Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#61
Była trupem. Jedynym prawdziwym problemem, przed którym mogła drżeć ze strachu był głód. Na swoje - i cudze - szczęście, Bestia była nasycona. Chloe nie czuła nienaturalnego pragnienia. Nie zachowywała się jak ćpun na głodzie, uzależniony od kolejnej działki. Snow mogła więc pracować bez końca, a i tak nie odczuwałaby żadnych ubocznych skutków. No, może tylko znużenie, ale to dopadnie prędzej czy później każdego... skupienie ma też swoje granice. Samantha była zatem zbyt zajęta, by zwracać jakąkolwiek uwagę na jedną z wielu dziewczyn, zwłaszcza na taką, która machała lekko ręką próbując pstryknąć bez powodzenia palcami. Nic więc dziwnego, że to wampirzyca się zainteresowała pijaną szatynką.
Korkowa podstawka pod piwo upadla na podłogę, gdy dziewczyna zwróciła swoje półprzytomne spojrzenie w stronę nieumarłej.
- Co? - spytała cicho, zaciskając na moment powieki. - Nie, ja... to znaczy... - w ogólnym gwarze, wzmocnionym przecież muzyką, ciężko było zrozumieć resztę jej wypowiedzi. Te kilka niewyraźnych słów, jakie usłyszała Chloe, były jednak wystarczające. Barmanka zerknęła przelotnie w kierunku Spokrewnionej, ale widząc, że sytuacja jest w miarę opanowana, nie przerywała pracy. Sam wskazywała właśnie na drzwi kolejnemu młodzikowi, stanowczo ale i uprzejmie wypraszając go z lokalu.
Pijana dziewczyna mruknęła coś pod nosem, wskazując w bliżej nieokreślonym kierunku. Równie dobrze mogła wskazać na ochronę, jak i na okno i widniejący za nią fragment ulicy, a także na grupę trzech młodych mężczyzn w bluzach uniwersyteckich, wznoszących właśnie toast kieliszkami z wódką. Bełkotała, to oczywiste. Chwiała się coraz mocniej, nie była też w stanie skupić na niczym i na nikim wzroku. Albo wypiła naprawdę horrendalne ilości alkoholu, albo była już wcześniej czymś zaprawiona. Spróbowała nawet wstać i gdyby nie bliskość baru, to pewnie by padła na podłogę.
Albo prosto w objęcia Chloe.
- Przepraszam. - głos należał do czarnoskórego elegancika, w białej jak śnieg koszuli, z rozpiętymi dwoma górnymi guzikami i rękawami podwiniętymi aż do łokci. - To moja znajoma, ma słabą głowę. Odwiozę ją do domu. - zaproponował z szerokim uśmiechem. Wyszedł z tłumu, z kieliszkiem whisky w jednej dłoni i grafitową marynarką trzymaną w drugiej. Już patrząc na same jego ciuchy, warte pewnie ładną sumkę, nijak nie wydawał się pasować do młodej, pijanej dziewuchy ze swetrem i flanelowej koszuli.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#62
Dziewczyna straszliwie bełkotała. Ledwo można było zrozumieć niektóre słowa. Chwiała się i kołysała, prawie nieprzytomna. Snow skinęła Sam, że panuje nad sytuacją i przytrzymała pijaną, bo ta naprawdę zagroziła upadkiem. Naprawdę czas na taksówkę.

Zaraz z pomiędzy gości wyszedł elegancik i z onieśmielającym uśmiechem zaczął swoje wyjaśnienia. Białe zęby, nieskazitelna koszula, marynarka, wszystko cholernie eleganckie i drogie. Mógł wzbudzać zaufanie, może nawet sympatię, ale...
Pijana dziewczyna była bardziej pijana niż pijana... jakkolwiek by to nie brzmiało. Dopiero zestawienia tej dziwności i czarnoskórego uśmieszka, dało Chloe możliwy obraz. Obraz... scenariusz, który zmazał uśmiech z twarzy dziewczyny. Brunetka nie pasowała do faceta. Koszula flanelowa z podwiniętymi rękawami. Sweterek opinający pas, okulary na nosie. To nie byli znajomi. Chloe w instynktownym odruchu opiekuna stanęła między dziewczyną, a panem olśniewające zęby, tak by jedną ręką móc ją w razie co podtrzymać za plecy, by orła nie wywinęła z barowego krzesła i by drugą, w której trzymała wciąż swoją tacę, w razie potrzeby móc przyłożyć mężczyźnie.


Zmrużyła oczy i przywołała na twarz przesłodzony uśmieszek.
-I pozwoliłeś doprowadzić jej się do takiego stanu? Wiesz co, ja mam lepszy pomysł, dodaj sobie do własnego drinka, tego co dosypałeś jej i to JA odwiozę ciebie do domu... albo nie, może od razu zadzwonię na policję?! - Powiedziała stojąc z pewnym siebie facetem twarzą w twarz. Normalnie przecież spuściłaby wzrok, przygryzła wargę i wycofała się pewnie onieśmielona.... nim, jego postawą, majątkiem, ubiorem... wszystkim. Teraz, kiedy zdała sobie sprawę, że ten gnój, prawdopodobnie dodał dziewczynie do piwa tabletkę gwałtu, albo jakieś inne świństwo i chciał się z nią zabawić, a nie odwieźć do domu, włączył jej się niezłomny tryb opiekuna, obrońcy, podobny do tego, który uruchamiał się w niej, gdy próg domu przekraczał pijany ojciec z awanturą. Facet już był na przegranej pozycji. Snow nie odpuści, nie pozwoli mu zabrać brunetki, nawet jeśli sama miałby ją odprowadzić do domu, albo do szpitala na płukanie żołądka. Nawet jeśli facet nagle wyciągnąłby z tego swojego garniturka nóż albo giwerę, to tylko bardziej sobie przechlapie.
-To jak, znajdziesz drogę do wyjścia, czy ci wskazać drzwi? - Mimo wszystko dała mu szansę. Miał jedyną możliwość by się wynieść, za chwilę Snow mogła zawołać Sami i wezwać pogotowie do dziewczyny i policję do tego gnoja.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#63
Bestia ryknęła, rzucając się do ataku. Cieszyła się z nagłego wybuchu Chloe, nawet, jeśli nie był to w sumie żaden wielki wybuch. Wampirzyca jednak postawiła na swoim, rzuciła mężczyźnie w twarz naprawdę poważne oskarżenia i twardym tonem zażądała, by się wynosił. To dla tej mrocznej i żądnej krwi istoty wystarczało. Kto wie, co by się stało, gdyby Snow nie była tak opanowaną i bogobojną dziewczyną... w końcu jako wampirzyca mogła bez trudu zmasakrować praktycznie każdego śmiertelnika.
Samantha pogoniła małolata i z rozbrajającym uśmiechem zrealizowała zamówienie kolejnego klienta, ale coraz częściej zerkała w stronę nieumarłej. Nie podobała się jej ta cała sytuacja, miała może nawet takie same podejrzenia jak Chloe, ale dopiero teraz - widząc minę czarnoskórego - wszystko stało się jasne. Gestem dłoni przywołała ochronę, której Josh płacił gigantyczną kwotę pieniędzy. To, wraz z krzykami Snow, wprawiło przyszłego gwałciciela w panikę. Cofnął się o krok, z rękoma uniesionymi na wysokość twarzy.
Kostki lodu zagrzechotały w szklance. Marynarka zafalowała.
- Że ja niby miałbym... - zaczął łamiącym się głosem. - To kurwa oszczerstwo! I konfabulacja! Pierdolę tę budę, słyszysz! Ssij pęto, dziwko. - wykonał obelżywy gest w stronę Snow i, zanim ochroniarz zdołał podejść, pospiesznie się ewakuował. Szklankę odstawił na najbliższy stolik, rozlewając nieco alkoholu. Odepchnął na bok paru gości King's Cross i przyspieszył kroku. Trzasnął mocno drzwiami i tyle go było widać. Znakomita większość osób obecnych w lokalu nawet nie zwróciła na to uwagi. Tylko kilka osób patrzyło po sobie, nie wiedząc jak zareagować. Sama zainteresowana, pijana i naćpana dziewczyna, czknęła głośno. Przyłożyła dłoń do ust i jęknęła, tak, jakby miała lada moment zwymiotować.
- Co się stało? - spytał ochroniarz. - Mam powiadomić policję? - zmrużył oczy, patrząc na wampirzycę, na barmankę i na niedoszłą ofiarę gwałtu, z trudem utrzymującą się na nogach. Dziewczyna, co było do przewidzenia, zaczęła znowu coś bełkotać. Ponownie wskazała też ręką gdzieś w głąb sali, a potem na bar. Oparła się całym swoim ciężarem na Chloe i uśmiechnęła się do niej, słabo, półprzytomnie. Powieki jej opadły. Było o krok od utraty przytomności.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#64
Oj ona by mu possała! Ale co innego! Tętnicę szyjną przykładowo!! Oj tak, Bestyjka tam jej warczała w ucho takie zachęty. Nowe weź go capnij! Gnój zasłużył sobie. Takie gówno strach w miasto wypuścić! Bierz go laska! Chloe chyba zacznie nazywać tą drugą, złą, krwiożerczą i bezwzględną JA Wons. Zastanawiała się kiedyś nad tym i wychodzi na to, że nie byłby to chyba wcale taki zły pomysł. Łatwiej będzie na nią panować. Nie to, żeby teraz Wons mogła coś więcej niż tylko warczeć ze swojej klatki. Chloe nie otworzyła jej wyjścia, nie było opcji, by tamta przejęła pałeczkę i wyssała palanta do sucha... choć niewątpliwie na to właśnie zasługiwał.

Na szczęście jej postawa opiekunki wystarczyła, by spłoszyć faceta. Niecne zamiary zostały przejrzane i koleś poddał się szybciutko i bez walki. Rzucił bluzgami, wyzwiskami i zaczął przeciskać się do wyjścia, podczas gdy naćpana, niedoszła ofiara, niemal mdlejąc oparła się na nastolatce. Gdy ochroniarz podszedł do nich, Chloe jeszcze nie ochłonęła... i szybko chyba nie da rady.
-Tak... nie. Nie wiem. To znaczy... on i tak już zwiał. - Stęknęła. Policja nim przyjedzie to będzie i tak po ptakach. Ktoś musiałby go złapać i tutaj przywlec i przypilnować. Ważniejsza chyba jednak była dziewczyna, ktoś musiał ją zobaczyć. Snow oddała ją w objęcia postawnego ochroniarza. niech on ją przytrzymuje... Chloe może była wytrzymała, ale siłacz z niej żaden.
-Sami wezwij pogotowie. Ona zaraz odleci chyba powinna trafić na izbę przyjęć... - Powiedziała sucho, machinalnie ściągając fartuch i ciskając go pod ladę. -Ja muszę oddech złapać... przewietrzyć się... - Dodała. Była wampirzycą! Co jej po chłodnym powietrzu! Różnicy jej nie zrobi! A jednak, Chloe to Chloe, poza tym, wcale nie chciała od tylko wyjść na chłód. Nie dając się powstrzymać nikomu, nie odpowiadając już na żadne pytania, w samej sukience ruszyła do wyjścia, w miarę zgrabnie mijając wszystkich gości. Wons warczała dalej, żeby gnoja zagryźć, wypić, zaszlachtować jak świnię, ale Chloe aż tak wyprowadzona z równowagi i wściekła jednak nie była.


Niemniej wypadła z baru kilka chwil po tym czarnoskórym pedofilu. Nie powinien odejść daleko, więc postarała się go wypatrzeć lub wywąchać i ruszyła za nim.
-Hej ty! - Zawołała za nim. Była wkurzona. I tak miało mu ujść na sucho to co chciał zrobić, ale nastolatka jednak chciała dać mu popalić... albo zwyczajnie dać ulżyć sobie, swoim nerwom, napięciu, stresowi i strachu, których najadła się od zachodu już bardzo dużo. Trudno stwierdzić.
-Tak wyrywasz laski!? Na drogie ciuchy, śliski uśmiech i pigułki palancie?! Z trzeźwą dziewczyną sobie rady nie dajesz!? - Krzyknęła wyzywająco. Chciała go sprowokować? Może... Co może jej zrobić? Zaatakuje ją? Uderzy? Każe się zamknąć? Złapie za gardło i przyciśnie do ściany? Pf! Niech próbuje. Jej nie stanie się krzywda, a może doigra się na tyle, że jednak nie wyślizga się tej nocy od spotkania z policyjną pałką i kajdankami? Należałoby mu się, zdecydowanie. Wons dalej warczała brutalne instrukcje dla Chloe, ale ta czuła jedynie wypieki na twarzy i dudnienie i szum krwi w uszach. Była w samej kiecce na szerokich ramionach, bez płaszcza, ale nie było jej zimno... była wampirem... ale nawet gdyby żyła to też byłoby jej ciepło... adrenalina i te sprawy.
-A teraz ogon schowałeś i uciekasz tchórzu! - Dodała chcąc go dogonić.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#65
Ochroniarz był człowiekiem godnym zaufania. Musiał taki być, skoro pracował w firmie, z usług której skorzystał Joshua. Bez trudu objął ramieniem dziewczynę, tak, jakby ważyła co najmniej o połowę mniej. Skinął głową i wyciągnął dłoń do Samanthy w uspokajającym geście. Barmanka wyraźnie zmartwiła się całą sytuacją, ale starała się robić dobrą minę do złej gry. Wróciła do nalewania piwa i drinków, ale teraz znacznie uważniej obserwowała klientów. Zanim Snow się zorientowała, pracownik ochrony odszedł na bok z półprzytomną dziewuchą i już dzwonił na pogotowie. Poklepał niedoszłą ofiarę po policzkach, próbując ją docucić, ale niezbyt mu to wyszło, więc pogonił Cherry po szklankę wody.
Wampirzyca wyszła z lokalu.
Chłodne, wieczorne powietrze uderzyło ją w twarz - na ciemnym niebie kłębiło się coraz więcej chmur. Do rana pewnie zacznie padać. Znowu. Nie, żeby to był jakiś problem, w tej części kraju deszcz jest rzeczą naturalną i występująca bardzo często. Po prostu wtedy mniej ludzi chodzi po ulicach. Teraz jednak wystarczyło się rozejrzeć dokoła, by dostrzec istne tłumy spacerujące po okolicach Pioneer Square. To był przecież środek miasta. Kawałek drogi do prawie każdego ważnego miejsca. Nad linią dachów widać było nawet szczyty smukłych sylwetek wieżowców, w tym Smith Tower, gdzie mieściło się martwe serce Ventrue. W drugą stronę był dworzec. Tam komenda policji, a idąc w tamtym kierunku - można było dostać się do Pike Place Market, gdzie było głośno jak w ulu o każdej praktycznie porze.
Wypatrzenie czarnoskórego gwałciciela było dziecinnie proste. Spora była w tym zasługa zwyczajnego szczęścia, bo Chloe widziała tylko kilka osób o ciemniejszej karnacji. Każda z nich - oprócz jednej, ma się rozumieć - była płci żeńskiej. Młode dziewczyny w postrzępionych dżinsach i workowatych bojówkach, z długimi, kręconymi włosami i warkoczykami, szły chichocząc wesoło do jednej z kawiarni - Merchant's Cafe chyba, albo do najbliższego Starbucksa, jeśli jeszcze był otwarty.
Elegancik szedł kawałek dalej, zdecydowanie zbyt szybkim krokiem. Marynarkę miał już na plecach, a ręce wciśnięte głęboko w kieszeni spodni.
- Pierdol się! - odkrzyknął odwracając na moment głowę. Przyspieszył kroku, tak, że teraz prawie biegł. Kilka osób odwracało się w stronę Chloe i nieznanego z imienia mężczyzny; być może uznali to za zwykłą kłótnię kochanków. Patrząc bowiem na ubiór, to pasowali do siebie. On miał ciuchy dobrej jakości, dopasowane, z pewnością drogie - ona tym bardziej. Jej odzież pochodziła z najlepszej możliwej garderoby.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#66
-Tylko na tyle cię teraz stać!? - Krzyknęła za nim. I ona przyspieszyła. Naprawdę sądził, że śliźnie mu się to tak łatwo? A ludzie? Niech myślą sobie co chcą. Chloe nie była w nastroju da danie sobie spokoju z tym łobuzem... lekko powiedziawszy. Ona się nie męczyła, a ten pacan zaraz zadyszki dostanie. Na pewno nie ucieknie. Dzięki Bogu Snow nie ubrała szpilek, tylko pantofle na zdecydowanie mniejszym, wygodniejszym obcasie, znacznie bardziej odpowiednim do przechadzek... w ostateczności biec też da radę co dzisiaj już raz udowodniła gnając jak wicher.

-Jeszcze z tobą nie skończyłam! Zatrzymaj się! - Nie wiedziała co zrobi jak do dogoni, jak on się zmęczy i zatrzyma. Jeśli da za wygraną i stanie z nią oko w oko. Ciekawe czego się teraz bał. Jeszcze kilka minut temu był takim pewnym siebie playboy'em, a teraz ucieka przed znacznie mniejszą od siebie dziewczyną, młodszą i pozornie kruchą. Na bank był w stanie podnieść ją bez najmniejszego problemu. Aż śmiesznie to wyglądało... choć dla postronnych naprawdę mogło wyglądać na sprzeczkę pary. Mogliby pasować do siebie... na pewno jeśli chodzi o tą chwilę i obecną garderobę. Dla Chloe cała scena była tyle samo groteskowa co żałosna... patrząc oczywiście na zachowanie niedoszłego gwałciciela... jeśli wcześniej już jakiejś innej dziewczyny w ten sposób nie skrzywdził... własnie...
-Ile tak już dziewczyn wykorzystałeś!? - Gnój. Zbok. Zwyrol. Padalec. Można by jeszcze długo, a Wons podsuwała Snow znacznie bardziej soczyste i mocne kawałki na określenie tego czarnego fiuta... no właśnie... i gorzej...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#67
Spojrzał na nią z wyrazem pogardy na, skądinąd, przystojnej twarzy. Pokręcił głową, tak, jak można się było spodziewać. Machnął nawet ręką, co w oczach nielicznych już świadków naprawdę wyglądało jak sprzeczka zakochanej pary. Nikt nie chciał się więc angażować w nieswoje problemy, zwłaszcza, że ostatnie słowa jakie wykrzyczała Snow zdawały się potwierdzać tezę o spięciu i kryzysie w związku. Zwyrodnialec - bo tak można było go śmiało nazywać - szedł dalej, ale widać już było pierwsze objawy znużenia.
Nie biegł, bo coś takiego mogło zwrócić uwagę zbyt wielu ludzi. Przyspieszony marsz był jedynym, na co mógł sobie pozwolić. I, jednocześnie, był najbardziej męczącym sposobem ucieczki z miejsca niedoszłej zbrodni. Co gorsza, wampirzyca mogła już się domyślać dokąd ten sukinsyn zmierza: gdzieś w tej okolicy zwykle parkowały taksówki. Kierowcy o nic nie pytali, póki pasażer miał pieniądze, a ten czarnoskóry pieniędzy miał i to dużo. Gdzieś w oddali słychać było syrenę karetki pogotowia; ochrona, albo i sama Felicity wezwali pomoc. Lokal może trochę będzie stratny tej nocy z tego względu, ale z drugiej strony... pojawi się opinia, że personel działa szybko i sprawnie i można niego liczyć.
Dobre i to.
- Co? - warknął czarnoskóry, zatrzymując się nagle i gwałtownie. - Wrzuciłem jej dropsa, ale ta dziwka sama się najebała, rozumiesz? Ja jej bladej dupy palcem nie tknąłem. Same mi do łóżka włażą. - podniósł głos, najwyraźniej nieświadomy faktu, że właśnie się przyznał. Stał tuż przed nieumarłą; był od niej znacznie wyższy i cięższy. Oddychał szybko, zmęczony. Na czole lśniły pierwsze krople potu, a żyły na szyi były nabrzmiałe niczym kable wepchnięte tuż pod skórę. Bestia cieszyła się z potencjalnego starcia, zaczynała już drapać pazurami i miotać się w amoku, gotowa do zerwania się z łańcucha.
- Zejdź mi z oczu, mała, jeśli nie chcesz dostać klapsa. - dodał już ciszej, cedząc poszczególne słowa. Zdał sobie chyba sprawę, że nie ucieknie i musi stawić czoła szurniętej dziewczynie. "Kłótnia kochanków" przybierała na sile. Dwie, może trzy osoby z dziesiątek innych spacerujących po okolicy zatrzymały się i z ciekawością spoglądały na zajście.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#68
Tak! Ha! Zatrzymał się! Zmęczył! Zrezygnował!! Boże co teraz?! Chloe zacisnęła zęby i stanęła z nim twarzą w twarz, była dużo niższa i drobniejsza, ale teraz czuła się jakby była górą... bo była prawda?... zasadniczo nic nie mógł jej zrobić...
-Bo ci przeszkodziłam! - Zawołała. Nie tknął jej palcem! Bo nie zdążył! Gdyby Chloe nie interweniowała tera pewnie dotykałby ją swoim bolcem, a nie palcem! Zwyrol cholerny! Swoją drogą przyznał się i tylko ostatecznie potwierdził przypuszczenia Snow! Może jednak będzie z niej kiedyś dobry detektyw? Szkoda, że nie miała przy sobie telefonu z włączonym nagrywaniem, ale by był dowód!
-PF! Dobre sobie! Pewnie, że włażą, jak "dropsy" im w kielichu przemycasz. - Warknęła pogardliwie. -Bez wspomagaczy nie da rady? - Miała go w tym momencie za kogoś na poziomie robaka. Musiała panować nad sobą, hamować się bo Wons dawała ostry koncert morderczych życzeń w jej wnętrzu. Jakby nie miała dość własnych, naturalnych, nieprzychylnych myśli o tym gnoju.


Czuła jego zmęczenie. Dostrzegała pot, falującą w oddechu pierś, widziała nabrzmiałe od podniesionego ciśnienia żyły... miała wrażenie, że słyszy szum jego krwi w nich. Oblizała się nieświadomie, ale mogło ty wyglądać na zwyczajnie zwilżenie warg. Snow zagryzła jednak szybko zęby, bo miała wrażenie, że Wons chce wysunąć jej kły. O nie nie nie... za dużo ludzi w koło. Kilkoro już im się przypatrywało. Z resztą, pewnikiem miał wypite, a ona alkoholu nie tyka! Szczęściem zagroził jej... klapsem...
-Od kogo? Od Ciebie? - Prychnęła jak kotka. Nie wiedziała, że tak potrafi. -Przecież mnie żadnym dropsem nie poczęstowałeś. - Bach! i Cios poniżej pasa! Jawnie i otwarcie zasugerowała, że facet nie radzi sobie z kobietami bez pomocy niebieskich pigułek czy nadmiaru alkoholu.
-Z resztą uciekaj z podwiniętym ogonem. Mamy nagrania z monitoringu w barze, przyznałeś się mi. Nie wywiniesz się. Jeśli Bóg pozwoli, żadnej więcej nie skrzywdzisz zboku. - I gwóźdź do trumny! Nokaut! Wiedz baranie jak bardzo masz przechlapane, prześpij się z tym, wytrzeźwiej i otwórz policji rano drzwi, gdy stanie na twoim progu! Taka mała chwila satysfakcji dla nastolatki. Od zawsze pomagała i opiekowała się. Dzisiaj uratowała dziewczynę od poważnych kłopotów i konsekwencji, a on... cóż, nie cieszyła się z jego losu, ale wiedziała, że dokładnie na taki scenariusz zasłużył... paniczyk w gajerze... pieniądze czasami wszystkiego nie załatwią.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#69
Skoro wdał się w rozmowę, a nie tylko uciekał... trzeba to wykorzystać. I Chloe doskonale wykorzystała tę sytuację, atakując werbalnie - jej argumenty były celne, dobrze wymierzone. Więcej nawet. Na wspomnienie o monitoringu mężczyzna zamarł. Nie zbladł oczywiście, lecz rozchylił nieco wargi w wyrazie niemego zdziwienia. Co więcej, wampirzyca słyszała - czuła - jak jego serca bije mocniej i szybciej, pompując krew. Każde uderzenie było wyraźne i głośne. Bestia cieszyła się na samą myśl o ukaraniu zwyrodnialca, ale bez wyraźnej zgody Spokrewnionej lub bez jakiegoś nagłego bodźca nie była w stanie nic zrobić.
- Łżesz. - stwierdził w końcu. - Obserwowałem tę budę od początku roku, gówno tam jest a nie ochrona! - zawołał, pogrążając się coraz bardziej. Choć mówił w dość wyszukany sposób i dobrze dobierał słowa, to nie sposób było pozbyć się wtrąceń i detali informując o tym, kim był naprawdę. Może i teraz był kimś dobrze sytuowanym, bogatym i tak dalej, ale wywodził się z tak zwanego marginesu. Mógł być członkiem gangu. Dilerem narkotyków może nawet, który postanowił wyjść na ulice - lub w tym przypadku, do najbliższego mu baru - by spróbować szczęścia.
Kimś takim. Na pewno był przestępcą i zasługiwał na karę.
- Bóg? Bóg może possać mojego wielkiego, czarnego fiuta! - rzucił na sam koniec, machnął ręką i odwrócił się na pięcie. Drżał lekko, być może ze zmęczenie, albo naprawdę zaczynał się bać o swój tyłek; perspektywa spędzenia lat za kratkami nie była niczym przyjemnym. Zakończył więc kłótnię z Chloe, uznając, że dziewczyna poza krzykami i pogróżkami nie zrobi nic więcej. Oddalił się na kilka kroków, obejrzał za siebie i splunął na chodnik. Potem przyspieszył, zmierzając już prosto do najbliższej taksówki.
Kilka osób, przyglądających się tej kłótni od zbyt krótkiego czasu, by cokolwiek z niej tak naprawdę zrozumieć, trwało w miejsce jeszcze przez chwilę. Szybko jednak podjęli decyzje, by zająć się swoimi sprawami, nie cudzymi. Jeszcze, nie daj Boże, można przez coś takiego zarobić w zęby i niepotrzebnie się nacierpieć. A skoro o cierpieniu mowa, to syrena karetki pogotowia umilkła. Stan poszkodowanej nie był najwyraźniej aż tak ciężki i groźny, by niezbędny był sygnał dźwiękowy. Snow widziała jednak charakterystyczny poblask świateł, oświetlający najbliższą okolicę odcieniami niebieskiego i czerwonego.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#70
Wygrała. Przyznał jej się do wszystkiego i uciekł. Na jego ostatnie bluzgi przeżegnała się, ale nic więcej nie powiedziała. Nie była próżniaczką, która mogłaby się chełpić tym zwycięstwem, jego porażką i marną przyszłością. Tylko Wons w środku mogła się tym pocieszyć. Chloe czuła raczej coś na kształt żalu mieszającego się z niesmakiem i goryczą. Jakim cudem tacy ludzie chodzą po ziemi, skoro Bóg stworzył ich na wzór i podobieństwo swoje... no tak... wolna wola.

Nastolatka pozwoliła mu odejść, nie goniła go dalej. Nie widziała już sensu. dopięła swego. Uświadomiła gnoja o konsekwencjach, może ruszyła jego zastałe sumienie, ale nade wszystko potwierdziła swoje przypuszczenia, kim był i co chciał zrobić. Płazem tym razem mu to nie ujdzie. Odruchowym gestem poprawiła idealną sukienkę i truchtem wróciła do klubu. Błyski syreny karetki oświetlały wszystko w koło. Nastolatka postarała przecisnąć się przez gapiów i dostać do baru, do dziewczyn, żeby dowiedzieć się coś więcej o stanie dziewczyny, wolała nie pytać bezpośrednio służb.
-Będzie trzeba zawiadomić o tym policję. - Zaczęła od razu, prosto z mostu, gdy dopchała się do baru. Sięgnęła pod ladę po swój fartuszek i opasała się nim.
-Co z dziewczyną? Będzie ok? - Zapytała starając się wypatrzeć coś i zorientować na jakim etapie działań są sanitariusze. Czy zapakowali już poszkodowaną, czy wezwano jej rodziców, albo coś.
-Ten gnój, przyznał mi się do wszystkiego. Obserwował pub od jakiegoś czasu i wychodzi na to, że to nie byłaby jego pierwsza ofiara. Trzeba zabezpieczyć monitoring zawczasu. Lepiej żeby nie poszło mu to płazem. - Warczała przez zaciśnięte zęby. Naprawdę nie mogła tego pojąć, żeby iść na imprezę tylko po to by wypatrzeć samotną laskę, dorzucić jej dropsa, zaciągnąć do siebie i zgwałcić! Horror normalnie!
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#71
Kilka chwil później karetka odjechała, błyskając światłami. Atmosfera w lokalu chyba się nie zmieniła - czuć było napięcie, oczywiście, jak zawsze przy takich sytuacjach. Ludzie jednak nie opuszczali budynku, nie krzyczeli i nie wykłócali się, przeciwnie, gwar przybierał na sile i chyba nawet tłumił muzykę. Nic tak nie działa na dziki, nieco wstawiony tłum, jak mała tragedia. Smutne to, ale prawdziwe. I, co ważniejsze, może to być dobre dla interesu... najlepiej się rozmawia przy drinku.
- Wszystko z nią w porządku. - rzuciła Cherry, ocierając pot z czoła i stawiając tacę ze szklankami. - Mały popłoch był, gdy wpadli tutaj ze sprzętem i w ogóle, ale niektórzy w ogóle ich nie zauważyli. No i wszystko wskazuje na jakąś mieszankę, nie wiem, nie znam się, a jakoś tak głupio tak było podsłuchiwać pielęgniarzy... no, ale dziewczyna wyjdzie z tego. Będzie miała kaca giganta, to jasne jak słońce, może się zrzyga jak kot i zatrzymają ją na nockę... - tleniona blondynka wyjaśniła w miarę dokładnie, co się działo. King's Cross nie był ogromnym klubem, jakich w tym mieście nie brakuje, ale nie należał też do maleńkich miejsc.
Ktoś poklepał ochroniarza po plecach i - jeśli Snow dobrze słyszała przez cały ten gwar - chciał mu postawić piwo za szybką interwencję.
- No to kiepsko obserwował... - stwierdziła cicho Samantha, włączając się do rozmowy. - Musiał przeoczyć angaż ochrony i montaż kamer. Jego strata! - dodała nieco weselszym tonem, bo choć cała sytuacja była dość nieciekawa, to jednak zakończyła się dobrze. Albo i bardzo dobrze, patrząc na zamieszanie przy barze; miejsca było jeszcze mniej niż przed opuszczeniem lokalu przez Chloe. Klienci ściskali swoje szklanki i kufle i z przejęciem dyskutowali o tym, co się stało i co sami by zrobili gdyby w ich ręce dostał się taki drań (aczkolwiek używali tutaj słów powszechnie uznanych za obelżywe). Jeden z nich nawet odepchnął łokciem jakiegoś okularnika, sączącego piwo z sokiem.
- Ty, wiesz, byłem trochę wkurwiony, żeście tu kamery wrzucili i jakiegoś sztywniaka postawiliście na bramce. - rzucił Azjata z cienkim wąsem pod nosem, przeciskając się do baru i pstrykając palcami, by zwrócić uwagę Samanthy. - Ale teraz widzę, że to było dobre posunięcie... wbiję tu po weekendzie z ziomkami! Jak zaliczymy zgony, to wezwiecie karetkę, haha! - zawołał na koniec, uśmiechając się szeroko i wskazując palcem butelkę jakiejś rdzawej whisky, stojącej na półce. Samantha, z zawodowym i pięknym uśmiechem, skinęła mu głową i nalała do szklaneczki trunku.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#72
Chloe wysłuchała dziewczyny z uwagą. Co za ulga. Dziewczyna będzie zdrowa, może nieco mądrzejsza, żeby następnym razem lepiej pilnować swoich drinków, ale przede wszystkim nie została skrzywdzona. Dodatkowym plusem sytuacji jak się okazało było nagłe wzmożone zainteresowanie i ruch. Jakoś ciasno się zrobiło i tłoczno. Przy barze palca nie było gdzie wcisnąć, a na sali to już chyba wszystkie stoliki zajęte. Pracowita noc się szykowała. Może dla pubu będzie ona lepsza niż się zapowiadała i niż byłaby zapewne gdyby czarny dopiął swego. A tak... renoma się robi... dobre słowo łańcuszkiem dalej... pięknie.

-Bardzo dobrze. Tacy ludzie nie powinni chodzić wolno. niech ochrona zabezpieczy nagrania i ogarnie sprawę z policją. No a ja lecę dalej na salę, bo się ruch zrobił. - Powiedziała i dodała z uśmiechem wskazując na tłumek dalej. Poprawiła więc swój fartuszek, chwyciła tacę i uśmiechając się pod nosem na słowa Azjaty ruszyła na salę by pomóc Cherry. Więcej ludzi, więcej pracy. Trzeba znieść szkoło, wytrzeć stoliki, ewentualnie rozejrzeć się czy nikt nie sprawia kłopotów starając się ujść uwagi ochrony. Choć obstawiała, że po tym numerze, to już raczej dzisiaj nikt odwagi mieć nie będzie żeby robić jakieś numery. No może poza tymi klasycznymi od nadmiaru alkoholu, ale na te, to akurat ochrona reaguje już z automatu chyba w każdym dobrym barze.

Swoją drogą ciekawe co na wszystko powie Hunter jak wróci i dowie się co się stało. W jego klubie, taki zwyrol, ale na szczęście szybka reakcja, szczęśliwe zakończenie i do tego zwiększenie ruchu w interesie tego wieczora. Raczej nie powinien być na nią zły, że stanęła w szranki z tym gnojem... łagodnie go potraktowała, sama była bezpieczna... coś jej się wydawało, że jakby Josh go dopadł, to tamten raczej cały do taksówki by nie wsiadł...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#73
"Nie ważne co mówią, ważne, że mówią."
W tym konkretnym przypadku zaczęło się źle - bardzo źle, można nawet sądzić - ale zakończyło się świetnie. Poszkodowana trafiła do szpitala bez trwałego uszczerbku na zdrowiu fizycznym i psychicznym. Klienci mają o czym rozprawiać nie tylko tej nocy, ale pewnie przez kilka kolejnych. Ochrona spełniła swoje zadanie. Ideałem byłoby aresztowanie czarnoskórego sukinsyna, ale na to może jeszcze przyjdzie pora. Albo, co nie jest przecież wykluczone, jakiś Spokrewniony może spotka tego zwyrodnialca...
King's Cross pękał w szwach. Kilka osób zakończyło wieczór, rzucając napiwkiem w postaci garści monet na blat stolika. Śmiejąc się głośno pomachali Samancie i wyszli. Samotny mężczyzna dopił piwo, otarł usta i wąsy z resztek złocistego trunku i, gdy solidnie beknął, również opuścił lokal. Ich miejsce jednak zajęła dość sporawa grupka. Początkowo krążyli bez celu po sali, szukając wolnych miejsc, raz nawet zaczepili Cherry o coś pytając, aż w końcu przesunęli nieco bliżej dwa stoliki i gromadę krzeseł. Ktoś z nich gwizdnął. Ktoś pstryknął palcami. Inny po prostu wstał, choć dopiero co usiadł i zaczepił przechodzącą akurat Chloe.
- Pięć razy Pabst i raz pepsi, jasne? - zawołał średniego wzrostu, całkiem przystojny chłopak w okularach i długich, sięgających łopatek włosach. - Butelka, puszka, kufel, szklanka, nie ma znaczenia. - dodał, wskazując na pozostałą piątkę. Dwie osoby były czarnoskóre: jedna krótko ścięta, na tak zwanego jeża, druga miała dredy do ramion. Trzy były białymi, długowłosymi miłośnikami cięższego grania, patrząc na koszulki i bluzy z dziwacznymi nazwami i symbolami. Okularnik chyba jako jedyny miał w miarę normalne ciuchy w postaci trochę spranej flanelowej koszuli.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#74
Nikt z nich tego wieczoru chyba nie spodziewał się tutaj takiego ruchu i takiego obrotu w kasie. Jednak każdy minus może mieć swojego plusa. Niby przykry incydent, a wywołał zainteresowanie i wzmożony ruch. Dobrze. Chloe się cieszyła, pracownice zapewne też, bo i przecież puszka na napiwki też szybko się napełniała. Roboty było sporo, ale Snow nie odczuwała już czegoś takiego jak zmęczenie, czy ból nóg, albo pleców od latania z tacą. Robiła niezmordowana kurs za kursem, zrzucając wręczane jej napiwki do puszki na barze.

-Jasne! - Zawołała z uśmiechem przyjmując zamówienie od pokaźnej grupki, która połączyła stoliki i rozgościła się jak u siebie. Zapowiadało się, że zabawią tutaj i zostawią sporo kasy. Nim odeszła przetarła ich złączone stoliki, żeby były czyste i by upewnić się, że łokcia nie wsadzą w jakąś klejącą plamę po piwie z sokiem.
-Ale ruch się zrobił. - Powiedziała przy barze. Wskazała też na swoją rozochoconą gromadę. -Tamta zgraja życzy sobie Pabst...- - O tym Chloe chyba nie słyszała... -.. pięć razy. Podane... w czymkolwiek, szklanka, butelka... obojętnie. - Zaśmiała się. Nie była mistrzem w barmańskim fachu. Dorabianie jako kelnerka, to nie to samo co praca na pełne etat w barem.


Zaczekała więc, aż bardziej doświadczona koleżanka za barem ogarnie sytuacje i ten cały Pabst, w kuflu, szklance czy butelce, pięć razy, podziękowała jej wdzięcznym, szczerym uśmiechem i ruszyła ostrożnie z pełną tacą do podwójnego stolika. Uważała, żeby nie wpaść na nikogo, żeby nikt nie wpadł na nią, no lepiej donieść całe zamówienie do miejsca przeznaczenia niż zakończyć podróż na czyichś plecach! Dopiero by było!
-Proszę bardzo! - Zawołała z uśmiechem, stawiając pełną tacę (oby) na stoliku. Bez czekania czy wahania zaczęła zestawiać z niej szklanicę lub butelki i podtykać je w wyczekujące ręce balowiczów. Rachuneczek otwarty, nic tylko zamawiać!
-Miłej zabawy! - Dodała podając ostatnie naczynie spragnionemu gościowi. Gromadka nie wyglądała na groźną, przynajmniej z pozoru, a raczej na taką, która zamierzała dobrze się bawić i porządnie zasilić kasę King' Cross. A cóż, na Chloe padło jako na "opiekunkę" ich stolika, więc miała zamiar nie psuć im nastrojów i dobrze obsługiwać... no przynajmniej do momentu, kiedy przybędzie Josh i jej humor wróci znów do grobowo przerażonego...
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#75
Z Acero <<<

Jak na wezwanie, Josh otworzył drzwi do King's Cross i wszedł do środka, kończąc i wysyłając właśnie jakiegoś SMSa. Arystokrata wyglądał całkiem zabawnie, w eleganckich butach, spodniach i płaszczu....a do tego ze starą, brzydką i podniszczoną torbą pod ramieniem. Wampir schował telefon do kieszeni i przywitał stojącą za barem Samanthę ciepłym uśmiechem. Rozglądając się po pubie, Hunter już czuł zachwyt swojego portfela. Ruch w lokalu był jeśli nie rekordowy, to na pewno szaleńczy i dochodowy. Pośród tych zgromadzonych ludzi można było zauważyć Cherry kręcącą się pomiędzy stolikami i...Chloe w fartuchu, na widok której uśmiech Huntera rozbłysł z siłą tysiąca watów. Jego wychowanka wyglądała świetnie we wszystkim, co na siebie zakładała, więc wampir powinien się już przyzwyczaić do takich sytuacji. A jednak Chloe robiąca za kelnerkę w Crossie była dla niego zarazem tak naturalnym jak i wyjątkowym widokiem, że aż nie mógł przestać się szczerzyć z radości. Gdy Chloe odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego, przestał wreszcie suszyć zęby i przywitał ją skinięciem głowy. Krótkim gestem przekazał jej „Zaraz wracam” po czym poszedł na zaplecze baru i zszedł szybko po schodach do piwnicy.

Na dole, wyciągnął z torby kij bejsbolowy, po czym dokładnie przyjrzał mu się i go obwąchał. Krwi na niego nie trafiło zbyt wiele, głównie wtedy gdy bił nim po ranie Muneza, więc szybkie przetarcie po drodze starczyło by go wyczyścić. Dla jego wciąż obudzonej i obrażonej na świat Bestii była ona jednak wciąż świeża, wciąż obecna. Wyostrzone, wyspecjalizowane do wyłapywania zapachu posoki zmysły krwiopijcy wyraźnie jeszcze wyczuwały dawny szkarłat, który splamił tą broń. -Policja pewnie też by coś na tym znalazła-pomyślał sobie wampir, odkładając kij na bok przy ścianie i obiecując sobie, że później dokładniej go obmyje. Już chciał wejść po schodach na górę, gdy nagle zatrzymał się w półkroku i ściągnął z siebie płaszcz i marynarkę, a następnie powiesił je na oparciach starych krzeseł i sprawdził je dokładnie. Gdy podnosił i przenosił swoją ostatnią ofiarę, to pilnował się, żeby trzymać go za plecy, a nie nogi. Rana postrzałowa była też zaklejona mocną taśmą, więc krew się z niej leniwie sączyła, a nie tryskała. Szanse na to, żeby trochę szkarłatu poszło na jego płaszcz były bardzo nikłe, a plamy na marynarce były już zupełnie nie do pomyślenia. Mimo to, wampir nie mógł sobie pozwolić na najdrobniejsze nawet potknięcie w tej sprawie. Jedna, najbardziej znikoma nawet kropka krwi w pobliżu bardziej spostrzegawczej osoby mogła przecież zwabić ten rodzaj zainteresowania, którą nieumarły zawsze starał się unikać.

Odzież wierzchnia Huntera przeszła na szczęście ten test pomyślnie, więc szybko ubrał się w marynarkę, płaszcz wziął do ręki i wrócił znów na parter swojego lokalu. Na górze zaś podszedł do czekającego na płaszcz wieszaka, odwiesił ciuch na właściwe miejsce i spojrzał mimowolnie w dół. Zaklął szpetnie widząc dużą, ciemną plamę zdobiącą czubek jego buta. Świętej(powiedzmy) pamięci Bastien musiał w którymś momencie pochylić się nad jego butem, a może po prostu Josh nie docenił krwotoku, jaki poszedł z bitej rany. Z sapnięciem frustracji Ventrue poszedł szybkim krokiem do kuchni i z pomocą namoczonej ścierki starał się zetrzeć zaschnięty już kleks z buta. Ledwie skończył, gdy nagle usłyszał kroki za sobą i usłyszał głos Samanthy-Wszystko ok? Josh rzucił ścierką na jej stare miejsce, po czym obrócił się do swojej zaciekawionej przyjaciółki i odpowiedział-Jasne, wszystko gra. A jak w Crossie? Widzę, że szybko zwerbowałaś sobie nową pomoc- rzucił żartobliwie, kiwając głowę w stronę głównej sali. -Chloe się świetnie sprawdza, dobrze myślę?-zapytał, podejrzewając już, że Sam mu przytaknie.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: 524 2nd Ave, King's Cross 05/05/99

#76
Joshua wrócił.
I tyle, nic więcej nie trzeba tutaj komentować. Wampira powitały uśmiechy i uniesione w geście pozdrowienia dłonie od kilku stałych, rozpoznawalnych już bywalców. Znakomita większość nawet nie zwróciła na niego uwagi; ot, po prostu kolejna twarz w tłumie. A tłum był naprawdę spory i jeśli wszystko się utrzyma na obecnym poziomie - albo do King's Cross zawędruje jeszcze kilka osób - to zabraknie miejsc. Biznes kwitnie. Może dzięki pogodzie, w końcu przestało padać, robi się coraz cieplej i tak dalej... ale nie czas ni miejsce na takie rozważania.
- Sprawdza się doskonale, jest jak robot, pewnie mogłaby i całą noc kursować od stolika do stolika. - Samantha odpowiedziała uśmiechając się promiennie. - No i... było trochę zamieszania. Ochrona sobie poradziła ze wszystkim, nie bój nic. Ale, uważaj teraz, sama Chloe się chyba wkurzyła i ruszyła do działania. To było... dziwne, tak trochę. Nie wygląda na osobę, która może się aż tak zaczepnie zachowywać. Ma dziewczyna pazur! - mówiła dalej, gubiąc gdzieś po drodze uśmiech. Sprawa ta, jakkolwiek poważnie by brzmiała, nie wydawała się aż tak groźna czy niebezpieczna. Od czegoś w końcu zatrudniona została ochrona i, wedle słów dziewczyny, swoją rolę odegrała doskonale.
I nie tylko ochrona się sprawdziła, bo gwiazdą wieczoru została... Chloe.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 524 2nd Ave, King's Cross

#77
Po dostarczeniu zamówienia na złączony stolik, skinęła z uśmiechem głową na znak do dyspozycji, po czym zgarnęła swoją tackę i ścierkę i odwróciła się by ruszyć dalej na salę. Jedno spojrzenie Huntera wystarczyło by przywołać jej wzrok. Mężczyzna wyszczerzył się do niej radośnie i dał znak, że jeszcze chwilę musi coś zrobić... pewnie odłożyć tą torbę spod pachy w bezpieczne miejsce. Chloe jednak uśmiech spełzł z twarzy. Starała się tego nie pokazać, uśmiechnąć się, ale zmarszczyła w efekcie tylko brwi i przygryzła wargę. W oczach znowu błysnął dobrze znany strach i zagubienie. Dała jednak Ojcu niezbędny czas, a sama po drodze zgarnęła kilka pustych butelek i szklanek. Ruch był naprawdę imponujący!

Pozbyła się pustych, brudnych naczyń i wyszła ze zmywaka walcząc z troczkami fartucha, w momencie kiedy Josh dyskutował już w najlepsze z Samy. Podeszła do nich ściągając z siebie fartuch. Sukienka leżała nienagannie, czysta, dopasowana, elegancka, lekki makijaż był świetny i nienaruszony, tylko spięte w kuca włosy nosiły ślady wilgoci i braku poszanowania dla fryzjera stylisty, który dzielnie walczył w niemi poprzedniej nocy.
-Jaki pazur? - Zapytała retorycznie nie słysząc całej wypowiedzi, a jedynie ostatnie słowo. Nie uśmiechała się... nie radośnie, bardziej na powitanie, grzecznie, ale bez przymusu. Ach te huśtawki nastrojów! Wykończą biedną nastolatkę!
-Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam Ci w niczym ściągając Cię tutaj? - Rzuciła skupiając już cała uwagę na Joshu. Dyskretnie też spojrzała w stronę wyjścia na piętro, do prywatnych pomieszczeń właściciela, no bo przecież nie będą rozmawiać tutaj, w tym tłumie, hałasie i przy dziewczynach.
KARTA POSTACI: Chloe Snow
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: - angielski; - łacina
Opis Postaci | 
Aktualny ubiór: Bielizna, biała, wąska sukienka do kolan, na szerokich ramionach z wysokim dekoltem, z czarnymi wykończeniami i zdobieniami. Elegancki, czarny płaszcz do połowy łydki, z głębokim kapturem i szerokim paskiem. Czarne pantofle na niedużym obcasie. Srebrny łańcuszek z krzyżykiem wysadzanym czarnymi kamieniami.

Przy sobie: Telefon komórkowy, trochę kasy na drobne wydatki.
Odpowiedz

Wróć do „Pioneer Square”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron