819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#1
  W samym środku niewielkiej, Dwudziestej Piątej Alei, gdzieś na tle Colman, troszeczkę na wschód od samego centrum Seattle, jest sklep z bronią, którego pilnuje potężnych rozmiarów, nieco skundlone i niesamowicie leniwe psisko. Zwierz ten zwykle wyleguje się na werandzie, tuż pod bujanym fotelem przy oknie wystawowym sklepu lub gdzieś na trawniku, w cieniu rozłożystych dębów i klonów porastających działkę Parringtona. Psiak gdy ustanie na tylnych łapach jest trochę wyższy niż przeciętny, dorosły człowiek; maleńkie, ciemne oczka spoglądają na wszystko i wszystkich z wyrzutem, a obwisłe fałdy skóry i mięśni przy wiecznie zaślinionym pysku wcale nie sprawiają dobrego wrażenia.

Yeller, bo tak się zwie ten sporawy kundel, to oficjalnie maskotka sklepu Jerry'ego, byłego żołnierza, weterana który brał udział w walkach w Somalii. I chociaż minęło już kilka lat, to ból obu nóg daje o sobie znać - kapral Parrington został dwukrotnie ranny, raz w lewa nogę, tuż pod kolanem i raz w prawą, w połowie uda. Porusza się z tego względu o lasce i szczerze nienawidzi wszelkiego rodzaju schodów, ale nie zamierza montować w swoim domu małej windy, by dostać się na piętro. I tak większość czas spędza na parterze, w sklepie, w towarzystwie swojego wiernego, podpalanego i leniwego kundla.

Ten kaleki (sam tak twierdzi!), były żołnierz posiada dość dużą kolekcję broni palnej - dysponuje jednak tylko bronią krótką i długą. Znaleźć u niego można różnego rodzaju pistolety, rewolwery i karabiny oraz strzelby, wszystko do polowania w lasach lub do obrony własnej. Nic większego i groźniejszego, wszystko legalne, sprawdzone i dość tanie, a jeśli masz udokumentowaną historię pobytu w wojsku, to możesz dostać spluwę dosłownie za pół darmo.

Ostatnimi czasy Jerry nawet żartuje, że "jakiś wariat zamówił dwa tuziny kul do rewolweru, kaliber trzydzieści osiem special, ale z czystego srebra, a potem nie odebrał. Jego strata, zapłacił z góry." i bardzo chętnie pokazuje pudełeczko z błyszczącymi, srebrnymi pociskami do rewolweru, ułożonymi w dwóch rzędach. Jeśli przycisnąć kulawego sprzedawcę, to można się dowiedzieć, że kule zamówił jakiś znerwicowany, chuderlawy typek w okularach, z dziwnym naszyjnikiem. Cóż, różni są ludzie.

Mieszkanie i sklep Jerry'ego to piętrowy, nieduży domek zagubiony pośród drzew - z każdej strony piętrowy, drewniany dom na ceglanej podbudowie otaczają dęby i klony, a na podwórzu z tyłu, przy garażu, rośnie strzelista sosna zasadzona jeszcze przez pradziadka Parringtona, pochodzącego z wschodniego wybrzeża kraju. Trawnik jest koszony regularnie, a małe, betonowe płyty pełniące rolę chodnika są niemal białe. Żołnierz dba o dom i wszystko, co znajduje się na działce, bo tak został nauczony, wychowany i wytrenowany, więc nie znajdzie się tutaj ani jednego liścia z drzewa, jakiegoś samotnie rosnącego chwasta, czy nawet psiej kupy znajdującej się pod werandą.

Tak, Jerry tam też sprząta i w piwnicznych okienkach wzmocnionych kratami można się przejrzeć, tak są czyste. Piwnica nie jest wyjątkiem, wszystko jest posegregowane w dobrze opisanych pudłach i kartonach, a własnoręcznie zmontowane półki i regały są pełne słoików z przetworami, nakrętkami, śrubkami i smarem; w piwnicy bowiem znajduje się warsztat żołnierza, gdzie czyści i naprawia broń oraz, jeśli ktoś ma ochotę oraz pieniądze, może dokonać jakiś drobnych, nie wykraczających poza prawo modyfikacji. Kraty są też we wszystkich oknach na parterze - to tam znajduje się sklep, więc bezpieczeństwo musi być zachowane.

Wnętrze prezentuje się dość skromnie, kuchnia jest mikroskopijna i lśni czystością (poza miejscem, gdzie Yeller ma swoje miski, ale trzeba to wybaczyć psu), nie uświadczy się nawet brudnych naczyń stojących w stalowym zlewie, czy na plastikowym stole.

Lodówka też jest czysta, nie ma na drzwiach żadnych magnesów, karteczek, zdjęć. Nic. Tak samo w korytarzu, wyłożonym drewnianymi panelami, nie widać absolutnie, co by świadczyło o lokatorze. Dopiero w salonie, przerobionym na sklep, można poczuć się "jak w domu". Na ścianie na wprost od wzmocnionych stalą drzwi wisi lekko postrzępiona u dołu flaga trzeciego plutonu kompanii C, pierwszego batalionu osiemdziesiątego siódmego regimentu piechoty rangersów, jednostki Jerry'ego.

Pod ścianami są przeszklone, zbrojone gablotki zamykane na klucz zawierające broń palną, od pistoletów i rewolwerów, poprzez amunicję, aż po karabiny i strzelby. Akcesoria i sprzęt rozłożone są na ladzie przy oknach, tam też jest kasa oraz naprawdę spora, narożna biblioteczka, zawierająca książki o historii wojskowości, broni palnej oraz kilka zdjęć z pobytu w Somalii (w tym z piekła, jakim były walki w Mogadiszu). Pod biblioteczką leży trochę cuchnący, puchaty koc, na którym śpi Yeller.

Piętro przedstawia się tak samo bezosobowo jak parter. I tak samo jak salon-sklep jest jedynym dowodem na obecność gospodarza, tak tylko jeden pokój na piętrze jest otwarty - sypialnia. Wisi tam kolejna flaga, na półeczkach jest mnóstwo zdjęć przyjaciół, rodziny i psa gdy był jeszcze szczeniakiem, pod materacem jest schowany pistolet, w szafie w równych rzędach wiszą ubrania i mundur, w kufrze przy łóżku jest mnóstwo starych zabawek, którymi Yeller się już nie bawi, a na dywanie jest pełno jego sierści.

No a przy małym telewizorze, podłączonym do magnetowidu, piętrzy się stos kaset.

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop[14.02.1999]

#2
Z-> Tractor Tavern, bar, parter

Jadąc po tej części miasta, można zobaczyć wiele domków jednorodzinnych oraz mnóstwo drzew, które teraz były pozbawione liści i uginały się pod ciężarem śniegu. W domach paliły się pomarańczowe lub żółtawe światła, choć niektóre budynki były pogrążone w mrokach, odganianych przez białe światła reflektorów auta. Droga była w szarawych kolorach od błota, jakie powstawało z mieszanki wody i brudu niesionego przez koła, ale kolejne porcje śniegu stopniowo wybielały szarą powłokę.
-To tutaj, zaparkuj gdzieś.-powiedział Colorado, poważnym tonem. W aucie wyjątkowo panowała cisza, bo kaseta się skończyła, a Samuel nie wrzucił nowej, a Dollan trochę nie miał ochoty dziś umierać. To, że nie widzi w nim celu oraz nie ma samo w sobie wartości, nie oznacza, że ma się pochlastać, bo to głupota. Jednak to była sprawa na dłuższe rozmyślenie, bo teraz miały odbyć się wspaniałe zakupy, które w pewien sposób pobudziły markotnego i cichego Simona.
Uwielbia broń oraz to co można z nią robić. Porządna flinta, to jak wspaniały wóz czy porządne wino dla smakosza, a on w sumie był takim smakoszem. Doceniał fakturę drewna, wykończenie, wagę, brzmienie, czyli wszystko co może mówić o stanie oraz jakości broni palnej. Trudno było jednak stwierdzić czy chodziło tu o samo posiadanie jej czy możliwości jakie płynęły z jej posiadania. Kolejna sprawa do głębszego przemyślenia, choć Samuel często mawiał, że nie ma co zapychać sobie głowy pytaniami typu: "Dlaczego stopy jebią ?". Po prostu tak jest i trzeba jakość z tym żyć.
-Idziemy tam.-powiedział Colorado zakładając płaszcz na zewnątrz i wskazując na budynek sklepu. W ślad starszego Bostończyka, wyruszył wytwór jego krwi, zaopatrzony w całą swoją gotówkę. W najgorszym wypadku poleci do bankomatu lub pożyczy od Ojca.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#3
Ostatnimi czasy w Szmaragdowym Mieście nie działo się najlepiej. Kapral Parrington jako były wojskowy i sprzedawca broni palnej wiedział o tym aż za dobrze. Nie popierał wojny, ale gdyby nie kalectwo, byłby pierwszym, który stawiłby się na zebraniu żołnierzy przed odjazdem na front walki. Patriotyzm i ojczyzna to bardzo ważne rzeczy i od właściciela Old Yeller Gun Shop bezsprzecznie dało się wyczuć głębokie oddanie dla kraju. Zwłaszcza gdy sprzedawał broń tym, którzy potrzebowali ochrony przed wszelkiego rodzaju bandytami i niebezpieczeństwami. Teraz, na krótką chwilę przed zamknięciem sklepu, siedział w swojej sypialni oglądając najnowsze wiadomości telewizyjne. Yeller już niemal spał na swoim kocu w dużym salonie przemianowanym na sklep.
Gdy Simon wraz z Samuelem zajechali pod dom — bo Old Yeller Gun Shop było sklepem umieszczonym w jednorodzinnym domu — mogli się przyjrzeć budowli. Drewniane domostwo stało na ceglanej podbudowie i było otoczone zadbanymi drzewami, dębami i klonami, a z tyłu stała strzelista sosna. Na samotnych gałęziach leżały niemal centymetrowe warstwy śniegu; podobnie zresztą jak i na ziemi. Teraz nie dało się dostrzec schludnego trawnika, ale nawet bez tego znać było, że właściciel dba o swoje podwórze — chociażby po tym, że białe kafelki prowadzące do domu były bardzo dobrze i ładnie odśnieżone. W oknach znajdowały się kraty, a na niemal całym parterze paliło się bladożółte światło prześwitujące przez firanki. Powietrze było rześkie, ale za to strasznie lodowate i przeszywające. Śnieg padał nieustannie — począwszy od wyjazdu z hotelu aż do teraz. I nie zapowiadało się na to, że przestanie.
Gdy klienci otworzyli drzwi, po mieszkaniu od razu rozległ się charakterystyczny brzęk dzwonka. To sprawiło, że Jerry wstał z fotelu wspierając się na lasce i skierował swe kroki do przedpokoju, a kundel podniósł swój łeb do góry jakby wcale nie drzemał, a tylko czuwał. Jego nos wyczuł niesprzyjający mu zapach, co zmusiło go do podniesienia się na swoich łapach. Sam Parrington z kolei, widząc Samuela, uśmiechnął się przyjacielsko i wyciągnął do niego rękę ściskając ją nie jak kolejnemu klientowi, ale dobremu znajomemu.
— Samuel! Milo Cię znów widzieć! Kogóż to przyprowadziłeś? — Przywitał się i zapraszającym gestem wskazał gościom kierunek do wnętrza sklepu. I dwaj nieumarli przeszliby bez problemu... Gdyby nie przeszkoda w postaci ogromnego psa, warczącego i szczerzącego kły, który wyraźnie był podenerwowany obecnością odrażających potworów jakimi byli Spokrewnieni. — Yeller, na ziemię! Siad!
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#4
Simon widząc budynek sklepu poczuł, że to jest co by sam zrobił, jeśli posiadałby swoje cztery kąty. Dwie kondygnacje, kraty w oknach, ganek - takie dodatki podobały się młodemu wampirowi. Jednak zdawał sobie sprawę, że taka nieruchomość do duże koszty, a dodatkowo sama przestrzeń była za duża dla niego.
Znając życie zasypałby wolne pokoje złomem i innymi gratami z napisem: "Na potem". Nie chodziło tutaj o sentymenty, ale bardziej widzenie potencjału w każdym przedmiocie, nawet w tym co podchodzi pod kategorię złomu i śmieci. Deski ? Zawsze coś się z nich zbije. Elektronika ? Dobre źródło tanich części i metali.
Ceramika ? Nawet nie jest w stanie zliczyć pomysłów jak można użyć takie rzeczy. Wszystko zależało od potrzeby i pomysłu.

Na ich przywitanie wyszedł starszy, kulejący facet z psem, którego zwierze wiedział najlepiej czym są mężczyźni z Bostonu. Chyba bardziej szczekał na Simona, lecz było to normalne, bo nawet niektórzy ludzie na jego widok żegnali się znakiem krzyża w powietrzu, jakby odganiali od siebie pomiot z piekła.
-Witaj Jerry.-powiedział Samuel, gdy w tym czasie pies warczał-Przyprowadziłem ci tego dżentelmena, bo potrzebna mu jest broń. Nie będę ci mówił co mu potrzeba. Niech sam powie.- wtedy wskazał gestem ręki, by Dollan zaczął gadać.
-Witam.- podał zdecydowanie rękę na przywitanie, o wiele pewniej niż w Tavernie. Ściągnął przy tej okazji czapkę, bo zabierała mu powagę, a po za tym było to niekulturalne z jego strony. Jego mięśnie były rozluźnione, a on sam odzyskał dawną lekkość duszy i umysłu-Chciałbym kupić strzelbę lub karabin.-na razie tyle informacji musiała starczyć sprzedawcy, bo nie miał zamiaru wchodzić z nim w rozmowę o tym, czemu nie kupi jak człowiek jakiegoś rewolweru lub pistoletu, tylko od razu rzuca się na większe kalibry. Może go to nie obchodziło, a może sam zapyta za jakiś czas, gdy lepiej się poznają. Chciał zostawić w sklepie do dwustu dolarów, ale kto wie co może mieć na zapleczu znajomy Colorado.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#5
Yeller posłuchał. A przynajmniej tak się wydawało, bo w momencie gdy Samuel witał się z Jerrym przedstawiając mu nowego klienta, kundel siadł posłusznie, choć nie spuścił z przybyszy wzroku. A jeśli któryś ze Spokrewnionych choć na chwilę rzucił na niego okiem to zobaczyłby, że jego część pyska gniewnie się marszczy. Jakby pies nie zamierzał odpuszczać.
Jerry uśmiechnął się i żwawo uścisnął rękę Simonowi jednocześnie podpierając się na swojej lasce. Mimo, że za nic w świecie nie zmontowałby sobie windy wjazdowej po schodach, tak bez laski by się nie obszedł. Parrington wolał mieć pewność, że przypadkiem nie poleci jak długi. To byłoby nieprofesjonalne. Nie podobało mu się to, bo przecież był żołnierzem i powinien sobie radzić, ale niektórych rzeczy nie mógł przeskoczyć. A gdy już ręce zostały uściśnięte i Dollan od razu przeszedł do rzeczy, Jerry niemal się wyprostował, by przyjrzeć się młodzieńcowi. — Zależy do czego Ci potrzebna broń, mój drogi. Nie każda nadaje się do wszystkiego. — Jerry raz jeszcze zlustrował młodego i spojrzał ukradkiem na Samuela. Postąpił krok do przodu jednocześnie gestem ręki zapraszając swoich klientów w głąb salonu, gdzie mógłby pokazać im cały dostępny asortyment oraz przedstawić ceny. Parrington nie miałby problemów z przejściem, bo w końcu Yeller był jego psem.
Co innego jednak Spokrewnieni. Bestie w ludzkiej skórze.
Pies zerwał się na równe nogi, zjeżył sierść i wyraźnie dał znać, że nie przepuści ani Simona ani Samuela w głąb domostwa swego Pana. Zawarczał hardo, a potem szczeknął. Raz, drugi, trzeci. Nawet nie pomogło to, że Jerry złapał swojego pupila za obrożę.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#6
Cerber dalej bronił wejścia do sklepu, więc Dollan i Colorado trzymali się odpowiedniej odległości od zwierzęcia.Nie wynikało to z tego, że bali się Yellera,
bo spokojnie mogliby złapać za kudły i przestawić mu tak kości, że byłby z niego spory kot lub dwa normalne.Jednak nie chcieli robić zbędnych zadym w sklepie zwłaszcza, że widocznie Samuel i Jerry znali się lepiej.Trzeba było dbać o takie kontakty, bo kto wie czy za jakiś czas nie wpadną po inne rzeczy.

-Mam problem ze złodziejami. - zaczął swoją historię Dollan, przekrzykując jazgot psa - Ostatnio jakieś łebki próbowali ukraść mi samochód,
ale Samuel postraszył ich pukawkami i uciekli.Skurwiele wybili mi tylko szybę, ale i tak postanowiłem kupić coś na ewentualność jakby komuś innemu przyszłoby do głowy ruszać nieswoje rzeczy.Nie chce broni osobistej, dyskretnej, ale kawał flinty, którą trafię z framugi drzwi na widok której albo spierdolą albo bezproblemowo przytyją o tą uncję metalu.
- rzucił na końcu dość słaby żart.Miał taką dziwną manierę, że w takich niezręcznych momentach próbował rozrzedzić gęstniejącą atmosferę, która już powoli miała konsystencje wymieszanego kleju do drewna.Pytanie po co komuś broń, było czymś naturalnym, w końcu sprzedając komuś pistolet, chce się wiedzieć czy nie posłuży celą niezgodnych nie tyle z prawem, co naszą moralnością.Sprzedawca był niczym jak ksiądz w tej amerykańskiej świątyni wolności, a każde pytanie do klienta i jego odpowiedź, to współczesna spowiedź.Simon zawsze postrzegał klientów z zepsutą bronią jako grzeszników, którzy nie wiedzieli czemu wielki Colt czy najwspanialszy Remington odwrócili się przeciwko swojemu wyznawcy i odmówiło działania.Gniew, lament, nieumiejętność pojęcia spraw - brzmią jak kilka cech wspólnych dla ludzi każdej wiary, którzy borykają się z problemem odpowiedzenia sobie na fundamentalne pytanie: "Dlaczego mi się to przytrafiło ?".
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#7
Sama wyprawa do sklepu wydawała się być bardzo prostym celem. Łatwym do zrealizowania, bo przecież Simon wiedział czego chce i ile może za to dać. Wystarczyło jedynie wejść, dogadać się z właścicielem, kupić i wyjść. I byłoby to takie proste gdyby nie kundel, którego rozmiary nie zachęcały do interakcji. Zwłaszcza w takiej, w jakiej postawił dwójkę Spokrewnionych. Co prawda zarówno Simon, jak i Samuel daliby mu radę, ale niebezpiecznym było ryzykować naruszenie Maskarady nawet w tak błahym przypadku. Gdyby plotki doszły do nieodpowiednich uszu...
Jerry, kaleka Jerry, nie miał aż tyle siły, by móc hardo trzymać swojego psa. Warczącego, szczekającego i wybitnie niezadowolonego. Zignorował przekrzykiwania Simona; był poirytowany zaistniałą sytuacją.
— Yeller też jest wyczulony na złodziei! — Warknął nieprzyjemnie do Simona. Przy Samuelu pies był jeszcze w miarę spokojny, choć nawet gdy Colorado był tutaj sam, dawał mu znać, że nie jest tu mile widziany. Teraz, kiedy pojawiła się aż dwójka Bestii... Już nie tak łatwo dawał się uspokoić. Lada chwila wyrwie się z rąk Parringtona i zaatakuje jednego z przybyszy. Właścicielowi było to nie na rękę. Wiedział, że jego pupil ma nosa do ludzi (i nie-ludzi też) i to całe spotkanie zaczynało mu się coraz mniej podobać.
— Musicie wyjść! Zamknę go w pokoju!
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#8
- Idziemy. - powiedział bostoński kowboj, wskazując głową na drzwi.Simon obdarzył jeszcze psa nieufnym wzrokiem, po czym skierował się do wyjścia.Co raz bardziej Yeller był upierdliwą bestią, która miała swoje lata i kto wiedział kiedy zdechnie lub zaatakuje go jakieś dziwne, większe zwierzę.Swoją drogą psy chyba były najbardziej przewalonymi pupilami które zazwyczaj można spotkać w domu.Duże, głośne i prędzej uwalą wampira niż uciekną, jak niektóre koty lub szczury.
Obaj mężczyźni byli na ganku sklepu, z tym że Simon siedział teraz na krawędzi drewnianego podwyższenia, a Samuel oglądał się na wszelkie strony puste drogi, jakby podziwiał nieznaną okolicę.
- Więc... Polubiłeś go ? - zapytał się dość spokojnie Samuel, brzmiąc trochę jakby pytał o błahą sprawę jak pogoda czy ostatni odcinek serialu.
- Średnio przyznam. - odpowiedział w podobnym tonie Dollan - Zasugerował, że jestem złodziejem, a jego pies jest bardziej pojebany niż powinien.Zakładam, że teraz w kącie wali wódę lub zamyka drzwi od-.
- Pytałem o Camerona. - przerwał Siri swojemu dziecku - Co sądzisz o nim ? - po tych słowach nastała cisza, która była przerywana przejeżdząjacymi pojazdami lub chrzęstem spadającego śniegu niesionego przez wiatr.
- Jest w porządku. - rzucił krótko młodszy Bostończyk.
- W porządku ?Miałem wrażenie, że sobie nawzajem wycałowaliście dupska dostatecznie dobrze, by było to coś więcej niż w porządku. - z tonu Colorado było trudno powiedzieć, czy był to kąśliwy żart czy wyrzut w stronę dzieła swojej krwi.
- Może jest fajnym gościem, ale nie ogarniam go do końca. - po raz pierwszy od jakiegoś czasu Simon widocznie rozkręcał się ze swoją wypowiedzią - Sprawia wrażenie rozjebanego jak paczka Skittlesów oraz mocno wyluzowanego.Ja wiem, że pewnie ma plecy jak sam skurwysyn, ale po prostu ta spontaniczna sprawa z robotą była dziwna.
-Pierdolisz. - powiedział krótko Colorado - Uwierz mi, że on wie co robi.Ja bym bardziej zastanawiał się co inni kombinują, bo faktycznie może go jebać to co się dzieje.Nie podoba mi się jak wszystko się sypie - część spierdoliła, część wącha się z innymi klanami, a jeszcze więcej ma to wszystko w dupie.Będziemy jak pierdolone ryby w misce z którymi inni zrobią co chcą.
- Metafora jak zwykle zajebista, ale wiem o co ci chodzi.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#9
Zwierzęta były istotami, które podświadomie wyczuwały, że Wampiry to Wampiry, a nie ludzie. Swoim nietypowym zachowaniem względem nich chciały powiedzieć: "coś jest nie tak, nie ufam mu!". Yeller uspokoił się dopiero gdy Simon wraz z Samuelem wyszli z mieszkania. Chociaż byli na zewnątrz, to jednak wciąż czuł ich woń i wiedział, że są w pobliżu. Mimo to kundel po kilkudziesięciu sekundach wreszcie się uspokoił. Jerry zamknął go w pokoju na górze, co zajęło mu trochę czasu. Chciał mieć pewność, że pies nagle nie wyskoczy z pokoju obok. Pupil musiał mu to wybaczyć, bowiem Parrington uważał Colorado może nie za dobrego przyjaciela, ale na pewno dobrze byłoby zachować z nim pozytywne relacje. Mimo wszystko.
W międzyczasie Sire ze swoim Dzieckiem rozmawiali o niedawnym spotkaniu z Harpią. Był późny, walentynkowy wieczór, więc przejeżdżających pojazdów i przechodzących ulicami ludzi było znacznie więcej niż zazwyczaj. Między słowami na twarze Spokrewnionych padały światła jadących samochodów, a podwórko było blado oświetlone dzięki ulicznej latarni stojącej nieopodal. Jedyne, co mogło im przeszkadzać w rozmowie to nieustannie padający śnieg, raz po raz podrygujący wiatr, który uparcie chciał zwiać z głowy Colorado jego kapelusz i gdzieniegdzie krakające wrony. Z oddali dało się słyszeć również dźwięk syren policyjnych, które stanowiły nieodłączny element Seattle.
W końcu po blisko dziesięciu minutach drzwi do domostwa otwarły się, a w progu stanął Jerry.
— Przepraszam Was za Yellera. Ostatnimi czasy jest bardziej niespokojny, niż zwykle. Proszę, wchodźcie do środka. — Powiedział po czym cofnął się, by przepuścić dwójkę mężczyzn. Dopiero teraz, na spokojnie, mogli przyjrzeć się wnętrzu mieszkania. Skromne, czyste i schludne. Szybkie zerknięcie na kuchnię pozwoliłoby wywnioskować, że właściciel jest osobą niezwykle uporządkowaną i niezwykle dbającą o otoczenie, w jakim się znajduje. Na korytarzu nie było żadnych zdjęć przyjaciół, rodziny, nawet psa. Parrington przy akompaniamencie stukotu laski uprzejmie poprowadził ich do do salonu przerobionego na sklep i dopiero tutaj Simon — bo Samuel już widział — mógł, jako pierwszą rzecz, dostrzec wiszącą na wprost przed drzwiami postrzępioną flagę trzeciego plutonu kompanii C. Pod ścianami stały zbrojone gablotki zamykane na klucz, a w nich rewolwery, pistolety, strzelby i amunicja. Lada znajdowała się pod oknem, na niej zaś akcesoria i kasa, a obok stała narożna biblioteczka z książkami o wojskowości i broni palnej, a także kilka zdjęć z pobytu w Somalii. Jeśli zaś o samą broń chodzi, to nie było tu niczego większego: żadnych moździerzy czy karabinów maszynowych. Tylko zwykła broń — krótka i długa — mogąca posłużyć do polowania w lesie czy obrony własnej. Przy broni nie wisiały ani nie były przyklejone ceny — o te trzeba było pytać sprzedawcę. W najgorszym wypadku — negocjować ją.
Parrington w końcu przystanął i rozejrzał się. Był dobrym słuchaczem i wbrew pozorom pamiętał historię Simona.
— Proponuję Remingtona Model 740. Ma zasięg 275 metrów i zadaje spore obrażenia, lecz jego minusem jest pojemność. — Jerry jeszcze nie podał ceny. [indent]Był ciekaw czy dobrze zgaduje czego potrzeba młodemu. Mógł mu jeszcze zaoferować standardową Barretę Model 82 czy Rugera 10/22 czy nawet Remingtona 700.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#10
Posłusznie oba wampiry weszły do środka sklepu, ale tym razem udało im się dojść do dalszego pomieszczenia. Powierzchnia pokoju, zamieniona sklep nie podobały się do końca Żóltodziobowi. Nie chodziło tu jednak o militarne motywy lub rozkład broni, ale sam fakt, że w domu prowadzi się sklep. Pomysł do niego nie przemawiał, bo było to trochę pozbawieniem domu prywatności przez wpuszczanie obcych do środka. Jednak to było tylko jego zdanie i nie miał zamiaru dzielić się nim z właścicielem sklepu.
Gdy jerry skończył przedstawiać broń, Simon wcisnął czapkę do kieszeni i wziął do ręki karabin, chwytając jedną ręką za połowę lufy, a drugą za wycięcie na kolbie. Najpierw spojrzał na całość na całość od ujścia gwintowanej lufy, po plastikową nakładkę na kolbie, która fabrycznie była przykręcana do każdego modelu broni. W miejscu uchwytu na dłoń, w okolicach komory na naboje, był charakterystyczna kratka, której linie tworzył mniejsze romby w większym - świadczyło to, że był to tzw. model De Lux, który był na początku sprzedawany drożej niż klasyczny egzemplarz z wcięciem po bokach, na tym samym kawałku drewna (i bez pięknego zdobienia). Broń chwaliła się lekkością wykonania, jak na lata pięćdziesiąte, więc waga 3 i pół kilograma nie była straszna, zwłaszcza teraz, gdy jest się nieumarłą istotą zdolną do ciskania ludźmi jak szmacianymi lalkami. Dollan był w pewien sposób zadowolony z propozycji, choć wolałby dalej prostacką dwururkę, lecz urzekło coś go w tym karabinie. Choć znał kilka jego problemów, to wszystko byłoby do zaakceptowania za odpowiednią cenę.
- Ile za tego staruszka razem z paczką amunicji ? - zapytał Simon, oglądając szczegółowo broń. Szukał zacieków od smaru, ciemnych plam na drewnie od tej samej substancji, pęknięć, rys, zniszczonego pokrycia drewna - innymi słowami wszystko to co dało się naprawić, a ewentualna cena by spadła. Sprawdzał też części ruchome, takie jak: spust, zamek, otwór na naboje. Wszystko na słuch i wyczucie ręki, ale zawsze coś mogło to powiedzieć o stanie broni. Po za tym wyglądał jak fachowiec, co budowało tą cichą aurę: "Nie próbuj mnie wyruchać człowieku". Choć w gruncie rzeczy nie był rekinem biznesu, może jedynie był w stanie powiedzieć co jest drogie, a co nie.

Samuel stał w głębi sklepu oglądając inne cudeńka w pomieszczeniu, ale rzucał okiem co jego Syn robił. Nie był dobry w tej całej zabawie z bronią jak Dollan,
ale umiał zadbać o swoje sztuki i lubił popatrzeć na inne chromowane cudeńka, których cena sięgała od kilkudziesięciu dolarów do kilkuset.
- Co tam powiesz Jerry ? - podpytał się Colorado sprzedawcy. Najwidoczniej wcześniej gadali ze sobą, więc mogli trochę luźniej pogadać, gdy młodszy Bostończyk bawił się w najlepsze w badanie karabinu.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#11
Każdy prowadził swój biznes tak, jak chciał. Jerry był kaleką — sam siebie tak nazywał — a ponadto nie chodziło tu już tylko o oszczędność na rachunkach za wynajem czy kupno pomieszczenia zdatnego na sklep... Parringtonowi zależało na tym, by jego klientami byli naprawdę zainteresowani bronią ludzie. Nie zawsze tu tacy trafiali, ale jak już byli, to milo było porozmawiać z osobami znającymi się na sprzęcie. Dlatego z uwagą przyglądał się Simonowi gdy ten oglądał karabin.
Remington, którego trzymał Dollan, nie był wersją De Luxe; nie posiadał charakterystycznej kratki, której linie tworzyły mniejsze romby wewnątrz dużego. Była to dla niego pierwsza informacja, która świadczyła o niższej cenie. Gdy zapytał Jerry`ego o kwotę, ten nie od razu odpowiedział. Przyglądał się chwilę młodemu oceniając jego osobę. Obserwował jak ten sprawdza czy są rysy, smary czy pęknięcia. Na karabinie nie było jednak niczego, co mogłoby świadczyć o jego zaniedbaniu — Jerry był naprawdę porządnym gościem, który dbał o swoją broń, nawet tą, którą miał sprzedać. Dlatego też nie było żadnych zacieków czy smarów ani nawet pęknięcia na drewnie. Spust, zamek i otwór na naboje działały bez zarzutu, co świadczyło, że broń może nie tyle, co jest nowa, ale z całą pewnością dobrze zadbana: odpowiednio naoliwiona i wyczyszczona.
— Normalnie cena wynosiłaby dwieście dolarów, jednak ze względu na nieprzyjemności z Yellerem i Twoją widoczną pasję do broni, mogę zejść do stu osiemdziesięciu pięciu dolarów. — Odpowiedział Jerry, gdy Simon wreszcie skończył oględziny. Remington był nowy, nieużywany, zadbany, a więc i cena była nieco wyższa. Z Jerry`m bez problemu dało się targować, o ile znało się na rzeczy, bo lubił negocjować cenę z zaznajomionymi osobami. Zaraz też spojrzał na Samuela.
— Widzę, że młody chce broń nie tylko do obrony, ale również jest profesjonalistą i sympatykiem. Mylę się, Samuelu? — Uśmiechnął się szerzej i spojrzał na niego pochylając lekko głowę do przodu, patrząc nieco z dołu.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#12
Simon szybko dodał wszystko w swojej głowię, by móc z czystym sumieniem dalej się kłócić o cenę broni. Już ustalono, że Dollan nie jest pierwszym, lepszym frajerem, który potrzebuje cokolwiek co strzela, ale znów popełniono kardynalny błąd. Nawet właściciel Yellera krzywo podniecał się tym, że zna się na broni,
wampir czuł się z tym jakby startował w paraolimpiadzie, gdzie każdy dziwił się, że koleś z nogami może biec, ale nie miał zamiaru wypowiadać się znów na ten temat. Jeszcze skupiał się na karabinie, który go urzekł, więc przemówił Samuel w swój typowy sposób:
- Może tak, a może nie. - filozoficzny ton wybrzmiał w jego odpowiedzi -Sam ocenisz, bo myślę, że ty bardziej znasz się na takich ludziach. - choć na końcu cisnęło mu się coś na kształt: "(...) znasz się na tych pojebach", lecz nie chciał obrazić sprzedawcy.
-185 mówisz ? - rzucił Bostończyk retorycznym pytaniem - Trochę dużo za broń i amunicje, ale myślę, że jestem w stanie zapłacić 200$, jeśli dorzucisz coś jeszcze ciekawego. Jakiś rupieć, którego nie chcesz naprawiać, kabura, akcesoria do karabiny, może jakiś sprzęt czy książki - jestem otwarty na propozycje. - miał słabość do okrągłych kwot, więc chciał jeszcze więcej wycisnąć z swojego marnego budżetu, więc postanowił zaszaleć i nakupować na zapas. Liczył, że w takim sklepie znajdzie się coś co zainteresuje jego osobę, bo w końcu wieloletni sprzedawca oraz weteran, pewnie ma coś schowanego pod ladą na taką klientele.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#13
Trzeba wybaczyć zwyczajnym ludziom zachwycanie się znajomością broni — nieczęsto było to spotykane, co budziło uznanie. Zwłaszcza gdy patrzyło się na kogoś takiego jak Simon, który wyglądał dość przeciętnie i mało kto pomyślałby, że ten chłopak mógłby znać się na takich właśnie rzeczach. Nie wspominając już o tym, że gołym okiem widać było, iż Dollan jest zafascynowany bronią palną — poprzez sposób, w jaki na nią patrzył, ten szczególny dotyk sugerujący nie tylko znajomość konstrukcji przedmiotu, lecz również materiału. Jerry widywał już wielu klientów i potrafił odróżnić byle trzpiotka próbującego udawać, że zna się na rzeczy od profesjonalisty. A tych było znacznie, znacznie mniej.
— Widzisz, Samuelu, jeśli obcuje się z takimi ludźmi wystarczająco długo, to od razu się wie czego można się po nich spodziewać i jakie są oczekiwania. — Odpowiedział z lekkim uśmiechem właściciel. Następnie przeniósł wzrok na Simona i podszedł do niego ciut bliżej i uśmiechnął się szerzej. — Myślę, że mam coś, co mogłoby Cię zainteresować. Podejdź. — I gestem ręki poprosił, by Dollan za nim poszedł. Wyciągnął zza lady niewielkie pudełeczko i zaśmiał się w głos.
— Jakiś wariat zamówił dwa tuziny kul do rewolweru, kaliber trzydzieści osiem special, ale z czystego srebra, a potem nie odebrał. Jego strata, zapłacił z góry. — Ta sytuacja do dziś niezmiernie go bawiła, choć już nie tak samo, jak krótko po nieodebraniu przez nieznajomego kul. Gdy Bostończyk doń podszedł, otworzył wieko pudełeczka i podsunął go w stronę Simona. — Za dwieście dolarów możesz mieć Remigntona 740, amunicję i srebrne kule.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#14
Dollan posłusznie poszedł za sprzedawcą, a w momencie gdy wyciągnął tajemniczy przedmiot, sięgnął do podsuniętego pudełeczka i wyciągnął z niego jedną kulę. Pocisk .38 Special kojarzył mu się zazwyczaj z rewolwerami, choć pewnie znalazłby się jakiś pistolet lub nawet karabin na taki kaliber - w końcu w dzisiejszych czas, to ludzie potrafiliby zrobić karabiny maszynowe na śrut. Oglądał kule z błyszczącym czubkiem, chcąc jakby wydobyć wszelkie barwy oraz niedoskonałości pod żółtawym światłem pokoju.
- Fajna sprawa. - powiedział Simon, oglądając dalej pocisk, ale tym razem z sam cylinder mieszczący proch i spłonkę - Zainwestowałeś w srebro czy raczej przetopiłeś garść monet ? - pytanie było jakby od niechcenia, tak jak hobbista, pytał hobbistę jak udało mu się uzyskać taki efekt. Sam nigdy nie robił ich od czasu przemiany - za duże szansa, że rozwaliłby całe stanowisko, gdyby zobaczył ogień, a takiego metalu nie rozpuści na patelni i płycie grzewczej. Co do samego zakupu - był już pewien, że bierze wszystko bez dalszego targowania. Takie pociski przydadzą się z wiadomych względów, a nawet jeśli będzie trzeba to znajdzie sposób na zmianę kalibru lub nawet sam je sprzeda.

- Mnie bardziej ciekawi co za pojeb zechciał takie kule. - rzucił Samuel podchodząc do mężczyzn, biorąc od swojego Syna srebrną kule -Pewnie na kwicie podpisał się Van Helsing. - zaśmiał się Starszy ze swojego żartu i może trochę młodszy wampir, który wyciągał pieniądze za zakupy. Odliczał pojedyncze banknoty, które zajmowały miejsce w przegródce portfela.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#15
Cóż, kule, które podsunął mu Jerry, były przeznaczone dla rewolweru, nie zaś karabinu czy pistoletu. Nic więc dziwnego, że to właśnie z nim mu się one skojarzyły, co zresztą chwilę później potwierdził sam Parrington. Każda z nich była bardzo dobrze oszlifowana i widać było, że były wręcz nowiuteńkie. Pod żółtawym światłem rysował się metaliczny i błyszczący, szarawy kolor. Rys, poza tymi, które były wykończeniem, nie było żadnych. Właściciel przyglądał mu się z uwagą gdy ten oglądał jeden z pocisków. Miał przeczucie, że chłopak już zadecydował o ich wzięciu, ale mimo to wolał, by nie stała im się żadna krzywda. Zboczenie zawodowe.
— Zainwestowałem w srebro. Klient życzył sobie porządne wykonanie i takie mógłby dostać, gdyby zechciał go odebrać. — Chociaż Jerry nie skomentował słów Simona w żaden sposób, to jednak dało się w jego głosie wyczuć urazę co do chamskiego, w jego odczuciu, komentarza o garści monet. Tak, jakby chłopak nie miał szacunku do wykonywanej przez niego pracy. Momentalnie spoważniał i zaczął się zastanawiać czy aby nie popełnił błędu w ocenie Dollana. Umowa to jednak umowa i nie zamierzał zmieniać decyzji. Gdyby nie słowa Simona, być może Samuel dostałby soczystą odpowiedź. — Nie pamiętam jego nazwiska. — Powiedział jedynie w oczekiwaniu na zapłatę.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop

#16
- Szanuję. - powiedział Dollan, chowając kulę do pudełka -Większość ludzi bierze srebrny złom i przetapia go, bo to jest łatwiejsze i wmawia klientowi, że to szczery kruszec. Ty jednak kupiłeś czyste srebro, przetopiłeś, oczyściłeś kule, potem scaliłeś wszystko do kupy i to nazywam dobrą robotą, Jerry.
- rzucił stos banknotów i zabrał kulę, po czym dodał - Nie zmieniaj tego. - schował pudełko do większej kieszeni kurtki, po czym zabrał pudełko z amunicją do Remingtona, a następnie samą broń.
- Dobranoc. - dodał wychodząc, po czym założył czapkę przed drzwiami, poprawiając włosy, by mu kompletnie nie zasłaniały wizji. Wyszedł na dwór z nowymi zakupami i czekał na ganku na wyjście Samuela, który jak zwykle grzebał się gdzieś z tyłu.

Śnieg padał gęsto, a świat dalej otulał nocny całun, a jedynie uliczne latarnie pokazywały granicę między chodnikiem, a drogą. Samochód stał zaparkowany po drugiej stronie ulicy, więc Dollan ostatecznie poszedł do niego, by zapakować wszystkie rzeczy i przygotować auto w drogę. Rzucił broń oraz amunicję na tylną kanapę, a sam usiadł już za kierownicą i przekręcił kluczyk w stacyjce. Po ryku chłodnego silnika, nastąpił czas gdy ten tylko spokojnie warkotał, ale to było za mało dla wampira. Brakowało mu dźwięków życia, czegoś co zerwie tą monotonię otoczenia. Zaczął grzebać w kasetach, przy żółtym świetle auta i wygrzebał pudełko z napisem "Kurewska składanka".
- Kurwa, kiedy ja to ostatnio widziałem. - powiedział do siebie Bostończyk i wyciągnął kasetę z opakowania. Włożył ją do stacyjki, po czym nastała chwila szumu.

- Nagrywa to ? - zapytał młody, męski głos gdzieś w tle.
- Chyba tak. - zabrzmiał głos Dollana, który ewidentnie był za blisko mikrofonu - Jeszcze tylko zamknę garaż i lecimy. - potem było słychać kilka kroków odchodzących od sprzętu nagrywającego. Słychać było jak drzwi na suwnicy były spuszczane dół, a potem jak pstryknięcie kontaktu rozpala żarówki w pomieszczeniu. Kroki ponownie zbliżały się do mikrofonu, a nastoletni Dollan przemówił:
- Dobra, to na 3. - chwila ciszy - 3 ! - w tym momencie zabrzmiały pierwsze brzmienia gitary.

Wampir teraz śpiewał razem z dawnymi wykonawcami, może o wiele mniej żywiej krzyczał niż na taśmie, ale jeszcze pamiętał jak szło to i nawet czuł coś na kształt namiastki mocy, jaką mu to wszystko dawało. Cała sytuacja też zakręciła mu niewidzialną łzę nostalgii w oku, bo przypominała mu jak wykładał garaż starymi szmatami w ramach i starał się wyciszyć pomieszczenie. Najgorzej było z drzwiami do nich, bo te oblepił wytłoczkami od jajek, choć teraz wiedział, że są dość słabe. Potem musieli zdejmować to wszystko nim rodzice perkusisty wrócili, bo nie byłoby gdzie wstawić auta. Jednak wszystko to "było", a nie "jest" i wątpił czy "będzie". Darcie japy do mikrofonu już go tak nie jarało jak kiedyś, a nawet odrzucało go na myśl o wejściu na scenę jako wokalista. Nie ten głos, a nawet nie ten sam człowiek co wtedy.
KARTA POSTACI: Simon Dollan
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: ?
Opis Postaci | 
?

Re: 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop [02.14.1999]

#17
- Cóż... Poważnie traktuję swoją pracę, Simonie. Lubię ją. - Odpowiedział mu Jerry z lekkim, wręcz niedostrzegalnym uśmiechem na wargach. I mówił naprawdę szczerze. Był nie tylko dobrym patriotą, ale również pasjonatą broni palnej oraz wojskowości. Gdyby ktoś go zapytał o misje w Somalii, mógłby opowiadać bez końca. Tak samo jak o wewnętrznych strukturach United States Navy czy jej historii. Bycie żołnierzem to ciężki kawałek chleba, ale nic nie dawało takiego poczucia własnej wartości i siły, jak walka w imię kraju, w imię Ameryki, w imię demokracji.
Parrington podziękował za zapłatę i schował ją do kasy. Samuel z właścicielem patrzyli jak Dollan wychodzi ze sklepu i jeszcze zamienili między sobą parę słów. Colorado nie wątpił w umiejętności swojego Dziecka, ale nie sądził, że ten będzie miał dziś aż takie szczęście w zakupach. W jakiś dziwny sposób ten wypad go uspokoił; jakby spotkanie z Ike Cameronem było czymś bardzo odległym i nie mającym aż takiego znaczenia. Chwilę po tym jak Simon wsiadł do swojego auta, Samuel wyszedł na zewnątrz. Nie od razu skierował się do pojazdu. Przystanął, wsadził ręce w kieszenie spodni i podniósł głowę do góry w zamyśleniu. Ogarnęła go melancholia. Nie przejmował się sypiącym śniegiem, który osiadał mu na twarzy, ubraniach, butach. Wręcz przeciwnie - stał niewzruszony jakby chciał poczuć srogość zimowego Seattle. A potem, jak gdyby nigdy nic, poprawił swój kowbojski kapelusz i chwilę późnej był już w samochodzie. Wsiadł akurat wtedy, gdy Simon śpiewał jedną ze swoich piosenek. Zaśmiał się chrapliwie.
- To były inne czasy. Myślisz czasem, by cofnąć czas? By coś zmienić? - Spytał go po dłuższej chwili milczenia po tym jak Dollan skończył śpiewać. Oparł się wygodnie o oparcie siedzenia. Przymknął oczy. Położył ręce na swoich udach. Wyglądał teraz jak kowboj z prawdziwego zdarzenia. Zresztą, Colorado w ogóle wyglądał jak kowboj z prawdziwego zdarzenia. Miał w sobie coś, co przyciągało wzrok, uwagę. Może gdyby zdecydował się przyjechać do Szmaragdowego Miasta lata temu, dziś mógłby przewodzić Brujahom? Może. Wtedy Simon nie byłby tym, kim dzisiaj jest. Nie mógłby być tak beztroski. Taki... Apolityczny i aspołeczny, zamknięty we własnym świecie.
Po kilkudziesięciu minutach Colorado odwrócił twarz w stronę swojego Dziecka. Miał mu jeszcze tyle do powiedzenia. Chciał z nim zrobić jeszcze tyle rzeczy. Między nimi była więź; więź, której większość Krzykaczy by nie zrozumiała.

I EPILOG SIMONA Z NOCY 14 LUTEGO 1999 R.
W ciągu ostatnich nocy Simon Dollan miał okazję nauczyć się kilku kwestii. Był w Elizjum, gdzie nie tylko spotkał Jane Doe i się jej przedstawił, ale także miał okazję przyjrzeć się tutejszym Spokrewnionym; machinom politycznym, relacjom i pewnym zasadom rządzącym światem Kainitów. Poznanie Ike Camerona, Harpii, nie tylko dało mu nową, przychylną dlań znajomość, ale również głębszą znajomość sytuacji politycznej w Seattle: o tym, że rządzą Malkavianie z Gangrelami u boku. O tym, że niecały rok temu miało spotkanie w Jarl Hotel, w wyniku którego Ostateczna Śmierć spotkała Jeremy`ego Hammonda i Ex-Księcia Anthony`ego Wadswortha. O bardzo nieciekawej, wręcz tragicznej sytuacji wewnętrznej Brujah, którzy podzielili się między sobą na zwolenników Ventrue - w końcu za panowania Arystokratów to Krzykacze stanowili zbrojne ramię Camarilli w Szmaragdowym Mieście, tych, którzy mają teraz w głębokim poważaniu politykę i niewielką grupkę osób, która opuściła Camarillę na rzecz Anarchistów. O tym, że w klanie nie ma nikogo, kto byłby odpowiednią osobą do zajęcia pozycji Primogena. Dowiedział się też o jakimś Ventrue, ważniaku z Londynu, który na dzień dobry poprosił o Domenę. O Jane Doe, która jak dotąd jest neutralna i nie wprasza się w sprawy Spokrewnionych, co z drugiej strony nie jest dobre przez ogrom wydarzeń w mieście, które nie sprzyjają jej władzy; także o jej przywiązaniu do dzieciaków z Sierocińca. O tym, by unikać terenów Harbor Island i The Jungle. O neutralności Toreadorów, pasywnej polityce Tremere i kiepskim położeniu Ventrue, którzy są aktualnie podzieleni między Ralphem Stevensonem, a Travisem Sinclairem. O ostatnim wydarzeniu w The Jungle, gdzie Gangrele spuścili wpierdol Lasombrom i Wilkołakom z plemienia Gnatożujów, o którym Ike im pokrótce opowiedział. A na dodatek kupił dwa tuziny srebrnych kul do rewolweru i nowiuteńkiego Remingtona Model 740 wraz z paczką amunicji. Dla Simona to była zdecydowanie bardzo udana noc.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE
Odpowiedz

Wróć do „Colman”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron