1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#1
  Osiemdziesiąt osiem mieszkań w centrum Seattle, w nowoczesnym, eleganckim szeregowcu, wykonanym ze szkła i stali, z betonowymi podbudowami, z dziedzińcem wyłożonym kostką brukową, z niskimi (bo niedawno zasadzonymi) drzewkami. Oto najlepszy możliwy apartamentowiec na Dwunastej Alei, 12th Ave Arts! Ceny są co prawda gargantuiczne, wyższe co najmniej dwa razy od innych tego typu miejsc (albo i trzy razy, jak się tak lepiej człowiek rozejrzy), ale za taki standard, za taką jakość wykonania oraz takie sąsiedztwo to i tak groszowe sprawy.

Przynajmniej wedle zapewnień deweloperów, architektów oraz obecnych już lokatorów, ma się rozumieć. Każde z mieszkań jest doskonale oświetlone naturalnym światłem dzięki dużym, wysokim oknom, znajdującym się od zachodniej strony. Dzięki temu promienie słoneczne nie rażą, nie przeszkadzają, tylko przyjemnie rozświetlają mrok i nadają wnętrzom przytulnej atmosfery. Każde z mieszkań jest także umeblowane; meble te może i nie są największe i najbardziej pojemne, ale za to prezentują się nad wyraz dobrze i idealnie pasują do jasnych, pastelowych barw zdobiących sufity i ściany. Posadzki zaś są pokryte prawdziwym drewnem i z tego powodu w żadnym z apartamentów nie ma ani wykładziny, ani dywaników.

Pośród lokatorów dominują białe małżeństwa i biali single z tak zwanej wyższej klasy średniej, ale nie jest niczym niespotykanym znalezienie tutaj jakiegoś bogacza, który dosłownie śpi na pieniądzach i lekką ręką jest w stanie wydać kilka tysięcy na samo mieszkanie. Ludzie zamieszkujący w 12th Ave Arts są jednak dość życzliwi i otwarci, przynajmniej w stosunku do podobnych im przedstawicieli klasy średniej i wyższej. Jeśli ktoś jest choćby odrobinę biedniejszy, cóż, nie może liczyć na wiele. Nawet, jeśli jest dozorcą!

Prawdziwym problemem są jednak nastolatkowie. To jeszcze dzieci, ale już na tyle dorosłe, by sprawiać prawdziwe problemy wychowawcze. Nie chodzi nawet o to, że się buntują, o nie. Oni po prostu wykorzystują swoją pozycję i pieniądze byle tylko osiągnąć cel - a że najczęściej chodzi o zaimponowanie dziewczynie czy chłopakowi, to częściej niż rzadziej mają miejsce przykre incydenty.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#2
ZMoore Theatre Piwnice <<<

Trasa z Elizjum zajęłaby Hunterowi co najmniej trzydzieści minut, jak nie więcej. Niby krótki spacerek, zalecany przez lekarzy dla zachowania zdrowia-nie żeby ten temat dotyczył już Josha-ale nie miał tej nocy zbyt wiele czasu do zmarnowania. Kiedy Primogen klanu, nawet nie twojego zleca ci jakieś zadanie, to tylko głupiec lub odważny szaleniec guzdrałby się czy lenił.

Kierowca jego taksówki zauważył skrzynkę z narzędziami, którą pożyczył z teatru. Facet okazał się być hobbistycznym majsterkowiczem i zaczął opowiadać Spokrewnionemu o swojej pasji. Nie był to najlepszy temat do rozmowy dla Huntera, ale szybko wyjaśnił kierowcy, że jest amatorem i pozwolił tamtemu przejąć ciężar rozmowy. Gdy taksówkarz snuł kolejną historyjkę, przy okazji wtrącając jakieś porady i pouczenia dla pasażera, Josh kiwał grzecznie głową i od czasu do czasu zadawał jakieś pytanie. Trasa jazdy była miłosiernie krótka i po opłaceniu kursu i podziękowaniu za tak ważne "nauki", wampir rozstał się ze samozwańczym fachmanem bez najmniejszego ukłucia żalu.

Nowoczesny apartamentowiec z miejsca przypadł Ventrue do gustu. Bogaty, luksusowy i z dobrą lokacją-marzenie każdego dilera i bandziora, którzy chcieli wreszcie do czegoś dojść w (nie)życiu. Choć większość mieszkańców na pewno zarabiała ciężkie pieniądze w sposób legalny, co najwyżej wykorzystując różne kruczki prawne i naginając czasami prawo, widok paru "mistrzów" z jego fachu w tym miejscu nie byłoby dla niego żadnym zaskoczeniem. Monique Brassington musiało się nieźle powodzić, skoro miała tutaj apartament dla siebie. W sumie, jeśli doszło do najgorszego i Monique już nie stąpa po tym świecie, przynajmniej zwolniło się fajne mieszkanie w dobrej dzielnicy-pomyślał sobie Hunter, odwieczny optymista.

Ciesząc się, że choć noszony przez niego strój nie był wybitnie drogi, to kosztował na tyle by nie wzbudzać gorszenia, podszedł do głównego wejścia na teren apartamentowca i wszedł do środka. Niemalże w drzwiach wpadł na grupkę roześmianej młodzieży, najstarszy z nich mógł mieć ten poważny wiek dziewiętnastu lat. Dzieciarnia ewidentnie była na jakiejś domówce i teraz zamiast wracać do domów głośno gadali, gdzie mają afterparty zrobić. Hunter już miał zasugerować im swój pub, ale ugryzł się w język, bo włamywacz nie powinien zostawiać żadnych śladów. Ochrona, kamery, numer jej mieszkania-wyliczył w myślach listę rzeczy, które musiał sprawdzić, po czym zaczął dyskretnie się rozglądać po głównym holu.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#3
Im więcej czasu Joshua spędzał w tym miejscu, tym bardziej miał wrażenie, że to jednak nie jest dobre miejsce dla Ventrue. Arystokraci cenili sobie szyk, elegancję i doskonałej jakości materiały, ale także uwielbiali spokój, bezpieczeństwo. To, co właśnie widział Hunter, spełniało część tych wymagań, ale nie wszystkie. 12th Ave Arts znacznie bardziej pasowało więc nie do Arystokraty, a do Degenerata. Do Toreadora. Ten pierwszy klan posiadał swój własny, prywatny, niedostępny dla nikogo innego penthouse w centrum miasta, ten drugi miał teatr, pełniący także obowiązki Elizjum.
I, najwidoczniej, udziały w 12th Arts.
Apartamentowiec był spory. Mieszkało tutaj od cholery ludzi i ciągle wprowadzali się nowi lokatorzy. Josh wiedział w sumie tylko tyle, że poszukiwania wampirzyca mieszka na ostatnim piętrze - z tego co widział po niedużych skrzyneczkach przeznaczonych na listy oraz skandalicznie wręcz malutkie paczki, na ostatnim z kilku pięter mieściło się tylko dziewięć mieszkań. W którymś z nich mieszkała Monique Brassington. Gdzieś tam było schronienie innego Spokrewnionego. Nieumarłego, takiego jak on sam, ale jednocześnie różniącego się pod każdym niemalże względem.
No i były kamery. Dwie, jedna nad głównym wejściem do wyłożonego terakotą i kafelkami holu i jedna przy windach. Podwójne, masywne drzwi do klatki schodowej wyglądały na zamknięte, ale nie było nigdzie żaden tabliczki z zakazem czy nawet informacją, że schody są wyłączone z użytku. Zanim wampir mógł podjąć decyzję dotyczącą dalszego ciągu poszukiwania zaginionej sire bardzo zagubionego, młodego Toreadora, przyjechała jedna z wind. Z cichym, melodyjnym "ding" rozsunęły się drzwi, ukazując małe, ale przytulnie wyglądające wnętrze.
Dwie ściany windy były lustrami.
Przy jednym z nich stała może szesnastoletnia dziewczyna w zdecydowanie zbyt krótkiej spódniczce, odsłaniającej ponad połowę uda. Reszta nóg była skryta za długimi kozakami, dopasowanymi kolorystycznie do jasnej kurteczki. I, jak można się było spodziewać, ten podlotek po prostu malował usta, wgapiając się w swoje odbicie w lustrze. Nie przeszkodził jej nawet fakt, że drzwi szybko się zasunęły; winda pozostała jednak na parterze.
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#4
Tylko dwie kamery i żadnego stróża przy drzwiach?-pomyślał sobie ze zdziwieniem. Było to dla niego niemałą niespodzianką, zważywszy na to, jak bardzo luksusowy był ten budynek. Może zauważył jedynie dwie kamery, bo reszta była lepiej pochowana, a ta para miała uśpić czujność potencjalnych cwaniaczków. Z drugiej jednak strony, jeśli Toreadorzy maczali palce w zaprojektowaniu czy zarządzaniu Arts'em, pewnie zależało im bardziej na prywatności niż na bezpieczeństwie i kontroli. Hunter z doświadczenia wiedział, że Degeneraci byli wyluzowani aż do przesady, często popadali w niebezpieczną niefrasobliwość. Ventrue za to mieli obsesję na punkcie ładu i kontroli, wszystko musiało działać idealnie, jak w zegarku. Gdyby jego klan miał udziały w tym miejscu, zaraz przy drzwiach postawiliby stróżówkę, a kamery byłyby poustawiane na suficie tak, aby nie było an jednego ślepego kąta, w którym mógłby się ktoś schować. Heh, dobrze w takim razie, że nie działam przeciwko swoim-młody wampir uśmiechnął się pod nosem, po czym ruszył w głąb holu wejściowego.

Schody czy winda, winda czy schody?-zapytał sam siebie, starając się wybrać najlepszą trasę na najwyższe piętro. Schody mogły być zamknięte, a na klatce mogły się znajdować dodatkowe kamery, chociaż prędzej się ich spodziewał na korytarzach pięter. W windzie też można było zamontować kamerę, no i w kabinie już ktoś siedział. Młoda dziewczyna nie wyglądała w żadnym razie na zagrożenie dla Kainity, ale będzie stała obok niego parę dłuższych chwil, czyli mogłaby w razie czego go zapamiętać i służyć za świadka. [K] Widziałeś, jak jest teraz zajęta sobą? Zdziwiłbym się, gdyby w ogóle zauważyła, że winda jedzie do góry-uspokoił sam siebie. Nie było czasu na wątpliwości i kręcenie się po parterze, zresztą to by wyglądało podejrzanie na nagraniu z kamer. Plan Josha nie zakładał, żeby być niezauważonym czy niewidzialnym, tylko na tym by nie zwracać na siebie zbędną uwagę. Cała sztuka polegała na tym, żeby udawać zaproszonego gościa, który kierował się do znajomych w odwiedziny. Ot, drobna odskocznia od codziennej szarówki, którą nie warto się interesować.

Otworzył przyciskiem drzwi do windy i wszedł do środka, rzucając krótkie -dobry wieczór- do dziewczyny. Ta odmruknęła coś, co można było uznać za "... -y wieczór", ale wciąż była bardziej zafascynowana swoim makijażem. Hunter sam przyjrzał się sobie w lustrze i poprawił lekkie zagięcia na płaszczu, a potem nacisnął przycisk ostatniego piętra.

Drzwi pewnie będą miały tylko numerki, nie nazwiska. Chcesz pukać po drzwiach sąsiadów, aż znajdziesz właściwy lokal czy zagadasz do dzieciaka?-obie te opcje nie podobały mu się, bo jeśli zaginięcie Monique nie uda się odpowiednio szybko zakryć i trafi ono do policji, facet który o nią pytał na pewno będzie podejrzanym. Uznając dziewczynę za mniejsze w tej chwili ryzyko, zagadał do niej-Przepraszam, kojarzysz może Monique Brassington? Jestem z nią umówiony, ale na śmierć zapomniałem, który numerek mieszkania jest jej. Obdarzył ją przy tym przyjaznym i lekko zbolałym uśmiechem, starając się odegrać rolę sympatycznej gapy.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#5
Winda ruszyła i, jak Joshua słusznie przypuszczał, dziewczyna niezbyt się tym przejęła. Drgnęła tylko, gdy lekko szarpnęło kabiną; kiedy jednak ta powoli wspinała się coraz wyżej i wyżej, pannica powróciła do poprawiania swojego makijażu. Z początku nawet nie zarejestrowała obecności kogoś jeszcze (dzięki Kainowi, że brak odbicia w lustrze był tylko wymysłem hollywoodzkich scenarzystów i dotyczył ściśle jednego z wampirzych klanów), ale gdy padło pytanie, nie mogła go zignorować.
- Brassington? - spytała, zerkając przelotnie na Huntera. - To ta szurnięta menadżerka? Pod szóstką albo siódemką, nie wiem, rzadko ją widzę. Pracuje ciągle czy coś. - odparła, wzruszając ramionami i jak gdyby nigdy nic powróciła do niekończącego się poprawiania makijażu. Mniej więcej z chwilą, gdy winda znalazła się na piątym piętrze, dziewczyna przekroczyła granicę eleganckiego i zmysłowego wyglądu i zaczęła zmierzać w stronę czegoś, co najprościej byłoby określić jako dziwkarski makijaż, z horrendalnie mocnym cieniem do powiek, szminką wyglądającą jak nałożona pędzlem oraz ciemnym różem do policzków przypominającym bardziej ślad po tak zwanym liściu.
Ale co kto lubi...
Winda zajechała na ostatnie piętro chwilę później. Drzwi rozsunęły się szybko i gładko, ukazując znacznie bardziej elegancki korytarz. Pomiędzy poszczególnymi drzwiami prowadzącymi do mieszkań widniały ogromne, sięgające niemalże od samej podłogi aż po sufit obrazy, przedstawiające różnokolorowe, abstrakcyjne figury i kształty. Ładne, to prawda, ale pozbawione jakiegoś większego sensu i poczucia estetyki; jest na świecie nieskończenie więcej prawdziwych dzieł sztuki. Posadzka była czysta i pusta, wypolerowana na wysoki połysk, a umieszczone w suficie oświetlenie dość mocno się odbijało, rozświetlając wszystko dokoła.
Z najbliższych drzwi, oznaczonych numerami pierwszym i drugim, dobiegała cicha, klasyczna muzyka. Mozart, Dvorak czy inny Händel, pięknie brzmiący, subtelny, nienarzucający się.
Drzwi o numerze szóstym i siódmym - a gdzieś tam było schronienie sire Royce'a - były niedaleko, niemal w połowie korytarza. Nie wyglądały w żaden sposób niepokojąco, ot, normalny kawał drewna, pociągniętego jasną, niemalże białą farbą, z mosiężną cyferką przybitą nad malutkim, prostokątnym judaszem. Okrągłe, mosiężne klamki również błyszczały i z daleka przypominały kule z nieco przybrudzonego złota.
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#6
-Super, wielkie dzięki-odpowiedział życzliwie dziewczynie, gdy otrzymał odpowiedź na swoje pytanie. Nie przejął się zbytnio oceną, jaką dziewucha wystawiła Monique, wręcz spodziewał się takiego opisu. Nawet najbardziej towarzyski Kainita nie mógł trafić do grona "fajnych" sąsiadów, nie kiedy za dnia nigdy nie można go było spotkać, a gdy już wychodził z domu to reszta świata szykowała się do snu. Drapieżne i głodne spojrzenie, którym nieumarły może przywitać swoich sąsiadów na pewno też nie pomagał w utrzymaniu dobrych kontaktów ze śmiertelnymi. W końcu, rolą Spokrewnionych było polowanie, a rolą ludzi zostać upolowanymi.

Gdy winda się wreszcie zatrzymała, Hunter poczekał chwilę, żeby sprawdzić czy dziewczyna będzie wysiadać. Ta była jednak zbyt zajęta przerabianiem swojej twarzy na maskę klauna, nakładając którąś już z kolei warstwę makijażu na twarzy, jakby nic innego na świecie już się dla niej nie liczyło. Joshua zaczynał się już powoli niepokoić, że dziewucha była zahipnotyzowana lub opętana, ale nic w jej oczach nie sugerowało, żeby coś ją kontrolowało. Co najwyżej mogła być pod wpływem jakiejś dobrej chemii, ale nawet jeśli, to nie dorwała się do towaru z najwyższej półki. Wzruszając ramionami i przypominając sobie, że nawet jak żył i był w jej wieku to nigdy nie mógł zrozumieć zachowania takich dziewczyn, Hunter rzucił krótkie-Do widzenia- i wyszedł z windy. Drzwi za nim zamknęły się, a winda zjechała na dół, może uruchomiona przez dziewczynę, choć prędzej wezwana przez kogoś na dole.

Korytarz wyglądał całkiem ładnie, ale bardziej niż dekorem, Hunter zainteresował się ochroną w tym miejscu. Nie widział tutaj ani jednej kamery, co go z jednej strony ucieszyło, ale z drugiej zaniepokoiło.To, że nic nie widział, nie musiało od razu oznaczać, że niczego tutaj nie było.

Dobra, kamery później, najpierw potrzebujemy właściwy numer mieszkania-pomyślał sobie, po czym zerknął w stronę drzwi, zza których snuła się muzyka. Ludzie spod jedynki i dwójki na pewno wiedzieli, który numer należał do Monique. Lecz jeśli należeli do ludzi wścibskich, lub Josh im da powody do podejrzeń, mogliby przez judasza zobaczyć jak próbuje sobie drzwi otworzyć.

Gorzej, jeśli otworzysz sobie drzwi i wejdziesz do nie tego mieszkania co trzeba. Podwójnie kiepsko, jeśli właściciele chaty będą spać w środku, a wejście Spokrewnionego ich obudzi. Hunter podszedł do obu mieszkań, najpierw szóstki, a potem siódemki i nasłuchiwał najlżejszego odgłosu zza wrotami. Muzyka płynąca z jednego końca korytarza przeszkadzała w tym co nieco, ale młody Kainita mógł ją zignorować. Nasłuchiwał w poszukiwaniu czegokolwiek: dźwięku telewizji, kroków, rozmowy lub chrapania. Przy okazji rozglądał się za kamerami, które mogły być tutaj porozstawiane.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#7
Telefon zawibrował, oznajmiając nadejście wiadomości.
Odebranie i odczytanie esemesa nie przeszkodziło Joshowi w pracy i już po chwili wiedział, co trzeba. Jedna kamera kryła się nad windą, za płytką z pleksi z oznaczeniem piętra. Szkło akrylowe, w neutralnym, lekko mlecznym kolorze z czarną cyfrą było ładne, eleganckie i cieszyło oczy; nieumarły widział jednak, że cyfra nie była tylko dla ozdoby i informacji. Wykonana z przezroczystego szkła umożliwiała kamerze swobodny podgląd całego korytarza i wszystkich drzwi, a jedyne martwe pole było bezpośrednio przy samej windzie.
Mieszkanie numer sześć przeżywało Walentynki w najlepszy możliwy sposób. Hunter słyszał ciche westchnięcia i jęki, zduszony, pełen ekstazy krzyk, a nawet przytłumiony łoskot czegoś opadającego na podłogę. Chichot, przerywany kolejnymi, przyspieszonymi westchnięciami i najzwyklejszym sapaniem, był ostatecznym potwierdzeniem. Zaginiona Monique Brassington, sire Timothy'ego Royce'a, mieszkała pod numerem siódmym. Stamtąd niestety nie dobiegał żaden dźwięk. No, prawie żaden, bo po kilku chwilach wytężania słuchu wampir mógł odnieść wrażenie, że słyszy coś jakby podmuch wiatru.
Otwarte okno? A może włączony telewizor lub radio?
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#8
No no no, Wielki Brat zawsze patrzy-pomyślał z pewną irytacją, bo nie wpadł na to, że w tak genialnie prostym miejscu można było schować kamerę. Już znalazł właściwy numerek, już chciał narzędzia wyciągać, ale na szczęście w ostatniej chwili zauważył podejrzane szkiełko na płycie. Będąc obserwowanym, Hunter zapukał lekko do drzwi siódemki, pewien że nikt nie otworzy. Powtórzył to parę razy, kręcąc się ze zniecierpliwioną miną, tak żeby kamera mogła zobaczyć odgrywaną szopkę. Następnie wyciągnął telefon i udał, że z niego dzwoni, choć tak naprawdę przeczytał szybko otrzymanego smsa. Gdy skończył już udawać, schował telefon z wkurwionym wyrazem twarzy, którego nawet nie musiał udawać dzięki przeczytanej wiadomości. Zapukał ostatni raz do drzwi, po czym przeszedł się korytarzem do klatki schodowej i pociągnął za klamkę. Drzwi na szczęście ustąpiły i Josh zaczął zbiegać po schodach, zastanawiając się nad swoimi opcjami.

Kamera tak ustawiona widzi pewnie cały korytarz, można się przed nią ukryć tylko w kabinie. Mógłbym podjechać windą i zakleić obiektyw, ale musiałbym jakoś dostać się do windy nie będąc złapanym przez inne kamery, a te są na każdym piętrze-rozważał swoje opcje. Klatka schodowa wyglądała na pustą, pozbawioną jakichkolwiek zabezpieczeń, ale to nie pomagało w jego sytuacji. Mógłbym spróbować znaleźć i podporządkować sobie ochronę, ale na razie niech to pozostanie planem awaryjnym, gdy wszystko inne zawiedzie. Warto sprawdzić, czy mnie słuch nie mylił-podjął decyzję, kierując się do głównego wyjścia i wychodząc na zimowe powietrze.

Na zewnątrz, wyjął telefon z kieszeni i napisał szybko odpowiedź na otrzymanego smsa, a potem zaczął obchodzić budynek. Kierując się w dół 12 th Avenue szybko znalazł alejkę oddzielającą Arts od kolejnego budynku, która prowadziła do furtki odgradzającej podwórko Arts od reszty miasta. W alejce na ścianach zauważył alarm przeciwpożarowy, ale nie widział żadnych kamer. Hunter skręcił w alejkę i udał, że próbuje do kogoś zadzwonić, sprawdzając przy tym, czy na podwórku ktoś się kręcił i czy żaden przypadkowy przechodzień nie przechodził obok jego alejki. Czekając na właściwy moment, pobudził moc swojej Vitae, wtłaczając nową siłę w zimne sploty martwych mięśni. Gdy już był pewien, że żadnych świadków nie ma, schował telefon do kieszeni i przerzucił walizkę z narzędziami przez płot wprost na krzaki. Jeśli się podrapało, to dam im kasę na odrestaurowanie tego lansu-postanowił w myślach, po czym wspiął się przez furtkę

Będąc już na podwórku, sam, Hunter wyciągnął z walizeczki śrubokręt, młotek i taśmę, na wszelki wypadek. Resztę narzędzi wraz z pojemnikiem schował pod jednym z krzaków nieopodal młodego drzewka, tak żeby żaden ciekawski się do niego nie dobrał. Chowając wybrane narzędzia po kieszeniach, przeszedł się podwórkiem w poszukiwaniu otwartego-jak miał nadzieję-okna Brassington. Na szczęście był luty i padał śnieg, przez co prawie każde okno było zamknięte, co na pewno ułatwi mu poszukiwania. Obszedł budynek szukając właściwego okna, a także nasłuchując, czy nie usłyszy grającej z góry delikatnej muzyki klasycznej.

Spoiler | 
-1 PK na zręczność
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#9
Esemes, jaki kilka chwil temu dotarł do wampira, odpowiadał na niektóre pytania - ale jednocześnie zadawał kolejne, i to znacznie poważniejsze, choć nie tak groźne i niebezpieczne. Na rozwiązanie ich przyjedzie jeszcze czas, najpierw jednak trzeba dostać się do mieszkania Monique nie zwracając przy tym niczyjej uwagi. Hunter szybko i sprawnie opuścił więc budynek i moment później znalazł się raz jeszcze pośród gąszczu uliczek. Wtedy też stało się jasne, że przejście przez ogrodzenie i dotarcie na tyły budynku było dziecinną zabawą w porównaniu do wspinaczki po pionowej, niemalże gładkiej niczym szkło ścianie 12th Ave Arts.
Wampir nie był Gangrelem, Brujah ani Nosferatu, nie posiadał zdolności ni talentu ułatwiających takie akrobacje, aczkolwiek więcej niż raz zdarzyło się, że polegał na siłowym rozwiązywaniu swych problemów. Teraz wszystko wydawało się być podobne; mieszkanie Brassington było wysoko. Bardzo wysoko, miało też otwarte (bądź wybite, ciężko powiedzieć) okno i Joshua widział kawałek eleganckiej, fioletowej zasłony powiewającej na zimnym wietrze. Muzyki nie słyszał, ba, nie widział nawet żadnych wyraźniejszych świateł - najwyraźniej sąsiedzi zaginionej sire pozasłaniali okna, chcąc mieć pełną prywatność. Czy ktoś mógłby ich winić? Przecież prywatność była największą cnotą i Hunter, jako nieumarły, doskonale o tym wiedział.
Spokrewnieni musieli się chronić także przed światłem słonecznym. Zasłona z mieszkania Brassington idealnie sprawdzała się blokując zabójcze światło pod warunkiem, że nie szarpał nią wiatr. Okno było więc albo otwarte, albo wybite. Jeśli otwarte, to dlaczego wampirzyca by to robiła? Pochodziła przecież z klanu, który cenił sobie piękno pod każdą postacią, a padający śnieg może zniszczyć lub uszkodzić obrazy, wiatr może zrzucić mniejsze rzeźby... a jeżeli okno zostało wybite...
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#10
To zdecydowanie wygląda na robotę dla jakiegoś Nosfera-pomyślał, przypominając sobie zbłąkaną myśl, jaką miał w teatrze-skoro jednak żadnego nie ma akurat w pobliżu, to zamiast narzekać trzeba działać.

"Arts" było sporych rozmiarów budynkiem, jednak na szczęście dla Huntera, było ono zdecydowanie bardziej szerokie niż wysokie. Okno Monique znajdowało się na ostatnim piętrze i czekało go niemałe wyzwanie, ale nie musiał się martwić upadkiem z takiej wysokości. Przynajmniej niezbyt mocno, bo choć nagłe zderzenie z ziemią porządnie obiłoby jego martwe ciało, to nawet zwykły śmiertelnik by przeżył taki spadek. O ile oczywiście nie wylądowałby na głowie.

Ściana była naturalnie śliska, a przy takiej pogodzie, wilgoć z opadającego śniegu dodatkowo pogarszała sytuację. Bez żadnych narzędzi, bez odpowiednich Dyscyplin i doświadczenia, ta ściana była praktycznie nie do zdobycia. Josh nigdy nie chodził wspinać się na profesjonalne "ściany" pod to przygotowane, nigdy nie był w górach, na budynki najczęściej wspinał się schodami przeciwpożarowymi lub-rzadziej-rusztowaniem.

Na szczęście była inna opcja na pokonanie tego wyzwania, która niosła swoje zagrożenia, ale z nią przynajmniej Hunter miał już pewne doświadczenie. Balkony i okna. One posłużą mu za "stopnie" po których wespnie się na górę. Najniższe piętro miało balkony ze strony podwórka, wyższe zaś miały drzwi balkonowe pełniące rolę dużego okna, zabezpieczone przy dolnej połowie kratami by żaden z lokatorów nie wypadł. Wyglądało to dla Spokrewnionego całkiem śmiesznie, zupełnie jakby deweloper chciał postawić kolejne balkony, ale budżetu starczyło tylko na wstawienie drzwi. Tak naprawdę chodziło o to, żeby mieć jak najwięcej szkła z tej strony mieszkań, aby wydawały się one większe i były jak najlepiej oświetlone. Przynajmniej takie było jedyne sensowne wytłumaczenie, jakie przychodziło młodemu Kainicie na myśl.

To nawet nie będzie w praktyce wspinaczka. Skok-łapiesz za krawędź balkonu lub parapetu okna-podciągasz się na górę-stajesz i skaczesz by złapać wyższą krawędź. Proste-próbował sam siebie uspokoić i zmotywować. Starał się przy tym nie myśleć o tym, jak bardzo śliskie te krawędzie mogą być, ani o tym że ktoś może go zauważyć przez okno. Większość mieszkań na szczęście była skąpana w mroku, ich właściciele już dawno spali lub wciąż świętowali Walentynki. Nietrudno było wytyczyć trasę prowadzącą wprost do okna Brassington. Mięśnie Huntera wciąż tętniły mocą pobudzonego Vitae, ale Ventrue postanowił je jeszcze bardziej wzmocnić. Zaczynając od stóp i sięgając aż po szyje, fala gorąca przeszła po ciele wampira, który szykował się do skoku na balkon. Poprawił jeszcze ostatni raz szal na twarzy, żeby w razie czego nikt nie mógł mu się lepiej przyjrzeć i biorąc rozbieg, ruszył i skoczył w górę.

Spoiler | 
-1KP na Zręczność
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#11
Nie był akrobatą. Nie był sportowcem. Nie był kimś, kto preferuje siłowe, fizyczne rozwiązania i wyjścia z danych sytuacji, a mimo to Joshua bez końca pobudzał swe martwe ciało do nadludzkiego wysiłku, godnego Brujah bądź Gangrela. Niestety, nie mógł użyć Dominacji, nie mógł przegadać ani nawet zmusić budynku do tego, by się przed nim ukorzył, zostało więc inne, znacznie bardziej prymitywne wyjście. Wyważenia drzwi bądź rozwalenie zamka w mieszkaniu Brassington oczywiście nie wchodziło w grę, dlatego Hunter...
Skoczył.
Parter i pierwsze piętro pokonał bez żadnego trudu. Padający śnieg trochę drażnił, denerwował nawet, ale nie stanowił żadnej poważnej przeszkody, podobnie jak wiatr - 12th Ave Arts nie było przecież jedynym apartamentowcem w okolicy. Sąsiednie budynki, zarówno kamienice czynszowe, jak i blokowiska, tłumiły co silniejsze podmuchy zimnego powietrza. Walka z pionową, gładką ścianą, gdzie jedynym oparciem dla rąk i nóg były tak na dobrą sprawę parapety, była ciężka. Trudna, ale nie niemożliwa.
Przynajmniej do trzeciego piętra, bo to właśnie tam, wraz z silnym i nagłym podmuchem, Joshua stracił chwyt. Palce ześlizgnęły się po mokrym, świeżym śniegu. Stopy nie były w stanie utrzymać ciężaru wampira. Wicher cisnął martwym cielskiem, najpierw przyciskając je do szyby - szkło zadrżało złowrogo - po czym ten sam wiatr dosłownie zdmuchnął Josha na sam dół. Upadek z tej wysokości dla śmiertelnika mógłby się zakończyć niezbyt ciekawie, ale nie wchodziła w grę śmierć. Złamanie kilku kości, długi pobyt w szpitalu, trauma i tak dalej, oczywiście. Jak najbardziej.
Ale dla wampira było to tylko nieprzyjemne i wkurzające doznanie. Joshua Hunter był przecież martwy. Był trupem, ożywionym jedynie dzięki przeklętej krwi. Uszkodzenie narządów wewnętrznych mu nie groziło. Wstrząs mózgu tak samo. Co prawda coś zgrzytnęło w lewej ręce, tak, jakby kość się poddała, ale nie czuł bólu. Mógł poruszać ramieniem. Ba, nawet rękaw był cały!
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#12
Hmm, trzecie piętro-ocenił pokonany przez siebie dystans, spoglądając na budynek od dołu, leżąc wciąż na śniegu. Na amatora był to wynik całkiem dobry, ale patrząc na otwarte okno Brassington, Hunter mógł czuć jedynie narastającą frustrację.Pierwsze dwa piętra nie są trudne do pokonania, dopiero od trzeciego zaczyna się prawdziwe wyzwanie-pomyślał sobie, czując narastającą frustrację. Mógłby zużyć więcej swojej Vitae, pobudzić ciało do większych wysiłków, ale nie gwarantowało sukcesów. Josh już polował tej nocy, z różnymi efektami i nie spieszyło mu się do kolejnego podejścia. Musiało być jakieś rozwiązanie, które byłoby bardziej "ekonomiczne", jeśli chodziło o Vitae.

Hunter przeniósł swój wzrok z otwartego okna zaginionej Toreadorki na szybę, w którą cisnął go wiatr. Szkło było grube, pewnie wzmacniane, bo jedynie zadrżało zamiast popękać. Całkowita ciemność, jaka się za nią kryła, oznaczała brak zaalarmowanych świadków.Chociaż tyle dobrze-Hunter podniósł się i otrzepał płaszcz ze śniegu, po czym zbadał szybko swoją lewą ręką. Wydawała się cała, kości wciąż trzymały się mocno, może najwyżej doszło do jakiegoś pęknięcia. Nic, co by spowalniało nieumarłego w dalszych działaniach. Plan A zawiódł, pora przejść do planu B.

Wyciągnął z krzaków schowaną uprzednio walizeczkę, która stawała się coraz większym utrapieniem, aniżeli jakąś pomocą. Ot, kolejna rzecz, którą musiał cały czas pilnować. Przez chwilę kusiło go, aby jednak zostawić ją na podwórko, zawsze przecież mógł po nią wrócić później. Koniec końców jednak ostrożność wygrała nad lenistwem i wygodnictwem. Upewnił się ostatni raz, że nikt go nie obserwuje, ani ze strony okien ani z ulicy. Z narzędziami w lewej dłoni, Hunter bez problemu pokonał furtkę prowadzącą do alejki, wciąż ciesząc się wzmocnioną Krwią muskulaturą.

Kamery są prawie wszędzie, ale to oznacza, że ktoś za nie odpowiada-pomyślał sobie, gdy ponownie wszedł do głównego holu "Arts." Telefon komórkowy miał przy uchu, ponownie udając, że dzwoni do kogoś. Dopilnował, żeby kamera znad wejścia widziała jego szopkę pod tytułem "Wkurwiam się, bo nikt nie odbiera", po czym schował komórkę i rozejrzał się po parterze. Kamery musiały działać na CCTV, co oznaczało, że w budynku ktoś musiał siedzieć przed ekranami. Nie chciał co prawda mieszać do tej sytuacji żadnych śmiertelnych, zwłaszcza w chwili, gdy nie wiedział ile ci ludzie mogli wiedzieć. Czy klan Toreador jedynie włożył w to miejsce jakieś pieniądze i nie ingerowali w jego działanie? Czy też pilnowali wszystkiego z należytą dokładnością i pracowali tutaj ghoule lub ludzie w pełni służący Spokrewnionym? Tego Hunter dowie się na pewno w chwili, gdy znajdzie wreszcie pokój ochrony.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#13
Było coś upokarzającego w upadku Ventrue. Nieumarły potwór, drapieżnik polujący na śmiertelników i żywiący się ich krwią, niepowstrzymane monstrum rodem z koszmarnego snu, bohater dziesiątek - setek wręcz - książek i filmów leżał przez chwilę w śniegu, pokonany przez budynek i wiatr. Joshua Hunter nie zamierzał jednak dawać za wygraną i chociaż nie podjął kolejnej próby szturmu 12th Ave Arts z zewnątrz, to nie zamierzał odpuszczać. Doprowadził się do porządku i, ciągle prowadząc prostą acz bardzo skuteczną grę, wrócił do środka.
Przez kilka chwil krążył po wejściowym holu, nie wychodząc z roli bardziej niż zirytowanego faceta.
Nie budził w ten sposób żadnych podejrzeń. Walentynki, wieczór, schludne, eleganckie ale nie do przesady ciuchy, coraz mocniejsze zdenerwowanie... ot, normalna rzecz, można powiedzieć. Więcej nawet! Kiedy moment później rozległ się dźwięk windy, a ze środka wyszły dwie młode, zakochane w sobie osoby, nikt nie patrzył na Josha. Był niewidzialny, w pewnym sensie, dlatego mógł bez trudu kontynuować swoją grę. Wystarczyło więc rozejrzeć się nieco dokładniej po parterze, by dojrzeć malutką tabliczkę z planem budynku, z wyszczególnieniem najważniejszych miejsc.
Rzecz niezbędna dla nowych lokatorów oraz, co właśnie miało miejsce, dla potencjalnych włamywaczy.
Pokoik ochrony był poniżej poziomu gruntu, w piwnicach, obok pralni i lokatorskich komórek. Wedle planu było to bardzo małe miejsce, do tego pełniące dyżur całą dobę. Była to zarówno dobra, jak i zła wiadomość, bo z jednej strony Hunter miał potwierdzenie, że ktoś może go widzieć na kamerach, z drugiej zaś miał możliwość, by coś z tym zrobić. Wystarczyło tylko zejść po schodach, skręcić w lewo i gotowe!
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#14
Mhm, tu jesteście-pomyślał sobie patrząc na plan, gdy wreszcie odnalazł stróżówkę. Plan się na pewno przydał, bo Hunter był przekonany, że ochronę należało szukać na parterze. Teraz nie musiał marnować cennego czasu na jałowe poszukiwania i od razu mógł przejść do dalszego działania.

Jak to najlepiej rozegrać?-zapytał sam siebie, kiedy kierował się do schodów, które miały go zaprowadzić do piwnicy budynku. Ochrona mogła być pod kontrolą Toreadorów i służyć nieumarłym jako oczy pilnujące ich interesów. Wtedy mógłby po prostu wyjaśnić problem tym sługusom, powiedzieć kto go przysłał i nakazać im otworzyć mu drzwi lub chociaż powyłączać kamery. Urwanie nagrania można było łatwo wytłumaczyć jakąś awarią, a nie będąc obserwowanym, Josh mógłby łatwo sobie drzwi otworzyć.

Rozglądał się po piwnicy, jakby był lekko zagubiony, choć tak naprawdę szukał kolejnych kamer. Nie potrzebował żadnych dalszych niespodzianek tej nocy.

Jeśli jednak ochroniarze byli po prostu wynajęci z jakieś firmy ochroniarskiej i niewtajemniczeni, mogliby zrobić jakąś poważną głupotę. Wezwać policję, dla przykładu, gdy tylko dowiedzą się o zaginięciu jednej z mieszkanek tegoż apartamentowca. Gliniarze zaś przewróciliby mieszkanie do góry nogami i zatarli wszelkie ślady, lub-co gorsza!-jednak coś by znaleźli i zaczęliby dowiadywać się zbyt wiele na temat Brassington, Huntera i świata do którego oboje należeli. Gdy w grę wchodziła Maskarada, nie można nigdy być zbyt ostrożnym, tak przynajmniej nauczano Josha.

Może ochroniarze mają w pokoju klucz uniwersalny, gdyby trzeba było się dostać do mieszkania i udzielić pomocy-pojawiła się kolejna myśl, kiedy szedł dalej wgłąb piwnicy. Minął drzwi prowadzące do komórek lokatorskich, minął pralnię i podszedł do drzwi ochrony. Ok, krok pierwszy, dyskretnie sprawdzić jak bardzo tutejsze "security" jest wtajemniczone. Jeśli wiedzą, to super, przechodzimy do ostrego działania. Jeśli nie wiedzą, to potrzebna jest dobry kit do wciśnięcia. Policjant, detektyw, adwokat lub psycholog?-zapytał sam siebie w myślach, szukając dobrej przykrywki dla siebie. Potrzebował coś prostego ale i trudnego do obalenia...no i dobrze by było mieć sensowną wymówkę, jeśli zaczną padać pytania co do walizki na narzędzia. Trzeba to było gdzieś wcisnąć i schować-zamiast być pomocą to ten niezbędnik okazał się być dla niego irytującą upierdliwością. Nie mógł jednak zaryzykować zgubienia czy kradzieży tego sprzętu, bo wtedy udowodniłby Hookowi, że nie można mu powierzyć pieczy nad najdrobniejszymi rzeczami. Muszę przecież w tym mieście wyrobić sobie dobrą markę-powiedział w duchu, po czym zapukał do drzwi ochrony.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#15
W piwnicach 12th Ave Arts również były kamery, jednakże nie były aż tak dobrze pochowane i ukryte, jak w pozostałej części budynku. Można nawet posunąć się do stwierdzenia, że tak bliska obecność stróżówki i osób sprawujących pieczę nad bezpieczeństwem nie wymaga już chowania kamer po kątach. Jedną z nich Hunter zauważył praktycznie od razu, gdy tylko zszedł z parteru; charakterystyczny zarys obudowy obiektywu, z malutkim, wąskim jak palec kabelkiem był przy windzie, w rogu pod sufitem.
Druga - nieco tylko mniejsza - była praktycznie nad solidnie wyglądającymi drzwiami prowadzącymi do stróżówki, trzecia i zarazem ostatnią, którą wampir dojrzał, była przy wejściu do pralni i najbardziej rzucała się w oczy, bo była największa i najmasywniejsza ze wszystkich. Dodatkowo obiektyw miała skierowany niemalże w całości do dołu, tak, że obejmowała tylko niewielki wycinek korytarza bezpośredni przy wejściu do pralni. Nie było to może zbyt praktyczne, ale pozwalało na lepsze pilnowanie ludzi którzy wchodzili i wychodzili z tego miejsca...
Wampir ponadto słyszał przytłumione dźwięki rozmowy dwóch osób. Strzępki dyskusji, dotyczącej oczywiście święta zakochanych i narzekania na szefostwo, pochodziły od dwóch mężczyzn. Starszego i młodszego, ale to było już oczywistością. Joshua nie musiał się nawet specjalnie starać, bo było jasne, że młodszy ochroniarz narzeka na nocny dyżur w taki wyjątkowy, szczególny dzień, starszy zaś cieszy się, bo większość lokatorów ma zajęcie. I to było prawdą, bo gdy zapukał, młodszy głos momentalnie ucichł.
- ...będziesz za takie noce, synu. - tak brzmiały ostatnie słowa, które usłyszał wampir. Moment później do jego uszu dotarło skrzypienie fotela, kroki i zgrzyt przekręcanego klucza w zamku oraz zdejmowanego łańcuszka. Bezpieczeństwo to podstawa, aż chce się zakrzyknąć, bo gdy drzwi w końcu się uchyliły (nie jakoś szczególnie, ot, pojawiła się szczelina mniej więcej szerokości dłoni) Josh ujrzał przeoraną bruzdami twarz mężczyzny pod sześćdziesiątkę, z gęstymi, acz przyprószonymi już siwizną włosami, w czarnej czapeczce z daszkiem i napisem FORTRESS SECURITY. Miał granatową bluzą z małą tarczą na lewej piersi, przedstawiający lwa w koronie, z mieczem trzymanym w prawej łapie.
- Czym mogę panu służyć? - spytał po chwili, mrużąc nieznacznie oczy. Zmarszczki dokoła tylko się pogłębiły.
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#16
Na widok wyglądającego zza drzwi staruszka, część wątpliwości Huntera rozwiała się niczym mgła na wietrze. Nie był to może najstarszy ochroniarz, którego spotkał podczas swoich żywych i martwych nocy, ale na pewno znajdował się w top liście. O ile facet nie był ghoulem, a Fortress Security firmą prowadzoną przez Kainitów dla Kainitów, to miał po prostu do czynienia z ochroną za najniższą cenę. Rolą takiego dziadka było siedzieć z herbatką przy monitorach i od czasu do czasu przejść się po obiekcie, żeby mu stawy w pełni nie skostniały.

Drzwi były na tyle słabo uchylone, że Josh nie mógł dojrzeć reszty pomieszczenia, ale miał już obraz siedzącego w środku młodzika. Nie wyobrażał sobie gościa, który przesiaduje cały czas na siłce i trenuje boks lub karate, raczej młodego i chuderlawego szczawika. W końcu, za jakość trzeba płacić, a właściciele Arts najwidoczniej chcieli sobie wydatków zaoszczędzić. Gdyby nagle miało dojść do przemocy, Hunter dałby sobie radę z obojgiem żyjących, bez wzmacniania swojego ciała mocą Vitae. Pocieszająca myśl, ale zrób wszystko co koniecznie, żeby tego uniknąć-pouczył sam siebie-zwłaszcza, że masz kamerę praktycznie nad głową.

-Dobry wieczór, najmocniej przepraszam, że przeszkadzam-powiedział z przepraszającym uśmiechem-ale nie wiedziałem już co zrobić. Panowie macie tutaj oko na cały budynek, to na pewno wiecie o wszystkim co się tutaj dzieje i będziecie mogli rozwiać moje obawy-wziął głębszy oddech, jakby chciał uspokoić szarpiące go nerwy, ale chciał jedynie dodać dramatyzmu swoim następnym słowom. -Nazywam się Brian Murray i jestem psychologiem, mieszkająca tutaj pani Monique Brassington jest jedną z moich pacjentek-zaczął snuć swoją sieć kłamstw, wyglądając na szczerze zmartwionego. Aby zapewnić swoim słowom odpowiedniej wiarygodności, tak jak już nieraz robił to tej nocy, postanowił pomóc sobie mocą Dyscypliny. -Pani Brassington miała dzisiaj umówioną wizytę, na którą się nie stawiło, co jest do niej zupełnie niepodobne. Gdyby tutaj chodziło o innego pacjenta, nie robiłbym takiego zamieszania, ale biorąc pod uwagę jej stan-tutaj nagle urwał, poddenerwowany, po czy dodał-zresztą, o tym akurat nie mogę mówić. Czy widzieli panowie, żeby Pani Brassington wychodziła tej nocy? Mieszka pod siódemką, na ostatnim piętrze-dodał, patrząc na starego człowieka zmartwionym wzrokiem.

Spoiler | 
Rzut na Zachwyt[Prezencja]
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#17
Nagłe złagodzenie rysów twarzy starego ochroniarza było potwierdzeniem poprawnego wykorzystania Dyscypliny. Joshua zdołał bez większych trudności wpłynąć na śmiertelnika, podając się za troskliwego lekarza zaniepokojonego o stan zdrowia swojej pacjentki. Fakt, że Brassington była wampirzycą i większość dnia - jak nie cały - spędzała w swym mieszkanku tylko pomagał. Blada cera, niecodziennie zachowanie, inne podejście do pozornie oczywistych spraw... stróż kiwnął głową i cofnął się o krok, przymykając drzwi.
Szczęknął metalowy łańcuszek. Zgrzytnął kolejny zamek, a potem zaskrzypiało cichutko zawiasy, ukazując całą stróżówkę.
Stróż miał na piersi, po prawej stronie, drugą tarczą, z imieniem i nazwiskiem. James Templeton zaprosił doktora Murray'a do ciasnego, acz zaskakująco przytulnego wnętrza. Jedną ścianę zajmowały czarno-białe ekrany, monitorujące chyba każde piętro i każdy korytarz w budynku. Obraz był nieco rozedrgany, a gdy jednym z korytarzy przeszedł jakiś chłopak, Hunter mógł zaobserwować jego dość komiczne kroki, przeskakujące o kilka klatek. Cóż, kamery nie dawały idealnego obrazu, ale spełniały swoje zadanie.
Na podłodze, w zwyczajnych kartonach i pudłach, piętrzyły się kasety vhs opatrzone dokładnymi datami; obok była metalowa szafka z równo ustawionymi kasetami. Pulpit oprócz różnych pokręteł, dźwigni i przycisków miał przyklejony ponad tuzin żółtych, samoprzylepnych karteczek z różnymi notatkami. Na podstawkach ze starych dyskietek trzy i pół cala stały dwa kubki parującej kawy. Jeden był ozdobiony napisem "#1 grandpa on the world", drugi miał tylko misia obejmującego serduszko. Prezenty od wnuków i dziewczyny, bez wątpienia. Na obrotowym krzesełku na kółkach siedział ponuro wyglądający, młody chłopak. Czapeczkę miał założoną daszkiem do tyłu, nieco garbaty nos i cień dwudniowego zarostu.
Wedle tarczy nazywał się Benjamin Madden i od samego początku rzucał nieumarłemu podejrzliwie spojrzenia. Widocznie Dyscyplina zadziałała tylko na starszego ochroniarza, młodszy jakoś zdołał się oprzeć; pan Templeton podszedł do masywnego zeszytu w twardej oprawie, przekartkował go i poruszał ustami, odczytując treść. Po chwili odwrócił się do wampira, ale nie miał pogodnej miny.
- No przykro mi, panie doktorze, ale pani Brassington odkąd przyszła wczoraj to nie wychodziła nawet na korytarz. Ben, weź poszukaj kasety z wczoraj, dobrze? - odezwał się do swego młodszego kolegi i ten, nie spuszczając wzroku z Josha, wstał z krzesełka i zaczął grzebać w archiwum.
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#18
Wchodząc do środka stróżówki, Hunter wciąż odgrywał wybraną pospiesznie rolę, kłaniając się w podziękowaniu starszemu ochroniarzowi jakby ten właśnie ratował życie. Nic dziwnego, w końcu w snutej przez niego narracji, doktor Murray szukał właśnie pacjentki, która mogła właśnie stanowić zagrożenie dla samej siebie. Ukłonił się młodemu chłopakowi, który siedział przy monitorach i udał, że nie zauważył podejrzliwości w jego wzroku. Zupełnie zagubiony i skołotany, Brian Murray rozejrzał się oszołomionym wzrokiem po pomieszczeniu, a podszywający się pod niego wampir szukał czegoś, co mogłoby mu się przydać.

Klucza uniwersalnego oczywiście nie było na widoku, albo był gdzieś schowany albo ochrona nie miała dostępu do takiego cuda. Druga opcja była bardziej prawdopodobna, bo tutejsi lokatorzy cenili sobie nie tylko bezpieczeństwo, ale i prywatność. Zresztą, nawet gdyby gdzieś tutaj wisiał taki klucz, podkradnięcie go mogłoby się skończyć wezwaniem policji, a to było ostatnie na co młody Ventrue miał ochotę.

Jakie opcje pozostały teraz dla Huntera? Mógł podjechać windą na piętro Monique, zalepić kamerę i włamać się do jej mieszkania. Jakość obrazu na ekranach nie była najlepsza, zanim ochrona zdążyłaby wejść na górę i sprawdzić co się stało, Hunter mógłby opuścić windę na inne piętro i wślizgnąć się do środka. Z tym lepiej byłoby poczekać z dzień lub dwa, wtedy mógłby przyjść w innym stroju i szaliku na twarzy, tak żeby kamery na parterze go nie wyłapały. Gdyby dzisiaj spróbował taki manewr, zatroskany pan psycholog byłby głównym podejrzanym. Ubrać się inaczej, zalepić kamerkę jakąś gumą czy innym syfem, wejść do środka i zamknąć za sobą drzwi-taki plan wykwitnął w głowie Josha, gdy rozglądał się po stróżówce. Nie miał jednak czasu do stracenia, im szybciej dowie się o losie Brassington tym lepiej, dlatego plany "na jutro" trzeba na razie zignorować.

Jeśli strażnicy nie mieli uniwersalnego klucza-tego nie mógł w pełni wykluczyć, ale nie wiedział nawet, jak o to niewinnie podpytać-mógłby się skontaktować z policją, że doszło do porwania. Dla zachowania Maskarady musiałby to być "swój" gliniarz, a z takich znał jedynie Jethro. Ghoul Grimm mógł mieć te nocy sporo na głowie, zważywszy na jego wiadomości, ale dopóki się z nim nie skontaktuje nie będzie wiedział na pewno.

-Nie wychodziła? Nawet na chwilę? To naprawdę niedobrze-powiedział na głos, bardziej do siebie, niż do strażników. -I nikt do niej przez cały dzień nie zaglądał czy pukał, żaden znajomy lub dostawca? Niepokój w jego głosie miał być przytłaczający, żeby ochroniarze sami się domyślili, jaki los mógł spotkać pacjentkę doktora Murraya. Zamiast krzyczeć o samobójstwie, czego szanujący lekarz nie powinien czynić, lepiej było pozwolić śmiertelnym samym na to wpaść. Wizja śmierci jednego z mieszkańców będących pod ich pieczą powinna wyprowadzić ich z równowagi, a wtedy będą bardziej podatni na sugestie. Nawet bez dodatkowej mocy perswazji wynikającej z wampirycznych mocy.

Wraz z Templetonem gapili się na placy Maddena, gdy ten szukał właściwej kasety. Wątpił, żeby ich zawartość pomogła w jego śledztwie, ale pozwolił na razie staruszkowi dyktować tempo kolejnych kroków. W końcu Brian był zaledwie lekarzem, zupełnie zagubionym, ogłupiałym z obawy się o życie swojego pacjenta. Zanim podszedł krok bliżej do ekranów, odłożył delikatnie walizeczkę z narzędziami przy ścianie, tak żeby nie rzucała się w oczy. Po co miał dawać młodszemu z FORTRESS SECURITY kolejnych powodów, żeby był podejrzliwy?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#19
Klucz uniwersalny, jeśli w ogóle istniał w tym budynku, mógł być w kieszeniach ochroniarzy bądź mógł wisieć na ich szyjach. Joshua, nie wiedząc czy taka opcja nawet jest do wyboru, zastanawiał się nad innymi możliwościami. Zanim jednak zdołał coś konkretnego wymyślić, pociągnął rozmowę dalej, i...
- No nie przypominam sobie, niestety. - starszy wzruszył ramionami w bezradnym i, co ważniejsze, przepraszającym geście. - Zaraz wszystko będziemy wiedzieli, panie doktorze. - dodał, nieco pogodniejszym głosem. Templeton wiedział co się stanie jeśli podczas jego dyżuru dojdzie do przestępstwa. Utrata pracy, prawa do wykonywania zawodu i Bóg jeden wie co jeszcze może być tylko początkiem licznych nieprzyjemności, które spadną na tego biednego, starego człowieka. Nie mając jednak nic więcej do zrobienia, bo przecież wszyscy musieli czekać na taśmę, podszedł do pulpitu i podniósł kubek z kawą.
Wysiorbał duży łyk.
Młodszy i zdecydowanie bardziej nieufny z ochroniarzy wyciągnął w końcu kasetę. Obrócił się na pięcie i dołączył do starszego kolegi; po chwili wahania wyłączył monitor z obrazem z kamery znad wejścia do stróżówki i wymienił taśmę. Zaczął wciskać niektóre klawisze, przekręcił jedną czy dwie gałki, a na ekranie pojawił się przyspieszony film z korytarza na ostatnim piętrze 12th Ave Arts. Joshua widział jak otwierają i zamykają się drzwi, jak poruszają się całkiem spore grupki ludzi, ale nie był w stanie odróżnić, kto jest kim i skąd wychodzi. Wszystko działo się zbyt szybko, dlatego gdy Templeton odchrząknął, młodzik uniósł rękę ku górze w zirytowanym geście.
- Chwilę. Przewinę tylko i... o, mam. - odchylił się, wyraźnie zadowolony. Obraz się uspokoił. Dalej nie był wyświetlany w normalnej typowej dla ludzkich oczu prędkości, ale pewnych rzeczy nie da się niestety zmienić. Ben cofnął trochę taśmę i teraz wampir obserwował materiał puszczony do tyłu, by moment później wszystko toczyło się już zwyczajnym, naturalnym rytmem. Elegancka kobieta, bez wątpienia Monique Brassington, szła spokojnym tempem korytarzem do swojego mieszkania. Nie wydawała się być zdenerwowana ani przestraszona, przeciwnie.
Wampirzyca zdawała się być nieco znudzona, gdy zamykała za sobą drzwi. Ben westchnął głęboko, odczekał kilka chwil i, po wymianie spojrzeń z Jamesem znowu przewinął. Timecode - szereg cyfr w jednym z rogów ekranu - znowu zaczął mknąć z zawrotną prędkością i zwolnił dopiero, gdy Ben dostrzegł, że drzwi się otwierają. Brassington nie wyszła na korytarz; stała w progu i chyba z kimś rozmawiała, bo przynajmniej tak to wyglądało. Poruszała ustami, kiwała głową, aż w końcu cofnęła się i zamknęła drzwi.
Ale na korytarzu nikogo nie było...
- No, to tyle, doktorze. - Templeton odstawił kubek. - Lokatorka jest u siebie w mieszkaniu, ale jako, że to jest wyjątkowo sytuacja, po sam żeś pan to powiedział, to pójdę z panem i otworzę drzwi. Ben tu zostanie i będzie wszystkiego pilnował. - wsunął ręce do kieszeni i wypiął dumnie pierś do przodu, oferując swą pomoc wampirowi. Wspomniany Ben mruknął coś ponurego w odpowiedzi, ale nie miał wyjścia. Musiał się zgodzić. Znowu przewinął taśmę, tym razem aż do samego końca, ale drzwi Brassington pozostawały zamknięte. Nikt nie wychodził. Nikt nie wchodził.
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#20
Jesteście ślepi, czy tylko udajecie, że nie widzicie?-pomyślał sobie pod kątem strażników, gdy przeglądali materiał. Na taśmie ewidentnie było widać, jak drzwi się otwierają, a Brassington prowadzi rozmowę z "powietrzem." Jako, że zaginiona nie była Malkavianką, Joshua szczerze wątpił, żeby to dziwne zachowanie wzięło się z nagłego szaleństwa. Dla Spokrewnionego był to ewidentne efekt Dyscypliny, czy raczej Dyscyplin, bo niejedna moc mogła doprowadzić do zaobserwowanej sceny. Oczywiście, nie zamierzał tego omawiać ze strażnikami, tylko przytakiwał z niepokojem na twarzy zaproponowanemu przez starszego strażnika pomysłowi. Gdy obaj śmiertelni skupili się raz jeszcze na nagraniu, Hunter złapał za walizeczkę z narzędziami i trzymał ją tak, żeby nie zwracała zbyt wiele uwagi.

-Tak tak, panie Templeton, tak będzie najlepiej-gorliwie przytaknął staruszkowi, a na jego twarzy widać było nadzieję, jakby nagle pojawiło się światełko w tunelu-pójdziemy po prostu sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Możliwe, że ma nawrót lęków aspołecznych i po prostu izoluje się od świata, ale nie mogę z czystym sumieniem zbagatelizować tej sytuacji. Nie w jej stanie-rzucił z niepokojem w głosie, po czym spojrzał w stronę drzwi. Stary ochroniarz, w pełni rozumiejąc, co doktor Murray sugerował wyciągnął zestaw kluczy z szuflady i rzucił krótkie-No to Ben, dopilnuj wszystkiego jak mnie nie będzie, to długo nie zajmie. Hunter za to ukłonił się młodszemu chłopakowi i wyszedł z pokoju ochrony, przytrzymując drzwi dla Templetona.

Skierowali się do schodów spokojnym, ale w miarę szybkim krokiem, na tyle żeby staruszek nie zmęczył się. Będąc już z dala od podejrzliwego chłopaka, Hunter zwrócił staremu uwagę na to, co mu nie dawało spokoju. -Ten jeden raz, kiedy otworzyła drzwi, wyglądało na to, że z kimś rozmawiała. To jest nowy objaw, wcześniej nie przejawiała tego problemu, ale może jest to tymczasowy efekt wywołany użyciem substancji odurzających? Jest to bardziej prawdopodobny powód, niż nagłe bez powodowe pogorszenie zdrowia psychicznego-rrozmyślał na głos, nie spodziewając się oczywiście odpowiedzi od człowieka. Cały czas odgrywał rolę zaniepokojonego lekarza, gdy wyszli na parter i skierowali się do wind.

Wsiedli do metalowego pudła i Templeton wcisnął guzik piętra, po czym obaj zamilkli. Stary ochroniarz z pewnością myślał o tym, co mogą zastać na górze. Pewnie miał nadzieję, że zastaną Brassington w mieszkaniu i ta po prostu opierdoli ich za wtargnięcie. Taka opcja byłaby dla pracownika FORTRESS SECURITY najbezpieczniejszą opcją, najwyżej skonczyłoby się na uwadze od szefowstwa. Gdyby jednak ktoś zmarł podczas jego warty, to już mogłoby skończyć się zwolnieniem, a na to nie mógł sobie pozwolić.

Myśli Huntera, którego staruszek znał jako Murraya, biegły zupełnie innym torem. Dla niego Monique była już stosikiem popiołów w jakiejś piwnicy, gdyby się dowiedział, że ona wciąż "żyje" to byłby pozytywnie zaskoczony. Zamiast myśleć o wampirzycy, skupił się na tym, co mogą zastać w jej mieszkaniu i co powinien zrobić ze śmiertelnym. Wątpił, żeby Brassington trzymała w domu cokolwiek, co mogłoby zagrozić Maskaradzie. Jeśli jednak wejdą do środka i zastaną ślady włamania, otwarte okno na to wskazywało, to dziadek będzie chciał pewnie po policję zadzwonić. Trzeba będzie temu zapobiec, przynajmniej do momentu, aż znajdę jakąś konkretną poszlakę.-pomyślał sobie Hunter, zerkając na zatopionego w myślach ochroniarza, starając się nie myśleć o tym, jak łatwo można było go zabić.

Winda zatrzymała się wreszcie na właściwym piętrze, otwierając się na ciemny korytarz, w którym wciąż było słuchać przyćmioną muzykę klasyczną. Nie tracąc czasu, Templeton skierował się do mieszkania numer siedem i wyciągnął właściwy klucz. Zapukał jeszcze ostatni raz, dość mocno, żeby w razie czego obudzić śpiącą właścicielkę. Odczekał chwilę i gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi, włożył klucz do zamka i zaczął nim kręcić.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#21
Materiał wideo mówił wystarczająco dużo. Monique była w swoim mieszkaniu. Ktoś ją odwiedził, ktoś, kogo kamera nie była w stanie dostrzec swym mechanicznym okiem. Drzwi pozostawały zamknięte i nikt nie widział, by Brassington opuścił 12th Ave Arts. Dla wszystkich należących do tego mrocznego, brutalnego świata egzystującego tuż pod nosem nieświadomych śmiertelników to, co się działo przed mieszkaniem numer siedem nie wydawało się być niczym nadzwyczajnym.
Pierwszy lepszy Nosferatu był w stanie skryć się przed wzrokiem kamer przecież.
- No, lęki aspołeczne to harda rzecz. - odpowiedział mądrze ochroniarz. Oczywistością było, że nie ma absolutnie żadnego pojęcia, o czym Joshua (czyli doktor Murray) mówi, ale starał się robić dobrą minę do złej gry. Spora w tym zasługa użycia na nim Dyscypliny, bo różnice między starym a młodym były nie tylko w postaci wieku. Ben naprawdę nie ufał wampirowi i gdyby mógł, to by go pewnie wyrzucił z budynku. Hunter był podejrzanym typem, zwłaszcza z taką walizeczką. Teraz jednak, gdy był sam na sam z Templetonem, nie musiał się już tak dobrze kryć.
Zachwyt działał. Może nawet za bardzo, bo niemalże całą drogę ochroniarz marudził o wszystkim i o niczym. Nie była to w żadnym razie ciekawa ani zajmująca rozmowa, ot, facet chciał po prostu pogadać. Dopiero przed mieszkaniem domyślnie zaginionej sire (bo nie było pewności, czy żyje czy nie) zamilkł. Otworzył drzwi i zawołał głośno najpierw po nazwisku, a dopiero potem po imieniu.
- Pani Brassington? Templeton, ochrona! Pani Monique, to ja, James! Wchodzę! Towarzyszy mi doktor Murray! - bezskutecznie wzywał lokatorki i, po części, swojej pracodawczyni. Wszyscy mieszkańcy składali się w czynszu na pensje dla ochrony. Wszyscy byli klientami i szefami zarazem, dlatego gdy Templeton nie usłyszał odzewu, spojrzał niepewnie na towarzyszącego mu "lekarza". Mieszkania było ciche, puste, pogrążone w ciemności. Przez otwarto okno zrobił się przeciąg i stary ochroniarz chuchnął w dłonie, po czym zrobił krok do przodu.
Korytarz wejściowy był długi, ale i dość wąski, do tego obwieszony obrazami i fotografiami przedstawiającymi większość miast w kraju. Ściany miały jasny, miły dla oka odcień przybrudzonej bieli, złamany pasami mocnej, wyrazistej szarości. Podłogę pokrywały malutkie ozdobne kafelki, ułatwiające utrzymanie porządku. Drzwi po lewej stronie najpewniej prowadziły do toalety, łazienki i garderoby; te po prawej do kuchni, salonu i sypialni. Prawie każde drzwi, z sękatego, dębowego drewna z wstawionymi kawałkami mlecznego szkła, były zamknięte. Jedynie te prowadzące do salonu były szeroko otwarte.
- No, zimno tu jak w psiarni. - podsumował Templeton, rozglądając się za otwartym oknem. Gdy zorientował się, skąd nadciąga zimne powietrze, spojrzał wymownie na Josha. Spodziewał się najgorszego.
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#22
Gdy tylko staruszek zawiesił głos, doktor Murray upuścił walizeczkę i natychmiast podbiegł do okna. Wyjrzał przez nie, jakby spodziewał się ujrzeć zwłok, choć tak naprawdę sprawdził czy śnieg zakrył już jego ślady. Z takiej wysokości, bez Dyscypliny zaostrzającej zmysły, niewiele mógł zobaczyć przy tak gęstych opadach. Jedyne, co mógł dostrzec, to była dziura jaka powstała, gdy spadł przy próbie wspinaczki. Jeśli takie opady utrzymają się do rana, to nawet ten ślad zostanie ukryty i zatarty,

-Monique? Tu doktor Murray, gdzie jesteś?-zawołał mocnym głosem, po czym ruszył po mieszkaniu, szukając poszlak i wskazówek. Nie mógł sobie na wiele pozwolić, mając przy boku ochroniarza, który nawet w kleszczach Zachwytu mógłby zacząć coś podejrzewać. Dlatego na razie Hunter, odgrywając szczerze zaniepokojonego lekarza, chodził od pokoju po pokoju i szybko rozglądał się w poszukiwaniu najdrobniejszego nawet śladu.

Na kasecie nie widać było, by drzwi się otwierały odkąd Monique je zamknęła. Otwarte okno nie musiało być wejściem dla włamywacza, mogło być wyjściem dla napastnika lub porywacza-jego myśli pędziły, kiedy robił obchód mieszkania. Może Brassington gdzieś tutaj leży, jako kopczyk popiołów, a jej zabójca wyszedł tą drogą, którą ja chciałem wejść?-to akurat byłoby łatwo ustalić, wystarczyło tylko dobrze przyjrzeć się podłogom, by natrafić na potrzebne dowody. Równie dobrze jednak, Brassington mogła wylecieć przez to okno i wylądować na ziemi w gorszym ode mnie stanie. Wciąż jednak, taki upadek by ją nie zabił, a porywacz mógłby otoczony niewidzialnością zabrać ją ze sobą. Josh nasłuchał się licznych opowieści o mocach Nosferatu i jeśli nawet połowa z nich była prawdziwa, to uczynienie porywanej kobiety niewidzialną nie było najtrudniejszą ze znanych im sztuczek. Zresztą, jest to Dyscyplina znana nie tylko Nosferom-dodał, rozważając każdą opcję.

Latając po mieszkaniu, o niezłym bądź co bądź metrażu, cały czas miał oko na starego człowieka. Na razie oszołomiony dziadek, będąc pod wpływem Dyscypliny, pozostawił całą inicjatywę po stronie Spokrewnionego. Rozejrzyj się dokładnie, kurs po całym mieszkaniu, ale nie otwieraj żadnych książek i nie przeglądaj papierów, to byłoby zbyt podejrzane-pouczył sam siebie. Myślał już o telefonie, który będzie musiał wykonać. Gdy tylko dziadek będzie chciał wyjść i zejść do stróżówki lub zadzwonić na policję, Hunter będzie musiał go przejąć. Obyś był pod telefonem, Jethro-rzucił w myślach, kończąc wstępne przeszukiwanie mieszkania numer siedem.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#23
Cisza, przerywana tylko wyciem wiatru.
Joshua Hunter, Ventrue, doskonale odgrywał rolę lekarza zaniepokojonego o stan zdrowie pacjentki. W panice podbiegł do okna, zostawiając nieco oszołomionego pracownica ochrony 12th Ave Arts; jednocześnie starał się jak tylko mógł, by dostrzec kupkę popiołu, oznaczającą Ostateczną Śmierć. Na całe szczęście nic takiego nie dostrzegł, zarówno na korytarzu, jak i w eleganckim i wytwornym salonie. Na parapecie i podłodze przy oknie zebrało się już trochę śniegu; na najbliższych meblach widać było ciemne plamy roztopionych płatków.
Strony gazety leżącej na niskim, czarnym jak noc stoliku poruszały się w podmuchach zimnego wiatru. Wystarczył rzut oka, by zauważyć zakreślone długopisem ogłoszenia o koncertach różnych zespołów. Wysoka i wąska szklanka stała obok, z resztą jakiegoś ciemnego, czerwonego płynu, wyglądającego jak trochę gęstsze niż zazwyczaj wino, albo jak zgęstniały sok pomidorowy. Dla Huntera była to krew, słodka vitae, prawdziwy nektar. Dla Templetona wino lub wspomniany sok. Nic, co mogłoby budzić jego niepokój.
- No, nie wyleciała przez okno, to jest pewne jak śnieg w zimie. - stwierdził nieznacznie tylko uspokojony sześćdziesięciolatek, wyglądający przez okno chwilę po tym, jak wychylił się Joshua. Nie zwrócił uwagi na wgłębienie w białym puchu, wytworzone przez spadające z wysokości trzeciego piętra martwe ciało wampira. Albo padający bez przerwy śnieg tak dobrze zasypał tę dziurę, albo płynąca z krwi moc Dyscypliny naprawdę tak mocno go oszołomiona; nie miało to jednak teraz wielkiego znaczenia. Trzeba było odkryć, co się stało z Brassington.
Nie przeszkadzał też lekarzowi w rozpaczliwych poszukiwaniach pacjentki.
Sam oczywiście zajął się dokładnymi oględzinami salonu, bo otwarte okno naprawdę go niepokoiło - dzięki temu jednak Josh mógł względnie spokojnie rozejrzeć się i kontynuować swoje śledztwo. Nie znalazł nic w toalecie i łazience (nie licząc rzecz jasna opakowania prezerwatyw Trojan w wersji Magnum). Sypialnię w znacznej mierze zajmowało jedno, ogromne łoże, z jedną tylko poduszką i ciemnym, cienkim kocem. Okna były zamknięte i zasłonięte grubymi i bardzo ciężkimi zasłonami, za którymi kryły się równie ciemne i masywne rolety. W garderobie wisiały w równych odstępach komplety kobiecych ubrań wysokiej klasy oraz ilość obuwia, od której mogło się zakręcić w głowie.
- No, panie doktorze, chyba będę musiał wezwać policję. - odezwał się nagle Templeton, wychodząc z salonu. - Coś mi tu śmierdzi, ale nie wiem co jeszcze. - dodał cicho. Kuchnia, którą obecnie sprawdzał Joshua, była sterylna, jak należało się spodziewać po wampirzycy. W zlewie stała pusta i czysta, wysoka szklanka oraz resztki spalonej kartki papieru, a na blacie obok widniało pudełeczko zapałek z logo klubu Urban Nite.
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#24
Brak popiołów był na pewno pocieszeniem, choć bardziej egoistyczna strona Huntera była niezadowolona, że wciąż musiał szukać wampirzycy. Mieszkanie Brassington było urządzone minimalistycznie, pozbawione zbędnych produktów i gadżetów, bez których żyjący ludzie nie mogliby żyć. To działało na korzyść Josha, który nie musiał przeczesywać każdego pokoju centymetr po centymetrze, ale na pewno wywołałoby parę pytań wśród bardziej dogłębnych śledczych. Szklanka wypełniona krwią była w tym momencie największą wskazówką do prawdziwej natury właścicielki mieszkania i przez to największym zagrożeniem dla Maskarady Trzeba będzie się jej jakoś pozbyć, zanim tutaj gliniarze wejdą-pomyślał sobie, słysząc słowa starego człowieka, gdy wślizgnął się do kuchni. Już chciał coś odpowiedzieć, jakoś powstrzymać czy uspokoić ochroniarza, gdy nagle zauważył zawartość zlewu. Monique pilnowała porządku u siebie w domu, a jednak pozostawiła szkło z krwią?-zaczął się zastanawiać. -Może została porwana, zanim zdążyła odnieść brudną szklankę do kuchni, a może należała ona do jej niewidzialnego gościa? Zerknął i widząc, że dziadek rozglądał się jeszcze po mieszkaniu z żywym zaniepokojeniem, ukradł szybko ocalały kawałek papieru i zapałki z blatu. Uśmiechnął się pod nosem, gdy przypomniał sobie, że chciał tej nocy zajrzeć na Urban Nite. Teraz pojawił się konkretny powód, dla którego musiał tam zajrzeć, choć nie była to może najlepsza poszlaka, na którą mógł liczyć.

Wyjrzał z kuchni, poprawiając włosy jakby były zroszone nerwowym potem i wziął głęboki oddech, jakby chciał się uspokoić. -Policja? Tak, ma pan rację, trzeba jak najszybciej zawiadomić policję-stwierdził kategorycznie, po czym wyciągnął telefon. Na szczęście miał numer Jethro zapisany już w telefonie, przez co mógł do niego wykręcić dwoma-trzema kliknięciami. Templeton spojrzał na niego z lekką konsternacją, bo jego szkolenie nakazywało mu samemu zgłosić ten problem, a nie polegać na znajomych lokatorów. Skoro jednak "doktor Murray" zajął się tą sprawą, ochroniarz jeszcze raz rozejrzał się po mieszkaniu i po raz kolejny zerknął przez okno, tak na wszelki wypadek.

Gdyby jeszcze biło, serce Huntera przyspieszyłoby teraz co najmniej dwukrotnie, gdy tak nasłuchiwał sygnału wydzwanianej rozmowy. Co jeśli O'Connel był w tym momencie zajęty i nie mógł odebrać? Czy wampir miał poczekać na włączenie się poczty głosowej i nagrać się, w nadziei że ghoul-gliniarz zareaguje jeszcze tej nocy? Templeton nie będzie czekał całej nocy przecież, aż policja łaskawie się zjawi, na pewno w pewnym momencie sam przedzwoni i dowie się o braku oficjalnego zgłoszenia. Nawet teraz, będąc wciąż pod działaniem Zachwytu i wierząc, że doktor Murray to świetny facet mógłby się zdziwić, czemu psycholog tak długo musiał czekać na odpowiedź z numeru alarrmowego.

Pierwsze obawy Huntera momentalnie wyparowały, gdy wreszcie usłyszał sygnał odebranego połączenia i usłyszał znajomy głos O'Connela, który pełnym niezadowolenia "Halo" dał nieumarłemu wyraźny sygnał, że ma się streszczać.

-Dobry wieczór, Brian Murray z tej strony-rzucił głośno i wyraźnie, żeby Templeton go usłyszał. -Dzwonię z 12th Avenue Arts, żeby zgłosić zaginięcie mojej pacjentki, pani Monique Brassington-Jethro na pewno miał sto pytań, o czym też Hunter pierdzielił, ale Josh cały czas gadał jak poddenerwowany lekarz-Pani Brassington nie ma w mieszkaniu i wygląda na to, jakby ktoś tutaj się włamał, to jest mieszkanie numer siedem na ostatnim piętrze w Arts. Proszę jak najszybciej przysłać radiowóz, będziemy razem z ochroną na Państwo czekać-rzucił, mając nadzieję, że Jethro pojmie powagę sytuacji i będzie mógł się tutaj zjawić. Czekał na odpowiedź O'Connela, zastanawiając się już, co mógłby zrobić jeśli ten się nie pojawi.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#25
Joshua nie był detektywem, ale wiedział dość dużo i potrafił naprawdę szybko kojarzyć fakty. To, co zauważył w mieszkaniu Brassington zdawało się potwierdzać teorię, że ktoś niewidoczny dla kamery ją odwiedził, coś jej zrobił i razem uciekli przez okno. Jedyny dowód tej wizyty to szklanka z winem/sokiem pomidorowym/krwią (niepotrzebne skreślić) oraz resztki papieru i zapałki.
Pracownik ochrony chciał chyba nawet zaprotestować, powiedzieć, że to on musi wezwać policję, ale gdy tylko usłyszał co mówi doktor Murray, złagodniał.
I, na całe szczęście, powrócił do oględzin salonu, okna wychodzącego na podwórze oraz na samym końcu już, drzwi wejściowych. Hunter został sam. Kartka, którą ktoś starał się spalić, była odręczną notatką. Chaotyczny, paskudny charakter pisma wskazywał, że była spisana w pośpiechu. Równie szybko ktoś chciał się jej pozbyć i niemalże to się udało - Joshua po naprawdę sporym wysiłku mógł dostrzec tam tylko nic nie znaczące fragmenty słów, zbyt trudne do odszyfrowania oraz zbitki liter MF, UN, SL oraz GH.
Jethro O'Connel - śmiertelnik tak mocno związany z mrocznym i niebezpiecznym światem, że praktycznie stanowił jego część. Nie był jak reszta bydła, głupia i nieświadoma tego, co się czai w mroku; był spętany więzami krwi, jak niewolnik. Ale był przydatny. Bardzo, bardzo przydatny i teraz Josh po raz kolejny się o tym przekonał - Jethro był zajęty, to prawda, ale obiecał się zająć tą sprawą jak najszybciej. Nadmienił jednakże, że sam nie będzie w stanie brać w tym udziału, ale przyśle kogoś, komu będzie można wcisnąć dowolny kit.
To chyba nawet lepsze wyjście, niż próby przekonania ważniaków czy zatwardziałych gliniarzy, zwłaszcza tej przeklętej, feralnej nocy. Bo na każdego Templetona, uśmiechającego się teraz szeroko i wzdychającego z ulgą, przypadał też przynajmniej jeden Ben. Młody, upierdliwy, podejrzliwy, szukający okazji by się do czegoś przypieprzyć. Byli to jednak śmiertelnicy. Ludzie, wykorzystywali przez nieumarłych od początku swego istnienia.
- No, panie doktorze. - zaczął Templeton, wracając do wampira z kolejnego już obchodu. - Jako przedstawiciel Fortress Security będę musiał to zgłosić i wspólnie wystąpimy w roli świadków. Przepisy takie. - wzruszył ramionami, wyraźnie zasmucony, że będzie musiał tak zachowywać się w stosunku do Josha. Zachwyt, jaki wywołał w nim Ventrue, ciągle działał. I to jak działał!
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#26
Słysząc słowa śmiertelnego "doktor Murray" pokiwał żarliwie głową-Ma pan świętą rację, musimy wystąpić w roli świadków, jeśli chcemy wyjaśnić to przedziwne zaginięcie. Nie uśmiechało mu się czekać na przyjazd radiowozu, musiał jednak wykazać cierpliwość i spełnić wszystkie wymagane procedury, aby nie wzbudzać dodatkowych podejrzeń. -Widział pan sypialnię pani Brassington, w jakim jest stanie?- spytał strażnika, który wciąż będąc podatny na sugestie, poszedł sprawdzić o co doktorowi mogło chodzić. Korzystając z nieuwagi człowieka, Hunter szybko porwał szklankę z resztką krwi i wyrzucił ją przez okno, zanim dołączył do człowieka. O tej godzinie, przy takiej zadymce, była spora szansa że nikt nie zwróci uwagę na stłuczone szkło. Lepiej, żeby ta krew była a podwórku, przysypana razem ze szkłem śniegiem, niż stała tutaj gdy policja tutaj zajrzy-pomyślał sobie Hunter, wślizgując się do sypialni Monique.

-Zauważył pan? Pościelone tak idealnie, jakby świeżo wyprasowana pościel została rozłożona-zwrócił uwagę strażnika na nienagannie rozesłane łóżko zaginionej, żeby zalać go dodatkowymi informacjami i bodźcami. Im więcej szczegółów wskazanych przez Huntera zapamięta, tym więcej detali zapomni-na przykład tą felerną szklankę. -Pani Brassington wykazywała silną potrzebę perfekcji, to rzecz oczywista, ale wygląda na to, że nie kładła się do łóżka co najmniej odkąd weszła wczoraj do mieszkania. Brak snu w jej stanie strasznie pogarsza objawy-rzucił zaniepokojonym głosem, po czym się zauważalnie wzdrygnął. -Boże, jest coraz chłodniej-rzucił, okrywając się mocniej płaszczem-nie możemy zamknąć okna, tak? Mamy nic do przyjazdu policji nie ruszać, prawda?-podpytał niepewnym głosem Templetona. Gdy ten kiwnął głową, "Murray" przytaknął po czym dodał-W takim razie powinniśmy zamknąć na razie to mieszkanie i poczekamy na policję na dole, dobrze?-zapytał proszącym tonem, po czym razem ze starym człowiekiem wyszli i zjechali na dół.

Jazda windą na dół przebiegła w ciszy, kiedy obaj panowie, i żyjący i martwy myśleli o zaginionej Brassington. Dziadek z ochrony martwił się oczywiście o zagubioną kobietę, ale też był poddenerwowany wizją rozmowy z policją i bał się już pewnie rozmowy ze swoimi pracodawcami, gdy ci dowiedzą się o całej sytuacji. Sam Hunter myślami już uciekał do Urban Nite, jedynego tropu, jaki zastał w mieszkaniu Monique. Z każdą mijającą chwilą niecierpliwił się coraz bardziej, choć ukrywał to za maską zmartwionego terapeuty.

Gdy wyszli z windy, Templeton stwierdził, że pójdzie jeszcze na dół pogadać ze swoim młodszym kolegą i zaproponował Joshowi, żeby poczekał w głównym holu. Hunter, znaczy się Murray oczywiście, przystał chętnie na to i zasiadł na jednej z przygotowanych dla gości kanap. Walizeczka z narzędziami wylądowała przy kanapie, z dala od wścibskich kamer i wzroku ciekawskich. Zanim radiowóz przyjechał minęła dłuższa chwila, która coraz bardziej rozdrażniała młodego Kainitę.

Gdy funkcjonariusze już podjechali, stary Templeton wyszedł z piwnic, jakby przywołany magicznym zaklęciem. Funkcjonariusze byli dla potrzeb Huntera idealni, Jethro naprawdę świetnie ich dobrał. Obaj w średnim wieku, jeden ewidentnie żywił się jedynie w lokalach fastfoodowych, drugi kalorie czerpał pewnie tylko i wyłącznie z butelki. Obaj mieli znudzony, odległy wzrok ludzi, którzy chcieli jak najszybciej mieć robotę za sobą. Hunter odpowiadał chętnie na ich pytania, wciąż odgrywając rolę poddenerwowanego lekarza. Opowiedział o swojej "relacji" z Brassington, kobiety sukcesu, która coraz bardziej popadała w neurotyczne zachowania i w coraz większą depresję. Wyjaśnił, że brak jakiegokolwiek znaku życia ze strony jego pacjentki popchnął go do sprawdzenia jej mieszkania, bo zgodnie z jego oceną była ona w stanie sobie odebrać życie. Podał gliniarzom numer do swojej kliniki-tak naprawdę prywatny numer do jego ghoulicy Jennifer-i opisał razem ze strażnikiem Templetonem co znaleźli, gdy zajrzeli do mieszkania. Gdy pytania policjantów zaczęły być kierowane wyłącznie do strażnika, Hunter nieśmiałym tonem podpytał- Adrenalina zaczyna mi odpuszczać i coraz gorzej się czuję. Czy mają panowie do mnie jeszcze jakieś pytania czy też mogę wrócić do domu, żeby się położyć?
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts (02,14,99)

#27
Mało kto z lokatorów 12th Ave Arts wiedział tak naprawdę, co się właśnie stało.
Znakomita większość w ogóle nie zwróciła uwagi na starszego ochroniarza pełniącego dyżur w budynku i tajemniczego, trochę zagubionego faceta. Nieliczni z ciekawością przyglądali się Joshowi, ale nikt do niego nie podszedł, nie powiedział "siemasz" czy nawet "wypieprzaj". Ot, chyba każdy traktował nieumarłego jak element wyposażenia, bo w sumie to jak mieli na niego reagować? Były Walentynki, na litość! Czas zabawy!
Dopiero wizyta policji wszystko zmieniła. Niektórzy z lokatorów, powracający z nocnych imprez, na widok umundurowanych mężczyzn po prostu się przestraszyli i błyskawicznie obrócili się na piętach, wychodząc z powrotem w zimną, śnieżną noc. Ktoś wyraźnie będący pod wpływem marihuany, z lekkim uśmiechem na twarzy, po przyjacielsko podszedł do stróżów prawa i wdał się z nimi w krótką pogawędkę, po czym poszedł do windy i przez długą chwilę molestował przyciski.
Młoda, wymalowana do granic przyzwoitości dziewczyna - ta sama, którą Joshua widział swego czasu w windzie - rzucała wampirowi i gliniarzom złowrogie spojrzenia. Zwolniła wyraźnie kroku i skierowała się do klatki schodowej, ociągając się tak bardzo, jak to tylko było możliwe. Sami policjanci naprawdę zwlekali z odpowiedzią na zadane przez Huntera, ostatnie prawdziwie ważne pytanie. Choć zostali przysłani przez Jethro, to nie byli jednak "wtajemniczeni". Nie mieli tak naprawdę pojęcia, co się dzieje.
I dobrze.
- Jeszcze jedno tylko. - odparł pierwszy z nich, drapiąc się ołówkiem po policzku. - Ma pan może jakiś fest konkretny pomysł, kto mógłby tej Brassingtom zaszkodzić? - tak, źle powiedział nazwisko zaginionej, ale zarazem pociągnął rozmowę w dość nieoczekiwanym i, o zgrozo, przerażającym kierunku. Co w końcu mógłby tutaj powiedzieć Hunter? To znaczy doktor Murray? Że ktoś porwał wampirzycę? Że wbił do niej jakiś żywy trup z sekty?
K o l e j k a | 
→ Elizjum Moore
 → Sprawy Administracyjne i Fabularne
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 1620 12th Ave, 12th Ave Arts

#28
"Doktor Murray" zastanowił się poważnie nad zadanym przez policjanta pytaniem, przeszukując zakamarki swojej pamięci, po czym pokręcił przecząco głową. -Niestety, tutaj nie jestem w stanie panom pomóc, nie wiem kto mógłby jej źle życzyć-powiedział fałszywy lekarz, tylko trochę naginając prawdę. Miał oczywiście swoje podejrzenia, kto mógł odwiedzić zaginioną nieumarłą, ale na pewno nie zamierzał się tą wiedzą dzielić z żyjącymi. -Monique, Pani Brassington, nigdy nie wspominała mi o żadnych wrogich relacjach. Wszystkie jej związki, tak jak mi je opisywała, były bardzo zimne i odległe-zaczął snuć opis kobiety, której nigdy nie spotkał-zerwany kontakt z rodziną, brak bliskich znajomości, żadnych stałych związków tylko przelotne przygody. Czuła się odizolowana od świata i od ludzi, najwięcej czasu spędzała z klientami i znajomymi z pracy-widząc zamyślone potakiwanie czekającego na policjantów Templetona wiedział już, że dobrze trafił z opisem. Tak przecież można byłoby wytłumaczyć nieżycie każdego Spokrewnionego, który zawsze był obok ludzi, nigdy pośród nich.

Grubszy z gliniarzy pokiwał głową, zrobił ostatnie notatki, po czym odesłał Huntera z klasycznym-w razie pytań będziemy do pana dzwonić i w trójkę z Templetonem skierowali się do pokoju ochrony. Kainita spoglądał za nimi jeszcze przez chwilę, wciąż skryty pod maską zatroskanego lekarza, a gdy zniknęli mu z oczu wolnym krokiem podłamanego człowieka wyciągnął walizeczkę i wyszedł z Arts głównym wyjściem. Na zewnątrz nabrał nagle animuszu i oddalił się od Arts pospiesznym krokiem, myśląc nad kolejnym krokiem. Do Urban Nite jest z 8 mil drogi, czyli trzeba dorwać taksówkę, jeśli chcę przed świtem do leża zdążyć...i odnieść to gówno-pomyślał o niesionych przez siebie narzędziach. Kierując się do postoju taksówek, wyciągnął szybko telefon i zaczął pisać wiadomości.

Pierwszą wysłał do Jethro-Dzięki za pomoc, jedna z moich "krewniaczek" zaginęła z mieszkania, a zbytnie zainteresowanie policji w te sprawy może się źle skończyć. Jakby zaczęły się pojawiać problemy przy tym śledztwie, to daj mi znać, ok?

Druga wiadomość poszła do Jennifer-Jakby policja dzwoniła z pytaniem o doktora Murraya, to chodzi im o mnie, a Ty skarbie pracujesz na recepcji. Jakby mieli jakieś pytania to mogę do nich zajrzeć, ale tylko wieczorami. Wyjaśnię Ci wszystko później. Uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie tylko konsternację swojej ghoulicy. Ten dobry humor momentalnie znikł, gdy pomyślał, jak bardzo będzie się martwić i niepokoić. Zasługuje na coś więcej, zdecydowanie więcej, ale na razie muszę znaleźć Monique...lub chociaż jej prochy.

Zapakował się do pierwszej taksówki, jaka czekała na niego przy postoju, strzepując przed wejściem do środka płaty śniegu ze swojego płaszcza. Na pytanie o kierunek rzucił szybko -Do Urban Nite proszę..-po czym zawahał się na moment i dodał-ale po drodze zahaczymy najpierw do 524 na 2 nd Avenue. Musiał przed dalszym śledztwem załatwić jedną drobną rzecz.

Do Urban Nite >>>
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.
Odpowiedz

Wróć do „12th Avenue Neighborhood”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron