7402 Keen Way N, Gardner Home

#1
  Parę minut od brzegu jeziora znajduje się stary, niszczejący dom ze spadzistym dachem, będący czymś w rodzaju domku wypoczynkowego albo po prostu miejsca, gdzie można w spokoju odpocząć, z dala od miejskiego zgiełku i tłumu, chociaż tak na dobrą sprawę jest to centrum miasta. Seattle jednakże posiada tyle zieleni, tyle drzew, że nawet w samym jego sercu można znaleźć odosobnione, ciche i pachnące żywicą sanktuarium, gdzie ryk klaksonów oraz smród spalin i hałas wielkiego miasta nie będzie przeszkadzał.

Problem w tym, że nic nie wskazuje na to, by właściciel tego domku odwiedzał go w ciągu ostatnich miesięcy.

Niska, zwalista konstrukcja ze stromym dachem i niewielkim poddaszem jest wykonana z drewna i murowanej podbudowy, chociaż materiały te nie są pierwszej jakości. Ciemne drewno jest pełne sęków i widać w kilku miejscach początki próchnicy, a czerwonawe cegły są pokruszone tu i tam. Jedno z pustych, zasłoniętych brudnymi szmatami okien może się pochwalić siateczką pęknięć w dolnym rogu, a niski płot otaczający całość trzyma się kupy tylko na słowo honoru. Trawa rośnie tutaj dziko i chyba nigdy nie była przycinana, a najbliższe drzewa rzucają cień na całe domostwo - niektóre gałęzie omiatają spadzisty dach i ściany.

Wnętrze nie prezentuje się zbyt dobrze, ba, wystarczy wspomnieć, że przy mocniejszym pchnięciu stare drzwi same puszczą i ustąpią. Każdy, kto więc przekroczy próg, znajdzie się w wąskim korytarzu prowadzącym przez cały dom aż do tylnego wyjścia, za którym kryje się niewielkie podwórze i dróżka prosto do lasu, jaki porasta brzegi Green Lake.

Na ścianach wiszą ponure obrazy przypominające twórczość Gigera, jest też wizerunek zniszczenia Sodomy i Gomory Martina, a nawet obraz Saturna zjadającego własne dziecko Goi. Pierwszy pokój po lewej stronie to nic innego jak zagracony magazynek, pełen skrzyń i gratów w postaci zardzewiałych wiader, dwóch rowerów, ramy łóżka, upchniętego materaca pod ścianą (z rdzawą plamą na środku) a także jedno, małe dziecięce łóżko i kilka połamanych mebli, przeznaczonych najpewniej do spalenia.

Drugi pokój to jadalnia, z krótkim, mahoniowym stołem przy którym stoją cztery krzesła. W kącie znajduje się wbudowany kredens z zastawą stołową oraz drzwi prowadzące bezpośrednio do niedużej kuchni z małą lodówką, piecem na drewno oraz spiżarnią. Tam znaleźć można kilka starych jak świat puszek z zupami przykrytymi grubą warstwą kurzu i parę butelek czerwonego wina, chociaż pozbawione etykiet. Ostatni pokój to maleńka toaleta, gdzie poza pękniętą umywalką nie ma nic kompletnie wartego uwagi, jednak to właśnie obok toalety znajdują się schody na poddasze, gdzie mieści się jedyny pokój mieszkalny.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to brak łóżka. Jest tylko puste miejsce, które sugeruje, że posłanie oraz materac zostały przeniesione do magazynku na parterze. Drugą rzeczą jest naprawdę imponująca ilość krzyży, różańców, świętych obrazów Matki Boskiej oraz chyba każde możliwe wydanie Starego i Nowego Testamentu, poukładane na podłodze oraz w szafkach. Poza tym jest tutaj jeden wyściełany fotel ustawiony tuż przy oknie skierowanym na jezioro, stolik z radiem oraz lampką i kilka kartonów pełnych notesów i zeszytów, w których ktoś - najpewniej właściciel - spisywał swoje przemyślenia i inne, często makabryczne, opowieści.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#2
Przybył tutaj, wleczony swoją ciekawością. Osłonięty całunem niewidoczności, gotów stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom tylko po to, by mieć wiedzę. Te poszukiwania miały w sobie coś ciekawego, coś obrzydliwie wręcz ekscytującego. Randy polował. Tyle tylko, że tym razem nie na ludzi.

Wkroczył do domu, zaskoczony, że drzwi były otwarte. Rozejrzał się po okolicy, obrazom poświęcił dłuższą chwilę. Kontemplował je. Przeczesał dokładnie pomieszczenia, wyraźnie czegoś szukał. Wiedział czego.

W końcu ruszył na piętro i... Stanął jak wryty. Krzyże. Mnóstwo krzyży... OGROM symboli tak znienawidzonych przez niego i jednocześnie tak przerażających.
Stał.

Stał.

Stał.

Zszedł.

-Kurwa.

Zaklął pod nosem. Czemu to zawsze wymagało takiego wysiłku. Nie wlezie tam. Za Chiny ludowe. Ale musi tam wleźć.
Wcale nie musi.
Zacisnął zęby i usiadł na podłodze. Krzyże. Fuj. Siedział tak dobre kilka minut, niewidoczny. Wstał i spinając się ze wszystkich sił ruszył na górę, aby przeszukać piętro. Napięty. Gotów do ucieczki...

Spoiler | 
Randy poświęca punkt SW, aby przezwyciężyć strach przed krzyżami
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#3
Maj w końcu się uśmiechnął do żywych i umarłych; ulewne deszcze stanowiły już przeszłość. Niebo, mimo porywistego wiatru znad zatoki dalej było pokryte gęstymi, ciemnymi chmurami. Nic jednak nie wskazywało na to, by miało zacząć padać. W kanałach - a przecież to kanały były najważniejsze dla Nosferatu - było to szczególnie odczuwalne. Przez studzienki i kratki ściekowe ciągle wpadał śnieg i deszcz i, wreszcie, wszystko ustało. Można było spokojnie przemieszczać się pod miastem i czasami tylko wychodzić na powierzchnię.
Randy jednak miał konkretny powód, by opuścić bezpieczny mrok kanalizacji pod Seattle.
Nie tylko ciekawość wiodła Randy'ego - można jednak powiedzieć, że to właśnie ciekawość była wiodącym impulsem. White czegoś szukał i teraz, gdy wystarczyło tylko sforsować prosty zamek w drzwiach, mógł spokojnie przemyśleć swoje dalsze kroki. Ogromna ilość krzyży oraz świętych obrazków drażniła Bestię czającą się na dnie duszy wampira. Bestia nie chciała tu siedzieć. Nie czuła się dobrze i najchętniej to by puściła z dymem całą tę budę, ale - póki co - to nie ten mroczny byt rządził, tylko Nosferatu.
Walcząc z narastającą niechęcią i odrazą, Randy zmusił całą swoją wolę do ponownego ruszenia na piętro, ale gdy tylko dostrzegł pierwsze krzyże, poczuł nieprzyjemny ucisk gdzieś w piersi. Gdyby żył, z pewnością było by spowodowane szybkim i nerwowym biciem serca. Był jednakże trupem, więc wszystko można było zwalić na Bestię. Niemniej, nieumarły mógł teraz trochę lepiej się przyjrzeć pomieszczeniu bez obawy, że spanikuje i przegra walkę o resztki swego jestestwa i po prostu spieprzy choćby i przez okno.
Wszystko pokrywała gruba warstwa kurzu. Ostateczny dowód, że nikogo tu nie było od bardzo, bardzo długiego czasu. Z jednej strony była to dobra wiadomość, z drugiej mogło to oznaczać, że ktoś może się tutaj pojawić w każdej praktycznie chwili. Przy stoliku, w pobliżu okna wychodzącego na oświetlone latarniami jezioro, stały trzy małe kartony i dwa duże, pełne notesów i zeszytów o różnej grubości, zarówno w miękkiej, jak i twardej oprawie.
Gdzieś niedaleko rozległ się klakson samochodu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#4
Dźwięk klaksonu niemal wydarł martwe serce White'a z klatki piersiowej. Był nerwowy przy krzyżach. Bardzo. Skupił się na swoim zadaniu.
White, ocenił piętro okiem architekta. Szukał ukrytych przejść lub schowków, pochowanych w ścianach lub w podłodze. Jeśli nic nie znalazł, zaczął przeglądać notesy, może w nich znajdzie się jakaś wskazówka na temat celu poszukiwań? A może sam cel poszukiwań?
Jednocześnie nasłuchiwał, czy ktoś tutaj nie wchodzi.
Jeśli jego poszukiwania spełzły na niczym, wyjrzał w przez okno. Szukał spojrzeniem z tej wysokości jakiś ziemianek albo czegoś w tym stylu.
Przeszukał też dolne kondygnacje w celu poszukiwań poukrywanych schowków/przejść/zapadni/włazów.

Gdyby ktoś wtargnął do tego domu - przygląda się poczynaniom intruza/intruzów.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#5
Patrząc jako architekt, to cały ten budynek należało spalić. Zrównać z ziemią, a zgliszcza posypać solą. Powtórka z Kartaginy była tutaj najlepszym rozwiązaniem. Dom nie spełniał norm i był zaniedbany, to widać było już po kilku chwilach, ale jednocześnie to właśnie to wszystko wskazywało na powiązania ze światem nieumarłych, z mrokiem istniejącym tuż obok ludzi. To był dom wampira. Toreadora, o którym z taką czułością wspominała Primogen. I, jak przystało na Toreadora, próżno było tutaj szukać dodatkowych przejść, ukrytych drzwi i włazów skrywających cholera jedna wie co, podobnie jak tajemnych schowków (nie licząc paru obluzowanych desek pod stolikiem, gdzie kryły się dodatkowe notesy i zeszyty, oczywiście).
To nie było schronienie Nosferatu, doskonale rozplanowane i zabezpieczone na wszelkie możliwe sposoby, tylko domek Toreadora, Degenerata, który cenił sobie wygodę przede wszystkim. Bo, jakby nie patrzeć, to widok na jezioro był naprawdę piękny, a trawiaste zbocza i brzegi, pokryte w wielu miejscach drzewami, ciągle lśniły od niedawno padającego deszczu. Cudowne miejsce, w środku zatłoczonego, wielkiego miasta. Miejsce, gdzie można było odpocząć. Miejsce, gdzie znajdowały się dziesiątki, setki stron. Informacje ukryte dosłownie na widoku.
Pierwsze notesy, jakie Randy wziął do swoich obrzydliwych łap, były zapisane bardzo starannym, eleganckim i lekko pochyłym pismem.
Angielski nie był jednak wyszukany, ot, słowa były tam proste i sensowne, wystarczająco do notatek i zapisków - bo to właśnie było na tych stronach. HG, czyli Hugh Gardner, zapisywał na papierze swoje wspomnienia i przeżycia; swoją historię. Pierwsze dotyczyły pobytu w Afryce w drugiej połowie dziewiętnastego wieku; potem autor przeniósł się na Bliski Wschód i wędrował szlakiem apostołów, by powrócić do Europy tuż przed wybuchem pierwszej wojny. Notatki, choć zapisane starannie, były dość chaotyczne i nieskładne.
Pełno było skrótów, dziwacznych oznaczeń i dat, często niewyjaśnionych. Bez dokładnego wczytywania się ciężko byłoby cokolwiek z tego zrozumieć poza samymi oczywistościami i inicjałami naprawdę wielu osób, być może żywych i umarłych. Wszystko wskazywało jednak, że były to zapiski chronologiczne - a Toreador był znany z tego, że zniszczony został w sędziwym nawet jak na wampira wieku... kto wie, co będzie zapisane w innych zeszytach? Od połowy dziewiętnastego wieku do drugiej dekady wieku dwudziestego to kilka woluminów.
Znowu klakson, tym razem bliżej. White słyszał warkot zbliżającego się silnika; ktoś chyba zamierzał odwiedzić ten budynek.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#6
Randy przeglądał wspomnienia Toreadora z niemałym zainteresowaniem. To były przecież informacje, z których Nosferatu mógł się dowiedzieć o wielu rzeczach. Będzie musiał to zabrać ze sobą, do schronienia. Nadjeżdżające auto mogło pomóc mu w zabraniu tego wszystkiego. White uśmiechnął się tylko nieznacznie, a jego okropne oblicze wyglądało, jakby dostał kolczastą łopatą w ten okropny pychol.
Zastanawiało go tylko, czemu ktoś trąbi. Czyżby wiedzieli, że Nosferatu tu jest? Albo klakson miał odgonić bezdomnych? Wampir skrył się i spoglądał przez okno, wypatrując świateł samochodu.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#7
Silnik zaryczał głośniej. Nosferatu słyszał aż za dobrze, jak samochód parkuje w bezpośrednim sąsiedztwie budynku; klakson jeszcze parę razy dawał o sobie znać, aż w końcu ucichł całkowicie. Moment później ucichł także i sam silnik, natomiast przez nocne, ciepłe majowe powietrze zaczęły się nieść dość hałaśliwe, ciężkie rytmy pełne trzeszczącego basu. Randy, bezpiecznie skryty przed niepożądanym wzrokiem, widział zaparkowanego mniej więcej w połowie drogi między domem a brzegiem jeziora gruchota.
Bo to był gruchot. Ford przynajmniej kilkunastoletni, z nadkolami zżeranymi przez rdzę, z lusterkami owiniętymi szarą taśmą klejącą, z oponami i kołpakami nijak nie pasującymi do siebie. Gdy otworzyły się drzwi, z pojazdu buchnął dość wulgarny rap i wyszła czwórka młodych ludzi: dwóch czarnoskórych i dwóch białych. Wszyscy mieli workowate spodnie, bluzy z kapturami i cienkie, wiosenne kurtki. Wszyscy też dźwigali cztero- i sześciopaki puszek piwa; jeden z białych narzucił kaptur na głowę i podszedł do bagażnika, z którym męczył się przez kilka dobrych chwil.
W końcu jakąś sportową torbę i łom. Otworzył pierwszą puszkę, wypił trochę i znów sięgnął do bagażnika. Pozostała trójka oparła się o stary samochód i, również pijąc piwo, czekała na kolegę. Co kilka chwil spoglądali w stronę domu, gdzie obecnie ukrywał się nieumarły, oraz na jezioro. Bez wątpienia zamierzali dostać się do budynku. Tylko po co? By móc sobie poimprezować, wypić trochę piwa i poszaleć? Czy może jednak kryło się za tym coś zupełnie innego, coś poważniejszego?
Randy przejrzał tylko małą część zapisków zniszczonego Toreadora. Zebranie wszystko trochę potrwa, do tego przydałby się jakiś worek, plecak albo nawet i zwykła torba...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#8
Randy oblizał wargi. Bestia pragnęła krwi tych młodzieńców. Z drugiej zaś strony White zirytował się, że Toreadorzy nie zabezpieczyli schronienia nieboszczyka. Nawet jeśli jego zapiski zostałyby wzięte za bajki i wymysł literacki, to są na świecie osoby, które by migły temat zbadać, wziąć na poważnie. Chociażby tych czterech młodzieńców.
Nosferatu rozważył kilka opcji.
Nie miał do pomocy swoich ghuli, strzelby zapomniał naprawić. Miał tylko nóż. I Potencję. I Niewidoczność. Ich było czterech, a on sam.
Nie spodziewali się go tutaj. A Maskarada była najważniejsza. Zamknął zamek w drzwiach. Przywołał moc Maski Tysiąca Twarzy. Wyobraził sobie, że jest barczystym, garbatym, osiłkiem, około dwumetrowym, o tępym wyrazie twarzy, która nie należała do zbyt ładnych ale nadal miała ludzkie, akceptowalne, znamiona. Jedno oko było niżej od drugiego, usta lekko rozchylone. Jak się udało, dobył noża i zapalił światło w domu... Jeśli tutaj w ogóle jesscze działała elektryczność.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#9
Randy nie tylko miał nóż i wampirze Dyscypliny. Przede wszystkim był nieśmiertelnym potworem żywiącym się krwią - ryzyko, że banda pijanych wyrostków zrobi mu krzywdę było minimalne. Istniała oczywiście nikła szansa, że przewaga liczebna okaże się miażdżąca, ale cóż, nikt nie mówił, że egzystencja jako wampir była prosta i przyjemna. Nosferatu postanowił więc podejść do sprawy taktycznie, zamieniając swój odrażający, wymizerniały wygląd na równie paskudny, aż znacznie potężniejszy i groźniejszy. Coś jednak poszło nie tak.
White najwyraźniej nie był mistrzem, jeśli chodzi o zmianę swej aparycji. Zamiast stać się groźnym osiłkiem z żądzą mordu w krzywych ślepiach, stał się kimś w rodzaju parodii Szeryfa. Obrzydliwej i z całą pewnością nie pozostawiającej obojętną, ale jednak nie było to idealne odzwierciedlenie zamiarów wampira. W miejscu Randy'ego stał bowiem ktoś niemalże dwumetrowy, ale za to bardzo chudy, o szarawej skórze ciężko chorego człowieka w gorączce, z twarzą porośnięta nierównymi kępkami zarostu, ze ślepiami pełnymi szaleństwa. Efekt może nie będzie taki, jak sobie tego życzył nieumarły, ale z pewnością będzie jakiś.
A elektryczność nie działała.
Korki mogły wystrzelić już dawno, rachunki nie zostały uregulowane, Wadsworth sam zadecydował od odcięciu dopływu prądu, Elizabeth Page i inni Toreadorzy nie chcieli ingerować w miejsce pamięci jednego ze swoich - możliwości jest masa. Nie czas jednak na zastanawianie się co i jak, bo do uszu Randy'ego dotarł syk otwieranej puszki i czyjeś ciężkie kroki. Potem głośne łupnięcie, jeszcze głośniejsze przekleństwo i łoskot upadającego ciała, po którym nastąpił wybuch śmiechu. Włamywacze najwyraźniej próbowali wyważyć drzwi i nie docenili swojej siły.
- ...kurwa! - wrzasnął jeden z nich. Drugi znowu się zaśmiał. Trzeci bełkotał coś niewyraźnie; musiał być najbardziej pijany ze wszystkich. Czwartego nie było widać, musiał więc zostać na zewnątrz, przy samochodzie. I dobrze zrobił, bo nie musiał stać twarzą w twarz z Nosferatu. To znaczy z wysokim i brzydkim chudzielcem. Trójka włamywaczy zamarła widząc kogoś takiego; nikomu nie było już do śmiechu. Padło tylko ciche przekleństwo. Ktoś uniósł niepewnie łom do góry.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#10
Wyglądał jak osilek po czterech latach intensywnej chemioterapii i diecie płynnej. Niech będzie... i tak było za późno.
Chłopaki zaczęły realizoawać swój plan i drzwi stanęły otworem. Schorzałe oblicze osobnika, którym stał się White, skierowało się w ich kierunku. Pochłonięte obłędem oczy zlustrowały fanów rapu, przelotnie tylko zaszczyciły łom swoją ciekawością. Nosferatu szybko musiał zmienić plan.
- A-a-a... Aha. Gooośśście. Dobryyyy wieeeeeczór. Dawno nie mialem, dawnoniemiałem,dawnoniemiałeeeeeem.
Przeciął sobie nożem przedramię i zlizał krew. O kurde, ależ był smaczny.
- Kto. Na. Kolację? Ty? Tyyyyy? Tttty?
Po kolei wskazał na mlodzieńców z osobna schorzałym palcem. Zaczął się powoli do nich zbliżać. Na zmianę się uśmiechał i tobił poważną minę. Był gotów odeprzeć ich atak z pełną brutalnością, używając Potencji. Albo wyjdą stąd z własnej woli, albo spotkają się z dnem jeziora.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#11
Bestia drgnęła, wyraźnie niepocieszona gestem Randy'ego. Dla martwego ciała rozcięte ramię nie stanowiło praktycznie żadnej przeszkody, ba, nie było nawet szczególnie irytujące. Dla Bestii jednakże był to gest bardzo wymowny, prowokujący niemalże do działania. Ten mroczny, niebezpieczny byt czający się na dnie i tak już splugawionej duszy wampira drgnął jeszcze mocniej, gdy White polizał ostrze. Krew działała pobudzająco. Bestia zaczęła drapać pazurami, chcąc wyrwać się na wolność - a im bardziej wyczuwalny był strach i buta pijanych włamywaczy, tym drapanie przybierało na sile.
- Pojebało! - wrzasnął ten z łomem, robiąc krok naprzód. Nie był szczególnie wysoki, a już na pewno nie górował wzrostem nad nieumarłym, skrytym za jedną z Dyscyplin. Był jednak znacznie masywniejszy. Miał szerokie barki, grube przedramiona i takież nogi, można było więc wysnuć wniosek, że grywał w drużynie futbolowej. Ścisnął łom oburącz i wzniósł go nad głowę, ale nie atakował. Chciał przepędzić Randy'ego. Chciał wykorzystać broń wampira przeciwko niemu. Ale jak to mówią, kto strachem wojuje, ten od strachu ginie...
Było już jasne, że to właśnie on stanowił największe - i chyba jedyne - zagrożenie. Bełkoczący pijaczyna chwiał się lekko, ściskając dłoń na puszce z piwem; był niski, chudy i miał problem, by skupić wzrok na czymkolwiek. Ostatni z obecnych w domu włamywaczy czmychnął za plecy kolegi uzbrojonego w nóż i, w desperackim ruchu, wcisnął dłoń do kieszeni kurtki. Zaczął dawać, że ma tam schowany mały pistolet.
- Dajesz cwaniaczku, zrób krok, to ci mordę odstrzelę! - wrzasnął, siląc się na groźny ton. Bał się, przez co ten jego okrzyk zabrzmiał dość komicznie.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „Green Lake”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron