Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#31
Pierwszy pewniejszy uśmiech, rozluźnienie dłoni, bezpośrednie spojrzenie. Były to dobre znaki które dla każdego łowcy stanowiłyby zapowiedź posiłku. Troszkę czasu minęło, i albinoska dalej nie mogła się przyzwyczaić jak czasem łatwo udawało się osiągnąć zamierzony efekt. Ktoś by powiedział "zwabić ofiarę"... Właśnie. To nie był jeszcze koniec!
Nie był koniec. Właśnie. Jej gest zwrócił jej uwagę na coś jeszcze. Czy to był instynkt, czy pewna spostrzegawczość, czy też miała szczęście albo pecha. Zauważyła coś niepokojącego, acz znajomego. Scenariusz który widziała parę razy, a jeszcze więcej samej udawało się wprowadzić w życie. Taniec, bliskość, wykorzystanie okazji... Szepty, pozorne oddanie inicjatywy, nieśmiałe pocałunki przechodzące w coś więcej... By wtedy...
Lekko tylko przechyliła głowę w stronę kobiety. Nie patrzyła na scenę dłużej niż sekundę albo dwie. TO co się stało było potem jak na nią całkiem energiczne
-Uh... Uhum!-Skinęła mu ochoczo głową. W takich sytuacjach nie uważała za stosowne kłamać, bo i po co? Każdemu ponoć chodziło tylko o jedno spotkanie, jedną noc... Zwłaszcza dzisiaj. Czemu miałaby się przejmować?-A ja Michelle! Chodźmy!
Poszła za nim całkiem żwawo. Co jej chodziło po głowie, jakie miała plany... Bądź jakich nie miała, to już tylko ona sama wiedziała. Trzymała się jednak blisko chłopaka.
Pierwsza część za nią. Wiedziała od swojej sire... Były jeszcze przynajmniej dwie, jak nie trzy...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#32
Biedny Joe... Głos sumienia dźgnął wampirzycę. Nooo, może powinna go chociaż gdzieś usadzić, niech odpocznie, ale po tym... o tak, obowiązki!
Jeśli znalazłaby miejsce usadziłaby na nim biedaczysko po czym sama zniknęłaby zupełnie nieświadoma, że tuz obok jeden ze Spokrewnionych również wybrał się na łowy.
Wzdychając zamierzała sprawdzić otrzymaną od towarzysza kartkę i zając się sprawa, za która jakby nie patrzeć jej zapłacono. Dzięki bogu, że noce wciąż były jeszcze dość długie, nie chciałaby być zmuszona zajmować się tym latem.
KARTA POSTACI: Eve Barton
Opis Postaci | 
Jak zwykle wygląda jakby potrzebowała paru porządnych godzin snu, blada i rozczochrana, ale mimo to uśmiechnięta. Ubrana w sprane, pobrudzone nieco błotem i śniegiem ciuchy, zważywszy na porę roku uzupełnione o grubą, wielokrotnie łataną kurtkę. Na plecach ma nieodłączny czerwony plecak.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#33
Dwa nieśmiertelne potwory. Dwie ofiary. No, w Waterwheel Lounge obecnie przebywały trzy wampiry - Eve, Michelle i Victor - ale tylko nieumarłe przedstawicielki płci pięknej zdecydowały się na polowanie. Victor Reev, choć przyszedł z Eve do tego lokalu, zniknął gdzieś i cholera jedna wie, co się z nim dzieje. I w sumie dobrze, bo dzięki temu obie Spokrewnione mogły w spokoju zająć się sobą. Pijaczyna Joe, z którego przed chwilą piła krew Barton, mamrotał coś pod nosem, co podejrzanie brzmiało jak zaproszenie do sypialni na "drugą rundę".
Nie przestawał nawet wtedy, gdy wampirzyca posadziła go na jednym z wolnych krzeseł, ba, wyciągał w jej stronę ręce niczym dziecko pragnące dotyku matki - był jednak tak pijany oraz otumaniony efektami Pocałunku, że praktycznie nic do niego nie docierało. Eve pewnie mogłaby nawet trzepnąć go w łeb, a i tak by nie zorientował się, że coś się dzieje. Nie miała jednak zamiaru robić nic takiego, bo teraz, gdy nieco się nasyciła i uspokoiła drzemiącą wewnątrz Bestię, mogła w spokoju zająć się czymś ważniejszym.
Czymś, co wiązało się z kartką na której zapisane były proste, ale zarazem bardzo treściwe informacje. Adres, nazwisko, numer domu, mieszkania, i tak dalej, i tak dalej. Eve Barton mogła teraz bez żadnych problemów zastanowić się nad dalszymi krokami - podobnie było w przypadku Michelle. Albinoska przedstawiła się młodemu chłopakowi i, po dotarciu do baru, mogła poczuć się lepiej. Pewniej. Spokojniej nawet, bo motocyklista odszedł, nie patrząc na dziewczynę. Patrzył jednak na Malcolma i uśmiechnął się do niego, puszczając mu oczko - być może życzył mu powodzenia, w końcu były Walentynki.
Albo próbował go poderwać. Bo Walentynki.
- Colę dla tej pani i whisky z colą dla mnie. - rzucił do barmana, opierając się łokciami na blacie. - Jesteś stąd, Michelle? Jakoś nigdy cię nie widziałem. - spytał chwilę później i znowu się zarumienił, gdy zrozumiał, co powiedział. Nie, żeby było to coś złego; biała skóra i takie same włosy wyróżniały się z niemal jednolitego tła mieszkańców Seattle. Ale Malcolm wydawał się być trochę skrępowany przez te pytanie, nie wiedzieć czemu.
K o l e j k a | 
→ Asella Di Calvo
 → Helena Ainsworth
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#34
Wszystko bardzo dobrze się układało. Przede wszystkim znaleźli się sami w kącie - motocyklista okazał się bardzo miły i pozostawił ich samych. Nawet nie spojrzał na Michelle, zamiast tego chyba... Życząc powodzenia młodzikowi? Mogło go to ośmielić, co dla albinoski bardzo dobrze wróżyło jeżeli chodzi o efekt polowania.
W ogóle Malcolm... Ładne imię, dość poważne. Nie do końca pasowało jej do tego chłopaka, ale przecież mu tego nie powie! I tak był wystarczająco miły by postawić, ale... Nie mógł tego wiedzieć, ale sprawił jej tym tylko trochę problemów. No nic. Nie było to nic, z czym nie można było sobie poradzić. Nic się też nie działo w głębi klubu. Chyba zatem wszystko było w porządku. Albo... Nie, chyba wszystko dobrze. Wolała nie zwracać niepotrzebnie uwagi na działania innego spokrewnionego.
Wszystko się układało jak trzeba. Musiała tylko dawać się uwieść, i w odpowiednim momencie... O ile będzie potrzeba... Przejąć nieco inicjatywę... Uhhh, to zawsze było trudne...
Uśmiechnęła się tylko, gdy usłyszała "Pani". Jej, przecież nie była taka stara! Tym bardziej przekonywało ją to o zdecydowanie zbyt niskim jak na tego rodzaju miejsca wieku chłopaczka. Ale dla niej liczyło się to, że był raczej czysty. Michelle w miarę możliwości oparła się plecami albo o ścianę, albo o blat. Wolałaby o to pierwsze, ułatwiłoby to jej zadanie.
Pytanie o pochodzenie. No nic... Chyba nic się nie stanie, jak o tym wspomni? To tylko dzieciak. I zdał sobie sprawę, że chyba postąpił nieco nietaktownie. Czy to z tego powodu, czy też koloru skóry Michelle była ostatnią osobą, która mogłaby kogokolwiek po tym oceniać drugą osobę. Zawsze przynajmniej sprawiała takie wrażenie.
-Nie... Właściwie to niedawno przyjechałam-Wyjaśniła nieco skrępowana pytaniem, ale nie wyróżniało się to na tle tego co do tej pory pokazała. Jakby nie zwróciła uwagi na to, jak mogło to brzmieć-Wiesz... Nadopiekuńczy rodzice i te sprawy. W końcu trzeba stanąć na swoim-W pewnym sensie mówiła prawdę. Nie czuła się przez to źle wyjaśniając mu to. Pokusiła się nawet o uśmiech, jakby była całkiem zadowolona z takiego stanu rzeczy. By uniknąć dalszych pytań zmusiła się do pytania-A Ty... Często tu przychodzisz? Całkiem niezły lokal...
Musiała przyjąć odpowiednią postawę. Chociaż jedna z rąk swobodnie zwisała wzdłuż ciała, druga, bardziej oddalona od rozmówcy znajdowała się bliżej brody, ujmując ją pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Jakby była zainteresowana. Bo... troszkę była. Może udałoby się z tego zrobić stały układ? Może, jeśli tego nie spartoli.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#35
Wampirzyca uśmiechnęła się do siebie i poklepała Joe po głowie. Miała pod opieką już jedną śmiertelniczkę i choć i ten rozpaczliwie potrzebował opiekuna, to chyba musiał jednak liczyć na kogoś innego. Wciąż miała trochę czasu tej nocy, ale nie na tyle, by go bezowocnie marnować. Odetchnąwszy z ulgą (nawet jeśli tylko metaforycznie) ruszyła w kierunku wyjścia z klubu. Eh, szkoda, że nie miała przy sobie motoru, czekała ja przez to dość długa przechadzka. No co zrobisz, jak nic nie zrobisz..
Rozejrzawszy się po raz ostatni po klubie poprawiła swoje brania i wyszła. Szlag by trafił fakt, ze jej podwózka gdzieś wsiąkła, na to jednak również nie mogła nic poradzić.
KARTA POSTACI: Eve Barton
Opis Postaci | 
Jak zwykle wygląda jakby potrzebowała paru porządnych godzin snu, blada i rozczochrana, ale mimo to uśmiechnięta. Ubrana w sprane, pobrudzone nieco błotem i śniegiem ciuchy, zważywszy na porę roku uzupełnione o grubą, wielokrotnie łataną kurtkę. Na plecach ma nieodłączny czerwony plecak.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#36
Waterhweel Lounge raz jeszcze rozbrzmiało głośnym "ice ice", po czym rozległa się fala oklasków coraz bardziej pijanego, ale zarazem coraz lepiej się bawiącego towarzystwa. Gdy burza braw i śmiechów minęła, przed mikrofonem pojawiła się kolejna dziewczyna. Średniego wzrostu szatynka w białym tshircie, z czerwoną flanelową koszulą owiniętą w pasie, w obowiązkowo postrzępionych na kolanach dżinsach, z obowiązkową szklaneczką czegoś mocniejszego.
Uśmiechnęła się szeroko do wszystkich i już chwilę później zaśpiewała razem ze Stevenem Tylerem "I don't want to miss a thing", prawie w ogóle nie fałszując.
- Nie, nie często. - potrząsnął głową Malcolm, zaprzeczając. - Prawdę mówiąc, to nie lubię takich miejsc. Za dużo ludzi, za głośno i w ogóle, ale kumple mnie zaprosili, więc tak głupio było im odmówić. - wzruszył ramionami, odbierając dwa drinki. Niska, zwężająca się szklanka była w znacznej mierze wypełniona kostkami lodu; cola stanowiła tylko wypełnienie, nic więcej. Ale i tak syczała, gdy ulatniał się z niej gaz. Jasna, kremowa piana znikała bardzo szybko i gdy chłopak podsunął szklankę Michelle, po pianie nie było już śladu. Jego szklanka była niższa, kwadratowa, z grubego szkła, ale zawartość wcale tak daleko nie odbiegała.
Też miał colę, ale w jeszcze mniejszej ilości, do tego zmieszaną z whisky. Lodu było mówiąc brzydko od cholery i, gdy wskazał swoich "kumpli", podrywających studentki gdzieś w głębi sali, upił pierwszy łyk. Skrzywił się, gdy poczuł jak alkohol piecze go w gardło, ale z dzielną miną - bo w końcu chciał zaimponować Mould - starał się znieść te nieprzyjemne odczucie.
- Nie daj się rodzicom. Zgredy nie wiedzą, co to znaczy młody wiek! - zawołał nagle, podnosząc szklankę wyżej, tak, jakby chciał wznieść z MIchelle toast za te jakże podniosłe słowa. Podobny gest wykonał Joe, pijaczyna, z którego dosłownie moment wcześniej napiła się Eve. On jednak zamachnął tylko ręką w powietrzu, próbując przywołać do siebie Barton; była to w końcu chyba jedyna dziewczyna, która nie dała w mu w twarz i nie uciekła z krzykiem. Wampirzyca mogła bez problemu opuścić Waterwheel Lounge i udać się gdzieś dalej w noc.
K o l e j k a | 
→ Asella Di Calvo
 → Helena Ainsworth
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#37
Vanilla Ice w końcu się skończył. Zajęło to trochę czasu, ale los chyba się do niej uśmiechnął. Dziewczyna która wyszła potem śpiewała całkiem czysto. Prawie bez pomyłek, co jak na te warunki było osiągnięciem. Na pewno była już trochę wstawiona. Miała inne rzeczy na których powinna się w tym momencie skupić. Wyraźnie jednak przez moment się przysłuchiwała.
Oczywiście jej uwagę zwróciły słowa chłopaka. Spodziewała się czegoś innego, ale to była miła niespodzianka. Prawdopodobieństwo, że był czysty robiło się znacznie większe. Świetnie. I chyba też była na dobrej drodze. Był tak samo... skrępowany jak ona.
-Ah, kumple... No tak, świetnie to rozumiem-Wzięła od chłopaka colę. Dobrze dla niej, że była masa lodu. Łatwiej będzie zamaskować picie. Póki jednak nie musiała to tego nie robiła. Miała przecież znacznie lepsze narzędzia, a było jej tym prościej, im podobniejszy był jej cel. Do pewnego momentu-Też nie jestem tak... Rozrywkowa. I mnie koleżanki ciągały. Ale w taki dzień chyba można zrobić wyjątek?-Podciągnęła lewą rękę pod biust. Lewa dłoń robiła za całkiem dobrą podpórkę dla prawego łokcia trzymającego szklankę. Uśmiech jej się poszerzył gdy zobaczyła, z jakim trudem przychodzi mu picie alkoholu. Młody, nieprzyzwyczajony... To było całkiem urocze. Był prawie niewinny.
-Prawda!-Uniosła lekko szklankę przy toaście. Przyłożyła swoje usta do powierzchni pochylonej szklanki. Wargi miała jednak zaciśnięte. Zamiast płynu połknęła dyskretnie powietrze. Parę razy to przejdzie, na spokojnie.
-Chyba... zamawiałeś colę, nie lody?-Pokusiła się na trochę niezręczny żart. Pokręciła głową, mając nadzieję, że to jednak zignoruje-Ale to nie jest najważniejsze w takich miejscach... prawda?
Odstawiła szklankę na ladę, cały czas ją trzymając. Jej postawa nieco się otworzyła, stała też do niego przodem. Podłapie dwuznaczność, czy będzie się wycofywać?
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#38
Gangrelka nie zwróciła większej uwagi na biednego Joe i po prostu ulotniła się z klubu żeby udać się w swoim kierunku. Naprawdę nie miała teraz czasu na niańczenie pijaczyn. Jak bezradnie i żałośnie by ci nie wyglądali i nawet jeśli trochę ich w sumie żałowała.

>> Zdarzenia
KARTA POSTACI: Eve Barton
Opis Postaci | 
Jak zwykle wygląda jakby potrzebowała paru porządnych godzin snu, blada i rozczochrana, ale mimo to uśmiechnięta. Ubrana w sprane, pobrudzone nieco błotem i śniegiem ciuchy, zważywszy na porę roku uzupełnione o grubą, wielokrotnie łataną kurtkę. Na plecach ma nieodłączny czerwony plecak.

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#39
Cały lokal, nawet ci którzy do tej pory nie skupiali się zbyt mocno na zabawie w karaoke, poddali się muzyce. Piosenka Aerosmith w wykonaniu dziewczyny naprawdę wpadała w ucho i zachęcała do ruszenia na parkiet; kilka par właśnie to zrobiło. Kolejne wyraźnie się nad tym zastanawiały, tak samo jak nieliczne pojedyncze przypadki. Jednym z nich był Malcolm, bo gdy znowu umoczył usta w gorzkim, palącym alkoholu, zaczął się rozglądać po sali. Dopiero słowa Mould sprowadziły go na ziemię.
Uśmiechnął się, słysząc żart.
- Prawda. - zgodził się, kiwając głową. - To... jeśli chcesz, ma się rozumieć... może zostawimy naszych kolegów i koleżanki samych sobie? - uniósł swoją szklankę do góry, tym razem jednak nie przechylił szkła i upił kolejnego łyku. To wystarczyło, by zrozumieć, że chłopak nie potrafi pić i po prostu chciał się popisać przed Michelle. Zaimponować jej. Poderwać ją, nie mając pojęcia, że właśnie na to czeka ten młody, uroczy albinos. Prawdziwe oblicze dziewczyny o bladej jak mleko cerze było przerażające, ale Malcolm o tym nie wiedział. Był tylko młodym chłopakiem, spędzającym walentynkowy wieczór w jednym z wielu klubów w mieście.
Nikt nie zwrócił uwagi na Eve. Zostawiła pijaka, wyszła, mijając czarnoskórą pannę, uwieszoną ramienia studenta-futbolisty z uniwersytetu.
Może tylko Michelle zaszczyciła ją swoim - jakże przelotnym i krótkim - spojrzeniem, ale nie ma co do tego pewności. Obie wampirzyce w końcu były zajęte sobą i swoimi ofiarami, nie zaś przyjemnymi rozmówkami na tematy ważne i prozaiczne. Zresztą, Waterwheel Lounge to w końcu nie Moore Theatre. Elizjum to zupełnie inna sprawa, inne miejsce, to tam nie trzeba się obawiać o ryzyko złamania jednej z Tradycji, najświętszych zasad rządzących wampirzym światem.
K o l e j k a | 
→ Asella Di Calvo
 → Helena Ainsworth
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#40
Wszystko się bardzo ładnie układało. Chłopak rozglądał się wokół przyglądając się tańczącym parom, jakby jego też zainspirowało karaoke kogoś nieco bardziej kompetentnego niż przypadkowa zbieranina pijanych ludzi. Myślał może jak pokierować dalej rozmową... Michelle pomagała mu tak jak tylko mogła. Mocno krępującym dla niej zachowaniem, ale zdawało chyba rezultat. Uśmiechnął się nawet na ten niezręczny żart!
...Chyba chłopcy tak robią. Czytała kiedyś, że jak ktoś chce poderwać chłopaka to trzeba się śmiać z jego żartów. Może to też działało w drugą stronę?
On też przestał pić. Chyba się zestresował tak samo jak ona, albo mu nie podchodziło. Jeszcze był młody, i domyślała się dlaczego to robił... Tylko na ile liczył? Nie miało to dla niej... Za dużego znaczenia. Ale nie chciałaby go zostawić z czymś więcej niż lekkim zawodem...
Wyszedł z inicjatywą, tak jak powinien. Spuściła skromnie oczy, ale uśmiechała się przyjemnie. Dłoń ześlizgnęła się świadomie ze szklanki na jej udo. Oparła na nim opuszki swoich palców, podczas gdy druga ręka podkurczyła się nieco pod piersiami. Może tylko te opuszki trochę za bardzo wchodziły w to udo...
Powinna chyba pokazać nieco... pazura? Dalej pozostawić mu inicjatywę, ale nakierować go trochę bardziej... Tak jej kiedyś mówiła...
-...a jak myślisz, Malcolm?-Uniosła oczy. Uniesione kąciki ust, lekkie westchnięcie... Denerwowała się, fakt, ale próbowała wykorzystać te odruchy na swoją korzyść-Przecież się nie obrażą jak... Poznamy się bliżej?-I druga ręka opadła na drugie udo. Nogi miała złączone, co przy jej opartej o ścianę, zwróconej przodem do chłopaka postawie podkreślało jej figurę. Ramiona lekko ugięte w łokciach i odgięte do tyłu, trochę jakby trzymała je w kieszeniach. Golf, i rajstopy odpowiednio opinały to co trzeba, a spódniczka z jednej strony luźno zasłaniała to co trzeba, a z drugiej zachęcała. Niby była ubrana skromnie i gustownie, a z drugiej pod tą niewinną, wyważoną powłoką kryło się drugie dno, które pragnęło się zgłębić...
-Są w końcu Walentynki...-Tak chciałaby być postrzegana w tym momencie przez chłopca, którego upatrzyła sobie piętnaście minut temu. I jemu, i jej chodzi chyba o to samo. O mile spędzony wieczór i moc wrażeń. Wystarczy, że wykona ten krok. Ona o wszystko zadba...
...miała taką nadzieję. Że da radę. To nie pierwszy raz, a czuje się za każdym razem tak samo. Jakby jej niebijące serce miało i tak zaraz wyskoczyć.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#41
Michelle prowadziła ryzykowną grę. Jej ofiarą - przyszłą, trzeba nadmienić - był młody, niedoświadczony, wycofany z życia chłopaczek. Wystarczy coś źle powiedzieć, wykonać jeden nieodpowiedni, może nawet zbyt śmiały gest, by wszystko szlag trafił. Mould mimo to radziła sobie całkiem dobrze, wysyłając Malcolmowi kolejne, subtelne sygnały. Niestety, delikatne gra rękoma nie przyniosła zbyt oczekiwanego rezultatu; wzrok młodego chłopaka był bowiem utkwiony w nienaturalnie bladej, ale jakże wyjątkowej twarzy wampirzycy.
Dopiero po dłuższej chwili, gdy utwór Aerosmith w wykonaniu Waterwheel Lounge zaczynał się chylić ku końcowi, chłopak opuścił wzrok. Niby przypadkiem, ot, nic niezwykłego, ale poluzował kołnierzyk. Trochę też się zarumienił i natychmiast skupił się na swojej szklance. Ba, więcej nawet! Podniósł ją do ust i pociągnął duży łyk, by uspokoić nerwy oraz dodać sobie odwagi. Był to jednak zbyt duży łyk, jak się okazało, bo biedak zakrztusił się alkoholem.
Zaczerwienił się jeszcze bardziej, gwałtownie odstawił szklankę i uderzył się pięścią w pierś.
- Och, przepraszam. - burknął, mając na myśli ten żałosny teatrzyk. - Wiesz, oni chyba nawet nie zauważą, że nas nie będzie. - odezwał się po chwili. Mówił wolno, bardzo ostrożnie dobierając słowa, nie patrzył też na Michelle, tylko na mieszankę coca coli, lodu i whisky. Nie mówił tego wprost, ale praktycznie zaproponował Michelle opuszczenie klubu i wspólne spędzenie reszty wieczoru.
K o l e j k a | 
→ Asella Di Calvo
 → Helena Ainsworth
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#42
Grała wyjątkowo śmiało jak na swoją osobę. Ale wprawne oko mogło zauważyć, że była mocno sztywna (Co było sporym wyczynem przy jej nie-żywym stanie). Dobrze, że jej rajstopy nie poszły od nacisku palców. Nogi natomiast były wyprostowane bo nie mogła się zdobyć na żadne podwinięcie którejś z nich. Gdyby była bardziej wprawiona i odważna... Może nawet już nie opierała się o ścianę, a o chłopaka?
On zdawał się jednak tego nie zauważać. Ani jej sygnałów, ani zdenerwowania. Do czasu aż oderwał swój wzrok od jej twarzy i powędrował niżej. Było to bardzo wyraźne. Nawet ślepy prawdopodobnie zwróciłby na to uwagę, a ona miała przed sobą chłopca który z odstawienia drinka dla efektu pociągnął z niego tak, że aż się zakrztusił.
Gra poszła w odstawkę, a przynajmniej tak się zdawało. Michelle podniosła się ze ściany i od razu się zbliżyła do chłopca, nie do końca wiedząc co robić. Wyciągnęła jedynie dłonie do przodu, jakby coś chciała zrobić, a nie wiedziała za bardzo co. Skończyło się na tym, że jakimś odruchem położyła dłoń na dłoni chłopaka trzymającą drink. Tak to w każdym razie wyglądało.
-Malcolm, wszystko w porządku?-Przejęcie, troska, obawa - wszystko na raz, ktoś mógłby powiedzieć. Efektem ubocznym (Albo celowym, kto to wie) było znaczne zmniejszenie dystansu pomiędzy wampirzycą a jej potencjalną ofiarą. Właśnie, potencjalną... Dziewczynie nie było do końca po drodze w pozostawaniu z kimkolwiek na dłużej tej nocy. Może w innej sytuacji mogłaby to rozważyć, ale nie zakładała tego. Miała jeszcze jedną rzecz do zrobienia.
Musiała myśleć szybko, a bliskość podziałała tu akurat na jej korzyść. To, że na nią nie patrzył działało trochę na korzyść... Musiała się skupić. Spokojnie...
-Spokojnie...-Powiedziała i do niego, i do siebie. Pokierowała też jego dłoń tak, by odłożył swojego drinka na barze-...Chcę po prostu poczuć czyjąś bliskość i...-Myśli jej się poplątały od nadmiaru bodźców. Zaczęła jednocześnie myśleć jak to pociągnąć, jak uniknąć wychodzenia stąd w jego towarzystwie, i w jaki sposób uzyskać to czego chce bez wpadania w kłopoty. I jakoś wszystko wyszło na raz. Speszyła się wyraźnie. Zakłopotany uśmiech od razu wyszedł na wierzch. Nie puszczała jednak jego ręki.
-Boże, jaka ja jestem głupia!-Tyle była w stanie powiedzieć na ten temat. Zakryła usta, opuściła głowę... Co za dziewczyna wypala z czymś takim ot tak?! Nawet za życia byłoby... Chyba już raz z czymś takim wyskoczyła, jak tak o tym myślała. Tylko czy teraz...
-Malcolm... Czy... Przytuliłbyś mnie?-Wyszeptała. Z racji bliskiej odległości chyba by dosłyszał-...Trochę mi tak... zimno... wiesz...
Niby brzmiało to jak wymówka, ale zdawała sobie sprawę z niedoskonałości swojego ciała. Na ile to był plan, na ile pokrywanie swoich pomyłek, a na ile kompletnie nieprzemyślane działania? Na pewno po części wszystko naraz.
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#43
Szaleństwo z Aerosmith zakończyła się szybko, nagle i z burzą oklasków oraz śmiechów. Nie minęła jednak dłuższa chwila, a oklaski i śmiech przeszły w wycie i krzyk. Ktoś nawet wrzasnął jakieś przekleństwo, a to wszystko dlatego, że z repertuaru do karaoke wybrano Mansona. "The Dope Show" spotkało się z dość przykrym przyjęciem, gwizdami i nawet groźbami, ale kolejny uczestnik walentynkowej zabawy - o dziwo, był nim ten sam łysy facet w kurtce motocyklowej. Pokazał wszystkim środkowy palec, w ogóle nie przejmując się ich narzekaniem i zaczął śpiewać.
Nie fałszował, ale talentu też nie miał zbyt wiele. Robił swoje, po prostu, tak jak Malcolm i Michelle.
Chłopak jednak, wyraźnie speszony i zawstydzony swoim wyskokiem z alkoholem, nie wiedział gdzie podziać wzrok - dopiero gdy Mould posunęła się o krok dalej uniósł nieznacznie kąciki ust ku górze i westchnął głęboko. Nie był sam. Nie był jedyny, bo jak się okazało, albinoska również poczuła się nagle źle, zakłopotana i wyraźnie nie czuła się zbyt dobrze. To była oczywiście gra, zmyślna, ryzykowna, ale bardzo opłacalna gra. Maskarada wręcz, która prędzej niż później przyniosła oczekiwany efekt. Malcolm, zerkając przelotnie na stojąca na blacie baru szklankę z whisky, wstrzymał oddech i objął mocno Michelle.
Nie zwrócił nawet uwagi na oczywiste różnice między żywym, a martwym człowiekiem. Na oddech, ciepło dotykanego przezeń ciała.
I dobrze. Bo choć Mould nie była jak typowe wampiry (to albinos, na litość!) to jednak pewnych rzeczy się nie da przeskoczyć i będą o sobie dawać znać. Ale dla tego chłopaka nie miało to znaczenia. W jego żyłach krążył już alkohol, wspomagany w dodatku adrenaliną. Przytulał uroczą dziewczynę. Słuchał wydzierającego się Marylina Mansona w wykonaniu łysego motocyklisty. I odetchnął z ulgą, wzmacniając uścisk, uznając najwyraźniej, że wszystko już jest dobrze.
-Nie jesteś głupia. - szepnął, z nosem wtulonym w białe włosy. - To ja jestem głupi, ale i szczęśliwy. Bo spotkałem ciebie. - banał? Och tak! To chyba najbardziej banalny, najbardziej oczywisty i prostacki tekst, jaki dziewczyna może sobie wyobrazić. Czy jednak to wszystko zadziała? Czy ta "walentynkowa, spontaniczna randka" zakończy się w wymarzony przez Michelle sposób?
K o l e j k a | 
→ Asella Di Calvo
 → Helena Ainsworth
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#44
Manson... Jakoś w jego stylistyce odnajdywała jakąś formę dziwnego artyzmu, który nawet jeśli do niej nie przemawiał do końca to potrafiła docenić. Nawet jeśli opierał się w dużej mierze na tak zwanym shock factor... Oprawa audio-wizualna akurat nie była jej mocną stroną. Fakt faktem, że dzięki temu drobnemu oburzeniu wokół okoliczności działały na jej korzyść.
Dziwne aż, że w przypływie chwili była w stanie myśleć o tylu rzeczach. Może to właśnie dlatego, że warunki nie były do końca dla niej sprzyjające tak zwracała na to uwagę. Wyglądało jednak na to, że wszystko się układało odpowiednio. Nawet bardzo.
Obydwoje byli mocno speszeni i w sumie na takiej samej pozycji. Tylko ona wyciągnęła otwartą dłoń w jego stronę, pozornie dając mu wolną rękę do czegokolwiek co chciał. Bardzo doceniała w jaki sposób do niej podchodził... Domyślała się co mu chodziło po głowie. Jak każdemu chłopcowi, zwłaszcza w tym wieku, na pewno chodziło mu o jedno. Miło jednak, że... Nie podchodził do niej tak brutalnie, jak pewne typu z którymi miała okazję się spotkać w przeszłości.
Doceniała to. Bardzo. Dlatego chciała być delikatna. W końcu dla niego to też będzie przyjemne, prawda? Znacznie przyjemniejsze niż cokolwiek, co mogliby robić tej nocy wspólnie.
...ale jednak mógł trochę bardziej delikatnie ją objąć. Jej to nie przeszkadzało, ale na przyszłość... Nie, nie powinna chyba o tym wspominać.
Powinna być zadowolona. Miała go na wyciągnięcie... Nie, jeszcze nie. Pozwoliła mu się nacieszyć. Gdyby tylko mogła dać mu trochę ciepła bez szkody dla siebie... Ale jaki sens byłby w tym, by iść na polowanie wykorzystując to, na co się właściwie poluje? Nie chciała mu zrobić krzywdy...
Na razie jednak uśmiechała się pod nosem. Jej ręce powędrowały za jego plecy. Objęła go, opierając się bokiem głowy o jego klatkę piersiową. Czy w jej zasięgu była jego szyja?
-D-dziękuję...-Brzmiała trochę... Smutno? Chciała wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu, ale nie mogła, absolutnie nie mogła się z tym zgodzić. Nie była urocza, nie była ładna. Była... Czymś. Ale może mogła będąc tym czymś jednak robić coś dobrego?
...tak. Teraz trudniejsza część...
Albinoska uniosła trochę głowę do góry. Mrużyła oczy, patrząc się na już lekko zamroczoną twarz chłopaka. Faktycznie, był dość... przeciętny, ale czy to sprawiało, że nie miał prawa do szczęścia i życia?
Może przynajmniej to mu trochę go da...
Przymknęła oczy nieco bardziej. Tyle by widzieć, czy się zbliża czy nie. Nic nie musiała mówić, chociaż gdyby było trzeba... Nie, doskonale wiedział. Tak... Taki miała plan... Da się pocałować i... Po chwili zejdzie do jego szyi... Gdzie będzie też to robić. Przez chwilę. Stając się bardziej... Agresywna, tak, i...
Zrobi to. Dwie pinty, nie więcej. Byli w kącie klubu, przy barze, ale dalej w kącie, i to przy ścianie. Nie powinno być problemu, zwłaszcza, jak ona się uwiesi jego szyi i częściowo zasłoni tym siebie. Zresztą, normalnie to też wygląda jak taki... zawzięty pocałunek...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#45
Byli tylko kolejną parę. Zakochanymi, jednymi z wielu. Młodymi, szczęśliwymi ludźmi spędzającymi miło czas w całkiem przyjemnym lokalu. Nikt nie zwracał uwagi na młodego chłopaka o pociągniętych żelem włosach i równie młodą dziewczynę, aczkolwiek o bardzo nietypowej, białej jak padający na ulicy śnieg skórze. Przytulali się, jak większość. Może nawet całowali, pieścili, oddawali przyjemności, zatracając się w chwili. Co się naprawdę działo między nimi, wtulonymi w siebie, wiedziała tylko i wyłącznie Michelle.
Malcolm i tak miał mnóstwo taktu. Nie rzucał się na dziewczynę, nie przyciskał jej do ściany i nie wpychał rąk pod bluzkę i do majtek. Grzecznie rozmawiał, śmiał się z żartów, a także służył ramieniem - nic więc dziwnego, że wykorzystał okazję. Gdyby tego nie zrobił, byłby nie tylko głupcem, ale i frajerem, pośmiewiskiem w oczach jego znajomych. Przytulił mocniej Mould i, po krótkim wahaniu mimo wszystko, pocałował ją zaciskając mocno powieki.
Pocałunek ten był krótki, szybki, taki, jakiego należy się spodziewać po kimś, kto nie ma żadnego doświadczenia. Dopiero po chwili, gdy Malcolm zrozumiał, że nie zostanie odtrącony, raz jeszcze pocałował nieumarłą. Tym razem jednak się do tego przyłożył. Całował ją zdecydowanie dłużej, ale i wolniej, jedną rękę zaś wplótł w białe włosy. Nie oponował, gdy Michelle przejęła inicjatywę schodząc coraz niżej i niżej. Pieszczoty szyi trochę go łaskotały, ale podobało mu się. Na tyle, że nie otwierał ust, nie widział więc jej kłów.
Jęknął. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz ekstazy.
- To było... - jęknął, nie kryjąc swojego zadowolenia. - Cudowne. Nigdy czegoś takiego nie... ja nawet...[/b] - był oszołomiony. Zamrugał kilka razy, wtulając twarz we włosy Mould, być może biorąc ten stan jako efekt działania alkoholu oraz hormonów, nie zaś za nadnaturalny efekt Pocałunku, tego szczególnego, jedynego w swym rodzaju. Nawet kropla krwi nie została zmarnowana, posoka nie przybrudziła ubrania żadnego z "kochanków", nie spadła na posadzkę Waterwheel Lounge.
K o l e j k a | 
→ Asella Di Calvo
 → Helena Ainsworth
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge

#46
Nie mogła widzieć jego twarzy, jej powieki były zbyt przymknięte. Było to mocno krępujące, tak stać i... czekać w takiej pozycji, aż zrobi... To. Dlatego też chociaż wystawiała się zupełnie jak do pocałunku, nie wydymała specjalnie ust. Wyobrażała sobie siebie jak jakąś kaczkę oczekującą nie wiadomo na co. Chyba na ścięcie.
Nie czuła na swoim ciele jego dłoni, nie wślizgiwały się tam gdzie nie trzeba, nie uciskały za mocno, nie popychał jej na ścianę albo w stronę drzwi do ubikacji by zrobić coś więcej niż by ona chciała. Był nieśmiały, może i nawet speszony, ale mogła liczyć na to, że ciekawość, duma, i zwyczajne ludzkie instynkty wezmą nad nim górę. Mocniejszy ścisk wokół jej pasa zdawał się to potwierdzać.
Poczuła krótki dotyk na swoich wargach. Nawet ją to zdziwiło, że trwało to aż tak krótko. Uniosła powieki. On miał je jeszcze mocno zaciśnięte, ale przez moment patrzyli na siebie. Albinoska mimowolnie uśmiechnęła się. Przeciętny, ale na swój sposób... Uroczy. Miło było zobaczyć kogoś tak bardzo zielonego. Ale musiała to wszystko pójść krok dalej. Zamknęła znowu oczy... jej wargi drgnęły...
Trwało to teraz dłużej. Szybko się uczył, i próbował jak najlepiej tylko mógł, by jej również było dobrze. To niestety bez większego znaczenia, ale było w tym coś delikatnie kojącego. Nawet jeśli chciał tylko i wyłącznie jej ciała... Nie łudziła się, że może być inaczej, dążył do tego o wiele subtelniej i delikatniej. Nawet jeśli to tylko wynik niedoświadczenia, a nie na przykład charakteru. Chociaż może i też?
W momencie gdy jego palce zaplotły się wokół jej włosów wiedziała, że to właśnie ten moment. Stęknęła cichutko, a jej prawa noga lekko się uniosła. Z jego ust zsunęła się nieco niżej, znacząc jego skórę śladem z jego własnej śliny, która to z oczywistych względów pozostała na jej ustach. Pierwsze pocałunki miały wprawić w nastrój. Nieco mocniejsze wyczuć teren i uśpić czujność, by któryś z następnych był tym prawdziwym. Kły wysunęły się do przodu, przebijając cienką skórę i tętnicę...
Przylgnęła szczelnie do jego szyi. Słodkie, gorące vitae rozlewało się po jej ustach, wypełniając jej ciało rozkoszą nieporównywalną z jakimkolwiek innym ziemskim doznaniem. Wiedziała, że on czuł podobnie, ale to on był tutaj ofiarą. Jego życie było do jej dyspozycji, i tylko od niej zależało czy ta noc skończy się dla niego miłym wspomnieniem, czy wizytą w jedną stronę w kostnicy. Mimo, iż jej nieumarłe ciało drżało, a głos już bez najmniejszego udawania przyjął barwę przyjemnych dla ucha zduszonych dziewczęcych jęków, musiała trzymać rękę na pulsie. Czuła jak bestia w środku, chociaż może nie tak wygłodniała jak kiedyś była, przyjmowała ofiarę z radością, drżąc z podniecenia. Chciała więcej, więcej... Świeża, młoda krew... Z delikatną nutką whisky, które to dopiero z żołądka zaczęło się wchłaniać do krwioobiegu, nadając jedynie subtelny, lekko wyczuwalny aromat...
...Ale ona czuła się już syta. Wraz z ostatnim haustem krwi jej kły wyślizgnęły się z przerwanej powłoki ciała Malcolma, a ona sama zręcznym ruchem przejechała po dwóch dziurkach na skórze swoim językiem, w dla niej oczywistym celu zatarcia śladów. Westchnęła przeciągle, co przeciętny obserwator mógł pomylić z usatysfakcjonowanym złapaniem powietrza. Pierwsza część tego stwierdzenia była jak najbardziej prawidłowa.
Jej martwe ciało jeszcze czuło ciepłą posokę rozpływającą się po wszelkich wolnych miejscach które były dla niej dostępne. Jeszcze czuła cień tego doznania, ale w środku... Jak zawsze... Czuła się okropnie... Przejeżdżała dyskretnie językiem teraz po swoich zębach i wargach, zaciągając resztki krwi głębiej. Przez to nie mogła jeszcze mówić. Zamiast tego po prostu stała oparta bokiem głowy o klatkę piersiową półprzytomnego młodzieńca.
-Jeszcze chwilkę...-Poprosiła go, ściskając troszeczkę mocniej. W jej głosie nie było radości, ukojenia, ani satysfakcji. Z każdą chwilą cienie jej ludzkiej świadomości i moralności dochodziły do głosu. Wykorzystała tego biednego człowieka, a teraz każdy wybór jaki podejmie... Zostawi go, poczuje się odrzucony. Pozostawi mu nadzieję, w końcu ją złamie...
...Z dwojga złego... Przygodne spotkania się zdarzają... A bardziej subtelne efekty pocałunku łatwo wykorzystać... Jednak jeszcze chwilkę... Było coś w tym uścisku takiego, czego nie miała za swojego życia... Ktoś w tym momencie ją chciał. Czy to efekt pożądania czy pocałunku, teraz tak było. Mogła czuć ciepło i zapach drugiego człowieka. Był mniej nęcący niż kiedy była mniej nasycona, ale dalej był...
Może była potworem, ale nie była bez serca. W końcu można było ją przez nie przybić do podłogi kołkiem.
Trzeba było to zrobić, dla jego własnego dobra. Uniosła trochę głowę, przyglądając się półprzytomnej twarzy swojego "kochanka".
-Malcolm... Wszystko dobrze? Wyglądasz trochę... Niewyraźnie...-Utrata prawie litra krwi na pewno odbiła się chociaż trochę na jego wyglądzie. Nie wzięła chyba za dużo? Nie, nie wyglądało to tak źle, ale i tak...-Może powinieneś... Usiąść... Może oprzyj się tu na chwilę
Jak będzie trzeba, pokieruje go koło ściany, by się tym razem o nią oparł. Druga część planu...
-Chyba... muszę do łazienki...-Najbardziej podstawowa, prosta wymówka. O ile uda się trzecia. Ale by go trochę uspokoić... Zamknęła oczy i cmoknęła go koło policzka. Musiała działać mając nadzieję, że jeszcze jest częściowo pod wpływem działania pocałunku.
Rzeczywiście chciała iść do toalety. Jak nie było nikogo w środku, to przepłucze jeszcze usta, na wszelki wypadek. Jak był... to też to zrobi, ale bardziej dyskretnie. Krwawienie z ust było trochę dziwne, ale przyczyny mogły być też ponadnaturalne... Plus, to mogło być parę innych rzeczy. Może drink nie przypasował? Albo resztki... Wino nie do końca tu pasowało, ale...
...trzecia część planu... Ulotnić się z klubu. Najlepiej tak, by ten chłopak nie zauważył. Gdyby nawet tak było, mogła zawsze wymyślić jakąś wymówkę. Oby jednak nie było to potrzebne...
KARTA POSTACI: Michelle Mould
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Albinoska z włosami sięgającymi do obojczyków i grzywką, o lekko chłodnej skórze. Ubrana w szary płaszcz, czarny beret, oraz pasującymi do tego rękawiczkami. Na nogach ma czarne rajstopy, czarną spódniczkę, golf w biało-czarne pasy, oraz czerwonawą apaszkę. Pod golfem natomiast nosi lekką szarą lnianą podkoszulkę. Na nogach ma buty na płaskim obcasie ze srebrnymi akcentami

Re: 7034 15th Ave NW, Waterwheel Lounge (02.14.1999)

#47
Malcolm był jak miękka glina w rękach wprawnego rzeźbiarza. Chłopak znajdował się w tej chwili nie tylko pod wyraźnym wpływem alkoholu, ale także działał na niego uboczny efekt Pocałunku - tego szczególnego, nadnaturalnego - oraz po prostu było mu słabo po stracie tak sporej ilości krwi. Może gdyby był trochę starszy i, jakby to powiedzieć, bardziej zaprawiony w wizytowaniu różnych barów, mógłby znieść to wszystko znacznie, znacznie lepiej. Ale nie był. Był tylko młodym, nieśmiałym, zagubionym chłopakiem, który bardzo prawdopodobnie całował się właśnie po raz pierwszy w swym krótkim życiu.
Nie stawiał żadnego oporu, gdy Mould się do niego przytuliła. Nie oponował, gdy został odprowadzony na miejsce. Nie protestował, gdy albinoska zostawiła go samego. Po prostu patrzył na nią słabym, ale i szczęśliwym wzrokiem, jak ktoś - powiedzmy - opuścił właśnie punkt krwiodawstwa z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Malcolm uniósł dłoń ku góry, pozdrawiając pijawkę, która wyssała z niego życie i oparł się mocniej plecami. Uniósł głowę do góry i westchnął głęboko, uśmiechając się trochę szerzej.
Przymknął oczy. Poruszył bezgłośnie ustami.
Wampirzyca, zanim zniknęła w jednej z klubowych toalet, mogła dostrzec wypowiedziane przez niego samotne słowo. Z ruchu warg doskonale mogła odczytać swoje własne imię. I choć było to na swój sposób naprawdę urocze i miłe, to nie wróżyło nic dobrego. Co, jeśli ten biedak się zakocha w nietypowej dziewczynie, którą poznał jednego wieczora? Co, jeżeli za cel swego życia postawi odnaleźć tę, którą całował? Co, jeśli...
- Rusz się, białasie. - burknęła jakaś czarnoskóra dziewczyna w krótkich warkoczykach, przechodząc obok Michelle do toalety. Dopiero po chwili zorientowała się, co i do kogo powiedziała; na jej skądinąd uroczej twarzy pojawił się grymas zmieszania, ale szybko przerodził się w przepraszający uśmiech. Nie miała nic złego na myśli, po prostu odezwała się patrząc na kolor włosów, nie skóry.
I to był ostatni prawdziwy problem, przed jakim stała nieumarła. Jedna z wielu dziewczyn bawiących się w Waterwheel Lounge na nią wpadła, ale i od razu przeprosiła. Wyjście z lokalu nie było szczególnie daleko, wystarczy się tylko wmieszać w tłum i... zniknąć na zaśnieżonej ulicy. Nikt nie powinien jej zatrzymać, bo i czemu miałby to robić? A to, dokąd potem uda się Michelle Mould, to już zupełnie inne historia, inna opowieść.
K o l e j k a | 
→ Asella Di Calvo
 → Helena Ainsworth
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „Whittier Heights”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość