Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#31
Pierwszy pewniejszy uśmiech, rozluźnienie dłoni, bezpośrednie spojrzenie. Były to dobre znaki które dla każdego łowcy stanowiłyby zapowiedź posiłku. Troszkę czasu minęło, i albinoska dalej nie mogła się przyzwyczaić jak czasem łatwo udawało się osiągnąć zamierzony efekt. Ktoś by powiedział "zwabić ofiarę"... Właśnie. To nie był jeszcze koniec!
Nie był koniec. Właśnie. Jej gest zwrócił jej uwagę na coś jeszcze. Czy to był instynkt, czy pewna spostrzegawczość, czy też miała szczęście albo pecha. Zauważyła coś niepokojącego, acz znajomego. Scenariusz który widziała parę razy, a jeszcze więcej samej udawało się wprowadzić w życie. Taniec, bliskość, wykorzystanie okazji... Szepty, pozorne oddanie inicjatywy, nieśmiałe pocałunki przechodzące w coś więcej... By wtedy...
Lekko tylko przechyliła głowę w stronę kobiety. Nie patrzyła na scenę dłużej niż sekundę albo dwie. TO co się stało było potem jak na nią całkiem energiczne
-Uh... Uhum!-Skinęła mu ochoczo głową. W takich sytuacjach nie uważała za stosowne kłamać, bo i po co? Każdemu ponoć chodziło tylko o jedno spotkanie, jedną noc... Zwłaszcza dzisiaj. Czemu miałaby się przejmować?-A ja Michelle! Chodźmy!
Poszła za nim całkiem żwawo. Co jej chodziło po głowie, jakie miała plany... Bądź jakich nie miała, to już tylko ona sama wiedziała. Trzymała się jednak blisko chłopaka.
Pierwsza część za nią. Wiedziała od swojej sire... Były jeszcze przynajmniej dwie, jak nie trzy...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#32
Biedny Joe... Głos sumienia dźgnął wampirzycę. Nooo, może powinna go chociaż gdzieś usadzić, niech odpocznie, ale po tym... o tak, obowiązki!
Jeśli znalazłaby miejsce usadziłaby na nim biedaczysko po czym sama zniknęłaby zupełnie nieświadoma, że tuz obok jeden ze Spokrewnionych również wybrał się na łowy.
Wzdychając zamierzała sprawdzić otrzymaną od towarzysza kartkę i zając się sprawa, za która jakby nie patrzeć jej zapłacono. Dzięki bogu, że noce wciąż były jeszcze dość długie, nie chciałaby być zmuszona zajmować się tym latem.
KARTA POSTACI: Eve Barton
Opis Postaci | 
Jak zwykle wygląda jakby potrzebowała paru porządnych godzin snu, blada i rozczochrana, ale mimo to uśmiechnięta. Ubrana w sprane, pobrudzone nieco błotem i śniegiem ciuchy, zważywszy na porę roku uzupełnione o grubą, wielokrotnie łataną kurtkę. Na plecach ma nieodłączny czerwony plecak.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#33
Dwa nieśmiertelne potwory. Dwie ofiary. No, w Waterwheel Lounge obecnie przebywały trzy wampiry - Eve, Michelle i Victor - ale tylko nieumarłe przedstawicielki płci pięknej zdecydowały się na polowanie. Victor Reev, choć przyszedł z Eve do tego lokalu, zniknął gdzieś i cholera jedna wie, co się z nim dzieje. I w sumie dobrze, bo dzięki temu obie Spokrewnione mogły w spokoju zająć się sobą. Pijaczyna Joe, z którego przed chwilą piła krew Barton, mamrotał coś pod nosem, co podejrzanie brzmiało jak zaproszenie do sypialni na "drugą rundę".
Nie przestawał nawet wtedy, gdy wampirzyca posadziła go na jednym z wolnych krzeseł, ba, wyciągał w jej stronę ręce niczym dziecko pragnące dotyku matki - był jednak tak pijany oraz otumaniony efektami Pocałunku, że praktycznie nic do niego nie docierało. Eve pewnie mogłaby nawet trzepnąć go w łeb, a i tak by nie zorientował się, że coś się dzieje. Nie miała jednak zamiaru robić nic takiego, bo teraz, gdy nieco się nasyciła i uspokoiła drzemiącą wewnątrz Bestię, mogła w spokoju zająć się czymś ważniejszym.
Czymś, co wiązało się z kartką na której zapisane były proste, ale zarazem bardzo treściwe informacje. Adres, nazwisko, numer domu, mieszkania, i tak dalej, i tak dalej. Eve Barton mogła teraz bez żadnych problemów zastanowić się nad dalszymi krokami - podobnie było w przypadku Michelle. Albinoska przedstawiła się młodemu chłopakowi i, po dotarciu do baru, mogła poczuć się lepiej. Pewniej. Spokojniej nawet, bo motocyklista odszedł, nie patrząc na dziewczynę. Patrzył jednak na Malcolma i uśmiechnął się do niego, puszczając mu oczko - być może życzył mu powodzenia, w końcu były Walentynki.
Albo próbował go poderwać. Bo Walentynki.
- Colę dla tej pani i whisky z colą dla mnie. - rzucił do barmana, opierając się łokciami na blacie. - Jesteś stąd, Michelle? Jakoś nigdy cię nie widziałem. - spytał chwilę później i znowu się zarumienił, gdy zrozumiał, co powiedział. Nie, żeby było to coś złego; biała skóra i takie same włosy wyróżniały się z niemal jednolitego tła mieszkańców Seattle. Ale Malcolm wydawał się być trochę skrępowany przez te pytanie, nie wiedzieć czemu.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#34
Wszystko bardzo dobrze się układało. Przede wszystkim znaleźli się sami w kącie - motocyklista okazał się bardzo miły i pozostawił ich samych. Nawet nie spojrzał na Michelle, zamiast tego chyba... Życząc powodzenia młodzikowi? Mogło go to ośmielić, co dla albinoski bardzo dobrze wróżyło jeżeli chodzi o efekt polowania.
W ogóle Malcolm... Ładne imię, dość poważne. Nie do końca pasowało jej do tego chłopaka, ale przecież mu tego nie powie! I tak był wystarczająco miły by postawić, ale... Nie mógł tego wiedzieć, ale sprawił jej tym tylko trochę problemów. No nic. Nie było to nic, z czym nie można było sobie poradzić. Nic się też nie działo w głębi klubu. Chyba zatem wszystko było w porządku. Albo... Nie, chyba wszystko dobrze. Wolała nie zwracać niepotrzebnie uwagi na działania innego spokrewnionego.
Wszystko się układało jak trzeba. Musiała tylko dawać się uwieść, i w odpowiednim momencie... O ile będzie potrzeba... Przejąć nieco inicjatywę... Uhhh, to zawsze było trudne...
Uśmiechnęła się tylko, gdy usłyszała "Pani". Jej, przecież nie była taka stara! Tym bardziej przekonywało ją to o zdecydowanie zbyt niskim jak na tego rodzaju miejsca wieku chłopaczka. Ale dla niej liczyło się to, że był raczej czysty. Michelle w miarę możliwości oparła się plecami albo o ścianę, albo o blat. Wolałaby o to pierwsze, ułatwiłoby to jej zadanie.
Pytanie o pochodzenie. No nic... Chyba nic się nie stanie, jak o tym wspomni? To tylko dzieciak. I zdał sobie sprawę, że chyba postąpił nieco nietaktownie. Czy to z tego powodu, czy też koloru skóry Michelle była ostatnią osobą, która mogłaby kogokolwiek po tym oceniać drugą osobę. Zawsze przynajmniej sprawiała takie wrażenie.
-Nie... Właściwie to niedawno przyjechałam-Wyjaśniła nieco skrępowana pytaniem, ale nie wyróżniało się to na tle tego co do tej pory pokazała. Jakby nie zwróciła uwagi na to, jak mogło to brzmieć-Wiesz... Nadopiekuńczy rodzice i te sprawy. W końcu trzeba stanąć na swoim-W pewnym sensie mówiła prawdę. Nie czuła się przez to źle wyjaśniając mu to. Pokusiła się nawet o uśmiech, jakby była całkiem zadowolona z takiego stanu rzeczy. By uniknąć dalszych pytań zmusiła się do pytania-A Ty... Często tu przychodzisz? Całkiem niezły lokal...
Musiała przyjąć odpowiednią postawę. Chociaż jedna z rąk swobodnie zwisała wzdłuż ciała, druga, bardziej oddalona od rozmówcy znajdowała się bliżej brody, ujmując ją pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Jakby była zainteresowana. Bo... troszkę była. Może udałoby się z tego zrobić stały układ? Może, jeśli tego nie spartoli.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#35
Wampirzyca uśmiechnęła się do siebie i poklepała Joe po głowie. Miała pod opieką już jedną śmiertelniczkę i choć i ten rozpaczliwie potrzebował opiekuna, to chyba musiał jednak liczyć na kogoś innego. Wciąż miała trochę czasu tej nocy, ale nie na tyle, by go bezowocnie marnować. Odetchnąwszy z ulgą (nawet jeśli tylko metaforycznie) ruszyła w kierunku wyjścia z klubu. Eh, szkoda, że nie miała przy sobie motoru, czekała ja przez to dość długa przechadzka. No co zrobisz, jak nic nie zrobisz..
Rozejrzawszy się po raz ostatni po klubie poprawiła swoje brania i wyszła. Szlag by trafił fakt, ze jej podwózka gdzieś wsiąkła, na to jednak również nie mogła nic poradzić.
KARTA POSTACI: Eve Barton
Opis Postaci | 
Jak zwykle wygląda jakby potrzebowała paru porządnych godzin snu, blada i rozczochrana, ale mimo to uśmiechnięta. Ubrana w sprane, pobrudzone nieco błotem i śniegiem ciuchy, zważywszy na porę roku uzupełnione o grubą, wielokrotnie łataną kurtkę. Na plecach ma nieodłączny czerwony plecak.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#36
Waterhweel Lounge raz jeszcze rozbrzmiało głośnym "ice ice", po czym rozległa się fala oklasków coraz bardziej pijanego, ale zarazem coraz lepiej się bawiącego towarzystwa. Gdy burza braw i śmiechów minęła, przed mikrofonem pojawiła się kolejna dziewczyna. Średniego wzrostu szatynka w białym tshircie, z czerwoną flanelową koszulą owiniętą w pasie, w obowiązkowo postrzępionych na kolanach dżinsach, z obowiązkową szklaneczką czegoś mocniejszego.
Uśmiechnęła się szeroko do wszystkich i już chwilę później zaśpiewała razem ze Stevenem Tylerem "I don't want to miss a thing", prawie w ogóle nie fałszując.
- Nie, nie często. - potrząsnął głową Malcolm, zaprzeczając. - Prawdę mówiąc, to nie lubię takich miejsc. Za dużo ludzi, za głośno i w ogóle, ale kumple mnie zaprosili, więc tak głupio było im odmówić. - wzruszył ramionami, odbierając dwa drinki. Niska, zwężająca się szklanka była w znacznej mierze wypełniona kostkami lodu; cola stanowiła tylko wypełnienie, nic więcej. Ale i tak syczała, gdy ulatniał się z niej gaz. Jasna, kremowa piana znikała bardzo szybko i gdy chłopak podsunął szklankę Michelle, po pianie nie było już śladu. Jego szklanka była niższa, kwadratowa, z grubego szkła, ale zawartość wcale tak daleko nie odbiegała.
Też miał colę, ale w jeszcze mniejszej ilości, do tego zmieszaną z whisky. Lodu było mówiąc brzydko od cholery i, gdy wskazał swoich "kumpli", podrywających studentki gdzieś w głębi sali, upił pierwszy łyk. Skrzywił się, gdy poczuł jak alkohol piecze go w gardło, ale z dzielną miną - bo w końcu chciał zaimponować Mould - starał się znieść te nieprzyjemne odczucie.
- Nie daj się rodzicom. Zgredy nie wiedzą, co to znaczy młody wiek! - zawołał nagle, podnosząc szklankę wyżej, tak, jakby chciał wznieść z MIchelle toast za te jakże podniosłe słowa. Podobny gest wykonał Joe, pijaczyna, z którego dosłownie moment wcześniej napiła się Eve. On jednak zamachnął tylko ręką w powietrzu, próbując przywołać do siebie Barton; była to w końcu chyba jedyna dziewczyna, która nie dała w mu w twarz i nie uciekła z krzykiem. Wampirzyca mogła bez problemu opuścić Waterwheel Lounge i udać się gdzieś dalej w noc.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#37
Vanilla Ice w końcu się skończył. Zajęło to trochę czasu, ale los chyba się do niej uśmiechnął. Dziewczyna która wyszła potem śpiewała całkiem czysto. Prawie bez pomyłek, co jak na te warunki było osiągnięciem. Na pewno była już trochę wstawiona. Miała inne rzeczy na których powinna się w tym momencie skupić. Wyraźnie jednak przez moment się przysłuchiwała.
Oczywiście jej uwagę zwróciły słowa chłopaka. Spodziewała się czegoś innego, ale to była miła niespodzianka. Prawdopodobieństwo, że był czysty robiło się znacznie większe. Świetnie. I chyba też była na dobrej drodze. Był tak samo... skrępowany jak ona.
-Ah, kumple... No tak, świetnie to rozumiem-Wzięła od chłopaka colę. Dobrze dla niej, że była masa lodu. Łatwiej będzie zamaskować picie. Póki jednak nie musiała to tego nie robiła. Miała przecież znacznie lepsze narzędzia, a było jej tym prościej, im podobniejszy był jej cel. Do pewnego momentu-Też nie jestem tak... Rozrywkowa. I mnie koleżanki ciągały. Ale w taki dzień chyba można zrobić wyjątek?-Podciągnęła lewą rękę pod biust. Lewa dłoń robiła za całkiem dobrą podpórkę dla prawego łokcia trzymającego szklankę. Uśmiech jej się poszerzył gdy zobaczyła, z jakim trudem przychodzi mu picie alkoholu. Młody, nieprzyzwyczajony... To było całkiem urocze. Był prawie niewinny.
-Prawda!-Uniosła lekko szklankę przy toaście. Przyłożyła swoje usta do powierzchni pochylonej szklanki. Wargi miała jednak zaciśnięte. Zamiast płynu połknęła dyskretnie powietrze. Parę razy to przejdzie, na spokojnie.
-Chyba... zamawiałeś colę, nie lody?-Pokusiła się na trochę niezręczny żart. Pokręciła głową, mając nadzieję, że to jednak zignoruje-Ale to nie jest najważniejsze w takich miejscach... prawda?
Odstawiła szklankę na ladę, cały czas ją trzymając. Jej postawa nieco się otworzyła, stała też do niego przodem. Podłapie dwuznaczność, czy będzie się wycofywać?
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami
Odpowiedz

Wróć do „Whittier Heights”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość