Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#1
Dla wielu Spokrewnionych pierwsza wizyta w Elizjum zarządzanym przez Toreadorów bardzo często jest szokująca. Neutralne miejsce umieszczone praktycznie pod samym nosem bydła, może wydawać się nie do końca odpowiednie dla socjalny spotkań nieumarłych, ale jak to mówią, najciemniej jest właśnie pod latarnią. Nikt normalny nie będzie przecież szukał czegoś podejrzanego pod własnym dachem, prawda? I chociaż wszystko oficjalnie należy do STG - Seattle Theatre Group w osobie Adama Carpentera - to rzeczywistą właścicielką i jedynym prawdziwym zarządca jest Elizabeth Page. Primogen. Toreador. Wampir i miłośnik sztuki.

Wiele razy zdarzało się, że śmiertelni "przypadkowo" wędrowali schodami aż na samą górę budynku tylko po to, by natrafić na solidne drzwi z klonu i jesionu, wzmocnione stalowymi pasami, zabezpieczone dodatkowo elektronicznym zamkiem wymagającym karty dostępu (aczkolwiek znajduje się tutaj także i zwyczajny, nieco starodawny zamek na klucz). Nie ma tu żadnych ozdób, ani tablic informujących co kryje się za eleganckimi drzwiami. Są tylko schludne schody, czyste ściany i gładkie poręcze.

Dopiero po przekroczeniu progu Elizjum trafia się do niewielkiego korytarza, w którym poza wieszakami na ubrania wyglądającymi jak antyki sprzed wielu, wielu lat I dużą tablicą korkową przeznaczoną dla Spokrewnionych wymieniających się informacjami można znaleźć nieumarłego bramkarza, pilnującego porządku oraz oficjalnie witającego (czy też wypraszającego) każdego Spokrewnionego. Jest to również miejsce chyba najlepiej oświetlone ze wszystkich - pod sufitem zamontowane zostały małe, ale bardzo liczne lampy, dzięki czemu każdy wkraczający do Elizjum jest doskonale oświetlony i widoczny. Względy bezpieczeństwa, o.

Krocząc po miękkim dywanie i lawirując między szerokimi, wygodnymi małe stoliki - nie są zbyt wysokie ani szerokie, bardziej przypominają malutkie stoliczki do kawy niż szerokie i wygodne stoły restauracyjne. Są rozstawione w rozsądnych odstępach, dzięki czemu każdy może się w spokoju rozsiąść na wysokim krześle czy też głębokim fotelu. Na blacie każdego z tych lakierowanych, hebanowych mebli znajdują się nieduże lampy. Ich żarówki, skryte za czerwonymi abażurami delikatnie tylko rozświetlają mrok, ale nie komu to szczególnie przeszkadza. W końcu Spokrewnieni są Dziećmi Nocy. Ciemność to ich domena.

Ponadto to właśnie z centralnej części foyer - a więc i Elizjum - najłatwiej i najszybciej dostać się do innych miejsc i pomieszczeń.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#2
(z 409 WALL ST, SIDNEY APARTMENTS) >>>

Nawet jeśli dzieliło ich zaledwie parę przecznic to odbyli trasę samochodem. W dużej mierze z powodu bezpieczeństwa, ale również zwykłej wygody i satysfakcji. Maria rzadko przechadzała się po mieście na własnych nogach. Nie było to jednak z powodu lenistwa, ale z faktu, że swoją niezwykłą urodą wywoływała poruszenie. Zawsze. Zwykli ludzie nie potrafili oderwać od niej spojrzeń, lgnęli do niej, a nie zależało jej teraz na takiej uwadze. Przynajmniej nie w tej chwili i nie w tym miejscu. Wysiadła z czarnego mercedesa, po czym skierowała się ku wejściu do teatru. W rękach trzymała zawinięty w szkarłatny jedwab pakunek. Wdowie sukno sunęło się za nią po schodach, zamiatając nawiany śnieg, a opadające lodowe płatki ozdabiały jej woal kruczych włosów. Bladolica anielica przestąpiła próg Elizjum w towarzystwie swojego Syna oraz Ghula, tym samym stawiając się na umówioną wizytę.
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#3
<<<<<

Wręczyła taksówkarzowi należną kwotę i opuściła samochód nieopodal Teatru Moore. Poczekała chwilę, aż auto odjedzie i ruszyła w stronę budynku,
w którym miało mieścić się Elizjum.

Dostanie się do środka wymagało od barwnie wyglądającej wampirzycy, trochę błądzenia i zakradania się. Wolała uniknąć niepotrzebnych dyskusji ze śmiertelnikami, więc starała się nie rzucać za bardzo w oczy i unikać miejsc, w których mogli znajdować się ludzie. Musiała też trochę pomyszkować po wnętrzu, zanim udało jej się znaleźć miejsce gdzie spotykają się spokrewnieni. W końcu udało jej się dostać na piętro i wejść do foyer, a wspomnienie temat Elizabeth Page, otwarło jej drzwi do Elizjum. Po pokazaniu co trzyma w czarnej tubie, którą miała przy sobie weszła do środka.
Stanęła gdzieś nieopodal wejścia, rozglądając się po sali, ewidentnie kogoś szukając. Nie dostrzegła jednak znajomych osób, więc postanowiła nie ruszać się z miejsca i nie wdawać się w rozmowy, chyba że ktoś sam postanowił ją zaczepić. Sprawiała wrażenie trochę zagubionej i wyglądała jakby na kogoś czekała. Trzymała kurczowo w jednej ręce pasek, który umożliwiał jej noszenie czarnego, podłużnego i walcowatego pojemnika, a drugą dłoń wsunęła do kieszeni skórzanej kurtki.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#4
>>>>

Dla kontrastu do klasycznej sukni w jaką ubrana była skromnie ubrana, piękna Spokrewniona, Ethan bez żenady zasuwał po śniegu w swoich świecących butach i z plecakiem na ramieniu. Nie ukrywał się, nie zgrywał człowieka, nie mitrężył - szedł równo z Marią, licząc, że ona sama wie dokąd zmierza. Rzucał spojrzeniem to tu, to tam, podziwiając architekturę wnętrz.

Widząc Melanie, uniósł do niej dłoń i zimitował oddawanie strzału z pistoletu. Mrugnął i kiwnął głową zachęcająco, zapraszając do dołączenia do pozostałych Toreadorów.
- Znalazłaś coś? - spytał upewniającym się tonem, jeśli się zbliżyła. - Jest szansa, że rejon ogarnia porządniejsza ekipa, to fajnie byłoby dobrze wypaść. No, a przynajmniej nie zrobić sobie kosy bez potrzeby. Chyba czekamy na kogoś, jeśli Maria nie jest umówiona gdzie indziej... - dodał jeszcze, pytająco spoglądając na swą sire.
A powiedziawszy to, rozejrzał się jeszcze wokół, wypatrując jakiegoś odźwiernego ghula, opiekuna Elizjum lub kogokolwiek, kto zwróciłby uwagę - w końcu byli wampirami i inne wampiry rozpoznawali wręcz instynktownie. Sam Ethan wyglądał znacznie lepiej niż wcześniej - prawdopodobnie nie tylko dzięki prysznicowi, ale i jakiemuś ogólnemu odzyskaniu otuchy i pewności siebie. Nieludzkie cechy były dalej jednak widoczne, a on sam nie krępował się i nie nadawał sobie sztucznych, ciepłych barw.
KARTA POSTACI: Ethan Crookes
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Krótko ostrzyżony, biały trzydziestolatek ubrany jest w grubą, czarną bluzę z kapturem, znoszoną kamizelkę i przetarte jeansy, z których zwisa niewielki łańcuch. Na ramieniu ma przewieszony stary, połatany plecak, ale wzrok przyciągają jego buty, niegdyś-białe sportowe buty przy każdym kroku rozświetlają się pod podeszwę migoczącą czerwienią.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#5
Francis, jej ghul, odebrał od niej sobole futro, które z klasą zsunęło się z szczupłych ramion wampirzycy.
- Zostań. - Wydała mu krótkie polecenie, po czym z ciekawością rozejrzała się po głównym holu. Sama wyszukiwała wzrokiem szambelana lub chociaż wasali Page. W efekcie dostrzegła na razie zdenerwowaną Melanie i przystanęła tuż obok Ethana. Tego samego wzrostu, o równie nieludzkich atrybutach, ale o różniących się w ubiorach. Taka różnorodność mogła charakteryzować jedynie Toreadorów.
- Uwinęłaś się błyskawicznie! - Uśmiechnęła się do niej perliście. Maria w żaden sposób nie czuła się skrępowana tym miejscem, wręcz przeciwnie. Zachowywała się tak, jakby nie raz już tutaj przybywała. Z ciekawością zerknęła na trzymaną przez Price tubę. - I w dodatku nie na darmo. Mam nadzieję, że nie czekałaś długo?
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#6
Widząc gest Ethana, złapała się za serce udając postrzelenie i wykrzywiła twarz w udawanym, karykaturalnym wyrazie agonii. Później podeszła bliżej reszty Toreadorów z lekkim uśmiechem.
- Tak, a przynajmniej mam taką nadzieję. Obraz jest trochę niekonwencjonalny. - odpowiedziała na pytanie, wskazując na tubę kciukiem.
Pokiwała głową na słowa Ethana odnośnie kosy i ekipy. Mimo sztywnej atmosfery teatru, wyglądała na dużo bardziej wyluzowaną niż wcześniej. Uśmiech wydawał się być pogodny i szczery.
- Co by się nie działo, to na mnie możesz liczyć. Chyba że zrobisz coś wyjatkowo głupiego, wtedy będę musiała się bardziej zastanowić - odparła żartobliwie.

Widząc Marię skinęła tylko oszczędnie. Wobec kobiety zachowywała się zupełnie inaczej. W uśmiechu było coś poważnego, a jej spojrzenie sugerowało, że jest czujna i ostrożna. Nie było po niej widać śladu jakiejkolwiek wrogości.
- Nie chciałam żebyście na mnie zbyt długo czekali, więc się pospieszyłam. - odpowiedziała wampirzycy - Nie, nie czekałam tutaj zbyt długo. W zasadzie dopiero co tutaj przyszłam.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#7
W Elizjum na szczycie teatru nie było wcale tak wielu Spokrewnionych. Oprócz trójki dopiero co przybyłych nieumarłych, czyli Ethana, Melanie oraz Marii, znaleźć tu można było tylko parę wampirów spędzających swój wolny czas - a przynajmniej takie było pierwsze wrażenie. Wystarczyło jednak rozejrzeć się przez parę chwil, wystarczyło zatrzymać wzrok na kilku personach by zrozumieć, że wszystko miało tu swój cel. Każdy wykonany gest, każde wypowiedziane słowo miały często drugie, trzecie i czwarte dno.
To, co wydawało się być niewinną pogaduszką przy jednym ze stolików w centralnej części mogło mieć bardzo skomplikowane, polityczno-społeczne podłoże. To, co wyglądało na toast szklaneczka vitae, mogło być wyrazem pogardy bądź tryumfu lub nawet i częścią jakiegoś większego planu. To, co było zwyczajnym czytaniem gazety, lokalnego The Seattle Times, było naprawdę wyszukiwaniem informacji na temat czegoś lub kogoś. I z tego małego, acz wyjątkowego tłumu wyróżniała się garstka osób.
Pierwszą był ogromny murzyn, stojący gdzieś z boku i przysłuchujący się rozmowie surowej, czarnowłosej piękności z jej totalnym przeciwieństwem: młodzieńcem o ciepłej, przyjemnej urodzie. Ze sposobu, w jaki ta para dyskutowała można było wywnioskować, że są to najwięksi możliwi plotkarze. Harpie, inaczej mówiąc, rozprawiający z pewnością o jakichś ważnych sprawach, od których zależeć może być czy nie być jakiegoś Spokrewnionego. Czujne i uważne spojrzenie stojącego obok czarnoskórego wskazywało zaś, że jest on Szeryfem. Pilnował porządku, albo raczej - pilnował, by nikt nie przeszkadzał Harpiom.
W głębi sali zaś, niedaleko baru, toczyła się dość zażarta rozmowa. I chociaż tylko jej strzępki docierały do Melanie i Marii oraz Ethana, to sposób, w jaki zgromadzeni wokoło nieumarli patrzyli na tę dwójkę kazał sądzić, że albo ten niepozorny chłopak oszalał, albo słuchająca go kobieta oszalała. Albo - co gorsza - oboje byli szaleni. I to było najgorsze; zarówno Księżna jak i jej Seneszal byli przecież Świrami. Pochodzi z tego samego klanu.
Byli Malkavianami.
Image
Image

- ...wiem, ale mimo wszystko po co ryzykować? Nie lepiej poczekać? Wszystko się może spieprzyć. - nieco roztrzęsiony głos należał do przestępującego z nogi na nogę młodego, chudego chłopaka w luźnych ciuchach, nie do końca pasujących do teatralnego Elizjum. Ręce trzymał skrzyżowane na piersiach w obronnym geście, najpewniej dlatego, że zakończył swą wypowiedź dość mało cenzuralnym słowem. Stojąca obok niego drobna, ale atrakcyjna kobieta ubrana w czystą, nieskazitelną biel przysłuchiwała się młodzieńcowi z delikatnym uśmiechem na bladej twarzy.
- Doceniam twoje rady, Charlie... - zaczęła cichym, spokojnym głosem. - Naprawdę doceniam. Ale czasem trzeba zaryzykować, masz jednak rację... gdyby Wadsworth nie zaryzykował, to by ciągłe rządził miastem. - skwitowała pogodnie Jane Doe. Księżna, zwana pogardliwie Szaloną Królową przez niektórych, chociaż odkąd zajęła tron, to nie zrobiła nic szalonego. Przeciwnie, rządzi całkiem sprawnie i stara się nie wpieprzać w sprawy klanów za bardzo, mówiąc wulgarnie.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#8
Sama nabrała rezerwy na chłodną reakcję Melanie i choć nie przestawała się uśmiechać, to kąciki ust lekko jej opadły. Gdy Francis odwiesił jej płaszcz, wrócił i odebrał od niej zawoalowaną skrzynkę, by uwolnić jej ręce.
- Z pewnością będzie ciekawie. - Odparła krótko Maria, po czym odwróciła się w kierunku przechodzącego obok ghula. Wykonała w jego stronę charakterystyczny gest przywoływania kelnera. Nie było widać Samuela Hooka, który odpowiadał za tutejszą ochronę i przyjmowanie gości, zatem wampirzyca musiała się posiłkować wasalami.
- Zapowiedź nas proszę swojej pani, właścicielce tego Elizjum. - Mówiąc to upewniła się, że skupiła na sobie dostateczną uwagę człowieka, szczególnie, że zależało jej na tym, by dotarło do niego polecenie. - Przybyli do niej członkowie jej klanu, Schiller, Crookes oraz Price. - Dodała, po czym splotła dłonie na podołku.

KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#9
Brak większego zainteresowania ze strony zgromadzonych było dla Melanie rozczarowaniem. W końcu w Elizjum wkroczyły przynajmniej dwie - bo nie widziała czy Maria już tutaj była - całkiem nowe osoby. Miała jednak nadzieję, że jest to dobry znak. Oznaczało to, że cała ta zgraja ma swoje własne problemy i prawdopodobnie całkiem inne priorytety, które przynajmniej na razie nie powinny kolidować ze sprawami Melanie. Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, jakby srogo spóźniła się na imprezę, która niechybnie chyliła się ku końcowi. Pocieszała się myślą, że pewnie nie straciła zbyt wiele.
Czekała w milczeniu, dając Marii zająć się formalnościami. Nie miała ani chęci ani potrzeby by się w to wtrącać. Słysząc jakąś ożywioną dyskusje, spojrzała w stronę osób, które ze sobą rozmawiały. Kobieta w białym stroju nie była dla niej tak interesująca, jak młodo wyglądający chłopak, który zaczął przywodzić Melanie wspomnienia z czasów szkoły średniej. Kiedy zorientowała się, że przypatruje się odrobinę zbyt długo, odwróciła spojrzenie by sprawdzić jak radzi sobie Maria.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#10
Ghul się nieco spłoszył, słysząc słowa Schiller. Był młodym chłopakiem, ubranym skromnie, ale elegancko i ze smakiem; bez wątpienia kompozycja jego garderoby została zmyślne przygotowana właśnie przez właścicielką przybytku, Elsie. Primogen co prawda nie było nigdzie w pobliżu widać, ale młodzieniec skinął głową i obdarował całą nieumarłą trójkę uśmiechem na dowód, że Elizabeth Page istotnie przebywa w Elizjum.
Nie odszedł jednak od razu, tylko przez parę chwil lustrował wzrokiem samą Marię (Spokrewniona naprawdę budziła podziw swym wyglądem, zachowaniem oraz co ważniejsze, znajomością etykiety której sam ghul niestety nie posiadał) oraz Melanie (skrzywił się nieznacznie, widząc jej wyrazisty kolor włosów, nie do końca pasujący do teatralnej elegancji oraz szyku). Ethanowi posłał takie same spojrzenie, jednak głównie za sprawą butów (szalenie popularnych, ale pośród zdecydowanie młodszych osób) i pospiesznie się oddalił, zmierzając w stronę zasłoniętych okien.
Miał przynajmniej tyle instynktu samozachowawczego, by nie gapić się na wampiry przez dłuższy czas. Szedł pospiesznie przez salę, omijając stoliki i siedzących tam Spokrewnionych, aż w końcu dotarł do siedzącej na głębokiej sofie filigranowej kobiety o niemalże rudych włosach i zielonych oczach, cudownie współgrających z wyjątkowo elegancką, szmaragdową suknią z długim rozcięciem na udzie. Wysokie szpilki w kolorze ciemnego, prawie czerwonego brązu pasowały do włosów.
To musiała być Elizabeth Page. Prigomen klanu.
Obok niej, pogrążony w rozmowie, siedział czarnoskóry mężczyzna z paskudną blizną szpecąca twarz, w szarawym, prostym garniturze. Uśmiechał się zawadiacko, ale gdy ghul przeszkodził im w dyskusji, uśmiech przemienił się w grymas złości. Gdyby nie drobny gest Elsie, czyli uspokajające uniesienie ręki, murzyn pewnie by się zdenerwował. Ghul, czerwieniąc się ze wstydu, zamienił szeptem kilka słów ze Spokrewnionymi i wskazał na Schiller i jej towarzyszy.
Page uśmiechnęła się promiennie i pomachała szczupłą dłonią w stronę Marii, zapraszając ją do siebie. Czarnoskóry siedzący obok niej również się uśmiechnął, gdy zrozumiał, o co chodzi.
- Lady Page... - Zaczęła Maria, gdy tylko się do nich się zbliżyła i odwdzięczała się im równie czarującym uśmiechem. - Jest mi niezmiernie miło, że w końcu się spotykamy. Na salonach w innych miastach mówią wiele dobrego o pani działalności, tak samo jak o panu Thorne. - Chyliła jej czoło, ale nie śmiała wyciągnąć ku niej ręki. To strona uprzywilejowana (w tym wypadku pani Page) miała inicjatywę podania dłoni, o ile oczywiście tego chciała. Był to popularny faux pas ludzi, którzy nie znali podstaw etykiety.
- Jeśli pozwolisz, chciałabym również przedstawić swojego syna, Ethana Crookesa. - Położyła dłoń na jego ramieniu i zachęciła, by nieco wyszedł do przodu. - Oraz jego przyjaciółkę, Melanie Price. - Tej nie dotknęła, tylko gestem zaprezentowała stojącą obok kobietkę. Francis, ghul Marii, stał w większej odległości od niej i czekał na potencjalne wezwanie swojej pani.
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#11
Kiedy ghul skrzywił się na jej widok, uśmiechnęła się dając do zrozumienia, że zauważyła ten gest. Jego reakcja była czymś, co rozbawiło Melanie, zwłaszcza, że w żaden sposób nie odważył się tego skomentować. Jednak kiedy zobaczyła, jak chwilę później ghul się czerwieni po przerwaniu rozmowy dwóch wampirów, spojrzała na niego z politowaniem.
Kiedy Maria zaczęła ich przedstawiać, Melanie zastanawiała się nad archaiczną naturą tych wszystkich tytułów i zachowań. Niemniej przyglądała się z uwagą temu co się dzieje. Słysząc swoje imię, zrobiła śmiały krok do przodu, dając do zrozumienia, że to ona jest tą "przyjaciółką" i skinęła zarówno do Page, jak do murzyna. Widać było, że w całej tej sytuacji czuje się nieswojo. Kątem oka spoglądała na Ethana starając się naśladować jego reakcje, by nie odbiegać zachowaniem od niego. Trzymała kurczowo pasek od tuby badając zachowania wampirów i czekając na ich ewentualne pytania.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#12
Ethan szedł za swą sire na luzie, czy to z powodu rzeczywistej swobody, czy raczej samego faktu, że jeszcze nie kierowali się przed oblicze Jaśnie Panującej. Nie był ostentacyjny w swojej postawie, ale zdawał się nie przejmować niczym dopóty, dopóki nie zobaczył interakcji ghula ze Spokrewnionymi. Arogancki gest czarnucha wywołał wyraźny grymas dezaprobaty na twarzy Toreadora.

Zgodnie z tymi elementarnymi regułami etykiety, które wpojono mu niegdyś w znacznie bardziej poważnym, sztywnym i pretensjonalnym Berlinie, pozwolił mówić Schiller jako pierwszej. Co zresztą miałby powiedzieć sam - że wziął się w mieście z Florydy i w sumie bez powodu? Wymienił tylko porozumiewawcze spojrzenia z Melanie, kiedy zaczęła się standardowa wymiana wypracowanych na pamięć pochlebstw i uprzejmości.
Przedstawiony, postąpił krok naprzód i uniósł nieco dłoń w powitalnym geście. Dzięki sile woli nawet przełamał się, uśmiechnął - całkiem szczerze i przyjaźnie - kiedy lekko się skłonił przed swą przyszłą Primogen; koniec końców liczył, że będzie z niej porządna Artystka. (Wygląd+Etykieta, Siła Woli) Nawet, jeśli niekoniecznie zjednałby sobie ją, to - nauczony doświadczeniem - domyślał się, że jest jednak obserwowany przez innych, a w Seattle chciał mieć święty spokój zamiast użerania się o niewłaściwy gest.
- Ethan Crookes, potomek Marii Schiller - przedstawił się krótko, bo linia krwi była oczywista. - Ogarniam wizualizm, czyli lasery i bajery.
KARTA POSTACI: Ethan Crookes
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Krótko ostrzyżony, biały trzydziestolatek ubrany jest w grubą, czarną bluzę z kapturem, znoszoną kamizelkę i przetarte jeansy, z których zwisa niewielki łańcuch. Na ramieniu ma przewieszony stary, połatany plecak, ale wzrok przyciągają jego buty, niegdyś-białe sportowe buty przy każdym kroku rozświetlają się pod podeszwę migoczącą czerwienią.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#13
Image Image
- Serdecznie dziękuję za te ciepłe słowa, Mario. - Elizabeth Page wstała zgrabnie, Nie wyglądała jak typowa wampirzyca z wyższych sfer, ba, teraz, gdy cała trójka stała praktycznie tuż obok niej, to wszyscy mogli zauważyć, że mimo eleganckiego, wytwornego stroju pasuje w sumie i do Ethana, i do Melanie. Zdawała się być miłą, przyjaźnie nastawioną kobietą, która choć zna zasady etykiety, to nie szczególnie za nimi przepada. Co więcej, to właśnie zachowanie Crookes'a, jego słowa (jak to ujął, "lasery i bajery") i wygląd, a już zwłaszcza buty, przykuły jej uwagę.
Elsie uniosła kąciki ust ku górze, wyraźnie zadowolona. Podobnym uśmiechem obdarzyła Melanie, choć tutaj nieco dłużej przyglądał się jej włosom. Były... oryginalne. Przykuwające wzrok. Nietypowe, ale w żadnym wypadku nie prostackie, nie brzydkie, skądże znowu. Podała także dłoń każdemu z osoba; przedstawicielkom płci pięknej normalnie, otwartą, czekając na uścisk. W przypadku Ethana jednak uniosła ją nieznacznie, w charakterystyczny sposób, przygotowaną do złożenia pocałunku.
- Pozwólcie, że powitam was w moim teatrze. Elizjum i cały Teatr Moore'a stoją dla was otworem. Oto mój przyjaciel, pan Reeves, primogen klanu Gangrel. Tam, w kącie, stoi Samuel Hook. Opiekun Elizjum, członek mego klanu. Nieco dalej jest Danielle Shaw, Ventrue, plotkująca o czymś z Williamem, moim bliskim znajomym. Obok nich możecie zauważyć Szeryfa Parkera... ale śmiało możecie się do niego zwracać per Johnny albo Macchiato. Przy barze natomiast stoją dwie najważniejsze osoby w Seattle, piastująca urząd Księcia Jane Doe oraz jej syn. Seneszal Charles Campbell. - Primogen klanu Toreador powiodła ręką po sali, krótko przedstawiając wszystkie bardziej rzucające się w oczy persony.
Na sam koniec zostawiła rzecz jasna osobę będąca prawdziwą gwiazdą nie tylko ostatnich nocy, ale i ostatnich lat.
- Mówcie mi Moses. I dobrze żeście zrobili przychodzą tu do nas, Doe jest zajęta, tak patrzę. - wtrącił czarnoskóry, lekko kiwając głową w kierunku baru. Księżna i Seneszal cały czas o czymś rozmawiali. Ona słuchała uważnie, co jakiś czas kiwając głową i odpowiadając krótkimi zdaniami, on prowadził głównie monolog i coraz częściej gestykulował; w końcu wyciągnął z kieszeni notesik i zaczął w nim coś pisać. Wyrwał jedną karteczkę, zgniótł i cisnął do kosza stojącego nieopodal. Nie trafił. Elsie Page się skrzywiła na ten widok, ale nie skomentowała tego.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#14
Toreador przenosił wzrok między kolejnymi wymienianymi osobami i kiwnął do nich głową, jeśli napotkał czyjś wzrok. Był względnie zainteresowany, ale trochę rozczarowany - nie dostrzegł nikogo ekstrawaganckiego w noc, kiedy nawet Hook wbity był w garnitur. Żadnych małych prowokacji, żadnych artystycznych instalacji, żadnych manifestów czy deklaracji... wszystko wina pozerstwa.
Gdy wyciągnięto doń dłoń, Ethan przez krótką, ale pewnie dostrzegalną chwilę się zawahał, rzucając okiem i na Marię, i na Melanie, jakby rozdarty. Ujął ją w dłoń i uniósł do ust, ale w tym właśnie rzecz - dłoń uniósł i niemal podciągnął, ażeby chociaż nie zgiąć przed Primogen karku. Ewentualny dyskomfort chciał jej wynagrodzić wesołym, psotnym uśmiechem, ale że wesoły nie był już dawno, to wyjść mogło to nieco... dziwnie i nieludzko.
- Noo, tak wygląda - przytaknął Mosesowi. Nie wyciągał do niego dłoni pierwszy, ale jeśli ten przywitał się z kobietami, to i Ethan odpowiedział mu uściskiem, mocnym i nie ulegającym byle gościowi nadużywającymi swego statusu. Miałby wręcz użyć swej vitae, gdyby siła własnych mięśni była niewystarczająca do utrzymania pewnego, co najmniej równego uścisku z czarnoskórym.
- Może jest zajęta, nie będziemy się nagle wcinać w pilne sprawy, nie? Ale chcemy się przedstawić dzisiaj, żeby nie było nieporozumień.
KARTA POSTACI: Ethan Crookes
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Krótko ostrzyżony, biały trzydziestolatek ubrany jest w grubą, czarną bluzę z kapturem, znoszoną kamizelkę i przetarte jeansy, z których zwisa niewielki łańcuch. Na ramieniu ma przewieszony stary, połatany plecak, ale wzrok przyciągają jego buty, niegdyś-białe sportowe buty przy każdym kroku rozświetlają się pod podeszwę migoczącą czerwienią.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#15
Pozwoliła Ethanowi się przedstawić, oglądając jego prostą prezentację. Uśmiechnęła się słysząc o "ogarnianiu laserów i bajerów". Później sama się jeszcze wtrąciła.
- Jak Maria już wspomniała jestem Melanie też z Klanu Artystów. - wyraźnie zaznaczyła przynależność klanową - Zajmuje się głównie malarstwem. - słysząc własne słowa, miała wrażenie, że wypadła blado brzy laserach Ethana. Uśmiechnęła się jednak sama do siebie, gdy pomyślała, że większość jej sztuki jest nielegalna.

Kiedy poczuła spojrzenie Elizabeth, powędrowała za jej wzrokiem patrząc w górę. Wiele lat z tą samą fryzurą o niezmiennym kolorze sprawiło, że czasem o niej zapominała. Gdy Page podała rękę, Melanie lekko się zdziwiła. Spodziewała się całowania po policzkach, jak to eleganckie kobiety mają w zwyczaju. Wolała jednak ten prosty gest, który oczywiście odwzajemniła. Jej dłoń nie była ani specjalnie delikatna ani szorstka w dotyku. Wyglądało na to, że używała rąk nie tylko do malowania ale również uprawiała w przeszłości jakieś aktywności fizyczne.
Wodziła wzrokiem po wampirach gdy Primogen po kolei ich przedstawiała. Zmięta karteczka, która leżąca koło kosza zdawała jej się lekko podejrzana, jak z resztą większość rzeczy, które działy się w Elizjum. Jej zainteresowanie śmieceniem znikło tak szybko jak się pojawiło, sprawiając że szybko wróciła spojrzeniem w stronę osób z którymi rozmawiała.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#16
Maria wyróżniała się od reszty kainickich piękności. W przeciwieństwie do Melanie, Elizabeth, Danieli, czy nawet Jane, ona była wysoka i pomimo delikatności, wcale nie taka drobna jak tamte. Z pewnością jednak nie było można zaprzeczyć, że tutejszy "ogród" rozkwitł o kolejny kwiat. Przeciągle spojrzała w kierunku każdego, kogo wskazała primogen, a na wspomnienie o Danielli Shaw zawiesiła na niej wzrok parę sekund dłużej. Kąciki ust anielicy drgnęły tłumiąc uśmiech, prawdopodobnie na jakieś wspomnienie i by zetrzeć tą dziwną reakcję, przeniosła swoją uwagę na dwójkę Malkavianów przy barze. - Nie będziemy im na razie przeszkadzać w dyskursie. Choć wypada jeszcze dziś zachować wszelkie formalności... - Uważnie się im przejrzała, a gdy minął już ten moment, gdy wypadało odwrócić wzrok, skierowała się do Mosesa. - Niezmiernie mi miło pana poznać, panie Reeves. To niezwykle ujmujące, gdy przedstawiciele klanu Gangrel są w dobrej komitywie z Toreadorami. - Posłała mu czarujący uśmiech, by choć trochę dosięgnąć jego charyzmatycznej aurze. - Przyznam, że jestem wręcz zafascynowana różnorodnością obecnego tutaj towarzystwa. Nie często się zdarza, by tylu Spokrewnionych przebywało w jednym i tym samym Elizjum. Osiągnęła pani coś wielkiego, pani Page. Szanuję za to.
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#17
Nowi Spokrewnieni w Seattle zrobili pozytywne wrażenie na dwóch zwierzchnikach klanów. Dobry początek, trzeba przyznać, zwłaszcza, że Primogen klanu Gangrel niejako był przedstawicielem zbrojnego ramienia Camarilli działającej w Seattle, a primogen klanu Toreador odpowiadał za Elizjum oraz neutralny grunt dla każdego. Paradoksalnie to właśnie Schiller wypadła najgorzej. Mimo, że zdecydowanie była najbardziej urodziwą osobą z całej trójki i jednocześnie jedną z naprawdę pięknych kobiet goszczących tego wieczoru i nocy w Moore Theatre, to nie pasowała do wszystkich. Wyróżniała się, prawda, ale czy w sposób pozytywny, czy negatywny, pozostaje póki co tajemnicą.

Image Image
- Och, to zasługa teatru, nie moja! - stwierdziła radośnie Elizabeth, przykładając jedną dłoń do piersi, w okolicach zimnego, martwego serca. - Mogłabym powiedzieć, że to teatr przyciąga osoby kulturalne i obyte, grzeczne i nie poddające się prostackim emocjom, ale to byłoby kłamstwo, Mario. - kontynuowała, uśmiechając się przyjaźnie. Już miała otwierać usta, by powiedzieć coś jeszcze, by rozwinąć tę, jakże przecież enigmatyczną myśl, ale do rozmowy wtrącił się Moses. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.
- Elsie chce powiedzieć, że to zasługa Księcia. Wadsworth zaszedł każdemu za skórę... poza szlachciurami, ma się rozumieć. Rodzina potrzebowała miejsca, gdzie można w spokoju posiedzieć i nie martwić się głupotami. - czarnoskóry wyjaśnił w dość dobitny sposób to, co chciała przekazać Page. Nie tracił czasu na wyszukane słownictwo, po prostu powiedział to, co myślał chyba każdy Spokrewniony przebywający na terenie Emerald City od kilku ostatnich lat.
Albo nawet i dekady.
W głębi sali Danielle Shaw wstała. Towarzyszący jej Toreador, William, którego nazwiska niestety nie wypowiedziała żadna ze zgromadzonych osób, również się poderwał i uśmiechem odprowadził Ventrue, zmierzającą do jednego z prywatnych pokoi Elizjum. Chwilę później Seneszal, syn Doe, skończył zapisywać kolejną karteczkę i ruszył w stronę potężnie wyglądającego murzyna. Wręczył papier Szeryfowi i opuścił Elizjum z naprawdę ponurą miną, przywodzącą na myśl skazańca idącego na szafot.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#18
Szlachciury?
Coś zawisło w powietrzu. Ta słodka woń napięcia, która sugerowałaby nadejście burzy. Maria czuła zimno przebiegające wzdłuż pleców i gdyby była zwykłą ludzką kobietą to z pewnością zjeżyłyby się jej włosy na karku. Czy to złość, a może zaniepokojenie? Nie dała po sobie tego poznać. Nadal pozostawiała na twarzy maskę urzekającego uśmiechu, gdy powoli obróciła twarz w stronę Mosesa.
- Jak już mowa o kulturze i obyciu... - Jej czarujący głos się wzmógł, jakby naprawdę postarała się o jego czysty ton. Ethan znał tą nutę aż nazbyt dobrze, jak zresztą każdy kto wystarczająco długo przebywał blisko niej. To było jej okazywanie gniewu, choć bliskie było anielskiego śpiewu. Maria nigdy nie krzyczała, ani się nie unosiła. - ...nie chciałabym w tak doborowym towarzystwie zanudzać klanowymi sprawami, czy mogłybyśmy się umówić na spotkanie, Lady Page? - Powróciła spojrzeniem do swojej Primogen, a uśmiech zelżał na rzecz powagi. - Dzisiaj to pewnie już za późna pora, ale na przykład jutrzejszego wieczora? - Kwestia dogadania się kiedy będzie pasować Elizabeth. Maria miała w zamiarze przekazać swoje "podarki" Toreadorom, ale nie miała zamiaru gadać o rodowych interesach w obecności pozostałych klanów.
W tym samym momencie Seneszal opuścił Elizjum, co Schiller też zanotowała. - Chyba kolej na nas. Czy chciałabyś pani zachować prawo do przedstawienia? - Mogliby sami uderzyć do Księżnej na dzień dobry, ale dobre konwenanse sugerowały, by głos oddać wyżej postawionym. Tak przynajmniej było w Starej Europie, gdzie nawet nieświadome, krzywe spojrzenie przesądzało o statusie w mieście.

KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#19
Melanie w spokoju przyglądała się wymianie zdań. Stała i czekała aż wampiry skończą wymianę zdań. Jej spojrzenie szybko powędrowało w stronę Marii, gdy zaczęła mówić swoim przesadnie uprzejmym tonem. Patrzyła również po reakcji innych wampirów. Wydawało jej się, że to wszystko było zbyt słodkie, a właśnie tak najłatwiej jest ukryć gorycz. Nie wiedziała czy jej spostrzeżenie jest trafne czy po prostu odniosła mylne wrażenie, więc przypatrywała się nieco uważniej starając się wyczytać emocje Marii i przeanalizować kontekst jej słów.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#20
(by Mort)

Wzburzenie Marii uszło uwadze Mosesa, być może na jego szczęście. Jak w końcu powszechnie wiadomo, gniew kobiety bywa straszliwy. Czarnoskóry był bowiem zbyt zajęty rozmową - czy też raczej wtrącaniem się w rozmowę - niż analizowaniem szczegółów oraz subtelnych gestów Spokrewnionej. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o Toreador.
Primogen Elizabeth Page, zdecydowanie najbardziej ludzka spośród zgromadzonych wokoło nieumarłych, przekrzywiła nieznacznie głowę, spoglądając przelotnie to na Schiller, to na swojego kolegę, przyjaciela wręcz. Reeves był szczerym aż do bólu mężczyzną, może brakowało mu odrobinę ogłady, w przeciwieństwie do Elsie. Ona, jako aktorka, doskonale wiedziała co i jak należy robić, a czego nie wolno. Pozwoliła więc sobie na delikatny uśmiech, mający na celu uspokojenie członkini klanu.
Nie chciała, by doszło do awantury w Elizjum. W jej Elizjum, trzeba dodać!
Skinęła także głową, odpowiadając w ten sposób na pytanie o spotkanie w znacznie mniejszym, prywatnym gronie. Co do prośby o przedstawienie Księżnej Doe, przez kilka chwil Elizabeth spoglądała w stronę Jane, uważnie ją obserwując. Dopiero gdy się upewniła, że jest sama i nikt nie zamierza z nią zamienić słowa, uśmiechnęła się szerzej. Spojrzała na Marię i towarzyszącą jej parę.

Image

- Oczywiście. - stwierdziła pogodnie. Odgarnęła niesforny kosmyk włosów z czoła i przyjaznym gestem poklepała Mosesa po policzku, żegnając się z nim w ten sposób. Czarnoskóry tylko skinął głową i odszedł, zmierzając w stronę jednego z pozostałych przedstawicieli klanu Toreador. Wszyscy zdawali się żyć we względnej zgodzie, ale jak zostało już wspomniane, to głównie zasługa byłego księcia...

(by Maria)

Jednak jak długo ta pajęcza sieć będzie wstanie utrzymać tak różne osobliwości? Wróg wroga staje się przyjacielem tylko na jakiś czas, a jakie ma to znaczenie w skali wieczności? Kryzys został umiejętnie zażegnany przez Panią Elizjum, a uwaga wszystkich przeniesiona na główny cel ich dzisiejszej wizyty. Maria wyminęła młodszą dwójkę, by przejść z Primogen na front delegacji. Unikała ich wzroku, szczególnie Ethana. Zamknęła się. Pojawił się niewidzialny mur, który ją odgrodził, choć to przecież z jej inicjatywy się tutaj znaleźli. Jej spojrzenie leniwie prześlizgnęło się po reszcie obecnych w teatrze i zahaczyło o Francisa, który cały czas cierpliwie czekał na jej znak. Aczkolwiek nie odezwała się, aż do czasu nim nie podeszli do Jane Doe, dając sobie i reszcie ostatnią chwilę na zdrowaśkę.
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#21
Elizjum na nowo rozbrzmiało głośną, agresywną muzyką. Piosenkarz o zachrypniętym, niewyraźnym głosie wieloletniego palacza i alkoholika wściekle szarpał struny basowej gitary i wrzeszczał słowa układające się w tekst piosenki "Dead Men Tell No Tales" grupy Motorhead. Samuel Hook przez parę chwil słuchał tej hałaśliwej muzyki, która dla wieku była niczym innym jak zwykłą kakofonią i dopiero, gdy natrafił wzrokiem na niezbyt przyjemne spojrzenie swej Primogen oraz, co gorsza samej Księżnej, szybko zmienił repertuar.
Elizjum Moore Theatre znowu rozbrzmiało cichymi i delikatnymi nutami muzyki klasycznej, odpowiednimi na każdą lub prawie każdą okazję.
Image
Image

Elizabeth Page uśmiechnęła się jednak do swego bliskiego kolegi i członka klanu już moment później. Była życzliwą osobą, a jej martwe i zimne serce ciągle było skłonne do uczuć; potrafiła wiele wybaczyć, ale i pamiętała o wszystkim. Szła wolno przez salę, zmierzając prosto w okolice baru, gdzie nie tak dawno Jane Doe toczyła dość zażartą dyskusję ze swym potomkiem. Teraz "Szalona Królowa", jak ją pogardliwie nazywali niektórzy, stukała paznokciami w lakierowany blat i patrzyła gdzieś w sufit, zamyślona.
Odziana na biało, blada, ale i mająca swój urok nieumarła nie zdawała sobie sprawy, że ktoś do niej podszedł. Dopiero gdy Page się odezwała - grzecznie i zarazem stanowczo - Jane się otrząsnęła z zamyślenia. Skłoniła uprzejmie głowę, witając Primogen.
- Panno Page. - zaczęła Księżna, udowadniając, że nie jest sztywną, trzymającą się ślepo zasad babą, tylko kobietą, do której można wyciągnąć dłoń i porozmawiać o czym tylko dusza zapragnie. Chyba. W końcu Jane Doe to Malkavian, nieumarły potwór dotknięty szaleństwem. Nieobliczane monstrum żywiące się krwią niewinnych, będące zarazem najważniejsza osobą w Emerald City.
- Panno Doe. - odpowiedziała Toreador, również kłaniając głowę. - Pozwól, że ci przedstawię członków mego klanu, którzy przybyli niedawno do miasta i, by uszanować nieśmiertelne Tradycje, proszą o audiencję za moim pośrednictwem. Oto Maria Schiller, jej syn Ethan Crookes oraz jego przyjaciółka, Melanie Price. Ręczę za nich, tak, jak za każdego Toreadora w Seattle. - Page uśmiechnęła się promiennie i odstąpiła o krok, tak, by Księżna mogła bez problemu przyjrzeć się zgromadzonej trójce. Pierwsza została przedstawiona Maria, potem jej potomek, a na samym końcu jego znajoma; Jane Doe skinęła wampirom głową i podała dłoń gotową do uścisku. Tak, Ethanowi też. Nie bawiła się najwyraźniej w wyszukane pocałunki ani inne gesty.
- Witajcie w Szmaragdowym Mieście. - powitała ich Jane. Krótko i na temat. Nie tak, jak można było sobie to wyobrazić.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#22
Słysząc nagły "wybuch" muzyki, która zdecydowanie nie pasowała do tego miejsca uśmiechnęła się sama do siebie. Odruchowo spojrzała w stronę tej cudownej kakofonii dźwięków, która zniszczyła nudną i wyszukaną atmosferę Elizjum. Inni mogli to wziąć ten "incydent" za nietakt ale dla niej był to zaledwie niewinny żart. Uniosła dyskretnie kciuk w górę, dłonią która trzymała pasek od tuby.

Gdy nadeszła jej pora by się przedstawić, wyszła naprzeciw Jane Doe. Grunt to zachować pewność siebie i udawać, że wie co się robi - pomyślała patrząc na Księżną. W swej prezentacji postanowiła improwizować, licząc na swój urok osobisty. Unikała zbędnej uprzejmości by nie brzmieć przez to fałszywie.
- Jestem Melanie Price, przedstawicielka Klanu Toreador, wspomniana "przyjaciółka" - uśmiechnęła się, dając do zrozumienia, że ten tytuł jej zupełnie nie przeszkadza - dziecię Daniela Harrisa... Przybywam z Miasta Aniołów. - tu zatrzymała się na chwilę by zobaczyć reakcje Jane i dyskretnie starała się spojrzeć po wampirach, które mogły znajdować się w pobliżu.
- Mam nadzieję zatrzymać się w Szmaragdowym Mieście na dłużej i tu zamieszkać. Dlatego przychodzę do Ciebie Księżno by prosić o twoją gościnę. - ciagnęła dalej.
Oczywiście nie przychodzę z pustymi rękami, dobry gość zawsze przynosi jakiś podarunek. - ściągnęła tubę z pleców - Mawiają, że najlepsze prezenty to takie, które zrobi się własnoręcznie, dlatego przyjmij jeden z moich obrazów. -[ uśmiechnęła się, a jej oczy lekko się rozszerzyły, jak u dziecka, które dostaje nową zabawkę.
Otwarła tubę, wyciągnęła obraz i zaprezentowała go przed Księżną. Płótno rozwinęło się z charakterystycznym dźwiękiem, ukazując malowidło, które przedstawiało portret... Mężczyzny? A może kobiety? Trudno było jednoznacznie to określić, nawet po dłuższej obserwacji. Uwieczniona osoba była zupełnie pozbawiona włosów, brwi i innych cech charakterystycznych, jak choćby koloru oczu. Przez to obraz sprawiał wrażenie niedokończonego. Prawdopodobnie był to zabieg celowy, bo zmiana paru szczegółów mogłaby sprawić, że postać wyglądałaby jak zupełnie inna osoba.
Na twarzy Melanie pojawił się promienny uśmiech, jak u podekscytowanej osoby, która chce pokazać znajomym coś co uważa za wspaniałe i jest święcie przekonana, że zwali ich to z nóg.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#23
Kiedy Elizabeth zaczęła sypać zawoalowanymi sugestiami, Ethanowi trochę sczezła mina; kiedy Maria odpowiedziała wyczuwalnie zmienionym tonem - ledwie powstrzymał się od przewrócenia oczami. Spojrzał znacząco na Melanie, po czym odwrócił wzrok od primogenki, rozglądając się za Elizjum w poszukiwaniu czegoś ciekawszego od pozerskiej gadki: jakichś interesujących kształtów, kompozycji, form... Z braku laku zawiesił wzrok na księżnej i jej childe,
Ocknął się, kiedy Toreadorka zgodziła się zaprowadzić nowo przybyłych przed oblicze panującej w domenie. Po drodze odwrócił się na chwilę, gdy z głośników poleciał pierwszy ostry riff. Rozejrzał się za źródłem dźwięku z zaskoczoną miną, a kiedy Hook spojrzał w jego stronę - to jest, najpewniej na swoją Primogen, obok której neonata szedł - Ethan uniósł ku niemu skierowany w górę kciuk w geście aprobaty, chyba nieświadom, że robi to samo, co jego kumpela z południa.

Przymusowo wyuczony na berlińskim dworze, do Jane zbliżył się idąc o krok za swoją sire. Nie wcinał się przed Marię, ale kiedy ona się już wypowiedziała, dłoń Księżnej uścisnął nawet z pewną dozą przyjemności.
- Cześć! Ethan - kiwnął głową, wyraźnie ośmielony raczej symbolicznym przestrzeganiem etykiety przez Malkaviankę. - Potomek Marii. Robię przy dynamicznym oświetleniu i chciałbym mieć panią za gościa na prywatnym pokazie, jeśli pozwolicie mi zostać w Seattle i dacie kilka nocy na zadomowienie się i ogarnięcie sprzętu.

Rzucił okiem na zaprezentowany przez Melanie obraz i zmarszczył brwi. Nie był to żaden dezaprobujący gest - po prostu skupiał się na zainteresowanym, krytycznym odbiorze jej nowego dzieła. Gdyby nawet nie spędził swego czasu w galeriach Europy między jedną a drugą libacją młodości, to sama toreadorska krew i towarzystwo stymulowało jego analityczne spojrzenie na sztukę. Preferował ruch i jakąś dynamikę, ale sam pomysł Melanie zaintrygował go na tyle, że doszukiwał się w kompozycji farb zarówno wartości estetycznych, jak i samych wskazówek co do źródła inspiracji.
KARTA POSTACI: Ethan Crookes
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Krótko ostrzyżony, biały trzydziestolatek ubrany jest w grubą, czarną bluzę z kapturem, znoszoną kamizelkę i przetarte jeansy, z których zwisa niewielki łańcuch. Na ramieniu ma przewieszony stary, połatany plecak, ale wzrok przyciągają jego buty, niegdyś-białe sportowe buty przy każdym kroku rozświetlają się pod podeszwę migoczącą czerwienią.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#24
Tak jak reszta, drgnęła na niespodziewaną ciężką nutę, która rozbrzmiała w Elizjum i ze zdumieniem spojrzała w kierunku jego źródła. Napięcie prysło jak mydlana bańka, kiedy Maria najzwyczajniej się roześmiała. Jakiż to wdzięczny, krystaliczny i szczery był śmiech, aż rozczulał najsroższe serca.
- Entschuldigung... - Otarła kąciki oczu i powoli opanowywała drżenie ramion. Kto by się spodziewał tak nagłego rozbawienia po pozerce? Co prawda kciuka nie uniosła jak pozostała dwójka, ale nadal było to coś dziwnego. Nawet niepoprawnego.- Było to tak niespodziewane... - Nie dokończyła, pozwalając innym dopowiedzieć sobie resztę. Uspokajając się i nabierając powagi przeniosła błyszczące się oczy na Jane. Z szacunkiem chyliła jej czoła wykonując przy tym nieznaczny pokłon. - To dla mnie zaszczyt poznać Księżną osobiście. Wierzę, że mój list dotarł zawczasu i nie jest zaskoczeniem moja obecność. - Gdy Melanie prezentowała swoje malowidło, gestem przywołała ghula. Francis zbliżył się ostrożnie, niosąc tajemniczy podarek. - Tak jak panna Price, ja również mam upominek, lecz nie jest tak okazały. Wstyd przyznać, ale w obliczu sztuki wypada nawet mizernie. - Mówiąc to rozwinęła delikatny, szkarłatny materiał, który ześlizgnął się z hebanowej szkatuły i zawisł na ramieniu Francisa. Pojemnik nie miał żadnych grawerów, zdobień, czy nawet zamka. Był prostym, ręcznie wykonanym pudełkiem z bardzo cennego drewna. - Nie jest tajemnicą, że Wermacht za wojny pozyskiwał różne skarby. Część wróciła do prawowitych właścicieli, ale wiele z nich zaginęło lub też zostało ukrytych. - Ostrożnie wzięła od ghula szkatułę i podsunęła w kierunku Doe. - Oto jeden z nich. Oficjalnie pochodzenie jest nieznane, lecz dla dociekliwych z pewnością jest to intrygująca zagadka do rozwikłania. - Na domiar tej enigmatyczności, Schiller nie uchyliła wieka, by zdradzić zawartość szkatuły. Księżna uczyni to sama, poleci by Maria to zrobiła lub też pozostawi w niewiedzy wszystkich. Dziwna była to zagrywka Toreadorki.
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#25
Image
- Twój list, Mario, trafił w moje ręce. Nie jestem więc zaskoczona, że widzę i ciebie, i towarzyszących ci Spokrewnionych... coś takiego się chwali. Zachowałaś się znacznie lepiej, niż pewien Ventrue, ale cóż mogę rzec... to chyba jest przypadłością ich klanu. - odparła może nazbyt swobodnie Doe, witając się z Schiller. Umilkła potem, przyjmując podarek. Nie otworzyła go; rozejrzała się po Elizjum w poszukiwaniu swego potomka. Seneszala nie było nigdzie widać, opuścił już teatr, więc Księżna zwróciła swój wzrok w stronę Szeryfa. On z kolei był zajęty rozmową przez telefon, Jane nie mogła zatem się do niego zwrócić o radę, pomoc czy też wsparcie.
Odstawiła szkatułkę na najbliższy stolik i przez moment się jej uważnie przyglądała, podziwiając ciemne drewno oraz spoglądając parokrotnie na Marię. Nie ufała Schiller? Nie chciała ryzykować otwierania podarku tu, w Elizjum, na oczach wszystkich? Może nie była aż tak szalona, jak się mówi... może była po prostu ostrożna?
Po Marii przyszła kolej na jej potomka i jego towarzyszkę. Doe zwróciła się najpierw do Melanie i na widok specyficznego, ale nie pozbawionego pewnego uroku obrazu jej autorstwa malkaviańska Księżna uśmiechnęła się szeroko, wyraźnie zachwycona podarkiem. Był to szczery gest, zbyt prosty i naturalny, by móc go sfałszować; zresztą, każdy kto znał Jane trochę lepiej, wiedział, jaki ma stosunek do tego typu malowideł. Jej gabinet w sierocińcu przypominał małą galerię sztuki. Ba, większość ścian i korytarzy Seattle Children's Home również tak się prezentowało, ku rozpaczy starszych i radości młodszych wychowanków.
O ile jednak dla Toreadorów dzieło Melanie było intrygujące, tworzyło grunt dla dyskusji i interpretacji - już nie ważne, czy pozytywnych czy negatywnych - tak dla Księżnej było po prostu czymś "fajnym". Uśmiech i uścisk dłoni były wystarczającymi odpowiedziami. Ethan natomiast zaoferował coś znacznie większego, coś, co naprawdę wzbudziło ciekawość Doe. Blada kobieta przez moment przyglądała się Crookes'owi w milczeniu, z cieniem uśmiechu na twarzy, a gdy już się odezwała, naprawdę przypominała zafascynowane dziecko.
Zaczęła się dopytywać o wszystkie szczegóły związane z pracą i umiejętnościami, kompletnie zapominając o tym, kim jest i gdzie jest i jak się powinna zachowywać.
- Naprawdę? Bawisz się światłem, zamieniając noc w dzień i tworząc blask z mroku? Pustkę i Nicość zamieniasz w Światło i Byt? - cóż, czegoś takiego można było się spodziewać. Jane Doe to w końcu Malkavianka. Świr. Nie bez powodu ma przydomek "Szalona Królowa", a te kilka ostatnich słów doskonale o tym świadczyło. Zdawać się mogło, że podarek od Schiller wzbudził paradoksalnie najmniejsze emocje, choć bez wątpienia był najbardziej wyjątkowym i, być może, szczególnym.
- Ethanie, byłbyś w stanie zorganizować taki występ w Walentynki, dla moich wychowanków? - stwierdziła po chwili, spoglądając na migające buty Spokrewnionego. Tak, Jane Doe, Malkavian i Książę w jednej osobie była naprawdę kimś wyjątkowym. Niepowtarzalnym. Ale czy to akurat dobrze świadczy o władcy?
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#26
Po raz kolejny Ventrue zostali wywołani z lasu i zaczęło to Marię intrygować. Jeśli były Książę był rzeczywiście personą non grata to powinni go przemilczeć. Pozwolić o nim zapomnieć, jakby nigdy nie istniał. A tutaj notorycznie jest wspominany. Budzi ciągłe emocje i to nie u byle kogo. Można by powiedzieć, że nienawiść bliska miłości. Takie to patetyczne... ale poczuła niezwykłą dumę względem Ventrue. Jednakże z racji, że Page ręczyła za nich swoją głową, zachowała komentarz dla siebie. Obserwowała za to zmieszaną reakcję Doe, gdy ta nie wiedziała co zrobić ze szkatułą. Schiller nie bez powodu postawiła Jane w takiej sytuacji, ale zachowała całkowity spokój. Powędrowała za jej spojrzeniem notując u kogo to najpierw Malkavianka szukała pomocy. Zabawne by to było, gdyby to była bomba, prawda?
- Otworzyć? - Zapytała grzecznie, gdy pudełko spoczęło na blacie, ale nie naciskała dalej w temacie. Pozwoliła mu "zniknąć" w efekcie halo, jakie generowali Melanie i Ethan. Wycofała się o krok, gdy uwaga Księżnej przeniosła się na tego ostatniego. Uśmiechnęła się pełna satysfakcji, że syn (zresztą nie pierwszy raz) wzbudził zainteresowanie swoimi umiejętnościami, ale nie wtrącała się w rozmowę. Spojrzeniem powędrowała na Francisa, a później na resztę toreadorów stając się niemym obserwatorem sceny.
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#27
Po chwili podziwiania i analizowania obrazu Melanie uśmiechnął się. Był daleki od entuzjazmu i fascynacji okazywanej przez Księżną - sam nie tylko obcował ze sztuką prawdopodobnie częściej, ale i już rozpoznawał sam styl pracy swej koleżanki. Gdyby jednak przekroczyła tę cienką granicę między dziełem dobrym czy bardzo dobrym a arcydziełem, trafiła na tę subtelną nutę geniuszu... Och, pewnie stałby razem ze wszystkimi pozostałymi Toreadorami kompletnie oniemiały i oczarowany.
Teraz po prostu poklepał małą Price z uznaniem i dumą z obracania się równym, kreatywnym towarzystwie.

- Ty, wiesz, nie przesadzałbym z tym - wzruszył ramionami odruchowo, choć zabrakło przy tym ludzkiego uśmiechu skromności. - Światła nie tworzę jak w Biblii, tylko nim operuję, nie? Staram się uchwycić ten nieustanny dynamizm i subtelność zmian, których często nie ogarniamy, dopóki nie jest za późno. Fale świetle mają spektrum znacznie szersze niż łapiemy, znaczy się: niż łapią zwykli ludzie, bo i my, i wy mamy znacznie lepsze ku temu dyspozycje. Jesteśmy nadwrażliwi - wskazał bez skrępowania na grupę Toreadorów, a następnie na Malkaviankę. - No i wiesz, cholernie mi Krew pomogła z wyłapywaniem tych niuansów, zwłaszcza barw ciepłych. Nie miałem okazji obadać motywu u jakiegoś speca, ale wydaje mi się, że już powoli wychwytuję fale dłuższe niż te standardowe 800 nanometrów, tylko to znów jest ten problem, że muszę do tego selekcjonować gości, a niektórym mordom się to nie widzi...
Podekscytował się zainteresowaniem tematem ze strony Jane i samą możliwością porozmawiania w końcu na chwytający go temat. Tu i ówdzie napomknął o jakimś małym performance, gdzie indziej rozwodził się nad problemem z doborem kontrastów między niektórymi barwami i prosił o komentarz Melanie. Rzucał nazwami ostatnich używanych maszyn i parametrami tych nowszych, których jeszcze nie miał okazji wykorzystać, ale na które miał ochotę, przy czym podkreślał, że w gruncie rzeczy i tak najważniejszym w odbiorze jego dzieł jest często otoczenie od którego uzależniony jest znacznie bardziej niż od hardware'u.
- Wychowanków? - spytał, zaskoczony. - Dopiero przyjechałem i o niczym nie wiem. Znaczy: spoko, bardzo bym chciał, ale chwilowo nie mam żadnego szpeju, a muszę ogarnąć i to, i samo miejsce. Z Twoim błogosławieństwem postaram się coś ogarnąć, ale potrzebuję jeszcze adresu i swobodnego dostępu do miejsca, bo strasznie bliski deadline. Ale spoko, jasne! Od razu powiedziałem, że chciałbym coś takiego zrobić, nie cofam swojego słowa.
KARTA POSTACI: Ethan Crookes
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Krótko ostrzyżony, biały trzydziestolatek ubrany jest w grubą, czarną bluzę z kapturem, znoszoną kamizelkę i przetarte jeansy, z których zwisa niewielki łańcuch. Na ramieniu ma przewieszony stary, połatany plecak, ale wzrok przyciągają jego buty, niegdyś-białe sportowe buty przy każdym kroku rozświetlają się pod podeszwę migoczącą czerwienią.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#28
Wyglądała na zadowoloną ze swojej prezentacji. Robienie przesadnie dobrego wrażenia może być przekleństwem. O czym w mniemaniu Melanie przekonał się Ethan. Przyszedł tu tylko się przywitać i przedstawić, a postawiono przed nim nie lada zadanie, na które nie miał szczególnie wiele czasu.
Sama reakcja Księżnej wprowadziła młodą wampirzycę w spore zdumienie. Ludzie często kręcili nosem, na takiego rodzaju pokazy. Dla wielu piękno ma jasno określoną formę, która powinna pozostać niezmienna, a zabawa z oświetleniem była czymś co nie szczególnie mieściło się w te ramy.

- Tak masz rację. Światła, światłami ale trzeba wziąć pod uwagę samą miejscówkę. Rozmiar, tła i ozdoby... To wszystko musi się odpowiednio komponować. - wtrąciła, podkreślając wagę słów Ethana odnośnie miejsca.
Dyskutowała na temat różnych możliwości wyraźnie podekscytowana, gestykulując przy tym żywo i swobodnie. Zapytana na temat doboru barw i stworzenia kontrastu, zaczęła rozwodzić się na wieloma rozmaitymi sposobami uzyskania odpowiedniego efektu. Wymieniała stosowne kombinacje i czekała na ewentualne propozycje Ethana, co z tego można wykombinować. Sama ewidentnie nie znała się na światłach ale nie przeszkadzało jej to w dyskutowaniu i przestawianiu swoich opinii, które nie ograniczały się do prostego stwierdzenia czy coś jest dobrym pomysłem czy nie ale również podając argumenty zarówno za i przeciw.
Również zainteresowała się tematem wychowanków ale nim zdążyła się odezwać, Ethan uprzedził ją swoim pytaniem. Miała do czynienia z Malkavianem, więc nie wiedziała czego się spodziewać.
KARTA POSTACI: Melanie Price
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: hiszpański
Opis Postaci | 
Niewysoka młoda kobieta, o krzykliwie fioletowych włosach. Aktualnie ubrana w skórzana kurtkę,
pod którą ma granatową bluzę z kapturem. Nosi jasnoniebieskie jeansy i czarne glany.

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#29
Image
"Otworzyć?"
Co to w ogóle za pytanie! Na twarzy Jane Doe - Księżnej Seattle, by nie było - przemknął delikatny cień złości. Niewielki, acz bardzo wymowny grymas, jasno sugerujący, że Maria Schiller choć przedstawiła się zgodnie z zasadami i zachowała etykietę, to nie zyska sobie sympatii bladej Malkavianki. Co innego jej potomek, Ethan bowiem nie tylko skupił na sobie praktycznie całą uwagę Doe, to jeszcze ta kobieta wprost zapraszała go do swojej domeny na pokaz! A Melanie... cóż, Melanie w naprawdę zgrabny sposób uzupełniała Ethana. Co prawda ich rozmowa o światłach i wszystkim, co się z tym wiązało nie mówiła zbyt wiele Księżnej, ale kto by się tym przejmował.
- Otworzę twój podarek kiedy uznam to za stosowne, Mario, dziękuję bardzo. - Jane skwitowała w dość oschły, tak diametralnie różny od jej wcześniejszej euforii sposób zachowanie Schiller. Szybko też zwróciła się ku pozostałym dwóm wampirom, słuchając z nieukrywaną ciekawością ich słów. Nie rozumiała szczegółów, tego całego technicznego żargonu, ale ważne było to, że wszystko brzmiało imponująco, profesjonalnie i co ważniejsze, sensownie.
- Prowadzę sierociniec. Dom dziecka Seattle Children's Home, na 10th Ave, pod numerem 2142, na terenie wzgórza Królowej Anny. Nie sposób przegapić tego miejsca, to naprawdę spory kompleks, bez problemu można tam zorganizować dowolny pokaz, Ethanie. Gdy tylko powróci Seneszal, Charlie, będziesz mógł uzgodnić z nim wszelkie szczegóły. - wyjaśniła.

Image
Elsie odchrząknęła w - jakże by inaczej - teatralny sposób, zwracając na siebie uwagę. Tak, cały czas była w pobliżu, ale jak na aktorkę przystało, potrafi się pojawiać i znikać na scenie niemalże na zawołanie. Teraz, gdy rozmowa między Spokrewnionymi się rozwijała w kilku kierunkach jednocześnie, stwierdziła, że czas się znowu odezwać. I dobrze zrobiła, bo ledwo co postąpiła krok do przodu, klasyczna muzyka ucichła. W jej miejsce pojawiły się charakterystyczne, zgrzytliwe nuty szarpanego basu.
Metallica. "Anesthesia".
- To prawda. Miejsce jest urokliwe i zapada w pamięć, choć byłam tam tylko raz. - wtrąciła się Elizabeth Page. Dotychczas stała nieco na uboczu, przysłuchując się dyskusji, ale teraz, gdy między Schiller i Doe zaczęło się coś psuć, czy nawet iskrzyć w wyjątkowo paskudny sposób, Primogen postanowiła się wtrącić i poprowadzić rozmowę na nieco bardziej neutralne grunty. Dla dobra ogółu. To w końcu było jej Elizjum i dlatego, na koniec, rzuciła Samuelowi wymowne spojrzenie. Ten jednak twardo trzymał się wybranej piosenki i tylko uśmiechnął lekko.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ Michelle
 → Helena, Elena i Leopold
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: Moore Theatre, foyer, piętro, centrum/wejście

#30
Oczywiście. - Mówiły słodkie oczy Marii, która całkowicie już umilkła. Nie było co się oszukiwać., każdy widział co się stało. Mimo swojej nieskazitelnej charyzmy i anielskiej urody, wypadła najgorzej z całej trójki, a przecież nie zrobiła nic szczególnego, ani nadzwyczajnego. Miała jednak pecha trafić na Malkaviankę. Nie żeby ich nie brakowało w Berlinie, ale... Wampirzyca zaczęła rozumieć klimat Seattle i to jakie nastroje powierzchownie dominowały w lokalnym społeczeństwie. Ogłada przestała być w cenie na rzecz fałszywej bezpośredniości, a Maria doskonale wiedziała, że zazwyczaj nie kończyło się to dobrze. Otwartość wiązała się z uzewnętrznianiem się, a przecież oni wszyscy byli niczym innym jak bestiami.
Przeniosła wzrok na syna. Nie ujawniła swojego niepokoju związanego z zaproszeniem go do sierocińca. Wierzyła w jego rozsądek i zapobiegliwość. Jednakże dotychczas zawsze oferowała mu schronienie i pieniądze, nawet gdy tego nie chciał. Przestała, gdy uwolniła go z pod swoich skrzydeł. Chciał być dorosły, zatem pozwalała mu na to. Nawet jeśli dzisiejszego wieczora udowodniła, że nadal ma nad nim wpływ.
Czekając, aż Księżna zwolni ją i pozwoli odejść, kiwnęła głową w kierunku swojego ghula, by się oddalił. Francis bez słowa się wycofał, pozostawiając wampiry samym sobie i zaczął rozglądać się po foyer. Zahaczył nawet o korkową tablicę, ciekaw zawieszonymi tam ogłoszeniami. Za to Maria stała nieruchomo niczym posąg, ze splecionymi dłońmi na podołku i nie zaprzestawała się czarująco się uśmiechać. Czy to gdy spoglądała na Melanii, na Page, czy nawet Doe. Jej wyraz twarzy się nie zmieniał.
KARTA POSTACI: Maria Schiller
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: niemiecki
Opis Postaci | 
Ta niezwykła piękność odziana była w gustowną i skromną, czarną suknię z długimi koronkowymi rękawami oraz wysokim kołnierzykiem. Na ramiona miała zarzucone równie czarne, sobole futro, z którym nie rozstępowała się przez okres zimowy.

Wróć do „1932 2nd Ave, Moore Theatre”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość