2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

#1
Na tej ulicy mieści się jeden z wieżowców nieszczególnie odbiegający wyglądem od pozostałych: tak samo oszklone ściany, widoczna winda i duże, główne wejście. Wewnątrz budynku stoi ogromna lada. Za nią siedzi jeden z trzech recepcjonistów, który odpowiada za przekierowywanie interesantów i pracowników oraz obserwację wizytujących. Za nim na ścianie wisi ogromna, biała tablica, na której zostały wypisane rezydujące tu firmy wedle pięter. Ainsworth Office Law mieści się na 36 piętrze.

Po wjechaniu windą i otwarciu się drzwi można ujrzeć wysoką ladę, za którą siedzi sekretarka. Młoda, dwudziesto kilkuletnia dziewczyna nie zawsze ma czas, by podnieść wzrok i spojrzeć na nowo przybyłą osobę będąc zazwyczaj zajętą rozmową telefoniczną lub dokumentacją. Za nią rozpościera się widok na obustronny korytarz wokół którego mieszczą się pomieszczenia za szklanymi drzwiami. Po prawej stronie od wejścia stoi kanapa, stolik kawowy i fotele. Po lewej zaś szafa ścienna, w której prawdopodobnie znajdują się dokumenty w segregatorach. Na środku owej szafy mieści się kilka półek, na których ustawiono kodeksy prawa. Wnętrze zostało surowo urządzone, jednak każdy przedmiot jest tutaj wart spore pieniądze - jak chociażby wspomniane kanapy wykonane z prawdziwej skóry.

Po prawej stronie znajdują się pokoje trzech najważniejszych osób w Kancelarii, prawników: Heleny Ainsworth, Benjamina Saengera i Lucy Hale. Ta pierwsza jest założycielką Kancelarii i jej zarządcą wspierającym swoich prawników. Z oczywistych względów pojawia się tutaj jedynie wieczorami. Pan Saenger z kolei jest drugą najważniejszą osobą w tym miejscu, która pilnuje, by wszystko odbywało się zgodnie z protokołami i aby polecenia rzeszy pracowników były solennie wykonywane. Jest też opiekunem praktykantów. To zazwyczaj on zajmuje się najważniejszymi sprawami w Kancelarii będąc jednym z najlepszych specjalistów od prawa finansowego. Z kolei Lucy Hale to początkujący, aczkolwiek obiecujący prawnik będący zaznajomiony głównie z prawem stanowym.

W dalszej kolejności mieszczą się boksy praktykantów. Bardzo często panuje tu rozgardiasz i hałas i każdy kto się przygląda z boku może odnieść wrażenie, że te pracujące mrówki nie wiedzą za co mają się złapać. Tak jest - w pewnym sensie - jednak nie do końca. Bardzo często jedno zadanie wymaga wykonania wielu pomniejszych czynności. Rzadko kiedy ktoś może się tutaj na spokojnie skupić na swojej pracy dlatego też większość osób jest już przyzwyczajona do ogólnego zgiełku i walających się wszędzie papierów.

Za boksami całą tylną część Kancelarii zajmuje ogromne Archiwum. To tutaj mieszczą się dokumenty poukładane w pudłach. Każdy dział posiada osobną sygnaturę, rok i miesiąc. Mieszczą się tu materiały z dawnych spraw, sprawozdania czy wszelkie dokumenty związane z pracownikami. Bardzo często bywa tu Sekretarka, ale i też niektórzy praktykanci, którzy nierzadko wnoszą i wynoszą pudła w celu znalezienia jakiegoś ważnego papieru w aktualnie prowadzonej sprawie sprzed dawnego okresu. Czasami może się zdarzyć i tak, że nieuważny aplikant postawi pudło nie tam gdzie trzeba, co wymaga nakładu pracy przy szukaniu tego właściwego.

Całą lewą stronę zajmuje sala konferencyjna. Ogromny stół mogący pomieścić kilkanaście osób wokół którego ustawiono wysokie obrotowe krzesła z metalowymi podłokietnikami. Przed każdym z miejsc znajduje się skórzana teczka A4 - w przypadku większych spotkań są one uzupełniane istotną dla spotkania dokumentacją. Na ścianie za stołem wisi ogromny obraz przedstawiający wschód słońca w dość zimnych barwach. Po drugiej stronie pod ścianą ustawiono barek wraz z kilkoma dzbanami, kieliszkami, szklanymi kubkami i filiżankami do kawy. W środku zawsze stoi też przynajmniej kilka butelek wody i dwie drogiego, wytrawnego wina oraz butelka single malta.

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

#2
| z Rozmowy telefoniczne

Tej nocy nie bez powodu zdecydowała się zabrać taksówką. W drodze zapaliła światełko przy tylnym siedzeniu pasażera i wyjęła umowę, która podpisał Joseph. Zaczęła ją uważnie czytać jednocześnie przypominając sobie wspomniane w niej sprawy i precedensy. Najpewniej nie wszystkie pamiętała, dlatego też te nieznane oznaczyła delikatnie piórem, by wiedzieć gdzie się znajdują i później móc szybko do nich wrócić. Chciała przede wszystkim poznać sedno umowy, jaką zawarł jej Ghul i to, w czym tak naprawdę miało to pomóc Talaris. Druga najważniejsza rzecz to honorarium dla Jasona Andersona Juniora. Oraz to, czy hotel był teraz z nim jakoś związany. Prawnicy byli cwani i wykorzystywali każdą okazję, by kogoś wyżyłować. Delarosa mógł być nawet nieświadomy czegoś takiego.
Nawet nie patrzyła na drogę zostawiając myślenie nad trasą i bezpieczną jazdą taksówkarzowi, który zresztą był odpowiedzialny za komfort podróży. Nie zamierzała się przejmować tak trywialnymi rzeczami, ani irytować drobnymi... Błędami. Dopiero gdy dojeżdżali nakazała mężczyźnie zatrzymać się tuż przed wieżowcem, zapłaciła mu wymaganą kwotę i wyszła, pospiesznie kierując się do wejścia. Tam z kolei przywitała się z recepcjonistą, a następnie udała do bramki wyjmując swoją kartę wstępu. Jako pracownik nie musiała niczego podpisywać. Znalazłszy się w windzie otrzepała i rozpięła swój płaszcz, ale jeszcze go nie zdjęła. Po wjechaniu na trzydzieste szóste piętro od razu znalazła się we własnej Kancelarii.
Nie zatrzymywała się. Nawet nie spojrzała na recepcjonistkę od razu kierując swoje kroki do własnego gabinetu. Tam powiesiła płaszcz i postawiła teczkę obok biurka. Usiadła na chwilę, by przejrzeć dokumenty, które znalazły się na blacie. Nie było jej tu kilka dni, a niektóre rzeczy wymagały jej podpisu lub uwagi, więc pospiesznie się z nimi zapoznała, posegregowała i wyszła.
Zapukała do drzwi gabinetu Saengera..
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
14.02.1999 r.
"Tej nocy miała na sobie kremowy płaszcz, a pod nim czarną marynarkę oraz tego samego koloru koszulę wykonaną z luźnego poliestru. Do tego bordowe spodnie typu pegged podkreślające jej talię. Czarne, lakierowane szpilki oraz skórzana, prostokątna torebka pozbawiona jakichkolwiek ozdób dodawały jej zewnętrznemu wyglądowi klasy. Ciemnobrązowe włosy spięła w ciasny kok, a w uszy wsunęła rubinowe kolczyki. Na prawą rękę założyła bransoletkę z rubinami do kompletu. Jedyna część biżuterii, mogąca wzbudzić wrażenie niedopasowania, to srebrny pierścień rodowy linii krwi będący na małym palcu lewej ręki."

+ ekwipunek

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm 02,15,99

#3
Kierowca taksówki z początku próbował jeszcze zagadać Ainsworth, ale gdy zauważył, jak ta zaczyna czytać jakieś papiery, dał sobie spokój. Włączył więc radio, nie za głośno oczywiście by nie przeszkadzać pasażerce i skupił się na drodze. Warunki nie były idealne, a padający śnieg naprawdę utrudniał wykonywanie wszelkich poważniejszych manewrów, Podróż trwała więc dość długo, choć ulice w większości były puste lub prawie puste. Najczęstszym widokiem były pługi śnieżne i wozy straży pożarnej, spieszącej ratować ludzi którzy utknęli tu czy tam.
Umowa była bardziej niż korzystna dla Talaris. W wielkim - bardzo wielkim - skrócie Anderson szukał po prostu miejsca, gdzie mógłby się spotykać z ważniejszymi klientami, a przy tym obie strony (i on, i w gruncie rzeczy Helena oraz Delarosa) mogli odnieść naprawdę wymierne korzyści finansowe związane z podatkowymi ulgami. Biuro tegoż prawnika, jeśli w ogóle tak można to było nazwać, nie do końca pasowało do tego co można było uznać za normalną kancelarię. Zwłaszcza biorąc od uwagę jego alkoholowe skłonności, niestety.
Co więcej, ten alkoholik o ogromnym, prawniczym talencie zdołał wygrzebać naprawdę sporo spraw, zakończonych w wyjątkowo dogodny sposób dla każdej ze stron, a większość wymienionych przez niego paragrafów i artykułów dotyczyła po prostu kwestii finansowych. Można więc śmiało powiedzieć, że tylko głupiec by z tego nie skorzystał; nagle stało się też jasne, że Delarosa poświęcił się dla pieniędzy. W zamiana za ogromnego kaca zgodził się na finansowe powodzenie Talaris oraz nieznaczne podniesienie renomy tegoż miejsca.
I dodatkowe, nieopodatkowane procenty z każdej sprawy, jaką weźmie Anderson.
Cała wędrówka do kancelarii również nie obfitowała w żadne szczególnie interesujące wydarzenia. Dopiero gdy Markiza dotarła do drzwi gabinetu Beniamina i zapukała do nich, usłyszała stłumione, burkliwe przekleństwo i szybkie, nerwowe wręcz kroki. Zgrzytnął zamek w drzwiach - Saenger naprawdę zamknął drzwi na klucz! - a gdy te zostały uchylone, wampirzyca ujrzała naprawdę wkurzoną twarz prawnika. Widok nieumarłej trochę ułaskawił oblicze mężczyzny, ale nie na tyle, by można się było rozluźnić. Otworzył jednak drzwi szerzej, w niemym geście zapraszając Helenę do środka. Szybko też wrócił za swe biurko, do czytania naprawdę sporej ilości dokumentów.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

#4
Helenie zaś nie przeszkadzała długa podróż. Była świadoma stanu na drogach i pogody, która w żaden sposób nie ułatwiała jazdy. Dlatego też nie miała do kierowcy żadnych pretensji. Nie przeszkadzało jej również radio, którego tak właściwie prawie nie słyszała - lub jej umysł po prostu nie zwracał na nie uwagi - bezsprzecznie zagłębiwszy się w lekturze. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że dokonana przez Josepha transakcja, umowa, którą podpisał, była wyjątkowo korzystna. Uśmiechnęła się w myślach i będąc już spokojną, odłożyła dokumenty do teczki. Jeszcze tej nocy planowała mu ją oddać nie mając względem niej żadnych obiekcji. A nieopodatkowane procenty? Cóż, coś za coś. To była niewielka kwota za to, co udało mu się uzyskać. Była zadowolona ze swojego Ghula.
Co innego jednak w przypadku Beniamina. Nie zareagowała w żaden sposób na jego burkliwe zachowanie. Nie skomentowała przekleństwa. To nie było w jej stylu. Czasami możnaby pomyśleć, że znosiła wszystkie obelgi i poniżenia w ciszy tak, jakby je akceptowała. Nic bardziej mylnego. Zamknęła za nimi szklane drzwi. Spokojnie, bez jakiegokolwiek gestu czy słów świadczących o tym, że nie podoba jej się taka postawa. Bo nie podobała. Niespiesznie, jakby leniwie usiadła na krześle naprzeciwko jego biurka i wbiła weń spojrzenie unosząc lekko głowę ku górze. Niczego nie powiedziała. Na nic nie zwróciła uwagi.
Takie bezsłowne, sztywne zachowanie samo w sobie było irytujące. Nawet bardziej.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
14.02.1999 r.
"Tej nocy miała na sobie kremowy płaszcz, a pod nim czarną marynarkę oraz tego samego koloru koszulę wykonaną z luźnego poliestru. Do tego bordowe spodnie typu pegged podkreślające jej talię. Czarne, lakierowane szpilki oraz skórzana, prostokątna torebka pozbawiona jakichkolwiek ozdób dodawały jej zewnętrznemu wyglądowi klasy. Ciemnobrązowe włosy spięła w ciasny kok, a w uszy wsunęła rubinowe kolczyki. Na prawą rękę założyła bransoletkę z rubinami do kompletu. Jedyna część biżuterii, mogąca wzbudzić wrażenie niedopasowania, to srebrny pierścień rodowy linii krwi będący na małym palcu lewej ręki."

+ ekwipunek

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm 02,15,99

#5
Obie osoby, stojące po obu stronach życia i śmierci, przez kilka niemiłosiernie długich chwil uparcie ignorowały swą obecność. W biurze panowała więc przejmująca cisza, przerywana z rzadka skrzypieniem długopisu na papierze, czy stukotem klawiszy komputerowej klawiatury. Klikanie myszką było jeszcze rzadsze, bo Beniamin po prostu przygotował kolejne z pism, zapoznawał się z innymi, spisywał swoje notatki i tak dalej, i tak dalej. Praca prawnika nie była łatwa ani przyjemne i w gruncie rzeczy polegała właśnie na czymś takim.
Helena zresztą doskonale o tym wiedziała, ale obserwowanie tej pracy niejako z zewnątrz, z drugiej strony biurka, w miarę upływu czasu nie było przyjemne.
Było nawet męczące, dlatego niemalże po dziesięciu minutach długopis został odłożony na miejsce. Beniamin zebrał wszystko porozkładane na biurku papiery i dokumenty, ułożył je w mniej więcej równy stosik i kliknął myszką parę razy, zapisując i drukując kolejne pismo. Drukarka, mieszcząca się na niewysokim podeście pod biurkiem, z głośnym zgrzytem ożyła i zaczęła wypluwać z siebie urzędowe i prawnicze, bełkotliwe dla przeciętnego Amerykanina teksty.

- Klientem jest pan Alfred Mannen jego żona, Judy. Dziesiątego lutego doszło do wypadku w Duwamish Metal Fab, w wyniku którego pan Mannen stracił lewą rękę powyżej łokcia. Przeżył, gdyż jego koledzy zdołali wyłączyć maszynę i wbrew zdrowemu rozsądkowi nie odciągnęli go od niej, tylko poczekali na przybycie pogotowia. Właściciel DMF, pan Robert M. Bates, zwolnił pana Mannena, wręczył mu ostatnią wypłatę równą stu dwudziestu procentom zwyczajowej pensji brutto i wystosował oskarżenie w związku ze stratami, jakie poniósł jego zakład, bo, jak już wspominałem, wszelkie ubezpieczenie było wykupione tylko na pana Bates'a, jego zastępcę oraz jednego z brygadzistów. - mówił powoli, trochę tylko rozgoryczony, że musiał wszystko opowiadać.
Dlatego też podsunął Helenie świeżo wydrukowany stos pół tuzina kartek formatu a4, w których dokładnie, z wyszczególnieniem bardzo wielu artykułów i paragrafów, opisał co może grozić firmie, co się dokładnie stało poszkodowanemu i jak długo ta sprawa się będzie ciągnęła. Formalny język był surowy, zimny i bezosobowy, pełen dosadnych opisów tego, co się stało podczas wypadku i co się może teraz stać.
- Rano wysyłam listy do Medicare i Medicaid. Do wieczora będę siedział na policji i w szpitalu, a wieczorem planuję złożyć wizytę w Duwamish Metal Fab. - dodał, dzieląc się swoimi planami które wydawały się być śmiertelnie nudne. Dla kogoś, kto znał się na prawie i po prostu cieszył się prawniczym życiem, coś takiego było jednak jak spełnienie marzeń. Walka o prawa pracownika z gburowatym, niedbającym o nic szefem? Toż to może być wielka sprawa!
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

#6
Och, nie, nie. Helena nie ignorowała obecności Beniamina. Absolutnie. Przyglądała się jego pracy, poczynaniom, zachowaniu, mowie ciała. Obserwowała go przez te długie chwile tak, jakby był idealnym okazem do obserwacji ludzkich zachowań. Nie miała nic przeciwko dokończeniu przez niego składaniu dokumentów. Kultura jednakże nakazywała mu przynajmniej poproszenie o to. Lub przerwanie na chwilę, kiedy miało się gościa. A Saenger nie był względem niej wyżej w hierarchii, by pozwalać sobie na takie zachowania.
— Ubezpieczenie to nic w przypadku niedotrzymania odpowiednich warunków pracowniczych. — Stwierdziła po wysłuchaniu jego przemówienia. Doskonale wiedziała jak się teraz czuje. Sama była niegdyś na jego miejscu szukając właśnie tak podobnie trudnych, a jednocześnie łatwych spraw. Rozgoryczenie dostrzegła, choć zachowała się tak, jakby nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Zupełnie jakby cale to spotkanie było czymś mechanicznym. Wzięła od niego dokumenty, w których wszystko zapisał. Na jej wargach nie pojawił się nawet uśmiech. — Pisemne przedstawianie im konsekwencji jest głupotą, Beniamin. Brzmi to tak, jakbyś dokładnie wiedział jak zadecyduje ława przysięgłych. — Czytała dalej, kartkując dokumenty. Nie czytała wszystkiego dokładnie, ale z wykorzystaniem swoich zalet mogła skutecznie przejrzeć to wszystko pobieżnie i wiedzieć o co mniej więcej chodzi. — Nie wiesz też, jak długo będzie się ciągnąć sprawa. To zależy od Sędziego. I od tego czy pójdziecie na ugodę. — Co Sędzia, to inny charakter i podejście. A mógł mu się trafić ktoś, kto chociażby go nie lubił ze względu na żydowską krew i będzie mu utrudniać. Albo taki, któremu trzeba będzie podawać wszystko na papierze. Dlatego to było ważne. Sędzia wiele mówił o tym, jak prawdopodobnie może przebiec sprawa. I czego nie robić na sali sądowej. Albo co robić.
— W porządku. — Powiedziała tylko. Sucho. Bezemocjonalnie. Tak, jakby przyjmowała fakt, który nie ma dla niej znaczenia. Odłożyła na biurko plik dokumentów, układając go. Lubiła symetrię. Spojrzała na swojego Ghula. Wlepiła swe szare tęczówki w jego oczy przyglądając mu się przez chwilę i ani na chwilę nie pozwalając Bieniaminowi spuścić wzroku. A potem oparła ręce o podłokietniki i złożyła palce.
— Chcę, byś mi załatwił maklera. Najlepszego jak tylko możesz. Na początek dam pięć tysiący dolarów oczekując co najmniej podwojenia tej kwoty. W ciągu kolejnych miesięcy zaś dalszego pomnażania tejże.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
14.02.1999 r.
"Tej nocy miała na sobie kremowy płaszcz, a pod nim czarną marynarkę oraz tego samego koloru koszulę wykonaną z luźnego poliestru. Do tego bordowe spodnie typu pegged podkreślające jej talię. Czarne, lakierowane szpilki oraz skórzana, prostokątna torebka pozbawiona jakichkolwiek ozdób dodawały jej zewnętrznemu wyglądowi klasy. Ciemnobrązowe włosy spięła w ciasny kok, a w uszy wsunęła rubinowe kolczyki. Na prawą rękę założyła bransoletkę z rubinami do kompletu. Jedyna część biżuterii, mogąca wzbudzić wrażenie niedopasowania, to srebrny pierścień rodowy linii krwi będący na małym palcu lewej ręki."

+ ekwipunek

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm 02,15,99

#7
Siedział bez ruchu, wpatrzony w wampirzycę. Nie odpowiadał, nie przerywał. tylko trwał w miejscu, patrząc uważnie na Helenę. Chłonął każde jej słowo, ale widać było po jego spojrzeniu, że nie do końca się zgadza z jej słowami. A mówiąc dokładniej, to prezentował zupełnie inny punkt widzenia. Dokumenty, które przeglądała właśnie wampirzyca, tylko to potwierdzały. Ben zamierzał się skupić przede wszystkim na odwróceniu sytuacji. Jego klient był ofiarą, to prawda, należało mu się gigantyczne odszkodowanie, ale Duwamish Metal wedle tych papierów to przestępcy, których trzeba skazać, a ich majątek sprzedać i oddać potrzebującym (czyli klientowi, panu Alfredowi i jego żonie).
- Od czego są precedensy? - wzruszył ramionami. - To łatwa sprawa. - dodał, zanim Helena wydała mu polecenie. Znał się na prawie i pewnie już miał przygotowaną jakąś ciętą ripostę, czy przedstawienie długiej, zawiłej listy wspomnianych już precedensów, mocnych i słabych stron całej tej sytuacji i choler jedna wie co jeszcze. Kiedy jednak Ainsworth powiedziała mu, że potrzebuje maklera, na twarzy mężczyzny pojawiła się prawdziwa konsternacja. Znalezienie maklera nie było rzeczą trudną, jednakże znalezienie maklera, który był jednym z lepszych lub wręcz najlepszym było znacznie cięższe i wymagające.
- Gadney i Brown? - zapytał niepewnie, tak, jakby sam nie był do końca przekonany wypowiadając te dwa nazwiska. W Seattle nie było aż tak wielu maklerów, jak w dowolnej metropolii. Większość ludzi w tym mieście to albo fachowcy różnej maści albo amatorscy lub profesjonalni artyści wszelkiego rodzaju. Saenger zrobi co w jego mocy, by zadowolić wampirzycę. Nie miał innego wyjścia, był od niej uzależniony w stopniu dalece wykraczającym poza sympatię, czy nawet i miłość.
Więzi krwi miały ogromną moc.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

#8
Helena, tak jak zawsze, nie okazała mu żadnych emocji. Żadnego uśmiechu czy spojrzenia wskazującego na personalny odbiór jego zachowania. Miał wszelkie prawo do odmiennego zdania. Była zgodna co do tego, że jego klientowi należało się odszkodowanie. Nie zatrudniłaby go jednak wiedząc, że Beniamin jest zbyt uparty, by zrozumieć pewne rzeczy. By widzieć, że nie można sobie pozwolić na lekceważenie wroga i nadzieję na łut szczęścia.
Ainsworth przechyliła głowę na bok słysząc jego słowa. Gdyby była Travisem czy Ralphem, Saeger w tym momencie najpewniej wyleciałby z tego gabinetu jeszcze zanim zdążyłby zająć się tą sprawą, a Palestra już nigdy nie udzieliłaby mu zgody na wykonywanie zawodu. Była jednak Heleną. Mimo wszystko młodym Spokrewnionym, Neonatą, który musiał pokazać, że umie odpowiednio zadbać o swoich Ghuli.
— Czy jesteś na tyle poważanym prawnikiem, by sądzić, że możesz ustanowić precedens? — Patrzyła mu prosto w oczy. Była tak śmiertelnie poważna, jak można było być w jej przypadku. A mimo to, nie zacisnęła pięści. Jej powieki nie zadrżały. Usta nie zdradziły żadnego uniesienia. — Zatrudniłam Beniamina, nie jego marny substytut sądzący, że jest niezwyciężony. Zatrudniłam kogoś, kto wiedział, że żadna sprawa nie jest łatwa. Wyprowadź mnie z błędu, jeśli się pomyliłam. — Helena dawała mu w tym momencie szansę. Jeśli wiedział czym jest związanie z nią krwią, jeśli chciał jeszcze coś osiągnąć w swoim życiu, to wiedziała co odpowie. Jeśli jednak nie…
Jego odpowiedź w kwestii maklera w normalnych okolicznościach by ją teatralnie chociaż zdziwiła. Będąc wśród ludzi, wśród osób postronnych i nie mających pojęcia o tym mrocznym świecie, okazałaby imitację tego odczucia. Teraz jednak po prostu patrzyła na swojego Ghula beznamiętnym, pozbawionym jakichkolwiek uczuć, spojrzeniem. Nie było w nim oceniania. Nie było nagany. Nie było irytacji.
— Ty tu jesteś specjalistą od prawa finansowego. Ty znasz w tym mieście persony, które zajmują się takimi rzeczami. — Markiza urwała. Wyprostowała głowę i uniosła ją lekko ku górze. — Gdybym chciała pierwszego lepszego maklera, wiedziałabym gdzie się udać.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
14.02.1999 r.
"Tej nocy miała na sobie kremowy płaszcz, a pod nim czarną marynarkę oraz tego samego koloru koszulę wykonaną z luźnego poliestru. Do tego bordowe spodnie typu pegged podkreślające jej talię. Czarne, lakierowane szpilki oraz skórzana, prostokątna torebka pozbawiona jakichkolwiek ozdób dodawały jej zewnętrznemu wyglądowi klasy. Ciemnobrązowe włosy spięła w ciasny kok, a w uszy wsunęła rubinowe kolczyki. Na prawą rękę założyła bransoletkę z rubinami do kompletu. Jedyna część biżuterii, mogąca wzbudzić wrażenie niedopasowania, to srebrny pierścień rodowy linii krwi będący na małym palcu lewej ręki."

+ ekwipunek

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm 02,15,99

#9
Słowa Heleny okazały się bardziej niż skuteczne.
Saenger zamilkł na moment. Poprawił dokumenty zalegające na biurku, wziął głęboki oddech, by się rozluźnić - bo przecież pracował od dłuższego już czasu - i dopiero potem zabrał głos. Mówił wolno, nie spuszczając wzroku z wampirzycy, chcąc w ten sposób pokazać, że naprawdę mu zależy i nie chce być po prostu kolejnym z nieskończonej rzeszy ludzi związanych z prawem w taki, czy inny sposób.
- Nie wyrobiłem sobie jeszcze nazwiska w Seattle. - zaczął powoli. - No, powiedzieć, że jestem tu "nikim" to zdecydowana przesada, ale nie jestem też "kimś". Muszę grać agresywnie i stanowczo, by pokazać, że jestem znaczącym i ważnym graczem. Jak inaczej to zrobić? Sprawy takie jak Mannen przeciwko Duwamish Metal Fabricator będą głośne, będą ważne i, przy odrobinie szczęścia i ogromnej ilości talentu, mogą otworzyć szeroko każde drzwi. - stwierdził, akcentując nieco mocniej ostatnie parę słów. Zrozumiał, że popełnił błąd i starał się go właśnie poprawić.
- James Gadney i Vincent Brown w takim razie. - podjął decyzję. - Grubo ponad dwadzieścia lat na rynku poparte sukcesami i liczbą zer na koncie. Biuro zamykają koło północy, czasami trochę wcześniej, bo nie są już tak młodzi jakby tego chcieli... - zakończył zawieszając ostatnie słowa w powietrzu. Dla śmiertelnika, przeciętnego żywego człowieka brzmiało to elegancko i dostojnie, świadczyło przecież o ich doświadczeniu i zdolnościach. Dla nieumarłego monstrum, jakim bez wątpienia była Helena, takie niedopowiedzenia wiązało się raczej z delikatną sugestią obdarowania ich cząstką krwi.
By stworzyć ghula nie potrzeba przecież żadnej konkretnej zgody ani wiedzy kogoś starszego, prawda? To nie jest potomek. Dziecię, któremu przekazano klątwę, nie tylko moc płynącej z krwi - sam Beniamin był bowiem beneficjentem tejże krwi, nie cierpiał z powodu prastarego przekleństwa. Z leżącego opodal notesu oderwał dokładnie jedną kartkę i zapisał na niej numer telefonu oraz adres wspomnianych maklerów. Papier złożył na pół i podał Ainswoth, nie mówiąc już nic.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

#10
Przyglądała mu się uważnie nie przerywając wypowiadanym przezeń słowom. Nie odwróciła też wzroku, gdy na nią patrzył. On — mówił przyjmując postawę osoby zdeterminowanej, ona — siedziała niczym posąg słuchając, co ma do powiedzenia. Beniamin wbrew pozorom miał wiele do zaoferowania. Musiał jednak wiedzieć, że nie wszystko może dać, nie wszystko można brać garściami i że nie zawsze powinno się działać tak czy inaczej.
Poza tym — był Ghulem Arystokraty. Ventrue. W pewien sposób świadczył o umiejętnościach i wyborach Heleny. Nie mogła sobie pozwolić na nijakość. Ani porażkę.
— I taką odpowiedź powinnam była dostać na początku. — Odparła, już niczego więcej nie mówiąc o tej sprawie. Saenger pokazał, że znał swoje miejsce, wiedział jaką powinien przyjąć postawę i miał świadomość, że są potężniejsi gracze, którzy mogą go wygryźć. To nie jest zawód, w którym można przeceniać swoje możliwości. Nie w takich sprawach.
— Udam się do ich w takim razie. — Sugestię o obdarowaniu ich cząstką krwi puściła mimo uszu. To nie był temat, który powinna podejmować właśnie z Beniaminem. Nie wspominając już o tym, że chyba w tym momencie pokazał swoją ignorancję i niewiedzę, jak ogromną niosło to za sobą odpowiedzialność. Dla obu stron, tak właściwie. Bez słowa sięgnęła po kartkę papieru od swego Ghula i zatrzymała ją między palcami ponownie splatając dłonie.
— Jest jeszcze jedna sprawa. Czy podczas poszukiwań detektywa kancelarii był ktoś warty uwagi, kto z jakichś względów nie mógł zostać zatrudniony? Interesują mnie byli najemnicy, wojskowi, policjanci. — Nie żywiła w tym względzie wielkich nadziei. Było to tylko pytanie i spodziewała się właściwie wszystkiego, nawet tego, że kandydatów nie było wielu i tylko jeden wart uwagi. Ainsworth Law nie była kancelarią mająca renomę pozwalającą na zatrudnienie kogoś na wyłączność, więc tym bardziej.
A czasy dla Spokrewnionych były coraz trudniejsze.
Sabat nie odpuszczał.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
14.02.1999 r.
"Tej nocy miała na sobie kremowy płaszcz, a pod nim czarną marynarkę oraz tego samego koloru koszulę wykonaną z luźnego poliestru. Do tego bordowe spodnie typu pegged podkreślające jej talię. Czarne, lakierowane szpilki oraz skórzana, prostokątna torebka pozbawiona jakichkolwiek ozdób dodawały jej zewnętrznemu wyglądowi klasy. Ciemnobrązowe włosy spięła w ciasny kok, a w uszy wsunęła rubinowe kolczyki. Na prawą rękę założyła bransoletkę z rubinami do kompletu. Jedyna część biżuterii, mogąca wzbudzić wrażenie niedopasowania, to srebrny pierścień rodowy linii krwi będący na małym palcu lewej ręki."

+ ekwipunek

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm 02,15,99

#11
Stosunki między panem i sługą w innych klanach z pewnością wyglądały... cóż, inaczej. Ventrue byli jednak Arystokratami. Kastą najwyższą, przeznaczoną do rządzenia. Taki Brujah bądź Gangrel mógł albo pomiatać swym ghulem, albo traktować go jak zwykłego kumpla, z którym szturmuje kolejny bar lub zalicza kolejny nocny, niekończący się spacer po lasach, połączony rzecz jasna z polowaniem. Świry z pewnością przelewały część swego szaleństwa na każdego sługę, ale Ventrue... Ventrue byli wyjątkowi. Rozmowa Heleny - Markizy przecież - i Beniamina była tego doskonałym dowodem.
- Wojskowi, policjanci, najemnicy... - powtórzył w zamyśleniu, nieznacznie tylko zaskoczony tak nagłą i gwałtowną zmianą tematu. - Nie, raczej nie. Nikogo takiego nie kojarzę, przykro mi. - odpowiedział dopiero po dłuższej chwili. I, tak jak Helena się spodziewała, to co wyszło z ust ghula było dalekie od zadowalającej odpowiedzi. Nie można jednak mieć wszystkiego, niestety. Zwłaszcza, że Saenger kolejny już raz spoglądał tęsknym wzrokiem w stronę dokumentów i papierów. Z całym szacunkiem (i nadnaturalnym pociągiem jaki odczuwał względem Heleny) nie mógł się doczekać, gdy znów zatraci się w prawniczym świecie pełnym paragrafów, artykułów, precedensów i pism.
- Jeśli jednak chodzi o weteranów i byłych najemników, to gdzieś w Ravenna-Bryant mają placówkę. - dodał moment później. Marna to była pociecha, ale lepsze to, niż nic. Kto wie, może ta pozornie nie mająca zbyt wielkiego znaczenia informacja stanie się fundamentem czegoś naprawdę wielkiego i ważnego? W końcu jak sama Ainsworth twierdziła: czasy były coraz trudniejsze.
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm

#12
Każdy klan był na swój sposób wyjątkowy — nawet te należące do Sabatu czy niezależne — ale Ventrue byli… Arystokratami. Jedynymi w swoim rodzaju. Prawdziwymi Spokrewnionymi, którzy potrafili rządzić, jednocześnie znając jarzmo tej władzy i godnie niosąc jej ciężar. Być może Wadsworth popełnił jakiś błąd. Być może. Ale czyż to nie dziwne, że po kilkudziesięciu latach panowania nagle przestał racjonalnie myśleć? Helena miała na to swój pogląd. Swoje spostrzeżenia. I już wkrótce będzie mogła się z nimi podzielić… Ale jeszcze nie teraz. Publicznie, w oczach różnych Spokrewnionych, nawet tych z własnego klanu, była apolitycza. A przynajmniej na taką się kreowała, choć ostatnie działania Ainsworth mogły temu przeczyć. Jeśli nie wiedziało się do czego one zmierzały.
Odpowiedź była właściwie taka, jakiej mogła się spodziewać. Saenger nie miał wśród takich person kontaktów ani znajomych, więc to było pytanie mające na celu wykluczyć jedną z możliwości. Jak zwykle nie okazała żadnej emocji i przyjęła jego odpowiedź za coś zwyczajnego, nie będącego dla niej zaskoczeniem.
— Ravenna-Bryant… W porządku. — Nie dziękowała mu. Być może w innych okolicznościach, w innej sytuacji i przy odmiennym od dzisiejszego, zachowania Beniamina, zrobiłaby to. Przyjrzała mu się. Dostrzegła uporczywe zerkanie na dokumenty i chęć zatracenia się w prowadzonej przez siebie sprawie. Rozumiała go, ale ten mężczyzna był kimś więcej niż zwyczajnym człowiekiem. Helena spojrzała w jakiś martwy punkt przed sobą. Zapadła długa, dla Ghula zapewne nieskończenie długa, chwila. Aż w końcu spojrzała na niego. W jego oczy. Zatrzymała swój wzrok na jego tęczówkach. I przemówiła.
— Powiem to ostatni raz, Beniamin. — Zaczęła i przerwała na krótką chwilę chcąc, by jego uwaga była skupiona wyłącznie na niej. Na jej słowach. — Nie urodziłeś się Arystokratą, lecz dzięki mojej krwi się nim stałeś. To niesie za sobą nie tylko fizyczne profity, Beniamin. To również Twój obowiązek, by zachować się odpowiednio do przyznanego Ci statusu. — Ainsworth przechyliła lekko głowę na bok. Nie pozwoliła mu sobie przerwać jeśli chciał. — Niewielu ma możliwość zyskania tego, co Ty. Niewielu może powiedzieć z dumą, że w jego żyłach płynie krew Ventrue. Wybrałem Cię spośród dziesiątek innych prawników, ponieważ przejawiałeś o wiele bardziej wartościowe cechy od pozostałych. Cechy, którymi mało kto może się poszczycić. — Znów wyprostowała głowę. — Nie zaprzepaść szansy, która została Ci dana. — Oparła się obiema dłońmi o podłokietniki fotela i wstała, wciąż trzymając między dwoma palcami kartkę z zapisanym numerem i adresem do Godney&Brown. Nie oczekiwała na jakiekolwiek słowa ze strony Saengera. Onie nie wymagały odpowiedzi tudzież komentarza. Skierowała swoje kroki do drzwi i położyła dłoń na klamce, ale jej nie nacisnęła. Odwróciła się jeszcze w stronę swego Ghula.
— Jeśli jeszcze kiedykolwiek okażesz mi brak szacunku, już nigdy nie postawisz tu stopy. — W słowach Heleny było jednak coś więcej niż “tutaj”. Była zawarta groźba; groźba mogąca zniszczyć wszystko, co dotąd uzyskał. Utracić to wszystko, na co tak ciężko pracował. A przecież tylko dzięki Ainsworth był tutaj pełniąc rolę partnera współzarządzającego w Kancelarii, zyskując ją w wieku zaledwie trzydziestu lat. Nigdzie indziej nie zyskałby sobie tak wysokiej pozycji. Nie w tak mlodym wieku.
Obdarzyła go ostatnim spojrzeniem, nacisnęła klamkę i wyszła. Saenger mógł się rzucić w wir pracy zapominając o wszystkim innym. Helena zaś — udała się do swojego gabinetu, by ponownie przejrzeć czekające na jej podpis lub uwagę dokumenty. Tym razem z większa uwagą.
KARTA POSTACI: Markiza Helena Ainsworth
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Łacina
Opis Postaci | 
14.02.1999 r.
"Tej nocy miała na sobie kremowy płaszcz, a pod nim czarną marynarkę oraz tego samego koloru koszulę wykonaną z luźnego poliestru. Do tego bordowe spodnie typu pegged podkreślające jej talię. Czarne, lakierowane szpilki oraz skórzana, prostokątna torebka pozbawiona jakichkolwiek ozdób dodawały jej zewnętrznemu wyglądowi klasy. Ciemnobrązowe włosy spięła w ciasny kok, a w uszy wsunęła rubinowe kolczyki. Na prawą rękę założyła bransoletkę z rubinami do kompletu. Jedyna część biżuterii, mogąca wzbudzić wrażenie niedopasowania, to srebrny pierścień rodowy linii krwi będący na małym palcu lewej ręki."

+ ekwipunek

Re: 2313 S Jackson St, Ainsworth Law Firm 02,15,99

#13
Prawnik milczał. Wiedział, kiedy należy zabrać głos, a kiedy lepiej - bezpieczniej wręcz - jest siedzieć cicho. Może gdyby był ghulem innego wampira, ba, innego klanu, to miałby znacznie większe prawo uzewnętrzniać swe myśli. Helena jednak słusznie zauważyła, że Beniamin Saenger nie był jak inni. Był ponad nimi. Był kimś więcej, niż zwyczajny prawnik, człowiek, śmiertelnik czy... ghul właśnie. W jego żyłach płynęła krew sięgająca samego Ventru i musiał się zachowywać odpowiednio.
Nawet nie dla własnego dobra.
Ale dla Heleny. Był przecież jej ghulem. Jej krwią. Jeżeli ghul będzie pozwalał sobie na zbyt wiele, będzie zbyt zuchwały czy coś takiego, jak to świadczy o stwórcy? Ainsworth udzieliła zatem krótkiej, acz dosadnej reprymendy i opuściła jego gabinet. Saenger z pewnością weźmie pod uwagę jej słowa, teraz jednak nie pozostało mu nic innego, jak zagłębić się w pracy. To samo, chociaż nie do końca, zrobiła Markiza. Wróciła do swego własnego gabinetu, gdzie - pomijając sprawę Palma przeciwko Talaris - nie było nic nad wyraz interesującego. Ot, złożenie podpisu na kilku dokumentach, przeczytanie korespondencji, rozważenie paru innych pism. Nuda, można by rzec, ale tylko dla kogoś kto nie miał o niczym pojęcia. Dobry prawnik był jak najcenniejszy skarb. Potrafił wyciągnąć z najgorszej możliwej sytuacji i odwrotnie, był w stanie pogrążyć niemal każdego, jeśli tylko dysponował odpowiednimi umiejętnościami.
A dowody i cała reszta? Cóż, były bardzo przydatne, ale liczyła się przede wszystkim osoba. Jej talent, zdolności, wiedza, doświadczenie. Taka Helena, na przykład, mogła się wspierać jeszcze swoimi nadnaturalnymi atutami. Ale ktoś inny musiał polegać tylko na sobie.
Kiedy jednak wampirzyca sięgnęła do korespondencji, Jeden z listów zaadresowany do kancelarii był anonimowy. No, nie do końca, bo koperta i papier pochodziły z University of Washington, więc znacznie zawężało to pole nadawców, ale i tak liczyła się tutaj przede wszystkim treść. A ta nie była wcale tak przyjemna ani miła... był to bowiem zlepek liter wyciętych z kilku gazet, układający się w dwa słowa: "wE KnOW".
K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S
Odpowiedz

Wróć do „23rd & Jackson Business District”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość