6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#1
  Pułkownik Elijah Sanders to mający prawie pięćdziesiąt lat były wojskowy, praktycznie pozbawiony włosów poza krótkimi, siwymi wąsiskami, zachowujący jednak sprawność umysłu oraz ciała do tego stopnia, że wielu z młodszych wojaków może poczuć zazdrość. To przyjaźnie nastawiony, pocieszny mężczyzna, który swoje dla kraju zrobił walcząc w Korei i Wietnamie i teraz oddaje się swoim przyjemnościom w piętrowym domku niedaleko jeziora.

Duże okna na parterze stanowią wystawę, ale są tam tylko drewniane tablice zawierające ogólny spis tego, co znajduje się w budynku, z dodanymi hasłami w stylu "niesamowite", "niepowtarzalne", "tajemnicze", "jak żywe", czy "niezapomniane". To jednak wystarcza, by zwrócić uwagę przechodniów, a kiedy przekroczy się próg, wystarczy przeznaczyć trochę grosza na zwiedzanie paru sal i... cieszyć się z tego, co można tu znaleźć. Pierwsze pomieszczenie to mały blat z kasą i szafkami pełnymi różnokolorowych świec, koralików, kadzidła i innych drobiazgów, które można kupić i postawić na półce, by zbierały kurz. Dalej, za dwuskrzydłowymi, czarnymi jak noc drzwiami znajduje się pierwsza z kilku sal, pełnych figur.

Woskowe muzeum pułkownika Sandersa zawiera całkiem dużo eksponatów, jak na tak mały lokal. Znaleźć tu można między innymi Juliusza Cezara w momencie swojej śmierci, gdy Brutus i reszta wbijają mu sztylety, Kleopatrę dumnie spoglądającą na swoich poddanych bijących czołem w posadzkę, Abrahama Lincolna z najbliższymi w teatrze Forda tuż przez śmiercią z rąk Johna Bootha, królową Wiktorię w otoczeniu postaci z każdego zakątka Imperium Brytyjskiego, Indian w trakcie skalpowania ofiar, Konfederatów walczących z Unionistami na bagnety, Hitlera popełniającego samobójstwo, JFK z żoną, a także ojców założycieli narodu amerykańskiego podpisujących Deklarację Niepodległości.

W głębi, w specjalnie wydzielonej sali, znajduje się natomiast "komnata grozy", gdzie są takie atrakcje jak skazaniec z gilotyną, żelazna dziewica z uwięzioną w środku kobietą, stara wiedźma przywiązana do pala tuż przed spaleniem, kat wznoszący topór nad zakrwawionym pieńkiem, kilku przedstawicieli inkwizycji "przesłuchujących" jakiegoś biedaka przy pomocy ostrych narzędzi, Kuba Rozpruwacz, parę wampirów, wilkołaków, mumii oraz żywych trupów.

Na piętrze znajduje się mieszkanie Sandersa, będące na swój sposób kolejnym muzeum, tym razem dotyczącym wojskowości. W dwóch pokojach, kuchni, toalecie i niewielkim korytarzyku Elijah zgromadził ogromną ilość wojskowego sprzętu, mundurów, odznaczeń, hełmów, broni, amunicji, flag, proporców, szabli, zbroi, tarcz, książek, pamiętników, zdjęć i portretów. Czasami nawet nie ma gdzie usiąść, bo ten łysy pięćdziesięciolatek robi porządki i całą zawartość szafek, szuflad i skrzyń wyrzucił na podłogę, stoliki, blaty, fotele i łóżko.

W kuchni rolę sztućców pełnią bagnety, noże i sztylety; wieszak to stojak ze zbroją, szafa na ubrania pełna jest mundurów z czasów wojny secesyjnej, pierwszej i drugiej wojny światowej, wojen w Korei i Wietnamie, wojny o niepodległość i czegoś, co wygląda jak mundur z czasów napoleońskich. Same meble z kolei noszą liczne otarcia, zadrapania, pęknięcia i wyżłobienia, tak, jakby Sanders ćwiczył na nich walkę bronią białą. Ot, fanatyk i miłośnik po prostu.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#2
Taksówka z wampirami.
Dobry tytuł na film.

Wszelkie tropy prowadziły do Green Lake. Ślady prowadziły tutaj.
Mogli się tylko spodziewać tego, co zastaną na miejscu.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#3
Zima ma wiele zalet i, niestety, wiele wad. Co z tego, że ulice miast są w znacznej mierze puste, skoro przykrywa je dość gruba warstwa szarej pulpy, jaka jeszcze nie tak dawno była śnieżnobiałą pierzyną? Każdy, kto zechce udać się w podróż samochodem, musi się liczyć z wieloma trudnościami - szeroka i pusta jezdnia jest w teorii idealna do długich pościgów, jednak w praktyce nie sprawdza się prawie wcale. Jedynie wyżłobione przez opony koleiny mogą pomóc (lub zaszkodzić, zależy jak patrzeć).
Wampiry z okolic Roosevelt High School i znajdującego się niedaleko blokowiska Square One Apartments ścigały uciekającego potwora, które nie bez powodu był zwany Diabłem. Spokrewniony ten, należący do klanu Tzimisce, ostatnie pięć lat spędził z kołkiem wbitym w klatkę piersiową i jedynie dzięki brawurze młodej i niedoświadczonej wampirzycy zdołał wydostać się ze swego więzienia. Teraz, po dokonaniu szeregu zbrodni, z zeżarciem dwóch Kainitów na czele, uciekał przed ścigającymi go Nosferatu.
Szary Mercedes W140, którym Clive jechał zatrzymał się przy woskowym muzeum pułkownika Sandersa. Miejsce te o tak późnej porze, w dodatku w walentynkową noc, było oczywiście puste i zapomniane. Bardzo możliwe, że i sam pułkownik był nieobecny; piętrowy domek niedaleko jeziora wydawał się więc idealną kryjówką, przynajmniej na tę chwilę. Fakt, że wampir znajdował się w środku, był nie do podważenia - Mercedes był zaparkowany niedbale, z przednim kołem na chodniku, a drzwi wejściowe eleganckiego budynku były uchylone. Zamek wraz z klamką nie istniał, w ich miejscu widać było tylko wyłamane, spękane drewno i pojedyncze drzazgi.
Przez szczelinę do skąpanego w mroku wnętrza wpadały płatki śniegu.
Czyż może być lepsze miejsce, w którym może się ukryć zmieniający swój kształt potwór? Tzimisce są znani ze swej odrażającej Dyscypliny, pozwalającej dosłownie na rzeźbienie w ciele. Kwiatuszek zresztą mógł się domyślać, do czego jest zdolny ten nieumarły. Blokowisko było prawdziwą rzeźnią, gdzie krew spływała po ścianach i suficie. Muzeum jednakże nie miało w sobie żywego ducha, a jedyną krwią była ta przeklęta, krążąca wewnątrz wampira... kto wyjdzie cało z muzeum figur woskowych? Przedstawiciele Camarilli, czy przedstawiciel Sabatu?
Na parterze, na ile można było stwierdzić przed wejściem do środka, mieściła się malutka recepcja lub też punkt informacyjny i jakiś nieduży sklepik z upominkami. Dopiero dalej były drzwi prowadzące do właściwego muzeum, drzwi szeroko otwarte, zapraszające niemal do swego wnętrza, na spotkanie z dawno zmarłymi legendami i ikonami, a także z wieloma ciągle żywymi sławami.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#4
Kiedy Kwiatuszek wyperswadował telefonicznie Randy'emu, że bieganie jest zbyt wolne i zalecił czekanie na transport, White się niecierpliwił. Bał się, że potwór im zwieje. Ale z drugiej strony, co by wskórał sam, jak załatwił już jednego z nich. Kiedy wlazł już do taksówki wypowiedział posępnie brzmiące "Dobry Wieczór". Po pewnym czasie z przerażeniem odnotował fakt, że jadą na zachód. I ślady Tzimisce były tutaj widoczne. White już sam nie wiedział, czy rośnie w nim obawa przed samym Diabłem czy przed tym co wskazało mu kierunek pościgu. Nie było przyjemnie tak czy owak. I tak jechał wciśnięty obok Kwiatuszka i Mitsa. Oparł łokcie o swój okrąglutki bebech i długim paluchem prawej dłoni pogrzebał nerwowo w nosie. Nie wiedział czemu, może szukał informacji... gdziekowliek. W końcu jednak się zatrzymali.
- Może zaimprowizować pułapkę. Może lepiej będzie spalić tą budę.
Przygotował się, kiedy otwarł drzwi. Niewidoczność została ponownie przywołana przezeń. Klasycznie naciągnął kaptur na łeb. Nie wiedział na ile skuteczna jest sama dyscyplina klanu Nosferatu w końcu Diabeł dorwał Mikey'a. Lepiej jednak ją mieć niż nie. Skradał się, rozważył czy dobyć noża, stwierdził jednak, ze lepszą bronią na wampira będzie mocny uścisk i kły. Choć przytulanko z Tzimisce może skończyć się fatalnie. Upewnił się, że towarzysze są w pobliżu, po czym ostrożnie łypnął do recepcji w poszukiwaniu kamer. Jeśli nic nie bylo, dał towarzyszom znak, że jest czysto.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#5
Pod budynek po chwili zajechał motor. Jego kierowca, ubrany w cięzkie skóry oraz ciemny kask, od razu ustawił go w miejscu mało widocznym, ale dość szybko dostępnym. Już od początku kiedy postawil pierwszy krok poza swoją maszyną można było zrozumieć, że jest coś z nim nie tak. Był absolutnie wyciszony. Kwiatuszek bez problemu mógł rozpoznać swojego częstnego partnera MITSa, Randy? Cóż, zależy od tego jak często mu sie przyglądał. Zbliżył się szybkim krokiem, rzucając pobierzenie spojrzeniem na okolice. Sprawdził jeszcze dla pewności porzucony samochód, upewniająć się że alarm nie włączy się przypadkiem i zamykając ew. drzwi, w czasie gdy wybił dłonią ukrytą w solidnej rekawicy wiadomość na telefonie którą wysłał do Kwiatuszka. "Jak sytuacja." Napisał krótko, w momencie gdy sie zbliżył. Gdy zauważył gdzie się znajdują i co może kombinować Sabatnik, nie czekał nawet na odpowiedź od Kwiatuszka któremu posłał kolejny SMSes. "Na pewno będzie próbował udawać figure. Patrzcie po ubraniach, jeśli jest w takim pośpiechu, popełni błędy nie w ciele, ale tym na co nie ma wpływu. Nie rozdzielamy się dalej niż na trzy metry, " Po czym wsunął komórke do kieszeni którą zapiął na zamek a sam sięgnął pod to, co sprawiało że wydawał się nieco grubszy na boku i sprawnym ruchem nastawił rączkie od karabinu szturmowego, gdy już znalezli się w środku poza wzrokiem ew. gapiów z ulicy.
KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#6
Północna część miasta. Niewielki, niepozorny budynek, skrywający w swym wnętrzu muzeum figur woskowych. Trzy nieumarłe monstra, skryte przed wzrokiem żywych. I jeden Diabeł, który nie bez powodu zasłużył sobie na taki przydomek. Nosferatu szybko wymienili się poglądami oraz pomysłami związanymi z akcją w domu Sandersa i, upewniwszy się, że dokoła nie ma żadnych świadków, kamer ani czegokolwiek, co może narazić całą operację ruszyli. Weszli do muzeum, razem, uzbrojeni i gotowi na wszystko.
Ale czy na pewno?
Tzimisce to nie byle kto. Starcie z jednym z nich, w dodatku z takim, który nie tylko zamordował członka Rodziny, ale pewnie dokonał także haniebnego aktu diabolizacji może się okazać ponad siły trójki Spokrewnionych. Walka nie była w końcu specjalnością Nosferatu... z drugiej jednak strony, improwizacja, kombinowanie i odnajdywanie się w trudnych sytuacjach - owszem. Mits, Kwiatuszek i Randy znajdowali się teraz w muzeum. Na parterze hol wejściowy był pusty i cichy, a przez duże, zastawione tablicami okna wpadało bardzo, bardzo mało światła.
Uliczne latarnie oświetlały - zgodnie z nazwą - ulice i najbliższy chodnik, nie zaś wnętrza domostw. Wokół wampirów widać więc było skąpane w ciemności ciasne, zagracone wnętrze, pełne najróżniejszych śmieci i drobiazgów, stanowiących pamiątkę pobytu w muzeum. Na regałach i półkach wykonanych z grubego, topornie ciosanego drewna widać było bransoletki, koraliki, paciorki, kadzidełka, porcelanowe figurki i całe mnóstwo innych upominków. Na niskim biurku stała kasa fiskalna wraz z drewnianą, niedużą tabliczką z cennikiem oraz opisem poszczególnych pomieszczeń. Pierwsza, tuż za holem wejściowym, gdzie obecnie przebywała trójka Nosferatu, dotyczyła najdawniejszych czasów. Druga wszystkiego od średniowiecza do dziewiętnastego wieku, trzecia historii najnowszej sięgającej czasów obecnych, a ostatnia, czwarta sala, była osławioną "komnatą grozy".
Po lewej stronie natomiast, praktycznie obok kasy, znajdowały się oddzielone płachtą z koralików schody prowadzące na piętro.
Przez uchylone, niedomknięte drzwi napadało niewiele śniegu, jednakże z racji niskiej temperatury biały puch nie zdołał się do końca roztopić. Co ważniejsze, widać było na nim słabe, niewyraźne odciski butów - eleganckich, o płaskiej podeszwie, która na pięcie miała jakiś wzorek. Logo producenta, chyba, nie można jednak do końca określić, co to naprawdę było. Fakt jest jednak taki, że ktoś tutaj był, i to praktycznie kilka, kilkanaście minut temu. I szedł do muzeum, nie do mieszkania Sandersa.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#7
Zanim jeszcze weszli do środka, Kwiatuszek przeszukał stojący przed muzeum samochód. Cóż, byłoby to co on osobiście by zrobił - wyważył drzwi do budynku i samemu schował się pod samochodem lub w bagażniku. Zadbał więc o to, by przetrząsnąć każdy zakamarek.
Po chwili był obok z zebranymi fantami - ale bez Tzimisca. Na szczęście.
Azjata planował pewnie romantyczny wieczór. Pieniądze, komórkę i bilety lotnicze do Japonii Nosferatu schował do kieszeni, do innej wrzucił flakoniki lepszych perfum - pewnie sprzeda je w Internecie. Jedną różę z bukietu leżącego na siedzeniu wsadził sobie w butonierkę - w końcu mógł zaraz umrzeć, warto byłoby to zrobić ze stylem. Pod siedzeniem znalazł też torbę z jedzeniem z McDonalda. Popatrzył na nie przez chwilę, po czym potężną ręką wpakował je sobie do ust.
Ręką brudną od soli i keczupu wyjął komórkę, napisał post na SN. Być może ostatni.

W środku był znacznie spokojniejszy, wyciszony wręcz. W ręku trzymał dobyty na zapas nóż - lepiej go mieć niż nie mieć. Pobudzał też krew, by krążyła po jego ciele i utwardzała je. Rozglądał się po okolicy. Przyklęknął przy śladzie buta.
- Mhęshkie. Tsherdshieshi coś, dushe khroki - powiedział po prostu, starając się mieć zawsze kogoś z trójki za plecami - Będę uwashał na sheśby, ale jestshe nie tshytam aur jakosh sshuper...

Spoiler | 
Dopalam sobie wytrzymałość tyle ile mogę, aż do limitu.
Na rzeźby - nadwrażliwość
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#8
White wampir spoglądał chwilę na Mitsa kiedy do nich podchodził, początkowo wziął go za przechodnia, ale kto o zdrowych zmysłach ze śmiertelnych jeździ na motocyklu. Chyba, że kask miał chronić przed zimnem. W końcu się domyślił, na szczęście nie robiąc żadnych głupich ruchów. Siedział cały czas na niewidoczności. Po chwili poszukał wzrokiem jakiś stworzeń typu myszy, z którymi mógłby zamienić słówko o tym, czy nie widziały może wchodzącego i gdzie wlazł. Jeżeli nic nie znalazł, to wzmocnił się krwią.
Trochę mu ulżylo, kiedy zobaczył broń palną, z drugiej jednak strony, lepiej jakby to była strzelba. Karabin szturmowy to może być za mały kaliber, zwłaszcza po tym, co widział całkiem niedawno w apartamentach. Lepiej jednak mieć coś niż nie mieć. Przydałabysię tutaj gilotyna. I unieruchomiony Tzimisce, którego prochy by wrzucili do wielkiego pieca martenowskiego.
Gdy byli już w recepcji, przerwał na chwilę niewidoczność i wskazał przydługawym paluchem na wystawę dotyczącą historii najnowszej. Dlaczego? Randy sugerował się tutaj odbiciem buta. Wystawa pokrak i potworów raczej nie wchodziła w grę, bo była zbyt oczywista.

Spoiler | 
Randy pali krew, żeby wzmocnić swoją wytrzymałość - podobnie jak Kwiatuszek.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#9
Mits odpowiedział jedynie krótkim skinieniem głowy na słowa Kwiatuszka i ruszył wraz z innymi, trzymając broń w wyćwiczonej pozycji, gotowy unieść lufe w dowolnym momencie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wskazał prostym ruchem dłoni każdemu z trzech jeden z kierunków, tak by każdy miał swoją strefe obserwacji i coby żaden kierunek nie został bez opiekuna.

Rozszerzył delikatnie swoją strefe martwej ciszy tak by objeła promień dwóch metrów od jego osoby, w tym samym czasie pobudzając refleksyjnie swoją przeklęta krew, wtłaczając więcej jej zasobów do rozpalenia martwych mięśni większym wigorem. Póki co pozwolił wskazywać kierunek dwójce, sam starając się skupić większość uwagi na doszukiwaniu się ew. zasadzek.

KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#10
Nieumarłe, odrażające trio szło przed siebie. Każdy z nich brzydki, paskudny i mógł u co słabszych ludzi powodować odruch wymiotny, ale to właśnie te trzy monstra w obecnej chwili były jedyną nadzieją wampirzej społeczności Seattle. Zanim Książę tego miasta podejmie decyzje i wyśle wsparcie (najpewniej w osobie Szeryfa) może być już za późno. Kwiatuszek więc, po uprzednim sprawdzeniu śladów obuwia, skupił swą krew i pobudził martwe, rozsypujące się ciało do działania. Wzmocnił się i niemalże w tej samej chwili zrobili to jego towarzysze. Mits i Randy. Mits był gotów do walki, miał broń w pogotowiu. Ten ostatni dodatkowo wskazał na wystawę najnowszej historii, doskonale łącząc fakty.
Modne, drogie i solidne obuwie nie pasowało nie tylko do potworów, ale także i do dawniejszych czasów.
Problem w tym, że droga do trzeciej sali na parterze budynku była dość daleka. Wszystko się może zdarzyć, dlatego Kwiatuszek skupiał się ile tylko mógł na rzeźbach, starając się odróżnić woskową podobiznę od zimnej skóry Diabła. Nieumarły tercet szedł wolno przed siebie, dość wąskim korytarzem. Dwie osoby mogły bez trudu iść tutaj ramię w ramię, jednak z racji gabarytów jednego z Nosferatu coś takiego było niemożliwe lub bardzo trudne do wykonania. Po lewej stronie Spokrewnionych widniały dość tanie, niemalże wyjęte ze szkolnego teatrzyku dekoracje, w których znajdowały się łudząco podobne figury ludzi, którzy umarli wieki temu.
Tutaj Juliusz Cezar wił się w agonii, gdy Brutus wraz z innymi spiskowcami wbijał sztylety w ciało swego przyjaciela. Krew, jaka pokrywała jego szaty oraz ostrza wznoszonych sztyletów lśniła delikatnie w mroku, słabo odbijając dalekie promienie księżyca, gwiazd oraz ulicznych latarni. Można by pomyśleć, że jest prawdziwa i gdyby nie to, że nie wydzielała żadnego zapachu, to Bestie pewnie by szalały. Aleksander Wielki na koniu, tratujący swych wrogów - twarz miał może trochę zbyt dziecinną i niewinną, ale być taki był zamysł artysty, działający na zasadzie kontrastów. Piękny i młody władca i zdobywca na górze, na dole brzydcy i starzy dzicy. Obok, w wannie wmurowanej w posadzkę muzeum, leżała naga i niezwykle pociągająca Kleopatra, a stojący obok czarnoskórzy niewolnicy szykowali się do zapełnienia wanny-basenu kozim mlekiem. Trzymane przez nich spore, masywne dzbany były jednak wypełnione czymś innym, niż mleko.
Tym razem Bestie skryte we wnętrzach trzech wampirów zawyły z rozkoszy oraz zgrozy.
W dzbanach były zmasakrowane szczątki jakiejś nagiej dziewczyny, owiniętej szmatami które kiedyś były eleganckimi ubraniami. Bez wątpienia była to pasażerka zamordowanego wcześniej Azjaty. To, co miało być dla tej pary romantyczną podróżą do Japonii zamieniło się w brutalny, ohydny mord - co gorsza, Kwiatuszek wyczuwał, że gdzieś w muzeum kryje się reszta tej dziewczyny. Wyczuwał, że Tzimisce jest gdzieś w pobliżu. Być może nawet w tej sali, jednakże resztki dziewczyny, będące aż nazbyt dokładnym świadectwem rzeźbienia w jej ciele, trochę to utrudniały.
Zmasakrowane ciało miało w sobie coś z Cllive'a i zarazem było to ostrzeżenie. A może wiadomość? Prowokacja do walki? Perwersyjny podpis w stylu "Clive, tu byłem"?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#11
W Kwiatuszku wezbrało poczucie obrzydzenia. Jak potwornym wynaturzeniem musiał być ten Tzimisce, że kompletnie nie ruszały go popełniane masowe morderstwa? Czy sam obudził się z torporu, czy też ktoś mu pomógł? Czy to plan Sabatu - spuścić ze smyczy wściekłego psa?
Nie miał żadnych wątpliwości, że Tzimisce musiał zginąć. Oni to zrobią, albo spowolnią go na tyle że dorwie go szeryf lub inni Nosferatu.

Nie zwracał też większej uwagi na potworną "rzeźbę" - podejrzewał, że może być to tylko sposób na odwrócenie ich uwagi. Clive wcale nie miał dużo czasu na przygotowanie się - jeśli poświęcił czas na to, to musiał być w tym cel. Chciał przeżyć, chciał ich osłabić.
On się nie da.
Nadal pobudzał krew. Nadal wypatrywał wroga z pomocą Nadwrażliwości. Ścisnął w dłoniach nóż. Ostrze, choć mało skuteczne przeciwko nieumarłym, dodawało pewności. Mimowolnie obnażył kły. Nie miał zamiaru poddać się bez walki.

Spoiler | 
Kontynuuję wzmacnianie wytrzymałości, kontynuuję Nadwrażkę
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#12
Nosferatu zerknął jeszcze do recepcji w poszukiwaniu jakieś zapalniczki, zapałek... no i czegoś łatwopalnego, jak dobrze pójdzie to benzynka do zapalarki? Może dekoracje? Pelerynka Juliusza cezara? Spali tą budę, jak sytuacja będzie podbramkowa. Potem White ledwie powstrzymał się od zagulgotania... Z radości... na widok makabrycznego dzieła w dzbanku. Zaśmiałby się, bo odebrał to jak jakiś makabryczny żart, ale na rechotanie nie pozwoliła mu sytuacja. Nie chciał się ujawniać będąc pod okowami niewidoczności. Sam chętnie skorzystałby z krwawego pakunku, jaki zostawił Tzimisce, ale nie był na tyle głupi, żeby robić to teraz. Może potem, jak przeżyją. Wampir, kiedy już wzmocnił swoją wytrzymałość, zwiększył także swoją siłę za pomocą krwi. Szedł z przodu, dając w razie czego, pole do strzału Mitsowi, no chyba, że ten go wyprzedził, to nie bylo mowy o niczym. Korytarz wąski... wypatrywał szczegółów które mogłyby pomóc potwornej drużynie w namierzenuiu równie potwornego jegomościa.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#13
Wampiry szły dalej, aczkolwiek jeden z nich - nie najbrzydszy, trzeba dodać - jeszcze poświęcił chwilę na rozejrzenie się dokoła, na terenie recepcji i informacji muzealnej. Zapalniczki nie było. Czegoś takiego należało się spodziewać, w końcu na terenie muzeum było aż nadto łatwopalnych przedmiotów, a i wosku było też od groma, ale za to Randy znalazł z pół tuzina pudełeczek zapałek, schowanych w pobliżu kasy. Jakoś trzeba zapalać kadzidełka, prawda? A najlepiej się do tego nadają właśnie zapałki, i to firmowe, z logo Sander Wax Museum.
Kwiatuszek, choć wysilał się jak mógł, nie był po prostu w stanie dojrzeć kolejnych szczegółów. Może to i dobrze? Dopiero kawałek dalej, w miejscu, gdzie kończyła się pierwsza i zaczynała druga sala, do uszu całej trójki dotarł pierwszy niepokojący dźwięk, będący jednakże kolejnym potwierdzeniem, że nie są w budynku sami. Co więcej, był to bezsporny sygnał, że zbliżają się do celu, do nieumarłego Diabła, który najpewniej krąży gdzieś poza granicą całunu absolutnej, nieprzeniknionej ciszy jaką wytworzył Mits. Tzimisce Clive był coraz bliżej.
Obrzydliwy, mokry plask przypominał rzucenie kawałka mielonego mięsa na podłogę. Nie brzmiało to przyjemnie, nie zwiastowało też nic dobrego, ale kiedy moment później rozległ się kolejny, bliźniaczy dźwięk - tylko znacznie głośniejszy, o głębszym brzmieniu jeśli w ogóle coś takiego jest możliwe - Nosferatu wiedzieli aż za dobrze, że od starcia z poszukiwanym wampirem dzieli ich naprawdę niedaleka droga. Było oczywiste, że Clive, Diabeł, morderca, Sabatnik czeka na nich w sali obok, w sali poświęconej najszerszym granicom czasowym.
Od piątego aż do dziewiętnastego wieku.
Tuż za przejściem, będącym niczym więcej jak zawieszoną pod sufitem ścianą utworzoną ze sznurów z koralikami i paciorkami, majaczyło z pół tuzina postaci. Wszystkie zastygłe w swych pozach, wszystkie odziane w szaty bogate, eleganckie, ale zarazem obfite i masywne, nie bardzo pasujące do obuwia, które nie tak dawno dojrzał Kwiatuszek. Na ile wampiry mogły stwierdzić, najbliżej przejścia krył się sam legendarny Król Artur z Excaliburem, Ryszard Lwie Serce, Karol Wielki i ktoś jeszcze, najpewniej Saladyn, bądź też królowa Matylda.
Dopiero dalej widać było sylwetki ludzi w garniturach i sukniach znacznie bliższych obecnym czasom.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#14
Kwiatuszek pobudził krew. Czuł, jak jego ciało staje się coraz twardsze - zgnilizna zasychała i utwardzała się, wrzody pękały tylko po to, by zaraz zarosnąć się, jeszcze twardsze niż przed chwilą. To jednak nie wystarczało - chciał mieć maksimum pewności, że wszystko zadziała i nie zginie przypadkowo.
Zauważył, że Randy szuka zapałek i jakiś szmatek. Domyślając się o co chodzi, w milczeniu podał mu jeden z flakoników perfum, który wyciągnął z kieszeni. Cóż, może go nie sprzeda, ale jeśli taka ma być cena przeżycia, to był skłonny ją zapłacić.
Cały czas próbował znaleźć Tzimisce z wykorzystaniem Nadwrażliwości. Zapewne ostatni raz, bo zaraz wywiąże się walka, czuł to w kościach. Jego kły były już w pełni obnażone. Skinął głową na Mitsa - w tym zakresie miał zamiar korzystać z jego przewodnictwa.

Spoiler | 
Kolejna krew na wytrzymałość.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#15
White przyjął perfum od Kwiatuszka, kiwając głową w podzięce. Schował tyle zapałek do kieszeni ile dalo radę. Wyjął poten swój nóż i za jego pomocą odkorkował flakonik, a chwilę potem pozbawil Juliusza Cezara kawałka peleryny, który posłużył jemu jako szmatka, którą włożył do flakonika przez szyjkę naczynia i nasączył częściowo w perfumie. Na to nałożyl zawleczkę z perfumu, żeby nie rozlało się to mu i schował do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Gdyby oddychał, to by westchnął. Przypomniały się dawne czasy, kiedy trzeba było kombinować, zeby zatłuc kilku żółtków...tylko, że tutaj bylo coś gorszego, niż stado wietnamców. White dogonił towarzyszy. Do jego uszu dotarły plaśnięcia. Odruchowo spojrzał w górę, na sufit, jakby to tam miał być czychający na nich stwór... Nosferatu zaczął się skradać, starając się stawiać kroki jak najciszej. Polowanie osiągnęło kulminacyjny punkt. Tylko nie wiadomo było kto tak naprawdę jest łowcą, a kto ofiarą...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#16
Trudno było ocenić co działo się w umyśle Mits w momencie gdy kroczył pomiędzy dwoma Szczurami Kanałowymi. Kiedyś mogłoby pomóc spojrzenie jego oczu, które teraz ukryte były za opuszczonym plexi kasku motorowego który ukrywał całą jego głowe. Mimo że miał w przeszłości do czynienia z Sabatnikami, takie starcia zawsze różniły się od siebie na tyle, by nie był w stanie wypracować jakiegokolwiek sposobu działania potworów wśród potworów. Miał jednak jako takie pojęcie o zdolnościach przeklętych Tzimisce oraz wampirów w całości, co pozwalało mu mniej więcej oszacować możliwe ruchy ze strony przeciwnika.

W momencie gdy weszli do sali gdzie najprawdopodobniej miało mieć miejsce starcie z ich celem dał znak dłonią by się zatrzymali. Puszczając na moment przód karabinu, wciąż jednak wspierając go o bark, klepnął lekko Kwiatuszka. Wskazał dwoma palcami na miejsce gdzie mniej więcej znajdowały się jego włąsne oczy, po czym wyznaczył palcem przód , sufit oraz prawą flanke. Następnie powtórzył gest z Randym, wskazując na ich lewą flanke i plecy. Wskazał też pozycje w której powinni się ustawić i przemieszczać by znajdowali się w miare blisko siebie, a na pewno w zasięgu wzroku. Szczególnie że do póki znajdowali w promieniu dwóch metrów - co zasygnalizował popularnym gestem ciszy zprzystawieniem palca w okolice ust, palcem na ziemie i dwójke wyciągnietymi palcami - nie mogli używać słów by sie porozumieć. Następnie upewnił się że wszyscy zrozumieli jego przesłanie, po czym wprawnym ruchem odbezpieczył karabin i ruszył powoli do przodu.

Korzystał z tego że Tzimisce się przed nimi ukrywał - dawało to mu czas. Czas który zużytkował na spokojne, rutynowe celowanie i strzelanie w głowy manekinów z bezpiecznej odległości. Wyciszenie pozbywało się huku wystrzału, zostawiajac jedynie głuche trzaski gdy pocisk przebijał sztuczne głowy i wbijał się w inny element otoczenia. W międzyczasie, pozostawał jednak czujny na prawdziwe zagrożenie, gotowy w każdym momencie przesunąć cel i wypalić.

KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#17
Szli dalej, w wojskowym szyku, gotowi do walki do ostatniej kropli krwi jaka krążyła po ich martwych ciałach.
Zanim jednak wkroczyli do drugiej sali, zdominowanej przez do bólu realistyczne woskowe figury ukazujące najważniejsze postacie z historii świata od wieków średnich, aż do samego dziewiętnastego stulecia, niezbędne były odpowiednie przygotowania. Pobudzenie vitae, zmuszającej pozbawione życia cielska do skupienia się, sprawdzenie broni białej i palnej, szybkie zmajstrowanie prowizorycznego koktajlu Mołotowa, pachnącego jednakże zdecydowanie lepiej. Perfumy, w posiadaniu których był Kwiatuszek, miały w sobie ogromne ilości alkoholu, ale przy tym wydzielały tak intensywną, słodką i aromatyczną woń, że nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadłby na pomysł wykorzystania ich jako broni.
Ale te trzy wampiry nie były zdrowe na umyśle. Były ożywionymi potworami, szykującymi się do starcia z samym Diabłem. Mits, jako najciężej uzbrojony, systematycznie likwidował nieruchowe postacie. Głowy królów i królowych, papieży, odkrywców oraz wielkich myślicieli za każdym pociągnięciem języczka spustowego zamieniały się w chmurę mniejszych i większych odłamków. Dźwięku nie było przy tym żadnego - również i nic nie było widać. Wampiry, skryte za całunem niewidoczności, nie przejmowały się hukiem wystrzału, tak samo jak trwający krócej niż mgnienie oka rozbłysk ognia w lufie karabinu nie stanowił żadnego kłopotu.
Wszystko, co było w bezpośrednim sąsiedztwie Nosferatu równie dobrze mogło nie istnieć. Dopiero dalej, te dwa magiczne metry dalej, wszystko było widać, słychać i czuć. Nawet za bardzo. Dźwięki do złudzenia przypominające rzucanie mokrego kawałka mięsa na podłogę przybierały na sile coraz bardziej i bardziej, by w końcu, nagle i gwałtownie, zniknąć. Kwiatuszek, jako pierwszy i jedyny z Nosferatu, dojrzał unoszące się w powietrzu czarne żyłki, przypominające cieniutkie macki drgające tak, jakby żyły swym własnym życiem.
Przy posągu Krzysztofa Kolumba, ukazującego go takim, jaki był naprawdę (a więc stał w pozie zdobywcy, z jedną nogą opartą na leżącej na ziemi, nagiej dziewczynie), w eleganckim, acz trochę poplamionym krwią i innymi płynami jakie znajdują się wewnątrz każdego człowieka, stała wysoka, nienaturalnie powykręcana sylwetka prawdziwego potwora. Jego chude, bardzo długie ręce nieustannie badały woskową figurę przykładając do twarzy, szyi oraz torsu Kolumba coś, co wyglądało jak płat wątroby owinięty jelitami i siateczką żyłek.
Bestia ta miała łysą, pozbawioną oczu głowę, a w miejscu gdzie powinny być usta widniała tylko potężna dziura, odsłaniająca masywne szczęki z równie masywnymi kłami. Clive wydawał się całkowicie zajęty swoją odrażającą zabawą, ale kiedy odrzucił kolejny kawał mięsa, znieruchomiał. Zamiast zwyczajowego, mokrego plaśnięcia nie było nic słychać. Rozejrzał się dokoła, jeśli można tak powiedzieć w przypadku ślepego monstrum.
Image

- ... - mówił coś, ale gdy zdał sobie sprawę, co się dzieje, tylko pokręcił głową i cofnął się o krok. - Nosferatu, czyż nie? Nie słyszę was. Nie czuję. Nie widzę, ale wiem, że tu jesteście, tchórze. Przyszliście mnie zabić, jak przystało na psy Camarilli? Przyszliście złamać szóstą Tradycję i dokonać Destrukcji Spokrewnionego? Przyszliście... - nie dokończył. Nie miał ku temu możliwości, bo Mits, trzymając się swoich zasad, po prostu pociągnął za spust. Kula wystrzeliła z zawrotną prędkością i wbiła się w łeb wampira; pociągną skórą, wydłużona czaszka odskoczyła do tyłu. Diabeł zachwiał się mocno, wpadając na woskową podobiznę Szekspira tworzącego jedno ze swych arcydzieł i na Nostradamusa, głoszącego przepowiednię. Co zrobi Kwiatuszek? Co zrobi Randy?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#18
Spotkanie zaczęło się dla nich całkiem korzystnie. Czyżby Bestia nie radziła sobie z Nadwrażliwością tak dobrze, jak zakładali? Nie miała oczu - a może miała, tylko pod jakimiś błonami i miało ich to tylko zmylić?
Początkowy strzał Mitsa powitał z radością. Oby i dalej szło im tak dobrze.
Upewnił się, że jest skryty pod całunem Niewidoczności i że moc ta wygłusza jego kroki. Odsunął się parę kroków, tak, że jego sfera ciszy jeszcze nachodziła się z pozostałymi, ale pokrywali już większy teren.

Na razie czekał - jeśli Mits będzie w stanie wykończyć go kulami - tym lepiej. Każde zbliżenie się do Clive'a będzie powodowało że będzie miał cel do ataku.
Z drugiej strony, jeśli będzie chciał korzystać z Nadwrażliwości do wywęszenia ich... Nie powinno się mu to udać, w końcu Niewidoczność działa na cały umysł. Ale nie zaszkodzi pomóc szczęściu. Wyjął inny flakonik z perfumami i cisnął w stronę kreatury. Preferowanie, chciał go nim uderzyć - wtedy choć trochę go zmroczy. Jeśli nie i trafi koło niego, to i tak zaburzy to jego zmysły.

Spoiler | 
Jak rzut wymaga testu to wydaję SW.
Spalam krew do zręczności.

Kwiatuszek ustawia się tak by nie utrudniać celowania Mitsowi i by w razie czego mógł doskoczyć i dźgać nożem.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#19
White, posłuchawszy Mitsa, zajął się lewą flanką, trzymając odpowiedni dystans od towarzyszy. Kiedy dojrzał Tzimisce, zorientował się, że ten ma kupę radochy ze swojej makabrycznej twórczości. Tak samo jak jego bestia, która czuła krew. Diabeł rozpoczął przemowę, jednak szybko został uciszony przez sprawną reakcję Mitsa. White dał sygnał dłonią kolegom, że zmniejsza dystans (skradając się) w kierunku okrutnego członka Sabatu. Nie zamierzał jednak wchodzić Mitsowi na linię strzału po to, zeby w razie czego Nosferatu z karabinem mógł szybko zareagować. Tzimisce nie rozsypał się na kupę kości albo popiołu. To znaczy, że "żyje" i jest nadal niebezpieczny. Ostatecznie, architekt zatrzymał się w odległości czterech-pięciu kroków od Clive'a. Był gotów doskoczyć i unieruchomic Sabatnika po to, żeby towarzysze mogli go w porę zakołkować. Pobudził swoją krew, zwiększając siłę jeszcze bardziej, aby podołać temu wyzwaniu. Clive sprawiał wrażenie naprawdę silnego... W między czasie gdzieś śmignął flakonik rzucony przez Kwiatuszka.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#20
Mits tymczasem, zaczął spokojnie stawiać kroki w strone najbliższego elementu otoczenia który mógł uznać za odpowiednio duży i solidny, by mógł posłużyć za prowizoryczną barykade gdyby Clive zdecydował się wstać i rzucić w jego kierunku. W każdej innej sytuacji z pewnością podzieliłby się swoją opinią na temat poziomu zezwierzęcenia i generalnego skurwysyństwa które osiągnął potwór przed nimi, jednak w sytuacjach zagrożenia, Mits zawsze pozostawał skupiony i zdeterminowany. Oczywiście, w tym momencie działał też troche jak strzelec wyborowy, świadomy potrzeby zmieniania pozycji po każdym oddanym strzale póki zachowywał przewage odległości i mniejszej niż większej świadomości jego położenia w głowie przeciwnika.

Nie miał jednak w żadnym wypadku pozostawiać tej sytuacji losowi, szczególnie że wiedział jak twarde potrafią być wampiry na swoim własnym przykładzie. A co dopiero takie paskudztwo jakie mieli przed sobą. Zaraz gdy usłyszał jak kolejny pocisk trafia do komory karabinu, nacisnął za spust.

KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#21
Image

Ciężko powiedzieć, jakie wrażenie na trójce Nosferatu wywołał Clive. Był wysokim chudzielcem, w eleganckim garniturze i drogich, modnych butach, jawił się więc jako ktoś obeznany ze światem mody i szyku, ale zarazem był też obrzydliwym, żywym trupem bez oczu, z przerośniętą szczęką i zębiskami, które mogą wzbudzić zazdrość u rekina. No i miał dziurę w głowie, został w końcu postrzelony, jednak ta rana nie wydawała się w jakiś sposób mu przeszkadzać. Prędzej go irytowała, drażniła, niż sprawiała ból czy cierpienie.
Z rany nie wypływała nawet krew.
- Żałosne. - tym jednym, krótkim słowem Tzimisce podsumował całą sytuację i cofnął się o krok. Nie wiedział, gdzie znajdują się Nosferatu. Nie mógł polegać na zmyśle wzroku, zrezygnował z niego już dawno i opierał się na słuchu oraz węchu (a także i drganiach). Wiedział jednak aż za dobrze, że starcie z kilkoma Kanałowymi Szczurami może być bardzo trudne, dlatego nie zamierzał tracić czasu. Od razu przeszedł do ofensywy, pobudzając swoją brudną, przeklętą krew. Ciałem Diabła zaczęły targać drgawki, tak, jakby cierpiał na padaczkę.
Materiał jego ubrania oraz butów pękł z trzaskiem, gdy nienaturalnie chuda, wysoka postać zaczęła się przeobrażać w coś odrażającego i monstrualnego. W ciągu jednej, krótkiej chwili zmienił się nie do poznania. Urósł do ponad dwóch metrów - acz dalej pozostał wychudzony - i pokrył się kostnymi naroślami, tworzącymi szarawy, połyskujący czernią pancerz z chityny. Podłużna, jajowata głowa stała się powykręcana i skryta za maską z poskręcanych kości. Z barków i kręgosłupa wystrzeliły długie, zagięte kolce, lśniące od cuchnącej mieszanki krwi i smaru, podobnie też było w przypadku łokci i kolan.
Clive się zmieniał. Stawał się prawdziwym Diabłem, o długich, opancerzonych łapach zakończonych masywnymi, acz tępymi pazurami. Odchylił łeb do tyłu i zaczął węszyć, starając się wyczuć, gdzie mogą znajdować się Nosferatu. Na swoje nieszczęście w tej samej chwili zaatakował go Kwiatuszek, dźgając nożem i miotając flakonikiem perfum. Niestety, ostrze trafiło na jedną z grubszych kości i ześlizgnęło się z pancerza, jakim okrył się Tzimisce nie czyniąc mu żadnej krzywdy. W powietrzu unosił się słodkawy zapach stłuczonego flakonika oraz paskudny smród krwi i ropy, wypływających ze szczelin w ruchomej, chitynowej zbroi.
Drugi z Nosferatu, jako jedyny uzbrojony w broń palną, zmienił swoją pozycję.
Mist nie zamierzał długo trwać w jednym miejscu. Coś takiego w starciu z niebezpiecznym, nieprzewidywalnym przeciwnikiem mogło bardzo szybko doprowadzić do zguby, dlatego Spokrewniony przesunął się. Ruszył dalej, kryjąc się za biurkiem, przy którym Galileusz szkicował mapę nieba, a gdy zajął już odpowiednią pozycję - znów wypalił z karabinu. I znów, gdyby nie Dyscypliny i moc płynąca z krwi Kaina, muzeum rozbłysło by oślepiającym światłem, a od ścian odbiłby się echem huk wystrzału. Nic takiego nie miało jednak miejsca.
Clive dostał w głowę, a kawałek kości, chroniącej nasadę nosa, po prostu zniknął w małej chmurze pyłu. Nic nie wskazywało na to, by Tzimisce odniósł poważne obrażenia, ba, by cierpiał z tego powodu - prędzej był coraz bardziej zirytowany i zdenerwowany. Nie zdołał jednak zareagować, bo gdy tylko się wyprostował, został pochwycony przez Randy'ego. White złapał go w stalowy uścisk, unieruchamiając w miejscu; Clive i Randy trwali szczepieni ramionami, niczym perwersyjni kochankowie, starając się zdominować przeciwnika. Póki co to White miał przewagę, ale wszystko może się jeszcze zmienić... na lepsze, lub na gorsze.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#22
Co za cholerny skurwysyn - pomyślał Kwiatuszek, z obrzydzeniem patrząc na to, czym stał się Tzimisce. Czy tak samo ludzie patrzyli na niego? Czy tak właśnie postrzegali ich inni - jako potworne monstra, opętane żądzą krwi i zniszczenia?
I, czy tak naprawdę się mylili?

Kwiatuszek, czy raczej krew w nim krążąca i łaknąca zemsty bestia, nie zatrzymywali się jednak w celu kontemplacji. Jego nóż nie zrobił za wiele krzywdy, ale Randy okazał się silnym skurczybykiem. Kwiatuszek rzucił się więc do nóg diabła, próbując gryźć i szarpać jego uda. Już dawno temu dowiedział się, że ugryzienia wampirów nie mogą być mierzone ludzkim pojęciem i potrafią czynić prawdziwie nadnaturalne spustoszenie. Oby tylko to wystarczyło.

Spoiler | 
Wydaję SW na atak.
Dopalam siłę krwią.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#23
O kurwa!
Randy nagle stanął w szranki z wychudzonym i przewyższającym go monstrum. Sytuacja była niekomfortowa, zwłaszcza, że wampir miał przed sobą niezbyt urodziwy pysk Tzimisce. Kto tutaj teraz był potworem? Zaś Bestia miotała się wewnątrz wampira. Pobudzona do działania krew uwalniała zew drapieżcy. Z trzewii White'a wydobył się warczący pomruk, żeby sam Clive nie poczuł się zbyt pewnie i zamknął swoją okropną mordę.
-Jesteśmy Legionem. I jest nas wielu!
I wsumie zbytnio nie kłamał, zwłaszcza mając na uwadze, że nawet siedząc samemu w kanałach rzadko czuł się osamotniony...
Nosferatu, nie czekając aż Clive skorzysta z przewagi, jaką dawała mu forma oraz wzrost, w tym samym czasie szarpnął przy użyciu całej swojej masy, spotęgowanej przez krew siły oraz dyscypliny potencji, aby powalić chodzący koszmar na ziemię. Pomysł podsunął mu Kwiatuszek, który atakując nogi Diabła, mógł jednocześnie zadziałać jako kotwica.

Spoiler | 
Podejmuję się próby zastraszenia (xD). Do próby powalenia używam dyscypliny potencji.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#24
Jeden wampir powiedział raz pewne słowa - Mits to osoba niezłomna, oddana i zdeterminowana - a trójka innych wampirów obecnych w tej sali mogła być świadkami tej opinii. Mimo ogromnego potwora, w przeciwieństwie do związanych ze sobą bestii, Mits kontynuował. Spokojnie, precyzyjnie, niezmiennie. Skorzystał z okazji że bestia była zajęta dwójką gryzących go po kostkach Nosferatu. Wystarczył jeden moment gdy głowa znalazła się w czystej linii pomiędzy końcem jego lufy a swoją paskudną formą. Mits wiedział że ten Tzimisce umrze dzisiaj śmiercią ostateczną - nawet jeśli miałby go zabrać ze sobą do grobu. Nie miał zamiaru pozwolić by takie ścierwo chodziło dalej po ziemi.

Jest limit który Clive dawno temu przebił. Teraz pozostało go uśpić.
Bo morduje się ludzi, nie zwierzęta.

Pociągnął za spust kolejny raz.

KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#25
Była walentynkowa noc. Praktycznie środek lutego, a temperatury krążyły bez przerwy w okolicach zera, zimny wiatr nieustannie huczał, a grube i ciężkie płatki śniegu sypały bez końca, przykrywając Szmaragdowe Miasto pierzynką białego puchu. Nikt oprócz kilku nieumarłych potworów nie wiedział, że w niepozornym muzeum figur wojskowych (i wojskowości przy okazji) toczyła się bardzo brutalna walka krwiożerczych monstrów. Właściciel, pan Sanders, gdy już pojawi się w poniedziałkowy ranek w swym miejscu pracy będzie miał nie lada orzech do zgryzienia.
W końcu toczyła się tutaj regularna wojna. Prawdziwa rzeź.
Kwiatuszek działał instynktownie. Pobudził swą krew, zmuszając nabrzmiałe, martwe ciało do nadludzkiego wysiłku i rzucił się na ohydnego Tzimisce, związanego w uścisku z innym Nosferatu. Zęby Kwiatuszek - kły duże i twarde, ostre i grube - wgryzły się w chitynowy pancerz pokrywający chuderlawe cielsko Diabła. Zgrzytnęły kości i dało się nawet słyszeć trzask pękającej zbroi, ale to wszystko, co udało się wampirowi osiągnąć. W tym szaleństwie była jednak metoda; choć Kwiatuszek nie dał rady zranić Clive'a, to trwał uczepiony jego nogi. Z racji swych rozmiarów oraz siły, wzmocnionej przeklętą przecież krwią, uniemożliwiał przeciwnikowi większość manewrów. Dobre i to, prawda?

Image

- ... - Diabeł nie zostawał dłużny. Wiedział aż za dobrze, w jak trudnej znalazł się sytuacji i spróbował szarpnąć swoim chudym, acz paradoksalnie masywnym cielskiem by zrzucić zbędny ciężar. Był w pewnym sensie skrępowany, miał bardzo ograniczone pole manewru; wydał z siebie dziki, zwierzęcy wrzask i objął mocniej Randy'ego.
Nienaturalnie długie, kolczaste ramiona zaczęły się zaciskać na wampirzym ciele coraz mocniej i mocniej, tworząc stalowy, niemożliwy do rozerwania chwyt - stało się jasne, że Clive zamierza po prostu zmiażdżyć Nosferatu, przyciskając go do swego chitynowego, oślizgłego pancerza. W teorii było to bardzo dobre rozwiązanie. W praktyce niekoniecznie, bo White nie zamierzał trwać bezczynnie i czekać na koniec.
Również wrzasnął, jednak jego celem było zastraszenie przeciwnika. Gest rozpaczliwy i szalony, ale skuteczny, bo może i Clive nie dał się przestraszyć, to jednak został na moment rozkojarzony. To pozwoliło Szczurowi poprawić swój chwyt i, korzystając z wagi Kwiatuszka uczepionego diablej nogi, pociągnął Tzimisce w dół. Huknęło głośno, gdy trzy wampiry zwaliły się jak jeden mąż na posadzkę muzeum.
Jedna z figur się nawet przewróciła, a z drugiej odprysnął spory kawałek wosku.
Mits chybił. Gdyby nie to, że Nosferatu pociągnęli Clive'a w dół, z pewnością trafiłby go w łeb - może nawet w skroń, albo w jakieś newralgiczne miejsce pomiędzy płytami kościanego, chitynowego pancerza. Sytuacja ogółem uległa jednak znacznej poprawie. Tzimisce leżał. Uczepiony jego nogi był jeden Nosferatu, drugi zaś znajdował się na nim, w odrażającej parodii romantycznych uścisków. Były w końcu Walentynki. Święto miłości i radości.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#26
Kwiatuszek gryzł wściekle, ścięgna puszczały, kości łamały się pod jego zębami a przez mięśnie rozszarpywał tak, jak śmiertelni rozszarpują kurczaka przy obiedzie. Po chwili jednak po obrażeniach nie było większego śladu. Cholerny Tzimisce musiał mieć słynną dyscyplinę Odporności. Ani chybi wyssaną wraz z duszą jakiegoś nieszczęśnika.
Nie zmieniało to faktu że jego sytuacja teraz była najlepsza z możliwych - Clive był w jakiś sposób obezwładniony, nikt go bezpośrednio nie atakował a on sam nie przeszkadzał nikomu w zdawaniu mu ran. Nadal pobudzając swoją krew ponownie podjął próbę wbicia się i rozszarpania uda Tzimisce'a.

Spoiler | 
Nadal wydaję krew na siłę i SW na atak
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#27
Poczuł prawdziwą krzepę Tzimisce. Ten przerośnięty chudzielec-koczkodan-karaluch niemal zmiażdżył go w żelaznym uścisku o swoje chitynowe cyce. Na szczęście Randy nie był osamotniony w desancie na Tzimisce. Kwiatuszek zadziałał świetnie jako swego rodzaju uziemienie. White nie liczył ostatecznie na to, że próba zastraszenia Clive'a się powiedzie, ale zyskał kilka milisekund, które w połączeniu z poczynaniami Kwiatuszka, dały nadspodziewanie dobry efekt. Szkoda tylko, że skasztanił Mitsowi strzał, ale teraz zamierzał to naprawić. Zamierzał unieruchomić Clive'a używając dyscypliny i potęgując swoją siłę krwią. Jednocześnie chciał się w ten sposób uchronić przez zbyt pieszczotliwym przytuleniem przez Diabła, które by się mogło skończyć przerobieniem White'a na mielonkę z keczupem.

Spoiler | 
Używam potencji i spalam krew na siłę.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#28
Nawet gdyby miał taką możliwość, Mits nie odezwał by się słowem w reakcji na to co miało przed chwilą miejsce. Takie rzeczy się zdarzają i będą się zdarzać, o ile na przyszłość nie zgrają się lepiej. To był pierwszy raz gdy zajmował się poważnym zagrożeniem z tamtą dwójką i chociaż nie preferował ich metod, w tym momencie przynosiły pozytywny skutek.

Wiedział że nadszedł czas na zmiane pozycji, a obalenie potwora tylko potwierdziło jego decyzje. Poderwał się, wyszukując spojrzeniem kolejnego miejsca które mogłoby służyć za prowizoryczną barykade, w czasie gdy stawiał spokojne, jednak zdecydowane kroki w jego kierunku. Gdyby ktokolwiek zwrócił uwage na jego stopy, z pewnością mógłby porównać go bardziej do przesuwającego się szermierza, niż spanikowanego gliniarza. Gdy już znalazł się na pozycji która pozwalała mu na oddanie strzału w łeb potwora - tak też zrobił.

KARTA POSTACI: Mits
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Włoski
Opis Postaci | 
Średniego wzrostu mężczyzna, ubrany w dopasowany garnitur z ciemnoczerwoną koszulą i czarnym krawatem. Jego dłonie skryte są w rękawiczkach, w czasie gdy reszta widocznej skóry owinięta jest w bandaże, za wyjątkiem nieprzyjemnych, nieco rybich oczu oraz ust z wiecznie odkryty, żółtymi zębami. Zupełnie jakby miał za krótkie wargi by schować swoje nieciekawe uzębienie.

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum (02.14.1999)

#29
Image Image

Image

Mordercza walka trwała dalej.
Wampiry związane bitką w muzeum nie wiedziały jednak, że z mniej więcej centralnej części miasta ruszyły posiłki. Kawaleria, można nawet rzec - zanim jednak Szeryf i jego Ogary dotrą do celu, minie trochę czasu. Czy będzie to tylko kilka minut, czy kwadrans, czy nawet i pół godziny, nie wiadomo. Seattle było zaśnieżone, drogi niemalże były nieprzejezdne, a nade wszystko trwały Walentynki. Ryzyko spotkania na drodze pijanych kochanków i kochanki, lub też zrozpaczone duszyczki które dostały kosza było zbyt wielkie. A czas uciekał...
Tzimisce, o dziwo, leżał bez ruchu. Na jedną, niesamowicie krótką chwilę przestał dawać jakikolwiek znak życia, ba, można było pomyśleć, że się poddał i oczekuje na nadchodzący cios, który pchnie go w ramiona Ostatecznej Śmierci. Jak się jednak okazało, to, co trwało może sekundę, może mniej, było tylko wstępem do prawdziwej tragedii i koszmaru. Diabeł nie przestał atakować - po prostu zmienił sposób walki. Nie próbował już zmiażdżyć obejmującego go wampira. Przeciwnie, wykorzystał sytuację w jakiej się znalazł i po prostu rozpoczął manipulację kośćcem Randy'ego.
Nie trwało to długo. Efekt przekraczał jednak najśmielsze i zarazem najtragiczniejsze wyobrażenia. Diabeł na pozór nie ruszał się, ale wprawne oko dostrzegało coraz więcej i więcej drgań na jego poskręcanym, chitynowym ciele; w końcu zaś klatka piersiowa Nosferatu z bezgłośnym trzaskiem zapadła się. Mostek przebił ubranie rozrywając materiał i szarawą, martwą i suchą skórę wampira. Żebra z kolei, pękając i łamiąc się, wbijały się coraz głębiej i głębiej w ciało, by ostatecznie dotrzeć do serca.
Randy miał jednak szczęście, bo choć jego własne, połamane kości naruszyły jedyny istotny dla Kainity mięsień, to nie wprowadziły go w letarg. Zraniły, upuściły krwi i były świadectwem grozy, jaką niósł Tzimisce.
Z drugiej jednak strony, stanowił teraz nic więcej jak balast krępujący i tak ograniczone ruchy Diabła, co właśnie wykorzystał Mits oraz Kwiatuszek. Ten drugi ponownie spróbował wgryźć się w cielsko wampira, ale i tym razem nie był w stanie przebić się przez monstrualny pancerz; zdołał jednak doprowadzić do skruszenia i pęknięcia chityny w wielu miejscach. Ten pierwszy z kolei nie tylko zmienił swoje położenie na znacznie lepsze, ale także poświęcił nieco więcej czasu by mieć całkowitą pewność, że tym razem uda mi się trafić w łeb. I nie przeliczył się, bo gdy pociągnął za języczek spustu i poczuł charakterystyczne szarpnięcie, w powietrze w muzeum figur woskowych wzbiła się mieszanka wilgotnych kości, chitynowego pancerza i fragmentów zniekształconego cielska.
Tzimisce zaczął się rozpaczliwie miotać, próbując bezskutecznie zrzucić z siebie i Randy'ego, i wczepionego w jego udo Kwiatuszka. Wiedział, że był na granicy wytrzymałości, że lada moment może przekroczyć granicę, zza której nie ma już powrotu. Nie była to jednak dobra wiadomość, bo zwierzyna ranna, w pułapce, bywa najgroźniejsza. Fakt, że White miał dziurę w torsie był najlepszym ku temu dowodem.
A przecież niebawem miała tu dotrzeć tak zwana kawaleria. Szeryf i jego Ogary były daleko, ale ta odległość z każdą kolejną chwilą się zmniejszała. Baxter, mrucząc coś cicho pod nosem, siedziała na tylnej kanapie Chevroleta Parkera i grzebała w plecaku wyładowanym narkotykami; walentynkowy prezent od pewnego wampira trafił najwyraźniej w gust nieumarłej, bo zawyła z radości. Czarnoskóry dryblas, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy, nerwowo zerkał we wsteczne lusterko i rozglądał się na boki.
Jechał z prędkością znacznie przekraczającą limit. Samochodem mocno rzuciło, gdy skręcił z głównej ulicy w jakąś boczną alejkę, wyrzucając przy okazji w nocne powietrze fontannę białego puchu. Baxter zaklęła szpetnie, gdy zawartość plecaka rozsypała się na tylnym siedzeniu; nie zważając na nic rzuciła się ratować ten bezcenny towar. Muzeum było ciągle daleko...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 6232 East Green Lake Way N, Sanders Wax and Military Museum

#30
Kwiatuszek sapnął tylko nieco mocniej i ze zdwojoną siłą wziął się za rozszarpywanie tego, co udało mu się odsłonić. Randy był w słabym stanie i nie było miejsca na tracenie czasu i energii.

Spoiler | 
Wydaję krew na siłę i sw na atak.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.
Odpowiedz

Wróć do „Green Lake”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron