Re: 302 Crockett St, Blanchard House (02.14.1999)

#31
Image
Gdy kobieta pewnie odpowiedziała, Spokrewniony z aprobatą pokiwał głową, wyraźnie zadowolony, że Avery się nie wycofała. Uniósł dumnie głowę widząc dowód na to, że dokonał dobrego wyboru przychodzą do niej.

ImageAleż wcale mi się nie spieszy. ― Odparł Jonas. ― Mamy czas. Przed nami jest niemalże cała wieczność. ― Zaśmiał się po czym słuchał dalej. Gdy wampirzyca zadała pytanie, mężczyzna zastanowił się przez chwilę, powoli spuścił głowę i spojrzał po sobie, po swoich tatuażach, a po chwili jego wzrok znów skierował się ku tatuażystce. Znów podniósł głowę, uniósł lekko brwi i odrzekł. ― Oryginalny plan był taki, by nadać nieco świeżości artyzmowi na moich plecach. Ale jeżeliś taka pewna siebie, może poszerzymy obszar pracy. ― Powiedział powoli w taki sposób, jakby chciał wzbudzić w kobiecie jeszcze większe zainteresowanie, może sprawdzić ją, jej reakcję. ― Jeśli będziesz w stanie utrzymać pożądany przeze mnie styl i nanieść coś świeżego, unikalnego, zastanowię się nad tym, czy chcę więcej. Ale najpierw muszę zobaczyć twoje propozycje. Jestem otwarty na wszelkie sugestie.
Wampir odebrał i założył na siebie koszulę, zapinając powoli kolejne guziki, a następnie uciskając ją w spodnie. Trzymając w dłoni marynarkę, Avery mogła przez tą krótką chwilę dojść do wniosku, że w jej kieszeniach znajdowały się jakieś przedmioty. Może klucze, telefon, portfel. Ciężko stwierdzić. Jonas szybkim ruchem wciągnął na siebie marynarkę i pociągnął za kołnierz, upewniając się, że leży na ramionach tak jak powinna.
Ta pewność siebie, jaka teraz emanowała z Avery była czymś zaskakującym, biorąc pod uwagę, że chwilę wcześniej dojrzała w oczach swojego gościa coś niepokojącego, drapieżnego, choć jednocześnie bardzo znajomego. A może to właśnie przez ten chwilowy wgląd w jego prawdziwą naturę poczuła się pewniej. Co teraz, po tej wymianie zdań, widziała w Jonasie? W tej chwili wydawało się, że zaczęła okazywać autentyczne zainteresowanie, aczkolwiek nie tyle nim, co jego ciałem i pokrywającymi je tatuażami. Mógł być teraz niczym więcej jak obiektem, niczym płótno dla malarza. Czy to było coś złego? Trudno powiedzieć. Spokrewniony był teraz jej klientem, a ona miała robotę do wykonania. Chciała wykonać ją jak najlepiej. W końcu nie co noc jest okazja, by pracować na skórze nieumarłego, innej niż swoja własna.
Ten obcy Kainita był chętny oddać się w jej ręce, a nawet i gotów był wysłuchać, czy też zobaczyć, jakie są pomysły tejże artystki co do obrazów, jakie można by nanieść na jego skórę. Liczył na jej inwencję twórczą z jakiegoś powodu, aczkolwiek ten powód nie wydawał się być istotny. Mademoiselle Blanchard z pewnością miała już jakąś wizję tego, co mogłaby wyrzeźbić.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne
 →
  →
"R E M E M B E R, W H E R E V E R W E G O,  I T I S T H E B L O O D O F C A I N E W H I C H M A K E S O U R F A T E"

Re: 302 Crockett St, Blanchard House

#32
Wampirzyca usiadła na podłokietniku fotela, wyciągając przed siebie długie nogi biegaczki. Spojrzała na zegarek, stłumiła ziewnięcie po czym uśmiechnęła się.
Przepraszam. Odruch. Kiedyś miałam klienta, bardzo obcesowy typ. Chciał mieć wytatuowanego lwa, ale takiego dostojnego, ryczącego króla puszczy. A wybrzydzał, awanturował się przy tym... Ogólne nie był zbyt sympatyczny. ― Avery rozłożyła ręce w geście bezsilności, na jej twarzy panowała mieszanina złości i pogardy, które słychać było również w jej głosie. ― Bardzo chciałam go wyrzucić, naprawdę, nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Ale... Potrzebowałam pieniędzy. Więc zgodziłam się zrobić tego pieprzonego lwa. Zrobiłam projekt, lew był najdostojniejszy z dostojnych, symbol męskiej witalności tak dosłowny, że bardziej nie można, Wszystko pięknie, jestem w połowie - a wiesz - mało czerni, dużo koloru, nie jest łatwo, a ten nie dość, że się wierci, gada przez telefon, to jeszcze zaczyna mówić, że kolega mu opowiadał, że te kolorowe są łatwiejsze do zrobienia niż czerń i że przepłacił. I że kolega się zna, a on tyle na ile się zgodziliśmy to nie zapłaci.

Wyraz twarzy Avery wyraźnie wskazywał, że do tej pory wspomnienie tego zdarzenia wzbudzało to w niej wściekłość. Bladą, bo bladą, ale zawsze. Wstała, podeszła do kuchni, zdjęła z blatu paczkę Virginia Slims, po czym wróciła do salonu. Otworzyła okno wychodzące na tyły posesji, usiadła na parapecie, tak jak poprzednio wyciągając przed siebie nogi i krzyżując je w kostkach. Rozerwała folię i otworzyła paczkę. Podniosła ją do nosa i zaciągnęła się słodkim zapachem suchego tytoniu.
Chwilę później wyciągnęła z kieszeni spodni starą i wytartą zippo, odpaliła papierosa, zaciągnęła dym w martwe płuca i wydmuchnęła go kierując jego kłęby za siebie. Wiatr wpędził je z powrotem do mieszkania.
― Wiec wtedy stwierdziłam, ze dość tego, ale nic nie mówiłam. Wzięłam pieniądze - tyle ile dał. Facet był zadowolony. ― Uśmiechnęła się, bardzo brzydko, złośliwie, wrednie. ― Do końca życia, ilekroć koleś zdejmie koszulę by zaprezentować lwa na piersi będzie się spotykał ze znudzeniem, bo jego lew nie ryczy, a ziewa. ― Avery stłumiła ziewniecie jeszcze raz, uśmiechnęła się szeroko jakby na potwierdzenie tezy. ― A ziewanie, nawet międzygatunkowe, jest zaraźliwe. Ziewająca kobieta raczej deprymuje, w bardzo subtelny sposób, ale zawsze.

Wampirzyca znów nabrała dymu w usta, tylko po to by od razu go z nich wypuścić. Tworzył fantastyczne kształty, którym przyglądała się przez chwilę.
To moja ulubiona historia. Jest za długa i nie ma puenty. Nie umiem opowiadać. Ale umiem słuchać i obserwować. Jonasie, powtórzyłeś wielokrotnie dzisiejszego wieczoru, że chcesz najpierw zobaczyć projekt. Słyszałam za pierwszym razem, a po trzecim przestałam liczyć. Nie namawiam Cię do położenia się na stole i zamknięcia oczu, nie zapewnię, że wszystko będzie dobrze i że możesz mi zaufać, wiem co robię. ― Szybko się zreflektowała i dodała ― Z tym że wiem. Zatem ― pomyślę, porysuję i dam Ci znać jak się coś ukonstytuuje. Zostaw jakiś numer telefonu. I błagam, jeśli chcesz mieć tatuaż, to zadzwoń do studia, a nie znienacka pukasz do drzwi. Otwierałam z założeniem, że możesz być mordercą. Normalnie tego nie robię, ale dzisiaj czytałam gazety o tej masakrze.
Wzdrygnęła się, zaciągnęła ostatni raz papierosem.
KARTA POSTACI: Avery Blanchard
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki, francuski
Opis Postaci | 
Lekki makijaż, uczesane włosy, starannie dobrane do odzienia dodatki sprawiają, że Avery wygląda jakby urwała się z odbywającego w latach pięćdziesiątych pogrzebu. Tylko toczka z woalką brakuje.

Re: 302 Crockett St, Blanchard House (02.14.1999)

#33
Image
Mężczyzna zmarszczył brwi w reakcji na ziewnięcie Avery, zastanowił się przez chwilę, wysłuchał jej komentarza i pokiwał głową. Uniósł lekko głowę w momencie, gdy w swej krótkiej opowieści doszła do tego irytującego momentu, który tak ją drażnił. Znów pokiwał lekko głową z teraz już nieco bardziej poważnym wyrazem twarzy, krzyżując swoje ręce na piersi.

ImageBrzmi na strasznie niewdzięcznego sukinsyna, który nie ma bladego pojęcia o sztuce. ― Przetarł dłonią swój podbródek spoglądając na tatuażystkę, po czym dodał ― Mam nadzieję, że nie trafiasz na wielu takich ludzi. Z mojej strony na pewno nie musisz się niczego podobnego obawiać. ― Uniósł prawy kącik swoich ust, układając je w lekki, połowiczny uśmiech.
W momencie, gdy Avery na te parę sekund przywołała płomień przy użyciu zapalniczki, wzrok Jonasa zabłysł, spoglądając prosto na płomień. Szybko swoją uwagę przeniósł z powrotem na gospodynię.
Ziewający lew zamiast ryczącego? Hmm, bardzo ciekawy sposób na drażniącego klienta. Subtelna zagrywka, podoba mi się. ― Zaśmiał się pod nosem cicho.
Wampir podrapał się po głowie odrobinę zażenowany słysząc z ust kobiety ile razy się powtórzył. Widać nie miał na celu drażnić Mademoiselle Blanchard. Znów się rozluźnił i uśmiechnął szeroko na wspomnienie o studiu tatuażu i jego późnej wizycie w domu Avery.
Aaa tak, bo widzisz, akurat byłem w okolicy i stwierdziłem, że skoro tu jestem to od razu się z tobą rozmówię. Mam nadzieję, że cię zbytnio nie przestraszyłem tymi niezapowiedzianymi, nocnymi odwiedzinami. ― Przechylił lekko głowę i odsłonił swoje zęby w tym szerokim uśmiechu. Trudno stwierdzić, czy mówił prawdę, czy nie. Może faktycznie się przechadzał po okolicy. W pobliżu nie było widać żadnego nowo przybyłego auta, gdy artystka wyjrzała wcześniej na zewnątrz. ― Oczywiście, następnym razem postaram się ciebie złapać w studiu. ― Dodał, po czym pogrzebał w wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciągnął prosty, czarny długopis. Pogmerał chwilę dłużej, krzywiąc się lekko. ― Hmm. Nie masz może gdzieś tutaj kartki papieru? Nie mam na czym zanotować. ― W geście bezradności wzruszył ramionami, uśmiechając się przyjaźnie do Avery.
Spotkanie dobiegało końca. Wreszcie? Najważniejsze szczegóły zostały omówione i tą socjalną wizytę można było powoli uznać za zakończoną, a pozostała jedynie kwestia zanotowania numeru Jonasa i pożegnanie go w nadziei, że nie będzie próbował nadużywać tej gościnności, a Avery będzie mogła odpocząć od tej nieoczekiwanej socjalnej interakcji.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne
 →
  →
"R E M E M B E R, W H E R E V E R W E G O,  I T I S T H E B L O O D O F C A I N E W H I C H M A K E S O U R F A T E"

Re: 302 Crockett St, Blanchard House

#34
Wampirzyca zgasiła papierosa o śnieg za oknem, wstała sprężystym ruchem ze swojego miejsca i ruszyła najpierw do kuchni. Dało się słyszeć otwieraną i zamykana szafkę, a potem szum wody, odgłos płukanych ust, splunięcie, trochę chlapania. Gospodyni wróciła wycierając dłonie w rustykalny, nie pasujący do niczego ręcznik kuchenny z nadrukowanym napisem "Home sweet home" i dohaftowanym czerwoną nitką słowem "Alabama". Złożyła go starannie i połozyła na parapecie, na którym powoli zaczynał zbierać się śnieg.
Tak prawdę mówiąc... Trochę się przestraszyłam. Trochę bardzo. Słyszy się i czyta różne historie. Mieszkam sama, jak łatwo zauważyć, a także ― nie przyjmuję gości. Po prostu... Mam talent, a nie osobowość. No dobrze, to drugie też posiadam, ale... Lepiej niż rozmawiam z ludźmi, to robię im tatuaże. ― Avery zaśmiała się nerwowo, wyłamując przy tym palce. Nadal miała na sobie zapach dymu papierosowego, który unosił się w pokoju mimo otwartego okna. ― Jeśli to jest kwestia dziar, albo po kimś widać, że jest z branży albo sympatyzuje ― W porządku. Można porozmawiać. Jeśli spoza? To o czym tu gadać? Czy Marion Jones wygra w swoich konkurencjach w Sewilli? No dobra, to ostatecznie może być ciekawe.
Avery rozejrzała się, podeszła do sofy po notatnik i ciekopis, które przyniosła wcześniej. Zanotowała na kartce numer telefonu, wydarła ją i złożyła na pół. Podała cały zestaw Jonasowi.
To jest mój numer telefonu. Czasem mam zajęte ręce, więc wolę wiadomości. To o salonach było takie ogólne, bo... Słuchaj... Nie dzwoń do studia gdzie pracuję. To jest... ― Chudym palcem zatoczyła kółko wskazując na Jonasa, zaczęła wyglądać na zdenerwowaną czymś. ― To jest mój osobisty wybór, że robię coś na boku nie za pieniądze. Nie to, że się wstydzę. Nie. Ale... Wiesz... Tam pracuję od lat, część mojego honorarium idzie na utrzymanie lokalu... ― Avery owijała w bawełnę i tak, wstydziła się czegoś, spuszczając wzrok i nieco się garbiąc. ― I to jest okej, naprawdę! Uczciwy układ. Jak korzystasz zarobkowo z czyjegoś dachu, to się dołóż do dachówek. Wiesz, po prostu... Nie chcę głupiej sytuacji, a nie wiem jak przyjęłaby to szefowa. No wiesz, czy poczułaby się dotknięta tym, że ktoś z supernietypowym zleceniem zamiast do niej, to przyszedł do mnie. Szczególnie jeśli... Wiesz, nauczyłam się wszystkiego od Madame. No nie chcę być niewdzięczną suką, okej? ― Nie dało się ukryć, że było jej głupio o tym opowiadać, ale z drugiej strony, gdy zaczęła mówić, Avery Blanchard brnęła dalej w gąszcz słów, coraz trudniej je dobierając, używajac wypełniaczy językowych bez znaczenia czy ściszając ton. Ostatnie zdanie wypowiedziała dla odmiany bardzo szybko, niemalże wyrzucając je z siebie. Brzmiała prawie niegrzecznie.
I nie to, że nagle chcę pieniędzy, Nie, nie chcę. Umówiliśmy się na coś innego, dla mnie to wiążące. ― Dodała na sam koniec, jeszcze raz wyjaśniając sprawę. Wyglądała na zmęczoną i zrezygnowaną.
KARTA POSTACI: Avery Blanchard
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki, francuski
Opis Postaci | 
Lekki makijaż, uczesane włosy, starannie dobrane do odzienia dodatki sprawiają, że Avery wygląda jakby urwała się z odbywającego w latach pięćdziesiątych pogrzebu. Tylko toczka z woalką brakuje.

Re: 302 Crockett St, Blanchard House (02.14.1999)

#35
Image
ImageRacja, lepiej dmuchać na zimne. Nigdy nie wiesz kto zapuka do twoich drzwi. ― Odparł Jonas, potwierdzająco kiwając głową. ― Twój talent był tym, co mnie tutaj przywiodło w pierwszej kolejności. Ach, ale znów się powtarzam. Wybacz. ― Lekko się skrzywił. Nie skomentował dalszej części. Chwycił w ręce kawałek papieru, na którym widniał numer telefonu, po czym złożył kartkę w pół i wsunął ją do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki, słuchając co Avery ma jeszcze do powiedzenia. Jonas uśmiechał się coraz szerzej w miarę jak kobieta coraz bardziej rozkręcała się w swoim monologu.
Spokojnie, nie denerwuj się. Posłuchaj. Jeżeli wszystko pójdzie gładko i stwierdzisz, że będziesz jednak potrzebowała pieniędzy, to z przyjemnością zapłacę za wykonaną przez ciebie pracę i to nie będzie żaden problem. A jeżeli nie będziesz chciała. Cóż. Liczę na to, że będziesz zadowolona mimo wszystko. ― Odpowiedział spokojnie, poniekąd ciepłym, uspokajającym tonem.
Wyciągnął z przedniej kieszeni marynarki telefon komórkowy, spojrzał na ekranik i pokiwał wymownie głową. ― No cóż, dość czasu ci już zabrałem. Pora na mnie. ― W jego głosie brakło tym razem entuzjazmu. Wsunął telefon z powrotem do kieszeni, ukłonił się lekko. ― Mademoiselle Blanchard. Będziemy w kontakcie. ― Uniósł głowę, znów się uśmiechnął, a następnie skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Zależnie od tego, czy Avery mu towarzyszyła, albo pozwolił jej jako gospodarzowi otworzyć drzwi albo sam je otworzył i wystąpił przed próg domu, gdzie nadal sypał śnieg.
Teraz przez krótki moment, przez jedynie parę sekund, po drugiej stronie ulicy Avery mogła dojrzeć dwie, skryte w ciemności, smukłe sylwetki, które charakteryzowały się groźnie błyszczącymi ślepiami skierowanymi w stronę jej lub jej domu. Jej uwagę jednak raz jeszcze przykuł Jonas, i gdyby znów spojrzała w tym samym kierunku, zauważyłaby, że tajemnicze postacie zniknęły.
Dziękuję serdecznie za gościnę. Miłej nocy życzę i do następnego razu. ― Raz jeszcze schylił grzecznie głowę i oddalił się, poprawiając swój kołnierz, następnie wciskając ręce w kieszenie spodni. Teraz wystarczyło, by kobieta tylko na chwilę odwróciła wzrok, by następnie spoglądając w tym samym kierunku zobaczyła, że Jonas zniknął, po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Rozglądając się, Avery nie dojrzałaby nigdzie ani Jonasa ani tajemniczych postaci o błyszczących oczach. Miała jednak dziwne, nieprzyjemne przeczucie, że jeszcze je spotka.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne
 →
  →
"R E M E M B E R, W H E R E V E R W E G O,  I T I S T H E B L O O D O F C A I N E W H I C H M A K E S O U R F A T E"

Re: 302 Crockett St, Blanchard House 02/15/1999

#36
15 lutego 1999, poniedziałek.

Świadomość włączyła się nagle, jak za pstryknięciem przełącznika światła. Pierwszym co zobaczyła tego wieczoru był trzymany w dłoni szary ołówek marki Faber Castell wciąż dotykający papieru. Odłożyła ołówek na miejsce.
Głowa Blanchard spoczywała na blacie biurka, konkretniej na rozłożonym szkicu przedstawiającym neogotycki grobowiec z płaczącym aniołem, ciernistymi różami, parą gawronowatych ptaszysk i klasyczną śmiercią w formie szkieletu z kosą na drugim planie. Wampirzyca podniosła się, wyprostowała i przeciągnęła aż zatrzeszczały stawy. Świt musiał ją zaskoczyć przy pracy, rzadko jej się zdarzała taka ekstrawagancja, ale tamte dwa kształty najwyraźniej pilnujące bezpieczeństwa jej nowego klienta... zadziałały bardzo motywująco.
Spojrzała jeszcze raz na kartkę papieru, z którą spędziła dzień. Dawno nie widziała takiego kiczu. Zmięła rysunek w kulkę i rzuciła go do kosza, wypełnionego w połowie podobnymi owocami wczorajszej nocy. Zlecenie mogło okazać się być trudniejszym niż myślała. Nie znała wielu Spokrewnionych, unikała ich aktywnie,
ale taki stan nie mógł trwać wiecznie. Intuicja podpowiadała jej, że należałoby zainteresować się dla odmiany postacią jej nowego znajomego. Pan Felix wszak powtarzał, że towarzystwo, skoro nie da się go uniknąć, należy starannie dobierać, gdyż pomyłki... mogą być kosztowne.
Zgasiła lampę i poszła się przebrać. Jeśli ma zaznawać tortur obcowania ze Spokrewnionymi musi przynajmniej akceptowalnie wyglądać.
KARTA POSTACI: Avery Blanchard
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki, francuski
Opis Postaci | 
Lekki makijaż, uczesane włosy, starannie dobrane do odzienia dodatki sprawiają, że Avery wygląda jakby urwała się z odbywającego w latach pięćdziesiątych pogrzebu. Tylko toczka z woalką brakuje.

Re: 302 Crockett St, Blanchard House (02.15.1999)

#37
Tej poniedziałkowej nocy, za oknem wciąż bezlitośnie sypał śnieg, pokrywając ulice, chodniki oraz dachy budynków białym puchem, powodując, że za sprawą ulicznych latarni otoczenie, rozświetlone poprzez odbijające się od białej powierzchni światło, zdawało się być znacznie łatwiej dostrzegalne mimo późnej pory. Tymczasem, wampirzyca znów i wciąż przebywająca samotnie wewnątrz swoich 'czterech ścian', pracująca nad nowym projektem nie wydawała się być w stanie obecnie wykreować czegoś, co uznałaby za akceptowalne. Jej projekt jej nie zadowalał. To po prostu nie było to, czego oczekiwała od siebie. Z pewnością nie to, co chciałaby przelać na skórę nowo poznanego Kainity, który odwiedził ją w dzień zakochanych, zlecając stworzenie dla niego niepospolitego tatuażu, który miałby dołączyć do grona istniejących już, nieco niepokojących kreacji pokrywających niemal całe jego ciało. Kosz pełen nieudanych prac był znakiem, że Avery potrzebuje jakiejś inspiracji, jeżeli chce należycie wykonać to nietypowe zlecenie.
Co prawda jako nieumarły nie posiadała już tej ludzkiej twórczej iskry, która pozwoliła by jej na innowacyjność i tworzenie prawdziwej sztuki, ale wciąż była w stanie tworzyć wspaniałe dzieła, choć nieszczególnie oryginalne i najpewniej będące kopią czegoś już istniejącego. Wampiry zostały po prostu tej iskry bezpowrotnie pozbawione. Nieśmiertelność ma swoją cenę, i nie jest to jak widać wyłącznie egzystencja pozbawiona ciepłych promieni słonecznych, a również pewnych charakterystycznych dla śmiertelników cech.
Wydawało się, że potrzeba trochę odpoczynku od tej, póki co, bezowocnej pracy. Może natchnienie przyjdzie później. Mademoiselle Blanchard miała przecież przed sobą wiele nocy, tak jak i jej klient, który z racji swojego stanu - bo był przecież nieumarłym - z pewnością się nie spieszył. Poza tym, ile można siedzieć w tej chałupie? Chcąc, nie chcąc, trzeba posłuchać co w trawie piszczy, chociażby dla swojego własnego bezpieczeństwa i spokoju 'ducha', o ile wampiry w ogóle coś takiego jeszcze posiadają. Avery nie była świadoma jak wiele działo się dookoła, podczas gdy sama kisiła się niczym ogórek w swoim domostwie, z rzadka wyściubiając nos za drzwi. Warto by nadstawić ucha i posłuchać co dzieje się w społeczeństwie Spokrewnionych. Faktem było, że kobieta nie prezentowała się w chwili obecnej zbyt... hmm... wyjściowo. Wybierając się do miejsc spotkań krwiopijców, jak na przykład Elizjum, oczywiście należałoby wyglądać w miarę dostojnie, a przynajmniej nieco lepiej niż podrzędny żółtodziób nie mający bladego pojęcia w co został wciągnięty.
Avery mogła w spokoju dobrać odzienie i przygotować się do wyjścia. Nie wydawało się, by ktokolwiek tej nocy miał zakłócać jej spokój niezapowiedzianymi wizytami o nietypowej - przynajmniej dla śmiertelników - porze.
K o l e j k a | 
→ Sprawy Administracyjne
 →
  →
"R E M E M B E R, W H E R E V E R W E G O,  I T I S T H E B L O O D O F C A I N E W H I C H M A K E S O U R F A T E"

Re: 302 Crockett St, Blanchard House

#38
Avery, przeskakując po dwa stopnie schodów, ruszyła się na piętro swego domostwa i weszła do garderoby, by wśród posegregowanych według kolorów ubrań wybrać te najbardziej odpowiednie. Po krótkim zastanowieniu wybrała coś, co założyłaby na siebie jej własna matka, gdyby wybierała się z wizytą albo do teatru. Albo na pogrzeb. Ofiarą Wampirzycy padały kolejne wieszaki z ubraniami oraz pasujące do tego zestawu akcesoria w postaci pereł, zegarka, lakierowanego czerwonego paska i piekielnie niewygodnych butów na wysokim obcasie.
Czarna, dopasowana w talii spódnica o rozkloszowanym dole, układająca się pięknie dzięki szeleszczącej halce z tafty i tiulu. Gdyby była te 6 cali niższa, nie mogłaby sobie pozwolić na długość do pół łydki, za bardzo by ją skracała optycznie. Szczęśliwie w przypadku panny Blanchard, spódnica żywcem wyciągnięta z lat pięćdziesiątych maskowała tyczkowatą figurę Spokrewnionej, nadając jej bardziej kobiecego wyglądu.
Cienki lecz mięsisty czarny półgolf, perełka wykonana z kaszmirowo-jedwabnej przędzy, wygrzebana na dnie pojemnika w Goodwill na Capitol Hill, o które to dzieło sztuki dziewiarskiej Avery stoczyła prawdziwą walkę z jakimś gejem. Tak, były momenty w których bycie martwym potworem miało konkretne i wymierne korzyści. Co wrażliwsi ludzie zwyczajnie czuli przed tobą strach, wystarczyło spojrzeć.
Z pudełka z rajstopami wygrzebała parę oryginalnych nylonowych pończoch FF. Takich już praktycznie nie produkowano, może gdzieś we Francji?

Zmyła z twarzy i rąk grafit ołówka, nałożyła delikatny makijaż by nadać sobie pozory życia. Ułożyła włosy w delikatny, niski koczek z tyłu głowy. Założyła uprzednio przygotowany zestaw ubrań, a po chwili namysłu spakowała normalne ubrania do torby, wsadziła tam również szpilki, na czas podróży z Queen Anne do Centrum wybierając sprawdzone w wielu bojach martensy. Była prawie gotowa do wyjścia, gdy przypomniała sobie o jednym drobiazgu. Zeszła do piwnicy, wyciągnęła ze schowka swojego SIGa, załadowała amunicję i włożyła do torby.
Tak, jeszcze spojrzenie w lustro by skontrolować czy nie ma szminki na zębach, po czym zamknęła za sobą drzwi na klucz i wyszła do pracy.

zt
KARTA POSTACI: Avery Blanchard
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki, francuski
Opis Postaci | 
Lekki makijaż, uczesane włosy, starannie dobrane do odzienia dodatki sprawiają, że Avery wygląda jakby urwała się z odbywającego w latach pięćdziesiątych pogrzebu. Tylko toczka z woalką brakuje.
Odpowiedz

Wróć do „Queen Anne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość