Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#91
Walentynki minęły. Święto zakochanych - bardzo krwawe, trzeba nadmienić - stanowiło już przeszłość, zwyczajne wspomnienie. Dla jednych rozpamiętywane wydarzeń minionej nocy było nieludzko wręcz przyjemne, dla innych zaś przeciwnie, stanowiło coś bardzo bolesnego, niemiłego, coś, o czym najchętniej by w ogóle zapomnieć. Co ciekawsze, te stwierdzenie idealnie pasowało zarówno do żywych, jak i do nieumarłych. Joshua Hunter był najlepszym ku temu dowodem.
Teraz zaś wampir trwał przy barze w Bloodbath, niecierpliwie oczekując odpowiedzi znajomego barmana.
- Nie ruszył się z miejsca. - stwierdził cicho Devon. - W sumie to mu się nie dziwię... - dodał, wyraźnie zmieszany, pocierając dłonią łysy czubek głowy. Drugą ręką, w której trzymał niską, szeroką szklanką, z dnem ciągle czerwonym od posoki wskazał na jedną z bliższych kanap. Josh nawet mimo tańczącego tłumu oraz coraz to liczniejszych osób przewijających się na trasie z parkietu do baru i z powrotem dostrzegł dwie osoby. Chudego okularnika, z długimi, przetłuszczonymi włosami w kolorze wypłowiałego drewna, we flanelowej, niebieskiej koszuli, z modnie porwanymi dżinsami.
Na kolanach siedziała mu bardzo młoda, całkiem ładna dziewczyna - w porównaniu do samego kuriera była naprawdę śliczna. Szczupła, o wyraźnie zarysowanych biodrach i krągłych, acz nie za dużych piersiach, w czarnej koszulce na ramiączka z logo Ministry i spodniach postrzępionych jeszcze bardziej, niż u kuriera. Na nogach miała tak jak i on najzwyklejsze, uwalane śniegiem trampki i również nosiła okulary, jednakże Hunter widział doskonale, że były to po prostu puste oprawki, bez szkieł. Ciemne, kręcone włosy opadały jej falami na ramiona, ale nie sięgały niżej, niż do łopatek.
- Czeka na spotkanie z górą. - dodał po chwili barman, mówiąc tylko tyle, ile było konieczne. Albo tylko tyle, ile sam na ten moment wiedział, Devon był w końcu "tylko" pracownikiem Bloodbath i zajmował się barem. Nie mógł znać każdego nieumarłego, ba, mało który nieumarły był gotów mu się zwierzać ze szczegółów swego nieżycia...
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#92
-Hm, mówisz, że z szefem chce gadać?-powtórzył za barmanem, gapiąc się na młodego kuriera. Hunter był bardziej niż pewien, że pierwszy raz widział tego gościa na oczy. Na pewno nie był częścią Łez, czyli był sprawdzonym przez Cruza gońcem, któremu postanowił powierzyć tak drogocenną przesyłkę. Nikt z gangu, ale też nie szczur lub gliniarz, więc może jest to ktoś, kto się w przyszłości przyda-pomyślał sobie, starając się ocenić potencjał młodziaka. -Z tego co pamiętam, o ile nic się nie zmieniło, pan Sinclair kazał mi się tym wszystkim zająć, co nie?-było to pytanie czysto retoryczne, ale Devon i tak skinął głową. -W takim razie idę pogadać z naszym młodym dostawcą, zanim ktoś się na niego połasi-powiedział i odwrócił się w stronę siedzącej na kanapie pary.

Prześlizgując się przez tłum bawiących się ludzi(i potworów), Josh mógł kątem oka dostrzec innych Kainitów, zabawiających swoje przyszłe ofiary. Kainici byli czarujący, zabawni, zmysłowi i pociągający, tkając wokół ludzi sidła, które miały się niedługo zacisnąć. Część spośród ludzi była tak naprawdę ghoulami, przekształconymi przez moc swoich Mistrzów i Mistrzyń w zamrożone w czasie sługi. Część należała do tak zwanych "Trzód" wampirów, które wiedziały o nadchodzącym posilaniu się i drżeli z niecierpliwością, na myśl o ekstazie wynikającej z Pocałunku. Reszta żyjącego towarzystwa piła, ćpała i szalała w najlepsze, jak owce, które wierzyły w to, że wilki istniały jedynie w legendach. Kto wie, dla ilu z nich ta noc miała być ostatnią?

Dziewczyna, które siedziała okularnikowi na kolanach, mogła być wampirzycą, która przybrała dla swojej ofiary Pozory Życia. Hunter jednak zauważył kątem oka siedzącą kilka metrów dalej bladą kobietę, która patrzyła na parę z lekkim uśmiechem na twarzy i z nieludzkim pragnieniem w oczach. Brunetka co jakiś czas dyskretnie zerkała w stronę obserwującej tej kobiety, jakby czekała na jakiś wcześniej ustalony sygnał. Czyli albo była śmiertelną służką, albo młodym wampem na posyłki-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam-rzucił lekkim tonem Josh, opierając się o stolik stojący przed kanapą. Brunetka spojrzała na Huntera z zaskoczeniem, a chłopak z ledwo skrywaną frustracją odpowiedział po angielsku "Czego?" Może nie znał zupełnie hiszpańskiego, a może rozumiał, ale kiepsko się nim posługiwał? Tak czy siak, Josh przeszedł na angielski-Jestem Hunter, słyszałem, że chcesz pogadać o interesach-rzucił, po czym spojrzał na dziewczynę i skinął głową w stronę jej pani, w geście mówiącym "zmykaj w te pędy."
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#93
Sinclair - jeden z ważniejszych Ventrue w Seattle, co do tego nie ma żadnych wątpliwości - faktycznie dał Joshowi wolną rękę. Przestrzegł go jednak, że porażka będzie bardziej niż bolesna, ale teraz, gdy wszystko zostało już dopięte na ostatni guzik... no, prawie wszystko, bo została tylko kwestia kuriera, drobnostka dosłownie... Hunter mógł poczuć dumę. Zrobił co do niego należało. Osiągnął sukces, nie narażając klanu, Rodziny, żadnej z Tradycji. Co prawda można było to rozegrać inaczej, ale co z tego? Wywiązał się ze swojej części umowy.
Miał w końcu wolną rękę.
Chudzielec w okularach, za którymi widać było przekrwione ze zmęczenia oczy rzucił jeszcze jedno, tęskne spojrzenie dziewczynie. Ta, spoglądając z nieźle udawanym wyrzutem na Josha, nachyliła się i cmoknęła kuriera w policzek. Szepnęła mu coś do ucha, co spowodowało, że od razu chłopak oblał się rumieńcem; z wielką niechęcią wstała i, nie spuszczając wzroku z Huntera, odeszła do swojej koleżanki. Moment później obie pogrążyły się w długiej rozmowie, co jakiś czas tylko spoglądając w stronę Spokrewnionego. Kimkolwiek tak naprawdę były, nie miało znaczenia. Joshua miał ważniejsze sprawy na głowie.
- Nie wiem o czym mówisz. - zaczął, od razu przechodząc do defensywy. - Jedyny interes, jaki tu miałem, właśnie mi spierdoliłeś. - dodał, patrząc tęsknie na dziewczynę w koszulce z Ministry i pustych okularach na nosie. Ryzyko napotkania funkcjonariuszy policji w Bloodbath było minimalne; szanse spotkania kogoś federalnego, z DEA czy ATF jeszcze mniejsze, ale kurier nie musiał o tym wiedzieć. Bardzo rozsądne z jego strony było udawanie głupca, który nie ma pojęcia o czym Joshua mówi.
Travis Sinclair pewnie by się z tym zgodził. Albo zirytowany trzepnął by go w łeb, bo marnuje mu cenny czas.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#94
-Co, chodzi ci o tą laleczkę?-spytał z kpiącym uśmiechem na twarzy, zerkając na moment w stronę dwóch szepczących do siebie kobiet. -Dam ci darmową poradę chłopie, jedyną rzecz, którą mnie nauczył mój pierdolnięty ojciec-z tym słowami przysunął sobie krzesło i zasiadł naprzeciwko kuriera-Seks z wariatką przypomina wsadzenie kutasa w mrowisko: szybko to pożałujesz i jest spora szansa, że będziesz mógł się ze swoim interesem pożegnać na dobre. Zdziwiony wyraz twarzy chłopaka tak rozbawił Josha, że niemal parsknął śmiechem, ale zdołał zachować kamienną twarz.

-Wracając do naszego biznesu, kiepsko kłamiesz młody, ale przynajmniej jesteś ostrożny-kiwnął parę razy głową, jakby w geście aprobaty-a to w tej robocie jest najważniejszą cnotą. Nie rozumem tylko, co ty tutaj jeszcze robisz?-spytał z dezaprobatą-bo po przekazaniu zamówienia powinieneś nikomu nie rzucając się w oczy wyjść z lokalu. Po to, żeby ewentualni gliniarze śledzący tą transakcję musieli potem podjąć decyzję: iść za tobą czy łapać twojego klienta. Jak tak siedzisz na dupie, to tylko im ułatwiasz robotę i przysparzasz nam wszystkim problemów-opierdzielił chłopaka, bacznie mu się przyglądając, żeby patrząc na jego zachowanie jak najwięcej się o nim dowiedzieć.

Dzieciak próbował robić dobrą minę do złej gry, ale widać było, że Hunter go nieźle zaskoczył. -Jose napisał do mnie, że dostawa przyszła do klubu , więc myślałem, że cała ta sprawa została już zamknięta. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy dostałem drugą wiadomość, tym razem z baru-Hunter zaczął dzieciaka miażdżyć wzrokiem. -Nie dość, że młody nie opuścił od razu lokalu, to jeszcze chce rozmawiać z szefem? Brzmiało to jak jakiś kiepski żart lub prowokacja, ale skoro i tak byłem w pobliżu, to postanowiłem się tym zająć. Zawiesił na chwilę głos, wpatrując się w żyjącego tak intensywnym spojrzeniem, jakby chciał mu głowę przepalić na wylot. Chudzielec nie spuszczał wzroku ani na moment, cały czas utrzymując z Hunterem kontakt wzrokowy, co Ventrue było bardzo na rękę.

-Nie lubię się powtarzać, więc tym razem nie będę pytał, tylko powiem wprost. Słyszałem, że chcesz gadać z szefem. Wskazał na siebie kciukiem-możesz mi mówić szefie. A teraz mów, co chciałeś szefowi powiedzieć.

Spoiler | 
Rzut na Rozkaz[Dominacja]
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#95
Hunter nie musiał się obawiać o złamanie Maskarady. Był na terenie, gdzie wszystko i wszyscy należeli do Spokrewnionych. Znał zasady jakie rządziły Elizjum. Bloodbath było jednak szczególnym pod tym względem miejscem i mógł sobie pozwolić na nieco więcej niż w takim Moore Theatre. Tylko w jednym z tych dwóch miejsc można było w spokoju przelewać krew. A skoro o krwi mowa, to Josh pobudził krążącą w jego martwym ciele vitae do działania i spróbował wpłynąć na kuriera.
- Chciałem szefowi powiedzieć, że jestem pierwszym z wielu. - odpowiedział po długim milczeniu. I choć brzmiało to bardzo enigmatycznie, ba, mogło to nawet wzbudzić słuszny lęk i niepokój. "Pierwszy z wielu" nasuwało oczywiste skojarzenia z jakimiś religijnym smęceniem, przesądami i całą resztą tego gówna. Część nieumarłych ignorowała kwestie wiary, inni starali się unikać wszystkiego, co tylko się wiązało z wiarą i religiami, a pozostała część była obojętna. Tak, jak było w przypadku żywych.
- Następną dostawę zajmie się dziewczyna, nie znam szczegółów, wiem tylko, że to jest jakaś dupa. Ona z kolei wie, kto dostarczy kolejny towar i tak dalej, i tak dalej. - mówił powoli, spokojnym głosem. Wzrok miał co prawda utkwiony w siedzącym naprzeciw wampirze, ale oczy miał przez jedną chwilkę nieco zamglone, niewyraźne. Bezsprzeczny dowód, że znalazł się pod krótkim wpływem mocy płynącej z przeklętej krwi, mocy i potęgi klanu Ventrue. Inaczej mówiąc, został zdominowany.
Nie miał szans się obronić.
Mówił wszystko, o co został poproszony - a skoro został poproszony, zmuszony wręcz do wyjawienia czemu tak naprawdę chce rozmawiać z szefem, wyśpiewał wszystko Joshowi jak na świętej spowiedzi. Nie była to wcale żadna poważna ani wielka sprawa, ot, raczej zwyczajna formalność, której z oczywistych względów Jose nie mógł teraz zrobić. Na szczególną pochwałę zasługiwała jednak wiadomość, że każdy kurier wiedział absolutne minimum: gdzie zanieść paczkę i to, kto tę paczkę zaniesie, facet czy babka. Tylko tyle.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#96
-No to już wszystko jasne-ucieszył się Hunter, rozsiadając się wygodniej w fotelu, kiwając w zadowoleniu głową. -Bardzo dobry pomysł, rotacja kurierów zmniejszy ryzyko, że ktoś nieproszony zainteresuje się naszymi interesami. Zdominowany chłopak trwał jeszcze w transie przez moment, a potem zamrugał szybko oczami i otrząsnął się z krótkiego uroku, który wampir na niego rzucił. Nie mógł oczywiście nawet podejrzewać, że rozkaz Josha był wzmocniony mocą jego nieumarłej krwi, dlatego patrzył teraz na siedzącego przed nim mężczyznę z szacunkiem w oczach. Dzieciak mógł swoje nagłe podporządkowanie się Hunterowi wytłumaczyć jedynie siłą osobowości i charyzmą jego rozmówcy. Dalsza rozmowa, w ocenie Josha, nie będzie wymagała dalszego korzystania z Dyscyplin. Nie, żeby rozmowa ta miała długo trwać.

-Czyli następna będzie dziewczyna, będziemy ją wypatrywać z niecierpliwością-powiedział Josh i nachylił się znowu w krześle, żeby śmiertelny mógł go usłyszeć bez podnoszenia głosu. Z głośników zaczął lecieć nowy utwór, głośniejszy od poprzedniego, więc Hunter dał gestem znać chłopakowi, żeby ten też się nachylił. -Dobrze się spisałeś młody, przekażę twojemu pracodawcy, że ma pełne prawo być z ciebie zadowolony-powiedział z uśmiechem na twarzy, aby dodać chłopakowi otuchy. -Ale lepiej, żebyś już stąd zmykał-spoważniał nagle, przechodząc do sedna sprawy. -Co prawda pilnujemy się tutaj, żeby żaden gliniarz czy agent nie wlazł nieproszony do lokalu, ale zawsze jest to ryzyko, że ktoś się prześlizgnie. O ile nie chcesz z powodu jednego drinka lub rozmowy z laską trafić do pierdla na parę ładnych lat, to nie możesz zatrzymywać się w lokalu klienta po zdaniu paczki. Lepiej nawet, żebyś przez parę dni tutaj nie zaglądał, bo psy mogą mieć lokal pod obserwacją. Posiłkując się doświadczeniem z Chicago, doradził- Jeśli chcesz przeżyć w tym biznesie młody, lepiej jest być bardziej niż mniej ostrożnym Chłopak kiwał głową, że rozumie o co Hunterowi chodzi, ale jego wzrok uciekał w stronę uwodzącej go wcześniej dziewczyny.Czyli jednak muszę być bardziej stanowczy-pomyślał sobie, po czym pstryknął palcami, żeby zwrócić na siebie uwagę kuriera.

-Nie martw się, te dziewczyny nigdzie nie uciekną, bo praktycznie mieszkają w tym lokalu. Ale uwierz mi, jeśli szukasz dzikiego seksu bez zobowiązań, to nawet nie patrz w ich stronę. Wciągną cię w swoje psychogierki i użyją ciebie, żeby się mścić na sobie nawzajem. A ty zamiast mieć przejebane u jednej laski, będziesz miał przejebane od razu u dwóch-poradził tonem kogoś, kto kto widział ten scenariusz wielokrotnie rozgrywany. -Lepiej i bezpieczniej będziesz się tej nocy bawił w innym lokalu, z laską, która nie ma aż tyle bagażu emocjonalnego-znów złapał i przytrzymał spojrzenie chłopaka. -Jakbyś szukał jakiejś roboty, dodatkowego zarobku, to możesz podejść lub przedzwonić do King's Cross i coś ci wtedy znajdę. A teraz-zaatakował ponownie mocą swojej woli- wyjdź z tego klubu i idź się pobawić gdzie indziej.

Spoiler | 
Rzut na Rozkaz[Dominacja]
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#97
"Wyjdź z tego klubu".
Tylko tyle. Aż tyle. Śmiertelnik był na całe szczęście bardziej niż podatny na wpływ kogoś starszego, znacznie bardziej doświadczonego niż on sam, dlatego nawet nie odpowiedział. Milczał. Po prostu wstał, poprawił ciuchy i okulary, a potem spokojnym krokiem skierował się w stronę wyjścia z Bloodbath. Niektórzy ze stałych bywalców spoglądali wymownie w jego stronę - bo to mimo wszystko bydło, które unika rzezi - ale nie komentowali tego w żaden sposób. Widzieli, że chłopak rozmawiał z Joshem, a Josha przynajmniej parę osób tutaj już jakoś kojarzyło.
Niestety, taką osobą nie była dziewczyna, która dosłownie przed kilkoma chwilami siedziała na kolanach kuriera. Widząc, jak upatrzony facet dosłownie jej ucieka poderwała się niczym oparzona z miejsca. Zrobiła nawet kilka pospiesznych kroków w jego stronę, chcąc bez wątpienia zatrzymać go i spędzić z nim resztę nocy. Na całe szczęście dla Josha i reszty nieumarłych z dawnej rzeźni zatrzymała ją koleżanka. Szeptem na ucho powiedziała kilka prostych słów, po czym obie zniknęły gdzieś w tłumie.
Hunter został sam, być może nawet z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#98
Hunter był już gotów się poderwać i zatrzymać brunetkę, zanim ta dopadnie swoją ofiarę. Nie zamierzał pozwolić na to, żeby jego interesy-a przy okazji interesy Sinclaira-ucierpiały z powodu czyjegoś źle skierowanego apetytu. Kiedy jednak rudowłosa kumpela, a może jednak pani brunetki ją odwołała, Josh usiadł wygodniej i patrzył za młodym śmiertelnikiem, aż ten przekroczył próg wyjścia z klubu. Ledwo drzwi zamknęły się za chłopakiem, a Josh wstał z fotela i poszedł w ślady dzieciaka.

Gdy tylko opuścił główną salę Bloodbath, Hunter skierował się do jednego ze zghoulowanych ochroniarzy pilnujących wyjścia z budynku. Elegancka marynarka i dobrze skrojona koszula nie ukrywały faktu, że facet był prawdziwym zbirem z krwi i kości, gotowym w każdej chwili kogoś zabić dla dobra swojego pana. Jedno krótkie spojrzenie ze strony tego łamikarka wystarczyło, żeby rozpoznać Josha i przypisać go do właściwej kategorii-nie był zagrożeniem, pracował dla pana Sinclaira. Hunter powitał faceta skinięciem głowy, a następnie pokazał palcem drzwi-Chłopak, który przed chwilą wyszedł, jeszcze nam się przyda. Głupio by było gdyby coś mu się stało-powiedział całkiem szczerze, widząc w kurierze potencjał na przyszłość. Szybko opisał ochroniarzowi brunetkę i rudą, po czym dodał-Jeśli te dwie będą próbowały wyjść przede mną, przekaż im, że pan Hunter zaprasza je do baru-na co ghoul zareagował przytaknięciem. Młody Ventrue uśmiechnął się i podziękował strażnikowi, po czym skierował się w stronę baru i Devona. -Może ta dwójka wypatrzyła sobie nową ofiarę, a może chciały mi zniknąć z oczu, zanim ruszą na dalsze łowy za dzieciakiem. Tak czy siak, odrobina ostrożności nie zaszkodzi.

Gdy podszedł do lady baru, Devon akurat miał wolną chwilę i spojrzał na Huntera z pytaniem w oczach. -Dzieciak chciał po prostu przekazać, że będzie rotacja kurierów i następnym razem zamiast niego przyjdzie dziewczyna-Josh wyjaśnił sytuację, a następnie przeszedł do własnych pytań. -No to teraz nie krępuj się i mów śmiało. Zadowolony z dostawy? Jest tego wystarczająco dużo, żeby na tym się wzbogacić, czy tylko dobrze zarobić? No i najważniejsze pytanie: pan Sinclair jest teraz wolny, czy też nikogo do siebie nie przyjmuje? Joshua co prawda nie palił się jakoś, żeby zawracać głowę starszemu Ventrue, ale zgodnie z odebranymi od Klanu naukami, jego psim obowiązkiem było samemu zgłosić się z pytaniem o kolejne rozkazy i zlecenia. No chyba, że starszy wampir jest aktualnie zajęty, wtedy niegrzecznym byłoby przychodzić nieproszonym. A wśród Ventrue bycie niegrzecznym i przejawianie złych manier karało się niezwykle surowo.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#99
Bloodbath było przede wszystkim miejscem dla wampirów. Klubem, który nie bez powodu powstał w starej rzeźni. Posoka lała się tutaj praktycznie każdej nocy; krew śmiertelników znaczyła podłogi, ściany i ciała nieumarłych kołyszących się w rytm dzikiej, elektronicznej muzyki. Większość Spokrewnionych doskonale wiedziała, że "główną atrakcją" tego miejsca byli ludzie spoza miasta, przyjezdni, goście, czyli ci wszyscy, których zniknięcia nikt nie będzie kwestionował. Ochroniarze, z którymi Joshua uciął sobie krótką pogawędkę doskonale o tym wiedzieli.
Byli filtrem, tak po prostu.
Dzięki temu Hunter mógł w spokoju skierować się do Devona i zadać fundamentalne pytanie - czy szef może go przyjąć, czy jest wolny, czy Josh nie będzie mu przeszkadzał, czy Travis Sinclair nie jest w trakcie czegoś ważnego i tak dalej, i tak dalej. W przypadku innego klanu wystarczyłoby zapukać do drzwi i poczekać na odpowiedź, ale Arystokraci byli ponad takie prostackie zachowania. Mieli zasady i reguły, dzięki którym stali ponad zwyczajnym plebsem.
- Dopiero za parę dni i nocy będzie wiadomo jakie są zyski, ale ogółem jest git, ba, szef jest wolny i siedzi u siebie, liczy kasę. - zaczął Devon, sięgając po ścierkę i szklankę, nieodłączne i stereotypowe wręcz atrybuty barmana. - Najbliższe spotkanie ma chyba koło północy, ale pewności nie mam. Jest w lofcie, no. - uzupełnił, wznosząc nieznacznie oczy ku górze. Poddasze starej rzeźni, gdzie lata temu mieściły się biura i gabinety najważniejszych osób Old Roanoke Slaughterhouse były teraz po prostu zwykłym mieszkaniem. Bardzo eleganckim, wytwornym i przystosowanym do wysublimowanego gustu Ventrue, ale ciągle... to tylko mieszkanie.
- Zadzwonić? - spytał po chwili nieco głośniej, odkładając i szklankę, i ścierkę na bok. Pochylił się i spod barowej lady wyciągnął czarną słuchawkę telefonu. Wiedział mniej więcej, jakie zasady panują w tym konkretnym klanie. Albo, co znacznie bardziej prawdopodobne, wiedział jak funkcjonuje biznes. Muzyka jaka rozbrzmiewała w klubie zaczęła jednak przybierać i na szybkości, i na sile. Barman nie wyglądał na zadowolonego z tego faktu; nie można było tego powiedzieć o bawiących się żywych i umarłych. Dla nich dzika, skoczna i głośna muzyka była w sam raz.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#100
-No jak już telefon wyciągnąłeś, to zadzwoń i spytaj, czy szef zechce mnie przyjąć-Hunter skwitował pytanie barmana, po czy obrócił się na krześle. Odchylił się i oparł o blat baru, obserwując zgromadzone w klubie towarzystwo, podczas gdy Devon wykręcał numer swojego pana. Zabawa w klubie zaczynała się coraz bardziej rozkręcać, w rytmie nabierającego tempa muzyki, a rzucane przez Spokrewnionych spojrzenia były coraz bardziej wygłodniałe. Ich zwierzyna tańczyła, skakała, piła i ćpała. Krople potu perliły się na odsłoniętej skórze, żyły były coraz bardziej rozszerzone, a płynąca w bawiących się krew stawała się coraz rozpalona. Część nieumarłych pochowała się po kątach ze swoimi żywicielami, dyskretnie spijając ich posokę, aby zaspokoić pierwszy głód. Reszta cierpliwie czekała na właściwy moment, aby rzucić się całą gromadą na nieświadomych ludzi i zakończyć ich życie w eksplozji przemocy i pragnienia. To czekanie miało jedynie zaostrzyć ich apetyt, aby spożyta później krew była o wiele słodsza.

"-Pan Sinclair zaprasza na górę"-słowa Devona wyrwały Josha z zamyślenia. Młody Ventrue skinął głową i rzucił krótkie-Dzięki-po czym wstał z krzesła i poszedł w stronę schodów prowadzących na górę, do gabinetu Sinclaira. Po drodze zauważył znowu dziewczyny, które polowały na jego kuriera, tym razem zaczepiały jakiegoś innego faceta. No to chyba ten problem mam już z głowy-pomyślał optymistycznie, po czym wszedł po schodach na górę.

Na poddaszu minął dwóch strażników, którzy rozsunęli się, aby pozwolić mu przejść. Hunter przeszedł się korytarzem, będąc pod ciągła obserwacją prawie niezauważalnych kamer, a potem stanął pod drzwiami loftu szefa Rzeźni. Upewnił się jeszcze, że jego strój wciąż wyglądał nienagannie, po czym zapukał do drzwi i słysząc "Wejść" wszedł do środka.

Loft, który służyl starszemu Ventrue gabinet, miał naprawdę słuszny metraż. Całość była urządzona w bardzo bogatym stylu, nawet dla niewprawnego oka Huntera widać było, że Sinclair nigdy nie schodził poniżej poziou najwyższej półki. Ewidentnie nie miał problemów z okazywaniem swojej majętności i choć cały czas tańczył na granicy nowobogackiego afiszowania się, jakimś cudem nie przekraczał granicy dobrego smaku. Sam Kierownik, a być może i przyszły Primogen klanu, siedział przy biurku ze szklanką whisky w ręku i przeglądał jakieś papiery. Na oczach Josha Sinclair powąchał zawartość swojego szkła, rozkoszując się za pomocą węchu trunkiem, którego nigdy już nie mógł posmakować. Hunter czekał cierpliwie, aż starszy nieumarły odłoży papiery i da mową ciała znać, że jest już gotowy na rozmowę. Gdy wypatrywany sygnał wreszcie nadszedł, Josh ukłonił się odpowiednio głęboko, po czym pozdrowił swojego zwierzchnika-Witajcie, o Prześwietny. Mam nadzieję, że Wasze noce w pełni spełniają Wasze oczekiwania i liczę też na to, że będę mógł Wam zaoferować moje usługi. Sinclair uśmiechnął się na te słowa, po czym wyraźnym gestem przekazał "Dosyć' i pokazał Hunterowi krzesło stojące przed biurkiem. Młody Ventrue zrozumiał, że Kierownik nie miał ochoty bawić się w Dekorum i chciał od razu przejść do interesów.

Hunter ukłonił się po raz kolejny, po czym usiadł na wskazanym miejscu i zaczął zdawać raport-Pierwsza dostawa dragów za nami, kolejne są już rozplanowane, czyli mamy co sprzedawać szefie. Ceny, za jakie Devon chce je sprzedawać są całkiem atrakcyjne, przede wszystkim dla naszych interesów-nie były to najwyższe ceny, z jakimi Hunter się spotkał w Seattle, ale margines zysku dla Bloodbath-i dla samego Josha-wciąż był zachwycający. -Zastanawiałem się, czy jeszcze mogę jakoś Ci służyć szefie. Po wczorajszej akcji z Szeryfem, Ogarami i Sabatem, jestem wciąż zakręcony i gotowy do działania-rzucił lekkim tonem, choć była to przynęta dla siedzącego przed nim Wampira. Była spora szansa, że Sinclair już o wszystkim wiedział, z zaufanych źródeł. Jeśli jednak nie dotarły do niego najnowsze wieści, to Josh był gotów wtajemniczyć go w szczegóły.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#101
Image
Image
Szklanka whisky raz jeszcze uniosła się do ust; Travis nie popełnił błędu Josha i przechylił szkła, spijając gorzki, palący płyn. Po prostu go wąchał, być może wracając myślami do innego świata, gdy był tylko człowiekiem i nie wiedział praktycznie nic o prawdziwej naturze rzeczywistości. O tym, jak mroczny jest otaczający go świat. Przymknął nawet oczy na moment, w pełni skupiając się już nie tylko na aromacie alkoholu, ale też i na słowach towarzyszącego mu, młodego wampira.
- Wspólniku Hunter, na przyszłość nie spoufalaj się zbytnio z Parkerem i jego sukami. - zaczął Travis, otwierając oczy. - Szeryf jest przydatny, gdy chodzi o brutalną i tępą siłę, podobnie te jego dwie dupy. Powinieneś jednak wiedzieć lepiej, z kim należy spędzać czas. - odstawił szklankę i wsparł się łokciami na blacie biurka, nachylając się nieznacznie w stronę Josha. Sinclair, choć nieporównywalnie starszy i potężniejszy niż Hunter, nie był tak sztywny i zadufany w sobie jak większość wiekowych Arystokratów.
Z jednej strony coś takiego mogło cieszyć. Z drugiej zaś... to przerażało, bo nie sposób było przewidzieć jego zachowania.
- Przyznaję, że zrobiłeś co trzeba. Wykazałeś się. Nie zawiodłeś, zatem i ja nie zawiodę, szepnę co trzeba gdzie trzeba w odpowiedniej chwili. Teraz powiedz mi jednak, co wiesz o Kierowniku Stevensonie. Mam plany wobec niego, jak i on względem mojej skromnej osóbki, więc... - urwał, uśmiechając się szeroko i błyskając ostrymi, białymi jak śnieg padający na zewnątrz kłami. Chyba nadszedł koniec łażenia po ciemnych i brudnych uliczkach Seattle; chyba nadeszła pora by wejść do nie mniej brudnego i brutalnego świata polityki.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#102
-Szeryf i jego dziewczyny są dobrym sposobem, aby nieznany nikomu w mieście Kainita zyskał na statusie-skomentował przestrogę starszego Ventrue. -Ale tylko głupiec nie dostrzegłby mądrości we Waszych słowach, panie Kierowniku, a głupcy nie mają miejsca w naszym Klanie-z tymi słowami kiwnął głęboko głową, w geście uznania dla starszego Ventrue.-Zaś co do Kierownika Stevensona-zamyślił się na chwilę, jakby starał sobie przypomnieć jakieś informacje, choć tak naprawdę grał na zwłokę. Wśród klanbraci i klansióstr Huntera rywalizacja Sinclaira z Ralphem była powszechnie znana, a że ich konflikt dotyczył stanowiska Primogena Ventrue, to ich walka wpływała na funkcjonowanie całego Klanu. Ventrue Seattle byli, jeśli nie sparaliżowani tą rywalizacją, to na pewno przez nią działali z karygodnie obniżoną skutecznością. Obecnie panująca zimna wojna pomiędzy kandydatami już dawno się wszystkim znudziła i krążyły już plotki i domysły, że lada dzień ktoś z samego Zarządu zdecyduje się zając tą rolę. Dla obu Kierowników, każda godzina była teraz na wagę złota. Kto zaś opowie się po stronie jednego z nich, narazi się na złość i wrogość drugiego. Najbezpieczniejszą opcją było zachować neutralność i pogratulować potem zwycięzcy.

Zeszłej nocy jednak, Josh wspinał się po oblodzonej ścianie budynku, biegał po lasku odwiedzanym przez wilkołaki i śledził grupę Sabatników. Jeśli był gotów podjąć takie nierozważne, szalone wręcz ryzyko, to tym bardziej był gotów zająć się polityką. -Kierownika Stevensona miałem okazję poznać, gdy przedstawiłem się Zarządowi krótko po moim przyjeździe do miasta, i było to nasze jedyne spotkanie. Moja wiedza o Nim ogranicza się niestety tylko i wyłącznie do tego, co o Nim słyszałem. Jest jednym z kandydatów na stanowisko Primogena i ma podobno ciche poparcie większości zarządu, ponieważ jest tradycjonalistą, który religijnie wręcz przestrzega naszych zwyczajów. A to się zawsze Starszym podoba-Sinclair, jako bardziej nowoczesny spośród dwójki, był przez to na gorszej pozycji, ale tego oczywiście Joshua nie wypowiedziałby na głos. -Jest też znany z bardzo...żywiołowego temperamentu i niechęci do innych klanów, przede wszystkim Malkavian. Przez co, jeśli jednak zostałby wybrany na reprezentanta Klanu-ton Huntera stał się nagle niedowierzający i niezadowolony, aby zasygnalizować jego "szefowi", jak bardzo jest przeciwny tej wizji-to nasze relacje z resztą miasta ucierpiałyby bardziej. Krótko mówiąc: ma ludzi, kontakty i plecy, ale nie zajmuje się dyplomacją i prędzej puści miasto z dymem, niż się dostosuje do obecnej sytuacji politycznej-Josh podsumował swoje przemyślenia, starając się przypodobać Sinclairowi, bez zbędnego oczerniania drugiego Kierownika. Nawet jeśli mówił o jego rywalu, siedzący przed nim starszy wampir mógłby się obrazić, że młody szczeniak nie wykazuje odpowiedniego szacunku funkcji Kierownika. Wśród Ventrue, nawet jeśli gardzisz osobą, to musisz szanować tytuł i stanowisko.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#103
Image
Image
Kwestią wielce dyskusyjną jest to, czy neutralność naprawdę była tak bezpieczną opcją. Młodsi nieumarli, a do takich wampirów zaliczał się przecież Joshua, nigdy nie byli tak naprawdę bezpieczni. Ignorowani, owszem. Lekceważeni, jak najbardziej. Byli wykorzystywani jako pionki przy każdej niemalże okazji... często bez wiedzy o otaczającym ich świecie. Starsi, jak Travis właśnie, ochoczo z tego korzystali. Wszystko wskazywało zatem, że pierwsze poważniejsze kroki Josha w polityce w Seattle nie będą jego własnymi. Wszystko i jeszcze więcej wskazuje na to, że to Sinclair będzie manipulował Hunterem by osiągnąć swój cel.
Właściciel Bloodbath kiwnął głową, zgadzając się chyba ze wszystkim, co powiedział młodszy Spokrewniony.
- Puści miasto z dymem... - powtórzył cicho, niejako delektując się brzmieniem tych słów. - Tak, to dobre określenie, Wspólniku. Sam więc rozumiesz, że nie mogę do czegoś takiego dopuścić. Nie mogę, niestety, jawnie i otwarcie wystąpić przeciwko niemu, dlatego na scenę wkraczasz właśnie ty. - mówił powoli, zwracając się bezpośrednio do Josha. Ktoś mógłby przysiąc, że Travis chce młodzika zdominować, wpłynąć na niego przy pomocy potęgi płynącej z krwi, ale coś takiego nie miało sensu gdy chodziło o Ventrue. Po co marnować vitae, skoro podobny lub identyczny efekt można osiągnąć przy pomocy samych słów?
- Ja też mam plecy i kontakty, i ludzi. Nie tak wielu jak Kierownik Stevenson, co z kurewsko wielkim żalem muszę przyznać, ale mam. Słuchaj więc mnie teraz uważnie, wspólniku Hunter. Chcę, żebyś sprawdził, co łączy Ralpha z naszym dworem. Chcę wiedzieć, po jaką cholerę tak naprawdę jest mu potrzebny Wspólnik Grey. Nippon-Kan to ruina, ale to nasza ruina, a nie podoba mi się, że węszy tam Ralph. Rozumiesz? - każde zdanie wypowiadał coraz mocniej je akcentując, aż w końcu, gdy pytał czy Joshua rozumie, niemalże krzyczał. Podnosił głos, ale miał w tym cel. Wyraźny, jasny i logiczny.
Walka między jednym a drugim Kierownikiem trwała może i od dawna, ale Josha dopiero się zaczęła.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#104
Hunter wysłuchał, co starszy wampir miał do powiedzenia, cały czas zachowując kamienny wyraz twarzy. Nie unikał przy tym wzroku Sinclaira ani na chwilę, ponieważ taki gest pośród Ventrue wyrażał pogardę lub całkowity brak zaufania. Zresztą, w obecnej sytuacji Josha, siedzący przed nim Kierownik mógł zniszczyć jego nieżycie na tysiąc różnych sposobów, bez uciekania się do mocy Dyscyplin. W najlepszym interesie Huntera było teraz zgodzić się na życzenia-rozkazy tak naprawdę-jego potężniejszego klanbrata, co najwyżej ustalając już z góry granice własnych możliwości.

Jeszcze zeszłej nocy Joshua siedział na tropie grupki Sabatników, przedstawicieli Sekty, która chciała zetrzeć takich Kainitów jak on. Choć od Ostatecznej Śmierci dzielił go wtedy zaledwie jednej zły krok, to jednak teraz wydawało mu się, że wtedy był bezpieczniejszy niż w obecnym momencie. Wtedy sytuacja była o wiele prostsza, byli ci dobrzy i ci źli, a Hunter mógł liczyć na wsparcie silniejszych od siebie nieumarłych. Tym razem zaś miał brać udział w cichej "wojnie szpiegów" i jeśli teraz popełniłby błąd, to nie tylko Stevenson ale i reszta klanu obróciłaby się przeciwko niemu. Za to, że śmiał jako młody szczyl działać przeciwko lepszemu od siebie i też za to, że dał się na tym złapać. Była to cholernie niebezpieczna gra, ale do niej właśnie Hunter był szykowany, tym właśnie zajmowali się Ventrue.

-Kierownik i dwór, Kierownik i Gray, Kierownik i Nippon-Kan-podsumował zlecenie swojego szefa, odliczając wymienione cele na palcach prawej dłoni. Nathan Gray był Wspólnikiem, który tak jak Hunter niedawno przyjechał do miasta, wyprzedzając Josha bodajże o tydzień lub dwa. Poza tym gość był dla niego sporą niewiadomą, wszystkie informacje na jego temat miał z niezbyt sprawdzonych źródeł. Nippon-Kan zaś było ruiną teatru w okolicach Chinatown i Hunter nie mógł nawet sobie wyobrazić, czemu Ralph Stevenson miałby się tym interesować. Ale na tym właśnie polegało jego zadanie, aby się tego dowiedzieć.

Josh powstrzymał się od wyciągnięcia monety, którą chciał się nerwowo bawić i pokiwał głową, jakby właśnie nagle coś zrozumiał. -Trzy cele i trzy ważne punkty do teczki na Kierownika Stevensona-powiedział bardziej do siebie, niż do Sinclaira. -Zajmę się tą sprawę z największą przyjemnością, Kierowniku Sinclair, ale chciałbym w tym momencie zasięgnąć Waszej rady-ukłonił się w geście szacunku i uznania. -Pierwszą moją myślą, aż do bólu banalną, było wynajęcie usług przedstawicieli klanu Nosferatu. Nie bez powodu nazywa się ich oczami Camarilli i na pewno mogą się dowiedzieć interesujących nas informacji...za właściwą cenę oczywiście. Ale z drugiej strony, czy można zaryzykować ich udział przy tak delikatnej sprawie, czy też jednak nikt poza naszą dwójką nie powinien być nawet tymczasowo i zadaniowo wciągany w to zadanie?-spytał tonem młodego studenta, szukającego porady u szacownego profesora. Pytanie to miało więcej niż jeden cel. Po pierwsze, wolał się upewnić, czy jego instynkty, które teraz popychały go do jednej z dwóch odpowiedzi, zgadzały się z wolą Sinclaira. Po drugie, właściciel Bloodbath był Kainitą ewidentnie przyzwyczajonym do wydawania rozkazów i zarządzaniem ludzi. Tak jak go Josh oceniał, idealny pracownik dla niego musiał być na tyle bystry, aby wykonać swoją robotę bez zarzutów, ale też na tyle tępy, żeby nigdy nie kwestionować woli swojego szefa i nie stanowić potencjalnego zagrożenia. Hunter musiał się wstrzelić w tą klasyfikację, jeśli chciał nawiązać i zachować dobre relacje ze starszym Spokrewnionym.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse (02.15.1999)

#105
Image
Image
Gdy Hunter wspomniał o "przyjemności", Travis tylko wzniósł wzrok do sufitu; wedle niego nie była to żadna przyjemność, tylko obowiązek, łaska, że starszy Arystokrata zdecydował się powierzyć takie zadanie młodzikowi.
- Trzy? - powtórzył, szczerze zdziwiony. - Ach, no tak. Ciągle gówno wiesz, chociaż trochę już tu mieszkasz. Nippon-Kan i dwór to jedno i to samo miejsce. - sprostował, nie tyle zły czy wkurzony, co raczej rozbawiony. Ostatnie prawdziwe zebranie, spotkanie we dworze miało miejsce... dawno temu. Naprawdę dawno temu, jeszcze zanim Książę Wadsworth ostatecznie się odciął od wszystkiego i zaczął węszyć wszędzie spiski, na czele z teorią o zdradzie klanu Tremere i próbach obalenia jego władzy.
Większość młodych wampirów nie miała o tym większego pojęcia. Ci, którzy dopiero niedawno przybyli do Seattle tym bardziej.
- Ralph, Nathan i Nippon-Kan. To wszystko, czego chcę... ale ze względów bezpieczeństwa zajmij się tym wszystkim tuż przed świtem. I pod żadnym pozorem nie angażuj żadnego Szczura, te śmierdzące parszywce tylko czekają, by wbić nam kołek w dupę. Możesz odezwać się do któregoś z Brujah, jeśli chcesz... powinni ciągle być nam wierni. - kontynuował, jeszcze raz prostując wydane polecenia oraz udzielając coraz to dokładniejszych informacji. Wbrew pozorom jego oschłe, surowe zachowanie nie było wcale takie złe ani nieprzyjemne.
Sinclair był w pewnym sensie wyrozumiały, ale oczywiście można było uznać, że jest to najzwyklejsza gra, maska, mająca na celu nakłonienie Josha do współpracy. Ventrue byli w końcu mistrzami, gdy chodzi o manipulowanie innymi, zarówno przy pomocy nadnaturalnych zdolności, jak i zwykłej, magnetycznej osobowości i wrodzonej charyzmy. Ale bardzo szybko to wszystko może zniknąć, ustępując miejsca grozie i brutalnej sile.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 3156 Fuhrman Ave E, Bloodbath, Old Roanoke Slaughterhouse

#106
Czyli nie chodzi o nasz obecny Dwór-skwitował w myślach Hunter, gdy Sinclair poprawił jego błędne założenie. Był w pierwszej chwili święcie przekonany, że Kierownikowi chodziło o zbadanie relacji Stevensona z dworem Jane Doe, czy może za kulisami nie było żadnych sojuszy lub umów. Teraz jednak, gdy mu już wszystko wyjaśniono, poczuł lekki przypływ ulgi. Zamiast trzech celów miał dwa i nie musiał wskakiwać na głęboką wodę intryg dworskich, tylko znów pobawić się w śledczego i detektywa. Tylko teraz, gdy już wiedział co znajdowało się kiedyś w starym teatrze, to miał złe przeczucia, co mogło tam na niego czekać.

Choć Josh dał się zaskoczyć starszemu Ventrue, był przekonany o tym, że zadziałało to na jego korzyść. Udowodnił Sinclairowi, że było jeszcze wiele rzeczy, których musiał się nauczyć. Travis był zbyt starym wyjadaczem, żeby nie wiedzieć jak za pomocą "mentorowania" przygotować sobie idealnego sługę, a przynajmniej świetne narzędzie. Dopóki Josh udawał glinę, którą można było lepić, Sinclair nie będzie na niego używał Dyscyplin czy Więzi Krwi, i Hunter będzie mógł działać z zachowaną wolną wolą. Jak to mawiała ekipa w Chicago: "Jeśli zachowujesz się, jakbyś miał obrożę na szyi, to nikt nie będzie sprawdzał długości smyczy. Czy coś w ten deseń-pomyślał sobie Joshua, nie będąc pewnym cytatu.

-Aha, dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu Kierowniku, to rzeczywiście zmienia diametralnie całą sytuację-powiedział, wracając myślami do rozmowy. -Żadnych Nosferów, jeśli już to tylko Brujah i mam z tym poczekać do późnych, czy też raczej wczesnych godzin-podsumował polecenia siedzącego przed nim starszego Kainity, który przytaknął niedbale głową. -Zachowam oczywiście pełną dyskrecję i nie zawiodę Was, Kierowniku. Dziękuję Wam za możliwość wykazania się i gwarantuję, że będziecie ze mnie zadowoleni-Sinclair przyjął te słowa uprzejmym kiwnięciem głową, ale gestem ręki dał wyraźny sygnał "no dobra, streszczaj się." -Zająłem już wystarczająco dużo Waszego cennego czasu, dlatego też z Waszym przyzwoleniem-zawiesił na moment głos, a Sinclair wskazał otwartą dłonią drzwi do gabinetu-pozwolę sobie opuścić Wasze znamienite towarzystwo i przygotować się do powierzonego mi zadania. Ukłonił się z szacunkiem i skierował do wyjścia z gabinetu swojego "szefa", po czym zatrzymał się przed drzwiami, aby się pożegnać. -Jeszcze raz dziękuję za poświęcony mi czas i miłego wieczoru Wam życzę, Kierowniku Sinclair. Czy też raczej, mój przyszły Primogenie-z tymi słowami ukłonił się z szacunkiem i wyszedł na korytarz.

Już na zewnątrz, minął strażników i szybkim krokiem zszedł po schodach na główną salę Bloodbath. Pożegnał Devona krótkim -Masz mój numer, w razie czego pisz śmiało-po czym prześlizgnął się przez tłum żywych i umarłych do wyjścia z lokalu. Na widok strażników pilnujących wyjścia z lokalu przypomniał sobie na chwilę o parze wampirzyc, które próbowały upolować jego człowieka. Ghoul, któremu wydał wcześniej rozporządzenia zgadł pewnie, o czym Hunter myślał, bo pokręcił jedynie przecząco głową. Spokrewnione musiały sobie znaleźć inną rozrywkę w środku, bo nie próbowały opuścić klubu przed Joshem. Trochę uspokojony, Hunter pożegnał się ze strażnikami i opuścił Bloodbath.

Nawet z czekającym na niego zadaniem, miał sporo nocy przed sobą i dużo czasu do zagospodarowania. To chyba będzie najlepszy moment, żeby wrócić do Crossa i zająć się sobą-pomyślał sobie, kierując się na postój taksówek i wyciągając z kieszeni telefon. Tym razem wyjątkowo nie zamierzał zawracać głowy Cruzowi, tylko innemu kumplowi z Lágrimas.

Do King's Cross Private Room >>>
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.
Odpowiedz

Wróć do „Portage Bay/Roanoke Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość