4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#1
To piętrowy raczej średniej wielkości budynek. Stoi na nieogrodzonej działce, z ładnie utrzymanym trawnikiem i prostą ścieżką prowadzącą do oświetlonych drzwi. Na frontowej ścianie wisi tablica informacyjna, że tu znajduje się przychodnia weterynaryjna, prowadząca nocne dyżury. Elewacja jest lekko poszarzała, a spadzisty dach pokryty jest ciemną dachówką. Widać też podjazd do garażu, ale budynek został w tym miejscu przerobiony. Nie ma bramy garażowej, została ona zamurowana, a wejście do garażu jest z boku budynku. Nad nim znajduje się zaś urządzony taras, albo jak kto woli balkon.

Na przeciwko wejścia znajduje się wąska klatka schodowa prowadząca na piętro mieszkalne. Parter w całości zagospodarowany został na przychodnię. Wejście do budynku znajduje się po jego lewej stronie, więc wszystko znajduje się na prawo. Z przedpokoju wchodzimy do niedużej poczekalni, w której znajdują się miski z wodą, stoli z gazetami i jakieś krzesła. Jest tu też wejście do niedużej łazienki. Idąc dalej na wprost mamy gabinet zabiegowy połączony z biurem Any. Jak to w takim miejscu jest tu sporo szafek z lekami i innymi medykamentami potrzebnymi zazwyczaj przy nieskomplikowanych pacjentach. Stół do przyjęć, aparat rentgenowski, biurko z szafką na jakieś papierzyska i komputerem. Idąc dalej prosto trafimy do sali pooperacyjnej, będącej także swoista poczekalnią lub hotelem dla oczekujących na lub po zabiegach zwierzaków. Tutaj też znajdzie się kilka półek na zapasy środków medycznych oraz karmy dla różnych zwierząt. Najwięcej jest tu jednak dużych klatek, wysłanych kocami i leżeniami dla przyszłych rezydentów. Jest też to główna część starego garażu, zagospodarowana na potrzeby kobiety. Po lewej stronie ostał się niewielki jeszcze, w porównaniu do reszty pomieszczeń pokoik, który w zasadzie jest składzikiem i garażykiem na motocykl. Na lewo od gabinetu i poczekalni z wejściami z obu tych pomieszczeń znajduje się sala operacyjna. Znajdują się tutaj wszystkie specjalistyczne sprzęty potrzebne do przeprowadzenia różnych operacji na zwierzęcych towarzyszach. Wszelkie monitory, duży rentgen, aparatury do podawania tlenu, przetaczania krwi i tym podobne. Nic specjalnie dużego, od specjalistycznych, poważnych operacji są jednak kliniki. Wszystko utrzymane jest w czystości i jasnych barwach. Dla wygody większość powierzchni pokrywają płytki podłogowe i ścienne.

Piętro jest mieszkaniem Anastasii. Wchodząc na szczyt schodów skręcamy w prawo do niewielkiego przedpokoju. Jeszcze raz w prawo i mamy wejście do ogromnego salonu z aneksem kuchennym na tylnej ścianie. Naprzeciw wejścia znajduje się duże okno i telewizor. Znajdziemy tu także stolik kawowy i sporą kanapę naprzeciw telewizora. Stoją przodem do okna, po prawej mamy stół jadalny z krzesłami, a na lewo wejście do sypialni. Tam zaś stoi ogromna szafa, dwuosobowe łóżka, szafki nocne i jakieś lampki. Znajdziemy tam też biurko z komputerem. Idąc w lewo trafimy do łazienki. Prysznic i reszta sanitariów. Na wprost za to mamy wyjście na imponujący taras, który umieszczony jest nad całą powierzchnią starego garażu. Można go zadaszyć zwijaną solidną markizą. Stoją tu krzesła i stolik tarasowy, jest też huśtawka i bujany fotel. Kolory w salonie i sypialni utrzymane są w ciepłych tonacjach czerwieni i beżu, łazienka zaś wyłożona jest czarnymi kafelkami, ale dobrze oświetlona.

Oczywiście we wszystkich oknach od niedawna założone automatyczne rolety zewnętrzne.

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#2
Od śmierci Vigo wychodziła z domu tylko by zapolować. Pilnowała się by nigdy nie być głodną. Powtarzał jej to. Jako niedoświadczona Spokrewniona musiała uważać. Niby drobiazg, a gdy straci kontrolę może zrobić się nieprzyjemnie i niebezpiecznie.
Nawet nie wiedziała ile czasu minęło... ile nocy może tygodni? Nie liczyła, a zdarzyło się kilka razy, że nie podniosła się z łóżka po zachodzie słońca utrzymując ciągły letarg. Serce jej krwawiło i nie wiedziała co powinna dalej począć. W swoim domu czuła się bezpiecznie. Chciała się tylko schować i nikomu nie przeszkadzać, by nikt jej nie zauważył i żeby miała święty spokój. Niby nie potrafiła już płakać, a chciało jej się ryczeć. Była przerażona, czuła się znowu niemal jak w podstawówce... zastraszona szara myszka, która ma przeciw sobie cały świat. Całkiem sama, bez wsparcia, malutka.
-Ana weź się ogarnij... - Mówiła sobie. Musiała wziąć się w garść, ale dłuższy czas nie potrafiła się zebrać. Jedyne do czego była zdolna do do przyjęcia pacjentów w przychodni. Nic poza tym, nawet nie wyjeżdżała na wezwania. Panował nad nią irracjonalny strach, który pozwalał jej zrobić dokładnie tyle ile minimalnie musiała by JAKOŚ funkcjonować i utrzymać to wszystko w całości.

Gdy w końcu się przełamała, albo zaczęła przełamywać, postanowiła wsiąść na motor i rozwiać troski. Nienawidziła zamknięcia, a zaczynała czuć się jak w klatce. Może to była metoda? Może w tym sposób? Jebać wszystko! Po prostu wsiąść na Harleya, rozgrzać silnik, wbić bieg i dać gazu? Jechać przed siebie. Szybko. Jeszcze szybciej. Pozwolić by lodowaty wiatr tarmosił włosy i siekał po twarzy? By przeciąg wyciągnął wszystkie zmartwienia, by zabrał ze sobą ból i strach. By z hukiem otworzył te drzwi, które zamknęła śmierć Vigo? Musiała spróbować! Wampir też może dostać jobla prawda...?
Nie dlatego Vigo ją wybrał, nie po to ją Przemienił, by ta po jednym bolesnym strzale się złamała! Co jej ojciec powtarzał? Nie ważne ile razy człowiek upadnie, tylko ile razy będzie w stanie się podnieść! Po pierwszym upadku Ana miała już nie wstać? O nie!
-Pierdolę to! - Warknęła wreszcie którejś nocy, zerwała się z łóżka, naciągnęła na siebie skórzane spodnie, trepy, dopasowaną bluzę z kapturem, na to narzuciła motocyklową skórzaną kurtkę i wyszła z domu, kierując się prosto do bocznego wejścia garażu. Wystawiła motocykl na podjazd. Nawet nie pofatygowała się by uczesać włosy. Były rozpuszczone i rozwiane, tworząc rude kaskady na ramionach i plecach.
Wsiadła na swoją brykę, odpaliła potworka, po czym pochyliła się i schowała głowę w ramionach opartych o karoserię.
To dobry pomysł?
Powinnam jechać?
A jak coś się stanie?
Co ma się stać?!
Dawaj jedź!
A może powinnam iść na spacer?
Głupia jedź!
Wyprostowała się, złapała za kierownicę, ale nie ruszyła z miejsca. Maszyna warkotała słodką melodię, a Anastasia siedziała tak jak posąg wciąż walcząc sama ze sobą... jechać... nie jechać...
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#3
Anastasia miała prosty wybór. Wyruszyć w drogę, w ośnieżone ulice nocnego Seattle, gdzie może poczuć się wolna i nieskrępowana niczym, albo wrócić do swojego domu, do czterech ścian, do bezpiecznej klatki - ale jednak klatki. Schronienia, które równie dobrze można uznać za jej więzienie. Zwłaszcza teraz, gdy te szczególne wspomnienia były ciągle tak żywe, tak bolesne. Letarg wcale nie przynosił ulgi, wręcz przeciwnie, trwanie w tym stanie tylko pogarszało sytuację.
Silnik maszyny drżał rytmicznie, przypominając bicie serca. Niemalże zachęcał Bale do ruszenia, do opuszczenia domostwa, do poświęcenia tych paru godzin na beztroską jazdę po mieście. Noc była młoda, niebo choć przykryte w jakiejś części chmurami, zdobiły liczne gwiazdy. Uliczne latarnie rozjaśniały mrok ciepłym, pomarańczowym światłem, a padający śnieg wydawał się być niczym innym jak miękkim, kolorowym puchem. Było zimno, to prawda; w pobliżu nie było widać żywej duszy. Nawet w oknach sąsiednich domów było ciemno, jedynie tam, po drugiej stronie ulicy, ktoś się krzątał po kuchni - słaby blask pochodził bez wątpienia z lodówki.
Anastasia miała wybór. Mogła zgasić silnik i wrócić do domu. Mogła zamknąć oczy i na powrót skupić się na przeżywaniu raz po raz tych samych, tragicznych wydarzeń, tak, jakby ciągle była zwyczajną, przerażoną i stłamszoną dziewuchą a nie kimś innym, kimś, kto został wybrany z takiego a nie innego powodu. Przed nią było całe Seattle. Za nią tylko jeden, nieszczególnie duży dom.
Tak. Miała wybór.
On też miał wybór, wtedy, tamtej nocy. On podjął decyzję. Nie wahał się, nie zastanawiał, nie walczył sam ze sobą, nie wiedząc, co tak naprawdę należy zrobić. Noc czekała. Ulica też. Dom pod numerem czterdzieści osiem zero trzy tak samo. Gdzieś zawył pies. Skowyt był długi, głęboki, niemalże pełen bólu. Chwilę później urwał się; nie minęło jednak kilka sekund, a wycie rozległo się na nowo, ze zdwojoną siłą, tak, jakby w zwierzę wstąpiła jakaś dzika, nieludzka wręcz furia. Jakby kundel - bo to bez wątpienia był kundel, do tego pewnie bezpański, bo żaden udomowiony zwierzak nie powinien siedzieć na takim mrozie - cierpiał.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#4
Powtarzała sobie to. Cały czas w kółko, aż do znudzenia, jak mantrę. To nie ma sensu, musisz się ruszyć z miejsca. Dlaczego utknęłaś tamtej nocy i wciąż to powtarzasz? Torturujesz się sama. Vigo nie tego po Tobie oczekiwał!!
Nienawidziła siebie za tą niemoc. Lata temu nauczyła się jak takie gówniane sytuacje przezwyciężać, a teraz znowu utknęła. Nic tylko rwać włosy z głowy!! Impas. Motor warczał, jego mechaniczne serce biło gotowe do zrywu, czekało tylko na jej rozkaz, a ona nie potrafiła podjąć decyzji. Z zamkniętymi oczami siedziała, zaciskając dłonie na kierownicy, z szeroko rozstawionymi nogami by bez problemów utrzymać ciężar motocykla.

Tą wręcz bolesną pustkę przerwało wycie. Przeszyło jej uszy i czaszkę jak grom. Było jak strzał z bicza dla rwącego do galopu konia. Nie wnikała co wyło... pis, kot, tygrys, wilkołak czy sąsiad. Wycie to wycie... ona słyszała je dwukrotnie, dwukrotnie w bardzo koszmarnych okolicznościach. Teraz ono, zwykłe zapewne, należące do jakiegoś zmarzniętego psiaka, było impulsem, którego potrzebowała. Nim zdążyło urwać się pierwsze, dała gazu i z piskiem ruszyła z podjazdu. Z kontrolowanym poślizgiem skręciła na ulicę i zmuszając maszynę do szybkiego zrywu ruszyła rycząc silnikiem pustą ulicą.

Pierwszy powiew wiatru i wiedziała, że tego było jej trzeba. Prędkości. Wiatru we włosach. By poczuć wolność. By bez skrępowania zwyczajnie mknąć przed siebie. Na co jej kask? Teraz jako wampir jej refleks i szybkość, a tym samym zdolności prowadzenia zwiększyły się. W poślizg wpadnie? Powinna bez problemu wyprowadzić maszynę. Spadnie? Serio? A nawet gdyby to co? Głowę o beton rozbije? Prędzej rozbije beton głową. Nie ważne.
Harley ryczał między jej udami, a mijane z dużą prędkością domki i budynki dla niej zdawały się przesuwać jak na zwolnionym filmie. Groteskowo rozmyte. Nieznaczące. Jakby nieistniejące... jakby liczyła się tylko droga, pęd i ona. Włosy łopotały i plątały się jej na plecach, wiatr siekał jej twarz choć ona prawie tego nie czuła. Dodawała gazu, modląc się gdzieś głęboko w duchu, by ta ulica nie miała końca.
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#5
W końcu - a zdawać się mogło, że minęła cała wieczność - Bale podjęła decyzję. Być może wpływ na taki stan rzeczy miało rozpaczliwe, zwierzęce wycie, być może martwa dziewczyna wreszcie zrozumiała, że trwanie w letargu niczego dobrego nie przyniesie. Ruszyła spod swego domu, budząc maszynę do życia. Motocykl zaryczał, rozdzierając nocną ciszę i wyrzucając w mroźne powietrze chmurę gęstego, ciemnego dymu z rury wydechowej.
Anastasia bez większych trudności wyjechała na ulicę. Warunki nie były idealne do jazdy; ciemno, zimno, do tego mocny wiatr i mokry śnieg zmieszany chyba nawet z na wpół zamrożonym deszczem większość kierowców zmusiłyby do ostrożnej i powolnej jazdy. Bale jednak doskonale czuła się ściskając kierownicę motocykla, czując między udami potężne wibracje, słysząc głośny ryk pracującego bez żadnego zarzutu silnika. Wycie jednakże potrafiła wyłapać bez żadnych komplikacji.
Jechała. Coraz szybciej i szybciej, dodając gazu. Domy, żywopłoty i niewysokie, przykryte białym puchem drzewa rozmazały się w jedną plamę. Zakręt Thistle i 50th Avenue był bardzo łagodny i szeroki, ale nieubłaganie się zbliżał i lada moment trzeba będzie zwolnić. Latarnie uliczne wspomagane światłem gwiazd dostatecznie dobrze oświetlały tę część sąsiedztwa, więc Anastasia nie musiała się o nic martwić. O nic poza wyciem, które raz jeszcze dało o sobie znać.
Skowyt był głośniejszy, wyraźniejszy, jeszcze bardziej przepełniony bólem i cierpieniem. Wbrew pozorom nie pochodził od żadnej nadnaturalnej bestii ani monstrum rodem z najbardziej koszmarnych snów. Źródłem tego nieludzkiego wycia był pies. Zwyczajny, duży pies, o krótkim, żółtawym włosiu, które w świetle latarni wyglądało na znacznie bardziej czerwonawe. Dog niemiecki, bo to bez wątpienia był przedstawiciel tej rasy, siedział na zaśnieżonym trawniku i wył, wpatrując się w gęste drzewa rosnące tuż obok domu. Światła były zgaszone, czego nie można niestety powiedzieć o sąsiednim budynku.
- Stul mordę! - wrzasnął ktoś o grubym, niskim głosie otwierając okno na oścież. - Jebany kundel! - dodał, bardziej do siebie niż do wyjącego zwierza. Gruby, masywny łańcuch, jaki pełnił rolę obroży i smyczy zarazem, wbijał się w szyję psa i podzwaniał cicho, gdy dog łaził tu i tam przy swojej sporawej budzie, próbując wyrwać się i pobiec w stronę drzew. Widok i dźwięk motocykla nawet nie zrobiły na nim wrażenia.
W parterowym domu po drugiej stronie również zapaliły się światła. Rozpaczliwy skowyt psa widać nie tylko zaalarmował Bale, ale również i najbliższych sąsiadów. Dziewczyna widziała, jak za jasną, zwiewną firanką poruszają się sylwetki dwóch, może trzech osób, próbujących zobaczyć, co jest powodem takiego zamieszania. Ryk motocykla wcale nie poprawiał sytuacji, wręcz przeciwnie.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#6
Dlaczego nie zrobiła tego wcześniej? Dlaczego nie wsiadła na motocykl i nie pojechała w siną dal od razu!? Ryk silnika, lodowaty wiatr. Niemal z przyjemnością wciągnęła w martwe płuca ten zimny wicher. Napawała się nim. Pozwalała by zamrażał ból w jej popękanym sercu. Jedyną drzazgą w boku było to pierdolone wycie! Normalnie żadne zwierzęce odgłosy jej nie przeszkadzały, zwierzęta jej nie drażniły, ale teraz wycie psa, nawet tylko psa, kojarzyło jej się jednoznacznie.
Wszystkiego dopełnił ludzki, gburowaty wrzask. Minęła tą scenę, ale wróciła do niej. Zwolniła, zawróciła i zatrzymała się przy działce, na której siedział biedny psiak. Zgasiła motor, zsiadła z maszyny, palcami przeczesała potargane kłaki i odrzuciła je znowu na plecy. Bez słowa stanęła przy psie, świdrując oczami człowieczka o grubym głosie. Nie spoglądając jeszcze na zwierzę dała mu powąchać swoją dłoń, by dać mu się oswoić ze swoim zapachem i obecnością. Zagryzła zęby, żeby nie wyładować się mężczyźnie i w końcu skupiła uwagę na psie. Kucnęła przed nim, pogłaskała go i spojrzała mu w oczy. Oczywiście jeśli ten nie zaczął się szarpać, uciekać, albo co jeszcze innego. Nie chciała go wystraszyć!
-Kto Cię tak upalował na mrozie przystojniaku? - Zapytała psinę w myślach, tak jak uczył ją Vigo wydając przy tym z siebie cichuteńkie popiskiwanie. Nawet nie mrugnęła, by nie tracić kontaktu ze zwierzem.
- Dlaczego tak straszliwie wyjesz? - Zapytała drapiąc psa za uchem. Niby głupie pytanie, ale konkretne. Wiadomo że był uwiązany, że miał ciężki łańcuch na szyi, że było zimno. Nie od dzisiaj. Musiało się teraz dziać coś innego, że akurat dziś, że akurat teraz wył. O to pytała.
Kontakt ze zwierzętami był dla niej czymś tak naturalnym, zarówno za życia jak i teraz, może zwłaszcza teraz, że nie potrafiła zrozumieć, gdy Stwórca ostrzegał ją, że inni członkowie Rodziny mogą na to krzywo patrzeć. Niektórzy mówili Bydło na ludzi, w jakim poważaniu mieli więc zwierzęta?... tyle musiała się jeszcze nauczyć...
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#7
Pies momentalnie wyczuł obecność martwej dziewczyny. Łańcuch, jaki krępował jego ruchy, zadźwięczał głośno gdy zwierzak próbował odskoczyć - gwałtownie odwrócił łeb, obnażył nawet zżółknięte zęby i już-już miał zjeżyć sierść, gdy nagle położył płasko uszy i podkulił króciutki ogonek pod siebie. Zmarszczył nos, przez chwilę niepewnie węszył i położył się na śniegu, kładąc pysk na przednich łapach. Wyglądał całkiem uroczo, pomijając oczywiście fakt, że trochę się trząsł, a ogon miał cały czas podkulony.
Nie uciekał jednak. Nie obawiał się Bale tak, jak innych wampirów. Na moment raz jeszcze obnażył zębiska, gdy dziewczyna zaczęła go drapać za uchem, ale nie warczał, nie jeżył sierści i co ważniejsze, nie uciekał. Patrzył tylko na wampirzycę nie do końca ufnym wzrokiem. Była w końcu potworem, a gdzieś w jej trzewiach czaiło się najprawdziwsze monstrum. Bestia w tym konkretnym przypadku się nie liczyła.
Trzasnęło zamykane okno w jednym budynku. Gbur dał sobie spokój, zachowanie Anastasii najwyraźniej nie tylko uciszyło psa, ale również i udobruchało jednego z sąsiadów. Podobnie wyglądała sytuacja w drugim domu; sylwetki krążące za firaną zatrzymały się i w milczeniu oraz bezruchu patrzyły w mrok nocy, szukając powodu, dla którego wycie ustało. Pies pisnął cicho i potrząsnął łbem, strącając dłoń Bale - podniósł się i przeszedł kawałek po śniegu, wydeptując kolejną, nową już ścieżkę, prowadzącą mniej więcej od wampirzycy w stronę drzew rosnących przy domu. A przynajmniej ścieżkę równą długości łańcucha, jaki krępował zwierzaka.
Szczeknął. Raz, potem drugi, trzeci i czwarty, patrząc to na dziewczynę, to na drzewa skąpane w ciemności. Światło latarni oraz blask padający z okien nie sięgał aż tak daleko, więc przykryte pierzynką białego puchu dęby i olchy (chyba, ciężko stwierdzić co to za drzewa były) wyglądały niczym wyjęte z upiornej, bożonarodzeniowej scenerii. Coś tam było jednak, coś, co zwracało uwagę zwierzęcia i doprowadzało go niemal do furii - kto wie, może gdyby nie ten łańcuch, to dog by pobiegł w tamtym kierunku?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#8
Trzasnęło okno, facet się schował. Nikt nie wyszedł z domu, by jej zwrócić uwagę, albo uciszyć psa. Silnik też nie ryczał. Teraz słychać było tylko psa i wiejący wiatr, ponad innymi odległymi odgłosami miasta. Bidna psina, wyraźnie się przestraszyła. One wyczuwają Bestię, ale w przypadku kobiety, była ona bliższa zwierzętom niż komukolwiek innemu. Może dlatego, mimo że zwierzęta potrafiły się wystraszyć, że czuły respekt, to potrafiły się przełamać i współpracować? Kto wie. Sama Ana nie rozumiała jeszcze wszystkich mechanizmów i wciąż nie mogła się przyzwyczaić do takiej dominacji, którą potrafiła, zazwyczaj nieumyślnie, spętać ludzkich pupili.

Teraz liczyło się jednak to, że psiak uspokoił się. Był uległy, ale nie spanikował. Nie odpowiedział, ale wskazał jej kierunek. Ukryte w mroku drzewa. Coś tam było? Coś co tak wytrąciło z równowagi psa?
-Coś tam jest? - Szepnęła, nie oczekując już odpowiedzi. Poszła za dogiem i przystanęła obok wbijając oczy w ciemność. Stąd nic nie stwierdzi.
-Ćśśś... - Mruknęła i ruszyła między drzewa. Nie obawiała się ciemności, która tam rządziła. Jedną z zalet swojego stanu, które odkryła najszybciej był jej wzrok. Może specjalnie się sam w sobie nie polepszył, ale teraz potrafiła widzieć ze szczegółami nawet w całkowitych ciemnościach. Bez choćby iskierki światła, widziała niemal jak w dzień. Tylko jej tęczówki robiły się krwisto czerwone i błyszczące informując, że to nie jest naturalne widzenie.
Krok za krokiem, lekko, z gracją i bez problemów opuściła oświetlony trawnik i zagłębiła się w ciemność. Nie odzywała się. Zwolniła tylko i rozglądała szukając śladu tego co doprowadzało do szału kudłatego psa. Ślady na śniegu? Jakiś odgłos świadczący o czyjejś obecności. Zapach? No przecież wiewiórka, kto nawet nie wściekłby tak doga. A jeśli... cóż, zostanie jej uspokoić zwierza i jechać dalej. Byleby już nie wył.
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#9
Dostrzeżenie czegokolwiek w nocy, pośród drzew, tuż przy całkiem masywnym domu, do tego z ujadającym u boku sporym psem nie należy do rzeczy łatwych. Wręcz przeciwnie. Dla większości ludzi coś takiego jest rzeczą niesamowicie trudną, by nie rzec niemożliwą - a już na pewno niemożliwe jest dostrzeżenie wszelkich szczegółów i detali. Anastasia nie była na szczęścia taka jak większość ludzi. Prawdę mówiąc, była tak daleka od człowieczeństwa, jak to tylko możliwe.
Była w końcu ożywionym trupem, który żywi się krwią.
Stąpając po trzeszczącym pod podeszwami butów śniegu starała się skupić i zignorować ujadanie psa. Nie było to rzeczą prostą, zwłaszcza dla kogoś, kto tak ceni sobie towarzystwo zwierząt. To, co początkowo wglądało jak poskręcane, wysuszone i zmarznięte gałęzie drzewa znajdujące się na zaśnieżonej ziemi, w rzeczywistości było wyziębionym ciałem człowieka. Mężczyzny w średnim wieku, mówiąc dokładniej. Leżąca obok biała górka była niczym innym jak czarnym workiem ze śmieciami, a rozpięta, puchowa kurtka i znajdujące się pod nią pidżamy zdawały się stwierdzać, że ten pechowiec po prostu zasłabł.
Ale czy to była prawda? Pies zaczął w końcu na nowo szczekać i podskakiwać. Łańcuch zabrzęczał raz jeszcze, posyłając w noc coraz to głośniejsze dźwięki - kwestią czasu stało się to, zanim jeden z sąsiadów otworzy okno i znowu zacznie uciszać zwierzaka. Takie zachowanie nie było naturalne, a im dłużej Anastasia wpatrywała się w mrok nocy, mogła tym bardziej rozumieć czworonoga. Jego właściciel leżał na śniegu. Sam. Bez ruchu. W ciemności. Zdany tylko na siebie.
I było coś jeszcze. Tam, przy grubym dębowym pniaku rosnącym praktycznie przy ścianie domu. Ślady? Chyba tak. Ale czyje? Tego mężczyzny? Czy może kogoś jeszcze innego? Kogoś, kto czai się za granicą widoczności, w nocy, czekając na dogodny moment? Kogoś, kto śledzi i czeka, i sprawdza, i szykuje się do ataku?
Tak. Nie. Może?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#10
Pies znowu zaczął szczekać skomleć... nie dobrze, choć może z drugiej strony, teraz gdy dostrzegła jakieś nieruchome ciało...? Ruszyła do niego, choć zawahała się. Teraz kierowały nią jeszcze dwa instynkty. Ten ludzki, jako lekarki. Może potrzebuje pomocy. Może zasłabł? Trzeba to sprawdzić. Drugi, drapieżnika, który musi solidnie uważać jeśli nie chce popaść w kłopoty. Idź stąd. Może go inny wampir dziabnął. Może ktoś tam czyha. Wracaj na motor i jedź dalej!
Podbiegła do mężczyzny i od razu sprawdziła co z nim. Oznaki życia, czy ma puls, czy oddycha, czy nie jest ranny, teraz także czy nie ma śladów po kłach, które mógłby zostawić jakiś zbaraniały krwiopijca. Możliwe całkowicie, że koleś poszedł wyrzucić śmieci i się wykopyrtnął... chociaż śmieci... o tej godzinie?... Poważnie?... Jeśli żyje, to w sumie dobrze, upewni się czy ino nie ma śladów kłów. Jeśli ma, zaliże ranki, no jakie ma wyjście. Nikt i tak nie będzie jej widział, a nawet gdyby to pewnie sprawdza mu oddech. Po tych czynnościach, za ręce przyciągnie nieprzytomnego faceta przed budynek, w zasięg łańcuch psa. To może być jego właściciel... chociaż co za skurwiel paluje psa na ciasnym, grubym łańcuchu...
Jeśli uda jej się złapać spojrzenie psa, znowu doń przemówi... ni to rozkazem, ni prośbą... najpewniej zwyczajnym stwierdzeniem.
-To twój właściciel? Zrób z nim co chcesz. Ogrzej go nim nadejdzie pomoc, albo jeśli był dla Ciebie zły... rób co chcesz. Więcej takiej szansy nie dostaniesz. - Tyle mogła zrobić, dla faceta, dla psa i dla siebie. Sama pomocy nie wezwie, komórkę zostawiła w domu, nie zakładała, że może jej się dzisiaj przydać. Do domu nie zapuka, bo do głosu dochodził instynkt wampira - nie wychylaj się, ludziom bezpośrednio nie pokazuj. Zaczną się pytania... niepotrzebne gówno. Dla psa... cóż, to jego szansa, na odpłacenie złemu właścicielowi, bądź uratowanie mu życia.

Jeśli dotąd nic znikąd nie wyskoczyło, żaden sąsiad się nie przypałętał i w ogóle poszło gładko, Ana wróci między drzewa by zbadać ślady. Tam będzie bezpieczna od wzroku domowników i sąsiadów, jest zbyt ciemno by ludzie cokolwiek mogli dostrzec. Ona za to mogła się swobodnie rozejrzeć. Ślady mężczyzny powinny być dość wyraźne i pewnie prowadzić od domu w to miejsce, mniej lub bardziej bezpośrednio. Jeśli były tu jednak jeszcze inne ślady...
Inny człowiek? Skąd przyszedł? Dokąd? Kobieta zwróci uwagę czy nie ma przy śladach żadnej krwi, zarówno w miejscu, gdzie leżał typ jak i przy grubym pniu.
Dlaczego w ogóle to robiła? Była ciekawska, a jednak wolała by w jej sąsiedztwie nie pałętał się żaden nieodpowiedzialny krwiopijca, który i na nią może sprowadzić kłopoty. Dość ich ma ze sobą i dość się ich spodziewa w następstwie śmierci swojego Stwórcy, by mogła pozwolić sobie na coś takiego.
Jeśli mężczyzna zwyczajnie zasłabł to odetchnie z ulgą. Jeśli nie... to musi ogarnąć na czym stoi.
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#11
Ciekawość. Przyzwoitość. Chęć pozostania człowiekiem. Walka z Bestią, z drapieżnikiem i monstrum czającym się gdzieś wewnątrz - tak można było podsumować ostatnie chwile, jakie Anastasia spędziła wcale nie tak daleko od miejsca swego zamieszkania. Mogła to wszystko rzucić w cholerę, wsiąść na swój motocykl i ruszyć dalej. Seattle było naprawdę rozległym miastem, pełnym ulic, uliczek i alejek, autostrad i jezdni stworzonych do jazdy.
Ale wolała zostać. I teraz, ostrożnie zbliżając się do leżącego mężczyzny, mogła z ulgą stwierdzić, że żaden Spokrewniony go nie dopadł. Dostał czymś w głowę, czymś ciężkim, pozbawionym ostrych krawędzi i kątów, jak gazrurka albo coś podobnego. Stracił przytomność, padł bez świadomości na śnieg; pies, najwidoczniej zakochany w swym panie-właścicielu, wyczuł, że coś jest nie tak i zareagował w jedyny możliwy sposób.
Chyba.
Odciągnęła go do psa. Ten zaczął skakać w ekstazie i merdać ogonem, możliwe, że nawet się posikał z radości na widok swego pana. Zaszczekał parę razy i polizał mężczyznę po twarzy; powietrze momentalnie wypełniła szarawa para z oddechu. Człowiek się poruszył, jęknął. Żył. Odzyskiwał powoli przytomność, a dog tańczył wokoło, brzdękając łańcuchem. Bale powróciła do linii drzew, nie musząc się martwić życiem i zdrowiem śmiertelnika.
Śladów było bowiem więcej. Jedne bez wątpienia należały do mężczyzny. Teraz, gdy można się było w spokoju rozejrzeć, Anastasia widziała wydeptaną w śniegu ścieżkę prowadzącą od tylnych, kuchennych drzwi. Kilka metrów dalej, przysypane gęstym śniegiem, stały blaszane kosze na śmiecie - cel wędrówki zamroczonego jegomościa. A tu, zza drzewa, widać było kolejną ścieżkę, już na wpół zasypaną białym puchem. Ktoś nadszedł z głębi sąsiedztwa, z wąziutkich alejek między działkami, podwórzami i domami.
I wszedł do domu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#12
Całe szczęście, że nie musiała martwić się facetem. Będzie żył, jakiś czas tylko dokuczał mu będzie guz na głowie. Jak się okazało pies go kochał i był weń wpatrzony jak w obrazek. W sumie dobrze, znaczyło to, że nie był szczególnie źle traktowany.
Ale zostawmy psa i jego właściciela! Zanosiło się na włamanie! Tak?
Kto by się chciał włamywać do czyjej chaty w takim sąsiedztwie?
Powinna w ogóle się w to mieszać?
Nie była gliną tylko lekarzem weterynarii!
Głupia pipa poszła jednak za śladami do tylnych, kuchennych zapewne drzwi. Było ciemno, ale przezornie zgarnęła włosy na twarz i zaciągnęła kaptur na głowę jak tylko mogła najgłębiej.
-Spierdalaj stąd Ana! - Zganiła się w duchu zatrzymując się przy tylnym wejściu.
-Po co tu zaglądasz? - Dobre pytanie. Dlaczego jej martwe serce było wciąż tak dobre?! Powinno? Przecież była wampirem! Ale czy wampir, z racji bycia wampirem... potworem, musi być na wskroś zły? ale czy potwory mogą być dobre? Idzie dostać cholery od takich myśli i rozważań! Ana otrząsnęła więc głowę, by je przegnać. Zaczynała się przyzwyczajać, że coraz częściej zaczyna działać instynktownie. Kierowana kilkoma wezwaniami. Tymi dobrymi odruchami tak jak teraz. Wampirzymi, gdy podświadomie szuka śladów innych z Rodziny, wilkołaków i innych potencjalnych zagrożeń. Myśliwego, łowcy, który tropi, podąża za zwierzyną, który chce dopaść swój cel... w sumie, też tak jak teraz. To wszystko jest pokićkane i zagmatwane, ale właśnie taki w przypadku kobiety musiało być.

Musiała jednak być ostrożna. Nie mogła dać się przyłapać samej w niejednoznacznej sytuacji. Żeby nikt sobie nie pomyślał, że to ona jest włamywaczem! chwila zastanowienia. Musiała wypłoszyć intruza, jeśli jeszcze był w środku. W sumie nie było żadnych śladów wskazujących, że ktoś wyszedł tą samą drogą, więc to prawdopodobne, że wciąż grabił majątek właściciela doga.
Weszła do środka pilnując by niczego bezpośrednio nie dotknąć i nie zostawić niepotrzebnych śladów. Drzwi popchnęła dlatego łokciem. Nie zapalała światła, nie gasiła go jeśli było zapalone.
-Wiem, że tam jesteś! Dzwonię po policję, radzę ci spierdalać!! - Krzyknęła do w głąb budynku jeśli nie natknęła się na nikogo już za progiem. Zostawiła sobie otwarte drzwi by w razie co móc samej szybko dać drapaka, ale co będzie to będzie. Starała się zawołać na tyle głośno by było ją słychać w domu, ale by nie poderwać właściciela na zewnątrz.
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#13
Weszła do środka. Powoli, ostrożnie, gotowa na wszystko.
Kuchnia była pogrążona w mroku. Ciasna, skromna, cuchnąca tanią i dość szkodliwą dla psów karmą. Szafki z niskiej jakości tworzywa oraz sękatego drewna wisiały pod sufitem. Lodówka była zamknięta, a jedyne, co ją ozdabiało, to parę zdjęć doga oraz uśmiechniętego pana domu. Na wąskim stole z metalu i szkła trzeciej kategorii były rozłożone bezładnie brudne talerze, sztućce i kubki, będące smutnym dowodem na pozbawione smaku posiłki. Resztki śniadania, obiadu i kolacji dla jednej, jedynej osoby (nie licząc psa) szpeciły pomieszczenie. Zlew był jednakże pusty, a zmywarka otwarta, można więc sądzić, że ten biedak chciał na świętą noc sprzątnąć, pozmywać... ale miał pecha.
Nawet mimo tak lichego światła - a właściwie jego braku, bo blady, błękitny blask malutkiej lampki gdzieś na korytarzu trudno nazwać prawdziwym źródłem światła - Anastasia bardzo wyraźnie widziała na wykafelkowanej posadzce w kuchni ślady roztopionego śniegu. Na szarawych, gładkich płytkach widniała ścieżka utworzona z całkiem sporych, brudnych plam wody. Co więcej, prowadziła od kuchennych drzwi przy których aktualnie stała Bale, aż do wejścia na korytarz.
Ze szpary bił słaby blask lampki. Chwilę później, gdy Anastasia wykrzyczała swoje groźby, światło na moment przesłoniła czyjaś zgarbiona sylwetka. Nie mógł to być drugi domownik, współlokator czy ktoś taki; wystrój kuchni jasno wskazywał, że nieprzytomny mężczyzna w puchowej kurtce mieszkał tutaj sam z psem. Kimkolwiek był ten człowiek, był intruzem. Tak samo jak Bale, aczkolwiek dziewczyną kierowała ciekawość oraz chęć niesienia pomocy.
I, co oczywiste, próba zwalczenia swej demonicznej natury. Anastasia może i była wampirem, może i żywiła się ludzką krwią, ale nie była potworem. A przynajmniej starała się nim nie być. Rzeczywistość bywa jednak przewrotna i groźby - nawet bez pokrycia - znacznie bardziej zbliżają ją do monstrum, do Bestii, niż do porządnego człowieka. Intruz, który zaatakował niewinnego, zdawał się jednak nie słyszeć Bale. Więcej nawet, on chyba nie wiedział, że oprócz niego ktoś jeszcze tu jest!
Ciężko dokładnie powiedzieć, kim on był. Miał na sobie grubą, ciężką kurtkę w ciemnym, chyba szarym kolorze, ale nie był chyba grubym ani umięśnionym człowiekiem. Mógł być młody, jednakże stał tyłem, czy też bokiem, a i Anastasia widziała go tylko przez moment, więc... tylko czemu nie reagował na jej słowne zaczepki? Dlaczego nie słyszał wycia psa, skoro nawet sąsiedzi w domach obok nie byli w stanie go wytrzymać?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#14
Co jest do groma!? Anastasia zmarszczyła brwi. Krzyknęła, a ten nie zareagował? Pies wył, szczekał, ujadał jak opętany, a ten mimo to szabrował dom? Głuchy czy co?! O ile na psa mógł brać poprawkę, o tyle jej zaczepka była wyraźnie skierowana do niego, to nie były żadne randomowe słowa dzieciaków szlajających się ulicą. Zawołała na tyle głośno, że musiał ją słyszeć... przynajmniej powinien ją słyszeć każdy kto posiada sprawny narząd słuchu! Głuchoniemy włamywacz!?

Pokręciła głową samej nie wierząc w to co się tu dzieje i ostrożnie stawiając stopy ruszyła w stronę, gdzie znajdował się intruz. No co miała zrobić. Oczywiście powinna odpuścić i odjechać, ale już ustaliliśmy, że była zbyt ciekawska, uparta i zacięta by odpuścić. Do tego z jakiegoś powodu, kolejnego instynktu, swoistego terytorializmu, musiała coś zrobić. Coś szeptało jej o intruzie, o łobuzie jakimś paskudnym na jej terytorium! Co prawda nikt nie nadał jej żadnej konkretnej domeny czy czegoś takiego, ale... no właśnie... Ona mieszkała na tym osiedlu od lat! Pracowała tu! Teraz także zdarzyło jej się polować. To jej terytorium i ma być tu kurde porządek!

Jeśli nie została jeszcze zauważona, to chciała podejść bliżej i zobaczyć co to za typ się tutaj szwenda. Dlaczego jej wołania nie usłyszał? Czego szukał? Kto to w ogóle jest? Jakiś gówniarz? Stary menel? Nie... menela to po samym smrodzie na progu by wyczuła.
Na wszelki wypadek została sama w mroku, uważając by światło w żadnym stopniu nie padło na jej bladą twarz. Miała kaptur i poczochrane włosy zaczesane do przodu. Obserwowała, skoro jej nie słyszał... może warto się upewnić co do tego kim "gość" był i do jego intencji. Co jeszcze bardzo ważne, Ana zwróci uwagę czy typ nie ma przy sobie żadnej broni. Noża, wideł czy klamki. Jeśli ma, nie wróży to nic dobrego... choć z drugiej strony właściciela palnął w łeb i ogłuszył, a nie zadźgał. To chyba też coś znaczyło...
Chyba...
Ana w takich chwilach uświadamiała sobie jak mało wie o ludziach...
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#15
Włamywacz znowu przemknął korytarzem, na moment przysłaniając słaby, błękitny blask lampki. Ta jedna, krótka chwila wystarczyła, by Spokrewniona dojrzała kilka szczegółów, detali, które pozwolą podjąć właściwą decyzję. Przestępca, bo nim bez wątpienia był ten człowiek, był młodym chłopakiem. Pryszczatym w dodatku, o wychudłej, szczurzej twarzy pokrytej nie tylko krostami, ale także cieniutkim zarostem. Rzadki, rudawy wąs wisiał nad ustami i wyglądał dość obleśnie; miną lata zanim przemieni się w coś znacznie bardziej imponującego.
Poruszał się nieco nerwowo, szybko. Trącił nawet coś ręką; wazon bądź flakon upadł, tłukąc się z donośnym brzdękiem. Padło ciche "kurwa", wypowiedziane z mocnym akcentem z wschodniego wybrzeża. Kurtka z pewnością należała do starszego brata. Ojca, może. Ciemniejsza czapka tak samo, była dodatkowo nasunięta nisko na czoło, tak, że przykrywała brwi - Bale nie zdołała dojrzeć jego oczu, bo jej uwagę przykuło coś innego. Coś, co było wyjaśnieniem zagadki i odpowiedzią na wszystkie pytania.
Miał walkmana.
Słuchawki, ciasno przyciśnięte do uszu i dodatkowo skryte pod czapką, drżały niezauważanie od muzyki. Stało się jasne, dlaczego nie zarejestrował nie tylko ujadającego psa, wrzeszczącego sąsiada, ale także i ryczącego motocykla oraz krzyków samej Bale. Tłumił dźwięki otoczenia za pomocą muzyki. Tak proste, że aż prostackie, można powiedzieć. I niesamowicie ryzykowne, co zresztą Anastasia pewnie wykorzysta lada moment. Była w końcu drapieżnikiem. To było jej terytorium, a on bezczelnie wtargnął i zaczął się rządzić.
Co ważniejsze, nie widać było żadnej broni. Nic. Nawet kija, pałki czy też gazrurki, którą mógł ogłuszyć właściciela doga oraz domu. Albo w swej głupocie i naiwności zostawił narzędzie zbrodni gdzieś na korytarzu, albo co gorsza, ciągle miał je przy sobie. Czym jednak coś takiego mogło być w starciu z nieumarłą bestią, z potworem, któremu nie straszny ziąb i mróz? Bale mogła przecież bez trudu dopaść tego człowieka, połamać mu ręce i wezwać policję, tak, jak groziła...
Włamywacz ruszył dalej, w głąb korytarza. Kroków nie było słychać, musiał więc stąpać po dywanie, bądź jakiejś miękkiej wykładzinie. Do uszu Spokrewnionej doszły za to dźwięki wysuwanych szuflad i otwieranych szafek; młody, pryszczaty wąsacz buszował po korytarzu. Szukał czegoś, ale pytanie brzmiało - czego konkretnie?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#16
To co zobaczyła niemal nią wstrząsnęło. Gdyby mogła, to pewnie szczęka opadłaby jej do samych kostek. Dzieciak jakiś, z mchem zamiast zarostu i nastoletnim trądzikiem na ryju, plądrował dom samotnego faceta. Do tego miał słuchawki z muzyką na uszach! Skrajna nieodpowiedzialność i głupota! Naprawdę, nie mogła uwierzyć, że taki baran chodzi w ludzkim ciele!
Miała ochotę przetrzeć oczy z wrażenia!
Pozwoliła mu, nieświadomemu przejść dalej, sama rozejrzała się za jakimś sznurkiem, czy kablem. Ostatecznie weźmie wyrwie kabel zasilający z jakiejś lampki, radia, mikrofalówki lub czegoś takiego. Weźmie też szmatę do garów, na knebel.
Kręcąc głową ruszyła do młodzika. Poruszała się bezszelestnie nawet bez większych starań, zwłaszcza po dywanie, a już na pewno dla głupiego gnoja, który słuchał w najlepsze muzyki.
Zdenerwował ją. Naprawdę, to było tak absurdalne, że aż irytujące.
Zatrzymała się za nim gdy ten buszował po szufladach. To będzie miał niespodziankę. Poklepała go delikatnie po ramieniu by sprowokować go do odwrócenia się. Jeśli to zrobi to przywali mu na powitanie prawym sierpowym w pysk. O tak, w takiej walce była dość dobra. Kurs samoobrony w szkole średniej, a potem nauki Vigo. Nawet jeśli to on odwróci się z zamachem, postara się unieść gardę i zablokować jego uderzenie, by wtedy wyprowadzić własne.
Miała nadzieję jednym ciosem powalić dzieciaka. Powalić, nie zabić, może ewentualnie zamroczyć.
Jeśli jej się nie uda przy pierwszym podejściu postara się go spacyfikować jak najszybciej następnym uderzeniem ewentualnie trzema.
Jeśli go powali, migiem wepchnie mu szmatę w pysk, żeby się nie wydarł przypadkiem. Będzie się rzucał do dostanie płaskiego na wstrzymanie. Następnie postara się sprawnie szczyla związać wcześniej wspomnianym kablem, bądź sznurkiem. Mocno, ciasno, by nie mógł się ruszyć. Oczywiście w razie potrzeby pacyfikujący lep na mordę.
Gdyby poszło to tak gładko, weźmie go za fraki i przyciągnie sobie do twarzy jego twarz.
-Jak wyjdziesz z paki, pokaż mi się na tym osiedlu jeszcze raz, to na obitym pysku się nie skończy. - Warknie przez zaciśnięte zęby. Przez kaptur, włosy i panującą ciemność raczej nie powinien jej poznać. Z resztą, na jego miejscu Ana pewnie narobiłaby w portki w takiej sytuacji, a już na pewno wzięła na poważnie ostrzeżenie by więcej się tu nie pokazywać.
W razie komplikacji będzie walczyć, na pięści może i potrafi! AŻ jej szkoda dzieciaka... chyba, że ten karateką się okaże niespodziewanie! Jeśli by próbował prysnąć, postara się go łapać, pacyfikować i związać wedle pierwotnego założenia.
Musi to zrobić dość szybko, nim facet pozbiera się z trawnika, pogłaska psa i wróci do domu.
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#17
Gdy minął pierwszy szok i zdziwienie spowodowane tak bezczelnym, głupim i zuchwałym zachowanie młodocianego włamywacza, Anastasia poczuła jak Bestia w jej wnętrzu się poruszyła. Dziewczyna była zdenerwowana i to było widać aż nadto; nie straciła jednak głowy, szybko się rozejrzała i, będąc w kuchni przecież, sięgnęła po trochę brudną ścierkę. Kabel mikrofalówki okazał się być trochę grubszy, niż mogła sądzić, ale nie stanowił żadnej większej przeszkody. Suchy trzask, jaki towarzyszył wyrwaniu metalowych drucików okrytych grubą, białawą izolacją nie był też szczególnie głośny.
No i ten młodzik miał słuchawki na uszach.
Bale mogła krzyczeć, tłuc talerze i trzaskać drzwiczkami od szafek, a włamywacz pewnie i tak by się nie zorientował, że coś się dzieje dosłownie za jego plecami. Ruszyła więc za nim, zachowując zdrowy dystans - wyczekała na odpowiedni moment i ujawniła swoją obecność. Drobny, niema przyjacielski gest przyniósł nawet więcej, niż oczekiwany skutek; młodzieniec aż podskoczył, przestraszony. Odwrócił się gwałtownie, wypuszczając trzymany w rękach przedmiot.
Niewielka, prostokątna szkatułka z czerwonawego drewna spadła na posadzkę. Otworzyła się, wypuszczając na świat cichą, nieco smutną i co ważniejsze, zapętloną melodyjkę. Na dywan wypadły dwie, złote obrączki połączone srebrzystym łańcuszkiem. Biżuteria nie wyglądała na cenną, chyba nie miała też wartości sentymentalnej, bo w końcu stały na korytarzu przy kuchni, a nie w sypialni, salonie czy gdzieś. Włamywacz zerknął jeszcze na moment w stronę tej pozytywki, zanim ostatecznie przeniósł wzrok na Bale.
- Jezu! - zawołał przerażony chłopak, gdy wampirzyca wykonała cios. Uderzenie było celne, silne, niespodziewane. Czapka się przekrzywiła, słuchawki zsunęły z uszu; można było usłyszeć jakieś potępieńcze wycie chyba w skandynawskim języku. Młodzik zatoczył się, wpadł na szafkę i zrzucił z niej kolejne przedmioty. Oprawiona w ramkę fotografia przedstawiająca mężczyznę, psa i młodziutką kobietę - dziewczynę właściwie - spadła na dywan. Miękkie włosie uchroniło szkło i deseczki, dzięki czemu nic się nie stłukło ani nie pękło.
Do czasu.
Półprzytomny, wystraszony chłopaczyna zaczął się wycofywać, wpadając to na ściany, to na kolejne meble. Nadepnął na fotografię. Trzasnęło szkło i drewno, a potem trzasnęła kość w jego szczęce. Drugi cios, wymierzony przez panią doktor, był znacznie celniejszy i brutalniejszy. Posłał włamywacza na posadzkę, pozbawiając go przytomności oraz chęci do dalszego stawiania oporu. Obudził się dopiero, gdy poczuł w ustach wilgotny, paskudny smak starej i brudnej ścierki. Był skrępowany, nie mógł się ruszać.
I spojrzał w twarz potwora. Anastasia z zadziwiającą, nieludzką łatwością przyciągnęła go do siebie. Tego było jednak za wiele jak na tak młodego chłopaka i do nozdrzy dziewczyny dotarł ostry, drażniący smród moczu. Przestępca, który bez żadnego problemu zaatakował samotnie mieszkającego faceta, posikał się ze strachu i bólu. Z jasnych, szeroko otwartych oczu popłynęły łzy.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#18
Dwa ciosy wystarczyły by powalić i zamroczyć włamywacza. Dziewczyna czuła jak Bestia w jej wnętrzu warczy. Nie było to coś nad czym nie byłaby w stanie zapanować, ale czuła ten pierwotny instynkt, tą dzikość, jeśli której pofolguje to będzie źle. Jej Bestia też nie lubiła takich szumowin. Gagatków bez przyszłości, którzy nie wiedzą gdzie ich miejsce, którzy potrafią tylko okradać innych.

Nie spodziewała się tak wielkiego wrażenia, które wywołała na młodziku. Chciała go przestraszyć, dać mu nauczkę, za jego głupotę i zuchwałość. Uświadomić choć trochę, że źle może skończyć jak będzie tak nierozsądnie działał. Noc jest ciemna i pełna strachów!
Dotarło to do niego tak mocno, że aż się zeszczał.
Gdy nieprzyjemna woń dotarła do jej nosa, wyszczerzyła zęby i uniosła rękę z rozstawionymi i ugiętymi jak szpony palcami. Impuls, nad którym ledwo zapanowała. Oczami Bestii zobaczyła, jak jej paznokcie zamieniają się w czarne, diabelsko ostre i mocne pazury, tak u Vigo, które rozrywając gnojowi gardło. Na szczęście dla niego, Ana nie potrafiła jeszcze tej sztuki i na tyle dobrze nad sobą panowała by mu jednak nie przywalić. Wyszedł z tego przynajmniej niezły kolejny gest zastraszania.
-Żałosna gnida... - Warknęła i rzuciła go na podłogę w kałuże własnego moczu. Niech leży tak tutaj i czeka na gliny! -Ani drgnij! - Syknęła jeszcze do niego, po czym odwróciła się na pięcie i wybiegła tylnym wyjściem, z gracją jak kot.

Biegnąc cały czas ruszyła między drzewa, by ominąć sąsiedni budynek i wrócić na chodnik. Tak by dla potencjalnych gapiów tutaj wyglądało to jakby najzwyczajniej w świecie nadchodziła chodnikiem. Pod drodze zastanawiała się nad tym co właściwie się wydarzyło. Dlaczego zareagowała tak a nie inaczej. Bestia ucichła, a ona nieco ochłonęła. Zdała sobie jednak sprawę, że rządzą nią już nie tylko jej własna wola, ale silne dzikie instynkty. To było niepokojące i zarazem fascynujące. Niby dalej była sobą. Czułą myślącą panią weterynarz. Dobrą i starającą się nie pakować w kłopoty. Z drugiej jednak strony czuła, że jest też łowcą, śmiercionośnym drapieżnikiem, dla którego zabicie człowieka, to żaden wysiłek. Tak jak tamten chłopak. Był całkowicie na jej łasce. Jeden precyzyjny cios... jedno ugryzienie wystarczyło by skończył swój żałosny, nędzny żywot.
Przerażające...

Jeśli przed domem właściciel psa, dalej zbiera się do kupy, bądź jest gdzieś dalej ze swoim pupilem, to podejdzie do niego. Oczywiście ściągnęła już kaptur i odgarnęła włosy z twarzy, wyglądała jak normalna, ruda kobieta, która ucięła sobie wieczorny, mroźny spacer.
-Zadzwoni pan po policję. Ktoś się najwyraźniej włamał do pańskiego domu. - Powie tylko. Krótko i na temat. Bez owijania w bawełnę, a skąd to wie... cóż, tego niech się już domyśla biedny on.
-Dobra psina. - Poślę ciepłą myśl do doga jeśli ten tylko odważy się na nią spojrzeć. Po czym ruszy do swojego motocykla, zaparkowanego przecież tuz obok.
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#19
Człowiek był istotą delikatną. Kruchą, ulotną, podatną na wszelkie bodźce. Wampir, taki jak Anastasia na przykład, był totalnym jego przeciwieństwem. Te krótkie chwile, jakie Bale spędziła w domu nieznanego przecież mężczyzny ratując jego dobytek przed kradzieżą, były doskonałym tego dowodem. Instynkt i żądza krwi wzięły nad dziewczyną górę. Bestia na jeden moment dała o sobie znać i tylko cudem ten młody, pryszczaty chłopaczyna, z pierwszym wąsem pod nosem, nie stracił życia.
Posikał się, to prawda, ale żył. Dostał nauczkę. Być może zmieni swoje nastawienie, zrozumie, jak wielki błąd popełnił i jak blisko śmierci był - być może jednak uzna, że tym razem mu się nie udało i kolejne włamanie zaplanuje znacznie bardziej starannie, dokładniej, z uwzględnieniem tak podstawowych rzeczy jak brak słuchawek. Anastasia powiedziała mu tylko parę słów, nim prędko opuściła budynek. Włamywacz nigdzie nie ucieknie, był zakneblowany, spętany grubym kablem, leżał w kałuży własnego moczu i płakał. Nic mu chyba nie będzie.
Krótki spacer pomiędzy drzewami pozwolił Spokrewnionej zrozumieć, kim tak naprawdę jest. Nie była człowiekiem, była drapieżnikiem. Ledwo zdołała nad sobą zapanować, oczyma wyobraźni bowiem widziała, jak morduje młodzieńca. Stąpając po trzeszczącym śniegu szła okrężną, dłuższą drogą, tak, by wyglądała na jedną ze zwyczajnych mieszkanek Dunlap a nie podejrzaną osobę wyłaniającą się z nocnego mroku pomiędzy drzewami, jakie rosły na tyłach i wokoło budynków.
Padający śnieg z wolna przybierał na sile. Zamrożony deszcz chyba już dał sobie spokój i teraz na ziemię spadały jedynie grube, białe płatki, bardzo szybko przykrywając ślady wydeptane przez Spokrewniona. Do wschodu słońca pewnie wszystkie ślady jej stóp znikną i jedynym dowodem na obecność dziewczyny będzie związany włamywacz.
Dog znowu zaczął szczekać. Tym razem jednak cieszył się na widok Anastasii. Jego pan ruszał się powoli na śniegu i jęczał cicho z bólu; podniósł w końcu drżącą z bólu i zimna rękę i pomacał się po potylicy. Bardzo wolno uniósł się na czworaka i zaczął kaszleć. Pies zaskomlał i skoczył w ramiona mężczyzny, a potem rzucił się w stronę Bale, nie zwracając uwagi na krępujący łańcuch. Dopiero to zachowanie naprawdę zwróciło uwagę pobitej ofiary włamania.
- Policję? - spytał niewyraźnie. - Co? - powtórzył, stając na równe nogi. Zachwiał się, ale zdołał utrzymać równowagę. Zamrugał prędko, rozejrzał się też wokoło, zatrzymując spojrzenie na swoim psie, na pogrążonym w ciemności domu, oraz na młodej, niepozornej dziewczynie, zbliżającej się właśnie do motocykla. Zmrużył oczy, pomacał się z tyłu głowy i przez moment wpatrywał się w Anastasię. Potem przeniósł wzrok na swój dom.
- Hej, zaraz. Kim pani jest? Co się stało, do ciężkiej cholery? - zawołał, robiąc krok do przodu. Pies szczeknął.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle?
 → Helena, Elena i Leopold?
  → Randy?
   → Chloe i Josh?
    → David?
     → Amelia?
      → Avery?
       → Zoya?
        → ?
         → ?

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#20
Własnie dlatego bała się wychodzić z domu samej... bez opieki i nadzoru Vigo. Może nie były to wypady, nauki i polowania jakie by sobie marzyła, ale były. Mimo, że jako nauczyciel i mentor był ostry i nieugięty, to jednak sprawował nad nią pieczę, Chronił ją, pilnował, pomagał jeśli naprawdę z czymś nie dawała sobie rady. Teraz była sama. Zdana na siebie, odpowiedzialna za siebie. Znikąd pomocy czy wsparcia. Musiała bardzo się pilnować... siebie... swojej Bestii...

-Mieszkam w sąsiedztwie.- - Odpowiedziała krótko strzepując śnieg, który osiadł na jej maszynie. Nie odwróciła się. Facet zbierał się z ziemi. Będzie żył, a w domu czekał na niego prezent... trochę śmierdział, ale jakoś to zniesie.
-Przechodziłam obok. Z daleka zobaczyłam. Ktoś pana ogłuszył i wlazł do domu. Coś walnęło, może typek spadł ze schodów albo coś. Nim podeszłam pan się już zbierał. Potrzebna nie jestem, ale proszę zadzwonić po policję, ja nie mam przy sobie telefonu. - Wyjaśniła bardzo krótko i bardzo zdawkowo co się stało. Oczywiście kłamiąc w większości... no bo przecież gówniarz spadając ze schodów nie złamał sobie szczeki, nie podbił oka, nie związał się kablem i nie zakneblował by jeszcze na koniec zdoić się w portki.
Cóż, najważniejsze jest, żeby właściciel psa wrócił do domu i sprowadził policję by zabrali tego wymoczka. Ha! Wymoczka, dobre!
-Proszę na siebie uważać. - Rzuciła tylko odpalając motocykl. To był znak, że raczej koniec rozmowy, ryk maszyny skutecznie by ją utrudniał. Machnęła mu ręką niby to salutując niby się żegnając, dodała gazu i nie zostawiając mężczyźnie czasu na odpowiedź, odjechała.

Musiała. Mężczyzna zaraz zacznie zadawać niewygodnie pytania, a tak zostanie samemu sobie i pytaniom bez odpowiedzi.

<Z/T>
Do Stacja benzynowa
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#21
Z Domki nad jeziorem

Wróciła prosto do domu. Jechała równo, bez zrywów czy szaleństw. Chciała tylko znaleźć się w swojej oazie, zasłonić wszystkie rolety, rozebrać się i walnąć na wyro. Z motocykla zsiadła na podjeździe i poprowadziła go do bocznego wejścia do małego garażu. Zdążyło dosypać trochę śniegu, jutro pewnie będzie musiała odgarnąć chodnik i podjazd. Nie przejęła się jednak. Zabezpieczyła swojego mechanicznego przyjaciela i weszła do domu. Opuściła wszystkie rolety zewnętrzne,
które jeszcze nie zasłaniały okien. Zakluczyła drzwi i od razu udała się na piętro, do mieszkania.

Jej dom. Jej azyl. Jej schronienie i mała domena. Nie ważne co by się działo tutaj zawsze czuła się bezpiecznie. Nawet teraz, a może zwłaszcza teraz. Nie fatygując się nawet żeby zapalić światło poszła prosto do łazienki. Oczy rozbłysły jej szkarłatem krwi, jak zawsze kiedy Bestia użyczała jej swojego nocnego widzenia.
Z przyzwyczajenia Ana zapalała raczej światło, teraz zwyczajnie była zmęczona i miała to w poważaniu. Ubrania rzuciła z kąt i weszła pod prysznic. Jeśli nie co inne,
to musiała doprowadzić do ładu, klejące się od wrażeń tej nocy kłaki. Chciała też zmyć z siebie to wszystko. Była czysta, przecież się nie spociła, trochę przemokła,
ale to nic. Stare przyzwyczajenia i jakieś podświadome, irracjonalne odruchy.

Po kąpieli, wytarła się i narzuciła na siebie zwiewną, skąpą koszulinkę. Usiadła na łóżku i pochyliwszy się, raz kolejny tej nocy ukryła twarz w dłoniach. Intensywna noc. Nawet bardzo. Ostra pobudka po długiej stagnacji i letargu wręcz. Ostra jazda motocyklem, obicie mordy młodocianemu włamywaczowi, rozmowa z Loganem, wampirem w masce na stacji benzynowej, a potem wizyta w Bloddbath. Nieudana, choć ostatecznie szczęśliwa. Gdy zastanawiała się po co tam pojechała, to uświadamiała sobie, że nie ma pojęcia. Takie miejsca nie są dla niej przecież. Po głębszej analizie jednak zdała sobie sprawę, że szukała wrażeń, by pobudzić to martwe ciało, by obudzić się wreszcie. Udało się! Trudno o mocniejsze wrażenia. Lepsze od scysji ze Starszym Ventrue i groźbach karalnych z jego strony pod jej adresem, mogło być tylko spotkanie starego znajomego Kundla i szalona ucieczka przez całe miasto by i tym razem nie dać się zeżreć.
Nie zapominajmy też o całkiem pozytywnym akcencie tej nocy. Pomijając już obity pysk i być może nawrócenie chuligana, to Bale uratowała życie bogu ducha winnej okularnicy. Gdy tylko wyłowiła ją z tłumu od razu ułożyła sobie w głowie mały plan. Zmienił się on przez niemiłe spotkanie z Sinclair'em, ale cóż począć...? Z przygarnięcia pod swoje skrzydło rudzielca, poczęstowaniu się jej Vitae i odstawieniu całkiem żywej do domu przed krwawą jatką w klubie, zrobiła się pospieszna ewakuacja z Bloodbath wlokąc za sobą przerażoną śmiertelniczkę. W sumie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Koniec końców, Anastasia Bale, nie jest monstrum, które morduje dla zabawy. Poluje, by przeżyć nie odbierając życia innym. Jatki w stylu Bloodbath to nie jej świat.
Z tą myślą, wpełzła na łóżko, przykleiła ucho do poduszki i zamknęła oczy pozwalając by objęły ja ramiona letargu.

***


Obudziła się z nowymi siłami. Niby była wypoczęta i świeża, ale gdy tylko otworzyła oczy powróciły echa poprzedniej nocy. Spotkanie z Sinclair'em...
o tak. Ciekawe jak to spotkanie jemu w pamięć zapadło. Może już zapomniał o niej, jak większość osób, które spotyka. Ana przecież była typem osoby, którą raczej mija się i niemal natychmiast zapomina. Czasami potrafiła błysnąć, ale tylko czasami.

Ubrała się w jeansy i jakąś bluzkę. Na grzbiet zarzuciła skórzaną kurtkę i wciągnęła glany na nogi. Dzisiaj nie zapomniała już o telefonie. Wolała jednak mieć go przy sobie - mimo wszystko. Odśnieżyła podjazd i drogę do drzwi. Napadało trochę. Pogoda nie rozpieszczała, a Ana i tak postanowiła wybrać się na miasto. Na łowy! Może nie konkretnie na obiad, bo była raczej syta, niemniej chyba musiała komuś pogonić kota, albo samej zostać porządnie pogonionej, by ugłaskać warczącą w niej Bestię, która była mało zadowolona po wizycie w klubie elektro.

<z/t>

Do Rainer Viev, gdzieś na ulicach
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#22
Z -> 6700 S 112th Pl, Park'n'Ride

Wychodziła na pieszo, wróciła Chavroletem. Ta jest zdolna dziewucha! Na szczęście odśnieżyła podjazd przed opuszczeniem schronienia więc teraz mogła spokojnie z niego skorzystać. Wycofała, by tyłem sobie pod domem, na podjeździe do starej bramy garażowej, zaparkować. Zgasiła silnik, zgarnęła kluczyki i torbę ze sprzętem, którą miała na przednim siedzeniu pasażera. Zamknęła auto i poszła do domu. Bocznym garażowym wejściem się wbiła prosto do swojego składziko -
garażu. Tam z torby wypakowała kolczasty kij oraz dwa rewolwery z zapasem amunicji, jeśli tam była amunicja i do nich. Reszta ją nie interesowała. Zamknęła torbę, a fanty, które zachowała sobie zamknęła na kłódkę w dużej skrzyni na narzędzia. Wiedziała, że jej się kiedyś to przyda! Jasnowidz!


Nie przyszła tylko odłożyć fantów. Do domu wróciła w zasadzie głównie z innego powodu. Wciąż starała się zabezpieczyć. Jakiś brzęczek ciągle jej mówił,
nie daj się zaskoczyć, to łowcy... może idioci, ale łowcy... z nimi nic nie wiadomo! A jak żłopali krew zakołkowanych wampirów? Mogli być twardsi i silniejsi niż wyglądali. Może ich rany się szybciej leczyły? Skąd miała to wiedzieć?! No właśnie. Poszła więc do pomieszczeń swojej przychodni i przygotowała dwa zastrzyki. Szybkie obliczenia masy facetów ich stanu zdrowia na odpowiednią dawkę środka nasennego. Narkoza! Będzie miała pewność, że żaden nie obudzi się jej podczas jazdy i nie narozrabia!!Idąc tym tropem i dzisiejszym doświadczeniem, przygotowała też sobie gazę i buteleczkę dobrze lotnego środka usypiającego, jakiegoś chloroformu, albo co tam miała akurat na stanie. Nie wiadomo co ją może zaskoczyć, może będzie potrzebowała kogoś szybko uśpić? Wyłączyć z zabawy? Porwać? Cokolwiek! Wcisnęła buteleczkę z gazą do malutkiego plastikowego etui, a te do wewnętrznej kieszeni swojej kurtki.


Wciąż mając na uwadze czy nikt nie rzuca na nią okiem, wróciła do samochodu. Dom zamknęła oczywiście i podeszła do bagażnika.Było stosunkowo późno więc może osiedle już spało. Tak czy siak, ostrożnie otworzyła bagażnik i nie celując dokładnie, byle, gdzieś w nogę, strzyknęła narkozę Jensenowi. Zatrzasnęła klapę i wsiadła za kierownicę. Obróciła się i podała zastrzyk Jaredowi. Byli chłopcy po przejściach, ale pani doktor postarała się dobrać dawki tak, by poprawić ich sen,
a nie zatrzymać serca. Teraz spokojna mogła jechać. Odpaliła brykę i spokojnie, bez wariacji ponownie odjechała z domu.


/zt/
Do -> Biblioteka
KARTA POSTACI: Anastasia Bale
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Francuski,
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór - Anastasia ma na sobie glany, jeansy, szarą bluzkę z długim rękawem i czarną skórzaną kurtkę. Włosy ma rozpuszczone i w nieładzie. Biżuterii brak.

Co przy sobie:
- portfel ze 120$ i dokumentami
- gumy do żucia
- telefon komórkowy
- garść suchych chrupek dla zwierzaków
- buteleczka chloroformu i gaza w małym plastikowym etui

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#23
Pierwszy post fabularny

Przy krawężniku po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko przychodni weterynaryjnej zatrzymał się stary Volkswagen Transporter T1, pokryty czarnym, niegdyś lśniącym lakierem, teraz ze zderzakiem przyklejonym taśmą. Eckhart zgasił silnik i przekręcił łeb schowany pod maską z utwardzonej skóry, by spojrzeć na siedzenie obok, a raczej na gazetę na nim leżącą, najnowsze wydanie „The Seattle Times”.

Najnowsze wiadomości były cennym zbiorem informacji o wydarzeniach mających miejsce w mieście jednak … w wydarzenia w La Salle i Roosevelt zaangażowana jest policja, a nawet biuro federalne, co tworzy istny burdel pełen ludzi, których wolałby unikać, podobnie sprawa miała się z The Jungle. Do tego zaginięcie pani weterynarz, prawdopodobnie nie było to dzieło spokrewnionego … ale pewności nie miał, więc należało to sprawdzić. Choć „tajemniczy” zgon na północy zdawał się lepszym wyborem, zrezygnował z niego dla bezpieczeństwa. Śmierć włóczęgi, nie jest czymś, czym przejęłaby się większość ludzi, więc miał wolne pole do działania. Problemem był spokrewniony, który mógł się tego czynu dopuścić. Czy był wygłodniały na tyle, by wypić całego mężczyznę? W dodatku czy mógł być możliwie na tyle pewny siebie lub głupi, by nie pozbyć się potem ciała? Tremere i Ventrue byli zbyt rozważni na pozostawienie śladów, Toreadorzy z kolei to miękkie pizdy, dla których najważniejsza jest prezencja i robienie dobrego wrażenia a Nosferatu są zbyt przebiegli, by narazić w taki sposób maskaradę. W grę wchodził w takim razie najpewniej któryś z Malkavian, jako że każdy z nich ma pierdolca albo wyjątkowo wygłodniały Gangrel lub Brujah … w najgorszym wypadku członek Sabatu.

Oparł się wygodniej w fotelu kierowcy i rozmasował sobie nieco kark. Przypomniał mu się Boston, po raz pierwszy od tamtego czasu czuł się w ten sposób, bezsilny i zdesperowany. Miał niewiele czasu, jednak nie mógł pozwolić, by uczucie bezradności przyćmiło w jakiś sposób jego zdrowy rozsądek. Wpierw zajmie się zniknięciem panny Bale, jeśli będzie to ślepy zaułek, wtedy uda się na północ. Wyjął z kabury na udzie swój pistolet, wyciągnął magazynek, sprawdzając dla pewności jego zawartość, by znów ze spokojem włożyć go do pistoletu. Broń dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Schował pistolet z powrotem i spojrzał po kolei w lusterka. Było późno, gęste opady śniegu i niska temperatura sprzyjały mu, raczej niewiele osób wyjdzie w taką pogodę na spacer. Rozejrzał się dookoła, analizując okolicę. Gdy upewni się, że nikogo nie ma w pobliżu, powraca spojrzeniem do budynku przychodni i wysiada z samochodu.
KARTA POSTACI: Arik Eckhart
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Holenderski
Opis Postaci | 
Ubiór Pariasa nie odbiega od jego standardowego stylu. Luźniejsze czarne bojówki z kieszeniami na zamki przed opadnięciem powstrzymuje tylko skórzany pas z potężną klamrą. Górną część ciała wciąż okrywa ten sam popielaty sweter, który lata świetności ma dawno za sobą a czarna kamizelka kupiona najpewniej na jakimś bazarze ciasno opatula jego tors. Do tego oczywiście nie mogło zabraknąć nuty wojskowego umundurowania, czyli wysokich za kostkę, ciężkich buciorów i nieco przetartych rękawic. No i rzecz jasna ... maska, wykonana na wzór maski balistycznej z niewielkim dodatkiem w postaci gogli, które można odpiąć! Warto, by wspomnieć też o pochwie z posrebrzanym nożem, stałym elemencie paska oraz o kaburze udowej na jego lewej nodze, w której spoczywa jego nieodzowny partner, pistolet Hammerli 280 Target dopieszczony kilkoma bajerami jak wskaźnik laserowy, celownik teleskopowy czy tłumik dźwięku.

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service [02.14.1999 r.]

#24
W istocie, najnowsze wiadomości w Seattle nie napawały optymizmem. Spokrewnieni mogli tylko przypuszczać kto kryje się za poszczególnymi zbrodniami. Jednakże, bez dokładnego sprawdzenia sytuacji nikt nie mógł mieć absolutnej pewności co do zaszłych incydentów. Arik Eckhart wybrał dla siebie względnie prostą sprawę. Ot, zaginięcie Pani Weterynarz. Niby nic szczególnego, bo przecież na świecie nieustannie ginęli ludzie. A jednak nikt nie pisałby o tym w gazecie gdyby to w jakiś sposób nie było ważne.
Śnieg nieustannie sypał utrudniając swobodną widoczność. Zwłaszcza Spokrewnionemu w masce, o ile nie zdecydował się odpiąć od niej gogli. Rzadko kto pojawiał się w otoczeniu będąc skutecznie zniechęconym pogodą. Jedyni przechodnie to wracający ludzie: z pracy, szkoły lub z innych miejsc. Szli oni jednak szybko i nie oglądali się za siebie - chcieli jak najszybciej dotrzeć do swoich ciepłych mieszkań. Podobnie było w przypadku przejeżdżających pojazdów. Spokrewniony siedział w swoim samochodzie w bezpiecznej odległości od zamkniętej kliniki weterynaryjnej. Brak jakiegokolwiek źródła światła to potwierdzał. Eckhart mógł się czuć względnie bezpiecznie. Ludzie byli zaabsorbowani swoimi własnymi sprawami i mało prawdopodobne, by ktokolwiek zauważył węszącego w okolicy wampira.
Gdy dostrzegł idealną wręcz okazję do wyjścia z bezpiecznej kryjówki, nagle pod klinikę podjechała taksówka z której wysiadło dwoje starszych ludzi, mężczyzna i kobieta. Spojrzeli najpierw po sobie, a następnie ruszyli w kierunku obiektu zainteresowania Arika. Mieli ze sobą jedną, średniej wielkości walizkę. Mężczyzna wyjął z kieszeni klucze, otworzył drzwi, wcisnął odpowiednią kombinację, by unieść rolety przy drzwiach, wszedł wraz z kobietą i w środku zapaliło się blade światło. Eckhart mógł dostrzec jak Państwo zmierzają po schodach na górę do mieszkania Anastasii, po dłuższej chwili schodzą i udają się w głąb pomieszczeń na parterze. Starsza para gasiła za sobą oświetlenie, zapewne chcąc w ten sposób zaoszczędzić rachunki. Siła przyzwyczajenia.
Arik długo jednak czekać na rozwój akcji nie musiał, bo oboje zaraz zdecydowali się wrócić do głównego pomieszczenia. Kobieta wydawała się być niezwykle poruszona, bo widać, że oddychała ciężko. Towarzyszący jej partner z kolei próbował ją uspokoić kładąc na ramieniu swoją rękę i jednocześnie wykonując połączenie.
Zapowiadało się na o wiele dłuższe czekanie.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#25
Czyżby strzał w dziesiątkę? Trudno powiedzieć z takiej odległości w dodatku rolety utrudniają obserwacje. W zawodzie, który wykonywał za życia, nauczył się cierpliwości i to wręcz anielskiej, jednak w tych okolicznościach nie mógł sobie pozwolić na bezczynność. Istniała wszak możliwość, że zastali w mieszkaniu coś strasznego i mężczyzna dzwoni właśnie po mundurowych, a to byłaby kolejna komplikacja... albo byli to właściciele budynku, a kobieta omal nie dostała zawału na widok telewizora. Odpiął gogle i schował je do kieszeni spodni, rozejrzał się raz jeszcze dla pewności. Mężczyzna pewnie był skupiony na telefonie i kobiecie, ta z kolei zdawała się co najmniej wyprowadzona z równowagi, więc lepszej okazji na dostanie się do środka może nie być. Wysiadł pośpiesznie z samochodu i zamknął go. Wiedział, co musi zrobić, ale nie podobało mu się to, dyscypliny nadawały spokrewnionym nadludzkich zdolności i nie widział w korzystaniu z nich nic złego … prócz tej jednej, która przypominała mu o jego stwórcy. Westchnął i skupił się, korzystając z dyscypliny niewidoczności, by stworzyć wokół siebie strefę martwej ciszy o promieniu trzech metrów. Gdy to zrobił, ruszył biegiem przez nieodśnieżony trawnik wzdłuż działki obok po prawej stronie, by uniknąć ewentualnego spostrzeżenia przez parę, wprost do ściany pod balkonem. Gdy dobiegał do budynku, począł wybijać się do góry w czasie biegu, w mniej więcej metrowych odstępach. Wpierw raz, potem drugi na około metr przed ścianą, by potem zręcznie wybić się jedną z nóg i odbić się od muru drugą z większym impetem, żeby złapać posadzkę balkonu lub jego balustradę w celu dostania się na górę. Jeśli mu się uda, to odczeka moment, by potwierdzić, że pozostał niewykryty i weźmie się za sprawdzenie drzwi balkonowych oraz rolet.
KARTA POSTACI: Arik Eckhart
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Holenderski
Opis Postaci | 
Ubiór Pariasa nie odbiega od jego standardowego stylu. Luźniejsze czarne bojówki z kieszeniami na zamki przed opadnięciem powstrzymuje tylko skórzany pas z potężną klamrą. Górną część ciała wciąż okrywa ten sam popielaty sweter, który lata świetności ma dawno za sobą a czarna kamizelka kupiona najpewniej na jakimś bazarze ciasno opatula jego tors. Do tego oczywiście nie mogło zabraknąć nuty wojskowego umundurowania, czyli wysokich za kostkę, ciężkich buciorów i nieco przetartych rękawic. No i rzecz jasna ... maska, wykonana na wzór maski balistycznej z niewielkim dodatkiem w postaci gogli, które można odpiąć! Warto, by wspomnieć też o pochwie z posrebrzanym nożem, stałym elemencie paska oraz o kaburze udowej na jego lewej nodze, w której spoczywa jego nieodzowny partner, pistolet Hammerli 280 Target dopieszczony kilkoma bajerami jak wskaźnik laserowy, celownik teleskopowy czy tłumik dźwięku.

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service [02.14.1999 r.]

#26
Arik nie miał zbyt dużego pola do działania jeśli chciał się jeszcze dzisiaj dowiedzieć czy w mieszkaniu znajdzie jakieś tropy prowadzące do Panny Bale. Niezależnie od tego gdzie dzwonił starszy mężczyzna - w konsekwencji to, co wprowadziło kobietę w taki stan, mogło już niedługo zniknąć. Wówczas Parias miałby o wiele mniejsze szanse na zdobycie interesujących go informacji we względnie łatwy i szybki sposób. Ich nagła obecność skomplikowała sytuację.
Gdy ruszył biegiem przy wykorzystaniu Ciszy Śmierci prawie nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi. Większość ludzi - między innymi przez pogolę - była tak zaabsorbowana swoimi sprawami, że nie zwracała uwagi na otoczenie. Jedynie szybko idący mężczyzna obejrzał się zdziwiony pędzącym człowiekiem w masce, ale miał na głowie ważniejszą sprawę aniżeli dziwnie zachowujący się nieznajomy. Prędko zniknął za rogiem.
Spokrewniony bezbłędnie wyliczył prędkość w stosunku do odległości i bez problemu złapał się za balustradę. Poczuł pod palcami lód, który mógł spowodować upadek, ale Eckhart miał pewny, żelazny uścisk i chwilę później znalazł się na balkonie. Gdy się rozejrzał nie dostrzegł nikogo kto mógłby zagrozić jego misji ani niczego niepokojącego, co mogłoby ją przerwać. Jedynie śnieg padał nieustannie porywany naprawdę silnymi podmuchami. Kiedy zaś zaczął sprawdzać rolety zorientował się, że musiałby użyć sporej siły, aby je podważyć, ponieważ ich mechanizm mógł być kontrolowany jedynie od wewnątrz. W międzyczasie miał okazję usłyszeć urywki z rozmowy starca z osobą do której zadzwonił. Noszona przezeń maska oraz dzielące ich ściany utrudniały dokładne usłyszenie o czym rozmawiali.
- Policjancie... okrwawiony... zani...kojeni... tak... pocze... - Dialog był urywany, ale dało się w słowach mówiącego dosłyszeć nuty obawy połączonej ze spokojem. Jeśli z dwójki osób ktoś mógł być pewniejszy siebie, to właśnie mężczyzna.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#27
Policjancie? Po prostu zajebiście tylko tego brakowało - pomyślał. Choć powinien być zadowolony ze swojej decyzji i faktu, że nie zmarnował do końca czasu, zajmując się tą sprawą tak mimo wszystko wizja nadciągających funkcjonariuszy, nie budziła w nim zachwytu. Średni czas pojawienia się patrolu policji po zgłoszeniu to niecałe pięć minut, biorąc pod uwagę warunki panujące na drogach miał w takim razie w najlepszym wypadku około ośmiu, choć to tylko domysły i równie dobrze mogli się zjawić lada moment. Tak czy inaczej, nie miał czasu na bezczynność. Rzucił przelotnym spojrzeniem w kierunku swojego pojazdu, jak gdyby upewniając się, że nadal tam stoi, po czym wrócił wzrokiem do rolet, lustrując je od dołu do góry. Był człowiekiem wielu talentów, jednak dokonywanie włamań nie było jednym z nich. Szukając najprostszego sposobu na dostanie się do środka, wyciągnął nóż zza pasa, by wbić go pod dolną listwę rolety i podważyć metalową kurtynę. Potem spróbował unieść ją do góry i ewentualnie jeśli da radę wyjąć lub wyrwać z prowadnicy, która trzyma ją w stabilnej pozycji. Jeśli się uda to na jego drodze, będzie stała już tylko szyba, którą wybije uchwytem pistoletu, a jeśli pomysł nie wypali to cóż, trzeba będzie wymyślić coś innego.
KARTA POSTACI: Arik Eckhart
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Holenderski
Opis Postaci | 
Ubiór Pariasa nie odbiega od jego standardowego stylu. Luźniejsze czarne bojówki z kieszeniami na zamki przed opadnięciem powstrzymuje tylko skórzany pas z potężną klamrą. Górną część ciała wciąż okrywa ten sam popielaty sweter, który lata świetności ma dawno za sobą a czarna kamizelka kupiona najpewniej na jakimś bazarze ciasno opatula jego tors. Do tego oczywiście nie mogło zabraknąć nuty wojskowego umundurowania, czyli wysokich za kostkę, ciężkich buciorów i nieco przetartych rękawic. No i rzecz jasna ... maska, wykonana na wzór maski balistycznej z niewielkim dodatkiem w postaci gogli, które można odpiąć! Warto, by wspomnieć też o pochwie z posrebrzanym nożem, stałym elemencie paska oraz o kaburze udowej na jego lewej nodze, w której spoczywa jego nieodzowny partner, pistolet Hammerli 280 Target dopieszczony kilkoma bajerami jak wskaźnik laserowy, celownik teleskopowy czy tłumik dźwięku.

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service [02.14.1999 r.]

#28
Arik w istocie musiał się pospieszyć. W taką pogodę przybycie najbliższego stacjonującego patrolu mogło być opóźnione, ale koniec końców pojawi się on w przeciągu od około kilku do kilkunastu minut. Rzucone w kierunku pojazdu spojrzenie upewniło Eckharta, że wciąż tam stoi i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Co zaś się rolety tyczy... Z podważeniem listwy Arik nie miał najmniejszych problemów — jako wampir był silniejszy od człowieka, a z pomocą noża poszło mu to znacznie łatwiej i szybciej. Schody zaczęły się przy przy próbie podniesienia tejże, bo na to niestety Parias już nie miał wystarczającej siły. Do tego potrzeba było nieco większej nadprzyrodzonej mocy.
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service

#29
Rzeczywiście cholerstwo było ciężkie, Eckhart nie był trzydrzwiową szafą, która gołymi rękoma wyrywa klamki z drzwi, rzuca stołami czy przeciąga ciężarówki więc nic dziwnego, że miał problemy z metalową kurtyną. Zawsze wychodził z założenia, że sama brutalna siła jest niczym w porównaniu do szybkości i sprytu, jednakże w tym wypadku nie mógł sobie pozwolić na szukanie bardziej finezyjnego rozwiązania niż to. Użył płynącej w jego żyłach Vitae, by zwiększyć swoją sprawność fizyczną i spróbować ponownie dostać się do środka w identyczny sposób jak wcześniej.

[-1 krew na +1 do siły]
KARTA POSTACI: Arik Eckhart
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Holenderski
Opis Postaci | 
Ubiór Pariasa nie odbiega od jego standardowego stylu. Luźniejsze czarne bojówki z kieszeniami na zamki przed opadnięciem powstrzymuje tylko skórzany pas z potężną klamrą. Górną część ciała wciąż okrywa ten sam popielaty sweter, który lata świetności ma dawno za sobą a czarna kamizelka kupiona najpewniej na jakimś bazarze ciasno opatula jego tors. Do tego oczywiście nie mogło zabraknąć nuty wojskowego umundurowania, czyli wysokich za kostkę, ciężkich buciorów i nieco przetartych rękawic. No i rzecz jasna ... maska, wykonana na wzór maski balistycznej z niewielkim dodatkiem w postaci gogli, które można odpiąć! Warto, by wspomnieć też o pochwie z posrebrzanym nożem, stałym elemencie paska oraz o kaburze udowej na jego lewej nodze, w której spoczywa jego nieodzowny partner, pistolet Hammerli 280 Target dopieszczony kilkoma bajerami jak wskaźnik laserowy, celownik teleskopowy czy tłumik dźwięku.

Re: 4803 S Thistle St, Bale Veterinary Service [02.14.1999 r.]

#30
Gdy Arik mocował się z roletą, czuł jak silny wiatr usiłował go przewrócić mimo, iż ten nie miał wobec wampira żadnych szans. Parias nie odczuwał zimna, a maska skutecznie chroniła go przed silnymi powiewami. Neutralizowała również dekoncentrację jaką mógłby wywołać śnieg, który zresztą osiadał na odzieniu Spokrewnionego. W oddali słyszał dźwięki miasta: wyjące syreny policyjne raz po raz przybliżające się i oddalające - co nie pomagało w skupieniu - wymieszane z odgłosem stuku butów pędzących ludzi i dźwiękiem jadących samochodów. Na tle tego wszystkiego świszczał wiatr... Arik słyszał je wszystkie jak przez mgłę skupiony na jednym zadaniu: dostaniu się do środka.
Pobudził krążącą w swoich żyłach Vitae. Jedyną rzecz, która nieomalże zastępowała mu wszystko inne. Siłę. Przyjemności. Pragnienia. I przede wszystkim: życie. Martwe, ale wciąż życie. Teraz wykorzystał ją na najważniejszą w tej chwili rzecz: na siłę, by unieść roletę do góry i spróbować ją unieść lub wyrwać. Udało mu się ją unieść do góry, ale nie obeszło się bez wyrwania jej i rozwalenia całego mechanizmu. Teraz wystarczyło jedynie ją przytrzymać, by wybić szybę i bezproblemowo, bezgłośnie dostać się do wnętrza mieszkania.
Nie miał wiele czasu. Niemal czuł jak czas dyszy mu w kark ponaglając go i każąc, by się spieszył, spieszył, bo lada chwila może stracić szansę na zdobycie informacji, a w konsekwencji i poświęcony dzisiejszej nocy czas.
Tik-tak, tik-tak, tik-tak...
kolejka | 
→ sprawy administracyjno-fabularne
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
"ŻYWY BYŁEM ZARAZĄ - UMIERAJĄC BĘDĘ TWOJĄ ŚMIERCIĄ"
~EDGAR ALLAN POE
Odpowiedz

Wróć do „Dunlap”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości