11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#1
  Cmentarz zajmujący powierzchnię równą prawie sześćdziesięciu hektarom? Czy to jest w ogóle możliwe? O tak, zwłaszcza w Seattle. Evergreen Washelli jest największym cmentarzem w mieście i stanowi miejsce spoczynku niezliczonych osób od ponad stu lat i bardzo prawdopodobne, że będzie służył jeszcze drugie tyle. Ta ogromna, bo stanowiąca w pewnym sensie jedną czwartą powierzchni całego sąsiedztwa nekropolia jest w wyjątkowo dogodnym miejscu. Seattle zostało zbudowane na wielu wzgórzach, na terenie miasta jest pełno mniejszych i większych dolin, ale ten cmentarz rozciąga się na przełęczy. Jest prawie płaski, nieliczne wzniesienia nie sięgają wyżej niż parę metrów i są bardzo łagodne, całość pokrywa teraz regularnie przycinana trawa, setki drzew i dziesiątki alejek z malutkich kostek brukowych, tworzących proste, geometryczne kształty.

Na cmentarz, otoczony grubym i wysokim murem z dużych kamieni i szpalerem sosen, prowadzi kilka dróg. Nie ma jednej konkretnej, głównej, aczkolwiek za taką uznaje się Aurora Avenue North. Dostać się na Evergreen Washelli można także od strony North 125th Street, North 115th Street, North 109 Street a nawet Meridian Avenue North.

We wschodniej części cmentarza, w gigantycznym mauzoleum z szarego i czarnego marmuru, kamienia i betonu spoczywają skremowane szczątki trzydziestu tysięcy osób, a niedaleko znajduje się wysoki na pięć metrów i ważący grubo ponad ćwierć tony drewniany totem, zwany Haida Totem Pole, przedstawiający rzadkie zwierzęta w towarzystwie ludzi (i, przy okazji, opowiadający historię polowania na dziką zwierzynę i miłości dwóch osób) cieszący się popularnością nie tylko pośród potomków Indian, ale także pośród zwyczajnych mieszkańców Seattle. Dwa razy w ciągu roku, w okresie przesilenia letniego i zimowego, w pobliżu totemu zbierają się indiańscy potomkowie, ale jaki jest cel ich wizyt, pozostaje tajemnicą.

Ponad pięć tysięcy białych, marmurowych nagrobków otacza wysoką na dwadzieścia metrów, ośmiokątną wieżę z prętów zbrojeniowych, szkła i betonu, ozdobioną emblematami dziesiątek oddziałów wojskowych oraz organizacji dotyczących weteranów. Ta potężna, ale i smutna sylwetka góruje nad cmentarzem wojskowym poświęconym pamięci żołnierzy, którzy stracili życie w walce w konfliktach zbrojnych od końca lat dwudziestych do chwili obecnej. Jest to też jedyna część cmentarza Evergreen Washelli, gdzie zawsze można spotkać jakiegoś księdza, przechadzającego się pośród białych, marmurowych nagrobków.

Ostatnim miejscem wartym uwagi jest kilkumetrowy posąg z brązu, przedstawiający żołnierza wracającego do domu - w październiku 1998 roku rzeźba ta została przeniesiona na teren Washelli z centrum miasta i z miejsca podbiła serca osób związanych z cmentarzem.

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#2
Tego wieczoru Elena byla zdecydowanie znudzona siedzeniem w biurze w swoim klubie. Nie bylo na ten dzien zaplanowanych zadnych wiekszych eventow totez spodziewala sie, ze jak pojawi sie troche pozniej to nic zlego sie nie stanie. Zamiast tego postanowila po prostu wybrac sie na spacer. Bylo juz ciemno choc godzina byla jeszcze wczesna, w koncu to byl jeszcze luty. A jakiez lepsze jest miejsce dla czlonkini gotyckiej subkultury niz cmenatrz? No wlasnie. Nawet jak ktos ja zobaczy, to zapewne nie bedzie mocno zaskoczony. Poza tym Elena chciala polaczyc przyjemne z pozytecznym i przy okazji poszukac jakiejs ciekawej lokacji na impreze stalych bywalcow swojego klubu. Moze nawet uda sie dogadac z zarzadem cmenatarza, zeby udostepnili jakies stare krypty, ktorymi juz nikt sie nie interesuje, nawet konserwator zabytkow. Ale to dopiero plany zalezne od tego czy znajdzie cos podczas tego spaceru.
Szla dosyc powoli jednak nie zatrzymywala sie. Chciala obejsc jak najwiecej terenu. Spacer w takim srodowisku, jak na rasowa Gotke przystalo po prostu ja odprezal. Wiedziala, ze za jakis czas bedzie musiala wracac do The Sirens, na razie dawala sobie jednak jeszcze z dwie czy trzy godzinki na relaksujacy spacer. Miala oczywiscie na sobie futro, czarne, lecz niezbyt drogie, co by nie przyciagac zbyt wiele uwagi. Miala nadzieje na odrobine odpoczynku i oderwania od szalonej rzeczywistosci. Czasem nawet ona tego potrzebowala i chciala zanurzyc sie w cmentarnej atmosferze, ktora jak dla niej miala artystyczne piekno.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#3
Minionej nocy zakochani mieli swe święto. Pary na całym świecie - nie tylko w Seattle - świętowali miłość, radość i gorące uczucia, jakie kwitły w sercach kochanków. Dla wielu, bardzo wielu osób czternasty dzień lutego był jednym z najważniejszych wydarzeń w całym roku. Dla innych stanowił dzień jak każdy inny. Zwyczajny. Niewyróżniający . Pospolity, może tylko z większą ilością różu, czerwieni, kwiatów oraz serduszek, a pary miały jakieś szczególnie zniżki czy coś takiego.
Teraz była to przeszłość. Niedzielne obchody dnia zakochanych minęły, ustępując miejsca ponuremu poniedziałkowi. Śnieg dalej sypał, przykrywając miasto grubą warstwą białego puchu, która doprowadzała większość ludzi do szewskiej pasji, a służby na skraj załamania nerwowego. Wiatr nieznacznie osłabł, jednakże temperatura spadła jeszcze bardziej i teraz krążyła poniżej zera. Ludzie było znacznie, znaczniej mniej na ulicach i jeśli już ktoś był zmuszony opuścić klub, mieszkanie czy bar lub, o zgrozo, miejsce pracy, to najchętniej korzystał z taksówek. Rzadko ktokolwiek łaził pieszo, bo zaspy po prostu utrudniały spacery.
Ale dla Eleny nic z tych rzeczy nie stanowiło większego problemu.
Była martwa. Była trupem i jedyną rzeczą, która odróżniają ją od ciał pochowanych na Evergreen Washelli była krążąca w jej żyłach przeklęta krew. Posoka ta, niosąca ze sobą prastarą klątwę, zmuszała jej ciało do działania. Do funkcjonowania. Cmentarz, którym szła wampirzyca był cichy i spokojny. Zachmurzone niebo skutecznie blokowało blask księżyca i gwiazd, a wysokie drzewa zatrzymywało ciepłe światło lamp ulicznych. Jedynie nieliczne znicze rozświetlały mrok zimowej nocy, stanowiąc nieduże plamy rozedrganego światełka pośród dziesiątek alejek.
Horthy póki co była tutaj sama. Nie widziała nikogo dokoła, a im dalej szła alejkami, tym słabiej słyszała dźwięki nocnego miasta - szum samochodów, stłumioną muzykę z klubów... atmosfera naprawdę była cudowna i można było wprost współczuć śmiertelnikom, że tak rzadko przychodzą na cmentarze o tak późnych porach. Ale czy można im się dziwić? Zimno i ciemność nie były środowiskiem żywych. Przerażały wszystkich, całkiem zresztą skutecznie.
No, może nie do końca wszystkich.
Byli bowiem ludzie, którzy musieli pracować w takich warunkach. Elena właśnie była tego świadkiem. W jednej z bocznych alejek, gdzie znajdowały się starsze groby, pochodzące chyba z pierwszych dwudziestu, trzydziestu lat obecnego wieku, widać było całkiem sporą górę piachu i ziemi, przysypaną śniegiem. Obok niej znajdował się głęboki dół, otoczony żółtą taśmą ostrzegawczą na wbitych palikach, wraz ze stosowną tabliczką z biura lekarza, koronera, czy kogoś takiego. Innymi słowy, ktoś późnym popołudniem, wieczorem niemalże, kopał w ziemi by dostać się do trumny. Z racji pogody nie doszło do ekshumacji, bo oczywiście to było celem tej zabawy łopatami.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#4
Tak święto zakochanych. Jakby Elena była w pełni żywa to zapewne zebrałoby się jej na wymioty na samą myśl, a tak mogła jedynie przewrócić oczami. Dlaczego ludzie muszą być wszyscy tacy sami i uwielbiać takie święta? Jakby jeszcze szło za tym coś więcej, kult Afrodyty, Venus albo Ishtar. A tutaj święto dla święta, żeby głupi ludzie mogli wydawać więcej ciężko zarobionych pieniędzy. Co za bezsens. Swoją drogą Elena musi zapytać bywalców swojego klubu kiedy zorganizowac dla nich coś na wzór mrocznych walentynek, może być na przykład 26 czerwca, albo inna data nie mająca nic kompletnie wspólnego z 14 lutego.
Elena nosiła futra zwyczajowo poza latem, dla stylu głównie, a nie z powodu konieczności utrzymania ciepła, jednak patrząc na warunki panujące na zewnątrz te wydawały się być wręcz cudowne właśnie dla futra i z pewnością nie wykraczało to poza normę tak jak i skórzane rękawiczki, które miała na sobie.
Horthy nie postrzegała siebie, a przynajmniej starała nie postrzegać jako chodzącego trupa. To było takie przyziemne i mało interesujące. Wolała patrzeć na siebie jako na dobrze zakonserwowane dzieło sztuki. Tak to było zdecydowanie ciekawsze podejście do jej obecnej od przeszło pięćdziesięciu lat sytuacji. Trzeba też powiedzieć, że atmosfera tutaj panująca z każdą chwilą coraz bardziej podobała się Horthy. Wysokie drzewa, światło rzucane przez znicze, nagrobki i śnieg padający na jej białe włosy. Było coś bardzo urokliwego, żeby nie powiedzieć poetyckiego w tej całej sytuacji.
Soacrując w końcu natknęła się na nieco mniej codzienny widok w jednej z bocznych alejek. Widac było, że jakiś czas temu, możliwe, że za dnia ktoś próbował wykopać jedno ze starszych pewnie ciał na tym cmentarzu. I nie był to jakiś złodziej zwłok, tylko najwyraźniej ktoś z oficjalnym pozwoleniem. Elena ruszyłą powoli w tym kierunki najpierw przyglądając się informacji, na czyje polecenie odbywała się ta czynność, podtem podeszła nieco bliżej, wciąż jednak ostrożnie co by nie stanąć na żadne narzedzia, ani blisko dziury w ziemi, by móc zobaczyć czyj nagrobek jest właśnie odkopywany. Niby nic co powinno ją dotyczyć, ale skoro już wybrała się tutaj na spacer może również się przyjżeć, skoro znalazła coś ciekawego.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#5
Jako mroczny odpowiednik dnia zakochanych idealnie wydaje się pasować wigilia dnia wszystkich świętych. Halloween może i jest komercyjnym świętem, ale swe korzenie w prawdziwym święcie, gdzie duchy i inne upiory rzekomo miały wędrować ulicami miast, miasteczek i wsi. Dla Eleny i wielu, wielu innych Spokrewnionych coś takiego nie było żadnym świętem, tylko codziennością. Wampirzyca w końcu przekroczyła barierę śmierci; umarła, narodziła się ponownie. Była żywym trupem.
A teraz kroczyła cmentarzem, gdzie pod stopami miała setki, tysiące martwych.
Śnieg w alejce nie był aż tak głęboki. Pod pierwszą, wierzchnią warstwą białego puchu kryły się bowiem wydeptane ślady roboczych buciorów ludzi odpowiedzialnych za rozkopanie grobu. Matka Natura nie zdołała jeszcze całkowicie zagarnąć odebranego jej terenu; Elena mogła więc ze znacznie większą łatwością dotrzeć do miejsca pochówku. Ten zaś, jak się okazało, pochodził jeszcze z lat dwudziestych. Był więc stary, nawet bardzo stary, ale jednocześnie bardzo zadbany.
Obecnie widać było tylko przyprószoną śniegiem tablicę, spory, acz płytki dół wypełniony wspomnianym już puchem i piachem (bo kopacze nie zdołali przebić się przez zmarzniętą ziemię, niestety). Obok był całkiem duży kopczyk ziemi, a podłużny kształt leżący na wyciągnięcie ręki był jedną z łopat, pozostawionych przez zmęczonych ludzi. Jednak tym, co najbardziej przykuło uwagę Eleny, był napis na ciemnej, niemalże czarnej tablicy. Mały, schludny i piaskowany oznajmiał datę urodzenia i śmierci, a także imię pozbawione nazwiska (a raczej z nazwiskiem, ale ograniczonym do pierwszej litery) oraz uroczy i zarazem tajemniczy dopisek.
BORN IN THE WINTER OF 1899, DIED IN THE FALL OF 1929. ELIZABETH P., MY LOVE FOR YOU IS ETERNAL, PAUL E.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#6
Halloween było komercyjne, ale chyba faktycznie będzie się dobrze nadawać z racji swojej otoczki. To święto to coś zdecydowanie więcej niż dzieci biegające za cukierkami od domu do domu i robiące psikusy. Akurat na tą stronę Halloween to Elenie chciało się po prostu rzygać. Jak ludzie potrafią wszystko obecnie spłycić. Albo świat naprawdę zdziecinniał. A może w ogóle zrobić święto zakochanych w mrocznym wydaniu dwa razy to roku? Tak po prostu by zaznaczyć swoją odmienność? Kolejna kwestia do przemyślenia w wolnym czasie. I swoją drogą żywy trup to takie brzydkie określenie. Wszyscy artyści dążą do nieśmiertelności prawda? Niektórym udało się zapisać na taśmach filmowych, które będzie można oglądać przez następne sto lat albo dłużej. Jej udało się zyskać prawdziwą nieśmiertelność by tworzyć. Czuła, że ma jeszcze wiele dzieł do stworzenia przed sobą.
Teraz Elena przyglądała się nagrobkowi, który był stary, ale bardzo ładnie utrzymany. Po tylu latach, ktoś musi wciąż pamiętać. Przez głowę przeszło jej teraz kilka pytań. Czy była to rodzina? A może inny...Spokrewniony? Ktoś kto pamięta tą osobę jako żywą? Dziewczyna umarła młodo. I dlaczego w ogóle chcieli wykopać jej trumnę? Nawet jeżeli została zamordowana to sprawca już nie żyje, albo jest w bardzo podeszłym wieku. Ciekawa sprawa. Kim byłaś Elizabeth? I Paul....jak bardzo dosłownie traktowałeś bądź wciąć traktujesz 'wieczną miłość'?
Robotnicy zostawili nawet łopaty co znaczy, że planują kontynuować swoje działania następnego ranka. Horthy rozejrzała się uważnie na wszystkie strony chcąc być pewna, że nikt się nie zbliża bądź nie czai w cieniu po czym delikatnie odgarnęła śnieg z tabliczki i z miejsca nad nią w poszukiwaniu jakichś innych informacji, jak miejsce urodzenia, a może nawet jakieś zdjęcie lub portret przedstawiające twarz zmarłej.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#7
Rozkopany grób - oficjalnie, legalnie, z szacunkiem dla pochowanej w nim osoby - skrywał sporo tajemnic. Kim była Elizabeth? Dlaczego i jak umarła? Co łączyło tę młodą przecież dziewczynę i Paula, który wyrył w kamieniu słowa wiecznej miłości? Czemu teraz, po tylu latach, zdecydowano się na rozkopanie zimnej, twardej gleby? Te i wiele, wiele innych pytań nie bez powodu zaprzątało głowę Eleny. Wampirzyca podeszła bliżej, ostrożnie i powoli, bo upadek nawet do płytkiego grobu nie był niczym przyjemnym.
Delikatnym ruchem ręki starła nadmiar śniegu, chcąc poznać więcej informacji na temat leżącej tuż obok nieboszczki.
Niestety, Horthy nie dostrzegła tutaj nic więcej oprócz jakiejś łacińskiej sentencji ("Mors nos non distinguit.", cokolwiek to znaczy) i medalionu z podobizną zmarłej. Ten nieduży, owalny obrazek był wypłowiały z powodu długoletniego działania wiatru, deszczu i słońca, ale przede wszystkim był pęknięty. Ktoś umyślnie musiał w niego stuknąć młoteczkiem, kamieniem czy czymś równie twardym i wytrzymałym, tak, by nie sposób było spojrzeć w twarz pochowanej tu osobie. Co więcej, patrząc na poszczególne szczeliny i pęknięcia, widać po prostu było, że nie zrobił tego jakiś chuligan w ciągu ostatnich kilku lat, tylko znacznie, znacznie dawniej.
A skoro o chuliganach mowa, to Elena słyszała dobiegające gdzieś z oddali ciche, piskliwe śmiechy i chrzęst śniegu pod butami. Ktoś szedł w jej stronę i z pewnością nie byli to robotnicy; choć byli gruboskórnymi, prostymi ludźmi, to mieli szacunek do zmarłych i nie śmieli się, ani nie hałasowali. To musiał być ktoś młody, który zadał sobie trud wyjścia w zimną, śnieżną noc. No, szli może nie dokładnie w stronę wampirzycy, ale przynajmniej dwie, może i trzy osoby szły w kierunku alejki, gdzie mieścił się rozkopany grób tajemniczej Elizabeth P.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#8
Tak właśnie te i wiele innych pytań przewijało się teraz przez głowę Eleny. Sprawa z pozoru mało ważna, jak rozkopany grób obcej osoby wydał się Horthy bardzo ciekawy. Zapewne przez wiek i to co było na nim wyryte. Wampirzyca starał się byrdz bardzo ostrożna, żeby nie wpaść do groby ani nie nadepnąć na łopatę i się poślizgnąć bądź narobić niepotrzebnie hałasu.
Kiedy jej oczom ukazała się łacińska sentencja Elena westchnęła lekko choć nie musiała. Może powinna nauczyć się tego starego języka pewnego dnia? Teraz jednak zrobiła co mogła i wyciągnęła kredkę do oczu i dziesięciodolarowy banknot z portfela i starała się na tyle na ile to możliwe przepisać na nim ów sentencje. Zdjęcie osoby tu pochowanej, mimo, że było na swoim miejscu to jednak było dużym rozczarowaniem. Ciekawe kto to zrobił? Szczególne, że pęknięcie nie było najnowsze więc ro raczej nie dzieło robotników. Kto więc mógł to uczynić? Paul w przypływie gniewu? Czy jeszcze ktoś zupełnie inny? Tej odpowiedzi nie Elena nie pozna tutaj, jednak dla pewności spisała na banknocie jeszcze imię kobiety i datę urodzenia i śmierci. Z jakiegoś powodu chciałaby się dowiedzieć się więcej o tej kobiecie i tej miłości, może nawet zakazanej, nawet sprzed czasów samej Eleny.
Wtedy właśnie usłyszała śmiech i czyjeś kroki. To chyba nie mogłi być robotnicy więc to znaczy, że komuś innemu również cmentarz o tej porze wydał się być ciekawym miejscem na spacer. Elena powoli wycofała się od grobu i starała się stanąć w jakimś mocno zacienionym miejscu, które pozwoliłoby obserwować przybyszy, a jeżeli będzie trzeba to i oddalić się niespodziewanie. Ciekawe tylko czy udało się jej takie miejsce znaleźć.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#9
Sama, na cmentarzu, późno w nocy. Wampirzyca za wiele nie zdziała, a już zwłaszcza nie teraz, gdy ktoś się zbliżał. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, Elena postanowiła zapisać wszystko, co wydawało się jej mieć jakąś wagę. Musiała improwizować, rzecz jasna. Banknot dziesięciodolarowy stał się więc kartką papieru. Kredka do oczu - ołówkiem. Kilka chwil później, gdy spisała wszystko przywiązując szczególną wagę do zapisu łacińskiej sentencji, mogła się bez problemu usunąć w cień.
Nie było to rzeczą skomplikowaną w żadnej mierze. Była przecież ciemna noc. Blask księżyca i gwiazd skutecznie hamowały gęste chmury, z których bez końca sypały się grube płatki śniegu, a słabe, migotliwe światło zniczy nie rozświetlało całego mroku. Wystarczyło, że Horthy odeszła na kilka, może kilkanaście kroków, wycofując się od grobu. Ciemność ją pochłonęła, maskując przed wzrokiem śmiertelnych - bo to byli śmiertelni. Żywi, najwyraźniej wspomagani alkoholem ludzie.
Dwóch chłopaków i jedna dziewczyna, mówiąc ściślej.
Ona szła z tyłu, znacznie wolniejszym krokiem, śmiejąc się sama do siebie gdy przełaziła przez co większe zaspy. Ciężko było określić jej wiek, ale było młoda, mogła mieć ze dwadzieścia lat, na pewno nie więcej. Mniej może nawet. Była też dość szczupła i całkiem elegancko ubrana, w kozakach sięgających kolan i dobrze skrojonym, przylegającym do ciała płaszczu. Nie miała jednak czapki, a gęste, kręcone włosy w kolorze rdzy stopniowo ginęły pod płatkami śniegu. Wydychała jednak ogromnie dużo pary i widać było po prostu, że jest już zmęczona.
Nie można jednak tego było powiedzieć o jej towarzyszach. Pierwszy z nich, wysoki i dobrze zbudowany, prowadził cały pochód. Palił papierosa i niedbale strzepywał popiół na śnieg, niszcząc jego nieskazitelną biel szarością i czernią spalonego tytoniu. Miał proste dżinsy na nogach, z dziurami w okolicach kolan i ud, stopy zaś wieńczyły rozsznurowane martensy. Również nie miał czapki i widać było po jego twarzy, że bardzo tego żałuje. Był bowiem łysy, a skórzana kurtka, zapięta aż po samą brodę, nie dawała mu wystarczającej ochrony przed chłodem.
- To gdzieś tutaj. - drugim chłopakiem i przy okazji jedynym, który się odezwał, był długowłosy, brodaty okularnik, w opasce na głowie chroniącej tylko uszy i czoło. Miał grubą, zimową kurtkę i takież buty, wraz ze spodniami i rękawicami; nie miał też żadnych problemów z marszem przez zaśnieżony cmentarz. Ba, chyba jako jedyny dobrze się tu czuł, bo spoglądał z tęsknotą w niebo, wydmuchując srebrzyste obłoczki pary. Nie musiał patrzeć gdzie stawia stopy. Znał rozkład alejek, wiedział, gdzie są groby. Może był pracownikiem Evergreen Washelli?
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#10
Niestety, w obecnej chwili nie było możliwe by dowiedzieć się czegoś więcej o tej dziewczynie, a wielkie szkoda bo ta cała, drobna by się mogło wydawać, sprawa naprawdę zaczęła intrygować wampirzycę. Teraz jednak trzeba było oddalić się w cień i to właśnie Elena zrobiła starając się w miarę możliwości wybrać miejsce, które byłoby najmniej oświetlane przez znicze i tam właśnie przystanęła. Ostrożnie i z wielkim namaszczeniem, uważając bardzo by nic się nie rozmazało schowała zaimprowizowany kawałek papieru w postaci dziesięcio dolarowego banknotu do portfela. Za nic w świecie nie chciałaby tego zgubić. Teraz pozostało jedynie przypatrywać się jak miało się okazać śmiertelnikom będącym nieco pod wpływem alkoholu.
Dziewczyna wyglądała na najbardziej zmęczoną choć nie chciała tego po sobie pokazywać. No, ale co to za pomysły by ciągnąć tutaj akurat dziewczynę w środku zimy? W przeciwieństwie do Eleny temperatura robiła na nich wrażenie, a i nie wyglądali na takich którzy po prostu spędzają czas na cmentarzu dla zabawy każdego wieczoru. Musieli mieć jakiś bardziej konkretny cel swojej obecności tutaj.
Co tylko się potwierdziło kiedy jeden z chłopaków zdawał się być dobrze zaznajomiony z rozkładem cmentarza. Wszystko wskazuje też, że kierują się prosto do rozkopanego grobu. Naprawdę, ktoś kto tu pracuje przychodziłby tutaj dla zabawy ze swoimi znajomymi? Niektórzy ludzi naprawdę nie mieli nic ciekawego do roboty. Elenie nie pozstało nic innego jak tylko obserwować z cienia ich dalsze poczynania. W końcu stanie się jasne co konkretnie ci śmiertelnicy planują tutaj zrobić.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#11
Trójka była coraz bliżej. Łysy zaciągnął się raz jeszcze papierosem i bezceremonialnie cisnął niedopałkiem w śnieg, gdzie żar zgasł z cichym sykiem. Rudowłosa dziewczyna westchnęła ciężko, z wielkim trudem omijając kupę śniegu pod którym kryła się górka piachu i ziemi wykopanej z grobu. Brodacz nie miał takiego problemu bo, jako ktoś kto naprawdę znał ten teren, przecisnął się między sąsiednimi grobami i obszedł przeszkodę. A wszystko to miało miejsce tak blisko Horthy.
Nikt jej nie widział. Nie zauważył, ba, chyba nikt nie podejrzewał nawet, że ktoś jeszcze tutaj jest. A przecież obok tej trójki śmiertelników był potwór. Drapieżnik, przyzwyczajony do czajenia się w mroku i obserwowania nieświadomej śmiertelnego niebezpieczeństwa ofiary. Elena poczuła, jak Bestia drży w jej wnętrzu, ale nie domaga się ani posiłku, ani bezsensownej przemocy. Przynajmniej w tej chwili tak jest, ale kto wie, może prędzej niż później to się zmieni...
- No i? - spytała zmęczonym, acz wesołym głosem dziewczyna, otrzepując nadmiar śniegu z płaszcza. - Co chcieliście mi pokazać? Bo wiecie, bo w Urban Nite mają teraz taką fajną promocję i w ogóle. Kupujesz dwa drinki w cenie trzech, a trzeci masz gratis! - zawołała głośno, z szerokim uśmiechem. Brodacz pokręcił głową, najwyraźniej znudzony jej ciągłym gderaniem. Stało się też jasne, że to ona była najbardziej pijana z całego towarzystwa, chociaż to łysy chłopak wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki stalowa piersiówkę.
Odkorkował ją i wypił spory łyk, po czym podał koledze, a brodacz po upiciu wcale nie mniejszej ilości trunku podał ją dalej.
- No i nic. Jesteśmy. Jutro z rana ktoś z Pill Hill wyciągnie trumnę, otworzy i zabierze ciało. Dobrze mówię, Miles? - spytał łysy, a brodacz zwanym Milesem kiwnął głową i podszedł bliżej rozkopanego grobu. Ostrożnie zajrzał do środka, po czym przeniósł wzrok na tablicę. Na odśnieżoną tablicę, trzeba dodać, co wcale go nie ucieszyło. Trochę zaniepokojony zaczął się rozglądać dokoła, próbując znaleźć jakieś inne ślady, cokolwiek świadczącego o tym, że ktoś jeszcze tu był.
- Mhm, nie znam tylko szczegółów. - zaczął cichym, ochrypłym głosem. - Koło szóstej czy siódmej rano przyjedzie ekipa, więc z chłopakami muszę się tu stawić po piątej i przekopać resztę, ale... coś mi tutaj nie pasuje. Zobaczcie. - mówił dalej, po czym wcisnął rękę do kieszeni, grzebiąc w niej przez moment. W końcu wyciągnął zapalniczkę, a po drugiej próbie udało mu się ją odpalić. Drżący, czerwono-pomarańczowy płomyk rozświetlił mrok i spowodował, że Bestia w kryjącej się w mroku Elenie poruszyła się niespokojnie.
- Och! - pisnęła dziewczyna. - Ktoś tu był! - zawołała, wskazując na odśnieżoną tablicę i dodatkowe ślady na śniegu, które dopiero co zaczął przysypywać biały puch. Cała trójka zaczęła się nerwowo rozglądać, próbując znaleźć "kogoś", kto tu był.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#12
Teraz można było już być pewnym, że celem tej wyprawy trójki śmiertelników był ten rozkopany grób. Pozostawało pytanie dlaczego. Czy z jakichś niepojętych powodów szukali po prostu na cmentarzu jakiegokolwiek rozkopanego grouby czy chodziło im po prostu o ten jeden konkretny? Kiedy już się przy nim znaleźli i co ważniejsze zauważyli ślady Eleny, Horthy rozejrzała się szybko pod nogami czy nie ma w okolicy nic co narobiłoby hałasu jak się poruszy i postąpiła kilka kroków wstecz, do miejsca, gdzie miałą nadzieję, że nie dociera ani trochę światła księżyca czy poświaty z zapalonych zniczy, gdzieś do miejsca gdzie albo nie będzie im się chciało zajrzeć, albo cóż będą się po prostu bać. Elena miała też nadzieję, że mróz, śnieg i zmęczenie wykurzy stąd śmiertelników w miarę szybko, zanim jej Bestia zacznie się domagać czegokolwiek. Chociaż patrząc na to, ile alkoholu spożywają, szczególnie dziewczyna można było mieć nadzieję, że pójdą gdzieś dalej w poszukiwaniu zabawy, co zresztą potwierdzały słowa rudowłosej dziewczyny. Nie mieli tutaj chyba nic ciekawego do roboty prawda? Chyba, że za chwilę okaże się inaczej. Mężczyzna znający rozkład cmentarza najwyraźnie również miał dobre pojęcie o całej procedurze. Ciekawe dlaczego ktoś z Pill Hill miałby zabierać ciało? I to zwłoki leżące tutaj od dawna? Kolejnym drobnym elementem tej układanki zdawało się być Pill Hill, jak i co bardzo możliwe, wiedza jednego z mężczyzn. Na to ostatnie jednak nie mogła liczyć. Elena mogła mieć tylko nadzieję, że odejście bardziej w cień uspokoi Bestię i jej reakcje na widok ognia. Po słowach dziewczyny Elena zaczęła spoglądać na swoje i to jak bardzo przykrył je śnieżny puch. Czy nieznajomi udadzą się w dobrym kierunku czy sobie odpuszczą?
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#13
Cofnęła się. Cóż innego mogła zrobić? Śmiertelnicy byli tylko głupim bydłem. Sama obecność Eleny wyraźnie ich stresowała, chociaż nie mieli przecież pojęcia, że to właśnie ona odpowiada za ślady w świeżym, miękkim i sypkim puchu. Brodacz, jako najbardziej obeznany z cmentarzem i zasadami tu panujący, postąpił do przodu. Mrużył oczy, starając się dojrzeć jakąkolwiek sylwetkę w mroku, ale nie miał zbyt wiele szczęścia. Było ciemno, za ciemno, by móc cokolwiek zobaczyć.
Poświata zniczy oraz płomyk zapalniczki były zbyt słabe.
- Kto tu jest? - zawołał odważnym głosem. - Przebywanie na cmentarzu po zmierzchu jest niezgodne z prawem! Grozi za to odpowiedzialność karna! - podniósł ramię z zapalniczką, próbując oświetlić więcej terenu. Nic z tego nie wyszło, oczywiście. Płomień zamigotał i zgasł, w nagłym podmuchu wiatru. Słowa brodacza wzbudziły jednak tylko rozbawienie rudowłosej dziewczyny. Parsknęła śmiechem, strzepnęła nadmiar śniegu i ostrożnie zrobił krok w stronę brodatego kolegi.
-My też łamiemy prawo? - spytała kpiącym głosem. Schyliła się i zgarnęła resztkę śniegu z tablicy Elizabeth P., ale nie ukazała w ten sposób żadnych dodatkowych informacji, nic. Przez moment ugniatała śnieg w dłoniach, tworząc z niego małą śnieżkę, po czym cisnęła ją gdzieś w mrok. Nie słysząc jednak żadnego brzdęku ani trzasku, sapnęła zawiedziona. Była naprawdę pijana, cud, że nie przewróciła się do tej pory, ani że nie zrobiła czegoś naprawdę głupiego. Brodacz, Miles, ponownie pstryknął zapalniczką. Rozedrgany płomień na nowo rozjarzył się w ciemności.
- Nie robimy nic złego, Miles tu pracuje. - wtrącił się łysy. - Ej, kurwiszonie, pokaż mordę! - zawołał wulgarnie, podnosząc głos. Rudzielec znowu zaczęła się śmiać, tym razem z chamskiego i bardzo wyzywającego zawołania łysego chłopaka. Więcej nawet, zgarnęła kolejną porcję śniegu i zaczęła formować następną śnieżkę. Łysy nie miał jednak ochoty na takie coś i po prostu wyminął brodacza, zbliżając się niebezpiecznie do Horthy.
- Wiemy, że tu jesteś! Pokaż się, to nie wezwę policji ani ochrony cmentarza! - Miles kontynuował, nie zważając na słowa reszty. Nikt póki co nie widział wampirzycy; było ciemno, zimno, a sama zainteresowana rozmyślnie i ostrożnie zwiększała dystans, dzięki czemu była zawsze o krok przed śmiertelnymi. Pytanie brzmi jednak, ile ta zabawa w kotka i myszkę może potrwać?
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#14
Elena niezbyt dużo robiłą sobie ze słów śmiertelników, nmie odpowiadała ani nie reagowała na nie. Niezbyt podobała się jej perspektywa napotkania mężczyzny z zapalniczką, nie jako źródłem światła, ale jak potencjalnej broni. Prawdopodobieństwo może było małe, ale zawsze jakieś, a tego najlepiej było unikać jeśli to możliwe.
Było już pewne, że dziewczyna jest najbardziej pijana i stanowi najmniejsze chyba zagrożenie. Przez głowę Eleny przemknęła zabawna myśl, że może powinna jej wręczyć wejściówkę do swojego klubu, żeby oni sobie stąd poszli. Śnieżka poleciała w pewnej odległości od niej, jednak Elena nie chciałaby, żeby kolejna trafiła w nią i przez to możliwe, że wydała swoją obecną pozycję. Oh i tak tego 'kurwiszona' najchętnie dosłownie oderwałaby mężczyźnie głowę, jednak niestety moment nie był teraz sprzyjający.
Nie przejęła się ich groźbami, jednak patrząc na to jak niebezpiecznie blisko się zbliżają zaczeła mocniej się wycofywac, rozglądając się również za potencjalną drogą ucieczki z cmentarza, taką by nie przyciągać ich uwagi. Jeżeli takową znalazłą zaczeł się poruszać w tamtym kierunku wuażnie rozglądając się zarówno na gałęzie drzew jak i pod swoje nogo by nie przyciągnąć uwagi.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#15
Bestia znów drgnęła.
Widok ognia, nawet tak niewielkiego i delikatnego jak płomyk wydobywający się ze zwyczajnej zapalniczki, działał na tę mroczniejszą stronę wampirzycy drażniąco. Póki co jednak nie działo się nic złego, nic, co mogło by sprowokować którąś ze stron do bezpośredniej konfrontacji. Nieumarła kryła się w mroku, tuż poza zasięgiem wzroku żywych, bezpiecznie owinięta cieniem. Śmiertelnicy zaś, choć wyraźnie wyczuwali czyjąś obecność, jakoś nie kwapili się by ruszyć dalej i sprawdzić kto też kryje przed ich oczyma.
W końcu jednak dali sobie spokój. Pogoda - coś na co Elena nie musiała zwracać zbytniej uwagi - była wyjątkowo męcząca dla żywych. Dziewczyna znów się zaśmiała; tym razem miotała śnieżkami do rozkopanego grobu. Ciche i głuche łupnięcia śniegu o śnieg sprawiały jej niemalże dziecięcą radość. Łysy, najbardziej agresywny i wulgarny z całej paczki, uniósł wysokie dłonie ku góry i zaczął wymachiwać środkowymi palcami w obelżywym geście. Brodaty Miles również się poddał. Potrząsnął zrezygnowany głową i wrócił do grobu Elizabeth P.
- Dobra, mniejsza. - mruknął, wyraźnie zirytowany. - Nikt nie wie, kto tu leży. Miejsce jest opłacone i tak dalej, więc komuś chyba ciągle zależy, ale nie to jest ważne. Spójrzcie na datę śmierci. - podszedł bliżej. Przysunął dłoń z zapalniczką do odśnieżonej tablicy, chociaż widać było już cienką warstwę śniegu pokrywającą marmur. Drżący płomień oświetlił dwudziesty dziewiąty rok.
- Prohibicja! Założę się, że w środku jest przynajmniej jedna flaszka jakiegoś dobrego łyskacza. - oznajmił z dumą. Rudowłosa dziewczyna wybuchła głośnym, piskliwym śmiechem słysząc jego słowa i zachwiała się, tańcząc przez chwilę na krawędzi grobu. Cudem udało się jej opanować i złapać równowagę; mimo alkoholowego upojenia cofnęła się o krok. Perspektywa wylądowania w grobie nie była miła, niezależnie od stanu w jakim się było. Jedynie łysy był sceptyczny i co jakiś czas łypał ślepiami dokoła.
Czyżby ta trója chciała otworzyć trumnę?
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#16
Elena robiła co mogła by zapanować nad Bestią, sytuacja nie była jeszcze dramatyczna, choć w każdej chwili mogła się właśnie taka stać. Powtarzała sobie w duchu, że ogień z zapalniczki jest mały, z daleka od niej i niby z jakiego powodu, śmiertelnik trzymający zapalniczkę miałby zaatakować akurat nią Elenę już na wejściu, a nie na przykład pięścią, do której była lepiej przygotowana aby się bronić. Trzeba jednak na poważnie zacząć myśleć o sposobie w jaki możnaby się stąd wydostać robiąc najmniejsze możliwe poruszenie. Elena nie kwapiła się również do tego, żeby ktoś ją zauważył. Dobrze, że śmiertelnicy niezbyt kwapili do rozszerzania swoich poszukiwań, możliwe, że ze względu na temperaturę na zewnątrz, która nie robiła na wampirzycy wrażenia.
Kiedy usłyszała słowa mężczyzny, Elena zainteresowała się jeszcze bardziej. 'Komuś ciągle zależy?' To się robiło naprawdę coraz ciekawsze. Dlaczego akurat teraz komuś zależało na rozkopaniu tego grobu?
Elena uśmiechnęła się nieco w duchu, włysząc o dobrej whisky. To chyba jedna z rzeczy, której jej najbardziej brakuje w tym nieżyciu. No cóż nie można mieć wszystkiego. Ma się wieczną urodę, ale za to bez whisky.
Teraz trzeba było przeczekać i zobaczyć czy faktycznie ta trójka chce otworzyć trumnę. I czy znajdą tam coś ciekawego, poza oczywistą zawartością. Elena miała nadzieję, że do tej pory jej ślady w śniegu zostaną zasypane na dobre.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#17
Bestia zawsze towarzyszyła Spokrewnionym. Jedni uparcie z nią walczyli, inni rozpaczliwie starali się ignorować jej obecność, nieliczni zaś w całości się jej oddawali. Elena, ze swą mroczną naturą nie miała większych trudności by zdusić marudzenie tej "gorszej" części swej plugawej duszy. Spora w tym była zasługa brodacza, który ustawił się tak, że zasłonił swym ciałem płomień zapalniczki. Czego oczy nie widzą, tego serce nie czuje. Proste.
- Albo czyjeś gnijące resztki. - burknął łysy, chuchając w dłonie. - Nie masz pewności. Kurwa, równie dobrze trumna może być pusta! Jill ma rację, możemy iść do Urban i tam się najebać i zjarać. - zaczął tracić cierpliwość. Agresja i złość wzięły nad nim górę; jedyna sensowna rzecz, jakiej się od niego Elena dowiedziała, była imieniem rudej dziewczyny. Jill znowu strzepnęła nadmiar śniegu i ostrożnie się wychyliła do przodu, zaglądając do grobu. Tym razem się nie zachwiała.
- Stary trup? Fuj! To obrzydliwe. Otwórzmy! - zawołała wesoło, w pijackiej fascynacji, pod wpływem alkoholowego impulsu. Miles i łysy, którego imienia jeszcze Horthy nie poznała, spojrzeli po sobie. Rudzielec mruknęła coś, czego Elena nie słyszała i sama sięgnęła po łopatę, po czym powoli, ostrożnie rozpoczęła mozolny proces wchodzenia do dołu. Zamachnęła się łopatą, ale widać było, że nigdy nie pracowała fizycznie; nie miała pojęcia, jak posługiwać się łopatą w sposób efektywny. Bo efektowne machanie i przerzucanie śniegu z miejsca na miejsce jakoś tak... nie ma sensu.
- Dobra, weź przestań. Wyłaź, za dużo wypiłaś, odpierdala ci już. - warknął łysy, zeskakując do dziury. Z chwilą, gdy opadł na dno, rozległ się donośny trzask, gdy pękły deski trumny. Moment później dało się słyszeć przeraźliwy pisk dziewczyny oraz głośne przekleństwo brodacza. A Elena stała dalej z boku, obserwując, przyglądając się, słuchając... czekając.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#18
Bardzo miło ze strony brodacza, że stanął w ten właśnie sposób. Płomień, nawet nikły nie był przyjemną rzeczą. Elena nie ignorowała Bestii. Jak się coś ignoruj to potem to pojawia się w najmniej spodziewanym i potrzebnym momencie, a tego lepiej było unikać. Horthy również nie oddawała się jej całkowicie. Była artyską i nie miałą zamairu stacs ię bezrozumnym zwierzęciem.
Udało się Elenie poznać imię pijanej dziewczyny, jednak jej głupie i zapewne brawurowe zachowanie w świecie śmiertelników kazało Eleni po prostu wywrócić oczami. Czego to niektózy nie zrobią, szczególnie po pijaku by pokazac jacy to są odwazni i super, zwłaszcza w grupie. Ciekawe czy Jill wybrałaby się na samotny spacer po cmentarzu z Eleną, nawe przy pełni księżyca. Wydawało się to być raczej wątpliwe.
Niezdarne wysiłki by odkopać turmnę były naprwdę żałosne, jednak Elena postapiła teraz krok do przodu oczywiście bardzo ostrożnie rozglądając się pod nogi i spoglądając na gałężie drzew w pobliżu tak by żadnej nie poruszyć. chcąc widzieć co mniej więcej dzieje się wewnątrz grobu. Potem łysy mężczyzna wskoczył do grobu i stało się to co zludzkiej perspektywy najgorsze, trumna pękła, zapewne stali teraz nogami w środku. Może uda się dowiedzieć coś więcej. Czy na pewno tam są zwłoki? A jeżeli tak czy tak stare na jakie wskazywałaby data na nagrobku? Jej subkultura była zafascynowana śmiercią więc i Elenę ta cała sprawa zaciekawiła jeszcze bardziej, skoro już zaszli tak daleko, może będzie można dowiedzieć się więcej.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#19
Horthy mogła podejść bliżej. Po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu nie musiała się już cofać; mogła iść teraz przed siebie. Nie za daleko, rzecz jasna, ale parę kroków po sypkim, miękkim śniegu była w stanie zrobić. Nie było to w żaden sposób ryzykowne, nie teraz, gdy trójka śmiertelników - pijanych śmiertelników, trzeba nadmienić - była skupiona na grobie i rozwalonej trumnie. Stare drewno, pod ciężarem nie jednej, a dwóch osób, zwyczajnie się poddało. Pękło, przykuwając pełną uwagę Jill i jej dwóch kolegów. Nikt nie zwracał uwagi na to, co się czaiło w mroku, tuż obok.
Nikt.
- O kurwa... ja pierdzielę! Aż się spociłam, haha! - panika dziewczyny nie trwała długo. Jill, będąc pod wpływem alkoholu, zmieniała swój humor i nastrój co kilka chwil. Jej krzyk i wrzask zniknęły, ustępując miejsca rozbawieniu. Rudowłosa pijaczka zaczęła się po prostu śmieć, wspierając się na łopacie. Łysy, wulgarny i agresywny chłopak, zdusił na ustach kolejne już przekleństwo w, zdawać się mogło, niekończącym ich ciągu. Dopiero po chwili zaczął komicznie podskakiwać i szarpać się; dla Eleny było oczywistym, że przynajmniej jedna z jego nóg przebiła drewno trumny i wylądowała w środku.
- Stul kurwa mordę! Miles, chuju, czemuś nie gadał że to gówno może się rozjebać! - wrzeszczał łysy i, na ile Elena mogła stwierdzić, zdołał w końcu wyszarpać nogę. Rudzielec przestała się śmiać i zamiast dalszego śmiechu po prosty wyciągnęła oba środkowe palce w stronę kolegi. Brodaty Miles nie ruszył się z miejsca. Stał nad brzegiem rozkopanego grobu i patrzył przed siebie, zbyt zszokowany, by mówić co innego niż wulgarny bełkot.
- A czemu tu nic nie ma? - odezwała się nagle Jill. Zniknęła wampirzycy z oczu, musiała więc kucnąć. Przekleństwa oraz krzyk zniknęły. Teraz wszyscy wpadli w naprawdę głęboką konsternację... okazało się bowiem, że trumna była pusta. Łysy raz jeszcze rzucił siarczystym przekleństwem, brodacz załkał cicho (bo najpewniej straci teraz pracę), a rudzielec chyba próbowała oderwać resztę wieka trumny, sądząc po jej stękaniu i skrzypienie starego drewna.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park

#20
Ci śmiertelnicy byli naprawdę głupi, jak zresztą wszyscy pijani śmiertelnicy. Elena z jednej strony tęskniła za whisky, ale mając przed oczami takie właśnie obrazy, była wdzięczna, że nawet jakby bardzo chciała to jej organizm tego nie przyjmie. Przynajmniej nie zrobi z siebie kompletnej idiotki, albo co gorsza nie wpakuje się w sytuację, która może zagrażać ich życiu. W sumie to obecna sytuacja zagrażała życiu tej trójce bardziej niż oni mogliby przypuszczać. No, ale jak to mówią, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
O ile Elena się orientowała tak przygoda, która spotkałą łysego śmiertelnikom kojarzy się strasznie, wręcz przerażająco. Było to dosyć zabawne, zważywszy na fakt, że to nie tych martwych, którzy leżą w trumnie sztywno przez 24 gopdziny na dobę należałoby się obawiać.
Elena przekrzywiła głowę z zainteresowaniem dopiero kiedy usłyszała komentarz Jill. Pusty grób. Ciekawe. Czy ktoś ukradł ciało? Albo może jego właścicielka była zdecydowanie mniej nieruchoma niż to się wszystkim wydawało. Może śmiertelnicy w końcu zrobią coś pożytecznego pomyślała Elena, kiedy Jill zabrała się za rozbieranie trumny dalej. Zapewne da się z tego wyciągnąć więcej informacji. A potem? Potem wypadało by ich przylpać na gorącym uczynku. Lepiej, żeby nie mieli zbyt dużego czasu do namysłu stojąc nad trumną.
Elena przyglądała się ich poczynaniom, jeżeli kontyuowali rozbiórkę trumny w skuteczny sposób, to zaćzeła się zastanawiać nad najlepszym momentem by wyjść z cienia, nie wychodziła jednak jeszcze. Jeżeli nie to w dalszym ciągu spokojnie stała.
KARTA POSTACI: Elena Horthy
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski
Opis Postaci | 
?

Re: 11111 Aurora Ave N, Evergreen Washelli Memory Park 02,15,1999

#21
Elena dalej obserwowała wszystko w milczeniu. Nie brała aktywnego udziału w farsie, jaka się rozgrywała na cmentarzu; nie musiała. Wystarczyła, że w pełni oddała się roli drapieżnika - czekała na dogodny moment, by uderzyć, by ujawnić swą obecność. Jill, MIles i ich łysy, nieznany z imienia towarzysz stali już w dole. Cała trójka powoli i ostrożnie do niego zeszła, częściowo znikając nieumarłej z widzenia. Horthy ciągle ich jednak słyszała, podobnie jak odgłosy wyłamywanych, starych desek, męskie, siarczyste przekleństwa oraz kobiecy jęk (i śmiech).
Oni dosłownie rozwalali trumnę, chcąc dojrzeć to, co się w niej kryło.
A raczej to, czego w niej nie było. Bo wszyscy - z samą wampirzyca na czele - zdawali sobie sprawę, że ta sosnowa skrzynka była pusta. Rodziło to kolejne pytania, ale też podsuwało potencjalne odpowiedzi. Na szczęście dla śmiertelników, możliwość ingerencji sił nadprzyrodzonych w postaci wampirów właśnie była wykluczona. Brodacz zaczynał panikować coraz bardziej i z każdym kolejnym słowem wysnuwał coraz to tragiczniejsze wnioski; ruda dziewczyna była po prostu rozbawiona całą sytuacją, a łysy, agresywny jegomość był po prostu wkurzony.
- Wypierdolą mnie na zbity pysk... - lamentował Miles. - Przeprowadzą śledztwo, dowiedzą się, że tu byłem i mnie wyleją... oskarżą o kradzież zwłok... coś takiego w papierach niszczy kurwa całe życie... wy wiecie, co w pierdlu robią z takimi ludźmi? Nie da się im wytłumaczyć, od razu powiedzą, że rucham trupy! - zaczął krzyczeć, co wywołało tylko skrajne reakcje u jego bliskich. Dziewczyna zaczęła się głośno śmiać, łysy zaczął przeklinać jeszcze bardziej.
- Haha! Śmieszny jesteś. Powiesz, że jak przyszedłeś rano do roboty to zobaczyłeś to wszystko i tyle! - próbowała go uspokoić, co niezbyt jej wychodziło. Co innego w przypadku wulgarnego, krzykliwego łysola; on po prosty wyrywał kolejne deski, uderzał łopatą i po kilku chwilach zdołał dotrzeć do dna trumny. Ostatecznie, zmęczony i wkurzony, wyrzucił łopatę z dołu.
- Ja pieprzę. - sapnął.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „Bitter Lake”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość