Krwawy Haracz

Gdzieś w niemieckiej enklawie

Krwawy Haracz

#1
Warkot silników 8 motocykli ponownie nawiedził tę spokojną część miasta. Niektórzy wiedzieli już co to znaczy...Wilki ruszyły na łowy. Rider prowadził kolumnę swojej wiernej watahy która była wygłodniała, nie mogła się doczekać "świeżego mięsa" w postaci pieniędzy, które miały zasilić gang, Marcri polecił im tym razem mały niemiecki sklepik spożywczy w którym "szkopy" zaopatrywały się w te swoje kiełbasy i inne produkty...Dlaczego nie chcą się zamerykanizować?
Jednak to nie było teraz ważne. Wilki mknęły ulicami Chicago na swoich Nortonach, każdy z nich miał już przygotowaną broń, plan mieli taki sam jak zawsze. Rider i pięciu innych gangsterów miało wejść do sklepu i zastraszyć ekspedienta, a pozostałych dwóch miało w tym czasie pilnować motorów.
Z przemyśleń "WIlki" zostały wyrwane przez rękę Ridera, która właśnie została uniesiona do góry, a następnie motocykl "Szefa" skręcił w jedną z bocznych uliczek w tym momencie wszystkim ukazał się szyld "Lebensmittelmarkt" Rider wzdrygnął się, pomimo wieloletniej współpracy z Carsteinem wciąż nie przywykł do tego języka. Zaparkowali motocykle bardzo blisko wejścia zupełnie jakby mieli je zastawić. Rider westchnął i zacisnął pięść mocno na swoim rewolwerze. Poprawił fedorę, ponieważ warto wspomnieć, że dzisiaj był w "galowym ubiorze" i powiedział ochrypłym głosem do swoich ludzi
-WCHODZIMY!- ten rozkaz był aż zbyt wyraźny, po chwili Rider wszedł spokojnie do sklepu, a za nim reszta wilków. Jeśli ekspedient nie był jeszcze przestraszony to Rider spojrzał mu głęboko w oczy cały czas do niego podchodząc i powiedział z wyraźnie południowo-amerykańskim (w sensie państwa, a nie kontynentu) akcentem:
Dzień dobry, a raczej dobry wieczór. Kiełbasę poproszę-powinno już minąć wystarczająco dużo czasu by Rider mógł podejść do lady, wtedy zręcznym gestem wyciągnął rewolwer z marynarki i wycelował w ekspedienta:
-A teraz zostawi Pan kolegom kluczyk do kasy, a ze mną pójdzie na zaplecze, inaczej będę strzelał, ale nie tak by zabić tylko tak by nie mógł pan chodzić. Jasne?- ostatnie słowa Rider zakończył z wyraźnym uśmiechem

Re: Krwawy Haracz

#2
Hałas generowany przez silniki ponad pół tuzina dwukołowych maszyn zakłóciły wieczorny spokój, zwracając uwagę nielicznych przechodniów. Te kilka okien, w których było już ciemno, gdyż ludzie postanowili wcześniej pójść spać, rozświetliło się w budynkach wzdłuż ulicy, którą podążał gang. Te odgłosy doprawdy mogłyby wybudzić nieboszczyka.
Bandyci podjechali pod sklep, który lada moment miał być zamknięty. Wykorzystali moment, kiedy w okolicy było w miarę pusto, w czasie kiedy małe sklepiki były powoli zamykane. Trudno powiedzieć co chodziło po głowach członków tej dumnej grupy uderzeniowej, która chciała się dorobić kosztem małego biznesu wędliniarskiego, z którego trudno było wyciągnąć duże ilości forsy.
Starszy, średniego wzrostu mężczyzna za ladą jeszcze miał na sobie fartuch, ale zdawał się właśnie zawijać interes. Gdy zobaczył obcego w garniaku, przyjrzał mu się nieco podejrzliwie.
ImageGeschlossen. Bitte komm morgen. — Rzeźnik rzucił coś po niemiecku. Pomyślał przez chwilę, po czym jeszcze wydukał.
ImageZ a m k n i ę t e j u ż. — Wydusił z siebie po angielsku, acz z mocnym niemieckim akcentem, brzmiąc jakby ledwo co nauczył się tych paru słów, jednak nie potrafiąc szczególnie dobrze ich wymówić, jakby powtarzał to co usłyszał.
Widząc, że mężczyzna wciąż zbliża się z grupą do lady, próbował jeszcze mówić coś po niemiecku, a kiedy w jego kierunku wymierzono pistolet, natychmiastowo uniósł ręce do góry i zaczął dygotać przestraszony.
ImageWas willst du!? — Przerażony skierował pytanie do napastnika. Można było odnieść wrażenie, że albo praktycznie nie zna angielskiego, albo zgrywa głupka. Nie wyglądał jednak na takiego, co obsługiwał ludzi, a raczej, sądząc po ubiorze, siedział z tyłu i kroił mięcho. W takim wypadku pewnie za dnia musiał być ktoś, kto stał za ladą. Nawet jeśli jednak nie znał angielskiego, to lufa pistoletu wymierzonego w głowę powinna posłużyć za uniwersalnego tłumacza.
Trzymając uniesione ręce dalej mamrotał coś po niemiecku, czego Rider nie mógł niestety zrozumieć. Jeśli chciał dobrać się do forsy, to musiał chyba zrobić to siłowo. Póki co nic nie wskazywało na to, by tradycyjna komunikacja miała tutaj się sprawdzić. Można było dojść do wniosku, iż rzeźnik spoglądając na dobrze ubranego jegomościa nie miał szans dojść na własną rękę do wniosku, że chodzi o pieniądze.
Oczywiście to mogła być tylko gra, gdzie facet próbował grać na uczuciach bandziorów, albo mógł pracować tam zupełnie nieświadomy tego, że dzieje się tam coś więcej. Raczej wątpliwym było, by Marcri dał mu złe namiary, aczkolwiek warto było brać taką możliwość pod uwagę. Przetrzepanie tego miejsca nie było mimo wszystko złym pomysłem. Facet nie stanowił wszak żadnego zagrożenia.

Re: Krwawy Haracz

#3
Rider nie krył swojego niezadowolenia cała tą sytuacją. Chciał się napić i mógłby to zrobić nawet tu i teraz, jego gang i tak wiedział o wampirycznych skłonnościach szefa, ale jednak coś go kusiło do zrobienia tego nieco subtelniej, dlatego zaczął pokazywać Niemcowi rewolwerem wejście na zaplecze
-Tam, tam kommen tam!- kilka niemieckich słówek kojarzył, w końcu całe życie współpracował z Niemcem. Rzeźnik raczej powinien zrozumieć aluzję, gdy wchodził z nim na zaplecze rzucił tylko do swoich ludzi:
-Przetrząśnijcie wszystko i weźcie to co potrzebne, TAK!?- rozkaz był wynikiem trwającej w nim irytacji, bestia jeszcze się nie wyrywała, ale temperament jego krwi raczej nie ułatwiał sytuacji. Gdy tylko udało mu się wejść na zaplecze ze swoją ofiarą, bez zbędnych ceremonii wgryzł się w niego by się pożywić, nie tak by zabić ani okaleczyć, był bestią, ale nie mordercą. Chciał tylko zaspokoić głód...Po tym wszystkim zalizał ranę i wyszedł ze sklepu rzucając tylko do swoich ludzi:
-Bierzcie co macie, jedziemy to przeliczyć po tych słowach, wsiadł na swojego Mustanga i zaczął prowadzić Gang w boczną uliczkę nieco oddaloną od sklepu, jechali w ciszy, Rider był już spokojniejszy, ale dalej nie był jeszcze pełen. Liczył na jakiś dobry łup przecież Marcri nie pomyliłby się...Zajechali w boczną uliczkę gdzie jedynie reflektory ich motocykli rozświetlały noc. Zatrzymał się i zgasił reflektor. Jego ludzie zrobili zapewne to samo. Oparł się o ścianę jednego z tutejszych bloków mieszkalnych i zapytał oschłym i ochrypłym głosem
-Pokazywać kurwa fanty- rzucił do swoich ludzi

Re: Krwawy Haracz

#4
Naturalnie, uniwersalny język, jakim było machanie lufą w danym kierunku, zadziałał. Niemiec ruszył posłusznie w kierunku wskazanym mu przez zirytowanego Ridera, cały czas spoglądając w jego kierunku z wciąż uniesionymi rękoma. Zanim jednak udał się wraz z mężczyzną na tyły, by się na nim posilić, wydał swoim chłopcom jasne polecenie, za którego wykonanie wzięli się natychmiast. Zaczęli przeglądać wszystkie półki, możliwe skrytki i oczywiście kasę.
Tymczasem wampir zabrał rzeźnika na tyły, z dala od oczu swoich podwładnych, i zaczął się na nim pożywiać nie dbając o to, co mogło się tam znajdować. Pochłonął optymalną ilość vitae, pozostawiając go przy życiu, jednak zmęczonego i sennego. (Uzyskano 3 Punkty Krwi)
Zostawiwszy na wpół śpiącego mężczyznę na podłodze, wrócił do głównego pomieszczenia sklepu, by zebrać gang i wynieść się stamtąd jak najszybciej. Na tę chwilę przynajmniej jedno udało się zrobić. Rider pozyskał nieco krwi, która przy jego aktywnym trybie nieżycia mogła mu się wkrótce przydać. Niedługo miało się okazać, czy prócz tego udało się zyskać coś więcej.
Gdy gang wrócił do kryjówki i pokazał swoją zdobycz, na którą składało się może z pięćdziesiąt dolarów z kasy, kilka paczek papierosów oraz puszek kawy, Rider raczej nie miał powodów do zadowolenia. Dopiero później, przy następnej rozmowie ze swoim kontaktem, zdał sobie sprawę, że w pośpiechu kompletnie zignorował zamknięte drzwi na zapleczu, za którymi mogło być coś wartego uwagi, a do czego nie zabrali się członkowie gangu z racji, iż ich szef był tam zajęty piciem krwi. Oczywiście powrót do tego sklepiku celem zbadania zaplecza byłby kompletną głupotą. Jeśli było tam cokolwiek wartościowego, to szansa na przyjrzenie się temu przepadła. Pieniądze nie były duże, zwłaszcza jeśli rozdzielić całość pomiędzy wszystkich, ale przynajmniej nie wyszli stamtąd z niczym.
Wilki były średnio zadowolone, aczkolwiek przynajmniej oni zdobyli coś, co zdecydowanie mogło im się przydać. Papierosy i kawa, przynajmniej dla śmiertelników, miała niemałą wartość, dla nieumarłego już niekoniecznie, chyba że jako towar wymienny. Można było się zastanowić, czy nie dobrze by było się lepiej w przyszłości przygotować do tego typu skoków.

Re: Krwawy Haracz

#5
-Dobra Panowie...W takim razie klasycznie 10 dolców i jedna paczka fajek dla mnie, resztę bierzecie wy, tak?- powiedział nie zostawiającym szansy na sprzeciw głosem władczo obserwując swoje Wilczki po to by po chwili schować papierosy do kieszeni marynarki, a pieniądze dorzucić do torby....
-1810 dolarów....To już chyba jakieś pieniądze- rzucił niby do siebie, niby do swoich gangsterów. Po czym spokojnie poczekał aż podzielą między siebie resztę łupu.
-Nie załamywać się Panowie- powiedział nieco głośniej z większa radością w głosie. -Mamy jeszcze tyle do zrobienia tej nocy, a trzeba jeszcze znaleźć jakieś lokum!- mówił dalej zupełnie jakby prowadził teraz odprawę gangu sto lat temu. -Potrzebuję jeszcze trochę krwi i magazynków do broni najlepiej srebrnych, a Wam na pewno też się przyda jeszcze trochę ruchu prawda? Więc pomyślcie jak możemy zdobyć te rzeczy- Wilki były wtajemniczone w prawdziwą naturę swojego szefa, w końcu jak miałby im wyjaśniać to, że działa z nimi tylko w nocy, a za dnia muszą go pilnować gdy ten śpi po jakiś piwnicach chicagowskich kamienic, oczywiście w grę wchodziło mówienie o jakiegoś rodzaju narkomanii, ale to kłamstwo na dłuższą metę nie miało szans się utrzymać. W związku z tym i Rider wraz ze swoimi ludźmi zaczął się zastanawiać...Gdzie jeszcze znajdzie dobrą krew i gdzie będzie mógł pozyskać nową amunicję...Szczególnie srebrną. Zaczął wertować w głowie całą swoją wiedzę o półświatku Wietrznego Miasta, ale czy coś faktycznie przyjdzie mu do głowy? Skądś w końcu pozyskał srebrną amunicję którą obecnie ma w bębenku. Tylko to mogła być droga sprawa, z drugiej strony dysponowali teraz towarem wymiennym trzecim co do zapotrzebowania na czarnym rynku zaraz obok dolarów i alkoholu więc może sprawa nie byłaby aż tak trudna do ogarnięcia. Została jeszcze krew, niby mógłby polować na losowe dziwki i meneli, ale czy to mu przystawało? Z głodu i w ostateczności tak, a dalej miał świadomość, że jego dawny prześladowca mógł złapać jego trop, może przez te lata dorwał już Ghosta i do pełni zemsty brakuje mu już tylko Ridera? Rewolwerowiec zaczął się teraz poważniej zastanawiać nad szybkim źródłem juchy i srebra w końcu...W każdej chwili bestia mogłaby go teraz dopaść, a on z jednym magazynkiem nie będzie w stanie się w pełni obronić, a ponowna ucieczka nie byłaby idealnym wyjściem.
-No i jak Panowie, wasze mózgownice działają czy już tylko kutasami myślicie?- rzucił żartobliwie dla rozluźnienia atmosfery, ale sam był jednak nieco spięty i rozejrzał się jeszcze raz po uliczce w której byli w momencie gdy wsiadał na motor

Re: Krwawy Haracz

#6
Mężczyźni oczywiście nie wyrażali sprzeciwu, gdy ogłosił podział łupów. Nie wyglądali na szczególnie zadowolonych, ale nie wyszli z pustymi rękoma. Mieli trochę papierosów do spalenia i kawy do wypicia, a także kilka dolców do wydania na inne przyjemności. Skok był raczej słaby, ale nie było się co dziwić. Był zrobiony na szybko, bez większego przygotowania. Marcri dał namiary, choć bez konkretów, a gang jak tylko nastał wieczór, za rozkazem szefa, wskoczył motory i ruszył do celu.
W sprawie srebrnych kul wilki nie mogły zasugerować zbyt wiele. Rider wszakże nabył je od nieumarłego rusznikarza, który miał pewne pojęcie o wilkołakach, a także broni i amunicji. Musiał mieć nadzieję, że uda mu się znaleźć kogoś, kto się na tym zna i tutaj. Alternatywnie, mógł spróbować złożyć takie specjalne zamówienie u jakiegoś śmiertelnika, czy to zajmującego się sprzedażą amunicji, czy nawet odlewem srebra.
Rider zastanawiając się nad sposobem pozyskania krwi musiał w którymś momencie wziąć pod uwagę, że miał ze sobą całą, lojalną mu trzodę, która niewątpliwie nie miałaby problemu z poświęceniem odrobiny siebie swemu liderowi. Oczywiście zależnie od tego ile by od nich zabrał miałoby swoje skutki uboczne, mówiąc o ich sile i skuteczności działania.
Spokrewniony musiał także pamiętać, że nie byli oni związani krwią, dlatego ich lojalności mógł spodziewać się jedynie tak długo, jak byli zadowoleni z forsy. Ten napad nie był pierwszym, kiedy im się nie poszczęściło, jednak poprzednie rozboje zapewniły grupie niemały przypływ funduszy. Rider miał więc obowiązek zadbać o zadowolenie swoich chłopców.

Re: Krwawy Haracz

#7
Faktycznie...Skok był kiepski, a czas uciekał. Potrzebował pieniędzy....Może znowu nadszedł czas na wynajęcie się u którejś z Wampirzych szych? Nie był to głupi pomysł, szczególnie, że jest przez nich wszystkich zapewne uważany za martwego. Sprawą Lupinów i tak należało się zająć, słyszał plotki o rozszarpanych ciałach na północy, ale potrzebował więcej szczegółów. Jedyną osobą która mogła mu je dać był prawdopodobnie Ghost, który już na pewno prowadzi śledztwo w tej sprawie no bo gdyby tego nie robił pokazałby jeszcze bardziej nieudolność Wieży z Kości Słoniowej. W tym momencie spojrzał na swoich ludzi i wykrzyczał:
-Mam! Potrzebujemy trochę więcej pieniędzy. Pojadę spotkać się z moimi braćmi, są w mieście bestie na które mogę zapolować i zgarnąć dla was więcej łupu, obiecuję.- Rider nie kłamał, był cholernie lojalny wobec swoich Wilków i nie zamierzał ich w żaden nieuczciwy sposób wykorzystać. Nie był jak Ghost, traktował swoich ludzi poważnie i z należytym szacunkiem, chociaż rozumianym w jego pokrętnej definicji.
-Potrzebuję wypić troszkę krwi od kilku z was, niedużo tak żebyście mogli normalnie funkcjonować, a dzięki temu będę mógł was lepiej ochronić w razie zagrożenia - Rider mówił szczerze, stawiał sprawę uczciwie. Zupełnie nieświadomie zachowywał się jak wyidealizowani Brujah jeszcze z Kartaginy...Ach gdyby znał tę historię pewnie znienawidziłby Ventrue jeszcze bardziej niż teraz. Po tych słowach zaczął pić ze swoich ludzi, ale starał się nie wypić z jednego więcej niż ekwiwalent jednego punktu krwi. Nie chciał ich uszkodzić, a było ich dużo. Jeśli mu się udało to pił aż poczuł najedzenie, nie chciał pić ponad stan. Oczywiste jest, że wampiry ciągle łakną, ale nie o to tutaj chodziło. Gdy skończył zalizywać ranę ostatniego z tych którym przypadł tym razem zaszczyt bycia bankiem krwi zapytał:
-Wszyscy się dobrze czują? Możemy jechać dalej?- Pytanie naprawdę wynikało z troski, wcześniej dokładnie zalizał ranę każdego ze swoich ludzi i wsiadł na motocykl. Gdy wszyscy stwierdzili, że są w stanie dalej jechać zaczął prowadzić ich do La Liberte...Musiał rozmówić się z Duchem
Ciąg dalszy opowieści (jeśli nic ich nie dorwało po drodze jeszcze)
z.t

Re: .Krwawy Haracz

#8
Tej nocy to mógł być pierwszy dobry pomysł Ridera. Po jakiego diabła miał narażać siebie i swoich chłopców w niepewnych robotach, gdzie nie wiadomo było, czy w ogóle wpadnie jakaś dobra kasa, skoro mógł znaleźć sobie robotę u jakiegoś dobrze płacącego Spokrewnionego. Co prawda mało kto za nim przepadał, ale prawdą było, że posiadał przydatne zdolności warte przynajmniej małej sterty zielonych. Paskudny charakter nadrabiał właśnie tymi zdolnościami, które wyróżniały go trochę pośród niedoświadczonych krwiopijców i pozwalały mu zabłysnąć.
Trzoda Ridera nie protestowała, gdy ten poprosił ich o vitae. Byli dość zadowoleni i lojalni na tę chwilę, by nie opierać się tej cokolwiek nietypowej prośbie. Poza tym, najedzony, silny szef oznaczał większe powodzenie zadań, których gang się podejmował, także to drobne poświęcenie było cokolwiek opłacalne dla całej grupy. Postawa Ridera wobec jego załogi również pomogła, dzięki czemu zbierając od każdego drobną daninę, w pełni uzupełnił swoje zapasy bez widocznego pozbawiania jego ludzi sił do pracy. (Uzyskano 4 Pukty Krwi).
Ekipa była gotowa do dalszej drogi. Nikt nie zdawał się marudzić. Cały gang wsiadł ponownie na swoje motory i wszyscy ruszyli za szefem w stronę Elizjum, gdzie Rider miał szukać okazji do zarobku.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron