Emerald City, 1997-1999

#1


Emerald City, 1997-1999
Anthony Wadsworth, Jeremy Hammond, Nicholas Jenkins, John Parker, Jane Doe, Moses Reeves i inni
ZymoGenetics, Gardner Home, Jarl Hotel i inne



Jesień tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku z całą pewnością zapisze się w pamięci zarówno żywych jak i umarłych mieszkańców Seattle. Może się też wydawać ironiczne, że to właśnie w wigilię Wszystkich Świętych tak naprawdę wszystko się zaczęło, chociaż - jeśli wierzyć plotkom i pogłoskom - cała ta zmyślna i niesamowicie ryzykowna gra toczyła się od wielu, wielu dekad. Halloween, tak uwielbiane i wyczekiwane przez każdego, stało się początkiem końca obecnego porządku, aczkolwiek przesadą jest stwierdzenie, że to właśnie ten dzień był kulminacją długiej, skomplikowanej gry.

To w końcu tylko początek.

Seattle rządził dumny klan Ventrue, wykorzystując brutalność i skuteczność Brujah w roli swoich mięśni. Pozostali Spokrewnieni, pośród których wyróżniali się przede wszystkim przedstawiciele Gangreli, Malkavian oraz Toreadorów - trwali w wiecznym cieniu wyniosłych szlachciców oraz prostych, acz pełnych pasji brutali. Przynajmniej tak to wyglądało do jesieni dziewięćdziesiątego siódmego, wtedy bowiem rozpoczął się ostatni, finałowy etap sięgającego na wiele lat wstecz ambitnego planu, w którym wystarczył jeden błąd, by wszystko posypało się niczym domek z kart. Wampirza społeczność zamieszkująca Szmaragdowe Miasto od dawna była podzielona. Arystokratyczny książę, Ventrue Anthony Wadsworth, początkowo jawił się jako idealna osoba na takie stanowisko, z biegiem czasu jednak zaczął zdradzać coraz więcej i więcej niepokojących objawów, które znacznie bardziej pasowały do znanych ze swego szaleństwa Malkavian, niż pompatycznych i wyniosłych Ventrue. Kolejne bzdurne, nadmiernie skomplikowane prawa, dziwaczne zwyczaje oraz nie mające sensu zachowania nie przysparzały mu przyjaciół; wręcz przeciwnie.

Otwarta wojna była kwestią czasu, tym bardziej, że Kainici zostali podzieleni na dwa, trzy obozy. Pierwszym z nich był sam książę i jego zwolennicy, którzy raz spróbowawszy władzy, nigdy nie mieli zamiaru jej oddać. Drugim obozem były te wampiry, które nie chciały się angażować w konflikt mogący zaszkodzić wszystkim (dla przykładu Nosferatu i Toreadorzy usunęli się w cień, odrywając się od toksycznej polityki Spokrewnionych). Trzecim i ostatnim obozem była opozycja, powstała z tych, którymi gardziła kasta rządząca Seattle. Spokrewnionym chcącym zmian przewodzili Doe oraz Reeves, primogeni dwóch najbardziej pogardzanych klanów. Oni oraz pozostali nieumarli musieli stawić czoła siłom Wadswortha, Hammonda i innych, którym odpowiadał stary porządek. Konflikt przebiegał więc dwutorowo i, jak przystało na wampirzą wojnę, przypominał bardziej szachy niż typowe działania zaczepno-obronne.

Większość walk i starć odbywała się za pomocą śmiertelników. Bydło, zmanipulowane przez nieśmiertelne dzieci Kaina, walczyło między sobą nie bardzo rozumiejąc, o co tak naprawdę toczy się gra. Mieszkańcy miasta uznawali, że to po prostu wojny gangów, że to zorganizowana przestępczość daje o sobie znać. Porwania, pobicia i morderstwa przybierały na sile nie tylko w dzielnicach uznawanych powszechnie za niebezpieczne, ale także w tych o znacznie lepszej reputacji, ale wszystko było zachowane w granicach normy; nie przekraczano pewnej linii. Jakby tego było mało, to co kilka miesięcy czy też kilkanaście razy w roku, na terenie Seattle miały miejsce wydarzenia, których nie da się racjonalnie wyjaśnić. Gangrele i Brujah toczyli między sobą krwawe, nieustające acz bardzo krótkie i szybkie boje, Malkavianie i Ventrue zaś starali się przechytrzyć swego wroga unikając otwartych bitew. O ile jednak w kwestiach czysto fizycznych, siłowych wręcz, każdy Gangrel i każdy Brujah mieli mniej więcej równe szanse, tak zrozumienie tego, co kryło się w ogarniętym szaleństwem umyśle "Świrów" wykraczało poza możliwości arystokratycznej kasty.

Parki, lasy, autostrady, brzegi jezior i zatok, stare kamienice, puste magazyny, apartamenty, mieszkania oraz portowe nabrzeża stały się polem walki. Seattle spływało krwią żywych i nieumarłych, a do najważniejszych starć z pewnością trzeba zaliczyć potyczkę o nieduży dom na brzegu Green Lake, gdzie swego czasu mieszkał jeden z Toreadorów, niesłusznie zresztą stracony przez księcia pod zarzutem złamania Maskarady. Okoliczni mieszkańcy cały czas wspominają nieludzkie krzyki, wrzaski oraz hałasy dobiegające z brzegów jeziora w późnych godzinach nocnych; co wrażliwsi do dnia dzisiejszego budzą się zlani potem, co jest właśnie efektem starć nieumarłych.

Wody Puget Sound również zmieniły swą barwę ze stalowej na szkarłatną. Co prawda żaden statek ani łajba nie poszły na dno, ale w "tajemniczy" sposób ich załogi zniknęły, a jedynym dowodem na obecność żywych na pokładach tych okrętów były plamy rozlanej posoki. Marnowanie vitae nie jest mile widziane, jednak w wojnie wszystkie chwyty są dozwolone... nic więc dziwnego, że celem były także banki z krwią, karetki i ambulanse oraz szpitale. Wystarczy pozbawić Ventrue źródła pożywienia, by ich morale poleciało na łeb, na szyję. Próba opanowania ZymoGenetics, instytutu leżącego u brzegów Jeziora Lake Union, pozostała jednak nieudana.

Opozycja pod przywództwem Jane Doe trafiła na niemożliwą do przebicia ścianę, na blokadę, której nie sposób było przejść nie niszcząc całego sąsiedztwa - śmierć i tak poniosła tutaj wystarczająca liczba osób, czym prędzej więc wampiry dały sobie spokój z próbą zagarnięcia tej części książęcej domeny. Port oraz tereny fabryczne tak samo stały się areną, ale w tym przypadku udział w walkach brała nie tylko Camarilla. Jej wewnętrzne starcia stały się pożywką dla Sabatu, który podniósł swój łeb i włączył się do gry, robiąc to, co robi najlepiej. Ryzyko naruszenia zasłony, za którą istniał cały świat Spokrewnionych, było więc zbyt wielkie, dość szybko zatem porzucono prymitywną walkę na ulicach miasta i wszystko przeniosło się do wnętrz budynków, do sal, do biur, do korytarzy i piwnic. Tam toczyła się zawzięta, nie mniej agresywna polityczna rozgrywka, której kulminacją miało być spotkanie w jednym z hoteli, spotkanie, którego celem był rozejm i przedyskutowanie działania wobec wspólnego wroga.

Primogen Malkavian zaproponowała więc spotkanie w starym Jarl Hotel, miejscu, o którym Sabat prawdopodobnie nie miał bladego pojęcia.

Jak można się było domyśleć, coś takiego było tylko pretekstem. Los uśmiechnął się do opozycji, która czekała tylko na odpowiedni moment, by przejąć tron - od dawna nawiązywane były sojusze, od dawna manipulowano poszczególnymi Spokrewnionymi, ghulami oraz bydłem, od dawna były opracowywane skomplikowane plany i scenariusze potencjalnych wydarzeń. Gdyby nie zwyczajny przypadek w postaci szalejącego Sabatu, wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Gangrele i Malkavianie wykorzystali sytuację, po prostu.

Książę Wadsworth, najwyraźniej uznając takie spotkanie za zwyczajną prowokację i zdradę Tradycji oraz spisek, w którym Sabat i Anarchiści wiedli prym, niemal z miejsca porzucił dyplomację i nakazał swojej świcie walkę i wyrżnięcie opozycji. Reeves i Doe, a także ich ghule cudem uniknęli Ostatecznej Śmierci; spora w tym była zasługa szeryfa, który stanął na straży porządku, przestrzegając prastarych praw. Wybór nie był wcale taki prosty, chodziło bowiem o stanięcie do walki przeciwko najważniejszemu Kainicie w mieście, ale w obliczu narastającego za jego sprawą chaosu, w imię większego dobra trzeba było podjąć jedynie słuszną decyzję. Czas grał tutaj decydującą rolę, ponieważ Camarilla w Seattle pod wodzą Wadswortha nie była w stanie poradzić sobie z coraz zuchwalszą działalnością Sabatu. Heroiczny wyczyn Johna Parkera zakończył największy w ostatniej dekadzie konflikt Spokrewnionych w Seattle i położył fundament pod coś nowego, dając szansę na naprawę wyrządzonych szkód pod wodzą nowej księżnej, Jane Doe.

W niedługi czas po tym jak Wadsworth oraz Hammond zamienili się kupkę popiołu, a Jarl Hotel strawiły płomienie, ostateczną śmierć spotkał również primogen Ventrue, Nicholas Jenkins, który został zabity najpewniej przez korzystające z zamieszania wampiry Sabatu. Klany Ventrue oraz Brujah, pozbawione swych przywódców, a do tego wykończone trwającymi dwa, trzy lata walkami, stanęły w obliczu nieciekawej sytuacji. Jakby tego było mało, oba klany targane są teraz przez wewnętrzne konflikty i rozłam, a Sabat staje się coraz bardziej aktywny w mieście. Czy Jane Doe sprawdzi się w roli księżnej i poradzi sobie w tej nowej sytuacji?
Zablokowany

Wróć do „Rozdzial IV: Wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość