Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#31
Ból i smród.
Tak można określić moment, w którym znajdował się Randy. Kiedy jego klatka piersiowa się załamała i niemal przedziurawiła serce, Randy'ego aż zamroczyło. Nie dał rady nawet wydać z siebie okrzyku bólu. Diabeł pod nim zaczął wierzgać... Instynkt podpowiadał mu teraz, żeby trzymać się go dalej, bo jak się uwolni, to będzie źle. Czuł, że opuściła go część sił, ale nie dawał za wygraną. Ból na wysokości serca wcale tutaj nie pomagał...

Spoiler | 
Nadal stosuję potencję do utrzymania Clive'a
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#32
Cholernik był twardy, to MITS musiał przyznać. Jednak nie oznaczało to że przestanie strzelać. Amunicja którą ze sobą dzisiaj przyniósł była już i tak wliczona na straty, a póki co nie zbliżył się jeszcze blisko do opróżnienia pierwszego magazynka. Przez lata praktyki MITS nauczył się nawet liczyć kule pozostałe w broni, żeby nigdy nie być zaskoczonym nagłym dźwiękiem pustej komory ładowniczej.

Ponownie zmienił miejsce i oddał kolejny strzał w głowę.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#33
Eunika siedząc na miejscu pasażera, kontrolowała sytuację na tylnym siedzeniu, zerkając w boczne lusterko. Widząc, co wyprawia Wariatka, mocniej zacisnęła szczęki. Jakby w opozycji do tej miny stał gest dłonią, delikatne, pieszczotliwe przesunięcie palcami po rączce kija bejsbolowego. Zdecydowała jednak nie reagować na narkotykowe szaleństwo Sierry i wzrokiem powędrowała do Parkera.
- Kto zabił kogo? Eksterminacja robaków jest skuteczniejsza, kiedy wiem co mnie czeka. Oczywiście, o ile masz jakiekolwiek informacje. - Eunika przerwała milczenie, i chociaż zrobiła to bardzo spokojnie, to nadal w samochodzie panowała napięta sytuacja. Nie każdy Ogar był jak potężny i spokojny dog... Na przykład na tylnym siedzeniu siedziała chihuahua,
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#34
Image Image

Image

Potężny Chevrolet sunął przez puste, zaśnieżone ulice Seattle.
- Ktoś z Sabatu. Tzimisce, zakołkowany z pięć lat temu. Jakiś geniusz wyciągnął mu kija z serca i przyczynił się do śmierci wielu ludzi... i jednego z naszych. - odparł ponuro John, dodając gazu i wymijając leniwie sunącą taksówkę. Te charakterystyczne samochody, z kogutem na dachu i wymalowanymi reklamami oraz nazwami firmy na drzwiach były chyba standardowym elementem drogowego krajobrazu niezależnie od pory roku, pogody i godziny. Zawsze i wszędzie można się było natknąć na jakąś taksówkę.
- Zaciukał naszego? Ale chyba go nie zeżarł, co? W sensie... nie przejął go. No, wiecie o co mi chodzi. - Sierra, odrywając się chyba po raz pierwszy, zerkała to na masywną sylwetkę Gangrela ściskającego kierownicą, to na smukłą, bladą dziewczynę. Jak przystało na Malkaviankę, miała nie do końca równo pod sufitem, ale teraz, gdy rozmowa dotyczyła rzeczy tak strasznej, jaką jest diabolizacja, szaleństwo i obłęd typowe dla tego klan zeszły na dalszy plan. Odsunęła nawet od siebie plecak, nie chcąc, by jej umysł skupiał się na więcej niż jednej rzeczy.
Szeryf nacisnął mocno klakson, gdy jakiś bezpański, kudłaty kundel wszedł na jezdnię.
- Wiem tylko, ze Diabeł dorwał Nosferatu. - Parker dodał moment później, gdy zwolnił nieco i wszedł w kolejny zakręt. Światła miasta na moment zniknęły, ukazując głęboką czerń noc, na tle której połyskiwały słabo gwiazdy oraz skryty za gęstymi chmurami księżyc. Szeryf wraz ze swymi ogarami był coraz bliżej celu. Chevrolet mijał właśnie jezioro i, gdy tylko jezdnia stała się szersza i zaspy nie były aż tak głębokie, docisnął pedał gazu tak mocno jak tylko mógł. Silnik zaryczał wściekle, samochodem zarzuciło i wampiry mknęły dalej, do miejsca, gdzie strumieniami lała się krew nieumarłych.
W oddali widać było muzeum. Kawałek dalej stał porzucony Mercedes - rzucał się w oczy nie dlatego, że był zbyt eleganckim, drogim i nowym wozem, tylko dlatego, że był niedbale zaparkowany, tak, jakby ktoś się bardzo spieszył i nie mógł tracić czasu na poprawne parkowanie. Szeryf kiwnął głową, zadowolony, że dotarł już do celu. Zwolnił, zdjął nogę z gazu i zaparkował tuż przy porzuconym samochodzie. Jako pierwszy wysiadł i, wyciągnąwszy telefon komórkowy z kieszeni, wysłał krótką wiadomość tekstową.
Najpewniej posłał Księżnej esemesa, że jest na miejscu.
W środku, w muzeum, walka trwała dalej. Diabeł bezskutecznie próbował się wyrwać trzymającym go Nosferatu i najpewniej wrzeszczał ile tylko miał sił; najbliższa okolica była jednakże skryta pod całunem wiecznej, nieprzeniknionej ciszy, więc nikt nie miał pojęcia, co się dzieje w budynku pełnym figur woskowych. Tzimisce wiedział, w jak tragicznym jest położeniu i podnosił ramiona, szykując się do kolejnego ataku. Z wnętrza skrytych w chitynowym pancerzu dłoni wyłoniły się krótkie, grube ale i bardzo ostre kości, lśniące od jego własnej vitae i cuchnącego smaru. Zamierzał zadźgać Randy'ego; White mimo swych poważnych ran nie odpuszczał i przyciskał Clive'a do podłoża, skutecznie utrudniając mu wszelki ruch.
Mits znowu szykował się do strzału. Kwiatuszek nie przerywał wgryzania się w udo Sabatnika i w końcu jego upór się opłacił. Pancerz zgrzytnął o kły wampira i z niemym trzaskiem ustąpił, ukazując miękkie, mięsiste i bardzo mokre wnętrze cielska - zębiska Kwiatuszka z nadludzką siłą zacisnęły się na ciele potwora i z równie nadludzką szybkością przegryzły się przez wszystko, by ostatecznie zacisnąć się na udowej kości. Jeszcze moment a Clive stracił by nogę, bo Kwiatuszek niemalże odgryzł mu wszystko od uda w dół.
Mits z kolei, gdy zajął już odpowiednią pozycję, wymierzył raz jeszcze w łeb Diabła. Nacisnął na języczek spustu, posyłając kolejny pocisk prosto w jajowatą, pokrytą kościanymi naroślami czaszkę. Mgnienie oka później ze skroni wampira uniosły się potrzaskane kawałeczki czaszki, skóry i mięśni, wraz z fontanną gorącej posoki; wszystko to jednak błyskawicznie zamieniło się w drobny, suchy popiół. Ciężko jednak powiedzieć, kto dokładnie zabił tego potwora. Czy był to Kwiatuszek? Mits? A może Randy, który z takim poświęceniem powalił bydlaka i skrępował mu ruchy?
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#35
Kwiatuszek, który jeszcze przed chwilą wściekle gryzł i szarpał nogę Tzimisca, teraz leżał na ziemi w kupie gorącego popiołu. Skurczybyk był chyba starszy niż sądzili - a może to miało związek z diabolizacją.
- Tho zha Mhajka, skhurfhielu - rzucił, jak już się podniósł. Wyciągnął swoją napęczniałą i wciąż pulsującą rękę w stronę Randy'ego, pomagając mu wstać.
Skinął głową Mitsowi.
- Dhobra robota, panowie - powiedział prosto. Wszyscy wiedzieli, że to była dobra robota i że dokonali czegoś znaczącego. Świat był teraz lepszym miejscem.

Rozejrzał się, teraz już na spokojnie, po otoczeniu. Bestia była zadowolona - dokonał zemsty, udowodnił swoją wyższość, przeżył. Głód krwi dało się zagłuszyć poczuciem spełnienia. Zarówno ciało jak i przedziwną statuę zostawił White'owi, który najbardziej ucierpiał. On w jakiś sposób sobie poradzi, choć jeszcze nigdy nie zużył tak dużo swej mocy w tak krótkim czasie. Cóż, zwykle Niewidoczność była wszystkim, czego mu było potrzeba.

Zaraz trzeba tu będzie posprzątać - sprawdzić, czy na miejscu są kamery, usunąć ślady, zatrzeć swoją obecność. Ale to za chwilę - póki co zasłużyli na moment wytchnienia.
- Idhę na fhajkę - rzucił towarzyszom, wychodząc do części wejściowej. Trochę chciał być sam, przynajmniej gdy jego krew i ciało się uspokajało, trochę chciał odejść od krwi. Powłócząc nogami, pod osłoną Niewidoczności, przeszukał ladę w recepcji i kasę, szukając czegoś do palenia - i faktycznie, ktoś zostawił pół paczki Lucky Strike'ów. Podebrał też zapałki i upewniwszy się, że nie ma w pobliżu czujek dymu i ognia, wsadził peta do swojej ociekającej ropą, wydzielinami, krwią i perfumami mordy, podpalił go i zaciągnął się głęboko. Zamyślił. Wyjął komórkę i zaczął coś pisać.
Czuł się dobrze. Czuł się zwycięzcą. Czuł się mniej-gównem niż zazwyczaj.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#36
Jeden strzał. Błysk. I proch. White teraz siedział na Tzimisce w formie proszku. Wspulnie zdjęli skurczybyka. Nie czuł się jednak za dobrze. Powoli spotęgowana siła i wytrzymałość opadały do pierwotnego poziomu. Przyjął dłoń Kwiatuszka i powoli wstał.
-Dzięki. Tak... Dobra robota.
Wewnątrz nadal czuł niepokój, musiał się pożywić, zregenerować. Nie zważając na nic szybkim krokiem udał się do makabrycznej wystawy jaką zastali i z niej zaczął się pożywiać. Łapczywie, z krwią połykał nawey luźne kawałki mięsa z ciała nieszczęśniczki. Pod nosem mamrotał trudno zrozumiałe przekleństwa, a w oczach tańczył jakiś dziwaczny trans...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#37
- Czyli ma co najmniej dwie ofiary. Dolicz tego idiotę, który go odkołkował. Już pomijam kwestię, że jak ktoś kołkuje, to powinien utylizować swoje śmieci. I jeśli to Tzimisce, to na 150% sobie ofiary zjadł. Sabatnicy to chorzy skurwiele. - Wymruczała tak, by Sierra mogła usłyszeć. Kiedy blada dzierlatka usłyszała, że zadarł z Nosferatu, otworzyła szerzej oczy. - Nosferatu? Uuuu... no to my jedziemy sprzątać. - Jakoś Grimm pozwoliła sobie na jeden z tych szalonych uśmiechów. A to niby Sierra była Malkavem! Eunika miała za to te swoje zagrywki równie szalone co frakcja aktualnie przy władzy. - Widziałeś kiedyś wroga Nosferatu? Nie? Ja też nie. Nigdy cholera nie zdążyłam. - Czy Grimm miała aż tak dobre zdanie o kanalarzach? Trudno powiedzieć, chociaż na ogół trudno było w ogóle nadążyć za sposobem myślenia Euniki. Czasami Grimm zachowywała się po prostu jak chora, by nie użyć wulgarnego określenia.
Gdy zatrzymali się, a ona zobaczyła samochód, była już bardziej spięta. Czujność wampirzycy szalała, kiedy tylko wysiadła z Chevroleta. Jakby na próbę, wykręciła młynka swoim bejsbolem. Do tej pory nie walczyła z tzimisce, więc nie do końca wiedziała jak się odnieść do ich zdolności. Garou? Z tym miała doświadczenie. Lasombra? Ci to nawet ostatnio. Tzimisce było nowością, a nowości nie były nimi do czasu, aż realnie nie będzie mogła zanurzyć w kimś swoich łapsk.
- Obstawiamy wszystkie wejścia i pacyfikujemy wszystko, co się rusza, czy wchodzimy klinem? - Niestety, to nie ona podejmowała decyzje, więc grzecznie pytała jaką taktykę zamierzał obrać Szeryf. Zielone oczy omiatały budynek i jego okolice. Jakiekolwiek ślady na śniegu? Ile? Czyich? Czy wokół unosił się jakiś charakterystyczny zapaszek? Może krew?
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#38
Mits nie przestawał celować w potwora do póki ostatni jego kawałek nie zamienił się w proch i dołączył do kupki. Wyprostował się powoli, prostym ruchem palca zabezpieczając karabin i odetchnął głośniej, co na szczęście zostało wyciszone przez aure ciszy, którą dopiero po tym fakcie rozproszył. Pewnym ruchem skrytej w skórzanej rękawicy dłoni złamał składaną kolbe od karabinu i zawiesił go pod ramieniem, w czasie gdy sięgnał po nóż.

Skurwysyn martwy. Ale śmierć tego ścierwa to dopiero początek. Jest o wiele więcej głów do rozbicia w tym mieście. Ostatecznie jednak kaliber klasycznego kałacha sprawdził się całkiem dobrze. Będzie musiał jednak pomysleć nad jakimiś personalnymi modyfikacjami. Wzmocniona komora z pewnością się przyda, dodać do tego nową, porządnie przewierconą lufe. Musi sobie załatwić też lepszy magazynek, może beczkowy? Techniczne myśli pomagały mu w wyciszeniu gniewu, który w końcu zaczął z niego ulatywac.

Ze spokojem zaczął przemierzać pomieszczenie, zbierając wszystkie łuski które zostawił na ziemi. Nie miał zamiaru ułatwiać nikomu roboty, a już szczególnie pieprzyć się ze służbami. Miał ich dość po ostatniej nocy. Gdy już zebrał wszystkie, monotonnie krążył po pomieszczeniu i wygrzebywał kule ze ścian i popiołu z pomocą noża. Szkoda że jego ostatni cleaner przeszedł na emeryture. Przydałby się tu teraz.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#39
Image Image

- Wchodzimy. Grimm, ty pierwsza. Potem Baxter. Ja zamykam. - potężny głos Szeryfa nie zdradzał oznak niepokoju i stresu, jak to miało miejsce na terenie Dżungli. Mimo wszystko ryzyko starcia z więcej niż jednym wilkołakiem było zdecydowanie poważniejsze, niż walka z jednym Diabłem. Tym bardziej, że Parker miał obok nie tylko Eunikę, ale także Sierrę. Trzech na jednego. Oczywista przewaga, dlatego Szeryf poświęcił chwilę, by zamienić końcówki swych palców w grube, potężne pazury i pozwolił, by wszystko toczyło się dalej swoim normalnym rytmem.
Grimm i Baxter natomiast czuły krew.
Ta druga nawet bardziej. Zatrzymała się w pół kroku, przymknęła powieki i zaczęła po prostu węszyć, niczym pies gończy, przekręcając głowę to w jedną, to w drugą stronę. Z nieco szurniętej ćpunki, opanowanej żądzą narkotyków w tej chwili nie było śladu i Eunika doskonale to widziała. Zupełnie jakby obok niej stała inna wampirzyca, znacznie starsza, poważniejsza i doświadczona; dopiero po krótkim czasie powróciła Sierra znana z zamiłowania do używek śmiertelnych. Uśmiechnęła się i wskazała ręką na budynek muzeum. Poruszyła też bezgłośnie ustami, które ułożyły się w słowa " świeża krew".
Eunika także czuła zapach posoki. Może nie tak wyraźnie, jak Malkavianka i nie była w stanie ignorować go tak mocno, jak Parker, ale czuła. Był tam. Świeży. Ciągle ciepły. Przyjemny, kuszący, podniecający. Szeryf i jego Ogary nie miały jednak pojęcia, co się działo w budynku. Nikt z tej trójki nie wiedział, że przybył na miejsce za późno, że zabrakło dosłownie kilku chwil, by wspomóc walczących. Nosferatu bowiem zdołali sami powalić Diabła, ponosząc przy tym naprawdę minimalne straty własne.
Ciągle ich martwymi ciałami targał nieumarły odpowiednik adrenaliny. Bestia, zanim zacznie dopominać się o głodzie, syciła się śmiercią Spokrewnionego. Kto wie, jak to wszystko mogło się potoczyć gdyby zamiast rzucać się do walki, Mits, Kwiatuszek i Randy woleliby rozegrać wszystko przy pomocy dyplomacji... gdyby zamiast bronią palną, kłami i pazurami walczyli zręcznym, giętkim językiem...
Każdy z trzech nieumarłych zajął się czym innym.
Kwiatuszek odszedł od miejsca Ostatecznej Śmierci, mając na sobie jeszcze trochę czegoś, co przed chwilą było częścią Tzimisce. Palił papierosa, chociaż w ogóle nie musiał tego robić - liczył się sam fakt. Co więcej, jako pierwszy zdołał się zorientować, że nie są sami. Że do muzeum Sandersa dotarła tak zwana kawaleria, odsiecz, wsparcie w postaci Szeryfa i jego Ogarów. Szli wolno, najpewniej szykując się do bitki; Nosferatu słyszał fragmenty ich rozmowy, strzępki wypowiedzi, sugerujące, że Parker nie wiedział jeszcze, co miało tu miejsce. Może to i dobrze?
Mits, będąc profesjonalistą w każdym calu, dobył noża i rozpoczął porządkowanie miejsca zbrodni. Odnalezienie łusek oraz wyciągnięcie ze ścian kul nie trwało długo, nie było też zadaniem trudnym ani wymagającym jakiegoś wielkiego skupienia. Było po prostu rzeczą mechaniczną, prostą, czymś, co trzeba zrobić. Randy z kolei, będąc jedynym którym odniósł naprawdę poważne rany (dziura w piersiach mówiła wystarczająco dużo!) udał się do resztek zmasakrowanej dziewczyny. Musiał nasycić tą krwią Bestię. Musiał upewnić się, że da radę. Że wytrzyma.
Że nie usłyszy tego cholernego trzepotu skrzydełek.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#40
Kwiatuszek zaczekał, aż wejdą. Nie byłby sobą gdyby nie zwrócił uwagi na szyk w jakim się przemieszczali - pewnie Szeryf zawsze wysyła wcześniej swoje suki. Ta drobna informacja może mu się kiedyś przydać.
Pierwszym co zobaczyli, był dym, wydobywający się nagle z nieznanego źródła. Dopiero potem, jakby stopniowo, ich umysły przestawały być pod wpływem Niewidoczności, którą Kwiatuszek zdjął całkowicie - wliczając w to strefę ciszy, bo chciał by jego towarzysze wiedzieli co się dzieje.
Przed szeryfem i ogarami stał więc dość wysoki Nosferatu, mieszkańcom znany jako Kwiatuszek. Jeśli to możliwe, wyglądał gorzej niż zwykle - do rozpadającego, odpadającego co jakiś czas ciała, wyglądającego jak połączenie topielca, trądu i gangreny doszło jeszcze bycie skąpanym w krwi, ropie i innych, dziwnych wydzielinach. Tylko wyjątkowo wyczulone nosy mogłyby wyczuć dyskretny zapach perfum, niemal ginący pośród odoru. Przy tym wszystkim był jednak bardzo "żywy" - mięśnie drgały mu pod skórą, poruszał się zadziwiająco zwinnie i wyglądał dużo bardziej "stabilnie" niż zwykle, jakby tego jednego dnia nie groziło mu rozpadnięcie się na kawałki.
Kwiatuszek uśmiechnął się - jeśli tak można nazwać rozszerzenie końców paszczy.
- Dlathsego shukacie martfego wshród shyjących? - zaciągnął się papierosem, po części dlatego, by było widać jego ręce, po części dla efektu - choć ten sytat jest khurefsko mylący f nashym shrodowiskhu.
Rzucił peta na ziemię i przygniótł go butem.
- Sphóśniliscie shę, Sheryfie Parkher. Ficę tesh dfwie dsiefczynki - to, jak powiedział to słowo przywoływało raczej eufemizm na prostytutki niż cokolwiek przyjemnego - Grimm. Shierra. Cush to, tshyshby Bloodbaf było dzish thakie nudne? Folałyschie shię sabafiatsh s nami?
Zarechotał cicho. Śluz skapywał mu po brodzie, co jakiś czas wpływając do ust, ale chyba tego nie zauważał. Widocznie pluł i pryskał podczas mówienia.
- Persival proshił, shebym fprofadził Tshę i tfoje pieski w to co zashło. To i pofiem. Wsthoraj koło półnotshy dosthalishmy wiadomośth, że Clif lata luzem. Nie sphodobało shię nam tho, więtz rushylishmy go shukać. Bes stzęshtha, ale zaweshylismy obshar. Swoją dhrogą, dyghresja, ale moshe bytsh ciekafa - Kwiatuszek zamlaskał parę razy, po czym głośno beknął, jakby zupełnie bezwiednie i podjął bez krępacji - Sphothkauem sphorę shabatu w parku f Ravennie. Jakish ich shajbush odkrashał shię, she, sythuję, "dsieci będhą umierhauy". Bes fiękshyh konkhretów.
Wbił swoje rybie ślepia w szeryfa i jego dziewczynki, sprawdzając reakcję.
- Ale fhrachając. Od tshishiejshego wietshora tropimy go snowhu. Nie whocąc w sthsegóły - od miejstsa sphrodni psheshlismy do kolejnego, i kolejnego, ash w koncu chwytshilishmy trop. Trop psywiosh nas thutaj. Sabilishmy chuja, chotsh miał phrafie tshy methry, khły, pashurhy i był piepshonym tiapolisthą - powiedział to z czystą nienawiścią w głosie - to snathsy Mits, Randy ijha sabilismy. Majka pomsthilishmy. Chlopaki shedsą i sphąthają s wieshu - zamilknął jakby probował sobie coś przypomnieć - To chypa wsysthko.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#41
Eunika szła na przedzie choć czy było to spowodowane tym, że Parker się czegokolwiek bał? Wątpliwe. Raczej wynikało to ze zwykłej przezorności. Idący przed tobą ponad dwumetrowy gość o prezencji szafy dość skutecznie jest w stanie zasłonić pole widzenia. Za to znad Grimm i Baxter widział wszystko, przy okazji zabezpieczając zgrabne dupcie swoich suk. Ciemnozielone ślepia już po przekroczeniu progu muzeum otworzyły się szerzej. Stary myk ze zmianą natężenia światła wpadającego do źrenic.
Już w pomieszczeniu czuła, że ktoś tu był. I nie, nie czuła Kwiatuszka. Czuła raczej ślady wcześniejszych obecności. Grimm była jednostką tropiącą, śledzącą. Tego typu Ogara zawsze puszcza się przodem. Zwłaszcza, że miała i ku temu predyspozycje.
W końcu przed Szeryfem, Baxter i Grimm pojawił się Kwiatuszek. Czy wiedziała, że to jest Kwiatuszek? Powiedzmy, że był nie do podrobienia. Specjalnie zwrócił na siebie uwagę, chcąc zdać raport. A może po prostu by pokazać wyższość metodyki śledzenia Nosferatu nad Szeryfem? Właściwie to Grimm miała to w dupie, raczej zwracając uwagę na przekaz, niźli formę czy dobór słów. Przecież wiedziała, że nie każdy włada tak wyrafinowanym słownictwem jak Ventrue. Ale przy okazji nie jest też ładowany jak rzeczone wampiry. Reakcja na doniesienia od Kwiatuszka była dość niespotykana. Grimm posłała Parkerowi figlarny uśmieszek.
- A nie mówiłam? - Jeśli Kwiatuszek liczył, że Gangrelka skrzywi się na jego osobę, albo pokaże jakąś zniesmaczoną minkę na nazwanie jej "dziewczynką", to się przeliczył. Ba, nadal uśmiechnięta posłała mu perskie oczko. - Rzeźnia bez was to marna rozrywka. Dobra, idę sprawdzić w jakim stanie są Randy i Mits. I czy trzeba coś zatrzeć, Szefie. Najwyżej zagwiżdż, to wrócę. - Tak jak robią to grzeczne sunie, kiedy woła je właściciel. Co prawda Kwiatuszek nie wiedział, cóż wcześniej powiedziała Eunika, ale było pewne, że Suka nie zamierza stać w jednym miejscu. Grimm była prawdziwym zarzewiem chaosu, gdziekolwiek się zjawiała, łamała zasady, nie łamiąc przy okazji Maskarady. Wstyd się z taką pokazać przed Księżną, ale już posłać na wrogów to wcale nie głupi pomysł - niech sami sobie radzą.
W głąb muzeum skierowała się z bejsbolem opartym wygodnie na barku, kręcąc zadkiem jak na dziewczynkę przystało. Tak była odbierana? A więc tak się zachowywała, proste.
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#42
ONI mogli zawsze przybyć, dlatego Nosferatu tym razem nie tyle dał sobie na wstrzymanie ale spróbował pochłonąć tyle, żeby na chwilę obecną wilk był syty a owca cała. Zamierzał uprzątnąć to ściernisko (i postawić SAN-FRAN-CIS-CO!!!) i dać do utylizacji swojemu Ghulowi. Tak... Van Dame będzie radośnie pochłaniać zdobycz, wsunie ją jak włoch makaron. Cóż, White zamierzał sprzątnąć zwłoki z jeszcze innego powodu. Ilość mordów w okolicy wzrosła drastycznie, więc im mniej ich ze strony Kainitów, tym mniejsze prawdopodobieństwo złamania Maskarady. Ale z tym poczeka moment, nie można było paradować tak osłabionym. Jeżeli do tej pory wszystko przebiegło sprawnie lub po prostu White poczuł się lepiej, to - nie będąc świadomym tego, że zbliża się Szeryf i jego małe schronisko - zbliżył się do Mitsa, który zacierał ślady po kulach, aby obgadać kwestię zwłok.
- Masz kogoś do sprzątnięcia twórczości tego skurwysyna, czy mam spakować eksponaty i dać jeść mojemu bobasowi?
Patrzy na Nosferatu chwilę... Potem odchrząknął.
- ...to znaczy ghulowi.
Jeżeli dostrzegł, że zbliża się Eunika, odruchowo schował się pod płaszczem niewidoczności. Nie znał jej.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#43
Mits skupił się na swojej pracy, podnosząc kolejne łuski z ziemi i grzebiąc nożem w ścianie, nie tylko wyciągając uwięzione tam pociski ale także niszcząc ślady rozmiaru ewentualnego kalibru. Śmierć Tzimisce troche popsuła jego plany, jednak wciąż dawała mu pewien argument. Cóż, będzie musiał napisać ładny list dla Księżnej i osobiście go przedstawić, ponieważ dogadanie się w inny sposób byłoby problematyczne. Trzeba też będzię powiadomić szeryfa o zajściu, chociaż tym pewnie zajmie się Kwiatuszek. Na pytanie Randiego wzruszył jedynie ramionami. To powinno mu wystarczyć.

W momencie jednak gdy usłyszał że ktoś inny zbliża się z miejsca gdzie aktualnie nie sięgał wzrokiem, jego ciało zadziałało szybciej niż jego myśli, opierając się na wyczuonym refleksie. Pewnym ruchem ponownie rozłożył kolbe karabinu i w krótkiej, błyskawicznej chwili oparł ją o wgłębienie w swoim barku, kierując lufe w kierunku osoby która się tu zbliżała.

Kwiatuszka by nie słyszał.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#44
Image Image

Twarz Szeryfa rozluźniła się. Martwe, skupione w wiecznym skurczu mięśnie zelżały, tworząc łagodny i delikatny uśmiech, tak bardzo nie pasujący do potężnej sylwetki Parkera. Pazury, jakie wieńczyły jego palce, zaczęły się powoli kurczyć by w ciągu paru kolejnych chwil zniknąć całkowicie, stając się najzwyklejszymi, nad wyraz czystymi paznokciami. John - gdyby oddychał, rzecz jasna - odetchnąłby z ulgą słysząc niewyraźny głos Kwiatuszka. Znał go. Musiał go znać, z racji pełnionej funkcji znał lub kojarzył każdego Kainitę w Seattle.
Kiwnął zadowolony głową i machnął niedbale ręką, posyłając i Eunikę, i Sierrę dalej.
- Ciężko się teraz jeździ, Kwiatuszku, dlatego się spóźniliśmy. - odparł pogodnym głosem czarnoskóry stróż nieumarłego prawa. - Primogen Simons poinformował Księcia, Książę odezwał się do mnie, a ja od razu zebrałem Ogary i ruszyłem. Mieliśmy szczęście. Wielkie szczęście, Clive pół dekady leżał i musiał zgłodnieć. - mówił dalej, a w jego głosie Nosferatu mógł wyczuć nawet coś w rodzaju dumy. I nie bez powodu, w końcu ubicie Tzimisce to nie lada wyczyn, zwłaszcza przy tak niskich stratach z własnej strony. John Parker przeszedł się kawałek tu i tam, rozglądając dokoła, ciekaw miejsca i tego, co się tu wydarzyło.
- Opowiedz mi więcej o Sforze. Wiesz, ilu ich było? Dokąd się udali? Byli świeżo spokrewnieni, czy też nie? - zaczął zasypywać Nosferatu pytaniami. Cóż innego mógł zrobić, skoro problem, do rozwiązania którego został wezwany, był już tylko wspomnieniem? Sfora Sabatu z drugiej strony... przeciwnie. Wampiry szalejące po mieście i mające głęboko w poważaniu zasady, nie zwiastują niczego dobrego.
Podobnie jak to, że właśnie Baxter zaczęła wrzeszczeć na Mitsa w głębi muzeum.
Parker uśmiechnął się tylko, bo nie był to obelżywy, wulgarny wrzask pełen gróźb i agresji, a raczej żartobliwe przekomarzanie się, tak bardzo pasujące do Malkavianki. Szeryf przez moment przysłuchiwał się jej krzykom, po czym gestem dłoni zachęcił Kwiatuszka, by wspólnie dołączyli do reszty towarzystwa. Gdyby miał do czynienia z innym wampirem, z członkiem innego klanu, pewnie by przyjacielsko klepnął go w ramię bądź plecy. Nie zrobił tego z prostego powodu - kawałek Kwiatuszka mógł przykleić się do Szeryfa.
- Och nie! To karabin! Moja słabość, dostanę kulkę i umrę w męczarniach, och Boże! Weź mi nie celuj tym złomem w oczy, bardzo ładnie proszę. Miało być was dwóch, gdzie jest drugi? Szeryf nas przysłał. Wiesz, taki wielki, czarny murzyn. - Sierra Baxter zatrzymała się w pół kroku, gdy tylko ujrzała jak Mits wznosi broń i celuje. Uniosła nawet bezradnie ręce ku górze, prosząc o litość i łaskę, ale szybko dała sobie z tym spokój. Mówiąc "nas" wskazała na siebie i na Eunikę, a potem kucnęła, oglądając podłogę muzeum.
Przekrzywiła głowę to w jedną, to w drugą stronę i - znowu - momentalnie spoważniała. Musnęła nawet palcami okolice miejsca, gdzie skonał Clive.
- Sprzątniemy raz i dwa i ruszamy dalej. Sforę mamy na głowie, według słów Kwiatuszka. - zawołał już z daleka Szeryf, wsuwając dłoń do kieszeni; wystukał szybkiego esemesa, odczekał chwilę i napisał kolejnego, ale znacznie już krótszego. Pierwszy bez wątpienia został wysłany do samej Doe, Księcia Seattle, ale do kogo trafił drugi?
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#45
Noc była, bez wątpienia, udana.
Wpierw, dokonali zemsty. Jego Bestia była nasycona jak nigdy, a on na zawsze zapamięta uczucie tlącego się papierosa tuż po zabiciu swego wroga. Czy tak czuł się Sabat? Czy jego psychika wypisze mu rachunek jutro, tak jak to kiedyś było z alkoholem i narkotykami?
Nieważne. Ta noc była dobra.
I nawet ludzie nie wstrząsali się na jego widok z obrzydzenia.
- Obsthawiam cztereh, pienciu. Jedhen Malkavian - czharny, ciąglhe się dahrł, moshe go kojashysh, ja nie - oblizał się długim i fioletowym językiem - , stshelam w jednhego Ganghrela, jednegho Tsimisha lubu Lashomprę, bo tych wszędsie phełno. Nie świeshaki, ale tesh nie stharsi, jak ten thu - kopnął lekko prochy - Dsiałali wsphólnie i skhoordynofani, ale dali shię pshyufashyć jak shrobili sobhie jedshonko. Ale nie shondsę, by tham terash jeshthe byli. Choc bhylem tam tush pshed shwitem, to teras mogą byc wshendzie.
Klepnął się w biodro z głuchym plaśnięciem.
- Dobhra. Pomoghę fam f spshątaniu, i lesę rosnoshic the holehre Falentynki, she tesh mi shię chciało. A pothem pomoghę nashej koleshance - powiedział, nie precyzując o kogo chodzi - tsheba sobhie phomaghac, prafda? - Zapytał retorycznie, ale patrzył głównie na szeryfa.
Po czym zabrał się do pracy.
A gdy skończył, pomachał kolegom, skręcił za najbliższy róg i już się nie pojawił.

(z/t)
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#46
White okrążył przybyszy. Przypatrywał się, gotów wspomóc Mitsa w odparciu ich, gdyby ci okazali się wrogo nastawieni. Sytuacja jednak się wyklarowała, zwłaszcza, że chwilę potem usłyszał głos szeryfa. White trochę żałował, że trójka nie była ludźmi. Mógłby się najeść do syta... Ale to musi poczekać. Stał kilka kroków od Euniki, kiedy zrzucił z siebie całun niewidoczności.
- Zajmę się zwłokami.
Rzekł, przypominając sobie gest Mitsa, który w zasadzie szło dowolnie interpretować. I tak też Randy zrobił. Ściągnął swój płaszcz i kawałek po kawałku zaczął nań wrzucać ekstra duże kawałki ciała. Gdy miał już komplet to zwinął płaszcz, jak wór czyniąc w ten sposób naczynie pełne krwawego jogurtu.
- Pomogę ze sforą, ale muszę pozbyć się ładunku i coś zjeść.
I do porządku się zregenerować, ale tego chyba nie musiał mówić.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#47
Grimm mimo, że nie widziała sposobności do tego, by z kimkolwiek poflirtować, tacy wszyscy zaaferowani byli sprzataniem, dalej kiedy chodziła, to prężyła się jak kotka. Już taka była jej natura, więc pal licho, idziem w zaparte! Do ciała i odkurzania było aż nadto chętnych, dlatego sama raczej zajęła się sprawdzaniem, czy nie ma w środku i na zewnątrz budynku żadnych monitoringów, kamer, albo faceta w budce przy garażach. Słowem, nie miało być żadnych śladów, tak fizycznych jak i w formie ludzkiej. Gdy wszystko już sprawdziła, wykorzystując całą swoją wiedzę, co do ukrycia tych cudeniek do śledzenia, a nic by nie wykryła, to zajęłaby się usuwaniem śladów po krwi (mop i hajda!). Gdyby jednak realnie zauważyła, że cokolwiek w formie kamery znajdowało się w budynku, wtedy już bawiłaby się w "szukaj komputra".
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#48
Mits przemilczał komentarz panny Baxter, prawdopodobnie z tego samego powodu z jakiego milczał w sprawie wszystkich innych komentarzy w swoim nieżyciu. Podniósł się i spokojnym, choć stanowczym gestem ponownie złamał kolbę karabinu, przewieszając pasek od niego przez ramie. Chwytając w ręke nóż, podniósł się i zblizył do kupki popiołu, kontynuując swoje zadanie. Mits nie był osobą która potrzebowala przechwalać się nad innymi wampirami. Tak po prawdzie, ich obecność była w tym momencie absolutnie obojętna.

W odpowiedzi na słowa szeryfa zatrzymał się na moment, by przemyśleć ile amunicji zostało jeszcze przy nim. Nie zmarnował magazynku do końca, wiec spokojnie mógł się udać z resztą, chociaż podobnie jak Randy, krew byłaby pomocna. Gdy już zebrał wszystko swoje zagubione kule i łuski, podniósł się i sięgnął po dyktafony ukryty pod kurtą. Przez moment majstrować palcami przy przyciskać przewijania, aż wreszcie znajomy niektórym, kobiecy głos odezwał się z głośniczka.

|~~>Chętnie! |<----| Jednak John potrzebował po--|~~>Kolacja z rodziną! ~~>||
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#49
Image Image

Doprowadzenie muzeum do porządku trwało niecały kwadrans.
- Pięciu więc. Przynajmniej jeden Malkavian i jeden Gangrel, kierowani przez kolejnego Diabła albo Lasombrę. Z Tzimisce macie doświadczenie, ja i Grimm wiemy, jak radzić sobie z Lasombra, a Baxter to zna Malkavian i wie, na co ich stać. - odezwał się w końcu głośniejszym, ale i nieco radosnym tonem. Potencjalna potyczka z kolejnym Tzimisce nie wydawała się zbyt dobrym posunięciem, zwłaszcza teraz, gdy Nosferatu byli wycieńczeni walką. Gdy w grę wchodziła jednak Lasombra, to Szeryf Parker był nad wyraz spokojny i opanowany; nie dalej jak noc, parę nocy temu wraz z Euniką posłali do piachu Kainitów z tego klanu.
- Pięciu na pięciu. - dodał po chwili. - Podskoczymy na Pill Hill, mam tam trzodę, to opijemy pokonanie Clive'a a potem ruszymy do Ravenny. Wóz mam tuż obok. - klasnął w dłonie niczym nauczyciel przywołujący uczniaków do porządku na szkolnej wycieczce. Nie było to dalekie od prawdy. Sierra Baxter, gdy już zakończyła swoją część sprzątania oraz oględzin miejsca, zerknęła z ciekawością w stronę Randy'ego - albo raczej w stronę krwawych resztek czegoś, co wyglądało jak zmasakrowane ciało. Skrzywiła się.
Nie skomentowała jednak tego zachowania, każdy wampir był inny, wyjątkowy na swój sposób. Ona sama miała ciągoty do narkotyków, ćpunów i innych życiowych przegrywów, Randy zaś wydawał się mieć fioła na punkcie kawałków ludzkiego ciała. Bywa. Póki jednak Tradycje były utrzymane, a ci, którzy je łamali byli karani, wszystko było w porządku.
Chyba.
Eunika zajęta była przeszukiwaniem muzeum celem odnalezienia i ewentualnego unieszkodliwienia systemu bezpieczeństwa. Na całe szczęście nic takiego tutaj nie było, choć wampirzyca odkryła całkiem grube przewody niedbale wsunięte za jedną z przypodłogowych listew. Prowadziły wzdłuż ściany aż do przejścia do kolejna sali i dopiero tam wspinały się ku górze, wijąc się za sztucznym bluszczem i innymi chwastami w stronę sufitu; znikały w malutkim otworze. Muzeum figur woskowych Sandersa było pozbawione praktycznie jakiejkolwiek ochrony, nie licząc oczywiście prostych zamków w drzwiach i tym podobnych śmieci, które dla wprawnego włamywacza stanowią tylko drobną przeszkodę.
Prawdziwy system alarmowany mieścił się na piętrze. Grube przewody, będące kilkoma kablami owiniętymi czarną taśmą izolacyjną oraz plastikowymi łączeniami nie wyglądały co prawda zbyt imponująco, ale zwiastowały obecność kamer i syren. Widocznie Sanders bardziej martwił się nie o to, co mieściło się na parterze, tylko o to, co było na piętrze. I dobrze! Jeden problem mniej.
- Fajna zabawka. Też chcę. - rzuciła na sam koniec Sierra, spoglądając przyjaźnie na Mitsa i dyktafon, za pomocą którego kontaktował się z resztą nieumarłych. Podróż na tereny Pill Hill, gdzie było od groma szpitali, była więc czystą formalnością. Nie musieli się zbytnio spieszyć; poszukiwania Sfory, którą ostatnio widziano na terenie Ravenny nie będą łatwe, ale nie są też tak bardzo ważne. Liczył się fakt, że Clive nie żyje!
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#50
No dobrze, dobrze...
White przyglądał się w milczeniu wampirom, ucieszyło go, że Mits jest też chętny na kolejne polowanie na "tych złych". Ucieszyła go też wieść o trzodzie, na której będzie mógł się pożywić. Wysysanie resztek krwi z truchła zajmowało zbyt dużo czasu. White potrzebował mocarnego zastrzyku energii. Szkoda, że wśród sfory Sabatniczej był kolejny Tzimisce. Następnego załamania w okolicach klatki piersiowej może nie przetrwać. Jego martwe oczy przeniosły się na węszącą Grimm, a potem na Baxter. White miał tą pozostałość z czasów, kiedy był śmiertelnikiem, że spoglądając na kobiety, rozpoczynał obserwację od tyłków. Tak... pomimo, że to już go nie kręci tak jak za dawnych lat, to nie ma co sobie odmawiać spoglądania na parę radosnych pośladków. White specjalnie się z tym nie krył. Naszczęście jeszcze nie wpadł na pomysł, żeby się z nich pożywiać. Choć noc jest jeszcze młoda. Po tej krótkiej obserwacji spojrzał na Szeryfa (jego tylek oszczędził).
- Zrzucę po drodze paczkę do kanału. Okolice Ballard.
Tak, Van Dame na pewno wdupi pakunek razem z płaszczem, więc Nosferatu się już z nim pożegnał w myślach.
- Tam sobie znikną. Jak chcecie sobie też kiedyś zniknąć, tak na zawsze, to sobie tam zejdźcie i głośno krzyknijcie "Van Dame to chuj, co wozi gnój".
Ależ się rozgadał! Nawet się zaśmiał cicho ze swojego własnego żartu, który był pewnie tylko śmieszny dla niego. Cóż za kawalarz!
Posmyrał się potem po bebechu i po prostu czekał, aż będzie mógł zapakować swoje śmierdzące dupsko do fury od Szeryfa...

... A kiedy wyjdą, to z/t
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#51
Moneta zarządziła, że trzeba przecież sprawdzić, czy Tzimisce nie wlazł na piętro i nie został gdziekolwiek uwieczniony. Albo, że jakiś inny wampir, o którym do tej pory nie wiedzieli, nie narobił szkód... Niby mało prawdopodobne, ale z losem się nie dyskutuje. Eunika szła za kablami prosto na piętro. Rozglądała się za wszelkimi przejawami wampirzej bytności oraz kamerami. Sama trzymała się przy tym cieni, nie chcąc musieć po sobie sprzątać bardziej niż to potrzebne. Czy na cokolwiek natrafiła? Czy dostrzegła miejsce dowodzenia z monitoringiem? Jeśli tak, postanowiła prześledzić nagrania z ostatnich godzin nocnych, wykorzystując całą swoją czujność względem jakich nieprawidłowości. Nie interesowały ją ludzkie grzeszki.
KARTA POSTACI: Eunika Grimm
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski
Opis Postaci | 
?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#52
Nosferatu skinął tylko jedynie na słowa szeryfa, po czym wrócił do roboty. Głównym problemem było najpewniej eliminowanie krwi z ziemi, ponieważ eksponaty nią umorusane można było po prostu wynieść i zniszczyć na spokojnie poza muzeum. I tak wszystko wyglądało na atak młodocianych chuliganów bądź anarchistów, tych z małego "a". Jeśli szeryf nie miał odpowiedniego samochodu by wywieść ubrudzone krwią części wystawy, sam Mits wysłał wiadomość do swojego ghula by załatwił małego vana, z pomocą którego wywiezie eksponaty poza miasto i zrobi porządne ognisko.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#53
Image Image

Żart Randy'ego nikomu nie przypadł do gustu.
Nawet Malkavianka spojrzała na niego z wyrzutem, ale nie skomentowała słów rannego. Może i była Świrem, ale nie była głupia, zwłaszcza, że w pobliżu był Szeryf. Parker pomógł jeszcze dokonać ostatnich poprawek względem całego procesu sprzątania i zacierania śladów i, Eunika zaś śledziła kable i szukała kamer - dopiero na piętrze wyżej, gdzie mieściło się muzeum szeroko pojętej wojskowości pełne sprzętu, znalazła dwie podręczne kamery JVC, dość stare, bo mające kilkanaście lat, ale za to doskonale służące całej sprawie.
Ich masywne bryły, z charakterystyczną, czerwonawą szufladą na kasety vhs oraz wystającym, kierunkowym mikrofonem wyróżniały się już z daleka. Grimm nie musiała się przemęczać ani szukać centrum monitoringu (jeśli w ogóle tu było). Wystarczyło bowiem zabrać dwie kasety.
To, co się na nich nagrało, pewnie dotyczyło i tak tego piętra, ale mikrofon mógł wyłapać hałas towarzyszący włamaniu Tzimisce oraz jego niekończącym się monologom i odrażającym zabawom. Może gdyby w tym budynku było coś naprawdę cennego, to Sanders miałby lepszą ochronę? Lepszy system? Coś, co pozwoliłoby Grimm, Baxter i Parkerowi wykazać się w jakikolwiek sposób?
- To do kanału wrzucimy też trochę tych śmieci. Nikt nie będzie za nimi tęsknił, a gliny ewentualnie będą mogli zwalić wszystko na wandali i chuliganów. Jedźmy, Grimm z przodu, Baxter i Nosferatu z tyłu. - odparł na sam koniec Szeryf, zmierzając już w stronę zaparkowanego niedaleko samochodu. Masywny, spory Chevrolet miał w sobie dość miejsca, by wszyscy nieumarli mogli spokojnie i wygodnie siedzieć, a pojemny bagażnik - naprawdę olbrzymi kufer - aż prosił się o wykorzystanie w taki czy inny sposób. Kiedy zaryczał silnik, maszyną nieznacznie wstrząsnęły delikatne drgania, płynnie przechodzące w równy rytm.
Sierra zaś nie wydawała się być przejęta faktem, że miała siedzieć obok Nosferatu. Nieumarli byli brudni od posoki swojej i cudzej oraz śmierdzący najróżniejszymi substancjami, ale dla wampirzycy nie miało to znaczenia. Baxter miała bowiem swój plecaczek pełen narkotyków i teraz, gdy nieznacznie tylko odsunęła się od Randy'ego, zajęta była próbą dostania się do woreczka z jasnym białym proszkiem. Nie chciał rozsypać w samochodzie Szeryfa kokainy albo innej amfetaminy, dlatego zachowywała największą ostrożność.
Pill Hill
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „Green Lake”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość