It's Just Business (I)

#1
Minęło blisko dwadzieścia lat odkąd Meredith urządziła się w Chicago. Jej znajomość sztuki cyrkowej i zmysł biznesowy pozwolił jej ustawić się pośród bardziej majętnych członków społeczności Wietrznego miasta. Dotyczyło to zarówno śmiertelnej jak i nieumarłej części społeczeństwa. Ta postępowa kobieta zapewniła sobie dobrobyt, którego próżno było szukać u większości Krzykaczy. Wpływowi Brujahowie, znani pośród Kainitów w Chicago, skupiali się raczej na realizacji planów związanych z ruchami społecznymi, niźli na gromadzeniu bogactw. Swoimi działaniami zdobyli uwagę elit Chicago i wampirów z klanu Arystokratów, którym nie na rękę było poprawienie statusu robotników, czy poszerzenie praw kobiet. Ci wojujący Spokrewnieni pokazujący środkowy palec panującemu systemowi i ich władcom sami malowali sobie na plecach tarczę. Ale Meredith mimo swojego sukcesu nie byla wcale wiele się nie różniła od swych współklanowiczów. Zapewniała w końcu miejsce różnym wyrzutkom społeczeństwa, którzy nie mogli liczyć na niczyje wsparcie. Również zapracowała na pary oczu, które kierowały się w jej kierunku, choć nie z tego samego powodu. To widoczny rozwój jej biznesu, który stał się coraz bardziej rozpoznawany i popularny, ściągnął na nią niechcianą uwagę. Coraz częściej na przestrzeni ostatnich lat usłyszeć mogła szepty na temat śmiertelnych oligarchów i członków klanu Arystokratów ostrzących sobie zęby na jej interes. Byli pośród nich giganci, którzy po prostu chcieli pochłonąć lukratywny biznes i zbić na nim jeszcze większy majątek, ale byli i biznesmeni, którzy nie mieli tyle szczęścia i spoglądali na cyrk Meredith z zazdrością, pragnąc go przejąć i uznać za własny sukces, bądź w jego miejscu postawić coś nowego, korzystając z popularności tego miejsca. Pojawiły się już oferty i próby wykupienia interesu przez krążące wokół De Vrees wilków, ale dotychczas mogła czuć się bezpiecznie i komfortowo w swojej wieży. Miała nawet do czynienia z ofertami fałszywej współpracy, na której skorzystać mieli głównie sami oferujący. Twardo stała na swoim polu i nie dała się omamić pustymi obietnicami i grubymi workami pieniędzy. Wiedziała jednak, że wojna interesów dopiero się zaczynała. Rosnąca popularność cyrku i hotelu Spokrewnionej powodowały, że teren ten stawał się coraz bardziej apetycznym kąskiem dla wszelkich oligarchów Chicago, a to oznaczało, że wojna interesów dopiero się zaczynała, a realnych przeciwników miała dopiero wkrótce poznać.
Ostatnimi nocy zasłyszeć można było głosy na temat niedawno powstałego cyrku, który pojawił się na drugim końcu Northwest Side. Nazwano go Cirque de Merveilles. Nie wydawał się poważną konkurencją dla Circus of Horrors, przynajmniej na początku. Lunapark stale gościł dużą liczbę widzów, w tym wielu stałych bywalców, tak więc dotychczas nic nie zapowiadało, by cokolwiek miało zmienić ten stan rzeczy. Jednak gdy doszły do Meredith słuchy, jakoby miał to być rozbudowany projekt, gdzie pokazywano nadnaturalne cuda zabierające część jej publiki, musiała zdać sobie sprawę, że sprawa stała się poważna. Moment, w którym okazało się, że jedna, czy nawet dwie przygarnięte wcześniej przez nią osoby, poszły pracować do konkurencji, był momentem, kiedy trzeba było zacząć walczyć z tym nowym oponentem. Strategicznie umieszczony w tym samym rejonie cyrk, bez żadnych wątpliwości, musiał mieć na celu wygryzienie Spokrewnionej, lub przynajmniej osłabienie jej interesów. Ktokolwiek za tym stał, człowiek czy nieumarły, dobrze wiedział co robił i miał sporo funduszy na realizację swoich planów. Nie wydawało się, by problem miał sam z siebie zniknąć.

Re: It's Just Business (I)

#2
To już dwadzieścia lat, a Meredith czuła jakby to była jedynie dłuższa chwila, coś bliżej trzech lat a nie dwudziestu. Czas faktycznie zaczynał biec inaczej. Czasem się zastanawiała czy dojdzie do tego, że całe dekady będą mijać tak jak ludziom mijają miesiące.
Gromadzenie majątku to ciekawa rzecz - chyba to zostało jej przede wszystkim z czasów kiedy była słabym i kruchym człowiekiem. Ojciec ją tego nauczył. I teraz nie żałowała, że wzięła sobie tą naukę do swojego nieumarłego serca. Oczywiście idee uznawane przez większość społeczności zarówno ludzkiej jak i Spoikrewnionych, jak na przykład wyzwolenie kobiet wciąż były bardzo bliskie jej sercu. Jednak dużo łatwiej się wspomaga takie ruchy kiedy ma się bardziej pokaźną sumę w banku. Od czasu do czasu nawet przesyłała większą lub mniejszą kwotę na konto stowarzyszeń walczących o prawa kobiet. Co jak co, ale środki finansowe przydadzą się każdemu.
A krążące wokoło wilki chcące przejąć jej biznes, jej cyrk, który traktowała jak własne dziecko, musiały pojawić się prędzej czy później. Więc kiedy to się stało, nie była szczególnie zaskoczona. Zazdrość czy chęć zysku, motywacja nie była ważna, jej cyrk nie był na sprzedaż o czym dobitnie każdego informowała jeśli tylko temat schodziłby na takie kwestie. Z każdym mijającym miesiącem była coraz bardziej świadoma, że konkurencja nie śpi, zarówno w kwestii cyrku jak i hotelu Majestic. Mimo, że ten drugi nigdy nie miał w zamierzeniu stać się szczególnie popularny, miał stanowić tylko przykrywkę, to było w końcu jej mieszkanie, jej dom.
Miarka się przebrała, kiedy ktoś bezczelnie postawił drugi cyrk tak blisko. I może nie działałaby tak od razu, gdyby nie to, że podkradziono jej, jej własnych pracowników. Tego nie mogła zostawić bez odpowiedzi - zostawiając Adrienne odpowiedzialną za wszystko na miejscu, wzięła ze sobą kilku ludzi i udała się późno wieczorową porą do Cirque de Merveilles - choć nie spodziewała się tam żadnych cudów, a na wszystko patrzyła bardzo krytycznym okiem.

Re: It's Just Business (I)

#3
Zaplecze finansowe rzeczywiście okazywało się być nie tylko użyteczne, ale czasami wręcz niezbędne do wdrażania planów zmieniania świata. Nie wszystko dało się załatwić płomiennymi przemowami i tłumnymi pochodami przez miasto. Czasami, a nawet i często, wymagane było wsunięcie odpowiednio grubej koperty odpowiednim ludziom w odpowiednim czasie. Dostęp do towarzystwa z wyższych sfer również zdawał się być kluczowy, co oznaczało tyle, że Meredith miała przynajmniej odpowiednie narzędzia. Płomienna krew Brujah płynąca w jej żyłach miała zrobić resztę.
Wampirzyca była gotowa stawić czoła biznesowym rekinom Chicago, które gryzły coraz agresywniej, ostatecznie wyrywając, metaforycznie, kawałki mięsa z jej ciała. Dopiero w tym momencie, kiedy pojawił się rywal na tyle sprytny, że upuścił krwi interesowi De Vrees, pojawiła się potrzeba działania. Nie marnowała więc czasu, i postanowiła czym prędzej wybadać teren osobiście, ruszając po zachodzie słońca do cyrku rywala, by zobaczyć z czym ma do czynienia.
Przejechała przez prawie całą długość Northwest Side i dotarła na miejsce, gdzie zdała sobie natychmiast sprawę, że był to więcej niż sam cyrk. Był to, w rzeczy samej, pełnoprawny park rozrywki. Liczne, rozświetlone struktury widać było z daleka, a zbliżając się do zachęcającego wejścia można było zasłyszeć grającą muzykę i zobaczyć niemałą liczbę zadowolonych ludzi zmierzających do i z wnętrza parku. Już na wstępie dało się poczuć przyjazną atmosferę, zarówno za sprawą ciepłego oświetlenia, jak i przyjemnych dla oka dekoracji. Po obu stronach głównej ścieżki, która prowadziła do widocznego z daleka wysokiego namiotu, znajdowały się pomniejsze budki oferujące różnorodne atrakcje, jak chociażby klasyczną strzelnicę, dom strachów, czy gabinet luster, pomiędzy którymi były budki z jedzeniem i trofeami do wygrania w grach, w których mogły brać udział również dzieci. W oddali, niedaleko wysokiego namiotu cyrkowego znajdowała się nawet karuzela! Styl i jakość wyposażenia, jakie było w zasięgu wzroku wampirzycy, wskazywało na majętność właściciela. Nie szczędził środków i wszystko, od kolorowego materiału okrywającego budki i namioty, po wszelakie ozdoby i oświetlenie, jasno pokazywało, że był to poważny biznes. Liczba gości była niemała, a więc interes się kręcił.
W ofercie Cirque de Merveilles jednak było więcej, niż tylko widoczne na zewnątrz budki, klauny, kobieta z wąsem i tym podobne, serwowane jedzenie oraz karuzela. Rozwieszone na terenie plakaty mówiły o zapowiadanych występach akrobatów, człowieka gumy, siłacza, połykaczy ogni i wielu innych. Na tychże plakatach była jednak mocno wyróżniona trójka artystów. Jednym z nich był niezwykły iluzjonista, kolejnym wybitny władca zwierząt, a na koniec mistrz transformacji. Był to dość interesujący zestaw, który mógł nieco zainteresować nieumarłą. Czy to były te nadnaturalne cuda, o których ostatnio słyszała? Występ miał zacząć się dopiero za jakiś czas, tak więc Meredith mogła się jeszcze nieco rozejrzeć, posłuchać co mówią ludzie i kupić bilet przed rozpoczęciem przedstawienia.

Re: It's Just Business (I)

#4
Dostęp do odpowiednich ludzi, do których to dostęp zazwyczaj można było uzyskać tylko i wyłącznie przez włożenie koperty z gotówką do odpowiedniej ręki, albo przez znajomości, na które trzeba było zapracować na przykład poprzez zapewnianie rozrywki na poziomie, a potem organizowanie odpowiednio wystawnych przyjęć, to była zdaniem Meredith podstawa. A kiedy już uzyskało się taki dostęp można było wtedy wykonywać przed nimi odpowiednio płomienne przemowy, mające jeszcze bardziej ich przekonać do sprawy z jaką przyszła Meredith i jej zapewne radykalnych poglądów w kwestii praw kobiet.
W krwawym i agresywnym biznesie Chicago każdy upuszczał sobie trochę krwi, jednak dopóki nie przekraczało się pewnej granicy nikt nie reagował zazwyczaj. Problem polegał na tym, że ta sytuacja była inna, a co na tyle zdenerwowało Spokrewnioną by sprowokować ją do bezpośredniego działania był fakt podkradania pracowników, zdecydowanie bardziej niż jej straty. Takie zachowania nie mogła wybaczyć ani zapomnieć.
Jak tylko dotarła na miejsce dało się zauważyć, że ktoś wpakował tutaj masę kasy, co Meredith mogła stwierdzić już na pierwszy rzut oka. Pełno było tutaj atrakcji niemalże dla każdego. Ciężko było znaleźć cokolwiek co by brakowało w pełnoprawnym parku rozrywki, od tradycyjnego zamku strachów i pokoju z lustrami aż do karuzeli i dużej ilości budek z jedzeniem i nagrodami. Przez chwilę Meredith wydało się dziwne, że nie słyszała wcześniej o tak dużej inwestycji, wszak raczej stara się śledzić wiadomości z branży. Ale cóż, dowie się więcej tego wieczora tak czy inaczej. W samym cyrku trzy postacie wyróżniały się zdecydowanie najbardziej - Meredith uznała, że trzeba doświadczyć na własnej skórze tego co oferuje konkurencja. Na razie jednak miała trochę czasu, wobec tego kupiła bilet, żeby nie musieć tego robić na ostatnią chwilę i ruszyła przed siebie w kierunku karuzeli. Uznała, że to dobre miejsce, kiedy dzieci się bawią, rodzice stoją bezczynnie i na nie czekają, jednocześnie wymieniając się najnowszymi plotkami. A przynajmniej taką Meredith miała nadzieję.

Re: It's Just Business (I)

#5
Ogrom rozrywek w tym dość pokaźnym parku rozrywki był pewnym zaskoczeniem dla nieumarłej, tak jak rozmiar tego przybytku. Rzeczywiście, było dość dziwnym to, że obiekt o takich rozmiarach funkcjonował w tym rejonie bez jej wiedzy i zdążył do tego zyskać niemałą popularność. Jak długo prowadzono tutaj działalność i dlaczego Meredith usłyszała o tym miejscu dopiero niedawno? Było to pytanie, na które, przynajmniej na chwilę obecną, nie sposób było znaleźć odpowiedzi. Nadstawiając uszu, De Vrees mogła zasłyszeć zadowolonych ludzi, którzy szczególnie nie mogli się doczekać występu magika - iluzjonisty. Ponoć jego sztuka była absolutnie nadzwyczajna i zapadała w pamięć jak mało co, i namiot cyrkowy zazwyczaj wypełniał się po brzegi, by zobaczyć właśnie ten fenomenalny występ. Takie głosy można było podsłuchać u większości ludzi, którzy zmierzali w tamtym kierunku, aczkolwiek nie brakło ekscytacji z okazji pojawienia się pozostałej dwójki, o której mówiło się, że nigdy czegoś takiego nie widzieli.
Wreszcie udało się dotrzeć do wnętrza, gdzie ludzie momentalnie zajmowali miejsca na siedzeniach ułożonych w kręgu dookoła centrum sali wyłożonej jasnym piaskiem, gdzie z podłoża ciągnęły się ku górze metalowe kolumny podtrzymujące 'podniebne' platformy dla akrobatów połączone grubą liną, do których prowadziła drabina. Obok i pod tymi platformami były zawieszone metalowe uchwyty, również dla akrobatów.
Gdy już wszystkie miejsca zostały zapełnione i minęła dobra chwila, wreszcie rozległ się dźwięk perkusji i trąb, które zapowiedziały wejście wąsatego, nieszczególnie chudego, konferansjera w kolorowym fraku i kapeluszu.
ImagePanie i panowie! Chłopcy i dziewczęta! Witajcie w Cirque de Merveilles, gdzie zobaczycie cuda czynione przez utalentowanych artystów, jak i również tajemniczych mistyków! Tylko tutaj doświadczycie tak niezwykłych i niezapomnianych, zapierających dech w piersiach wrażeń, zastanawiając się 'jak to możliwe?', poddając wiarygodność temu co widać, słychać i czuć! O tak, proszę państwa, wasza wiara w rzeczywistość i własne zmysły zostanie poddana tutaj morderczej próbie! Zaczniemy prosto, od pary bliźniaków Foster! Naszych cudownych, latających akrobatów! Brawa dla nich! — Emocjonujące wprowadzenie niewątpliwie należycie nastroiło widownię, a chwilę po zniknięciu mężczyzny ze 'sceny', pojawiła się para, mężczyzna i kobieta, którzy zdawali się być w tym samym wieku i rzeczywiście charakteryzować się nieco podobną aparycją. Szczupli i wysportowani, po oklaskach zaczęli swoje przedstawienie. Poczynając od prostych akrobacji na ziemi i pokazów figurowych, w tym stawaniu jeden na drugim, trzymając się dłońmi, z nogami uniesionymi do góry, po zrobienie użytku z wiszących uchwytów, pokazując niesamowite, podniebne loty, przeskakiwanie z jednego na drugi z wykonaniem obrotu, łapanie siebie nawzajem i przerzucanie w te i we w te, powodując intensywne łapanie przez publiczność powietrza, gdy zamierali w momentach, gdy latający akrobaci byli przez krótkie sekundy pozbawieni kontaktu z podłożem czy jakimkolwiek obiektem. W końcu wspięli się na szczyt platform, przechodząc po linie, a nawet wykonując na niej niebezpieczne akrobacje. Skończywszy swoje przedstawienie i schodząc na ziemię, zostali nagrodzeni oklaskami, po których ukłonili się i zeszli ze sceny.
I tak wąsaty jegomość zapowiedział kolejnego artystę. Następny był rozciągliwy człowiek guma, który potrafił robić rzeczy ze swoim ciałem, jakim wielu się nie śniło. Na wpół rozebrany chudzielec rozciągał swoje ciało w wręcz nienaturalny sposób, pokazując jasno skąd wziął się jego przydomek. Ludzie byli zachwyceni widokiem wyginającego się w nienaturalny sposób ciała mężczyzny i on również zasłużył na oklaski. W końcu pojawiła się i trójka połykaczy ognia, którzy wykonywał również poniekąd egzotyczne, hipnotyzujące tańce z palącymi się pochodniami, które potrafił zanurzyć głęboko w swoich ustach, by je ugasić, a następnie na powrót rozpalić jeden o drugi i kontynuować swój taniec. Nie tylko kręcili i obracali w magiczny sposób tymi pochodniami, ale również nimi żonglowali i przerzucali między sobą. Co jednak wzbudziło największe emocje, to momenty, gdy artyści wręcz pluli ogniem po wlaniu do swych ust płynu z butelki, będącego niewątpliwie alkoholem. Gromkie brawa zakończyły przedstawienie tej trójki, a po krótkiej przerwie wreszcie przyszedł czas na zapowiedzenie najgoręcej wyczekiwanego artysty.
ImageMoi drodzy! Za moment stanie przed wami niezwykły mistyk, mistrz magii i iluzji, który przybył tutaj aż z Europy, gdzie widział niesamowite, nieopisane cuda i zgłębił wiele z ich mistycznych tajemnic! Przed wami jedyny w swoim rodzaju, widziany tylko u nas, wspaniały Maestro Anatolijus! — Dźwięk intensywnych oklasków podekscytowanej publiki zagłuszył na moment myśli. Co poniektórzy z obecnych nie mogli się powstrzymać i nawet wstali na równe nogi! Na scenie pojawił się mężczyzna o cokolwiek egzotycznej urodzie, z pomalowanymi oczami i wysokim kapeluszu, który natychmiast ściągnął z głowy, odsłaniając bandanę trzymającą jego bujne włosy, przez które przeciągnął swoimi palcami ozdobionymi licznymi pierścieniami.
Image Czy jesteście gotowi, by doświadczyć zakrzywiającej rzeczywistość sztuki? Gdy wprowadzę was w ten tajemniczy świat, nie będzie już odwrotu. Nie uświadczycie u mnie supełków wyciąganych z kieszeni, ani królika wychodzącego z kapelusza. Nie będę machać różdżką, ani pytać was o wybrane karty. O nie, to co wam przedstawię może momentami mrozić krew w żyłach. — Obszedł ring przyglądając się publice z powagą w oczach.
Image Wyobraźcie sobie materię, która staje się niematerialna i niewidzialna, nieistniająca i powracająca z niebytu, bądź rozdzielona i na powrót złączona, albo nawet powielona. Spróbujcie wyobrazić sobie moc pozwalająca na manipulowanie materią. — W tym momencie na ring weszła młoda dziewczyna, trzymająca złożoną w rękach, jasną płachtę z jakiejś tkaniny.
Image Pragnę zaprosić tutaj do mnie jednego śmiałka, który pomoże mi zademonstrować. — Po chwili ciszy i braku ochotników, na scenę zszedł rosły, pewny siebie mężczyzna. Maestro zademonstrował publice płachtę, obchodząc z nią dookoła i pokazując ją z obu stron. Pokazał również, że podłoże jest solidne i nie ma żadnych zapadni. Wreszcie, po chwili napięcia, zarzucił płachtę na mężczyznę, który zniknął pod jej powierzchną, a sama płachta opadła płasko na ziemię. Mężczyzna zniknął, a iluzjonista podniósł i wytrzepał kawałek materiału i raz jeszcze pokazał, że w tamtym miejscu nie było żadnych mechanizmów. Dopiero po chwili, w zupełnie innym miejscu, zarzucił płachtę, która opadła na ludzką sylwetkę, by następnie ściągnąć ją i ukazać zaskoczonego mężczyznę, który zdawał się nie mieć pojęcia co się właściwie stało, rozglądając się nerwowo dookoła. Ludzie byli zachwyceni. Niektórzy oniemieli, inni momentalnie wzięli się za klaskanie, choć niektórzy siedzieli i patrzeli w milczeniu podejrzliwie i z niedowierzaniem.
Kolejną sztuczką miało być przecięcie człowieka na pół. Asystentka wwiozła na ring pudło na kółkach, a Anatolijus pokazał jego puste wnętrze całej publiczności. Znów wzięto ochotnika. Zamknięto go w skrzyni, a następnie magik przeciął skrzynię na pół piłą ręczną. Przeciętą skrzynię rozdzielił, pokazując wystające stopy i głowę w obu połówkach. Prawdziwe zdziwienie pojawiło się, gdy iluzjonista otworzył obie połówki skrzyni, ukazując pozbawione nóg tułowie, a także oddzielone od niego nogi. Sam ochotnik patrząc na swoje tułowie i stopy, którymi wciąż był w stanie ruszać, był zdziwiony, zszokowany i niezdolny do wyduszenia z siebie słowa, patrząc zmieszany na publiczność. Anatolijus wreszcie zamknął skrzynie, złączył je, i wreszcie otworzył, ukazując złączone ciało. Mężczyzna niepewnie wstał dotknął miejsca, gdzie doszło do rozczłonowania, a następnie wstał i pokazał się w całości widowni. Kolejna fala oklasków ucieszyła magika.
A to nie był koniec, bo przyszedł czas na wprowadzenie na scenę dwóch stojących skrzyń i zaproszenie kolejnego człowieka z widowni. Zaprosił go do wnętrza i zamknął. Podszedł do drugiej, zamkniętej skrzyni, odciągnął ją kawałek od tej już zajętej i otworzył kawałek dalej, ukazując oczom widowni mężczyznę, który był zamknięty w tej pierwszej. Nieco zmieszany osobnik wyszedł z wnętrza i rozejrzał się, a iluzjonista podszedł znów do pierwszej skrzyni i otworzył ją, ukazując tego samego mężczyznę, na którego ludzie patrzeli przed chwilą. Na ringu stali teraz dwaj identyczni mężczyźni, patrzący na siebie z niepokojem i zdziwieniem. Oboje zostali zaproszeni do wejścia z powrotem do skrzyń i zostali zamknięci, a gdy ponownie zostały otwarte, ostał się tylko jeden mężczyzna w skrzyni, do której pierwotnie wszedł. Zmieszanie i niedowierzanie publiczności było przez moment bardzo klarowne, jednak po chwili szoku znów zaczęli oklaskiwać mistyka, który po raz kolejny się pokłonił.
Po emocjonującym występie magika przyszedł czas na władcę zwierząt. Był to mężczyzna słusznej postury i wzrostu, który zaprezentował nadzwyczaj wytresowane zwierzęta, których zachowanie było wysoce nietypowe! Na jego zawołanie i pod jego pełną kontrolą było chociażby stado kruków, które latały dookoła wnętrza namiotu wedle kierunku określonego przez trenera. Podobnie było z tygrysem, a kolejno nawet i niedźwiedziem, które zostały wprowadzone na scenę. Zwierzęta biegały, skakały, turlały się i wykonywały wszelkie manewry wedle życzenia kierującego nimi mężczyzny. Było to coś nadzwyczajnego, gdyż nawet najlepiej wytresowane zwierzęta nie zachowywały się w ten sposób.
Ostatni z wyjątkowych sztukmistrzów, mistrz transformacji, był skromnej postury osobnikiem, który nie wyglądał nawet na silnego. Jednak na oczach zebranych dookoła ludzi przeszedł drastyczną transformację, zwiększając masę swojego ciała i długość kończyn, zmieniając się w ponad dwumetrową bestię o sylwetce do złudzenia przypominającej młodego wilkołaka, choć z wieloma widocznymi różnicami, które dla kogoś kto widział już wilkołaka mogły wydawać się po prostu niedoskonałościami, jakby próbowano imitować bestię bez pełnej znajomości jej aparycji.
Ostatecznie mimo pewnego strachu i rodziców kurczowo chwytających za swoje dzieci i zasłaniających ich oczy, widząc że bestia wciąż zachowywała się tak samo jak mężczyzna przed przemianą, widownia okazała zadowolenie i kolejny dziwak otrzymał garść oklasków, powracając do swojego normalnego wyglądu.
Po zakończeniu występu cyrkowego, wszyscy rozmawiali o tym co widzieli. Ludzie byli zszokowani, niepewni, podekscytowani, pełni niedowierzania, ale ogólnie nadzwyczaj zadowoleni. Widowisko odcisnęło się w ich pamięci i nie było wątpliwości, że będą chcieli wracać po więcej, by doświadczyć kolejnych cudów. Meredith egzystowała w świecie mroku już na tyle długo, iż była w stanie przynajmniej podświadomie określić, że coś tu było nie tak, że nie były to zwyczajne sztuczki pseudo-magików, których zazwyczaj widuje się w cyrkach. Ta ostatnia trójka była nadzwyczaj podejrzana. Brujah mogła nawet w którymś momencie, w trakcie przedstawienia, poczuć na sobie wzrok Anatolijusa demonstrującego swoje sztuczki, który spoglądał na nią w dość specyficzny sposób. Cały ten finał mógł budować podejrzenie, jakby za tymi występami rzeczywiście stali nadnaturalni. Nie było co do tego jednak pewności, a jedyny sposób, żeby się przekonać, to bezpośredni kontakt z samymi artystami. Zdawało się, że tamten iluzjonista zdawał się być najlepszym celem, zważywszy na jego widoczne zainteresowanie samą De Vrees.

Re: It's Just Business (I)

#6
Na niektóre pytanie nie sposób było znaleźć odpowiedzi od razu - jednym z nich było właśnie to jak i dlaczego Meredith nie słyszała o tak pokaźnym cyrku i parku rozrywki, inwestycji przeprowadzonej z wyraźnym rozmachem, szczególnie, że zazwyczaj skupia się na tym co dzieje się w jej branży ogólnie i w mieście i jest na bieżąco. Jak mogło jej umknąć coś takiego? To było jednak pytanie, na które odpowiedzi teraz nie uzyska, a na głębsze analizy przyjdzie czas w dniach następnych.
Coś na co mogła znaleźć odpowiedź, albo bardziej przekonać się sama, był występ iluzjonisty i zobaczenie na własne oczy czemu ludzie są tak bardzo podekscytowani akurat jego występem. Kierowana przede wszystkim postawnowieniem by przekonać się co takiego konkurencja ma w zanadrzu, skierowała swoje kroki w kierunku cyrku z biletami w ręku. Ciągle powtarzające się zachwyty i podeskcytowanie śmiertelników nie powiedzą jej już raczej nic konkretnego, ludzie są raczej skupieni na zabawie niż na przekazywaniu sobie konkretnych informacji.
Kiedy już weszła do środka, usiadła na swoim miejscu i rozejrzała się profesjonalnym okiem oceniając każdy najmniejszy szczegół. Trzeba było przyznać, że wszystko było zapięte na ostatni guzik. Nie pozostało nic innego jak czekać na rozpoczęcie przedstawienia.
Akrobaci i człowiek z gumy, choć utalentowani nie różnili się tak bardzo od tego co miała sama w swojej ofercie. Jeżeli chodzi o prowadzącego wodzireja, to wiedziała mniej więcej co i jak powie, w końcu nawet sama była na jego miejscu i prowadziła przedstawienia swojego własnego cyrku szczególnie te większe organizowane z takiej czy innej okazji.
W końcu przyszedł czas na to, na co czekała. Meredith przechyliła głowę na bok i skupiła się maksymalnie, chcąc ocenić każdy najdrobniejszy szczegół jego występu, w końcu mogła zauważyć więcej niż przeciętny widz. Zarówno ze względu na dobry wzrok jak i na znajomość sztuki cyrkowej. Cóż znikający człowiek pod kawałkiem materiału, a nawet rozcięty człowiek na pół, były dosyć standardowymi numerami, to jeszcze nie zrobiło na niej takiego wrażenia. Co zaczęło na niej robić wrażenie i ją zaintrygowało, to stworzenie sobowtóra człowieka z widowni. Oczywiście mogli użyć bliźniaka i podłożyć go w odpowiednim momencie, jednak jej instynkt i doświadczenie mówiło, że wyjaśnienie nie jest takie proste.
Kolejny dwaj mężczyźni również wydawali się być w posiadaniu zdolności, które faktycznie wykraczały poza umiejętności zwykłego śmiertelnika. Najchętniej porozmawiałaby ze wszystkimi trzema, jednak po całym przedstawieniu okazało się, że i ona skupiła na sobie uwagę iluzjonisty. Możliwe, że był to przypadek, możliwe, że nie, niemniej postanowiłą skorzystać z nadającej się okazji i zbliżyła się do mężczyzny. Kiedy udało się jej zbliżyć zwróciła się do niego tymi słowami.
-Proszę wybaczyć najście, ale chciałam pogratulować cudownego wprost występu.

Re: It's Just Business (I)

#7
Image
Zaobserwowane przez nieumarłą przedstawienie u konkurencji było, w istocie, w dużej mierze podobne do tego co oferował jej Circus of Horrors, jednak udało jej się zauważyć, że ostatnia trójka znacząco odstawała swoimi zdolnościami od pozostałych. Ich występ wzbudził dużo emocji u publiczności, która ich otaczała, a nawet zaintrygował samą Spokrewnioną, która mogła się zastanawiać nad tym, co się kryło za tymi sztuczkami. Nawet tak dobrze znany trik, jak przecięcie człowieka na pół nie był tak zwyczajny i oklepany, o czym świadczył widok dwóch, całkowicie odseparowanych od siebie połówek w otwartych, pokazanych całej publice skrzyniach.
Wąsacz oczywiście niewiele by zdradził. Meredith dobrze znała ten biznes i wiedziała jak tacy ludzie myślą i działają, to też była w pełni świadoma z jaką ścianą by się spotkała, gdyby spróbowała pociągnąć jegomościa za język. Potencjał w nawiązaniu kontaktu widziała jednak w utalentowanym iluzjoniście, który z jakiegoś powodu okazał zainteresowanie przedstawicielką klanu Brujah. Być może jego uwagę przykuł jej dość niecodzienny szyk, może sama jej aparycja, a przecież nie była kobietą miernej urody. Niezależnie od powodu jego zainteresowania wampirzycą, ta widziała w tym miejscu możliwość wydobycia użytecznych informacji na temat tego miejsca, a być może i osobnika, który sfinansował cały ten interes.
Gdy przedstawienie się skończyło i wszyscy opuścili cyrkowy namiot, wymieniając się wrażeniami i zastanawiając się 'jak też on to zrobił', podążając w stronę wyjścia, De Vrees udała się w przeciwnym kierunku. Gdzieś z tyłu, za budkami i namiotami, nieco dalej od zgiełku, na skrzyniach siedział, właściwie w pozycji pół leżącej, zrelaksowany magik otoczony półmrokiem, w najmniej oświetlonej części tego parku rozrywki. Był tam sam, podczas gdy reszta cyrkowego zespołu znajdowała się w dalszej części i można było dojrzeć światło dochodzące z ich miejsca zebrań i wypoczynku pomiędzy wysokimi i szerokimi skrzyniami oddzielającymi je od tej obecnej kryjówki maestra.
Spoczywając niczym na patrycjuszowskim łożu rzymskim, magik spoglądał w niebo, gdy stanęła przed nim Spokrewniona. W tym momencie powoli opuścił wzrok i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, słuchając pochwały jaka wypłynęła z jej ust.
Image Od razu wiedziałem, że jest pani kobietą, która potrafi docenić prawdziwą sztukę. — Odparł, wskazując symbolicznie palcem na Meredith, lekko się przy tym uśmiechając zadowolony.
Image Pierwszy raz tutaj? Nie przypominam sobie, bym wcześniej panią tu widział, a proszę mi wierzyć, mam doskonałą pamięć do twarzy, szczególnie tak urodziwych. — Zaśmiał się cicho kończąc swoją wypowiedź.
Image Musiało się pani doprawdy podobać moje przedstawienie, skoro postanowiła mnie pani szukać w tych ciemnych zakątkach. Schlebia mi to. — Dodał, kładąc dłoń na swojej piersi gdy mówił o pochlebstwie.
Mężczyzna był w pewien sposób intrygujący, ale nie sposób było w ciągu tej chwili określić dlaczego. Jego talent? Jego głos i manieryzm? Delikatny uśmieszek i przeszywające spojrzenie? Było w nim coś trudnego do uchwycenia. Będąc teraz z nim sam na sam, wampirzyca mogła spróbować wydobyć nieco informacji od artysty o tym miejscu, a zapewne również i o nim samym.
Image Jestem dumny z efektów mojej pracy. Cały namiot pełen ludzi zastanawiających się nad tym, czy to co widzą to prawda, fałsz, czy też magia. Niektórzy poddają wiarygodności swoje zmysły, inni samą sztukę, którą mają okazję zaobserwować. Ale ciekaw jestem, co pani myśli o tym, co dzisiaj widziała. — Zaintrygowany myślami nieznajomej, magik spróbował pociągnąć ją za język i poznać jej opinię i odczucia w związku z jego występem.

Re: It's Just Business (I)

#8
Meredith obserwująć okiem znawcy cały występ od A do Z mogła stwierdzić, że większość występu, tak jak i zresztą towarzyszący cyrkowi lunapark nie różnił się mocno od tego co oferwał jej własny Circus of Horrors, powiedziałaby nawet, że jej własny jej bardziej różnorodny, zmienia się bowiem na bardziej przyjazny rodzinom w ciągu dnia kiedy to od czasu do czasu oferu przybyłym odrobinę brazylijskiego smaku przez muzykę, pokazy tańca czy stroje, by wieczorem przybrać mocniejsze, czy też mroczniejsze barwy. Więc najprawdopodobniej znaczniejsza niż możnaby przypuszczać utrata gości musi wynikać z ostatnich trzech występów, które są zdecydowanie bardziej realistyczne niż można by się tego spodziewać. Pytanie co dokładnie się za tym kryło i jak osiągnięto taki efekt. To właśnie na te pytania Meredith bardzo chętnie znalazłaby dziś odpowiedź.
Spokrewniona była przyzwyczajona do tego, że przyciągała spojrzenie ludzi chociażby samym strojem, jednak rzecz miała się trochę inaczej w przypadku przedstawicieli branży cyrkowej, oni wszak byli przyzwyczajeni do oglądania różnych ekstrawagancji, które nie były takie znowu codzienne. Niemniej jednak jak postanowiła przychodząc tu, tak zrobiła i udała się by zdobyć nieco więcej informacji u źródła, czyli najbardziej ciekawych osobistości tego przedstawienia. Znała dobrze jak wyglądają cyrkowe zaplecza więc nic co tutaj zobaczyła szczerze mówiąc nie zdziwiło jej za bardzo, co więcej sama lubiła taką atmosferę.
-Mmm chyba o to właśnie chodzi, by przedstawienia przyciągały nowe osoby, nie tylko stałych bywalców odparła na jego uwagę. Na kolejne słowa na jej ustach pojawił się lekki uśmiech, kiedy uniosła swoje kąciki ust nieco do góry.
-Co by nie mówić, miał on swoje oryginalne walory stwierdziła, nie sądziła bowiem, by przesadne komplementy to była dobra droga do czegokolwiek, szczególnie jeśli idzie o konkurencje. A wciąż nie miała pewności, czy on na przykład nie wie dokładnie kim ona jest. W końcu jak to mówią konkurencja nie śpi.
-Na pewno nie poddaję swoich zmysłów w wątpliwość, dobrze wiem co widziałam. Jednak przedstawienie przygotowane w tak realistyczny sposób na pewno robi wrażenie. Musiał się pan niezwykle długo i skrupulatnie przygotowywać. miała pewną nadzieję, że jego samozadowolenie doprowadzi do tego, że zacznie mówić coś więcej.

Re: It's Just Business (I)

#9
Image
W dużej części lunapark Meredith rzeczy miał przewagę nad Cirque de Merveilles. Funkcjonował znacznie dłużej i miał znacznie więcej ciekawostek, co powodowało, że był bardziej popularny. Nie przeszkodziło to jednak rywalowi Spokrewnionej, by podkraść pewną liczbę jej widzów i pracowników. Mogło to być szczególnie irytujące w obliczu faktu, że do niedawna nawet o tym miejscu nie słyszała. Nie wiadomo kiedy ten park powstał ani kto nim zarządzał. Pojawił się jakby znikąd i już psuł szyki de Vrees, jej interesy. Narażał ją na straty które, na dłuższą metę, mogły pozwolić licznym wilkom czającym się na ten skrawek terenu na atak.
Ten cichy i spokojny obszar, z dala od hałasu, muzyki i świateł, był dla wampirzycy co najmniej komfortowy. Zaplecze było idealnym miejscem do rozmowy. Szanse na to, że ktoś przeszkodziłby tam w dyskusji, były w tym momencie bardzo niskie. Meredith była sam na sam z cyrkowym artystą, który był bardzo zadowolony z siebie i swoich osiągnięć. Jego iluzje były doprawdy nadzwyczajne. Kobieta nie widziała nigdy wcześniej czegoś tak realistycznego, aczkolwiek potrafiła znaleźć racjonalne wyjaśnienia dla tego co zobaczyła, nawet jeśli nie miała absolutnej pewności co do trafności swoich spostrzeżeń i teorii.
Image W rzeczy samej. Trudno się z Panią nie zgodzić. Ale Pani nie jest do końca nowa, prawda? Odnoszę wrażenie, że Pani znajomość sztuki cyrkowej jest nieco szersza niż większości tutejszej publiki. Mhm. Widać to w Pani oczach. Nie przyszła tu Pani w celu rozrywki, prawda? — Odpowiedział bacznie przyglądając się kobiecie, jakby analizując ją, badając, oceniając. Musiał przyglądać się jej już wcześniej, skoro zdołał to dostrzec. A może po prostu strzelał w ciemno, próbując oczarować nowo poznaną damę.
Image Są pewne elementy, które wyróżniają Cirque de Merveilles pośród innych parków rozrywki, to prawda. Rad jestem, że Pani to widzi i docenia. — Rzekł nieco ogólnikowo, nie wskazując tym razem na siebie. Musiał być świadom, bo jakże inaczej, że nie był jedynym artystą, który przykuwał uwagę.
Na kolejne słowa nieumarłej, maestro zaśmiał się delikatnie, podnosząc głowę z dumą i szerzej się uśmiechając jakby chciał skomentować pewność siebie i zaufanie wobec swoich zmysłów, jakimi miała cechować się Meredith.
Image W rzeczy samej, wszystko było doskonale przemyślane i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Ale proszę nie myśleć, że to co Pani widziała było szczytem moich umiejętności. W żadnym wypadku. — Pewny siebie magik starał się przekonać swego gościa, że potrafił znacznie więcej, niż pokazał. Była to arogancja, czy zwyczajna pewność siebie?
W pewnym momencie wyciągnął się cały do przodu i począł przyglądać się wampirzycy bliżej z jeszcze większą uwagą. Zachowanie jakim się popisał w tym momencie mogło uchodzić wręcz za co najmniej nieodpowiednie i niekulturalne.
Image Hmm, wygląda Pani jakby blado. Czy aby wszystko w porządku? — W głosie mężczyzny można było usłyszeć pewną troskę, choć nie do końca szczerą. Kainitka mogła odnieść wrażenie pewnej podejrzliwości ze strony Anatolijusa. Jeśli faktycznie ono tam było, to jak najbardziej słuszne. Kobieta niestety nie zadbała o to, by nadać cieplejszej barwy swej skórze, gdy niemalże w pośpiechu opuściła swe leże. Była w tej chwili była trupio chłodna i blada, czego niestety jej makijaż nie był w stanie ukryć. Nie charakteryzowała się też oddechem, i nawet w półmroku, jaki ją otaczał, musiało to być widoczne przy bliższym kontakcie. A niedawno jeszcze spędziła czas pośród śmiertelników, będąc w pełni oświetlona. Kto wie ilu ludzi to zauważyło i głowiło się nad aparycją kobiety.

Re: It's Just Business (I)

#10
Meredith doskonale sobie zdawała, że jak na razie jej lunapark ma przewagę, ma bowiem pewną wyrobioną renomę, wszak kobieta na szczędziła środków i sił na to aby wszystko było możliwie najlepszej jakości - począwszy od najlepszego wyszkolenia cyrkowców, a skończywszy na najlepszym sprzęcie, oświetleniu, czy efektach pirotechnicznych, których tez nie brakowało. Nie oznaczało to jednak, że nie obawiała się straty klientów, szczególnie, że znając ludzi, poza naprawdę wiernymi fanami, wielu lubiło się rzucać na jakiekolwiek nowości, jak tylko o nich usłyszą, nie zważając nawet w najmniejszym wypadku na ich jakość. Niezbyt jej się podobał tez fakt, że o jej najnowszym konkurencie było tak mało wiadomo, a Meredith nie lubiła być w tyle z informacjami. Zdecydowanie chciałaby dzisiaj dowiedzieć się czegoś bardziej konkretnego.
Teraz właśnie miała taka okazję, była sam na sam z jedną z największych atrakcji tego cyrku, z kimś z kim na pewno warto porozmawiać. Pytanie czy jej rozmówca zechce udzielić jej jakichkolwiek pożytecznych informacji kiedy są sam na sam pozostawało całkowicie otwarte. Najchętniej dowiedziałaby się czegoś o samym cyrku, bo nie spodziewała się, że maestro wyjawi jakiekolwiek tajemnice swojego fachu bądź co bądź konkurencji.
-Cóż za zdumiewająca przenikliwość. A może umiejętność czytania z oczu, to kolejny z Pana wielu talentów? odpowiedziała pytaniem na pytanie, głównie dlatego, że bez wyraźnej potrzeby wolała za darmo nie zdradzać o sobie tak wielu szczegółów. Jej zdaniem na pierwszy rzut oka trudno było odgadnąć, że zajmuje się sztuką cyrkową, choć możliwe, że dla bardziej wprawnych oczu czymś to zdradziła.
Na kolejne spostrzeżenie mężczyzny, które składało się tak naprawdę z okrągłych słówek, jedynie uśmiechnęła się lekko i skinęła głową. Skoro dumny jest, że tu występuje to bardzo dobrze, Meredith nie miała zamiaru tego krytykować, a przynajmniej nie tak otwarcie w pierwszej rozmowie, choć nie wiadomo czy będzie jakaś kolejna.
-Tak Pan mówi? A czy jest możliwość zobaczenia, na przykład na którymś z pokazów, szczytu Pana możliwości? powiedziała tym razem intensywnie wpatrując się w mężczyznę i nie odrywając od niego ani na chwilę wzroku. Chciała widzieć również jego pozawerbalne reakcje.
Kolejny komentarz przypomniał jej jak bardzo interakcje z ludźmi potrafią być irytujące. Poczyniła krok w tyłu i przechyliła głowę na bok, by przynajmniej włosy nieco nakryły jej twarz, a może jeśli dopisze jej szczęście znajdzie się bardziej w cieniu. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że inni ludzi bardziej zwracali uwagę na to co dzieje się na arenie niż na nią. Oczywiście zaczęła oddychać, a przynajmniej symulować oddychanie i uśmiechnęła się lekko.
-Prosze mi wybaczyć, tyle wrażeń na scenie, a potem jeszcze przybiegłam tutaj, byleby jeszcze kogoś złapać. Trochę zabrakło mi tchu, chyba nie powinnam się tak przemęczać.

Re: It's Just Business (I)

#11
Image
Wiele pracy i wysiłku, jakie zostały przez de Vrees włożone w swój biznes, mogło zostać przyćmione przez rozwijającą się, tajemniczą konkurencję, która z perspektywy Meredith niemalże wyrosła z ziemi, już w tej chwili będąc prawie na równi z prowadzonym przez nią interesem. Wstępne badanie terenu, obserwacje występu i nasłuchiwanie ludzi nie zapewniły żadnych odpowiedzi, jakich szukała nieumarła. Rozmowa z tajemniczym artystą, wielkim Maestro Anatolijusem, który miał w sobie coś… nietypowego… miała potencjał wykrzesać kilka strzępów ciekawych informacji, to jest, o ile iluzjonista zechce współpracować.
Image Pozostawię to pani wyobraźni. Prawdziwy artysta nie odsłania wszystkich swoich kart od razu. — Uśmiechnął się niemalże zalotnie, a jego oczy zabłysły. Nie miał zamiaru zdradzać wiele na temat swoich umiejętności. Wolał się droczyć ze swoim gościem i pobudzić jeszcze większe zainteresowanie.
Image Powiedzmy, że w obecnych warunkach nie jest to chwilowo możliwe. Wciąż czekam na sposobność by pokazać co naprawdę potrafię. — Zalotny uśmieszek przerodził się w coś bardziej… mrocznego i drapieżnego, choć również ulotnego, bo po krótkiej chwili oczy magika na powrót stały się cokolwiek ciepłe i przyjazne.
Image Gdy przyjdzie odpowiedni czas, wielu i przez długi czas będzie pamiętało mój finalny spektakl. — Sprawiał wrażenie, jakby się trochę rozmarzył.
Kobieta wreszcie zdając sobie sprawę ze swojej aparycji za sprawą komentarza iluzjonisty, postanowiła subtelnie naprawić zaistniały problem, mając nadzieję, że nie zostanie to dostrzeżone. Skryła swą twarz, próbując przy tym znaleźć ciemniejszy kąt. Wreszcie, pobudziła swoją krew, stwarzając w tym momencie swoją własną iluzję. Iluzję, że żyła i oddychała, a jej ciało wcale nie było trupio blade. (-3 Punkty Krwi). Czy sztuczka się udała? Czy jej widownia dała się oszukać?
Gdy kobieta na powrót odwróciła się w stronę artysty, tym razem imitując swoje utracone dawno temu człowieczeństwo za sprawą widocznych subtelnych wdechów i wydechów, kącik jego ust uniósł się do góry, a jego oczy ponownie zabłysły.
Image Muszę przyznać, iż pani zainteresowanie tym miejscem i naszą sztuką jest doprawdy nadzwyczajne. — Skomentował rozbawiony śmiejąc się pod nosem.
Image Czego jednak naprawdę pani tu szuka? Nie przyszła tu pani tylko dlatego, że spodobał się pani występ mój i moich… kolegów. — Teraz on zaczął wypytywać. Odbił piłeczkę, próbując dowiedzieć się czegoś o intencjach swojego gościa. Wampirzyca nie mogła być pewna, co oznaczała wcześniejsza reakcja Anatolijusa. Nie wiedziała, czy dostrzegł jej zmianę, ani czy coś podejrzewał. Jego uśmieszek i spojrzenie powodowały niepewność i pytania gdzieś z tyłu głowy Spokrewnionej.

Re: It's Just Business (I)

#12
Fakt, że tak prężnie istniejąca, konkurencyjna organizacja wyrosła tak nagle i niespodziewanie, bez żadnego znaku, mimo tego, że Meredith starała się trzymać rękę na pulsie i nasłuchiwać wszystkich wiadomości i plotek związanych z jej biznesem, był dosyć niepokojący. Ktokolwiek był autorem tego przedsięwzięcia, musiał mieć dużą ilość środków, ale i przede wszystkim odpowiednią ilość wpływów by ukryć takie przedsięwzięcie, przed jakimkolwiek przedwczesnym wyciekiem informacji. Rozmowa z obecnym tutaj artystą to pierwsza tak naprawdę okazja by się dowiedzieć czegoś ciekawego i wampirzyca miała zamiar to wykorzystać.
Słysząc te słowa jedynie uśmiechnęła się lekko. W sumie nie powinna chyba spodziewać się nawet innej odpowiedzi. Iluzjonista z jej własnego cyrku również nie lubi wyjawiać swoich sekretów ani znajomym ani obcym.
-Wygląda na to, że ma Pan już swój finał skrupulatnie zaplanowany i najwyraźniej ma to zrobić wrażenie. Co takiego nie pozwala Panu przystąpić do prezentacji finału dziś lub jutro? zapytała. Iluzjoniści tak jak i inni cyrkowcy kiedy opracują jakiś sensacyjny numer zazwyczaj nie czekają zbyt długo aby go zaprezentować. A tutaj on wykazuje niezwykłą wręcz wstrzemięźliwość. Bardzo ciekawa sprawa.
Czy jej przywrócenie ludzkiego wyglądu nastapiła w odpowiednim momencie czy też nieco za późno? Ciężko było wywnioskować, nie mogła się jednak teraz tym przejmować, musiała zachowywać się naturalnie. Gdyby nagle odeszła lub uciekła, z pewnością zostałoby to zapamiętane. Czasem pewność siebie i zimna krew daje lepsze rezultaty. A przynajmniej to podpowiadała jej natura, która bardziej skłonna była do działa, a nie do ucieczki.
-Doskonale powiedziana, jestem żywo zainteresowana sztuką cyrkową. To praktycznie magia. Jednak po obejrzeniu wielu przedstawień, większość się opatrzyła. Natomiast dzisiaj... siedziałam i patrzyłam jak oczarowana. Stąd moja nieposkromiona ciekawość, proszę wybaczyć. powiedziała Meredith przypuszczając, że podobnie zachowywałaby się jakaś zawstydzona panienka w jej ludzkim wieku.

Re: It's Just Business (I)

#13
Image
Wbrew założeniom Meredith, przez ten czas rozmowy nie udało jej się właściwie niczego dowiedzieć. Jej rozmówca potrafił dużo mówić, ale w tak tajemniczy sposób, że nie sposób było pozyskać żadnych konkretnych informacji. Jedyne co było klarowne, to jego wysokie mniemanie o własnych, bardzo wysokich umiejętnościach.
Image Och tak, od bardzo, bardzo dawna przygotowywałem się do mojego finalnego pokazu. By go zrealizować potrzebuję jedynie drobnej pomocy od kogoś kto… kto potrafi docenić sztukę iluzji i zobaczyć w niej coś więcej… — Spojrzał sugestywnie na kobietę. Ciekawym było jakiej pomocy potrzebował, by móc zrealizować swój wielki spektakl. Można było dojść do wniosku, że było to dla niego ważne. Mógł to być pewien punkt zaczepienia, za którym warto było podążyć.
Tymczasem magik nie zdradzał żadnego poruszenia wyglądem kobiety, aczkolwiek można było się zastanawiać nad jego wcześniejszą, jakkolwiek subtelną reakcją. Braga postanowiła więc nie zdradzać się i kontynuować rozmowę jak gdyby nigdy nic, utrzymując swoją pewną postawę, chcąc zobaczyć gdzie ją to zaprowadzi.
Anatolijus wysłuchał nieumarłej, uśmiechając się z widocznym zadowoleniem, gdy mówiła o jej emocjach w trakcie oglądania przedstawienia. Słowa Meredith łechtały ego iluzjonisty, nie było co do tego wątpliwości.
Image Widzę, że jest pani prawdziwą koneserką sztuki cyrkowej. Nie poznałem jeszcze tak żarliwego widza. Dla większości ludzi to jedynie odskocznia. Wolą teatry i opery, a oglądanie takich przedstawień jak tutaj jest dla nich ucieczką na chwilę. Pani jest inna… — Słusznie zauważył, nie wiedząc nawet z kim ma do czynienia.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron