Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#61
Czyli zejście do piwnic mogło być właśnie TYM miejscem. Ghul postawiony na szpicy to dobry sposób na odstraszenie niepożądanych gości. Zwlaszcza, kiedy wampiry śpią. White zapamiętał jego twarz i zszedł na dół. Zapamiętanie tej mordy nie było trudne. Bielmo na oku nadawalu mu jednocześnie parszywy ale za to charakterystyczny wygląd. Sabat tutaj był. To pewne. Pytanie czy nadal jest? Zapewne odpowiedź znajdowała się na tej części materiału, której nie było na miejscu. Napisał sms do Kwiatuszka.
Jeżeli Szeryf usłyszał akurat White'a, to ten nie był tego świadom. Zwolnił jednak kroku w okolicach drzwi do piwnicy, mając strzelbę w pogotowiu.
- Przepna na miejscu.
Powiedział, starając się jednak utrzymać niewidoczność na sobie. Wróg mógł być wszędzie.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#62
Jeszcze zanim Randy się zbliżył, Kwiatuszek wytężył słuch. Poznał jego odgłosy i charakterystyczny chód po krótkiej chwili, także dzięki temu że mógł dostroić uszy do poziomów nieznanych śmiertelnikom.
- Ssspokojnie, szefuniu, to Randy.
Jakby na potwierdzenie tych słów, komórka zabrzęczała, a twarz grubasa oświetliła zielona poświata ekranu.
- Tak jak mówiłem. Agent przepona, zostań w ukryciu - Grubas zaśmiał się gardłowo - Dobra panowie, nie ma co się obściskiwać, choć poprzypominałyby się stare czasy. Do środka, ja za wami, bo też se muszę zniknąć.
Kwiatuszek wyciągnął nóż i skupił się, gdy tylko jego towarzysze go minęli. Cokolwiek go tam czekało, miał zamiar być przygotowany.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#63
Image
Image
Słowa Randy'ego, że "wróg mógł być wszędzie", były prawdą. System szkolnego monitoringu sięgał jednak tylko do korytarzy, sal, pracowni i terenów przy dziedzińcu. Podziemia i piwnice, wszelkie magazyny, kotłownie i tamtejsze korytarzy były jednakże pozbawione kamer - to znaczy kamer zainstalowanych przez firmę ochroniarską. Inne, jak ta którą dostrzegł swego czasu Kwiatuszek na parkingu i dziedzińcu, z pewnością gdzieś tam czekały. Szeryf trochę się rozluźnił, znając już tożsamość tajemniczego gościa. Zakończone pazurami dłonie miał jednak cały czas uniesione do ewentualnej walki; Gangrel wraz z towarzyszącymi mu Nosferatu był w końcu na terenie wrogiej sekty.
- Nie oddalajcie się. - rzucił jeszcze Parker. Czarnoskóry kiwnął głową i ruszył w dół, jako pierwszy.
Nie było zresztą innej opcji. Schody były zbyt wąskie i strome, do tego im wampiry schodziły niżej, tym mrok zdawał się gęstnieć. Spacer w dół nie trwał na całe szczęście nie wiadomo jak długo i już po kilku chwilach trójka nieumarłych znalazła się na samym dole. W całkiem obszernym i, niestety, pogrążonym w nieprzebytej ciemności korytarzu. Niewyraźne zarysy grubych rur biegły pod sufitem i po ścianach, gdzieś w dali słychać było monotonny syk wydobywającej się pary i bulgot przepływającej wody. Wszelkie drzwi były zamknięte.
Jedynym źródłem światła był słaby, lekko zielonkawy blask tabliczek pokrytych fluorescencyjnym lakierem. Nie ułatwiały jednak nawigacji; wskazywały tylko drogę do wyjścia ewakuacyjnego, czyli schodów, po których właśnie zszedł Szeryf z kompanami. John Parker przeszedł kilka kolejnych kroków i zatrzymał się przy czymś, co wyglądało jak wózek transportowy. Kucnął i chyba zaczął go obwąchiwać, ale cóż, był Gangrelem, czegoś takiego można się było po nim spodziewać. Kwiatuszek i Randy, skryci pod niewidocznym całunem, kroczyli trochę z tyłu - o ile Szeryf mógł przyjąć na klatę praktycznie wszystko, tak ta dwójka musiała radzić sobie inaczej.
Być może właśnie dlatego to Kwiatuszek dostrzegł malutki, czerwony i migający punkcik, umieszczony gdzieś pomiędzy rurami, tuż pod sufitem. Kamerka była mała, skrzętnie ukryta i cały czas działała. Randy zaś, wolny już od demonów trawiących jego trzewia i umysł, czuł słaby aromat krwi i męskich perfum, o dość intrygującym, drewniano-torfowym aromacie.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#64
Kwiatuszek trzymał się z tyłu, bo jakoś nieśpieszno mu było do walki, tak standardowo. Sądził, że Randy jest w tarapatach, dlatego tak tu gnał - teraz, gdy wyszło że wszyscy są cali i zdrowi, nie czuł się już tak zobowiązany.
Nie znaczyło to jednak, że nie był przydatny - dostrzegł już kolejną kamerę, koło której przeszedł szeryf. Nie miał zamiaru zwracać jego uwagi na ten fakt - już powiedział, że nie jest tym zainteresowany. Zamiast tego dokładnie sprawdził dokąd prowadzą kable idące od kamery i zamierzał sprawdzić tamtą stronę.
Nadal jednak trzymał się z tyłu. Ten, kto ich obserwował, był przygotowany na to, że ktoś do niego idzie.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#65
- To może być pulapka. Na górze zamaskowane ślady zbrodni, a w szafce gówniarz zostawił broń palną. Część kamer zdezaktywowano. Nic tu nie pasuje.
Podzielił się swoimi wątpliwościami ściszając swój głos do złowróżbnego szeptu. Ale nie rozgadywał się. Nie było na to zbytnio czasu, bo zaczęli złazić. Przygotował strzelbę. Kiedy zeszli nie dostrzegał zbyt wiele. Jego zmysły nie były takie ostre jak Kwiatuszka, czy Szeryfa. Randy skupił się na tym, żeby za plecami mieć jednak ścianę. Na dole ustawił się pomiędzy Szeryfem, a Współklanowiczem. Wtem wyczuł zapach krwi, męskich perfum wodzących na myśl olejki do brody... Albo butwiejące drewno. Jak w starych kościołach... albo Trumny? To by pasowało do Tzimisce i ich garści ziemi przy sobie. Rozejrzał się uważniej, skupił też na zmyśle powonienia. Obserwując stosował starą technikę, którą uczono go w wojsku. Obserwować nieco kątem oka, bespośrednie spoglądanie zamazuje szczególy. Nigdy nie rozumiał czemu się tak dzieje w ciemnościach, ale grunt, że trochę pomagało.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#66
Image
Image
- Gówniarz? - zapytał Szeryf, spoglądając mniej więcej w kierunku, w którym winien być skryty przed jego wzrokiem Randy. - Nie wydaje mi się, by zwyczajny dzieciak ze spluwą mógł nam zagrozić, nie on pierwszy chce sobie postrzelać, nie ostatni... w dziewięćdziesiątym czwartym i dziewięćdziesiątym piątym były już strzelaniny w szkołach tutaj, w Seattle. Ale dzięki za cynk, przekażę Jane. - ciągnął dalej Parker, dzieląc się przy okazji skrawkiem informacji na temat miejskiej historii. Szkolne strzelaniny nie były niczym nowym, zawsze jednak sprawiały ból. Nic więc dziwnego, że czarnoskóry mięśniak zaoferował, że przekaże tę informację Księciu miasta. Każdy chyba wiedział, że Jane Doe ma słabość do dzieci.
John Parker w końcu się wyprostował.
- Wieźli tędy trupa, prawie całkowicie wysuszonego. - dodał. wskazując ruchem głowy na wózek. Słowa czarnoskórego tylko potwierdzały odczucia Randy'ego. Tu była krew, może nawet należąca do biedaka ze stróżówki. Gangrel ruszył dalej, nieznacznie tylko przyspieszając; szybko jednak musiał zwolnić kroku, bo cała trójka dotarła do rozwidlenia. Korytarz biegł dalej prosto, ale także skręcał w lewo i w prawo. Kwiatuszek, z głową zadartą do góry, nie brał udziału w rozmowie. Zamiast tego wypatrywał kabli i starał się dostrzec, dokąd prowadzą.
Nie było to wcale trudne ani skomplikowane, wymagało jednak skupienia. Pod sufitem piwnicznych korytarzy biegła bowiem masa najróżniejszych kabli i rur. Te pierwsze, grube i solidne i tylko w paru miejscach owinięte taśmą izolacyjną można było już z miejsca odrzucić. Nie należały do malutkiej kamerki. Dwa kable prowadzące od cudeńka Sony - chyba nawet identycznego modelu jak te z Harbor Island - były całkiem sprawnie ukryte. Pierwszy był zasilający, drugi niósł dane, a oba były wciśnięte w wąziutką przestrzeń między rurą ciepłowniczą a betonowym stropem. Gdyby Nosferatu nie wiedział czego szukać, z pewnością byłby w znacznie gorszej sytuacji.
Kable skręcały w lewo. Charakterystyczny aromat, który wyczuł niedawno Randy, zdawał się jednak pochodzić z korytarza na wprost.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#67
White nie odpowiedział już na słowa Szeryfa. Przyjął do wiadomości po prostu fakty, którymi podzielił się z nimi Parker. Po chwili przemyślenia co do natury zapachu potwierdziła maszynka do mielenia mięsa, jaką był czarnoskóry gigant, stojący z przodu. W końcu stanęli przed rozwidleniem. Randy przyłożył przydługawe paluchy do szpetnej brody. Wyczuwał tamtą woń z korytarza na wprost.
- Woń krwi i męskich perfum o zapachu starego kościoła wiedzie na wprost.
Poszukał spojrzeniem Kwiatuszka. Jego dłonie powróciły do obsługi broni palnej, którą posiadał.
- Może mamy być kolacją dla tych wysuszonych zwłok, Szefie?
Zapytał cicho Szeryfuncia, jednocześnie starając się stać tak, aby w razie ataku mieć wzglęrnie czyste pole do manewru. Trudne w piwnicy ale nie chciał wpakować Parkerowi śrutu w jego muskularną dupeczkę. Nie spieszyło mu się do ostatecznej śmierci.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#68
Sabat to jedno, ale on nie był tu dla walki. Był tu, by ratować tyłek Randyemu, a Randyemu na razie nic nie było.
Cóż, doświadczenie uczyło, że powinien podążać za tym, na czym się znał. W tych okolicznościach przyrody sabat nikomu nie zaszkodzi, a nagrania... Nagrania szkodzą zawsze i wszędzie.
Bez większych komentarzy ruszył za kablami. Jakby coś się działo, to i tak to usłyszy.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#69
Image
Image
Przestój - bo tak można było określić rozwidlenie piwnicznych korytarzy i rozmowę wampirów - był krótki. Kwiatuszek nawet nie angażował się w dyskusje, po prostu robił swoje. Nie czekał, aż Szeryf albo drugi Nosferatu podejmą decyzję gdzie należy się udać i co trzeba robić. Ciągle brzydki, ale nie odrażająco ohydny nieumarły poszedł za kablami, w lewo. Korytarz przez pierwsze kilka metrów był w miarę szeroki, potem jednak zaczął się stopniowo zwężać; spora była w tym zasługa grubych rur biegnących po ścianach i znikających pod podłogą oraz kierujących się przez niewielkie otwory w stropie, a także rozstawionych przy nich niskich, oklejonych taśmą klejąca kartonach i pudłach.
Kable skryte za rurami pod sufitem były coraz mocniej widoczne.
Ktokolwiek je tutaj montował, nie miał najwyraźniej ochoty na dokładniejsze ich ukrywanie, czy nawet maskowanie. Kwiatuszek mógł nawet zauważyć niedbale skręcone kabelki owinięte niebieską taśmą izolacyjną zakupioną za grosze w Radioshack. Z jednej strony - ktoś znał się na elektronice i sprzęcie. Miał przynajmniej podstawowe pojęcie. Wiedział jak podłączyć kamery, jak prowadzić kable, jak je łączyć i tak dalej, i tak dalej. Z drugiej jednakże widać było aż za dobrze, że brakowało mu tego magicznego "czegoś", co odróżniało amatora od profesjonalisty. Ktokolwiek za to odpowiadał, nie mógł być Nosferatu.
- Krew czuję wyraźnie. - Szeryf kiwnął z uznaniem głową. - Te perfumy, o których mówiłeś... nie podobają mi się. Bardzo mi się nie podobają. Idźcie razem, tylko nie odstrzel mu twarzy. Ma teraz ładniejszą buźkę. - w końcu czarnoskóry Gangrel wydał dość jasne polecenie, po czym pochylił się trochę do przodu i przyspieszył kroku. Truchtem ruszył przed siebie, prosto, w stronę dziwnego aromatu, nasuwającego oczywiste skojarzenia z drewnem i torfem. Nosferatu mieli iść w lewo, za kablami. Szeryf i tak ich nie widział, a nie miał czasu, by skupiać się na próbach dostrzeżenia ich przez flagową Dyscyplinę klanu.
To znaczy Kwiatuszek już tam poszedł i właśnie mijał trzy pary drzwi. Dwie po lewej i jedne po prawej. Wszystkie były zamknięte, na wszystkich były też krzywo przykręcone tabliczki z napisem "wstęp tylko dla upoważnionych". Drzwi po lewej miały dodatkowo niewielki, wydrapany w starej farbie nad klamką symbol kolczastego krzyża ankh, przywodzący na myśl rękojeść miecza. Symbol Sabatu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#70
Randy odprowadził spojrzeniem ciemny zarys sylwetki Szeryfa. Sam ruszył we wskazanym kierunku, mając strzelbę w gotowości. Jego ciekawość rosła, czego dotyczyć mógł zapach, który tak zaniepokoił Szeryfa. Randy chciał śledzić Gangrela, ale wygrało coś w rodzaju troski o współklanowicza, którego Randy zdążył polubić. O ile w jego wypadku jest coś takiego możliwe. Pomyślał przez chwilę o Yvonne... Ciekawe co robiła? Może siedziała i czytała książkę? Poczytałby też chętnie tą książkę... Wbity kłami w jej szyję. Wyszczerzył się na myśl o tej czynności, idąc gdzieś w okolicy Kwiatuszka. Jeśli spostrzegł symbol Sabatu, zanurzył przydługawy palec w nosie i wygrzebał skurzoną i suchą kozę. Pstryknął ją w zastany symbol. Szepnął w eter, starając się nie zrzucić całunu niewidoczności.
- Nadal jebie mi to pułapką. Za czysto jak na Sabat... Albo mają coś do ukrycia.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#71
Kwiatuszek kiwną głową, czego Randy nie zauważył, bo i jak. Teraz jednak nie przejmował się płynną komunikacją. A już na pewno nie przejmował się glutami z nosa - szybko da się do tego przyzwyczaić jak się ma rozwaloną przegrodę nosową i gnijące nozdrza.
Drzwi wyglądały bardzo oczywiście, aż za oczywiście. Mając na uwadze niedawną wyprawę za miasto, Kwiatuszek najpierw użył dyscypliny Nadwrażliwości, przykładając ucho do każdej z par drzwi.
Jeśli nie słyszał nic podejrzanego, miał zamiar zacząć od pozostałych drzwi, te z symbolem zostawiając sobie na koniec. Drzwi w końcu nie uciekną, a jeśli będzie musiał otworzyć dwa schowki - niech i tak będzie.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#72
Szeryf odszedł, zostawiając Nosferatu samych.
Wielkiego wyboru i tak nie miał, bo trzeba się było rozdzielić. Jak nie teraz, to za kilka chwil, a wtedy mogłoby być już za późno. John Parker ruszył przed siebie, gotów do walki, zostawiając tymczasowo niewidzialnym członkom Rodziny lewą odnogę piwnicznego korytarza. Potężny, wielki i masywny Gangrel nie martwił się ani o siebie, ani o swych towarzyszy; będąc ukrytym przed czyimś wzrokiem można zdziałać naprawdę wiele. Dodatkowo Nosferatu pokazali, że potrafią działać jako grupa w trakcie polowania na Clive'a, Tzimisce, który już zapisał się w historii Seattle za pomocą krwi żywych i umarłych.
Bardzo wątpliwe było to, by drugi przedstawiciel tego klanu czaił się pod szkołą w północnej części miasta. Niemniej, nie warto było ryzykować. Kwiatuszek od razu zaczął nasłuchiwać, podchodząc tak blisko drzwi, jak to tylko było możliwe - do drewna przyłożył nawet swoje ucho, chcąc w ten sposób dowiedzieć się, co kryje się po drugiej stronie. Randy nie pozostawał w tyle, uzbrojony w ukradzioną gówniarzowi strzelbę (którą sam pewnie ukradł wcześniej ojcu albo sąsiadowi) czaił się tuż obok, równie uważny i ostrożny.
Drzwi po prawej, te najbliższe Kwiatuszkowi, nic ważnego za sobą nie kryły. Nieumarły mógł być tego pewien już po kilku chwilach nasłuchiwania - gdy zaś poświęcił kilka dodatkowych chwil, było jasne, że nie warto tracić czasu na te miejsce. Ot, schowek, a sądząc po cichym bulgotaniu, to pewnie był to schowek z bojlerem, lub też z czymś podobnym. Drugie drzwi jednakże, znajdujące się po lewej, charakteryzowały się już czymś, co dla Nosferatu było aż nazbyt znajome. Cichy, miarodajny szum z okazjonalnym klikaniem i szuraniem to po prostu dźwięk pracującego komputera. Dysk twardy i wentylator, odpowiadający za odprowadzanie ciepła i chłodzenie cennych komponentów dla zwyczajnego ucha były tylko odgłosem tła, zbyt cichym i słaby, by je odróżnić zza zamkniętych drzwi.
Ale nie dla wampirów. Kwiatuszek mógł też rozróżnić kliknięcia myszką oraz uderzanie w klawiaturę, charakterystyczne, mechaniczne niemalże stuki były dowodem na to, że ktoś był w pomieszczeniu, był zajęty i - co ważniejsze - był martwy, bo nie słychać było żadnego oddechu, czy bicia serca. Wampir, bez wątpienia. Pytanie brzmi, czy ten Spokrewniony zdaje sobie sprawę z obecności Nosferatu? Czy na nich czeka? Czy, zgodnie ze słowami Randy'ego, to pułapka?
Ostatnie drzwi, te z symbolem sekty stojącej w opozycji do wszystkiego i wszystkich, wydawały się być nad wyraz interesujące z innego powodu. Randy czuł zapach krwi, świeżej, gorącej, dopiero co upuszczonej. Kwiatuszek słyszał czyjś szloch.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#73
Jak szlocha, to żyje.
Pierwsza myśl, jakże różna od ludzkiej, empatycznej i zdrowej. Tym niemniej - prawdziwa. To nie była myśl Bestii - to Kwiatuszek tak rozumował, sam z siebie. To nie Bestia sprawiała, że miewał takie myśli, że oddalał się od człowieczeństwa - to on sam, chęć przetrwania.
Tak jak teraz. Dzięki temu, że zostawi sobie szlochacza na później, będzie miał możliwość załatwienia wampirzego problemu.
Otoczył ich strefą ciszy i wysłał Randyemu SMSa.
"Za drzwiami jest krewniak, stuka coś na klawiaturze. Otworzę drzwi na 3, zapodaj mu ostrzegawczy strzał w tył głowy"
Jeden sms posłał też szeryfowi.
"Mamy delikwenta zajamiemy się nim"
Upewnił się, czy Randy nie będzie miał obiekcji lub innych planów - może sam coś zauważył? Jeśli jednak nie miał obiekcji, to zamierzał postąpić tak jak napisał.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#74
White, mający strzelbę w gotowości, pracował wszystkimi zmysłami. Najchętniej by zrzucił tutaj napalm i wyplenił Sabacką zarazę. No, ale jeszcze był zbyt subtelny nabtak Brujahowe działanie. Niemniej, opcja ciekawa. Zapach krwi sprawił, że jego umysł pobudził się. O tak. Świeżuteńka krew... Już miał zaglądać do drzwi skąd Kwiatuszek uslyszał szlochy, już oczami wyobraźni kogoś zjadał. Już... Ale dostał sms od towarzysza. Odczytał go i spojrzał na drzwi wskazanych przez współklanowicza. Odpisał na sms:
"Sprawdzę, czy zamek nie jest zamknięty. A potem wspólna kolacja."
Jak napisał tak zrobił. Głupio by było, jakby Kwiatuszek szarpnął za drzwi, a te by byly zamknięte. Jeśli zamek był zamknięty, spróbował go otworzyć jak najciszej, żeby nie zaalarmować nikogo z drugiej strony. Skupił się, polegając na zręcznych paluchach i wytrychach.
Jeżeli po oględzinach, zamek był otwarty, White ustawił się i dał współklanowiczowi znak, że jest gotów do oddania strzału. Poprawił chwyt na strzelbie, przyłożył kolbę do ramienia, pochylił głowę, aby patrzeć przez przyrządy celownicze... I czekał. Cały świat Randy'ego skupil się teraz na drzwiach. Myśli rozesłały radosną nowinę po całym ciele Nosferatu: "Będziemy zabijać!". Wargi architekta wykrzywiły się w szpetnej parodii makabrycznego uśmiechu.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#75
Szeryf nie odpisał. Dostał wiadomość, ma się rozumieć. Raport doręczenia - dla wielu osób rzecz zbędna, irytująca czy nawet upierdliwa - jasno na to wskazywał. Dwójka Nosferatu, szykująca się do ataku z zaskoczenia, miała pewność że wiadomość dotarła do adresata. Gangrel mógł być jednak zajęty, ba, mógł właśnie pacyfikować resztę tej przeklętej sfory, albo po prostu mógł walczyć z wąskimi drzwiami prowadzącymi do jakiegoś kantorku. Tak czy siak, był zajęty. I był daleko stąd. Nieumarli wymienili się krótkimi wiadomościamii, zgadzając się co do ustalonego planu i przystąpili do realizacji.
Utkana z nicości, niewidoczna gołym okiem strefa ciszy sięgała aż siedmiu metrów. Wystarczająco, by wyciszyć wszystko i wszystkich w pobliżu. Szloch osoby z pomieszczenia obok, bulgotanie wody i ścieków w rurach, buczenie i szum maszyn, a także - albo raczej przede wszystkim - szczęk zamka otwieranych właśnie drzwi. W środku, pośród panującego półmroku, nie sposób było dostrzec zbyt wielu szczegółów. Randy i Kwiatuszek widzieli jednak te najważniejsze.
Pokoik był mały, ciasny i zagracony, a centralną jego część zajmowało prowizoryczne biurko z skrzynek oraz siedzący na jakiejś walizce naprawdę dobrze zbudowany mężczyzna, przez co pomieszczenie wydawało się być jeszcze mniejsze i jeszcze ciaśniejsze. To był wampir, bez wątpienia. Do cichego i martwego serca dołączyła jego odzież: miał na sobie ciuchy brudne od mniej lub bardziej świeżej krwi, drażniącej swym aromatem Bestię zarówno White'a, jak i towarzyszące mu brzydala. Jegomość, nie mający póki co pojęcia, że ktoś stoi w progu, był zajęty pisaniem na klawiaturze.
Miał na sobie dżinsowe spodnie, białą, poznaczoną niezliczonymi plamami koszulkę i narzuconą na ramiona flanelową koszulę w czerwonawą kratę. Z szerokich barków wystawała umięśniona szyja zwieńczona nieco jajowatą, łysawą głową, wpatrzoną w monitor komputera; na ile Kwiatuszek mógł stwierdzić, widniała tam jakaś rządowa strona, zaprojektowana banalnie prosto - by nie rzec brzydko - ale zawierająca jakieś ważne informacje. Skończył wpisać jakąś długą komendę; ekran zgasł, by za moment rozjarzyć się monochromatycznym obrazem z kilku kamer jednocześnie.
Obraz na nich widoczny nie był żadnych zaskoczeniem dla Nosferatu. Nie powinien być. Kilka chwil temu sami przemierzali szkole korytarze, dziedziniec, piwnice - wszystko było widoczne. Wampir nie miał pojęcia, że ktoś jest obok niego. Wiedział jednakże, że w szkolnych piwnicach jest Szeryf. Jego potężna, masywna sylwetka była widoczna aż za dobrze w prawym, górnym rogu. W jednej i drugiej ręce trzymał za gardła nieruchome zwłoki; jeden i drugi denat mieli na sobie uniform szkolnego ochroniarza. Ghule, śmiertelnicy. Martwi jak kamień.

Image
Łysol błyskawicznie sięgnął do kieszeni spodni po telefon komórkowy, prostą, klasyczną Nokię. Wybrał numer, lecz kiedy próbował coś powiedzieć, zrozumiał co się dzieje. Zamarł z aparatem przy uchu i wzrokiem utkwionym w monitor. Nie słyszał sygnału. To wystarczyło, by nieumarły w zakrwawionej koszuli zrozumiał, w jak paskudnej znalazł się sytuacji. Zacisnął tylko mocniej dłoń na komórce, niszcząc przy tym jej obudowę; paznokcie zamieniły się w grube, krótkie i ostre pazury. Na nic to się jednak nie zdało, bo wystarczyło, że Randy pociągnął za języczek spustowy - upiornie milczący wystrzał ze strzelby był dosłownie zabójczy. Głowa łysego wampira zniknęła w chmurze dymu, pyłu, prochu i ognia. Moment później całe jego ciało zamieniło się w popiół, opadając leniwie na posadzkę.
Wystarczył jeden, celny strzał, by zniszczyć przedstawiciela Sabatu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#76
Bestia szarpnęła się w nim na chwilę.
Tyle wspaniałej krwi, przepadło!
Ale jednocześnie Bestia wyła też z rozkoszy.
Tak! Wrogowie padają martwi, ci na naszej drodze umierają, więcej śmierci, więcej rzezi!
Kwiatuszek nawet nie zorientował się, że energicznie poklepuje Randy'ego po plecach.
- Świetna robota! - powiedział, waląc ostatni raz z głuchym plaśnięciem - Another one bites the dust, hehe.
Ominął dymiącą jeszcze lufę i wgramolił się do środka. Cóż, najpierw trzeba zebrać co zostało, potem się ogarnie resztę.
- Zajmiesz się tym, co mógł mieć? Ja ogarnę komórkę i twardy dysk - nie czekał na odpowiedź. W sumie jeśli Randy się tym nie zajmie, to on sam to zrobi, dla niego to nie problem.
Ruszył do roboty. Liczył, że komórka nie jest mocno rozwalona - kto wie, może uda się zyskać dostęp do numerów paru sabatników? A może do kogoś wyżej? Fiu, fiu - z tego zabijania można wyciągnąć więcej informacji, niż ze szpiegowania. Ale jego praca nie była skończona - szybkie i nerwowe spojrzenia padały na komputer, jego specjalność. Już zaraz się do niego dobierze i najpierw przejrzy wszystko co jest na powierzchni, a potem wymontuje twardy dysk, żeby przejrzeć to na spokojnie w jego kanale.
A potem... A potem zajmą się resztą piwnic.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#77
Cieszył się, że nie doszło do bezpośredniego starcia. Te pazury mogły źle wyglądać wkomponowane w twarz któregoś z Nosferatu. I nie chodzi tutaj o walory estetyczne, bo tymi oba Szczury przestały się przejmować dawno temu. Przeładował strzelbę. Kwiatuszek klepał go po ramieniu, był zadowolony. Tak jak White.
- Już wiesz, w jakiej formie lubię Sabat. Sproszkowanej.
Tak... Zadanie było do wykonania. White kucnął przy ubraniach pokonanego osiłka. Przeszukał je. Jeśli coś znalazł ciekawego, podzielił się tą informacją z Kwiatuszkiem. Zerknął na monitoring. Szeryf też nie próżnował i na pewno będzie trzeba skasować wszelką obecność wampirów w szkole.
- Jeśli zadzwonił do kogoś, to oni już wiedzą. Może nawet tutaj idą.
White sięgnął jeszcze po jedną rzecz... Popiół po przedstawicielu wrogiej sekty. Nasypał go sobie na nadgarstek odrobinę i... Wciągnął do jednej i drugiej dziurki od nosa. Jak tabakę. To chyba będzie jego nowe hobby. Obejrzał pomieszczenie, na tyle na ile mu pozwalało miejsce, a potem stanął na szpicy przy wyjściu z pokoju. Bestia chciała więcej zabijania. I śniadania.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#78
Jeden pocisk, jeden wampir.
Nosferatu szybko i sprawnie przystąpili do oględzin miejsca dokonanej zbrodni. Randy, po uprzednim skosztowaniu prochu powstałego z łysego truposza i zerknięciu na monitoring (Szeryf zmasakrował dwóch stróży i teraz męczył się z drzwiami, które najwyraźniej były zabezpieczone jakimś szyfrowym zamkiem) zabrał się za oględziny pokoiku. Za wiele to tutaj nie było, to trzeba przyznać. W jednym kącie był materac do gimnastyki i jakiś stary koc, bez wątpienia podkradzione z sali gimnastycznej. W drugim, za pudłami i kartonami, za skrzynkami i starym, niepotrzebnym już nikomu sprzętem, była upchnięta malutka, turystyczna lodówka, wypełniona tłuczonym lodem, różowym od krwi.
Źródła posoki niestety nie było. W pudle obok Randy mógł jednak znaleźć trochę rzuconych luzem szmat, które po bliższych oględzinach okazały się starymi strojami sportowymi, ukradzionymi z szatni chłopców i dziewczyn. Na podłodze dalej leżała mapa miasta, ściągnięta najpewniej z pracowni geografii, na której zaznaczono kilka lokacji - pozornie bez większego znacznie, ale kto tam wie, trzeba by się temu dokładniej przyjrzeć. White zatrzymał się zatem przy drzwiach i pilnował korytarza. Kwiatuszek natomiast sięgnął po komórkę i gdyby nie wystrzał ze strzelby, to kto wie, co by z niej zostało. Nokia miała popękaną obudowę i zniszczoną część klawiatury numerycznej - klawisze anuluj/cofnij, jeden, cztery, siedem i gwiazdka/plus były roztrzaskane i nie można było ich odratować.
Ekranik miał niewielką rysę powstałą wskutek upadku, podobnie jak klapka kryjącą baterię. Mimo to komórka działała. Można było wejść do menu, przeczytać esemesy, sprawdzić ostatnie połączenia, ba, przejrzeć nawet całą książkę telefoniczną jaka się tam kryła. Wciskając kilka klawiszy Kwiatuszek mógł więc zauważyć, że w pamięci Nokii było tylko dziesięć numerów, z czego jedynie trzy nie były zwyczajnym ciągiem liczb. Pierwszy - zarazem ostatni, do którego ten łysy bydlak próbował dzwonić - należał do "Jego Wysokości MW". Drugi był opisany jako "Jego Wysokości GdA", trzeci zaś będący czymś więcej niż liczbami, to po prostu "Migliore Jason".
Wiadomości było tylko kilka. Pierwsza, wysłana przez "Jego Wysokości MW", to nic więcej jak godny podziwu ciąg bluzgów dotyczący porażki w Ravenna Park. Druga, od ciągu cyfr, niezapisanego na stałe w pamięci numeru, to wyraz troski o stan psychiczny Bernadette, kimkolwiek by ona nie była. Trzecia i czwarta to kolejne, niekończące się litanie przekleństw od od "Jego Wysokości MW", piąta wiadomość to chyba ogłoszenie o pracę ("chcesz zarobic, czekaj na mnie na calvary cemetery przed switem 02/15, sd") a szósta, ostatnia, to podziękowanie od "Migliore Jason" za wyrazy uznania w sprawie bombowej imprezy w Midnight Fix. I to wszystko.
Został już tylko komputer. Pierwszą, najważniejsza rzeczą był całkiem sprytnie zmontowany system monitoringu. Nie dość, że został podłączony do istniejących już wcześniej kamer, to jeszcze został wzbogacony o przynajmniej pół tuzina nowych. Kilka z nich Kwiatuszek i Randy znaleźli, reszta jednak stanowiła niespodziankę. Dzięki nim mogli teraz nie tylko śledzić Szeryfa Parkera, lecz także sprawdzić co się kryje w głębszych rejonach piwnic pod szkołą. Co więcej, Sabat w osobie zniszczonego już wampira miał dostęp do tak zwanego głębokiego internetu.
Na pulpicie, pełnym chaotycznie rozrzuconych ikonek programów, folderów, gier i plików tekstowych, kryła się aplikacja umożliwiająca wejście do deepwebu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#79
Kwiatuszek przeklkywał się przez wszystkie rzeczy. Nmery były ciekawe, widocznie ktoś wysoko postawiony w sabacie lubił rzucać mięsem. No i właśnie zdjęli jedną z osób odpowiedzialnych za zamach w Midnight Fix. I kto wie, może szykowała się jakaś dodatkowa fucha, albo Sabat - lub ktoś z nimi powiązany - zbierał się w jednym miejscu.
Szybko streścił zdobyte informacje randyemu i zabrał się za komputer.
DeepWeb nie rajcował go jakoś szczególnie - gdy sam poznawał to, jak działają sieci i bazy danych to interesowało go to znacznie bardziej, ale DeepWeb był jednak w znacznym stopniu górą śmieci. Ciekawe było jedynie to, że Sabat wykorzystuje go do komunikacji - zapewne.
Wzruszył ramionami. Plików było sporo, większość to pewnie śmiecie, ale i tak najbezpieczniej dla Maskarady będzie po protu usnąć twardy dysk.
Jak powiedział, tak zrobił. Upewnił się, że niczego nie pominęli.
- To co, małe szlochające? Czy kolejne drzwi?
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#80
Randy zwinął mapę z zaznaczonymi punktami, uprzednio ją studiując, szukając polożenia Midnight fix. Coś go tknęło, żeby ją porównać z atakami jego bylej Nemezis, które też ma zaznaczone u siebie w piwnicy. Oraz w swojej doskonałej pamięci. Zrobił to na razie na szybko, bardziej szczegółowa analiza nastąpi potem, jak ida im się stąd wyjść. Wysłuchał informacji od Kwiatuszka. Pokiwał głową. Mają tropy. Zerknął jeszcze na monitoring, żeby sprawdzić, czy gdzieś dalej nie czeka na Parkera niespodzianka w postaci Sabatników albo czegoś równie chujowego.
Uśmiechnął się do Kwiatuszka.
- Jedzonko. Czyń honory jako pierwszy. Lubię wyciskać z resztek ostatnie soki.
Randy dał chyba jasno do zrozumienia, że potencjalny posiłek nie przeżyje spotkania z jego osobą. Cóż, Maskarada, Maskarada... Osoba, którą mieli zjesć na pewno widziała wampiry Sabatu. Czy aby na pewno? Czy pod płaszczykiem "poprawności politycznej" nie kryło się najzwyklejsze, bestialskie, zaspokojenie niegodziwej żądzy mordu? Cóż, White specjalnie się z tym nie krył. Chyba nawet się rozkręcał.
Upewnił się, że nikt nie idzie. Wziął kilka szmat leżących w pokoju i poczekał, aż Kwiatuszek zajmie się "małym szlochającym". W razie czego, otwarł mu drzwi wytrychami.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#81
Wystarczył jeden rzut oka, by White zrozumiał, że miejsca były różne, nie miały związku z Nemezis. Midnight Fix było tylko jednym z wielu. Oprócz zniszczonego już klubu Randy dostrzegł zaznaczone tereny Harbor Island, niemożliwe do pomylenia z niczym innym. Kluby Urban Nite i Shadowland oraz coś, co było chyba starym domkiem tego Toreadora, skazanego na Ostateczną Śmierć przez poprzedniego, szalonego Księcia. Szybkie zerknięcie w stronę nagrania z monitoringu - Kwiatuszek już szykował się, by szybko wyciągnąć dysk - pozwoliło dostrzec Szeryfa wyrywającego zamek i fragment ściany. Drzwi, które blokowały mu drogę, zwisały teraz smętnie na zawiasach, a moment później poleciały gdzieś dalej.
John Parker ruszył w kolejny korytarz.
Niezależnie od tego, co Nosferatu sądzili o tak zwanym DeepWebie, warto chyba będzie zerknąć na tę górę śmieci by odnaleźć wszystko co tylko może się wiązać z tą sektą. Póki co musi wystarczy twardy dysk i wszystko, co się na nim znajduje. Trzeba jednak uważać, by cenne dane, zapisane na wbrew pozorom delikatnych krążkach nie zostaną uszkodzone ani zniszczone. Co innego reszta elektronicznych wnętrzności; te można było rozwalić i nie trzeba było się o nie martwić. Kwiatuszek szybko wyłączył maszynę, odłączył zasilanie, zdjąć ściankę obudowy i wyciągnął mnóstwo kabelków, aż w końcu przez dobrą chwilę musiał się męczyć ze śrubkami mocującymi dysk do szkieletu obudowy. Dopiero potem mógł schować flagowy model Seagate.
A potem można było iść na przerwę obiadową, mówiąc delikatnie. Drzwi i zamek, w przeciwieństwie do tych z którymi musiał się zmierzyć Szeryf, nie stanowiły żadnej przeszkody. Otwarcie mechanizmu to czysta formalność. Dwa wampiry dostały się więc do pogrążonego w ciemności schowka na miotły, szczotki, wiadra, szmaty i środki czystości. Szloch, jak się okazało, należał do młodego chłopaczka w uniformie kuriera jakiejś mniej znanej firmy kurierskiej. Dzieciak, bo mógł mieć niecałe dwadzieścia lat, może mniej nawet, był spanikowany jak nigdy. Wpadł w katatonię i patrzył nieobecnym wzrokiem w mopa opartego o ścianę, szlochając cicho.
Twarz i dłonie miał podrapane i niemal czarne od zaschniętej krwi. Ilość drobnych, delikatnych ran szła pewnie w dziesiątki - albo i setki. Nie stanowiły żadnego zagrożenia życia czy zdrowia, ale sprawdzały się jako tortura. Och, bardzo się sprawdzały, bo bolały jak jasna cholera.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#82
White zawiesił wzrok na mapie na dłużej.
- Podobnych zdarzeń jak w Midnight Fix może być więcej. Ktoś tu musi tą oszalałą bandę mocno trzymać za pyski. I wątpię, że to ten od przekleństw.
Otwarł zamek i pozwolił Kwiatuszkowi wejść jako pierwszemu. Obiecał przecież, poza tym jego przystojny towarzysz pewnie spróbuje wyciągnąć informacje od delikwenta w środku. Nadal przeglądał mapę, mocno zaintrygowany. Zapamiętywał szczegóły w razie jakby mapa uległa zniszczeniu. W pizdu roboty. Uniósł spojrzenie w koncu znad mapy i dostrzegł chłopaka, nad którym ktoś urządził sobie niezłą, acz mało wyrafinowaną, zabawę. Randy by to zrobił inaczej. Jeszcze mniej subtelnie.

Psychika ofiary odcięła kontakt z rzeczywistością. Zostało tylko ciche więzienie w głowie młodzieńca. I szlochanie. Po twarzy White'a przebiegł wyraz pewnej nostalgii. Wyraźnie do czegoś zatęsknił i w obecnych okolicznościach nie wyglądało to za dobrze. Schował mapę, którą trzymał w jednej ręce. W drugiej była strzelba. Stał na szpicy w korytarzu, dając towarzyszowi czas na wyciągnięcie informacji. W razie czego, do akcji wkroczy Randy... Tak sobie luźno pomyślał, że mało kto trzymał język za zębami, kiedy się go wpierdalało żywcem.
- Hehe.
Wydał z siebie cichutko, niemal niesłyszalnie.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#83
Huh. Ciekawe, czemu nadal żyje.
Nie sądził, by człowiek był w stanie wytrzymać tortury sabatu na tyle długo, by cokolwiek zataić. Nie sądził, by mógł specjalnie dużo wiedzieć, w końcu był człowiekiem. Może trzymali go dla przyjemności? Świeżej krwi?
Sens tej sceny coraz bardziej mu umykał.
- Bitches be cray cray - powiedział do Randyego - Nic nie wyciągniemy z tego katatonika. Nie wiem, po kiego grzyba go tu trzymali.
Machnął ręką.
- Zamknijmy go z powrotem, może Szeryf coś za niego kopsnie. My jeszcze mamy co robić.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#84
White mógł dojść do całkiem oczywistego wniosku, że Sabat szykował jakąś konkretną ofensywę. Midnight Fix było chyba pierwszą ofiarą, wszystko zaczynało też wskazywać, że tereny Ravenny i pozostałe kluby miały być kolejnymi. Nie wspominając już o wyskoku Clive'a i masakrze, jaką urządził... kto wie, może to właśnie on był przysłowiowym kamyczkiem ruszającym lawinę? Może. A wampiry z Ravenna Park, których swego czasu dopadli Nosferatu byli tylko jednym z kilku stad, czekających by uderzyć. Czy coś takiego.
Więziony i torturowany kurier nie zwracał najmniejszej uwagi na towarzyszące mu potwory.
Szlochał i szlochał, patrząc w stronę mopa. Raz czy dwa razy drgnął gdy Kwiatuszek zaczął mówić, lecz nie było to nic, co mogłoby zainteresować Nosferatu. Nie była to reakcja na dźwięk czy treść słów, raczej zwyczajne spazmy umęczonego ciała. Niezależnie od powodu, dla którego był trzymany przez Sabat (zwykła zabawka, świeże źródło krwi, zwierzątko, cholera wie co jeszcze), wszelkie próby wyciągnięcia z niego informacji były z góry skazane na porażkę. Co do tego to nie ma wątpliwości. Chyba, że ktoś potrafiłby zajrzeć do jego umysłu, ale nigdy nie było w pobliżu żadnego Arystokraty czy Świra, gdy są potrzebni.
Kwiatuszek dostrzegł jeszcze, że chłopaczyna nie ma paznokci. Nie wszystkich, brakowało tylko kilku, paru u jednej i drugiej ręki, co zdawało się pasować do teorii o trzymaniu biedaka dla przyjemności. Randy, stojąc cały czas na czatach i trzymając przy sobie strzelbę, kątem oka zauważył czyjś ruch gdzieś w oddali. To mógł być szczur czy inna mysz, pełno tych gryzoni bywa z piwnicach i magazynach, nie powinno więc budzić żadnych większych emocji ani zwiastować zagrożenia. Co innego zapach, charakterystyczny zapaszek świeżo przelanej krwi mówił więcej, niż było niezbędne. Miedziany, metaliczny aromat posoki szedł korytarzem, którym kilka chwil temu kroczyli Nosferatu i Szeryf.
Ktoś najwyraźniej wracał do nory. I był cały we krwi.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#85
Mieli go zostawić? O nie, nie, nie. White był przecież głodny. Niezmiennie głodny od kilkudziesięciu lat. Już chciał japę otworzyć do Kwiatuszka, żeby się zmienić i pożywić na dzieciaku, ale jego zmysły zarejestrowały ruch.
Mruknął do Kwiatuszka:
- Ktoś idzie.
Przygotował się do strzału, nabój na pewno był w komorze, przeładował po oddanym strzale. Upewnił się, że całun niewidoczności nadal go spowija i stanął w wygodnej pozycji do strzału, szeroko rozstawiając nogi. Odsunął się też od wejścia do pokoiku, żeby Kwiatuszek mógł wyjść lub obserwować co się dzieje. White miał w głowie fakt, że to mógł być Parker, który być może uch szukał... Albo ten przeklinający z esemsów jegomość, albo ktokoliwek inny. Przysunął twarz do przyrządów celowniczych.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#86
-Hissss.
Kwiatuszek syknął, gdy z powrotem zmuszał swoją krew do aktywacji dyscypliny. Nie wiedział, czy syk był słyszalny czy nie, ale wszystko co nastąpiło po nim na pewno było spowite ciszą. Jego samego też już nie dało się dostrzec.
Wyszedł na korytarz, mocniej ściskając nóż. Ustawił się tak, by Randy miał czystą linię strzału, ale sam liczył że nadchodzi Szeryf.
Czekał, przygotowując się na to, co miało nadejść.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#87
Ktoś się zbliżał.
Nosferatu zareagowali natychmiast. Nie szarżowali do przodu, na spotkanie, tylko zajęli strategiczne pozycje i wykorzystali swe talenty i umiejętności. Randy zdołał jakoś zdusić chęć wgryzienia się w katatonika i, po uprzednim sprawdzenia, czy go nie widać i czy strzelba jest naładowana, był gotów strzelać. Broń palna wykradziona szalonemu gówniarzowi była śmiertelnie niebezpieczna w wąskich korytarzach szkolnych piwnic; jeden wystrzał mógł zamienić przeciwnika w chmurę fruwających fragmentów kości, mięsa i krwi. Albo popiołu, co kilka chwil temu miało miejsce w przypadku wampira z Sabatu.
Kwiatuszek także nie próżnował i choć był uzbrojony tylko w nóż, to doskonale wiedział, jak zrobić z niego użytek. Bardzo rozsądnie zszedł z linii strzału i wytworzył dokoła strefę absolutnej ciszy, sprawiając, że nieumarli stali się nie tylko niewidoczni, ale także niesłyszalni. Prosta rzecz, a jakże przydatna! Diabeł tkwił właśnie w takich szczegółach, ilu to bowiem Spokrewnionych zostało zniszczonych, bo nie pomyślało o czymś tak banalnym... a teraz wszystko wskazywało na to, że tego zacnego grona dołączy ktoś jeszcze.
- Willie! - ten ktoś krzyknął. - Te, apropak! Mikro farby było, ćma chlasnęła po strunach. - sposób, w jaki się wypowiadał, nie bez powodu mógł budzić podejrzenia. Bez wątpienia był to język angielski, lecz same słowa i ich brzmienie mogły nasuwać skojarzenia z zupełnie innym, obcym niemalże językiem. Może to był szyfr? Albo jakiś dziwaczny slang, niezrozumiały dla niewtajemniczonych osób? Ktokolwiek to był, przyspieszył kroku. W oddali pojawiła się jego sylwetka; trochę zachrypnięty, niski głos należał do niezbyt wysokiego, czarnoskórego mężczyzny w długim, ciemnym płaszczu.
Za sobą ciągnął jakiś duży, masywny worek.
- Manfred zara przyśmiga na lustro, otwieraj ciemną! - dodał, zbliżając się do niewidzialnej granicy rozdzielającej oba światy. Strefa ciszy, wytworzona przez Nosferatu, była naprawdę spora, lecz miała swoje ograniczenia. Wszyscy znajdujące się dalej niż kilka metrów nie mieli absolutnie pojęcia, że coś takiego jest tuż obok. Czarnoskóry w końcu się zatrzymał i puścił worek, a po chwili klęknął i zajrzał do środka. Zapach krwi się wzmógł. Bestia, zarówna ta tkwiąca na dnie duszy Kwiatuszka i ta drzemiąca wewnątrz Randy'ego, poruszyły się niespokojnie, czując tak ogromną ilość posoki; gdyby wytężyć wzrok, można by dostrzec nawet krwawy ślad ciągnący się za mężczyzną i workiem, biegnący z pewnością aż do schodów prowadzących na górę, do szkoły.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#88
Odwiedził ich jakiś gość. Albo gadający slangiem albo powalony jak "Lato z Radiem". Niemniej, Randy rozważył, czy nie da rady wyciągnąć z niego informacji. Z wampiróf fajnie by wyciągał informacje jego mały, biały, ghulik. No, ale ten był trochę nie po drodze. Do tego, gość mógł być Malkavem. White nie lubił zbytnio pojebów. Zwłaszcza tych z Sabatu. Pikanterii i żądzy mordu dodał zapach krwi, który rozpostarł się z worka. Faktycznie, "Mikro farby było...". Wycelował i pociągnął za spust, wedle starej mantry: "strzał z broni palnej musi być dla ciebie zaskoczeniem. Inaczej strzelisz krzywo". Celował w okolice łba.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School

#89
Kwiatuszek był przygotowany i wiedział co się stanie - nie czekał na zobaczenie skutków i efektów. Był przygotowany, jego kły wysunięte, Bestia odpowiednio podrażniona.
Rzucił się, by w razie potrzeby dobić nożem i osłonić Randyego potężnym ciałem.
KARTA POSTACI: Kwiatuszek
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: francuski,
Opis Postaci | 
Rozpadający się, napęczniały Nosferatu. Wysoki, noszący stare, brzydkie i obszerne ubrania. JEgo ciało wygląda, jakby zaraz miało odpaść, a on sam wdaje z siebie niesamowicie irytujące odgłosy.

Re: 1410 NE 66th St, Roosevelt High School (02,15,1999)

#90
Telefon komórkowy Kwiatuszka ożył.
Wiadomość pochodziła od jednego z Nosferatu - mówiła tyle, co nic, więc w razie ewentualnie przejęcia nikt nie mógłby zagrozić nieumarłym. Dla wtajemniczonych, dla grupki wampirów z tego konkretnego klanu, treść była w sam raz. Mits przyjechał bowiem do szkoły, ale rozsądnie nie właził do środka, tylko zatrzymał się na zewnątrz i pilnie obserwował. Teraz wysłał swoim kumplom ostrzeżenie: na parking przyjechała furgonetka. Ktoś wszedł do budynku szkoły. Oczywistością było już, że ten "ktoś" szedł prosto na spotkanie z dwoma odrażającymi potworami, skrytymi za nadnaturalnymi mocami. Czarnoskóry nie miał pojęcia, co go czeka, więc dalej radośnie darł mordę próbując odezwać się do swego ziomka. Willie - najpewniej tak nazywał się biedak, któremu Randy odstrzelił łeb - jednak uparcie milczał i tylko irytował czarnoskórego, rzucającego slangową grypserką mężczyznę.
- Willie? - zapytał, odwracając się od worka. Wstał, patrząc w ciemność przed nim. Nie wiedział, że spogląda do środka lufy strzelby. Odległość była rzecz jasna dość duża i istniała szansa, że strzał nie okaże się śmiertelny, ale również istniała szansa, że strzał zamieni przeciwniki w kupkę popiołu. Była po prostu mniejsza, ot co. Randy nie był jednak sam, bo Kwiatuszek, uzbrojony w nóż, tylko czekał na odpowiedni moment by uderzyć. Chwila ta nadeszła w momencie, gdy White pociągnął za języczek spustu. Ithaca wypluła z siebie morderczą porcję śrutu.
Strzał był celny.
Część twarzy czarnoskórego mężczyzny zniknęła, ukazując białawą kość i suche, acz ciągle czerwone mięso. Prawe ucho i prawe oko, prawy policzek oraz fragment nosa i ust zniknęły. Nieumarły wrzasnął coś niewyraźnie i, niesiony siłą postrzału ze strzelby, wykonał niezbyt udany półobrót, po czym upadł tuż obok zakrwawionego worka. To wystarczyło, by dopadł do niego Kwiatuszek. Nóż z nieludzką łatwością wbił się w nieumarłe ciało, a przeciwnik - zaskoczony i spanikowany - nie wiedział, co się dzieje.
- Krewa! Willie, blikować miałeś! Frajerze! - zaczął krzyczeć. To już nie była panika. Kimkolwiek był ten czarnoskóry wampir, teraz wpadł w histerię. Nie pomagał też fakt, że Kwiatuszek dosłownie robił z niego szaszłyk. Nóż może i nie wyglądał imponująco, ani nie był też szczególnie groźny i przydatny w bezpośredniej walce, to jednak dobrze wykorzystany był na wagę złota. Wielu Spokrewnionych i jeszcze więcej ludzi ignorowało zwykłe ostrze. I to był jeden z ostatnich błędów, jakie popełniali.
Nieumarły spróbował odepchnąć to coś, co go atakowało i w pewnym sensie mu się udało. Zdołał jedną ręką odeprzeć kolejny cios nożem, ale... to wszystko. Nic więcej. Randy mógł chyba do niego podejść i zastrzelić go z przyłożenia. Kwiatuszek, przy odrobinie wysiłku, mógł nawet spróbować odciąć czarnoskóremu głowę. Walka była zatem przesądzona... chyba.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „Roosevelt”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość