1408 NE 50th St, Del Tramonto

#1
Dziesięć akrów ogrodzonej wysokim murem chronionej przestrzeni, osłoniętej wzgórzami, do której dostęp zdają się mieć jedynie nieliczni. Ze stałą, zaufaną klientelą, tworzący niejako zamknięty, objęty swego rodzaju tajemnicą sekretny krąg. Artyści, arystokraci, ludzie i spokrewnieni pochodzący z wyższych sfer społecznych, pragnący zaznać w owym położonym na skraju miasta pensjonacie nie tyle tylko fizycznych przyjemności, ale i swego rodzaju spoczynku ducha, jakkolwiek to nie brzmi. Mimo tego, iż sam właściciel sowicie opłaca porządkowe służby, to każdy klient uprzednio jest gruntownie sprawdzany, otrzymując w końcu wyczekiwaną pozłacaną, plastikową kartę wstępu.

Kiedy już przedrzemy się zza wzgórza i mur ukażą się naszym oczom kręte, zadrzewione alejki z brukowanymi ławkami i altanami, połacia drzew i traw, a za tym wszystkim skrywający się rozciągnięty szeroko trzypiętrowy pensjonat o włosko brzmiącej nazwie Del Tramonto, oznaczającego “o zmroku”. Wybrukowany ciemno czerwoną cegłą okrągły podjazd, którego centralną część stanowi fontanna starożytnego herosa spółkującego z boginią Afrodytą. Marmurowy posąg wyjęty niczym z ogrodów Luwru. Zresztą nie jedyny tutaj w tym samym może nawet nieco dla niektórych perwersyjnym stylu. Widać, że właściciele budynku cenią nad zwyczaj sztukę nie tylko samej miłości. A jeśli już o nich mowa… Uważani są za rodzeństwo, ale nieliczni podejrzewają, iż nie tylko to ich łączy. Za ścianami budynku czasem mówi się o ich jakoby kazirodczym związku, ale czy to jedynie plotki? Może wcale nie są oni rodzeństwem nosząc te same nazwisko.

Bynajmniej Del Tramonto nie jest zwyczajowym pensjonatem, czy hotelem chociaż jest możliwość zwyczajnego przespania czy zamieszkania w nim. O ile zaakceptują Was właściciele czy dwójka strzegących lokal bliźniaków. Wchodząc przez ciężkie machoniowe drzwi dostrzeżemy bijące przepychem luksusowe wnętrza z kryształowymi kandelabrami, przypominające czasy świetności lat 20. stwarzające pozory, iż czas zatrzymał się niejako w miejscu. Ale o tym później. Jeżeli dobrze się przyjrzeć za wysokimi kolumnami i ściankami dostrzeżemy schody prowadzące do piwnic pełnych magazynów, chłodni, kuchni, pralni i kotłowni. Gdzieś między nimi, gdzie nie dociera jakiekolwiek światło ni słoneczne, ni sztuczne podobnoż znajduje się ukryty, wysuszony z wody basen i dwie oszklone ciemnym, barwionym szkłem ciemnomachoniowe trumny. Ale kto by tam wierzył plotkom. Wróćmy na parter- do tego, co widoczne. Sama recepcja wykonana jest z niemal czarnego lakierowanego drewna i szkła. Ogromny hol z oszklonym barem, dekoracyjne ściany i podłogi, luksusowe rzeźbione kanapy w stylu pałacowym. Nieskończona ilość nadzwyczaj ciemnych i mrocznych obrazów przedstawiających miłosne akty wykonane przez właściciela. Wszechobecne brązy, ożywione jasną tudzież ciemną czerwienią i złotą barwą. Ciężkie masywne złote windy o mocnych kratach poprzez które jawią się naszym oczom mijane potężne salony. Górę budynku zajmuje kilkanaście sypialni gdzie zza ich drzwi niejednokrotnie przedzierają się jęki ze sobą spółkujących.

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#2
3325 E Laurelhurst Dr NE, Laurelhurst Triangle <<<

Mrukliwy charkot silnika przesuwającej się z mili na mil, Hondy i niewysłowiona cisza wnętrza siedzącej za kierownicą Celeste, rozedrganej niewdzięcznie w udawanej obojętności. Jak wielka dopada nas marność i miałkość naszego istnienia, kiedy ktoś przez moment połechce bliskością zmysłową, obieca talon na wszystko, czego nam brak, by... By zniknąć nagle, zostawiając nas na pastwę siebie. Nawet gdyby słońce, wybuchając w jej wnętrzu, oślepiło ją i objęło? Nieco więcej czy nieco mniej światła, cóż to zmienia?

Nawet nie dostrzega, że od kilku godzin jeździ w kółko, wciąż zapętloną drogą, koniec końców, kiedy tylko zaczyna się jej nudzić naprostować trasę, kierując ślady opon na śniegu ku wzgórzom i niemal wrośniętemu między nie pensjonatowi. Rozpala żar papierosa bijącym w oczy ogniem, przez moment zaledwie rozważając nawet, być może samowolne swoje podpalenie, ale kawałek Wandy Jackson Funnel of love, lecący w tym momencie w radiu w owej chwili łamie jej melancholijny bądź co bądź nastrój. Nuci nawet pod nosem...

Here I go,
Going down, down, down,
My mind is a blank,
My head is spinning around and around,
As I go deep into the funnel of love.


… ostatecznie wysiadając z gracją z mieniącej się w nikłym świetle parkingu blachy Hondy. Wgapia się chwilę w mijany przez siebie marmurowy posąg starożytnego herosa spółkującego z Afrodytą. Na własnym ciele i duszy wciąż doświadcza, że potrzeba jej wszelkich grzechów, potrzebna jest rozpusta, chciwość, próżność by móc koniec końców zachować pozory własnej normalności, zespolona z samą sobą i własnym niezaprzeczalnie “ja”. Wjeżdża windą na górę, przez świetlisto złote kraty lustrując mijane salony i kolejne pomieszczenia, stanowiące jakoby ich pewne tło. Niebanalnie wysublimowanym krokiem wkracza do jednego z nich, wdzięcznym gestem zsuwając z siebie płaszcz, by z noga na nogą zasiąść w jednym z foteli na przeciw Vittoria i spijającymi krew z jednej z tutejszych ladacznic, bliźniaków Spogglia. Bynajmniej nie rzuca w kierunku żadnego z nich jakiegokolwiek powitania.
KARTA POSTACI: Celeste Asella Di Calvo
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski,Włoski, Angielski
Opis Postaci | 
Głęboka zieleń jej długiej, lejącej się niemal po ciele sukienki z rozcięciem sięgającym po boku niemal do samego biodra, przykryta drogim, naturalnym czarnym futrem, podkreślającym wręcz jej arystokratyzm. Imponująco wysokie szpilki z lakierowanej skóry, w których o dziwo przechadza się nad wyraz lekko i pewnie z wysoką, podniesioną głową wręcz z charakterystyczną dla wyższej klasy wyniosłością. Gustowna przepaska/ turban na włosach w kolorze sukienki coś na styl lat 70.

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#3
Dziewczyna - będąc na pół przytomną - wydała z siebie ciche, ekstatyczne westchnięcie. Żyła, oczywiście, a tracona w coraz większej ilości krew najwyraźniej nie robiła na niej absolutnie żadnego wrażenia. Poruszyła się nieco, zmieniając pozycję na wygodniejsza nie tyle dla siebie, co dla przyssanych do niej trupów. Nieumarłe potwory łapczywie chłeptały jej krew; jeden pił prosto z rozciętego nadgarstka, nie zwracając zbyt wielkie na pojedyncze krople bezcennej vitae spadające na posadzkę; drugi znacznie bardziej klasycznie, przyciskał usta do szyi.
Nie uronił ani jednej kropli. Delektował się posoką w takim samym stopniu, jak jego ofiara czerpała przyjemność z Pocałunku.
Vittorio z kolei czytał gazetę i wyglądał na nieco znudzonego, by nie rzec - zirytowanego. Uniósł spojrzenie znad papieru i przez moment przyglądał się Celeste, potem przeniósł wzrok na braci, ale nie odezwał się ani słowem. Skończył czytać jakiś artykuł, przerzucił stronę i kontynuował lekturę "The Seattle Times". Tym razem jednak przeczytał tylko kilka pierwszych zdań i ze złością cisnął dziennikiem w głąb pomieszczenia.
- Samobójstwo! - warknął. - Jak można pomóc komuś w samobójstwie? Toż to najzwyklejsze zabójstwo. Ludzie nie wiedzą nawet jak poprawnie przekroczyć granicę życia i śmierci. - w końcu wyrzucił z siebie to, co tak go wzburzyło. Całe te zachowanie nie było rzeczą normalną, ba, coś takiego mogło się wydawać podejrzane. Czemuż bowiem wampir, byt nieumarły i nieśmiertelny, aż tak bardzo przejmował się zwyczajnym bydłem?
- Ale swój nos wcisną wszędzie! Dosłownie wszędzie! - kontynuował, podniesionym głosem. - Ktoś węszy w Del Tramonto a oni nie ruszą nawet palcem. - dodał po chwili, wstając i wskazując oskarżycielsko na siepaczy. Ani jeden, ani drugi nie przejęli się jego słowami. Co gorsza, nie przejmowali się też faktem, że dziewczyna przestała już wzdychać z rozkoszy, a jej ciało nie drżało w ekstazie. Straciła przytomność, co do tego nie było wątpliwości. Lada moment dotrze do granicy, o której wspomniał Vittorio.
Do cienkiej linii, oddzielającej życie od śmierci. Wampira, który nad sobą panuje od Bestii, która działa instynktownie, kierowana żądzą.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#4
Wszechogarniająca pustka. Jak gdyby ściany tego wypełnionego jękami rozkoszy i krzykami domu, zabierały przestrzeń każdej napływającej w czeluści jej umysłu, myśli. Emocjonalna huśtawka, której urwane zostały trzymające ją w napięciu liny. Siedzi niemal bezwładnie wpita we własne “ja”, jak gdyby wcale nie było nikogo wokół niej, a ona pogrążona była w ciszy, której wcale przecież nie ma i nicości, którą nosi w sobie. Wystudiowanym gestem zapełnia martwe płuca szarością papierosowego dymu, obserwując dopalający się żar i pochłaniający go, rozgraniczający filter. W końcu podnosi się ze swego miejsca, wrzucając kopeć w kryształ stojącej nieopodal popielniczki. Rzuca swoje przelotne spojrzenie bliźniakom, stwierdzając może nawet w swojej głowie, iż właśnie tego jej teraz trzeba. Jednorazowego, zwierzęcego wręcz zbliżenia. Krwawych pocałunków. Bólu. Ściekającej zewsząd posoki. Czerwonego morza karminowej krwi rozlanego po pościeli. Mogłaby to zrobić tu i teraz. Z nimi wszystkimi. Pozagryzać się niczym zwierzęta, malując pokój paletą świeżutkiej czerwieni.

- Wiesz dobrze, że nie czytam gazet, mój drogi- rzuca mimochodem. Lądująca w głębi pomieszczenia rozszarpana nieco rzutem gazeta wyrywa zdaje się z rozmyślań. Stopuje narastający głód. Afektowanie zsuwa z nóg wysokie szpilki, na palcach podchodząc ku Vittorio i masując dłońmi jego kark.

- Nie wiedzą, jak ją przekroczyć? Nie bądź śmieszny- gani mężczyznę z tym swoim niewybrednym, przesiąkniętym wewnętrzną butą uśmiechem - Po prostu tego nie chcą wystarczająco mocno. Myśl, że mamy się zabić, robi nam cholernie dobrze. Żaden temat nie daje większego wytchnienia- zaczynamy oddychać. Rozmyślanie o nim wyzwala w nas podniecenie niemal w takiej samej mierze, jak sam akt.

Słysząc dalsze słowa wampira nieświadomie wręcz marszczy ciemne brwi, wodząc w końcu wzrokiem po dwójce bliźniaczych braci, którzy zbytecznie się ledwie oddychającą kurwą uraczyli.

- Basta!- rzuca bezwzględnie w ich kierunku, sugestywnym gestem skinając na opadające już praktycznie, ledwie ciepłe zapewne, ciało Cristal.

- Mi dispiace sapere. Wyrażaj się jaśniej, Vittorio. Kto węszy w naszym schronieniu?
KARTA POSTACI: Celeste Asella Di Calvo
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski,Włoski, Angielski
Opis Postaci | 
Głęboka zieleń jej długiej, lejącej się niemal po ciele sukienki z rozcięciem sięgającym po boku niemal do samego biodra, przykryta drogim, naturalnym czarnym futrem, podkreślającym wręcz jej arystokratyzm. Imponująco wysokie szpilki z lakierowanej skóry, w których o dziwo przechadza się nad wyraz lekko i pewnie z wysoką, podniesioną głową wręcz z charakterystyczną dla wyższej klasy wyniosłością. Gustowna przepaska/ turban na włosach w kolorze sukienki coś na styl lat 70.

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#5
Gdyby nie zwrócenie uwagi przez Celeste, to dziewczyna najpewniej by wyzionęła ducha. Umarłaby, po prostu. Wykrwawiłaby się ku uciesze wampirów (a raczej Bestii, czającej się bez przerwy w mroku dusz) i przysporzyłaby nie lada problemów całej społeczności nieumarłych z Seattle. Spogglia niechętnie oderwali się od ciała nieprzytomnej; pierwszy otarł niedbałym ruchem usta, pozbywając się szkarłatnej smugi z twarzy, drugi zaś nie zamierzał się czymś takim martwić.
Oblizał tylko wargi z nadmiaru posoki i nachylił się nad dziwką niczym czuły kochanek. Chwycił jej wiotkie - ale ciągle żywe - ciało w ramiona i wyszedł z pomieszczenia, najpewniej celem doprowadzenia jej do stanu jako-takiej używalności.
Albo, jeśli nie będzie w stanie przywrócić sił oraz uratować od nieuchronnej śmierci, to po prostu pozbędzie się zwłok. Vittorio w milczeniu obserwował, jak jeden z braci Spogglia wychodzi, nasycony i zadowolony.
- Jego spytaj. Gdy siedział tutaj, przyssany do tej kurewki, do Del Tramonto dostał się parszywy kundel, węszący bez przerwy. - wyjaśnił chwilę później wampir, choć ciągle nie podawał zbyt wielu szczegółów. - Prasa, moja droga Celeste, jest niczym pijawki. Ssie tak długo, aż będzie wystarczająco napęczniała... a my musimy ją oderwać już, teraz, zanim dowie się zbyt wiele. - ruszył z miejsca, zmierzając niemal prosto do drzwi. Oparł się o niej, tymczasowo blokując możliwość wejścia i wyjścia.
Stał tak, przez kilka chwil.
- The Daily of the University of Washington. Wywiad zrobili z jedną z naszych. - wycedził nienawistnym tonem i wskazał palcem wskazującym uniesionej, prawej dłoni na jednej z pięter. Jeśli studenci dostali się do Del Tramonto, to nie było w tym nic aż tak złego. Jeśli ich stać, jeśli mają znajomości, jeśli pomyślnie przeszli dogłębne sprawdzenie...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#6
Czuje narastające w środku napięcie, z każdą chwilą podwajające wzburzenie i nadchodzący gniew, na który nie powinna sobie przecież pozwolić. Gniew kąsający na sucho, nie dający swego wyrazu. Budowanie tożsamości na tym, co ją drażni i wkurwia, to wstęp na równię pochyłą zgorzknienia, po której zjeżdża się coraz szybciej, aby na końcu stać się ziejącą nienawiścią frustratką. Niemoc w miarkowaniu i powstrzymywaniu nerwów jest podległością. Oddani wzruszeniom na pastwę, nie są panami samych siebie, lecz włada nimi los, a w jego władzy znajdujemy się do tego stopnia, że często, chociaż widzimy to, co jest lepsze, zmuszeni jesteśmy obrać gorsze. Niełatwe sprawy stają się jeszcze trudniejsze.

W niemym milczeniu przygląda się dwójce bliźniaków. Nie komentuje. Z zimnym wyrachowaniem wiedzie wzrokiem za ich niknącymi, zwalistymi sylwetkami, zsuwając z siebie niezbyt wygodną sukienkę i racząc Vittoria ledwie odzianym w lakierowaną skórę ciałem. Niewiele ją obchodzi to, że może nie wypadać. Że nie powinna go jeszcze dodatkowo w pewien sposób drażnić.

- Czyżbyś nad nimi nie panował, mój Vittorio? Czy to jedynie moje złudzenie? - rzuca en passant, jakoby niezamierzenie odruchowo, choć przecież ta swego rodzaju przygana ma swoje podstawy. To okropne, z jaką łatwością potępiamy najważniejszych ludzi w naszym życiu, prawda? I to wcale nie dlatego, że tak myślimy, ale z powodu własnej frustracji. Mimo wszystko jej głos jest jakoby głuchy, pozbawiony wyrazu, a bynajmniej śmiertelnie wręcz obojętny.

- Prasa… Gdzie się podziały te czasy, gdy gazety służyły jedynie do zawijania w nie ryb, nie niosąc za sobą dla nikogo żadnej innej wartości? - wyraźnie widać błysk gniewu, jaki pojawia się w jej oczach nie zważając na to, że za wszelką cenę próbuje z nim walczyć. I mimo tego, że zawsze kryło się w głębi jej spaczonego ja- coś ostrego i gwałtownego, to jej oczy stają się wymownie wręcz ciemniejsze a ich spojrzenie bezlitośnie mrążące, jak gdyby to samym swoim spojrzeniem można było nieprzychylnych sobie unicestwić. Podąża nim za Di Calvo w szaleńczym wręcz skupieniu wysłuchując zawieszanych przez niego słów i lustrując dogłębnie każdy zainicjowany przez niego gest.

- Kiedy to było? Artykuł się już ukazał, czy jedynie czeka na to, by jego autor został od swej decyzji odwiedziony?- rzuca owe pytania, chcąc wyciągnąć od mężczyzny więcej informacji. Tych najważniejszych w owej chwili. - Przyprowadź ją do mnie, mój drogi.
KARTA POSTACI: Celeste Asella Di Calvo
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski,Włoski, Angielski
Opis Postaci | 
Głęboka zieleń jej długiej, lejącej się niemal po ciele sukienki z rozcięciem sięgającym po boku niemal do samego biodra, przykryta drogim, naturalnym czarnym futrem, podkreślającym wręcz jej arystokratyzm. Imponująco wysokie szpilki z lakierowanej skóry, w których o dziwo przechadza się nad wyraz lekko i pewnie z wysoką, podniesioną głową wręcz z charakterystyczną dla wyższej klasy wyniosłością. Gustowna przepaska/ turban na włosach w kolorze sukienki coś na styl lat 70.

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#7
Wysłuchał uważnie tego, co miała do powiedzieć Celeste... a potem się uśmiechnął.
- Czeka. - stwierdził rezolutnie, zmierzając w stronę drzwi. - Dopiero jutro się ukaże, w specjalnym wydaniu gazety z okazji święta zakochanych. - uzupełnił, dzieląc się informacjami i jednocześnie tłumacząc, dlaczego nic poważnego w tej sprawie nie zrobił. Nie mógł, po prostu, a wtargnięcie do redakcji czy nawet i do domu autora wywiadu może i miało sens, ale było naprawdę ryzykowne. Zwłaszcza, bez wiedzy i udziału Celeste.
Skinął lekko głową, opuszczając Spokrewnioną.
Di Calvo nie musiała jednak trwać w samotności dłużej niż parę chwil, kilka minut dosłownie. Było późno i w Del Tramonto zaczynała panować senna atmosfera, sugerująca nadchodzące niespiesznie ostatnie godziny nocy. Do świtu była jeszcze daleka droga, oczywiście, ale ludzie - w przeciwieństwie do nieumarłych potworów - potrzebowali długiego odpoczynku. Dziewczyna, z którą przeprowadzono wywiad, mogła więc spać. Jej klient tak samo, dlatego gdy tylko do uszu Spokrewnionej doszły kroki dwóch par stóp, bez większego problemu można było je rozróżnić.
Vittorio szedł pierwszy. Szybko, pewnie, nie chcąc tracić czasu. "Jedna z naszych", jak to została ochrzczona dziwka, szła zdecydowanie wolniejszym krokiem, powłócząc nogami i - chyba - ziewając przeciągle. Kiedy drzwi na nowo się otworzyły, w progu stał mężczyzną, a za jego plecami młoda, całkiem urodziwa choć trochę zbyt chuda szatynka, z włosami w nieładzie, bez makijażu, za to z cieniami pod oczyma. Otuliła się szczelniej cienkim, jedwabnym prześcieradłem wlokącym się za nią niczym ślubny tren.
- Rosie Lambert, dwadzieścia dwa lata, z Eatonville, jednej z wielu dziur w tym stanie. - przedstawił szatynkę. Rosie chyba dopiero teraz zrozumiała, co się z nią może stać, bo zaspane oczy momentalnie szeroko się otworzyły. W obronnym geście podciągnęła prześcieradło, chcąc się schować za cienkim materiałem.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#8
“Los bywa okrutny, dziewczynko. Łamie nam serca i odbiera jednych drugim”. W podobny sposób zresztą jak czas, który rozrywa na strzępy, kawałek po kawałku, aż przestają się prostować, chodzić na własnych nogach, a na koniec przestają nawet żyć. Ma jednak to do siebie, że kłamstwa zamienia w niejasności, niejasności w półprawdy, aż wreszcie półprawdy w szczerą prawdę. I albo się chwilę łapie, albo pozwala jej się minąć czekając na nadciągające fatum, które bezsprzecznie jeśli nic się nie zrobi, by czas uległ potknięciom i wypadkom z całą okrutną pewnością nadejdzie.

Kiwa głową kwitując tym samym wyciągniętą ku sobie z Vittoria, odpowiedź. Może nawet, a może z całą pewnością zastanawia się dlaczego mężczyzna nic z tym wszystkim jeszcze nie zrobił, jakoby mieli przed sobą tyle milionów chwil, by móc się w nich zanurzyć, taplać do woli pozwalając, by przesypywały się one przez palce niczym monety. Wieczność dawała ogromne pokłady czasu, którego godziny nieraz sprzedaliby bez wahania, ale niekiedy, tak jak teraz to się miało, był wart każdej wartości. Moczy swoje usta w krysztale kielicha, najpewniej zapełnionym krwią niedawno wyniesionej z salonu kurwy. Ociera usta grzbietem dłoni rozważając w zupełnej, aczkolwiek chwilowej ciszy słowa brata. Nie ma to jak artykuł o sprzedajnej miłości przy święcie zakochanych, by popsuć im całe niepotrzebne dla tych mądrzejszych bardziej lub mniej rozemocjonowanie wydarzeniem. Nasłuchuje już z daleka kroków rozchodzących się dźwięcznie po korytarzach Del Tramonto. Przelicza je. Przypisuje wręcz do mijanych przezeń pejzaży martwej przestrzeni. Kolejny łyk. I kolejny. Odstawia kryształowy kielich na jedną z szafek. Rozciera tylko dłonią zalegającą na ustach ciemnoczerwoną krew, wpatrując chwilę bez słowa w nocną marę, okrytą jedynie zapewne jedwabiem prześcieradła.

- Tak źle ci u nas, moja droga Rosie? Zmuszamy cię do spółkowania z obcymi? Katujemy za nieposłuszeństwo i więzimy cię tu wbrew twojej woli- rzuca cholernie zimnym, wyrachowanym tonem, które odznacza ostentacyjnie wręcz fałszywą i przyjacielską troskę. - To właśnie mówiłaś szczeniakowi z gazety, który zjawił się tutaj nie tyle po to, by cię przelecieć, ale udając udręczenie twoim bólem otaczając opiekuńczym skrzydłem wyciągnąć za wszelką cenę informacje do artykułu, by się wybić twoim kosztem. Zupełnie nie bacząc… mając gdzieś zupełnie to, że może stać ci się coś złego, gdy tylko zniknie. Powiedz mi, jakże mam karać twoją głupiutką i nierozważną naiwność?
KARTA POSTACI: Celeste Asella Di Calvo
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski,Włoski, Angielski
Opis Postaci | 
Głęboka zieleń jej długiej, lejącej się niemal po ciele sukienki z rozcięciem sięgającym po boku niemal do samego biodra, przykryta drogim, naturalnym czarnym futrem, podkreślającym wręcz jej arystokratyzm. Imponująco wysokie szpilki z lakierowanej skóry, w których o dziwo przechadza się nad wyraz lekko i pewnie z wysoką, podniesioną głową wręcz z charakterystyczną dla wyższej klasy wyniosłością. Gustowna przepaska/ turban na włosach w kolorze sukienki coś na styl lat 70.

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#9
Szatynka zamrugała gwałtownie, gdy ujrzała Celeste. Podciągnęła wyżej prześcieradło w wyrazie żałosnej hipokryzji - była przecież dziwką, zwyczajną kurwą oddającą swe ciało innym za pieniądze. Spróbowała się nawet uśmiechnąć, robić dobrą minę do złej gry, gdy wydało się co tak naprawdę zrobiła, ale nic z tego nie miało żadnego sensu. Wiedziała, że popełniła błąd. W dużych, jasnych oczach malował się strach. Pierwotna groza, lęk czający się gdzieś w mrocznych zakamarkach duszy.
- Zastanawiałem się, czy sprzedać jej kulkę i porzucić gdzieś w Dżungli, ale to rodziłoby tylko więcej problemów. - odparł Vittorio, spoglądając to na pannę Lambert, to na wyniosłą, bladą panią Di Calvo. Rosie poruszyła bezgłośnie ustami i spróbowała się wycofać, zrobiła nawet krok do tyłu, ale nastąpiła na kawałek prześcieradła i zachwiała się mocno. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nie wiedząc, na co i na kogo patrzeć. Zdawała sobie coraz bardziej sprawę, co mogło jej grozić.
Słowa Vittorio mogły być żartem. Malowniczym, poetyckim opisem silącym się na typowe, gangsterskie groźby. Albo prawdziwym dowodem na to, że rozważał usunięcie wadliwego towaru z Del Tramonto, jednakże jak sam stwierdził, coś takiego mogłoby przynieść więcej szkody, niż dobrego. Przespacerował się więc po pomieszczeniu, okrążając zarówno Asellę jak i Rosie, aż w końcu zatrzymał się w pobliżu nieumarłej.
- Nie chciałam zrobić nic złego! - odezwała się w końcu. Miała miły, ciepły głos, nieco zniekształcała też sylaby, w tak charakterystyczny dla dziewczyny małego miasteczka sposób. - To wcale nie tak! Powiedział, że chce przeprowadzić wywiad z kimś, kto daje ludziom miłość i pozwala zapomnieć o samotności, że szuka kogoś, kto poświęca się dla innych i... - urwała. Zarumieniła się. Spojrzała w podłogę, przeczuwając, że każde kolejne wypowiedziane przez nią słowo może tylko pogorszyć i tak kiepską już sytuację.
indent]Vittorio zaśmiał się krótko, niemal odpowiadając na to wszystko.[/indent]
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#10
Powątpiewanie, brak wiary w samego siebie jest niczym innym jak chorobą. Chorobą, którą za wszelką cenę, bez jakichkolwiek skrupułów inni wykorzystają, jeżeli im na to pozwolisz, bo dławiący nas strach jest doskonałym wręcz narzędziem. Jest jak choroba, gorączka, która przejmuje nad tobą kontrolę. Nie jest on bynajmniej niczym choroba zakaźna, nie przychodzi skądś, ale sami w rzeczy samej go tworzymy. Jeżeli stracimy panowanie nad własnym strachem i bólem, który przecież jest niczym innym jak wytworem wyobraźni, czymś co tkwi jedynie w naszej głowie, to staje się on w pewien sposób- rzeczywisty. Strach wszystko pogarsza. Pozbawia kontroli, którą nad nami w końcu przejmują inni. Tacy jak ta dwójka z salonu. Atmosfera niemal przyjacielska. Dwóch katów. I ich ofiara...

- Przecież to nasza przyjaciółka, mój drogi. To, że popełniła błąd nie znaczy, że możemy ją od tak skreślić, prawda? Co też ci przychodzi do głowy. - spogląda na Vittorio tym swoim wyrazem oczu, który ten doskonale zna. Pomimo miękkiego tonu głosu, którym zaszczyca swych rozmówców w tych całych jej manierach zawsze kryło się przecież coś nadzwyczajnie okrutnego. Nie byłaby przecież sobą, gdyby nie było w jej słowach fałszu, który dla innych często ciężko jest odkryć. Cała ta gra zresztą coraz bardziej przypomina zabawę w dobrego i złego glinę, psychomanipulacyjną technikę wykorzystywaną w przesłuchaniach oskarżonych.

- Wiem, że nie chciałaś, kochana. Jesteś po prostu młodziutka i nad wyraz łatwowierna. Oddajesz mu swoje serce a on ci je łamie. Wykorzystał cię. Nie inaczej- rzuca twardym jedynie dla dosłownego, zapamiętywalnego znaczenia tonem osoby, która nie tylko zna się na mężczyznach, ale i w pełni rozumie uczucia. A bynajmniej zdaje się, że w pełni w tej chwili rozumie stojącą tuż przed nią wystraszoną dziwkę. W każdym razie takowe wrażenie sprawia.

- Jak się nazywa? Zostawił ci jakiś numer telefonu? Wiesz, gdzie go znaleźć?
KARTA POSTACI: Celeste Asella Di Calvo
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski,Włoski, Angielski
Opis Postaci | 
Głęboka zieleń jej długiej, lejącej się niemal po ciele sukienki z rozcięciem sięgającym po boku niemal do samego biodra, przykryta drogim, naturalnym czarnym futrem, podkreślającym wręcz jej arystokratyzm. Imponująco wysokie szpilki z lakierowanej skóry, w których o dziwo przechadza się nad wyraz lekko i pewnie z wysoką, podniesioną głową wręcz z charakterystyczną dla wyższej klasy wyniosłością. Gustowna przepaska/ turban na włosach w kolorze sukienki coś na styl lat 70.

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#11
Rosie rzeczywiście nie chciała zrobić nic złego. Jednakże, zapomniała przy tym wszystkim o czymś niezwykle istotnym. O tym, że konsekwencje jej czynów mogą być niebagatelne. Że może nie zostać tylko wyrzucona z Del Tramonto. Skąd jednak miała wiedzieć - wszak nie zdawała sobie sprawy z tego, że ma przed sobą Spokrewnionych... Na krótki śmiech Vittorio zacisnęła tylko zęby mając pochyloną głowę; nie chciała, by widzieli jak bardzo się teraz boi. Znalazła się w potrzasku, co do tego nie miała wątpliwości, i strach odejmował jej możliwość swobodnego namyślunku przez co nie była w stanie podjąć racjonalnej decyzji. W dodatku Asella w tym przypadku - jak i w większości tych, w których rozmawiała z dziwkami - była tu bez wątpienia psychologiczną górą. Miała przewagę nad dziewczyną - kruchą, niezbyt pewną siebie, przestraszoną i powątpiewającą teraz we własne uczynki. Jakże mogła sądzić, że oddawanie komuś swojego ciała będzie... Dawaniem miłości? Że to pozwoli innym zapomnieć na chwilę o samotności? To było przecież tylko łagodne określenia dla tego co robiła.
Słowa, które wypowiedziała Di Calvo zabrzmiały niczym uderzenie bicza. Sprawiły, że dziewczyna poczuła się jak w prawdziwej pułapce. Były tak przesiąknięte ukrytą fałszywą nutą przyjacielstwa, że aż naprawdę zdała sobie sprawę z tego, iż znajduje się teraz tylko i wyłącznie na łasce rodzeństwa Di Calvo. I nie chodziło tutaj o to, że Asella była świetną aktorką umiejącą ukryć swoje zamiary za intonacją głosu. Tutaj chodziło o to, jakie słowa dobrała. Nawet jeśli były jedynie próbą dobrego zagrania, to jednak Rosie doszukała się w nich kruchej nadziei dla siebie. Kolejne słowa wampirzycy bowiem były tak bardzo prawdziwe, że aż dziewczyna z tym swoim prześcieradłem osunęła się pod ścianą i zaczęła płakać. Popełniła błąd. W swej naiwności sądziła, że robi dobrze. Teraz... Teraz nie była tego taka pewna. Podniosła zaszklone oczy na Asellę jakby ta miała teraz jej wskazać właściwą drogę. A Vittorio obserwował to wszystko, chodząc po pomieszczeniu i obserwując dziwkę; był niczym tygrys, który obserwuje swoją ofiarę gotów zaraz skoczyć i rozszarpać ją na strzępy. Dziwka bardziej bała się Vittoria aniżeli Di Calvo, więc starała się na niego nie patrzeć, bo wzbudzał w niej strach odbierający możliwość działania.
- To... To był Jaime Scott. - W jej głosie pobrzmiewała nuta niepewności. Nie była do końca pewna czy dobrze robi, ale podświadomie czuła, że bardziej powinna się bać stojących przed nią osób niż tego całego dziennikarza. - Mieszka w Wedgwood, nieopodal Uniwersity, w jednym z tych eleganckich domów... 37th Avenue, Wedgewood Estates.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 1408 NE 50th St, Del Tramonto

#12
Zdumiewające, jak wiele istot krocząc przez swoje żałosne życie zdane jest na łaskę innych, zupełnie nie wierząc w samych siebie, odsuwając własną osobowość, dając się manipulować tym, których charyzma znacząco przewyższa ich własną. Poświęcają się dla innych w gruncie rzeczy nie otrzymując zupełnie nic i zupełnie z niczym i będąc nikim pozostając. Tacy jak oni, ta dwójka Spokrewnionych w holu pensjonatu wmówią Ci wszystko – bo oto właśnie chodzi – o manipulację postrzegania wszystkiego . A postrzeganie jakiego ,,ONI ” chcą to widzenie we wszystkim niebezpieczeństwa i kierowanie strachem...

Obserwuje uważnie każde zachowanie zlęknionej dziwki, każdorazowy rys malujący się na jej młodziutkiej twarzy. Skrycie penetruje jej rozwarty w strachu i krążących w nim emocjach, umysł. Analizuje. Roztrząsa. Rozwiesza niczym pranie na niewidzialnych sznurkach, by je potem zebrać w całość, przerzucić i w końcu ustalić późniejsze strategie. Czy warto pozostawiać ów młódkę przy życiu, kiedy zachowała się tak bardzo irracjonalnie i paradoksalnie wręcz nierozsądnie, narażając na jej ciche rozdrażnienie? Narażając bezsprzecznie budowane przez lata przedsięwzięcie i ich samych? Może jedynym sposobem zredukowania wpisanej w żywot Spokrewnionych przemocy jest nieustanne eliminowanie niesprawiedliwości powodujących frustracje, które często prowadzą co poniektórych do wybuchów gwałtownej agresji. Sięga po stojący na blacie kryształ kielicha. Czuje w ustach posmak powoli krzepnącej już na jego brzegu krwi. Spogląda na wciąż przesuwającego się po salonie Vittorio, pełnego malującego się na jego licu napięcia i rozchodzącego się w jego wnętrzu bezceremonialnego afektu. Słysząc niepewne słowa zanoszącej się szlochem, osuniętej po ścianie kurwy podchodzi na powrót ku niej, pieszczotliwie kłamliwym gestem matki dotykając jej włosów i gładząc je z pewnego rodzaju troską, której bynajmniej przeczą rzucone przez nią słowa. Skierowane nie do jej dziecka, ale do brata krwi. Do Vittorio.

- Niech twoi paisano się nią zajmą. I dostarczą do jego drzwi. Złożymy temu wykolejeńcowi wizytę- rzuca nad wyraz sucho owe polecenie, wydając na dziewczynie niechybny wyrok śmierci, która bynajmniej nikogo z nich nie obejdzie. Takie rzeczy po prostu się zdarzają. W tym świecie są niczym innym jak imperatywem.

>>> Wedgewood Estate
KARTA POSTACI: Celeste Asella Di Calvo
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Węgierski,Włoski, Angielski
Opis Postaci | 
Głęboka zieleń jej długiej, lejącej się niemal po ciele sukienki z rozcięciem sięgającym po boku niemal do samego biodra, przykryta drogim, naturalnym czarnym futrem, podkreślającym wręcz jej arystokratyzm. Imponująco wysokie szpilki z lakierowanej skóry, w których o dziwo przechadza się nad wyraz lekko i pewnie z wysoką, podniesioną głową wręcz z charakterystyczną dla wyższej klasy wyniosłością. Gustowna przepaska/ turban na włosach w kolorze sukienki coś na styl lat 70.
Odpowiedz

Wróć do „Laurelhurst”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron