Poszukiwania Misy (I)

Logan Square, Okolice "biura" Haysa

Poszukiwania Misy (I)

#1
Morri przyjechał w swoje rejony taksówką, jak zawsze jak na bogacza posiadającego ogólnokrajowe wydawnictwo faktycznie mógł zacząć wzbudzać podejrzenia, co prawda mógł robić za filantropa, poza tym nikt nie znał go z imienia i nazwiska. Wiedziano tylko, że wydawnictwo w papierach do niego należy, ale nigdzie nie występował jako postać medialna więc Maskarada powinna być raczej bezpieczna, z drugiej strony tak poważna misja jak ta którą otrzymał faktycznie zmuszała go do tego by wreszcie automobil załatwić. Mógł co prawda skorzystać z propozycji Primogen Róży, ale...Nie był wobec niej zbyt ufny. Faktycznie na pewno zyskał przysługę wśród jej klanu po ostatnich wydarzeniach, ale jeśli tak to nie chciał jej wszak marnować na tak marny gest. Szczegolnie, że istniał pewien znerwicowany Malkavianin z którym Morri mógłby się rozmówić. Otto Hays bo o nim mowa mieszkał w tym samym dystrykcie co Doktor Filozofii, a mimo to mało rozmawiali. Morri zaczął łączyć fakty w teorię spiskową. Co jeśli Misa zaginęła w tym samym momencie w którym Alexander rozmawiał z Primogenem w czasie Balu? W końcu Alistair chciał wtedy przywołać Haysa, ale ten nagle zniknął....Jeśli tak to Morri jest teraz w pułapce....Ręka mocniej zacisnęła się na lasce w której znajdowało się ukryte ostrze doktora, a on sam dokładnie się rozglądał.
-Cholera...Może to faktycznie on, jakieś zlecenie....Pieniądze, to w jego stylu- myśli kłębiły się w głowie Alexandra gdy mijał kolejne nieco opustoszałe o tej porze ulice Chicago, Misa...Maskarada....te słowa kłębiły się w jego głowie jeszcze bardziej niż w głowie innych świadków przemowy Arystarcha. Morri zaczął się poważnie zastanawiać nad działaniem owej Misy...."Misa Zbieżności:....W jaki sposób miałaby pomóc w walce z Sabbatem? Zbieżność-zbiegający się w jednym miejscu- zacytował z pamięci Słownik Języka Angielskiego--Może o to chodzi, może ta misa w jakiś sposób zbiera wszystkich i wszystko w jednym punkcie i dlatego jest tak potężna, z drugiej strony zbieżność znaczy też przecież "przypominający coś innego, np. zbieżne poglądy; podobny, zbliżony" w tym wypadku misa mogłaby....Manipulować czyimiś poglądami
-To przecież nieetyczne!- powiedział i dopiero wtedy zorientował się, że ostatnie zdanie wypowiedział na głos, rozejrzał się czy nikt go nie obserwował i po upewnieniu się, że nie, wrócił do przemyśleń, był już coraz bliżej rzekomego "biura"
-Jest też tłumaczenie "Konwergencja" ono zdecydowanie wskazuje bardziej na drugą opcję....
z przemyśleń o tym czy to co robi w ogóle jest moralne wyrwała go jednak jego ciekawość i fakt, że dotarł do celu podróży w którym to od razu zaanonsował swoje przybycie do lokalnego recepcjonisty czy kogoś innego kto pełnił tu taką funkcję:
-Doktor Alexander Howard Morri, chciałbym porozmawiać z Haysem. Jest?- wypowiedział te słowa z większa brytyjską flegmą niż zwykle, patrząc na swojego rozmówce z góry,podkreślał dokładnie każdy aspekt swojego akcentu, nie dało się być teraz bardziej brytyjskim niż Alexander Howard Morri z tych Morrich, Liverpoolskiej szlachty...

Re: Poszukiwania Misy (I)

#2
Przemyślenia, którym poddał się Alexander, mając więcej czasu na nie, mogłyby pobudzić w nim nerwice. Budujące się teorie spiskowe i analizy nazwy skradzionego obiektu wierciły dziurę w jego myślach, zahaczając nawet o kręgosłup moralny Spokrewnionego. Takie momenty jak ten sprawiały, że Malkavianin sam sobie był największym wrogiem, przynajmniej w momentach, kiedy stawał się całkowicie pochłonięty przez swoje barwne scenariusze i przemyślenia filozoficzne, wciągające go niemalże w inny świat. Zostawienie Morriego samego z jego myślami zdawało się być nawet dla niego nieco przytłaczające.
Alexander dotarł wreszcie pod wskazany adres, zapłacił taksówkarzowi i zrobił parę kroków w kierunku jego celu. Był to kilkupiętrowy, ceglany budynek, na parterze którego mieściło się coś na kształt biura, obok którego znajdowała się wysoka na dwa metry, metalowa brama wjazdowa, skutecznie zasłaniająca cokolwiek znajdowało się za nią. Okna w obiekcie biura były zasłonięte żaluzjami, zza których wydobywały się smugi światła. Drewniane drzwi frontowe były zamknięte, więc wampir musiał zapukać.
Po kilku chwilach ktoś wyjrzał zza żaluzji w oknie obok drzwi, a następnie uchylił lekko drzwi, wystawiając głowę. Był to wysoki mężczyzna o krótkich włosach, a także twarzy i posturze typowego osiłka, na którym dojrzał brązową kamizelkę i białą koszulę z podwiniętymi rękawami.
Image Czego? — Rzucił ostro do Alexandra, gdy tylko zobaczył jego twarz przez szparę w drzwiach. Gdy otrzymał odpowiedź, zmierzył wampira wzrokiem, jakby patrząc na jakieś dziwadło.
Image Czekaj tu. — Mężczyzna zamknął drzwi, a Morri stał w oczekiwaniu. Zdał sobie sprawę, że uprzejmości, piękny akcent i inne aspekty ogólnej etykiety zdawały się nie mieć tu szczególnego miejsca, przynajmniej nie w tym momencie i nie z tym człowiekiem. Wydawał się na pierwszy rzut oka - i ucha - dość prostym osobnikiem, który zapewne pełnił funkcję mięśniaka. Przyłożywszy bliżej ucho, nieumarły mógłby usłyszeć stłumione słowa "Szefie, jakiś ważniak do ciebie.". Dalsza część rozmowy nie była już zrozumiała.
Po chwili znów mógł usłyszeć zbliżające się, znajome już kroki. Drzwi otworzył ten sam facet, tym razem prawie na oścież.
Image Właź. — Burknął, schodząc Alexandrowi z drogi. Gdy ten wszedł do środka, wyjrzał na moment za drzwi w jedną i drugą stronę ulicy, po czym zamknął i zakluczył. Wnętrze tego zewnętrznego pomieszczenia było dość obszerne, umeblowane - jeśli tak można było to nazwać - tak, by w środku było dużo przestrzeni. Pod oknami znajdowało się kilka luźno rozstawionych stołów i krzeseł, gdzie siedział jeden, znacznie chudszy i mniejszy, pozbawiony zarostu facet po trzydziestce, czytając gazetę i paląc papierosa, a przeciwna ściana, pomiędzy znajdującymi się na dwóch końcach drzwiami z pomalowanego na ciemny brąz, drewna, znajdowały się półki i regały. Był to biednie wyglądający front, o który widać, że nikt szczególnie nie dbał. Nie było tam nic, co byłoby wartego uwagi władz, czy agentów śledczych.
Osiłek ruszył dalej przodem, ruchem dłoni wskazując Morriemu, by otwarte drzwi na drugim końcu pomieszczenia. Przeszedłszy przez te i kolejne drzwi, trafił do stosunkowo przyjemnie wyglądającej loży z barem i stołami, od której odchodziły kolejne dwie pary drzwi. W loży przesiadywało obecnie kilku szemranych typów w garniakach i kamizelkach, z których paru liczyło forsę, inny siedział z teczką dokumentów, kolejny czyścił szmatką pistolet, a jeszcze jeden właśnie uzupełniał półki baru o kolejne butelki z właśnie przyniesionej skrzyni.
Image Tamtędy do szefa. — Osiłek przystanął i wskazał Alexandrowi uchylone drzwi na końcu pomieszczenia, przy których siedział na krześle gość z wykałaczką w gębie, wpatrujący się spod kaszkietu podejrzliwie w Malkaviana. Gdy minął tego osobnika i wszedł do środka, jego oczom ukazało się dość schludne, aczkolwiek prosto wyglądające biuro szefa z licznymi szafkami na dokumenty, szafą na garderobę i kilkoma półkami na książki. W rogu stało parę drewnianych skrzynek, a za plecami Otto Haysa, który siedział właśnie za biurkiem, rozmawiając przez telefon, widniała mapa miasta Chicago, na której pinezkami oznaczone były różne miejsca. Hays zasygnalizował palcem, że zaraz skończy, a także by wampir zamknął za sobą drzwi, a gdy odłożył słuchawkę, wstał, rozciągnął ramiona i otworzył dłonie, spoglądając z uśmiechem na swego współklanowicza.
Image Ja pierdolę, Alexander Howard Morri w moich skromnych progach. — Gdy Morri był w zasięgu dłoni, Otto wyciągnął swoją przez biurko, by uścisnąć dłoń Alexandra na powitanie.
Image Siadaj no, mów co cię do mnie sprowadza. — Wskazał dłonią na jedno z dwóch stojących po stronie Alexandra krzeseł, a gdy ten spoczął, gospodarz również usiadł, spoglądając w oczekiwaniu na swojego gościa.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#3
Przemyślenia faktycznie mogły okazać się zabójcze, ale taka była cena krwi jaką Alexander płacił za spokrewnienie z Malkavem o ile wierzyć w legendę o Przedpotopowcach. Alexander sam właściwie nie wiedział jeszcze co myśleć o przeszłości Rodziny, faktycznie trochę się na niej znał, ale tak samo jak w historii Bydła im bliżej początku tym mniej było historii, a więcej mitologii, ale na szczęście dla stanu psychicznego Doktora nie było już czasu na dalsze przemyślenia, ponieważ oto stanął przed nim "Kark", bo inaczej tej pokraki nazwać Morri nie mógł. Spodziewał się takiego towarzystwa, ale nie aż takiego chamstwa. Czekał mocno poirytowany, chciał jak najszybciej opuścić to miejsce, ale najpierw musiał jeszcze porozmawiać z Haysem, jedyną osobą która prawdopodobnie zasługiwała w tym miejscu na szacunek Alexandra, w końcu Hays mimo wszystko był osobą, która weszła na kolejny stopień ewolucji....Osobą która poznała naturę i wagę śmierci. Z kolejnych przemyśleń które mogłyby doprowadzić Morriego do esencji jego obłędu wyrwały go otwarte drzwi i wręcz wepchnięcie go do środka przez tutejszy plebs.
Doktor patrzył oczywiście na wszystkich z góry, nawet na jegomościa z wykałaczką który wydawał mu się dziwnie znajomy, a więc są tu też Irlandczycy, po śmierci Stoddarda może być z nimi problem, ale właściwie czy Stoddard w końcu umarł? Morri już zapomniał, a może po prostu wyparł to z pamięci. Skupił się teraz na czymś innym, obserwując tych ludzi zdał sobie sprawę, że...Oni też, a właściwie tylko oni, bo Morri jest martwy rządzą tym państwem, to tacy jak oni mogą doprowadzić do kolejnej wielkiej wojny...Doktor wzdrygnął się, przypomniał mu się widok jego ojca, który wrócił z rewolucji, która stworzyła państwo w którym obecnie był, bez ręki, przypomniało mu się całe okrucieństwo wojen, całe bestialstwo niższych warstw społecznych, które zasługiwały wszak tylko na pańszczyznę u inteligenta takiego jak on, gdyby miał ślinę i byłby to odpowiedni moment na pewno by splunął. Przed wejściem do Otta wpadło mu do głowy jeszcze jedno wspomnienie....uciekanie od prześladujących go pozostałych studentów. Czy to nie jest właśnie to co może stać się z Rodziną jeśli Maskarada zostanie złamana? Tak, Maskarada była ostatnio lotnym tematem w Chicago więc nie mogła opuścić także głowy tego który za jej przestrzeganie został publicznie pochwalony
Nie było jednak czasu, by dalej rozmyślać, musiał wejść do "paszczy lwa", Hays właśnie rozmawiał przez telefon, Morriemu rzuciła się w oczy mapa, pewnie tam zaznaczają które tereny są już przez nich zajęte w co zresztą Morri przecież nie wątpił. Doktor zamknął drzwi.Gdy Hays podał mu rękę, on oczywiście odwzajemnił uścisk, chociaż był na pewno dużo lżejszy niż uścisk mafijnego bosa:
-Dobry Wieczór Otto, widzę, że interes się kręci- w tym momencie wskazał swojemu rozmówcy wzrokiem mapę która znajdowała się za nim, a następnie usiadł na wskazanym przez gospodarza krześle
-Pozwól przyjacielu, że pominę dworską etykietę, bo wiem, że nie lubisz tracić czasu, chciałbym od Ciebie zakupić automobil i jeśliby się udało, wynająć kierowcę na jedną noc, bo jutro powinienem już "napoić" swojego. Wiesz doskonale o czym mówię, prawda?- Morri liczył na błyskotliwość Ancilae, zresztą w takich miejscach ściany zawsze mają uszy, a nie wiedział na ile ludzie Haysa są zaznajomieni z jego naturą w związku z tym nie chciał ryzykować złamania Maskarady, swoją drogą Morri zaciekawił się entuzjazmem z jakim Hays go przywitał...Czyżby wiedział? Paranoja Brytyjczyka sprawiła teraz, że dokładniej przyjrzał się twarzy swojego rozmówcy.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#4
Image
Współpraca z różnymi narodowościami nie była szczególnie zaskakująca u Haysa, czy Hawthorne'a. Oboje zdawali się trzymać sztamę z niemałą liczbą Europejskich imigrantów, pośród których byli Polacy, Żydzi, czy również Irlandczycy, jak i również inne narodowości. Tak szerokie kontakty ułatwiały oczywiście interesy, to też nie było dziwnym, że tak wielu było na liście płac Malkavian.
Alexander nie miał zamiaru marnować ani chwili i od razu przeszedł do sedna sprawy. Nie tylko znane były wybuchy niecierpliwego gangstera, ale również samo przebywanie w tym miejscu z pewnością nie należało do przyjemności. Wobec tego im szybciej mógł załatwić to, po co tam przyszedł, tym lepiej. Otto. miast pokiwać samą głową, wręcz bujnął się w fotelu, przyglądając się Morriemu z zainteresowaniem.
Image Chcesz wóz i do tego kierowcę, hę? — Wampir poprawił swój kapelusz, patrząc na gościa nieco spode łba, zastanawiając się przez krótką chwilę, nim kontynuował.
Image Mógłbym ci coś opchnąć, ale pytanie brzmi; co konkretnie potrzebujesz i czy masz kasę. — Otto był gotowy do ubicia interesu ze swym współklanowiczem. Brzmiało to tak, jakby był rzeczywisty wybór. Alexander nie był obeznany w motoryzacji, ale z kilku kolorowych reklam, jakie mogły przewinąć mu się przed oczami na przestrzeni ostatnich lat, mógł już wiedzieć, że ceny automobili były bardzo różne, a najtańsze kosztowały jakieś pięćset dolców. Można było wnioskować, że Hays posiadał na stanie przynajmniej parę pojazdów, które mógł sprzedać, jednak Alexander nie miał nieograniczonych zasobów i jeśli chciał pozwolić sobie na luksus, to musiał liczyć się z większym wydatkiem.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#5
Alexander siedział na krześle całkowicie spięty, nie czuł się dobrze w tym miejscu i zarówno jemu jak i Haysowi na pewno zależało na szybkim załatwieniu sprawy, gdy Otto zadał pytanie doktor delikatnie kiwnął twierdząco głową ciągle patrząc w oczy swojemu rozmówcy. Gdy przeszło do potwierdzenia chęci transakcji, ale nie obyło się bez pytania o szczegóły. Alexandra ogarnął jeszcze większy niepokój, nie znał wielu marek samochodowych, za jego czasów po ulicach jeździły jeszcze dorożki, a on i tak zwykł spacerować pieszo. Morri wyciągnął spory plik banknotów (nie wyciągnął jednak całości, a jedynie jakąś jedną trzecią tego co miał przy sobie) umiejscowiony w kieszeni jego marynarki i zdając sobie sprawę z tego, że najtańszy z samochodów nie jest dla niego jakimś dużym wydatkiem powiedział:
-Potrzebowałbym raczej jakiejś osobówki ze średniej półki, myślę, że są na taką fundusze-podniósł w tym momencie plik banknotów do góry,- a jeśli nie, to mam jeszcze sporo pieniędzy w bibliotece
Alexander przyjrzał się dokładnie reakcji gangstera na jego słowa, starał się wybadać czy te pieniądze były wystarczające na jego oczekiwania, zresztą Hays na pewno zawyży cenę, ale Morri miał przecież spore dochody z wydawnictwa, a i ostatnia inwestycja w szkołę powinna się kiedyś zwrócić w związku z tym nie przejmował się aż tak bardzo wydatkiem jaki mógł go tutaj spotkać. Obserwował Otta przez krótką chwilę po czym dodał:
-Zresztą Otto, jesteśmy przecież Rodziną. Na pewno polecisz mi coś dobrego.- uśmiechnął się lekko do swojego Współklanowicza jakby liczył na jakąś podpowiedź, ale tak naprawdę Morri zrobił to dla rozładowania atmosfery, czuł jak jego krew buzuje pod wpływem braku posiadanej wiedzy, chciał ją poszerzyć i to jak najszybciej. Na szczęście obsesja nie przybrała jeszcze takiej formy by zacząć krzyczeć, ale kto wie ile potrwa jeszcze samokontrola Doktora:
-Jak tylko będę miał wolną chwilę, poczytam o samochodach obiecuję, obiecuję, OBIECUJĘ!!!- przeszło przez głowę Spokrewnionego

Re: Poszukiwania Misy (I)

#6
Image
Napięcie zdawało się być odczuwalne, co można było zauważyć po pewnych subtelnych sygnałach w mimice Otto, stale spoglądającego w oczy Morriego. Mogło to być trudne do zniesienia, gdyż przeszywający, ostry wzrok tego Malkaviana był dość nieprzyjemny.
Kontakt wzrokowy został na moment zerwany, kiedy na biurku pojawiła się forsa. Hays chwycił za stertę banknotów, sprawnie i szybko przeliczając całość. Po kilku sekundach odłożył całość na blacie, znów spoglądając na swego gościa.
Image Jeśli chcesz coś ze średniej półki, to lepiej dołóż drugie tyle, stary. — Rzucił beznamiętnie. Alexander mógł oczywiście zmniejszyć swoje wymagania i wziąć rzeczywiście najtańszą brykę, jaka była dostępna. Z jednej strony dobrze by było jeździć czymś mniej pospolitym, nieco wyróżniającym się na tle pospólstwa, ale z drugiej nie potrzebował tak naprawdę niczego kosztownego, a poza tym nie chciał koniecznie zwracać uwagi.
Hays zaśmiał się, kiwając przy tym głową, w reakcji na wspomnienie o więzach Rodzinnych. Mimo iż w żyłach obu wampirów płynęła przeklęta krew Malkava, Alexander nie próbował wykorzystać tego celem negocjacji cenowej, a jedynie, z perspektywy Haysa, do uzyskania porady, co wcale mu nie przeszkadzało.
Image Tak, tak, jesteśmy praktycznie braćmi. No ale jeśli chcesz coś 'dobrego', to jak mówię, rzuć coś więcej. — Dodał z lekkim uśmiechem, wykonując zapraszający gest ręką, spoglądając oczekująco na Morriego.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#7
Alexander zaczął spokojnie przeszukiwać swoje kieszenie, w pewnym momencie wyciągnął faktycznie "drugie tyle" z innej kieszeni kamizelki i położył na stole:
-Widzę, że nie oszukujesz. Chyba się dogadamy, prawda?- w tym momencie przysunął oba pliki banknotów bliżej Haysa uśmiechając się lekko. Odpowiadając pewnie na lekko zniesmaczony wzrok swojego brata dodał szybko:
-Przepraszam jeśli to nietakt, ale słyszałem, że w waszym środowisku brak prób targowania jest uznawany za brak szacunku, a nie chciałbym Ci czegoś takiego okazywać drogi przyjacielu- wystawił rękę przez biurko jakby do dobicia targu -Wszystko się zgadza? Jeśli tak to prosiłbym Cię o ukazanie mi mojego nowego zakupu. Ufam, że spełni moje oczekiwania.
Jeśli Otto postanowił dogadać się na tym etapie z Alexandrem ten drugi zacisnął lekko jego dłoń w męskim uścisku i uśmiechnął się do niego. Nie były tu potrzebne zbędne dodatkowe słowa, wystarczająco dużo kłębiło się teraz w głowie "upokorzonego" Doktora, który zaczął w pamięci wertować wszystkie informacje jakie posiada na temat motoryzacji. Może pamiętał chociaż datę złożenia pierwszego automobilu, albo datę pierwszego wyścigu, może z czego składa się silnik? Obsesja Malkavianina zaczynała się kotłować i wiedział już, że przed wyruszeniem w drogę będzie musiał przetrząsnąć swoją bibliotekę w celu znalezienia jakiejkolwiek informacji, która uzupełni jego karygodny brak w wiedzy. Otto mógł zauważyć, że oczy jego rozmówcy stają się coraz bardziej nieobecne. Trochę już obaj w Chicago funkcjonowali, gangster zapewne wiedział co to znaczy, krew ich wspólnego przodka dawała o sobie znać z tego też powodu obaj byli w tej chwili bardzo niecierpliwi i zapewne chcieli zakończyć tę transakcję jak najszybciej

Re: Poszukiwania Misy (I)

#8
Image
Gangster zadowolony pokiwał głową, chwytając za kolejną kupę pieniędzy i licząc równie błyskawicznie, co pierwszą. Uśmiechnął się szeroko. Wyglądał na zdecydowanie zadowolonego. Był biznesmenem, więc sterta zieloniutkich dolarów niewątpliwie działała pozytywnie na jego humor.
Image No, jest dobrze. I stary, wyluzuj. Negocjacje to część interesów. Tylko kretyn by się nie targował. — Malkavian uścisnął dłoń Morriego, potwierdzając transakcję, po czym obszedł swoje biurko i skierował się do drzwi.
Image Dobra, chodź. — Gdy otworzył drzwi i wyszedł z pomieszczenia, osobnik siedzący przed chwilą na krześle poderwał się na równe nogi, podczas gdy oboje nieumarłych przeszło obok niego. Przeszli przez drzwi, które prowadziły na zewnątrz, na duży plac pomiędzy budynkami, gdzie znajdował się niski, ceglany budynek z dużą bramą wjazdową. Na pierwszy rzut oka przypominało to jakiś magazyn lub garaż. Na zewnątrz stała ciężarówka z podwiniętą tylną płachtą, do której ludzie, należący najpewniej do Haysa, ładowali skrzynie. Niedaleko dwójka palących papierosy mężczyzn przyglądała się Alexandrowi podążającemu za szefem tego gangu. W połowie drogi do garażu, usłyszeć można było trzask skrzyni dobiegający zza ciężarówki. Otto zatrzymał się i zwrócił uwagę w tamtym kierunku.
Image Durnie, kurwa! Uważajcie do chuja ciężkiego! Jak wam za ciężko, to was wyręczę, tępe pizdy! — Ryknął tak, że pewnie słyszeli go dwie przecznice dalej. Większość ludzi Haysa, znajdująca się na placu, pozostała niewzruszona. Tylko kilku się wzdrygnęło. Ta większość najpewniej przywykła już do wybuchów swojego szefa i, o ile sami nie narozrabiali, to nie musieli się tym przejmować.
Image Przepraszam cię stary, czasami jak nie wrzaśniesz, to nie rozumieją. — Zwrócił się do Alexandra spokojnym głosem, ruszając dalej. Wykonał gest głową w stronę stojącego najbliżej bramy człowieka, który momentalnie ruszył się i zabrał za jej otwarcie. Oczom Alexandra ukazał się dość pojemny magazyn, będący jednocześnie garażem i warsztatem. Było tam zaparkowanych kilka wozów, z czego część była przykryta płachtą. Nie brakowało tam mniejszych i większych skrzyń, znajdujących się z dala od wozów, pod ścianami, składowanych jedne na drugich.
Image Lenny! — Otto krzyknął pokonując parę metrów wewnątrz magazynu. Zza jednego z automobili na drugim końcu wyłonił się średniego wzrostu, dobrze zbudowany facet o krótko ściętych włosach, w stroju roboczym i z pasem narzędziowym, jak i również z brudnymi od smaru rękoma. Malkavianin uniósł ramię do góry i ruchem ręki wykonał zapraszający gest. Lenny skierował się w stronę wampirów.
ImageHej szefie, o co chodzi? — Rzucił pytaniem z uśmiechem na twarzy. Zdawał się mieć przyjazne usposobienie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wyglądał na zadowolonego i gotowego do pracy.
Image Skończyłeś ogarniać tego zieloniutkiego Overlanda? — Spojrzał pytająco na mechanika.
ImageOverlanda? Tak, przedwczoraj zrobiłem go na połysk i zatankowałem. — Śmiertelnik odparł z pewną dumą w głosie.
Image Świetnie Lenny. Ma nowego nabywcę, więc pokaż mu gdzie on jest i daj mu kluczyki. — Lekkim ruchem głowy nieumarły wskazał na Alexandra, mówiąc o nowym właścicielu pojazdu.
ImageRobi się, szefie. Za mną proszę. — Facet był rzeczywiście przyjazny i uprzejmy. Wyglądało na to, że czerpał przyjemność ze swojej pracy, a i szef zdawał się traktować go w porządku. Obaj Spokrewnieni ruszyli za Lennym, a gdy dotarli do jednego a pojazdów okrytych szarą płachtą, śmiertelnik ostrożnie ściągnął ją, odsłaniając ciemnozielony pojazd z czarnym dachem. Lakier wręcz błyszczał, auto było czyste i wyglądało niemalże jak nowe.
ImageOto i on, Overland Model 83 Touring z 1915 roku. Piękne auto, prawda? Może pomieścić piątkę ludzi, więc jest bardzo ładowne. No i do tego ma składany dach, co się przydaje w słoneczne dni. — Podekscytowany mężczyzna wymienił oprócz tego jeszcze kilka detali technicznych, takich jak prędkość, stosunkowo nieduży przebieg, jak i również informacje o silniku i skrzyni biegów, które niewiele mówiły Morriemu. Jednak z tego co było widać i opierając się na tym, co mówił mechanik Haysa, auto było warte swojej ceny.
ImageAaa tak, kluczyki i dokumenty. Proszę zaczekać, zaraz je przyniosę. — Mężczyzna przetarł brudne już czoło i ruszył w stronę znajdującego się po prawej stronie niedużego pomieszczenia biurowego, gdzie najpewniej znajdowały się kluczyki do wszystkich aut znajdujących się w tym garażu.
Image I jak? Podoba się? — Zapytał Hays, szczerząc się lekko, nadal zadowolony z ubitego interesu. Można było się nad jego radością trochę zastanowić. Skąd właściwie miał to auto? Jaka była jego historia? Tego raczej nie miał szans się dowiedzieć. Lenny wspomniał coś o dokumentach, więc wyglądało na to, że będzie miał potwierdzenie legalnego nabycia pojazdu, a przynajmniej na takie wszystko się kreowało. Jakiekolwiek było pochodzenie tego pięknego automobilu, było wątpliwym, by tak odpicowany pojazd miał być źródłem problemów. Nawet jeśli był 'ściągnięty' z trupa jakiegoś rywala gangu Haysa, to można było się spodziewać, że Malkavian i jego ludzie zadbaliby o zatarcie potencjalnych śladów zbrodni.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#9
Morri również był zadowolony z tego, że udało mu się tak szybko dobić targu, oczywiście miał świadomość, że prawdopodobnie przepłacił o czym mógł świadczyć fakt wielkiego zadowolenia Otta, ale nie bardzo to teraz Alexandra interesowało. Podążał niczym cień za gangsterem mając dumnie uniesioną głowę i dostojny krok arystokraty, którym Malkavianin przecież był. Starał się nie zwracać większej uwagi na nic i nikogo poza Haysem i...Pojazdami, które to teraz skutecznie karmiły jego obsesję.
-Ciężarówka- pomyślał gdy mijali ten właśnie pojazd, zaczął się jej przyglądać na tyle na ile mógł w czasie ruchu, liczył, że dowie się czegoś więcej z samej obserwacji, ale była to raczej próba uśpienia jego szaleńczej bestii, a nie realna próba dowiedzenia się czegoś. Przez jego obecny stan nawet nie do końca był pewien dlaczego jego Współklanowiec nagle wybuchł, bo musiało się to stać skoro ten go teraz za jakiś wybuch przepraszał, Morri wyrwany z transu powiedział tylko:
-Tak, rozumiem jakbym współpracował z taką klasą społeczną też pewnie bym wybuchał. Nie przejmuj się- po tych słowach Doktor z odrazą spojrzał na "roboli" przerzucających teraz skrzynki dla Potężnego Nieumarłego, dla kogoś kto zrobił krok dalej w swojej marnej egzystencji...Niby przez przypadek, a jednak komuś zaimponował. Ludzie tacy jak oni mogli być tylko marnymi i upośledzonymi narzędziami w rękach Kainitów, w przeciwieństwie do ludzi Wiedzy, gdyby Hays burknął tak na bibliotekarza, nauczyciela czy artystę Morri nie byłby tak wyrozumiały, ale teraz...Morri nawet popierał takie traktowanie Bydła.
W końcu obaj Panowie dotarli do czegoś na kształt garażu, a Otto od razu zawołał kogoś kto się tym miejscem prawdopodobnie opiekował i to z o wiele większą grzecznością niż w stosunku do innych swoich ludzi -Czyżby Ghoul?-przeszło przez głowę Alexandra. Po chwili rzekomy Lenny pojawił się wśród Nieumarłych, pomimo przyjaznego usposobienia nie wzbudził sympatii Morriego....Nie był wszak inteligentem co warunkowało sympatię tego nieumarłego w stosunku do śmiertelnych. Alexander przysłuchiwał się rozmowie Gangstera z jego Mechanikiem i starał się nie zdradzać żadnych emocji, w jego głowie utkwiła tylko nazwa samochodu który właśnie kupił:
-Overland...Koniec ziemi, ciekawa nazwa na markę samochodu, chyba, że to slang....- myśli zaczęły kłębić się w głowie Szaleńca, może faktycznie za bardzo analizował wszystko co się do niego mówiło? Pewnie tak, ale w końcu szukał esencji, a esencję można znaleźć tylko wchodząc głębiej. Co prawda egzystencjalizm był bardzo młodym nurtem, który powstał już po śmierci Morriego, a na jego prawdziwe powstanie trzeba jeszcze trochę poczekać, bo obecnie mówi się raczej o protoegzystencjalistach pokroju Kierkegaarda czy chociaż to dużo bardziej kontrowersyjna opinia Nietzschego to Doktor dzięki właśnie temu nurtowi mógł na chwilę oderwać się od irytujących myśli na temat motoryzacji, no bo skoro wszystko można sprowadzić tylko do skoku wiary jak mówił Duńczyk to czy cała "wiedza" nie jest jedynie przypuszczeniem lub wiarą? Nie, ta pułapka była dla niego jeszcze bardziej niebezpieczna, aż na chwilę złapał się za głowę:
-A co jeśli ten sceptycyzm jest uzasadniony? A co jeśli to wszystko....- w tym momencie na szczęście z innego świata wyrwał go głos mechanika mówiący "proszę za mną". Morri więc poszedł za Lennym i jego myśli ponownie przeniosły się na temat motoryzacji, bardzo podobał mu się ten automobil, mroczny kolor, klasyczny styl przypominający trochę powóz konny, Morri był usatysfakcjonowany, nawet nie zareagował na "dowcip" ze słonecznym dniem, słuchał natomiast dokładnie parametrów swojego nowego nabytku starając się coś zapamiętać. Gdy mechanik zniknął po dokumenty i kluczyki, a Hays zapytał o wrażenia Morri odpowiedział:
-Nie ukrywam, że bardzo mi się podoba, kojarzy mi się z....Młodością, że tak to określę, ale mam dwa pytania. Będzie szansa wynająć od Ciebie jeszcze tego kierowcę?- poczekał chwilę na odpowiedź po czym zadał drugie pytanie:
-Jestem też ciekaw jak skończył poprzedni właściciel, ale widzę, że dokumenty będą czyli znacie się na swojej robocie- uśmiechnął się do Haysa, ta wypowiedź była faktycznie jednocześnie drobnym stryczkiem w nos, ale też i komplementem.
Po tej krótkiej wymianie zdań Morri postanowił dokładnie obejść samochód dookoła by mu się przyjrzeć.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#10
Image
Nawet w tak prostej i jasnej sytuacji, szaleństwo Malkaviana dawało o sobie znać, dręcząc jego umysł za sprawą płytkiego tematu, jakim była nazwa marki samochodu, który właśnie zakupił. Zagłębianie się w niewidoczne, a w niektórych wypadkach nawet i nieistniające, warstwy niemalże każdego słowa wypowiedzianego w jego kierunku, zdawało się wręcz niezdrowe. W nieodpowiedniej sytuacji mogło by to wręcz skutkować nieprzyjemnościami. Oczywiście Otto zauważył zachowanie swojego 'klienta' i uniósł brwi widząc, jak ten chwyta się za głowę, nie komentując tego jednak.
Wspomnienie o słońcu mogło niekoniecznie być żartem. Jeśli Lenny był śmiertelnikiem i nie był świadom natury swojego szefa, a co za tym idzie, jego obecnego tam współklanowicza, to z jego perspektywy mógł to być zupełnie niewinny, zachęcający klienta, komentarz.
Image Kierowcę, hę? — Wampir pogładził się po brodzie, myśląc przez krótką chwilę.
Image Po prostu lubisz wygodę, czy... — Zbliżył się nieco do Alexandra, po czym znacznie cichszym tonem, przysłaniając dłonią usta z przeciwnej strony, dodał.
Image ... nie potrafisz prowadzić? — Uniósł brwi i odsunął się, spoglądając na Malkaviana pytająco. Nie zdawał się mieć na celu wyśmiewania współklanowicza w razie, gdyby nie wiedział jak kierować pojazdem, ale zdecydowanie był ciekawy powodu, dla którego tak zależało mu na najęciu kierowcy.
Image Stary, nic się nie przejmuj. Wszystko jest ogarnięte i legitne. — Odparł pewny siebie - oraz sytuacji - z uśmiechem. Raczej nie przetrwałby ze swoim biznesem tak długo, gdyby leciał w kulki i zostawiał za sobą burdel, także nie było powodu, by podejrzewać, że coś miałoby być nie tak.
Przyglądając się pojazdowi mógł zauważyć, iż rzeczywiście został pięknie wypolerowany. Czysta karoseria bez zarysowań, koła napompowane, reflektory całe, a skórzane obicia siedzeń bez chociażby małej plamy. Wóz naprawdę sprawiał wrażenie jakby niedawno co opuścił fabrykę. Nie wiadomo w jakim był stanie wcześniej, ale było jasne, że Lenny postarał się, by automobil wyglądał porządnie. Pozostawało mieć nadzieję, że działa równie dobrze, co prezentuje się wizualnie.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#11
Kiedy Otto zadał pytanie o kierowcę Morri lekko zmarszczył brwi i nasunął cylinder bardziej na swoje oczy. Co prawda nie było się czego wstydzić nie była to przecież wiedza książkowa, a bardziej praktyczna jednak przyznanie się bezpośrednie do nieumiejętności prowadzenia automobilu karmiło jeszcze bardziej manię Doktora. Odpowiedział więc cicho na pytanie gangstera:
-Jeśli mam być szczery to oba, całe życie miałem woźnicę albo szedłem pieszo, a pojawienie się automobili całkowicie przespałem- odpowiedział szczerze i bez zbędnych ogródek, z tego co wiedział Hays był w podobnym wieku więc mógł wiedzieć co Alexander miał na myśli, zresztą byli teraz sami doktor mógł sobie pozwolić na nieukrywanie prawdziwego wieku.
Gdy Gangster odpowiedział na drugie bardziej żartobliwe pytanie Howarda ten spojrzał na niego dobrodusznie ponownie wyciągając oczy spod cylindra:
-Ani przez chwilę w to nie wątpiłem przyjacielu- powiedział raczej ciepło, chociaż w typowy dla siebie pozbawiony emocji sposób
Oglądając automobil ze wszystkich stron spojrzał na Otta by wyrazić swój podziw:
-No nie powiem, ten cały Lenny zrobił bardzo dobrą pracę. Powiedz mi....Czy on o wszystkim wie?- zapytał raczej z czystej ciekawości, a może właśnie dlatego by nakarmić swoją manię, po to by szepty w jego głowie stały się....Spokojniejsze? Może to był prawdziwy cel Morriego, nie wiadomo. W każdym razie najbardziej zależało mu teraz na kierowcy, nie miał pojęcia jak to coś włączyć, a co dopiero jak się tym nie rozbić, ale i tak i on i Otto czekali razem na powrót Mechanika więc można było zagaić trochę rozmowę

Re: Poszukiwania Misy (I)

#12
Image
Odrobinę widoczne było lekkie rozbawienie Malkaviana na widok reakcji swego współklanowicza, jak i jego odpowiedzi na zadane pytanie. Hays obracał się najwyraźniej w towarzystwie, które rozumiało współczesną technologię, z gangiem, który miał z resztą swój własny garaż. Chyba nie było dla niego codziennością mieć do czynienia z ludźmi - czy też nieumarłymi - niezaznajomionymi z nowinkami technologicznymi. Nie było jednak, w przypadku starszych wampirów, szczególnie zadziwiające, że niektórzy z nich nie zaadoptowali się do nowych czasów. Niektórzy Spokrewnieni wciąż woleli dorożki ponad hałaśliwe, smrodzące automobile, a ci, którzy zdecydowali się korzystać z tych pojazdów, najczęściej mieli właśnie swoich szoferów, bądź poruszali się taksówkami. Egzystencja Alexandra rozpoczęła się na długo przed pojawieniem się tych maszyn i wciąż pamiętał świat przed rozprzestrzenieniem się tych trendów technologicznych.
Image Haha, rozumiem. Nie ma sprawy, na jedną noc mogę 'wypożyczyć' ci jednego z moich chłopców. Pasuje? — Nie miał oporów przed wynajęciem jednego ze swoich gangsterów do użytku Morriego na krótszy czas. Potrzebował jednak swoich ludzi, więc nie było się co spodziewać, że odda jednego z nich - nawet jednemu ze swoich - na dłuższy okres. Alexander musiał pomyśleć o załatwieniu sobie kogoś na stałe do roli szofera. Jego ghul mógłby się tym zająć, gdyby nie fakt, że miał na głowie interes do doglądania.
Image Lenny to dobry chłopak. Zawsze przykłada się do swojej roboty. — Otto pokiwał głową z pewną dumą. Lenny musiał być jednym z tych ludzi, którzy rzadko go zawodzili, o ile w ogóle. Tymczasem chwilę wcześniej ochrzaniał swoje muły za upuszczoną skrzynię. Do swojego mechanika podchodził niemalże z pewną życzliwością, podczas gdy w towarzystwie reszty wydawał się bardziej spięty i surowy.
Image Moi chłopcy nie mają o niczym pojęcia. Różnie się może zdarzyć, a nie chciałbym, żeby ktoś coś chlapnął. Wiesz jak jest. — Odpowiedział na pytanie Morriego krzywiąc się lekko. Przy tak dużej operacji faktycznie problematyczne byłoby utrzymanie sekretu, czy to wewnątrz tej organizacji, czy poza nią, w jakichś mało sprzyjających okolicznościach. Gangsterzy mają swoich wrogów, którzy na różne sposoby chcą pozyskać informacje o tym, kto zarządza operacją. Przekupstwo, zastraszanie, tortury. Metod co nie miara, a cel jeden, to też nie jest zaskoczeniem, że Hays trzyma swoją naturę w tajemnicy.
Z biurowego pomieszczenia wynurzył się wreszcie Lenny, mając w rękach dokumenty i klucze do pojazdu. Zbliżył się do wampirów energicznym krokiem, wyraźnie zadowolony i uśmiechnięty, wyciągając dłonie w stronę wampira.
ImageProszę bardzo. Oto dokumenty i kluczyki. — Mężczyzna wręczył nowemu nabywcy jego własność. Dokumenty, znajdujące się w szarej teczce, miały pewne ślady 'użytkowania'. Kilka niedużych, jaśniejszych i ciemniejszych plam po różnych cieczach było widocznych na papierze, jednak bez większych uszkodzeń i z wciąż wyraźną, bezproblemową do odczytania treścią. Wszystko było jasne, osobnik w posiadaniu tego dokumentu był właścicielem pojazdu.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#13
Chociaż rozmowa kleiła się dobrze Alexander nie miał wiele do dodania, przytaknął jedynie ze zrozumieniem na informację o tym, że "chłopcy" Haysa niczego nie wiedzą. Fakt informowanie o czymś tak skomplikowanym tych nieuków mogłoby być poważnym naruszeniem Maskarady, zresztą po co Otto miałby to robić i bez tego zyskiwał przewagę nad nimi w postaci hierarchii dodatkowe zastraszanie ich było bez sensu, Otto nie był przecież Diabłem tylko Obłąkańcem, Rycerzem Księżyca...Chociaż Morri najbardziej umiłował dla swego klanu przydomek Oświeceni, kojarzyło mu się to trochę z dzieciństwem, chociaż badania prowadził już we wczesnym romantyzmie to sentyment do dzieciństwa pozostał w nim na wiele, wiele lat już po jego śmierci. Kiedy Lenny oddał mu kluczyki i dokumenty Alexander schował je w kieszeni marynarki i kiwnął Mechanikowi głową na znak podziękowania, a następnie zwrócił się do swojego współklanowca:
-W takim razie prowadź mnie do tego kierowcy Otto- Morri postanowił nie komentować lekko zaplamionych dokumentów i tak chciał załatwić sprawę jak najszybciej. Musiał uzupełnić zapasy pieniędzy w swojej bibliotece więc nie było czasu na kolejną długą dyskusję na temat tego czy ciecz na tym papierze to rozlany alkohol, a może zastygła krew....Krew jedyna ciecz która miała od wielu lat znaczenie dla Malkavianina, pomyślenie o niej było błędem, na szczęście był najedzony, bo inaczej jego oczy mogłyby się niechybnie zrobić czerwone. Morri zaczął się jednak zastanawiać jak to jest możliwe, ze w smaku krwi można wyczuć temperament osoby z której się spożywa, jak to jest możliwe, że Arystokraci i ich podniebienia rozróżniają we krwi kolor włosów....To musi być jakaś magia, a może warto któregoś z nich o to zapytać? Tak, Tak! Warto na pewno, na pewno na pewno.
W momencie gdy kłębiły się w nim te myśli on dalej patrzył na Haysa, który nie mógł wiedzieć co tym razem utkwiło w głowie jego Brata

Re: Poszukiwania Misy (I)

#14
Image

Image Dzięki Lenny, możesz wracać do roboty. — Zwrócił się do mechanika, który z uśmiechem skinął głową i ruszył wgłąb warsztatu, podczas gdy Otto ruszył do wyjścia, sygnalizując ręką do Morriego, by podążył za nim.
Image Dobra, chodź. — Malkavianie wyszli z warsztatu i skierowali się na bok, gdzie dwójka mężczyzn, jeden w szarym, drugi w brązowym garniturze i kaszkiecie, byli zajęci rozmową. Facet w brązie popalał papierosa, podczas gdy drugi sączył alkohol z na wpół wykończonej butelki. Oboje wyprostowali się, gdy zobaczyli zbiżającego się szefa.
Image Dobra chłopaki, który z was jest trzeźwy? — Popatrzał po obu, unosząc łeb. Mężczyzna z papierosem uniósł nieznacznie dłoń.
Image Świetnie. Glen, nie masz nic do roboty, więc tej nocy posłużysz mojemu przyjacielowi za szofera. Zabierzesz pana Morriego jego wozem gdzie tylko sobie zażyczy, jasne? — Otto wskazał palcem na mężczyznę, zwracając się do niego po imieniu, po czym wskazał gestem głowy na Alexandra, wspominając o nowym zadaniu dla swojego człowieka. Facet z papierosem pokiwał głową.
Image A ty weź się ogarnij i zrób coś pożytecznego. — Wampir spojrzał krzywo na nieco spitego mężczyznę, który skinął i spuścił lekko głowę ze wstydem, oddalając się w pośpiechu. Hays raz jeszcze zwrócił się do swego współklanowicza.
Image No, to chyba już wszystko. Z tego się rozliczymy później. Możesz śmiało jechać, brama będzie otwarta. — Uśmiechnął się szerzej, odsłaniając zęby. Jego słowa wskazywały na to, że celowo zostawił kwestię zapłaty za wynajęcie człowieka na później. Zapewne nie będzie oczekiwał w takim wypadku pieniędzy, a raczej jakiejś przysługi.
Wampir spojrzał w stronę człowieka przy bramie, uniósł dłoń i wykonał gest, będący najpewniej rozkazem, by otworzono bramę.
Image Powodzenia na drodze. — Uchylił lekko kapelusz w geście pożegnania, wracając do głównego budynku. Alexander mógł teraz skierować się do swego nowo nabytego pojazdu, tym razem już z tymczasowym szoferem, którego miał do dyspozycji na resztę nocy.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#15
Morri skinął głową na pożegnanie Lennemu i ruszył za Haysem, dalej był dumny jak paw w miejscu pełnym ludzi którymi gardził, przyglądał się spokojnie tym pokrakom z których jeden niszczył sobie płuca papierosem, a drugi wątrobę alkoholem....-Odrażające- pomyślał i patrzył spod łba na obu. Gdy Hays skończył ochrzaniać obu i wskazał Morriemu tego z papierosem, chyba miał na imię Glen, że to on wypełni przysługę. Doktor omotał wzrokiem gangstera i powiedizał:
-W takim razie dziękuję Otto, rozumiem przysługa za przysługę po czym Alexander wystawił rękę na pożegnanie do swojego Współklanowicza. Następnie zwrócił się do "Glena"
-Dobrze, nazywam się Doktor Morri i cieszę się, że mi pomożesz. Od dawna palisz?-powiedizał to wszystko z bardzo brytyjską flegmą, gangster raczej go nie polubi, ale Morri przynajmniej stwarzał pozory. Machnął ręką gangsterowi by szedł za nim kiedy zbliżał się do samochodu podał Glenowi kluczyki, poczekał chwilę aż jego szofer otworzy mu tylnie drzwi, jeśli nie miał na tyle etykiety sam to zrobił i wsiadł do środka.
-Zawieź mnie do biblioteki w North Center,3940 N Western Ave. Na pewno bywasz czasem w bibliotekach.- stwierdzenie faktu o bytności w bibliotekach swojego nowego szofera było trochę szydercze, ale Morri naprawdę liczył, że trafił jednak na kogoś z głową na karku.
Alexander planował oczywiście uzupełnić swoją gotówkę którą wydał na automobil, ale także znaleźć jakieś książki dotyczące motoryzacji, gdy tylko dojechali powiedział do swojego szofera
-Jak chcesz to możesz iść ze mną, to moja biblioteka, może coś Ci się spodoba i wypożyczysz.- a następnie wyszedł by przywitać Franka, który pewnie jak zwykle siedział i czytał gazetę albo jakąś książkę:
-Witaj przyjacielu, poszukuję czegoś o motoryzacji, czy mamy takie księgi w naszych księgozbiorach?- zapytał bardzo podekscytowany jego ghoul mógł się domyślać co stało się z jego Mentorem, gdyby Frank zapytał o to kim jest człowiek, który z nim przybył lub nie Morri odpowiedział tylko:
-To człowiek od Haysa, dzisiaj mnie wozi, bo kupiłem automobil. Podał być mi trochę pieniędzy z naszej skrytki?

Re: Poszukiwania Misy (I)

#16
Intelektualni plebejusze, którzy otaczali Alexandra, powodowali zniesmaczenie wampira, tak bardzo lubującego się w światłych umysłach. Latarnia intelektu tutaj nie świeciła zbyt mocno, przez co Malkavianin był raczej rad, że tak szybko i sprawnie załatwił wszystko i mógł opuścić tę gangsterską lożę Haysa.
Śmiertelnik podążał za swoim tymczasowym szefem z wypalonym do połowy papierosem, gdy usłyszał pytanie.
ImageGlen. — Przedstawił się w odpowiedzi na słowa wampira.
ImageOd dawna? W sumie to tak. Trochę już zleciało. — Dodał sucho, wypuszczając po tym trujący dym z ust.
ImageJasne szefie. — Przyjął komendę i odebrał od Spokrewnionego kluczyki do wozu, po czym otworzył dla niego tylne drzwi, jak na szofera przystało. Nie wydawał się szczególnie zadowolony z tej roboty, ale pewnie po wszystkim dostanie jakieś zielone od szefa. Glen umościł się wreszcie za kierownicą Overlanda, odpalił silnik i ruszył w kierunku wyznaczonego adresu, wypalając po drodze swojego papierosa do końca.
Droga była spokojna. Nieszczególnie duży ruch i pogoda sprzyjały podróży. Nieumarły mógł przez chwilę zostać sam na sam ze swoimi myślami, jako iż jego kierowca nie należał do zbyt rozmownych i nie wydawał się być zainteresowany inicjowaniem pogaduch. Mógł zastanawiać się nad tym, co znajdzie u celu swojej podróży i czy uda mu się wykonać zadanie.
Dotarłszy do biblioteki i zwróciwszy się do Glena, ten westchnął ciężko i udał się za wampirem do biblioteki, chociaż możliwe, iż ten po prostu nie chciał siedzieć nie wiadomo jak długo w aucie jak kołek.
Frank uradowany z wizyty swojego mistrza nie czekał długo, żeby wspomnieć o kilku książkach z tej kategorii, głównie na temat samej historii motoryzacji. Poprosił jednak Morriego o sprecyzowanie czego konkretnie potrzebował. Glen i Frank wymienili się krótkimi uprzejmościami na powitanie, po czym ghul Malkaviana udał się na tyły, by zrealizować jego życzenie i wydobyć dla niego fundusze, które mimo dużego już wydatku mogły mu być jeszcze potrzebne.
Tymczasem Glen znudzony przeglądał półki z książkami, wyciągając co poniektóre, oglądając ich okładki i odkładając je z powrotem na miejsce. Jedyny jego komfort był taki, że nie gnił samotnie na dworze.
Frank wreszcie powrócił, przynosząc Alexandrowi kilka mniejszych, łatwiejszych do schowania, pliczków zielonych dolarów, uzupełniających uszczuplone niedawno zapasy w kieszeniach wampira.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#17
Na komentarz o dużej ilości tytoniu w płucach swojego tymczasowego szofera Alexander odpowiedział bardzo grobowo i spokojnie z pełną powagą chociaż niektórzy mogliby to uznać za żart:
-Spróbuj psychotropów, mniej szkodzą, a i efekt bardziej zadowalający, to Cię tylko truje- powiedział to nauczycielskim pozbawionym emocji tonem tak, ze Glen mógł poczuć się...Dziwnie, co to w ogóle za rada, jakie psychotropy? No to już zostało tajemnicą szalonej głowy malkaviańskiego filozofa, który spokojnie kontynuował marsz do samochodu.
Gdy Glen postanowił pójść z nim do biblioteki Howard miło się zaskoczył i obserwował jak ten o to człowiek przegląda książki, Morri wiedział, że gangster nie jest zadowolony z miejsca w którym jest, ale przynajmniej zdecydował się spróbować to już jakiś plus, gdy Frank zapytał swojego mistrza o to jaką książkę właściwie potrzebuje ten spojrzał na niego z szaleństwem w oczach i wystrzelił słowa niczym z kartaczownicy Gatlinga
-Pierwsze co znajdziesz odnośnie historii!
Następnie doktor schował książkę i pieniądze do kieszeni swojego odzienia i spojrzał jeszcze raz swoim przenikliwym wzrokiem na bibliotekarza w średnim wieku:
-Ach zapomniałbym, przyjacielu czy mamy jakąś torbę? taką wiesz podróżną? Jeśli tak to przydałaby mi się na dzisiaj- powiedział to wyjątkowo ciepło, ten Morri zupełnie nie pasował do tego którego wszyscy znali z Elizjum- skrytego i cichego, pozbawionego emocji Anciale ukrytego gdzieś w kącie pomieszczenia, nie pasowało też do tego Morriego który jeszcze niedawno przebywał wśród gangsterów wyobcowanego i butnego Brytyjczyka...Nie, to był Morri łączący ich obu, pewny siebie, ale nie butny, grzeczny, ale nie skryty to był Alexander którego znały tak naprawdę tylko 2 osoby...No może 3: Frank Cobblestone, Bella G.Jones i Pan Clark nikt inny nie miał okazji poznać Morriego wtedy gdy darzy kogoś sympatią, a jednocześnie jest nad nim w hierarchii...Ciekawe zjawisko, które mogło urazić Glena. Po skończeniu sprawy z Frankiem zapytał swojego szofera:
-Wypożyczasz coś, czy jedziemy dalej wykonywać interesy?

Re: Poszukiwania Misy (I)

#18
Sugestia wampira były co najmniej niespodziewana. Mężczyzna spojrzał na Alexandra jakby nie wiedząc, czy ten żartował, czy mówił poważnie. Nie skomentował tego jednak i nie zagłębiał się w ten temat, a jedynie westchnął, pokręciwszy oczyma.
Gdy ghul otrzymał wytyczne, pewnym krokiem udał się między regały w sekcji o technologii, wydobył jedną z książek i przyniósł swemu mistrzowi, widocznie zadowolony. Tom o historii motoryzacji, który Malkavian otrzymał, wydany był raptem kilka lat wcześniej.
W reakcji na pytanie o podróżną torbę, Frank zastanowił się przez chwilę, po czym stwierdził, że musi sprawdzić, czy jest tutaj coś pod ręką. Powrócił do Spokrewnionego parę minut później, niosąc stosunkowo niedużą, skórzaną torbę, w której zwykł nosić książki i notatki, gdy sam przemieszczał się po mieście. Zaproponował ją z nadzieją, że będzie Morriemu przydatna.
Glen nie zamierzał spędzać w bibliotece więcej czasu, niż było to konieczne. Odłożył ostatnią książkę, którą oglądał, również głównie z okładki, po czym skinął głową w stronę swojego szefa, informując, że mogą ruszać. Ruszył przodem, ponownie pomagając Alexandrowi zasiąść z tyłu, a następnie zasiadając znów za kierownicą i oczekując na kolejne instrukcje.
ImageDokąd teraz? — Zapytał, spoglądając na wampira przez lusterko kierowcy.

Re: Poszukiwania Misy (I)

#19
Alexander uśmiechnął się lekko do Franka kiedy przekazywał mu torbę:
-Jeśli mogę ją pożyczyć na jedną noc to oczywiście się przyda, to co muszę przenieść powinno się zmieścić- powiedizał odbierając przedmiot od swojego podopiecznego, na odchodne zadał dla niepoznaki jeszcze pytanie odnośnie interesów biblioteki tak by Glen, a co za tym idzie Hays nie nabrał zbytnich podejrzeń:
-Powiedz mi jeszcze Frank, jak stoją interesy biblioteki?- po wysłuchaniu odpowiedzi pożegnał się z Frankiem i gdy zasiadł już w samochodzie powiedział do Glena:
-Do małego magazynu w Ashburn- dalej podał oczywiście adres, który wcześniej podał mu Primogen, a następnie zatopił się w lekturze poznając arkana silników tych czterokołowych bestii, starał się zgłębić najwięcej jak tylko mógł, nieważne co mówił do niego Glen, wampir nie byl w stane teraz tego usłyszeć, oddawał się swojemu szaleństwu, każde słowo wpadało do jego chłonnego jak gąbka mózgu, każde pojęcie było analizowane pod kątem lingwistyki, każda postać dopasowywana do swojej epoki, każdy pojazd wizualizowany, Morri był teraz duchem i umysłem w świecie początków historii motoryzacji, a jego ciało przygotowywało się do rozmowy z człowiekiem Alistaira jadąc jego nowym Overlandem

Re: Poszukiwania Misy (I)

#20
Cobblestone utrzymując uśmiech z ogromną ochotą przekazał torbę swemu mistrzowi.
ImageOczywiście, bardzo proszę. Mam nadzieję, że będzie wystarczyć. — Był to niewielki gest, ale dał ghulowi wiele radości, przynajmniej tak długo jak wiedział, że Morri jest zadowolony.
ImageMateriały są już gotowe i bez skaz. — Odparł na pytanie swego dawcy. Bez problemu Alexander mógł wywnioskować z tej odpowiedzi, że Frank wywołał fotografie, pozbywając się tych, gdzie uwieczniona została Skadi. Oznaczało to również, że następnego dnia miały zostać przekazane fotografowi, a sprawa wreszcie miała być zamknięta. Aż strach jednak pomyśleć co by się stało, gdyby Malkavianin nie poruszył wcześniej tego tematu. Jeszcze noc, albo dwie dłużej, i mógł przypadkiem ściągnąć na siebie uwagę Belmonte, a zainteresowanie takiego bogacza mogłoby spowodować całą lawinę problemów. Chwalebnie udało mu się zażegnać potencjalny kryzys w sam czas. Wreszcie zabrał się i wrócił do pojazdu, by kontynuować drogę, tym razem do rzeczywistego celu swojej podróży.
ImageRobi się. — Glen rzucił w odpowiedzi na instrukcje Alexandra, momentalnie ruszając w drogę.
Podróż trwała odpowiednio długo, jako że do przejechania było jakieś dwadzieścia kilometrów, przemierzając właściwie pół miasta, jako iż dzielnica Ashburn znajdowała się daleko, na południowym zachodzie Chicago. Na szczęście droga była dość komfortowa i obyło się przez dłuższego stania na skrzyżowaniach. Przez ten czas wampir mógł dowiedzieć się nieco na temat rozwoju motoryzacji, gdzie automobile w obecnej formie tak naprawdę zostały wprowadzone na ulice do użytku publicznego dopiero na początku XX wieku, a jednym z pierwszych szeroko dostępnych pojazdów był Model T Forda.
Docierając do dzielnicy Ashburn, można było zauważyć, że ta dzielnica była w bardzo niewielkim stopniu zurbanizowana. Dominowała tam zieleń, w odróżnieniu od rozwijającej się metropolii w sercu Wietrznego Miasta, do której Alexander mógł być przyzwyczajony ostatnimi czasy, przebywając często w sercu Chicago.
Wspomniany magazyn miał znajdować się właściwie na granicy z już bardziej zabudowanym rejonem Southwest Side. Podjeżdżając pod podany adres, oczom obu mężczyzn ukazał się niewielki, zamknięty obszar magazynowy, choć łatwo można było go pomylić ze zwykłym garażem. Była to zdecydowanie niepozorna, słabo oświetlona miejscówka, która wcale nie sprawiała wrażenia, jakoby miały tutaj mieć miejsce jakieś dzikie interesy. Na końcu budynku, obok dwóch par zamkniętych, dwuskrzydłowych bram, znajdowała się sekcja ze zwykłymi drzwiami i zasłoniętymi oknami, zza których dopiero przyglądając się bliżej, można było dojrzeć światło. Przykładając ucha, można było zasłyszeć i grające cicho radio. Ktoś był w środku, bardzo możliwe, że właśnie człowiek, z którym miał porozmawiać Alexander.

| przejście do Far Southwest Side, dalsza część "Poszukiwania misy (I)".

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości