszokowana na Blake, sięgając po ostatni worek. Choć sama przeżyła wiele, nie była wręcz w stanie pojąć bólu i nieszczęścia, jakie spotkały czarną.

- Przykro mi - wydusiła. - Przepraszam, że pytałam. Nie chciałam przywoływać tych wspomnień. Nie wiem, czy mi wierzysz, ale naprawdę... rozumiem, jakie to dla ciebie ciężkie. Nie mówię tak po to, by cię pocieszyć czy okazać powierzchowne współczucie, jak to ludzie mają w zwyczaju, choć nie mają pojęcia przez co przechodzisz. Ja naprawdę rozumiem - kontynuowała mimo woli. - I wiem też, jak to jest zmagać się z poczuciem winy za śmierć... Jak to jest, gdy bez względu na to, czy tego chcesz czy nie, w każdej chwili każdego dnia masz przed oczami tamten moment, gdy to się stało. I widzisz to wszystko tak wyraźnie, że czasem masz wątpliwości, czy to się nie dzieje naprawdę. Gdy raz popełniony niewybaczalny błąd zmienia na zawsze twoje życie. Gdy całą sobą czujesz ból swojego dziecka, jego ostatnie chwile i śmierć w męczarniach. Z twojej winy. Gdy dzień za dniem żyjesz jakby w alternatywnej rzeczywistości, nie wierząc, nie przyjmując do wiadomości, co się wydarzyło. I jedyne co ci zostało to wielka, czarna, porażająca pustka.

Ilo przyłożyła worek do okna w jej sypialni, tam, gdzie obie teraz były. Wystarczył jedynie, by zakryć okno do połowy.

- Masz jakiś pomysł? - zapytała obojętnie. - Jak to dokończyć?

Popadła w przygnębienie, kolejny z tych epizodów, które znała aż za dobrze jako człowiek, a które nasiliły się po śmierci jej rodziny. Nic się wtedy nie liczy, jest tylko ona i jej melancholia, a rzeczywistość jest taka nierealna. Przemianę Blake dostrzegła, ale ledwie zauważyła. Rzeczy znów działy się obok niej, to wszystko jakby jej nie dotyczyło. W tej chwili bardziej napędzała ją troska o Blake, i oczywiście o Anę, niż chęć ochrony własnego życia. W tej chwili tylko po to oklejała te cholerne okna. Bo jej samej było wszystko jedno, co się z nią stanie. Te epizody przychodzą i odchodzą, wraz z wizjami wypadku, który spowodowała. Ale nawet gdy odchodzą, Ilo nie potrafi zaznać spokoju.

- Historia się powtarza - powiedziała po dłuższej chwili. - Teraz to ty jesteś moim koszmarem i zmorą, tak jak kiedyś Vincent twoim. Przez ciebie straciłam szansę na odbudowę życia jako człowiek. A to miało mnie uleczyć, myślałam, że w ten sposób odkupię swoje winy. I może odzyskam równowagę. Na przemian nienawidzę cię i... sama nie wiem... współczuję? Rozumiem? Nie wiem jak to nazwać. A z Mad... nie wiem, co bym zrobiła na twoim miejscu. Nie wiem, czy chciałabym Przemienić swoje własne dziecko. Może bałabym się, że mnie przez to odrzuci. A może bałabym się, że mnie odrzuci w odwrotnej sytuacji, czyli gdybym tego nie zrobiła. Widzisz, Mad równie dobrze mogłaby znienawidzić cię lub... skrzywdzić samą siebie, gdybyś jej nie Spokrewniła. Być może nie chciałaby ci wybaczyć, że nie obdarowałaś jej nieśmiertelnością, choć mogłaś. Że kazałaś jej się zestarzeć i cierpieć jako człowiek, zamiast zaprosić ją do nieżycia wraz z tobą na wieki. Takich rzeczy nigdy nie wiadomo z góry - popatrzyła Blake prosto w oczy. - Nie wiem, czy to coś da, że to mówię, ale nie gryź się tym. Nie mogłaś wiedzieć. Ja natomiast... ja jechałam za szybko. Wiedziałam. Że nie wolno.

Ilo usiadła bezradnie na łóżku, zatopiona we własnym smutku. Znów przed oczami wirowały jej kawałki potłuczonego szkła. Słyszała trzask gniecionego metalu, gdy samochód, którym jechała wraz z mężem i córką staczał się po kamienistym zboczu. Nigdy nie odzyska swojej córeczki, której kruche ciałko zostało brutalnie zgniecione i poszarpane niczym w paszczy metalowej bestii. Może za to pomóc Blake, która teraz wydawała jej się bardziej ludzka niż większość ludzi, których znała. I jeszcze Anie. Nie, nie może im pomóc. Musi.

- Chodź dokończymy te okna i jedziemy - powiedziała stanowczo.
KARTA POSTACI: Iloris Reed
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#32
Całego wywodu Reed słuchała w ciszy, starając w pełni odzyskać nad sobą panowanie. Nie było co kryć, weszły na koszmarnie trudny i ciężki temat i dla jednej dla drugiej. Nie skomentowała tego więc, skinęła tylko głową. Niby prosty gest, ale w tym momencie był bardziej wymowny, głęboki i oczywisty niż tysiąc słów. Pełen zrozumienia, współczucia i bólu.
Temat okien przyjęła niemal z radością. Spojrzała krytycznie na worki i szyby.
-Jakoś mi się nie wydaje, że to cienkie COŚ powstrzyma słońce. Nie chcę Stracić drugiego Dziecka przez jego ignorancje i swoje zaniedbanie. Słońce to nie światełka w szkiełku, nigdy tego nie lekceważ. Póki nie zabijemy okien dechami, albo nie załatwisz tych... roletach?... Najlepiej zawiń się w jakieś pledy i zamknij w komórce. W łazience... tam gdzie nie ma żadnych okien. Może tam gdzie puszkę na kołach trzymasz. Nie musisz mieć wygodnie, to już bez znaczenia. Ja prześpię się w trawniku przy domu. - Powiedziała rozglądając się. Naprawdę worki na śmieci nie były ostatecznie najlepszym rozwiązaniem, przynajmniej dla Wilczycy.
Dlatego też upierać się będzie przy swoim i nie opuści Reed póki ta faktycznie nie nakryje się kocami, albo kołdrą jakąś w pomieszczeniu bez okien. Albo zamknie się w szafie, łóżku, bagażniku samochodu cokolwiek. Marvin będzie zapewne jej strzegł.
-No i dzisiaj już nigdzie nie PÓJDZIEMY. Niedługo świta, nie będę ryzykować teraz wyjścia... zmarnowałyśmy sporo czasu na mycie i czesanie. - Dodała, definitywnie sprawę zamykając.

Nie było się co spierać. Wilczyca położy spać Reed i upewni się, że ta jest całkowicie bezpieczna przed słońcem. Dopiero wtedy sama wyjdzie za dom.
Każe strzec się i obserwować dom i okolicę swojemu krukowi, po czym zapadnie się w zimną ziemię by w jej bezpiecznych, mrocznych ramionach przespać do zmroku.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#33
Ilo faktycznie straciła poczucie czasu. Noc obfitowała w wydarzenia, to mało powiedziane. Może rzeczywiście nie powinna już dziś wybierać się do Any. Ogarnęło ją lekkie ukłucie poczucia winy z tego powodu, mogła o pomyśleć wcześniej o tym, by tam wrócić jeszcze tej nocy.

- Jak to na trawniku? W taką pogodę? - Ilo nie miała pojęcia, jak wampiry reagują na śnieg i mróz. - Słuchaj, jak chcesz, zostań tu ze mną, w domu - biała, słysząc własne słowa, wręcz nie wierzyła w to, co mówi. Właśnie zapraszała obcą wampirzycę, by ta została pod jej dachem. Fakt, może i przeszła wiele, ale to nie zmienia faktu, że skrzywdziła Ilo i bez pytania odebrała jej coś cennego. Poza tym Ilo nie miała możliwości sprawdzić, czy Blake w ogóle mówi prawdę. - I jak to, nie ma znaczenia, czy będzie wygodnie? - Ilo nie wyobrażała sobie spać w innym miejscu niż własne łóżko, ułożyć się na miękkim materacu i wtulić się w pościel. Może gdyby przeleżała 80 lat zakopana w ziemi, zmieniłaby zdanie. Ale jako wampir, który jeszcze 12 godzin temu był człowiekiem, na niektóre kompromisy nie była gotowa. Co do łóżka, było dla niej jasne, że tym razem tam spać nie będzie. Okno było pozaklejane do połowy, a świt się zbliżał i nie było już czasu szukać innego rozwiązania. Po namyśle powiedziała z wolna:

- No dobrze. Łazienka. Niech będzie łazienka. Tam będę dzisiaj spać. Wezmę tylko pościel z pokoju i tam się jakoś rozłożę. Przez szpary w drzwiach nie powinno dochodzić żadne słońce, bo w salonie całe okno jest obklejone. Na wszelki wypadek u dołu ułożę jeszcze ręcznik. A jutro koniecznie, ale to koniecznie w pierwszej kolejności jedziemy do Any.

Ilo pomyślała, że może to i dobrze, że wygoda nie ma znaczenia. Nie miała pojęcia, w jaki sposób się ułoży w malutkiej łazience. Chyba będzie musiała się zwinąć w kłębek. Zabierze więc pościel, owinie się w nią, i chociaż to da jej namiastkę wygody, oprócz zapewnienia bezpieczeństwa, oczywiście. Koniecznie weźmie ze sobą Marvina. Będzie go pilnować, a on jej, zresztą potrzebuje bliskości znajomej istoty. Tylko jeszcze trzeba go wypuścić na chwilę na ogródek, bo przecież nie wyjdzie na dwór przez cały dzień. Myśląc to, Ilo poczuła znużenie. Nie było to zmęczenie w zwykłym znaczeniu. Po prostu potrzebowała zostać sama i przespać się z tym wszystkim. Może rzeczywiście czas już na spoczynek.
KARTA POSTACI: Iloris Reed
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#34
Poczucie bezpieczeństwa przed Słońcem było najważniejszą rzeczą w egzystencji wampirycznej. W przeciwnym wypadku można było je całkowicie stracić. Wraz z całym dorobkiem, osiągnięciami, pozycją. Wszystkim. Nie warto było tracić tego, co się zbudowało ani własnego jestestwa na nieuwagę tylko po to, by się przekonać, że Słońce jednak jest śmiertelne. Powiedzenie ciekawość to pierwszy stopień do piekła było tutaj niezwykle dosłowne. Iloris jeszcze miała szansę na realizację swoich marzeń. Na zbudowanie rodziny. Może nie byłaby ona taka, jak ludzka; nie opierałaby się na tych samych zasadach, ale jednak... W nowym świecie, w jakim przyszło jej żyć, wszystko było inne. Pod pewnymi względami niektóre rzeczy się nie zmieniały, a jednak diametralnie różniły. Tak jak rodzina.
Blake zadbała o bezpieczeństwo swego Dziecka zostawiając Iloris okrytą prześcieradłem i z Marvinem u boku schowanych za drzwiami łazienki. Ręcznik w szparze w drzwiach stanowił dodatkowe zabezpieczenie. Reed mogła co najwyżej wyjrzeć przez dziurkę od drzwi, ale niewiele widziała; okno było oklejone workami na śmieci, a słońce schowało się za ciemnymi chmurami. Wciąż padał śnieg i wiał silny wiatr. Jeśli budziła się w trakcie snu to mogła poczuć znaczą różnicę w funkcjonowaniu: podczas dnia była ospała i zmęczona, a jej ciało nie czuło już tak silnej kontroli jak nocą. Dopiero po obudzeniu się po zmroku odzyskała wigor i panowanie.
Z kolei Blake po pobudzeniu vitae mogła swobodnie schować się w ziemi będąc absolutnie bezpieczną przed promieniami słonecznymi. Nic nie zakłócało jej snu, a kruk ani razu nie zaalarmował Gangrelki o jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Jedynie z samego rana przed drzwiami wiodącymi w głąb posiadłości pojawił się listonosz, który wrzucił korespondencję dla Iloris oraz gazeciarz, który też wsunął w skrzynkę na listy najświeższe wiadomości z Seattle. Kawałek papeterii zmókł, ale nie utrudniało to zapoznania się z wiadomościami.

[Rozpoczynamy noc 14 lutego 1999 r. ok. 17:45]
kolejka | 
→ Walter Wilkes
 → Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#35
Poprzednia noc była wariacka. Tyle się zdarzyło, tyle się zmieniło! Blake miała od tego wszystkiego pełną głowę. Starała sobie to wszystko jakoś poukładać, zaplanować, ogarnąć jakoś sensownie, ale nie szło. Jak zwykle, jak na Dzikusa przystało będzie działać instynktownie, zrobi to, czego będzie sytuacja wymagać bez zbędnych planów... zazwyczaj te i tak szlag trafiał.
Poruszyła swą krew i wstała dość wcześnie po zmroku. Pora roku sprzyjała wampirom, noce były ciemne i długie, a przy brzydkiej pogodzie jeszcze dłuższe.
Późnym popołudniem wyskoczyła ze zmarzniętej ziemi prosto w głęboki śnieg. Wchodząc do domu, pamięta by jego nadmiar zostawić na wycieraczce, chociaż na bosych nogach i tak wiele go wnieść nie mogła. Skierowała się zaraz do łazienki, gdzie spoczywała Reed.
-Obudziłaś się już?! Reed, porusz swoją krew, zmuś ją do krążenia, niech Cię zbudzi... niech ożywi ciało. Obudź się Reed, obudź! - Mówiła twardym władczym tonem, nie wchodząc jednak do środka. Dziś było tam leże wampira. Pierwsze przebudzenie, po pierwszym przespanym dniu było wyjątkowe, zupełnie inne niż obudzenie człowieka z nocnego snu. Wyjątkowe było przynajmniej dla niej, sądziła więc, że dla Ilo też takie może być. Dlatego dawszy jej garść wskazówek i swój głos jako przewodnik, wróciła do salonu i czekała aż treserka dojdzie do siebie i zdoła wyjść.

Nie zapaliła żadnego światła. Nie było jej to do niczego potrzebne, a dwa nawet nie wiedziała jak zmusić do świecenia te zaklęte szkiełka.
-Jak się spało? - Zapyta gdy tylko Reed opuści łazienkę... jeśli opuści łazienkę. Pomijając fakt, że Blake miała na sobie TYLKO sportowy stanik i dopasowane jeansy, to w zasadzie była gotowa do wyjścia.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#36
Zwierz wystawił nos na wiatr. Węszył, rozpoznając przeróżne zapachy niesione przez mroźny, rześki powiew. Obracał głową to w jedną, to w drugą stronę, jakby czegoś szukał. Głód doskwierał mu już od dawna, kazał mu ruszać na polowanie i szukać zdobyczy. Wreszcie... jest. Słodki zapach ciepłego ciała skrytego gdzieś w mroku zimowego lasu. Pomieszany z innymi zapachami, z ostrą wonią brudu i gówna, ale jednak wyraźny. Sierść na grzbiecie zwierza zjeżyła się, lekko uniesione wargi obnażyły białe, ostre kły, a z gardła wydobył się głuchy warkot. Stworzenie ruszyło za zapachem, z każdą chwilą czując, że jest coraz bliżej. Nie, teraz już go nie zgubi. Bestia podążała jak po sznurku, pewna swojej zdobyczy, napędzana już teraz nie tylko głodem, lecz także żądzą. Żądzą krwi. Wtem, oczy zwierza dostrzegły niewyraźny kształt. Sylwetka majacząca pośród drzew, poruszająca się niepewnie. Zwierz przystanął, wciągnął w nozdrza upajający zapach. Ostrożnie, niczym cień, zatoczył koło wokół ofiary, celowo odwlekając upragnioną chwilę, by nadać jej jeszcze większe znaczenie i przeżyć jeszcze większą rozkosz. Warknął cicho, wyszczerzył zębiska w złowrogim uśmiechu, po czym ruszył na przód, po chwili zatapiając kły w szyi swej zdobyczy. Bezwzględnie, bezlitośnie, z zapamiętaniem chłeptał gorącą krew, podczas gdy ciało ofiary, chyba jakiegoś bezdomnego zagubionego w lesie, drgało w przedśmiertnych konwulsjach. Krew... Ciało...

Krew... Ciało... Ilo nagle otworzyła oczy. „Krew”, pomyślała, choć widziała tylko mrok. „Ciało”, słowo to zwielokrotnionym szeptem kołatało się jej po głowie. „Obudź się!” Obudź się, Reed, obudź! Sama nie wiedziała, jak to się stało, co się z nią działo. Czuła jednak ożywczy ruch w swoim ciele, czuła jak wypełnia ją dziwna moc. Szybkim ruchem zrzuciła z siebie pościel, pod którą leżała zwinięta w kłębek i poderwała się na nogi. Zdezorientowana rozejrzała się wokół, po dłuższej chwili stwierdzając, że jest w swojej własnej łazience. Ale jak to, dlaczego? Tu? W pościeli? Ale dlaczego nie w łóżku? Wtedy przypomniała sobie powód. Wiedziała już, dlaczego nie w łóżku. Wraz z tym wspomnieniem wróciły wszystkie wydarzenia poprzedniej nocy. A więc to się zdarzyło naprawdę. Zamaszystym ruchem otworzyła drzwi łazienki. Przed sobą ujrzała Blake, odzianą w jej sportowy stanik i jeansy.

- Jak się spało? - zapytała Blake.

Ilo popatrzyła na nią przez moment nieprzytomnie.

- Jak zwykle - odpowiedziała. Nie było to do końca prawdą. Rzeczywiście, jak zwykle spała z Marvinem, jak zwykle śniły jej się koszmary. Lecz tym razem były inne. Bardziej intensywne. I nie dały się zapomnieć po otwarciu oczu. Poza tym do tej pory Ilo zazwyczaj śnił się wypadek, a teraz... teraz to było zupełnie co innego. Sny o wypadku były potworne, ale biała mimo wszystko miała świadomość, że to przeszłość, że są one utkane z traumy i poczucia winy. Dzisiejszy sen... to co zrobiła... w skórze zwierza... przerażało ją znacznie bardziej niż cokolwiek, co widziała do tej pory w swojej głowie.

- Chyba muszę się zrelaksować - powiedziała. - Mamy zaraz jechać do Any, pamiętasz? Potrzebuję chwili, by dojść do siebie. No i trzeba wypuścić Marvina.

Podeszła do drzwi, zarzuciła na ramiona płaszcz i włożyła buty, po czym wypuściła psa na ogródek. Pomyślała jednocześnie, że trzeba tam będzie posprzątać, to po pierwsze, a po drugie, że psu należy się porządny spacer. Podbiegła przy okazji do skrzynki na listy i wyciągnęła mokrą gazetę, a jej wzrok padł na tytuł „Tajemniczy zgon”. Wróciła do domu, rzuciła gazetę na stół w kuchni, po czym podeszła do telewizora. Nagle jakby przypomniała sobie, że nie jest sama.

- Chodź - powiedziała do Blake. - Pokażę ci czary.

Nacisnęła przycisk, i po chwili z czarnego pudła zaczęły płynąć szybko wypowiadane słowa. Pojawiła się znajoma twarz spikera. No to w ramach relaksu będziemy oglądać wiadomości.
KARTA POSTACI: Iloris Reed
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#37
Czary co? Blake przeczuwała, że Reed zechce pokazać jej działanie którejś z tych dziwnych rzeczy co żywią się tym prąd. Ilo tak też wypuściła psa na dwór,
przyniosła gazetę i włączyła telewizor. To znaczy, ludzi i obrazy zamknięte w czarnej puszce! Była już gotowa na dziwne rzeczy więc nie reagowała już agresją,
ani spłoszeniem się. Niepewnie, ostrożnie podeszła do monitora telewizora i zapukała weń palcem chcąc się upewnić czy te ludzie tam nie wyskoczą nagle na nich!
Do tego te obrazy tam potrafiły być jasne... takie bardzo jasne. Wyglądało jednak na to, że nikt z monitora nie wyjdzie.
-Jak wy to robicie, że połapaliście to wszystko i upchnęliście w taką małą puszkę... i to za szkiełkiem wszystko widać... - Zapytała,a le chyba naprawdę nie chciała znać odpowiedzi... pewnie i tak by jej nie zrozumiała, a już na pewno nie musi nikogo zamykać za szkłem w telewizorze!

Gazeta jednak i wiadomości w tv były niepokojące wręcz. Pożar w parku przyczep, z grupką bohaterów ratujących kogo się dało, morderstwa, ciało bezdomnego, masakra w burdelu... to miasto jest okropnie paskudne i niebezpieczne. Blake kręciła głową czytając gazetę. Starając się czytać ją ze zrozumieniem.
Znała angielski, ale czytać nigdy nie nauczyła się jakoś szczególnie dobrze. Dukała sobie więc w myślach nagłówki i zagłębiała się w to co bardziej ciekawsze.
-O... to o teJ Anie cały czas mówisz? Anastasia Bale...? Weterynarz? Tutaj nabazgrali, że zaginęła... - To raczej nie była dobra nowina. Wampirzyca pokazała młodej stronę gazety, na której natrafiła na wzmiankę o jej przyjaciółce. -Kiedy się ostatnio widziałyście? Oby nie padła ofiarą w żadnym z tych morderstw...
Dobra, pójdziemy do niej do domu, postaram się złapać jakiś zapach, może uda nam się ją wytropić.
- Rzuciła odkładając gazetę. Wstała, bo przysiadła na rogu kanapy i rozejrzała się za swoim płaszczem. Jakoś przecież musi schować ogon, teraz ładny, wyczesany i pachnący wanilią.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#38
Słowa Blake zmroziły Ilo.

- Tak, to moja Ana - powiedziała, chwytając gazetę. Przebiegła wzrokiem po linijkach tekstu. - Jaki mężczyzna w karnawałowej masce? O co tu chodzi? Musimy jechać do niej jak najszybciej - rzuciła, kierując się w stronę przedpokoju. Włożyła buty i złapała płaszcz, zgarnęła kluczyki do samochodu, nie przestając mówić. - Pojedziemy metalową puszką. Jechałaś kiedyś samochodem? Tak czy inaczej, będziesz miała okazję. Skoro nie bałaś się telewizora, to też przeżyjesz. Zafundowałaś mnie terapię szokową, to teraz ja zafunduję tobie. Widać obie musimy przywyknąć do nowej sytuacji, i to szybko. Masz, weź te buty, sprawdź, czy dobre. Może i ci nie zimno, ale wiesz, maskarada. Trzeba wyglądać jak człowiek. I może weź się zapnij, nie powinnaś świecić gołym brzuchem w taką pogodę. Nie spodziewam się wprawdzie tłumów na zewnątrz, ale nigdy nic nie wiadomo. A, i weźmiemy Marvina. Gotowa?
KARTA POSTACI: Iloris Reed
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#39
To się nazywa błyskawiczna reakcja! Tu, tam i już gotowa, mało tego jeszcze jej rozkazywała! I kto tu był czyim podopiecznym...? Blake o mało co by japy nie rozdziawiła patrząc na jasnowłosą. Bez słowa ubrała buty i zapięła długi do ziemi płaszcz.
-Nie podoba mi się ten pomysł. Nie jechałam tym... samochodem... i nie chcę... poza tym mamy koszmarny śnieg, ten kawał blachy gdzieś się po drodze zakopie i będziesz miał tyle. - Mruknęła, ale Reed zgarnęła kluczyki, kurtkę, psa i ją, zapakowała wszystko do samochodu i koniec pieśni.

Wilczyca usiadła na przednim siedzeniu pasażera. Choć słowo usiąść mogło lekko nie pasować. Kobieta zaparła się rękoma i nogami o co tylko mogła, jakby zaraz fotel miał ją pożreć, a gdy puszka ruszyła to cudem tylko nie wyrwała uchwyty nad drzwiami, za który jedną ręką się trzymała.
-Zabiję Cię za to... kurwa mać. - Warczała niezadowolona, gdy pojazd z trudem przebijał się przez napadany śnieg. To będzie straszna podróż... koszmarna, najwyżej Blake w połowie trasy wyskoczy przez przednią szybę i wywlecze Reed za kłaki na śnieg... no co ona sobie w ogóle wyobraża!!!???


Zt obie -> Droga gdzieś w Dunlap
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#40
z Kubota Garden

Wróciła do domu swojego Potomka starając się unikać głównych dróg i ulic. Co prawda w taką śnieżycę, w godzinach lekko przed świtem słaba szansa była, że ktoś wybierze się na spacer z psem, albo pobiegać... zwyczajnie się nie dało. Jeśli śnieg tak popada jeszcze ze dwie doby, to nawet auto żadne nigdzie nie wyjedzie, bo zwyczajnie śniegu będzie tak grubo, że się nie da.
Zatrzymała się dopiero na tyłach domu, przed samym wejściem i zawyła w niebo wzywając dwa swoje ghule. Czekając aż przybędą do niej jej wilk i kruk, rozejrzała się czy nikt nie patrzy i wróciła powoli do swojej ludzkiej postaci. Gdy (jeśli) zwierzęta stawiły się, wydała im proste polecenia, by pilnowały okolicy. Wilk, by w okolicznych lasach siedział sobie i chodząc patrolował czy nic niepokojącego po lasach się nie kręci, kundle jakieś albo wampiry, czy nawet ludzie, co bardzo podejrzane by było w taką pogodę. Kuk za to w dzień latać miał po najbliższym sąsiedztwie domu i mieć baczenie na osoby, które zanadto mogłoby interesować się domem, a gdy w nocy następnej ona wstanie, wrócić do niej i przekazać czy ktoś się do domu chciał dostać czy choć interesował się nim zanadto.
Otrzepała się ze śniegu i tedy dopiero weszła do domu tylnym wejściem. Przypilnowała by nie nanieść śniegu do wnętrza, by Reed znowu nie dostała histerii.
-Wróciłam. Doszłaś już do siebie? Jak się czujesz? - Rzuciła od progu nawet nie czekając by jasnowłosą zobaczyć. Jej samej noc minęła jak z bata, miała nadzieję, że Reed nie zrobiła w tym czasie nic głupiego tylko siedziała w domu i czekała na nią grzecznie układając sobie wszystko czego się dowiedziała i uspokajając się.
-Do świtu nie zostało wiele czasu. Zabezpieczyłaś porządnie wszystkie okna? - Na to czas miała, lepiej poprawić zabezpieczenia okien, bo worki na śmieci to marne bezpieczeństwo i osłona. Ruszyła w głąb domu kierując swoje pierwsze kroki do łazienki.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home [02.14.99]

#41
Marvin warknął cicho. Najpewniej sierść na jego grzbiecie zjeżyła się, gdy zdał sobie sprawę, że ktoś wchodzi do domu jak do siebie - szybko jednak się opanował. Zwierzak nie był wcale głupim kundlem, przeciwnie, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się działo dokoła niego nawet, jeśli w znacznej mierze nie rozumiał szczegółów. Iloris była blisko, to się liczyło. Trochę się zmieniła, ale to dalej była jego pani. Członek stada, można powiedzieć, o. Blake jednakże była kimś obcym, dzikim, nieznanym.
Fakt, że obie te kobiety były wampirami miał w tej chwili najmniejsze znaczenie.
Pies instynktownie wyczuwał, że coś jest z nimi nie tak. Że czegoś im brakuje. Że, paradoksalnie, nie są do końca same i coś cały czas im towarzyszy. Ale Marvin nie zwracał na to zbyt wielkiej uwagi. Po prostu łaził po domu, z miejsca na miejsce, czasem szczeknął, czasem warknął, obwąchiwał wszystko co tylko było w zasięgu jego nosa a teraz... szedł w odległości kilku kroków od Blake i uważnie ją obserwował. Z fascynacją, z obawą. Ne miał zjeżonej sierści, nie okazywał kłów, nie kładł nawet uszu po sobie ani nie podkulał ogona. Po prostu patrzył. Był zaciekawiony. Ta sytuacja była dla niego naprawdę nowa.
- Zrobiłam co mogłam. Mordo, choć tutaj. No, chodźże. - odparła Iloris, opierając się o ścianę. Pod pachą trzymała stary, gruby koc w kratę, wystarczająco duży, by zasłonić naprawdę szerokie okno; podobnie jak Marvin, Reed również zdradzała niezdrową fascynację obecną sytuacją. Cały świat nagle odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Jeszcze przed weekendem była żywą osobą, mogła cieszyć się zimowym słońcem i mokrym, chłodnym dotykiem płatków śniegu na twarzy, teraz zaś przyszło jej siedzieć w zamknięciu, w czterech ścianach, w oczekiwaniu na zmrok. Mówiąc wprost, Iloris miała wyraźny problem, żeby odróżnić rzeczywistość od paranoicznych wytworów wyobraźni.
Była wampirzycą, na litość! A mimo to pies podszedł do niej, machając nieśmiało ogonem.
- Jestem zła i smutna i przerażona. - dodała, chwilę późnej, jako odpowiedź na pytanie o to jak się czuje. - Myślałam o waszej... naszej Księżnej. - spuściła też wzrok i westchnęła ciężko, choć zupełnie to było niepotrzebne. Ludzkie odruchy będą jeszcze przez wiele, wiele nocy ją prześladować. Dopiero co stawiała swe pierwsze kroki jako nieumarła. Wszystko przed nią, a co będzie później, pokaże czas.

Spoiler | 
Zastępstwo.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#42
Rzut oka wystarczył by słowa jej potwierdzić. Do worków zakrywających okna dołączyły jakieś pledy i inne ciężkie szmaty. Na tą chwilę wystarczyło. Trzeba będzie chyba jednak i tak coś z tym zrobić, bo w tych czasach nikt normalny chyba nie zasłaniał okien kocami? Prawda? No i ludzie byli znacznie bardziej ciekawscy. Rany... kiedyś każdy potrafił pilnować własnego nosa, a teraz... dziwne czasy.
Natasha niemal zapomniała o Marvinie. Bicie jego serca, ciepły zapach i stukanie pazurów na posadzce odbijające się echem w jej zmysłach przypomniało jej, że Reed ma kompana. Dobry to był fakt. Sama zdawała sobie sprawę jak obecność i towarzystwo tego zwierza mogą pomóc młodej wampirzycy.
-Cześć psie. - Przywitała się z labradorem neutralnym głosem i nie było w tym ni krzty obrazy czy poniżenia, ot nazwanie gatunku po imieniu, Prosty zabieg, tak dla Blake naturalny. Gdy biszkopt patrzał na nią i ona spojrzała mu w oczy, na chwilę tylko. Nawiązała z nim telepatyczną więź, by przekazać,,, nawet jeśli nie słowo, to spokojną myśl. "Nie jestem wrogiem. Nie bój się." Bez agresji, spokojnie, ale stanowczo, by zwierzak mógł budować krok za krokiem zaufanie do niej i zyskiwać poczucie bezpieczeństwa. Blake rozumiała to i w znacznej większości przypadków los zwierzaków był jej bliższy niż ludzi.

Kiedy Ilo odezwała się i po raz kolejny tej nocy poprawiła, Blake uśmiechnęła się kącikiem ust.
-I do czego doszłaś? - No skoro myślała to pewnie jakieś wnioski się pojawiły? -Skup się póki co na sobie. Bo to z sobą największe problemy będziesz mieć i z tym jak się zmieniłaś, jak zmieniło się Twoje egzystowanie. Księżnej przedstawię Cię później, gdy obie będziemy na to gotowe. Teraz nie czas. - Dodała nie czekając na odpowiedź młodej wampirzycy. Przeszła prosto do łazienki, zrzuciła z siebie ubranie i tak jak Reed jej pokazała wcześniej odkręciła wodę i golutka weszła pod prysznic. Cała była w zaschniętej krwi, twarz, piersi, ręce... musiała się zmyć. W jej wizerunku zmieniło się jedno względem tego co pamiętała Reed, teraz Blake prócz ogona, miała także kilka, czarnych jak noc, kruczych piór we włosach. Nie zaplątanego gdzieś, zlepionego z włosem piórka, tylko okazałych, jak włosy z głowy wyrastających piór.
-Chcesz zmienić Marvina w ghula? - Zapytała unosząc głos by przekrzyczeć szum i plusk wody. -To już jutro, ale proponuję byś to zrobiła. Pies będzie znacznie silniejszy i wierniejszy. No i pożyje dłużej... znacznie dłużej niż te marne kilka lat jakie mają te zwierzęta. - A prócz tego, będzie to kolejną lekcją dla nowicjusza. Poważną i wcale nie łatwą, ale Blake chciała jej pokazać jak wielką siłę ma Vitae Spokrewnionych, jak bardzo należy ją szanować i jak bardzo lękać się jej.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home [02.14.99]

#43
Poszła za Blake. Marvin poszedł na nią.
- Zanim stała się wampirzycą, była normalną kobietą, prawda? - zaczęła, nawiązując do przeszłości Księcia Seattle, nie mając jednakże pojęcia jak naprawdę wyglądały początki Jane Doe. - Mogłabym nawiązać do tego. Może pamięta, jak to jest być człowiekiem. Może wie, co to znaczy umrzeć i... nie umrzeć jednocześnie. Może w ten sposób mogłabym się jej przedstawić, albo coś... - mówiła dalej, ale z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem Iloris zaczynała coraz bardziej wątpić w samą siebie i ten, jakże wątpliwej jakości, pomysł. Poszła więc za radą Blake i skupiła się na swojej osobie; spuściła nawet głowę, spoglądając na swoje ciało. Trzymany koc zwinęła w kłębek i cisnęła w kąt, zirytowana.
- Co masz na myśli mówiąc "zmienić Marvina"? - spytała ze strachem wymalowanym na twarzy. - Mam zabić własnego psa i zrobić z niego to, co ty zrobiłaś ze mną? Mowy nie ma! - powiedział zbyt głośno i agresywnie, niż można było się spodziewać po kimś takim, jak ona. Ale Iloris się zmieniła i młoda kobieta sprzed kilku dni stanowiła tylko smutne, odległe wspomnienie. Teraz przemawiała przez nią dzika, pełna pasji krew nieumarłego potwora. Gangrela. Dzikusa. Marvin położył po sobie uszy i podwinął ogon pod zad, przekrzywiając łeb to w jedną, to w drugą stronę.
Nie wiedział, co się dzieje. Nie mógł wiedzieć. Wyczuwał jednak rosnące napięcie i furię, jaka wstąpiła w jego opiekunkę i panią; to, że wyczuwał nieco inny (ptasi niemalże) zapach ze strony "tej drugiej" póki co ignorował. Szczeknął więc, raz i drugi, spróbował też zamerdać ogonem. Słyszał swoje imię, sądził więc, że rozmowa dotyczy właśnie jego psiej istoty. Ale o co naprawdę chodziło, nie miał pojęcia.
Może to i dobrze?
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#44
-Zapomnij o tym. Z żadnym Księciem miasta nie gada się w ten sposób. Najlepiej to nie odzywać się jak nie pytają. - Fuknęła. Niezbyt agresywnie, ale stanowczo. -Na prezentacji to Stwórca mówi... jeśli w ogóle. - Dodała kończąc temat. Z resztą... tak jak wspomniała, to nie czas, nawet myśleć o spotkaniu z Księżną. Kiedy spływała już z niej sama woda, a nie rozwodniona jucha, zakręciła wodę, i nim zdążyła powstrzymać odruch instynktu otrzepała się. Szczęściem jeszcze pod prysznicem, więc ochlapała tylko wnętrze i tak mokrej kabiny. Swoją drogą, to sama się zdziwiła, że pierwszymi jej krokami był... jak to się nazywało... prysznic. Lekcje kultury i zaawansowanej techniki jednak całkiem w las nie szły. Dzikus też się mógł czegoś nauczyć.
-Powiedziałam w wampira czy w ghula? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. W ogóle można było zwierzę w wampira zmienić? Matko, lepiej by nie, toć to krwiożercza nieokiełznana bestia by była. Nie słyszała o takim przypadku i miała nadzieję, że każda próba szaleńca, który ważyłaby się na coś takiego, kończyła się śmiercią zwierza.
-Zwierząt nie można zmienić w wampira. Mówię o ghulu. Kimś kto pije tylko wampirzą krew. Od tego się nie zmieni, ale sił nabierze. Nasza Vitae jest silnie uzależniająca i ma ogromną moc, dlatego ghule są silniejsze, wierniejsze i długowieczne. - Wyjaśniła najprościej jak potrafiła. Pewnie mag jakiś to by tutaj wyłożył całą szkołę dlaczego i jak działa Vitae... szczęściem ona magiem nie była, więc i bez tyrady się obeszło.
-Nie zabijesz go. Zapewnisz sobie oddanego, silnego kompana na długie dziesiątki lat... jeśli będziesz regularnie podawać mu swoją krew. Drugą opcją jest, że Marvin zdechnie za pięć czy siedem lat ze starości, albo wcześniej ze stresu i tylko będziesz cierpieć. Nie musisz na to patrzeć. Dodaj mu trochę swojej krwi w jedzeniu, on się nie zorientuje, a efekt będzie. Nie musisz od razu wlewać mu jej na siłę do pyska. - Zaśmiała się widząc jej minę. Może troszkę drwiąco, ale cóż, nie mogła się powstrzymać. Ona sama nigdy krwi się nie bała, śmierci też nie, od malucha ryzykowała i zabijała by przeżyć, choć po przemianie, z niektórymi rzeczami też miała problem. No i przez długi sen, ostatecznie wiekiem była dość stara, ale wspomnieniami i doświadczeniem na tyle świeża by móc być wyrozumiałą... przynajmniej w pewnym stopniu. Do pewnego rodzaju miękkości zmuszała ją też sytuacja i czasy... nie byli w dziczy, nie leśnej dziczy, tylko w mieście, ogromnym mieście, w cywilizacji, której nie znała i nie rozumiała, gdzie ludzi było w koło tak dużo, że przyprawiało o zawrót głowy. Na wiele rzeczy, na które mógł pozwolić sobie jej Stwórca przy jej szkoleniu, ona niestety nie mogła...

Wytarła się pobieżnie i pod wodę wsadziła koszulkę i płaszcz by i je opłukać. Dopiero potem się ubrała... tak, w te mokre, wykręcone rzeczy. Co za różnica, jej martwe ciało nie czuło chłodu czy mokrości ubrań, nie w ten sposób co ciało człowieka. Obojętne jej było czy ma na grzbiecie co suchego czy wręcz przeciwnie.
-Czas się schować. Zaraz świta. Jutro ciężka noc. - Rzuciła w końcu. Zaczynała ogarniać ją powoli słabość i senność zwiastująca rychły świt.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home [02.14.99]

#45
Otworzyła usta, tak, jakby chciała ciągnąć dalej temat Księcia, prezentacji oraz tego co można i czego pod żadnym pozorem nie wolno mówić w obecności najważniejszego nieumarłego w mieście. Zmarszczyła brwi i po krótkiej chwili zacisnęła usta. Potrząsnęła głową, słuchając tylko dzikiej i nieokrzesanej kobiety, z którą musiała spędzić najbliższe nocy. A być może nawet i całą wieczność.
- Spójrz na niego. - burknęła. - Jest wierny i lojalny bez niszczenia mu życia. - dodała, choć widać było aż za dobrze, że słowa Blake przyniosły jej ulgę. Wielką ulgę. Marvin chyba był jedynym prawdziwym przyjacielem, najbliższym członkiem rodziny, któremu mogła zaufać bez żadnych obaw. Zwłaszcza teraz, gdy była potworem. To, że zachowała tak wiele ludzkich odruchów nie było w sumie niczym dziwnym, przecież Iloris dopiero co umarła i narodziła się na nowo, mówiąc nieco metaforycznie. Krew zaczynała jednak przemawiać.
Dochodziła do głosu.
- Nic mu się nie stanie? Jeśli... jeśli nie dostanie mojej krwi, to nie zachoruje, czy coś? - zaczęła się dopytywać, na dobre porzucając temat Księcia Seattle i audiencji, na której miała zostać zaprezentowana. Blake miała rację. Reed wiedziała zbyt mało. Była jak dziecko we mgle, którego nie dość, że trzeba uczyć wszystkiego co każdy wampir wiedzieć powinien, to jeszcze trzeba się takim maluchem opiekować. By nie zrobiła sobie krzywdy. W końcu tak mało wiedziała... na szczęście szybko się uczyła i dostosowywała się. Zabezpieczenie domu, choćby i będące najzwyklejsza prowizorką, powinno wystarczyć na kilka nocy. Potem będzie można pomyśleć nad wynajęciem ekipy, która zamontuje porządne rolety, albo nawet i mocne, dodatkowe okiennice.
Ale to później. Teraz Iloris gwizdnęła na swojego psa i, bez pożegnania z Blake, poszła w kierunku sypialni. Marvin pomachał parę razy ogonem, szczeknął przyjacielsko i ruszył truchtem za swoją panią, rad, że spędzi noc u jej boku.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#46
Prychnęła krótko choć miała ochotę buchnąć gorzkim śmiechem. Niszczenia życia. Zwierzęciu można życie psuć? A nawet gdyby to można Marvinowi skopać życie bardziej niż już ma? No w sensie, jego pani jest teraz wampirem... martwym czymś, co bezustannie musi walczyć z potężnym dzikiem potworem w swoim wnętrzu. Potworem, przez którego zwierzęta tak, a nie inaczej reagowały na Spokrewnionych, już nawet pomijając fakt zwyczajnego czucia trupa.
-Vitae uzależnia. Bardzo. Sama się o tym przekonasz. Nie tylko zwierzęta czy śmiertelnych ludzi, ale też wampiry. Od każdego z osobna zależy jak będzie się zachowywał gdy odetnie się go od dostaw jego zażywki. - Powiedziała rzeczowo. Przez Reed, Blake musiała strasznie dużo jęzorem mielić, kiedy Dzikuska tyle ostatnio gadała? Chyba świeżo po własnej przemianie, gdy to ona zadawała pytania. -Nie zachoruje. Chyba, że po dwudziestu latach nagle odstawisz go, to zwyczajnie w chwilę się zestarzeje i zdechnie... tak jakby w kilka dni nadrobił dwadzieścia lat upływu czasu, które wstrzymała nasza Przeklęta Krew. - Chyba lepiej nie potrafiła tego wyjaśnić. Drugą kwestią, którą w sumie wiedziała tylko ona, było to, że nawet jeśli było coś jeszcze co wiązało się ghulami i ich spożywaniem wampirzej krwi, to Blake to umknęło. Nie świadomie pewnie, a przez ten cholerny letarg! Sama, dobrowolnie nigdy od krwi swojej, swoich zwierzęcych ghuli nie odstawiła.

Gdy skończyły rozmawiać tej nocy, kiwnęła młodej tylko na pożegnanie. Bez słowa zajrzała krótko do sypialni, w której się układała. No musiała sprawdzić czy ma dobrze zabezpieczone okno, nawet jeśli nie z troski, do której oczywiście się nie przyznawała, to z obowiązku opieki jaki na niej ciążył. Potem szybko i pobieżnie okiem rzuciła na resztę zalepionych i pozasłanianych okien. Wszystko wydawało się w porządku, postanowiła ostatecznie jednak nie ryzykować. Kto wie, jakie dziwne rzeczy przyjść do głowy mogły młodej wampirzycy. Równie dobrze, pchana paranoją, albo jaką inną gorączką i obłędem, przyćmieniem rozumu po Przemianie, mogła chcieć targnąć się na własne życie, co i na jej. Prawdę mówiąc wątpiła w to, zdawała sobie sprawę z Więzi Krwi jaka je łączyła, ale jak to mówią, przezorny zawsze dwa razy na swój ogon obejrzy się... albo jakoś tak. Z tą myślą, zamknęła za sobą drzwi łazienki, usiadła w kącie, oparła głowę o ścianę i pozwoliła by sen dnia ją zabrał w swoje objęcia.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home [02.14.99-02.15.99]

#47
Iloris machnęła tylko ręką, słysząc kolejne tłumaczenia i wyjaśnienia. Nie wiedziała praktycznie nic na temat świata, którego stała się częścią - wbrew swojej woli, trzeba nadmienić - i była rozdarta między chęcią nauczenia się tak wielu nowych rzeczy, a chęcią rzucenia tego wszystkiego w cholerę. Reed potrzebowała jednak Blake, tak, jak Blake potrzebowała Reed. Świat, do którego należały, był obcy, nieprzyjazny i śmiertelnie niebezpieczny. Były na siebie skazane, bo... nie miały innego wyjścia.
I chociaż udały się na spoczynek w dwóch, odmiennych miejscach, to więź istniejące między jedną i drugą kobietą była silna. Silniejsza niż wszystko, co można sobie wyobrazić, bo była to więź krwi. Z tymi myślami obie wampirzyce pozwoliły, by ich martwe ciała pogrążyły się w letargu, pozwalającym bez większych trudności i komplikacji przetrwać do kolejnej nocy. Dzień, nawet pochmurny, stanowił największe z możliwych niebezpieczeństw dla Spokrewnionych. Promienie słońca były zabójcze - Iloris zabezpieczyła wszystkie okna, ale to nie wystarczy.
Trzeba będzie poświęcić jedną noc - albo i więcej - na gruntowne przygotowanie domostwa. Ale to już później, teraz... sen.

***

- Mordo! - głos Iloris, stłumiony przez drzwi i ściany, docierał do Blake od dłuższego już czasu. - Marvin! Piesku, gdzie jesteś? Mordo ty moja, chodź do mnie! Do nogi! - Reed nie spała. Obudziła się, znacznie wcześniej niż skryta w łazience wampirzyca. Może to zasługa Przemiany, może ludzkich odruchów i instynktów, co do których starsze wampiry czasami wracają myślami, a może po prostu coś się stało z jej psiakiem. Zwierzę było w końcu czymś w rodzaju kotwicy Iloris i teraz świeżo spokrewniona łaziła po domu, nawołując psa.
- Marvin... - jęknęła, zatrzymując się gdzieś na korytarzu, w pobliżu tymczasowego schronienia Blake. Była zrozpaczona.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#48
Start nocy 15.02

Wampiry śnią? Potrafią? Jeśli nawet, to zapewne tylko koszmary. Koszmary o dawnym, utraconym życiu, zapomnianej rodzinie, krwi plamiącej ręce i sumienia... najbliższych, którzy przepadli na zawsze. Gdy otworzyła oczy, lament z jej głowy nie zniknął. Sekundę zajęło jej uświadomienie sobie, że to nie echo jej własnego koszmaru, a głos Reed zza drzwi łazienki. Młoda ocknęła się pierwej od niej? Natasha wstała szybko i wyszła do salonu.
-Co się stało? - Zapytała bacznie przyglądając się Potomkowi i rzucając okiem na salon. Szukała psa? Marvin mógł wyjść sam z domu? Naprawdę!? W dzień!? Gdy one były najbardziej bezbronne!? Stłumione warknięcie zabrzmiało w jej ściśniętym gardle. Stłumiła jednak nerwy i nie zaczęła ani wrzeszczeć ani tłuc Ilo, choć przyznać trzeba, że ochota jej na się pojawiła.
-W y s z e d ł ? - Wycedziła krótkie pytanie przez zęby i rozejrzała się dokładniej. Biszkopt przecież nie powinien sam się oddalić! Nie czekała na odpowiedź, minęła zrozpaczoną kobietę i weszła do sypialni, gdzie spędziła dzień, w domyśle ze swoim pupilem. Zaczęła węszyć, by złapać trop psa, co trudne w zasadzie być nie powinno, wszędzie pełno było jego ciepłego zapachu, ale tutaj prawdopodobnie spędził ostatnich kilka godzin, nim... "zniknął". Węsząc, warczała pod nosem, mieląc w myślach przekleństwa.

Nie miała czasu uganiać się za psem! Godzinę po zmroku miała spotkać się z Lou. O odwołaniu zwiadu, albo tym bardziej o niepojawieniu się bez słowa mowy nawet nie było. Reed jednak w takim stanie zostawić też nie mogła! Niech to szlag!
Jeśli nie okazało się, że Ilo ma po prostu jakąś zaćmę umysłu i Marvin śpi sobie grzecznie na łóżku, Blake sprawdziła drzwi frontowe i tylne, jakoś wcale nie mały pies musiał się z domu wydostać. Klapki w drzwiach dla kotów, które zdążyła zauważyć w co niektórych budynkach, to chyba jednak ciut za mały rozmiar dla labradora... Jak więc wyszedł? Którędy? Skoczył na drzwi i zwyczajnie sobie je otworzył? Była jakaś inna opcja? Nawet jeśli, to ślady na śniegu, które zostawił pies powinny być jeszcze na tyle widoczne by jasno wskazać skąd wyszedł i w którym kierunku się udał. Pies zostawi w głębokim śniegu swoisty korytarz, tunel, którego tak szybko całkiem śnieg da rady zasypać, nie na tyle by oszukać tropiciela. Mało tego, gdy Blake wyszła na zewnątrz tylnymi drzwiami, a Marvin nie przybiegł zaraz z siusiu i kupki wsadziła w pysk dwa palce i gwizdnęła krótko i głośno, tak przeszywająco, że niemal raniło uszy. Przywoływała swoje ghule. Czekając aż kruk wyląduje na jej ramieniu, a wilczysko dobiegnie tutaj jeśli w ogóle znajdował się w zasięgu słuchu...
-Która godzina? Ile jest po zmroku? - ... zapytała Reed starając się już nie warczeć.
Kruk powinien być blisko, miał sobie obserwować okolice domu, więc gdy/jeśli przyleci, bez zwłoki przesadzi go sobie na przegub i spojrzy mu w oczy by nawiązać telepatyczny kontakt.
-Pies Reed. Ten jasny kudłaty. Wychodził z domu? Uciekł? W którą stronę? Ktoś tu zaglądał? Kręcił się? Zobaczyłeś coś, co mogłoby mnie zainteresować? - Przekaz formułowała prosto, w krótkich zdaniach. Kruki to inteligentne bydlaki, nawet bardzo, ale to wciąż zwierzęta. By nie przyszło mu do tego ptasiego móżdżka odpowiadać zagadkami, lub bawić się w jakieś inne śmieszki, kłem przekuła spód dłoni, nie mocno, na tyle by pojawiło się na niej kilka dużych kropel Vitae. Tak, tak. Na zachętę i w nagrodę dla ptaka, jeśli ten będzie grzecznie współpracował, dostanie to na czym przecież mu zależy, na tych kilku kroplach przeklętej esencji (nie)życia.
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home [02.15.99]

#49
Po kilku chwilach spędzonych na dokładnym przeszukaniu domu, Blake mogła odetchnąć z ulgą. Gdyby, rzecz jasna, oddychała i była żywą istotą, a nie nieumarłym potworem.
Marvin bowiem spał sobie smacznie.
Zagrzebany w koce, które jakimś cudem ściągnął z jednego z okien. Leżał z pyskiem położonym na łapach, na posłaniu, które sam sobie przygotował. Sapał cicho, śpiąc głębokim snem, nie reagując na pełne paniki nawoływanie jej pani; okno, pod którym leżał, było na parterze, zwrócone w stronę przysypanej gęstym śniegiem ulicy. Żywopłot blokował całkiem skutecznie widok asfaltowej jezdni oraz zaśnieżonego chodnika, ale nie zatrzymywał światła - tak dziennego, jak i tego padającego z latarni. Marvin drgnął, pisnął cicho i westchnął, tęskniąc najwyraźniej za Iloris. Była martwa, zimna jak śnieg sypiący za oknem i nie powinno nikogo dziwić, że zwierzak mimo całej sympatii i lojalności wolał jednak spędzić noc w innym miejscu.
Ocknął się dopiero, gdy Reed do niego podbiegła.
Przeciągnął się, a sierść na grzbiecie - od łba aż do połowy karku - najeżyła się niczym kolce. Ziewnął mocno, machnął raz i drugi ogonem i poczłapał do swej pani, kładąc po sobie uszy. Zwierzak mimo wszystko nie był głupi; domyślał się, że zrobił coś złego i teraz starał się przeprosić. Polizał nawet Iloris po twarzy. Młoda, dopiero co przemieniona wampirzyca zacisnęła mocno powieki i uśmiechnęła się szeroko, szczęśliwa, że psiak był cały i zdrów. Poklepała go po pysku i spojrzała na Blake, nieco zawstydzona.
- Za pięć siódma. - odparła cicho, zdezorientowana. Osiemnasta pięćdziesiąt trzy, mówiąc dokładniej. Słońce zaszło niemal dwie godziny temu, nad Seattle rozpoczynał się wieczór. W zachodniej części miasta, tej bliżej wybrzeża, widać było jeszcze wyraźne pasma ciemnego fioletu na niebie, stopniowo przechodzącego w ciemny granat i czerń. Gęste chmury jednak skutecznie blokowały światło, a sypiący bez końca śnieg tylko wzmagał efekt szarówki. Niebawem będzie noc.
K o l e j k a | 
→ Thomas, Joshua, Chloe
 → Kwiatuszek, Randy, Mits
  → Michelle
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 10352 13th Ave NW, Reed Home

#50
Nawet nie musiała długo szukać. Szybki rekonesans i ostre zmysły doprowadziły do zakamuflowanego w kocach pod oknem Marvina. Chrapał sobie w najlepsze podczas gdy jego pani rozpaczała w panice, a Natasha mało co nie dostała szału z nerwów i frustracji! Kogo tutaj pogięło?! Wilczyca zagryzła zęby, że aż zaczęły zgrzytać. Marvin podszedł do Ilo i przywitał się jakby zupełni nic się nie stało. Szlag ją jasny zaraz na miejscu trafi. Przynajmniej nie było jeszcze całkiem późno.
-Najpierw sprawdź czy masz powód do paniki, potem dopiero płacz. - Wysapała stojąc bez ruchu. Nawet nie drgnęła usiłując się uspokoić i odzyskać w pełni nad sobą panowanie. Musiała pokonać chęć spuszczenia srogiego łomoty dziewczynie. To by jej pomogło się rozładować, ale jeśli chciała budować jakąkolwiek pozytywną, nie tylko wymuszoną Krwią więź z młodą wampirzycą... nie mogła.
- Masz zostać w domu. Mam coś ważnego do zrobienia, nie możesz iść teraz ze mną. Jeśli pójdzie dobrze wrócę na tyle wcześnie, że będziemy mogły razem gdzieś pójść jeszcze. Teraz skup się na sobie i Marvinie. Spróbuj się z nim porozumieć. Patrz mu w oczy. Zawsze kiedy czegoś od niego chcesz, patrz mu w oczy. Podaj mu trochę swojej krwi z jedzeniem i zobacz jak zareaguje. Krzywda mu się nie stanie, ale patrz. Ucz się. Nie wychodź z domu. Jeśli złamiesz polecenie będę o tym wiedziała. - Ostrzegła ją i bez chwili więcej wyszła z domu tylnym wyjściem. Nie pozwoliła Reed odpowiedzieć czy zaprotestować. Po prostu zawinęła połami płaszcza i wyszła.

Nie miała czasu by się kłócić z młodą. Spotkanie z Lou się zbliżało, a ona musiała jeszcze dotrzeć we wskazane przez Gangrela miejsce. Za progiem zakrakała głośno przyzywając swojego kruka. Nie zatrzymywała się jednak i idąc szybkim krokiem pozwoliła by usiadł jej na przegubie, gdy (jeśli) odpowiedział na wezwanie i przyleciał. Spojrzała mu w oczy.
-Pilnuj mojego jasnowłosego Dziecka - Przekazała twarde polecenie. Nie było co kwestionować, z czym się spierać, nawet nie było miejsca na kra kra przekomarzanki. -Jest w domu, powinna tam na mnie czekać. Jeśli wyjdzie z domu pilnuj jej. Masz nie spuszczać z niej oka, leć za nią wszędzie. Wszystko opowiesz mi jak wrócę. NAGRODĘ też dostaniesz jak wrócę. Leć. - Dodała równie stanowczo i by ptaszysko też nie mogło wyrazić swojego humoru gwałtownie uniosła ramie do góry zmuszając kruka do lotu. Trzepocząc połami płaszcza na wietrze ruszyła szybkim krokiem dalej, ku celu, przebijając się jak taran, bez przeszkód przez wiatr i śnieg.


<z/t> -> Island Pacific Imaging Center
KARTA POSTACI: Blake
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - Rosyjski
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Czarna bluzka na grubych ramiączkach, kończąca się ściągaczem pod piersiami. Ciemne jeansy. Stare, czarne cichobiegi. Na tym skórzany, lekki płaszcz w oczywiście czarnym kolorze, długi niemal do samej ziemi. Chyba trochę na nią za długi, choć na barach leży w miarę dobrze. Zdecydowanie za cienki jak na mroźną zimę.
Znaki szczególne: Wilczy, czarny, puchaty ogon do kompletu z czarnym futrem ciągnącym się od niego wzdłuż kręgosłupa po sam kark. Kilka kruczych piór we włosach. Czarne opuszki palców zakończonych czarnymi paznokciami, bardziej przypominającymi pazury. Czerwone, wilcze oczy.

Aktualnie: Wampir z czarnymi pazurami i jarzącymi się czerwienią oczami.

Przy sobie: Złoty amulet na szyi
Odpowiedz

Wróć do „Blue Ridge”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość