Be My Bloody Valentine

#1


BE MY BLOODY VALENTINE
Alexander Thalberg, Amelia Fosbery, Avery Blanchard, Bailey Henderson, Blake, Claire Farrington, Dhithi Madan, Edward von Bern, Eunika Grimm, Eve Barton, Felix Ouellette, Frank Richmond, Harold Grey, Harry Richmond, Helena Ainsworth, Joshua Hunter, Kwiatuszek, Mits, Michelle Mould, Randy White, Ryuu Satoshi, Simon Dolan, Wiktor Smiertin
i inni
12th Ave Arts, Ballard Carnegie Library, Bloodbath, DJ Juicy Jay, Harbor Island, Kubota Garden, Moore Theatre, Midnight Fix, Ravenna Park, Sanders Wax Museum, Seattle Children's Home, Urban Nite
i inne



Zima w Seattle jest piękna. Biel śniegu w cudowny sposób łączy się z brązem pni oraz zielenią igieł i liści niektórych drzew, z brunatnymi i szarymi barwami cegieł oraz stali, a czerwone dodatki w postaci bardzo licznych serduszek i różyczek bardzo dobrze z tym wszystkim kontrastują i nadają całości wyjątkowego charakteru. Nie ma się co dziwić, w końcu Walentynki to święto miłości, radości oraz szczęścia - tegoroczny dzień świętego Walentego przypadał w niedzielę, więc praktycznie cały weekend w Seattle upłynął pod znakiem czułości oraz wyznań miłosnych.

Czerwień serc oraz kwiatów nie jest jednak osamotniona. Szkarłatna barwa krwi płynie przez miasto wąskim, acz nieprzerwanym strumieniem. Spokrewnieni odrzucający Tradycje oraz uważający się za bezpośrednich spadkobierców Kaina dali o sobie znać właśnie tego dnia. Niczego nie spodziewający się śmiertelnicy zamierzali spędzić święto zakochanych w gronie bliskich i przyjaciół, nieświadomi, że tuż obok czają się potwory. Inaczej mówiąc, w Elizjach oraz schronieniach, na ulicach, w barach i pubach, wszędzie tam gdzie nieumarli mogli choćby zamienić kilka słów bez obawy naruszenie Maskarady można było usłyszeć te same, złowrogie słowa.

Sabat wykorzystał radosną atmosferę do swoich celów, atakując w przynajmniej dwóch miejscach. Niektórzy z młodszych Spokrewnionych, ciągle nie mający zbyt wielkiej wiedzy na temat tego mrocznego świata, nie do końca wierzyli w to co słyszą. Inni przeciwnie, byli gotowi stanąć do walki, ba, do otwartej wojny, licząc po cichu na odzyskanie wpływów utraconych przy zmianie władzy. Ci starsi, znacznie już bardziej doświadczeni, doskonale wiedzieli co to znaczy - to był tylko przedsmak tego, co naprawdę może zrobić wroga sekta. Ot, dowód, że są, że istnieją, że mogą robić swoje, że nie cofną się przed niczym. Że osłabiona wewnętrznymi konfliktami Camarilla, której przewodziła teraz zupełnie nowa osoba, będzie niczym więcej jak owca prowadzona na rzeź.

Na językach nieumarłych krążyły dwie główne wiadomości. Pierwsza z nich, nie mająca w sumie żadnego większego potwierdzenia aniżeli plotki i pogłoski, dotyczyła brutalnej i krwawej masakry na terenie Roosevelt, w której wyrżnięto niczym zwierzę nie jednego, ale aż trzech Spokrewnionych i drugie tyle łowców. Neonaci ferowali już wyroki, że to zemsta zza grobu byłego Księcia, mszczącego się za swą śmierć, ktoś podatny na wpływy starszych twierdził, że to dzieło wilkołaków. Lupini bardzo rzadko - albo wręcz wcale - opuszczali swe leśne kryjówki. Kilku, którzy mieli na koncie już wiele przeżytych nocy, wprost mówili, że to musi być dzieło pewnego Tzimisce, szalejącego po mieście parę lat temu, ale żadnych większych szczegółów nie byli w stanie powiedzieć.

Wystarczyło jednak po prostu ciągnąć temat dalej, by zrozumieć, że to naprawdę poważna sprawa; krótka wizyta samego Szeryfa i jego Ogarów w Bloodbath zdawała się to potwierdzać. Nieumarli przebywający w klubie należącym do jednego z Ventrue chyba resztę wieczoru i nocy przegadali o tym, co się działo i co się mogło dziać. Kto odpowiadał za ten atak, jakie zostaną wyciągnięte konsekwencje i jak bardzo ucierpią winni z rąk Parkera, Grimm i Baxter, bo z pewnością coś takiego nie umknęło uwadze Księcia. Zwłaszcza teraz, gdy pewien Toreador (imienia niestety nikt nie znał) po prostu sobie z niej zażartował, obiecując coś, ale nie zamierzał dotrzymać danego słowa.

W przypadku Midnight Fix jednakże wszystko się komplikowało. Począwszy od ilości śmiertelników, którzy się tam pojawili, poprzez Spokrewnionych do których te miejsce należało, aż po złamanie Maskarady. Dwie z trzech Harpii urzędujących w Seattle dzieliły się swoimi opiniami na temat działalności Sabatu i przeprowadzonego przez wampirów zamachu bombowego.

Ike Cameron, w typowy dla siebie, wulgarny acz bezpośredni sposób, wnosił o stracenie każdego kto doprowadził do tej tragicznej sytuacji i powrót do nieco brutalniejszych metod pilnowania porządku, które wprowadził poprzedni Książę. Arystokratka, Danielle Shaw, wolała podejść do tej sprawy znacznie bardziej dyplomatycznie, ale nie mniej krwawo i brutalnie; zapewniała, że zatuszowanie wydarzeń z klubu jest priorytetem, tak samo jak doprowadzenie winnych do sprawiedliwości oraz osądzenie ich, a nade wszystko - co wielokrotnie podkreślała, ku uciesze słuchaczy - wyrzucenie z miasta wrogiej sekty oraz sympatyków ruchu anarchistycznego. Jakby tego było mało, pojawiały się coraz dziwniejsze plotki dotyczące nadchodzących nocy...
Odpowiedz

Wróć do „Rozdzial IV: Wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość